CZĘŚĆ SIÓDMA
Pod koniec 1947 roku do Emirdag przybyli trzej ubrani po cywilnemu oficerowie policji z Afyon. Twierdzili, że zapoznali się z działalnością komitetu religijnego, którego wpływ rozprzestrzenia się na cały naród. Ich podstawowym celem było oskarżenie Bediuzzamana oraz uczniów Światła. Przybyli, by sfabrykować jakiekolwiek oskarżenie, które mogliby wykorzystać przeciwko Nauczycielowi i jego uczniom, a oto jeden z przykładów ich postępowania:
Pewien urzędnik napisał na kawałku papieru oświadczenie: "Pomocnik Saida kupował tutaj śliwowicę (tur. raki) ", a właściciel baru miał poprosić jednego ze swych pijanych i przygłupich klientów, by ten podpisał się pod owym oświadczeniem jako świadek. Ten mężczyzna powiedział im: "Nigdy w życiu! Któż podpisałby się pod takim kłamstwem?". Tej samej nocy urzędnik, któremu nie udało się zdobyć podpisu, w zdumiewający sposób doświadczył czegoś, co było dla niego ciosem wymierzonym mu za błąd, jaki popełniddł. Kiedy przechadzał się w pobliżu strumienia wraz z ludźmi, z którymi pił śliwowicę, wybuchła między nimi bójka. Jego kompani złoili skórę owemu nieszczęśnikowi i zabrali jego pistolet.
Przez cztery lub pięć dni za każdym razem, kiedy Nauczyciel udawał się na wieś, śledziło go pięć samolotów. Kiedy tylko Nauczyciel wchodził do domu, samoloty odlatywały znad Emirdag. Prowadzono propagandę, która miała na celu przedstawić w złym świetle służbę Nauczyciela Koranowi, związaną wyłącznie z wiarą i życiem ostatecznym, a także dostarczyć kłamliwego raportu wyższym władzom.
Co więcej, sprzeciwiając się rozprzestrzenianiu Traktatów Światła za pomocą powielacza oraz wzrastaniu Światła w całej Anatolii, komitety ateistów podjęły działania mające na celu powstrzymanie tej służby wierze. Wytworzyli oni i wywołali podejrzenia wewnątrz rządu. Wydano rozkaz dokonania nalotów na domy uczniów Światła w prowincjach, miastach i wioskach Anatolii. Kiedy trwały owe najścia w Emirdag, Isparcie, Kastamonu, Konyi, Inebolu, Safranbolu i Aydin, pod koniec
1947 roku Nauczyciel wraz z piętnastoma uczniami Światła został zabrany z Emirdag do Afyon. Po przesłuchaniu został uwięziony. Innych uczniów Światła z innych prowincji również sprowadzono do więzienia w Afyon. Był to początek trzeciej szkoły Proroka Józefa.
Bediuzzaman przed sądem w Afyon
W każdym więzieniu, do którego trafiał, Bediuzzaman zapewniał przewodnictwo dla współwięźniów. Nawet niektórzy mordercy nabierali łagodnej natury. Choć Nauczyciel był przetrzymywany w absolutnym odosobnieniu, więzienie stało się szkołą Światła. Oto dlaczego Nauczyciel o każdym więzieniu, do jakiego trafiał, mówił jako o szkole Proroka Józefa (tur. Medrese-i Yusufiye). Kiedy niektórzy z młodych ludzi w więzieniu Denizli ukończyli odbywanie wyroku, nie chcieli oni opuścić szkoły Proroka Józefa, mówiąc: "Jeśli Bediuzzaman pozostanie tutaj, pokażemy, że jesteśmy przestępcami, aby otrzymać wyrok i pozostać wraz z nim, byśmy dalej otrzymywali lekcje Traktatów Światła".
Spisanie traktatu Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi) w więzieniu Denizli miało ogromny wpływ na odnowienie (dobrej moralności - uz. red. pol.) więźniów oraz zmianę ich na lepsze. Przemiana na lepsze więźniów w Denizli była tak oczywista, że nawet ludzie nieprzyjaźni Światłu wyrazili swoje uznanie.
Uczniowie Światła, którzy aktywnie studiowali istotę Traktatów Światła i rozmyślali nad nią, zyskali poziom potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi). Nie lękali się śmierci, więzienia, lochów ani żadnych męczarni i cierpień zadawanych przez człowieka. Uczniowie Światła pracowali na rzecz wybawienia tego narodu, świata islamu i całej ludzkości poprzez uświęconą służbę Koranowi i wierze. Jeśli napotykali na prześladowanie i nieszczęścia nakładane na nich przez ateistów, nigdy nie tracili pasji ani nadziei. Wkraczali do więzienia z honorem i szczęściem. Mieli tylko jeden punkt oparcia, a była nim ich służba Koranowi i wierze ze szczerością intencji (ar. ichlas), wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga. Wszechmocny Bóg jest Tym, Który chroni niewinnych i prześladowanych. Nie pozwalając, aby ich uwagę rozproszyły przeszkody, na jakie napotykali, uczniowie niestrudzenie - jak ich mistrz i Nauczyciel - kontynuowali czytanie i rozpowszechnianie Traktatów Światła.
Oto przyczyna, dla której uczniowie Światła pracujący dla Światła pod trwającymi dwadzieścia pięć lat rządami absolutnej tyranii nigdy nie wycofali się ze służby na rzecz wiary i islamu. Ich wiara była tak wielka, że mówili: "Co jest pozornie szkodliwe, w rzeczywistości przynosi korzyść. W trudnościach znajduje się miłosierdzie. Wszystko, cokolwiek spotyka nas na drodze służby wierze, jest korzystne. Nie jesteśmy odpowiedzialni za rozmyślanie o tym, co może się nam przydarzyć. Tym, za co jesteśmy odpowiedzialni, jest wykonywanie służby Koranowi. Przez cały czas jesteśmy pod ochroną naszego Miłosiernego Pana. Jeśli umrzemy, będziemy męczennikami, a jeśli pozostaniemy przy życiu, będziemy sługami Koranu. Nawet jeśli wrogowie islamu skazali nas na życie w tym doczesnym więzieniu, wciąż pozostaniemy w służbie Traktatów Światła". Nie tylko mieli tę wiarę w sercach, lecz także urzeczywistnili ją poprzez działanie, co było oczywiste dla wszystkich.
Ten pobożny i wierny naród znał prawdomówność, wielkość i bohaterstwo Bediuzzamana i miał do niego zaufanie tak wielkie, że nie uwierzyłby w żadną propagandę, jaka tylko zostałaby sfabrykowana przeciwko niemu. Im więcej ludzie słyszeli o prześladowaniu i torturach nałożonych na Bediuzzamana, tym bardziej w ich sercach rosły umiłowanie go i przywiązanie do niego. Ludzie wyrażali swą odrazę do męczarni i prześladowań, nałożonych na Bediuzzamana przez komunistów i bezbożników, mówiąc: "Uwięzienie tak błogosławionego wojownika religii, jakim jest Bediuzzaman, a także zakaz czytania jego dzieł, mogą być jedynie częścią planu wykorzenienia religii z Anatolii oraz próby zniszczenia islamu". Oto dlaczego rząd musiał uwolnić Bediuzzamana, aby zapobiec owym wrogim wobec niego spiskom, działającym na niekorzyść rządu. W przeciwnym razie im gorzej Bediuzzaman byłby traktowany, tym większy byłby sprzeciw wobec działań rządu.
Czujemy, że naszym obowiązkiem jest wyrażenie tej prawdy przez wzgląd na naszą religię, a także na pokój naszego kraju i narodu.
Choć w 1944 roku Bediuzzaman został uniewinniony przez sąd w Denizli, został zmuszony do zamieszkania w miasteczku Emirdag, w prowincji Afyon. W Afyon Nauczyciel zajmował się kwestiami życia ostatecznego oraz Traktatami Światła. Jak gdyby cierpienia, jakim go poddano, nie były wystarczające, potajemni wrogowie religii wciąż wysuwali te same twierdzenia przeciwko niemu: "Zakłada on tajne
stowarzyszenie i zwraca ludzi przeciwko rządowi. Said stara się obalić ustrój. Im jest starszy, tym bardziej rosną jego energia i żywotność. Nazywa Mustafę Kemala Sufjanem i Dadżdżalem islamu". Bediuzzaman wraz z pięćdziesięcioma uczniami Światła został wezwany przed Sąd Karny w Afyon, a następnie uwięziony.
Po szczegółowych dochodzeniach nie znaleziono ani jednego dowodu przemawiającego za oskarżeniem Bediuzzamana. Użyto wszystkich możliwych środków, aby uwięzić Nauczyciela, a ostatecznie sędziowie mogli wydać wyrok w sprawie zgodnie z głosem sumienia. Orzeczono wyrok dwudziestu miesięcy więzienia dla Bediuzzamana. Inny uczony został skazany na osiemnaście miesięcy więzienia, zaś pozostałe dwadzieścia dwie osoby otrzymały wyroki sześciomiesięczne. Inni postawieni przed sądem zostali uniewinnieni, jako że sąd orzekł, iż "ci ludzie uznali Bediuzzamana za wielkiego przewodnika (ar. murszid), a czytając Traktaty Światła, jedynie wypełniali duchową pustkę". O tych, którzy zostali skazani, twierdzono, że "dopomagali Bediuzzamanowi i podżegali go do założenia tajnego stowarzyszenia". Sąd wykonał wyrok natychmiast i aresztował wszystkich skazanych.
Od tej decyzji natychmiast złożono apelację. Po szybkim rozważeniu sprawy Sąd Apelacyjny odkrył, że Said Nursi został już uniewinniony od tych zarzutów przez poprzedni sąd. Nawet jeśli decyzja sądu w Denizli była błędna, to na mocy prawa po decyzji Sądu Apelacyjnego nie można było przeprowadzić ponownego procesu w tej sprawie. Orzeczenie zostało zatem uchylone i rozpoczęto kolejną sprawę. Zapytano oskarżonych o to, czego się domagają. Niewinni uczniowie Światła poprosili o utrzymanie decyzji Sądu Apelacyjnego. Sędziowie rozpatrzyli decyzję Sądu Apelacyjnego i po długich naradach ostatecznie postanowili przychylić się do tego wniosku. Wówczas sąd rozpoczął poszukiwania jakichkolwiek popełnionych w całej sprawie błędów, jednak ponieważ nie osiągano żadnych rezultatów, sprawa była stale odraczana. Po odbyciu pierwszego wyroku, zanim postawiono im jakiekolwiek oficjalne zarzuty, Bediuzzaman i jego uczniowie zostali uwolnieni. Poprzez wielokrotnie dochodzenia i odraczania sprawy, rozprawa w sądzie w Afyon wydłużyła się do trzech lat .
Ów geniusz i wyjątkowo wybitny człowiek wykonał najbardziej uświęconą służbę na rzecz wiary dla tego kraju i narodu, dla naszej
młodzieży i dla świata islamu. Dostarczył on dzieło tak nadzwyczajne, że zaspokoiło ono wszelkie duchowe potrzeby ludzkości. Tysiąckrotną hańbą jest, że był on ciągany od jednego sądu do drugiego, a następnie pozostawiono go, aby gnił w więzieniu. Jak ostatnie dwadzieścia lat, tak również te trzy czy cztery lata ujrzały Bediuzzamana stawiającego czoło torturom, z jakimi nie spotkał się żaden uczony w historii. Stał się nawet celem wielokrotnych prób zamordowania go. Męczarnie, jakich doświadczał w ciągu jednego dnia w Afyon, były większe od tych, jakich doznawał w ciągu miesiąca w więzieniu Denizli. Było to zaiste bezprawne. Przez dokładnie dwadzieścia miesięcy pozostawiono go w całkowitym odosobnieniu, w nieuporządkowanej celi, narażonego na bardzo niskie temperatury zimy. W porze najbardziej srogiej zimy, kiedy okna więzienia pokryły się dwumilimetrową warstwą lodu, Bediuzzamanowi wstrzyknięto truciznę. Będąc człowiekiem starym, słabym i już wcześniej chorym, cierpiał całymi miesiącami. Nawet kiedy choroba przykuła go do łóżka, nie zezwolono jego uczniom na to, by mu pomogli. Zakładano, że w tak straszliwych i ciężkich okolicznościach jego śmierć jest bliska. Jego choroba była tak ciężka, że całymi dniami nie mógł niczego jeść. Pozostawiono go słabym i zagłodzonym.
Mimo choroby i całego nadzoru Nauczyciel nie zaniedbał swojej pracy przy rozpowszechnianiu Traktatów Światła. Jak w poprzednich więzieniach, tak również w Afyon potajemnie spisywał swe księgi. Więźniowie w tajemnicy sporządzali ręcznie spisane kopie Traktatów Światła i znajdowali sposoby na to, aby owe kopie rozprzestrzeniały się poza więzieniem. Więzienie nigdy nie powstrzymało Bediuzzamana przed publikowaniem Traktatów Światła. Dzięki uczniom takim jak Husrev, ów "wojownik Światła", opublikowano setki i tysiące kopii Traktatów spisanych starym alfabetem (osmańskim - uz. red. pol.).
Kiedy Nauczyciel - po otruciu go - walczył w więzieniu o życie, powiedział jednemu ze swych uczniów, który znalazł sposób na to, by go odwiedzić: "Mogę nie przeżyć. Niech moje istnienie zostanie poświęcone dla tego narodu i jego młodzieży, dla świata islamu, dla wiecznej pomyślności i dobra całej ludzkości. Jeśli umrę, proszę, aby moi przyjaciele nie mścili się za moją śmierć".
Pewnego dnia więzień, który po przybyciu Bediuzzamana zmienił się na lepsze, pozdrowił go z okna swojej celi. Został za to zabrany na przesłuchanie, podczas którego pytano go: "Dlaczego pozdrawiasz Bediuzzamana? Dlaczego zaglądasz przez okno do jego celi?". Później poddano go fizycznym torturom.
Nauczyciel pozostał bardzo chory, w wielce zasmucającym stanie. Jego uczniowie znajdowali różne sposoby, aby odwiedzać ich błogosławionego i umiłowanego Nauczyciela. Jeśli zostali na tym przyłapani, biczowano ich, bijąc w podeszwy ich stóp, jednak nigdy nie złamali się ani nie poddali. Im bardziej bili ich prześladowcy, tym bardziej - z odpornością biorącą początek z wiary i z dostojeństwa islamu - uczniowie wołali: "Śmiało, bij!". Podążali za lekcją Nauczyciela, która mówi: «Kiedy but twego wroga naciska na twoje gardło, pluń mu w twarz! Kiedy twoje ciało zostanie zmiażdżone, twoja dusza będzie wolna».
Poprzez wszystkie rodzaje tortur i prześladowań starano się powstrzymać wszystkich, zarówno w więzieniu, jak i poza nim, od udzielania pomocy Bediuzzamanowi. Tyrania i zdrada, jakim został poddany Bediuzzaman, są bezprecedensowe. Po odbyciu wyroku, 20 września 1949 roku, Nauczyciel został zwolniony z więzienia. Zwyczajem panującym w więzieniach było zwalnianie więźniów, którzy odbyli swój wyrok, podczas godzin pracy, a w więzieniu Afyon więźniów zwalniano o dziesiątej przed południem. Jednakże Bediuzzamana uwolniono między brzaskiem a wschodem słońca, aby uniknąć okazania mu wyrazów szacunku społeczeństwa, jakie prawdopodobnie spotkałyby go w bramie więzienia.
Po jego uwolnieniu Bediuzzaman pozostał przez jakiś czas w prowincji Afyon. Odbył już wyrok, a Sąd Apelacyjny uchylił orzeczenie poprzedniego sądu, orzekając na korzyść Nauczyciela, jednak trzej oficerowie policji stali u jego drzwi, trzymając straż przez całą dobę. Sprawili oni, iż Bediuzzaman żałował zwolnienia go z więzienia, a ich prześladowania trwały. Po dwóch latach prześladowań i złego traktowania w więzieniu zabroniono wszystkim widywania się z nim, nawet w sprawach mających związek z jego zdrowiem. Z jego biografii wiemy, że nawet rosyjski dowódca przyznał Bediuzzamanowi pewne swobody, kiedy ten był jeńcem w Rosji, jednak w jego własnym kraju gościom Bediuzzamana, który poświęcił wszystko dla tego kraju i dla szlachetnego narodu islamu, kazano, by odwrócili się od niego, a także zabroniono im zobaczenia się z nim w święto. Jeśli ktokolwiek został przyłapany choćby na rozmowie z uczniami Nauczyciela, tacy ludzie byli nękani, odciągani na bok, legitymowani i przesłuchiwani, gdyż twierdzono: "Rozmawiasz z uczniem Bediuzzamana".
Ogół społeczeństwa wiedział o tym bezprawnym traktowaniu, co zbliżyło ludzi do Bediuzzamana. Zaczęli oni interesować się poszukiwaniem jego dzieł i pism, a prześladowania sprawiły, że poczuli oni niechęć wobec tych, którzy podżegali do propagandy wymierzonej przeciwko niemu. Im bardziej skupiano się na odbiorze dzieł Bediuzzamana przez społeczeństwo, tym bardziej zwiększały się szacunek i podziw dla Nauczyciela narodu i ludzi młodych, szczególnie w szkolnictwie wyższym. Rosnący sprzeciw wobec Bediuzzamana ponownie umacniał więzi, łączące z nim tych ludzi.
Celem owej negatywnej propagandy było odwrócenie społeczeństwa od Bediuzzamana poprzez zniesławienie go, a także powstrzymanie publikowania Traktatów Światła. Jednak Traktaty Światła nie były związane z osobą autora. Traktaty Światła są własnością Koranu. Traktaty Światła nie przypominają innych dzieł. Są one skarbcem świadectwa, to jest są dowodem same w sobie. Ci, którzy czytają Traktaty Światła, nie dostają informacji o osobie ich autora. Traktaty skupiają się wyłącznie na prawdach, świadectwach i dowodach, jakich dostarczają. Z powodu tego faktu, jak również wielu innych prawd, oficjalna kampania propagandowa przedsięwzięta przeciwko Bediuzzamanowi zawiodła, i takie jej przeznaczenie będzie zawsze.
Ten muzułmański naród miliony razy wyraził swój smutek. Boli nas fakt, że sprawiono, by tak wspaniały autor i myśliciel, który służył temu krajowi i narodowi, który wykonywał swą służbę wierze z największą gotowością do poświęceń, musiał cierpieć, spędzając swe życie w salach sądowych. W imieniu pomyślności tego narodu oznajmiamy, że obecnie owa tortura musi się skończyć, a wszystkie procesy sądowe muszą zostać natychmiast umorzone. Koraniczna służba, jaką ofiarowuje Bediuzzaman, jest wszechstronna i dotyczy całego świata islamu. Wzniosłe prawdy i wysoka wartość dzieł Bediuzzamana Saida Nursiego, jakie tu przedstawiamy, nie są niepoświadczone. Nie są one również wyolbrzymione. Każdy, kto tylko w swym życiu spotkał Nauczyciela lub czytał Traktaty Światła uważnie, nieustannie i ze szczerą intencją, zda sobie sprawę z tego, że prawda, jaką tu przedstawiliśmy, jest nieadekwatna do ukazania jego wielkości. Tacy szczerzy ludzie spojrzą na tę kwestię na nowo i zrozumieją wartość Nauczyciela, niechby nawet z pominięciem naszej wartości, a następnie odkryją, że z pasją dzielą się swoimi myślami z całym światem.
Gdyby nawet wszystkie sądy świata spróbowały uwięzić Bediuzzamana w oparciu o oskarżenia wrogów religii, nigdy nie mogłyby tego uczynić, dopóki tylko sądy orzekają uczciwie, opierając się na dowodach!
Będąc przeważnie przykutym do łóżka z powodu prób otrucia go podjętych przez wrogów islamu, Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi stwierdził: "Czekam w drzwiach grobu". Jednakże poprzez nasze usilne i rozpaczliwe suplikacje (ar. du'a) błagamy Wszechmocnego Boga o to, by obdarował owego wielkiego wojownika religii jeszcze wieloma latami życia. Cały świat islamu i cała ludzkość potrzebują szczerego i gotowego do poświęceń ucznia Koranu, jakim jest Bediuzzaman, będący geniuszem, wielkim myślicielem i niezrównanym bohaterem islamu.
W tym miejscu zamieszczamy fragment zbioru Błyski, w którym Bediuzzaman opisuje swe życie w Emirdag i Afyon :
Pewnego razu podczas mojego przymusowego pobytu w Ermidag (który był właściwie uwięzieniem w odosobnieniu) stałem się zmęczony życiem z powodu cierpień, jakie mi zadano poprzez nadzór policyjny i bezwzględne traktowanie, które było tak trudno znieść, aż nawet żałowałem, że zostałem zwolniony z więzienia. Całą duszą tęskniłem za więzieniem w Denizli i pragnąłem zstąpić do grobu. Kiedy myślałem, że i więzienie, i grób byłyby lepsze niż takie życie, kiedy zdecydowałem, że wkroczę do jednego lub drugiego, łaska Boża przyszła mi z pomocą, obdarowując uczniów Medresetu'z-Zehra, których pióra były niby powielacze, jednym z takich powielaczy, który dopiero co wszedł do użytku. W jednej chwili ukazało się pięćset kopii każdego z wartościowych dzieł ze zbioru Traktatów Światła, które wyszły spod jednego pióra. Ich zapowiedź nowych zwycięstw sprawiła, że pokochałem pełne niedoli życie i zacząłem składać Bogu niekończące się podziękowania.
Nieco później, nie mogąc znieść zwycięstw odniesionych przez Traktaty Światła, ich tajemni wrogowie nakłonili rząd do działań wymierzonych przeciwko nam. Życie ponownie stało się dla mnie ciężkie. Wówczas nagle ujawniła się Boża łaska: urzędnicy związani ze sprawą, którzy najbardziej
potrzebowali nauki Traktatów Światła, w trakcie najbardziej gruntownego i starannego wykonywania swych obowiązków przestudiowali skonfiskowane egzemplarze Traktatów, a one spowodowały, że serca owych urzędników skłoniły się ku nim. Jako że zaczęli doceniać je, miast krytykować, krąg uczniów Światła znacznie się rozszerzył. Przyniosło to korzyści po stokroć większe od materialnych strat, jakie ponieśliśmy, a nasz niepokój i strapienie zmalały do zera.
Wówczas, w tajemnicy, wrogo nastawieni wobec nas hipokryci zwrócili uwagę rządu na moją osobę, przypominając moje dawne działania natury politycznej. Wzbudzili podejrzenia pod moim adresem zarówno wśród przedstawicieli sądownictwa, jak i we władzach oświatowych, w policji i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Owe podejrzenia (podobnie jak tajne podżegania komunizujących anarchistów) rozprzestrzeniały się, trafiając do rąk różnych grup. Władze zaczęły nas uciskać, aresztować; konfiskowano te części Traktatów Światła, które wpadły w ręce naszych przeciwników. Działalność uczniów Światła ustała. Wielu urzędników złożyło fałszywe oskarżenia, w które zupełnie nikt nie mógłby uwierzyć. Próbowali rozprzestrzeniać najbardziej zdumiewające oszczerstwa, jednak nie mogli sprawić, by uwierzył w nie choć jeden człowiek.
Następnie pod pewnym banalnym pretekstem aresztowano mnie podczas najzimniejszych dni zimy, zamknięto mnie odosobnionego w wielkiej i nadzwyczaj zimnej celi więziennej, przez dwa dni pozostawiając bez jakiegokolwiek piecyka. Przy mojej słabości i chorobie mogłem wytrzymać tę sytuację jedynie z trudem, jako że byłem przyzwyczajony do palenia w piecu w moim małym pokoju kilka razy dziennie, tak że w palenisku zawsze był żar. Kiedy walczyłem z cierpieniem spowodowanym przez gorączkę i zimno, przez straszliwą niedolę i gniew, dzięki Bożej łasce przed moim sercem odsłoniła się prawda, która zwracając się do mojej duszy, wypowiedziała następujące ostrzeżenie:
"Nazwałeś więzienie Szkołą Proroka Józefa, a kiedy przebywałeś w więzieniu Denizli, rzeczy takie, jak ulga po tysiąckroć większa od twej niedoli, korzyść natury duchowej, inni więźniowie czerpiący korzyści z Traktatów Światła, rozpowszechniające się zwycięstwa Traktatów - to wszystko sprawiło, że składałeś Bogu nieskończone dzięki, zamiast narzekać. To sprawiło, że każda godzina twojej kary więzienia i związanych z nią trudności stała się równa dziesięciu godzinom wypełnionym oddawaniem czci Bogu, a także uczyniło owe przemijające godziny wiecznymi. Jeśli Bóg zechce, ogrzeje twą zimną, dotkliwą niedolę, przekształci ją w radość i sprawi, że wśród nieszczęść, jakie cierpisz w tej - trzeciej już - Szkole
Proroka Józefa, wyciągniesz korzyści z Traktatów Światła i znajdziesz pocieszenie. Jeśli ludzie, na których czujesz gniew, ponieważ źle cię traktują, sami zostali oszukani, lecz nie zdają sobie z tego sprawy, nie warto się na nich gniewać. Jeśli zaś dręczą cię i przysparzają ci cierpień świadomie, przez swą złość i ze względu na ich zbłądzenie, w krótkim czasie zostaną zamknięci w odosobnieniu, w więzieniu, jakim jest grób, jako ci, którzy zostali skazani na wieczną karę śmierci, na cierpienie niekończących się męczarni i katuszy. Dzięki ich prześladowaniom zdobywasz zasługę, jak też przyjemności natury duchowej; to prześladowanie czyni przemijające godziny wiecznymi i pozwala ci na wykonywanie obowiązków uczonego i obowiązków religijnych z całkowitą szczerością intencji".
Ze wszystkich sił wykrzyknąłem: "Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu!" Z powodu człowieczeństwa litowałem się nad moimi prześladowcami i modliłem się: "Panie mój, spraw, by się poprawili!" Jak napisałem w oświadczeniu dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, prawdziwie winnymi byli ci spośród prześladowców, którzy działając w imieniu prawa, postępowali niesprawiedliwie na dziesięć sposobów. Wynaleźli oni niepospolite preteksty, które dla każdego uczciwego człowieka okazały się oszczerstwami i fałszerstwem, które sprawiały, że ludzie, którzy je słyszeli, śmiali się, zaś ci, co umiłowali prawdę, płakali. Jako że nasi prześladowcy nie mogli znaleźć żadnego sposobu zaatakowania Traktatów Światłą i ich uczniów bez przekraczania granic prawa i tego, co słuszne, zboczyli z drogi prawa i popadli w obłęd. Oto dwa przykłady ich szaleństwa:
Przykład pierwszy: Urzędnicy, którzy śledzili nas przez miesiąc, nie mogli znaleźć nic obciążającego, więc napisali memorandum mówiące: "Sługa Saida kupował w sklepie rakię, a później zaniósł ją do niego". Nie mogli znaleźć nikogo, kto podpisałby memorandum, lecz nareszcie aresztowali jakiegoś pijanego jegomościa i zmusili go, by je podpisał. Nawet on powiedział: "Boże, wybacz nam! Któż podpisałby tak niesłychane kłamstwo?" Musieli więc podrzeć je.
Przykład drugi: Ktoś, kogo nie znałem (i nadal go nie znam), użyczył mi konia, bym mógł wybrać się na przejażdżkę. Przez większość dni lata zwykłem wychodzić z domu choć na kilka godzin, dla zdrowia i by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Dałem słowo, że właściciel konia i bryczki otrzyma ode mnie książki warte pięćdziesiąt lir, a to dlatego, bym nie złamał mojej zasady i nie stał się jego dłużnikiem. Czyż mogła z tego wyniknąć jakakolwiek szkoda? A jednak zarówno gubernator, jak urzędnicy sądowi i policjanci przesłuchiwali nas pięćdziesiąt razy, pytając o właściciela konia, jakby cała sprawa była ważnym wydarzeniem
politycznym, dotyczącym publicznego bezpieczeństwa! Pewien lojalny człowiek powiedział nawet, że koń należał do niego, a inny, że bryczka należała do niego, by tylko przerwać te bezsensowne przesłuchania. Obaj zostali aresztowani wraz ze mną.
Widzieliśmy wiele dziecinnych wybryków podobnych do owych dwóch przykładów i śmialiśmy się do łez. Pojęliśmy, że ci, którzy atakują Traktaty Światła i ich uczniów, jedynie robią z siebie głupców.
Oto zabawne zdarzenie spośród wielu podobnych: Powodem podanym na dokumencie sankcjonującym moje aresztowanie było "zakłócanie porządku publicznego". Nie widząc tego dokumentu na oczy, powiedziałem oskarżycielowi publicznemu: "Ostatniej nocy oczerniłem cię, bowiem powiedziałem oficerowi policji, który przesłuchiwał mnie z polecenia komendanta: 'Jeśli nie służyłem publicznemu bezpieczeństwu tego kraju tak usilnie, jak tysiąc publicznych oskarżycieli i tysiąc komendantów policji, niechaj Bóg przeklnie mnie po trzykroć!'"
Właśnie wtedy, kiedy w tak mroźnych warunkach najbardziej potrzebowałem tego, by odpocząć, nie przeziębić się i nie myśleć o świecie, ogarnęły mnie rozdrażnienie i gniew na tych, którzy zesłali mnie na niemożliwe do zniesienia wygnanie, skazali na odosobnienie, uwięzienie i prześladowania, ukazując w ten sposób swą nienawiść i złe zamiary. Wówczas z pomocą przyszła mi Boża łaska, oznajmiając mojemu sercu, co następuje:
"Niesprawiedliwe prześladowania, jakie zadają ci ludzie, w znacznej części wynikają z Bożego zrządzenia, które jest czystą sprawiedliwością. W więzieniu masz zapewnione pożywienie; to właśnie przeznaczone dla ciebie zaopatrzenie wezwało cię do tego miejsca. Powinieneś przyjąć zrządzenie Boże z zadowoleniem i pogodzić się z nim. W tym, co cię spotyka, wielki udział mają wiedza Tego, Którego władza jest absolutna, i Jego miłosierdzie, które chcą oświecić ludzi przebywających w tym więzieniu, pocieszyć ich, a tobie przyznać nagrodę. Powinieneś przyjąć swój udział w Bożym zamyśle z nieskończoną wdzięcznością i cierpliwością. Swój udział w tych wydarzeniach ma również twoja dusza, a to z powodu jej przywar, o których nie wiesz. W obliczu tego, co cię spotkało, powinieneś powiedzieć swej duszy, a to poprzez skruchę i poszukiwanie Bożego przebaczenia, że zasłużyła ona na cios, który ją spotkał. Swój udział w tym, co cię spotkało, mają również niektórzy spośród twoich utajonych wrogów, wraz z ich intrygami, z oszukiwaniem pewnych naiwnych, a podejrzliwych urzędników, z nakłanianiem ich do owych prześladowań. Jeśli chodzi o ich udział, wiedz, że straszliwe ciosy duchowe, jakie Traktaty Światła wymierzą tym hipokrytom, pomszczą cię w zupełności. Niech to
będzie dla nich wystarczające! Ostatnią grupą są ci urzędnicy, którzy w rzeczywistości byli jedynie narzędziami w rękach innych [1]. Jeśli chodzi o ich udział, wielkodusznym dziełem będzie wybaczenie im, zgodnie z zasadą:
[2] ponieważ czy chcą tego, czy też nie, mogli skorzystać z nauki Traktatów Światła dotyczącej wiary, choć spoglądali na nie z zamiarem ganienia ich".
Po owym mówiącym prawdę ostrzeżeniu poczułem tak wielkie szczęście i wdzięczność, że zdecydowałem popełnić jakieś nieszkodliwe wy kroczenie, by tylko ponieść karę więzienia, bym mógł pozostać w owej nowej Szkole Proroka Józefa, a może nawet pomóc tym, którzy występowali przeciwko mnie. Miałem wówczas siedemdziesiąt pięć lat, nie byłem do niczego przywiązany, a spośród siedemdziesięciu osób, które umiłowałem na tym świecie, jedynie pięć pozostało przy życiu - tak, ktoś taki jak ja po stokroć przedłożyłby grób nad więzienie. Siedemdziesiąt tysięcy kopii różnych traktatów spośród Traktatów Światła krążyło w wolnym obiegu i mogły one wykonywać moje obowiązki związane z Traktatami Światła; miałem duchowych braci i spadkobierców, którzy mieli przedłużyć naszą służbę dla wiary, a tysiące ich języków miały zastąpić mój język. Więzienie było również po stokroć przyjemniejsze i bardziej korzystne od wolności poza jego murami, która w istocie była niewolą, podporządkowaną tyranii i prześladowaniom. Miast cierpieć w całkowitej samotności poza murami więzienia z powodu bezwzględnego postępowania setek urzędników, w więzieniu, wraz z setkami innych więźniów, cierpimy jedynie nieznacznie, z powodu samowoli jednej lub dwóch osób, jak naczelnik więzienia czy komendant strażników, a owe cierpienia przyniosą korzyści, ponieważ dzięki nim zyskamy braterską życzliwość i pociechę ze strony wielu towarzyszy więzienia. Z myślą o tym, że litość wynikająca z islamu i z ludzkiej natury przejawia się w życzliwości dla osób starszych, znajdujących się w takim położeniu, przez co zmienia trudy więzienia w miłosierdzie, przyjąłem karę więzienia i pogodziłem się z nią.
W czasie mojego trzeciego procesu, z powodu trudności, jakie sprawiało mi pozostawanie w pozycji stojącej, a to w związku ze słabością, starością i chorobą, usiadłem na krześle poza drzwiami sali sądowej. Wtem zjawił się sędzia i z gniewem, obraźliwym tonem zapytał: "Dlaczegóż to on nie oczekuje na stojąco?" Rozgniewała mnie taka nieuprzejmość w obliczu mojej starości. Rozejrzałem się i ujrzałem wielu muzułmanów, którzy zgromadzili się wokół nas i nie chcieli się rozejść, jak przyglądali mi się z wielką życzliwością i braterstwem. Nagle otrzymałem ostrzeżenie poprzez dwie następujące prawdy:
Prawda pierwsza: Ukryci wrogowie mojej osoby i Traktatów Światła oszukali pewnych naiwnych urzędników, mając zamiar położyć kres podbojom Traktatów Światła poprzez zniszczenie dobrej opinii ludzi na mój temat (której w żadnym wypadku nie pragnąłem) i poprzez zniszczenie mojego charakteru na oczach ludzi. Nakłonili zatem owych urzędników, by odnosili się do mnie ze wzgardą, w taki właśnie sposób. Rzekłem do siebie:
"Spójrz na tę setkę ludzi, a nie na zniewagę, jak spotkała cię ze strony jednego człowieka! W zamian za służbę na rzecz wiary, jaką spełniają Traktaty Światła - co jest przejawem Bożej łaski - ludzie uprzejmie ofiarowują ci swe współczucie poprzez docenienie twojej służby, zarówno witając cię, jak odprowadzając". Nawet gdy drugiego dnia procesu byłem przesłuchiwany w biurze sędziego, gdzie odpowiadałem na pytania oskarżyciela publicznego, około tysiąca ludzi zgromadziło się na dziedzińcu, naprzeciw okien sądu, by okazać swą troskę i zainteresowanie; przyszli, by powiedzieć urzędnikom językiem właściwym dla swego usposobienia, by nie uciskali nas. Policja nie mogła sprawić, by ci ludzie rozeszli się. Mojemu sercu oznajmiono, że w naszym pełnym niebezpieczeństw wieku ci ludzie pragną prawdziwego pocieszenia, niegasnącego światła, silnej wiary, niezawodnej dobrej nowiny o wiecznej szczęśliwości, że poszukiwanie tego wszystkiego, czego pragną, wynika z ludzkiej natury. Musieli usłyszeć, że to, czego szukają, można znaleźć w Traktatach Światła, zatem okazują mojej niewiele znaczącej osobie troskę daleko większą, niż na to zasługuję, ponieważ oddałem pewnie niewielkie usługi wierze.
Prawda druga: Przypomniało mi się, że w zamian za złe traktowanie, jakiego doznaliśmy ze strony kilku odnoszących się do nas ze wzgardą, wprowadzonych w błąd osobników, którzy traktowali nas w ten sposób z zamiarem znieważenia nas i zniszczenia szacunku, jakim cieszyliśmy się w opinii publicznej, a także z powodu bezpodstawnego podejrzewania nas o zakłócanie porządku publicznego, otrzymaliśmy poklask i uznanie niezliczonych ludzi prawdy spośród współczesnych i spośród przyszłych pokoleń.
Tak, dzięki sile niezachwianej, potwierdzonej wiary w każdej części tego kraju Traktaty Światła (i ich uczniowie) powstrzymały straszliwe zepsucie i wysiłki anarchii, mające na celu zniszczenie porządku publicznego, jakie miało dokonać się pod płaszczykiem komunizmu. Uczniowie Światła pracowali na rzecz utrzymania porządku i bezpieczeństwa publicznego, a przez dwadzieścia lat ich pracy ani trzy lub cztery współpracujące ze sobą sądy, ani policja dziesięciu prowincji nie były w stanie znaleźć ani odnotować jakichkolwiek incydentów dotyczących naruszenia porządku publicznego, które byłyby związane z uczniami Światła, choć byli oni
bardzo liczni i można było znaleźć ich w każdej części kraju. Bezstronni policjanci z trzech prowincji oświadczyli: "Uczniowie Światła są policją obyczajową. Wspomagają nas w utrzymywaniu porządku publicznego. Dzięki ich niezachwianej, potwierdzonej wierze w głowach wszystkich, którzy czytają Traktaty Światła, zostaje coś, co powstrzymuje ich przed popełnianiem przestępstw. Uczniowie Światła działają na rzecz utrzymania porządku publicznego".
Przykładem na to niech będzie więzienie Denizli. Kiedy Traktaty Światła weszły w jego mury, a Owoc wiary został napisany dla więźniów, na przestrzeni trzech lub czterech miesięcy ponad dwustu więźniów stało się tak niezwykle posłusznymi, a ich postępowanie - tak pobożnym i prawym, że człowiek, który zamordował trzy czy cztery osoby wystrzegał się nawet zabijania pluskiew. Dawni przestępcy stali się najzupełniej litościwymi i nieszkodliwymi członkami społeczeństwa. Zadziwieni całą sytuacją funkcjonariusze więzienni patrzyli na nich z wielkim uznaniem. Niektórzy spośród młodych ludzi przed otrzymaniem wyroku mówili nawet: "Jeśli uczniowie Światła pozostają w więzieniu, postaramy się, by nas również skazano, ponieważ wtedy oni będą mogli nauczać nas, a my staniemy się podobni do nich. Poprawimy się dzięki ich wskazówkom".
Zatem ci, którzy oskarżali uczniów Światła (którzy są właśnie tacy) o zakłócanie porządku publicznego, albo zostali poważnie wprowadzeni w błąd, albo oszukani, albo też sami - świadomie lub nieświadomie - oszukiwali rząd, mając na celu zaprowadzenie anarchii, i prześladowali nas, starając się zmiażdżyć. Oto, co mamy im do powiedzenia:
Jako że śmierć nie została zabita, brama grobu nie jest zamknięta, a podróżni zatrzymujący się w zajeździe tego świata w korowodzie, karawana za karawaną, z wielką prędkością zstępują w ziemię i znikają, z pewnością my też wkrótce zostaniemy rozdzieleni jeden od drugiego. Otrzymacie straszliwą karę za waszą tyranię. Wstąpicie na szubienice śmierci i wiecznej zagłady, które wypiszą nakazy uwolnienia prześladowanych ludzi wiary. Ulotne przyjemności, jakich doznawaliście na tym świecie, wyobrażając sobie, że będą one wieczne, przekształcą się w niekończące się męczarnie.
Niestety, nasi ukryci, obłudni wrogowie czasami łączą nazwę sufizmu z rzeczywistością islamu, którą zdobyto i utrzymano dzięki mieczom i krwi stu milionów męczenników w randze świętości i bohaterskich weteranów wojennych, jakich wydał nasz pobożny naród. Podczas gdy droga sufizmu jest jedynie pojedynczym promieniem słońca, jakim jest islam, nasi wrogowie ukazują ją tak, jakby była słońcem, przez co wprowadzają w błąd niektórych niedbałych urzędników rządowych.
Nazywając uczniów Światła sufimi i członkami stowarzyszenia politycznego - tylko dlatego, że skutecznie oni pracują na rzecz prawd Koranu i wiary - chcą podjudzić władze przeciwko nam. Oto, co mówimy im i tym, którzy słuchają ich słów wymierzonych przeciwko nam; to, co powiedzieliśmy sprawiedliwemu sądowi w Denizli:
«Pozwólcie także nam poświęcić się dla owej świętej prawdy, dla której poświęciły się setki milionów ludzi! Nawet jeśli podpalicie cały świat wokół nas, my, którzy poświęcamy samych siebie dla prawd Koranu, nie złożymy broni przed ateizmem; jeśli Bóg zechce, nie odstąpimy od naszego świętego obowiązku!»
Dzięki świętemu pocieszeniu, jakie dały mi wiara i Koran w cierpieniach i rozpaczy przygód mej starości, nie zamieniłbym roku największej niedoli mojej starości na dziesięć najbardziej szczęśliwych lat mojego młodego wieku - zwłaszcza że dla tych, którzy żałują za grzechy i odmawiają modlitwy obowiązkowe, każda godzina spędzona w więzieniu odpowiada dziesięciu godzinom oddawania czci Bogu, zaś jeśli chodzi o zasługę, to każdy przelotny dzień choroby i prześladowań daje dziesięć dni życia wiecznego. Dzięki ostrzeżeniom, które otrzymałem, zrozumiałem, jak bardzo tamte dni zasługiwały na podziękowania składane przez kogoś takiego jak ja, oczekującego już na swoją kolej przekroczenia bramy grobu. Wykrzyknąłem: "Nieskończone dzięki niechaj będą mojemu Panu!", byłem szczęśliwy z mojej starości, a zadowolony z uwięzienia, ponieważ życie nie zatrzymuje się, lecz szybko przemija. Jeśli upływa w przyjemności i szczęściu, to jako że odejście przyjemności jest bólem, życie staje się czymś przejściowym, upływa bez składania podziękowań i w niedbalstwie, a odchodzi, pozostawiając grzechy w miejscu przyjemności. Natomiast jeśli życie upłynie w więzieniu i wśród trudów, to jako że odejście bólu jest rodzajem przyjemności i ponieważ może być poczytywane za rodzaj aktu czci, życie pod pewnym względem staje się wieczne, a dzięki dobrym owocom, jakie wyda, możemy zdobyć życie ostateczne. Życie staje się odkupieniem za błędy, które były przyczyną grzechów przeszłości i kary więzienia, a także oczyszcza człowieka z owych błędów i grzechów. Patrząc z tego punktu widzenia, widzimy, że więźniowie, którzy odprawiają modlitwy nadobowiązkowe towarzyszące obowiązkowym, powinni być cierpliwi i składać podziękowania Bogu.
Potajemni ateiści, którzy przez swoje spiski i oszczerstwa doprowadzili do procesu przed sądem w Afyon, chcieli, aby Bediuzzaman zawisł na szubienicy. Mając nadzwyczajne znaczenie, mowa obrończa Nauczyciela zawiera prawdy, które głośno wypowiedział on przeciwko destrukcyjnym i bezbożnym tyranom, nie lękając się śmierci. Ostatecznie Sąd Apelacyjny unieważnił decyzję o uwięzieniu Bediuzzamana. Ten sam sąd ostatecznie po dwakroć orzekł jego uniewinnienie. Cały zbiór Traktatów Światła wraz z blisko pięcioma setkami listów zostały bezwarunkowo uwolnione i zwrócone Bediuzzamanowi.
WYBRANE FRAGMENTY OWEJ WSPANIAŁEJ MOWY [3]
(Ta petycja, którą po osiemnastu latach milczenia jestem zmuszony przedstawić sądowi, a której kopię wysyłam do Ankary, zawiera moje pisemne sprzeciwy dotyczące aktu oskarżenia, które jestem zobowiązany wyłożyć).
Oto streszczenie krótkiej mowy obrończej. Niechaj będzie wiadomo, że jest ono dokładnie tym samym, co dwakroć powiedziałem oskarżycielowi publicznemu i inspektorowi policji, a przy trzeciej okazji naczelnikowi policji i sześciu lub siedmiu inspektorom, którzy trzykrotnie przybyli, by przeszukać mój dom w Kastamonu, jak również tym, co powiedziałem w odpowiedzi na pytania oskarżyciela publicznego w Isparcie oraz sądów w Denizli i Afyon. Powiedziałem im:
Żyłem w samotności przez osiemnaście lub dwadzieścia lat. Przez osiem lat mieszkałem w Kastamonu naprzeciwko posterunku policji, zaś przez dwadzieścia lat w innych miejscach, wciąż pod stałym nadzorem, a miejsce, w którym się zatrzymałem, zostało kilka razy przeszukane, jednak nie znaleziono nawet najlżejszego znaku wskazującego na cokolwiek, co odnosiłoby się do tego świata lub polityki. Jeśli dopuściłem się jakiejkolwiek nieprawidłowości, a policja i sądownictwo nie wiedziały o niej bądź też wiedziały, ale zignorowały ją, z pewnością ponoszą większą odpowiedzialność niż ja sam. Jeśli zaś nie, to dlaczego - choć w żadnym miejscu na świecie nie dręczy się pustelników, którzy zajmują się sprawami ich życia ostatecznego - niepotrzebnie dręczycie w stopniu, który przynosi ujmę krajowi i narodowi?
My, uczniowie Światła, nie uczyniliśmy Traktatów Światła narzędziem prądów ahl ad-dunja ani nawet narzędziem całego wszechświata. Co więcej, Koran surowo zakazuje nam zajmowania się polityką, ponieważ obowiązkiem Traktatów Światła jest służyć Koranowi poprzez prawdy wiary oraz poprzez nadzwyczaj potężne i rozstrzygające dowody, jakie w obliczu całkowitej niewiary - która niszczy życie wieczne, a życie tego świata przekształca w straszliwą truciznę - skłaniają do wiary nawet najbardziej upartych spośród filozofów-ateistów. W związku z tym nie możemy uczynić Traktatów Światła narzędziem żadnej innej sprawy [4].
Po pierwsze: Aby przez przedstawianie fałszywej idei propagandy politycznej nie sprawić, że podobne diamentom prawdy Koranu w oczach ludzi niedbałych stracą swą wartość i staną się okruchami szkła, a także aby nie zdradzić owych drogocennych prawd.
Po drugie: Litość, prawda, słuszność i sumienie, będące fundamentami drogi Traktatów Światła, powstrzymują nas od zajmowania się politykąi wtrącania się do spraw rządu, jako że od jednego lub dwóch bezbożnych ludzi, którzy upadli w całkowitą niewiarę i zasługują na to, by spadły na nich ciosy i nieszczęścia, zależy los siedmiu lub ośmiu niewinnych - dzieci, chorych i starców. Jeśli ciosy i nieszczęścia nawiedzą owego jednego czy dwóch bezbożników, owi nieszczęśnicy także będą cierpieć. Zatem, jako że efekt takich działań jest wątpliwy, surowo zabroniono nam wpływania na życie społeczeństwa poprzez politykę, co byłoby postępowaniem na szkodę rządu i porządku publicznego.
Po trzecie: W owych dziwnych czasach, aby uchronić życie społeczne tego kraju i narodu od anarchii, niezbędnym i zasadniczym jest przestrzeganie pięciu zasad, którymi są: szacunek, litość, powstrzymywanie
się od tego, co zakazane (ar. haram), bezpieczeństwo, porzucenie bezprawia i bycie posłusznym władzy. Świadectwem tego, że kiedy Traktaty Światła wskazują na życie społeczne, w potężny i uświęcony sposób ustanawiają i umacniają pięć owych zasad, a także zachowują kamień węgielny publicznego porządku, jest fakt, iż przez ostatnie dwadzieścia lat Traktaty uczyniły sto tysięcy ludzi członkami tego narodu i obywatelami tego kraju, którzy nie wyrządzają żadnej szkody, lecz przynoszą im korzyść. Zaświadczają to prowincje Isparta i Kastamonu. To oznacza, że olbrzymia większość tych, którzy przeszkadzają Traktatom Światła, świadomie lub nieświadomie zdradza kraj, naród i panowanie islamu na rzecz anarchii. Wielkie dobro i korzyść dla tego kraju, zawarte w stu trzydziestu traktatach ze zbioru Traktatów Światła, nie mogą zostać obalone przez wyimaginowaną szkodę, jakiej miałyby przyczynić dwa lub trzy traktaty, które mogą być szkodliwymi jedynie w wyobraźni oszukanych i niedbałych ludzi o powierzchownym spojrzeniu. Ktokolwiek odrzuca owe korzystne traktaty z winy tych dwóch lub trzech, jest nadzwyczaj niesprawiedliwym tyranem (...).
Jeśli mówicie jak ci, którzy mniemają, że bezbożność jest rodzajem polityki, a w tej sprawie powiedzieli: "Wyrządzasz szkodę naszej cywilizacji oraz psujesz naszą przyjemność poprzez swoje traktaty...",
odpowiadam: Powszechnie uznawana na całym świecie zasada mówi, że żaden naród nie może przetrwać bez religii. Szczególnie absolutna niewiara daje na tym świecie początek męczarniom cięższym niż męki piekielne, co zostało udowodnione z całkowitą pewnością w Przewodniku dla młodzieży. Obecnie ów traktat został oficjalnie wydrukowany. Jeśli - niech Bóg uchroni - muzułmanin porzuca religię, upada on w całkowitą niewiarę; nie może pozostać on w stanie "wątpiącej" niewiary, która do pewnego stopnia utrzymałaby go przy życiu. Nie może również być podobnym bezbożnym Europejczykom. Pod względem przyjemności z życia upada on nieskończenie niżej niż zwierzęta, ponieważ nie mają one poczucia przeszłości ani przyszłości. Z powodu jego zbłądzenia śmierć wszystkich istot przeszłości i przyszłości, a także fakt, że jest on rozłączony z nimi na wieczność, przygniatają jego serce nieprzerwanym bólem. Jeśli wiara wkracza do jego serca, a on sam zaczyna wierzyć, owi niezliczeni przyjaciele nagle zmartwychwstają i mówią językiem swego usposobienia: "Nie umarliśmy i nie zostaliśmy unicestwieni", przekształcając jego piekielny stan w przyjemność podobną przyjemnościom Raju.
Skoro taka jest prawda, ostrzegam was: Nie sprzeciwiajcie się Traktatom Światła, ponieważ opierają się one na Koranie i nie
mogą zostać pokonane. Byłoby to najbardziej godnym pożałowania dla tego kraju. Traktaty odeszłyby gdzie indziej, by tam oświecać ludzi. Ponadto gdybym miał tyle głów, ile mam włosów na głowie, a każdego dnia jedna z nich byłaby ścinana, nie skłoniłbym głowy, która jest oddana Koranowi, przed ateizmem i całkowitą niewiarą; nie porzuciłbym ani nie mógłbym porzucić świętej służby wierze i Traktatom Światła (...).
W skrócie: Traktaty Światła przez trzydzieści lat zabijały i ucinały u samych korzeni całkowitą niewiarę, która niszczy życie wieczne i czyni życie tego świata straszliwą trucizną, psując wszelkie jego przyjemności; skutecznie zabijały wszelkie idee naturalistów; olśniewająco i za pomocą cudownych argumentów udowadniały zasady, których przestrzeganie przyniesie temu narodowi szczęście zarówno w tym życiu, jak i w życiu, które nadejdzie; są oparte na prawdzie Koranu, pochodzącej od Tronu Boga. Twierdzę - i jestem gotów, by to udowodnić - że choćby krótki traktat tego rodzaju zawierał nie jeden czy dwa błędne punkty, lecz tysiąc błędów, to tysiąc jego znaczących dobrych aspektów spowodowałby, iż owe błędy zostałyby wybaczone.
Jako że zgodnie z prawem wolności sumienia zasady Republiki nie ingerują w sprawy tych, którzy nie mają żadnej religii, zatem taki stan rzeczy z pewnością wymaga tego, by nie ingerowały również w sprawy pobożnych ludzi, którzy - dopóki to możliwe - nie angażują się w sprawy tego świata, nie wchodzą w spór z ahl ad-dunja, a dokładają starań pożytecznych dla swego życia ostatecznego, dla swej wiary, a także dla swego kraju. Wiem, że politycy rządzący w Azji, gdzie ukazywali się prorocy, nie zabronią i nie mogliby zabronić bogobojności (ar. taqła) i dobrych uczynków, które przez tysiąc lat były dla tego narodu czymś tak zasadniczym, jak pożywienie i lekarstwa. Człowieczeństwo wymaga tego, by przy rozpatrywaniu powyższych pytań nie przeoczyć niczego, co jest zgodne z obecnymi poglądami, ponieważ - jako że Said przez dwadzieścia lat żył w samotności - zostały one zadane językiem Saida sprzed lat dwudziestu.
Uważam za swój patriotyczny obowiązek, aby dla pożytku tego kraju, narodu i bezpieczeństwa publicznego przypomnieć, co następuje: Aresztowanie i urażenie w ten sposób wielu ludzi, których pobożność jest korzystna dla kraju i jego bezpieczeństwa, z powodu ich nieznacznych
powiązań ze mną i z Traktatami Światła, może zwrócić ich przeciwko rządowi, otwierając w ten sposób drogę dla anarchii. Tak, daleko więcej niż sto tysięcy ludzi dzięki Traktatom Światła ocaliło swą wiarę i stali się oni nieszkodliwymi oraz wysoce pożytecznymi dla narodu. Możliwe, że można ich znaleźć, powściągliwych i pożytecznych, w każdym większym departamencie Rządu Republiki i na każdym szczeblu społeczeństwa. Jest sprawą zasadniczą, aby ci ludzie byli nie znieważani, lecz chronieni.
Jestem poważnie zaniepokojony tym, że pewne osoby oficjalne, które nie zważają na nasze skargi, nie pozwalają nam na zabranie głosu, a represjonowanie nas pod rozmaitymi pretekstami otwiera drogę dla anarchii, na szkodę dla tego kraju.
Ponadto dla dobra rządu mówię, co następuje: Jako że sądy w Denizli oraz Ankarze drobiazgowo zbadały Promień Piąty i nie sprzeciwiły mu się, lecz zwróciły go nam, przeto sprawą o zasadniczym znaczeniu dla rządu jest to, by owe postępowania nie zostały ponownie rozpoczęte oficjalnie, co dałoby początek rozmaitym plotkom i pogłoskom. Jak ukryłem ów traktat, zanim trafił on do rąk sądu, który go opublikował, tak władze Afyon i sąd tego miasta nie powinny czynić go przedmiotem pytań i odpowiedzi, ponieważ jest to traktat potężny i niezbity. Poczynił on pewne przepowiednie, a one okazały się prawdziwe. Ponadto jego celem nie jest ten świat, a najwyżej jedno z jego wielu znaczeń pasuje do człowieka, który zmarł i odszedł [5]. Przez wzgląd na kraj, naród, porządek publiczny i rząd moje sumienie nakazuje mi ostrzegać przed uczynieniem owych przepowiedni i znaczeń oficjalnym powodem fanatycznej przyjaźni dla owego człowieka, a także przed dalszym rozpowszechnianiem owego traktatu poprzez napominanie nas (...).
Wobec tego Traktaty Światła nie mogą być atakowane w oparciu o moje osobiste błędy lub błędy moich braci. Traktaty Światła są ściśle związane z Koranem, a Koran jest związany z Wielkim Tronem (ar. 'Arsz A'zam). Któż ośmiela się wyciągać swoją rękę, aby rozwiązać owe silne węzły? Ponadto materialne i duchowe błogosławieństwo (ar. baraka) Traktatów Światła, a także nadzwyczajna służba, jaką wykonują one na rzecz tego narodu, zostały ustalone poprzez wskazówki trzydziestu trzech wersetów Koranu, trzech cudów z królestwa tego, co niewidzialne (ar. al-ghajb) Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), a także niezachwiane oznajmienia tego, który nosił przydomek Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Traktaty światła nie będą, nie mogą być i nie powinny
być pociągane do odpowiedzialności za jakiekolwiek nasze osobiste i drobne błędy, w przeciwnym razie takie postępowanie przyczyni zarówno materialnej, jak i duchowej szkody, która będzie niemożliwą do naprawienia. In sza'a-llah, ataki i diabelskie machinacje wrogich wobec nas ateistów, wymierzone przeciwko Traktatom Światła, zo staną udaremnione, ponieważ uczniów Światła nie można porównać do innych ludzi; nie mogą oni zostać rozproszeni ani nie można sprawić, by porzucili swą sprawę; dzięki łasce Boga nie zostaną oni pokonani. Gdyby Koran nie zabraniał im bronienia się siłą... Owi uczniowie, którzy są wszędzie i zdobyli sobie publiczne uznanie, którzy są niczym życiodajna krew tego narodu, nigdy nie zaangażowaliby się w błahe i bezowocne incydenty, takie jak bunt Szejka Saida [6] czy wydarzenia z Menemen [7]. Gdyby jednak byli oni prześladowani, a Traktaty Światła byłyby atakowane do tego stopnia, że uczniowie zostaliby do tego zmuszeni, ateiści i hipokryci, którzy wprowadzili rząd w błąd, pożałowaliby tego po tysiąckroć.
W skrócie: Jako że nie wtrącamy się do spraw światów ahl ad-dunja, oni nie powinni wtrącać się do naszej pracy na rzecz życia ostatecznego i do naszej służby na rzecz religii i wiary (...).
Tak, jesteśmy wspólnotą (ar. dżama'a), zaś naszym celem i programem jest wybawienie przede wszystkim nas samych, a następnie również naszego narodu od wiecznego unicestwienia i wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w pośrednim królestwie (ar. barzach), a także uchronienie naszych rodaków od anarchii i bezprawia, jak również ochrona nas samych - za pomocą silnych prawd Traktatów Światła - przed ateizmem, który jest narzędziem służącym zniszczeniu naszego życia na tym świecie i życia ostatecznego.
Nie dam złamanego grosza za najcięższą karę, jaką możecie mi wymierzyć; nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia. Mam siedemdziesiąt lat i stoję u drzwi grobu. Wielkim szczęściem jest dla mnie zamiana roku lub dwóch lat życia niewinnie prześladowanego człowieka na rangę męczeństwa. Dzięki tysiącom dowodów Traktatów Światła wierzę z całkowitą pewnością, że śmierć jest dla nas dokumentem zwalniającym do cywila. Jeśli zostaniemy straceni, jedna godzina strapienia stanie się kluczem do wiecznej szczęśliwości i miłosierdzia.
Jednak wy, o niesprawiedliwi ludzie, którzy z powodu waszego ateizmu wprowadzacie zamęt w sądownictwie i bez żadnego powodu zaprzątacie rządowi głowę naszymi sprawami!, wiedzcie z całą pewnością, że zostaniecie skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające
uwięzienie w samotności, i drżyjcie ze strachu! Widzę, że cenę za to zapłacicie wiele razy. Współczuję nawet wam. Tak, wymagania śmierci, która po stokroć opróżniła owo miasto, wysyłając jego mieszkańców na cmentarz, z pewnością są większe od wymagań życia, a pytanie dotyczące ocalenia ludzi przed egzekucją śmierci jest najbardziej pilnym i najbardziej doniosłym z pytań, przed którymi stają, jest ich najbardziej istotną i pewną potrzebą. Zatem nawet szaleńcy zrozumieliby, że w oczach prawdy i sprawiedliwości ci, co oskarżają pod błahymi pretekstami uczniów Światła, którzy znaleźli owo pocieszenie, a także Traktaty Światła, które dostarczają owego pocieszenia wspartego tysiącami dowodów, sami staną się oskarżonymi (...).
Nieskończone dzięki niechaj będą Bogu Jedynemu za to, że trzydzieści lat temu, dzięki Jego łasce i dzięki blaskowi Koranu, pewien człowiek uświadomił sobie, jak bezwartościowymi i pozbawionymi sensu są ulotna sława i chwała tego świata, jego egoistyczne podziwianie siebie samego z powodu bycia kimś znanym, zaś od tamtego czasu ze wszystkich sił walczył ze swą nakazującą zło duszą, aby być skromnym, porzucić egoizm, a nie być człowiekiem fałszywym ani hipokrytą. Zaświadczają to i są tego całkowicie pewni ci, którzy służyli mu bądź przyjaźnili się z nim. Od dwudziestu lat ów człowiek ze wszystkich sił uciekał od dobrych opinii ludzi na swój temat i od zwracania na siebie ich uwagi, z której każdy czerpie zbyt wiele przyjemności, a także - w przeciwieństwie do wszystkich - odrzucał sławę, poklask oraz przyznawanie mu wysokiej rangi duchowej. Odrzucał również nadmiernie dobre zdanie jego najbliższych braci na jego temat i ranił ich uczucia, nie przyjmując pochwał wyrażanych w ich listach. Ukazywał siebie samego jako pozbawionego zalet, zaś całą cnotę przypisywał Traktatom Światła, owemu komentarzowi do Koranu, a w związku z tym - zbiorowej osobowości uczniów Światła, o sobie samym myśląc jedynie jako o uniżonym słudze. To udowadnia, iż nie starał się o to, aby być lubianym, nie pragnął tego i odrzucał to. Zatem zgodnie z jakim prawem został uznany za winnego z powodu tego, że niektórzy spośród jego braci w pewnym odległym miejscu mieli o nim nadmiernie dobre zdanie, wychwalali go i przyznali mu wysoką rangę duchową? (...) Czyż jakiekolwiek prawo na świecie pozwoliłoby na wysłanie urzędników, którzy wyważyli drzwi do pokoju nieszczęsnego, posuniętego w latach, chorego i obcego człowieka, jakby popełnił on poważną zbrodnię; czyż pozwoliłoby im na usprawiedliwienie tego poprzez fakt, że znaleźli oni jedynie księgę suplikacji i makatkę wiszącą na ścianie? Czyż jakakolwiek polityka zezwoliłaby na taką agresję? (...)
Poprzez wolność słowa nie wtrącacie się do spraw propagowania ksiąg ateistów i publikacji komunistów, które są nadzwyczaj szkodliwe dla tego kraju, tego narodu i moralności. Trzy sądy nie znalazły żadnej kwestii zasługującej na wyrok w dziele takim jak to, które przez dwadzieścia lat pracowało na rzecz ustanowienia życia społecznego, moralności i porządku publicznego tego narodu, na rzecz odnowienia braterstwa świata islamu i jego przyjaźni dla tego narodu; które dokłada starań na rzecz wzmocnienia owej przyjaźni; które na rozkaz ministra spraw wewnętrznych zostało poddane trzymiesięcznym badaniom mającym na celu skrytykowanie go, a jednak najwyższy uczony (ar. 'ulama) Ministerstwa Spraw Religijnych odstąpił od jakiejkolwiek krytyki i docenił jego wartość. Do biblioteki tego ministerstwa przyjęto księgi takie, jak Zulfikar i Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa) - a są one księgami, które pielgrzymi widzieli na grobie Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Mimo tego wszystkiego konfiskujecie Traktaty Światła i dostarczacie je do sądu, jakby były one szkodliwymi dokumentami. Jakież sumienie i jakaż uczciwość mogłyby kiedykolwiek zezwolić na takie wydarzenia?
Punkt Pierwszy: Fakt, że większość proroków pojawiła się na Wschodzie i w Azji, zaś większość filozofów na Zachodzie i w Europie, jest znakiem przedwiecznego Bożego zarządzenia, wedle którego w Azji dominuje religia, zaś filozofia stawiana jest na drugim miejscu. W konsekwencji tego nawet jeśli ci, którzy rządzą w Azji, nie są ludźmi pobożnymi, nie powinni wtrącać się do spraw tych, którzy działają na rzecz religii, lecz powinni zachęcać ich do działania.
Punkt Drugi: Wszechmądry Koran jest intelektem i mocą myślenia głowy, jaką jest Ziemia. Gdyby - przed czym szukam schronienia u Boga - Koran odszedłby z tej planety, świat popadłby w szaleństwo. Nie jest dalekim od rozsądku przypuszczenie, że zderzenie innej planety z pozbawioną rozumu głową Ziemi spowodowałoby wybuch Dnia Zguby. Tak, Koran jest łańcuchem, jest "węzłem Boga",[8]
wiążącym Ziemię z Bożym Tronem. Chroni on Ziemię lepiej niż grawitacja. Zatem Traktaty Światła, które są prawdziwym i potężnym komentarzem do Potężnego Koranu, są największym darem Boga, który ukazywał swoją skuteczność przez dwadzieścia lat tego stulecia, są niemożliwym do stłumienia cudem Koranu. Zatem rząd nie powinien wtrącać się do ich spraw ani też starać się o to, by odstraszyć od niech uczniów Światła, lecz powinien chronić je i zachęcać ludzi do tego, by je czytali.
Punkt Trzeci: To, co powiem poniżej, powiedziałem w sądzie Denizli, a te słowa odnoszą się do wszystkich wiernych, wspomagających mnie w modlitwach o przebaczenie grzechów tym, którzy odeszli do przeszłości, a także o zapisanie dobrych dzieł ich duszom:
Kiedy zostaniecie zapytani przez miliony wierzących, którzy pozwali was przed Najwyższy Trybunał: "Dlaczego poprzez więzienia i prześladowania chcieliście doprowadzić do ruiny uczniów Światła, którzy dokładali starań, aby ocalić kraj i naród od anarchii, bezbożności i niemoralności, zaś swych rodaków od wiecznego unicestwienia, choć z powodu wolności i praw tolerancyjnie spoglądaliście na publikacje ateistów, komunistów oraz stowarzyszeń politycznych, z których wywodzą się anarchiści, i nie przeszkadzaliście im?", jaką odpowiedź dacie, wy i ci, którzy chcieli skazać i zrujnować uczniów Światła, służących prawdom Koranu? Pytam was o to samo! To samo powiedziałem sędziom w Denizli, zaś owi sprawiedliwi i uczciwi ludzie uniewinnili nas, ukazując uczciwość systemu sądowniczego.
Punkt Czwarty: Spodziewałem się, że zostanę zabrany na konsultacje w Ankarze lub Afyon, do miejsca, w którym będą zadawane pytania i udzielane odpowiedzi dotyczące kwestii o nadrzędnym znaczeniu oraz powiązań Traktatów Światła z owymi kwestiami. Tak, są to kwestie związane ze znajdowaniem dróg prowadzących do przywrócenia braterstwa, miłości i dobrej woli między trzystu pięćdziesięcioma milionami muzułmanów dla dobra tego kraju i narodu, a także sposobów na pozyskanie wsparcia moralnego muzułmanów dla tego zamierzenia. Wskazówka tego, że Traktaty Światła są najbardziej skutecznym narzędziem służącym osiągnięciu owego stanu rzeczy, jest następująca:
Tego roku w Mekce pewien wspaniały i wybitny uczony przełożył główny zbiór Traktatów Światła zarówno na język indyjski, jak i na język arabski, a wysyłając je do Indii i do Arabii, powiedział: "Jak poprzez Traktaty Światła dokłada on [9] starań, aby zachować muzułmańską
jedność i braterstwo, co wspieramy z całą siłą, tak ukazuje, iż naród turecki zawsze dokonuje postępu w religii i wierze".
Spodziewałem się również, że zostaną zadane doniosłe pytania w rodzaju: "Jaka jest skala usług, które mogą oddać Traktaty Światła w obliczu niebezpieczeństw, jakie komunizm, który staje się anarchią, stanowi dla tego kraju? W jaki sposób można obronić ten błogosławiony kraj przed owym straszliwym prądem?" Powinno tak być, lecz omawiano rozdęte do niesamowitych rozmiarów, błahe i personalne oszczerstwa pewnego złośliwego człowieka, dotyczące kwestii, które nie miały najmniejszego znaczenia i w żaden sposób nie mogłyby być zbrodniami, co naprawdę przyczyniło mi strapień w owych ciężkich warunkach - a podobnych nie wycierpiałem wcześniej nigdy w życiu. Pytano o bezsensowne kwestie dotyczące jednej lub dwóch pomniejszych i osobistych spraw, jakie wcześniej zbadały już trzy sądy, aby następnie nas uniewinnić.
Punkt Piąty: Traktatom Światła nie można się sprzeciwić, nie można także pokonać ich. Przez dwadzieścia lat zmuszały one do milczenia najbardziej upartych filozofów. Ukazują one prawdy wiary z jasnością równą jasności słońca. Ci, którzy rządzą tym krajem, powinni skorzystać z siły Traktatów.
Punkt Szósty: Niszczenie mego mało ważnego charakteru z powodu moich osobistych błędów, a także zatruwanie opinii publicznej na mój temat poprzez traktowanie mnie ze wzgardą, nie wyrządzają żadnej szkody Traktatom Światła, a zaprawdę, na pewne sposoby umacniają je, ponieważ miejsce mego śmiertelnego języka zajmują języki stu tysięcy kopii Traktatów Światła, zaś one nie mogą zostać zmuszone do milczenia, lecz będą przemawiać, a tysiące potężnych języków szczerych uczniów Światła będą in sza'a-llah kontynuować ową uświęconą i powszechną służbę aż do końca świata, tak jak czyniły to do tej pory.
Punkt Siódmy: Jak już stwierdziłem podczas poprzednich procesów, przedstawiając dowody, nasi wrogowie oraz ci, którzy sprzeciwiają się nam zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie, wprowadzając rząd w błąd, czyniąc niektórych z jego wiodących członków podejrzliwymi wobec nas i sprawiając, że występuje przeciwko nam sądownictwo, albo zostali ciężko oszukani przez innych, albo też są nadzwyczaj zdradzieckimi rewolucjonistami pracującymi na rzecz anarchii lub też przebiegłymi ateistami, którzy walczą przeciwko islamowi i prawdom Koranu przez wzgląd na swe odszczepieństwo. Nazywając absolutny despotyzm "Republiką", aby można było nas zaatakować, czyniąc ustrój zasłoną dla całkowitego odszczepieństwa, nazywając kompletną rozpustę
"cywilizacją", a samowolny przymus dokonywany przez wzgląd na niewiarę "prawem", zarówno doprowadzają nas do ruiny, zwodzą rząd, jak i sprawiają, że sądownictwo zajmuje się nami bez żadnego powodu. Pozostawiając ich gniewowi Chwalebnego, Który podporządkowuje Sobie każdą rzecz, szukamy schronienia w cytadeli słów: حَسْبُنَا اللّٰهُ وَنِعْمَ الْوَك۪يلُ [10] aby obronić się przed ich złem.
Punkt Ósmy: W zeszłym roku Rosjanie wysłali wielu ludzi na pielgrzymkę (ar. hadżdż), aby wykorzystać ją dla celów propagandy i pokazać, że szanują oni Koran bardziej niż inne narody, a także sprawić, że świat islamu z powodu religii zwróci się przeciwko pobożnym ludziom tego kraju [11]. Jednak w tym samym czasie główny zbiór Traktatów Światła rozprzestrzenił się, docierając do Mekki, Medyny, Damaszku, Egiptu i Aleppo, przyciągając uznanie uczonych w religii, co zarówno zanegowało twierdzenia komunistycznej propagandy, jak również ukazało światu islamu, że - jak dawniej - naród turecki wraz ze swymi braćmi wspiera religię i Koran oraz jest starszym bratem innych ludów islamu i ich bohaterskim przywódcą w służbie Koranu. Tak, owe zbiory Traktatów Światła ukazały ową prawdę w tych świętych centrach religii. Czyż Ziemia nie wpadnie w gniew, jeśli na ową wartościową służbę Traktatów Światła dla narodu odpowie się w taki sposób, udręką i torturami?
Punkt Dziewiąty jest zwięzłym streszczeniem kwestii, która została udowodniona i objaśniona w mojej mowie obrończej wygłoszonej w Denizli.
Jeśli poprzez swój geniusz oraz inteligencję wspaniały dowódca wojskowy będzie rościł sobie prawo do wszelkich cnót armii, zaś armii przypisze całe swoje zło, mężne działania i cnoty żołnierzy (a owych działań i cnót jest tyle, ilu jest żołnierzy) zostaną zredukowane do jednego uczynku i jednej zalety, zaś wad dowódcy będzie tyle, ilu jest żołnierzy, co będzie straszliwym błędem i będzie sprzeczne z prawdą. Skoro tak, powiedziałem do oskarżyciela publicznego w naszych wcześniejszych procesach, który atakował mnie z powodu ciosu, jaki wymierzył pewnemu człowiekowi [12] hadis objaśniony przeze mnie czterdzieści lat wcześniej: "To prawda, że obrażam go z powodu przepowiedni owego hadisu, lecz również bronię honoru armii i powstrzymuję go przed popełnieniem poważnego błędu. Co zaś tyczy się pana, to przez wzgląd na jednego swego przyjaciela znieważył pan honor armii, która jest chorążym Koranu i bohaterskim dowódcą świata islamu".
Bóg zechciał, aby oskarżyciel spojrzał na ową kwestię bardziej uczciwie i został wybawiony od swego błędu.
Punkt Dziesiąty: Ponieważ w zarządzaniu sprawiedliwością musi być zachowana bez jakiejkolwiek dyskryminacji istota sprawiedliwości i praw każdego, kto się do niej zwraca, a obowiązkiem tych, którzy są zaangażowani w sprawiedliwość, jest działanie jedynie przez wzgląd na prawo, przeto podczas swego kalifatu Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) zasiadł w sądzie obok pewnego żyda i był sądzony wraz z nim. Przy innej sposobności sprawiedliwy sędzia ujrzał, że pewien urzędnik zagniewał się na złodzieja, któremu ucinał rękę, jak wymagało tego prawo. Natychmiast zwolnił owego urzędnika i pełen żalu powiedział: «Największe zło popełniają ci, którzy w ten sposób pozwalają na to, by opanowały ich emocje, kiedy egzekwują prawo». Tak, nawet jeśli przy egzekwowaniu prawa ów urzędnik nie żałował skazanego, mógł nie wpadać w gniew, a jeśli tak się stało, to działał on w sposób despotyczny. Gdyby wykonał on karę śmierci, będąc zagniewanym, nawet jeśli owa kara byłaby odwetem [13] (ar. qisas), w pewien sposób stałby się mordercą.
Zatem tym, co rządzi w sądzie, jest owa czysta i bezinteresowna prawda. Jednak choć trzy sądy uniewinniły nas (być może wiedząc, że dziewięćdziesiąt procent tego narodu zaświadczyłoby, iż uczniowie Światła są nieszkodliwi, a ich działalność jest korzystna dla tego kraju i tego narodu), uczniowie Światła są traktowani źle, z gniewem i wzgardą, choć są niewinni, a wielce potrzebują pociechy i pobłażliwości prawa. Jednak jako że postanowiliśmy odpowiadać na każde nieszczęście i na każdą zniewagę z cierpliwością i wyrozumiałością, zachowujemy milczenie, pozostawiamy tę sprawę Bogu i mówimy: "Być może jest w niej jakieś dobro". Jednakże lękałem się tego, że fakt, iż owi niewinni nieszczęśnicy są traktowani w taki sposób z powodu bezpodstawnych podejrzeń i złośliwych raportów donosicieli, doprowadzi do tego, że nawiedzi nas nieszczęście, a zatem byłem zobowiązany, by napisać te słowa. Tak czy inaczej, jeśli w owej sprawie można mówić o winie, to winnym jestem ja. Ci nieszczęśnicy dopomagali mi jedynie poszukując zadowolenia Boga, a także po to, by ocalić swą pobożną wiarę i życie ostateczne. Fakt, że spotykają się z takim traktowaniem, choć zasługują na pochwałę i uznanie, wystarczyłby do tego, by każdy wpadł w gniew.
Ponadto to zdumiewające, lecz ponownie wysuwa się niczym niepoparte twierdzenia dotyczące stowarzyszenia politycznego. Jednakże zarówno trzy sądy zbadały ten aspekt całej sprawy i uniewinniły nas, jak
również ani sądy, ani policja, ani komisje rzeczoznawców nie znalazły jakiegokolwiek znaku wskazującego na istnienie jakiegokolwiek stowarzyszenia, który mógłby usprawiedliwić takie oskarżenia. Uczniowie Światła są braterską wspólnotą wskazującą na życie ostateczne; są podobni uczniom nauczyciela, studentom uniwersytetu czy też uczniom tego, kto uczy zapamiętywania Koranu. Ci, którzy wysuwają zarzuty wobec nich, nazywając ich stowarzyszeniem politycznym, powinni postrzegać wszystkich kupców, kaznodziejów czy szkolne dzieci jako należące do takich stowarzyszeń. Nie widzę zatem żadnej konieczności obrony tych, którzy zostali uwięzieni w tym miejscu w rezultacie tak bezsensownych i bezpodstawnych zarzutów.
Jednakże nic nie powstrzyma mnie przed obroną Traktatów Światła poprzez te same fakty, poprzez które wcześniej broniłem ich trzy razy, ponieważ ta kwestia ściśle dotyczy zarówno tego kraju, jak i świata islamu, a Traktaty są przyczyną korzyści, obfitości oraz materialnych i duchowych błogosławieństw dla tego narodu i tego kraju. Żadne prawo i żadna polityka nie zabraniają tego ani nie mogłyby tego zabronić.
Tak, jesteśmy stowarzyszeniem; jesteśmy stowarzyszeniem, którego liczba członków we wszystkich wiekach sięgnęła trzystu pięćdziesięciu milionów. Każdego dnia członkowie owego stowarzyszenia poprzez pięć modlitw obowiązkowych ukazują z najwyższym szacunkiem swe przywiązanie do zasad owego świętego stowarzyszenia, a poprzez uświęcony program słów: اِنَّمَا الْمُؤْمِنُونَ اِخْوَةٌ [14] spieszą z pomocą jeden drugiemu w swych modlitwach i tym, co zyskały ich dusze. Należymy do owego uświęconego, wielkiego stowarzyszenia, a naszym szczególnym obowiązkiem jest nauczanie wiernych koranicznych prawd wiary w pewny i sprawdzony sposób, a także wybawianie ich i nas samych od wiecznej zagłady oraz wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w królestwie pośrednim. Nie jesteśmy w absolutnie żaden sposób związani z jakimkolwiek knującym spiski politycznym czy rewolucyjnym stowarzyszeniem tego świata, jak nam to zarzucono, nie zniżamy się do tworzenia żadnego bezsensownego i bezcelowego tajnego stowarzyszenia. Tak czy owak cztery sądy zbadały tę kwestię aż do najdrobniejszych szczegółów, a następnie uniewinniły nas w tym, co dotyczyło owej sprawy (...).
Tak, uczniowie Światła wiedzą (a dowody tego wykazałem w sądach), że nie dla zyskania dla siebie samego jakiejkolwiek wysokiej pozycji czy sławy, lecz dla służenia wiernym w kwestiach wiary z całym przekonaniem i ze wszystkich sił jestem gotów na to, by poświęcić nie tylko moje życie na tym świecie i jego przemijające godności, lecz również - jeśli będzie to konieczne - moje życie ostateczne z jego wiecznymi godnościami, których poszukuje każdy, a nawet - aby posłużyło to wybawieniu pewnych nieszczęśników od Piekła - jeśli będzie to konieczne - wyrzec się Raju i samemu trafić do Piekła. Jak wiedzą to moi prawdziwi bracia, tak ja sam na wiele sposobów udowodniłem to w sądach. Oskarżanie mnie w ten sposób o nieszczerość w mej służbie Traktatom Światła i wierze, a także deprecjonowanie Traktatów Światła i dewaluowanie ich, pozbawi ten naród wzniosłych prawd Traktatów Światła.
Jeśli owi nędznicy - ponieważ wyobrażają sobie, że ten świat jest wieczny, a każdy tak jak oni wykorzystuje religię i wiarę dla celów tego świata - przypisują motywy tego świata komuś, kto rzuca wyzwanie wszystkim ludziom zbłądzenia na tym świecie; kto jest gotów do tego, by poświęcić swoje życie zarówno na tym świecie, jak i - jeśli będzie to konieczne - w świecie, który nadejdzie; kto, jak twierdził w sądach, nie zamieniłby nawet jednej prawdy wiary na władanie całym światem; kto z powodu tajemnicy szczerości intencji ucieka od polityki i wszelkich godności, materialnych i duchowych, które mają w sobie choć nutkę polityki; kto przez dwadzieścia lat znosił męki, jakie nie miały sobie równych; kto uważa samego siebie za daleko niższego od swoich uczniów i wierzy w to, że sam prawdziwie jest nędznikiem i nie ma żadnego znaczenia...; jeśli z powodu nadzwyczajnej siły wiary, jaką zyskali dzięki Traktatom Światła, niektórzy spośród jego szczerych braci w swych prywatnych listach przypisują mu pewne cnoty Traktatów Światła, jako że jest on ich "interpretatorem", zaś w konsekwencji przyzwyczajenia, które nie ma żadnych podtekstów politycznych, przyznają mu wysoką rangę - jak ci, którzy do prostych ludzi, których miłują, zwracają się: "Mój panie! Mój dobrodzieju!" - a myślą o nim daleko lepiej, niż nakazywałaby to jego faktyczna zasługa; jeśli podążając za dawnym i przyjętym zwyczajem, praktykowanym między mistrzem a jego uczniami, któremu nikt się nie sprzeciwia, a który służy wyrażeniu podziękowań, nadmiernie go wychwalają; jeśli spisują wyolbrzymione pochwały - a od dawna było zwyczajem umieszczanie ich w posłowiach mile widzianych ksiąg; jeśli czynią to wszystko - czyż może to być uważane za zbrodnię?
Z pewnością jest to w pewien sposób sprzeczne z prawdą, jako że choć jest to przesada, to jednak ów człowiek jest obcym, jest samotny,
ma licznych wrogów, a wiele rzeczy sprawiło, że utracił on tych, którzy mu dopomagali. Zatem jedynie po to, by umocnić ich morale w obliczu tak licznych przeciwników, by powstrzymać ich przed ucieczką, by nie niszczyć entuzjazmu tych, którzy nadmiernie go wychwalają, zmienił on część tego, co napisali, aby ich słowa odnosiły się do Traktatów Światła i aby nie odpychać tych ludzi. Można zatem pojąć, do jak dalekiego od prawdy, sprawiedliwości i uczciwości stanu upadli pewni urzędnicy, kiedy próbowali przedstawić powyżej opisanego człowieka jako kogoś, kto służy wierze dla korzyści tego świata, pomimo jego starości i pomimo faktu, iż stoi on u drzwi grobu. Mym ostatnim słowem jest:
[15]
Ponieważ od moich wczesnych lat nie mógłbym znieść żadnej dominacji, przeciąłem moje powiązania ze światem. Obecnie życie wraz z owym bezsensownym i niepotrzebnym prześladowaniem stało się dla mnie wielkim ciężarem. Nie mam siły, by znosić prześladowania tysięcy urzędników poza murami więzienia. Mam dosyć życia tego rodzaju. Z całych moich sił domagam się od was, abyście mnie skazali. Zstąpienie do grobu nie leży w mojej mocy, zatem muszę pozostać w więzieniu. Wy również wiecie, że nie istnieją zbrodnie, które bezpodstawnie zarzuca mi oskarżenie, zatem nie mogę zostać skazany z ich powodu. Jednakże przed podjęciem mych prawdziwych obowiązków popełniłem poważne błędy, za które mogę zostać skazany. Jeśli właściwym jest pytać o te sprawy, odpowiem na wasze pytanie. Tak, oto jedyna zbrodnia spośród moich poważnych błędów, jaką popełniłem: Tutaj, w więzieniu Afyon przyszło mi na myśl, że winą, której nie można darować, jest fakt, że ponieważ nie patrzyłem na ten świat, zatem nie wypełniłem ciężkiego obowiązku, jaki nałożono na mnie w imię kraju, narodu i religii, a moja niewiedza nie usprawiedliwia mnie.
Fakt, że w tym względzie uniewinniły nas trzy sądy, ukazuje, jak daleko od prawdy i sprawiedliwości upadli ci, którzy nazywają politycznym
stowarzyszeniem tego świata bezinteresowne i wskazujące jedynie na życie ostateczne przywiązanie uczniów Światła do Traktatów Światła i do ich interpretatora, którzy starają się wykazać, iż ci ludzie są winni kryminalnego przestępstwa. My również mówimy:
Podstawą i fundamentem wspólnoty ludzkości, a szczególnie narodu muzułmańskiego, są szczere więzi między krewnymi, troska i przywiązanie między klanami i grupami, a jeśli chodzi o narodowość muzułmańską - duchowe braterstwo wiernych i ich wzajemne wsparcie, oddanie owemu narodowi, a także niezachwiane przywiązanie do prawd Koranu i do tych, którzy je szerzą, oraz przynależność do stronnictwa owych prawd. Jedynie poprzez zaprzeczenie owym więziom, które zabezpieczają życie społeczne, poprzez przyjęcie czerwonej zarazy [16] która rozsiewa na północy straszliwe ziarna anarchii, która rujnuje młode pokolenie, która przyciąga do siebie dzieci wszystkich ludzi, niszczy więzi pokrewieństwa i narodowości, otwiera drogę dla całkowitego zepsucia ludzkiej cywilizacji i życia społecznego - jedynie wówczas uczniowie Światła mogą zostać nazwani stowarzyszeniem politycznym, co jest jednak zniewagą, za którą powinno się postawić przed sądem tych, którzy się jej dopuszczają. Z tego powodu prawdziwi uczniowie Światła otwarcie oznajmiają o swoim uświęconym przywiązaniu do prawd Koranu i o niezachwianych więziach ich braterstwa, wskazującego na życie ostateczne. Ponieważ ze szczęściem przyjmą jakąkolwiek karę, jaka zostanie im wymierzona z powodu owego braterstwa, przeto w waszym sprawiedliwym sądzie zeznają, jaka jest prawda. Nie poniżą się do obrony samych siebie za pomocą kłamstw, pochlebstw i wykrętów.
Po pierwsze: Mówię sądowi, że ponieważ nowy akt oskarżenia oparty jest na dawnych aktach oskarżenia z sądów w Denizli i Eskisehir, a także na powierzchownych dochodzeniach "komisji rzeczoznawców", którzy się nam sprzeciwiali, zatem twierdzę przed waszym sądem, że jeśli nie będę w stanie udowodnić tego, iż w akcie oskarżenia znajduje się sto błędów, zadowoli mnie wyrok stu lat pozbawienia wolności. Dowiodłem tego w swojej sprawie; jeśli chcecie, mogę udowodnić to również wam, przedstawiając tabelę, która wymienia ponad setkę błędów.
Po drugie: Kiedy podczas procesu w Denizli nasze księgi i papiery zostały wysłane do Ankary, ja zaś byłem pełen niepokoju i rozpaczy, że zostanie wydany wyrok skazujący nas, napisałem do mych przyjaciół następujący fragment, który został dołączony na zakończenie niektórych z moich mów obrończych: «Jeśli urzędnicy sprawiedliwości, którzy studiują Traktaty Światła, aby je skrytykować, dzięki nim umocnią lub ocalą swą wiarę, zaświadczcie, że wybaczam im. Jesteśmy tu po to, aby służyć, zaś funkcją Traktatów Światła jest umacnianie i ocalenie wiary. Nałożono na nas obowiązek służby wierze bez różnicy, czy chodzi o przyjaciela, czy o wroga, i bez opowiadania się po którejś ze stron».
Panowie Sędziowie! W konsekwencji tej prawdy potężne i niezbite dowody zwróciły ku sobie serca członków sądu; cokolwiek uczynicie przeciwko mnie, wybaczam wam i nie żywię do was żadnej urazy. To dlatego, choć byłem zirytowany przez krańcową tyranię i represje, jakie wycierpiałem, przez pogardliwe traktowanie i zniesławianie mojej osoby, jakiego nie doświadczyłem w takim stopniu nigdy wcześniej, przetrwałem to i nawet nie mówiłem źle o tych, którzy byli w takie postępowanie zaangażowani. Zbiór Traktatów Światła, który macie w swym posiadaniu, stanowi moją niezbitą i niezaprzeczalną mowę obrończą, a także jest mymi sprzeciwami wobec wszystkich stawianych nam zarzutów i oskarżeń o zbrodnie, które rzekomo mieliśmy popełnić.
To zdumiewające, że choć wiodący uczeni Kairu, Damaszku, Aleppo, Medyny i Mekki, a także dociekliwi uczeni Ministerstwa Spraw Religijnych, drobiazgowo przestudiowali zbiór Traktatów
Światła, a nie przedstawiając żadnej krytyki, pochwalili je i docenili, to jednak "mądrzy" ludzie, którzy opracowali akt oskarżenia przeciwko nam, ukazali poprzez nadzwyczajny i oczywisty błąd - twierdząc, że Koran zawiera czterdzieści sur - to, jak powierzchownie rozpatrzyli tę kwestię. Pomimo potwierdzenia Traktatów Światła przez tysiące ludzi przebywających w tych ciężkich warunkach, przeze mnie samego, który przebywałem na zesłaniu, byłem samotny, nieszczęsny i byłem celem straszliwych ataków, ów oskarżyciel, który nie wie nawet tego, ile sur jest w Koranie, powiedział: "Choć Traktaty Światła próbują objaśniać Koran i interpretować hadisy, nie zawierają żadnej naukowej zawartości i nie mają choćby w części żadnej wartości naukowej, która mogłaby posłużyć nauczaniu tych, którzy je czytają...". Jest zrozumiałym, jak daleką jest taka krytyka od prawa, rzeczywistości, sprawiedliwości i prawa.
Ponadto skarżę się wam również na to, że choć sprawiliście, iż przez dwie godziny wysłuchaliśmy całego czterdziestostronicowego aktu oskarżenia, który zawiera setki błędów i rani nasze serca, to mimo moich nalegań nie zezwoliliście mi na to, bym w odpowiedzi odczytał pół strony całkowitej prawdy, co zajęłoby dwie minuty. Zatem w imię sprawiedliwości domagam się tego, byście pozwolili mi odczytać całą listę moich sprzeciwów.
Po trzecie: Każdy rząd ma swoich przeciwników, jednak dopóki nie zakłócają oni publicznego porządku, zgodnie z prawem nie mogą zostać dotknięci represjami. Czyż zatem jest w ogóle możliwe, abym ja sam i ci, którzy są tacy jak ja, którzy są rozczarowani światem, a pracują tylko na rzecz grobu, mieli wyrzec się spędzenia reszty ich życia w granicach, o których naucza Koran, na drodze, którą nasi przodkowie podążali przez tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat, w sposób, na jaki zezwalają zasady uświęcone we wszystkich czasach przez trzysta pięćdziesiąt milionów wiernych; czyż jest w ogóle możliwe, abyśmy porzucili tę drogę, a będąc zmuszonymi do tego przez naszych wrogów i ich matactwa, poparli jedynie dla krótkiego i ulotnego życia doczesnego barbarzyńskie prawa i zasady niemoralnej i rozwiązłej cywilizacji, która zaiste jest rodzajem komunizmu; byśmy przyjęli je jako naszą drogę? Żadne prawo jakiegokolwiek miejsca, a także nikt, kto jest choćby w najmniejszym stopniu uczciwy, nie zmusiłby nas do zaakceptowania tego. Tym, którzy się nam sprzeciwiają, mówimy jedynie: Nie naprzykrzajcie się nam, a my nie będziemy wam się naprzykrzać!
Z powodu owego faktu nie poprę ani rozumowo, ani na gruncie naukowym, stronniczych rozkazów dowódcy, zwanych prawami, które uczyniły meczet Aya Sophia domem bożków, a siedzibę urzędu Wielkiego Muftiego wyższą szkołą dla dziewcząt, zaś jeśli chodzi
o mnie samego, nie będę postępował stosownie do owych praw. Jednak choć przez dwadzieścia lat mej niewoli byłem ciężko prześladowany, nie zaangażowałem się w politykę, nie drażniłem władz, nie zakłócałem porządku publicznego. Choć mam setki tysięcy przyjaciół w Traktatach Światła, nie odnotowano ani jednego incydentu dotyczącego zakłócenia spokoju. Mam dość życia z powodu całkowicie poniżającego traktowania, z jakim zetknąłem się tutaj oraz na swym zesłaniu w ostatnim okresie mego życia, a owo traktowanie rozdrażniło mnie, ponieważ podobnego nie doznałem nigdy wcześniej. Czuję wręcz wstręt do wolności, jeśli po uwolnieniu miałbym być w ten sposób prześladowany. Napisałem do was petycję, mówiąc, że w przeciwieństwie do wszystkich innych więźniów nie pragnę od was uniewinnienia, lecz skazania, nie chcę łagodnego wyroku, lecz najcięższej kary. Abym został wybawiony od tego niespotykanego, niesłychanie despotycznego traktowania, nie ma dla mnie innego wyjścia prócz zstąpienia do grobu lub uwięzienia. Jednak jako że samobójstwo nie jest dozwolone, a wyznaczona godzina śmierci pozostaje nieznana, zaś jej przyspieszenie nie leży w granicach mej mocy, rezygnuję ze śmierci na rzecz uwięzienia w całkowitej samotności, jakie cierpię obecnie . Jednakże na razie nie przedstawiam owej petycji, a to ze względu na mych niewinnych towarzyszy.
Po czwarte: Oto, co oświadczam, potwierdzając te słowa przez wszystko, co napisałem w Traktatach Światła w czasie trzydziestu lat mego życia, który nazwałem okresem nowego Saida, przez wszystkie fakty dotyczące mojej osoby, zaświadczając je poprzez świadectwa wszystkich uczciwych ludzi i przyjaciół, którzy spotykali się ze mną w poważnych zamiarach: Na ile byłem w stanie to czynić, starałem się powściągać moją nakazującą zło duszę przed wychwalaniem samego siebie, poszukiwaniem sławy i dumą, a być może nawet sto razy zraniłem uczucia tych uczniów Światła, którzy mają nadmiernie dobre zdanie na mój temat. Jak potwierdzają to zarówno moi bliscy przyjaciele i moi bracia, jak również znaki, jakie zauważyli, mówiłem im: "Sam nie posiadam niczego, jestem tylko nędznym heroldem sklepu złot-nika, jakim jest Koran". Nie pragnąc doczesnych zaszczytów, wysokiej pozycji ani sławy, a nawet nie przypuszczając, że zyskam wysoką rangę duchową, lecz będąc przerażonym możliwością tego, że moja dusza otrzyma pewien udział w służbie, jaką wykonuję, co zepsuje moją szczerość i czystość intencji, postanowiłem poświęcić owe zaszczyty i stanowiska dla mojej służby. Jednak pomimo tego, iż
postępowałem w ten sposób, pomimo tego, że nie przyjmowałem wdzięczności niektórych spośród moich braci za to, że mogli skorzystać z Traktatów Światła - co zostało przedstawione Wysokiemu Sądowi w taki sposób, jak gdyby była to kwestia polityczna o wielkiej doniosłości - uczyniliście ich szacunek dla mnie, który jest większy niż szacunek, jaki żywi syn dla swego ojca, przedmiotem indagacji. Doprowadziliście niektórych spośród nich do tego, iż zaprzeczyli mu. Sprawiliście, że słuchaliśmy tego ze zdumieniem. Czyż można sobie wyobrazić, że nieszczęśnik, który nie jest szczęśliwy, kiedy go wychwalają, który uważa, że nie jest tego godzien, miałby popełnić przestępstwo?
Po piąte: Mówię wam z całym przekonaniem, że oskarżanie uczniów Światła o to, że należą do stowarzyszenia politycznego lub o zaangażowanie w politykę, kiedy nie mają oni absolutnie żadnego związku z jakimkolwiek stowarzyszeniem, związkiem czy ruchem politycznym, jest świadomą lub nieświadomą walką przeciwko nam przez wzgląd na tajną organizację ateistyczną, która od czterdziestu lat działała bezpośrednio na szkodę islamu i wiary, lub też w imię pewnego rodzaju komunizmu, który wytwarza w tym kraju anarchię. Trzy sądy uniewinniły w tym względzie wszystkich uczniów Światła i wszystkie Traktaty Światła.
Jedynie sąd w Eskisehir skazał mnie na rok pozbawienia wolności, zaś piętnastu spośród stu dwudziestu moich przyjaciół na sześć miesięcy więzienia z powodu jednej kwestii, jaka znalazła się w krótkim traktacie mówiącym o zasłanianiu ciała przez kobiety, lub być może z powodu zdania: «Wedle tego, co słyszałem, w mieście będącym siedzibą rządu pucybut zachował się bezczelnie wobec półnagiej żony pewnej ważnej osobistości, a jego zdumiewający brak manier wymierzył cios w bezwstydną twarz pewnego człowieka, który sprzeciwia się zasłanianiu ciała przez kobiety», które zostało napisane dawno temu. Oznacza to, że obecne oskarżanie Traktatów Światła oraz ich uczniów jest stawianiem zarzutów i wymierzaniem wyroku trzem sądom, a także jest lekceważeniem ich.
Po szóste: Z Traktatami Światła nie można walczyć. Wszyscy muzułmańscy uczeni, którzy je widzieli, potwierdzili iż są one wiarygodnym komentarzem do Koranu - to jest, że zawierają potężne dowody jego prawd. Są one cudem Koranu tego stulecia, są silną barierą, chroniącą ten naród i kraj przed zagrożeniami przychodzącymi z północy [17]. Pojąłem zatem, iż obowiązkiem waszego sądu nie jest odstraszanie od nich ich uczniów, lecz - przez wzgląd na ogólne prawa - zachęcanie ich, i tego od was oczekuję.
Dzięki wolności nauki nikt nie wtrąca się do spraw książek i czasopism tych, którzy nie mają żadnej religii, a także niektórych politycznych ateistów, którzy przynoszą szkodę narodowi, krajowi i bezpieczeństwu publicznemu, zatem z pewnością nie jest zbrodnią być uczniem Światła, ratować wiarę niewinnych i potrzebujących młodych ludzi oraz zachowywać ich od niemoralności; zaiste, rząd oraz Ministerstwo Edukacji powinny przyklasnąć temu i do tego zachęcać.
Oto moje ostatnie słowo: Oby Wszechmocny Bóg pozwolił sędziom na wyegzekwowanie prawa z prawdziwą sprawiedliwością. Amen.
[18]
[19]
Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, Panu wszystkich światów.
Zarówno z aktu oskarżenia, jak i z długiego więzienia mnie w samotności pojąłem, iż w tej sprawie chodzi przede wszystkim o moją osobę, zaś cała sprawa została ujrzana jako odpowiednia dla tego, aby zniszczyć mój charakter. Jak gdyby moja osoba przyczyniała szkody rządowi, bezpieczeństwu publicznemu i krajowi, jak gdybym za zasłoną religii ukrywał cele tego świata i dążył do pewnego rodzaju działalności politycznej. W obliczu tego mówię wam z całkowitym przeświadczeniem, co następuje:
Nie wyrządzajcie krzywdy uczniom Światła z powodu owych bezpodstawnych podejrzeń poprzez oczernianie mojej osoby, ponieważ są oni oddani Traktatom Światła, krajowi i narodowi, i ponieważ mają wielką wartość dla kraju i dla narodu. Gdybyście tak uczynili, mogłoby to otworzyć drogę dla znacznych szkód duchowych dla owego kraju i narodu, a zaiste, dla wystawienia kraju i narodu na niebezpieczeństwo. Mówię wam również z całkowitą pewnością, że jakakolwiek zniewaga, jakiekolwiek poniżające traktowanie, oszczerstwa, męczarnie czy wyroki więzienia spotkają moją osobę, przez wzgląd na drogę, którą teraz podążam, jestem zdecydowany
na to, aby je przyjąć - pod warunkiem, że żadna krzywda nie spotka z mego powodu Traktatów Światła ani uczniów Światła. Ponadto w takim traktowaniu zawarta jest również nagroda dla mnie, jaką otrzymam w życiu ostatecznym. Choć szlocham, jestem również zadowolony, jako że w ten sposób mogę zostać ocalonym od grzechów mojej nakazującej zło duszy.
Gdyby ci nieszczęśni, niewinni ludzie nie zostali wysłani do więzienia wraz ze mną, powiedziałbym to z wielką zapalczywością w waszym sądzie. Widzieliście również, że człowiek, który spisał akt oskarżenia, chce zniszczyć mój charakter poprzez swoje przekręcanie moich słów i wyolbrzymianie ich, a także źle interpretuje przynajmniej część tego, co napisałem, poprzez ukazywanie wszystkich moich ksiąg i listów, poufnych i innych, spisanych przez dwadzieścia czy trzydzieści lat mego życia tak, jakby zostały one napisane w tym roku, jakby nigdy nie widział ich żaden sąd, jakby nie zostały one ułaskawione ani nie podlegały upływowi czasu. Powiedziałem sto razy, że jestem niedoskonały, a powód, dla którego zniesławianie mnie przy każdej okazji nie ma żadnego wpływu na opinię publiczną na mój temat, co wystarczy do tego, by zaniepokoić polityków, jest następujący: Tutaj, w tym czasie, wielu ludzi odczuwa silną i nieodpartą potrzebę tego, aby nauczać innych religii i umacniać ich wiarę, a są to ludzie, którzy nie poświęcą prawdy dla niczego innego, nie uczynią jej narzędziem żadnej sprawy i nie pragną żadnego udziału dla swych dusz. Jedynie w ten sposób można odnieść korzyść z tego, czego nauczają oni w temacie wiary, a także dojść do tego, by uwierzyć z całkowitą pewnością.
Tak, wygląda na to, że w żadnym innym czasie ani w żadnym innym miejscu owa potrzeba nie była tak wielka, ponieważ z zewnątrz nadeszło zło w całej swej sile. Choć przyznałem i oznajmiłem, że sam nie odpowiedziałem na ową potrzebę, przypuszcza się, że dokonałem tego w pewnym stopniu, nie z powodu jakiejkolwiek mojej cnoty, lecz z powodu tego, że owa potrzeba była naprawdę ciężką, zaś inni nie wysunęli się na czoło. Przez długi czas patrzyłem na to ze zdumieniem i zadziwieniem, lecz dopiero teraz pojąłem mądrość zawartą w owej opinii ogółu, której w żaden sposób nie jestem godzien, a która ukształtowała się mimo mych straszliwych błędów. Oto, jaka jest owa mądrość:
Tutaj, w tym czasie, Traktaty Światła i zbiorowa osobowość ich uczniów zwróciły ową dotkliwą potrzebę ku sobie samym. Przypuszcza się, iż moja osoba jest przedstawicielem cudownej prawdy Traktatów Światła oraz ich szczerej i czystej osobowości - choć mój udział w ich dziele i służbie to zaledwie jedna tysięczna - i poświęca mi się pewną uwagę. Jednak jest to zarówno szkodliwe dla mnie, jak też
jest dla mnie ciężarem, a ponadto nie mam do tego prawa. Jednak zachowałem milczenie i przyjąłem ową szkodę przez wzgląd na Traktaty Światła i ich osobowość. Ponadto z powodu mej służby Traktatom uważa się, jakoby wzmianki o mojej skromnej osobie były zawarte w przepowiedniach dotyczących Traktatów Światła (które są zwierciadłem, jakie w tym czasie odbija cudowność Wszechmądrego Koranu) oraz zbiorowej osobowości ich szczerych uczniów, jakie zostały poczynione dzięki Bożej inspiracji przez niektórych świętych mężów (ar. ałlija), takich jak Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) czy Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Wygląda na to, że byłem w błędzie, jako że w niektórych miejscach przypisałem nieco ich łaskawej uwagi mojej osobie, zaś nie zwróciłem jej ku Traktatom Światła. Powodem tego była moja słabość; pozornie przyjąłem część owej uwagi dla samego siebie, aby zapobiec rzeczom, które mogły odstraszyć tych, którzy pomagali mi pomnażać Traktaty Światła, a także po to, aby zwiększyć ich ufność w to, co powiedziałem. Ostrzegam was! Nie ma potrzeby zniesławiania mej przemijającej osoby, która stoi u drzwi grobu, nie ma również konieczności nadawania jej tak wielkiego znaczenia. W żadnym wypadku nie jesteście w stanie walczyć z Traktatami Światła, zatem nie walczcie z nimi! Przez prowadzenie z nimi walki przyczynicie wielkich szkód temu narodowi i temu krajowi. Tak czy inaczej nie jesteście w stanie rozproszyć uczniów Światła, ponieważ obrońca Koranu w tym czasie - a w oczach świata islamu jest on równy bohaterom dawnych czasów - wraz ze swymi bohaterskimi czynami nie pozwoli na to, aby synowie przodków tej ziemi, która na drodze obrony Koranu wydała czterdzieści do pięćdziesięciu milionów męczenników, porzucili Traktaty Światła. Nawet jeśli ci szczerzy uczniowie pozornie się wycofają, wciąż będą przywiązani do Traktatów całym życiem i całą duszą. Nie porzucą Traktatów Światła, które są zwierciadłem owej prawdy, gdyż skutkiem tego wyrządziliby szkodę temu narodowi, krajowi i bezpieczeństwu publicznemu.
Moim ostatnim słowem jest:
[20]
Oto petycja do Najwyższego Sądu Dnia Zmartwychwstania; oto skarga do Sądu Bożego, której powinien wysłuchać również obecny Sąd Apelacyjny, a także nadchodzące pokolenia oraz przyszli oświeceni nauczyciele i studenci uniwersytetów.
Spośród setek męczarni i nieszczęść, jakie wycierpiałem przez dwadzieścia trzy lata, jedynie dziesięć przedkładam wraz z moimi skargami przed Sąd sprawiedliwości Władcy, Któremu należy się wszelka chwała.
Punkt Pierwszy: Pomimo mych błędów poświęciłem swoje życie szczęściu tego narodu i ocaleniu jego wiary religijnej. Mówiąc: "Niechaj i moja głowa poświęci się dla prawdy" (to jest, dla prawdy Koranu, dla której swe głowy poświęciły miliony bohaterów), pracowałem nad Traktatami Światła ze wszystkich moich sił. Dzięki Bożej pomocy wytrwałem w obliczu wszystkich okrutnych męczarni. Nie wycofałem się.
Oto jeden przykład niezmiernie okrutnego traktowania, jakiego doświadczyłem podczas mego procesu i uwięzienia w Afyon: Choć trzy razy (a za każdym razem trwało to blisko dwie godziny) zmuszano mnie samego oraz niewinnych uczniów Światła, którzy oczekiwaliśmy od sprawiedliwości pocieszenia, abyśmy wysłuchiwali oszczerczych i zjadliwych oskarżeń, nie pozwolono nam bronić naszych praw przez więcej niż minutę czy dwie (...).
Przez dwadzieścia miesięcy byłem przetrzymywany w całkowitym odosobnieniu, przy czym tylko jednemu lub dwóm moim przyjaciołom pozwolono na zobaczenie się ze mną przez trzy lub cztery godziny. Nie miałem nikogo, kto mógłby mi dopomóc przy spisaniu choćby małej części moich mów obrończych. Następnie również owym przyjaciołom zabroniono spotykania się ze mną i zostali oni niezmiernie brutalnie ukarani. Zmuszono nas, byśmy wysłuchali stronniczego aktu oskarżenia, który był niczym woda zebrana z tysiąca strumieni, a także - jak to udowodniłem - na piętnastu stronach zawierał osiemdziesiąt jeden błędów, będących wynikiem przeinaczeń, oszczerstw i kłamstw. Nie pozwolono mi na zabranie głosu. Gdyby zezwolono mi na to, powiedziałbym:
Choć - jak wymagają tego wolność myśli i wolność sumienia - nie wtrącacie się do spraw żydów, chrześcijan i zoroastryjczyków, a szczególnie
teraz nie wtrącacie się do spraw anarchistów, odszczepieńcówi hipokrytów, ukrywających się za zasłoną komunizmu,
O, Nauczycielu! Przez wzgląd na Boga i poprzez światło Koranu obroniłeś materialne i duchowe prawa nie dwudziestu milionów, lecz trzystu milionów ludzi (tj. nie tylko narodu tureckiego, lecz wszystkich muzułmanów - uz. red. pol.). Dowodem tego, iż dokonałeś tego przez wzgląd na Wszechmocnego Boga, jest fakt, że obdarował cię On sukcesem w służbie Koranowi. Jak Mojżesz (niech będzie z nim pokój) został wybawiony od tyranii Faraona; jak Szlachetny Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) widział zwłoki hipokrytów, a własnymi błogosławionymi rękami pozbył się najważniejszego z nich i wysłał go do Piekła - tak Traktaty Światła, z traktatem Błaganie spisanym w Eskisehir, z traktatem Owoce wiary i Dowodami (będącymi drugą częścią zbioru Laska Mojżesza) spisanymi w Denizli, z tą petycją spisaną w Afyon, wysłały do Piekła życie absolutnych bezbożników i bandytów ateizmu, a burząc jego zasady i ustrój, rozprzestrzeniły się po całym świecie. Al-hamdu li-llah.
Podpisano: młody Ali.
którzy zarówno zaprzeczają waszej religii, jak i znieważają waszych przodków, oskarżając ich o zbłądzenie, którzy nie uznają ani waszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ani praw Koranu; choć dzięki nauce Koranu miliony muzułmanów z krajów pozostających pod władaniem fanatycznie chrześcijańskiego imperium, jakim jest Wielka Brytania, odrzuciły wszelkie fałszywe wierzenia i zasady niewiernych Anglików, a angielskie sądy nie wtrącają się do ich spraw; choć przeciwnicy wszystkich rządów otwarcie głoszą swe idee, a rządy nie naprzykrzają się im; choć zarówno władze Isparty, jak i sąd w Denizli, Sąd Karny w Ankarze, Ministerstwo Spraw Religijnych oraz Sąd Apelacyjny po dwakroć - nie, po trzykroć! - uważnie zbadały czterdzieści lat mego życia, sto trzydzieści mych traktatów, moje najbardziej poufne traktaty i listy, a także od dwóch lub trzech lat mają w swym posiadaniu wszystkie kopie Traktatów Światła, poufnych i innych, a jednak nie mogłyby wykazać ani jednej kwestii zasługującej na choćby najmniejszą karę; choć - mimo że jestem niezmiernie słaby, prześladowany, pokonany i muszę znosić najcięższe warunki - nasza niewinność została dowiedziona przez zbiory Traktatów Światła, które również macie w posiadaniu, a które są naszą liczącą czterysta stron mową obrończą, a także - jak zostało to ukazane - są najpotężniejszym, najbardziej rozsądnym i najbardziej prawdomównym przewodnikiem dla dwustu tysięcy wiernych i oddanych uczniów, którzy przynoszą korzyść temu krajowi, narodowi i bezpieczeństwu publicznemu...; jakim prawem, zgodnie z jakim sumieniem, dla jakiego dobra, za jaką zbrodnię chcecie skazać nas wbrew temu wszystkiemu, ze wzgardą wymierzając nam najcięższe wyroki i skazując nas na najcięższe więzienie w samotności? Z pewnością zostaniecie o to zapytani na Sądzie Ostatecznym!
Punkt Drugi: Jednym z powodów skazania mnie, jakie wysunięto, było moje objaśnienie wersetów koranicznych dotyczących zasłaniania ciała przez kobiety, dziedziczenia, recytowania Najpiękniejszych Imion Boga, a także poligamii. To objaśnienie zostało napisane, aby zmusić do milczenia tych, którzy sprzeciwiają się owym wersetom w imię cywilizacji.
Poniższy fragment, który również został włączony do uzasadnienia decyzji sądu, napisałem piętnaście lat temu na użytek sądu w Eskisehir i Sądu Apelacyjnego. Teraz powtarzam go jako skargę kierowaną do Najwyższego Trybunału Sądu Ostatecznego, a także jako ostrzeżenie dla oświeconych nauczycieli przyszłości, aby wraz z Olśniewającym dowodem (tur. Elhuccetu'z-Zehra) był pewnego rodzaju dopiskiem do mej petycji, kierowanej do Sądu Apelacyjnego, który po dwakroć postąpił uczciwie, uniewinniając mnie, i wysłuchał mego wołania o sprawiedliwość, a także do zespołu sędziów, którzy nie pozwolili mi na zabranie głosu, zaś z powodu zjadliwego aktu oskarżenia - który, jak to udowodniłem, zawierał osiemdziesiąt błędów - skazali mnie na dwa lata ciężkich robót i uwięzienia w samotności, a także na kolejne dwa lata zesłania w innym miejscu, gdzie miałem pozostawać pod ścisłym nadzorem:
Mówię, że jeśli na obliczu ziemi istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, to Sąd Apelacyjny powinien uchylić decyzję skazującą kogoś, kto objaśniał wersety koraniczne, które w każdym stuleciu spośród tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat były uświęconymi, Bożymi zasadami życia społecznego trzystu pięćdziesięciu milionów muzułmanów, kto objaśniał je, opierając się na zgodzie i potwierdzeniu trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu, podążając za wiarą naszych przodków od tysiąca trzystu lat. Czyż nie jest zaparciem się islamu i zdradą milionów naszych pobożnych i bohaterskich przodków skazanie z powodu objaśnienia owych trzech wersetów kogoś, kto zgodnie z rozsądkiem i nauką nie uznaje pewnych praw europejskich, jakie stosuje się tymczasowo z powodu pewnych wymagań naszych czasów, kto porzucił politykę i wycofał się z życia społecznego? Czyż nie jest to znieważeniem milionów komentarzy do Koranu?
Punkt Trzeci: Jednym z przytoczonych powodów skazania nas było naruszanie bezpieczeństwa i zakłócanie porządku publicznego. Wysuwając najmniej prawdopodobne - jak jeden na sto lub nawet jeden na tysiąc - możliwości zamiast rzeczywistych zdarzeń, nadając niewłaściwe znaczenie czterdziestu czy pięćdziesięciu słowom niektórych poufnych traktatów i prywatnych listów, wybranym spośród setek tysięcy słów i zdań Traktatów Światła, przedstawiono owe słowa jako dowód i oskarżono nas, pragnąc, abyśmy ponieśli karę.
Wzywając na świadków tych, którzy poznali moje życie przez trzydzieści czy czterdzieści lat, a także tysiące wybranych (tur. has) uczniów Światła [21], mówię:
Oskarżanie o zakłócenie porządku publicznego kogoś, kto - w czasie, gdy dowódca brytyjskich sił okupacyjnych w Stambule zasiał niezgodę między muzułmanami, a nawet wprowadził w błąd Wielkiego Muftiego i innych przywódców religijnych, a także podburzył Partię Jedności i Postępu oraz Partię Wolności i Zgody do tego, by zwalczały się nawzajem, w ten sposób torując drogę dla zwycięstwa Greków i klęski Ruchu Narodowego - udaremnił podstępny plan owego dowódcy, drukując i wydając dzięki staraniom Esrefa Ediba swe dzieło Sześć kroków (tur. Hutuvat-i Sitte) wymierzone przeciwko Brytyjczykom i Grekom, nie wycofując się nawet w obliczu groźby kary śmierci; kto nie uciekł z Ankary nawet wtedy, gdy z powodu owej służby został tam wezwany przez przywódców; kto będąc jeńcem wojennym w Rosji nie przywiązywał żadnego znaczenia do wyroku śmierci, jaki wydał na niego rosyjski głównodowodzący; kto poprzez mowę, jaką wygłosił podczas incydentu trzydziestego pierwszego marca nakłonił żołnierzy ośmiu pułków do tego, aby byli posłuszni swym oficerom; kto przed sądem wojennym, nie zważając na groźbę egzekucji, odpowiedział na pytanie przewodniczących sądowi paszów: "Więc ty także jesteś reakcjonistą, ty także chcesz wprowadzenia prawa szariatu?" słowami: "Jeśli ustrój konstytucyjny ma polegać na tyranii jednej partii, to niechaj wszyscy ludzie i wszystkie dżinny zaświadczą, że jestem reakcjonistą, który jest prawdziwie gotów do poświęcenia własnej duszy dla jednej, jedynej kwestii prawa szariatu", sprawiając, iż owi oficerowie wysokiego stopnia docenili go i podziwiali, a kiedy spodziewał się egzekucji, podjęli decyzję o jego uniewinnieniu; kto następnie, po tym, jak został uwolniony, nie podziękował im, lecz poszedł swoją drogą, wykrzykując: "Niech żyje Piekło dla tyranów!"; kto - jak jest to zapisane w uzasadnieniu decyzji sądu w Afyon - kiedy Mustafa Kemal gniewnie rzekł do niego w biurze Rzecznika Zgromadzenia: "Wezwaliśmy cię tutaj, abyś opowiedział nas o swych wzniosłych ideach, ty jednak przybyłeś, napisałeś pewne rzeczy o pięciokrotnej modlitwie i zasiałeś konflikt między nami", odpowiedział: "Obowiązkowe modlitwy są najbardziej wzniosłą kwestią zaraz po wierze w Boga. Ci, którzy nie odprawiają modlitw, są zdrajcami, a oświadczenia zdrajców są odrzucane"; kto wypowiedział te słowa w obecności czterdziestu lub pięćdziesięciu deputowanych i zmusił owego straszliwego przywódcę, by przełknął swój gniew i dokonał swego rodzaju przeprosin; w związku z kim policja ani władze sześciu prowincji nie odnotowały ani jednej kwestii związanej
z zakłóceniem porządku publicznego, a pośród setek tysięcy jego uczniów również nie poświadczono ani jednego, choćby najmniejszego, takiego zdarzenia (z wyjątkiem jednego mało znaczącego incydentu dotyczącego sprawiedliwej obrony, w jaką zaangażował się jeden z jego niewiele znaczących uczniów), zaś nie słyszano również o tym, by choć jeden z jego uczniów miał związek z jakąś zbrodnią; kto zmieniał na lepsze innych więźniów w każdym więzieniu, do jakiego został wysłany; kto - jak zaświadczają to owe dwadzieścia trzy lata jego życia, władze trzech prowincji oraz trzy sądy, które uniewinniły jego samego, a także sto tysięcy jego uczniów - poznał wartość Traktatów Światła, potwierdzając ją słowem i czynem, a choć setki tysięcy kopii Traktatów Światła zostały rozprowadzone po całym kraju, wydały one jedynie korzyści, a nie przyniosły żadnej szkody; kto jest pustelnikiem, jest nieżonaty, obcy, stary, biedny i sam widzi, że stoi u drzwi grobu; kto ze wszystkich sił wyrzekał się przemijających rzeczy, a poszukiwał sposobów odkupienia swych dawnych grzechów i uczynienia jego życia życiem wiecznym, a nie przywiązywał najmniejszego znaczenia do zaszczytów tego świata; kto, aby żadna szkoda nie spotkała ludzi niewinnych i starszych, nie przeklinał tych, którzy męczyli go i torturowali... Tak, ci, którzy mówią o takim człowieku: "Ten stary pustelnik zakłóca spokój i narusza bezpieczeństwo publiczne; jego celem są intrygi tego świata, zaś jego korespondencja odnosi się do tego świata, a wobec tego jest on winny", którzy więżą go w tak ciężkich warunkach, z pewnością sami są winni; ich wina sięga od ziemi aż do niebios, zaś oni zdadzą za to rachunek na Sądzie Ostatecznym!
Czyż można powiedzieć o człowieku, którego mowa nakłoniła żołnierzy ośmiu zbuntowanych pułków do posłuszeństwa oficerom; który przez jeden artykuł nakłonił tysiące ludzi do tego, aby go poparli; który nie przestraszył się, stojąc przed trzema wcześniej wspomnianymi potężnymi dowódcami i nie nadskakiwał im, a w sądzie oznajmił: "Gdyby miał tyle głów, ile mam włosów na głowie, a każdego dnia jedna z nich byłaby ścinana, nie poddałbym się ateizmowi i zbłądzeniu, nie zdradziłbym mojego kraju, narodu i islamu, nie skłoniłbym przez tyranami owej głowy, która poświęciła się Koranowi"; który w Emirdag nie troszczył się o nikogo prócz pięciu lub dziesięciu braci w życiu ostatecznym i trzech czy czterech sług...; czyż można powiedzieć o takim człowieku, jak uczyniono to w akcie oskarżenia: "Ów Said w tajemnicy wykonywał swą pracę w Emirdag; zatruł umysły niektórych ludzi, podsuwając im pomysł zakłócenia porządku; wokół niego zgromadziło się około dwudziestu ludzi, którzy wychwalali go w prywatnych listach, co ukazuje, iż przygotowywał on bunt i był zaangażowany w tajną działalność polityczną wymierzoną
przeciwko rządowi"? Pozostawiam waszym sumieniom zrozumienie tego, jak dalecy od prawa, sprawiedliwości i uczciwości są ci, którzy go męczą, którzy zboczyli z drogi poprzez wtrącenie go - z niesłychaną animozją i nienawiścią - do więzienia na dwa lata całkowitego odosobnienia, a także poprzez fakt, iż nie pozwolili mu na zabranie głosu w sądzie.
Czyż jest w ogóle możliwe, by ktoś, kto zyskał powszechną uwagę po stokroć większą niż jego zasługi; kto jednym przemówieniem przywołał tysiące ludzi do posłuszeństwa; kto jednym artykułem w gazecie nakłonił tysiące ludzi, aby dołączyli do partii Ittihad-i Muhammedi, kto sprawił, że pięćdziesiąt tysięcy ludzi z zachwytem słuchało przemówienia, jakie wygłosił w meczecie Aya Sophia [22]...; czyż jest w ogóle możliwe, by taki człowiek prowadził swe dzieło w Emirdag przez trzy lata i zwiódł jedynie pięciu czy dziesięciu ludzi; czyż jest możliwe, by miał on wypełnić swój grób, do którego się zbliża, ciemnością, nie zaś światłem? Czyż jest w ogóle możliwe, by miał on to uczynić? Nawet sam Szatan nie mógłby sprawić, by ktokolwiek miał to zaakceptować!
Punkt Czwarty: Jako ważny powód skazania mnie przywołuje się fakt, iż nie noszę kapelusza z rondem [23]. Nie pozwolono mi na zabranie głosu, w przeciwnym razie powiedziałbym tym, którzy starali się o ukaranie mnie, co następuje:
Przez trzy miesiące pozostawałem jako gość na posterunku policji w Kastamonu. Ani razu nie powiedziano mi: "Załóż kapelusz z rondem!", a choć w trzech sądach ani nie nosiłem kapelusza, ani nie zdjąłem mego nakrycia głowy, nie wtrącano się do moich spraw. Tymczasem pod tym pretekstem przez dwadzieścia trzy lata liczni bezbożni tyrani nieoficjalnie wymierzali mi prawdziwie przyprawiające o rozpacz i najcięższe kary. Dzieci, kobiety, wieśniacy, urzędnicy w swych biurach i ci, którzy noszą berety, nie są przymuszani do noszenia kapelusza, a noszenie kapelusza nie przynosi żadnych materialnych korzyści. Jednak z powodu zmyślonych zarzutów pustelnik taki jak ja przez dwadzieścia lat był karany za to, że nie nosi nakrycia głowy, które uznali za zakazane wszyscy mudżtahidowie i Wielcy Muftiowie. Ci, którzy ponownie starają się ukarać mnie z powodu pozbawionego znaczenia przyzwyczajenia związanego z ubiorem, którzy tak usilnie upierają się przy ponownym uznaniu mnie za winnego z powodu mego ubioru - choć mówiąc o wolności osobistej, stawiają się na równi z tymi, którzy w ciągu dnia w ramadanie piją raki, którzy nie wykonują modlitw obowiązkowych, przy czym tamtym nikt się nie naprzykrza - po tym, jak wycierpią zagładę śmierci i trwającą wieki samotność uwięzienia w grobie, z pewnością zostaną zapytani o swój błąd na Sądzie Ostatecznym.
Punkt Piąty: Ci, którzy słyszeli ów trzeci akt oskarżenia i którzy widzieli opublikowane przez nas orzeczenie sądu, potwierdzą, że wykorzystując preteksty wątłe jak skrzydełko muchy starano się skonfiskować niektóre spośród Traktatów Światła, o których przychylnie nadmieniają trzydzieści trzy wersety Koranu, którym przyklasnęli tacy święci mężowie (ar. ałlija), jak Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) i Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona), które są potwierdzone przez sto tysięcy wiernych, a w ciągu dwudziestu lat zdobyły dla tego kraju wysoce korzystne zaszczyty, nie przyczyniając mu żadnej szkody. Ponadto -a jako pretekst wykorzystano zajmujące dwie strony poprawne objaśnienia dwóch wersetów, które to wyjaśnienia zostały spisane dawno temu, a następnie objęte łaską - doszło nawet do tego, że skonfiskowano liczący czterysta stron traktat Zulfikar, a także traktat Cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) - tur. Mu'cizat-i Ahmediye - które to traktaty umocniły i ocaliły wiarę stu tysięcy ludzi, będąc nadzwyczaj korzystnymi i wartościowymi. Obecnie, nadając niewłaściwe znaczenie jednemu lub dwóm słowom wybranym z tysiąca, nasi wrogowie starają się sprawić, by owe nieskończenie użyteczne traktaty zostały skonfiskowane. Jeśli chodzi o nas, to mówimy:
Punkt Szósty: Oto, co mówię tym, którzy uważają mnie za winnego zbrodni, ponieważ niektórzy spośród uczniów Światła ujrzeli cudowne dowody Traktatów Światła i skorzystali z ich nieodpartych nauk w temacie wiary, które osiągają poziom "wiedzy równej pewności", a aby wyrazić swe poparcie, powinszowania, uznanie i wdzięczność, nadmiernie mnie chwalą i mają zbyt dobre zdanie na mój temat: Kiedy jako bezsilny, słaby, na pół piśmienny i samotny zesłaniec stałem się celem uwłaczającej mi propagandy, obmyślanej po to, aby odstraszyć ode mnie ludzi, odkryłem na własny użytek niektóre lekarstwa Koranu i jego święte prawdy związane z wiarą, które były doskonałym remedium na moje dolegliwości. Następnie spisałem owe wartościowe prawdy, dochodząc do wniosku, iż były one lekarstwem również dla tego narodu i dla synów tej ziemi. Jako że sam piszę bardzo słabo i wielce potrzebowałem pomocników, Boża łaska zesłała mi ich, wiernych i oddanych.
Gdybym całkowicie odrzucił ich dobre zdanie na mój temat oraz ich szczere pochwały, gdybym znieważył ich poprzez udzielenie im nagany, byłoby to niczym zniewaga i wrogość wobec świateł zaczerpniętych ze skarbca Koranu. Ponadto myśląc, iż sprawiłoby to, że ci
pomocnicy o diamentowych piórach i mocnych sercach zostawiliby mnie, skierowałem ich pochwały i brawa od bankruta, jakim jestem, ku Traktatom Światła, ku owemu cudowi Koranu, któremu prawdziwie należą się pochwały, a także ku zbiorowej osobowości wiodących uczniów Światła. Jednak w pewien sposób uchybiłem im, mówiąc, iż przyznali mi udział po stokroć większy od mych zasług. Czyż jakiekolwiek prawo mogłoby zarzucić człowiekowi, iż jest on winny, tylko dlatego, że inni wychwalają go, choć on sam tego unika i nie jest z tego powodu szczęśliwy? Tymczasem właśnie tak postępują urzędnicy, którzy działają w imię prawa.
Choć na stronie czterdziestej czwartej orzeczenia sądu - które jest dla nas niekorzystne, a jednak je opublikowaliśmy - zostało napisane: "Ten wielki człowiek kresu czasu będzie potomkiem Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zaś nas, uczniów Światła, można uważać za członków rodziny Proroka jedynie co do znaczenia. Ponadto na drodze Traktatów Światła nie może istnieć żaden rodzaj egoizmu, żadne pragnienie wysokiej pozycji, osobistych zaszczytów, rozgłosu ani sławy. Nawet gdyby ofiarowano mi wysoką rangę w życiu ostatecznym, byłbym zmuszony odrzucić ją, aby nie wyrządzić szkody szczerości intencji Traktatów Światła"; choć na stronach dwudziestej drugiej i dwudziestej trzeciej jest napisane: "Znając własne błędy i zdając sobie sprawę z własnego ubóstwa i bezsilności, pokornie poszukując schronienia na dworze Boga, poprzez tę osobowość wiem, iż sam jestem bardziej nędzny, bezsilny i ułomny niż ktokolwiek inny. Zatem nawet gdyby wszyscy ludzie sławili mnie i wychwalali, nie sprawiliby, abym uwierzył, iż jestem kimś dobrym, do kogo należy wysoka ranga duchowa i moralna. Aby was nie przestraszyć, nie będę mówił o wielu utajonych chorobach oraz złych cechach charakteru mojej prawdziwej, trzeciej osobowości. Z powodu Swej łaski Wszechmocny Bóg zatrudnił ową osobowość, podobną najniższemu szeregowcowi, w służbie tajemnic Koranu. Nieskończone dzięki niech będą Bogu Jedynemu! Dusza jest niższa niż wszystko inne, zaś obowiązek jest ponad wszystko"; choć to wszystko zostało napisane w orzeczeniu sądu, uznano mnie winnym tego, że z powodu pochwał innych, które w rzeczywistości odnoszą się do Traktatów Światła, jestem nazywany najlepszym przewodnikiem, a zatem z powodu owego błędu zasługuję na to, by ponieść straszną karę.
Punkt Siódmy: Choć sąd w Denizli, Sąd Karny w Ankarze oraz Sądy Apelacyjne jednogłośnie uniewinniły nas oraz wszystkie traktaty ze zbioru Traktatów Światła; choć zwrócono nam owe traktaty i nasze listy; choć powiedziano: "Nawet jeśli decyzja Sądu Apelacyjnego, uchylająca
poprzednią decyzję, a także uniewinnienie orzeczone przez sąd w Denizli, były błędem, jako że są one decyzjami ostatecznymi, przeto ta sprawa nie może być wznawiana", zostałem wysłany do Emirdag, gdzie spędziłem trzy lata jako pustelnik. Tam rozmawiałem jedynie z dwoma lub trzema czeladnikami krawieckimi, którzy mi pomagali, a także - z rzadka i jedynie przez pięć do dziesięciu minut - z pewnymi pobożnymi ludźmi, przy czym nawet od tych rozmów powstrzymywałem się, dopóki nie były one konieczne. Nie napisałem innych listów prócz tych, jakie pisałem raz na tydzień, aby dodawać odwagi na drodze Traktatów Światła, a przez trzy lata napisałem jedynie trzy listy do mego brata, który był muftim. Porzuciłem spisywanie części Traktatów Światła, którym zajmowałem się przez dwadzieścia do trzydziestu lat, jeśli nie liczyć dwóch punktów, jakie zajęły dwadzieścia stron, a były użyteczne dla ludzi Koranu i dla ich wiary. Jeden z nich traktował o mądrości powtórzeń w Koranie, a drugi o aniołach; nie napisałem żadnego innego traktatu. Jedynie dałem swe pozwolenie na to, aby traktaty zwrócone przez sądy zostały połączone w większe zbiory, a jako że sąd przekazał nam pięćset kopii Największego Znaku, wydrukowanych w starym alfabecie, zaś powielacze nie zostały oficjalnie zabronione, dałem swym braciom pozwolenie na powielenie owych kopii, aby mogły one zostać opublikowane na korzyść całego świata islamu, a także zająłem się poprawianiem ich. Z całą pewnością w żaden sposób nie zajmowałem się polityką. Co więcej, choć oficjalnie zezwolono nam na to, abyśmy powrócili do rodzinnych stron, w przeciwieństwie do innych zesłańców przyjąłem trudy zesłania, aby nie zaangażować się w sprawy polityki i tego świata, i nie wróciłem. Traktowanie, z jakim spotykałem się przez ostatnie dwadzieścia miesięcy, dowodzi tego, że tym, kto poprzez ów trzeci akt oskarżenia stara się doprowadzić do uznania takiego człowieka za winnego poprzez bezpodstawne zarzuty, kłamstwa i błędne interpretacje jego słów, władają dwa straszliwe znaczenia, o których na razie nie będę mówił. Mówię natomiast: Wystarczą mu grób i Piekło, ja zaś odwołuję się do Sądu Ostatecznego.
Punkt Ósmy: Jako że Promień Piąty został nam zwrócony po tym, jak przez dwa lata pozostawał w rękach sądów w Denizli i Ankarze, został dołączony do zakończenia większego zbioru, zatytułowanego Dająca światło lampa, wraz z mą mową obrończą, która doprowadziła do uniewinnienia nas przez sąd w Denizli. Z pewnością wcześniej uważaliśmy ów traktat za poufny, skoro jednak sąd rozpropagował go i zwrócił nam po tym, jak zostaliśmy uniewinnieni, zezwoliłem na jego powielanie, widząc, że jest to nieszkodliwe. Pierwsza wersja Promienia Piątego traktowała
o alegorycznych hadisach i została napisana trzydzieści lub czterdzieści lat temu. Z pewnością niektórzy uczeni w dziedzinie hadisów stwierdzili, że niektóre spośród hadisów dobrze znanych w całej ummie są wątpliwe, jednakże ponieważ tym, co zakwestionowano, było ich pozorne znaczenie, ów traktat został napisany jedynie w celu ocalenia wiernych przed powątpiewaniem w owe hadisy. Następnie, jako że pewien czas później ich cudowne interpretacje stały się jasne dla wszystkich, uważałem ów traktat za poufny, aby nie nadano mu niewłaściwego znaczenia. Następnie liczne sądy drobiazgowo go przestudiowały, aby zwrócić nam ów traktat, równocześnie publikując go. Pozostawiam zatem sumieniom tych, którzy samowolnie nas skazali, ujrzenie, jak dalekim od sprawiedliwości, prawa i uczciwości jest ponowne uznanie nas za winnych z tego powodu, zaś mówiąc: «Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [26], wzywam ich na Sąd Ostateczny.
Punkt Dziewiąty jest bardzo ważny, jednak jako że ci, którzy nas skazali, studiowali Traktaty Światła, nie spisałem go, aby ich nie drażnić.
Punkt Dziesiąty jest potężny i ważny, lecz jego również na razie nie spisałem, aby nie obrazić tych ludzi.
Szlachetny Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) ukazał swe posłannictwo dżinnom, ludziom i aniołom poprzez wielki cud Wniebowstąpienia. Na przekór niewiernym i hipokrytom oznajmił on o najwyższym z filarów wiary, ujrzawszy Tego, Któremu należy się wszelka chwała (ar. Az-Zati Zu'l-Dżalal) na własne oczy. Poprzez swe błogosławione jestestwo, którego cechy zostały ujęte w przydomku Muhammad Al- 'Amin (prawdomówny i godny zaufania - uz. red. pol.) przyniósł on wieści o istnieniu Wszechmocnego Boga, Zmartwychwstania i Sądu Ostatecznego wszystkim dżinnom i całej ludzkości. Jako że to stulecie zachwiało punktami wsparcia wiary i religii, poprzez tę Petycję do Najwyższego Sądu Dnia Zmartwychwstania Traktaty Światła w ten sam sposób ukazują tym wiernym, rzeczoznawcom i sędziom, którzy popadli w zwątpienie, istnienie Wszechmocnego Boga, Jego sprawiedliwości, Sądu Ostatecznego, Zmartwychwstania i królestwa tego, co niewidzialne (ar. ghajb) w tym widzialnym królestwie. Nie pozostawiają żadnego miejsca na wątpliwości. Ukazały oczom na tym świecie znaczenie Piekła dla tych, którzy błądzą i tych, którzy upadli w całkowitą niewiarę, zaś znaczenie Raju dla ludzi wiary (ar. ahl al-iman). Udowodniły całej ludzkości potwierdzoną wiarę (tur. iman-i tahqiqi) na poziomie wiedzy równej prawdzie (ar. haqqa-l jaqin). Niech Wszechmocny Bóg będzie rad na wieki z naszego Nauczyciela, autora Traktatów Światła. Amen!
Podpisano: młody Ali.
NIEKTÓRE Z LISTÓW NAPISANYCH PRZEZ BEDIUZZAMANA DO JEGO
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie składam wam kondolencji, lecz powinszowania. Jako że dla pewnych przykładów mądrości Boże zarządzenie wysłało nas do owej już trzeciej szkoły Proroka Józefa (tur. Medrese-i Yusufiye) [27] i zdecydowało, że będziemy spożywać zaopatrzenie, jakie nam tu przeznaczono, a to właśnie owo zaopatrzenie jest tym, co nas tutaj wezwało; jako że - jak z całą pewnością zrozumieliśmy z naszych minionych doświadczeń - Boża łaska ukazała w nas znaczenie wersetu:
[28] jako że nasi nowi bracia w tutejszej szkole Proroka Józefa potrzebują pocieszenia Traktatów Światła bardziej niż ktokolwiek inny, zaś przedstawiciele sądownictwa potrzebują zasad i innych świętych praw wyłożonych w Traktatach Światła bardziej niż inni urzędnicy; jako że wielce liczne kopie Traktatów Światła wykonują wasz obowiązek poza murami więzienia, a ich podboje nie ustają; jako że każda ulotna godzina, jaka mija w tym miejscu, jest równa wiecznym godzinom spędzonym na oddawaniu czci Bogu - przeto z powodu wszystkich tych punktów z pewnością powinniśmy radośnie, z doskonałą cierpliwością i hartem ducha składać Bogu podziękowania za całą tę sprawę. Zamierzam dokładnie powtórzyć i wysłać do was wszystkie krótkie listy, jakie napisałem jako pocieszenie w więzieniu Denizli. In sza'a-llah, owe trafne notatki pocieszą również was.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Niech nie irytuje was złe traktowanie, z jakim się spotykam, ani pogarda, jaką okazuje się mojej osobie. Jako że ci ludzie nie mogą znaleźć żadnej winy w Traktatach Światła, zamiast walczyć z nimi, walczą ze mną, mało ważnym i ułomnym. Jestem z tego zadowolony. To, czego nauczyłem się z Traktatów Światła, zmusza mnie do dumnego składania podziękowań Bogu, a jeśli ten stan rzeczy przysłuży się dobru i honorowi Traktatów, zniosę cierpienia, nieszczęścia i zniewagi nawet po tysiąckroć większe. Nie powinniście zatem żałować mnie w tym względzie.
Po drugie: Rozpowszechnione, zaciekłe i bezlitosne ataki jak na razie stały się dwudziestokrotnie słabsze. Schwytano jedynie kilku ludzi wobec tysięcy wybranych (tur. has) uczniów Światła oraz garstkę nowych braci wobec setek tysięcy ludzi, którzy troszczą się o naszą sprawę. Oznacza to, że Boża łaska sprawiła, iż owe ataki stały się wielce nieistotne.
Po trzecie: Dzięki Bożej łasce były gubernator prowincji, który przez dwa lata spiskował przeciwko nam, został odwołany, a jest bardzo możliwym, że minister spraw wewnętrznych, który był wobec nas nadzwyczaj podejrzliwy, złagodzi owe zaciekłe ataki, ponieważ pochodzi on z tych samych stron, co ja, zaś jego przodkowie byli bardzo pobożnymi ludźmi. Nie rozpaczajcie zatem ani nie bądźcie zatrwożeni!
Po czwarte: Liczne doświadczenia i wydarzenia ukazały na swój sposób, iż można być całkowicie pewnym tego, że kiedy płaczą Traktaty Światła, to albo trzęsie się ziemia, albo płaczą również niebiosa. Jak często widzieliśmy to na własne oczy, a częściowo udowodniliśmy to w sądzie, początek zimy uśmiecha się niczym lato, co jest w bezprecedensowy sposób zgodne z tym, że Traktaty Światła uśmiechają się z powodu ich powielania i publikowania, a następnie ich płacz - kiedy publikowanie Traktatów ustało wraz z rozpowszechnionymi rewizjami i konfiskatami - zbiegł się z nagłym srogim gniewem i szlochem zimy. Przypuszczam, że jest to potężny znak faktu, iż Traktaty Światła są największym i olśniewającym cudem Koranu tego stulecia, a troszczą się o nie zarówno ziemia, jak i cały wszechświat.
Moi drodzy, wierni bracia!
Stało się koniecznym, bym objaśnił dwa osobliwe i subtelne stany mego umysłu (...).
Pewnego razu pewien sławny uczony był widziany na wielu frontach wojny przez tych, którzy udawali się na dżihad. Później powiedzieli mu o tym, zaś on odparł: «Niektórzy święci (ar. ałlija) czynią to w mym zastępstwie, aby zyskać dla mnie nagrodę i aby pozwolić ludziom wiary na to, by skorzystali z moich nauk».
Dokładnie w ten sam sposób w Denizli stało się oficjalnie wiadomym, że byłem widziany w tamtejszych meczetach. Powiadomiono o tym naczelnika więzienia i strażników więziennych. Niektórzy z nich byli zatrwożeni i pytali: "Kto otworzył mu bramę więzienia?" Dokładnie taka sama rzecz wydarzyła się w tym miejscu. Jednak miast przypisywać ów bardzo niewielki cud mnie samemu, wielce ułomnemu i znikomemu, zbiór Pieczęć zatwierdzająca to, co niewidzialne, który ukazuje cuda Traktatów Światła, zjednuje dla owego cudu zaufanie po stokroć lub raczej po tysiąckroć większe i zatwierdza jego uznanie. W szczególności bohaterscy uczniowie Światła zatwierdzili ów prawdziwy cud swymi piórami i oświadczeniami.
Moi drodzy, wierni bracia!
Traktaty Światła spotykają się z wami w mym zastępstwie i przekazują swe znakomite nauki nowym braciom, którzy gorąco tego pragną. Z doświadczenia widzieliśmy, że zajmowanie się Traktatami Światła, czy to przez studiowanie ich, czy to przez czytanie ich na głos, czy przez ich spisywanie, dostarcza rozległości dla serca, łatwości dla duszy, zdrowia dla ciała, a także czyni zaopatrzenie obfitym. Teraz zostaliście obdarowani towarzystwem takiego bohatera Traktatów Światła
jak Husrev. In sza'a-llah, ta szkoła Proroka Józefa stanie się kolejnym błogosławionym miejscem studiów i częścią Medresetu'z-Zehra. Aż do teraz nie ukazałem Husreva ahl ad-dunja i ukrywałem go, jednak opublikowane zbiory całkowicie ukazały go politykom i nic nie pozostało tajemnicą. Opisałem zatem moim wybranym (tur. has) braciom dwa lub trzy spośród jego zadań.
Teraz jednak mamy przed sobą - pośród tych, którzy będą słuchali prawdy - dwóch straszliwie zatwardziałych i upartych ludzi. Jeden z nich ukazał się w Emirdag, z powodu zarówno ateizmu, jak i komunizmu, zaś drugi tutaj. Poprzez swoje oszczerstwa z nadzwyczajną przebiegłością starają się oni zatrwożyć urzędników i zwrócić ich przeciwko nam. Obecnie musimy zatem postępować z największą ostrożnością, nie bać się i cierpliwie czekać na nasz czas, dopóki łaska Boga nie przybędzie nam z pomocą.
Moi drodzy, wierni bracia!
Winszuję Traktatom Światła, wam oraz samemu sobie, a także oznajmiam dobre wieści, jakie przynieśli z Bartin Husrev, Hifzi i Seyyid. Tak, tak jak ci, którzy udali się w tym roku na pielgrzymkę (ar. hadżdż), pracowali na rzecz rozpowszechniania potężnych ksiąg Światła i przetłumaczenia ich zarówno na arabski, jak i na hindi przez wielkich uczonych z Mekki, tak również w Medynie Traktaty spotkały się z wielkim uznaniem i zostały umieszczone na błogosławionym grobie w Rałza al-Mutahhara [29]. Hadżi Seyyid widział na własne oczy, że księga Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa) została umieszczona na szczycie grobu Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Oznacza to, że została ona zaakceptowana przez Proroka i wkroczyła do sfery tego, co zostało przyjęte przez Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Tak jak zamierzaliśmy i jak powiedzieliśmy pielgrzymom, którzy stąd wyruszyli, Światło odwiedziło owe święte miejsca w naszym imieniu. Nieskończone dzięki niech będą Bogu za to, że uczyniwszy owe ręcznie spisane kopie tekstami źródłowymi dla dalszych egzemplarzy, uwolnił mnie od zadania wprowadzania poprawek i od martwienia się o to. Co więcej, jedną z wielu korzyści wynikających z tego, że wojownicy Światła
publikują owe dzieła już po wprowadzeniu poprawek, jest fakt, że stali się oni podobni setkom korektorów.
Niechaj Najbardziej Miłosierny zapisze w ich księgach dobrych uczynków tysiące zasług za każde słowo w owych księgach. Amen!
Moi drodzy, wierni bracia i przyjaciele w tym więzieniu!
Po pierwsze: Nie martwcie się tym, że nie jesteśmy w stanie widywać się osobiście. W sensie duchowym wciąż i zawsze rozmawiamy. Którykolwiek z Traktatów Światła będziecie czytać i któregokolwiek wysłuchacie, będziecie rozmawiali z mymi zdolnościami sługi Koranu, miast z moją znikomą i pospolitą osobą. Poprzez wszystkie moje suplikacje (ar. du'a), wasze listy i waszą troskę o mnie, spotykam się z wami w wyobraźni. Jako że należymy do tego samego kręgu, jest tak, jakbyśmy wciąż rozmawiali.
Po drugie, nowym uczniom Światła w tej szkole Proroka Józefa mówimy: Potężne dowody i znaki Koranu, które przekonały nawet komisję rzeczoznawców, ukazują, że "wierni uczniowie Światła zstąpią do grobu w stanie wiary". Ponadto poprzez blask, jakiego dostarcza duchowe stowarzyszenie Światła, każdy uczeń będzie miał swój udział we wspólnych zyskach duchowych, a także w suplikacjach (ar. du'a) jego braci i sióstr, stosownie do swego stopnia. Jest tak, jak gdyby każdy uczeń żałował za grzechy i oddawał cześć Bogu tysiącem języków.
Obie te korzyści i oba te rezultaty zmniejszają do zera nasze boleści w tym osobliwym czasie. Dostarczają one ich wiernym nabywcom dwa drogocenne dobra po bardzo niskiej cenie.
W Jego Imię, niech będzie Mu chwała!
Moi drodzy, wierni bracia!
Mowy obrończe z Afyon zawierają ważne prawdy dotyczące zarówno nas samych, jak i Traktatów Światła, tego kraju i świata muzułmańskiego.
Prawdopodobnie koniecznym jest przygotowanie pięciu do dziesięciu ich kopii w nowym alfabecie, aby mogły zostać wysłane do departamentów rządu w Ankarze. To, czy nas uwolnią, czy ukarzą, nie ma znaczenia. Teraz naszym zadaniem jest poinformowanie rządu, sądów i narodu o prawdach, jakie zawierają owe mowy obrończe. Być może było to jednym z powodów faktu, że Boże zarządzenie wysłało nas do tego miejsca studiów. Owe kopie powinny zostać przepisane na maszynie tak szybko, jak to możliwe. Nawet gdyby uwolniono nas dzisiaj, wciąż bylibyśmy zobowiązani do tego, aby wysłać je do Ankary. Nie dajcie się zwieść i nie odkładajcie tego na później. Dość już zwlekania! Niech będzie to nasza ostatnia obrona w obliczu niesłychanych prześladowań i bezprecedensowych męczarni, jakie wycierpieliśmy trzy razy w ciągu piętnastu lat, za każdym razem z powodu tych samych sfingowanych zarzutów.
Jako że w poprzednich sądach legalnie dano nam maszynę do pisania, abyśmy mogli bronić samych siebie, nasi wrogowie nie mogą przytoczyć żadnej ustawy, zgodnie z którą w tym miejscu mogliby pozbawić nas tego prawa. Jeśli nie uda się wam rozwiązać tej sprawy oficjalnie, wówczas nasz prawnik poza murami więzienia powinien sporządzić pięć kopii na maszynie, jednak powinien zwrócić wielką uwagę na to, aby nie zawierały one żadnych błędów.
Moi drodzy, wierni bracia!
Powodem, dla którego dzisiaj zabito gwoździami moje okno, były pozdrowienia, jakie przekazałem więźniom w związku z procesem,
choć pozornie pretekstem uczyniono coś innego. Nie bądźcie ani trochę zatroskani. Przeciwnie, jako że zajęto się moją skromną osobą, a nie wyrządzono zbyt wielkiej szkody Traktatom Światła i ich uczniom, jestem żarliwie i szczerze rad. Jako że prześladują mnie, znieważając i dręcząc, oznacza to, że nie czynią tego samego z wami i z Traktatami Światła, a ich wtrącanie się do spraw Traktatów Światła w pewnym stopniu słabnie, zatem cierpliwie składam Bogu podziękowania i nie jestem zatroskany. Wy również wcale nie powinniście się denerwować. Moim zdaniem fakt, że nasi ukryci wrogowie kierują uwagę urzędników na moją osobę, jest przykładem Bożej łaski i rzeczą dobrą z punktu widzenia dobra Traktatów Światła i ich uczniów. Niech niektórzy z naszych braci nie wpadają w gniew i nie mówią ostrych słów, niech postępują ostrożnie i nie będą zatrwożeni, niech nie rozmawiają z każdym o tej sprawie. Istnieją szpiedzy, którzy przydają niewłaściwe znaczenie temu, co mówią nasi prostoduszni bracia oraz ci, których zwyczajem jeszcze nie stało się bycie ostrożnymi. Owi szpiedzy robią górę z kretowiska i mogą przekazać informacje o tych słowach. Nasze obecne położenie nie jest tematem do żartów.
Nie martwcie się. Znajdujemy się pod ochroną Boga i postanowiliśmy, że będziemy napotykać wszelkie trudności z doskonałą cierpliwością, zaiste składając Mu podziękowania. Jesteśmy zobowiązani do dziękowania Bogu, ponieważ już niewielkie trudności wydają obfite miłosierdzie i nagrodę.
Moi drodzy, wierni bracia!
Dla dwóch ważnych powodów i w konsekwencji potężnego ostrzeżenia, jakie otrzymałem, zostałem zmuszony do tego, aby - w odniesieniu do serca - pozostawić zadanie dotyczące wszystkich mów obrończych tym uczniom Światła, którzy również zostali wysłani do tego miejsca, zaś w przyszłości będą wiodącymi spośród uczniów, a szczególnie H., R., T., F., S .
Powód pierwszy: Zarówno w urzędzie przesłuchującego mnie sędziego, jak i z wielu innych znaków zrozumiałem, że nasi wrogowie,
dopóki tylko będą w stanie to czynić, będą starali się, by sprawiać mi trudności, aby powstrzymać mnie przed rozumowym pokonaniem ich, a także, iż otrzymali oni oficjalne powiadomienia w tym temacie. Pod różnymi pretekstami nie pozwolono mi na zabranie głosu, jak gdybym miał okazać polityczne i naukowe męstwo wystarczające do tego, by zmusić do milczenia sąd i doświadczonych dyplomatów. Zaprawdę, podczas przesłuchania na jedno z pytań odpowiedziałem: "Nie wiem". Zdumiony sędzia zapytał: "Jak ktoś o pańskiej nadzwyczajnej inteligencji mógłby o czymś zapomnieć?" Przypuszczają oni, iż cudowna wzniosłość i naukowe odkrycia Traktatów Światła są wytworem mej myśli, stąd też przestraszyli się. Nie chcą pozwolić mi na to, bym przemówił. Ponadto myślą, że ktokolwiek się ze mną spotyka, natychmiast staje się oddanym uczniem Światła, zatem nie pozwalają nikomu na to, by mógł się ze mną spotkać. Minister spraw religijnych powiedział nawet: «Ktokolwiek się z nim spotyka, natychmiast zbliża się do niego; jego siła przyciągania jest niemała».
Oznacza to, że najlepiej dla nas będzie, jeśli przekażę wam moje dzieło. Moje dawne i nowe mowy obrończe, które posiadacie, powinny wziąć udział w waszych naradach w moim zastępstwie. To wystarczy (...).
Moi drodzy, wierni bracia!
Dziś pewne duchowe ostrzeżenie sprawiło, że zasmuciłem się i zatroskałem o was. Kiedy byłem prawdziwie zasmucony i przygnębiony z powodu naszych braci, którzy pragnęli szybkiego uwolnienia i dręczył ich niepokój o środki do życia, tym, co w tej samej minucie przyszło na myśl mojemu sercu, było duchowe wspomnienie, prawda i dobre wiadomości.
Za pięć dni ujrzymy początek trzech świętych miesięcy (radżab, sza'ban i ramadan - uz. red. tur.), które są wielce błogosławione, zaś oddawanie czci Bogu podczas tych miesięcy przynosi nadzwyczaj wielką nagrodę. Jeśli nagroda za każdy dobry czyn w innych porach jest dziesięciokrotna, to ową nagrodą będzie sto dobrych czynów podczas miesiąca radżab, ponad trzysta w sza'banie, a tysiąc podczas
ramadanu. W piątki (podczas ramadanu - uz. red. tur.) będą to tysiące, zaś podczas Nocy Przeznaczenia - trzydzieści tysięcy. Trzy święte miesiące są targiem dla duchowego handlu, który może przynieść bardzo liczne korzyści odnoszące się do życia ostatecznego; są szczególną wystawą dla ludzi prawdy i oddawania czci Bogu; są dla ludzi wiary (ar. ahl al-iman) jak życie trwające osiemdziesiąt lat. Z największą pewnością wielką korzyścią jest spędzenie tego czasu w szkole Proroka Józefa, która wydaje dziesięciokrotny zysk. Niezależnie od tego, z jakimi trudnościami się spotykamy, są one doskonałym miłosierdziem. Jak w przypadku aktów czci, tak służba Światłu wydaje - nawet jeśli nie co do ilości, to co do jakości - pięciokrotny zysk. Ponieważ fakt, że ludzie nieprzerwanie wchodzą do tej gospody [29] i wychodzą z niej, służy dzieleniu się z nimi lekcjami Światła, niekiedy zdarza się tak, że szczerość intencji (ar. ichlas) jednego człowieka przynosi korzyść dwudziestu ludziom. Ponadto na drodze Światła tajemnica szczerości intencji (ar. ichlas) polega na tym, że nawet jeśli spotykamy się z choćby najdrobniejszymi trudnościami czy boleściami, nie ma to żadnego znaczenia, kiedy dzielimy się lekcjami Światła z tymi bezradnymi współwięźniami, którzy przejawiają skłonność do politycznego bohaterstwa i rozpaczliwie potrzebują pocieszenia ofiarowanego przez Światło.
Jeśli chodzi o kwestię środków do życia, to jako że owe trzy miesiące są targowiskiem dla życia ostatecznego, każdy z was został sprowadzony tutaj w imieniu wielu uczniów; niektórzy z was przebywają tu dla tysiąca ludzi. Znalazłem ułatwienie w świadomości tego, że ludzie spoza więzienia zaiste będą nam dopomagać, a także zapewniono mnie, że pozostanie w tym miejscu aż do Święta (Zakończenia Postu - uz. red. pol.) było wielkim darem.
W rezultacie pewnych znaków zdałem sobie sprawę z tego, że nasi potajemni wrogowie używają dla przeprowadzania dochodzeń bezpodstawnych wymówek, mając na celu umniejszenie wartości Światła i stworzenie podejrzeń dotyczących kwestii Mahdiego, która odwołuje się do idei politycznych. Starają się stworzyć wrażenie, iż Światło jest narzędziem tej kwestii, a także torturują mnie. Oto, co mówię owym potajemnym, despotycznym wrogom, a także tym, którzy słuchają ich, zaś nam się sprzeciwiają:
Niech Bóg uchroni po tysiąckroć! Siedemdziesiąt pięć lat mojego życia, a szczególnie jego ostatnie trzydzieści lat, a także sto trzydzieści mych Traktatów Światła wraz z tysiącami ludzi, którzy prawdziwie się ze mną zaprzyjaźnili, zaświadczą, że nigdy nie przekroczyłem swoich granic i nigdy nie użyłem prawd wiary jako narzędzia dla zyskania rangi, poklasku czy zaszczytów.
Zaiste, wszyscy uczniowie Światła wiedzą, a ja udowodniłem w sądzie, że nie mówiąc już o przyznawaniu samemu sobie rangi, poklasku, zaszczytów i sławy, a także duchowej rangi odnoszącej się do życia ostatecznego, chętnie poświęcę swoje życie doczesne i jego przemijające tytuły, aby przekazać wiernym mą służbę wierze z całkowitym przekonaniem i całą siłą. Zaprawdę, jeśli będzie to konieczne, poświęcę również swe życie ostateczne i jego wiecznie trwające rangi, których poszukuje każdy. Aby przysłużyć się ocaleniu bezradnych ludzi od Piekła, zgodziłem się - jeśli będzie to konieczne - na porzucenie Raju i zstąpienie do Piekła. Wiedzą o tym moi prawdziwi przyjaciele, a ja do pewnego stopnia udowodniłem to w sądach. Oskarżanie mnie w ten sposób jest zatem przypinaniem mojej służbie Światłu i wierze łatki nieszczerości i umniejszaniem wartości Światła.
Czyż ci nieszczęśnicy wyobrażają sobie, że świat jest wieczny? Czyż spoglądają na każdego tak, jakby wykorzystywał religię i wiarę jako narzędzie tego świata, jak sami to czynią? Mówią o człowieku, który otwarcie rzucił wyzwanie wszystkim ludziom zbłądzenia na tym świecie, który na drodze służby wierze poświęcił swoje życie doczesne, a jeśli będzie to konieczne, poświęci także swoje życie wieczne. Jak zostało to ukazane w sądach, nie zamieni on jednej prawdy wiary nawet na władanie światem, zaś poprzez tajemnicę szczerości intencji (ar. ichlas) ucieka ze wszystkich sił od polityki, a także od wszystkich materialnych i duchowych rang, jakie mogą o niej choćby napomykać. Przetrwał dwadzieścia lat bezprecedensowych męczarni, a - odnośnie do jego metody - nie zniżył się do polityki. Odnośnie do jego własnej duszy, to postrzega on siebie samego jako niższego od swych uczniów, stale wygląda ich suplikacji (ar. du'a) i łask, zaś własną duszę uważa za nędzną i pozbawioną znaczenia. Jakim prawem możecie oskarżać takiego człowieka, jeśli niektórzy z jego szczerych braci, którzy otrzymali nadzwyczaj silną wiarę od Traktatów Światła, przypisywanych temu bezradnemu człowiekowi, będącemu ich interpretatorem, którzy - odnośnie do jego roli interpretatora Traktatów - otrzymali nieco blasku Światła, bez żadnych myśli o polityce przyznali mu wysokie rangi duchowe, a myślą o nim z łaskawością dalece przekraczającą jego rzeczywiste zasługi? Szczególnie wtedy, kiedy nadmierne pochwały są
formą wdzięczności, która od tak dawna jest tradycją między nauczycielami a ich uczniami, niezaprzeczalnie są uważane za dopuszczalny zwyczaj.
To prawda, że przesada jest pod pewnym względem sprzeczna z prawdą. Jednak kiedy człowiek, który nie ma wokół siebie nikogo, jest otoczony przez tak wielu wrogów; kiedy człowiek, którego pomocnicy stają w obliczu tak wielu powodów do ucieczki, spotyka się z tak nieuczciwą wrogością, a nie odrzuca całkowicie nadmiernych pochwał, aby nie zniechęcić tych ludzi, którzy je wygłaszają, natomiast kieruje owe pochwały ku Światłu, aby wzmocnić swych duchowych pomocników i powstrzymać ich przed ucieczką - będzie oczywistym, jak sprzecznym z zasadą prawa i z jakimkolwiek poczuciem uczciwości jest fakt, że pewni urzędnicy publiczni starają się zwrócić jego służbę wierze - a jest on już tak bliski grobu - ku aspektom tego świata.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Nie bądźcie poruszeni ani nie martwcie się.
Poprzez powtarzające się wydarzenia zostało ustalone z całą pewnością, że niezależnie od tego, z jakimi wydarzeniami się spotykamy, tkliwość i blask miłosierdzia Boga i Jego wsparcia, jak również nauka Bożego zarządzenia i przeznaczenia, a także Bożej sprawiedliwości i litości, ukryte są za zasłoną owych wydarzeń oraz w wydawanych przez nie rezultatach. Nałożono na nas zatem obowiązek odpowiadania na nawet najbardziej gorzkie sytuacje i udręki poprzez składanie podziękowań Bogu z całkowitą cierpliwością. Choć uczniowie Światła ukazują próbkę uświęconej służby prawdzie wiary wykonywanej przez tysiące i miliony bohaterów takich jak Dżardżis (niech będzie z nim pokój), którego obdzierano żywcem ze skóry, to ich trudności nie są nawet tysięczną częścią trudności, jakie wycierpieli ci bohaterowie. Jednak - in sza'a-llah - będą one tym samym co do nagrody i zysku.
Po drugie: Jeśli chodzi o naszych potajemnych wrogów, którzy już jedenaście razy próbowali mnie zabić, a także wpłynęli na cztery różne sądy, by trzy razy nas uwięzić, to ich spiski knute przeciwko Światłu
nie powiodły się. Teraz przy wszystkich swoich oszustwach próbują oni torturować mnie poprzez nakładanie trudności na moją znikomą osobę, zamykając mnie w całkowitym osamotnieniu, nie zezwalając nikomu na kontaktowanie się ze mną, aby wywołać mój gniew. Spoglądam zatem na niebiańskie pozdrowienia ukryte za owymi torturami i wytrwale składam podziękowania Bogu. Nie widzę potrzeby jakiegokolwiek pocieszania was, ponieważ wyobrażam sobie, iż ta moja wytrwałość - będąca odpowiedzią na trudy nakładane na moje ciało, które jest dziesięć razy słabsze od waszych, a także na moje cierpienia, dziesięć razy większe od waszych - powinna w oczach silnych ludzi wielkiego ducha, jakimi jesteście, zmniejszyć owe drobne, przejściowe i pomniejsze problemy, którym stawiacie czoła.
Po trzecie: Nie martwcie się tym, że moi wrogowie próbują zdyskredytować moją osobę i poddają mnie uciskowi i zdradzie, ponieważ jest to znak, iż nie wtrącają się oni do spraw Światła i jego uczniów, co wskazuje na fakt, iż zostali całkowicie wprowadzeni w błąd. Starają się zdyskredytować mnie, zakładając, że właściwe (Światłu - uz. red. tur.) wartość i jakość pochodzą ode mnie. Wielką zaletą i korzyścią dla Światła jest to, iż zostali oni w ten sposób wprowadzeni w błąd. Poprzez negatywne działanie pozwalają mi wykonywać mój własny obowiązek służby Światłu, którego nie jestem w stanie wypełnić w zupełności. In sza'a-llah, będzie to pokutą za moje błędy.
Po czwarte: Potajemni hipokryci (ar. munafiqun) w pewien sposób wzbudzili podejrzenia pośród urzędników służb publicznych, mówiąc: "Ktokolwiek tylko ma kontakt z Saidem, będzie z nim sympatyzował i stanie się uczniem Światła". Uciekają przede mną nawet nadzorcy i strażnicy więzienni, jednak jestem z tego zadowolony i składam podziękowania Bogu. Fakt, że nie możemy rozmawiać ze sobą osobiście, nie wyrządzi żadnej szkody. Jako że jesteśmy pod jednym dachem i zawsze jesteśmy zjednoczeni fizycznie, duchowo, sercem, obowiązkiem, myślą i współpracą, rozmawiamy jeden z drugim duchowo, a to wystarczy.
Moi drodzy, wierni bracia, moi gotowi do poświęceń i silni przyjaciele w służbie Koranowi i wierze!
Nie trapcie się z powodu tego, że przez te kilka dni nie byłem w stanie kontaktować się z wami na piśmie. Obecnie memu sercu przyszło na myśl, by wyrazić dwa Punkty.
Punkt Pierwszy: Dzięki tajemnicy słów:
Dobro tkwi w tym, co postanowił Bóg poczułem pocieszenie po tym, jak poddałem się Bogu i zdałem się na Niego, a było to tak:
In sza'a-llah, efekt odroczenia naszego uwolnienia, a szczególnie przetrzymywania w areszcie całej rodziny Caliskan, przyniesie, w zamian za jedną stratę, setkę duchowych korzyści i nagród. Oto przykład: Mocna i naukowa mowa obrończa wypełniona kwestiami wiary, która została wysłana do sześciu ministerstw w Ankarze, jest tam uważnie rozpatrywana od dwudziestu dni. Zarówno wartościowe prawdy w niej zawarte, jak i uważne zbadanie jej przez tych, którzy są ciekawi naszego położenia, stanowczo zabronią im bycia obojętnymi wobec naszej sprawy. Zaiste, gdyby nie zostali oni pokonani przez te prawdy, do tej pory zaatakowaliby nas drastycznymi środkami i wymierzonymi przeciwko nam zarządzeniami. Gdyby zaś poczuli się zwycięzcami, ujrzelibyśmy następstwa tego poprzez ludzi czyniących górę z kretowiska. To oznacza, że prawda zwyciężyła. Najwyżej będą się oni wtrącać do naszych spraw, używając przypadkowych kwestii. Osobiście osiągając taki efekt, zyskałem nagrody duchowe po stokroć większe od materialnych strat i trudności, jakie wycierpiałem aż do tej pory. Mniemam, że każdy z naszych braci spośród was otrzymał udział w owych nagrodach dalece większy niż ja sam.
To znaczy, że w odroczeniu naszego uwolnienia znajduje się dobro. Co się tyczy trzech braci Caliskan, to ocalili oni wielu uczniów Światła przed wtrąceniem do tego więzienia, a dzięki oszczerstwom kierowanym przeciwko nim byli oni w stanie w pewien sposób odwrócić uwagę sądu od Traktatów Światła.
Nie dostąpilibyśmy owych dwóch wartościowych nagród, gdyby byli oni pojedynczo zwalniani. Ponadto społeczeństwo postrzegałoby ich tak, jakby utracili oni swe poważne poświęcenie dla Światła.
Punkt Drugi: Nasza sprawa jest doniosłym obowiązkiem wobec Koranu i wiary, dotyczącym całego świata islamu. Owi hipokryci (ar. munafiqun), którzy się jej lękają, zrobią własnoręcznie wszystko, aby sprawić, że wyda się ona drobną. Ponadto jako że sami przydają jej wielkie znaczenie, będą starali się przedstawić ją jako nieważną, a tym samym wprowadzą w błąd rząd i sądownictwo.
Oto przykład: Pomijając generałów i pułkowników, którzy są stronnikami Światła, sąd wezwał tutaj zwykłego szeregowca, który miał w swym posiadaniu dwa nieszkodliwe traktaty, i wykorzystał to jako pretekst do przeciągnięcia naszej sprawy. Ukazując znikomość mojej osoby poprzez zdradę, prześladowania i wywołane przez nich wydarzenia, owi hipokryci postępowali tak, jakby nie przydawali żadnego znaczenia lekcjom Światła i zbiorowej osobowości duchowej jego uczniów, która jest nieprzenikniona i nigdy nie można zmusić jej do milczenia. Zaprawdę, to dlatego, że drżą ze strachu przed znaczeniem tej zbiorowej osobowości, starają się ukazać górę jako kretowisko.
Zostali jednakże całkowicie wprowadzeni w błąd. Nawet jeśli czterech lub pięciu braci doznało straty w swych rodzinnych interesach, jesteśmy tak prowadzeni, że - in sza'a-llah - hojnie wypłacone im nagrody duchowe zmniejszą do zera ich straty materialne. Nie czujcie zatem zmartwienia ani nie bądźcie tym poruszeni. Naszym obowiązkiem jest cierpliwe składanie podziękowań Bogu, zajmowanie się sprawami Światła tak bardzo, na ile to tylko możliwe, a także dostarczanie pociechy tym współwięźniom, którzy są strapieni bardziej od nas.
Moi drodzy, wierni bracia!
Wyrażę kwestię, która została zakomunikowana memu sercu jako zwięzłe ostrzeżenie duchowe. Otrzymaliśmy odpowiedź na naszą mowę obrończą, która pokonała sześć ministerstw, do jakich została wysłana, zaś nasi wrogowie nie mogli znaleźć sposobu, w jaki mogliby ukryć ich ataki podejmowane przeciwko nam. Jedynie jedno z ministerstw na potajemny rozkaz planowało zaszczepić strach pośród moich gotowych do poświęceń braci, aby osłabła więź łącząca ich ze mną. Od dawna próbowali - poprzez kłamstwo, zdradę i odosobnienie - osłabić naszą uświęconą więź odnoszącą się do życia ostatecznego i wiary. Obecnie używają pewnych wymówek,
aby zaszczepić strach w uczniach Światła i wykorzystać każdą słabość, jaką w nich znajdą, a także aby zwrócić ich uwagę ku innym kwestiom. In sza'a-llah, bohaterska stałość i wytrwałość uczniów Światła, którzy są silni jak stal, a także nadzwyczajne poświęcenie wielkiego mudżtahida ucieleśnionego przez zbiorową osobowość duchową uczniów Światła, którzy niosą prawdę Światła jak diamentowy miecz, udaremnią również ten ich plan. Zaiste, jak Raju nie można kupić za niską cenę, tak również istnienie Piekła nie jest czymś niekoniecznym.
Zostało wam powiedziane wiele razy wcześniej, że w porównaniu do wojowników i mudżtahidów dawnych czasów szczerzy uczniowie Światła in sza'a-llah zyskają wielką nagrodę przy niewielkich trudnościach doznanych w krańcowo ciężkich warunkach. To również uczniowie Światła są tymi, którzy wydadzą kilka lat życia doczesnego dla tak uświęconej służby Koranowi i wierze, a nie roztrwonią ich na próżno, na kaprysy i grzech, lecz raczej zyskają dzięki nim życie wieczne. Jestem zdecydowany na to, by przy wszystkich mych słabościach odpowiedzieć na owe ataki wytrwałością. In sza'a-llah, moi młodzi, bohaterscy bracia, którzy są gotowi do poświęceń, nie upadną pod owymi atakami ani nie wycofają się, lecz jak czynili to do tej pory, będą pracować nad tym, aby sprowadzić z powrotem tych, którzy się wycofali.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z całego serca gratuluję wam z okazji miesiąca radżab i jutrzejszej świętej nocy Ragha'ib.
Po drugie: Nie traćcie nadziei, nie martwcie się ani nie bądźcie zatrwożeni. In sza'a-llah, Boża łaska przybędzie nam z pomocą. Bomba, która była przygotowana przez ostatnie trzy miesiące, wybuchła. Wiadomości przyniesione przez mój piecyk, kubek Feyziego i dwie filiżanki Husreva okazały się prawdą, jednak nie przyniosły straszliwej szkody, lecz nieznaczną. In sza'a-llah, ogień całkowicie zgaśnie. Wszystkie ataki miały na celu skompromitowanie mojej osoby i splamienie podbojów Traktatów Światła.
Ciosy, które starali się nam wymierzyć z całą mocą człowiek bardziej szkodliwy od utajonego hipokryty z Emirdag (a był on jedynie pionkiem w rękach potajemnych ateistów) i pewien niedouczony hodża [31] sprzyjający innowacjom, osłabły dwudziestokrotnie. In sza' allah, nie zadadzą nam oni ani jednej rany, zaś ich myśli, zamiary i plany tego, by odstraszyć nas od siebie nawzajem oraz od Traktatów Światła, spełzną na niczym.
Jest sprawą absolutnie zasadniczą, byśmy przez wzgląd na owe błogosławione miesiące, ufając w to, iż przyniosą nam one obfitą nagrodę, niezłomnie i cierpliwie składali Bogu podziękowania, polegali na Nim i podporządkowali się zasadzie, która mówi: "Kto wierzy w Boże zarządzenie, jest wybawionym od bycia nieszczęśliwym".
Moi drodzy, wierni bracia, którzy jesteście moim pocieszeniem na tym świecie! Moi przyjaciele, którzy niestrudzenie pracujecie w służbie prawdy!
Podczas tych błogosławionych miesięcy, w tej przynoszącej nagrodę krypcie (jaką jest więzienie - uz. red. pol.), wielce korzystnym jest spędzanie czasu niedoli na zajmowaniu się sprawami Koranu i Światła. Jak zmniejsza to niedolę, tak posłuży osiągnięciu nieocenionego stanu wygody serca i ducha, a także wykonaniu wzniosłych aktów czci, które zostaną wysoko nagrodzone. Zajmowanie się Traktatami Światła z wiarą stanie się aktem kontemplacji, a jak zostało to wspomniane w zakończeniu Traktatu o szczerości intencji, może być uważane za akt czci pod pięcioma względami.
Niedawno, kiedy byłem zasmucony tym, że mój umysł był częściowo zajęty przygotowywaniem mowy obrończej, memu sercu przyszło na myśl: "To zajęcie również jest działaniem naukowym; jest służbą na rzecz opublikowania i wydania prawd wiary. Pod tym względem jest to rodzaj aktu czci".
Kiedy zatem czuję się strapiony, spoglądam na te kwestie Światła, które widziałem już sto razy, zachwycony odwiedzam je ponownie i studiuję jeszcze raz. Uważam nawet mowy obrończe za naukowe Traktaty Światła. Jeden z naszych braci jakiś czas temu powiedział mi: "Choć czytałem
Słowo Dziesiąte trzydzieści razy, wciąż za nim tęsknię i odczuwam potrzebę przeczytania go ponownie".
Dowiedziałem się z tego, że jedna z najbardziej wyjątkowych cech Koranu, a mianowicie ta, że nie wywołuje on znużenia, ukazała się w Traktatach Światła, które są jego odbiciem, zwierciadłem i prawdomównym tafsirem.
Moi drodzy, wierni bracia!
Na tym świecie, szczególnie w tej epoce, zwłaszcza dla tych, którzy cierpią z powo du nieszczęścia, a w szczególności dla uczniów Światła, najbardziej skutecznym pocieszeniem, które umożliwia stawienie czoła straszliwym niedolom i rozpaczy, jest pocieszanie się nawzajem, wzmacnianie siły duchowej drugiego, leczenie smutku i rozpaczy drugiego, jak przystało prawdziwemu i gotowemu do poświęceń bratu, a także pieszczenie serc innych braci z całkowitą litością. Wasze prawdziwe braterstwo życia ostatecznego nie może znieść obrażania się ani stronniczego działania.
Ponieważ uwierzyłem w was i związałem się z wami ze wszystkich sił, dowiedzieliście się już - a być może także zaświadczyliście ją - o mej decyzji, aby poświęcić nie tylko własną wygodę, lecz również godność i honor, aby ze szczęściem poświęcić dla was moją duszę. Ponadto zapewniam was i przyrzekam, że przez osiem dni pewna znikoma kwestia, która sprawiła, że dwaj spośród najważniejszych uczniów Światła traktowali jeden drugiego z widoczną rezerwą, przysparzając sobie nawzajem smutku miast pocieszenia, sprawiła, że cierpiało moje serce. Spowodowało to, że moje dusza, serce i umysł płakały, użalając się: "Cóż za nieszczęście! Miłosierdzia! Miłosierdzia! O, Najbardziej Miłosierny, ocal nas! Ochroń nas! Wybaw nas od zła szatanów spośród dżinnów i ludzi! Wypełnij serca moich braci całkowitą wiernością, miłością i wzajemnym braterstwem!"
O, moi niezachwiani bracia, twardzi jak stal! Powinniście mi dopomagać. Nasza sprawa jest wielce delikatna. Zaufałem wam tak bardzo, że wszystkie swe obowiązki powierzyłem zbiorowej osobowości
duchowej, jaką tworzycie wy wszyscy. Jest zatem konieczne, byście ze wszystkich sił spieszyli mi z pomocą. Wasz problem jest nieznaczny, przemijający i niewielki, jednak nawet rzecz najmniejszej wagi w mechanizmie zegara czy kosmyk włosów w źrenicy naszego oka może przynieść szkodę. Ów punkt jest ważny również dlatego, że dokładne wiadomości o nim przyniosły trzy materialne wybuchy i trzy duchowe obserwacje.
Moi drodzy, wierni bracia!
Noc Wniebowstąpienia jest równa drugiej Nocy Przeznaczenia.
Kiedy podczas owej nocy czynimy tak wiele, jak tylko to możliwe, nagroda, jaką otrzymujemy, rośnie tysiąckrotnie. Dzięki tajemnicy "stowarzyszenia duchowego", jak niektórzy aniołowie wypowiadają tasbih czterdziestoma tysiącami języków, tak in sza'a-llah każdy z was podczas owej wartościowej nocy i w tej wydającej nagrodę krypcie będzie wykonywał akty czci i wypowiadał suplikacje (ar. du'a) czterdziestoma tysiącami języków. W zamian za to, że nie doznaliśmy nawet tysięcznej części szkody, jaką mogły wyrządzić szalejące wokół nas burze, będziecie składać Bogu podziękowania poprzez akty czci, jakie wykonacie tej nocy. Winszujemy wam ćwiczenia się w całkowitej roztropności i dajemy wam dobrą wieść o tym, że w naszym położeniu w najbardziej oczywisty sposób ukazuje się łaska Boga.
Moi drodzy, wierni i szczerzy bracia!
Stało się konieczne, abyśmy zaczęli stosować między nami zasady Błysku mówiącego o szczerości intencji (ar. ichlas, [32] a także
tajemnicę prawdziwej szczerości intencji, najlepiej jak to możliwe i ze wszystkich naszych sił. Otrzymałem pewne wiadomości o tym, że przez ostatnie trzy miesiące wyznaczono trzech ludzi do tego, by wywoływali pogardę pośród moich najszczerszych braci w tym miejscu, pobudzając do konfliktów odnośnie do przyjętych metod oraz myśli. Ponadto bez żadnego powodu opóźnia się rozprawę w naszej sprawie, aby zaniepokoić silnych uczniów Światła sprawiając, iż poczują się znużeni, zaś ci wrażliwi i niecierpliwi staną się niespokojni - a w ten sposób sprawić, by porzucili oni służbę Światłu.
Strzeżcie się! Nie pozwólcie, by ucierpiały gotowość do poświęceń, braterstwo i szczera miłość, które żywiliście do tej pory. Nawet najlżejsza szkoda przyczyni wielkich strat. Nasza służba Koranowi i wierze wymaga od nas, abyśmy - jeśli będzie to konieczne - poświęcali nasze dusze jeden za drugiego. Zatem nie mówiąc już o wzajemnym obrażaniu się w rezultacie nudy bądź wrażliwości biorących początek z innych rzeczy, prawdziwi gotowi do poświęceń bracia raczej wezmą na siebie wszelkie błędy z całkowitymi uniżeniem, skromnością i pokorą, będą nadal budować tkliwość i szczerość. W przeciwnym razie czynienie góry z kretowiska może spowodować nieodwracalną szkodę. W tym miejscu kończę i pozostawiam ową kwestię waszej dalekowzroczności.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze, poprzez tajemnicę słów:
Dobro tkwi w tym, co postanowił Bóg w odroczeniu naszej sprawy oraz w tym, że nasi bracia, którzy zostali zwolnieni, będą tutaj z nami w dniu rozprawy, znajduje się wielkie dobro.
Zaiste, sprawa Traktatów Światła ma powszechne znaczenie dla świata islamu, a szczególnie dla tego kraju. Jest zatem koniecznym zwrócenie uwagi ogółu na prawdy Światła poprzez takie zgromadzenia gorliwych ludzi. Traktaty Światła będą zatem jawnie dawać swe lekcje przyjacielowi i wrogowi, w sposób dalece przekraczający
nasze nadzieje, naszą ostrożność i nasze ukrywanie ich, niezależnie od pogardy naszych przeciwników i niezależnie od naszej woli. Bez zastrzeżeń ukazują one swe najbardziej strzeżone tajemnice nawet obcemu z najdalszych stron.
Skoro taka jest prawda, powinniśmy zatem uważać nasze drobne problemy za gorzkie lekarstwo podobne chininie i ofiarować Bogu naszą cierpliwość oraz podziękowania, mówiąc: "To również przeminie".
Po drugie, oto co napisałem nadzorcy owej szkoły Proroka Józefa: Jak burza bolszewizmu wybuchła w więzieniach, kiedy byłem jeńcem wojennym w Rosji, tak również Rewolucja Francuska została zapoczątkowana w więzieniach przez tych, których określano jako próżniaków. Z tego powodu my, uczniowie Światła, niestrudzenie pracowaliśmy na rzecz doskonalenia więźniów w Eskisehir, w Denizli i tutaj. Tutaj musieliśmy odnieść większe korzyści, jako że w tak delikatnych czasach i okolicznościach dzięki lekcjom Światła skutki owej pomniejszej burzy zmniejszyły się po stokroć. W przeciwnym razie owe zewnętrzne prądy, które korzystają z konfliktu i podobnych wydarzeń, które tylko oczekują na taką sposobność, rzuciłyby ogień na proch strzelniczy i wywołałyby pożar.
Moi drodzy, wierni, niezachwiani bracia, którzy nie porzuciliście nas z powodu niedoli!
Z powodu obecnej materialnej i duchowej niedoli moja dusza smuci się w waszym imieniu. Nagle memu sercu oznajmiono: Jeśli nawet ty lub twoi przyjaciele cierpielibyście te i inne trudności dziesięć razy, wciąż byłaby to niewielka cena za ujrzenie choć jednego z nich osobiście.
Ponadto zbliżanie się do Światła jest zbliżaniem się do bogobojności (ar. taqła) i ascezy (ar. rijazat), zaś metodą Światła jest dostarczanie jego lekcji ogółowi społeczeństwa, potrzebującym, a nawet jego przeciwnikom. Jak w dawnych czasach ludzie prawdy spotykali się przynajmniej raz lub dwa razy do roku, aby wypowiedziała się
ich zbiorowa osobowość duchowa, tak szkoła Proroka Józefa jest najbardziej odpowiednim miejscem do tego, aby zaspokoić potrzebę gromadzenia się uczniów Światła raz na kilka lat. Nawet gdyby istniało tysiąc niedoli i trudności, nie miałyby one żadnego znaczenia.
To, że kilku z naszych słabszych przyjaciół w poprzednich więzieniach okazało niechęć z powodu wyczerpania i wycofało się z kręgu Światła, przyczyniło im wielkiej straty, lecz nie wyrządziło żadnej szkody Światłu. Pojawili się silniejsi i bardziej szczerzy uczniowie, aby zająć ich miejsce.
Jako że próby tego świata są szybko przemijające, zaś ci, którzy odeszli, pozostawili dla nas ich nagrody oraz owoce, zatem powinniśmy pokładać zaufanie w łasce Boga i cierpliwie składać Mu podziękowania.
Moi drodzy, wierni bracia i współuczniowie w tej klasie szkoły Proroka Józefa!
Dzisiejsza święta Noc Odpuszczenia (ar. Lajlat al-Bara'a) [33] jest niczym uświęcone ziarno całego roku, niczym program ludzkiego przeznaczenia, a zatem jest tak samo święta, jak Noc Przeznaczenia. Jak podczas Nocy Przeznaczenia każdy dobry czyn daje trzydzieści tysięcy zasług, tak podczas Nocy Odpuszczenia zasługa za takie uczynki i za każdą literę Koranu wzrasta dwadzieścia tysięcy razy. Jeśli w innych porach zasługa jest dziesięciokrotna, to podczas trzech miesięcy (jakimi są radżab, sza'ban i ramadan - uz. red. tur.) wzrasta do setki lub nawet do tysiąca, a podczas dobrze znanych świętych nocy do dziesięciu, dwudziestu lub trzydziestu tysięcy. Owe noce mogą być równe pięćdziesięciu latom oddawania czci Bogu. Jest wysoce korzystne zajmowanie się podczas nich - na ile tylko można - Koranem, poszukiwaniem Bożego przebaczenia i wypowiadaniem modlitw za Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Moi drodzy, wierni bracia!
Całym naszym jestestwem winszujemy wam z okazji świętego miesiąca ramadan. Niech Wszechmocny Bóg uczyni Noc Przeznaczenia podczas tego błogosławionego ramadanu bardziej wartościową dla każdego z nas od tysiąca miesięcy. Amen! Niechaj każdemu z was owa Noc Przeznaczenia zostanie policzona jako osiemdziesiąt lat oddawania czci Bogu.
Moi drodzy, wierni, niezachwiani, zebrani bracia, którzy nie wyrzekniecie się życia ostatecznego i nie zwrócicie się ku temu przemijającemu światu!
Nie smućcie się tym, że przetrzymują nas tutaj nieco dłużej i chcą rozszerzyć zakres naszej sprawy. Przeciwnie, bądźcie zadowoleni jak ja, ponieważ życie nie zatrzymuje się, lecz zmierza do zaniku. W pomieszczeniach takich jak to życie zyskuje wieczność poprzez wydawanie owoców życia ostatecznego. Ponadto krąg lekcji Światła powiększa się. Na przykład hodżowie z komisji rzeczoznawców muszą dokładnie zbadać zbiór Dająca światło lampa (ar. Siradż an-Nur). Jest również możliwe, że uwolnienie w takim czasie mogłoby na jeden lub dwa sposoby spowodować niedociągnięcia w naszej służbie wierze.
Choć cierpię niedolę daleko większą niż wy wszyscy, jestem gotów tu zostać. Wy również powinniście przyzwyczaić się do tego trybu życia z cierpliwością i wytrwałością, na ile tylko możecie, a także starać się o poszukiwanie pocieszenia i ulgi w spisywaniu i czytaniu Traktatów Światła.
(...)
Po drugie: Zostałem napomniany, abym objaśnił prawdę, jako że pewni niedbali ludzie nie w pełni pojęli znaczenie powtarzania przez nas frazy: «Traktaty Światła są potężnym i prawdziwym komentarzem (ar. tafsir) do Koranu». Owa prawda jest następująca:
Tafsir może być dwojakiego rodzaju:
Rodzaj pierwszy to dobrze znane komentarze, w których wytłumaczone, objaśnione i udowodnione jest znaczenie fragmentów, słów i zdań.
Jeśli chodzi o drugi rodzaj komentarza, to jest nim wytłumaczenie, udowodnienie i objaśnienie poprzez potężne dowody prawd Koranu dotyczących wiary. Ten rodzaj komentarza ma wielkie znaczenie. Komentarze pierwszego, dobrze znanego rodzaju mogą niekiedy zwięźle odnosić się do tego aspektu. Jednakże Traktaty Światła są duchowym komentarzem, który bezpośrednio przyjmuje za swą podstawę ów drugi rodzaj, w niezrównany sposób zmuszając do milczenia upartych filozofów.
Moi drodzy, wierni bracia!
Pewien ważny człowiek zadał ważne i znaczące pytanie. Zapytał mnie:
"Nie jesteście stowarzyszeniem politycznym, a trzy sądy uniewinniły was w tej kwestii, a ponadto zostało to ustalone, ponieważ władze sześciu prowincji, które przetrzymywały cię pod nadzorem przez dwadzieścia lat, nie wysunęły żadnych związanych z tym oskarżeń. Niemniej jednak między uczniami Światła istnieje cudowne przywiązanie, jakiego nie można znaleźć w żadnym politycznym stowarzyszeniu ani w żadnej grupie. Chcielibyśmy, abyś rozwiązał dla nas ów problem".
"To prawda, uczniowie Światła nie są żadnego rodzaju politycznym stowarzyszeniem ani grupą zorganizowaną dla jakichkolwiek
politycznych, doczesnych, negatywnych interesów, czy to osobistych, czy to wspólnych, i nie mogliby stać się takim stowarzyszeniem. Są oni synami, córkami i wnuczętami dawnych bohaterów tej ziemi, milionów wyznawców islamu, którzy z doskonałą radością poświęcili swe życie dla zdobycia rangi męczeństwa. Ukazują oni owo cudowne przywiązanie, ponieważ odziedziczyli ich gotowość do poświęceń, a w sądzie Denizli ich bezsilny i nieszczęsny brat oznajmił w ich imieniu: "Niechaj nasze głowy również poświęcą się dla prawdy, dla której swe głowy poświęciły miliony bohaterów!" Powiedział to w ich imieniu, pozostawiając sąd w zadziwionym i pełnym uznania milczeniu.
To oznacza, że pośród uczniów Światła znajdują się prawdziwi, szczerzy i stanowczy czciciele Boga, którzy działają jedynie dla zadowolenia Boga i dla życia ostatecznego, a straszliwe tajne stowarzyszenia masonów, komunistów, niszczycieli, ateistów, bezbożników i dasznaków [34] nie znalazły nic, dzięki czemu mogłyby się im sprzeciwić, zatem chcą zrujnować ich i rozproszyć poprzez "elastycznie" pojmowane prawa, poprzez wprowadzanie w błąd rządu i sądownictwa. In sza'a-llah, nie będą w stanie niczego uczynić, lecz jedynie staną się powodem, dla którego wzrośnie liczba wyznawców Traktatów Światła i prawdziwej wiary.
Moi drodzy, wierni bracia!
Zamierzam zrelacjonować wam pytanie i odpowiedź sprzed czterdziestu lat, które przypominają wczorajsze pytanie i odpowiedź. W tamtych dawnych dniach, jako że namiętne przywiązanie uczniów starego Saida do ich mistrza było tak wielkie, że prawdziwie poświęciliby dla niego swoje życie, stary Said był w stanie zatrzymać ormiańskich dasznaków na terenach wokół Van i Bitlis, gdzie byli oni bardzo aktywni, a także w pewien sposób zmusić ich do milczenia. Znalazł dla swych uczniów karabiny Mausera i przez jakiś czas jego medresa była niczym koszary, w których obok siebie stały karabiny i książki. Pewien generał z wojska przybył, zobaczył to i powiedział: "To nie jest medresa, lecz koszary".
Z powodu wydarzeń w Bitlis ów generał stał się podejrzliwy i zarządził, by odebrano nam nasze karabiny. Miesiąc lub dwa miesiące później wybuchła wielka wojna [35] i odzyskałem moje karabiny. Tak czy inaczej...
W związku z powyższym zapytano mnie: "Ormiańscy rewolucjoniści, pośród których znajdują się żarliwi bohaterowie gotowi do poświęcenia swego życia, boją się ciebie, zatem kiedy wspiąłeś się na górę Erek Dagi w pobliżu Van, wycofali się i odeszli. Jakaż to siła, którą posiadasz, sprawiła, by to uczynili?"
W odpowiedzi powiedziałem im: «Jako że bohaterowie spośród Ormian przejawiają tę cudowną gotowość do poświęceń dla ulotnego życia tego świata i przemijających interesów błahego, negatywnego nacjonalizmu, i atakują nas, przeto z pewnością uczniowie, którzy dokładają starań na rzecz wiecznie trwającego życia i na rzecz wielkiej i uświęconej narodowości muzułmańskiej, a także wierzą, że wyznaczonej godziny śmierci nie można zmienić, nie pozostaną w tyle za owymi bohaterami. Jeśli to konieczne, bez wahania i z dumą poświęcają wyznaczoną godzinę i kilka lat iluzorycznego, zewnętrznego życia dla milionów lat prawdziwego życia, dla dobra i interesów miliardów swych towarzyszy w wierze».
Moi drodzy, lojalni, wierni i litościwi bracia!
Od dwóch dni moja głowa i nerwy cierpią z powodu dotkliwego zimna [36]. W takich sytuacjach potrzebuję pocieszenia i zażyłości, jakie daje spotkanie z przyjaciółmi. Jednak fakt, że znajduję się w owym dziwacznym odosobnieniu i w obliczu bestialstwa samotności sprawia, iż jestem strapiony. Memu sercu przyszła na myśl następująca skarga: "Dlaczego dochodzi do tej udręki i jaka jest w tym korzyść dla naszej służby?"
Nagle tego ranka memu sercu oznajmiono, co następuje:
Wasza szczera służba, którą wykonujecie jedynie w imię prawdy, poważnie wymaga tego, byś został poddany owej próbie. To dlatego Boże zarządzenie (ar. qadr) i Boża ochrona zezwoliły na to, abyś był uderzany raz za razem, aby wielokrotnie określić, czy jesteś szczerym złotem, czy tylko miedzią; na bezlitosne testowanie cię na wszystkich poziomach; na sprawdzanie, czy twoja dusza ma jakiś udział w owych sprawach lub jest zaangażowana w jakieś sztuczki; na przesiewanie cię w ten sposób przez trzy lub cztery różne sita. Wystawiając nasze cierpienia na widok publiczny na takiej arenie próby, przed upartymi przeciwnikami poszukującymi jakichkolwiek pretekstów, sprawiliśmy, iż każdy ujrzał, że owa służba pochodzi wprost od czystej prawdy, w której nie ma zupełnie żadnych sztuczek, żadnego egoizmu, żadnej złej woli, żadnych korzyści odnoszących się do życia osobistego, tego świata czy też życia ostatecznego.
Gdyby owa kwestia pozostała poufną i ukrytą, byłaby otwartą na błędne interpretacje. Przestalibyśmy cieszyć się zaufaniem prostych ludzi wiary. Nawet ich przywódcy zwątpiliby w nas, powiedzieliby: "Oni mogliby wprowadzić nas w błąd" i straciliby zaufanie do nas, przypuszczając, że jak ludzie rang i zaszczytów wykonujemy swą służbę dla promowania samych siebie i zyskania wiarygodności. Obecnie, po owych próbach, nawet najbardziej uparci i lękliwi ludzie muszą podporządkować się (prawdzie - uz. red. pol.). In sza'a-llah, wasze korzyści tysiąckrotnie przewyższą wasze kłopoty.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Oznajmiono mi, że powinienem opisać zdumiewające i pouczające traktowanie, z jakim spotkałem się podczas dwóch okresów mej niewoli. Było, jak następuje:
Przebywałem w obozie w Kostromie, w Rosji, wraz z dziewięćdziesięcioma innymi oficerami, którzy byli przetrzymywani jako jeńcy wojenni. Zwykłem od czasu do czasu dawać im nauki religijne. Pewnego dnia przyszedł rosyjski komendant obozu, zobaczył to i powiedział: "Ten Kurd był dowódcą oddziału milicji i wyrżnął wielu naszych ludzi,
a teraz daje tutaj nauki polityczne? Zabraniam tego! Nie może on udzielać żadnych nauk". Dwa dni później przyszedł ponowne i tym razem udzielił pozwolenia, mówiąc: "Ponieważ tym, czego pan naucza, nie są kwestie polityczne, lecz religijne i moralne, może pan nadal to czynić".
Podczas mej drugiej niewoli, tutaj, w tym więzieniu, urzędnicy zabronili jednemu z moich bliskich braci przybycia do mnie, choć od dwudziestu lat słuchał on, jak czytam Traktaty Światła, a sam czyta lepiej ode mnie. Nie pozwolili również na to, by przybyli do mnie ci, którzy troszczyli się o moje podstawowe potrzeby, aby nie mogli otrzymywać nauki ode mnie. Jednakże Traktaty Światła sprawiają, że nie jest potrzebna jakakolwiek inna nauka, a my nie mamy innych nauk prócz nauk Traktatów Światła, nie mamy też żadnych tajemnic, które nie zostałyby ujawnione. Tak czy inaczej, pewne okoliczności sprawiły, że przerywam tę długą historię.
Po pierwsze: Nasze kłopoty, które są przekształcane w miłosierdzie.
Po drugie: Przyjemność, jaką można odnaleźć w sprawiedliwości Bożego zarządzenia oraz ulga, jaką przynosi podporządkowanie się Bożemu zarządzeniu.
Po trzecie: Radość wynikająca ze szczególnej Bożej łaski dla uczniów Światła.
Po czwarte: Przyjemność wynikająca z tego, że nasze boleści stają się przejściowe i przemijają.
Po piąte: Znacząca nagroda.
Po szóste: Brak wtrącania się w to, co dotyczy Boga.
Po siódme: Cierpienie jedynie nieznacznych trudności i lekkich ran, nawet w obliczu najcięższych ataków.
Po ósme: Fakt, że owe trudności stają się bardzo nieznaczne w porównaniu z tymi, jakie cierpią inni.
Po dziewiąte: Szczęście będące efektem powszechnego zachęcania do Traktatów Światła, które bierze swój początek z dociekliwego sprawdzania i badania naszej służby Traktatom Światła i wierze.
Te dziewięć duchowych radości jest balsamem i lekarstwem tak kojącym i słodkim, aż nie można tego opisać; łagodzą one nasze straszliwe cierpienia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Kiedy despotyczny rząd uniemożliwia ludziom udanie się na hadżdż, rozlewa wodę z Zamzam, zezwala na to, byśmy byli traktowani nadzwyczaj niesprawiedliwie, nie przywiązuje żadnego znaczenia do konfiskaty traktatu Zulfikar i Dającej światło lampy, awansuje urzędników, którzy złośliwie i bezprawnie nas dręczą, nie słyszy wyrażanego językiem usposobienia głośnego płaczu z powodu prześladowań w naszym domu - w takim czasie najlepszym miejscem, w jakim można przebywać, jest więzienie. Jedynie byłoby najlepiej, gdybyśmy - jeśli to możliwe - zostali przeniesieni do innego więzienia.
Po drugie: Jak nasi wrogowie zmuszają najbardziej nieodpowiednich ludzi do tego, by czytali najbardziej poufne traktaty, tak nalegają na to i zmuszają nas do tego, byśmy stali się stowarzyszeniem politycznym. Nie czujemy jednak żadnej potrzeby, by stać się stowarzyszeniem politycznym czy tajnym ugrupowaniem rewolucyjnym jakiegokolwiek rodzaju, jako że pośród uczniów Światła, dzięki szczerości intencji i samopoświęceniu, w wysokim stopniu rozwinęło się muzułmańskie braterstwo zjednoczonej wspólnoty wiernych. Z potężnym oddaniem, jakie odziedziczyli po milionach swych przodków, uczniowie Światła są przywiązani do prawdy, dla której ich przodkowie poświęcili swe życie, a to aż do tej pory sprawiało, że nie pozostawała żadna potrzeba utworzenia jakiegokolwiek stowarzyszenia - oficjalnego czy politycznego, tajnego czy jawnego - ani jakiegokolwiek ugrupowania rewolucyjnego. To oznacza, że obecnie zaszła potrzeba, dla której Boże zarządzenie postanowiło, iż nasi nieprzyjaciele będą nas prześladować. Zadręczają nas oskarżeniami dotyczącymi wyimaginowanego stowarzyszenia politycznego, a Boże zarządzenie ich rękami zadaje nam cios, mówiąc: "Dlaczego nie przejawialiście całkowitej szczerości intencji i doskonałej solidarności, dlaczego nie byliście doskonałą 'partią Boga' [37]?", i postępuje sprawiedliwie.
(...)
W tym czasie napaść wymierzona przeciwko nam prowadzona jest na wielką skalę. Z powodu bezpodstawnych podejrzeń premier i rząd zaatakowali nas zgodnie z pewnym planem. Zgodnie z informacją, jaką otrzymałem, a także z licznymi znakami, z powodu fałszywych raportów i intryg potajemnych hipokrytów ukazano nas jako blisko związanych z ruchem Kalifatu [38], a także jako tajną wspólnotę Naqszbandijja, zaiste przewodzącą naqszbandytom, co spowodowało, że rząd wielce się zatrwożył z naszej przyczyny. Jako świadectwo nasi wrogowie wskazali wielkie zbiory Traktatów Światła, które były oprawiane w Stambule i publikowane w całym świecie muzułmańskim (a wszędzie były dobrze przyjmowane), czym przestraszyli rząd, a także bez żadnego uzasadnienia zwrócili przeciwko nam zawistnych hodżów i podejrzliwych urzędników. Sądzili oni, że wyjdą na światło liczne dokumenty i obfite świadectwa, a także, że z powodu żyłki starego Saida w mym charakterze nie zdołam tego znieść i wywołam zamieszki. Jednak nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że po tysiąckroć zmniejszył On to nieszczęście. Podczas wszystkich rewizji nasi wrogowie nie znaleźli niczego, co mogłoby doprowadzić do powiązania nas z jakimkolwiek tajnym stowarzyszeniem czy wspólnotą. Nie mamy żadnych takich powiązań, jakie mieliby odkryć. Prokurator był zatem zmuszony uciec się do kłamstw i oszczerstw, przydając pewnym rzeczom błędne znaczenie i wysuwając zarzuty odnośnie rzeczy, które nie były przestępstwami.
Skoro taka jest prawda, zostaliśmy wraz z Traktatami Światła wybawie-ni od tego nieszczęścia w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. W takim razie powinniśmy nie skarżyć się, lecz składać nieskończone podziękowania Wszechmocnemu Bogu i błagać Go, cierpliwie oczekując dopełnienia się owego przejawu Bożej łaski, zaś poprzez lekcje Traktatów Światła powinniśmy stale pocieszać potrzebujących i pragnących pociechy ludzi, którzy stale przybywają do tego miejsca studiów i odchodzą z niego.
W więzieniu Afyon, które jest trzecią szkołą Proroka Józefa, Nauczyciel Said Nursi napisał księgę zatytułowaną Olśniewający dowód. Ten wartościowy traktat mówiący o jedności Boga i posłannictwie Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także zawierający tafsir sury Al-Fatiha, stał się satysfakcjonującym i świetlistym zajęciem dla więźniów dzięki swym lekcjom wiedzy i wiary. W tym miejscu załączamy pochwały uczniów, którzy po decyzji sądu przebywali w więzieniu wraz z Nauczycielem.
Słudzy religii, których hadis zapowiada jako tych, którzy będą zsyłani na początku każdego stulecia, nie są ludźmi innowacji, lecz wyznawcami. Oznacza to, że nie wymyślają oni czegokolwiek nowego ani pochodzącego od nich samych, nie przynoszą też nowych orzeczeń (ar. ahqam). Poprzez fakt, że podążają oni drogą fundamentów religii oraz jej orzeczeń, a także ścisłego posłuszeństwa sunnie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ich obowiązkiem jest umacnianie i wzmacnianie religii, ukazywanie jej autentyczności i prawdziwości, a także zdemaskowanie i obalenie fałszywych twierdzeń używanych celem jej zepsucia. Jest nim odparcie i zniszczenie trwających ataków przeciwko religii, ustanowienie rozkazów Bożego prawa, oznajmienie i promowanie świętości przykazań religijnych. Wykonują oni swe obowiązki, używając nowych metod przekonywania oraz nowego rodzaju kodyfikacji i objaśniania, jednak nie wyrządzając żadnej szkody podstawowej istocie praw Boga ani nie naruszając ich oryginalnego charakteru.
Owi urzędnicy Boga potwierdzają swe obowiązki poprzez działania i uczynki. Osobiście wypełniają rolę ukazywania swej siły wiary i szczerości intencji. Ukazując poziom ich wiary poprzez działanie, całkowicie reprezentują moralność Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ukazują zwierciadło praktyki Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także jego piękne cechy charakteru.
W skrócie: Odnośnie do ich czynów i moralności, a także z tytułu ich posłuszeństwa wobec sunny Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz wspierania jej, są całkowitym wzorem oraz wzorowym przewodnikiem dla ummy Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Ich komentarze do Koranu oraz zawarte w ich pismach objaśnienia orzeczeń religijnych są porządkowaniem kwestii religijnych stosownie do obecnych poziomów pojmowania i zrozumienia. Nie są one wytworami ich własnych dusz i rozumowania, intelektu i wnikliwości. Są to duchowe inspiracje i nauki pochodzące bezpośrednio od czystej osobowości Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), która jest źródłem objawienia. Do tego rodzaju należą wszystkie dzieła takie jak Dżaldżalutijja, Masnałi Szarif, Futuh al-Ghajb i im podobne. Ich szacownych autorów uważa się jedynie za interpretatorów tych świętych dzieł. Ci błogosławieni ludzie mają pewien udział jedynie w zaaranżowaniu, stylu i środkach wyrazu użytych w owych wybitnych dziełach. Oznacza to, że są postrzegani jako odbiorcy owych znaczeń, ich zwierciadła oraz odbicia.
Jest oczywistym, że owo szacowne dzieło odznacza się uświęconym blaskiem i nieskończoną doskonałością. Jest jasnym, iż w niezrównany sposób odziedziczyło ono blask Koranu, który jest pochodnią Boga, słońcem przewodnictwa i oświeceniem szczęśliwości. Jest zatem prawdą widoczną jasno jak słońce, że fundamentem tego dzieła jest światło (ar. nur) Koranu. Niesie ono blask światła Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) dalej niż dzieła napisane przez innych świętych (ar. ałlija). Udział owego dzieła w czystej osobistości Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), więź z nią, a także uświęcony wpływ Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) na to dzieło są większe niż w przypadku ksiąg innych świętych (ar. ałlija). Co więcej, doskonałości, jakie ukazuje i interpretuje ów uduchowiony człowiek, są w tym samym stopniu wzniosłe i nie mają sobie równych.
Nauczyciel studiował dawne i współczesne nauki i został obdarowany natchnioną wiedzą, prawdą w danej kwestii, tajemnicą wszechświata oraz Bożą mądrością. Tak, nawet jako dziecko, kiedy nie odebrał oficjalnej edukacji i miał za sobą jedynie trzy miesiące nauki w szkole, nie miał sobie równych, jeśli chodzi o uświęcone przejawy, jakimi został obdarowany. Jego cudowna wiedza była niezrównana. Nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że nadzwyczajny poziom moralności, jakim odznacza się interpretator Światła, uosabia wyjątkową prawość, zadziwiające męstwo oraz jego całkowite wycofanie się ze spraw doczesnych, czyniąc go cudem stworzenia, ucieleśnieniem łaski Boga i Jego zsyłania darów.
Zanim ów zdumiewający człowiek osiągnął choćby wiek dojrzały, jako wyjątkowy uczony rzucił wyzwanie całemu światu, podczas debaty pokonał i zmusił do milczenia innych uczonych, a wszędzie, gdziekolwiek
by nie był, dokładnie i bez wahania odpowiadał na wszystkie postawione mu pytania. W wieku czternastu lat osiągnął rangę nauczyciela i zawsze promieniował wiedzą i mądrością. Subtelności i głębia jego objaśnień, wzniosłość i siła jego wyrażania się, mądrość i dalekowzroczność jego celów wprawiły w zadziwienie uczonych owych czasów, którzy słusznie przyznali mu piękny przydomek "Bediuzzaman".
Jego wybitne cnoty i najwspanialsza wiedza rozwinęły się, by szerzyć i udowadniać religię Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) tak doskonale, że taki człowiek z pewnością musi być odbiorcą pochwał składanych przez naczelnika wszystkich proroków (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także jego wzniosłej łaski oraz ochrony. Z całą pewnością jest szacownym człowiekiem, który kroczy swoją drogą zgodnie z rozkazami błogosławionego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), działając zgodnie z jego wpływem, który jest zwierciadłem dla jego świateł i prawd oraz ich dziedzicem.
Fakt, że w najbardziej olśniewający sposób zalśnił on światłem Ahmada Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i jego nauki; że stał się punktem, na który wskazują znaki numeryczne Koranu i hadisów; że wskazują na niego wersety skierowane do naszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) - to wszystko ukazuje bez wątpienia, że odnośnie do jego służby wierze ten człowiek jest lśniącym zwierciadłem dla światła proroctwa oraz ostatecznym świetlistym owocem drzewa proroctwa. Jako dziedzic proroctwa jest on ostatnim głosicielem prawdy, w swej służbie wierze jest tym, który jako ostatni poniósł Boże światła.
W imieniu wszystkich uczniów, którzy przestudiowali jedyną lekcję trzeciej szkoły Proroka Józefa (ar. Madrasa Jusufijja), jaką jest traktat Olśniewający dowód -
Choć przyznano mi udział po tysiąckroć większy od mych rzeczywistych zasług, nie śmiałem obrazić tych, którzy nakreślili swe imiona pod tym listem. Zamilkłem i przyjąłem owe pochwały w imieniu zbiorowej osobowości duchowej uczniów Światła.