Bediuzzaman Said Nursi — Autoryzowana biografia
— 246 —

CZĘŚĆ TRZECIA

Życie w Eskisehir
— 247 —

Zdawszy sobie sprawę ze stałego wzrastania Traktatów Światła oraz z odradzania się wiary i islamu, potajemni wrogowie religii, wprowadzając w błąd rząd, wytoczyli Bediuzzamanowi proces, wykorzystując oskarżenia i sfabrykowane zarzuty, wedle których "Bediuzzaman zakłada tajne stowarzyszenie, sprzeciwia się ustrojowi i chce wywrócić jego fundamenty". W roku 1935 Bediuzzaman został wezwany przed Sąd Karny w Eskisehir, który otrzymał jasne instrukcje, by skazać go jeśli nie na śmierć na szubienicy, to na dożywocie.

Następnie do Isparty na czele uzbrojonego oddziału kawalerii przybyli minister spraw wewnętrznych i naczelny dowódca policji. Żołnierze kawalerii utworzyli kordon wzdłuż trasy z Isparty do Afyon. W prowincji Isparta i na przyległych terenach rozmieszczono oddziały wojska. We wczesnych godzinach poranka niewinnego i niesłusznie oskarżonego Bediuzzamana zabrano z domu, skuto i wraz z jego uczniami wysłano ciężarówkami do Eskisehir. W drodze dowódca oddziału kawalerii, Ruhi--bej, zaczął odczuwać bliskie powinowactwo z Bediuzzamanem i jego uczniami. Zdjął im kajdany, co zapewniło, że w drodze nie opuszczą oni żadnej modlitwy. Dostrzegając prawdę i zdając sobie sprawę z niewinności Bediuzzamana, dowódca oddziału zaprzyjaźnił się z Bediuzzamanem i jego uczniami.

Bediuzzaman wraz ze stu dwudziestoma spośród jego uczniów został zabrany do więzienia w Eskisehir. Natychmiast umieszczono go w pojedynczej celi, w całkowitym osamotnieniu, a następnie jego samego oraz jego uczniów poddano straszliwym torturom. Mimo wszystkich męczarni i cierpień, jakie zniósł w tym miejscu, Bediuzzaman Said Nursi napisał tam Błysk Trzydziesty oraz Promienie Pierwszy i Drugi. Po jego przybyciu do więzienia wielu więźniów zmieniło się na lepsze, a doskonaląc się, więźniowie bardzo szybko zaczęli ukazywać stan prawości.

W prowincji Isparta potajemni ateiści podsycali terror i zaszczepiali ludziom strach, szerząc propagandę, wedle której Bediuzzaman i jego

— 248 —

uczniowie mieli zostać powieszeni .

Zaiste, rezultatem owej tyranii było zniszczenie tyrana w taki sposób, że obecnie ci, którzy knuli owe spiski, zostali skazani na wieczną karę śmierci i spadli na najniższy z niskich poziomów Piekła. Zostali oni całkowicie pokonani, a z ich chwały zeszło powietrze; cierpią oni męki dalece przekraczające męczarnie Piekła i wiodą życie godne pogardy.

Co się tyczy Bediuzzamana, który był wojownikiem i bohaterskim sługą wiary (ar. iman) i islamu, żył dalej z godnością islamu i mądrością wiary. Kontynuował swą służbę Koranowi i wierze, budząc muzułmański naród turecki i świat islamu, a poprzez swoje muzułmańskie zwycięstwa ukazując im duchowe święta.

Z drugiej strony, w rezultacie uwięzienia Bediuzzamana przywódca rządu w owym czasie despotyzmu i prześladowań postanowił odwiedzić prowincje wschodnie, obawiając się możliwego wybuchu powstania.

W całym swoim życiu Bediuzzaman uczynił swą zasadą działanie pozytywne, mówiąc: "Setki ludzi nie mogą doznać szkody z powodu błędów jednej czy dwóch jednostek". Z tego powodu, choć cierpiał, będąc poddanym tak okrutnym prześladowaniom, nigdy nie posunął się do odwetu. Bediuzzaman przez cały czas doradzał swoim uczniom, by praktykowali cierpliwość i wytrwałość, a także by działali jedynie przez wzgląd na wiarę i islam. Wkrótce wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że pewne bezpodstawne podejrzenia były umyślnym działaniem ateizmu.

W 1935 roku Bediuzzaman wraz ze stu dwudziestoma uczniami został zabrany do Sądu Karnego w Eskisehir. Traktaty i listy, które znaleziono w czasie rewizji i nalotów i które zostały skonfiskowane, nie dostarczyły żadnych świadectw sugerujących popełnienie przestępstwa. Ostatecznie w wyniku stronniczego głosowania Said Nursi został niesłusznie skazany na jedenaście miesięcy więzienia, a piętnastu z jego uczniów otrzymało wyroki sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Pozostałych stu piętnastu uniewinniono. Na wypadek, gdyby twierdzenia wysuwane przeciwko Saidowi Nursiemu okazały się prawdziwe, a jemu samemu udowodniono winę, opracowano już plany stracenia go i skazania jego uczniów na długoletnie więzienie.

Bediuzzaman wyraził swój sprzeciw wobec tego orzeczenia, argumentując, że taki wyrok byłby odpowiedni dla kogoś, kto uciekł z kochanką, lub dla koniokrada. Żarliwie domagał się tego, by został albo uniewinniony, albo stracony, albo skazany na sto jeden lat więzienia.

W tym miejscu chcielibyśmy podzielić się z Czytelnikami pewnym niezwykłym wydarzeniem:

Kiedy Bediuzzaman był zamknięty w więzieniu, główny prokurator Eskisehir zdumiał się, widząc Nauczyciela przechadzającego się

— 249 —

swobodnie po targowisku. W całkowitym zadziwieniu i szoku zadzwonił do naczelnika więzienia i ostrzegł go, że ten straci pracę.

-Dopiero co widziałem Bediuzzamana na targu! Dlaczego wypuściliście go z więzienia?

-Nie, proszę pana, Bediuzzaman jest w swojej celi - odpowiedział naczelnik. - Zaprawdę, jest on przetrzymywany w pojedynczej celi. Jeśli pan sobie życzy, może pan tu przyjść i sam zobaczyć.

Kiedy to sprawdzono, w niewyjaśniony sposób zastano Bediuzzamana w jego celi. Ta historia stała się znana w całym sądownictwie, a zdumieni sędziowie wołali jeden do drugiego: "Nie mamy pojęcia, jak to rozumieć!" .

Inne bardzo podobne zdarzenie miało miejsce w więzieniu w Denizli. Dwa lub trzy razy ludzie widzieli Nauczyciela w różnych meczetach na porannej modlitwie. Po usłyszeniu o tym prokurator zakipiał gniewem i zadzwonił do naczelnika więzienia, mówiąc: "Uwolnił pan Bediuzzamana, aby mógł udać się do meczetu na poranną modlitwę". Po przeprowadzeniu dochodzenia zostało dowiedzione, że Nauczyciel nigdy nie został zwolniony z więzienia.

Przy innej okazji, w pewien piątek w więzieniu Eskisehir, naczelnik więzienia i jego zastępca usłyszeli, że ktoś ich woła. Naczelnik ujrzał, że był to przebywający w swej celi Bediuzzaman, który powiedział: "Muszę być dzisiaj w Meczecie Ak". Naczelnik odpowiedział kpiąco: "Tak jest, wasza wielmożność" i odszedł do swego pokoju, myśląc: "Zdaje się, że ów hodża zapomniał, iż jest zamknięty w więzieniu". W południe przeszedł się do celi Saida Nursiego, zamierzając przeprosić za swoje kpiny i wyjaśnić, że Bediuzzamanowi nie jest dozwolone, by udał się on do Meczetu Ak. Zajrzał do celi i ujrzał, że Bediuzzamana tam nie ma! Natychmiast wezwał uzbrojonych strażników i powiedział: "Said Nursi był tu zamknięty przez cały czas, a drzwi wciąż są zamknięte!" Pamiętając o prośbie Bediuzzamana, naczelnik popędził do meczetu, gdzie zobaczył, że Bediuzzaman modli się w meczecie, stojąc po prawej stronie w pierwszym rzędzie. Kiedy modlitwa dobiegła końca, naczelnik uświadomił sobie, że Bediuzzamana nie ma już na tamtym miejscu. Pobiegł z powrotem do więzienia i w całkowitym zadziwieniu znalazł tam Bediuzzamana, mówiącego "Allahu Akbar" i wykonującego w modlitwie pokłon do ziemi. (Relację o owym wydarzeniu przekazał osobiście ówczesny naczelnik więzienia).

— 250 —

WYBÓR MÓW OBROŃCZYCH BEDIUZZAMANA

Z SĄDU W ESKISEHIR (1935 R.)

W sądzie w Eskisehir stwierdzono, że Bediuzzaman Said Nursi nie był zaangażowany w jakiegokolwiek rodzaju działalność polityczną, a faktycznie został oskarżony z powodu komentarza do pewnego wersetu koranicznego. W żadnym sądzie na świecie nie było nigdy wcześniej takiego przypadku, żeby interpretator - ar. mufassir - został ukarany z powodu dokonania interpretacji. Z całą pewnością stanowiło to błąd w rozumieniu prawa.

FRAGMENTY MOWY OBROŃCZEJ

Panowie sędziowie, do was mówię! Aresztowano mnie, oskarżając o cztery lub pięć kwestii.

Kwestia Pierwsza: Przedstawiono nas tak, jakbyśmy zamierzali podjąć działania, które mogą zagrozić bezpieczeństwu publicznemu poprzez planowanie reakcji politycznej i wykorzystywanie religii jako narzędzia.

Odpowiedź: Po pierwsze, możliwość to jedno, a rzeczywistość to coś zupełnie innego. Jest możliwym, by każdy człowiek miał dopuścić się wielu morderstw. Czyż owe możliwości popełnienia morderstw mogłyby kiedykolwiek stać się podstawami dla wysunięcia oskarżenia? Jest możliwym, by każda zapałka miała spalić dom. Czyż jest słusznym zniszczenie wszystkich zapałek z powodu możliwości takiego pożaru?

Po drugie: Niech Bóg uchroni!, niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! Nauki wiary, którymi się zajmujemy, nie mogą być narzędziem czegokolwiek innego prócz zadowolenia Boga. Tak, jak słońce nie krąży wokół księżyca ani nie jest od niego zależne, tak wiara (ar. iman), ów świetlisty i święty klucz do wiecznej szczęśliwości i słońce życia ostatecznego, nie może krążyć wokół życia społecznego ani być wykorzystywaną jako jego narzędzie. Zaiste, nie ma uniwersalnej kwestii,

— 251 —

która byłaby bardziej znaczącą niż tajemnica wiary, będąca zagadką stworzenia tego kosmosu i najwspanialszą kwestią wszechświata; nie ma takiej kwestii, której narzędziem mogłaby stać się tajemnica wiary.

Panowie sędziowie! Gdyby owe męczarnie i uwięzienie mojej osoby odnosiły się jedynie do mojego osobistego i doczesnego życia, bądźcie pewni, że zachowałbym milczenie, jak zachowywałem je przez ostatnie dziesięć lat. Jednak jako że aresztowanie mnie odnosi się do życia wiecznego tak wielu ludzi i do Traktatów Światła, które są tafsirem odsłaniającym wielki talizman wszechświata, zatem nawet gdybym miał sto głów, a każdego dnia byłaby ścinana jedna z nich, nie wyrzekłbym się owej potężnej tajemnicy. Nawet jeśli zostanę wybawiony z waszej niewoli, z pewnością nie mogę umknąć szponom wyznaczonej godziny śmierci. Jestem już stary i stoję u drzwi grobu. Jest oczywistym, że Traktaty Światła (będąc interpretatorem Koranu) ukazują wspaniałe odkrycie Wszechmądrego Koranu, który jest odkrywcą owego wielkiego talizmanu wszechświata. Spośród setek kwestii owego talizmanu spójrzcie jedynie na to, jak Traktaty Światła rozwiązują tajemnicę wiary związaną z wyznaczoną godziną śmierci i z grobem, do którego każdy z pewnością zstąpi.

Czyż człowiek, który wierzy w wyznaczoną godzinę śmierci, może uważać wielkie sprawy polityki tego świata za na tyle ważniejsze, by uczynił ową tajemnicę narzędziem tych spraw doczesnych? Jako że godzina śmierci jest nieznana, a śmierć może przybyć w każdej chwili, by ściąć głowę człowiekowi, wyznaczona godzina śmierci jest albo wieczną egzekucją, albo też otrzymaniem dokumentów zezwalających na wysłanie człowieka do świata daleko piękniejszego niż ten świat. Drzwi grobu, które nigdy się nie zamykają, są albo drzwiami otwierającymi się na jamę nicości i wiecznego mroku, albo drzwiami do świata bardziej świetlistego i bardziej trwałego niż ten świat.

Oto, jak dzięki świętemu blaskowi Koranu Traktaty Światła ukazują z pewnością równą tej, z jaką dwa plus dwa daje cztery, że istnieje rozwiązanie umożliwiające przekształcenie wyznaczonej godziny śmierci z wiecznej egzekucji w dokument uwalniający od obowiązków, a także uczynienie jej narzędziem przekształcenia grobu z jamy nieskończonej nicości w drzwi wiodące do wspaniale upiększonych ogrodów. Nawet gdyby należały do mnie całe bogactwo i władza tego świata, bez wahania poświęciłbym je dla znalezienia owego rozwiązania. Zaiste, poświęciłby je każdy, kto tylko jest prawdziwie inteligentny (...).

Szanowni panowie! Jakiego rodzaju umysł postrzegałby Traktaty Światła, które odsłoniły prawdę i są objaśnieniem setek takich kwestii

— 252 —

wiary, tak, jakby były one szkodliwymi dokumentami, jakby były one - niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! - zjadliwymi księgami, będącymi narzędziem prądów politycznych? Jakiegoż rodzaju uczciwość i jakiego rodzaju prawo mogłyby na to zezwolić? Czyż myślicie, że przyszłe pokolenia, ludzie prawdziwej przyszłości życia ostatecznego i Wszechmądry, Któremu należy się chwała (Al-Hakim Zu'l-Dżalal) nie pociągną do rozliczenia tych, którzy to spowodowali? Ponadto jeśli chodzi o obowiązek sprawowania rządów, to od tych, którzy rządzą pobożnymi ze swej natury ludźmi tego świętego narodu, wymaga się, aby sprzyjali pobożności i do niej zachęcali. Jako że świecka Republika wedle jej własnych zasad pozostaje bezstronna, a wedle tych samych zasad nie wtrąca się do spraw ateistów, zatem z pewnością jest również koniecznym, aby nie ingerowała także w sprawy ludzi pobożnych.

Po trzecie: Dwanaście lat temu, doceniając mą walkę przeciwko Brytyjczykom, podjętą poprzez moją księgę zatytułowaną Sześć Kroków (tur. Hutuvat-i Sitte), przywódcy rządu zaprosili mnie do Ankary. Udałem się tam i zobaczyłem, że ich poglądy nie pasują do mego starzejącego się usposobienia.

-Pracuj wraz z nami - zaproponowali mi.

-Nowy Said chce pracować na rzecz życia ostatecznego - odpowiedziałem im. - Nie może on pracować wraz z wami, lecz nie będzie również wtrącał się do waszych spraw.

Zaiste, nie wtrącałem się do ich spraw i nie miałem żadnego udziału w działaniach tych, którzy się wtrącali, ponieważ geniusz wojskowy [1], który mógłby zostać wykorzystany dla podtrzymania tradycji tego muzułmańskiego narodu, na nieszczęście został wykorzystany jako narzędzie i zwrócił się przeciwko tradycji islamu. Tak, pojąłem geniusz przywódców z Ankary, a szczególnie prezydenta, i powiedziałem: "Nie jest dozwolonym wzbudzanie podejrzeń owego geniuszu i zwracanie go przeciwko muzułmańskim tradycjom". Z tego powodu z całych moich sił wycofałem się z tego świata i nie wtrącałem się do jego spraw. Wycofałem się z polityki na trzynaście lat. Zaprawdę, z wyjątkiem jednego lub dwóch spośród ostatnich dwudziestu świąt spędziłem ten czas w odosobnieniu w mym pokoju, jakbym był więźniem, aby nikt nie przypuszczał, że wtrącam się do spraw polityki.

Fakty, które dowodzą tego, iż nigdy nie wtrącałem się do spraw rządu ani nie pragnąłem mieszać się do nich, są następujące:

Dowód pierwszy: Moi przyjaciele, którzy mnie znają, zarówno ci z wioski Barla, w której mieszkałem przez dziewięć lat, jak i z Isparty,

— 253 —

w której żyłem przez dziewięć miesięcy, bardzo dobrze wiedzą, że przez trzynaście lat nie przeczytałem nawet jednej z gazet, będących rzecznikami polityki. Jedynie wtedy, gdy przebywałem w areszcie w Isparcie, niechętnie wysłuchałem artykułu atakującego uczniów Światła, który został napisany przez pewnego dziennikarza w stylu ukazującym ateizm.

Dowód drugi: Byłem przetrzymywany w prowincji Isparta przez dziewięć lat. Faktem jest, że wśród wszystkich wstrząsów tego świata nie można znaleźć nawet najmniejszego znaku lub najbardziej delikatnej wskazówki, które sugerowałyby mój zamiar ingerowania w sprawy polityki.

Dowód trzeci: Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia dokonano nagłego nalotu na moje mieszkanie i skrupulatnie je przeszukano. Skonfiskowano moje najbardziej osobiste listy i księgi z dziesięciu lat. Faktem jest, że urząd gubernatora i departament policji otwarcie przyznały, że w moich księgach nie znaleziono żadnej kwestii odnoszącej się do jakiegokolwiek ingerowania w politykę rządu. Gdyby istniał taki zamiar, to czyż jest możliwym, by człowiek taki jak ja, niesłusznie skazany na wygnanie, poddany torturom, uciskowi, nadzorowi i bezlitosnym prześladowaniom, nie ujawnił go w swych najbardziej poufnych dokumentach nie z dziesięciu lat, lecz z choćby dziesięciu miesięcy; by nie znaleziono przynajmniej dziesięciu kwestii, którymi wymachiwałby on przed twarzami tyranów?

Gdyby zostało powiedziane: "Jednak ponad dwadzieścia razy zostałeś przyłapany na tym, że wysyłasz listy", odpowiedziałbym: "Te listy zostały spisane przez ostatnich kilka lat. Czyż jest przesadnym wysłanie do dziesięciu przyjaciół w ciągu dziesięciu lat dziesięciu, dwudziestu czy nawet stu listów? Jako że istnieje wolność korespondencji, a zawartość owych listów nie dotyczyła spraw waszego świata, nawet gdyby był to tysiąc listów, ich wysłanie wciąż nie stanowiłoby przestępstwa".

Dowód czwarty: We wszystkich moich księgach możecie ujrzeć to, co sami pojęliście - że nie mają one nic wspólnego z polityką. Ze wszystkich sił zwrócone są one ku wierze, Koranowi i życiu ostatecznemu. Jedynie w dwóch lub trzech traktatach stary Said przerwał milczenie, będąc zagniewanym z powodu bezlitosnych męczarni, jakie zadawali mu niektórzy urzędnicy. Będąc jednak dalekimi od brania za swój cel rządu, owe traktaty były skierowane do tych urzędników, którzy nadużywali swego stanowiska. Po tym, jak został poddany tak wielu niesprawiedliwościom,

— 254 —

Said wybrałby raczej wyrażenie swych skarg na piśmie, niemniej jednak nigdy nie zezwoliłem na opublikowanie owego jednego czy dwóch traktatów, oznaczając je jako poufne. Były one ograniczone jedynie do moich wybranych przyjaciół. Rząd spogląda na to, co ma w rękach, i powinien zwrócić uwagę jedynie na to, co jest widoczne, zaś nie ma prawa zaglądać do serca ani do spraw prywatnych i osobistych, jako że każdy w swym sercu i we własnym domu może czynić, co mu się podoba, również krytykować rządzących i wyrażać dezaprobatę wobec nich.

Na przykład siedem lat temu - zanim zostało wprowadzone nowe wezwanie do modlitwy (tj. azan wykonywany po turecku - uz. red. tur.) - został spisany krótki traktat w odpowiedzi dla pewnych urzędników, którzy starali się ingerować w sprawy mego nakrycia głowy i w moje osobiste akty czci, wykonywane wedle szkoły Imama Szafi'iego. Później, po tym, jak zostało wprowadzone nowe wezwanie do modlitwy, uznałem ów traktat za poufny i zabroniłem rozpowszechniania go.

Na przykład kiedy byłem członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, spisałem odpowiedź na twierdzenia Europejczyków, sprzeciwiających się wersetowi dotyczącemu zasłaniania ciała przez kobiety. Aby owa odpowiedź nie stała w sprzeczności z później wprowadzonymi prawami, rok temu ukryłem ów krótki traktat mówiący o zasłanianiu ciała przez kobiety. Wyciągnięty spośród moich spisanych dawno temu traktatów i zapisany jako jedna z kwestii Błysku Siedemnastego, został on później nazwany Błyskiem Dwudziestym Czwartym. W jakiś sposób został on rozesłany tu i tam, co było błędem. Ponadto ów traktat jest naukową odpowiedzią, która zmusza do milczenia tak zwanych ludzi cywilizowanych, sprzeciwiających się wersetowi Koranu. W czasach Republiki z pewnością nie można ograniczać wolności nauki.

Dowód Piąty: Faktem jest, że nie poprosiłem o dokumenty zwalniające mnie (z zesłania - uz. red. pol.) i wybrałem życie na wsi, w odosobnieniu trwającym dziewięć lat. Moim pragnieniem było wycofanie się z życie społecznego i z polityki; faktem jest również, że cierpliwie znosiłem wszystkie męczarnie, jakie mi zadano, aby uniknąć okazania jakiejkolwiek ingerencji w sprawy polityki. Gdybym poprosił o dokumenty zwalniające mnie z zesłania, mógłbym być w Stambule, a nie w Barli. Być może powodem stojącym za bezlitosnym zesłaniem mnie jest uraza pewnych urzędników rządu lub też fakt, że odmówiłem złożenia prośby o owe dokumenty, co ukazało ich niekompetencję, a to z kolei uraziło gubernatora Isparty i wyrządziło szkodę jego dumie. Ci ludzie uczynili zatem górę z kretowiska, sprawiając, że minister spraw wewnętrznych stał się wobec mnie podejrzliwy.

— 255 —

Podsumowując: Wszyscy moi przyjaciele, którzy mieli kontakt ze mną, będą wiedzieli, że nie mówiąc już o wtrącaniu się do spraw polityki czy podjęciu jakichkolwiek działań politycznych, takie postępowanie jest sprzeczne i niezgodne z moimi podstawowymi zasadami, z moim stanem duchowym i z moją uświęconą służbą wierze. Nie mogę zajmować się takimi działaniami. Dano mi światło, a nie tęgi kij polityki.

Jedna z mądrości ukrytych za tą sytuacją jest następująca: Aby ci, którzy zajęli się służbą publiczną i którzy tęsknią do prawd wiary, nie spoglądali na owe prawdy krytycznie i nie zostali ich pozbawieni, Wszechmocny Bóg dał mi pragnienie wycofania się z polityki i obrzydzenie do niej.

(...)

Dochodzenie objęło nieżyjącego już majora Asim-beja. Wiedząc, że jeśli powie prawdę, jego Nauczyciela spotka szkoda, lecz jeśli skłamie, ucierpi na tym jego honor wojskowego, powiedział on: "O, Panie mój, ja Rabb, odbierz mi życie". Dziesięć minut później jego dusza odeszła. Stał się męczennikiem prawości i ofiarą szpetnych błędów popełnionych przez tych, którzy niesłusznie posądzają ludzi pochwalających dobre uczynki i pomagających w ich spełnianiu, czego żadne prawo na ziemi nie może uważać za błąd.

Tak, każdy, kto tylko w całości otrzymał lekcje Traktatów Światła, przywita wyznaczoną godzinę śmierci jak dokumenty zwalniające go z obowiązków, a pijąc słodki nektar śmierci z taką łatwością, jakby pił wodę, będzie czerpał z tego przyjemność. Gdybym nie zważał na smutek moich braci, których pozostawię, ja również, jak mój szlachetny przyjaciel Asimbej, poprosiłbym: "O, Panie mój, ja Rabb, odbierz mi życie". Nie dbam o to.

Spośród oskarżeń, jakie wysunięto przeciwko mnie [2]:

Kwestia Trzecia: Rozpowszechnianie Traktatów Światła bez oficjalnego zezwolenia, a także umacnianie przez Traktaty uczuć religijnych, w przyszłości mogłyby przynieść ograniczenia dla zasad wolności, a to poprzez naruszenie bezpieczeństwa publicznego.

Odpowiedź: Traktaty Światła są światłem, a światło nie może wyrządzić szkody. Odrzuciły one tęgi kij polityki trzynaście lat temu. Ustaliły one uświęcone prawdy, które są kamieniami węgielnymi życia tego kraju i tego narodu. Mogę wezwać wszystkich tych, którzy przeczytali ich poszczególne części, by zaświadczyli, że przyniosły one korzyść ponad dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom owego świętego narodu, nie

— 256 —

wyrządzając żadnej szkody. Rzucam wyzwanie każdemu, kto wystąpi i powie: "Doznałem szkody z winy Traktatów Światła".

Po drugie: Nie posiadam prasy drukarskiej ani też nie mam do dyspozycji wielu spisujących, a sam nie posiadam ładnego charakteru pisma. Jestem tylko na pół piśmienny, a z moją ułomną zdolnością pisania mogę zapisać jedynie jedną stronę w ciągu godziny. Ludzie tacy jak nieżyjący Asim-bej z ich cudownym charakterem pisma zwykli dopomagać mi w spisywaniu moich wspomnień. Spisali oni wspomnienia z mych smutnych dni odosobnienia. Niektórzy ludzie odkryli, iż owo światło wiary jest doskonałym remedium na ich własne problemy, i kontynuowali czytanie tych wspomnień. Ujrzeli oni z pewnością równą prawdzie (ar. haqqa-l jaqin), że były one doskonałym lekarstwem dla ich życia wiecznego i postanowili sporządzić ich kopie na własny użytek.

Spis traktatów, który macie w swym posiadaniu i który zbadaliście, ukazuje, iż każdy traktat i każda część Traktatów Światła są komentarzem (ar. tafsir) mówiącym o prawdach wersetów koranicznych. Dostarczają one komentarza szczególnie w kwestiach filarów wiary, a czynią to z taką jasnością, że niweczy to plany i obraca w ruinę fundamenty wymierzonych przeciwko Koranowi ataków europejskich filozofów, które planowano od tysiąca lat. Obecnie macie w swoim posiadaniu Nadzieję Jedenastą Traktatu dla ludzi starszych. Ujrzycie tam jeden spośród tysięcy dowodów wiary i jedności Jedynego Boga. Możecie sięgnąć do owej Nadziei, jakby była ona próbką Traktatów, i skrupulatnie ją zbadać, aby pojąć, czy moje twierdzenie jest prawdą, czy fałszem.

Jestem przekonany, że każdy może uczciwie zbadać Traktaty Światła poprzez takie ich próbki, jakimi są Traktat o oszczędności, Przesłanie dla chorych z jego dwudziestoma pięcioma Lekarstwami, a także Nadzieja Trzynasta, która jest pocieszeniem wiary dla ludzi starszych. Docenią oni, jak wartościowym skarbcem bogactwa jest owa Nadzieja, jakim lekarstwem i źródłem światła są owe traktaty dla wspólnot ludzi biednych, chorych i starszych, którzy stanowią ponad pięćdziesiąt procent tego świętego narodu.

Ponadto aby pomóc w waszym dochodzeniu, powiem, co następuje: Spis traktatów jest streszczeniem mych pism z dwudziestu lat. Początki niektórych części owych traktatów są datowane na dawne dni czasu, który spędziłem w Daru'l-Hikmet. Numeracja traktatów w spisie nie odzwierciedla porządku chronologicznego. Na przykład Słowo Dwudzieste Drugie zostało spisane przed Słowem Pierwszym, a List Dwudziesty Drugi został spisany przed Listem Pierwszym. Istnieje wiele takich przykładów.

— 257 —

Po trzecie: Księgi Traktatów Światła, które zawierają naukę wiary, ustanawiają bezpieczeństwo i porządek i chronią je. Zaiste, będąc daleką od stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, wiara jest początkiem i źródłem pięknego charakteru oraz dobrych cech, a także chroni je. To brak wiary poprzez swój zły charakter zakłóca publiczny porządek.

Wiedzcie, że jakieś dwadzieścia czy trzydzieści lat temu przeczytałem w gazecie, co powiedział brytyjski minister do spraw kolonii: "Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy prawdziwie nad nimi nie zapanujemy. Musimy pracować nad tym, aby obalić Koran i pozbyć się go". To słowa owego upartego niewiernego były tym, co sprawiło, że przez ostatnie trzydzieści lat zwracałem uwagę najpierw na filozofów Europy, a dopiero później na własną duszę. To przeciwko nim walczę. Nie przyglądam się sprawom w kraju, a niedociągnięcia wewnętrzne przypisuję temu, iż wynikają one z błędów i zepsucia Europy. To z powodu europejskich filozofów jestem rozwścieczony i to oni są moim celem. Al-hamdu li-llah za to, że Traktaty Światła roztrzaskały wymysły owych upartych niewiernych i całkowicie uciszyły filozofów naturalizmu.

Nie ma żadnego rządu na ziemi, niezależnie od tego, jaki przybrałby on kształt czy formę, który zabraniałby świętych owoców i niezachwianego majątku duchowej siły własnego kraju, który posunąłby się do uwięzienia ludzi propagujących owe owoce. Wolność dana duchownym w Europie ukazuje, że żadne prawo nie może ingerować w sprawy tych, którzy przecinają więzi łączące ich z tych światem i osobiście pracują na rzecz swego życia ostatecznego.

Podsumowując: Jestem zdania, że jeśli chodzi o samotnika takiego jak ja, skazanego na dziesięć lat zesłania, któremu zakazano utrzymywania wszelkich relacji społecznych i prowadzenia korespondencji, żadne prawo na ziemi nie może zabronić mu spisywania jego przemyśleń dotyczących wiedzy o wierze, która jest kluczem do wiecznego szczęścia. Fakt, że żaden uczony nigdy nie skrytykował owych przemyśleń, dowodzi tego, iż są one całkowitą i czystą prawdą.

Jeśli zaś chodzi o argumenty użyte do tego, by oskarżyć mnie i skazać na zesłanie...

Kwestia Czwarta dotyczy tego, iż przekazano, że dawałem lekcje w tarice (wspólnocie sufickiej), co jest zakazane przez państwo.

Odpowiedź: Po pierwsze, wszystkie moje księgi, które macie w swym posiadaniu, zaświadczają, iż jestem zajęty wyłącznie prawdami wiary (ar. iman). Ponadto w licznych traktatach napisałem, że: "Nie jest to epoka tariki, lecz raczej epoka ratowania wiary. Do Raju wkroczyło wielu ludzi

— 258 —

nie należących do żadnej tariki, lecz nie wszedł do Raju nikt, kto nie ma wiary. Z tego powodu ta epoka jest epoką pracy na rzecz ocalenia wiary".

Po drugie: Przebywałem w prowincji Isparta przez ostatnie dziesięć lat. Wzywam was, byście znaleźli kogokolwiek, kto stwierdzi: "Bediuzzaman dawał mi lekcje w tarice". Tak, jako nauczyciel dawałem wybranym spośród moich braci w życiu ostatecznym lekcje z dziedziny nauki o wierze i jej wzniosłych prawdach, jednak nie jest to nauczanie w tarice, lecz raczej studiowanie prawdy.

Trzymam się szkoły szafi'ickiej, więc mój tasbih po modlitwie różni się nieco od tasbih wedle szkoły hanafickiej. Ponadto nie przyjmując gości między modlitwami po zachodzie słońca (ar. maghrib) i wieczorną (ar. 'isza), a także przed modlitwą poranną (ar. fadżr), skupiam się na czytaniu wersetów Koranu i na proszeniu o przebaczenie moich grzechów. Zakładam, że żadne prawo na ziemi nie może tego zabronić.

W odniesieniu do sprawy tariki zostałem zapytany przez rząd i urzędników sądowych: "Z czego żyjesz?"

Odpowiedź: Jak poświadczyli to ludzie z Barli, żyję dzięki nadzwyczajnej obfitości (ar. baraka [3] ) biorącej początek z oszczędności oraz dzięki skarbcowi, jaki znajduje się w całkowitym zadowoleniu z tego, co się posiada. Przyjaciele, którzy pozostawali w kontakcie ze mną, wiedzą, że przez większość dni utrzymywałem się za bardzo niewielką kwotę - sto par dziennie [4], a czasami nawet mniej. Zaprawdę, przez siedem lat wystarczyło mi siedem banknotów, które wydałem na buty i ubranie.

Zaprawdę, jak zaświadczy o tym moja biografia, którą macie przed sobą, przez całe życie odrzucałem podarki ludzi i jałmużnę; odrzucałem nawet prezenty mych najbardziej wiernych przyjaciół kosztem urażenia ich. Jeśli byłem zobowiązany do przyjęcia prezentu, to moi przyjaciele, którzy mi służyli, zaświadczyli, iż przyjmowałem owe prezenty jedynie pod warunkiem, że w zamian dam coś o podobnej wartości.

Większość wynagrodzenia, jakie otrzymałem w Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, wydałem na publikowanie ksiąg, które napisałem; zachowałem jedynie małą część owych pieniędzy, aby udać się na pielgrzymkę (ar. hadżdż). Błogosławieństwo, jakie dają zadowolenie i oszczędność, sprawiło, że ta niewielka kwota wystarczyła mi na dziesięć lat i nie musiałem w żaden sposób błagać o wsparcie. Niewielka część owych pieniędzy pozostała mi do tej pory.

Panowie sędziowie! Ważnym jest, byście nie czuli się znużeni słuchaniem mojego oświadczenia. W raportach wymieniono dwadzieścia do trzydziestu

— 259 —

ksiąg, które stały się przyczyną mojego zesłania. Jako odpowiedź na tak długi akt oskarżenia, to oświadczenie zaiste można uznać za krótkie. Jak wycofałem się z polityki tego świata na ostatnie trzynaście lat, tak nie jestem zaznajomiony z prawem. Co więcej, moja biografia zaświadczy, że nigdy nie zniżałem się do tego, by kłamać w obronie własnej. Wyraziłem prawdę w owej kwestii taką, jaka jest. Ponieważ możecie użyć swego sumienia i jesteście świadomi uczciwego i bezstronnego stosowania prawa, możecie teraz wydać wyrok w mojej sprawie.

Wiedzcie również, że z powodu podejrzeń i niekompetencji pewnych urzędników dochodzenie w mojej sprawie prowadzono, patrząc przez lornetkę, która kretowisko ukazała jako górę. Podając usprawiedliwienia, jakie wilk mógłby dawać owcom, lub też postępując z intencją osiągnięcia wysokiej rangi czy łask rządu, planują oni przygotować pole dla wprowadzenia nowych praw dotyczących wolności. Mamy nadzieję, iż możecie wykazać, że wielkie jak góra podejrzenia oskarżenia to tylko kretowisko, to jest, że spojrzycie na nie, odwracając ową lornetkę.

Będę domagał się również tego, by zwrócono mi moje księgi, które zostały mi skonfiskowane, a dla mnie są warte więcej niż tysiąc lir. Znaczną część owych ksiąg dwanaście lat temu przyjęto do Biblioteki w Ankarze, a wyrazy uznania i podziękowania dyrektora biblioteki przekazano w gazetach.

Na mocy decyzji komisji sędziowskiej, która zadecyduje o moim losie, chciałbym przekazać kopię tego oświadczenia oskarżycielowi publicznemu i wytoczyć sprawę tym, którzy stali się przyczyną strat, jakie poniosłem. Proszę również, by kopie (oświadczenia - uz. red. pol.) zostały wysłane do ministra spraw wewnętrznych i do członków Parlamentu.

SUPLEMENT PIERWSZY DO POWYŻSZEJ MOWY OBROŃCZEJ

Oto, co przedstawiam człowiekowi, który mnie przesłuchiwał, a także komisji sędziowskiej! Po pierwsze, dodaję trzy kwestie do mojego wcześniejszego oświadczenia.

Kwestia Pierwsza:

Celowo, aby sfabrykować oskarżenie z niczego, uparcie pytają mnie: "Skąd pochodzą fundusze na utworzenie takiej organizacji?", sugerując,

— 260 —

że istnieje jakieś stowarzyszenie. Ludzie zadający to pytanie sprawiają wrażenie żywiących wobec nas ukrytą wrogość, co pozostawia nas zaskoczonych i całkowicie oszołomionych.

Odpowiedź: Przede wszystkim pytam tych, którzy zadają to pytanie: Jakie istnieją dokumenty lub dowody, które sugerują istnienie takiej organizacji politycznej? Jakiż znaleźliście dowód i świadectwo finansowania organizacji, której istnienie tak uparcie zakładacie?

Przez ostatnie dziesięć lat byłem przetrzymywany w prowincji Isparta pod skrajnym nadzorem. Zwykle w ciągu dziesięciu dni widywałem się jedynie z jednym lub dwoma pomocnikami i jednym lub dwoma podróżnymi. Byłem samotny, obcy, wyczerpany światem. Czułem krańcowy wstręt do polityki i wielokrotnie doświadczyłem tego, jak szkodliwe i idące na próżno były - na przekór ich celom - sprzeciwy polityczne. Reakcja na nie uczyniła je bezsilnymi. W najbardziej przełomowej chwili, kiedy przebywałem wśród mego ludu i tysięcy przyjaciół, odrzuciłem taką możliwość i nie wziąłem udziału w jakimkolwiek ruchu politycznym. Największą zbrodnią jest dla mnie wyrządzenie szkody uświęconej służbie potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi) i uczynienie jej celem wrogości polityków, co nie jest w żaden sposób dozwolone. Uciekam zatem przed polityką, jakbym uciekał przed diabłem. Przez dziesięć lat przyjmowałem za swą zasadę słowa:

اَعُوذُ بِاللّٰهِ مِنَ الشَّيْطَانِ وَ السِّيَاسَةِ

Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką! Jako człowiek wybuchowy, który bez strachu wyjawia swe sekrety, odkryłem, że największym podstępem jest wyrzeczenie się podstępu jako takiego. Nie dałem krytycznym i wścibskim urzędnikom całej prowincji Isparta żadnych wskazówek mojego zaangażowania się w działalność polityczną. Każdy, kto tylko posiada rozsądek i świadomość, z niesmakiem odniesie się do oszczerstw tych, którzy mówią: "Istnieje taka organizacja, a ty knujesz spiski natury politycznej". Nie tylko ja sam, lecz również prowincja Isparta i wszyscy, którzy mnie znają, zaiste, wszyscy ludzie posiadający inteligencję i świadomość odpowiedzieliby na to: "Oskarżacie go jedynie z powodu własnych złośliwych planów".

Po drugie: Naszą sprawą jest wiara (ar. iman). Dzięki braterstwu islamu ustanowiliśmy braterstwo w tym kraju i wśród dziewięć dziesięciu dziewięciu procent ludzi Isparty, tymczasem stowarzyszenie polityczne jest sojuszem mniejszości będącej częścią większości. Dziewięćdziesięciu dziewięciu ludzi nie może stać się stowarzyszeniem wymierzonym przeciwko jednemu człowiekowi, chyba

— 261 —

że ów człowiek jest nadzwyczaj niesprawiedliwym ateistą, że wyobraża sobie, iż - niech Bóg uchroni! - wszyscy są ateistami takimi jak on i rozpowszechnia takie kłamstwa, by znieważyć ten błogosławiony i pobożny naród.

Po trzecie: Człowiek taki jak ja żywi żarliwą miłość i uznanie dla narodu tureckiego przez wzgląd na to, że ów naród jako chorąży Koranu ukazuje chwałę Koranu, a przez sześćset lat rzucał wyzwanie całemu światu. Tysiąc Turków zaświadczyłby, że poprzez swe działania przysłużyłem się temu narodowi bardziej niż tysiąc tureckich patriotów. Wybrałem pozostanie w odosobnieniu, przedkładając dwudziestu lub trzydziestu wartościowych młodych ludzi z Turcji nad trzydzieści tysięcy mych rodaków, którzy nie odprawiają modlitwy. Poprzez moją uczciwość jako nauczyciela chroniłem dostojeństwo wiedzy i dostarczałem jasnych lekcji w temacie prawd wiary. Jakże mogłoby być szkodliwym utrzymywanie przez takiego człowieka pobożnych więzi ze stoma tysiącami jego uczniów, jedynie przez wzgląd na wiarę, prawdę i życie ostateczne, na przestrzeni dziesięciu, dwudziestu lub trzydziestu lat; jak mogłoby być szkodliwym przyjęcie ich jako braci w życiu ostatecznym? Czyż ludzie uczciwości i sumienia mogliby w ogóle zezwolić na krytykowanie takich ludzi? Czyż można postrzegać ich jako stowarzyszenie polityczne?

Po czwarte: Zadawanie człowiekowi, który przez ostatnie dziesięć lat obywał się setką banknotów, któremu przez ten czas starczało czterdzieści monet (tj. par - uz. red. tur.) dziennie, który przez siedem lat nosił ten sam płaszcz, mający siedemdziesiąt łat, pytania: "Skąd bierzesz fundusze na życie i na założenie tej organizacji?" ukazuje każdemu, kto tylko ma świadomość, jak niesprawiedliwi są ludzie, którzy zakładają takie rzeczy.

Kwestia Druga: Poprzez przywoływanie powstania z Menemen [5] zaszczepiono w ludziach strach, a w celu usprawiedliwienia nowych praw siłą przewieziono mnie z Barli do Isparty, aby zwieść rząd. Planem tych ludzi było "zapewnienie szybkiego wprowadzenia nowych praw". Po tym, jak ujrzeli, że nie dałbym się wykorzystać jako narzędzie takiego zepsucia i nie żywię żadnej skłonności do tak nieszczęsnych działań, zmienili oni swe plany. Wykorzystując mą sztuczną sławę, której nigdy nie lubiłem, uknuli oni podejrzany spisek będący imitacją niezgodnego z prawem buntu w Menemen, czyniąc to w sposób, który całkowicie nas oszołomił. Wyrządzili wielką krzywdę wielu ludziom tego narodu, którzy zostali niesłusznie uwięzieni, rządowi i całemu narodowi. Kiedy ich kłamstwa zostały ukazane, znaleźli oni wymówki tego rodzaju, jakie wilk mógłby przedstawić kozie, aby zdezorientować urzędników sądownictwa.

— 262 —

Korzystając z mego prawa do ochrony tego narodu, napominam urzędników sądownictwa, aby zachowali w tej sprawie największą uwagę i ostrożność. Ludzie, którzy starali się zasłużyć na łaski pewnych urzędników rządowych poprzez oszustwo, sfabrykowali pomniejszy incydent, wykorzystując fałszywy pretekst stowarzyszenia politycznego, prowokując naiwnych, niewinnych i bezradnych ludzi. Teraz ukazują owo kretowisko jako górę, wprowadzając w błąd rząd. Uciskają wielu niewinnych ludzi, wyrządzając wielką szkodę temu narodowi, a winą za to niesłusznie obciążają kogoś innego. To oni powinni zostać oskarżeni przez prawo! Nasza sprawa przedstawia się dokładnie tak, jak ją przedstawiłem.

Kwestia Trzecia: Sądy należą do kręgów rządowych i to one najbardziej potrzebują zachowania swej niezależności oraz obiektywnego i beznamiętnego poglądu, bez ulegania jakimkolwiek wpływom zewnętrznym. Zdając się na całkowitą sprawiedliwość sądu, pragnę skorzystać z prawa do obrony mojej wolności.

W sądach zawsze pojawiają się sprawy dotyczące majątku i morderstw. Gdyby sędzia wyraził własną wściekłość i podjął decyzję o straceniu mordercy, uczyniłoby to mordercą samego sędziego. Jeśli wszyscy urzędnicy sądowi nie są zabezpieczeni przed wpływami z zewnątrz i wolni od takich wpływów, ryzykują popełnienie straszliwego grzechu pod pozorem wymierzania sprawiedliwości.

Co więcej, nawet mordercy, pustelnicy i przeciwnicy (rządu - uz. red. pol.) mają swoje prawa i będą dochodzić swoich praw, poszukując obiektywnej mediacji. Chociaż w mym oświadczeniu zarówno tutaj, jak i w Isparcie, moje imię zostało zapisane jako "Said Nursi", przy każdej okazji będą mówić o mnie "Said Kurdi" lub "ten Kurd". Owo wyrażenie jest używane przeciwko mnie i wyrządza szkodę istocie sprawiedliwości, zamieniając ją w ucisk. W ten sposób narzuca się stronnicze poglądy tam, gdzie chodzi o wymierzenie sprawiedliwości. W ten sposób ci ludzie starają się wzburzyć narodowy temperament moich braci w życiu ostatecznym, jak również wpłynąć na wysoki sąd wbrew jego prawdziwej naturze.

Wydarzenia historyczne potwierdzają, że pierwszym warunkiem prawa jest to, by sędzia i sąd byli wolny od skazy uprzedzeń i by ich decyzje były całkowicie bezstronne. Przykładem tego jest fakt, że podczas swego kalifatu Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) stanął przed sądem jako oskarżony przez żyda. Wielu sułtanów zostało pozwanych przed sąd przez prostych ludzi. Poprzez tysiące takich przykładów mówię tym, którzy starają się przedstawić mnie jako cudzoziemca, aby zdezorientować oko sprawiedliwości:

— 263 —

Szanowni panowie! Przede wszystkim jestem muzułmaninem, a choć urodziłem się w Kurdystanie, służę Turkom. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent mej przynoszącej korzyść służby było wykonane na rzecz Turków i pośród Turków spędziłem większość życia. Moi najszczersi i najwierniejsi przyjaciele pochodzili spośród Turków. Jako że najbardziej bohaterską spośród armii islamu byli Turcy, zgodnie z moją koraniczną metodą wymaganiem mojej uświęconej służby jest to, bym miłował ich i wspierał, dając im pierwszeństwo przed wszystkimi innymi narodami. Mogę ukazać tysiąc młodych ludzi z Turcji jako świadectwo tego, że przysłużyłem się narodowi tureckiemu tysiąc razy bardziej niż ludzie, którzy przyklejają mi łatkę Kurda, a samych siebie ukazują jako patriotów.

Jako świadectwo przedstawiam również trzydzieści do czterdziestu ksiąg, które znajdują się w rękach sędziów, szczególnie traktaty o oszczędności, o ludziach starszych oraz Przesłanie dla chorych. Owe księgi przysłużyły się czterem piątym narodu tureckiego, przynosząc korzyść ludziom biednym, zubożałym, chorym i grupom ludzi pobożnie religijnych. Jest to równe zasługom tysiąca tureckich patriotów. Owe dzieła nie znajdują się w rękach Kurdów, lecz w rękach młodych ludzi z Turcji.

Za zezwoleniem komisji sędziowskiej, oto co mówię bezbożnym tyranom, którzy poddali nas temu nieszczęściu, oraz tym, którzy zwiedli niektórych z członków rządu, wprowadzając ów plan pod płaszczykiem patriotyzmu:

Szanowni panowie! Jak ma być patriotyzmem wtrącanie w owo nieszczęście ponad czterdziestu najbardziej wartościowych młodych ludzi z Turcji i najbardziej szanowanych starszych Turków, jak gdyby popełnili oni poważną zbrodnię, taką jak morderstwo - jedynie przez wzgląd na moją sprawę, w której jeszcze nie podjęto decyzji, a nawet gdyby udowodniono stawiane mi zarzuty, nie stanowią one przestępstwa, a nawet gdyby stanowiły, to owa sprawa dotyczy wyłącznie mnie samego? Zaiste, wśród tych, których bez powodu poddano owym torturom aresztu, znajdują się ludzie będący powodem do dumy dla młodzieży tureckiej, którzy zostali potraktowani jak mordercy, zabrani od swych rodzin i dzieci i wtrąceni w to nieszczęście wyłącznie dlatego, że wysłałem im traktat dotyczący kwestii wiary, przesłałem im pozdrowienia i ceniłem ich . Czy to jest wasz patriotyzm?

Twierdzicie, że mówię, iż jestem cudzoziemcem, jednak wśród owych dzielnych i szanownych młodych i starszych ludzi z Turcji są tacy, że nie

— 264 —

oddałbym jednego z nich nawet za stu moich rodaków. Są wśród nich ludzie, przez wzgląd na których przez pięć lat odmawiałem przeklinania nawet tych urzędników, którzy skazali mnie na dziesięć lat prześladowań. Wśród tych szlachetnych tureckich przyjaciół są tacy, którzy zdumiewają mnie swą największą szczerością i wzniosłymi cechami charakteru. Dzięki nim doceniłem tajemnicę wyższości narodu tureckiego.

Zgodnie z mym sumieniem i poprzez wiele wskazówek oznajmiam, że gdybym posiadał tyle ciał, ilu jest owych niewinnych ludzi, którzy zostali niesłusznie uwięzieni, gdyby miały na mnie spaść wszelkie rodzaje trudności, jakie oni cierpią, przyrzekam, że z dumą zniósłbym je wszystkie, by tylko ocalić owych wartościowych ludzi. Uczucia, jakie żywię wobec tych ludzi, wynikają z przymiotów ich charakteru, nie zaś z korzyści, jakie mogą mi oni przynieść. W ostatnim czasie spotkałem się jedynie z niektórymi spośród nich. Cierpiałem z powodu niektórych z nich, choć oni mogli dzięki mnie odnieść korzyści, lecz nawet gdybym doznał tysięcy krzywd, nie zmniejszyłoby to ich wartości w moich oczach.

A zatem, o wy, bezbożni tyrani, którzy twierdzicie, że jesteście patriotami tureckimi! Poddajecie (nieszczęściu - uz. red. pol.) tak wielu ludzi będących powodem do dumy narodu tureckiego z powodu - mówiąc waszymi słowami - Kurda takiego jak ja... Jak może być patriotycznym oczernianie ich i pogardzanie nimi dla tak podłych i znikomych pretekstów? Czy to nazywacie tureckim nacjonalizmem? Czy to jest umiłowanie kraju? Niech zadecydują wasze nieuczciwe sumienia!

Zdając sobie sprawę z niewinności owych ludzi, ten sprawiedliwy sąd uniewinnił większość z nich. Jeśli kwestia (o którą jesteśmy oskarżeni - uz. red. pol.) jest przestępstwem, to popełniłem je ja. Ci ludzie, z powodu ich wspaniałomyślnych charakterów, dopomagali mi jedynie przez wzgląd na Boga i wykonywali swe pomniejsze obowiązki dla starego i skazanego na zesłanie nauczyciela, jakim jestem. Rozpalali w piecu, przynosili mi wodę, przygotowywali moje posiłki i sporządzali kopie moich osobistych traktatów. Przez wzgląd na mnie, na pamiątkę umieścili swoje nazwiska na końcu dwóch traktatów, które są niczym moje dzienniki. Czyż na obliczu ziemi mogły kiedykolwiek istnieć jakiekolwiek prawo, jakakolwiek procedura i jakakolwiek mądrość, które miałyby zganić takich ludzi, używając takich wymówek?

— 265 —

SUPLEMENT DRUGI DO MOJEJ MOWY OBROŃCZEJ

Panowie z komisji sędziowskiej! W poniższym oświadczeniu znajdziecie rzeczy, które nie są związane z waszym obowiązkiem. Owe kwestie są jednak istotne dla kraju w ogóle, a nawet dla całego świata. Nie należą one jedynie do was, lecz duchowo słucha ich cały świat. Powodem tego jest fakt, że odmówiono mi mojego podstawowego prawa.

Nie posiadam pięknego charakteru pisma. Wiele razy mówiłem, że jest to kwestia życia i śmierci, i prosiłem o to, by zapewniono mi pisarza, abym mógł spisać petycję w obronie moich praw. Nie zapewniono mi pomocy pisarza, lecz zaprawdę, bezlitośnie zakazano mi rozmawiania z kimkolwiek przez dwa miesiące. Z tego powodu nie byłem w stanie spisać (swego oświadczenia - uz. red. pol.) w uporządkowany sposób mym ułomnym i niechlujnym charakterem pisma. Moje końcowe oświadczenie jest następujące:

Gdyby przypuścić, że - jak przekazali ludzie zepsuci i donosiciele - Traktaty Światła nie zgadzają się z polityką rządu i sprzeciwiają się jej; że służą ideologii politycznej odmiennej od własnych ideałów; że wszystkie traktaty dotyczą nie wiary, ale polityki...; gdyby założyć, że tak jawne oszczerstwo jest prawdziwe i gdyby je przyjęto, w odpowiedzi powiedziałbym:

Jako że najbardziej wszechstronną formą wolności jest Republika i jako że rząd postanowił ustanowić Republikę w jej najbardziej sprzyjającej wolności formie, zatem z pewnością wolność Republiki nie może tłumić wolności wiedzy, dopóki wolność wiedzy nie narusza bezpieczeństwa publicznego. Prawdziwe, bezsporne i niezbite poglądy uczonych oraz słuszne wyrażenia nie mogą być uważane za przestępstwo kryminalne. Czyż kiedykolwiek istniał na świecie rząd, który w całości składał się z ludzi o jednych przekonaniach politycznych? Załóżmy na chwilę, że to, co napisałem, było mymi osobistymi poglądami politycznymi, i że pokazałem owe poglądy niektórym spośród moich wybranych przyjaciół. Jakież istnieje prawo, wedle którego można obwiniać takie postępowanie? Tymczasem Traktaty Światła mówią o świetle wiary. Nigdy nie zniżyły się do ciemności polityki i nigdy nie zniżą się do owego poziomu.

Załóżmy, że ateista, który jest nieświadomym natury świeckiej Republiki, powiedział: "Twoje traktaty dostarczają wielkiej siły religijnej, są zatem sprzeczne z zasadami bezwyznaniowej republiki".

— 266 —

Odpowiedź: Rozumiemy, że świecka Republika wedle założeń rządu ma polegać na oddzieleniu religii od spraw tego świata. W przeciwnym razie sugerowanie tego, co niewyobrażalne, to jest, że jest ona odrzuceniem religii i całkowitą bezbożnością, byłoby twierdzeniem, które zaakceptowałby jedynie głupiec i ateista.

Zaiste, żaden naród na ziemi nigdy nie żył bez wiary. Również szczególna natura narodu tureckiego, dzięki której przez stulecia ów naród wyróżniał się wśród całego świata, mówi, że gdziekolwiek znajdują się Turcy, są oni muzułmanami, nawet jeśli wśród innych, mniejszych narodów muzułmańskich znajdują się społeczności pozostające poza islamem. Ten uświęcony naród jest żarliwie i szczerze pobożny i przez tysiąc lat ukazywał się jako bohaterska armia religii prawdy. Ustanowił on swój honor narodowy poprzez miliony religijnych źródeł i wyrył swe imię w historii ostrzem swego miecza. Ci kłamliwi ateiści i ci ludzie pozbawieni jakichkolwiek uczuć narodowych, którzy oskarżają Turków, twierdząc, że "odrzucą oni religię lub staną się ateistami", popełniają zbrodnię tak poważną, że zasługują na to, by zostali ukarani na najniższym z niskich poziomów Piekła.

Tymczasem Traktaty Światła nie mówią o prawach zewnętrznych kwestii społecznych, które obejmuje religia. Tym, o czym mówią, jest raczej ich podstawowy temat i cel, to jest wzniosłe filary wiary, które są najczystszą i najwyższą z kwestii religii. W większości przypadków mym audytorium jest moja własna dusza, a po niej filozofowie Europy. Jeśli istnieją ludzie, którzy podejrzewają, że owe święte kwestie wyrządzą szkodę, mogą oni być jedynie szatanami.

Jedynie trzy lub cztery traktaty krytykują pewnych urzędników w formie skargi, jednakże owe traktaty nie odnoszą się do tych urzędników przez wzgląd na sprzeciwianie się rządowi czy bycie krytycznym wobec niego, lecz raczej są napisane celem wystąpienia przeciwko tym urzędnikom, którzy prześladują mnie, nadużywając swego stanowiska. Co więcej, by owe trzy lub cztery traktaty nie zostały niewłaściwie zrozumiane, uznałem je za poufne i zakazałem ich rozpowszechniania. Większość z moich traktatów została spisana cztery lata temu; niektóre z nich osiem lat temu, a niektóre z nich trzynaście lat temu. Jedynie Traktat o oszczędności, Traktat dla ludzi starszych i Przesłanie dla chorych zostały ułożone w ostatnim roku. Prócz tego ludzie posiadający choć najdrobniejszą inteligencję, którzy starannie i bezstronnie zbadają Traktaty, przyznają, że nie naruszają one prawa ustanowionego przez rząd. Nie są one w żaden sposób podburzające ani nie naruszają

— 267 —

publicznego porządku, lecz zaprawdę chronią go i powinny być przyjęte przez rząd z uznaniem.

Nawet jeśli przyjmiemy, że (w Traktatach - uz. red. pol.) znajduje się wiele kwestii niezgodnych z poglądami rządu, to decyzja podjęta dnia 28 czerwca 1933 roku odrzuciła oparte na domniemaniach elementy wyżej wspomnianego prawa. Później ogłoszono ogólne prawo łaski, twierdząc, że nie ma żadnych podstaw dla dalszego śledzenia Traktatów. Domagam się zakończenia niesprawiedliwości, której zostaliśmy poddani [6], a także tego, by nasze traktaty zostały nam zwrócone tak szybko, jak tylko to możliwe.

Jeśli pijany i nieuczciwy człowiek, który uważa naturę człowieczeństwa za niższą od najbardziej nędznego i niskiego poziomu stanu właściwego zwierzętom, który przyjmuje, że ów świat jest niekończący się i trwały, i wyobraża sobie, że ludzkość jest wieczna i nieśmiertelna, powie: "Twoje traktaty dostarczają potężnych lekcji wiary. Sprawiają one, że ludzie wycofują się z tego świata. Zwracają ich uwagę ku życiu ostatecznemu. Jeśli chodzi o nas, możemy żyć jedynie zwracając całą naszą moc, całą uwagę i wszystkie umysły ku życiu tego świata, ponieważ obecne życie wraz z ochroną przed wrogami stały się nadzwyczaj trudne",

odpowiem: To prawda, że lekcje potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi) zwracają uwagę ku życiu ostatecznemu. Jednakże poprzez ukazywanie tego świata jako pola uprawnego, targu i fabryki życia ostatecznego zachęcają do cięższej pracy na rzecz życia tego świata. Ponadto w najbardziej potężny sposób pomagają odzyskać duchową siłę, która została utracona z powodu braku wiary. Ponieważ ci, którzy są pogrążeni w rozpaczy, stali się leniwi i obojętni, owe lekcje skłaniają ich do zapału i entuzjazmu, prowadzą do dokładania starań i ciężkiej pracy. Czyż ktokolwiek chciałby żyć na tym świecie zgodnie z takim prawem, które zabrania lekcji potwierdzonej wiary, a szczególnie lekcji, które zostały udowodnione poprzez niezaprzeczalne świadectwa, które dostarczają przyjemności tego świata, zachęty do pracy, wsparcia duchowego i środków umożliwiających przeciwstawienie się niekończącym się utrapieniom tego świata?

Jeśli ignorant i tak zwany patriota, który nie zna prawdziwych zasad zarządzania narodem i utrzymania porządku publicznego, powie: "Powodem, dla którego wtrącamy się do twoich spraw i podejmujemy środki ostrożności, jest możliwość tego, że twoje traktaty staną się narzędziem dla tych, którzy zakłócają publiczny porządek i mieszają się w sprawy rządu. Jest możliwym, że nieświadomie sprzeciwisz się rządowi,

— 268 —

a ponieważ twoje traktaty wywierają tak wielki wpływ, może stać się to przyczyną poważnych kłopotów",

odpowiem: Ci, którzy otrzymali lekcje Traktatów Światła, z całą pewnością oddalą się od zepsucia, które rozlewa krew niewinnych i odbiera im ich prawa. W szczególności pojmą oni dzięki swemu doświadczeniu, że takie zepsucie jest źródłem kolejnych niepowodzeń i jest wielce szkodliwe. Faktem jest, że w dziesięć przypadków zepsucia ostatnich dziesięciu lat nie była zaangażowana nie tylko dziesiąta część uczniów Światła, ale wręcz żaden uczeń Światła. To ukazuje, że Traktaty sprzeciwiają się owemu zepsuciu i służą zachowaniu porządku publicznego. Odnośnie do zarządzania i publicznego porządku, kim byłoby łatwiej rządzić: dziesiątką rozbójników spośród atestów czy tysiącem ludzi, którzy mają wiarę (ar. iman)? Tak, poprzez wytwarzanie pięknych cech charakteru wiara pobudza uczucie miłosierdzia i zaszczepia poczucie unikania wyrządzania szkody.

Co się tyczy waszej troski o moją nieuwagę, to przez ostatnie trzynaście lat robiłem wszystko, co tylko było w mojej mocy, aby nie zwracać na siebie uwagi rządu, nie zajmować się jego sprawami i nie wtrącać się do nich - do tego stopnia, że wiodłem najbardziej niezwykłe życie pustelnika, który wycofał się z polityki, jak jest to wiadomym w całej prowincji Isparta.

O wy, niesprawiedliwi ludzie, którzy poddaliście mnie temu nieszczęściu! Zrozumiałym jest, że jesteście rozdrażnieni i zagniewani na mnie, lecz nie z powodu mojego działania przeciwko publicznemu porządkowi. Aresztowaliście mnie poprzez wrogość, jaką żywicie dla publicznego porządku. Zaiste, tymi, którzy chcą zburzyć publiczny porządek i wtrącać się do spraw władzy, są ci, którzy doprowadzili do mojego aresztowania, zwodząc rząd w tym, co mnie dotyczy, i bezskutecznie zaangażowali w tę sprawę sądownictwo. Obowiązkiem nie tylko naszym, lecz przede wszystkim oskarżyciela publicznego i komisji sędziowskiej jest postawienie zarzutów tym ludziom w imieniu tego narodu.

Jeśli zostanie powiedziane: "Nie wyznaczono ci żadnego oficjalnego obowiązku, zatem nie możesz dawać lekcji religijnych jak wyznaczeni do tego urzędnicy ani też cieszyć się takim szacunkiem ludzi, jak oni. Ponadto istnieje już departament, którego zadaniem jest dawanie lekcji religii. Potrzebujesz uzyskać zatwierdzenie owego departamentu",

odpowiem: Po pierwsze, nie posiadam prasy drukarskiej ani wyznaczonych do tego zadania skrybów, bym mógł publikować swoje dzieła. Nasze dzieła mają charakter prywatny. Doktryna wolności sumienia za-

— 269 —

pewnia wolność w sprawach prywatnych, szczególnie tych, które dotyczą wiary i sumienia.

Po drugie: Rząd Jedności Narodowej jednogłośnie przydzielił mi stanowisko w Daru'l-Hikmet, abym udowadniał prawdy islamu występując przeciwko Europie i abym udzielał ludziom lekcji. Minister spraw religijnych mianował mnie generalnym kaznodzieją w Van. Aż do tej pory ponad setka moich dzieł krążyła wśród uczonych, nie ściągając na siebie żadnej krytyki. To dowodzi, iż mam prawo do tego, by udzielać ludziom lekcji!

Po trzecie: Gdyby drzwi grobu były zamknięte, a ludzkość miała pozostać na tym świecie na wieki, wówczas pewne obowiązki byłyby przynależne jedynie wojsku, administracji i aparatowi urzędniczemu. Jako że śmierć przynajmniej trzydziestu tysięcy świadków, którzy każdego dnia odchodzą z tego świata, dowodzi twierdzenia mówiącego: اَلْمَوْتُ حَقٌّ śmierć jest prawdą, zaiste istnieją obowiązki odnoszące się do wiary, które są dalece ważniejsze od obowiązków tego świata. Zatem na rozkaz Koranu Traktaty Światła wypełniają owe obowiązki.

Koran, który jest mistrzem, władcą i dowódcą Traktatów Światła, włada trzystu pięćdziesięcioma milionami ludzi i szkoli ich. Sprawia on, że ręce przynajmniej czterech piątych z owych ludzi przynajmniej pięć razy dziennie wznoszą się w modlitwie do Bożego dworu. Poprzez modlitwy we wszystkich meczetach i wspólnotach sprawia on, że jego uświęcone i niebiańskie zarządzenia są czytane z najwyższym szacunkiem. Za zezwoleniem Boga Traktaty Światła, będące prawdziwym interpretatorem Koranu, światłem jego słońca i jednym z jego urzędników, będą wypełniać swój obowiązek wiary i nie spadną na nie żadne ciosy. Zatem ahl ad-dunja i ludzie polityki nie powinni się im sprzeciwiać, lecz rozpaczliwie potrzebują skorzystania z nich.

Tak, w Traktatach Światła znajduje się wiele części takich jak ta. Słowo Dwudzieste Dziewiąte odsłania talizman wszechświata oraz początek i przeznaczenie istot stworzonych, a także wynik ich stworzenia. Słowo Trzydzieste odsłania tajemnicę przemiany cząsteczek. Słowo Dwudzieste Czwarte odsłania i wyjawia zdumiewający talizman nieprzerwanego działania i ogólnego stworzenia wśród śmierci i zaniku we wszechświecie. List Dwudziesty odsłania, wyjawia i objaśnia najbardziej głębokie i najbardziej doniosłe tajemnice jedności Jedynego Boga (ar. tałhid) i ukazuje, że zmartwychwstanie ludzkości jest (dla Boga - uz. red. pol.) tak łatwe, jak stworzenie skrzydełka muchy. Błysk Dwudziesty Trzeci,

— 270 —

zatytułowany Traktat o naturze, pokonał naturalistów i zniszczył prawdziwe podstawy ideologii niewiary. Ktokolwiek tylko uważnie studiuje traktaty takie jak te, ten przyzna, że niezależnie od tego, jaki rząd jest u władzy, uczony, autor czy profesor, który rozwikłał choć jedną z owych tajemnic, spotkałby się z uznaniem, zostałby nagrodzony i przyznano by mu honorarium.

Owe moje wyjaśnienia nie powinny być postrzegane jako odchodzenie od tematu. Ponad setka Traktatów Światła została włączona do akt mego aresztowania, a sędziowie śledczy są odpowiedzialni za ich zbadanie. Odnośnie do ich związku z Koranem, światem islamu i przyszłością, muszę go wyjaśnić i udzielić odpowiedzi.

Aby całkowicie naświetlić daną kwestię, należy rozważyć wszelkie możliwości, zarówno prawdopodobne, jak i nieprawdopodobne. Należy podzielić się również mało prawdopodobną możliwością dotyczącą naszej sprawy.

Jeśli pewni nieszczęśni ludzie, którzy za swą drogę obrali ateizm niewiarę, wpłynęli na niektórych członków rządu i wprowadzili ich w błąd pod pozorem osiągnięcia jakiegoś celu politycznego lub też osiągnęli stanowiska w służbie publicznej celem zniszczenia Traktatów Światła poprzez swoje plany czy uciszenia mnie poprzez ich groźby, powiedzą: "Czas dewocji dobiegł końca. Potrzebujemy zapomnieć o przeszłości i ze wszystkich sił patrzeć w przyszłość. Twoje potężne, reakcyjne lekcje religii i wiary nie są mile widziane",

odpowiem: Po pierwsze, to, co uważacie za przeszłość, zostanie przekształcone w przyszłość. To jest prawdziwa przyszłość, do której wszyscy zmierzamy.

Po drugie: Mając zaszczyt bycia tafsirem, Traktaty Światła są związane z Koranem. Jeśli chodzi o Koran, jest on prawdą przyciągania, podobną prawu grawitacji, która wiąże ziemię z Tronem (ar. 'Arsz) Boga. Ci, którzy rządzą w Azji, nie mogą walczyć z takim komentarzem do Koranu, jakim są Traktaty Światła, lecz raczej zawrą z nim pokój, korzystając z niego i chroniąc go.

Jeśli jednak chodzi o uciszenie mnie, istnieje wielu szanowanych ludzi, którzy poświęcają się na drodze pospolitych odkryć, w pogoni za znikomymi ideami politycznymi i przez wzgląd na zaszczyty tego świata. Gdybym miał tyle głów, ile atomów jest w moim ciele i gdybym musiał poświęcić każdą z nich, z pewnością poświęciłbym je bez wahania na drodze majątku, który wyda tak wspaniały plon, jakim jest Raj, dla wody życia, która może dopomóc w zyskaniu życia wiecznego,

— 271 —

dla odkrycia, które wprawi w zadziwienie wszystkich filozofów. Uciszanie mnie przez groźby i zniszczenie sprawi, że zamiast jednego języka przemówi tysiąc języków. W Tym, Któremu należy się wszelka chwała i Który jest Najbardziej Miłosierny (ar. Ar-Rahim Zu'l-Dżalal) pokładam nadzieję na to, że Traktaty Światła, które były zaszczepiane w duszach ludzi przez ostatnie dwadzieścia lat, sprawią, że zamiast mojego zmuszonego do milczenia języka przemówią tysiące języków.

KWESTIA, KTÓRA NIE MA ZNACZENIA, LECZ ZOSTAŁA PRZEDSTAWIONA JAKO POWAŻNE PRZESTĘPSTWO

Powiedziano: "Odmawiasz noszenia kapelusza, a w wielu miejscach urzędowych, takich jak sądy, odmawiasz zdjęcia nakrycia głowy. Oznacza to, że odrzucasz nasze prawa [7]. Za odrzucanie tych praw jest przewidziana surowa kara".

Odpowiedź: Odrzucanie prawa to jedno, a postępowanie niezgodne z owym prawem to coś zupełnie innego. To drugie może być karane śmiercią, podczas gdy karą za to pierwsze byłby dzień aresztu, niewielka grzywna, napomnienie bądź ostrzeżenie. Nie postępuję zgodnie z owymi prawami i nie dotyczą mnie one, ponieważ jestem pustelnikiem. Owe prawa nie mogą mieć zastosowania w sferze prywatnej.

Napomnienie: Moje najbardziej osobiste księgi i najbardziej prywatne listy zostały skonfiskowane i w ciągu dwóch miesięcy poddane drobiazgowemu badaniu zarówno przez sądy w Isparcie i Eskisehir, jak i przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Choć wciąż trwają dochodzenia, przyznano, że nie znaleziono w nich żadnej kwestii wskazującej na istnienie komitetu politycznego czy tajnego stowarzyszenia, która mogłaby posłużyć do oskarżenia nas. Mówię zatem, co następuje:

Szanowni panowie! Nie trudźcie się na próżno. Jeśli to, czego szukacie, istnieje, lecz przez cały ten czas nie byliście w stanie znaleźć jakiegokolwiek znaku tej rzeczy, wiedzcie, że ten, który ją kontroluje, posiada inteligencję tak wielką, że ani nie może ona zostać pokonana, ani nie można rzucić jej wyzwania, zatem jedynym wyjściem dla was jest zawrzeć z nią pokój. W przeciwnym razie wystarczy już, że tylu niewinnych ludzi skrzywdzono

— 272 —

i zmiażdżono! Jeśli będziecie trwać w uporze, może to wezwać Bożą ochronę i stać się narzędziem takich nieszczęść, jak głód i zarazy.

Tymczasem jeśli chodzi o człowieka takiego jak ja, który jest wybuchowy, który nie powstrzymuje się przed wyjawianiem nieznajomym swych najgłębszych tajemnic, który przedstawił swą sławną i nadzwyczaj nieustraszoną mowę obrończą przed Sądem Wojennym, który w podeszłym wieku stara się wystrzegać zgubnych konsekwencji i niejasnych przedsięwzięć... Przypisywanie takiemu człowiekowi na podstawie niesprawdzonych twierdzeń (założenia - uz. red. pol.) sto-warzyszenia politycznego albo jest głupie i naiwne, albo też kierowane przez pewien plan.

Domagam się od komisji sędziowskiej (poszanowania dla - uz. red. pol.) jednego z moich praw. Moje księgi, które skonfiskowaliście, mają dla mnie wartość tysiąca lir, a dwanaście lat temu ich znacząca część została przyjęta do Biblioteki w Ankarze z szacunkiem i uznaniem. Szczególnie Słowo Dziewiętnaste i Słowo Dwudzieste Dziewiąte, które odnoszą się wyłącznie do życia ostatecznego i wiary (ar. iman), są mi drogie i są dla mnie niezmiernie ważne. Mają one niezwykłe znaczenie, ponieważ ukazują jeden z dziesięciu aspektów cudowności Koranu. Posiadałem ich szczególne kopie, które pozłociłem na własny użytek. Sporządziłem również dla siebie trzy lub cztery kopie Traktatu dla ludzi starszych, który jest poruszającymi przemyśleniami mojej starości. Jako że nie ma w nich żadnej doczesnej kwestii, którą można by było zganić, całym moim jestestwem domagam się, byście zwrócili mi je wraz ze wszystkimi mymi traktatami w języku arabskim.

Czy będę w więzieniu, czy w grobie, owe księgi będą mymi znajomymi i przyjaciółmi na pięciu poziomach zesłania [8], jakie nałożył na mnie ten obcy świat. Jeśli zostaną mi odebrane, upadnę na kolejny, szósty poziom niemożliwego do zniesienia zesłania. Powinniście strzec się lamentu zrodzonego z prześladowań owego nadzwyczaj ciężkiego zesłania.

Domagam się od Przewodniczącego i członków sądu poszanowania dla mego ważnego i osobistego prawa.

W żadnym wypadku nie jest to sprawa, w której przesłuchiwany jestem wyłącznie ja, ani też nie zostanie ona rozwiązana, kiedy zostanę uniewinniony, a wy zostaniecie poinformowani o tym, jaka jest prawda w owej kwestii. Przesłuchana publicznie została zbiorowa osobowość

— 273 —

duchowa ludzi wiedzy i ludzi pobożności, a wśród rządu narasta nieufność wobec ludzi pobożności i wiedzy. Ponieważ powstała potrzeba ostrzeżenia ludzi pobożności i wiedzy, by mogli uniknąć niebezpiecznych i szkodliwych działań, chciałbym, aby ta końcowa część mojej mowy obrończej, którą osobiście spisałem odręcznie, została rozpowszechniona w formie drukowanej, szczególnie w nowym alfabecie, aby ludzie pobożności i wiedzy nie dali się zwieść intrygom, aby nie kojarzono ich ze szkodliwymi i niebezpiecznymi działaniami, aby w oczach ogółu duchowa osobowość tego kraju została ocalona przed potępieniem. Rząd może wreszcie zacząć okazywać zaufanie ludziom wiedzy, aby ten spór został rozwiązany. Wówczas wydarzenia takie jak to, przynoszące straszliwą szkodę rządowi, temu narodowi i temu krajowi, a także powodujące takie podziały, nigdy się nie powtórzą.

(...)

Prawda jest taka, że dziewiętnaście lat temu rozpowszechnienie ośmiuset kopii Słowa Dziesiątego powstrzymało zaprzeczanie Zmartwychwstaniu i życiu ostatecznemu w sercach ludzi zbłądzenia. Powstrzymało ich od sporu w tej kwestii, wykładając przed ich oczami [9] nadzwyczajne świadectwa. Zaiste, Słowo Dziesiąte, ów potężny filar Zmartwychwstania, stało się wzniesioną wokół wiary stalową fortecą, uciszając ludzi zbłądzenia. Rząd Republiki z całą pewnością był bardzo zadowolony z tego, że kopie Słowa Dziesiątego swobodnie krążą wśród parlamentarzystów, gubernatorów i urzędników wysokiej rangi.

(...)

Kiedy przez ostatnie cztery miesiące byłem przetrzymywany w tym położeniu życia i śmierci, nikt nie zapytał mnie o mój stan, nawet listownie. By wprowadzić prostych ludzi w błąd i wzbudzić powszechny wstręt do mnie, przedstawiano mnie jako człowieka, którego nikt nie lubi, a ja sam pozostawałem w samotności i w nędznym stanie, pozbawiony jakichkolwiek udogodnień i jakiejkolwiek pomocy. Oto historia opisująca moją sytuację, którą objaśniłem w dokumentach dołączonych do mego sprzeciwu:

Pewnego razu sułtan cierpiał z powodu choroby, a lekarstwem na ową chorobę okazała się krew dziecka. Sędzia zadecydował, by ojciec pewnego chłopca oddał go sułtanowi w zamian za pewną sumę pieniędzy. Stojąc przed zgromadzeniem, miast płakać, ów chłopiec wybuchnął śmiechem.

-Dlaczego się śmiejesz? - zapytano go. - Dlaczego nie odwołujesz się od tej decyzji ani się nie skarżysz?

— 274 —

-Człowiek w obliczu nieszczęścia najpierw skarży się przed swoim ojcem, następnie przed sędzią, wreszcie przed sułtanem - odpowiedział chłopiec. - Mój ojciec sprzedał mnie, bym został zamordowany, teraz sędzia postanowił o mojej śmierci, a oto i sułtan, który prosi o moją krew. W odpowiedzi na ową dziwaczną i szpetną sytuację, jakiej nigdy nie widziano, mogę się tylko śmiać.

Zatem, o Sukru Kaya-beju! [10], ja również znajduję się w położeniu owego dziecka. Gdy chcemy zostać wybawieni od tyranii, wedle normalnego biegu sprawiedliwości kierujemy nasze skargi poprzez petycję najpierw do gubernatora władz lokalnych, następnie do sądu, wreszcie do ministra spraw wewnętrznych. Zamiast tego zobaczyliśmy jednak, że minister spraw wewnętrznych, który powinien być ostatnią osobą, jaka wysłucha naszych skarg, próbował ożywić własne podejrzenia, uczynić je prawdą i ukryć swoje błędy. Nieświadom faktu, że obstawanie przy błędzie jest znacznie większym błędem, chce on, by nasza krew złagodziła chorobę jego dumy, chce wymierzyć nam cios pod bezpodstawnymi pretekstami. Oficjalnie przedkładamy naszą skargę na człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, Sukru Kaya-bejowi, ministrowi spraw wewnętrznych .

Oto świadectwo, które dowodzi tego, do jakiego stopnia Sukru Kaya był zaangażowany w owe bezpodstawne podejrzenia i ukryte złośliwości:

Przybył on (do Isparty - uz. red. pol.) z Ankary, mając przy boku setkę wojskowych i piętnastu lub dwudziestu policjantów, jakby siły policji z Isparty i stacjonująca w niej dywizja wojska nie były wystarczające. Szerzył strach i terror jedynie w tym celu, aby dostarczyć do sądu samotnego człowieka takiego jak ja, a także trzech lub czterech mych bezradnych przyjaciół. Jest jasnym, że wydawanie dwóch lub trzech tysięcy lir na coś, czego mógł dokonać jeden oficer policji lub żołnierz, było marnotrawstwem publicznych pieniędzy. Następnie wydanie pięciuset lir na przetransportowanie (więźniów i ich eskorty - uz. red. pol.) z Isparty do Eskisehir, jak również tysiąckrotna szkoda wyrządzona życiu społecznemu owych niewinnych ludzi poprzez wywołanie zamieszania, ukazują, jak destrukcyjne były owe działania dla biegu spraw w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Takie wydarzenia są utrudnieniem dla zaprowadzenia porządku publicznego i dla pokojowego funkcjonowania tego bezradnego narodu. Minister celowo okazywał swoją złośliwość, wywołując niepokoje z niczego, czyniąc kretowisko setką gór w czasie, gdy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych najbardziej potrzebowało spokoju. Twierdzimy, że przyczyniając się do powstania takiej sytuacji i niepokojów, działając niezgodnie z prawem w imieniu prawa, popełniono przestępstwo tak poważne, że oficjalnie przedkładamy naszą skargę na człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, Sukru Kaya-bejowi, ministrowi spraw wewnętrznych.

Gdybym wiedział, że ten sąd, którego celem jest ochrona praw wolności, nigdy nie ulegnie wpływom zewnętrznym, wyda wyrok zgodnie z poczuciem sprawiedliwości, jakie znajdziemy w sumieniu każdego człowieka, a także zainteresuje się naszymi obawami dotyczącymi

— 275 —

człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, w pierwszej kolejności założylibyśmy sprawę przeciwko niemu, ponieważ uparte obstawanie od roku przy sporządzaniu codziennych lub cotygodniowych raportów w naszej sprawie przyciąga negatywną uwagę szpiegów i policji. Ci ludzie karmili nas, aby nas utuczyć, jakbyśmy byli jagniętami ofiarnymi.

Choć sąd powinien troszczyć się jedynie o wymierzenie sprawiedliwości, choć ludzie, którzy zasiedli w nim, aby wysłuchać całej sprawy, są prawdziwie wierni sprawiedliwości, niestety w wyniku ulegania wpływom wysokiej rangi urzędników, takich jak Sukru Kaya, nie byli oni w stanie uniewinnić nas, a zatem sprawili, że cierpimy.

To gubernator Isparty jako miejscowa władza był najbardziej odpowiedzialny za staranne wypełnienie obowiązku chronienia nas, a także bezradnych i niewinnych ludzi z Isparty, których zatrzymano, jak również za podjęcie wysiłków na rzecz tego, by jak najszybciej zostali oni uwolnieni. Jednak przeciwnie, poprzez bezsensowne i bezpodstawne wymówki dokłada się starań, aby zmiażdżyć więźniów z Isparty, szczególnie tych, którzy są potrzebujący i biedni, by ukarać ich głodem i cierpieniem, nie dostarczając im racji żywnościowych.

Zatem miast skarżyć się na ową nadzwyczaj tragiczną sytuację, odpowiadamy na nią śmiechem, jak ów chłopiec. Pokładamy nasze zaufanie w Bogu i przedkładamy naszą sprawę Chwalebnemu, Który jest nad każdą rzeczą Przemożny (Al-'Aziz Al-Dżabbar).

Oto fragment, który napisałem, by pocieszyć mych braci w rozpaczy czasu prześladowania, kiedy nikt nie słyszał wołań owych niewinnych ludzi. Mnie również nie zezwolono na rozmowę z nimi.

Został on dodany do naszej obrony tytułem związku z tematem tej stacji.

Spójrzcie na ochronę i troskę Zachowującego każdą rzecz, Któremu należy się wszelka chwała (Al-Hafiz Zu'l-Dżalal). Zgodnie z liczbą stu dwudziestu Traktatów Światła, liczba ludzi, którzy złożyli świadectwo w naszej sprawie poprzez poufne dokumenty, również wyniosła sto dwadzieścia. Nie znaleziono absolutnie żadnej kwestii wskazującej na powiązania kogokolwiek spośród uczniów Światła z planami

— 276 —

cudzoziemców, podstępami komitetów opozycyjnych ani też z żadnym z rozpowszechnionych obecnie stowarzyszeń politycznych. Był to zaiste najbardziej widoczny i olśniewający przejaw Bożej opieki. Jest to łaska Boga prawdziwie potwierdzająca Jego ochronę, a także przykład cudotwórstwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i noszącego przydomek Ghałs al-A'zam Szejka Al-Gajlaniego (niech jego tajemnica będzie uświęcona) w temacie Traktatów Światła. Czterdziestu dwóch naszych skrzywdzonych przyjaciół, wznoszących otwarte ręce w błaganiu do dworu Boga, zatrzymało czterdzieści dwa armatnie granaty i sprawiło, że duchowo wybuchły one w głowach sprawców naszej niedoli. Jeśli chodzi o nas, wyszliśmy z tego z zaledwie jedną lub dwiema niewielkimi ranami, które przyniosą wielką nagrodę. Ocalenie przed ostrzałem działa, które ładowano i przygotowywano od roku, za cenę tak nieznacznych szkód, jest czymś całkowicie nadzwyczajnym. Na tak wspaniałe błogosławieństwo trzeba odpowiedzieć z wdzięcznością, radością i szczęściem. Od tej pory nasze życie nie należy do nas, ponieważ wedle planów intrygantów mieliśmy zostać zgładzeni na sto procent.

Oznacza to, że od tej pory powinniśmy wydać nasze życie jako datek (ar. łaqf), by służyć prawdzie. Nie skarżąc się, powinniśmy dokładać starań, aby dostrzec cechy, prawdziwe oblicze i istotę Bożego miłosierdzia, co poprowadzi nas ku wdzięczności.

Poniższe słowa nagle zaświtały przede mną trzeciego dnia owej osobliwej i ciężkiej grypy, która sprawiła, że przez ostatnie trzy dni nie jadłem nic prócz szklanki ayranu i szklanki mleka. Spisałem owo wspomnienie jako wprowadzenie do mej mowy obrończej w sądzie, a także na pamiątkę. Wszelki widoczny w nim gniew lub niedociągnięcia są wynikiem mojej choroby. Zaiste, będąc trapionym zmęczeniem mentalnym pośród wielu innych kłopotliwych stanów, jakich doznaję, jestem zmuszony do tego, by bronić prawdy, ponieważ potrzebuje tego setka ludzi. Byłem w stanie jedynie wyrazić prawdę na tyle, na ile mogłem to uczynić w obecnych okolicznościach.

— 277 —

WPROWADZENIE KTÓRE ZGODNIE Z MĄDRYM ZAMYSŁEM ZOSTAŁO WŁĄCZONE DO KOŃCOWEJ MOWY OBROŃCZEJ

Jak rząd Republiki przyjął zasadę "neutralności poprzez oddzielenie religii od spraw tego świata"; jak jego prawa nie wtrącają się do spraw ateistów z powodu ich niewiary, tak również jest wymagane, by rząd nie ingerował w sprawy pobożności ludzi religijnych. W ten sam sposób chcę również rozróżnić rząd Republiki od ukrytych i destrukcyjnych komitetów, które stanowią partię ateizmu, uwodzą partyjnych urzędników i układają swe plany. Chcę ujrzeć rząd Republiki, który z definicji powinien być bezstronny, trzymający się z dala od intrygantów. Moje wojownicze wyrażenia skierowane są do tych intrygantów. Członkowie owych spiskujących komitetów, którzy wkraczają do sfery publicznej służby rządu, niosą w rękach dwa preteksty, za pomocą których przyklejają łatki ludziom pobożnie religijnym, w ten sposób wprowadzając rząd w błąd. Jednym z owych pretekstów jest to, iż nazywają pobożnych ludzi "zacofanymi reakcjonistami", co oznacza jedynie tyle, że ci ludzie nie okazują sympatii dla niewiary ateistów. Drugi pretekst polega na oczernianiu nas poprzez twierdzenie, że "czynimy religię narzędziem polityki", co ma wyrażać znaczenie tego, że nie uważamy, by ateizm - niech Bóg uchroni - był poglądem odpowiednim dla tego muzułmańskiego rządu.

Rząd Republiki oczywiście nie będzie rozważał idei owych ukrytych ateistów, którzy przynoszą szkodę temu krajowi i temu narodowi, ani też nie stanie się ich partią. Zakazanie owych idei jest tym, czego wymagają prawa Republiki. Stawanie po stronie owych ateistów jest sprzeczne z fundamentalnymi zasadami Republiki. Rząd Republiki powinien przyjąć rolę rozjemcy między nami a owymi ludźmi zepsucia. Niezależnie od tego, która z dwóch stron jest tyranem i znieważa drugą, rozjemca powinien wydać orzeczenie i wyegzekwować sprawiedliwość.

Nie można zaprzeczyć temu, że prądy ateizmu i pobożności we wszechświecie istniały od czasów Adama (niech będzie z nim pokój) i przetrwają aż po Dzień Sądu. Ci, którzy są dobrze poinformowani

— 278 —

odnośnie do sedna naszej sprawy, zdają sobie sprawę z tego, że atak na nas jest atakiem na ludzi pobożnie religijnych, przedsięwziętym bezpośrednio z powodu ateizmu. Fakt, że większość filozofów pojawiła się na Zachodzie, zaś większość proroków ukazała się na Wschodzie i w Azji, jest znakiem Bożego zarządzenia (ar. qadr) wskazującym na to, że tym, co będzie dominowało w Azji i co w niej zwycięży, jest prąd religii. Z pewnością rząd Republiki jako naczelny dowódca Azji skorzysta z owej cechy charakterystycznej i z tego bogatego źródła, a swoją zasadę bezstronności zastosuje nie wobec ateistów, lecz raczej wobec ludzi pobożnych.

Kwestia Druga: Możecie argumentować, że niektóre części Traktatów Światła zawierają kwestie stojące w sprzeczności z prawem. Owym aspektem powinny zająć się sądy. Jednakże Traktaty Światła jako takie są dziełem, które zawiera setkę duchowych odkryć (ar. kaszf). Aby uchronić owe odkrycia przed pójściem na marne, koniecznym jest, by chronić ich prawa. Wśród ludzi prawdy, wiedzy i pióra takie odkrycia mają wielką wagę i wielkie znaczenie. Człowiek nie może rościć sobie praw do odkrycia innych ludzi, a jeśli tak czyni, wówczas wedle przyjętego zwyczaju praktykowanego we wszystkich krajach są oni uprawnieni do tego, aby podać go do sądu. Traktaty Światła, które - mam nadzieję - zostaną pewnego dnia opublikowane za zezwoleniem rządu, nad których odkryciami i nad spisywaniem ich pracowałem przez ostatnie dwadzieścia do trzydziestu lat, są wynikiem trwającego pięćdziesiąt lat dochodzenia i walki idei. Są produktem mojej pracy i poszukiwań w różnych źródłach. Obwinianie tych dzieł z powodu piętnastu punktów, które stały się niezgodne z niektórymi spośród nowych praw, jakie wprowadzono już po opublikowaniu traktatów, spowoduje utratę zarówno owych prawd, jak i moich praw do nich i położy podwaliny pod to, by kto inny mógł dokonać plagiatu, skraść je i rościć sobie do nich prawo własności. Na tej podstawie sprawiedliwy sąd musi rozważyć przede wszystkim ochronę moich praw w imię prawa i przez wzgląd na prawdę.

Aby dopomóc mojej sprawie poprzez udowodnienie mych argumentów przytoczonych przeciwko ludziom nauki, filozofii oraz krytykom akademickim, jest niezbędnym, aby moje dzieła zostały mi zwrócone. Przedkładam zatem prośbę o zwrot tych traktatów, które zostały skonfiskowane na podstawie bezpodstawnych podejrzeń o to, że stanowiły narzędzie zbrodni, abym mógł podjąć przygotowania dotyczące owych odkryć i debaty naukowej. Nawet jeśli mnie uwięzicie, tych dzieł nie można uwięzić i powinny towarzyszyć mi one jako przyjaciele w więzieniu. Ten sprawiedliwy sąd z pewnością udaremni plany ludzi złośliwych i nie zniży

— 279 —

się do podążania za tym, co starają się oni zaszczepić innym. Jeśli jednak tak postąpi, będzie to poczytane za poważne niedociągnięcie i będzie sprzeczne z honorem i uczciwością sądu w odniesieniu do należytego procesu sprawiedliwości. Pozostając w szacunku dla funkcji sądu, mówię, że nie ma dla niego zaszczytu większego niż dotarcie do prawdy i osiągnięcie sprawiedliwości. Sprawiedliwość wymaga tego, by sąd wykonywał swój obowiązek, pozostając wolnym od wszelkich wpływów. Polegając na tym, proszę nie we własnym imieniu, lecz przez wzgląd na wzniosłe prawdy i na prawa wielu niewinnych ludzi, aby natychmiast oddalono bezpodstawne oskarżenia dotyczące owych dzieł, a to poprzez oznajmienie wolności Traktatów Światła.

Kwestia Trzecia, czyli wyimaginowane przestępstwo, jakie się nam zarzuca:

Jest zrozumiałym, że w mojej sprawie wywiera się presję, bym został skazany, używając jako pretekstu pozornego i ogólnego zakresu Artykułu 163 Kodeksu Karnego [11]. Aby to osiągnąć, przyjęto ogólne stwierdzenie owego Artykułu bez rozważenia warunków ograniczających jego zastosowanie. W kilku przypisywanych nam kwestiach udzieliłem rozstrzygających i prawdziwych odpowiedzi w mej mowie obrończej, którą posiadacie panowie w aktach. Z powodu dziesięciu lub piętnastu kwestii Traktaty Światła, które zawierają setkę duchowych odkryć i setki doniosłych prawd, a składają się z ponad stu części, nie spotkały się z nagrodą ani uznaniem, lecz zostały poddane krytyce i ukarane przez sądy. Jest zatem moim prawem, bym domagał się od waszego sądu po-szanowania prawa wolności dla mnie i dla Traktatów Światła. Rozwiązanie tej kwestii i doprowadzenie do zgody jest koniecznością.

Kwestia Czwarta: Zrozumiałym jest, że ludzie, którzy atakowali mnie do tej pory i którzy zwrócili rząd przeciwko nam, są złośliwi i wtrącają się do naszych spraw jedynie z powodu swej niechęci, ponieważ starają się zniszczyć nas wszelkimi możliwymi środkami. Najpierw było to twierdzenie o założeniu tariki - nie znaleźli niczego. Później było to oskarżenie o założenie stowarzyszenia. Później były to twierdzenia o "zakładaniu stowarzyszenia politycznego", "postępowaniu niezgodnym z zasadami rewolucji", "działaniach komitetu opozycyjnego" i "niedozwolonym publikowaniu książek". Ci ludzie pracują zatem nad zniszczeniem nas poprzez wiele innych aspektów aktu oskarżenia. Kiedy nie znaleźli oni żadnego znaku prawdziwości owych twierdzeń, ostatecznie skorzystali z okazji, jaką dały im pozorne i ogólne wyrażenia paragrafu prawa, bez jakiegokolwiek rozważenia warunków ograniczających

— 280 —

jego zastosowanie. Chcą oskarżyć i skazać nas poprzez kwestię tak niedorzeczną, że nie zgodziłby się z nią ani nie uznał jej nikt, ktokolwiek tylko posiada inteligencję. Zaiste, żaden inteligentny człowiek na tej ziemi nigdy nie przyjąłby owej kwestii za prawdę, a każdy, kto tylko posiada choćby najmniejszy stopień świadomości, nazwie ją oszczerstwem.

Ową kwestią są słowa mówiące o tym, że "Kurd Said czyni religię narzędziem polityki". Jedynie jedno z piętnastu lub dwudziestu świadectw obalających owo oskarżenie - a pięć lub dziesięć zostało już zapisanych w mojej mowie obrończej - przedstawia się następująco:

Wyrażę mój osobisty stan, który jestem gotów udowodnić poprzez setkę świadectw, a który prawdziwie obali podstawy owego oskarżenia.

Ludzie z wioski Barla, w której mieszkałem przez dziewięć lat, zaświadczą, a moi bliscy przyjaciele w Isparcie, w której żyłem przez dziewięć miesięcy, złożą świadectwo, zaś moi przyjaciele, którzy znają mnie osobiście, poświadczą, że przez trzynaście lat nie przeczytałem, nie wysłuchałem ani nie poprosiłem o żadną gazetę będącą rzecznikiem polityki. Zaprawdę, nawet przy kilku okazjach, kiedy gazety donosiły o wydarzeniach, które miały mnie dotyczyć, a każdy był ich ciekaw, nigdy nie pragnąłem przeczytać owych gazet, nigdy ich nie czytałem ani też nie prosiłem o to, by mi je przeczytano.

Czyż kiedykolwiek można byłoby powiedzieć, że Said w Traktatach Światła używa religii jako narzędzia polityki, kiedy szczegółowe dochodzenia przeprowadzone przez rząd wykazały, że prócz owych piętnastu kwestii wszystkie wysiłki Traktatów zwrócone są ku mojemu życiu ostatecznemu, mojej wierze i uświęconym prawdom? Jak można byłoby powiedzieć, że Said wykorzystuje najbardziej świętą prawdę, taką jak religia i potwierdzona wiara (tur. iman-i tahqiqi), którą uznaje za najświętszą i najbardziej wzniosłą sprawę we wszechświecie? Jak mógłby on wykorzystywać je jako narzędzie dla najbardziej niebezpiecznej, grzesznej i buntowniczej sprawy, jaką jest polityka, która prowadzi do utraty wielu praw, jest bezowocna i zasługująca na wzgardę? Czyż nie jest jasnym, jak dalecy od inteligencji, uczciwości i świadomości są ci, którzy przyjmują takie stanowisko i taki osąd? Zaiste, sprawiedliwy sąd odrzuci tak bezpodstawne podejrzenia o to, co mi się przypisuje, i przeprowadzi proces sprawiedliwości. To prawda, że nieświadomość prawa nie stanowi usprawiedliwienia. Jednakże dla człowieka, który był niesprawiedliwie przetrzymywany pod nadzorem w małej wiosce, w nieznanym sobie regionie, który był stale nękany, aż sprawiono, że wycofał się on ze świata... Tak, w takich okolicznościach człowiek, który nie

— 281 —

zna prawa,z pewnością przedstawi usprawiedliwienie, które będzie słusznym w oczach ludzi uczciwości.

Zatem to ja jestem tym człowiekiem. Nie znałem żadnych artykułów prawa, w oparciu o które można byłoby mnie osądzić, niesprawiedliwie i poprzez bezpodstawne podejrzenia. Nie potrafiłbym nawet podpisać się w nowym alfabecie. Niekiedy nawet przez dziesięć dni nie widywałem innych ludzi prócz człowieka, który mi usługiwał. Każdy uciekał od udzielania mi pomocy. Nie mam środków na wynajęcie adwokata. Przez całe moje życie przestrzegałem zasady, która mówi: "Najbardziej skutecznym i przynoszącym największą korzyść podstępem jest wyrzeczenie się podstępu". Również w całej mej mowie obrończej trzymałem się zasad prawdy, lojalności i uczciwości. W oparciu o ową prawdę, jest koniecznością oraz wymogiem sprawiedliwości, by z wyrozumiałością spojrzeć na wyrażenia, jakie można znaleźć w mej mowie obrończej oraz - bardzo rzadko - w dwóch lub trzech z moich traktatów, które nie odpowiadają obecnym prawom i oficjalnym procedurom.

Wszystkie punkty ujęte pokrótce w mej mowie obrończej można znaleźć omówione szczegółowo w mojej petycji skierowanej przeciwko aktowi oskarżenia, a punkty ujęte pokrótce w owej petycji można znaleźć omówione szczegółowo w mowie obrończej. Petycja i mowa obrończa uzupełniają się nawzajem. Wraz z warunkami ograniczającymi jego zastosowanie oraz zgodnie z duchem prawa znaczenie Artykułu 163 dotyczy unikania wszelkich działań, które mogłyby zaburzyć porządek publiczny. Ani w moich działaniach, ani też w moich traktatach nie znaleziono żadnego świadectwa ani żadnej sugestii, które mogłyby wskazywać na zaburzenie porządku publicznego czy też sygnalizować je. Dwadzieścia razy ukazałem w rozstrzygający sposób, że ów Artykuł nie dotyczy naszej sprawy i nie znajdzie się w nim niczego, co nakazywałoby ukaranie nas. Niezgodne z reputacją prawa jest to, że uparcie używa się wspomnianego Artykułu - być może pozostając pod wpływem wcześniejszych podejrzeń - celem udzielenia nam nagany. Domagam się mojego uniewinnienia, a na zakończenie mówię:

﴿ حَسْبُنَا اللّٰهُ وَنِعْمَ الْوَك۪يلُ ﴾

[12]

﴿ فَاِنْ تَوَلَّوْا فَقُلْ حَسْبِىَ اللّٰهُ لَٓا اِلٰهَ اِلَّا هُوَ عَلَيْهِ تَوَكَّلْتُ وَهُوَ رَبُّ الْعَرْشِ الْعَظ۪يمِ ﴾

[13]

— 282 —

PETYCJA WYMIERZONA PRZECIWKO AKTOWI OSKARŻENIA

Zwracam się do komisji sędziowskiej i oskarżyciela publicznego! Odpowiedzi na wszystkie kwestie, o które obwinia się mnie w tym akcie oskarżenia, można znaleźć w mojej mowie obrończej, którą przedłożyłem do akt w urzędzie sędziego śledczego. Szczególnie w miejsce mojej petycji przedstawiam wam liczącą trzydzieści trzy strony mowę obrończą zatytułowaną "Moja końcowa mowa obrończa". Aby zwrócić uwagę sprawiedliwości i uczciwości na tę kwestię, mówię, co następuje:

Przez ostatnie dziesięć lat byłem niesprawiedliwie przetrzymywany i prześladowany w prowincji Isparta. Nigdy nie odnotowano żadnego znaku ani nawet sugestii zagrożenia porządku i bezpieczeństwa publicznego. Jakaż uczciwość i jaka świadomość mogłyby zezwolić na to, by przedstawiono mi zarzuty prób zakłócenia bezpieczeństwa publicznego? Gdyby Artykułowi 163 prawa nadać to samo znaczenie, jakie zastosowano w naszej sprawie, wówczas dotyczyłby on przede wszystkim ministra spraw religijnych, a także wszystkich imamów i kaznodziejów, ponieważ jesteśmy ich towarzyszami w ożywianiu życia religijnego. Gdyby założono sprawę przedstawiającą bezsensowną ideę, wedle której zachęcanie do religii bezwarunkowo jest aktem zakłócenia bezpieczeństwa publicznego, wówczas zastosowanie owego Artykułu byłoby bardzo rozległe. Istnieje jeden aspekt, który odróżnia mnie od innych ludzi: objaśniam prawdy wiary w najbardziej rozstrzygający sposób, bez żadnych wątpliwości i z całkowitą pewnością. Jeśli nawet założymy istnienie ogólnego zarzutu wobec wszystkich wyznawców religii, to owa różnica wyłączy nas z takich zarzutów.

Przy wszystkich dochodzeniach dotyczących mnie samego niesprawiedliwością będzie zatrzymanie dwudziestu niewinnych, bezgrzesznych ludzi z powodu czegoś, co jeszcze nie zostało sprecyzowane, nawet jeśli zostało sprecyzowane, to nie stanowi przestępstwa z punktu widzenia prawdziwej sprawiedliwości, a nawet gdyby stanowiło przestępstwo, to jest to kwestia, o którą można oskarżyć wyłącznie mnie. Przetrzymywanie tych ludzi z dala od ich rodzin, dzieci i pracy oraz przyczynianie im cierpień w więzieniu z pewnością jest niezgodne z poglądem sądu na sprawiedliwość. Wielu bezradnych i niewinnych ludzi wielce cierpi z powodu aresztowań tych, którzy mieli ze mną choćby najlżejszy kontakt.

— 283 —

W odniesieniu do aktu oskarżenia, który sugeruje, że moje zesłanie było w jakiś sposób związane z wydarzeniami na wschodzie (Turcji - uz. red. pol.), odpowiadam, mówiąc:

W archiwach rządu nie istnieje żaden dokument odnoszący się do mojego udziału w tych wydarzeniach. Zostało potwierdzonym, że moje zesłanie było wyłącznie środkiem ostrożności. Zwykłem wówczas żyć jako pustelnik, tak jak żyję teraz. Kiedy żyłem w górskiej jaskini wraz z jednym z mych pomocników, zostałem bez powodu aresztowany na dziesięć lat. Ponieważ nie ubiegałem się o zezwolenie na wygłaszanie kazań, po tym, jak przez dziewięć lat siłą przetrzymywano mnie na wsi, a przez rok w Isparcie, teraz sprawiono, iż cierpię obecne nieszczęście.

ODPOWIEDŹ NA TRZECI AKT OSKARŻENIA

"...Po ustanowieniu swojej siatki, kiedy przebywał w Barli, (Said Nursi - uz. red. pol.) pozyskał materialne i duchowe wsparcie ludzi z bliska i z daleka. Swoją działalność rozpoczął od spisania różnymi sposobami zbioru książek zwanych Traktatami Światła. Sporządził ich kopie, potajemnie pracując nad publikowaniem i rozpowszechnianiem owych dzieł w okolicach Antalyi, Aydin, Milas, Egirdir, Dinar i Van, co wyznali jego ludzie. Określanie przez niego tych dzieł, które mogłyby zagrozić publicznemu bezpieczeństwu, jako 'poufne' bądź 'na pół poufne' może być uważane za przyznanie się do (opracowania - uz. red. pol.) jego tajnego planu".

Przedstawię rozstrzygającą i objaśniającą odpowiedź na ten fragment. Przedstawiam wam jako petycję liczącą trzydzieści pięć stron mowę obrończą, która w waszych aktach ma tytuł "Moja końcowa mowa obrończa".

Niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! Nigdy nie wykorzystywałem i nigdy nie wykorzystam wiedzy w temacie wiary w jakimkolwiek innym celu, jak tylko dla zadowolenia Boga, ani też nikt nie ma prawa do tego, by tak czynić. Sto dwadzieścia pięć traktatów nazwanych Traktatami Światła zostało spisanych na przestrzeni dwudziestu lat.

— 284 —

Jeśli chodzi o te traktaty, które uważam za poufne, trzy z nich określiłem w ten sposób, aby nie poprowadziły nas ku dumie i hipokryzji. Obecnie jestem zmuszony ujawnić część tego, co było skryte za ową zasłoną prywatności.

Jeden z owych traktatów, które są poufne, jest cudem Al-Gajlaniego zwanego Ghałs al-A'zam; drugi jest cudem Imama 'Alego; trzecim jest traktat o tajemnicy szczerości intencji (ar. ichlas). Dwa z owych cudów są znakami Imama 'Alego i Szejka Al-Gajlaniego, mającymi formę docenienia mojej służby Koranowi, po stokroć przekraczającego moje rzeczywiste zasługi. Jeśli chodzi o traktat mówiący o szczerości intencji, która chroni przed hipokryzją, dumą i egoizmem, został on oznaczony jako poufny, a jego rozpowszechnianie ograniczone do najbardziej wybranych spośród moich braci. Cóż to ma wspólnego z zakłócaniem bezpieczeństwa publicznego, o które zostałem oskarżony?

Jeśli chodzi o drugi rodzaj moich poufnych dzieł, są nimi jeden lub dwa traktaty sprzeciwiające się Europejczykom i bezbożnym atakom doktora Cevdeta [14], spisane przeze mnie dziewięć lat temu, kiedy należałem do Daru'l-Hikmet. Dwa krótkie traktaty, które napisałem, miały postać skargi na nieuczciwe i bezpardonowe ataki pewnych urzędników rządowych, o których wspomniałem w mej ostatniej mowie obrończej. Po spisaniu owych czterech traktatów, aby nie wtrącać się do zaprowadzania przez rząd nowych praw wolności, zabroniłem ich rozpowszechniania i oznaczyłem je jako "poufne". Powstała ograniczona liczba ich kopii, które pozostawały w posiadaniu jednego lub dwóch z mych najbardziej wybranych braci. Moim świadectwem tego jest fakt, że w czasie wszystkich waszych dochodzeń nie znaleziono nigdzie ani jednego z owych poufnych traktatów. Skonfiskowaliście jedynie spis wszystkich traktatów, na podstawie którego domagacie się wyjaśnienia owych kwestii. Odniosłem się już do tego, a moje odpowiedzi są zapisane w aktach.

W akcie oskarżenia użyto słów, wedle których poprzez różnych ludzi pracowałem nad rozpowszechnianiem i publikowaniem Traktatów Światła w wielu regionach. Oto, co mówię w odpowiedzi:

Zdacie sobie sprawę z tego, że byłem przetrzymywany w odosobnieniu i samotności, a przy mej ułomnej zdolności pisania pozostawałem pod nadzorem w czasie, kiedy wszyscy wystrzegali się ofiarowania mi jakiejkolwiek pomocy. Jakże sprzecznym z prawdą jest uważanie wysyłania mych spisanych przemyśleń w kwestiach wiary do jedynie czterech lub pięciu przyjaciół za "pracę nad publikowaniem i rozpowszechnianiem"! Dla człowieka takiego jak ja, który zwrócił na siebie powszechną uwagę

— 285 —

w sposób dalece przekraczający jego zasługi, który przez piętnaście lat zajęty był nauczaniem w Van... Jak działanie polegające na wysłaniu do jednego przyjaciela jednego lub dwóch spośród mych traktatów mówiących o wierze (ar. iman) można nazwać publikowaniem? Z całą pewnością nie mogłem niczego opublikować, nie posiadając żadnej prasy drukarskiej, żadnego spisującego ani zdolności odręcznego pisania. Oznacza to, iż Traktaty Światła są tak urzekające, że same się rozpowszechniają.

Opublikowaliśmy jedynie traktat dotyczący Zmartwychwstania, a nazwany Słowem Dziesiątym, kiedy jeszcze nie używano nowego alfabetu. Krążył on wśród wysokich urzędników rządowych, parlamentarzystów i gubernatorów, a nikt mu się nie sprzeciwił. Z tego powodu opublikowano i rozpowszechniono osiemset kopii owego traktatu. Z powodu jego rozpowszechnienia niektóre z moich traktatów, odnoszące się wyłącznie do życia ostatecznego i wiary, rozpowszechniły same siebie, trafiając do innych ludzi. Rozpowszechnianie owych dzieł bez mojej woli sprawiło mi zadowolenie, zatem w niektórych z mych prywatnych listów wyraziłem moje uznanie w formie zachęty. Przez ostatnie trzy miesiące, po szczegółowych dochodzeniach wśród całego tego wielkiego narodu, znaleziono piętnastu lub dwudziestu ludzi, którzy posiadali kopie moich ksiąg. W jaki sposób może być uważane za publikowanie książek to, że człowiek taki jak ja, który spędził trzydzieści lat swego życia na pisaniu i nauczaniu, miał dwudziestu bliskich przyjaciół, którzy posiadali kopie niektórych poufnych traktatów? Jak możecie wzbudzać wątpliwości dotyczące celów osiąganych poprzez owe publikacje?

Szanowni panowie! Gdybym uganiał się za celem doczesnym lub politycznym, wówczas przez te dziesięć lat dowiedzielibyście się o moich powiązaniach nie z piętnastoma czy dwudziestoma, ale ze stu tysiącami ludzi. Tak czy inaczej, więcej szczegółowych wyjaśnień w tej kwestii można znaleźć w mojej końcowej mowie obrończej.

(...)

Wersety:

﴿ لِلذَّكَرِ مِثْلُ حَظِّ الْاُنْثَيَيْنِ ﴾

[15]

فَلِاُمِّهِ السُّدُسُ

[16]

które są prawdą oraz najbardziej rozstrzygającą odpowiedzią naukową, nie pozostawiają żadnych wątpliwości w kwestii sprzeciwiania się cywilizacji, a można je znaleźć we wszystkich dziełach interpretatorów Koranu. Jak zatem można używać ich przeciwko mnie w akcie oskarżenia?

— 286 —

Ponadto, odnosząc się do spisu (traktatów - uz. red. pol.), akt oskarżenia wyraża krytykę wobec poglądu, wedle którego tłumaczenie znaczenia nigdy nie może zastąpić Koranu ani też słów wspominania Boga (ar. zikr). Minęło już osiem lat [17], a ta kwestia jest prawdą naukową, której nie można się sprzeciwić. W jaki sposób możecie wykorzystywać ją przeciwko mnie, jako że dopiero po jej spisaniu rząd uznał tłumaczenia za możliwe do przyjęcia z powodu pewnych okoliczności obecnych czasów?

Inną kwestią jest skarga na naczelnika dystryktu i kilku jego przyjaciół, którzy brutalnie mnie prześladowali, a także na ludzi stojących na czele powiatów [18] i nadużywających swojego stanowiska. Owa skarga składa się z czterech punktów odnoszących się do zamknięcia naszego meczetu. Nigdy nie dawałem nikomu tego traktatu, stąd nie znaleziono żadnej osoby, która by go posiadała.

(...)

Z powodu doskonałych przykładów tałafuq w Słowie Dziesiątym zdania owego Słowa wskazują poprzez tałafuq na datę jego napisania, a także na datę ustanowienia świeckiej Republiki, która oddzieliła religię od spraw tego świata. Owe tałafuq były znakiem tego, że zostanie zanegowana prawdziwość Zmartwychwstania. Oznacza to, że znaczenie tego fragmentu jest następujące: "Jako że Republika nie wtrąca się do spraw religii ani ateizmu, ze swej zasady pozostając bezstronna, prawdopodobnym jest, że ludzie zbłądzenia i bezbożności wykorzystają bezstronność Republiki jako sposobność do tego, by otwarcie zaprzeczyć zaistnieniu Zmartwychwstania". Nie jest to atak na rząd, lecz raczej wskazanie na jego bezstronność. Prawda jest taka, że dziewiętnaście lat temu rozpowszechnienie ośmiuset kopii Słowa Dziesiątego skutecznie ograniczyło zaprzeczanie Zmartwychwstaniu w sercach ludzi zbłądzenia, nie pozwoliło im na to, by przemówili, i zmusiło ich do milczenia, wykładając przed ich oczami zdumiewające dowody Słowa Dziesiątego.

Zaiste, Słowo Dziesiąte stało się stalową fortecą wzniesioną wokół wspaniałych filarów wiary, takich jak wiara w Zmartwychwstanie, i zmusiło do milczenia ludzi zbłądzenia. Rząd Republiki z pewnością był zadowolony z tego, że kopie Słowa Dziesiątego całkowicie swobodnie krążą wśród parlamentarzystów, gubernatorów i urzędników wysokiego stopnia.

Oto nadzwyczaj potężna naukowa odpowiedź uciszająca sprzeciwy wobec wersetu mówiącego o zasłanianiu ciała przez kobiety. Owe sprzeciwy były wygłaszane w imię europejskiej cywilizacji, a także przez wzgląd na prowadzoną przez Brytyjczyków politykę zepsucia. Taka

— 287 —

naukowa odpowiedź zostałaby przyjęta z uznaniem nie tylko piętnaście lat temu, lecz w każdym czasie. Członkowie rządu Republiki, którzy są orędownikami wolności, z pewnością nie będą ograniczali wolności nauki.

(...)

Zwracam się do komisji sędziowskiej! Gdyby celem Traktatów Światła był ten świat, gdyby uganiały się one za jakimkolwiek celem doczesnym lub gdyby kiedykolwiek kierowały się takim motywem, w stu dwudziestu traktatach znaleźlibyście panowie dziesiątki tysięcy kwestii godnych nagany. Jeśli piętnaście lub dwadzieścia spośród stu dwudziestu słodkich owoców stało się kwaśnymi niczym lek antybakteryjny, czyż mogłoby być możliwym zakazanie wstępu do tak błogosławionego ogrodu i pociągnięcie do odpowiedzialności właściciela owego ogrodu? Pozostawiam decyzję waszym sumieniom, namiętnie miłującym wymierzanie sprawiedliwości. W mojej końcowej mowie obrończej powiedziałem, że walczyłem przez trzydzieści lat i będę kontynuował tę walkę, aby dostarczyć odpowiedzi na twierdzenia europejskich filozofów i ateistów, którzy przez wzgląd na filozofów Europy działają w kraju na rzecz planów cudzoziemców. Każdy, kto podąża za moimi traktatami, będzie wiedział, że w większości przypadków to oni są tymi, do których się zwracam, zaraz po mej własnej duszy (ar. nafs).

Teraz pytam was: W jaki sposób potężne naukowe ciosy, jakie wymierzyłem w głowy europejskich filozofów i w twarze każdego z owych niewiernych ateistów, pracujących na rzecz planów cudzoziemców, można uważać za wymierzone przeciwko rządowi? Nie możemy pojąć, jak to możliwe, że ciosy, które spadły na takich ludzi, uważa się za wymierzone przeciwko rządowi. Miłujący wolność rząd Republiki powinien raczej powinszować wymierzenia owych ciosów, nie mówiąc już o oskarżaniu owych prawdomównych i naukowych ciosów w imieniu prawa i rządu.

— 288 —
WYZNANIE

(Petycja spisana w odpowiedzi na akt oskarżenia,którego odczytanie w sądzie zajęło trzy dni)

Pierwszego dnia akt oskarżenia był odczytywany do wieczora, ponieważ się spóźniłem. Drugiego dnia tłumaczono większą część aktu oskarżenia. Pospiesznie spisałem tę długą petycję, mając na to jedynie pięć lub sześć godzin. Jak już wspomniałem w mej wcześniejszej mowie obrończej, jako że nie znam obecnych procedur i praw, a szczególnie procedur oficjalnych, ponieważ zabroniono mi utrzymywania kontaktu z kimkolwiek, owa długa petycja spisana w ciągu czterech czy pięciu godzin z pewnością będzie nieuporządkowana i niedoskonała. Życzę sobie tego, abyście panowie spojrzeli na nią pobłażliwie.

MOJA KOŃCOWA MOWA OBROŃCZA WYGŁOSZONA PRZEZ SĄDEM KARNYM

بِاسْمِه۪ سُبْحَانَهُ

Oto mowa obrończa będąca odpowiedzią na dwanaście stron dotyczących mego charakteru spośród sześćdziesięciu stron przyjętego przez sąd aktu oskarżenia.

Na kwestie poruszone w akcie oskarżenia odpowiedziałem w rozstrzygający sposób w mej mowie obrończej, którą posiadacie w aktach. W odpowiedzi na bezpodstawny i przerażający dokument, który nazwano "aktem oskarżenia", przedstawiam wam liczącą dziewiętnaście stron petycję i liczącą dwadzieścia dziewięć stron końcową mowę obrończą. Obie te mowy obrończe w rozstrzygający sposób odrzucają i obalają wszystkie punkty napomnienia nakreślone w akcie oskarżenia przez sędziów śledczych. Wyjaśnię w pięciu Zasadach podstawy aktu oskarżenia, źródło zamieszania wprowadzanego przez tych, którzy

— 289 —

owe oskarżenia sporządzają, a także odniosę się do cytatów, jakich niewłaściwie użyto.

Po pierwsze: Używając jako pretekstu piętnastu fragmentów dwóch lub trzech części spośród stu dwudziestu Traktatów Światła, oskarża się Traktaty Światła o to, że sprzeciwiają się zasadom rządu, są przeciwne ustrojowi i starają się zakłócić bezpieczeństwo publiczne. W odpowiedzi na tak bezpodstawne twierdzenie mówię, co następuje:

Cywilizacja jest wspólną własnością całej Europy, a rząd Republiki przyjął pewne prawa owej cywilizacji jedynie przez wzgląd na okoliczności tego czasu. Jak to możliwe, by moja naukowa obrona, którą podejmuję w imieniu prawd Koranu, a która skierowana jest przeciwko szkodliwym, nie zaś przynoszącym korzyść aspektom owej cywilizacji, była określana jako "sprzeciwianie się zasadom rządu, ustrojowi i przemianom zaprowadzonym przez rząd"? Czyż rząd Republiki poniżyłby się do tego, by działać jako obrońca szkodliwych elementów europejskiej cywilizacji? Czyż sprzeczne z islamem prawa owej ułomnej cywilizacji miałyby być głównym celem, do którego ów rząd dążył przez tak długi czas? Jak naukową obronę prawd Koranu można porównać do ułomnych ustępów praw owej cywilizacji i jak można uważać ją za sprzeciwianie się rządowi?

Jak trzydzieści lat mojej naukowej obrony przed sprzeciwami i atakami Europejczyków dotyczącymi świętych prawd wersetów:

﴿ لِلذَّكَرِ مِثْلُ حَظِّ الْاُنْثَيَيْنِ ﴾

[19]

فَیلِاُمِّهِ السُّدُسُ

[20]

﴿ يَٓا اَيُّهَا النَّبِىُّ قُلْ لِاَزْوَاجِكَ ﴾

[21]

﴿ فَانْكِحُوا مَا طَابَ لَكُمْ ﴾

[22]

można uważać za "zamiar sprzeciwienia się przemianom, zasadom i władzy rządu", kiedy przez ostatnie trzydzieści lat tte same rozstrzygające wersety Wszechmądrego Koranu doczekały się milionów spisanych komentarzy, które można dziś znaleźć we wszystkich bibliotekach? Takie postępowanie jest zawiścią tak jawną i podejrzeniem tak bezpodstawnym, że gdyby owa kwestia nie została poruszona przed tym sprawiedliwym sądem, nie uważałbym jej za godną tego, aby odpowiadać na nią w mej mowie obrończej. Jak to możliwe, że moja naukowa obrona przed niewiernymi, którzy rozsiewają ziarna ateizmu, powodując konflikt

— 290 —

i zepsucie przez wzgląd na ateistyczne komitety Europy, a posługując się stowarzyszeniami politycznymi Greków i Ormian, jest uważana za sprzeciwianie się rządowi?

Z jakiego powodu jest ona interpretowana jako atakowanie rządu? Zgodnie z jaką uczciwością rządowi przypisuje się taką niewiarę i łączy się go z takimi oskarżeniami? Jak można przypisać ateizm pewnym zasadom Republiki, kiedy najsilniejsze zasady rządu występują przeciwko takim niewiernym? Jak to możliwe, by moją zwycięską i naukową obronę przed takimi atestami, którą podejmowałem przez dwadzieścia lat przez wzgląd na ten kraj, naród i rząd, interpretować w taki sposób i nazywać ją "wykorzystywaniem religii jako narzędzia polityki i podburzaniem ludzi przeciwko rządowi"? Jakaż uczciwość kiedykolwiek to zaakceptuje? Jakież sumienie na to zezwoli? Tak, oto, co oznajmiam nie tylko temu sądowi, lecz całemu światu:

Broniłem i nadal będę bronił świętych prawd wiary przed europejskimi filozofami, szczególnie przed filozofami ateistycznymi oraz przed tymi, którzy wykorzystują politykę jako narzędzie ateizmu i duchowo zakłócają publiczny porządek. Wiem, że rząd Republiki jest rządem muzułmańskim, który przyjął pewne przepisy prawa cywilnego zgodnie z przeważającym zwyczajem tego czasu, i nie zezwala na żadną sposobność dla (szerzenia - uz. red. pol.) prądów ateizmu, przynoszących szkodę temu krajowi i temu narodowi.

W odpowiedzi na dokument, który został przedstawiony jako akt oskarżenia, mówię nie do śledczych, którzy wykonali swój obowiązek, lecz do niewiernych tyranów wykorzystujących śledczych, aby mogły przemówić ich podejrzenia i intrygi:

Oskarżacie mnie o "czynienie religii narzędziem polityki". Zostało udowodnione poprzez setkę rozstrzygających dowodów, że to oskarżenie jest jawnym oszczerstwem, że jest bezpodstawne i bezzasadne. W odpowiedzi na to ciężkie oszczerstwo oskarżam was o to, że czynicie politykę narzędziem ateizmu!

Był pewnego razu bystry sułtan, który zwykł prześladować swych poddanych z intencją służenia sprawiedliwości. Pewien dociekliwy uczony powiedział mu:

-O, władco! Prześladujesz swych poddanych pod pozorem sprawiedliwości. W swych krytycznych i bystrych poglądach zbierasz rozmaite błędy, jakie człowiek popełnił przez cały czas, aż wyobrazisz sobie, że zaistniały one wszystkie naraz. Wymierzasz najcięższe kary tym,

— 291 —

którzy popełnili owe błędy. Ponadto w owych krytycznych poglądach, jakie obmyśliłeś, łączysz wszystkie grzechy popełnione przez poszczególnych członków jednego klanu do tego stopnia, że żywisz urazę wobec wszystkich ludzi z owego plemienia i jesteś na nich zagniewany, przez co niesłusznie uderzasz w nich wszystkich. Tak, gdybyś jednego dnia miał uwolnić ślinę całego roku, utopiłbyś się w niej. Gdyby kilku ludzi naraz przyjęło gorzkie lekarstwo podobne chininie w takiej ilości, jaką ty przyjąłeś, będąc chorym wiele razy, zabiłoby to ich wszystkich. W ten sam sposób koniecznością jest ukrycie błędów, jakie ukazują się jedynie sporadycznie, ponieważ znajdują się one między dobrymi cechami. Wedle poglądu jaki obmyśliłeś, nie zwracając uwagi na to, że dobre cechy usuwają to, co złe, gromadzisz owe rozmaite błędy i wymierzasz swym poddanym najcięższe kary...

Tak oto sułtan został ocalony przed tyranią dzięki napomnieniom owego uczonego.

(...)

Pewna tajna siła celowo dąży do tego, bym został uwięziony.

Mam wrażenie, że ci ludzie starają się znaleźć jakikolwiek pretekst i uciekają się do wszelkich możliwych środków, by oskarżyć mnie i skazać poprzez wymówki dziwniejsze od tych, jakie wilk mógłby przedstawić owcy. Na przykład od trzech miesięcy powtarzali oni zdanie: "Kurd Said czyni religię narzędziem polityki". Oto, co mówię, przysięgając na wszystko, co święte:

Nawet gdybym miał do dyspozycji tysiąc środków politycznych, poświęciłbym je dla prawd wiary. Jak kiedykolwiek mógłbym uczynić prawdy wiary narzędziem polityki? Chociaż obaliłem to oskarżenie po sto razy, ci ludzie przedstawiają je ponownie, powtarzając jak refren tę samą starą śpiewkę, co ukazuje, że świadomie starają się oni oskarżać mnie przy każdej sposobności. Oskarżam zatem bezbożnych tyranów, którzy są przeciwko nam, o to, że czynią politykę narzędziem ateizmu. By nie ujawnić, jak wykorzystują oni owo przerażające oskarżenie, stale przywołują zdanie: "Said czyni religię narzędziem polityki" jako przykrywkę dla swych działań. Skoro tak się sprawy mają, skoro ci ludzie starają się o to, by skazać mnie, nieważne, w jaki sposób, oto, co mówię do ahl ad-dunja:

Przez rok lub dwa mojej starości nigdy nie zniżę się do tak bezsensownego poniżenia.

(...)

— 292 —

Zasada Piąta, składająca się z czterech Punktów

Punkt Pierwszy: Słowa aktu oskarżenia zostały zmanipulowane. Poprzez domniemanie wydobyto ze słów znaczenie sprzeczne z ich zamierzonym znaczeniem. Zamysł Traktatów Światła jest zupełnie inny. Jeśli ukryte znaczenia ich słów nie odpowiadają zamierzonemu znaczeniu, a nawet jeśli wyraźne znaczenia ich słów nie odpowiadają zamierzonemu znaczeniu, Traktaty nadal zasługują na przebaczenie i wyrozumiałość.

Oto przykład wyjaśniający ową kwestię, który można wykorzystać jako właściwą miarę:

Biegnę swoją drogą, aby osiągnąć cel. Biegnąc, nieumyślnie wpadam na pewnego dużego człowieka, a ten się przewraca. Gdybym powiedział: "Szanowny panie, proszę mi wybaczyć! Biegłem ku swemu celowi, a wpadłem na pana nieumyślnie", z pewnością wybaczyłby mi i nie czułby się urażony. Gdybym jednak celowo wetknął mu palec do ucha, aby go rozdrażnić, z pewnością uznałby to za zniewagę i poczułby się urażony.

(...)

Jako że celem Traktatów Światła są wiara i życie ostateczne, jeśli w podróży ich myśli i wiedzy stało się tak, że wpadły one na politykę ahl ad-dunja, a znaleziono w nich mocne słowa, wciąż zasługują one na przebaczenie i wyrozumiałość. Nie mamy na celu wtrącania się do waszych spraw, lecz podążamy własną drogą, by osiągnąć nasz cel.

(...)

Zostałem poddany niesprawiedliwości, jakiej podobnej nigdy nie widziano. Ta sprawa wygląda następująco:

W mojej końcowej mowie obrończej oraz w trzech moich petycjach udowodniłem na dwadzieścia sposobów, że Artykuł 163 nie ma zastosowania do mojej osoby. Spośród wszystkich moich stu dwudziestu dzieł napisanych na przestrzeni dwudziestu lat zakwestionowano jedynie niewiele punktów, liczących mniej niż dwadzieścia słów. Jako członek Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye pisałem prawdziwe i naukowe mowy obrończe, które są wartościowymi i korzystnymi dziełami odnoszącymi się do życia ostatecznego, występując w różnych czasach przeciwko niewierzącym i bezbożnym uczniom europejskich filozofów. Żąda się tego, bym został skazany z powodu jedynie dziesięciu czy piętnastu spośród stu dwudziestu tysięcy słów, sprzecznych z niektórymi paragrafami Kodeksu Cywilnego, jakie zostały uchwalone jedynie z powodu

— 293 —

przeważających okoliczności, a wprowadzone w życie długo po ich spisaniu. Ponadto skonfiskowano będące w obiegu kopie Traktatów Światła, które z ich stu dwudziestoma częściami zawierają doniosłe duchowe odkrycia. Bez podania przyczyny i bez jakichkolwiek podstaw prawnych sądy odrzuciły wszystkie moje naukowe, logiczne i zgodne z prawem twierdzenia i mowy obrończe.

Z pewnością musi istnieć jakiś komentarz do nieskończenie szerokiego zakresu Artykułu 163, którego znaczenie ma obejmować "każdego, kto tylko wzbudza uczucia religijne, które mogłyby zagrozić porządkowi publicznemu". Z pewnością powinny istnieć warunki ograniczające jego zastosowanie. W przeciwnym razie jak ów rozległy zakres tego Artykułu doprowadzi do skazania mnie, tak będzie on obejmował wszystkich ludzi religii, a szczególnie ministra spraw religijnych, będzie miał zastosowanie do wszystkich kaznodziejów i do każdego imama. Choć w mej prawdomównej i rozstrzygającej obronie przedstawiłem ponad setkę stron, moje słowa obciążyło się takim znaczeniem, bym mógł podpadać pod zakres tego Artykułu. Ze swej definicji będzie on obejmował każdego, kto czyni jakieś zalecenia; nawet zachęcanie przyjaciela do czynienia dobra może podpadać pod osądzenie na mocy zakresu tego Artykułu.

Prawdopodobnym jest, iż zamierzonym zamysłem owego prawa powinno być "powstrzymanie tych, którzy pod zasłoną pobożności próbują obalić postęp cywilizacyjny poprzez dążenie do sprzeciwu natury politycznej". Zgodnie z tym znaczeniem udowodniliśmy w rozstrzygający sposób, że ów Artykuł nie ma z nami nic wspólnego.

Ten Artykuł prawa nie może być przyjmowany jako mający nieograniczone implikacje, bez żadnego komentarza i jakichkolwiek warunków ograniczających jego zastosowanie. Nie powinno się otwierać drzwi prowadzących do nadużywania go przez tych złośliwych ludzi, którzy mogą wykorzystać go, aby uderzyć w kogo tylko zechcą. Przez dwadzieścia lat napisałem sto dwadzieścia traktatów, a przed dziesięć lat spisywałem je, będąc inwigilowanym i pozostając pod nadzorem. Po szczegółowym dochodzeniu nie znaleziono nawet drobnego znaku zakłócenia porządku publicznego, jaki dotyczyłby mnie samego lub tych, którzy czytają moje traktaty. Choć udowodniono to na dwadzieścia sposobów; choć wszyscy moi bliscy znajomi zaświadczają, że przez trzynaście lat uciekałem od polityki, jak gdybym uciekał przed diabłem; choć nigdy nie wtrącałem się do spraw rządu; choć cierpiałem męki ponad ludzką wytrzymałość, a nie mieszałem się do spraw tego świata, ponieważ uważałem służbę wierze za najwspanialszy cel - twierdzi się,

— 294 —

że "Said czyni religię narzędziem polityki i próbuje zakłócić porządek publiczny". Skazanie mnie poprzez próbę przedstawiania mnie tak, jakbym naruszył Artykuł 163, przywoła, w co wierzę, uczciwość całego sądownictwa i wszystkich sądów na obliczu ziemi, i zwróci uwagę na proces, jakiego nie widziano nigdy wcześniej w historii.

Fakt, że władcy i bohaterscy dowódcy świata klękali przed nawet najniższym z sądów, podporządkowując się prawu i ukazując, że są mu poddani, dowodzi istnienia niezmiennych honoru i uczciwości reprezentowanych przez sądy. Zatem swobodnie bronię swoich praw, polegając na owej wzniosłej i duchowej uczciwości sądów.

Przyjętym zwyczajem jest ocenzurowanie czterech lub pięciu słów artykułu, które uznaje się za szkodliwe, przy zezwoleniu na opublikowanie reszty artykułu. Oto sto dwadzieścia ksiąg, które zostały spisane z osobna i w różnych czasach. Najważniejsze ze stu piętnastu niewinnych i przynoszących korzyść traktatów zostały przyjęte z uznaniem w Bibliotece w Ankarze. Skazanie wszystkich w wyniku wyobrażenia, iż jeden lub dwa traktaty są szkodliwe wedle obecnych poglądów, uderzy w uczciwość sądownictwa na całym świecie. Zaprawdę, Sąd Apelacyjny zadba o zachowanie owego honoru i owej uczciwości.

Głównym obiektem krytyki i najważniejszymi spośród pięciu czy dziesięciu kwestii, które doprowadziły do tego, że zganiono wszystkie moje księgi, stały się dwie kwestie wyrażone w poniższych wersetach:

﴿ لِلذَّكَرِ مِثْلُ حَظِّ الْاُنْثَيَيْنِ ﴾
فَیلِاُمِّهِ السُّدُسُ

Spośród pięciu lub sześciu kwestii, te dwie są najważniejszym powodem, dla którego dąży się do skazania mnie i moich ksiąg.

Spisywałem je, występując nie przeciwko cywilizacji, która jest prawdziwa i przynosi korzyści, lecz raczej przeciwko ułomnej i przynoszącej szkodę cywilizacji, którą określiłem jako "nieucywilizowaną cywilizację". Przez trzydzieści do czterdziestu lat za swą wiodącą zasadę przyjmowałem fundamenty cudowności Koranu. Zdyskredytowałem sprzeczne (z Koranem - uz. red. pol.) kwestie owej cywilizacji, dowodząc jej nieudolności, a tym samym wykazałem cudowność Koranu. Napisałem w tym temacie wiele opublikowanych i nieopublikowanych ksiąg w językach arabskim i tureckim. Jakiś czas temu porównałem prawa obecnej cywilizacji dotyczące dziedziczenia oraz te ich kwestie, które są sprzeczne, do dwóch wersetów Koranu. Ukazałem świadectwa, które

— 295 —

przekonałyby nawet najbardziej upartych filozofów. Pisałem, występując w obronie owych kwestii przeciwko cywilizacji i filozofom, na długo przedtem, zanim rząd Republiki uchwalił niektóre z przepisów prawa cywilnego stosownie do przeważających okoliczności tego czasu. Wyraziłem w najbardziej głęboki sposób to, iż Wszechmądry Koran chronił prawa kobiet, które zostały utracone w starożytności i średniowieczu.

Teraz zostałem zganiony przez Artykuł 163, który stwierdza, że moje twierdzenia w owych dwóch kwestiach są sprzeczne z prawami rządu Republiki. Oto zatem, co mówię wysokiemu sądowi:

Opieram się na najświętszej i najbardziej prawdziwej Bożej zasadzie, która miała zastosowanie w życiu społecznym trzystu pięćdziesięciu milionów ludzi każdego stulecia od tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat, a także na potwierdzeniu trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu ze wszystkimi ich orzeczeniami. To, co mówię, mówię także w najwyższym szacunku dla dusz wszystkich naszych przodków. Zatem jak może być sprawiedliwością podejmowanie takiej decyzji w sprawie mego odwoływania się do zarządzeń owych dwóch wersetów celem ukazania cudowności Koranu ateistom Europy, skazywanie mnie z powodu owych przeważających okoliczności i wtrącanie mnie do więzienia, którego nie jestem w stanie znieść z powodu mego stanu zdrowia? W pewnym sensie chcieliście mojej egzekucji i skazania stu piętnastu mych traktatów z powodu jednej lub dwóch takich kwestii. Gdyby na tym świecie istniało coś takiego, jak sprawiedliwość, odrzuciłaby ona tę decyzję i obaliła to orzeczenie.

Oto, co nas zdumiewa i co wtrąca nas w nieskończoną rozpacz:

W Isparcie uczyniono góry z kretowisk. Podjęta decyzja w dużej mierze opierała się na bezpodstawnych podejrzeniach i na raportach, które są sfałszowane. Jako że wedle naszej szkoły prawnej kłamstwo nie jest dopuszczalne pod żadnym warunkiem, nawet gdyby prawda miała mi zaszkodzić, jestem zobowiązany do tego, aby przedstawić wam fakty i powiedzieć prawdę, którą przedstawiłem w liczącej sto dwadzieścia stron mowie obrończej. W odpowiedzi na podjętą decyzję dowiodłem potężnych i logicznych świadectw, udowadniając, iż nie mamy żadnego związku z Artykułem 163. Przyglądając się całej mej obronie i wszystkim świadectwom, pomylono daty spisywania ksiąg z datami wnoszenia do nich poprawek. Podjęto próbę ukazania dzieła dwudziestu lat tak, jakby zostało ono ułożone w ciągu jednego roku, a nawet, wprowadzając zamęt, pomieszano daty wysyłania traktatów pewnemu człowiekowi. Decyzją sędziów śledczych, podjętą w oparciu o akt oskarżenia oskarżyciela

— 296 —

publicznego, jak również ostateczną decyzją sądu, przed którym toczył się nasz proces, wydano wyrok, całkowicie ignorując naszą obronę. Sędziowie grali na tę samą nutę, co sądy z Isparty z ich trwożliwymi orzeczeniami. Kategorycznie domagam się od tego sądu, będącego najwyższą instancją sądownictwa, aby jak najszybciej uchylono ową niesprawiedliwość, która wstrząsnęła ludźmi prawdy, i aby oznajmiono o niewinności Traktatów Światła.

Jeśli moje słuszne i uderzające wołanie nie zostanie usłyszane i nikt nie zwróci na nie uwagi - a załóżmy, że tak będzie - wówczas w krańcowej rozpaczy powiem:

O, bezbożni tyrani, którzy sfabrykowaliście owe wydarzenia, poddając mnie cierpieniom tego nieszczęścia! Skoro jesteście tak zdeterminowani, by zgładzić mnie fizycznie i duchowo w jakikolwiek możliwy sposób, dlaczego czynicie to, knując swe intrygi i plany rękami sądownictwa? Dlaczego kalacie uczciwość sądownictwa, polegającą na obronie powszechnych praw ludzi prześladowanych i bezradnych? Stańcie twarzą w twarz ze mną i powiedzcie: "Nie chcemy, byś dłużej żył na naszym świecie"!

Po nadzwyczaj powierzchownym rozpatrzeniu sprawy, w ciągu półtora dnia, nie dostrzegając usterek i błędów w całej sprawie, Sąd Karny wydał decyzję w sprawie, którą sędziowie śledczy zajmowali się przez cztery miesiące, a śledztwo i dochodzenie objęły stu siedemnastu ludzi. W szczególności została obalona bez jakichkolwiek podstaw moja naukowa obrona, dotycząca doniosłych duchowych odkryć zawartych w Traktatach Światła, które gotów byłem objaśnić i udowodnić przed komisją uniwersytecką. Z powodu owego powierzchownego potraktowania sprawy brak uczciwości i sprawiedliwości doprowadził do podjęcia owej decyzji, która zapadła bez właściwego i zgodnego z prawem procesu, a zatem musi zostać obalona celem przeprowadzenia dalszego dochodzenia.

Podsumowując: Z akt owego przesłuchania, a zwłaszcza z uważnej analizy moich opublikowanych i nieopublikowanych traktatów, które zostały skonfiskowane, wynika, że wszystkie moje logiczne i zgodne z prawem zastrzeżenia i argumenty obrony nie zostały szczegółowo rozpatrzone.

Opierając się na osobistym osądzie, bez żadnych podstaw, świadectw czy uzasadnień prawnych, sędziowie śledczy i sądy otwarcie zignorowali całą moją pracę. Wszystkie moje traktaty, które otworzyły talizman wszechświata, które zawierają duchowe odkrycia i są moją trwającą trzydzieści lat obroną praw Turków i praw islamu przed filozofami Europy

— 297 —

ą. Jako że brak postępowania zgodnego z prawem oraz miarodajnego dochodzenia doprowadził do podjęcia takiej decyzji, oczekuję zaprowadzenia sprawiedliwości poprzez uchylenie wyroku w mojej sprawie, który w jasny sposób został wydany niesprawiedliwie. Mówiąc:

﴿ وَ اُفَوِّضُ اَمْر۪ٓى اِلَى اللّٰهِ اِنَّ اللّٰهَ بَص۪يرٌ بِالْعِبَادِ ﴾

[23]

szukam schronienia u Wszechmocnego Boga i na Nim polegam.

Składające się ze stu stron poprzednie siedem części mej mowy obrończej odczytywałem podczas wielu przesłuchań w sądzie; poniższy wniosek o skorygowanie wyroku, który trafił do akt wielu przesłuchań sądowych, nie został odczytany ani włączony do akt tego sądu, ponieważ jeszcze nie dotarły dokumenty naszej apelacji. Zaiste, zostanie on włączony do akt w niedalekiej przyszłości.

PETYCJA DO RADY MINISTRÓW

Z PROŚBĄ O NAPRAWIENIE BŁĘDÓW POPEŁNIONYCH W NASZEJ SPRAWIE,
JEŚLI SĄD APELACYJNY ODRZUCI NASZĄ APELACJĘ I ZATWIERDZI WYROK

(Skargi, jakie znajdują się w owej petycji, przedstawiam rządowi, a są one krytyką tych, którzy układają swe plany, aby zwieść rząd).

O, ludzie, którzy macie władzę i uchwalacie!

Wycierpiałem niesprawiedliwość tak wielką, że jej podobną rzadko można ujrzeć na świecie. Zachowanie milczenia wobec takiej niesprawiedliwości jest brakiem szacunku dla prawa, zatem jestem zmuszony

— 298 —

do tego, by ujawnić wielce doniosły fakt. Ukazuję błąd, jaki popełniłem, a zatem prawo wymaga albo mojej egzekucji, albo skazania mnie na sto i jeden lat więzienia, albo dowiedzenia, iż jestem kompletnie szalony, albo też przyznania całkowitej wolności mnie samemu, moim traktatom i moim przyjaciołom, a także tego, aby ci, którzy przyczynili nam strat, wyrównali owe straty.

Tak, każdy rząd ma swoje prawo oraz zasadę, wedle której wymierzane są kary. Jeśli w prawach Rządu Republiki nie znajduje się nic, co wymagałoby najcięższej kary dla mnie i dla moich przyjaciół, powinna zostać przyznana nam całkowita wolność, jak również rekompensata za poniesione straty, wyrazy uznania oraz przeprosiny. Jeśli moja ważna służba Koranowi, która jest jasna i jawna, jest wymierzona przeciwko rządowi, powinienem zostać skazany nie na jeden rok więzienia (zaś moi przyjaciele nie na sześć miesięcy więzienia dla każdego z nich), lecz na karę śmierci lub na sto jeden lat więzienia, zaś tym, którzy są żarliwie przywiązani do mnie i do mego dzieła, powinny zostać wymierzone najcięższe kary. Jeśli jednak nasza służba nie jest wymierzona przeciwko rządowi, nie powinny być nam wymierzone kary, zaś my nie powinniśmy zostać obciążeni kosztami ani uwięzieni, lecz winniśmy otrzymać wyrazy uznania i rekompensatę za poniesione straty, jako że natura owej służby może zostać zrozumiana poprzez sto dwadzieścia jej traktatów oraz poprzez fakt, że rzuca ona wyzwanie wielkim filozofom Europy, obalając ich zasady. Z pewnością tak skuteczna służba wyda w tym kraju albo straszliwe rezultaty, albo najbardziej pożyteczne, wzniosłe i naukowe owoce. Wobec tego nie mogę otrzymać wyroku jednego roku więzienia za to, że poprzez dziecięcą zabawę otumaniałem i zwodziłem społeczeństwo, a ukrywałem intrygi tyranów i ich kłamstwa na nasz temat. Ludzie tacy jak ja albo otrzymują karę główną, a wtedy z dumą wstępują na szubienicę, albo też pozostają wolni i zajmują pozycję, na jaką zasługują.

Tak, sprytny złodziej może skraść diamenty warte tysiące, zatem nie wymierzyłby sobie kary, jaką wymierza się za kradzież okruchów szkła, które są dosłownie nic niewarte. Nie postąpiłby tak żaden złodziej, zaiste, żadne świadome stworzenie. Taki złodziej jest przebiegły, zaś nie jest całkowitym głupcem!

— 299 —

Panowie! Wedle waszych złudzeń jestem jak ten złodziej. Zamiast przez dziewięć lat żyć w osamotnieniu w biednej wiosce jednego z dystryktów prowincji Isparta, zamiast narażać na niebezpieczeństwo samego siebie oraz moje traktaty, które są celem mego życia, poprzez zwracanie przeciwko rządowi idei pięciu lub dziesięciu naiwnych nieszczęśników, którym wraz ze mną wymierzono łagodne wyroki, mógłbym jak dawniej zajmować wysoką pozycję w Ankarze lub Stambule i manipulować tysiącami ludzi, kierując ich ku celom, do których zmierzam. Wówczas nie zostałbym skazany w tak nikczemny sposób, lecz zaangażowałbym się w sprawy tego świata z dumą i dostojeństwem odpowiednim dla mej drogi i mojego obowiązku.

Nie mówię tego z dumy ani dla przechwałek, lecz ze wstydem, aby wska-zać błędy tych, którzy przypominając me dawne samochwalstwo i hipokryzję pragną poniżyć mnie, aby pozycja, jaką zajmuję, straciła wszelkie znaczenie i przestała przynosić jakiekolwiek korzyści. Zatem mówię im:

Jako ktoś, kto - co potwierdza moja dawna mowa obrończa, opublikowana pod tytułem Świadectwo dwóch szkół nieszczęścia - podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca swoim prze-mówieniem przywołał do posłuszeństwa osiem zbuntowanych pułków; kto - jak relacjonowały współczesne owym wydarzeniom gazety - poprzez artykuł zatytułowany Sześć kroków wykonał ważną służbę, sprawiając, że idee uczonych Stambułu zwróciły się przeciwko Brytyjczykom, a na korzyść Ruchu Narodowego; kto przemówił do tysięcy ludzi w Aya Sophia, sprawiając, że go słuchali; kto w Ankarze został powitany przez Zgromadzenie i deputowanych głośnymi oklaskami, a stu sześćdziesięciu trzech deputowanych przeznaczyło sto pięćdziesiąt tysięcy lir na jego szkołę religijną i uniwersytet; kto w biurze rzecznika nie zadrżał i odpowiedział z całkowitą stanowczością na gniew prezydenta, zachęcając go do odprawiania modlitw obowiązkowych;

kto, kiedy należał do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, został jednogłośnie uznanym przez rząd Partii Jedności i Postępu za godnego obowiązku skutecznego zachęcenia filozofów Europy do zaakceptowania prawd islamu; kto na

— 300 —

froncie podczas wojny podyktował skonfiskowane obecnie dzieło Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz), które Enver Pasza, głównodowodzący w owym czasie, postrzegał jako tak wartościowe, że z szacunkiem, jakiego nie okazał mi nikt inny, a kierując się wybiegającą w przyszłość ideą wzięcia udziału w dobrym dziele i wychwalenia owego memento wojny, dostarczył papier potrzebny do wydrukowania owego dzieła, aby zostały upamiętnione czyny jego autora podczas wojny... Taki człowiek nie zniżyłby się do zhańbienia dostojeństwa jego nauki, świętości jego służby i tysięcy jego wartościowych przyjaciół poprzez splamienie się drobnym przestępstwem jak koniokrad, porywacz dziewczynek czy kieszonkowiec, a wówczas moglibyście skazać go na rok więzienia, traktując jak kogoś, kto kradnie kozy czy owce. Wolałby egzekucję od cierpienia samowolnych prześladowań podejrzliwego detektywa czy szeregowego policjanta. Tymczasem skazaliście go na rok więzienia i kolejny rok pozostawania pod nadzorem po tym, jak przez dziesięć lat bez żadnego powodu był on dręczony uciążliwym nadzorem policji - choć nie mógłby znieść nad sobą nawet panowania sułtana. Gdyby taki człowiek zaangażował się w sprawy tego świata, gdyby żywił takie pragnienie, gdyby pozwalałaby na to jego święta służba, wtrącałby się do spraw tego świata w stopniu dziesięć razy większym niż ten, jaki osiągnęły wydarzenia z Menemen czy bunt Szejka Saida. Huczący dźwięk armatniego wystrzału, który słyszy cały świat, nie przycichłby do tego stopnia, aby stać się brzęczeniem muchy!

Tak, zwracam uwagę Rządu Republiki na następującą kwestię: Ten stan rzeczy został spowodowany przez intrygi, machinacje i propagandę tajnej organizacji, która doprowadziła mnie do owego nieszczęścia. Świadectwem tego, że owe daleko sięgające propaganda, terror i konspiracja zostały skoordynowane przeciwko nam w sposób, jakiego tak czy owak nie widziano nigdy wcześniej, jest fakt, iż choć mam sto tysięcy przyjaciół, to żaden z nich przez sześć miesięcy nie mógł napisać do mnie żadnego listu ani wysłać żadnych pozdrowień, a także fakt, że z powodu informacji dostarczonych przez spiskowców, którzy starali się wprowadzić rząd w błąd, przesłuchania i rewizje były nieprzerwanie podejmowane od prowincji wschodnich po te na zachodzie.

Plan, jaki uknuli owi intryganci, w oczywisty sposób polegał na zaaranżowaniu "incydentu", jaki stałby się przyczyną, dla której tysiącom ludzi takich jak ja zostałyby wymierzone najcięższe kary. Jednakże jego efektem była kara, która przywołuje na myśl drobną kradzież popełnioną przez najbardziej prostego człowieka. Spośród

— 301 —

stu piętnastu ludzi piętnastu niewinnych mężczyzn otrzymało wyroki pięciu lub sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Czyż jakiekolwiek racjonalne stworzenie na świecie ukłułoby w ogon swym lśniącym i ostrym diamentowym mieczem srogiego lwa lub straszliwego smoka, sprawiając, iż ten zwróciłby się ku owemu stworzeniu? Gdyby intencją owego stworzenia była samoobrona lub walka, użyłoby ono swego miecza, uderzając w inne miejsce.

Poprzez wasz błędny pogląd wyobrażacie sobie mnie jako właśnie takiego człowieka, ponieważ w taki sposób oskarżyliście mnie i skazaliście. Gdybym postępował w sposób tak sprzeczny ze świadomością i rozsądkiem, ów wielki kraj nie powinien zostać sterroryzowanym, a propaganda nie powinna zwracać społeczeństwa przeciwko mnie, lecz powinienem zostać wysłany do przytułku dla obłąkanych jako pospolity szaleniec. Gdybym jednak był kimś o takim znaczeniu, jakie mi przypisujecie, nie celowałbym mym ostrym mieczem w ogon smoka lub lwa, aby sprawić, że mnie zaatakują, lecz broniłbym się, dopóki byłbym w stanie to czynić. Jak dobrowolnie wybrałem odosobnienie ostatnich dziesięciu lat, jak znosiłem trudności przekraczające ludzką wytrzymałość, tak w żaden sposób nie wtrącałem się do spraw rządu ani nie chciałem się do nich wtrącać, ponieważ zabraniał mi tego mój święty obowiązek.

O, ludzie, którzy macie władzę i uchwalacie! Czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach człowieka, który - jak napisano w gazetach dwadzieścia pięć lat temu - przez jeden artykuł w gazecie sprawił, że trzydzieści tysięcy ludzi przyjęło jego idee; który zwrócił na siebie uwagę wielkiej Armii Operacyjnej; który odpowiedział sześcioma słowami na pytania głównego angielskiego duchownego, choć ten domagał się sześciuset słów; który po Rewolucji Konstytucyjnej wygłosił mowę tak wspaniałą, jak gdyby był wiodącym dyplomatą...; czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach takiego człowieka znaleziono jedynie piętnaście słów odnoszących się do polityki i tego świata? Czyż jest w ogóle rozsądnym zakładanie, że ów człowiek podąża za polityką, że jego celem jest ten świat, że przyczynia on kłopotów rządowi? Gdyby jego umysł był zwrócony ku mieszaniu się do polityki i spraw rządu, taki człowiek jasno by to wyraził w jednym ze swych traktatów, zaś wskazałby na to w tysiącu miejsc. Gdyby jego zamysłem była krytyka z intencjami politycznymi, czyż nie znalazłby niczego, co mógłby skrytykować, prócz jednej lub dwóch reguł dotyczących zasłaniania ciała przez kobiety oraz dziedziczenia, które od dawna pozostawały w mocy?

— 302 —

Tak, myślący o polityce przeciwnicy panującego ustroju, który uchwalił dalekosiężne reformy, znaleźliby nie ów jeden lub dwa powody do sprzeciwu, lecz tysiące powodów. Jak gdyby reformy Rządu Republiki dotyczyły jedynie owej jednej bądź dwóch pomniejszych kwestii! Choć nie miałem jakiegokolwiek zamiaru krytykowania ich, z powodu jednego lub dwóch słów zawartych w mojej jednej bądź dwóch księgach, które zostały spisane dawno temu, zostało powiedziane: "Atakuje on panujący ustrój i jego reformy". Pytam zatem: Czyż cały kraj powinien zajmować się kwestią naukową, która nie wymaga nawet najmniejszej kary, wywołując w ten sposób niepokój?

Zatem mnie samemu oraz pięciu do dziesięciu spośród moich przyjaciół zostały wymierzone najdrobniejsze i najbardziej błahe wyroki; potężna propaganda wymierzona przeciwko nam zastraszyła cały kraj i sprawiła, że cały kraj nas znienawidził; Sukru Kaya, minister spraw wewnętrznych, został wezwany do Isparty wraz ze znaczącymi siłami wojska dla wykonania zadania, które mógłby wykonać jeden szeregowiec, to jest dla aresztowania mnie; premier Ismet, który był głową rządu, udał się w związku z tymi wydarzeniami do wschodnich prowincji; przez dwa miesiące więzienia zabroniono mi rozmawiania z kimkolwiek; nikt o mnie nie pytał ani nie przesłał mi pozdrowień, kiedy samotny przebywałem na zesłaniu - to wszystko ukazuje, iż ów bezsensowny, bezcelowy i bezprawny stan rzeczy jest podobny sytuacji, w której drzewo wielkie jak góra wydaje owoc wielkości ziarnka grochu. Widząc, że słowo "rząd" oznacza "sprawowanie rządów z mądrością", mówię, iż owa sytuacja nie jest czymś, czym powinien zajmować się jakikolwiek rząd, a szczególnie rząd legalny, jakim jest Rząd Republiki, który trzyma się prawa bardziej ściśle niż jakikolwiek inny rząd.

Domagam się poszanowania moich praw w granicach prawa. Oskarżam tych, którzy w imieniu prawa występują przeciwko prawu o to, że są kryminalistami. Prawa Rządu Republiki z pewnością odrzucają samowolne działania takich kryminalistów. Żywię nadzieję, że moje prawa zostaną mi przywrócone.

przetrzymywany w odosobnieniu w więzieniu Eskisehir
Said Nursi
— 303 —

List Szesnasty

﴿ بِسْمِ اللّٰهِ الرَّحْمٰنِ الرَّح۪يمِ ﴾
﴿ اَلَّذ۪ينَ قَالَ لَهُمُ النَّاسُ اِنَّ النَّاسَ قَدْ جَمَعُوا لَكُمْ فَاخْشَوْهُمْ فَزَادَهُمْ ا۪يمَانًا وَ قَالُوا حَسْبُنَا اللّٰهُ وَنِعْمَ الْوَك۪يلُ ﴾

[24]

Ten List ukazuje znaczenie wersetu: فَقُولَا لَهُ قَوْلًا لَيِّنًا [25] i nie został napisany w pośpiechu ani w tonie gwałtownym. Jest odpowiedzią na pytanie, jakie - wprost czy też jedynie w domyśle - zadawało mi wielu ludzi.

(Nie chciałem odpowiadać na to pytanie i czynię to niechętnie, gdyż we wszystkich sprawach całkowicie zaufałem Bogu. Lecz jako że nie zostawiono mnie w spokoju w moim własnym świecie, jako że zwrócono moją uwagę ku sprawom tego świata, jestem zmuszony, by przedłożyć owe pięć punktów, napisanych językiem starego Saida, by wyjaśnić rzeczywistą sytuację zarówno moim przyjaciołom, jak i ludziom spośród ahl ad-dunja, a także tym, którzy posiadają władzę, jednak nie po to, by bronić samego siebie, lecz po to, by bronić moich przyjaciół i moje Słowa przed podejrzeniami i złym traktowaniem ich przez ahl ad-dunja).

PUNKT PIERWSZY

Zapytano mnie: "Dlaczego wycofałeś się z polityki i obecnie nie chcesz mieć z nią do czynienia?"

Odpowiedź: Dziewięć lub dziesięć lat temu stary Said w pewnym stopniu zaangażował się w politykę; zaiste, myśląc, że będzie służył religii i nauce przy pomocy polityki, trudził się na próżno. Ujrzał, że owa droga jest niebezpieczna, niepewna i pełna trudności, a moim zdaniem - zarówno nieużyteczna, jak też piętrząca przeszkody w wykonywaniu obowiązków, które są najwyższą koniecznością. Większość rzeczy, które napotkamy na owej drodze, to kłamstwa, a ponadto może ona zostać wykorzystana przez cudzoziemców, a my nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Ponadto człowiek, który wkracza do świata polityki, znajduje się albo wśród zwycięzców, albo w opozycji. Co do przyłączenia się do zwycięzców, jako

— 304 —

że nie jestem ani osobą urzędową, ani deputowanym, praca w polityce jest dla mnie zbędną niedorzecznością. Politycy nie potrzebują, bym na próżno mieszał się do ich spraw. Jeśli przyłączyłbym się do opozycji, mógłbym to uczynić, jeśli wniósłbym albo pewne idee, albo siłę. Jeśli chodzi o idee, nie czuję takiej potrzeby, jako że wszystkie kwestie są zupełnie jasne i każdy zna je równie dobrze jak ja, zaś pozbawioną celu gadaninę uważam za bezsensowną. Jeśli dołączyłbym do opozycji z zamiarem użycia siły do wywołania pewnych zdarzeń, mógłbym popełnić tysiąc grzechów jedynie po to, by osiągnąć jeden wątpliwy cel. Wielu ludzi mogłoby zostać dotkniętych przez nieszczęście ze względu na działania jednego człowieka. Zatem powiedziawszy, że nie mógłby całkowicie świadomie popełnić grzechu lub sprawić, że popełni go ktoś niewinny (choćby tylko w jednym lub dwóch przypadkach na dziesięć możliwych), stary Said zrezygnował z palenia papierosów, czytania gazet, z polityki i poświęconej jej rozmów ahl ad-dunja. Bezapelacyjnym dowodem na to jest fakt, że przez ostatnie osiem lat nie przeczytałem żadnej gazety ani nawet nie słuchałem, jak czyta ją kto inny (jeśli ktoś uważa, że przeczytałem choć jedną gazetę lub choć raz słuchałem, jak kto inny ją czyta, niech wystąpi i to powie!), tymczasem osiem lat temu stary Said zwykł czytać być może nawet osiem gazet każdego dnia. Co więcej, poprzez ostatnie pięć lat pozostawałem pod najbardziej baczną obserwacją i nadzorem. Jeśli ktokolwiek dostrzegł w moim postępowaniu choć najmniejszy ślad działalności politycznej, niech to powie! W przypadku człowieka takiego jak ja, który jest silny, nieustraszony, nieżonaty, który uważa, że najlepszym podstępem jest brak podstępu, jego idei nie udałoby się utrzymać w tajemnicy przez osiem dni, nie mówiąc już o ośmiu latach! Gdybym przejawiał jakąkolwiek chęć lub pragnienie włączenia się do polityki, nie byłoby potrzeby podejmowania dochodzeń ani obserwacji, ponieważ mój głos zahuczałby jak armatni wystrzał!

PUNKT DRUGI

Dlaczego nowy Said tak gwałtownie obstaje przy unikaniu polityki?

Odpowiedź: Nowy Said unika polityki z taką gwałtownością, by służyć wierze i Koranowi, co jest sprawą o największym znaczeniu, najwyższą koniecznością, co jest najbardziej czyste i najbardziej słuszne; by nie poświęcać bez potrzeby dla jednego roku lub dwóch lat urzędowej działalności podczas niepewnego życia doczesnego dzieła, dzięki któremu może zyskać nagrodę większą niż miliony lat życia wiecznego. Nowy Said mówi:

— 305 —

Starzeję się i nie wiem, jak długo jeszcze pożyję, więc kwestią, która ma dla mnie największe znaczenie, jest praca dla życia wiecznego. Najważniejszym środkiem umożliwiającym zdobycie życia wiecznego i kluczem do wiecznej szczęśliwości jest wiara (ar. iman), toteż muszę pracować na rzecz wiary. Ponieważ prawo szari'a zobowiązuje mnie do tego, bym służył ludziom ze względu na naukę, dzięki której i oni mogą osiągnąć korzyści, chcę spełniać ten obowiązek. Jednakże nie mogę wykonywać służby tego rodzaju, który dotyczy życia społecznego i życia tego świata, ponadto w naszych burzliwych czasach obowiązków tego rodzaju nie można wykonać rzetelnie, dlatego porzuciłem ten rodzaj służenia innym, wybierając służbę wierze, która jest najważniejsza, najbardziej konieczna i najbardziej zgodna z rozsądkiem. Drzwi, które wiodą do prawd wiary, jakie stały się moim udziałem, i duchowych lekarstw, których działania sam doświadczyłem, zostawiam otwarte, by również inni mogli wejść w ich posiadanie. Być może Wszechmocny Bóg przyjmie tę służbę jako akt skruchy za moje dawne grzechy. Prócz Szatana przeklętego nikt inny - czy jest wierzącym, czy niewierzącym; czy jest prawdomównym, czy ateistą - nie ma prawa, by sprzeciwiać się mojemu dziełu. Niewiara nie jest podobna do niczego innego. W tyranii, występku i ciężkich grzechach może być ukryta złowróżbna, diabelska przyjemność, jednak w niewierze nie ma żadnej przyjemności - to cierpienie za cierpieniem, ciemność za ciemnością, udręka za udręką.

Jakże sprzeczne z rozsądkiem byłoby dla kogoś takiego jak ja, kto jest nieżonaty, samotny, kto musi odpokutować swoje przeszłe grzechy, pozostawienie pracy na rzecz nieskończonego życia wiecznego, pozostawienie służby świętemu światłu wiary - po to, by będąc już starym, rzucić się w wir niepotrzebnych i niebezpiecznych rozgrywek politycznych! Jest to obłędem tak sprzecznym z mądrością, że ową sprzeczność pojmą nawet obłąkani!

Jeśli jednak zapytacie, dlaczego służba wierze i Koranowi zakazuje mi mieszania się do polityki, odpowiem: Każda z prawd wiary i Koranu jest niczym diament. Gdybym skaził się polityką, zwykli ludzie, których łatwo oszukać, zastanowiliby się nad owymi diamentami, które miałem w rękach, i zapytaliby: "Czyż te diamenty nie są tylko elementem politycznej propagandy, który ma przyciągnąć do owego człowieka więcej zwolenników?" Mogliby uznać te diamenty za kawałki zwyczajnego szkła. Zatem przez zaangażowanie się w politykę uchybiłbym owym diamentom, jakbym zaniżał ich wartość. O, wy, którzy nie dostrzegacie niczego poza tym światem! Dlaczego walczycie przeciwko mnie? Dlaczego nie pozostawicie mnie samemu sobie?

Jeśli powiecie: Szejkowie niekiedy mieszają się w nasze sprawy, a ludzie niekiedy nazywają ciebie szejkiem,

— 306 —

Odpowiem: Dobrzy panowie! Nie jestem szejkiem, jestem hodżą, nauczycielem. Dowód na to jest następujący: Przebywałem tu przez cztery lata, a gdybym nauczył choć jednego człowieka drogi sufizmu, mielibyście słuszne prawo, by być podejrzliwi. Jednak każdemu, kto do mnie przychodził, mówiłem: "Wiara jest koniecznością; islam jest koniecznością; nie żyjemy w wieku sufizmu".

Jeśli powiecie: Nazywają cię Said-i Kurdi. Być może w twoich ideach jest coś z nacjonalizmu, a to nie jest zgodne z naszymi interesami,

Odpowiem: Panowie! Wszystko, co napisali stary Said i nowy Said, jest zupełnie jasne. Jako świadectwo tego przytoczę twierdzenie, które mówi:

اَلْاِسْلَامِيَّةُ جَبَّتِ الْعَصَبِيَّةَ الْجَاهِلِيَّةَ

[26] Przez całe lata uważałem nacjonalizm (w złej postaci) i rasizm za śmiertelne trucizny, ponieważ są one odmianą tej choroby, która trawi Europę. Europa z kolei zaraziła ową chorobą islam, myśląc, że spowoduje to podziały, świat islamu rozpadnie się, a wówczas łatwo będzie można połknąć poszczególne kraje. Moi uczniowie i ludzie, którzy mieli ze mną cokolwiek do czynienia, wiedzą, że przez cztery lata starałem się leczyć ludzi z tej choroby. Skoro tak się sprawy mają, dobrzy panowie, dlaczego każde zdarzenie staje się dla was pretekstem do tego, by mnie prześladować? Zgodnie z jaką zasadą przyczyniacie mi strapień po każdym wydarzeniu na tym świecie? Wasze postępowanie jest podobne karaniu żołnierza stacjonującego na zachodzie i nakładaniu na niego trudności z powodu przewinienia, jakie popełnił żołnierz stacjonujący na wschodzie, a wszystko dlatego, że obaj służą w tej samej armii; jest podobne skazaniu sklepikarza z Bagdadu za przestępstwo popełnione przez handlarza ze Stambułu tylko dlatego, że obaj wykonują ten sam zawód! Któż mógłby tak postąpić w pełni świadomie? Jakież to korzyści mają wymagać takiego postępowania?

PUNKT TRZECI

W milczeniu moich przyjaciół, którzy dziwią się temu, jak się zmieniłem, i zdumiewają się cierpliwością, z jaką przyjmuję każde nieszczęście, słyszę następujące Pytanie: "Jak możesz znieść wszystkie trudności, którym stawiasz czoła, skoro dawniej byłeś bardzo dumny, łatwo wpadałeś w gniew i nie mogłeś ścierpieć najmniejszej obrazy?"

Odpowiedź: Posłuchajcie dwóch krótkich historii opowiadających o dwóch krótkich zdarzeniach, a otrzymacie waszą odpowiedź:

Historia Pierwsza: Dwa lata temu pewna osoba urzędowa mówiła o mnie za moimi plecami w sposób urągliwy i pogardliwy. Powiedziano

— 307 —

mi o tym później. Skłonność do wybuchowości, która pozostała mi po starym Saidzie, sprawiła, że denerwowałem się tym przez jakąś godzinę. Wówczas dzięki miłosierdziu Wszechmocnego Boga przyszła mi do głowy następująca myśl, która rozwiała moje strapienie i sprawiła, że przebaczyłem owemu człowiekowi:

Zwróciłem się do swej duszy, mówiąc: Jeśli jego obelgi i wady, które opisuje, rzeczywiście dotyczą mojej osoby, niech Bóg będzie rad z tego człowieka, jako że wspomniał on o wadach mojej duszy. Jeśli mówi prawdę, pobudza mnie do kształcenia mej duszy i pomaga mi uratować się przed grzechem pychy i arogancji. Jeśli nawet mówi fałszywie, pomaga mi w ocaleniu się przed grzechem hipokryzji i przed niezasłużoną sławą, z której rodzi się hipokryzja. Nie, nie jestem pogodzony ze swą duszą, ponieważ nie szkoliłem jej. Jeśli ktoś mówi mi, że na moich plecach, piersiach lub innym miejscu mojego ciała siedzi skorpion, powinienem być mu wdzięczny, nie zaś czuć się urażony. Jeśli zniewagi człowieka wymierzone są w moją wiarę oraz w fakt, że jestem sługą Koranu, nie dotyczą mnie osobiście. Pozostawiam tę sprawę Temu, do Którego należy Koran, Który mnie zatrudnił, Który jest Potężny i Mądry. Zaś jeśli jego wypowiedzi miały być jedynie przeklinaniem mnie, obrażaniem i oczernianiem mego charakteru, wówczas również mnie nie dotyczą, ponieważ jestem wygnańcem, więźniem, obcym, a moje ręce są związane. Nie przystoi, bym sam starał się o odzyskanie dobrego imienia. Jest do zadanie dla władz tej wioski, w której przebywam jako gość pod specjalnym nadzorem, następnie władz dystryktu, a w dalszej kolejności - władz prowincji. Znieważanie więźnia danego człowieka dotyczy tego, kto go więzi, niech zatem więźnia broni ten człowiek. Jako że taka jest prawda o tej kwestii, moje serce może stać się spokojne.

Oznajmiłem:

﴿ وَاُفَوِّضُ اَمْر۪ٓى اِلَى اللّٰهِ اِنَّ اللّٰهَ بَص۪يرٌ بِالْعِبَادِ ﴾

[27] i odtąd myślałem o całym zdarzeniu tak, jakby nigdy nie miało miejsca. Niestety, później okazało się, że Koran nie wybaczył temu człowiekowi.

Historia Druga: W tym roku usłyszałem o pewnym wydarzeniu, a choć doszła do mnie jedynie krótka relacja o nim (już po tym, jak do niego doszło), traktowano mnie tak, jakbym był blisko związany z całą sprawą. Tak czy inaczej prawie z nikim nie korespondowałem, jedynie bardzo rzadko pisałem do pewnego przyjaciela, a moje listy dotyczyły kwestii związanych z wiarą. W rzeczywistości przez cztery lata napisałem jedynie jeden list do mojego brata. Zarówno sam powstrzymywałem się od obcowania z innymi ludźmi, jak też powstrzymywali mnie od tego ahl ad-dunja. Mogłem jedynie spotkać się z jednym lub dwoma przyjaciółmi raz

— 308 —

lub dwa razy w tygodniu. Jeśli chodzi o ludzi, którzy odwiedzali wioskę, to może raz lub dwa razy w miesiącu zdarzyło się, że jeden człowiek lub dwaj ludzie spotkali się ze mną na jedną lub dwie minuty, które poświęciliśmy kwestiom życia ostatecznego. Na wygnaniu jestem obcy, samotny, nie mam nikogo; zabroniono mi wszystkiego, zabroniono mi spotykania się z kimkolwiek, a wszystko w wiosce, która dla kogoś takiego jak ja nie była miejscem odpowiednim do tego, by pracować w niej dla zdobycia środków na życie. Cztery lata temu pomagałem w remoncie chylącego się ku upadkowi meczetu. Choć miałem zaświadczenie (wystawione w moich rodzinnych stronach), które potwierdzało, że mogę wykonywać obowiązki imama i kaznodziei, i rzeczywiście byłem imamem owego meczetu przez cztery lata (oby Bóg zechciał przyjąć moje dobre uczynki), w ostatnim miesiącu ramadan nie mogłem się tam udać. Czasami odmawiałem pięć obowiązkowych modlitw w samotności. Pozbawiono mnie nagrody za odprawianie modlitwy w zgromadzeniu, która jest dwadzieścia pięć razy większa niż zasługa tego, kto modli się samotnie.

W obliczu owych dwóch wydarzeń wykazałem taką samą cierpliwość i wyrozumiałość, jakie okazałem w obliczu traktowania mnie przez władze dwa lata temu. Jeśli Bóg zechce, nadal będę tak postępował. Oto, co myślę i mówię: Jeśli owe złe traktowanie, niedola i prześladowania, jakie zadają mi ahl ad-dunja, spotkały mnie z powodu mojej duszy, wybaczam im ich postępowanie. Być może dzięki owym prześladowaniom moja dusza zmieni się na lepsze, a być może te niedole staną się pokutą za jej grzechy. W gospodzie, jaką jest nasz świat, doświadczyłem wielu rzeczy dobrych, a nawet jeśli doświadczyłem również niewielu z jego prób, wciąż będę składał Bogu podziękowania. Jeśli jednak ahl ad-dunja prześladują mnie z powodu mojej służby wierze i Koranowi, nie do mnie należy, by ich bronić. Pozostawiam tę sprawę Wszechmocnemu, do Którego należy wszelki rozkaz. Jeśli intencją prześladowców jest zniszczenie i wymazanie niezasłużonej sławy, którą powszechnie się cieszę, która nie ma żadnych podstaw, zaś prowadzi do hipokryzji i niszczy szczerość intencji, niechaj Bóg ich za to błogosławi!, jako że wysoki szacunek wśród ogółu ludzi i zdobywanie sobie dobrego imienia są szkodliwe dla ludzi takich, jak ja. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie pragnę, by okazywano mi szacunek; zaiste, nie znoszę tego. Skarciłem nawet swego wartościowego przyjaciela - może nawet pięćdziesiąt razy! - za to, że okazywał mi nadmierny szacunek. Jeśli zaś ich zamiary oczernienia mnie, umniejszenia mych zasług w oczach ludzi i zniesławienia wymierzone są w prawdy wiary i w Koran, którego jestem interpretatorem, są one bezcelowe, jako że nie ma takiej zasłony, którą można rozciągnąć nad gwiazdami Koranu,

— 309 —

by zakryć je przed oczami ludzi. Jeśli człowiek zamyka oczy, tylko on sam nic nie widzi; nie jest w stanie sprawić, by dla kogokolwiek innego również zapanowała noc.

PUNKT CZWARTY:

a w nim odpowiedzi na pewną liczbę podejrzliwych pytań.

Pierwsze podejrzliwe pytanie

Ahl ad-dunja mówią: "Z czego żyjesz, skoro nie pracujesz? Nie chcemy w naszym kraju ludzi, którzy siedzą bezczynnie i żyją dzięki pracy innych".

Odpowiedź: Żyję dzięki oszczędności i obfitości, która jest jej wynikiem. Nie mam żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek innego niż Ten, Który daje mi zaopatrzenie, i postanowiłem, że nigdy nie będę dłużnikiem nikogo poza Nim. Tak, ktoś, kto wydaje na życie ledwie sto par lub nawet czterdzieści par [28], nie stanie się niczyim dłużnikiem. Nie chcę dłużej wyjaśniać tej kwestii; jest to dla mnie nadzwyczaj nieprzyjemne, gdyż powoduje, że czuję pewnego rodzaju dumę czy też egoizm. Lecz jako że ahl ad-dunja podejrzliwie wypytują mnie o tę sprawę, odpowiadam im, jak następuje: Od dzieciństwa przez całe moje życie jedną z moich wiodących zasad było to, by nie przyjmować niczego od ludzi, nawet jałmużny, nie przyjmować pensji ani wynagrodzenia (jedynie raz przez rok lub dwa zostałem do tego zmuszony przez nalegania moich przyjaciół, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye [29] i nie stać się dłużnikiem innych ludzi z powodu konieczności zdobycia środków do życia doczesnego. Wiedzą o tym zarówno ludzie z moich rodzinnych stron, jak i ci, którzy zetknęli się ze mną w innych miejscach. Przez pięć lat mego zesłania wielu przyjaciół usilnie starało się o to, bym przyjął ich podarunki, jednak nie przyjąłem żadnego z nich. A zatem, skoro zapytano mnie: "Jak udaje ci się przeżyć?", odpowiadam: "Żyję dzięki Bogu, który zsyła mi Swoje dary, i dzięki Jego błogosławieństwom". Z pewnością moja dusza zasługuje na obelgi i lekceważenie wszelkiego rodzaju, lecz obfitość darów Boga i Jego błogosławieństw, które otrzymuję jako zaopatrzenie, jest cudem, będącym wynikiem służby Koranowi. Zgodnie z wersetem:

﴿ وَ اَمَّا بِنِعْمَةِ رَبِّكَ فَحَدِّثْ ﴾

[30]

opowiem o darach, jakie zesłał mi Wszechmocny Bóg, a także przytoczę kilka ich przykładów tytułem podziękowań dla Niego. Wciąż jednak lękam się, że wywoła to w mej duszy hipokryzję i dumę, a owa błogosławiona obfitość zostanie przerwana, jako że ujawnienie sekretu Bożego daru, jakim jest obfitość, powoduje zaprzestanie zsyłania darów. Cóż mam jednak począć? Muszę opisać dary mego Pana.

— 310 —

Dar pierwszy: Poprzez ostatnie sześć miesięcy wystarczał mi jeden buszel [31] pszenicy, to jest tyle ziarna, ile potrzeba na wypieczenie trzydziestu sześciu bochenków chleba. Ziarno nie skończyło się, wciąż jeszcze trochę go zostało. Nie wiem, na jak długo mi go wystarczy [32].

Dar drugi: W czasie minionego błogosławionego miesiąca ramadan otrzymywałem jedzenie jedynie z dwóch domów - i zarówno po jedzeniu z pierwszego domu, jak i po posiłku pochodzącym z drugiego domu, źle się czułem. Zrozumiałem, że jest mi zakazane jedzenie pożywienia innych ludzi. Przez resztę błogosławionego miesiąca ramadan wystarczyły mi trzy bochenki chleba i jedna okka [33] ryżu, co zaświadczył i opowiedział Abdullah Cavus - właściciel błogosławionego domu i wierny przyjaciel, który widział moją oszczędność i gospodarność. Zaprawdę, ów ryż skończył się dopiero dwa tygodnie po zakończeniu ramadanu.

Dar trzeci: Przez trzy miesiące spędzone na górze mnie i moim gościom wystarczyła jedna miara [34] masła, które codziennie jedliśmy z chlebem. Pewnego razu odwiedził mnie błogosławiony gość o imieniu Suleyman. Zarówno jego chleb, jak i mój chleb prawie się skończyły, zatem poprosiłem go, by poszedł, by zdobyć go nieco więcej (była to środa). W promieniu dwóch godzin drogi od nas Suleyman nie znalazł nikogo, od kogo mógłby dostać choć trochę chleba, a powiedział mi, że chciał pozostać wraz ze mną na górze w czwartkową noc, byśmy mogli pomodlić się razem [35]. Oznajmiłem: "Całą ufność pokładamy w Bogu" i powiedziałem mu, by został. Później (bez żadnego związku z brakiem chleba) zaczęliśmy przechadzać się, choć nie było żadnego powodu po temu, aż dotarliśmy na szczyt góry. Mieliśmy trochę wody w dzbanku, mały kawałek cukru i nieco herbaty. Poprosiłem go: "Bracie, zrób nam herbatę". Zajął się jej przyrządzaniem, a ja usiadłem pod drzewem cedrowym, spoglądając na głęboki wąwóz. W myślach z żalem rzekłem sam do siebie: "Nie mamy nic więcej, jak tylko nieco zapleśniałego chleba, który ledwie wystarczy nam na wieczór. Cóż mamy począć przez dwa dni i co mam powiedzieć temu niewinnemu człowiekowi?" Kiedy tak myślałem, bezwiednie obróciłem głowę i wśród gałęzi drzewa cedrowego, wprost przed nami, ujrzałem ogromny bochen chleba. Wykrzyknąłem: "Suleymanie, oto dobra nowina! Wszechmocny Bóg zesłał nam jedzenie!" Wzięliśmy ten chleb, a patrząc na niego, spostrzegliśmy, że nie dotknął go ani żaden ptak, ani dzikie zwierzę. Przez dwadzieścia lub trzydzieści dni zupełnie nikt nie wspinał się na szczyt tej góry. Chleb wystarczył nam na dwa dni, a kiedy już się kończył, Suleyman - który przez cztery lata był dla mnie najwierniejszym z wiernych przyjaciół - nagle przyszedł z dołu, przynosząc więcej chleba.

— 311 —

Dar czwarty: Ów luźny płaszcz, który noszę, kupiłem z drugiej ręki siedem lat temu. Przez pięć lat na ubrania, bieliznę, buty i skarpety wydałem jedynie cztery i pół liry. Wystarczały mi oszczędność, Boże błogosławieństwa i wynikająca z nich obfitość.

Było jeszcze wiele innych zdarzeń podobnych powyższym przykładom i mógłbym wymienić liczne rodzaje Bożych błogosławieństw. Ludzie z wioski, w której przebywam, wiedzą o większości z nich. Nie sądźcie jednak, że przytoczyłem owe przykłady z powodu dumy; raczej zostałem do tego zmuszony. Nie myślcie również, że spotkało mnie to, ponieważ jestem dobrym człowiekiem. Owa obfitość albo była darem zesłanym szczerym przyjaciołom, którzy mnie odwiedzali, albo obdarowanie nastąpiło z powodu mojej służby Koranowi, albo dostatek i pożytek wynikały z oszczędności, albo też były zaopatrzeniem dla moich czterech kotów, które recytują Najpiękniejsze Imiona Boga: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!", zaś przejawem tych Imion jest owa obfitość, z jakiej również ja mogę czerpać korzyści. Tak, jeśli uważnie posłuchacie ich płaczliwego miauczenia, zrozumiecie, że mówią one: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!" Ale doszliśmy do tematu kotów, a wcześniej wspominałem o kurze...

Mam też kurę. Tej zimy - niemal każdego dnia bez wyjątku - przynosiła dla mnie jajko ze skarbca Bożego miłosierdzia. Pewnego dnia zniosła dwa jaja, co mnie zadziwiło. Zapytałem moich przyjaciół: "Jak to możliwe?", a oni odrzekli: "Być może to dar od Boga". Kura miała również kurczaka, który wykluł się latem. Kwoka zaczęła wysiadywać jaja na początku ramadanu i trwało to przez czterdzieści dni. Ani ja, ani żaden z moich towarzyszy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do tego, że i kurczak, i jaja znoszone zimą, i ramadan były darami zesłanymi mi przez Boga. Kiedy tylko kura skończyła wysiadywać jaja, natychmiast zaczęła je znosić, zatem ani na chwilę nie zostałem ich pozbawiony.

Drugie podejrzliwe pytanie

Ahl ad-dunja pytają: "Jak możemy mieć pewność, że nie będziesz mieszał się do naszego świata? Jeśli uwolnimy cię, będziesz mógł wtrącać się w nasze sprawy. Skąd mamy wiedzieć, że nie chcesz nasz przechytrzyć? Skąd mamy wiedzieć, czy tylko nie udajesz wyrzeczenia się świata? Może to tylko podstęp, a ty przyjmujesz różne rzeczy od innych ludzi nie jawnie, lecz potajemnie?"

Odpowiedź: Moja znana wielu ludziom postawa w sądzie wojennym i w okresie przed ogłoszeniem Konstytucji, a także wygłoszona w tym czasie mowa obrończa przed tym sądem (zatytułowana Świadectwo

— 312 —

dwóch szkół nieszczęścia), bezapelacyjnie ukazują, że prowadziłem życie człowieka, który nie uciekłby się do najmniejszych sztuczek, nie mówiąc już o wybiegach czy matactwach. Gdybym przez ostatnie pięć lat oszukiwał, z pewnością moje podanie do was utrzymane by było w tonie pochlebstwa i czołobitności, gdyż ten, kto jest przebiegły, stara się wkraść w łaski innych, a nie potrafiąc się pohamować, zawsze kłamie i oszukuje. Tymczasem ja nie zniżyłem się choćby do tego, by odpowiedzieć na najcięższe ataki i krytykę, jakie zostały we mnie wymierzone. Mówiąc: "Pokładam zaufanie w Bogu", odwróciłem się plecami do ahl ad-dunja. Co więcej, rozsądny człowiek, który odkrył prawdę o tym świecie i posiadł wiedzę o życiu ostatecznym, nie będzie przepraszał, lecz będzie wiódł walkę ze światem doczesnym. Kiedy ten, kto nie jest z niczym związany i jest samotny, przekroczy wiek pięćdziesięciu lat, z pewnością nie poświęci życia wiecznego dla roku lub dwóch lat pustej gadaniny i złudy tego świata. Jeśli tak uczyni, nie będzie on przebiegły, lecz będzie głupcem i szaleńcem. Jakiż szaleniec mógłby tak postąpić? Czy ktokolwiek wtedy powinien się nim przejmować?

Jeśli zaś chodzi o podejrzewanie mnie o to, że wyrzekłem się tego świata jedynie pozornie, zaś prawdziwie wciąż poszukuję jego korzyści, odpowiem słowami wersetu:

﴿ وَمَٓا اُبَرِّئُ نَفْس۪ٓى اِنَّ النَّفْسَ لَاَمَّارَةٌ بِالسُّٓوءِ ﴾

[36]

Tak, nie oczyszczam z zarzutów mojej duszy, jako że pragnie ona wszystkiego, co złe. Jednak na tym ulotnym świecie, w owej przejściowej gospodzie, w podeszłym wieku podczas krótkiego życia doczesnego, nie byłoby rozsądne zniszczyć wieczne życie i niekończącą się szczęśliwość dla odrobiny przyjemności życia doczesnego. Jako że takie postępowanie nie byłoby korzystne dla człowieka rozsądnego i świadomego, moja dusza - czy chce tego, czy nie chce - musi podążać za rozsądkiem.

Trzecie podejrzliwe pytanie

Ahl ad-dunja mówią: "Czy nas lubisz? Czy aprobujesz nasze poczynania? Jeśli nas lubisz, dlaczego jesteś tak nieprzystępny i nie chcesz mieć z nami nic do czynienia? Jeśli nas nie lubisz, oznacza to, że się nam sprzeciwiasz, a my miażdżymy tych, którzy się nam sprzeciwiają!"

Odpowiedź: "Gdybym kochał wasz świat, nie wycofałbym się z niego. Nie lubię ani was, ani waszego świata, lecz nie mieszam się ani do waszych, ani do jego spraw. Mój cel jest inny niż wasz; moje serce wypełnione jest innymi rzeczami tak dokładnie, że nie ma w nim miejsca na cokolwiek innego. Waszym obowiązkiem jest patrzeć na ręce

— 313 —

człowieka, a nie w jego serce. Ubiegajcie się więc o sprawy swej władzy i swego porządku publicznego. Tak długo, jak ręce innego człowieka nie mieszają się do waszych spraw, jakie macie prawo do tego, by wtrącać się do spraw jego serca, by mówić mu: "Twoje serce powinno kochać także i nas", choć w żaden sposób na jego miłość nie zasługujecie? Tak, tak jak podczas zimy pragnę, by przyszła wiosna i tęsknię za nią, lecz nie mogę sprawić, by nadeszła, tak samo tęsknię za światem, który byłby sprawiedliwy, modlę się o jego nadejście i chcę, by ahl ad-dunja zmienili się na lepsze, jednak nie mam mocy, dzięki której mógłbym sprawić, że tak się stanie. Nie mogę dokonać żadnej z tych rzeczy, ponieważ ani nie jest to mój obowiązek, ani też nie leży to w mojej możliwości.

Czwarte podejrzliwe pytanie

Ahl ad-dunja mówią: "Doświadczyliśmy tylu klęsk, że nie możemy już nikomu ufać. Jak możemy być pewni, że nie zaczniesz mieszać się w nasze sprawy (jak być może tego chcesz), kiedy tylko damy ci po temu sposobność?"

Odpowiedź: Powinien upewnić was o tym poprzedni punkt. Co więcej, nie wtrącałem się do waszego świata nawet wtedy, kiedy przebywałem w rodzinnych stronach, wśród moich uczniów i bliskich, wraz z tymi, którzy troszczyli się o mnie wśród zmiennych kolei zdarzeń. Zatem dla kogoś, kto jest samotny na zesłaniu, kto nie ma nikogo, kto jest słaby i bezsilny, kto ze wszystkich sił zwraca się ku sprawom życia ostatecznego, kto jest odcięty od jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i nie ma możliwości porozumiewania się z innymi, kto znalazł jedynie kilku przyjaciół, którzy są daleko od niego i również troszczą się o życie ostateczne, kto jest obcy dla wszystkich i kogo wszyscy inni postrzegają jako obcego - tak, dla takiego człowieka wtrącanie się w niebezpieczeństwa waszego bezowocnego świata z pewnością byłoby szaleństwem pod każdym względem!

PUNKT PIĄTY :

Ten Punkt dotyczy pięciu krótkich Kwestii.

Kwestia Pierwsza

Ahl ad-dunja pytają: "Dlaczego nie trzymasz się zasad naszej cywilizacji, naszego stylu życia, naszego sposobu ubierania się? Czy to oznacza, że się nam sprzeciwiasz?"

Odpowiedź: Panowie! Jakim prawem proponujecie mi przyjęcie zasad waszej cywilizacji? Przecież sami wyrzuciliście mnie poza nawias

— 314 —

cywilizacji, bezprawnie zmuszając mnie do mieszkania w tej wiosce przez pięć lat, zabraniając mi utrzymywania jakichkolwiek kontaktów towarzyskich czy porozumiewania się z kimkolwiek. Wszystkim skazanym na zesłanie pozwoliliście na to, by pozostali w ich miastach, wśród przyjaciół i krewnych, a następnie wydaliście im dokumenty, przyznające im amnestię, lecz mnie bez żadnego powodu odcięliście od świata i nie zezwalacie mi nawet na spotkania z ludźmi z moich rodzinnych stron, z wyjątkiem jednego lub dwóch przypadków. Oznacza to, że nie uważacie mnie za członka narodu tureckiego ani za obywatela tego państwa. Jak zatem możecie proponować, bym przyjął wasz kodeks cywilny? Sprawiliście, że świat stał się dla mnie więzieniem, a takich rzeczy, jakie mi proponujecie, nie można proponować więźniowi. Zamknęliście przede mną drzwi tego świata, zatem zapukałem do drzwi życia ostatecznego, a Boże miłosierdzie otworzyło je przede mną. Jak można narzucać bezładne zwyczaje i zasady tego świata komuś, kto stoi w progu drzwi wiodących do życia ostatecznego? Kiedy przywrócicie mi wolność, kiedy pozwolicie mi wrócić do rodzinnych stron i przywrócicie mi moje prawa, dopiero wtedy będziecie mogli wymagać ode mnie, bym dostosował się do waszych zasad.

Kwestia Druga

Ahl ad-dunja mówią: "Mamy ministerstwo odpowiedzialne za nauczanie przykazań religii i prawd islamu. Jakie masz kompetencje do tego, by wydawać dzieła poświęcone religii? Jesteś skazany na zesłanie, zatem nie masz prawa mieszać się do tych spraw!"

Odpowiedź: Prawdy nie można ograniczyć. Jak mogłyby zostać ograniczone wiara i Koran? Możecie narzucać ograniczenia zasadom i prawom waszego świata, lecz prawdy wiary i zasady Koranu nie mogą być wtłoczone w formy odpowiednie dla postępowania tego świata ani też nie mogą stać się maską dla oczekiwania wynagrodzenia w zamian za ich nauczanie. Owe tajemnice, które są darami Boga, owe błogosławieństwa mogą stać się czyimś udziałem dzięki szczerości intencji, a także dzięki wyrzeczeniu się świata i cielesnych przyjemności. Co więcej, wasze ministerstwo uznało moje kwalifikacje i wyznaczyło mnie na kaznodzieję, kiedy jeszcze żyłem w rodzinnych stronach. Przyjąłem to stanowisko, lecz odrzuciłem pensję. Mam w swoim posiadaniu dokument, na mocy którego mogę być imamem lub kaznodzieją w jakimkolwiek miejscu, jako że zostałem skazany na zesłanie niesłusznie. Jako że skazani na wygnanie mogli powrócić do swych domów, moje stare dokumenty zachowują ważność.

— 315 —

Po drugie: Spisując owe prawdy wiary, zwracam się bezpośrednio do własnej duszy. Nie zapraszam wszystkich, by do mnie dołączyli; raczej ci, których serca są w potrzebie, a dusze zranione, poszukują balsamów Koranu i znajdują je. Jedynie dla zabezpieczenia środków do życia wydrukowałem mój traktat poświęcony Zmartwychwstaniu, zanim jeszcze zostały przedstawione kolejne pisma. Ówczesny gubernator, który również był względem mnie niesprawiedliwy, przestudiował ten traktat, lecz nie podjął żadnych kroków przeciwko niemu, jako że nie znalazł w nim niczego, co mogłoby stać się obiektem krytyki.

Kwestia Trzecia

Niektórzy z moich przyjaciół pozornie trzymają się z dala ode mnie, a zaiste, nawet krytykują mnie, by wkraść się w łaski podejrzliwie na mnie patrzących ludzi spośród ahl ad-dunja. Jednak przebiegli ahl ad-dunja przypisują fakt, że ci przyjaciele unikają mnie i trzymają się z dala, nie ich lojalności wobec tego świata, lecz pewnemu rodzajowi hipokryzji i nieświadomości, przez co też chłodno ich traktują.

Mówię zatem: "O, moi przyjaciele w życiu ostatecznym! Nie trzymajcie się z dala ode mnie i nie uciekajcie tylko dlatego, że jestem sługą Koranu. Jeśli Bóg zechce, nie spotka was z mojego powodu żadna krzywda. Przypuszczam, że unikając mnie, nie możecie uratować się przed pewnymi nieszczęściami, które was spotykają lub którymi sam jestem ciemiężony. Postępując w ten sposób, jedynie bardziej będziecie zasługiwać na to, by spotkało was nieszczęście lub by spadł na was cios. Z jakiego zatem powodu mielibyście się bezpodstawnie lękać?"

Kwestia Czwarta

Przez czas mojego zesłania zauważyłem, że pewni chełpliwi ludzie, którzy wpadli w bagno polityki, postrzegają mnie jako czy to stronnika, czy też rywala, jakbym był - tak jak oni - powiązany z pewnymi ruchami tego świata.

Panowie! Moim prądem jest wiara, zaś przede mną jest nurt niewiary. Nie jestem związany z żadnymi innymi nurtami czy ruchami tego świata. Być możeci, którzy pracują dla wynagrodzenia, w pewnym stopniu uważają się za usprawiedliwionych. Jednak sprzeciwianie mi się i rywalizowanie ze mną w imię patriotyzmu, nie zaś dla wynagrodzenia, uciskanie mnie i prześladowanie - oto prawdziwie poważny i smutny błąd. Jak już udowodniłem to powyżej, nie mam żadnych powiązań ze światem polityki. Poświęciłem cały mój czas i całe życie prawdom wiary i Koranu. Jako że tak się sprawy mają, ludzie, którzy nękają mnie i prześladują

— 316 —

w imię rywalizacji powinni zdać sobie sprawę z faktu, że takie postępowanie jest wyrządzaniem szkód wierze w imię ateizmu i niewiary.

Kwestia Piąta

Jako że ten świat jest ulotny, życie krótkie, zasadnicze obowiązki człowieka są liczne, a na tym świecie możemy zyskać życie ostateczne; jako że gospoda tego świata nie pozostaje bez właściciela, lecz zaiste, ma Najbardziej Mądrego i Szczodrego naczelnika, zaś ani dobro, ani zło nie pozostanie bez odpowiedniej nagrody; jako że zgodnie z wersetem:

﴿ لَا يُكَلِّفُ اللّٰهُ نَفْسًا اِلَّا وُسْعَهَا ﴾

[37]

nie istnieje taki obowiązek, który byłby niemożliwy do zniesienia, a droga bezpieczna lepsza jest od tej, która przynosi szkodę; jako że przyjaciele i zaszczyty zostają z nami tylko dopóty, dopóki nie przekroczymy bramy grobu - zatem z pewnością najbardziej szczęśliwym z ludzi jest ten, który nie zapomina o życiu ostatecznym dla tego świata, nie poświęca życia ostatecznego dla tego świata, nie niszczy życia ostatecznego dla życia na tym świecie, lecz uważa, że w życiu doczesnym jest jedynie gościem, i postępuje zgodnie z rozkazami właściciela owej gospody, a następnie z ufnością otwiera drzwi prowadzące do grobu i wkracza do wiecznej szczęśliwości .

Dopisek

do Listu Szesnastego
بِاسْمِه۪ وَاِنْ مِنْ شَيْءٍ اِلَّا يُسَبِّحُ بِحَمْدِه۪

[38]

Bez żadnego powodu ahl ad-dunja stali się podejrzliwi wobec kogoś tak obcego i bezsilnego jak ja, a wyobrażając sobie, że mam siłę tysięcy ludzi, nałożyli na mnie liczne ograniczenia. Nie pozwolili mi pozostać na noc lub dwie w Bedre (dystrykt Barla) ani nawet na jednej z gór Barli. Słyszałem, jak mówili: "Said ma moc pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, nie możemy więc go uwolnić".

Mówię zatem: O wy, nieszczęśnicy, którzy dostrzegacie jedynie ten świat! Jak to się dzieje, że nie jesteście w stanie poznać spraw tego

— 317 —

świata, choć pracujecie nad tym ze wszystkich sił? Jak to się dzieje, że rządzicie tym światem jak szaleńcy? Jeśli tak się mnie boicie, to wiedzcie, że nawet jeden żołnierz może dokonać więcej niż ja, nie mówiąc już o pięćdziesięciu tysiącach. Wystarczyłoby, że stanąłby w drzwiach mojego pokoju i powiedział: "Nie możesz stąd wyjść!"

Jeśli jednak tym, czego się lękacie, jest mój fach herolda Koranu i siła moralna, jaką daje wiara, to również jesteście w błędzie; wiedzcie, że pod tym względem mam siłę nie pięćdziesięciu tysięcy, ale pięćdziesięciu milionów żołnierzy! Dzięki sile, jaką daje Wszechmądry Koran, rzucam wyzwanie całej Europie, wliczając w to i was, bezbożnicy. Dzięki światłom wiary, jakimi są traktaty, które opublikowałem, zrównałem z ziemią wielkie bastiony, które nazywają fizyką i naturą. Strąciłem największych z bezbożnych filozofów na poziom niższy od poziomu zwierząt. Gdyby zgromadziła się cała Europa, do której należycie i wy, bezbożnicy, dzięki wsparciu, jakiego udziela mi Bóg, nie mogłaby sprawić, bym wyrzekł się choć jednej kwestii, które wytyczają obraną przeze mnie drogę. Nie pokonacie mnie, jeśli nie zechce tego Bóg!

Skoro tak się sprawy mają, ja nie wtrącam się w sprawy waszego świata, więc wy nie wtrącajcie się w sprawy mego życia ostatecznego! Jeśli nawet spróbujecie, to będziecie próbowali na próżno!

Zarządzenia Bożego nie można odwrócić żadną siłą,

Tak jak płomienia, jaki rozpalił Bóg, nie można zgasić dmuchnięciem.

Ahl ad-dunja są nadzwyczaj - a przy tym nadmiernie - podejrzliwi wobec mnie, ponieważ całkiem zwyczajnie boją się mnie. Wyobrażają sobie w związku ze mną różne nieprawdziwe rzeczy, które gdyby nawet były prawdą, nie stanowiłyby żadnego politycznego przestępstwa ani nie mogłyby stać się przyczyną oskarżenia, jak to, że jestem szejkiem, cieszę się wysoką pozycją społeczną, należę do szlachetnej rodziny, jestem przywódcą klanowym lub wpływowym człowiekiem, który ma wielu zwolenników, spotykam się z ludźmi z mych rodzinnych stron, mieszam się do spraw tego świata, a nawet dołączyłem do ugrupowania politycznego lub do opozycji. Wyobrażając sobie takie rzeczy na mój temat, jedynie dają się porwać bezpodstawnym lękom. W czasie gdy rozważali okazanie łaski skazańcom w murach więzień i poza nimi (a więc i tym, którym zgodnie z ich prawem nie można było przebaczyć), mnie zakazali po prostu wszystkiego. Pewien zły i krótko żyjący człowiek napisał następujące, dobre i trwające, słowa:

— 318 —

Jeśli tyrania ma działa, kule i fortece,

To słuszność ma niewzruszoną rękę i niezmienną twarz,

ja zaś mówię:

Jeśli ahl ad-dunja mają władzę, moc i siłę,

To sługa Koranu, dzięki jego blaskom,

Ma niezachwianą wiedzę i głos, którego nie można uciszyć,

Ma nieomylne serce i światło, którego nie można zagasić.

Wielu przyjaciół, tak samo jak pewien dowódca wojskowy, pod którego nadzór zostałem oddany, wielokrotnie pytało: "Dlaczego nie postarasz się o uniewinnienie i nie wystąpisz z petycją do władz?" Otóż nie wystąpiłem z taką prośbą i nie mogę z nią wystąpić dla pięciu lub sześciu powodów.

Powód Pierwszy: Nie mieszałem się do spraw ahl ad-dunja; nie oni mnie skazali i nie do nich będę się zwracał. Zostałem skazany przez zarządzenie Boga, Jemu przedkładam swoje winy i Jego proszę, by mi je odpuścił.

Powód Drugi: Wierzę w to (i wiem to z całą pewnością), że ten świat jest jedynie szybko zmieniającą się gospodą. Nie jest prawdziwą ojczyzną i w każdym miejscu jest taki sam. Ponieważ nie pozostanę na stałe w moich rodzinnych stronach, bezcelowym jest, by walczyć o powrót do nich czy też do nich podążać. Ponieważ wszystkie miejsca są pokojami gospody, jeśli zaprzyjaźnimy się z jej Miłosiernym właścicielem, wszyscy staną się przyjaciółmi, a w każdym miejscu znajdziemy znajomych, podczas gdy jeśli nie zaprzyjaźnimy się z Miłosiernym, wszędzie znajdziemy jedynie ciężar na sercu, a wszyscy będą do nas wrogo nastawieni.

Powód Trzeci: Podanie powinno być sporządzone zgodnie z prawem, lecz sposób, w jaki traktowano mnie przez owe sześć lat, był samowolą wykraczającą poza granice jakiegokolwiek prawa. Ustawa dotycząca zesłańców [39] nie miała zastosowania do mnie. Traktowano mnie tak, jakbym został pozbawiony wszelkich praw cywilizacji, a nawet wszelkich praw tego świata. Zwracanie się w imieniu prawa do tych, którzy traktowali mnie w sposób, jaki nie mieścił się w granicach prawa, byłoby bezsensowne.

Powód Czwarty: W tym roku pewien miejscowy urzędnik poprosił w mym imieniu o to, abym dla zmiany klimatu mógł pozostać na kilka dni w wiosce Bedre, w dystrykcie Barla. Jak mógłbym prosić o coś tych,

— 319 —

którzy odrzucili tak niewiele znaczącą prośbę? Zwracanie się do nich byłoby daremne, byłoby hańbiącym upokorzeniem się!

Powód Piąty: Przyznawanie jakiegokolwiek prawa decyzji tym, którzy twierdzą, że to, co złe, jest słuszne, a zatem i zwracanie się do nich, jest niewłaściwe, jest brakiem szacunku dla tego, co słuszne. Nie chcę popełnić takiego zła i okazać lekceważenia dla prawa. Tak to jest!

Powód Szósty: Strapienia i trudności, jakich przyczynili mi ahl ad-dunja, nie wynikały z przyczyn związanych z polityką, ponieważ oni dobrze wiedzą, że nie mieszam się do działań polityków, lecz uciekam od nich. Świadomie lub nieświadomie, dręczą mnie raczej z powodu ich wojującego ateizmu, ponieważ sam mocno trzymam się religii. W takim przypadku zwracanie się do nich dowodziłoby tego, że wyrażam skruchę z powodu przywiązania do prawd religii, zaś próbuję schlebiać ateizmowi.

Co więcej, gdybym zwrócił się do nich i u nich szukał ratunku, zarządzenie Boga, Który jest Sprawiedliwy, ukarałoby mnie poprzez ich ręce, ponieważ prześladują mnie oni jedynie dlatego, że jestem człowiekiem pobożnym. Jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, od czasu do czasu gnębi mnie, lecz dzieje się to z powodu mojej hipokryzji w obliczu ahl ad-dunja, ponieważ moja wiara i szczerość intencji są niedoskonałe. Ponieważ tak jest, na razie nie mogę zostać uratowany od strapień i niedoli. Jeśli zwrócę się do ahl ad-dunja, Bóg w Swoim zarządzeniu oznajmi: "Obłudniku! Bądź ukarany za to, że się do nich zwróciłeś!", jeśli zaś tego nie zrobię, ahl ad-dunja powiedzą: "Nie uznajesz nas, więc dalej cierp trudności, których ci przyczyniamy!"

Powód Siódmy: Dobrze wiadomo, że obowiązki urzędników polegają na tym, by uniemożliwiać wyrządzenie szkód tym, którzy mogliby ich przyczynić, zaś wspomagać tych, których działania są korzystne. Tymczasem urzędnik, który zabrał mnie - starszego gościa w gospodzie tego świata, stojącego w drzwiach grobu - do więzienia, kiedy akurat objaśniałem pewien subtelny aspekt wiary, zawarty w słowach "nie ma boga z wyjątkiem Boga Jedynego", potraktował mnie tak, jakbym popełnił jakieś przestępstwo, choć wcześniej przez długi czas nie odnosił się do mnie w taki sposób. Sprawił, że nie mogłem udzielić wskazówek nieszczęsnemu człowiekowi o szczerej duszy, który właśnie mnie słuchał, a postępowanie owego urzędnika wywołało mój gniew. Byli tam również inni ludzie, lecz nie poświęcił im żadnej uwagi, zaś później, kiedy zaczęli zachowywać się tak grubiańsko, że mogło zatruć to życie całej wioski, stał się dla nich łaskawy i uprzejmy.

— 320 —

Co więcej, dobrze wiadomo, że ktoś, kto przebywa w więzieniu z powodu setki zbrodni, jakie popełnił, niezależnie od tego, czy jest człowiekiem wysokiej rangi, czy też niskiej, może spotkać się z nadzorującym jego sprawę urzędnikiem. Jednak przez ostatni rok, choć dwaj ludzie ważni w oczach rządu, którym powierzono nadzór nade mną, kilka razy przechodzili obok mego domu, ani nie spotkali się ze mną, ani też o nic mnie nie pytali. Początkowo przypuszczałem, że unikają mnie z powodu wrogości, jaką do mnie żywią; później jednak wyszło na jaw, że wynikało to z ich bojaźliwych podejrzeń, a oni uciekali przede mną, jakbym zamierzał ich pożreć. Zatem uznanie rządu, który ma takich przedstawicieli, szukanie u niego ratunku i zwracanie się do niego nie jest rozsądne, lecz jest daremnym upokorzeniem. Gdyby był tu stary Said, powiedziałby jak 'Antara [40]:

مَاءُ الْحَيَاةِ بِذِلَّةٍ كَجَهَنَّمَ ٭ وَ جَهَنَّمُ بِالْعِزِّ فَخْرُ مَنْزِل۪ى

Prawdziwa woda życia staje się Piekłem poprzez poniżenie, Podczas gdy godność czyni Piekło miejscem dumy.

Stary Said już nie istnieje, a nowy Said uważa rozmowę z ahl addunja za pozbawioną sensu. Niechaj ich świat stanie się ich końcem! Niechaj robią, co chcą! Nowy Said milczy, mówiąc jedynie, że wszyscy razem zostaniemy osądzeni na Sądzie Ostatecznym.

Powód Ósmy: Zgodnie z zasadą, która mówi: "Wynikiem zakazanej miłości jest niemiłosierne cierpienie", Boże zarządzenie, które jest sprawiedliwe, zadaje mi cierpienie poprzez bezlitosne ręce ahl ad-dunja za to, że skłaniałem się ku nim, choć na to nie zasługują. Mówiąc: "Tak, zasłużyłem na owo cierpienie", zachowuję milczenie.

W czasie Wielkiej Wojny byłem dowódcą pułku złożonego z ochotników. Chwalony przez głównodowodzącego i przez Envera Paszę, poświęcałem mych wartościowych uczniów i przyjaciół. Później zostałem ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie z niewoli wpadłem w niebezpieczeństwa przez dzieła takie, jak Sześć Kroków, która to praca wymierzona była w okupujących Stambuł Brytyjczyków. Pomagałem tym, którzy teraz bez żadnego powodu trzymają mnie w owej niewoli, będącej dla mnie torturą. Tak ukarali mnie za pomoc, jakiej im udzieliłem. Ci "przyjaciele" w ciągu trzech miesięcy przyczynili mi tylu trudności i niedoli, ile wycierpiałem przez trzy lata niewoli w Rosji. Rosjanie nie uniemożliwili mi nauczania religii, choć postrzegali mnie jako

— 321 —

dowódcę kurdyjskiej milicji ochotniczej, który mordował kozaków [41] i jeńców Zwykłem udzielać wskazówek większości z dziewięćdziesięciu oficerów, którzy byli moimi towarzyszami niewoli. Pewnego dnia przyszedł rosyjski dowódca, by posłuchać tego, co mówię, a ponieważ nie znał tureckiego, uznał to za agitację polityczną i położył temu kres, jednak później ponownie udzielił swego zezwolenia na takie spotkania. Ponadto w jednej z izb naszych koszar urządziliśmy meczet, w którym zwykłem prowadzić modlitwy. Rosjanie w ogóle się do tego nie wtrącali, nie zabraniali mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Tymczasem moi "przyjaciele" w tym kraju, obywatele tego samego państwa i wyznawcy tej samej religii, ci, o których korzyści (jakie mogłaby im przynieść pobożność i wiara) walczyłem, trzymają mnie w tej bolesnej niewoli nie przez trzy lata, lecz przez sześć, bez żadnego powodu, choć doskonale wiedzą, że zerwałem wszystkie więzy, jakie łączyły mnie z tym światem. Zabraniają mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Zabraniają mi nauczania religii (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat), a nawet udzielania prywatnych wskazówek w moim pokoju. Zabraniają mi komunikowania się z innymi w jakiejkolwiek formie. Zabraniają mi nawet uczęszczania do meczetu, który pomagałem wyremontować i w którym przez cztery lata prowadziłem modlitwy (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat). A teraz, by pozbawić mnie nagrody za odprawienie modlitwy w grupie, nie zgadzają się nawet na to, bym prowadził modlitwę trzech osób - mego stałego zgromadzenia i mych braci w życiu ostatecznym.

Co więcej, jeśli - choć sam tego nie pragnę - ktoś nazywa mnie dobrym człowiekiem, urzędnicy, pod których nadzorem pozostaję, stają się zawistni i wpadają w gniew. Myśląc, że zniszczą wpływ, jaki wywieram na innych, bez skrupułów podejmują drastyczne środki ostrożności i prześladują mnie, nie dając mi spokoju, by tylko wkraść się w łaski swych zwierzchników.

Któż, będąc w takim położeniu, mógłby szukać schronienia u kogokolwiek prócz Wszechmocnego Boga? Jeśli sędzia jest również wnoszącym skargę, z całą pewnością nie można poskarżyć się przed nim na złe traktowanie. Dalejże, powiedzcie, co możemy na to odpowiedzieć? Mówcie sobie, co chcecie; ja mówię, że wśród moich "przyjaciół" jest wielu hipokrytów, zaś hipokryta gorszy jest od niewierzącego. Oto, z jakiego powodu przyczynili mi takich cierpień, jakich nie przyczynili mi niewierni Rosjanie.

— 322 —

O, wy, nieszczęśnicy! Cóż takiego wam wyrządziłem i cóż czynię wam złego? Staram się tylko ocalić waszą wiarę i służę waszej wiecznej szczęśliwości! Oznacza to, że moja służba nie jest całkowicie szczera, czysta i wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga, dlatego odnosi odwrotny skutek. W zamian za moje starania, dręczycie mnie przy każdej okazji. Z pewnością spotkamy się na Sądzie Ostatecznym, zatem mówię:

﴿ حَسْبُنَا اللّٰهُ وَنِعْمَ الْوَك۪يلُ ﴾

[42]

﴿ نِعْمَ الْمَوْلٰى وَنِعْمَ النَّص۪يرُ ﴾

[43]

اَلْبَاقِى هُوَ الْبَاقِى
Said Nursi