Promień Czternasty
Oto, co powiedziałem sądowi w Afyon:
Jak jest to powiedziane w moim oświadczeniu, które zostało przedstawione wam oraz przedłożone prawu i jego sprawiedliwości: Trzykrotne bezprawne najście na mój dom, wezwanie mnie na przesłuchanie oraz aresztowanie mnie naruszyły godność trzech wysokich sądów i były oszczerstwem wobec ich sprawiedliwości, zaiste wyrządzając jej zniewagę, ponieważ trzy wysokie sądy i trzy komitety rzeczoznawców przez dwa lata skrupulatnie badały moje księgi i listy napisane na przestrzeni dwudziestu lat, a w rezultacie zarówno zostaliśmy uniewinnieni, jak również wróciły do nas nasze listy i księgi. Co więcej, żyjąc przez trzy lata - po tym, jak zostałem uniewinniony - w całkowitym odosobnieniu i pod najbardziej surowym nadzorem, byłem w stanie napisać jedynie jeden nieszkodliwy list na tydzień do pewnych moich przyjaciół. Było tak, jakby więzi łączące mnie ze światem zostały przecięte, ponieważ choć dano mi wolność, nie mogłem powrócić do swych rodzinnych stron. Ponowne poruszanie tej samej sprawy jest deptaniem honoru owych trzech sądów, jak gdyby było całkowitym lekceważeniem ich sprawiedliwych decyzji. Zwracam się do waszego sądu z usilną prośbą o zachowanie honoru tamtych sądów, które postępowały wobec mnie sprawiedliwie. Znajdźcie inną kwestię, o którą możecie mnie obwinić, inną niż Traktaty Światła, "tworzenie stowarzyszenia politycznego", "zakładanie tariki sufickiej"
czy też "możliwość naruszenia bezpieczeństwa i zakłócenia porządku publicznego", ponieważ owe zarzuty są jednym i tym samym! Popełniłem wiele błędów. Zdecydowałem się dopomóc wam w orzeczeniu mojej winy, ponieważ poza murami więzienia wycierpiałem daleko więcej niż w więzieniu. Więcej spokoju znalazłbym w grobie lub w więzieniu niż na wolności. Zaprawdę, mam dosyć życia. Dość mi tych dwudziestu lat męki uwięzienia w samotności, nieznośnego nadzoru i upokorzeń. Przypominam wam, że takie postępowanie wywoła Boży gniew i sprawi, że ten kraj okryje się hańbą! Naszą najbardziej mocną ostoją i tarczą są słowa:
[1]
[2]
(Ta petycja, którą po osiemnastu latach milczenia jestem zmuszony przedstawić sądowi, a której kopię wysyłam do Ankary, zawiera moje pisemne sprzeciwy dotyczące aktu oskarżenia, które jestem zobowiązany wyłożyć).
Oto streszczenie krótkiej mowy obrończej. Niechaj będzie wiadomo, że jest ono dokładnie tym samym, co dwakroć powiedziałem oskarżycielowi publicznemu i inspektorowi policji, a przy trzeciej okazji naczelnikowi policji i sześciu lub siedmiu inspektorom, którzy trzykrotnie przybyli, by przeszukać mój dom w Kastamonu, jak również tym, co powiedziałem w odpowiedzi na pytania oskarżyciela publicznego w Isparcie oraz sądów w Denizli i Afyon. Powiedziałem im:
Żyłem w samotności przez osiemnaście lub dwadzieścia lat. Przez osiem lat mieszkałem w Kastamonu naprzeciwko posterunku policji, zaś przez dwadzieścia lat w innych miejscach, wciąż pod stałym nadzorem, a miejsce, w którym się zatrzymałem, zostało kilka razy przeszukane, jednak nie znaleziono nawet najlżejszego znaku wskazującego na cokolwiek, co odnosiłoby się do tego świata lub polityki. Jeśli dopuściłem się jakiejkolwiek nieprawidłowości, a policja i sądownictwo nie wiedziały o niej bądź też wiedziały, ale zignorowały ją, z pewnością ponoszą większą odpowiedzialność niż ja sam. Jeśli zaś nie, to dlaczego - choć w żadnym miejscu na świecie nie dręczy się pustelników, którzy zajmują się sprawami ich życia ostatecznego - niepotrzebnie dręczycie mnie w stopniu, który przynosi ujmę krajowi i narodowi?
My, uczniowie Światła, nie uczyniliśmy Traktatów Światła narzędziem prądów ahl ad-dunja ani nawet narzędziem całego wszechświata. Co więcej, Koran surowo zakazuje nam zajmowania
się polityką, ponieważ obowiązkiem Traktatów Światła jest służyć Koranowi poprzez prawdy wiary oraz poprzez nadzwyczaj potężne i rozstrzygające dowody, jakie w obliczu całkowitej niewiary - która niszczy życie wieczne, a życie tego świata przekształca w straszliwą truciznę - skłaniają do wiary nawet najbardziej upartych spośród filozofów-ateistów. W związku z tym nie możemy uczynić Traktatów Światła narzędziem żadnej innej sprawy.
Po pierwsze: Aby przez przedstawianie fałszywej idei propagandy politycznej nie sprawić, że podobne diamentom prawdy Koranu w oczach ludzi niedbałych stracą swą wartość i staną się okruchami szkła, a także aby nie zdradzić owych drogocennych prawd.
Po drugie: Litość, prawda, słuszność i sumienie, będące fundamentami drogi Traktatów Światła, powstrzymują nas od zajmowania się polityką i wtrącania się do spraw rządu, jako że od jednego lub dwóch bezbożnych ludzi, którzy upadli w całkowitą niewiarę i zasługują na to, by spadły na nich ciosy i nieszczęścia, zależy los siedmiu lub ośmiu niewinnych - dzieci, chorych i starców. Jeśli ciosy i nieszczęścia nawiedzą owego jednego czy dwóch bezbożników, owi nieszczęśnicy także będą cierpieć. Zatem, jako że efekt takich działań jest wątpliwy, surowo zabroniono nam wpływania na życie społeczeństwa poprzez politykę, co byłoby postępowaniem na szkodę rządu i porządku publicznego.
Po trzecie: W owych dziwnych czasach, aby uchronić życie społeczne tego kraju i narodu od anarchii, niezbędnym i zasadniczym jest przestrzeganie pięciu zasad, którymi są: szacunek, litość, powstrzymywanie się od tego, co zakazane (ar. haram), bezpieczeństwo, porzucenie bezprawia i bycie posłusznym władzy. Świadectwem tego, że kiedy Traktaty Światła wskazują na życie społeczne, w potężny i uświęcony sposób ustanawiają i umacniają pięć owych zasad, a także zachowują kamień węgielny publicznego porządku, jest fakt, iż przez ostatnie dwadzieścia lat Traktaty uczyniły sto tysięcy ludzi członkami tego narodu i oby-watelami tego kraju, którzy nie wyrządzają żadnej szkody, lecz przynoszą im korzyść. Zaświadczają to prowincje Isparta i Kastamonu. To oznacza, że olbrzymia większość tych, którzy przeszkadzają Traktatom Światła, świadomie lub nieświadomie zdradza kraj, naród i panowanie islamu na rzecz anarchii. Wielkie dobro i korzyść dla tego kraju, zawartew stu trzydziestu traktatach ze zbioru Traktatów Światła, nie mogą zostać obalone przez wyimaginowaną szkodę, jakiej miałyby przyczynić dwa lub trzy traktaty, które mogą być szkodliwymi jedynie w wyobraźni oszukanych i niedbałych ludzi o powierzchownym
spojrzeniu. Ktokolwiek odrzuca owe korzystne traktaty z winy tych dwóch lub trzech, jest nadzwyczaj niesprawiedliwym tyranem.
Co się tyczy moich znikomych, osobistych błędów, to jestem zobowiązany, by powiedzieć, choć niechętnie, co następuje: Jestem kimś, kto żył w odosobnieniu, na zesłaniu przypominającym uwięzienie w samotności. Przez cały ten czas ani razu nie poszedłem z własnej woli na targ ani do żadnego uczęszczanego meczetu. Mimo cierpienia tak wielkich prześladowań i niedoli ani razu nie zwróciłem się do rządu dla własnej wygody, w przeciwieństwie do moich towarzyszy zesłania. Przez dwadzieścia lat nie przeczytałem ani jednej gazety, ani też nie słuchałem tego, co piszą w gazetach, ani nawet nie byłem tego ciekaw. Jak zostało to zaświadczone przez mych bliskich przyjaciół i ludzi, z którymi się spotykałem, przez całe dwa lata spędzone w Kastamonu i siedem lat w innych miejscach nic nie wiedziałem o konfliktach i wojnach na świecie, a także o tym, czy został podpisany pokój, czy też nie, a przez blisko trzy lata nie słuchałem nawet grającego tuż obok mnie radia. Jednak sprawiłem, że Traktaty Światła zatriumfowały w konfrontacji z całkowitą niewiarą, która niszczy życie wieczne, a nawet przekształca życie tego świata w wieloraki ból i cierpienie; poprzez Traktaty Światła, które biorą swój początek z Koranu, ocaliłem wiarę stu tysięcy ludzi (jak zostało to przez nich potwierdzone) i sprawiłem, że dla stu tysięcy ludzi śmierć stała się dokumentami uwalniającymi od obowiązków. Czyż jest jakiekolwiek prawo, które wymaga tego, by taki człowiek był nękany do tego stopnia, by doprowadzać go do rozpaczy, a poprzez doprowadzanie go do płaczu sprawiać, że zaszlochają również tysiące jego niewinnych braci? Jaka tkwi w tym korzyść? Czyż nie jest to bezprecedensowa tyrania w imię sprawiedliwości? Czyż nie jest to bezprecedensowa pomyłka sprawiedliwości dokonana w imieniu prawa?
Jeśli oskarżacie mnie jak niektórzy spośród przeszukujących mój dom urzędników, mówiąc: "Sprzeciwiasz się, ty i jeden lub dwa z twoich traktatów, naszemu ustrojowi i naszym zasadom...", odpowiadam:
Po pierwsze: Wasze nowe zasady nie mają absolutnie żadnego prawa wstępu w zacisze pustelników.
Po drugie: Odrzucanie czegoś to jedno, brak akceptacji z całego serca to drugie, a postępowanie niezgodnie z ową zasadą to jeszcze coś innego. Ludzie u władzy patrzą na ręce, lecz nie zaglądają do serca. Wszystkie rządy mają zaciekłych przeciwników, którzy jednak nie wtrącają się do spraw rządu i porządku publicznego. Zaprawdę, chrześcijanie pod rządami kalifa 'Umara (niech Bóg będzie z niego rad) nie wtrącali się do spraw owych
rządów, choć odrzucali prawo szariatu oraz Koran. Zgodnie z zasadami wolności myśli i wolności sumienia, jeśli niektórzy z uczniów Światła nie akceptują ustroju oraz waszych zasad na gruncie naukowym i działają niezgodnie z owymi zasadami, a nawet jeśli są nieprzyjaźnie nastawieni do głowy państwa, zgodnie z prawem nie można nawet ich tknąć, dopóki nie niepokoją rządu. Jeśli chodzi o owe traktaty, to powiedziałem, że były one poufne i że zapobiegałem ich opublikowaniu. Zaprawdę, jeśli chodzi o traktat, który stał się przyczyną całej sprawy, to przez osiem lat, jakie spędziłem w Kastamonu, jedynie raz lub dwa razy ktoś przyniósł mi jego kopię, którą tego samego dnia gdzieś odłożyłem. Teraz wy na siłę publikujecie ów traktat, przez co stał się on znany.
Dobrze wiadomo, że jeśli w liście znajduje się jakiś błąd, ocenzurowane zostają jedynie błędne słowa, zaś list można wysłać. W rezultacie czterech miesięcy skrupulatnego dochodzenia prowadzonego przez sąd w Eskisehir w setkach traktatów ze zbioru Traktatów Światła znaleziono jedynie piętnaście słów, które stały się przyczyną krytyki, a obecnie jedynie na dwóch stronach liczącego czterysta stron traktatu Zulfikar znaleziono spisane trzydzieści lat temu objaśnienia dotyczące dziedziczenia oraz zasłaniania twarzy przez kobiety, które nie są zgodne z Kodeksem Cywilnym. To w rozstrzygający sposób udowadnia fakt, że Traktaty nie mają żadnego celu doczesnego, zaś potrzebuje ich każdy. Czterystustronicowy traktat Zulfikar, którego potrzebuje każdy, nie może zostać skonfiskowany z powodu dwóch stron. Owe dwie strony powinny zostać usunięte, zaś cały zbiór winien do nas wrócić; mamy prawo do tego, by został nam zwrócony.
Jeśli mówicie jak ci, którzy mniemają, że bezbożność jest rodzajem polityki, a w tej sprawie powiedzieli: "Wyrządzasz szkodę naszej cywilizacji oraz psujesz naszą przyjemność poprzez swoje traktaty...",
odpowiadam: Powszechnie uznawana na całym świecie zasada mówi, że żaden naród nie może przetrwać bez religii. Szczególnie absolutna niewiara daje na tym świecie początek męczarniom cięższym niż męki piekielne, co zostało udowodnione z całkowitą pewnością w Przewodniku dla młodzieży. Obecnie ów traktat został oficjalnie wydrukowany. Jeśli - niech Bóg uchroni - muzułmanin porzuca religię, upada on w całkowitą niewiarę; nie może pozostać on w stanie "wątpiącej" niewiary, która do pewnego stopnia utrzymałaby go przy życiu. Nie może również być podobnym bezbożnym Europejczykom. Pod względem przyjemności z życia upada on nieskończenie niżej niż zwierzęta, ponieważ nie mają one poczucia przeszłości ani przyszłości. Z powodu jego zbłądzenia
śmierć wszystkich istot przeszłości i przyszłości, a także fakt, że jest on rozłączony z nimi na wieczność, przygniatają jego serce nieprzerwanym bólem. Jeśli wiara wkracza do jego serca, a on sam zaczyna wierzyć, owi niezliczeni przyjaciele nagle zmartwychwstają i mówią językiem swego usposobienia: "Nie umarliśmy i nie zostaliśmy unicestwieni", przekształcając jego piekielny stan w przyjemność podobną przyjemnościom Raju. Skoro taka jest prawda, ostrzegam was: Nie sprzeciwiajcie się Traktatom Światła, ponieważ opierają się one na Koranie i nie mogą zostać pokonane. Byłoby to najbardziej godnym pożałowania dla tego kraju. Traktaty odeszłyby gdzie indziej, by tam oświecać ludzi. Ponadto gdybym miał tyle głów, ile mam włosów na głowie, a każdego dnia jedna z nich byłaby ścinana, nie skłoniłbym głowy, która jest oddana Koranowi, przed ateizmem i całkowitą niewiarą; nie porzuciłbym ani nie mógłbym porzucić świętej służby wierze i Traktatom Światła.
Z pewnością jakiekolwiek błędy w oświadczeniu tego, kto przez dwadzieścia lat był pustelnikiem, nie powinny być brane pod uwagę. Broni on Traktatów Światła, zatem nie można powiedzieć, że odszedł on od tematu. Sąd w Eskisehir po studiowaniu przez cztery miesiące setki traktatów, zarówno poufnych, jak i innych, nie znalazł niczego niewłaściwego prócz jednego lub dwóch punktów poruszających temat wymagający wymierzenia łagodnej kary, i wymierzył wyroki sześciu miesięcy więzienia piętnastu ludziom spośród stu dwudziestu. Ja również odbyłem tę karę. Skoro niewiele lat temu wszystkie części Traktatów Światła trafiły do rąk władz Isparty, które po badaniu Traktatów przez kilka miesięcy zwróciły je ich właścicielom; skoro po odbyciu owej kary pomimo drobiazgowych poszukiwań przez osiem lat mego życia w Kastamonu nie znaleziono niczego, co mogłoby zainteresować policję lub sądownictwo; skoro podczas ostatniej rewizji w Kastamonu światło dzienne ujrzało kilka moich traktatów, których stan nigdy nie pozwoliłby na ich wydanie, jako że kilka lat wcześniej zostały one ukryte pod stertą drewna na opał - co zostało potwierdzone przez grupę policjantów; skoro - choć naczelnik policji i władze sądownicze Kastamonu dały słowo, że owe nieszkodliwe księgi, które pozostawały w ukryciu, powrócą do mnie - nie odzyskałem owego depozytu, ponieważ drugiego dnia nagle przyszedł rozkaz z Isparty, aby mnie aresztować; skoro sądy w Denizli i Ankarze
uniewinniły nas i zwróciły wszystkie moje traktaty - zatem z pewnością i bez żadnej wątpliwości, a w konsekwencji sześciu powyższych faktów pozycja sądu w Afyon i jego publicznego oskarżyciela wymaga tego, by ów sąd i oskarżyciel wzięli pod rozwagę moje wielce doniosłe prawo, jak uczynił to sąd oraz publiczny oskarżyciel z Denizli. Mam nadzieję, że publiczny oskarżyciel, który broni praw ludzi, będzie również bronił moich praw, jakie z powodu moich powiązań z Traktatami Światła są podobne ważnym prawom publicznym - i tego od niego oczekuję.
Nowy Said na dwadzieścia dwa lata wycofał się z życia społecznego, nie zna obecnych praw i nie wie, jakie środki obrony powinny zostać przedsięwzięte, a zatem przedstawia on owemu kolejnemu już sądowi niezbitą stustronicową mowę obrończą, jaką przedstawił sądom w Eskisehir i Denizli; do tego czasu poniósł on już karę za swoje błędy, a następnie w Kastamonu i Emirdag żył w stanie podobnym uwięzieniu w samotności oraz pod stałym nadzorem, zatem obecnie zachowuje milczenie i oddaje głos staremu Saidowi, zaś stary Said mówi, co następuje:
Jako że nowy Said odwrócił się od świata, nie rozmawia on z ahl addunja, chyba że jest absolutnie zmuszony do tego, by się bronić, uważając taką rozmowę za niepotrzebną. Jednak w tej sprawie aresztowano wielu niewinnych rzemieślników i kupców, a to z powodu ich jedynie nieznacznego powiązania ze mną, któremu dało początek moje nadmierne współczucie, jako że w tych czasach wypełnionych pracą nie byli oni w stanie zdobyć środków do życia dla swych rodzin. Głęboko mnie to zasmuciło. Przysięgam, że gdybym tylko mógł to uczynić, wziąłbym wszystkie ich trudności na siebie. Tak czy inaczej, jeśli ktokolwiek jest winien, to tylko ja, zaś oni są niewinni. Z powodu owej bolesnej sytuacji mówię, choć nowy Said milczy: Jako że nieszczęsny nowy Said odpowiedział na setki niepotrzebnych pytań oskarżycieli publicznych z Isparty, Denizli i Afyon, mam prawo do tego, by - z intencją obrony moich praw - zadać Ministerstwu Sprawiedliwości trzy pytania, jakie trzynaście lat temu zadałem Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, a szczególnie ministrowi, którym wówczas był Sukru Kaya:
Pytanie Pierwsze: Jakież to prawo twierdzi, że powinno się aresztować stu dwudziestu ludzi - w tym mnie samego - z powodu słownej sprzeczki pewnego człowieka z Egirdir z sierżantem żandarmerii, który sądził, że ów uczeń Światła ma przy sobie mój mało ważny list? Następnie ustalono niewinność wszystkich owych ludzi z wyjątkiem piętnastu, a oni sami zostali uniewinnieni przez sąd po czterech miesiącach dochodzenia. Zgodnie z jakimi zasadami przywołuje się hipotetyczne
możliwości zamiast tego, co faktycznie się wydarzyło? Zgodnie z jaką zasadą sprawiedliwości przyczynia się straty tysięcy lir siedemdziesięciu nieszczęśnikom, którzy wcześniej, po dziewięciu miesiącach dochodzeń, zostali uniewinnieni przez sąd w Denizli?
Pytanie Drugie: Zgodnie z fundamentalną zasadą, która mówi
[3] , nawet brat poprzez więzy krwi nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za winy swego brata, zatem zgodnie z jakim to prawem sprawiedliwości aresztowano mnie podczas ramadanu z powodu krótkiego traktatu, którego publikację uniemożliwiłem, który trafił do moich rąk raz lub dwa razy w ciągu ośmiu lat, który po raz pierwszy został spisany ponad dwadzieścia pięć lat temu, który wybawia wiernych od wątpliwości w wielu ważnych kwestiach i powstrzymuje ich przed zaprzeczeniem pewnym błędnie zrozumianym, alegorycznym hadisom (a ów traktat znaleziono u kogoś, kogo nawet nie znałem, a kto mieszka bardzo daleko ode mnie, i przypisano mu niewłaściwe znaczenie, zaś napastliwe listy znaleziono w Kutahyi i Balikesir); zgodnie z jakim prawem aresztowano i przetrzymuje się na mrozie i chłodzie wielu rzemieślników i kupców za to, że mają w swym posiadaniu jakiś stary i dotyczący codziennych spraw, napisany przeze mnie list, że przejechałem się ich bryczką, że żywią dla mnie przyjaźń, że przeczytali jedną z moich książek; zgodnie z jakim prawem doprowadza się ich do ruiny, przyczyniając im samym, krajowi i narodowi materialnych i duchowych strat w wysokości tysięcy lir - jakież to prawo wymaga tego wszystkiego, jaki paragraf jakiego prawa tego wymaga? Żądam zaznajomienia mnie z owymi prawami, abym nie uczynił żadnego fałszywego kroku.
Tak, oto jaki był jeden z powodów naszego aresztowania zarówno w Denizli, jak i w Afyon: Nawet gdyby - by założyć to, co niemożliwe - Promień Piąty wskazywał na ten świat i na politykę - choć został spisany dawno temu, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye [4], zaś jego oryginał został spisany jeszcze wcześniej, a przyświecała mu idea ocalenia wiary prostych ludzi w obliczu tych, którzy zaprzeczali pewnym hadisom, uważając je za irracjonalne, ponieważ nie wiedzieli, jak powinny być one interpretowane; nawet gdyby ów traktat został napisany teraz, to jako że był on poufny i nie znaleziono go w moim posiadaniu podczas żadnej z rewizji, a jego przepowiednie dotyczące przyszłości okazały się prawdą, zaś on sam rozprasza wątpliwości w kwestiach wiary, nie zakłóca porządku publicznego i nie jest napastliwy, a jedynie daje nowinę o pewnych rzeczach, nie wymieniając nikogo z imienia, a także wykłada naukową prawdę w ogólnym kształcie - skoro tak jest, zatem z pewnością nawet
jeśli widać, że znaczenie hadisu odpowiada pewnym ludziom tego czasu, a ów traktat, zanim został ukazany i podany do publicznej wiadomości w sądach, był uważany za poufny, aby nie zapoczątkował sporów, zatem w żaden sposób nie może on stanowić przestępstwa. Ponadto nie sądzę, aby jakikolwiek sąd na świecie uznał za zbrodnię słowa: "...odrzucanie czegoś to jedno, a brak akceptacji za gruncie naukowym lub postępowanie niezgodnie z ową zasadą to coś zupełnie innego". Ów traktat nie akceptuje na gruncie naukowym ustroju, który ma powstać w niedalekiej przyszłości.
W skrócie: Traktaty Światła przez trzydzieści lat zabijały i ucinały u samych korzeni całkowitą niewiarę, która niszczy życie wieczne i czyni życie tego świata straszliwą trucizną, psując wszelkie jego przyjemności; skutecznie zabijały wszelkie idee naturalistów; olśniewająco i za pomocą cudownych argumentów udowadniały zasady, których przestrzeganie przyniesie temu narodowi szczęście zarówno w tym życiu, jak i w życiu, które nadejdzie; są oparte na prawdzie Koranu, pochodzącej od Tronu Boga. Twierdzę - i jestem gotów, by to udowodnić - że choćby krótki traktat tego rodzaju zawierał nie jeden czy dwa błędne punkty, lecz tysiąc błędów, to tysiąc jego znaczących dobrych aspektów spowodowałby, iż owe błędy zostałyby wybaczone.
Pytanie Trzecie: Zgodnie z przyjętą zasadą, jeśli w liście składającym się z dwudziestu słów znajdzie się pięć uważanych za naganne, zostają one ocenzurowane, zaś list można wysłać. Zatem skoro po szczegółowych badaniach trwających cztery miesiące sąd w Eskisehir pośród stu tysięcy słów znalazł jedynie piętnaście takich, które przy powierzchownym spojrzeniu mogły zostać uznane za szkodliwe; skoro rząd zakwestionował jedynie wyjaśnienia dwóch wersetów koranicznych, ponieważ naruszały one obecne prawo - choć zostały spisane trzydzieści lat wcześniej, na dwóch spośród czterystu stron traktatu Zulfikar, zaś komitety rzeczoznawców z Denizli i Ankary zakwestionowały jedynie piętnaście błędów; skoro aż do chwili obecnej Traktaty Światła służą zmienianiu na lepsze charakterów setek tysięcy ludzi i urzeczywistniły tysiące rzeczy wielce korzystnych dla tego kraju i tego narodu - skoro tak, zatem jakaż to zasada Rządu Republiki zezwala na aresztowania podczas pory prac i podczas gorzkiej zimy nieszczęśników takich jak Caliskan, który służył mi, poszukując zadowolenia Boga, jedynie dlatego, że wykonali oni pewne nieznaczne usługi na rzecz Traktatów Światła lub też spisali jeden spośród Traktatów, jako że ocalił on ich wiarę, a dla mnie z powodu swej uprzejmości byli braćmi, ponieważ jestem stary, a w Emirdag byłem obcym? Które z praw rządu zezwala na coś takiego?
Jako że zgodnie z prawem wolności sumienia zasady Republiki nie ingerują w sprawy tych, którzy nie mają żadnej religii, zatem taki stan rzeczy z pewnością wymaga tego, by nie ingerowały również w sprawy pobożnych ludzi, którzy - dopóki to możliwe - nie angażują się w sprawy tego świata, nie wchodzą w spór z ahl ad-dunja, a dokładają starań pożytecznych dla swego życia ostatecznego, dla swej wiary, a także dla swego kraju. Wiem, że politycy rządzący w Azji, gdzie ukazywali się prorocy, nie zabronią i nie mogliby zabronić bogobojności (ar. at-taqła) i dobrych uczynków, które przez tysiąc lat były dla tego narodu czymś tak zasadniczym, jak pożywienie i lekarstwa. Człowieczeństwo wymaga tego, by przy rozpatrywaniu powyższych pytań nie przeoczyć niczego, co jest zgodne z obecnymi poglądami, ponieważ - jako że Said przez dwadzieścia lat żył w samotności - zostały one zadane językiem Saida sprzed lat dwudziestu.
Uważam za swój patriotyczny obowiązek, aby dla pożytku tego kraju, narodu i bezpieczeństwa publicznego przypomnieć, co następuje: Aresztowanie i urażenie w ten sposób wielu ludzi, których pobożność jest korzystna dla kraju i jego bezpieczeństwa, z powodu ich nieznacznych powiązań ze mną i z Traktatami Światła, może zwrócić ich przeciwko rządowi, otwierając w ten sposób drogę dla anarchii. Tak, daleko więcej niż sto tysięcy ludzi dzięki Traktatom Światła ocaliło swą wiarę i stali się oni nieszkodliwymi oraz wysoce pożytecznymi dla narodu. Możliwe, że można ich znaleźć, powściągliwych i pożytecznych, w każdym większym departamencie Rządu Republiki i na każdym szczeblu społeczeństwa. Jest sprawą zasadniczą, aby ci ludzie byli nie znieważani, lecz chronieni.
Jestem poważnie zaniepokojony tym, że pewne osoby oficjalne, które nie zważają na nasze skargi, nie pozwalają nam na zabranie głosu, a represjonowanie nas pod rozmaitymi pretekstami otwiera drogę dla anarchii, na szkodę dla tego kraju.
Ponadto dla dobra rządu mówię, co następuje: Jako że sądy w Denizli oraz Ankarze drobiazgowo zbadały Promień Piąty i nie sprzeciwiły mu się, lecz zwróciły go nam, przeto sprawą o zasadniczym znaczeniu dla rządu jest to, by owe postępowania nie zostały ponownie rozpoczęte oficjalnie, co dałoby początek rozmaitym plotkom i pogłoskom. Jak ukryłem ów traktat, zanim trafił on do rąk sądu, który go opublikował, tak władze Afyon i sąd tego miasta nie powinny czynić go przedmiotem pytań i odpowiedzi, ponieważ jest to traktat potężny i niezbity. Poczynił on pewne przepowiednie, a one okazały się prawdziwe. Ponadto jego
celem nie jest ten świat, a najwyżej jedno z jego wielu znaczeń pasuje do człowieka, który zmarł i odszedł. Przez wzgląd na kraj, naród, porządek publiczny i rząd moje sumienie nakazuje mi ostrzegać przed uczynieniem owych przepowiedni i znaczeń oficjalnym powodem fanatycznej przyjaźni dla owego człowieka, a także przed dalszym rozpowszechnianiem owego traktatu poprzez napominanie nas.
Do oskarżyciela publicznego z Afyon oraz do Przewodniczącego i członków sądu
(Przedstawiam wam, aby bronić swoich praw, dokładnie te same dziewięć Zasad, jakie przedstawiłem władzom sądowniczym w Denizli).
Dwadzieścia lat temu wycofałem się z życia społecznego, a zwłaszcza z oficjalnego i dystyngowanego życia politycznego. Nie wiem, jaką postawę powinno się przyjmować w takich okolicznościach i nie myślę o tym, a myślenie o tym przyczynia mi dotkliwych strapień. Jestem jednak zmuszony do tego, by przedstawić ową nieuporządkowaną mowę obrończą i petycję wraz z podsumowaniem i streszczeniem odpowiedzi, jakich udzieliłem na liczne, powtarzające się i przypadkowe pytania nieuczciwego członka innego sądu. Być może owej petycji brakuje uporządkowania, a przy tym zawiera ona niestosowne i niepotrzebne powtórzenia oraz gwałtowne wyrażenia, które mogą działać przeciwko mnie, a także zdania sprzeczne z nowymi prawami, których nie znam, jednak jako że bierze ona swój początek z prawdy, zatem przez wzgląd na prawdę nie powinno się zważać na owe błędy. Owa petycja i mowa obrończa oparta jest na dziewięciu Zasadach.
Zasada Pierwsza: Jako że zgodnie z republikańską zasadą wolności sumienia Rząd Republiki nie wtrąca się do spraw ludzi bezbożnych i rozpustnych, zatem z pewnością nie powinien wtrącać się do spraw ludzi
pobożnych i prawych; jako że żaden bezbożny naród nie może przetrwać, Azja pod względem religii nie jest tym samym, co Europa, a bezbożny muzułmanin [5]nie przypomina żadnego innego człowieka, który nie ma żadnej religii; jako że żaden rodzaj postępu lub cywilizacji nie może zastąpić religii czy prawości, a szczególnie poznawania prawd wiary, które jest wrodzoną potrzebą ludzi tego kraju, jacy od tysiąca lat rozświetlali świat swą pobożnością i bohatersko zachowywali stałość wiary w obliczu ataków całego świata, zaś tej potrzeby nie można uczynić zapomnianą - zatem z pewnością żaden rząd tego narodu i tego kraju nie może ingerować w sprawy Traktatów Światła przez wzgląd na sprawiedliwość, prawo i porządek publiczny.
Zasada Druga: Jako że odrzucenie czegoś to jedno, a postępowanie niezgodne z daną zasadą to coś całkiem innego; jako że wszystkie rządy mają swych zagorzałych przeciwników; jako że muzułmanie żyli pod rządami zoroastryjczyków, a chrześcijanie i żydzi pod muzułmańskim panowaniem kalifa 'Umara; jako że wszyscy, którzy nie przyczyniają kłopotów rządowi ani nie zakłócają publicznego porządku, cieszą się wolnością osobistą, której nie można ich pozbawić, zaś rząd patrzy na ręce, ale nie zagląda do serca; jako że ci, którzy chcą zakłócić porządek publiczny i zarządzanie krajem, bez wątpienia troszczą się o to, co piszą gazety, a także o sprawy bieżące, chcąc dowiedzieć się czegoś o obecnych prądach, sytuacji i wydarzeniach, co dopomoże im, aby nie czynili fałszywych kroków; jako że Traktaty Światła powstrzymują przed tym swych uczniów do tego stopnia, że - jak wiedzą moi bliscy przyjaciele - od dwudziestu pięciu lat porzuciłem czytanie gazet, a nawet nie pytałem o to, co w nich napisano, nie byłem tego ciekaw ani nie myślałem o tym; jako że od dziesięciu lat wycofałem się z życia społecznego do tego stopnia, że nie słyszałem żadnych wiadomości o obecnej sytuacji na świecie, z wyjątkiem wiadomości o klęsce Niemiec i rozprzestrzenianiu się komunizmu - przeto z pewnością i bez wątpienia nikt nie może atakować mnie i moich braci, którzy są mi podobni, na gruncie rządowych mądrości, praw polityki i zasad sprawiedliwości, a jeśli ludzie tak czynią, musi być to skutkiem omamień albo też wynikać z nienawiści bądź zatwardziałości serca.
Zasada Trzecia: Jestem zmuszony do przedstawienia poniższych przydługich szczegółów z powodu bezsensownych i niepotrzebnych sprzeciwów publicznego oskarżyciela sądu, przed którym stałem wcześniej, jakie poczynił on nie z powodu prawa, lecz z powodu fanatycznego umiłowania przez niego pewnego zmarłego człowieka.
Po pierwsze: Zanim Promień Piąty dostał się w ręce rządu, traktowałem go jako poufny. Co więcej, nie znaleziono go u mnie podczas żadnej z rewizji. Ponadto jego zamysłem było jedynie wybawienie prostych ludzi od wątpliwości dotyczących ich wiary i od zaprzeczania alegorycznym hadisom. Ów traktat wskazuje na doczesne aspekty owych hadisów jedynie pośrednio, stawiając je dopiero na trzecim czy czwartym miejscu. Przepowiednie, jakich dokonuje, są prawdziwe. Co więcej, nie sprzeciwia się on politykom ani ahl ad-dunja, lecz jedynie dokonuje przepowiedni. Ponadto nie wymienia on nikogo po imieniu, lecz w ogólny sposób objaśnia znaczenie hadisu. Jednak ową ogólną prawdę zastosowano do pewnego straszliwego człowieka żyjącego w tym stuleciu, wyrażono zatem sprzeciw wobec owego traktatu, przypuszczając, że został on napisany w ostatnich latach. Faktycznie pierwsza wersja tego traktatu jest wcześniejsza niż Daru'l-Hikmet, jednak został on uporządkowany kilka lat później i włączony do Traktatów Światła, a było to tak:
Czterdzieści lat temu, na rok przed proklamowaniem Konstytucji [6], przybyłem do Stambułu. Głównodowodzący armii Japonii zadał w owym czasie kilka pytań uczonemu (ar. 'ulama) ze Stambułu, a hodżowie ze Stambułu zadali mi wiele pytań w związku z pytaniami owego głównodowodzącego.
Na przykład zapytali mnie o hadis, który mówi: O poranku końca czasu powstanie straszliwy człowiek, a na jego czole będzie wypisane: "To jest niewierny" [7]. Powiedziałem im: "Ów niezwykły człowiek przybędzie, by stanąć na czele tego narodu; powstanie on o poranku, włoży na głowę kapelusz (z rondem - uz. red. tur.) i sprawi, że inni będą nosili takie kapelusze".
Po tym, jak otrzymali ową odpowiedź, hodżowie zapytali mnie: "Czyż ci, którzy noszą taki kapelusz, nie będą niewiernymi?" Powiedziałem: "Zostaną zmuszeni do noszenia kapeluszy z rondem, a bicie czołem w modlitwie będzie zabronione. Jednak wiara w głowach ludzi noszących kapelusze z rondem sprawi, że taki kapelusz uczyni pokłon do ziemi, a in sza'a-llah sprawi nawet, iż stanie się on muzułmaninem".
Wówczas hodżowie powiedzieli: "Ów człowiek będzie pił wodę, zaś jego ręka będzie przekłuta, i dzięki temu będzie wiadomo, że to jest Sufjan". W odpowiedzi powiedziałem im: "Zwykle o kimś, kto jest wielce rozrzutny, mówi się, że ma on dziurawe ręce. Oznacza to, że nie może on niczego utrzymać, a wszystko odpływa od niego i jest dla niego stracone. Ów straszliwy człowiek będzie zatem uzależniony od
śliwowicy (tur. raki), co uczyni go chorym, będzie nadmiernie rozrzutny i oswoi z tym innych, aby zachowywali się tak samo".
Wówczas pewien człowiek powiedział: "Kiedy ów człowiek umrze, Szatan głośno, na cały świat oznajmi ze szczytu pomnika Dikili Tas w Stambule, że taki-to-a-taki zmarł", zatem powiedziałem: "Owa wiadomość zostanie nadana przez telegraf". Jednakże wkrótce potem usłyszałem, że wynalezione zostało radio, i zdałem sobie sprawę z tego, że moja odpowiedź nie była zupełnie ścisła. Osiem lat później, kiedy należałem do Daru'l-Hikmet, powiedziałem: "Szatan nada tę wiadomość na cały świat przez radio".
Następnie zadano mi pytania dotyczące bariery Zu'l Qarnajna, Goga i Magoga, Bestii (ar. Dabbat al-ard), Antychrysta (Dadżdżala) i powtórnego przyjścia Jezusa (niech będzie z nim pokój), ja zaś odpowiedziałem na nie. Zaprawdę, owe odpowiedzi zostały zapisane w niektórych spośród moich dawnych traktatów. Jakiś czas później Mustafa Kemal dwakroć potajemnie wezwał mnie do Ankary za pośrednictwem byłego gubernatora prowincji Van, a mojego starego przyjaciela, Tahsin-beja, w uznaniu dla mojego opublikowanego dzieła Sześć kroków (tur. Hutuvat-i Sitte). Pojechałem do Ankary. Ponieważ Szejk Sanusi [8]nie znał kurdyjskiego, zaproponowano mi, bym zastąpił go jako "generalny kaznodzieja" prowincji wschodnich, z pensją trzystu lir. Ofiarowywano mi również stanowisko posła, a także objęcie mojej dawnej placówki w Ministerstwie Spraw Religijnych, w skład którego mieli wejść również inni członkowie Daru'l-Hikmet. Co więcej - a przyjęcie tego wniosku poparło stu sześćdziesięciu trzech na dwustu posłów - przyznano sto pięćdziesiąt tysięcy lir na potrzeby Medresetu'z-Zehra, mojego uniwersytetu na wschodzie, którego fundamenty położyłem już w Van. Jednakże - jako że widziałem, iż przepowiednie pierwowzoru Promienia Piątego częściowo urzeczywistniły się w owym człowieku - byłem zmuszony zrzec się owych najbardziej doniosłych obowiązków. Mówiąc samemu sobie, iż nie byłbym w stanie sprzeciwić się owemu człowiekowi ani stawić mu czoła, porzuciłem świat, politykę i życie społeczne, a cały swój czas poświęciłem ratowaniu wiary religijnej. Jednakże liczni despotyczni i niesprawiedliwi urzędnicy zmusili mnie do napisania dwóch lub trzech traktatów wskazujących na ten świat.
Później, w związku z pewnymi pytaniami, zadanymi mi przez pewne osoby, a dotyczącymi alegorycznych hadisów przynoszących wieści o wydarzeniach kresu czasu, poprawiłem ów dawny traktat, który został nazwany Promieniem Piątym. Traktaty Światła nie są numerowane chronologicznie; na przykład List Trzydziesty Trzeci został napisany
wcześniej niż List Pierwszy, zaś pierwsza wersja Promienia Piątego i niektóre inne części zostały spisane przed Traktatami Światła jako takimi. Tak czy inaczej...
Bezprawne, niepotrzebne i nietrafne sprzeciwy i pytania publicznego oskarżyciela, zapytanego o fanatyczne umiłowanie Mustafy Kemala, zmusiły mnie do złożenia owych wyjaśnień, które nie należą do tematu. Tutaj przytaczam jako przykład niektóre z całkowicie osobistych i bezprawnych słów, jakie wypowiedział on w imieniu prawa.
Powiedział: "Czyż nie jest ci szczerze przykro z tego powodu, że znieważyłeś go w Promieniu Piątym poprzez wyrażenia takie, jak: '...żłopie raki i wino niczym pompa'?" W odpowiedzi na ów całkowicie bezsensowny i błędny fanatyzm biorący początek z jego miłości powiedziałem: "Nie można przypisać mu zwycięstwa i honoru bohaterskiej armii; może on mieć w nich jedynie pewien udział. Podobnie byłoby despotyczną i straszliwą niesprawiedliwością, gdyby wszystkie zdobycze armii, cały jej dobytek i wszystkie racje żywnościowe oddać jej dowódcy". Tak, jak on oskarżył mnie o to, że nie miłuję owego niesprawiedliwego i pozostającego w wielkim błędzie człowieka, wprost zarzucając mi, że jestem zdrajcą, tak ja oskarżam go o to, że nie miłuje wojska, ponieważ przypisuje cały jego honor i wszystkie duchowe zdobycze człowiekowi, którego miłuje, pozbawiając armię całej chwały. Prawda jest taka, że rzeczy pozytywne, a także przykłady dobra i cnoty, powinny zostać rozdzielone między całą społeczność i całe wojsko, zaś rzeczy negatywne, destrukcja i błędy winny zostać przypisane dowódcy, ponieważ istnienie danej rzeczy jest zależne od istnienia wszystkich jej warunków i składników, a dowódca jest tylko jednym z owych warunków, podczas gdy nieistnienie danej rzeczy lub jej rozpad zachodzi, kiedy nie zaistnieje choćby jeden z jej warunków lub kiedy jeden z jej składników zostanie zepsuty bądź zniszczony. Przykłady dobra i cnoty przeważnie są pozytywne i przynależne do istnienia, a przywódcy nie mogą rościć sobie praw do nich. Przykłady zła i błędy są destrukcyjne i przynależne do niebytu, zaś przywódcy są za nie odpowiedzialni. Szydzimy z plemienia, które oklaskuje przykładowego Hasana Agę, kiedy odnosi zwycięstwa, a obwinia go, kiedy zostaje pokonane, osądzając taką sytuację jako odwrotność prawdy, a sytuacja, w której oskarżyciel publiczny w imieniu sądu zarzucił mi błąd, dokładnie w ten sam sposób jest odwrotnością prawdy. A oto zdarzenie podobne do błędu, jakie popełnił ów oskarżyciel:
Niedługo przed pierwszą wojną światową,, kiedy przebywałem w Van, przyszło do mnie wielu pobożnych i bogobojnych ludzi. Powiedzieli mi:
"Niektórzy z dowódców wojskowych postępują niezgodnie z religią. Dołącz do nas; zamierzamy zbuntować się przeciwko nim". Powiedziałem im: "Złe postępowanie i bezbożność tego rodzaju są właściwe dowódcom takim jak ci dowódcy. Armia nie może ponosić za to odpowiedzialności. W armii osmańskiej jest być może nawet sto tysięcy świętych. Nie dobędę miecza przeciwko niej i nie przyłączę się do was". Zostawili mnie, a następnie dobyli mieczów, co doprowadziło do bezowocnych wydarzeń w Bitlis. W krótki czas później wybuchła wojna. Armia wzięła w niej udział w imię religii, wkroczyła na drogę dżihadu, a sto tysięcy męczenników spośród niej osiągnęło rangę świętości. Potwierdzili oni to, co powiedziałem, własną krwią podpisując zaświadczenie swej świętości. Tak czy inaczej...
Zostałem zmuszony do tego, by przytoczyć te relacje dość szczegółowo. Do sporządzenia owego długiego oświadczenia doprowadziła niesłychana postawa oskarżyciela publicznego, który w imieniu prawa szydził ze mnie i z Traktatów Światła z powodu błahych, błędnych uczuć oraz swej stronniczości, a bezsprzecznym znakiem tego jest fakt, że pozostawał on głuchy na wszystkie uczucia i działania z zewnątrz.
Zasada Czwarta: Po szczegółowym i trwającym cztery miesiące zbadaniu setek kopii traktatów i listów sąd w Eskisehir skazał jedynie piętnastu ze stu dwudziestu ludzi na sześć miesięcy więzienia, zaś mnie samego na rok więzienia z powodu piętnastu słów, jakie znalazły się w jednym lub dwóch traktatach spośród setki. Oskarżono nas o zakładanie tariki sufickiej, o tworzenie stowarzyszenia politycznego, a także w kwestii kapeluszy - tak czy inaczej, odbyliśmy już wyrok. Później podczas wielu rewizji w Kastamonu nie znaleziono niczego. Wiele lat temu w Isparcie wszystkie części Traktatów Światła, zarówno poufne, jak i inne, trafiły do rąk władz. Wszystkie zostały zwrócone ich właścicielom po trzech miesiącach śledztwa. Kilka lat później wszystkie części Traktatów Światła przez dwa lata pozostawały w posiadaniu sądów w Denizli i Ankarze, a następnie wszystkie zostały nam zwrócone. Skoro tak, zatem ci, którzy w imieniu prawa, kierując się emocjami, zjadliwie i bezprawnie oskarżają mnie samego oraz uczniów Światła, jak czyni to ów człowiek, prócz nas oskarżają również sąd w Eskisehir, sąd w Denizli, a także Sąd Karny w Ankarze, czyniąc je wspólnikami naszego przestępstwa, jeśli w ogóle można o takim mówić. Jeśli byliśmy winni, trzy lub cztery organy władzy nie dostrzegły tego mimo ich skrupulatnego śledztwa bądź też zlekceważyły to, co sprawia, iż są one bardziej winne niż my sami. Jednakże gdybyśmy żywili jakiekolwiek pragnienie wtrącania się
do spraw świata, nie byłoby ono brzęczeniem muchy, lecz wybuchłoby i zahuczało jak armatni wystrzał!
Tak, ktokolwiek z powodu intryg politycznych oskarża człowieka, który gwałtownie i porzucając powściągliwość bronił samego siebie przed sądem wojennym po wydarzeniach trzydziestego pierwszego marca [9], a w biurze rzecznika rządu w obliczu gniewu Mustafy Kemala, mówiąc, że ów człowiek knuł swoje plany przez osiemnaście lat, nie pozwalając na to, by ktokolwiek je wykrył, ten z pewnością czyni tak dla jakiegoś zjadliwego zamysłu. Mamy nadzieję, że oskarżyciel publiczny z Afyon - tak jak oskarżyciel publiczny z Denizli - wybawi nas od złej woli i zarzutów takich ludzi i okaże prawdziwą sprawiedliwość.
Zasada Piąta: Fundamentalna zasada uczniów Światła mówi, by - dopóki to możliwe - nie wtrącali się oni do polityki, do kwestii zarządzania krajem, do działalności rządu, ponieważ wystarczy im poważna praca na rzecz Koranu, która jest warta każdej rzeczy.
Ponadto nikt, kto wkracza do polityki pośród przytłaczających prądów, jakie obecnie przeważają, nie jest w stanie zachować swej niezależności i szczerości intencji. Musi podporządkować się jednemu z owych prądów, który wykorzysta go dla celów tego świata i skala świętość jego obowiązku. Ponadto w walce materialnej, a to z powodu kompletnego despotyzmu i tyranii, które są regułą w tym stuleciu, będzie musiał zmiażdżyć wielu niewinnych ludzi z powodu błędu popełnionego przez człowieka, którego wspierają owi niewinni. W innym przypadku zostałby pokonany. Ponadto w oczach tych, którzy porzucili swoją religię dla tego świata lub wykorzystują ją, wyglądałoby na to, że święte prawdy Koranu, które nie mogą stać się narzędziem żadnej sprawy, zostały wykorzystane dla celów politycznej propagandy. Ponadto wszystkie grupy ludzi - stronnicy i przeciwnicy, urzędnicy i ludzie prości - powinny mieć swój udział w owych prawdach i wszystkie ich potrzebują. Uczniowie Światła muszą zatem całkowicie unikać polityki oraz walki materialnej i w żaden sposób nie angażować się w takie działania, aby mogli pozostać całkowicie bezstronnymi.
Zasada Szósta: W tej kwestii nie powinno się atakować Traktatów Światła z powodu moich osobistych błędów czy też błędów moich braci. Są one ściśle związane z Koranem, zaś Koran związany jest z Wielkim Tronem. Któż jest w stanie wyciągnąć rękę, aby rozwiązać ową więź? Ponadto, jak wskazują na to trzydzieści trzy wersety koraniczne, trzy cudowne proroctwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) oraz niezachwiane oświadczenia Szejka Al-Gajlaniego, który nosił przydomek
Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona), Traktaty Światła wykonują nadzwyczajną służbę na rzecz tego kraju oraz są dla niego źródłem materialnego dostatku i duchowego blasku, a zatem nie mogą ani nie powinny być odpowiedzialne za nasze drobne i osobiste błędy. W przeciwnym razie ten kraj poniesie materialne i duchowe szkody, których naprawienie będzie niemożliwe.
In sza'a-llah, ataki i diabelskie machinacje wrogich wobec nas ateistów, wymierzone przeciwko Traktatom Światła, zostaną udaremnione, ponieważ uczniów Światła nie można porównać do innych ludzi; nie mogą oni zostać rozproszeni ani nie można sprawić, by porzucili swą sprawę; dzięki łasce Boga nie zostaną oni pokonani. Gdyby Koran nie zabraniał im bronienia się siłą... Owi uczniowie, którzy są wszędzie i zdobyli sobie publiczne uznanie, którzy są niczym życiodajna krew tego narodu, nigdy nie zaangażowaliby się w błahe i bezowocne incydenty, takie jak bunt Szejka Saida [10]czy wydarzenia z Menemen [11]. Gdyby jednak byli oni prześladowani, a Traktaty Światła byłyby atakowane do tego stopnia, że uczniowie zostaliby do tego zmuszeni, ateiści i hipokryci, którzy wprowadzili rząd w błąd, pożałowaliby tego po tysiąckroć.
W skrócie: Jako że nie wtrącamy się do spraw światów ahl ad-dunja, oni nie powinni wtrącać się do naszej pracy na rzecz życia ostatecznego i do naszej służby na rzecz religii i wiary.
(Poniżej tytułem obrony relacjonuję dawne wspomnienie i przytaczam miłą anegdotę, która nie została ujawniona w sądzie Eskisehir i nie została zapisana w oficjalnych sprawozdaniach ani też nie została włączona do moich mów obrończych).
Zapytano mnie tam: "Co myślisz o Republice?", a ja odpowiedziałem: "Moja biografia, którą macie w swoim posiadaniu, dowodzi tego, że byłem pobożnym republikaninem, zanim jeszcze urodził się ktokolwiek z was - z wyjątkiem być może przewodniczącego sądu". Streszczenie owej kwestii jest następujące: Jak teraz, tak i wówczas żyłem w odosobnieniu, w niezamieszkałej przez nikogo prócz mnie krypcie. Przynoszono mi zupę, a ja rzucałem okruszki chleba mrówkom, ponieważ mam we zwyczaju jeść chleb, maczając go w zupie. Zapytano mnie o to, zaś ja odpowiedziałem: "Narody mrówek i pszczół są republikanami, a ja daję mrówkom okruszki chleba z powodu szacunku dla ich republikanizmu".
Następnie powiedziano: "Sprzeciwiasz się prawym ludziom spośród pierwszych pokoleń islamu". Odpowiedziałem: "Kalifowie Prawowierni byli zarówno kalifami, jak i prezydentami republiki. Z pewnością Abu Bakr As-Siddiq, dziesięciu towarzyszy, którym obiecano Raj, a także inni towarzysze Proroka (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich) byli niczym prezydenci republiki. Nie był to jednak tytuł pozbawiony znaczenia; byli oni przywódcami republiki religijnej, której znaczeniem są prawdziwa sprawiedliwość i wolność, zgodne z prawem szari'a".
Powiedziałem: "Panie prokuratorze! Członkowie sądu! Oskarżacie mnie o wyznawanie idei sprzecznych z tymi, które wyznaję od pięćdziesięciu lat. Jeśli pytacie o świecką Republikę, to wedle tego, jak rozumiem to pojęcie, słowo 'świecka' (laicka) oznacza bezstronność, to jest fakt, że zgodnie z zasadą wolności sumienia, rząd nie powinien ingerować w sprawy ludzi religijnych i pobożnych, tak samo jak nie ingeruje w sprawy ludzi bezbożnych i rozpustnych". Wycofałem się z życia politycznego i społecznego dwadzieścia pięć lat temu i nie wiem, jaki kształt przybrał rząd Republiki. Jeśli, niech Bóg uchroni, rząd przybrał przerażającą postać, w wyniku czego przez wzgląd na bezbożność wydaje i przyjmuje on ustawy oskarżające tych, którzy pracują na rzecz swej wiary i życia ostatecznego, oznajmiam wam bez strachu i ostrzegam was, że choćbym żył tysiąc razy, byłbym gotów do poświęcenia każdego życia na rzecz wiary i życia ostatecznego. Czyńcie, co się wam podoba! Moim ostatnim słowem będzie:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [12] W odpowiedzi na wasz niesprawiedliwy wyrok, skazujący mnie na karę główną lub życie w uwięzieniu, mówię: Jak odkryły to i niezbicie tego dowiodły Traktaty Światła, nie zostanę stracony, lecz zwolniony ze swych obowiązków, odejdę do świata światła i do siedziby szczęśliwości. Co zaś tyczy się was, o nasi potajemni wrogowie, o nieszczęśnicy, którzy prześladujecie nas w imię zbłądzenia!, skoro wiem, że jesteście skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające uwięzienie w samotności, moja zemsta na was będzie całkowita, ja zaś jestem przygotowany na to, by oddać moją duszę z doskonałym spokojem umysłu!
Zasada Siódma: W konsekwencji powierzchownych dochodzeń, jakie podejmowane były w innych miejscach, sąd w Afyon postrzega nas jako stowarzyszenie polityczne. Oto moja odpowiedź:
Po pierwsze: Jak zostało to zaświadczone przez wszystkich, którzy się ze mną przyjaźnili, przez dziewiętnaście lat nie przeczytałem żadnej
gazety, nie słuchałem tego, co piszą w gazetach, ani nie pytałem o to, zaś przez ostatnie dziesięć lat i pięć miesięcy nie otrzymałem żadnych wieści ze świata prócz tych o klęsce Niemiec i terrorze komunizmu, nie byłem ich ciekaw ani nic o nich nie wiedziałem. Taki człowiek z pewnością nie ma jakichkolwiek powiązań z polityką i nie jest związany z żadnym stowarzyszeniem politycznym.
Po drugie: Oto sto trzydzieści części Traktatów Światła, które wszyscy mogą zobaczyć. Pojmując, że nie zawierają one żadnego doczesnego celu i w ogóle żadnego innego celu prócz prawd wiary, sąd w Eskisehir nie zgłosił sprzeciwu wobec nich, z wyjątkiem jednej lub dwóch części, zaś sąd w Denizli nie zgłosił sprzeciwu wobec żadnego traktatu, a choć przez osiem lat byliśmy pod stałym nadzorem znacznych sił policji w Kastamonu, policjanci nie mogli znaleźć nikogo, komu można by było przedstawić zarzuty, prócz dwóch moich pomocników i trzech innych ludzi, zaś postawione im zarzuty były jedynie pretekstami. Jest to rozstrzygający dowód faktu, że uczniowie Światła w żaden sposób nie są stowarzyszeniem politycznym. Jeśli wedle zamiarów oskarżenia "stowarzyszenie" ma oznaczać wspólnotę troszczącą się o religię, wiarę i życie ostateczne, to w odpowiedzi mówimy, co następuje:
Jeśli "wspólnotą" nazywa się studentów uniwersytetu czy kupców, można użyć tego określenia również w stosunku do nas. Jeśli jednak nazywacie nas wspólnotą, która zamierza naruszyć bezpieczeństwo wewnętrzne kraju, wykorzystując do tego uczucia religijne, oto, co mówimy w odpowiedzi:
Fakt, że na przestrzeni dwudziestu lat w owych burzliwych czasach uczniowie Światła w żadnym miejscu nie naruszyli bezpieczeństwa wewnętrznego ani nie zakłócili porządku publicznego, a żadne takie wydarzenie nie zostało odnotowane ani przez rząd, ani przez jakikolwiek sąd, obala owe oskarżenia. Jeśli nadana nam nazwa wspólnoty ma oznaczać, że owa wspólnota w przyszłości może naruszyć bezpieczeństwo wewnętrzne poprzez umacnianie uczuć religijnych, mówimy:
Po pierwsze, tę samą służbę pełnią wszyscy kaznodzieje, a szczególnie Ministerstwo Spraw Religijnych.
Po drugie, nie jest zakłóceniem pokoju ani naruszeniem bezpieczeństwa fakt, że uczniowie Światła ze wszystkich sił i z całym przekonaniem chronią naród przed anarchią, utrzymują publiczny porządek i stoją na straży bezpieczeństwa. Świadectwo tego faktu zostało przytoczone w Zasadzie Pierwszej.
Tak, jesteśmy wspólnotą, zaś naszym celem i programem jest wybawienie przede wszystkim nas samych, a następnie również naszego narodu od wiecznego unicestwienia i wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w pośrednim królestwie, a także uchronienie naszych rodaków od anarchii i bezprawia, jak również ochrona nas samych - za pomocą silnych prawd Traktatów Światła - przed ateizmem, który jest narzędziem służącym zniszczeniu naszego życia na tym świecie i życia ostatecznego.
Zasada Ósma: Mówiąc, że Traktaty zawierają pewne ostre sformułowania, oskarża się nas w rezultacie niedokładnych i powierzchownych badań Traktatów Światła, jakie przeprowadzono w innych miejscach. Oto, co mówię w odpowiedzi:
Jako że naszym celem jest wiara i życie ostateczne, nie chodzi nam o konfrontację z ahl ad-dunja. Jako że ostrość sformułowań właściwa jednemu lub dwóm bardzo niewiele znaczącym traktatom nie była zamierzona - wymierzyliśmy lekki klaps ahl ad-dunja, podążając ku naszemu celowi - z pewnością nie da się wywnioskować z niej istnienia jakichkolwiek uprzedzeń politycznych. Jako że możliwość to jedno, a faktyczne wydarzenie się czegoś to co innego, a tym, o co jesteśmy oskarżeni, jest "możliwość" zakłócenia porządku publicznego, nie zaś faktyczne zakłócenie go, owo oskarżenie nie ma sensu, ponieważ każdy może zabić kogoś innego. Jako że na przestrzeni dwudziestu lat w skrupulatnych dochodzeniach, które objęły dwadzieścia tysięcy ludzi i setki kopii ksiąg oraz listów, a także w rewizjach, ani Kastamonu, ani Isparta, ani Denizli nie były w stanie znaleźć czegokolwiek, co stanowiłoby rzeczywiste przestępstwo, sąd w Eskisehir był zmuszony do tego, by uznać nas za winnych jedynie w sprawie jednego krótkiego traktatu (co zostało podciągnięte pod jeden paragraf elastycznie pojmowanego prawa), a ponadto wymierzyć jedynie kary sześciu miesięcy więzienia piętnastu ludziom spośród setki, a i ten wyrok zapadł w taki sposób, że ów sąd powinien skazać wszystkich, którzy nauczają religii. Zastanawiam się, czy gdyby uważnie zbadać dwadzieścia poufnych listów, jakie jeden z waszych ludzi napisał na przestrzeni jednego roku, nie zawierałyby one dwudziestu obciążających zdań, za które ów człowiek powinien się wstydzić? Jednak fakt, że w dwudziestu tysiącach kopii traktatów i listów, jakie zostały pozyskane od dwudziestu tysięcy ludzi, nie można było znaleźć nawet dwudziestu prawdziwie obciążających zdań, ukazuje, że celem Traktatów Światła jest jedynie życie ostateczne. Nie mają one nic wspólnego z tym światem.
Zasada Dziewiąta: Jak sprawiedliwy prokurator sądu Denizli z powodu nieuczciwych i powierzchownych zapisów poczynionych w innych miejscach włączył pewne kwestie do aktu oskarżenia, tak również w sądzie Afyon - zaś wskazówką tego jest to, czego doświadczyliśmy, kiedy stawiano nam pytania - poczyniono pewne preteksty, abyśmy zostali ponownie oskarżeni w związku z tymi samymi kwestiami, zaś niedatowane listy, cała korespondencja z dziesięciu, piętnastu, a nawet dwudziestu lat, jak również Promień Piąty (a rozstrzygające odpowiedzi w jego temacie znajdują się w powyższej Zasadzie Trzeciej oraz w Pytaniu Drugim mej przytoczonej wcześniej petycji) i cztery lub pięć traktatów spośród stu trzydziestu Traktatów Światła oraz wiele listów i traktatów, które zostały zbadane przez sąd w Eskisehir, a wyrok za nie już odcierpieliśmy - wszystkie zostały później objęte ułaskawieniem i uniewinnione przez sąd w Denizli. Czyż o kimś, kto w mowie wygłoszonej przed Ministerstwem Wojny podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca przywołał do porządku osiem batalionów, których żołnierze nie zważali na słowa Wielkiego Muftiego i uczonych (ar. 'ulama), można powiedzieć, że - jak stwierdzono w policyjnym raporcie - dokładał starań przez osiem lat, a udało mu się zwieść jedynie dwudziestu czy trzydziestu ludzi? Że na przykład w wielkim mieście Kastamonu był on w stanie oszukać jedynie pięciu ludzi? A przecież podczas sprawy w Denizli w Kastamonu wyciągnięto wszystkie moje papiery i księgi spod drewna na opał i po studiowaniu ich przez trzy miesiące w owym wielkim mieście nie można było znaleźć nikogo prócz Feyziego, Emina, Hilmiego, Tevfika i Sadika. Jako że Feyzi i inni oddawali mi pewne osobiste usługi przez wzgląd na Boga, wysłano ich do więzienia wraz z trzema braćmi i trzema lub czterema innymi, których znaleziono w Emirdag, a którzy pomagali mi przez trzy i pół roku. Gdybym czynił tak, jak stwierdza ów powierzchowny raport, nie zwiódłbym pięciu czy dziesięciu ludzi, lecz pięciuset, pięć tysięcy, a może nawet pięćset tysięcy. Jak w sądzie Denizli wskazałem na liczne błędy w policyjnych raportach, tak również tutaj wskazuję na jeden lub dwa przykłady:
Oskarżono nas o "szerzenie zepsucia w religii", ponieważ, podążając za muzułmańskim zwyczajem praktykowanym od czasów Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), skompilowałem księgę Hizb al-Qur'an, podobną wielkiej surze Al-An'am [13], a składającą się z setek dobrze znanych wersetów, które tworzą źródła Traktatów Światła.
Ponadto chce się oskarżyć nas poprzez wykazanie, że Traktat o ubiorze muzułmańskim (tur. Tesettur Risalesi) został spisany i opublikowany w tym roku, podczas gdy już zostałem za ów traktat skazany na rok
więzienia i odbyłem tę karę, a także traktowałem ów traktat jako poufny, a jak odnotowano w policyjnym raporcie, został on wyciągnięty spod sterty drew na opał. Ponadto, choć dobrze znany człowiek wobec sprzeciwów i ostrych słów, jakie wypowiedziałem do niego w biurze rzecznika, w parlamencie w Ankarze, nie odpowiedział, lecz milczał, oskarżenie po jego śmierci, w obrzydliwy sposób wyolbrzymiając sprawę, odniosło do niego co do litery naturalną, konieczną, ogólną i poufną krytykę zawartą w moich spisanych czterdzieści lat wcześniej objaśnieniach hadisów, które ukazują jego błędy, przedstawiając owe objaśnienia jako wykroczenie polegające na znieważeniu go. Czyż można w jakikolwiek sposób porównać pamięć o kimś, kto zmarł, odszedł i nie jest już w żaden sposób związany z rządem - do praw sprawiedliwości Wszechmocnego Boga, które są przejawem Jego panowania?
Ponadto wolność sumienia, która spośród wszystkich zasad przyjętych przez Rząd Republiki jest tą, na której najbardziej polegamy i poprzez którą bronimy samych siebie, została przedstawiona tak, jakbyśmy wykroczyli przeciwko niej, jakbyśmy się jej sprzeciwiali.
Ponadto, ponieważ krytykowałem zło i błędy cywilizacji, w policyjnych raportach przypisano mi niestworzone rzeczy:
Oskarżono mnie o sprzeciwianie się współczesnemu postępowi, ponieważ jakoby mam nie akceptować korzystania z radia, samolotu i kolei żelaznej.
Czyniąc porównanie do owych przykładów powiem, że - in sza'allah - jak sprawiedliwy i uczciwy oskarżyciel publiczny z Denizli, tak również sąd w Afyon ukaże, jak sprzeczne ze sprawiedliwością jest takie traktowanie, i nie przyda żadnego znaczenia złudzeniom i fikcji policyjnych raportów.
A oto najbardziej zdumiewający błąd:
W pewnym miejscu powiedziałem: Choć rodzaj ludzki powinien odpowiedzieć nieskończonymi podziękowaniami na największe dary wszechmocnego Boga, jakimi są samolot, kolej żelazna i radio, jednak nie odpowiedział na nie w ten sposób, a zatem Bóg spuścił na głowy ludzi deszcz bomb spadających z samolotów. Także radio jest wspaniałym darem, a podziękowania za ów dar można wyrazić, czyniąc radio powszechnym recytatorem Koranu, posiadającym miliony języków,
co pozwoli wszystkim ludziom na powierzchni ziemi na to, by słuchali Koranu. Ponadto w Słowie Dwudziestym - wyjaśniając fakt, że Koran czyni przepowiednie dotyczące przyszłych cudów cywilizacji - powiedziałem, że jeden z jego wersetów wskazuje na to, iż niewierni zwyciężą świat islamu za pomocą kolei żelaznej. Choć namawiałem islam do tego, aby mocno uchwycił się owych cudów, niektórzy z prokuratorów w sądach, przed jakimi stawaliśmy wcześniej, oskarżyli nas o to, że jesteśmy przeciwni współczesnemu postępowi, a podstawami owego oskarżenia uczynili samolot, kolej żelazną i radio.
Ponadto, choć nie ma to żadnego związku ze sprawą, pewien człowiek powiedział o nazwie Risaletu'n-Nur (co jest inną nazwą Risale-i Nur) [14], iż "jest to przesłanie (tur. risalet) wywodzące się ze światła Koranu, to jest natchnione przez Koran; jest to spadkobierca Bożego posłannictwa i prawa szariatu, spełniający ich funkcję". W innym miejscu aktu oskarżenia nadano owym słowom błędne znaczenie i uczyniono je podstawą innych zarzutów, jak gdybym powiedział: "Traktaty Światła są Posłańcem (tur. Resul) Boga".
Ponadto w dwudziestu miejscach moich mów obrończych udowodniłem poprzez rozstrzygające argumenty, że nie wykorzystalibyśmy ani religii, ani Koranu, ani Traktatów Światła nawet dla całego świata, że nie mogą one zostać wykorzystane, że nie zmienilibyśmy ani jednej z ich prawd nawet dla władania całym światem - zaprawdę, tacy właśnie jesteśmy! Tymczasem z przebiegu przesłuchań w Afyon i z aktu oskarżenia widać, że z powodu innych policyjnych raportów zostaliśmy oskarżeni o to, że ze wszystkich sił angażujemy się w intrygi ahl ad-dunja, że pospieszamy, aby wziąć udział w nienawistnych nam grach tego świata, że czynimy religię narzędziem tego, co niskie, i umniejszamy jej świętość, że uczyniliśmy to naszym celem. Skoro tak, z całych swoich sił mówię:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [15]
Dopisek
(W tym sprzeciwie nie zwracam się do sądu i prokuratora z Afyon, lecz do złośliwych i podejrzliwych urzędników, którzy z powodu błędnych i wadliwych raportów publicznych oskarżycieli z innych miejsc, konfidentów i detektywów sprawili, że sytuacja w tym miejscu oraz w urzędzie badającego naszą sprawę sędziego w niesłychany sposób obróciła się przeciwko nam).
Po pierwsze: Jak wielce odległym od sprawiedliwości jest nazywanie uczniów Światła, którzy są niewinni i nie mają żadnych powiązań z polityką, stowarzyszeniem politycznym (co jest całkowicie bezpodstawne, a założenie takiego stowarzyszenia nigdy nie przyszło nam na myśl), a także oskarżanie nieszczęśników, którzy mocno przylgnęli do Traktatów Światła, nie mając innego celu prócz wiary i życia ostatecznego, o publikowanie dzieł służących owemu stowarzyszeniu, o to, że są jego aktywnymi urzędnikami lub członkami, o czytanie Traktatów Światła lub nauczanie ich innych, o spisywanie Traktatów, uważając ich z tego powodu za winnych jakiegoś przestępstwa i stawiając ich przed sądem...; dowody tego, jak bardzo jest to odległe od sprawiedliwości, są następujące:
Zgodnie z zasadami wolności myśli i wolności nauki nie uważa się, by popełnili przestępstwo ci, którzy czytają szkodliwe dzieła napisane po to, by sprzeciwić się Koranowi, przez doktora Dozy'ego i innych ateistów, lecz uważa się za winnych przestępstwa tych, którzy wielce potrzebują poznania prawd Koranu i wiary, którzy tęsknią za tym, aby je poznać, którzy czytają i spisują Traktaty Światła, nauczające owych prawd z jasnością równą jasności światła dnia. Ponadto nasi wrogowie [16]opierają swoje zarzuty na kilku zdaniach z jednego lub dwóch traktatów, które traktowaliśmy jako poufne, zanim zostały one przedstawione w sądzie - a to dlatego, aby setce innych traktatów nie zostało nadane niewłaściwe znaczenie i aby nie pojawiły się dotyczące ich zarzuty. Jednakże sąd w Eskisehir uważnie zbadał owe traktaty - z wyjątkiem jednego - i zgłosił sprzeciw jedynie wobec jednej czy dwóch kwestii Traktatu o ubiorze
muzułmańskim, na co nadzwyczaj stanowczo odpowiedziałem zarówno w mojej petycji, jak i w sprzeciwach wobec aktu oskarżenia. Fakt, że "mamy w swych rękach światło, nie tęgi kij polityki" został bezapelacyjnie i na dwadzieścia sposobów udowodniony w sądzie Eskisehir, zaś sąd w Denizli zbadał wszystkie bez wyjątku Traktaty Światła i nie sprzeciwił się żadnemu z nich. Pomimo tego nieuczciwi oskarżyciele rozciągnęli owe trzy lub cztery zdania na całe Traktaty Światła, a jak z powodu dwóch stron skonfiskowali czterystustronicowy traktat Zulfikar, tak stwierdzili, iż ci, którzy czytają i spisują Traktaty Światła, są winni przestępstwa, zaś mnie samego oskarżyli o występowanie przeciwko rządowi. Wzywam więc tych, którzy są mi bliscy, a także przyjaciół, którzy się ze mną spotykają, aby zaświadczyli, że przez dziesięć lat nie wiedziałem, kim są przywódcy rządu, jego ministrowie, dowódcy, urzędnicy i posłowie (z wyjątkiem dwóch przywódców, jednego posła i gubernatora Kastamonu), a także nie byłem tego ciekaw i nie chciałem się tego dowiedzieć. Jednakże rok lub dwa lata temu jedna czy dwie osoby przejawiły zainteresowanie moją osobą i wówczas dowiedziałem się, kim jest pięciu lub sześciu wiodących członków rządu. Czyż jest w jakikolwiek sposób możliwe, by ktoś nie znał ludzi, którym się sprzeciwia, by nie chciał ich poznać, by nie przywiązywał żadnego znaczenia do dowiedzenia się, czy są oni jego przyjaciółmi, czy wrogami? Dzięki temu można zrozumieć, że oskarżyciele wymyślili całkowicie bezpodstawne preteksty, aby doprowadzić mnie do ruiny, cokolwiek się stanie.
Skoro tak, mówię nie do tutejszego sądu, lecz do owych niesprawiedliwych ludzi: Nie dam złamanego grosza za najcięższą z waszych kar; nie ma ona dla mnie jakiegokolwiek znaczenia, ponieważ mam siedemdziesiąt pięć lat i jedną nogą stoję w grobie. Zamiana roku lub dwóch życia niewinnego, a prześladowanego człowieka na rangę męczeństwa byłaby dla mnie największym szczęściem. Dzięki tysiącom dowodów Traktatów Światła wierzę z całkowitą pewnością, że śmierć jest dla nas dokumentem zwalniającym nas ze służby. Nawet jeśli pozornie jest ona egzekucją, to jedna godzina niedoli będzie dla nas kluczem do wiecznego szczęścia i do Bożego miłosierdzia. Jednak jeśli chodzi o was, o potajemni, okrutni wrogowie, którzy z powodu ateizmu wprowadzacie zamęt w sądownictwie i bez żadnego powodu zaprzątacie uwagę rządu naszymi sprawami! Bądźcie pewni tego, co teraz powiem, i drżyjcie ze strachu, jako że jesteście skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające uwięzienie w samotności! Widzimy, że nasza zemsta na was dokonuje się na wiele sposobów. Współczujemy nawet wam. Tak, z pew-
nością wymagania prawdy śmierci, która po stokroć opróżniła to miasto, sprawiając, że jego mieszkańcy odeszli na cmentarz, są większe niż wymagania życia. Znalezienie drogi wybawienia od jej niechybnej egzekucji jest największą potrzebą człowieka, ważniejszą niż cokolwiek innego. Ci, co pod trywialnymi pretekstami przypisują winę uczniom Światła, którzy odkryli ową drogę, a także Traktatom Światła, które udowadniają ją poprzez tysiące dowodów... Nawet szaleniec zrozumiałby, jak bardzo oni sami są winni w oczach prawdy i sprawiedliwości.
Istnieją trzy kwestie, które zwiodły owych niesprawiedliwych ludzi i dały początek fikcji stowarzyszenia politycznego, a są one zupełnie nieistotne:
Pierwsza: Fakt, że moi uczniowie od dawna są do mnie gorąco przywiązani, jak bracia, dał początek błędnemu wrażeniu, że jesteśmy jakimś stowarzyszeniem.
Druga: Niektórzy z uczniów Światła działali tak, jakby byli oni grupą muzułmanów w rodzaju tych, jakie można znaleźć wszędzie (a ich działanie jest dozwolone przez prawa Republiki, zaś członkowie owych grup nie są prześladowani przez prawo), przez co wyobrażono sobie, że istnieje jakieś stowarzyszenie. Jednak owi uczniowie - a było ich jedynie trzech lub czterech - nie zamierzali zakładać stowarzyszenia jakiegokolwiek rodzaju, lecz chcieli jedynie wspólnie, szczerze i jako bracia służyć wierze i wspierać się wzajemnie w działaniach na rzecz życia ostatecznego.
Trzecia: Ponieważ owi nieuczciwi ludzie wiedzą, że zbłądzili i zwyciężyło ich umiłowanie tego świata, a także ponieważ znaleźli pewne wygodne dla nich prawa rządu, powiedzieli do siebie: "Said i jego przyjaciele najprawdopodobniej sprzeciwiają się prawom rządu, które są odpowiednie dla naszych zachcianek, niedozwolonych z punktu widzenia cywilizacji. Wobec tego są oni stowarzyszeniem politycznym, które występuje przeciwko rządowi".
Mówię zatem: O, wy nędznicy! Gdyby świat był wiecznym, a człowiek miał pozostać na nim na stałe, zaś jego jedynym obowiązkiem byłaby polityka - być może wówczas wasze oszczerstwa miałyby jakiś sens. Gdybym jednak podjął swoje dzieło przez wzgląd na politykę, w setce traktatów znaleźlibyście nie dziesięć, lecz tysiąc zdań o wymowie politycznej i napastliwej. Gdybyśmy - by założyć to, co niemożliwe - pracowali ze wszystkich sił, jak wy, dla celów tego świata, dla przyjemności i dla polityki - a nawet Szatan nie byłby w stanie sprawić, że ktokolwiek by się z tym zgodził, lecz nawet gdyby tak było - to jako że przez dwadzieścia lat nie zaangażowaliśmy się w żaden incydent, jako
że rząd nie jest w stanie zajrzeć do serca, lecz patrzy jedynie na ręce, a wszystkie rządy mają swych zagorzałych przeciwników, i tak nie możecie uważać nas za winnych w imieniu prawa. Moim ostatnim słowem jest:
[17]
(Po naszym uniewinnieniu przez sąd w Denizli żyłem w samotności i nie zajmowałem się polityką. Zatem owa nowa sprawa, której rezultatem jest wysłanie nas do więzienia w Afyon, jest - jak to objaśnię - bezprawna na dziesięć sposobów).
Punkt Pierwszy: Choć Traktaty Światła zostały uważnie zbadane przez trzy sądy i trzy komitety ekspertów, a także przez siedem departamentów rządu w Ankarze oraz ich przedstawicieli prawnych; choć wszystkie Traktaty zostały jednogłośnie i bez żadnego sprzeciwu uniewinnione, zaś Said i wszyscy z jego siedemdziesięciu pięciu towarzyszy również zostali uniewinnieni, bez skazania ich choćby na jeden dzień więzienia, ponownie skonfiskowano owe traktaty, jakby były one złośliwymi pismami, co jest całkowicie sprzeczne z prawem, a pojąłby to nawet ten, kto posiada choćby najlżejszą cząstkę rozsądku.
Punt Drugi: Człowiek, który przez całe trzy i pół roku po uniewinnieniu żył w Emirdag w zupełnej samotności, będąc obcym, zaś jego drzwi były zamknięte od zewnątrz i zaryglowane od środka; który przyjmował jedynie jednego na stu ludzi, jeśli ów człowiek przychodził w istotnej sprawie; który nawet porzucił pisanie (a był za nie prześladowany przez dwadzieścia lat) i nie napisał nic więcej - jego drzwi zostały wyważone przez śledczych, którzy włamali się do niego dla celów politycznych, jednak nie znaleźli nic prócz arabskiego modlitewnika i makatki na ścianę. Każdym kto tylko posiada choć ziarnko uczciwości, zrozumiałby, jak bezprawnym było nękanie owego człowieka w taki sposób.
Punkt Trzeci: Jak już ów człowiek powiedział w sądzie, jeśli istnieje ktoś, kto przez siedem lat nie wiedział niczego o drugiej wojnie światowej - jak zostało to potwierdzone przez siedemdziesiąt świadectw - i ani nie
był jej ciekaw, ani o nią nie pytał; jeśli obecnie od dziesięciu lat pozostaje w tym samym stanie umysłu; jeśli od dwudziestu pięciu lat nie przeczytał żadnej gazety ani nie słuchał tego, co piszą w gazetach; jeśli od trzydziestu lat mówił:
"Szukam schronienia u Boga przed Szatanem i polityką", unikając polityki, jak tylko mógł; jeśli przez dwadzieścia dwa lata najbardziej zawiłej niedoli, aby nie zwracać na siebie uwagi polityków ani nie angażować się w politykę, ani razu nie zwrócił się do rządu, aby ten ulżył mu w jego położeniu - jeśli istnieje taki człowiek, czyż zgodny z jakimkolwiek prawem jest najazd na jego miejsce odosobnienia, jakby knuł on polityczne intrygi; czyż zgodne z jakimkolwiek prawem jest sprawienie, by z powodu swych cierpień stracił słuch, kiedy był chory? Każdy, kto posiada choć jotę sumienia, współczułby człowiekowi w takim stanie!
Punkt Czwarty: Sąd w Eskisehir studiował Traktaty Światła przez sześć miesięcy, ponieważ zostaliśmy oskarżeni o tworzenie stowarzyszenia politycznego oraz zakładanie tariki sufickiej. Z powodu owego podejrzenia, jak również osobistej nienawiści, jaką żywi wobec nas pewien wielki przywódca, który namówił pewnych członków aparatu sądownictwa do wystąpienia przeciwko nam (choć ów sąd uniewinnił nas od zarzutów dotyczących stowarzyszenia politycznego i wspólnoty sufich), wykorzystując jako pretekst krótki Traktat o ubiorze muzułmańskim, piętnastu spośród stu uczniów Światła skazano na sześć miesięcy więzienia, czyniąc to nie w sposób nie zgodny z prawem, lecz stronniczy. Choć do zakończenia dochodzenia pozostawali oni w więzieniu przez cztery i pół miesiąca, a później odbyli pozostałą część kary, to jest półtora miesiąca, dziesięć lat później sąd w Denizli - ponownie wykorzystując jako pretekst zakładanie stowarzyszenia politycznego czy tariki sufickiej - po szczegółowym zbadaniu listów i pism napisanych na przestrzeni niemal dwudziestu lat wysłał pięć skrzyń ksiąg do Sądu Karnego w Ankarze, a choć owe księgi i listy przez dwa lata podlegały ścisłemu badaniu przez Ankarę i sąd w Denizli, podjęto jednogłośną decyzję o uniewinnieniu owych pism od zarzutów dotyczących politycznego stowarzyszenia i wspólnoty sufich,
a także od zarzutów stawianych pod innymi pretekstami,
zaś wszystkie księgi zwrócono ich właścicielom. Uniewinniono także Saida i jego towarzyszy. Zatem ktokolwiek, kto tylko nie utracił swego człowieczeństwa, zrozumie, jak bezprawne jest postrzeganie Saida jako politycznego aktywisty, a także oskarżanie go o to, że jest spiskowcem, oraz podburzanie przeciwko niemu sądowych urzędników.
Punkt Piąty: Z powodu litości, która jest podstawą mojej drogi i drogi Traktatów Światła, zaś od trzydziestu lat była zasadą, wedle której żyłem, nie krytykowałem tyranów, którzy mnie prześladują, nie mówiąc już o przeklinaniu ich, aby żadna szkoda nie spotkała niewinnych. Nawet kiedy byłem zagniewany na niektórych spośród owych zdeprawowanych nędzników, którzy prześladują mnie z powodu zjadliwej nienawiści, czy nawet na bezbożnych tyranów, moja litość powstrzymywała mnie od odpowiadania im choćby przeklinaniem ich, co dopiero siłą, ponieważ owi okrutni tyrani także mają rodziców i dzieci. Nie czyniłem niczego przeciwko nim, aby materialna szkoda nie spotkała owych czterech czy pięciu ludzi starszych, nieszczęsnych i niewinnych. Niekiedy nawet wybaczałem im. To z powodu owej litości absolutnie nigdy nie wtrącałem się do spraw rządu ani też nie zakłócałem publicznego porządku. Co więcej, zalecałem to samo moim przyjaciołom tak usilnie, że niektórzy uczciwi policjanci trzech prowincji przyznali, iż
"uczniowie Światła są pewnego rodzaju policją, która chroni porządek i zachowuje publiczne bezpieczeństwo". Są tysiące świadectw tego faktu, które potwierdzają go poprzez dwadzieścia lat doświadczeń. Potwierdzają ten fakt także uczniowie Światła, którzy nigdy nie zaangażowali się w jakikolwiek odnotowany przez policję incydent. Zatem jakież prawo zezwala na najechanie domu owego nieszczęśliwego człowieka, jakby był on rewolucjonistą lub komitadżi [19], na to, by ludzie, którzy nie mają litości, znieważali go, choć w jego domu nie znaleziono nic kompromitującego, jakby zbrodnią po wielokroć było trzymanie w domu jego najcenniejszego, cudownego Koranu i makatki z wyhaftowanymi inskrypcjami; jakby Koran i owa makatka były zjadliwymi pismami? Jakaż korzyść wymaga zwrócenia przeciwko rządowi i porządkowi publicznemu tysięcy pobożnych ludzi, którzy przez swą dobrą moralność tak zasłużyli się dla owego porządku, a wszystko z powodu jakiegoś bezpodstawnego podejrzenia?
Punkt Szósty: Nieskończone dzięki niechaj będą Bogu Jedynemu za to, że trzydzieści lat temu, dzięki Jego łasce i dzięki blaskowi Koranu, pewien człowiek uświadomił sobie, jak bezwartościowymi i pozbawionymi sensu są ulotna sława i chwała tego świata, jego egoistyczne podziwianie siebie samego z powodu bycia kimś znanym, zaś od tamtego czasu ze wszystkich sił walczył ze swą nakazującą zło duszą, aby być skromnym, porzucić egoizm, a nie być człowiekiem fałszywym ani hipokrytą. Zaświadczają to i są tego całkowicie pewni ci, którzy służyli mu bądź przyjaźnili się z nim. Od dwudziestu lat ów człowiek ze wszystkich sił uciekał od dobrych opinii ludzi na swój temat i od zwracania na siebie ich uwagi, z której każdy czerpie zbyt wiele przyjemności, a także - w przeciwieństwie do wszystkich - odrzucał sławę, poklask oraz przyznawanie mu wysokiej rangi duchowej. Odrzucał również nadmiernie dobre zdanie jego najbliższych braci na jego temat i ranił ich uczucia, nie przyjmując pochwał wyrażanych w ich listach. Ukazywał siebie samego jako pozbawionego zalet, zaś całą cnotę przypisywał Traktatom Światła, owemu komentarzowi do Koranu, a w związku z tym - zbiorowej osobowości uczniów Światła, o sobie samym myśląc jedynie jako o uniżonym słudze. To udowadnia, iż nie starał się o to, aby być lubianym, nie pragnął tego i odrzucał to. Zatem zgodnie z jakim prawem został uznany za winnego z powodu tego, że niektórzy spośród jego braci w pewnym odległym miejscu mieli o nim nadmiernie dobre zdanie, wychwalali go i przyznali mu wysoką rangę duchową; z powodu tego, co powiedział kaznodzieja w regionie Kutahya, którego ów człowiek nawet nie zna; z powodu listu ze sfałszowanym podpisem, który został wysłany do Kutahyi (a nigdy nie wysyłałem tam żadnego listu); z powodu napastliwej księgi wydanej w Balikesir, której autor jest nieznany? Czyż jakiekolwiek prawo na świecie pozwoliłoby na wysłanie urzędników, którzy wyważyli drzwi do pokoju nieszczęsnego, posuniętego w latach, chorego i obcego człowieka, jakby popełnił on poważną zbrodnię; czyż pozwoliłoby im na usprawiedliwienie tego poprzez fakt, że znaleźli oni jedynie księgę suplikacji i makatkę wiszącą na ścianie? Czyż jakakolwiek polityka zezwoliłaby na taką agresję?
Punkt Siódmy: Czyż jakiekolwiek prawo zezwoliłoby na to, by w przypadku owego nieszczęśnika, który, choć w tym czasie w kraju, w którym istnieje tak wiele żywotnych partii i nurtów politycznych, a grunt został przygotowany do tego, aby wyciągnąć z tego korzyści, to jest zyskać poparcie licznych dyplomatów i polityków w miejsce garstki przyjaciół, mówił swym przyjaciołom jedynie dlatego, by nie
zaangażować się w politykę, nie zaszkodzić swej szczerości intencji, nie zwrócić na siebie uwagi rządu ani nie pozwolić na to, by zaabsorbowały go sprawy tego świata: "Strzeżcie się! Nie pozwólcie na to, by owe prądy sprawiły, iż dacie się ponieść emocjom! Nie angażujcie się w politykę! Nie zakłócajcie porządku publicznego!", a choć dwa z owych prądów (dawny z powodu bezpodstawnych obaw, zaś nowy dlatego, iż ów człowiek mu nie dopomógł) przyczyniły mu krzywd i niedoli dlatego, że w ten sposób wycofał się on z polityki - choć pomimo tego wszystkiego nigdy nie wtrącał się do spraw świata ahl ad-dunja i był zajęty sprawami swego życia ostatecznego, zaś przez dwadzieścia dwa lata nie napisał nawet jednego listu do rodzonego brata, mieszkającego w jego rodzinnych stronach, w wiosce Nurs, a przez dwadzieścia lat nie napisał nawet dziesięciu listów do swych przyjaciół w tamtych prowincjach... Jakież prawo zezwala na to, by ktokolwiek mógł do tego stopnia ingerować w jego zajmowanie się sprawami życia ostatecznego?
Czyż jakiekolwiek prawo zezwoliłoby na gromadzenie kopii Traktatów Światła, w których trzy sądy nie znalazły niczego, co mogłoby stać się podstawą pociągnięcia do odpowiedzialności, choć na mocy praw i wolności nikt nie wtrąca się do spraw publikacji tych, którzy nie posiadają żadnej religii, a także komunistów, choć ich dzieła są nadzwyczaj szkodliwe dla kraju, narodu i moralności? Traktaty Światła od dwudziestu lat dokładały starań, aby zachować życie społeczne, moralność i bezpieczeństwo kraju i narodu; skutecznie walczyły o to, aby ponownie pozyskać dla tego kraju prawdziwe wsparcie, jakim są braterstwo i przyjaźń świata islamu, a także o to, aby umocnić ową przyjaźń i owo braterstwo, zaś takie części Traktatów Światła, jak Zulfikar i Laska Mojżesza (tur. Asa-yi Musa), które z polecenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych przez trzy miesiące były badane przez Ministerstwo Spraw Religijnych z zamysłem poddania ich krytyce, w pełni potwierdziły swą wartość, zaś Ministerstwo Spraw Religijnych umieściło je w swej bibliotece jako "znaczące dzieło", a pielgrzymi widzieli Laskę Mojżesza umieszczoną na grobie Proroka Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) na znak jej przyjęcia. Czyż zatem jakiekolwiek prawo, sumienie lub sprawiedliwość mogłyby zezwalać na gromadzenie owych traktatów, jakby były dokumentami, które mogą przynieść szkodę, i na wysyłanie ich do sądu?
Punkt Ósmy: Następnie ów człowiek, który - choć po dwudziestu dwóch latach bolesnego i niczym nieusprawiedliwionego zesłania została mu dana całkowita wolność - nie powrócił w rodzinne strony, gdzie
miał tysiące przyjaciół i krewnych, lecz wybrał samotność i zesłanie, aby nie mieć żadnego kontaktu z życiem społecznym i polityką; który porzucił chwalebne zgromadzenie w meczecie, wybierając pozostawanie w swym pokoju i samotne odmawianie modlitw; którego stan umysłu uczynił go unikającym pochlebstw ludzi, zaś jak jest to zaświadczone przez dwadzieścia lat jego życia oraz potwierdzone przez tysiące cnotliwych Turków, przedkłada on jednego pobożnego Turka nad wielu niedbałych Kurdów, a nawet w sądzie udowodnił, że nie zamieniłby jednego tureckiego brata o silnej wierze - takiego, jak Hafiz Ali - na stu niedbałych Kurdów; który, aby nie stać się obiektem szacunku i czci, nigdy nie spotykał się z ludźmi, dopóki nie było to konieczne, i nie chodził do meczetu; który przez czterdzieści lat ze wszystkich sił i poprzez wszystkie swe dzieła pracował na rzecz muzułmańskiego braterstwa oraz tego, by muzułmanie miłowali się nawzajem; który, jako że naród turecki jest chorążym Koranu i jest wychwalany przez Koran, wielce umiłował ten naród i spędził życie wśród jego ludzi... Aby znieważyć tego człowieka językiem biurokracji, aby szerzyć propagandę i odstraszyć od niego jego przyjaciół, były gubernator powiedział: "On jest Kurdem, a wy jesteście Turkami. On jest szafi'itą, a wy jesteście hanafitami", starając się wystraszyć wszystkich na tyle, by porzucili owego człowieka. Choć przez dwadzieścia lat ani przed dwoma sądami ów człowiek nie został zmuszony do tego, by zmienić styl swego ubioru, choć wojskowa spiczasta czapka uległa zmianom, a na głowę owego pustelnika siłą włożono kapelusz z rondem - jakaż korzyść ma wynikać z tego wszystkiego? Jakież prawo na to zezwala?
Punkt Dziewiąty jest wielce doniosły i potężny, lecz porusza on sprawy polityki, zatem zachowuję milczenie.
Punkt Dziesiąty: Oto atak, na który nie zezwala żadne prawo, który nie przynosi żadnej korzyści, lecz jest jedynie czynieniem góry z kretowiska z powodu bezsensownych przywidzeń, a nie jest częścią jakiegokolwiek prawa.
Również dlatego zachowuję milczenie, aby nie poruszać spraw polityki, którą - zgodnie z naszą drogą - nie przejmujemy się.
W obliczu takiego traktowania, które jest bezprawne na dziesięć sposobów, mówimy zatem:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [19]
Kolejne kilka Punktów
Punkt Pierwszy: Fakt, że większość proroków pojawiła się na Wschodzie i w Afryce, zaś większość filozofów na Zachodzie i w Europie, jest znakiem przedwiecznego Bożego zarządzenia, wedle którego w Azji dominuje religia, zaś filozofia stawiana jest na drugim miejscu. W konsekwencji tego nawet jeśli ci, którzy rządzą w Azji, nie są ludźmi pobożnymi, nie powinni wtrącać się do spraw tych, którzy działają na rzecz religii, lecz powinni zachęcać ich do działania.
Punkt Drugi: Wszechmądry Koran jest intelektem i mocą myślenia głowy, jaką jest Ziemia. Gdyby - przed czym szukam schronienia u Boga - Koran odszedł z tej planety, świat popadłby w szaleństwo. Nie jest dalekim od rozsądku przypuszczenie, że zderzenie innej planety z pozbawioną rozumu głową Ziemi spowodowałoby wybuch Dnia Zguby. Tak, Koran jest łańcuchem, jest "węzłem Boga", wiążącym Ziemię z Bożym Tronem. Chroni on Ziemię lepiej niż grawitacja. Zatem Traktaty Światła, które są prawdziwym i potężnym komentarzem do Potężnego Koranu, są największym dar Choć dla dobra kraju i narodu em Boga, który ukazywał swoją skuteczność przez dwadzieścia lat tego stulecia, są niemożliwym do stłumienia cudem Koranu. Zatem rząd nie powinien wtrącać się do ich spraw ani też starać się o to, by odstraszyć od nich uczniów Światła, lecz powinien chronić je i zachęcać ludzi do tego, by je czytali.
Punkt Trzeci: To, co powiem poniżej, powiedziałem w sądzie Denizli, a te słowa odnoszą się do wszystkich wiernych, wspomagających mnie
w modlitwach o przebaczenie grzechów tym, którzy odeszli do przeszłości, a także o zapisanie dobrych dzieł ich duszom:
Kiedy zostaniecie zapytani przez miliony wierzących, którzy pozwali was przed Najwyższy Trybunał: "Dlaczego poprzez więzienia i prześladowania chcieliście doprowadzić do ruiny uczniów Światła, którzy dokładali starań, aby ocalić kraj i naród od anarchii, bezbożności i niemoralności, zaś swych rodaków od wiecznego unicestwienia, choć z powodu wolności i praw tolerancyjnie spoglądaliście na publikacje ateistów, komunistów oraz stowarzyszeń politycznych, z których wywodzą się anarchiści, i nie przeszkadzaliście im?", jaką odpowiedź dacie, wy i ci, którzy chcieli skazać i zrujnować uczniów Światła, służących prawdom Koranu? Pytam was o to samo! To samo powiedziałem sędziom w Denizli, zaś owi sprawiedliwi i uczciwi ludzie uniewinnili nas, ukazując uczciwość systemu sądowniczego.
Punkt Czwarty: Spodziewałem się, że zostanę zabrany na konsultacje w Ankarze lub Afyon, do miejsca, w którym będą zadawane pytania i udzielane odpowiedzi dotyczące kwestii o nadrzędnym znaczeniu oraz powiązań Traktatów Światła z owymi kwestiami. Tak, są to kwestie związane ze znajdowaniem dróg prowadzących do przywrócenia braterstwa, miłości i dobrej woli między trzystu pięćdziesięcioma milionami muzułmanów dla dobra tego kraju i narodu, a także sposobów na pozyskanie wsparcia moralnego muzułmanów dla tego zamierzenia. Wskazówka tego, że Traktaty Światła są najbardziej skutecznym narzędziem służącym osiągnięciu owego stanu rzeczy, jest następująca:
Tego roku w Mekce pewien wspaniały i wybitny uczony przełożył główny zbiór Traktatów Światła zarówno na język indyjski, jak i na język arabski, a wysyłając je do Indii i do Arabii, powiedział: «Jak poprzez Traktaty Światła dokłada on starań, aby zachować muzułmańską jedność i braterstwo, co wspieramy z całą siłą, tak ukazuje, iż naród turecki zawsze dokonuje postępu w religii i wierze».
Spodziewałem się również, że zostaną zadane doniosłe pytania w rodzaju: "Jaka jest skala usług, które mogą oddać Traktaty Światła w obliczu niebezpieczeństw, jakie komunizm, który staje się anarchią, stanowi dla tego kraju? W jaki sposób można obronić ten błogosławiony kraj przed owym straszliwym prądem?" Powinno tak być, lecz omawiano rozdęte do niesamowitych rozmiarów, błahe i personalne oszczerstwa pewnego złośliwego człowieka, dotyczące kwestii, które nie miały najmniejszego znaczenia i w żaden sposób nie mogłyby być zbrodniami, co naprawdę przyczyniło mi strapień w owych ciężkich warunkach - a podobnych nie
wycierpiałem wcześniej nigdy w życiu. Pytano o bezsensowne kwestie dotyczące jednej lub dwóch pomniejszych i osobistych spraw, jakie wcześniej zbadały już trzy sądy, aby następnie nas uniewinnić.
Punkt Piąty: Traktatom Światła nie można się sprzeciwić, nie można także pokonać ich. Przez dwadzieścia lat zmuszały one do milczenia najbardziej upartych filozofów. Ukazują one prawdy wiary z jasnością równą jasności słońca. Ci, którzy rządzą tym krajem, powinni skorzystać z siły Traktatów.
Punkt Szósty: Niszczenie mej mało ważnej osoby z powodu moich osobistych błędów, a także zatruwanie opinii publicznej na mój temat poprzez traktowanie mnie ze wzgardą, nie wyrządzają żadnej szkody Traktatom Światła, a zaprawdę, na pewne sposoby umacniają je, ponieważ miejsce mego śmiertelnego języka zajmują języki stu tysięcy kopii Traktatów Światła, zaś one nie mogą zostać zmuszone do milczenia, lecz będą przemawiać, a tysiące potężnych języków szczerych uczniów Światła będą in sza'a-llah kontynuować ową uświęconą i powszechną służbę aż do końca świata, tak jak czyniły to do tej pory.
Punkt Siódmy: Jak już stwierdziłem podczas poprzednich procesów, przedstawiając dowody, nasi wrogowie oraz ci, którzy sprzeciwiają się nam zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie, wprowadzając rząd w błąd, czyniąc niektórych z jego wiodących członków podejrzliwymi wobec nas i sprawiając, że występuje przeciwko nam sądownictwo, albo zostali ciężko oszukani przez innych, albo też są nadzwyczaj zdradzieckimi rewolucjonistami pracującymi na rzecz anarchii lub też przebiegłymi ateistami, którzy walczą przeciwko islamowi i prawdom Koranu przez wzgląd na swe odszczepieństwo. Nazywając absolutny despotyzm "Republiką", aby można było nas zaatakować, czyniąc ustrój zasłoną dla całkowitego odszczepieństwa, nazywając kompletną rozpustę "cywilizacją", a samowolny przymus dokonywany przez wzgląd na niewiarę "prawem", zarówno doprowadzają nas do ruiny, zwodzą rząd, jak i sprawiają, że sądownictwo zajmuje się nami bez żadnego powodu. Pozostawiając ich gniewowi Chwalebnego, Który podporządkowuje Sobie każdą rzecz, szukamy schronienia w cytadeli słów:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [20], aby obronić się przed ich złem.
Punkt Ósmy: W zeszłym roku Rosjanie wysłali wielu ludzi na pielgrzymkę (hadżdż), aby wykorzystać ją dla celów propagandy i pokazać, że szanują oni Koran bardziej niż inne narody, a także sprawić, że
świat islamu z powodu religii zwróci się przeciwko pobożnym ludziom tego kraju. Jednak w tym samym czasie główny zbiór Traktatów Światła rozprzestrzenił się, docierając do Mekki, Medyny, Damaszku, Egiptu i Aleppo, przyciągając uznanie uczonych w religii, co zarówno zanegowało twierdzenia komunistycznej propagandy, jak również ukazało światu islamu, że - jak dawniej - naród turecki wraz ze swymi braćmi wspiera religię i Koran oraz jest starszym bratem innych ludów islamu i ich bohaterskim przywódcą w służbie Koranu. Tak, owe zbiory Traktatów Światła ukazały ową prawdę w tych świętych centrach religii. Czyż Ziemia nie wpadnie w gniew, jeśli na ową wartościową służbę Traktatów Światła dla narodu odpowie się w taki sposób, udręką i torturami?
Punkt Dziewiąty jest zwięzłym streszczeniem kwestii, która została udowodniona i objaśniona w mojej mowie obrończej wygłoszonej w Denizli.
Jeśli poprzez swój geniusz oraz inteligencję wspaniały dowódca wojskowy będzie rościł sobie prawo do wszelkich cnót armii, zaś armii przypisze całe swoje zło, mężne działania i cnoty żołnierzy (a owych działań i cnót jest tyle, ilu jest żołnierzy) zostaną zredukowane do jednego uczynku i jednej zalety, zaś wad dowódcy będzie tyle, ilu jest żołnierzy, co będzie straszliwym błędem i będzie sprzeczne z prawdą. Skoro tak, powiedziałem do oskarżyciela publicznego w naszych wcześniejszych procesach, który atakował mnie z powodu ciosu, jaki wymierzył pewnemu człowiekowi hadis objaśniony przeze mnie czterdzieści lat wcześniej: «To prawda, że obrażam go z powodu przepowiedni owego hadisu, lecz również bronię honoru armii i powstrzymuję go przed popełnieniem poważnego błędu. Co zaś tyczy się pana, to przez wzgląd na jednego swego przyjaciela znieważył pan honor armii, która jest chorążym Koranu i bohaterskim dowódcą świata islamu». Bóg zechciał, aby oskarżyciel spojrzał na ową kwestię bardziej uczciwie i został wybawiony od swego błędu.
Punkt Dziesiąty: Ponieważ w zarządzaniu sprawiedliwością musi być zachowana bez jakiejkolwiek dyskryminacji istota sprawiedliwości i praw każdego, kto się do niej zwraca, a obowiązkiem tych, którzy są zaangażowani w sprawiedliwość, jest działanie jedynie przez wzgląd na prawo, przeto podczas swego kalifatu Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) zasiadł w sądzie obok pewnego żyda i był sądzony wraz z nim. Przy innej sposobności sprawiedliwy sędzia ujrzał, że pewien urzędnik zagniewał się na złodzieja, któremu ucinał rękę, jak wymagało tego prawo. Natychmiast zwolnił owego urzędnika i pełen żalu powiedział:
«Największe zło popełniają ci, którzy w ten sposób pozwalają na to, by opanowały ich emocje, kiedy egzekwują prawo». Tak, nawet jeśli przy egzekwowaniu prawa ów urzędnik nie żałował skazanego, mógł nie wpadać w gniew, a jeśli tak się stało, to działał on w sposób despotyczny. Gdyby wykonał on karę śmierci, będąc zagniewanym, nawet jeśli owa kara byłaby odwetem [21] (ar. qisas), w pewien sposób stałby się mordercą.
Zatem tym, co rządzi w sądzie, jest owa czysta i bezinteresowna prawda. Jednak choć trzy sądy uniewinniły nas (być może wiedząc, że dziewięćdziesiąt procent tego narodu zaświadczyłoby, iż uczniowie Światła są nieszkodliwi, a ich działalność jest korzystna dla tego kraju i tego narodu), uczniowie Światła są traktowani źle, z gniewem i wzgardą, choć są niewinni, a wielce potrzebują pociechy i pobłażliwości prawa. Jednak jako że postanowiliśmy odpowiadać na każde nieszczęście i na każdą zniewagę z cierpliwością i wyrozumiałością, zachowujemy milczenie, pozostawiamy tę sprawę Bogu i mówimy: "Być może jest w niej jakieś dobro". Jednakże lękałem się tego, że fakt, iż owi niewinni nieszczęśnicy są traktowani w taki sposób z powodu bezpodstawnych podejrzeń i złośliwych raportów donosicieli, doprowadzi do tego, że nawiedzi nas nieszczęście, a zatem byłem zobowiązany, by napisać te słowa. Tak czy inaczej, jeśli w owej sprawie można mówić o winie, to winnym jestem ja. Ci nieszczęśnicy dopomagali mi jedynie poszukując zadowolenia Boga, a także po to, by ocalić swą pobożną wiarę i życie ostateczne. Fakt, że spotykają się z takim traktowaniem, choć zasługują na pochwałę i uznanie, wystarczyłby do tego, by każdy wpadł w gniew.
Ponadto to zdumiewające, lecz ponownie wysuwa się niczym niepoparte twierdzenia dotyczące stowarzyszenia politycznego. Jednakże zarówno trzy sądy zbadały ten aspekt całej sprawy i uniewinniły nas, jak również ani sądy, ani policja, ani komitety rzeczoznawców nie znalazły jakiegokolwiek znaku wskazującego na istnienie jakiegokolwiek stowarzyszenia, który mógłby usprawiedliwić takie oskarżenia. Uczniowie Światła są braterską wspólnotą wskazującą na życie ostateczne; są podobni uczniom nauczyciela, studentom uniwersytetu czy też uczniom tego, kto uczy zapamiętywania Koranu. Ci, którzy wysuwają zarzuty wobec nich, nazywając ich stowarzyszeniem politycznym, powinni postrzegać wszystkich kupców, kaznodziejów czy szkolne dzieci jako należące do takich stowarzyszeń. Nie widzę zatem żadnej konieczności obrony tych, którzy zostali uwięzieni w tym miejscu w rezultacie tak bezsensownych i bezpodstawnych zarzutów.
Jednakże nic nie powstrzyma mnie przed obroną Traktatów Światła poprzez te same fakty, poprzez które wcześniej broniłem ich trzy razy, ponieważ ta kwestia ściśle dotyczy zarówno tego kraju, jak i świata islamu, a Traktaty są przyczyną korzyści, obfitości oraz materialnych i duchowych błogosławieństw dla tego narodu i tego kraju. Żadne prawo i żadna polityka nie zabraniają tego ani nie mogłyby tego zabronić.
Tak, jesteśmy stowarzyszeniem; jesteśmy stowarzyszeniem, którego liczba członków we wszystkich wiekach sięgnęła trzystu pięćdziesięciu milionów. Każdego dnia członkowie owego stowarzyszenia poprzez pięć modlitw obowiązkowych ukazują z najwyższym szacunkiem swe przywiązanie do zasad owego świętego stowarzyszenia, a poprzez uświęcony program słów:
Wierni są przecież braćmi [22]spieszą z pomocą jeden drugiemu w swych modlitwach i tym, co zyskały ich dusze. Należymy do owego uświęconego, wielkiego stowarzyszenia, a naszym szczególnym obowiązkiem jest nauczanie wiernych koranicznych prawd wiary w pewny i sprawdzony sposób, a także wybawianie ich i nas samych od wiecznej zagłady oraz wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w królestwie pośrednim. Nie jesteśmy w absolutnie żaden sposób związani z jakimkolwiek knującym spiski politycznym czy rewolucyjnym stowarzyszeniem tego świata, jak nam to zarzucono, nie zniżamy się do tworzenia żadnego bezsensownego i bezcelowego tajnego stowarzyszenia. Tak czy owak cztery sądy zbadały tę kwestię aż do najdrobniejszych szczegółów, a następnie uniewinniły nas w tym, co dotyczyło owej sprawy.
Moje sprzeciwy na piśmie
będące suplementem i dopiskiem do mej mowy obrończej, które zostały wysłane do sześciu departamentów rządu w Ankarze
oraz przedstawione Sądowi Karnemu w Afyon
Oto, co mówię sądowi w Afyon:
Dosyć tego! Moja cierpliwość się wyczerpała! Jest okrutnym i niebywałym złem fakt, że prócz prześladowania mnie przez dwadzieścia dwa lata bez powodu, a to poprzez trzymanie mnie pod stałym nadzorem, na zesłaniu, w całkowitej izolacji, prócz więzienia mnie w samotności, trzykrotnie bezprawnie uwięziono uczniów Światła, a z powodu bezpodstawnych podejrzeń i wykorzystywania "możliwości" miast faktów przyczyniono nam strat w wysokości tysięcy lir, a wszystko wbrew temu, że sześć sądów nie mogło znaleźć w stu częściach Traktatów Światła nic sprzecznego z prawem poza dwoma lub trzema kwestiami. Przyszłość i jej pokolenia przeklną tyranów, którzy są za to odpowiedzialni. Aż do teraz znajdowałem pocieszenie w mym przekonaniu, wedle którego owe pokolenia potępią ich, a na Sądzie Ostatecznym zrzucą w głębiny Piekła, i zachowując milczenie, znosiłem owo traktowanie, w przeciwnym razie moglibyśmy bronić naszych praw w całej pełni.
Na przestrzeni piętnastu lat sześć sądów uważnie zbadało Traktaty Światła oraz naszą korespondencję, a w efekcie pięć z owych sześciu sądów uniewinniło nas we wszystkich punktach. Jedynie sąd w Eskisehir wykorzystał jako pretekst pięć lub dziesięć słów krótkiego traktatu mówiącego o zasłanianiu ciała przez kobiety, a zatem jedną kwestię, i wydał łagodny wyrok, elastycznie interpretując prawo. Kiedy to uczynił, napisałem poniższe słowa, które po postępowaniu przed Sądem Apelacyjnym oficjalnie wysłałem do Ankary, aby ukazały tylko jeden przykład bezprawia:
Dawno temu, podążając za jednomyślną opinią i orzeczeniem trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu, objaśniłem koraniczne wersety dotyczące zasłaniania ciała przez kobiety, które przez tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat nauczały trzysta pięćdziesiąt milionów ludzi potężnej i wiecznej praktyki i uświęconej zasady muzułmańskiej, a także nakazywały stosowanie się do owej zasady, a uczyniłem to, aby bronić ludzi przed sprzeciwami pewnego ateisty i przed jego krytyką koranicznej cywilizacji. Jeśli jest na świecie jakakolwiek sprawiedliwość, sąd z pewnością odrzuci wyrok skazujący
pewnego człowieka za objaśnianie wersetów koranicznych, jako że ów człowiek podąża drogą, jaką jego przodkowie obierali od tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat; z pewnością usunie ową skazę na postanowieniach prawnych tego muzułmańskiego państwa.
To napisałem w dopisku zawierającym moje sprostowania, który pokazałem oskarżycielowi publicznemu. Był on przerażony i powiedział: "Nie ma takiej potrzeby. Twój wyrok był krótki i do jego odbycia pozostała ci tylko niewielka część kary. Nie ma potrzeby wysyłania tego pisma".
Pojęliście zatem prawdziwe dziwne przykłady podobne zawartemu w mej mowie obrończej i sprzeciwie, który został przedstawiony wam oraz departamentom rządu w Ankarze. Oto, czego oczekuję od sądu w Afyon i na co mam nadzieję: W imię prawdziwej sprawiedliwości oczekuję od was, że zadecydujecie o całkowitej wolności Traktatów Światła, których służba i blask przynoszą narodowi i krajowi korzyści tak wielkie, jakie mogłaby przynieść armia. W przeciwnym razie... Muszę poinformować was, że kiedy zostało uwolnionych pięciu czy dziesięciu moich przyjaciół, którzy trafili do więzienia z powodu powiązań ze mną, miałem pomysł, by popełnić przestępstwo wymagające najcięższej kary, które zmusiłoby mnie do pożegnania z życiem. Oto, jak było:
Choć dla dobra kraju i narodu ciemność. Wkrótce po moim rząd powinien zapewnić mi całkowitą ochronę i dopomagać mi, fakt, iż uciska mnie, sugeruje, że część organizacji komunistycznej oraz tajne stowarzyszenie ateistów, które działały przeciwko mnie przez ostatnie czterdzieści lat, połączyły się, zajęły ważne stanowiska i sprzeciwiają mi się. To mnie smuci, ponieważ liczne znaki wskazują na to, że rząd albo o tym nie wie, albo też na to zezwala.
Panie Przewodniczący sądu! Za pańskim zezwoleniem zadam panu pytanie o coś, czego jestem nadzwyczaj ciekaw: Dlaczego, choć w żaden sposób nie zaangażowałem się w politykę, politycy pozbawili mnie wszelkich praw obywatelskich, wszelkich wolności, a nawet wszelkich praw do życia? Dlaczego zabronili utrzymywania jakiegokolwiek kontaktu ze mną moim wielce troskliwym braciom i wiernym pomocnikom, którzy starali się chronić mnie przed spiskami mającymi na celu zabicie mnie, kiedy przez trzy i pół miesiąca byłem przetrzymywany w całkowitym odosobnieniu, a także przed moimi ukrytymi wrogami, którzy jedenaście razy podali mi truciznę, a nawet uniemożliwili mi - choć byłem stary, samotny, przebywający na zesłaniu i chory - studiowanie mych błogosławionych i nieszkodliwych ksiąg, które zawsze miałem przy sobie?
Błagałem oskarżyciela publicznego, aby zwrócił mi moje księgi, lecz nie zwrócił ich, choć to obiecał. Zmuszono mnie, bym pozostawał w samotności w wielkiej, zamkniętej i lodowatej celi, gdzie nie miałem nic, czym mógłbym się zająć, zaś urzędnicy i ich pachołkowie nie byli dla mnie przyjacielscy ani nie pocieszali mnie, lecz wprost zachęcano ich do tego, aby wrogo na mnie spoglądali. Oto mały przykład:
Napisałem petycję do naczelnika więzienia, oskarżyciela publicznego i przewodniczącego sądu, i wysłałem ją jednemu z moich braci, aby ją przepisał, jako że sam nie znam nowego alfabetu. Petycja została przepisana i wręczona adresatom. Następnie, zupełnie jakbym popełnił jakąś ohydną zbrodnię, zabito gwoździami okna mojej celi. Dym z pieca przyczyniał mi wielkich niewygód, zatem nalegałem, by jedno okno pozostawiono otwarte, jednak teraz również ono zostało zabite gwoździami. Ponadto, choć zgodnie z więziennym zwyczajem uwięzienie w samotności trwa około dwóch tygodni, przebywałem w całkowitym odosobnieniu przez trzy i pół miesiąca, a żadnemu z moich przyjaciół nie pozwolono na to, by miał ze mną jakikolwiek kontakt. Ponadto trzy miesiące temu został spisany przeciwko mnie liczący czterdzieści stron akt oskarżenia, który mi pokazano. Jednakże nie znam nowego alfabetu, byłem chory, a sam piszę bardzo słabo, zatem błagałem, by mogli przyjść do mnie dwaj spośród moich uczniów, którzy znają mój język i mogliby odczytać mi akt oskarżenia oraz spisać mój sprzeciw. Nie zezwolono mi na to, lecz powiedziano: "Obrońca przyjdzie i odczyta akt oskarżenia", później jednak również na to nie pozwolono, lecz jedynie powiedziano jednemu z moich braci, aby spisał akt oskarżenia w starym alfabecie i dał go mnie, jednak przepisanie owych czterdziestu stron zajęłoby sześć lub siedem dni. Sprawienie, że godzina, jaką zajęłoby odczytanie mi aktu oskarżenia, rozciągnęła się na sześć lub siedem dni, a wszystko jedynie po to, aby nikt nie miał ze mną kontaktu, jest przerażającym prześladowaniem i całkowitym pozbawieniem mnie prawa do obrony. Nawet wielokrotny morderca skazany na śmierć przez powieszenie nie spotyka się z takim traktowaniem. Zaprawdę cierpię krańcową niedolę, jako że nie znam powodu, dla którego poddaje się mnie tak niesłychanym mękom. Słyszałem, że Przewodniczący sądu jest uczciwy i uprzejmy, zatem po raz pierwszy i ostatni spisałem tę petycję i zażalenie.
Punkt Pierwszy: Uważam się za odnowiciela religii, jakbym był dumny i samolubny.
Odrzucam ten zarzut ze wszystkich sił. Co więcej, wszyscy moi bracia zaświadczą, że nie przyjmowałem czyichkolwiek sugestii, jakobym miał być Mahdim. Zaprawdę, kiedy komitet rzeczoznawców w sądzie Denizli powiedział: "Gdyby Said ogłosił się Mahdim, wszyscy jego uczniowie zaakceptowaliby to", Said w swoim sprzeciwie oznajmił, odpierając ich zarzuty: "Nie jestem Sajjidem, a Mahdi będzie Sajjidem".
Punkt Drugi: Publikowanie pewnych rzeczy w tajemnicy.
Nasi potajemni wrogowie nie powinni źle interpretować faktów, ponieważ w owych dziełach nie ma niczego, co dotyczyłoby polityki lub porządku publicznego. Ponadto nie powinni wykorzystywać jako pretekstu powielacza ani używania starego alfabetu.
Sześć sądów oraz rozmaite departamenty rządu zrozumiały cios, jaki Traktaty Światła wymierzyły Mustafie Kemalowi,
W akcie oskarżenia nadano temu niewłaściwe znaczenie, uważając za zniewagę pewne przykłady cudotwórstwa (tur. keramet) Traktatów Światła, jakie przybrały postać ciosów, jak gdyby takie nieszczęścia, jak trzęsienia ziemi, które nastąpiły, kiedy zaatakowano Traktaty Światła, były ciosami wymierzonymi przez Traktaty. Niech Bóg uchroni! Nigdy nie powiedzieliśmy ani nie napisaliśmy czegoś takiego. Tym, co powiedzieliśmy w wielu miejscach i co poparliśmy dowodami, było stwierdzenie, że jak jałmużna, która jest przyjmowana przez Boga, tak Traktaty Światła są narzędziem służącym odpychaniu nieszczęść. Kiedykolwiek są one atakowane, ukrywają się, a wówczas nieszczęście korzysta z okazji i atakuje nas. Tak, potwierdzonym przez tysiące uczniów Światła wraz z tym, co zaobserwowali, popartym przez setki incydentów i wydarzeń oraz ich zbieżność, która w żaden sposób nie może zostać przypisana przypadkowi, jak również przez liczne wskazówki i przykłady tałafuq* Koranu (a niektóre z nich wykazaliśmy w sądzie), jest niezachwiane przekonanie, do jakiego doszedłem, o tym, że owe tałafuq są darem Boga wskazującym na to, że Traktaty zostały przez Niego przyjęte, a także są rodzajem cudów Traktatów Światła, dokonanych przez wzgląd na Koran.
*Tałafuq (tur. tevafukat): niezamierzona zgodność słów lub liter wedle pewnego wzoru w wersach na jednej lub kilku stronach; także zgodność pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeń.
a jednak nie zawracały sobie tym głowy i uniewinniły nas, zwracając nam wszystkie nasze księgi, w tym również Promień Piąty. Co więcej, jego złe uczynki zostały wskazane, aby zachować wartość armii, zatem ukazano antypatię wobec jednego człowieka, aby z głębokim uczuciem wychwalać armię.
Punkt Trzeci: "Said zachęca do naruszenia bezpieczeństwa publicznego".
Owo niesłychane oskarżenie jest obalane przez fakt, że na przestrzeni dwudziestu lat sześć sądów ani policja dziesięciu prowincji nie odnotowały ani jednego przykładu naruszenia bezpieczeństwa publicznego lub zakłócenia porządku publicznego przez któregokolwiek ze stu tysięcy uczniów Światła, przez jakąkolwiek ze stu tysięcy kopii poszczególnych części Traktatów Światła; nie znalazły ani jednej rzeczy tego rodzaju. Bezsensownym jest odpowiadanie na kilka błahych kwestii nowego aktu oskarżenia, jako że trzy sądy, którym odpowiadaliśmy wielokrotnie, uniewinniły nas w prawdziwie wszystkich punktach. Ponieważ oskarżanie nas o owe kwestie jest tym samym, co oskarżanie Sądu Karnego w Ankarze i sądu w Denizli, które uniewinniły nas w owych kwestiach, pozostawiam odpowiedź owym sądom. Istnieją jednak jeszcze dwie lub trzy kwestie.
Choć Promień Piąty przez dwa lata był badany aż do najdrobniejszych szczegółów przez sądy karne w Denizli i Ankarze, które uniewinniły nas i zwróciły nam ową księgę, obecny akt oskarżenia odnosi jedną lub dwie kwestie owego traktatu do dowódcy, który jest martwy i odszedł, ukazując je jako przestępstwa, za które mamy być odpowiedzialni. Mówimy zatem: Absolutnie żadne prawo nie może uważać za przestępstwo wysuwania uczciwej i ogólnej krytyki, jaką można zastosować do człowieka, który zmarł, odszedł i nie jest już w żaden sposób związany z rządem.
Manipulując faktami, oskarżenie przyjęło jeden aspekt owej ogólnej interpretacji i odniosło go do tego dowódcy. Żadne prawo nie uważa za zbrodnię sytuacji, w której jedna setna znaczenia odnalezionego w poufnym i prywatnym traktacie może zostać zrozumiana jako odnosząca się do jakiegoś człowieka. Ponadto ów traktat w cudowny sposób objaśnia alegoryczne hadisy. Jako że owe objaśnienia zostały spisane trzydzieści czy czterdzieści lat temu, zaś rozstrzygające odpowiedzi zostały udzielone w mojej mowie obrończej i sprzeciwach, które zostały przedstawione trzem sądom, nie licząc waszego sądu, a także sześciu departamentom rządu w Ankarze, i nie spotkały się z żadną krytyką, przeto nie można uważać za rzecz niezgodną z prawem tego, że objaśnienie prawdziwego znaczenia hadisu okazuje się być właściwym dla pewnej grzesznej osoby.
Ponadto korzyści z reform, w których ów człowiek miał udział, a także błędy, których był przyczyną, nie należą tylko do niego, lecz również do armii i do rządu. On miał w nich jedynie pewien udział. Jak krytykowanie
go za jego błędy z pewnością nie jest zbrodnią, tak również nie można powiedzieć, że jest atakowaniem owych reform. Ponadto czyż mogłaby być zbrodnią antypatia wobec kogoś, kto przekształcił meczet Aya Sophia - pomimo że jest on wiecznym źródłem honoru tego bohaterskiego narodu, lśni jak klejnot dżihadu owego narodu i jego służby Koranowi, a także jest wielkim i drogocennym upamiętnieniem mieczów tego narodu - w dom bożków, kto przekształcił siedzibę urzędu Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam) w wyższą szkołę dla dziewcząt?
Kwestia Druga zarzucana mi w akcie oskarżenia:
W tej kwestii uniewinniły mnie trzy sądy, a jak wykazałem czterdzieści lat temu, kiedy objaśniałem cudowną interpretację hadisu, Wielki Mufti ludzi i dżinnów, Zembilli 'Ali Effendi, oznajmił: "Nie jest dozwolone, by zakładać na głowę kapelusz z rondem, nawet dla żartu", zaś wszyscy Wielcy Muftiowie oraz uczeni (ar. 'ulama) islamu również uznali to za niedozwolone. Zatem rzesza muzułmanów znalazła się w niebezpieczeństwie, kiedy zostali zmuszeni do noszenia takich kapeluszy (co oznacza, że muszą albo porzucić religię, albo zbuntować się), jednak jako że w jednej z części Promienia Piątego, spisanej czterdzieści lat temu, jest powiedziane: "Zostaną zmuszeni do noszenia kapeluszy z rondem, a bicie czołem w modlitwie będzie zabronione. Jednak wiara w głowach ludzi noszących kapelusze z rondem sprawi, że ów kapelusz uczyni pokłon do ziemi, a in sza'a-llah sprawi nawet, iż stanie się on muzułmaninem", słowa te ratują rzeszę muzułmanów zarówno przed buntem i rewoltą, jak również przed dobrowolnym odstąpieniem od religii i wiary. Choć żadne prawo nie może zaproponować czegoś takiego tym, którzy żyją w odosobnieniu; choć przez dwadzieścia lat nikt spośród władz sześciu prowincji nie zmusił mnie do noszenia kapelusza; choć urzędnicy w swych biurach, kobiety, dzieci i ludzie w meczetach (a także większość wieśniaków) nie są zmuszani do tego, by go nosić; choć obecnie kapelusze zostały oficjalnie zdjęte z głów żołnierzy; choć w wielu prowincjach nie są zabronione berety ani wełniane czapki - niemniej jednak ta kwestia została wysunięta jako powód skazania mnie i moich braci. Czyż jakiekolwiek prawo świata, jakakolwiek zasada, jakiekolwiek dobro mogłyby uznać ten kompletnie bezsensowny zarzut za rzeczywistą zbrodnię?
Kwestia Trzecia, w której postawiono mi zarzuty, to podżeganie do naruszenia bezpieczeństwa publicznego w Emirdag. Mój sprzeciw wobec tego zarzutu jest następujący:
Po pierwsze istnieje lista moich niezbitych sprzeciwów, która została przedstawiona tutejszemu sądowi, a także sześciu departamentom rządu
w Ankarze - za wiedzą i zezwoleniem tego sądu. Obecnie oznajmiam dokładnie to samo w odpowiedzi na akt oskarżenia.
Po drugie: Jak jest to zaświadczone przez wszystkich, którzy spotykali się ze mną w Emirdag, a także potwierdzone przez ludność i policję tego miasta, w swym osamotnieniu ze wszystkich sił unikałem angażowania się w politykę. Porzuciłem nawet pisanie i prowadzenie korespondencji z innymi. Nie napisałem nic prócz dwóch fragmentów, jednego o po-wtórzeniach w Koranie, drugiego o aniołach. Zwykłem pisać jeden list na tydzień do pewnego miejsca, aby zachęcać ludzi do Traktatów Światła. Zaprawdę, przez trzy lata napisałem jedynie trzy lub cztery listy do rodzonego brata, który jest muftim, a przez dwadzieścia lat był ze mną jako mój uczeń, wielce niepokoił się o mnie i wysyłał mi życzenia z okazji świąt religijnych. Choć przez dwadzieścia lat ani razu nie napisałem do mego brata, który przebywa w mych rodzinnych stronach, w akcie oskarżenia zarzuca mi się naruszenie bezpieczeństwa i - ponownie - sprzeciwianie się reformom. Oto, co mówię w odpowiedzi:
Fakt, że przez dwadzieścia lat sześć sądów i policja dziesięciu prowincji (a owe organy zajmowały się tą sprawą) nie odnotowały żadnego przypadku zakłócenia porządku publicznego czy naruszenia bezpieczeństwa, jaki miałby związek z dwudziestoma, a być może nawet stoma tysiącami ludzi, którzy z entuzjazmem czytają dwadzieścia tysięcy kopii Traktatów Światła, ukazuje, iż oskarżenie wskazuje na jedną spośród tysiąca możliwości tak, jakby była ona faktem dokonanym. Jeśli jednak nie ma żadnego znaku, który wskazywałby na możliwość prawdopodobną jak jeden do dwóch czy jeden do trzech, nie może być mowy o zbrodni. Tymczasem - choć ta możliwość nie jest nawet tak prawdopodobna jak jeden do tysiąca - każdy, włączając w to również oskarżyciela, który mnie atakuje, mógłby zabić wielu ludzi, w imię komuniz-mu zakłócić spokój i porządek publiczny lub naruszyć bezpieczeństwo. Oznacza to, że zniewagą dla sądu i dla prawa jest przedstawianie nie-słychanych i wyolbrzymionych możliwości zamiast faktów.
Co więcej, każdy rząd ma swoich przeciwników. Nie jest zbrodnią sprzeciwianie się rządowi jedynie w myśli. Rząd patrzy na ręce, lecz nie może zajrzeć do serca. Dotyczy to zwłaszcza kogoś, kto oddał temu krajowi i narodowi wspaniałe usługi, a nie przyniósł mu żadnej szkody, zaś ostatnio nie odgrywał żadnej roli w życiu społecznym, lecz stał się tym, który żyje w całkowitym osamotnieniu, a jego dzieła są doceniane i oklaskiwane w najważniejszych ośrodkach świata islamu. Obawiam
się, że ci, którzy wysuwają owe całkowicie niesłychane i bezpodstawne zarzuty wobec takich ludzi, nieświadomie są wykorzystywani dla potrzeb anarchii, a zaiste, nawet komunizmu.
Popełniając osiemdziesiąty ze stu dotyczących owych dzieł błędów, jakie znajdują się w akcie oskarżenia, prokurator mówi: "Interpretacje przyjęte w Promieniu Piątym są niewłaściwe..."
Odpowiedź: W Promieniu Piątym jest powiedziane: "Jedna z interpretacji - a Bóg wie najlepiej - jest następująca...", co oznacza: "Możliwe, iż jedno ze znaczeń owego hadisu jest następujące...". Zgodnie z logiką, nie można udowodnić, iż jest to błąd; mogłoby to zostać udowodnione jedynie poprzez udowodnienie niemożliwości takiego twierdzenia.
Po drugie: Choć przez ostatnie dwadzieścia, a zaiste, nawet czterdzieści lat, ci, którzy mi się sprzeciwiali, a później ci, którzy sprzeciwiali się Traktatom Światła, nie obalili moich interpretacji ani na gruncie logiki, ani na gruncie naukowym, zaś tysiące uczonych religijnych, którzy sprzeciwiali się zarówno mnie samemu, jak i uczniom Światła, potwierdziły owe interpretacje, i nie zostało powiedziane: "Został on dotknięty przez złe oko", pozostawiam waszej uczciwości sprawiedliwe osądzenie tego, jak niesprawiedliwe jest owo postępowanie dla tych, który nie wiedzą, jak sury Koranu mogą spotykać się z niedowierzaniem.
W skrócie: Znaczenie interpretacji jest jednym spośród wielu możliwych znaczeń hadisu czy wersetu koranicznego.
Dzięki pewnym znakom pojąłem, że kierując się ideą poniżenia Traktatów Światła, a także z powodu bezzasadnych podejrzeń w temacie Mahdiego, który to temat ma pewne powiązania polityczne, nasi ukryci wrogowie dochodzą do całkowicie bezpodstawnych sugestii, jakoby Traktaty Światła miały zostać wykorzystane dla celów politycznych. Być może to z powodu owych podejrzeń sprawiono, że cierpię tak wielkie męczarnie. Mówię owym potajemnym wrogom i tym, którzy słuchają ich z powodu wrogości wobec nas: Niech Bóg uchroni! I jeszcze raz, niech Bóg uchroni! Zarówno moje siedemdziesięciopięcioletnie życie, a szczególnie ostatnie trzydzieści lat, jak i sto trzydzieści części Traktatów Światła oraz tysiące ludzi, którzy ofiarowali mi swą szczerą przyjaźń, zaświadczają, iż nigdy nie posunąłem się do uczynienia prawd wiary narzędziami służącymi zdobyciu przeze mnie wysokiej rangi, rozgłosu ani sławy.
Tak, uczniowie Światła wiedzą (a dowody tego wykazałem w sądach), że nie dla zyskania dla siebie samego jakiejkolwiek wysokiej pozycji czy sławy, lecz dla służenia wiernym w kwestiach wiary z całym przekonaniem i ze wszystkich sił jestem gotów na to, by poświęcić nie tylko moje życie na tym świecie i jego przemijające godności, lecz również - jeśli będzie to konieczne - moje życie ostateczne z jego wiecznymi godnościami, których poszukuje każdy, a nawet - aby posłużyło to wybawieniu pewnych nieszczęśników od Piekła - jeśli będzie to konieczne - wyrzec
się Raju i samemu trafić do Piekła. Jak wiedzą to moi prawdziwi bracia, tak ja sam na wiele sposobów udowodniłem to w sądach. Oskarżanie mnie w ten sposób o nieszczerość w mej służbie Traktatom Światła i wierze, a także deprecjonowanie Traktatów Światła i dewaluowanie ich, pozbawi ten naród wzniosłych prawd Traktatów Światła.
Jeśli owi nędznicy - ponieważ wyobrażają sobie, że ten świat jest wieczny, a każdy tak jak oni wykorzystuje religię i wiarę dla celów tego świata - przypisują motywy tego świata komuś, kto rzuca wyzwanie wszystkim ludziom zbłądzenia na tym świecie; kto jest gotów do tego, by poświęcić swoje życie zarówno na tym świecie, jak i - jeśli będzie to konieczne - w świecie, który nadejdzie; kto, jak twierdził w sądach, nie zamieniłby nawet jednej prawdy wiary na władanie całym światem; kto z powodu tajemnicy szczerości intencji ucieka od polityki i wszelkich godności, materialnych i duchowych, które mają w sobie choć nutkę polityki; kto przez dwadzieścia lat znosił męki, jakie nie miały sobie równych; kto uważa samego siebie za daleko niższego od swoich uczniów i wierzy w to, że sam prawdziwie jest nędznikiem i nie ma żadnego znaczenia...; jeśli z powodu nadzwyczajnej siły wiary, jaką zyskali dzięki Traktatom Światła, niektórzy spośród jego szczerych braci w swych prywatnych listach przypisują mu pewne cnoty Traktatów Światła, jako że jest on ich "interpretatorem", zaś w konsekwencji przyzwyczajenia, które nie ma żadnych podtekstów politycznych, przyznają mu wysoką rangę - jak ci, którzy do prostych ludzi, których miłują, zwracają się: "Mój panie! Mój dobrodzieju!" - a myślą o nim daleko lepiej, niż nakazywałaby to jego faktyczna zasługa; jeśli podążając za dawnym i przyjętym zwyczajem, praktykowanym między mistrzem a jego uczniami, któremu nikt się nie sprzeciwia, a który służy wyrażeniu podziękowań, nadmiernie go wychwalają; jeśli spisują wyolbrzymione pochwały - a od dawna było zwyczajem umieszczanie ich w posłowiach mile widzianych ksiąg; jeśli czynią to wszystko - czyż może to być uważane za zbrodnię? Z pewnością jest to w pewien sposób sprzeczne z prawdą, jako że jest to przesada, to jednak ów człowiek jest obcym, jest samotny, ma licznych wrogów, a wiele rzeczy sprawiło, że utracił on tych, którzy mu dopomagali. Zatem jedynie po to, by umocnić ich morale w obliczu tak licznych przeciwników, by powstrzymać ich przed ucieczką, by nie niszczyć entuzjazmu tych, którzy nadmiernie go wychwalają, zmienił on część tego, co napisali, aby ich słowa odnosiły się do Traktatów Światła i aby nie odpychać tych ludzi. Można zatem pojąć, do jak dalekiego od prawdy, sprawiedliwości i uczciwości stanu upadli pewni urzędnicy, kiedy próbowali przedstawić powyżej opisanego
człowieka jako kogoś, kto służy wierze dla korzyści tego świata, pomimo jego starości i pomimo faktu, iż stoi on u drzwi grobu. Mym ostatnim słowem jest:
[23]
Suplement
Widziałem, że na odwrocie ostatniego raportu z dochodzenia badającego naszą sprawę sądu zostało napisane: "Cztery miesiące temu rząd oficjalnie podjął decyzję, aby zakazać kolportowania traktatu Cudowność Koranu, to jest Słowa Dwudziestego Piątego, pod pretekstem tego, że jego wymierzone przeciw cywilizacji objaśnienia trzech wersetów są niezgodne z obecnym Kodeksem Cywilnym".
Oto moja odpowiedź: Obecnie Cudowność Koranu jest częścią traktatu Zulfikar, a jedynie na dwóch spośród czterystu stron traktatu Zulfikar znajdują się objaśnienia trzech wersetów koranicznych, które zostały również zawarte w trzech spośród moich dawnych traktatów, a odpowiadają na pewne zarzuty cywilizacji wobec Koranu w sposób, któremu nie można się sprzeciwić. Jeden z owych wersetów mówi o zasłanianiu twarzy przez kobiety; drugi - فَیلِاُمِّهِ السُّدُسُ jego matce przypadnie jedna szósta [24] - o dziedziczeniu, tak jak trzeci - فَلِلذَّكَرِ مِثْلُ حَظِّ الْاُنْثَيَيْنِ mężczyźnie przypada udział dwóch kobiet [25]. Dwadzieścia lat temu na dwóch stronicach objaśniłem mądrość znaczenia owych wersetów w sposób, który zmusiłby do milczenia filozofów, a także uczyniłem to w innych traktatach trzydzieści lat temu. Mamy zatem legalne prawo do tego, aby zamiast zakazywania czterystustronicowego traktatu Zulfikar, podejrzewając, że został on napisany obecnie, usunięto z niego owe dwie strony, a księgi zostały nam zwrócone - tak jak w przypadku listu, który zawiera jedno lub dwa szkodliwe słowa, owe słowa zostają usunięte, a opublikowanie całej reszty jest dozwolone. W tej kwestii szukamy u waszego sprawiedliwego sądu poszanowania dla naszych praw.
Ponieważ nikt nie znalazł sposobności do tego, aby przyjść do mnie i odczytać mi liczący czterdzieści stron akt oskarżenia, który został mi wręczony miesiąc temu, po raz pierwszy odczytano mi go dzisiaj, to jest 11 czerwca. Wysłuchałem go i zobaczyłem, że lista moich sprzeciwów, które spisałem dla was dwa miesiące temu (a Dodatek i Dopisek do nich zostały napisane blisko miesiąc temu), została przekazana zarówno sześciu departamentom rządu w Ankarze, jak również waszemu urzędowi. Owe sprzeciwy odrzucają i obalają akt oskarżenia. Nie widzę absolutnie żadnej potrzeby spisywania ich na nowo. Tym, co mówię teraz, są jedynie poniższe dwa lub trzy punkty, które chcę przypomnieć oskarżeniu:
Punkt Pierwszy: Powodem, dla którego nie wziąłem pod rozwagę aktu oskarżenia i nie odpowiedziałem na niego, był fakt, że chciałem uniknąć znieważenia honoru trzech sprawiedliwych sądów, które nas uniewinniły, a także pogardzania nimi, ponieważ owe sądy uniewinniły nas po zbadaniu wszystkich punktów obecnego aktu oskarżenia aż do najdrobniejszych szczegółów. Całkowite zlekceważenie ich uniewinnienia jest zniewagą dla honoru sądownictwa.
Punkt Drugi: Oskarżenie stawia nam pewne zarzuty z powodu obrzydliwego przekręcenia naszych słów oraz nadawania niepojętego znaczenia jednej lub dwóm kwestiom wybranym z tysiąca, jednakże owe kwestie znajdują się w wielkim zbiorze Traktatów Światła. Uczeni (ar. 'ulama) Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, wiodący uczeni Damaszku, skrupulatni uczeni Mekki, Medyny, Aleppo i innych miejsc, a zwłaszcza dociekliwi uczeni Ministerstwa Spraw Religijnych - wszyscy widzieli Traktaty, chwalili je, docenili i złożyli pod nimi swe podpisy, zatem z wielkim zaskoczeniem i oszołomieniem ujrzałem pseudonaukowe sprzeciwy aktu oskarżenia. Gdybym nawet popełnił pewne błędy, zaś oskarżenie miałoby rację w swoich zarzutach (choć tysiące uczonych nie dostrzegły owych błędów ani nie zgłosiły sprzeciwu), owe błędy wciąż nie stanowiłyby przestępstwa, lecz byłyby jedynie błędami naukowymi. Co więcej, trzy sądy uniewinniły zarówno całość Traktatów Światła, jak i nas samych. Jedynie sąd w Eskisehir wymierzył łagodne wyroki mnie samemu oraz piętnastu z setki mych towarzyszy z powodu piętnastu słów Błysku Dwudzie-stego Czwartego, który mówi o zasłanianiu twarzy przez kobiety. W Dopisku do moich sprzeciwów napisałem, że jeśli na obliczu ziemi istnieje sprawiedliwość, to nie zaakceptowałaby ona skazania mnie za objaśnienie owego wersetu zgodnie z tym, co zostało wyłożone w trzystu pięćdziesięciu tysiącach komentarzy do Koranu. Oskarżenie w swym sprycie stara się wykorzystać przeciwko nam pewną liczbę punktów z ksiąg i listów napisanych przez dwadzieścia lat, jak gdyby
zbierało wodę z tysiąca strumieni, to zaś czyni nie trzy, lecz pięć lub sześć sądów, które uniewinniły nas w tej kwestii, naszymi wspólnikami w owej wyimaginowanej zbrodni. Napominam oskarżenie, aby nie znieważało honoru owych sprawiedliwych sądów!
Punkt Trzeci: Nawet jeśli są wyrażane wyraźnie, to krytyka i sprzeciw wobec przywódcy, który zmarł i odszedł, a jego powiązania z rządem wygasły, a który był przyczyną pewnych błędów popełnionych przy reformach, nie mogą być wykroczeniem ani obrazą w rozumieniu prawa. Jednak w moich słowach nie było nic wyraźnego; oskarżenie odniosło do owego przywódcy moje ogólne stwierdzenia poprzez przekręcenie ich. Opublikowało owe poufne znaczenia, o których nie każdemu mówiliśmy, zwracając na nie uwagę wszystkich. Jeśli popełniono jakiekolwiek przestępstwo, to winę ponosi oskarżenie, ponieważ podburzyło ono ludzi i zwróciło ich uwagę na owe znaczenia.
Punkt Czwarty: Z powodu bezpodstawnych podejrzeń, powtarzając tę samą starą historię, zbierając wodę z tysiąca strumieni oskarżenie zbadało pogłoski o tajnym stowarzyszeniu pomimo jednoznacznego uniewinnienia nas w tej kwestii przez trzy sądy. Jednakże nazywanie tajnym stowarzyszeniem solidarności między uczniami Światła, która - czego dowodzi zaświadczenie tysięcy świadków oraz fakt, że sześć prowincji nie ingeruje w nasze sprawy - służy jedynie dobru kraju, narodu i religii, ma na celu szczęśliwość na tym świecie i w świecie, który nadejdzie, a także dokłada starań przeciwko prądom w tym kraju i poza jego granicami, które kłaniają się zepsuciu, a także - jak czyni to oskarżenie - zarzucanie im "wykorzystywania religii oraz podburzania ludzi do zakłócenia publicznego porządku i naruszenia bezpieczeństwa", choć przez dwadzieścia lat nie odnotowano ani jednego taki incydentu, który miałby związek z uczniami Światła, a to wszystko w czasie, gdy istnieje wiele stowarzyszeń politycznych, które są szkodliwe dla tego narodu i kraju, zaś na ich istnienie zezwala się i patrzy się na nie tolerancyjnie - to wprawia w gniew nie tylko rodzaj ludzki, lecz całą ziemię, które odrzucają takie zarzuty. Jednakże nie ma potrzeby, by mówić cokolwiek więcej. Moją odpowiedzią na akt oskarżenia są moje sprzeciwy wraz z Dopiskiem do nich , które zostały spisane na długo przed aktem oskarżenia.
Ponieważ od moich wczesnych lat nie mógłbym znieść żadnej dominacji, przeciąłem moje powiązania ze światem. Obecnie życie wraz z owym bezsensownym i niepotrzebnym prześladowaniem stało się dla mnie wielkim ciężarem. Nie mam siły, by znosić prześladowania tysięcy urzędników poza murami więzienia. Mam dosyć życia tego rodzaju. Z całych moich sił domagam się od was, abyście mnie skazali. Zstąpienie do grobu nie leży w mojej mocy, zatem muszę pozostać w więzieniu. Wy również wiecie, że nie istnieją zbrodnie, które bezpodstawnie zarzuca mi oskarżenie, zatem nie mogę zostać skazany z ich powodu. Jednakże przed podjęciem mych prawdziwych obowiązków popełniłem poważne błędy, za które mogę zostać skazany. Jeśli właściwym jest pytać o te sprawy, odpowiem na wasze pytanie. Tak, oto jedyna zbrodnia spośród moich poważnych błędów, jaką popełniłem: Tutaj, w więzieniu Afyon przyszło mi na myśl, że winą, której nie można darować, jest fakt, że ponieważ nie patrzyłem na ten świat, zatem nie wypełniłem ciężkiego obowiązku, jaki nałożono na mnie w imię kraju, narodu i religii, a moja niewiedza nie usprawiedliwia mnie.
Fakt, że w tym względzie uniewinniły nas trzy sądy, ukazuje, jak daleko od prawdy i sprawiedliwości upadli ci, którzy nazywają politycznym stowarzyszeniem tego świata bezinteresowne i wskazujące jedynie na życie ostateczne przywiązanie uczniów Światła do Traktatów Światła i do ich interpretatora, którzy starają się wykazać, iż ci ludzie są winni kryminalnego przestępstwa. My również mówimy:
Podstawą i fundamentem wspólnoty ludzkości, a szczególnie narodu muzułmańskiego, są szczere więzi między krewnymi, troska i przywiązanie między klanami i grupami, a jeśli chodzi o narodowość muzułmańską - duchowe braterstwo wiernych i ich wzajemne wsparcie, oddanie owemu narodowi, a także niezachwiane przywiązanie do prawd Koranu i do tych, którzy je szerzą, oraz przynależność do stronnictwa owych prawd. Jedynie poprzez zaprzeczenie owym więziom, które zabezpieczają życie społeczne, poprzez przyjęcie czerwonej zarazy [26], która rozsiewa na północy straszliwe ziarna anarchii, która rujnuje młode pokolenie, która przyciąga do siebie dzieci wszystkich ludzi, niszczy więzi pokrewieństwa narodowości, otwiera drogę dla całkowitego
zepsucia ludzkiej cywilizacji i życia społecznego - jedynie wówczas uczniowie Światła mogą zostać nazwani stowarzyszeniem politycznym, co jest jednak zniewagą, za którą powinno się postawić przed sądem tych, którzy się jej dopuszczają. Z tego powodu prawdziwi uczniowie Światła otwarcie oznajmiają o swoim uświęconym przywiązaniu do prawd Koranu i o niezachwianych więziach ich braterstwa, wskazującego na życie ostateczne. Ponieważ ze szczęściem przyjmą jakąkolwiek karę, jaka zostanie im wymierzona z powodu owego braterstwa, przeto w waszym sprawiedliwym sądzie zeznają, jaka jest prawda. Nie poniżą się do obrony samych siebie za pomocą kłamstw, pochlebstw i wykrętów.
Dopisek
Po pierwsze: Mówię sądowi, że ponieważ nowy akt oskarżenia oparty jest na dawnych aktach oskarżenia z sądów w Denizli i Eskisehir, a także na powierzchownych dochodzeniach powierzchownych "komitetów rzeczoznawców", którzy się nam sprzeciwiali, zatem twierdzę przed waszym sądem, że jeśli nie będę w stanie udowodnić tego, iż w akcie oskarżenia znajduje się sto błędów, zadowoli mnie wyrok stu lat pozbawienia wolności. Dowiodłem tego w swojej sprawie; jeśli chcecie, mogę udowodnić to również wam, przedstawiając tabelę, która wymienia ponad setkę błędów.
Po drugie: Kiedy podczas procesu w Denizli nasze księgi i papiery zostały wysłane do Ankary, ja zaś byłem pełen niepokoju i rozpaczy, że zostanie wydany wyrok skazujący nas, napisałem do mych przyjaciół następujący fragment, który został dołączony na zakończenie niektórych z moich mów obrończych: "Jeśli urzędnicy sprawiedliwości, którzy studiują Traktaty Światła, aby je skrytykować, dzięki nim umocnią lub ocalą swą wiarę, zaświadczcie, że wybaczam im. Jesteśmy tu po to, aby służyć, zaś funkcją Traktatów Światła jest umacnianie i ocalenie wiary. Nałożono na nas obowiązek służby wierze bez różnicy, czy chodzi o przyjaciela, czy o wroga, i bez opowiadania się po którejś ze stron".
Panowie Sędziowie! W konsekwencji tej prawdy potężne i niezbite dowody zwróciły ku sobie serca członków sądu; cokolwiek uczynicie przeciwko mnie, wybaczam wam i nie żywię do was żadnej urazy. To dlatego, choć byłem zirytowany przez krańcową tyranię i represje, jakie wycierpiałem, przez pogardliwe traktowanie i zniesławianie mojej osoby, jakiego nie doświadczyłem w takim stopniu nigdy wcześniej, przetrwałem to i nawet nie mówiłem źle o tych, którzy byli w takie postępowanie zaangażowani. Zbiór Traktatów Światła, który macie w swym posiadaniu, stanowi moją niezbitą i niezaprzeczalną mowę obrończą, a także jest mymi sprzeciwami wobec wszystkich stawianych nam zarzutów i oskarżeń o zbrodnie, które rzekomo mieliśmy popełnić.
To zdumiewające, że choć wiodący uczeni Kairu, Damaszku, Aleppo, Medyny i Mekki, a także dociekliwi uczeni Ministerstwa Spraw Religijnych, drobiazgowo przestudiowali zbiór Traktatów Światła, a nie przedstawiając żadnej krytyki, pochwalili je i docenili, to jednak "mądrzy" ludzie, którzy opracowali akt oskarżenia przeciwko nam, ukazali poprzez nadzwyczajny i oczywisty błąd - twierdząc, że Koran zawiera czterdzieści sur - to, jak powierzchownie rozpatrzyli tę kwestię. Pomimo potwierdzenia Traktatów Światła przez tysiące ludzi przebywających w tych ciężkich warunkach, przeze mnie samego, który przebywałem na zesłaniu, byłem samotny, nieszczęsny i byłem celem straszliwych ataków, ów oskarżyciel, który nie wie nawet tego, ile sur jest w Koranie, powiedział: "Choć Traktaty Światła próbują objaśniać Koran i interpretować hadisy, nie zawierają żadnej naukowej zawartości i nie mają choćby w części żadnej wartości naukowej, która mogłaby posłużyć nauczaniu tych, którzy je czytają...". Jest zrozumiałym, jak daleką jest taka krytyka od prawa, rzeczywistości, sprawiedliwości i prawa.
Ponadto skarżę się wam również na to, że choć sprawiliście, iż przez dwie godziny wysłuchaliśmy całego czterdziestostronicowego aktu oskarżenia, który zawiera setki błędów i rani nasze serca, to mimo moich nalegań nie zezwoliliście mi na to, bym w odpowiedzi odczytał pół strony całkowitej prawdy, co zajęłoby dwie minuty. Zatem w imię sprawiedliwości domagam się tego, byście pozwolili mi odczytać całą listę moich sprzeciwów.
Po trzecie: Każdy rząd ma swoich przeciwników, jednak dopóki nie zakłócają oni publicznego porządku, zgodnie z prawem nie mogą zostać dotknięci represjami. Czyż zatem jest w ogóle możliwe, abym ja sam i ci, którzy są tacy jak ja, którzy są rozczarowani światem, a pracują tylko na rzecz grobu, mieli wyrzec się spędzenia reszty ich życia w granicach, o których naucza Koran, na drodze, którą nasi przodkowie podążali przez
tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat, w sposób, na jaki zezwalają zasady uświęcone we wszystkich czasach przez trzysta pięćdziesiąt milionów wiernych; czyż jest w ogóle możliwe, abyśmy porzucili tę drogę, a będąc zmuszonymi do tego przez naszych wrogów i ich matactwa, poparli jedynie dla krótkiego i ulotnego życia doczesnego barbarzyńskie prawa i zasady niemoralnej i rozwiązłej cywilizacji, która zaiste jest rodzajem komunizmu; byśmy przyjęli je jako naszą drogę? Żadne prawo jakiegokolwiek miejsca, a także nikt, kto jest choćby w najmniejszym stopniu uczciwy, nie zmusiłby nas do zaakceptowania tego. Tym, którzy się nam sprzeciwiają, mówimy jedynie: Nie naprzykrzajcie się nam, a my nie będziemy wam się naprzykrzać!
Z powodu owego faktu nie poprę ani rozumowo, ani na gruncie naukowym, stronniczych rozkazów dowódcy, zwanych prawami, które uczyniły meczet Aya Sophia domem bożków, a siedzibę urzędu Wielkiego Muftiego wyższą szkołą dla dziewcząt, zaś jeśli chodzi o mnie samego, nie będę postępował stosownie do owych praw. Jednak choć przez dwadzieścia lat mej niewoli byłem ciężko prześladowany, nie zaangażowałem się w politykę, nie drażniłem władz, nie zakłócałem porządku publicznego. Choć mam setki tysięcy przyjaciół w Traktatach Światła, nie odnotowano ani jednego incydentu dotyczącego zakłócenia spokoju. Mam dość życia z powodu całkowicie poniżającego traktowania, z jakim zetknąłem się tutaj oraz na swym zesłaniu w ostatnim okresie mego życia, a owo traktowanie rozdrażniło mnie, ponieważ podobnego nie doznałem nigdy wcześniej. Czuję wręcz wstręt do wolności, jeśli po uwolnieniu miałbym być w ten sposób prześladowany. Napisałem do was petycję, mówiąc, że w przeciwieństwie do wszystkich innych więźniów nie pragnę od was uniewinnienia, lecz skazania, nie chcę łagodnego wyroku, lecz najcięższej kary. Abym został wybawiony od tego niespotykanego, niesłychanie despotycznego traktowania, nie ma dla mnie innego wyjścia prócz zstąpienia do grobu lub uwięzienia. Jednak jako że samobójstwo nie jest dozwolone, a wyznaczona godzina śmierci pozostaje nieznana, zaś jej przyspieszenie nie leży w granicach mej mocy, rezygnuję ze śmierci na rzecz uwięzienia w całkowitej samotności, jakie cierpię obecnie. Jednakże na razie nie przedstawiam owej petycji, a to ze względu na mych niewinnych towarzyszy.
Po czwarte: Oto, co oświadczam, potwierdzając te słowa przez wszystko, co napisałem w Traktatach Światła w czasie trzydziestu lat mego życia, który nazwałem okresem nowego Saida, przez wszystkie fakty dotyczące mojej osoby, zaświadczając je poprzez świadectwa
wszystkich uczciwych ludzi i przyjaciół, którzy spotykali się ze mną w poważnych zamiarach: Na ile byłem w stanie to czynić, starałem się powściągać moją nakazującą zło duszę przed wychwalaniem samego siebie, poszukiwaniem sławy i dumą, a być może nawet sto razy zraniłem uczucia tych uczniów Światła, którzy mają nadmiernie dobre zdanie na mój temat. Jak potwierdzają to zarówno moi bliscy przyjaciele i moi bracia, jak również znaki, jakie zauważyli, mówiłem im: "Sam nie posiadam niczego, jestem tylko nędznym heroldem sklepu złotnika, jakim jest Koran". Nie pragnąc doczesnych zaszczytów, wysokiej pozycji ani sławy, a nawet nie przypuszczając, że zyskam wysoką rangę duchową, lecz będąc przerażonym możliwością tego, że moja dusza otrzyma pewien udział w służbie, jaką wykonuję, co zepsuje moją szczerość i czystość intencji, postanowiłem poświęcić owe zaszczyty i stanowiska dla mojej służby. Jednak pomimo tego, iż postępowałem w ten sposób, pomimo tego, że nie przyjmowałem wdzięczności niektórych spośród moich braci za to, że mogli skorzystać z Traktatów Światła - co zostało przedstawione Wysokiemu Sądowi w taki sposób, jak gdyby była to kwestia polityczna o wielkiej doniosłości - uczyniliście ich szacunek dla mnie, który jest większy niż szacunek, jaki żywi syn dla swego ojca, przedmiotem indagacji. Doprowadziliście niektórych spośród nich do tego, iż zaprzeczyli mu. Sprawiliście, że słuchaliśmy tego ze zdumieniem. Czyż można sobie wyobrazić, że nieszczęśnik, który nie jest szczęśliwy, kiedy go wychwalają, który uważa, że nie jest tego godzien, miałby popełnić przestępstwo?
Po piąte: Mówię wam z całym przekonaniem, że oskarżanie uczniów Światła o to, że należą do stowarzyszenia politycznego lub o zaangażowanie w politykę, kiedy nie mają oni absolutnie żadnego związku z jakimkolwiek stowarzyszeniem, związkiem czy ruchem politycznym, jest świadomą lub nieświadomą walką przeciwko nam przez wzgląd na tajną organizację ateistyczną, która od czterdziestu lat działała bezpośrednio na szkodę islamu i wiary, lub też w imię pewnego rodzaju komunizmu, który wytwarza w tym kraju anarchię. Trzy sądy uniewinniły w tym względzie wszystkich uczniów Światła i wszystkie Traktaty Światła.
Jedynie sąd w Eskisehir skazał mnie na rok pozbawienia wolności, zaś piętnastu spośród stu dwudziestu moich przyjaciół na sześć miesięcy więzienia z powodu jednej kwestii, jaka znalazła się w krótkim traktacie mówiącym o zasłanianiu ciała przez kobiety, lub być może z powodu zdania: "Wedle tego, co słyszałem, w mieście będącym siedzibą rządu pucybut zachował się bezczelnie wobec półnagiej żony pewnej ważnej osobistości, a jego zdumiewający brak manier wymierzył cios w bez-
wstydną twarz pewnego człowieka, który sprzeciwia się zasłanianiu ciała przez kobiety", które zostało napisane dawno temu. Oznacza to, że obecne oskarżanie Traktatów Światła oraz ich uczniów jest stawianiem zarzutów i wymierzaniem wyroku trzem sądom, a także jest lekceważeniem ich.
Po szóste: Z Traktatami Światła nie można walczyć. Wszyscy muzułmańscy uczeni, którzy je widzieli, potwierdzili iż są one wiarygodnym komentarzem do Koranu - to jest, że zawierają potężne dowody jego prawd. Są one cudem Koranu tego stulecia, są silną barierą, chroniącą ten naród i kraj przed zagrożeniami przychodzący miz północy. Pojąłem zatem, iż obowiązkiem waszego sądu nie jest odstraszanie od nich ich uczniów, lecz - przez wzgląd na ogólne prawa - zachęcanie ich, i tego od was oczekuję. Dzięki wolności nauki nikt nie wtrąca się do spraw książek i czasopism tych, którzy nie mają żadnej religii, a także niektórych politycznych ateistów, którzy przynoszą szkodę narodowi, krajowi i bezpieczeństwu publicznemu, zatem z pewnością nie jest zbrodnią być uczniem Światła, ratować wiarę niewinnych i potrzebujących młodych ludzi oraz zachowywać ich od niemoralności; zaiste, rząd oraz Ministerstwo Edukacji powinny przyklasnąć temu i do tego zachęcać.
Oto moje ostatnie słowo: Oby Wszechmocny Bóg pozwolił sędziom na wyegzekwowanie prawa z prawdziwą sprawiedliwością. Amen.
[27]
[28]
[29]
Moje ostatnie słowo
Zarówno z aktu oskarżenia, jak i z długiego więzienia mnie w samotności pojąłem, iż w tej sprawie chodzi przede wszystkim o moją osobę, zaś cała sprawa została ujrzana jako odpowiednia dla tego, aby zniszczyćmoją osobę, jak gdyby moja osoba przyczyniała szkody rządowi, bezpieczeństwu publicznemu i krajowi, jak gdybym za zasłoną
religii ukrywał cele tego świata i dążył do pewnego rodzaju działalności politycznej. W obliczu tego mówię wam z całkowitym przeświadczeniem, co następuje:
Nie wyrządzajcie krzywdy uczniom Światła z powodu owych bezpodstawnych podejrzeń poprzez oczernianie mojej osoby, ponieważ są oni oddani Traktatom Światła, krajowi i narodowi, i ponieważ mają wielką wartość dla kraju i dla narodu. Gdybyście tak uczynili, mogłoby to otworzyć drogę dla znacznych szkód duchowych dla owego kraju i narodu, a zaiste, dla wystawienia kraju i narodu na niebezpieczeństwo. Mówię wam również z całkowitą pewnością, że jakakolwiek zniewaga, jakiekolwiek poniżające traktowanie, oszczerstwa, męczarnie czy wyroki więzienia spotkają moją osobę, przez wzgląd na drogę, którą teraz podążam, jestem zdecydowany na to, aby je przyjąć - pod warunkiem, że żadna krzywda nie spotka z mego powodu Traktatów Światła ani uczniów Światła. Ponadto w takim traktowaniu zawarta jest również nagroda dla mnie, jaką otrzymam w życiu ostatecznym. Choć szlocham, jestem również zadowolony, jako że w ten sposób mogę zostać ocalonym od grzechów mojej nakazującej zło duszy. Gdyby ci nieszczęśni, niewinni ludzie nie zostali wysłani do więzienia wraz ze mną, powiedziałbym to z wielką zapalczywością w waszym sądzie. Widzieliście również, że człowiek, który spisał akt oskarżenia, chce zniszczyć moją osobę poprzez swoje przekręcanie moich słów i wyolbrzymianie ich, a także źle interpretuje przynajmniej część tego, co napisałem, poprzez ukazywanie wszystkich moich ksiąg i listów, poufnych i innych, spisanych przez dwadzieścia czy trzydzieści lat mego życia tak, jakby zostały one napisane w tym roku, jakby nigdy nie widział ich żaden sąd, jakby nie zostały one ułaskawione ani nie podlegały upływowi czasu. Powiedziałem sto razy, że jestem niedoskonały, a powód, dla którego zniesławianie mnie przy każdej okazji nie ma żadnego wpływu na opinię publiczną na mój temat, co wystarczy do tego, by zaniepokoić polityków, jest następujący: Tutaj, w tym czasie, wielu ludzi odczuwa silną i nieodpartą potrzebę tego, aby nauczać innych religii i umacniać ich wiarę, a są to ludzie, którzy nie poświęcą prawdy dla niczego innego, nie uczynią jej narzędziem żadnej sprawy i nie pragną żadnego udziału dla swych dusz. Jedynie w ten sposób można odnieść korzyść z tego, czego nauczają oni w temacie wiary, a także dojść do tego, by uwierzyć z całkowitą pewnością.
Tak, wygląda na to, że w żadnym innym czasie ani w żadnym innym miejscu owa potrzeba nie była tak wielka, ponieważ z zewnątrz nadeszło zło w całej swej sile. Choć przyznałem i oznajmiłem, że sam nie odpowiedziałem na ową potrzebę, przypuszcza się, że dokonałem tego
w pewnym stopniu, nie z powodu jakiejkolwiek mojej cnoty, lecz z powodu tego, że owa potrzeba była naprawdę ciężką, zaś inni nie wysunęli się na czoło. Przez długi czas patrzyłem na to ze zdumieniem i zadziwieniem, lecz dopiero teraz pojąłem mądrość zawartą w owej opinii ogółu, której w żaden sposób nie jestem godzien, a która ukształtowała się mimo mych straszliwych błędów. Oto, jaka jest owa mądrość:
Tutaj, w tym czasie, Traktaty Światła i zbiorowa osobowość ich uczniów zwróciły ową dotkliwą potrzebę ku sobie samym. Przypuszcza się, iż moja osoba jest przedstawicielem cudownej prawdy Traktatów Światła oraz ich szczerej i czystej osobowości - choć mój udział w ich dziele i służbie to zaledwie jedna tysięczna - i poświęca mi się pewną uwagę. Jednak jest to zarówno szkodliwe dla mnie, jak też jest dla mnie ciężarem, a ponadto nie mam do tego prawa. Jednak zachowałem milczenie i przyjąłem ową szkodę przez wzgląd na Traktaty Światła i ich osobowość. Ponadto z powodu mej służby Traktatom uważa się, jakoby wzmianki o mojej skromnej osobie były zawarte w przepowiedniach dotyczących Traktatów Światła (które są zwierciadłem, jakie w tym czasie odbija cudowność Wszechmądrego Koranu) oraz zbiorowej osobowości ich szczerych uczniów, jakie zostały poczynione dzięki Bożej inspiracji przez niektórych świętych mężów, takich jak Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) czy Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Wygląda na to, że byłem w błędzie, jako że w niektórych miejscach przypisałem nieco ich łaskawej uwagi mojej osobie, zaś nie zwróciłem jej ku Traktatom Światła. Powodem tego była moja słabość; pozornie przyjąłem część owej uwagi dla samego siebie, aby zapobiec rzeczom, które mogły odstraszyć tych, którzy pomagali mi pomnażać Traktaty Światła, a także po to, aby zwiększyć ich ufność w to, co powiedziałem. Ostrzegam was! Nie ma potrzeby zniesławiania mej przemijającej osoby, która stoi u drzwi grobu, nie ma również konieczności nadawania jej tak wielkiego znaczenia. W żadnym wypadku nie jesteście w stanie walczyć z Traktatami Światła, zatem nie walczcie z nimi! Przez prowadzenie z nimi walki przyczynicie wielkich szkód temu narodowi i temu krajowi. Tak czy inaczej nie jesteście w stanie rozproszyć uczniów Światła, ponieważ obrońca Koranu w tym czasie - a w oczach świata islamu jest on równy bohaterom dawnych czasów - wraz ze swymi bohaterskimi czynami nie pozwoli na to, aby synowie przodków tej ziemi, która na drodze obrony Koranu wydała czterdzieści do pięćdziesięciu milionów męczenników, porzucili Traktaty Światła. Nawet jeśli ci szczerzy uczniowie pozornie się wycofają, wciąż będą przywiązani do Traktatów całym życiem i całą duszą. Nie porzucą Traktatów Światła, które są zwierciadłem owej
prawdy, gdyż skutkiem tego wyrządziliby szkodę temu narodowi, krajowi i bezpieczeństwu publicznemu.
Moim ostatnim słowem jest:
[30]
Petycja
Mam prośbę o największym znaczeniu, którą chcę przedstawić Rządowi.
Upraszam Rząd o to, aby piętnastostronicowy Promień Piąty, który po raz pierwszy został spisany lata temu, a później został dołączony do zakończenia liczącego sobie ponad trzysta stron zbioru Dająca światło lampa (tur. Siracu'n-Nur), a także był powodem skonfiskowania owego zbioru przez rząd, został usunięty z Dającej światło lampy, ponieważ zostało ustalone, iż owo dzieło może być na wiele sposobów użyteczne dla ludzi dotkniętych nieszczęściem, starszych oraz tych, którzy popadli w wątpliwości dotyczące ich wiary. Upraszam o to, by zabroniono rozpowszechniania owego fragmentu, który uważa się za szkodliwy, lecz wydano pozwolenie na publikację pozostałych trzystu stron, aby ludzie, na których spadło nieszczęście, a także starsi, mogli czerpać z niego pociechę, zaś potrzebujący mogli skorzystać z prawd wiary, które ów zbiór zawiera.
Ponadto wśród czterystu stron traktatu Zulfikar znajdują się dwie strony spisane trzydzieści lat temu, a objaśniające - w odpowiedzi filozofom Europy - dwa wersety koraniczne, dotyczące dziedziczenia i zasłaniania ciała przez kobiety, zaś w zbiorze Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz), wydanym trzydzieści lat temu, znajduje się jeden wers mówiący o bankach w odniesieniu do wersetu:
Lecz Bóg dozwolił handel, a zakazał lichwy [31], a także, pośród odpowiedzi na sześć pytań, jakie zostały zadane urzędowi Wielkiego Muftiego przez duchownego będącego głową Kościoła anglikańskiego, w przybliżeniu jeden wers, napisany trzydzieści lat temu, kiedy należałem do Daru'l-Hikmet. Upraszam zatem o to, aby owe fragmenty zostały usunięte, a zbiór Zulfikar - który został skonfiskowany pod pretekstem owych dwóch stron i jednego wersu, ponieważ są one niezgodne z obecnym Kodeksem Cywilnym - mógł do nas powrócić, ponieważ był on wielce chwalony przez świat muzułmański oraz zaprawdę dostrzeżono płynące z niego korzyści, a ponadto w cudowny sposób udowadnia on prawdziwość trzech spośród filarów wiary. Tego się dopraszamy i jest to naszym prawem, jak w przypadku, kiedy pięć słów listu zostaje ocenzurowane, lecz zezwala się na wysłanie jego pozostałej części. Domagamy się zatem uszanowania naszego ważnego i legalnego prawa. Żądamy, byśmy - wraz z Koranem i tymi, którzy umiłowali wiarę, a poprzez Traktaty Światła służą narodowi, krajowi i bezpieczeństwu publicznemu - zostali wybawieni od prześladowań ludzi, którzy w tym, co nas dotyczy, robią górę z kretowiska. Ponadto od osiemnastu lat nie widziałem żadnej kopii Sześciu ataków, które napisałem, kiedy byłem przepełniony gniewem z powodu ciężkich prześladowań, jakie cierpiałem w owym czasie, a mówiąc, iż są one poufne, nie wydałem pozwolenia na ich opublikowanie. Tak czy inaczej, trafiły one do rąk trzech lub czterech sądów, zaś sądy zwróciły je ich właścicielom.
(Ten fragment został napisany, aby podziękować komitetowi rzeczoznawców powołanemu przez Ministerstwo Spraw Religijnych. Objaśnię trzy Punkty, aby dopomóc we wniesieniu poprawek do pomniejszych zarzutów owego komitetu, na które odpowiedź jest zupełnie jasna).
Punkt Pierwszy: Jeśli chodzi o mnie, to jestem wdzięczny owym uczonym i dziękuję im na trzy sposoby:
Po pierwsze: Prócz Promienia Piątego, doceniają oni pozostałe trzynaście części zbioru Dająca światło lampa.
Po drugie: Obalają oni wysuwane przeciwko nam zarzuty tworzenia tariki sufich, zakładania stowarzyszenia politycznego i naruszania bezpieczeństwa.
Po trzecie: Potwierdzają oni moje stanowisko w sądzie. Powiedziałem sądowi, że jeśli można mówić o jakiejkolwiek winie, to winnym jestem ja, zaś uczniowie Światła są szczerzy i niewinni, a na rzecz Traktatów Światła pracują dla swej wiary. Komitet rzeczoznawców również oczyszcza z zarzutów uczniów Światła i przypisuje całą winę mnie. Mówię zatem członkom owego komitetu: "Niechaj Bóg będzie z was rad!" Wspólnikami w moim przestępstwie uczynili oni jedynie zmarłego Hasana Feyziego i zmarłego Hafiza Alego, a także dwóch lub trzech innych, którzy są spadkobiercami owych dwóch błogosławionych męczenników i działają wedle ich systemu. Pomylili się jednak pod jednym względem, jako że ci ludzie wyprzedzili mnie nie w błędach czy winie, lecz w służbie na rzecz wiary, a poprzez Bożą łaskę i miłosierdzie zostali dani mi jako pomocnicy z powodu mej słabości, zaś są wolnymi od moich błędów.
Punkt Drugi: Komitet rzeczoznawców orzekł, że niektóre z przekazów [32]przytoczonych w Promieniu Piątym są "wątpliwe", zaś inne są "fałszywe" [33], a ponadto niektóre zostały niewłaściwie zinterpretowane. Zostało to napisane tak samo, jak w akcie oskarżenia w Afyon, który był wymierzony przeciwko nam. Jednak w tabeli, która zajęła piętnaście stron, udowodniłem, iż ów akt oskarżenia zawierał osiemdziesiąt jeden błędów. Szanowny komitet ekspertów powinien zobaczyć ową tabelę. Przykład jednego z owych błędów jest następujący:
Oskarżyciel powiedział: "Wszystkie interpretacje są błędne, zaś przekazy albo fałszywe (ar. małdu), albo wątpliwe".
Ja zaś mówię: Zinterpretowanie hadisu oznacza stwierdzenie, że takieto-a-takie znaczenie jest możliwe lub być może zamierzone przez hadis. Zgodnie z logiką, odrzucenie możliwości takiego znaczenia możliwe jest jedynie poprzez udowodnienie jego niemożliwości. Jednak jak znaczenie hadisu zostało ujrzane oraz urzeczywistniło się w tym stuleciu, tak pewien aspekt uniwersalności aluzyjnego poziomu znaczenia hadisu ukazał jeden blask jego cudownego znaczenia, które w tym czasie okazało się prawdziwe, zatem nie można mu w żaden sposób ani zaprzeczyć, ani się sprzeciwić. Ponadto w tabeli zostało udowodnione, że słowa oskarżyciela: "...wszystkie przekazy są albo fałszywe, albo wątpliwe" są błędne pod trzema względami.
Po pierwsze: Błędem pod dziesięcioma względami jest całkowite zaprzeczanie tego rodzaju przekazom, jako że ani Imam Ahmad Ibn Hanbal, który zapamiętał milion hadisów, ani Imam Al-Buchari, który zapamiętał pięćset tysięcy, nie mieli odwagi, aby im zaprzeczyć, a takie zaprzeczenie tak czy inaczej nie jest możliwe; jako że prokurator nie widział wszystkich ksiąg hadisów; jako że większość ummy w każdym stuleciu oczekuje pojawienia się tego, co wyrażają owe przekazy, lub zaświadczenia jednego aspektu ich ogólnego znaczenia; jako że zostały one zaakceptowane przez całą ummę; jako że ukazały się i były widziane liczne ich aspekty i próbki, które okazały się w zupełności prawdziwe.
Po drugie: Termin małdu oznacza, że dany przekaz nie jest hadisem, który posiada autentyczny łańcuch przekazicieli, lecz ów termin nie oznacza, że znaczenie przekazu jest błędne. Jako że spośród ummy szczególnie ludzie prawdy i ci, przed którymi odsłoniła się prawda, a także niektórzy z uczonych w dziedzinie hadisów oraz ci, którzy posiadali kwalifikacje do tego, aby interpretować prawo, przyjęli owe przekazy i oczekiwali na ukazanie się tego, na co one wskazują, z pewnością owe przekazy zawierają prawdę, która wskazuje na każdego, jak jest to z przysłowiami.
Po trzecie: Czyż w choć jednej z ksiąg uczonych, którzy obrali różne drogi i trzymali się różnych szkół, istnieje choć jedna kwestia lub choć jeden przekaz, któremu nikt by się nie sprzeciwił? Na przykład jednym z przekazów mówiących o pojawieniu się kilku Antychrystów (Dadżdżali) wewnątrz islamu jest następujący hadis, który wyraźnie przepowiada wojny Hulagu i Czyngis-chana: Kalifat 'Abbasydów będzie długo trwał, dopóki nie upadnie w ręce Dadżdżala [34]. Jak ten hadis, który oznajmia, że po pięciuset latach w łonie islamu pojawi się Dadżdżal, tak również wiele innych przekazów przynosi wiadomości o postaciach, które pojawią się u kresu czasu. Niemniej jednak, niektórzy z mudżtahidów, którzy należeli do różnych szkół lub których idee były radykalne, nie przyjęli owych przekazów, mówiąc, iż były one albo nieautentyczne, albo wątpliwe. Tak czy inaczej...
Powód, dla którego skracam ową długą historię, odnosi się do Traktatów Światła, ponieważ jak cztery silne trzęsienia ziemi w cudowny sposób [35]zbiegły się z zaatakowaniem Traktatów Światła, ukazując gniew ziemi, tak podczas godzin, w których spisywałem ową odpowiedź, dwa trzęsienia ziemi zdarzyły się w tym miejscu. Oto, jak było:
Owe dwa trzęsienia ziemi zbiegły się poprzez tałafuq z cierpieniem, jakiego doświadczyłem z powodu ran spowodowanych przez operację
chirurgiczną raportu rzeczoznawców, który dostarczono mi owego wieczoru, a także wywołanych godnymi politowania trudnościami, które były wynikiem tego, iż nie miałem kontaktu z innymi i musiałem pisać sam, mym nędznym piórem. Tak, owego wieczoru otrzymałem raport Ministerstwa Spraw Religijnych, w którym pokładałem wielkie nadzieje podczas ośmiu miesięcy niedoli uwięzienia w samotności, spodziewając się tego, że ów raport przybędzie nam z pomocą. Tego ranka zrozumiałem, że poprzez poruszanie najbardziej trywialnych kwestii owi eksperci dopomogli nie mnie, lecz oskarżycielowi publicznemu, i ujrzałem, że powiedzieli: "Said rzekł, że ostatnie cztery trzęsienia ziemi były przykładem cudotwórstwa Traktatów Światła". Wówczas, kiedy zamierzałem napisać, jak napisałem w tabeli wykazującej błędy aktu oskarżenia: "Jak przyjmowana przez Boga jałmużna, tak Traktaty Światła służą odpychaniu nieszczęść. Kiedykolwiek są one atakowane, wówczas przydarzają się nieszczęścia, korzystając z okazji. Niekiedy również ziemia kipi gniewem", doszło tutaj do dwóch silnych trzęsień ziemi,
Owe dwa trzęsienia ziemi miały miejsce 18. września 1948 roku, w piątek rano. Za zgodność, w imieniu wszystkich uczniów Światła przetrzymywanych w więzieniu
Afyon: Halil, Mustafa, Mehmed Feyzi, Husrev.
co sprawiło, iż porzuciłem spisywanie tego fragmentu, zatem pozostawiam go i przechodzę do Punktu Trzeciego.
Punkt Trzeci: O, skrupulatni, prawdomówni i uczciwi uczeni z komitetu rzeczoznawców! Długoletnim i przyjętym zwyczajem uczonych jest pisanie przez nich panegiryków i pochwał, niekiedy przesadnych, niekiedy wręcz przeciwnie, w posłowiach pięknych dzieł napisanych przez innych, oraz publikowanie ich, zaś autorzy są zadowoleni i wdzięczni tym, którzy napisali owe pochwały, a ich przeciwnicy nie oskarżają ich o samochwalstwo. Nie byłem w stanie pogodzić ze starannymi studiami, ścisłą wiedzą, łaskawą pomocą i uczciwością tego, że mielibyście uznać za samochwalstwo fakt, iż nie całkiem odrzuciłem pochwały napisane przez pewnych szczególnych i szczerych uczniów Światła w rodzaju zmarłego Hasana Feyziego czy męczennika Hafiza Alego, które owi uczniowie napisali, aby dopomóc mi w mej bezsilności, słabości i samotności na zesłaniu, w obliczu tak wielu nieuczciwych ludzi, którzy w barbarzyński sposób atakowali mnie i występowali przeciwko mnie, a także by zachęcić potrzebujących do tego, by mocno przylgnęli do Traktatów Światła. Było mi z tego powodu przykro. Owi moi przyjaciele o czystych sercach nigdy nie myśleli o polityce, lecz powiedzieli to, co potwierdzili poprzez matematyczne obliczenia: "Jednym z aspektów i pomniejszych znaczeń powszechnego i aluzyjnego znaczenia hadisu są w tym czasie Traktaty
Światła", a o tych słowach nie można rzec, by były błędne, ponieważ czas udowadnia ich słuszność. Tak czy owak, nawet gdyby owe słowa były przesadne lub nawet niesłuszne, wciąż byłby to jedynie błąd naukowy. Każdy może spisać swe własne opinie. Sami wiecie, jak wiele rozmaitych poglądów i opinii spisano w dziełach dwunastu szkół prawa szari'a - szczególnie w dziełach szkół hanafickiej, malikickiej, szafi'ickiej i hanbalickiej - a także w dziełach blisko siedemdziesięciu autorytetów w naukach teologii (ar. kalam) i zasad religii. Jednakże nigdy i w żadnym czasie zgoda między uczonymi w religii nie była potrzebna tak bardzo, jak obecnie; nigdy nie było tak wielkiej potrzeby, by owi uczeni unikali sporów. Teraz jesteśmy zmuszeni do tego, by odłożyć na bok konflikt w sprawach drugorzędnych i nie czynić go przedmiotem sporu.
Pytanie Pierwsze: Czyż człowiek jest winnym przestępstwa, jeśli ktoś wychwala go, mając dobrą intencję? Szczególnie jeśli ów człowiek nie chce, by go wychwalano - czy można uznać to za miłość własną, jeśli dopóki tylko mógł, albo odrzucał on owe pochwały, albo też kierował je ku komuś innemu, lecz aby nie utracić swego szczerego przyjaciela, nie skarcił go, lecz odpowiedział poprzez milczenie, a także mówiąc, iż owa pochwała jest po stokroć większą od jego zasług?
Pytanie Drugie: Czyż w owym czasie straszliwych ataków na religię i na wielce doniosłe kwestie religijne ten spośród uczniów Światła, który umiłował prawdę, powinien zostać uznany winnym z powodu nieszkodliwego i pomniejszego błędu naukowego oraz błędnego poglądu? Czyż jest dopuszczalnym, by owemu uczniowi, który napisał ów panegiryk - choć od mistrzów takich jak wy oczekiwał łagodnego napomnienia - wymierzać taki cios ręką sprawiedliwości?
Pytanie Trzecie: Czyż wasza krytyka, odnosząca się jedynie do jednej lub dwóch kwestii, jest właściwa dla Traktatów Światła, którymi przez dwadzieścia lat nigdy nie zachwiali ich niezliczeni przeciwnicy, a które umacniały wiarę tysięcy potrzebujących ludzi? Ponadto przypominam owym skrupulatnym uczonym o tym, co następuje: Ponieważ zobaczyli
oni mój list na początku panegiryku napisanego przez Ahmeda Feyziego, w swym raporcie skrytykowali mnie tak, jakbym to ja sam napisał swoją pochwałę. Jednak list nie został napisany po to, bym przyjmował pochwały, lecz po to, aby wyciąć je z owego panegiryku - i faktycznie usunąłem jego część. Inne zamierzałem zmienić, lecz będąc zmuszonym do pośpiechu, wysłałem list do jednego z moich braci bez ukończenia go. Wówczas, kiedy list został wysłany do prywatnej osoby, został skonfiskowany przez rząd. Czyż tak prywatne pochwały, czysto naukowe i osobiste, wysłane przez przyjaciela do przyjaciela celem konsultacji przed wprowadzeniem zmian, zasługują na tak gwałtowny sprzeciw? Co więcej, dwa niewielkie zbiory, oprawione na czerwono i czarno, zawierają liczne poufne listy, prywatnie pisane do przyjaciół, aby powinszować im, dodać im odwagi i sprawić im przyjemność. Tak czy inaczej, jedna lub dwie osoby zainteresowały się nimi i zgromadziły owe listy w jednej księdze, aby nie zostały utracone. Podczas rewizji ów zbiór dostał się w ręce policji. Czyż istnieje jakakolwiek potrzeba wysuwania absurdalnych podejrzeń odnośnie do owych listów, czynienia ich przedmiotem dochodzenia, a także starania się, aby odnieść je do polityków? Czyż nie jest to tym samym, co pozostawianie ślepym na straszliwe smoki atakujące Koran (a nawet unikanie patrzenia w ich kierunku) przy równoczesnym dokładaniu starań, aby walczyć z nieznośnymi komarami?
Czyż ignorowanie Saracoglu, który nazywa religię i praktykę Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) "trucizną", a prowadzenie sporu w temacie Dającej światło lampy, która ukazuje prawdę Koranu z jasnością równą jasności słońca i udowadnia, iż owa prawda jest doskonałym lekarstwem na rany rodzaju ludzkiego, nie jest dopomaganiem w konfiskacie owego zbioru? Od ludzi takich jak wy oczekujemy balsamu na nasze rany, wnikliwości i wsparcia, a nie obrażamy się z powodu waszej drobnej krytyki.
(Ten fragment jest wprowadzeniem do fragmentów następujących po nim).
Kierując się ideą dopomożenia co nieco w obaleniu poprzez prawdziwe i uczciwe świadectwa niekorzystnej dla nas decyzji sądu w Afyon, aby Sąd Apelacyjny zmienił ją na naszą korzyść, a także celem zwięzłego wskazania na niektóre z błędów aktu oskarżenia, dokładnie wypisaliśmy owe fragmenty z poufnych traktatów, których spisanie zostało uznane za przestępstwo. Wykazując owe błędy ukazujemy, iż ci, którzy nas skazali, są winni przestępstwa.
Na przykład: Aby skazać mnie na najcięższą karę, w zakończeniu aktu oskarżenia zapisano następujące słowa, które miały być listą moich zbrodni: "Kwestie, które odrzuca Said Nursi. Po pierwsze: Odrzucenie obalenia Imperium i zniesienia kalifatu...". Jest to zarówno błąd, jak i niedopatrzenie, jako że piętnaście lat temu w sądzie Eskisehir odpowiedziałem na pytanie dotyczące tego, co napisałem w Błysku Dwudziestym Szóstym, Traktacie dla ludzi starszych: "Byłem zasmucony z powodu przeminięcia panowania Kalifatu", zaś moja odpowiedź zmusiła sąd do milczenia. Ktokolwiek uważa za zbrodnię znikome wspomnienie, które zblakło wraz z upływem czasu oraz zostało objęte łaską i uniewinnieniem, sam jest winny.
Jako świadectwo dokumentujące ową wyimaginowaną zbrodnię ukazano hadis pochodzący z jednego z Błysków, który można również znaleźć w traktacie Cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie): Po mnie kalifat przetrwa trzydzieści lat, następnie stanie się zachłanną monarchią, a następnie zepsuciem i tyranią [36], co oznacza, że po czterech Kalifach Sprawiedliwych nastąpi zepsucie. W jednym z mych dawnych traktatów napisałem, że ten hadis zawiera trzy cudowne proroctwa. Następnie w akcie oskarżenia podano jako moją zbrodnię:
"W jednym ze swych traktatów Said mówi, że po kalifacie nastąpi zepsucie i tyrania". O wy, ludzie z owego powierzchownie patrzącego komitetu! Ktokolwiek uważa za zbrodnię objaśnianie cudownej przepowiedni hadisu, który przepowiada rozpowszechnienie duchowego i cielesnego zepsucia wśród ludzkości obecnych czasów, a także wydarzenie, które spowoduje chaos na ziemi, ten sam jest winnym, zarówno w sensie duchowym, jak i materialnym.
Napisano również, że: "...człowiek jest winien reakcji politycznej, jeśli nazywa innowacją, zbłądzeniem i ateizmem reformy takie, jak:
zamykanie sufickich tekke i zaviye [37], a także szkół religijnych; przyjęcie sekularyzmu; ustanowienie zasad nacjonalistycznych w miejsce zasad islamu; noszenie kapeluszy z rondem; zakaz ubierania się kobiet w strój muzułmański; wymuszone wprowadzenie alfabetu łacińskiego w miejsce alfabetu koranicznego; recytowanie azanu i iqamy po turecku; zakaz nauczania religii w szkołach; uznanie równych praw kobiet, również w dziedziczeniu; zniesienie poligamii".
O, ludzie z owego nieuczciwego komitetu! Koran, owa Księga cudownej wystawy, w każdym stuleciu był świętym, niebiańskim przewodnikiem dla trzystu pięćdziesięciu milionów ludzi, programem wszelkiej ich szczęśliwości, świętym skarbcem życia na tym świecie i w świecie, który nadejdzie. Czyż jest możliwe zaprzeczanie wielu jego wyraźnym wersetom, które nie ścierpią żadnej interpretacji, mówiącym o zasłanianiu ciała przez kobiety, dziedziczeniu, poligamii, wspominaniu Boga, nauczaniu wiedzy religijnej i jej rozpowszechnianiu, a także o zachowaniu cech szczególnych religii; czyż jest możliwe uczynienie winnymi zbrodni wszystkich miarodajnych interpretatorów prawa i Wielkich Muftich? Jeśli potraficie cofnąć czas, unieważnijcie liczne uniewinnienia sądowe, przebaczenia prawne, unieważnijcie poufną i prywatną stronę tych spraw, znieście wolność sumienia i wolność myśli, prawo do sprzeciwu rozumowego i naukowego! Wygnajcie je z tego kraju i usuńcie z jego rządów, a wtedy będziecie mogli uczynić mnie winnym owych rzeczy! W przeciwnym razie wasza wina będzie straszna, kiedy staniecie przed Sądem prawdy i sprawiedliwości!
(Choć ów fragment był wymierzony przeciwko członkom sądu, sąd w zdumiewający sposób ukazał go jako wymierzony przeciwko nam).
Powiedziałem w tym sądzie, że jeśli istnieje na obliczu ziemi jakakolwiek sprawiedliwość, to odrzuci ona niesprawiedliwą decyzję, by skazać człowieka, który - opierając się na zgodności i potwierdzeniu trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu i podążając za wiarą naszych przodków z tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat - objaśnił Bożą
zasadę, która była uważana za najświętszą i najprawdziwszą dla życia społecznego trzystu pięćdziesięciu milionów muzułmanów w każdym stuleciu spośród tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat; sprawiedliwość powinna unieważnić taki wyrok.
(Fragment, który sąd w zdumiewający sposób odnotował jako pochwalający jego decyzję, jak gdyby był on wymierzony przeciwko nam, choć w istocie potępia on członków owego sądu).
W Liście Dwudziestym Szóstym Said Nursi mówi o sobie coś takiego:
Wasz nieszczęsny brat ma trzy osobowości, które, zaprawdę, są bardzo odległe od siebie nawzajem.
Osobowość pierwsza: Dopóki jestem heroldem wzniosłego skarbca Wszechmądrego Koranu, posiadam przyznaną mi na pewien czas osobowość należną wyłącznie Koranowi. Nadzwyczaj wzniosły charakter, jakiego wymaga to zaszczytne stanowisko, nie należy do mnie; nie posiadam takiego charakteru. Raczej składa się on z cech, jakich wymagają to stanowisko i związany z nim obowiązek. Wszelkie zalety tego rodzaju, jakie we mnie dostrzegliście, nie są moimi zaletami, zatem nie przypuszczajcie, bym je posiadał; należą one nie do mnie, lecz do mego stanowiska.
Osobowość druga: Dzięki łasce Wszechmocnego Boga, kiedy oddawałem Mu cześć, zwracając się w kierunku Bożego dworu, została mi dana osobowość, w której widoczne są pewne cechy szczególne. Wynika ona ze świadomości własnych wad, ze zdawania sobie sprawy z własnych potrzeb i bezsilności, które to cechy są podstawami oddawania czci Bogu i w których zawiera się znaczenie aktów czci. Dzięki owej osobowości wiem, że jestem bardziej żałosny, bezsilny, potrzebujący i niedoskonały niż ktokolwiek inny. Nawet gdyby cały świat chwalił mnie i oklaskiwał, nie sprawiłoby to, bym uwierzył, że jestem dobrym człowiekiem lub że posiadam jakikolwiek rodzaj doskonałości.
Osobowość trzecia: Ta osobowość jest moją prawdziwą osobowością, niedoskonałą osobowością starego Saida, pewnymi skłonnościami charakteru, jakie odziedziczyłem po starym Saidzie. Czasem nakłania
mnie ona do hipokryzji, pragnąc wysokiej rangi i pozycji. Ponieważ nie pochodzę ze szlachetnego rodu, można zaobserwować u mnie również pewne złe cechy, jak choćby bycie oszczędnym aż do skąpstwa. Moi bracia! Nie będę opisywał wielu ukrytych wad i złych cech mej prawdziwej osobowości, by nie odpędzić was od siebie całkowicie. (...) Wszechmocny Bóg litościwie ukazał we mnie Swą moc i zatrudnia On kogoś takiego jak ja, podobnego najniższemu z szeregowców, w służbie tajemnicom Koranu, przypominającej najwyższą rangę feldmarszałka. Dzięki niech będą Bogu po sto tysięcy razy! Moja dusza jest bardziej nikczemna niż cokolwiek innego, zaś obowiązek, jaki został mi powierzony, wyższy ponad wszystko!
Wszelka chwała niech będzie Bogu, oto dar od mego Pana!
(Pewien fragment wielce przestraszył sąd, zatem został odnotowany, a przy osądzaniu nas wykorzystany przeciwko nam. Jednakże owe porywcze słowa zostały napisane piętnaście lat temu, a następnie zostały złagodzone przez te, które przytaczamy poniżej).
Oto zdania, które powinny sprawić, że członkowie sądu spojrzą na naszą sprawę uczciwie: "Moi bracia! Przez wzgląd na ludzi niewinnych i starszych nie dokonujcie zemsty na tych, którzy niesprawiedliwie mnie zabijają. Wystarczą im męczarnie grobu i Piekła" .
W obliczu traktowania, z jakim spotkałem się z waszej strony, zgodnie z tym, w co wierzycie, ogólnie rzecz biorąc, sprzeciwiam się wam. Poświęcacie waszą religię i wasze życie ostateczne przez wzgląd na wasze życie na tym świecie. Czy zgodnie z wami, czy też z powodu przeciwieństw między nami, a wbrew temu, co mówicie, w każdej chwili jesteśmy gotowi, by poświęcić nasze życie tego świata dla naszej religii i dla życia ostatecznego. Poświęcenie dwóch lub trzech lat życia w poniżeniu pod waszymi rządami dla dostąpienia świętego męczeństwa jest dla nas niczym woda z rajskiego źródła Al-Kałsar. Jednakże, byście zadrżeli ze strachu, oto, co wam mówię z całkowitą pewnością, polegając na blasku i wskazówkach Wszechmądrego Koranu:
Jeśli mnie zabijecie, sami również nie pozostaniecie przy życiu! Zostaniecie wyprowadzeni z tego świata, który jest waszym rajem i który miłujecie, przez rękę, której nic nie powstrzyma, i zostaniecie szybko ciśnięci w niekończącą się ciemność. Wkrótce po moim odejściu wasi przywódcy podobni Nimrodom zostaną zabici i wysłani do mnie. Uchwycę ich za ich obroże i przyprowadzę przed Boga, a kiedy Boża sprawiedliwość ciśnie ich na najniższy z niskich poziomów, zemszczę się!
O, nędzni nieszczęśnicy, którzy sprzedajecie waszą religię i wasze życie ostateczne za ten świat! Jeśli chcecie żyć, nie wtrącajcie się do moich spraw! Przez Boże miłosierdzie żywię nadzieję na to, że moja śmierć przysłuży się religii bardziej niż moje życie, i wybuchnie nad waszymi głowami jak bomba, a wy rozpierzchniecie się! Przyczyniajcie mi kłopotów, jeśli macie odwagę! Jeśli zrobicie cokolwiek, zobaczycie!
Ów fragment kończy się wersetem koranicznym.
(Sąd odnotował ów fragment, aby wykorzystać go przeciwko mnie, choć oskarża on członków sądu o to, że są ekstremistami).
Mustafa Kemal wkroczył do biura Rzecznika Zgromadzenia w Ankarze wściekle rozgniewany i powiedział: "Wezwaliśmy cię tu po to, abyś objaśnił nam swe ważne idee. Ty jednak przybyłeś i napisałeś różne rzeczy dotyczące modlitwy pięć razy dziennie, i zasiałeś między nami niezgodę". Choć Said odpowiedział mu: "Ci, którzy nie odprawiają pięciokrotnej modlitwy, są zdrajcami, a oświadczenia zdrajców są odrzucane", Mustafa Kemal tytułem przeprosin przełknął swój gniew. Choć jego uczucia i zasady zostały zranione, nikt nie tknął starego Saida choćby palcem, a owi wielkopańscy dowódcy śmiertelnie się go bali. Zapisano, że zdarzyło się to dzięki cudownej mocy przyszłej zbiorowej osobowości przyszłych bohaterskich uczniów Światła, a także było olśniewającym przykładem cudotwórstwa Traktatów Światła.
(Fragment, który został odnotowany, aby wykorzystać go przeciwko nam, który jednak sprawia, że to sąd staje się winnym).
Jest powiedziane: "Nie popieramy ani rozumowo, ani na gruncie naukowym samowolnych rozkazów - nazywanych prawami - dowódcy, który uczynił meczet Aya Sophia domem bożków, a urząd Wielkiego Muftiego wyższą szkołą dla dziewcząt, zaś jeśli chodzi o mnie, nie postępuję stosownie do owych rozkazów".
W petycji datowanej na 29.08.1948 jest powiedziane:
Przyszła mi do głowy następująca myśl: Fakt, że rząd prześladuje mnie, choć dla dobra tego narodu i kraju powinien mnie chronić i dopomagać mi, sugeruje istnienie tajnej organizacji ateistycznej, która walczy przeciwko mnie wraz z częścią organizacji komunistycznej, zaś owe organizacje połączyły się, zajęły ważne oficjalne stanowiska, a teraz mi się sprzeciwiają. Jeśli chodzi o rząd, to albo nie jest o tym poinformowany, albo na to zezwala. Czyż może być zbrodnią fakt, że nie miłuje się człowieka, który przekształcił meczet Aya Sophia - pomimo że jest on wiecznym źródłem dumy dla tego bohaterskiego narodu, lśniącą ozdobą, która ukazuje światu służbę Koranowi i dżihad tego narodu, a także jest drogocennym upamiętnieniem jego mieczów - w dom bożków, który przekształcił siedzibę urzędu Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam) w wyższą szkołę dla dziewcząt?
(Fragment, który sąd uznał za najbardziej odpowiedni dla tego, by skazać Saida. Owym słowom, których Said użył w sądzie Denizli przeciw swym ukrytym wrogom, przydano całkowicie błędne znaczenie, a zmieniając je tak, aby mogły odnosić się do rządu, wysunięto je jako powód wydania wyroku skazującego).
...nazywa on niektóre z nowych praw państwa, które dokonało reform, "samowolnym przymusem przez wzgląd na niewiarę"; Republikę nazywa "absolutnym despotyzmem"; ustrój "całkowitym odszczepieństwem i komunizmem", zaś cywilizację "absolutną rozpustą".
(Fragment, który w zdumiewający sposób dodano jako pochwałę dla decyzji sądu).
Zapisujemy, że Traktaty Światła wydają liczne korzyści zarówno na tym świecie, jak i w świecie, który nadejdzie. Owymi korzyściami są:
1. Cnotliwe dokładanie starań przeciwko ludziom zbłądzenia.
2. Dopomaganie Nauczycielowi Bediuzzamanowi w rozprzestrzenianiu prawdy.
3. Służenie muzułmanom przez wzgląd na wiarę.
4. Nabywanie wiedzy poprzez pióro.
5. Praktykowanie oddawania czci Bogu poprzez refleksyjne rozmyślania, których godzina niekiedy może być równa aktom czci całego roku.
6. Zstąpienie do grobu w stanie wiary.
1. Obfitość zaopatrzenia.
2. Spokój umysłu i szczęście.
3. Obfitość środków do życia.
4. Osiągnięcie sukcesu w działaniu.
5. Poprzez zalety bycia uczniem Światła, udział we wszystkich modlitwach i suplikacjach, ofiarowywanych przez wszystkich uczniów Światła.
Wkrótce zrozumieją to ludzie młodzi, zaś uniwersytety staną się szkołami Traktatów Światła.
(To zdumiewające, lecz owo szczere oddanie uznano za zbrodnię).
Jeden z dwóch planów, jakich trzymają się utajeni hipokryci: Zniszczenie mego dobrego imienia, jak gdyby w ten sposób miały zostać zdeprecjonowane Traktaty Światła.
Drugi plan: Uniemożliwienie rozpowszechniania Traktatów Światła poprzez sprawienie, że uczniowie Światła staną się zastraszeni i opieszali. Nigdy się nie lękajcie! Niechaj ręce nieszczęśników takich
jak my zostaną poświęcone dla świętej prawdy, dla której swoje głowy poświęciły miliony bohaterów!
(To niesamowite, lecz powiedziano, że najszczersza i całkowicie prawdziwa przedmowa i pochwała napisana przez Hasana Feyziego, która była zgodna z rzeczywistością i nikomu nie przyczyniła szkody, lecz wielu przyniosła wielkie korzyści, stanowi przestępstwo, zaś umieszczenie jej w zakończeniu jednego ze zbiorów Traktatów Światła podano jako powód konfiskaty owego zbioru).
Oto streszczenie listu, jaki napisał Hasan Feyzi:
"O, Traktaty Światła! Nie ma wątpliwości co do tego, że jesteście językiem Tego, Który jest Prawdą, jesteście inspiracją pochodzącą od Tego, Który jest Prawdą, i zostałyście spisane za Jego zezwoleniem". (...)
"Nie jestem niczyją własnością. Nie zaczerpnięto mnie z żadnej księgi ani nie skradziono z żadnego dzieła. Należę do mego Pana (ar. Ar-Rabb) i do Koranu. Jestem cudownym światłem, wypływającym z nieśmiertelnego dzieła". (...)
"Jesteście najbardziej promienistą księgą prawdy i miłosierdzia. Zaszczycacie niektórych spośród waszych szczególnych, szczerych uczniów, upiększając ich ozdobami świętych mężów i uczonych, którzy dostąpili oczyszczenia. Co więcej, wasze traktaty nie wkraczają do sądów jako kryminalista lub podejrzany, lecz jako nauczyciel, instruktor i przewodnik. Na każdym posiedzeniu sprawiedliwości wspaniale i olśniewająco ukazałyście waszą moc i siłę, waszą wspaniałość i dumę. Obmyłyście ich wodą wiary i Koranu". (...)
"O, Nauczycielu, sługo Traktatów Światła i ich interpretatorze! Nauczycielu, sługo Boga, duchowy synu Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i uczniu tego, którego nazwano Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona)! Unieś mnie do wzniosłego poziomu twojej wiedzy!" (...)
"Miał jedynie zaopatrzenie wystarczające na miesiąc, to jest około kilograma, owinięte w papier i zawieszone na gwoździu. W swym
byciu pozbawionym wszystkiego dostąpił niewyczerpanego istnienia. Powstrzymywał się od przyjmowania podarunków. Gdyby przyjmował datki i jałmużnę, dzisiaj byłby milionerem".
(Zakwestionowano tylko jeden z powodów dla których Traktaty Światła otrzymały swą nazwę. Powiedziano, że wśród ich bliskich uczniów nie widać nikogo, kto miałby na imię Nuri. Jak jest powiedziane w przypisie do odpowiedzi, obecnie w służbie Traktatom Światła wyróżnili się Nuri Benli i Kureli Nuri, zwany Zegarmistrzem. To sprawiło, że nasi wrogowie nie mogli już krytykować tej nazwy, przez co zostali zmuszeni do oparcia swych zarzutów na najbardziej trywialnych kwestiach).
Powód, dla którego w Słowie Dwudziestym Szóstym trzydzieści trzy Słowa, trzydzieści trzy Listy, trzydzieści jeden Błysków i trzynaście Promieni nazwano Traktatami Światła, jest następujący:
Przez całe moje życie wszędzie stawało przede mną słowo "Nur" (światło). Na przykład moją rodzinną wioską było Nurs, moja zmarła matka miała na imię Nuriye, mym mistrzem Naqszbandijja był Sajjid Nur Muhammad, a jednym z mych mistrzów Qadirijja był Nur-ad-Din, jednym z mych mistrzów Koranu był Nuri, zaś najbardziej przywiązanymi do mnie spośród moich uczniów byli ci, którzy w swych imionach mieli "Nur". (Jednakże jak dziwnym jest fakt, że wśród najważniejszych uczniów Światła nie ma ani jednego, który miałby na imię Nuri!)
Tym, co najbardziej rozświetla i objaśnia moje księgi, są porównania do światła. Tym, co rozwiązało większość moich trudności odnoszących się do Bożych prawd, jest świetliste Imię "Światło" (ar. An-Nur), należące do Najpiękniejszych Imion Boga.
Wreszcie mym szczególnym przywódcą w żarliwym entuzjazmie wobec Koranu, który sprawia, że ograniczam się do służenia Koranowi, jest 'Usman Zu'l-Nurajn [38](niech Bóg będzie z niego rad).
(Zarówno Sześć ataków - tur. Hucumat-i Sitte - jak i Dopisek do nich zostały spisane dwadzieścia lat temu w obliczu srogiej i despotycznej agresji. Były one uważane za wysoce poufne, a napisane zostały w czasie, gdy byłem zagniewany, a także podczas drugiej wojny światowej. To wszystko uzasadnia gniew. Zatem dalekim od jakiejkolwiek sprawiedliwości jest postrzeganie ich jako zbrodnię, jak gdyby zostały napisane obecnie, a także ich konfiskata).
Ów Dopisek został napisany, aby uniknąć niesmaku i zniewag, z jakimi spotkamy się w przyszłości. Oznacza to, że został on napisany, aby - kiedy mówią: "Spójrzcie na słabych ludzi tej epoki!" - ich ślina nie dosięgła naszych twarzy lub też byśmy mogli je otrzeć. Niechaj te słowa rozbrzmiewają w uszach przywódców Europy, dzikich pod maskami ich człowieczeństwa! Niech zostaną wepchnięte do oczu niesprawiedliwych prześladowców, którzy podburzają przeciw nam pozbawionych skrupułów tyranów! Są one petycją, która wymierzy cios w głowy tych, którzy podążają za podłą współczesną cywilizacją, a którzy w tym stuleciu po sto tysięcy razy sprawiają, że koniecznym staje się istnienie Piekła!
W ostatnich czasach utajona agresja bezbożnych - despotyczna agresja wymierzona przeciwko nieszczęsnym ludziom wiary oraz przeciwko religii - przybrała najbardziej szpetny kształt. W czasie, kiedy ja sam oraz dwóch moich braci oddawaliśmy cześć Bogu w meczecie, który sam pomagałem remontować, nasze prywatne wezwanie i nieoficjalne wezwanie na modlitwę oraz iqama zostały przerwane. Zapytano: "Dlaczego recytujecie iqamę po arabsku i w tajemnicy wykonujecie wezwanie na modlitwę?" Moja cierpliwość - dzięki której zachowywałem milczenie - wyczerpała się. Mówię zatem nie do tych pozbawionych skrupułów, podłych ludzi, którzy nie są godni tego, by się do nich zwracać, lecz do przywódców owego podobnego Faraonowi stowarzyszenia, które w swym samowolnym despotyzmie igra z losem tego narodu: "O, ludzie zbłądzenia, którzy zboczyliście z drogi prostej w religii!, domagam się odpowiedzi na sześć pytań".
Pytanie Pierwsze: Każdy rząd na świecie, wszyscy ludzie u władzy, nawet kanibale i hersztowie band rozbójników, mają pewne zasady i pewne prawo, poprzez które rządzą. Zatem zgodnie z jaką zasadą dokonujecie
tej niesłychanej agresji? Pokażcie wasze prawo! A może przyjmujecie za prawo kaprysy garstki zasługujących na wzgardę urzędników?
Pytam, ponieważ żadne prawo nie może w taki sposób przerwać prywatnych aktów czci; takie prawo nie może istnieć! (...)
(To godne pożałowania, że sprzeciwiono się jednemu lub dwóm zdaniom traktatu Siedem znaków - tur. Isharat-i Seb'a - który jest zarówno stary, jak i poufny oraz prawdziwy, a także że próbowano skonfiskować ów traktat, a nas podać do sądu. Jednak prawda, jaką zawiera ów traktat, jest tak potężna, że dla dobra społeczeństwa powinna zostać oznajmiona na całym świecie i całemu rodzajowi ludzkiemu).
Największym głupcem na świecie jest ten, kto spodziewa się postępu, dobrobytu i szczęścia od takich bezbożnych anarchistów. Jeden z owych głupców, który zajmuje wysokie stanowisko, powiedział: "Mówiliśmy: 'Boże! Boże!' i pozostaliśmy zacofani. Europa mówiła o karabinach i armatach, i rozwinęła się".
Zgodnie z zasadą, która mówi: "Głupcowi powinno odpowiadać się milczeniem", odpowiedzią dla takich ludzi jest milczenie, lecz ponieważ za pewnymi głupcami stoją źli, choć mądrzy ludzie, oto, co mówimy:
O, nieszczęśnicy! Ten świat jest gospodą. Każdego dnia trzydzieści tysięcy świadków kładzie swoje podpisy pod zarządzeniem słów "śmierć jest prawdą", potwierdzając je. Czyż możecie zabić śmierć? Czyż możecie zaprzeczyć owym świadkom? Ponieważ nie możecie, śmierć sprawia, że ludzie mówią: "Boże! Boże!". Które z waszych karabinów i armat mogą rozświetlić niekończącą się ciemność, w obliczu której staje ten, kto jest w agonii? Które mogą zastąpić słowa: "Boże! Boże!" i przekształcić całkowitą rozpacz umierającego w prawdziwą nadzieję? Ponieważ śmierć istnieje, a my zstąpimy do grobu, ponieważ życie doczesne odchodzi, a przychodzi życie ostateczne, jeśli działa i karabiny przemówią raz, słowa "Boże! Boże!" powinniśmy wypowiedzieć tysiąc razy. (...)
(To zadziwiające, lecz pewne zdanie z Błysku Szesnastego, które przemawiało na naszą korzyść, odwrócono tak, aby świadczyło przeciwko nam, co ukazało, że nasi wrogowie skłaniali się ku temu, aby skonfiskować ów wartościowy traktat).
Oto fragment Błysku Szesnastego:
Jeśli chodzi o kataklizm, jakim jest wojna, wyrządziłby on wielką szkodę naszej służbie Koranowi. (...) Jak Ten, Który jest nad każdą rzeczą Wszechwładny, w ciągu jednej minuty wymiata chmury, by ukazać słońce, lśniące na czystym niebie, może zatem rozproszyć owe bezlitosne, czarne chmury i ukazać podobne słońcu prawdy prawa szariatu, może uczynić to bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów i bez jakichkolwiek trudności. Oczekujemy, że przez Swoje miłosierdzie nie każe zapłacić nam za to zbyt wysokiej ceny. Niechaj da mądrość głowom tych, którzy są na szczytach władzy, niechaj da wiarę ich sercom; to wystarczy, by sprawy potoczyły się we właściwy sposób. (...)
"Ponieważ trzymasz w dłoni nie maczugę, lecz światło, a światłu ani nie można się sprzeciwić, ani uciec przed nim, nie można też wyrządzić żadnej szkody, ukazując światło, dlaczego doradzasz przyjaciołom ostrożność, a nawet powstrzymujesz ich przed pokazywaniem innym ludziom wielu wypełnionych światłem części Traktatów Światła?" (...)
Głowy większości ludzi zajmujących wysoką pozycję są jak pijane, stąd nie będą oni mogli przeczytać Traktatów Światła. Nawet jeśli je przeczytają, nie będą mogli ich zrozumieć, nadadzą im złe znaczenie i będą mieszali się w sprawy Ruchu Światła. Nie powinno się pokazywać im Traktatów Światła, póki nie wrócą do zdrowych zmysłów, by nie wtrącali się do naszych spraw. (...) Zatem doradzam mym braciom, by byli ostrożni, by nie dawali prawdy nieodpowiednim ludziom (...).
(Choć zasłanianie ciała przez kobiety jest koranicznym rozkazem, choć ów fragment, który został spisany dawno temu, udzielił najbardziej potężnej odpowiedzi w tym temacie, choć przysłużył się temu również wyrok więzienia, ponownie przytacza się ów fragment tak, jakby był on zniewagą czy przestępstwem. Ponadto nazywa się przestępstwem kryminalnym prawdę, która ma najwyższą wartość i może być użyteczna dla każdego, a została zawarta w Traktacie dla ludzi starszych - który nasi wrogowie próbują skonfiskować - i Przewodniku dla młodzieży. To ukazuje, iż nasi przeciwnicy nie są w stanie niczego znaleźć).
Po objaśnieniu faktu, iż zasłanianie ciała przez kobiety jest rozkazem Koranu, w poświęconym temu tematowi Błysku Dwudziestym Czwartym jest powiedziane:
Fakt, że według wiadomości jakie otrzymaliśmy, żona pewnego mężczyzny cieszącego się wysoką pozycją na tym świecie, która obnażyła nogi, została zaczepiona w stolicy kraju, na rynku, w biały dzień i przy wszystkich przez zwykłego pucybuta, wymierza policzek w bezwstydne twarze tych, którzy są przeciwni temu, by kobiety się zasłaniały!
Z kolei w Błysku Dwudziestym Szóstym, który mówi o ludziach starszych, jest powiedziane:
...wspiąłem się na szczyt cytadeli w Ankarze, znacznie bardziej niż ja sam starej, zniszczonej i sprawiającej wrażenie wyczerpanej, która wydała mi się wzniesioną ze skamieniałych wydarzeń historycznych. Schyłek pory roku, moja starość, starość cytadeli, starość rodzaju ludzkiego, starość niegdyś wspaniałego Imperium Otomańskiego, kres panowania Kalifatu i starość świata spowodowały, że - będąc w stanie wielkiego smutku, żałości i przygnębienia - spojrzałem z owej wyniosłej cytadeli na doliny przeszłości i na góry przyszłości. (...)
Kiedy szukałem pociechy, patrząc w prawo, to jest w przeszłość, mój ojciec, moi przodkowie i cała ludzkość zdali mi się wielkim grobem, co wypełniło mnie przygnębieniem, zamiast pocieszyć. (...) Spojrzałem na teraźniejszość, która zdała się (...) trumną, w której niesiono moje na pół martwe, cierpiące i desperacko walczące ciało. (...)
(Poniższy fragment skrytykowano, przytaczając go jako przestępstwo, podczas gdy nasi nieprzyjaciele powinni mu przyklasnąć).
Wydałem większość wynagrodzenia, jakie otrzymałem z Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye i odłożyłem niewielką kwotę, aby udać się na pielgrzymkę (hadżdż). Dzięki obfitości wynikającej z oszczędności i zadowolenia z tego, co posiadam, owa niewielka suma pieniędzy była dla mnie wystarczająca. Uchroniło mnie to przed poniżeniem, a pewna niewielka kwota z owych błogosławionych pieniędzy nadal mi pozostała.
W Błysku Dwudziestym Drugim, który został oznaczony jako poufny i przeznaczony wyłącznie dla najbliższych mi, najbardziej szczerych i najwierniejszych uczniów, jest napisane:
WSKAZÓWKA PIERWSZA
Skoro nie wtrącasz się do spraw ludzi życia doczesnego ani do tego świata, dlaczego ahl ad-dunja przy każdej okazji wtrącają się w sprawy twojego życia ostatecznego? (...) Tymi, którzy powinni odpowiedzieć na to pytanie, są władze Isparty i jej mieszkańcy (...).
(Ci, którzy uważają za zbrodnię owe niewinne, szczere, zadziwiające nadzieję i pragnienie, zrodzone z litości, która wynika z wiary, z pewnością sami są winni zbrodni).
W jednym z podpisanych przez siebie listów Said mówi:
Zwykle byłem zdumiony widokiem siedmioczy dziesięcioletnich dzieci, które podbiegały do mnie, kiedy jechałem bryczką, aby wziąć mnie za rękę. Zastanawiałem się, z jakiego powodu tak się dzieje. Nagle zostało mi oznajmione, że "przeczuwając przyszłość, pewna grupa młodych i niewinnych dzieci poczuła, że dzięki Traktatom Światła znalazłyby one szczęście i zostałyby wybawione od duchowych niebezpieczeństw" (...).
(Uważanie owego fragmentu za zbrodnię - choć jego początek świadczy na moją korzyść, zaś jego zakończenie wyraża życzenie i nadzieję - przekracza wszelkie granice uczciwości).
Zapisano, że liczne wersety i hadisy jednogłośnie nadmieniają o świetlistej prawdzie tego stulecia, a także wskazują na największego odnowiciela religii, który przybędzie u kresu czasu, mówiąc, że najważniejszym z trzech obowiązków owego człowieka i jego wspólnoty będzie ocalenie wiary, zaś zlekceważenie przez nich dwóch obowiązków dominujących w rozległej sferze - takich jak wskrzeszenie prawa szari'a i ustanowienie kalifatu - nie przyniesie żadnej szkody. Jednakże ów fakt, może doprowadzić do tego, że przeciwnicy Traktatów Światła, a szczególnie politycy, będą je krytykować i atakować, a z tego powodu usunąłem część krótkiego traktatu mówiącego o naszych skrupulatnych braciach, jak również usunąłem z niego niektóre zdania, wysyłając ów traktat w zmodyfikowanej postaci.
W podpisanym przez siebie liście Said Nursi pisze:
Fakt, że wersety:
Zaprawdę, daliśmy tobie (Muhammadzie) jasne zwycięstwo... oraz: ...i aby (Bóg) ci dopomógł (Muhammadzie) pomocą potężną [39]w rękopisie Koranu przekroczyły bramę Ministerstwa Wojny, które stało się uniwersytetem, i najpierw zostały przykryte marmurowymi płytami, a teraz zostały wyciągnięte na światło, jest znakiem tego, że ponownie zezwolono na sporządzanie rękopisu Koranu, zatem cel, do jakiego dążyły Traktaty Światła, został osiągnięty. Jest to również znakiem faktu, że uniwersytet stanie się szkołą Światła.
(Oto przypis Husreva do mojego listu zatytułowanego Takbir pielgrzymów, który dostarcza doskonałej odpowiedzi na krytykę moich objaśnień).
W liście podpisanym przez Saida Nursiego, zatytułowanym Takbir pielgrzymów na Górze Arafat, znajduje się odpowiedź na fakt, iż "...znacząca liczba uczniów Światła usilnie dopytuje o wybitnego przewodnika spośród rodziny Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), który ma przyjść u kresu czasu, przypuszczając iż jesteś nim ty. Ty ze swej strony konsekwentnie odrzucasz ich idee, wzdragając się przez taką sugestią. Jest to pewna sprzeczność. Chcemy usłyszeć odpowiedź w tej kwestii".
Odpowiedź: Zbiorowa osobowość uświęconej społeczności, jaką ukaże Mahdi pochodzący z rodziny Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), będzie miała trzy funkcje: ocalenie wiary, ożywienie cech szczególnych islamu pod hasłem kalifatu Muhammada, a także zmodyfikowanie do pewnego stopnia prawa szariatu Muhammada. Mahdi spróbuje wypełnić ów wielki obowiązek. Jako że uczniowie Światła w zupełności widzą ów pierwszy obowiązek w Traktatach Światła, przeto mówiąc, że obowiązki drugi i trzeci zajmują drugie i trzecie miejsce, słusznie przypuszczają, iż zbiorowa osobowość Traktatów Światła będzie rodzajem Mahdiego. Jako że niektórzy spośród nich przypuszczają, iż nieszczęsny interpretator Traktatów jest przedstawicielem owej zbiorowej osobowości, niekiedy nadają mu to samo imię. Zaiste, mówią oni, iż poprzez interpretację i dociekanie z przepowiedni niektórych świętych można zrozumieć, że owym prawdziwym przewodnikiem kresu czasu są Traktaty Światła. Do pewnego zamieszania doszło w dwóch kwestiach, które muszą zostać zinterpretowane.
Po pierwsze: W rzeczywistości obowiązki drugi i trzeci nie znajdują się na tym samym poziomie, co obowiązek pierwszy. Jednakże rzesza zwykłych ludzi oraz polityków, którzy pozostają pod wpływem idei tego stulecia, uważa, iż kalifat Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i muzułmańska jedność są sprawami daleko bardziej doniosłymi od pierwszego obowiązku. W każdym stuleciu pojawiał się pewnego rodzaju Mahdi i Odnowiciel, który przynosił przewodnictwo, lecz jako że wypełniał on tylko jedną z owych trzech funkcji, nie był mu nadawany tytuł Wielkiego Mahdiego.
Po drugie: Ów największy człowiek Dni Ostatnich będzie potomkiem Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Z pewnością jestem niczym duchowy syn Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), od którego prawdziwie otrzymywałem nauki, a jako że w pewnym sensie do rodziny Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) należą prawdziwi uczniowie Światła, przeto również o mnie można myśleć jako o należącym do rodziny Proroka. Na drodze Traktatów Światła nie jest jednak dozwolony jakikolwiek rodzaj egoizmu, zdobycia osobowości czy uzyskania wysokiej rangi, rozgłosu lub sławy. Nawet gdyby zostało mi przyznane wysokie stanowisko w życiu ostatecznym, czułbym się zmuszony do zrzeczenia się owej rangi, aby nie wyrządzić szkody szczerości intencji Traktatów Światła.
Została udzielona odpowiedź [40],
O, niesprawiedliwy sądzie! Czyż może istnieć odpowiedź bardziej rozstrzygająca od tej?
Podpisano: w imieniu wszystkich uczniów Światła, Husrev.
zaś przypisywanie mi tytułu Mahdiego jest jasno i w rozstrzygający sposób odrzucone.
(Wydarzenia opisane w tym fragmencie są autentyczne, a ponieważ w zdumiewający sposób trzy minuty po tym, jak powiedziałem: "Nie drażnijcie mnie, ponieważ ziemia wpadnie w gniew!" nastąpiło trzęsienie ziemi, powinno się - jak wymaga tego współczucie - przyklasnąć mu w zadziwieniu, a nie czynić go przedmiotem krytyki).
Jest powiedziane:
Dziesięć godzin po tym, jak przez cztery godziny składałem swoje oświadczenie, cierpiąc z powodu znacznych niewygód, dosłownie w tym samym czasie, w Ministerstwie Edukacji wybuchł pożar, który spowodował szkody o wartości dwóch milionów lir i ukazał, że Traktaty Światła służą odpychaniu nieszczęść, ponieważ kiedy zostaną one zaatakowane, nieszczęście znajduje sposób, żeby uderzyć.
a także w wielkim budynku w Adanie, który spłonął do fundamentów, miały miejsce po tym, jak przez cztery i pół godziny składałem swe oświadczenie, nie jest zbiegiem okoliczności, a następnie ów list mówi: "Nie pozbawiajcie mnie moich traktatów; w przeciwnym razie zapłacę za to zarówno ja, jak i ten kraj. Ziemia da upust swojemu gniewowi poprzez trzęsienia ziemi". Trzy minuty po tych słowach nastąpiło trwające trzy sekundy trzęsienie ziemi; Ministerstwo Edukacji pochłonęły płomienie, a liczne trzęsienia ziemi zbiegły się z agresją wymierzoną przeciwko Traktatom Światła oraz ich uczniom, co - jak zostało to cztery razy udowodnione przez sądy - nie może być przypadkiem ani zbiegiem okoliczności. Wiele wydarzeń ukazało, że Traktaty Światła służą odpychaniu nieszczęść, jakie mają spotkać ten kraj.
W liście numer sto czterdzieści siedem napisano:
Zima ukazała swoją wściekłość w tym czasie, gdy zostaliśmy zaatakowani. Rozszalały się burze i było strasznie zimno, jednak kiedy ataki ustały, zaś Ruch Światła zaczął się rozprzestrzeniać, owe straszliwie zimne dni zaczęły się uśmiechać niczym pierwsze dni wiosny. (...) Spalenie Ministerstwa Edukacji było ciosem wymierzonym przez wszechświat.
Jednym z wielu bezsensownych pytań, jakie zadano mi w owym czasie w sądzie, było: "Jak żyjesz?" [41]Odpowiedziałem:
Dzięki obfitości, która jest wynikiem oszczędności. Człowiek, który w Isparcie przeżył ramadan, mając jeden bochenek chleba, kilogramową torbę jogurtu oraz kilogram ryżu, nie zniżyłby się do tego, aby uchwycić się tego świata celem zdobycia środków do życia, i nie zostałby zobowiązany do przyjmowania podarunków. (...)
(Jak olśniewające pochwały mowy obrończej, którą odczytał w sądzie Zubeyir [42], doprowadziły do tego, ze owa mowa została doceniona, tak zdumieni sędziowie włączyli ją do swego orzeczenia).
W części zawierającej nagłówek napisano: "Nasi młodzi ludzie pragną uczyć się prawdy i posiąść najwyższe cechy moralne".
Na stronie trzynastej Zubeyir Gunduzalp napisał na maszynie: "Traktaty Światła są arcydziełem, które nie zostało napisane dzięki woli ich autora, lecz zostało zainspirowane przez Stwórcę, aby ocalić muzułmanów dwudziestego wieku i całą ludzkość od ciemnych i despotycznych idei".
Na stronie dwunastej napisał: "Gdyby powiedzieć człowiekowi służącemu Traktatom Światła: 'Skopiuj te oto księgi zamiast Traktatów Światła, a dam ci cały majątek Forda', odpowiedziałby, nie unosząc nawet stalówki swego pióra: 'Nawet gdybyś dał mi majątek całego świata i panowanie nad całym światem, nie przyjąłbym tego'".
Na stronie piętnastej: "Jeśli do uczciwych pisarzy jesteśmy przywiązani po stokroć, to nasze przywiązanie do wielkiego człowieka, takiego jak Bediuzzaman, który jest naszym przewodnikiem na tym świecie i w świecie, który nadejdzie, jest bezgraniczne, całkowite".
Na stronie dwunastej: "Zbiorowa osobowość Traktatów Światła zdiagnozowała społeczne, duchowe i religijne schorzenia tej epoki, a na rozkaz Boga ofiarowała całej ludzkości tego czasu prawdy Wszechmądrego Koranu w sposób, który leczy wszystkie chroniczne choroby społeczne ludzkości".
Na stronie czterdziestej czwartej: "Bediuzzaman powiedział, że ktoś, kto studiuje owe traktaty przez rok, może stać się wielkim uczonym. Tak, tak to jest!"
Na stronie czterdziestej czwartej: "Sędziowie, którzy studiują Traktaty
Światła, nie wydają niewłaściwych osądów".
(Ten fragment świadczy całkowicie na moją korzyść i jest ścisłą prawdą, zatem w decyzji podjętej przez sąd nie powinien zostać zaliczony do wykroczeń).
Ahmed Feyzi poprawił część swej pracy, lecz ponieważ musiał się spieszyć, wysłał ją bez ukończenia korekty. W owej pracy jest powiedziane: "Czyż z tego, że ignorujecie Saracoglu, który nazywa religię i naukę Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) 'trucizną', a wchodzicie w spór z Dającą światło lampą, która ukazuje koraniczną prawdę z jasnością równą jasności słońca oraz udowadnia, że owa prawda jest doskonałym lekarstwem na rany rodzaju ludzkiego, nie można wywnioskować, iż dopomagacie w skonfiskowaniu owego zbioru?"
W zakończeniu jednej z jego mów obrończych, przedstawionej sądowi w nieznanym dniu, powiedziano, iż stwierdził on, że ani on sam, ani też inni uczniowie Światła nie zajmowali się polityką; że pisma ukazane jako napastliwe miały charakter poufny; że obowiązywały wolność myśli i wolność sumienia; że nawet jeśli powyżej przytoczone słowa zdawały się krytyką niektórych praw, wciąż nie stanowiło to zbrodni; że wiele spośród traktatów, które wzięto pod uwagę, zostało napisanych długi czas wcześniej; że owe traktaty zostały uważnie zbadane przez komitety rzeczoznawców i uznane za nieszkodliwe; że jak wcześniej wyrok w ich sprawie zapadł w sądzie Eskisehir, tak zostały one uniewinnione w sądzie Denizli, zatem nie jest słusznym, by były one sądzone jeszcze raz z powodu tych samych zarzutów; że uczniowie Światła aż do tej pory nie byli zaangażowani w żadną działalność, która mogłaby zakłócić publiczny porządek; że ponieważ w Promieniu Piątym żaden człowiek nie został wyraźnie nazwany po imieniu, zaś celem owego traktatu było jedynie poinformowanie, przeto on również nie stanowi zbrodni.
Dalsze przykłady można przytoczyć w ten sam sposób.
Do sędziów Sądu Apelacyjnego
(Ponownie nie pozwolono mi na zabranie głosu podczas posiedzenia, na którym miano omawiać możliwość unieważnienia przez Sąd Apelacyjny niesprawiedliwej decyzji w naszej sprawie, jaką podjął sąd w Afyon. Sprawiono, że wysłuchaliśmy po raz trzeci aktu oskarżenia zawierającego ciężkie zarzuty. Nie zezwolono również nikomu na to, aby mógł przybyć celem dopomożenia mi w pisaniu. Choć słabo piszę i choć jestem chory, przedkładam tę skargę waszemu sądowi - który wcześniej po dwakroć postąpił z nami sprawiedliwie - jako suplement do mojej petycji dotyczącej apelacji).
Oto petycja do Najwyższego Sądu Dnia Zmartwychwstania; oto skarga do Sądu Bożego, której powinien wysłuchać również obecny Sąd Apelacyjny, a także nadchodzące pokolenia oraz przyszli oświeceni nauczyciele i studenci uniwersytetów. Spośród setek męczarni i nieszczęść, jakie wycierpiałem przez dwadzieścia dwa lata, jedynie dziesięć przedkładam wraz z moimi skargami przed Sąd sprawiedliwości Władcy, Któremu należy się wszelka chwała.
Punkt Pierwszy: Pomimo mych błędów poświęciłem swoje życie szczęściu tego narodu i ocaleniu jego wiary religijnej. Mówiąc: "Niechaj i moja głowa poświęci się dla prawdy" (to jest, dla prawdy Koranu, dla której swe głowy poświęciły miliony bohaterów), pracowałem nad Traktatami Światła ze wszystkich moich sił. Dzięki Bożej pomocy wytrwałem w obliczu wszystkich okrutnych męczarni. Nie wycofałem się.
Oto jeden przykład niezmiernie okrutnego traktowania, jakiego doświadczyłem podczas mego procesu i uwięzienia w Afyon: Choć trzy razy (a za każdym razem trwało to blisko dwie godziny) zmuszano mnie samego oraz niewinnych uczniów Światła, którzy oczekiwaliśmy od sprawiedliwości pocieszenia, abyśmy wysłuchiwali oszczerczych i zjadliwych oskarżeń, nie pozwolono nam bronić naszych praw przez więcej niż minutę czy dwie, pomimo mych wielokrotnie powtarzanych próśb o pięć lub dziesięć minut na obronę.
Przez dwadzieścia miesięcy byłem przetrzymywany w całkowitym odosobnieniu, przy czym tylko jednemu lub dwóm moim przyjaciołom pozwolono na zobaczenie się ze mną przez trzy lub cztery godziny. Nie miałem nikogo, kto mógłby mi dopomóc przy spisaniu choćby małej części moich mów obrończych. Następnie również owym przyjaciołom zabroniono spotykania się ze mną i zostali oni niezmiernie brutalnie ukarani. Zmuszono nas, byśmy wysłuchali stronniczego aktu oskarżenia, który był niczym woda zebrana z tysiąca strumieni, a także - jak to udowodniłem - na piętnastu stronach zawierał osiemdziesiąt jeden błędów, będących wynikiem przeinaczeń, oszczerstw i kłamstw. Nie pozwolono mi na zabranie głosu. Gdyby zezwolono mi na to, powiedziałbym:'
Choć - jak wymagają tego wolność myśli i wolność sumienia - nie wtrącacie się do spraw żydów, chrześcijan i zoroastryjczyków, a szczególnie teraz nie wtrącacie się do spraw anarchistów, odszczepieńców i hipokrytów, ukrywających się za zasłoną komunizmu, którzy zarówno zaprzeczają waszej religii, jak i znieważają waszych przodków, oskarżając ich o zbłądzenie, którzy nie uznają ani waszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ani praw Koranu; choć dzięki nauce Koranu miliony muzułmanów z krajów pozostających pod władaniem fanatycznie chrześcijańskiego imperium, jakim jest Wielka Brytania, odrzuciły wszelkie fałszywe wierzenia i zasady niewiernych Anglików, a angielskie sądy nie wtrącają się do ich spraw; choć przeciwnicy wszystkich rządów otwarcie głoszą swe idee, a rządy nie naprzykrzają się im; choć zarówno władze Isparty, jak i sąd w Denizli, Sąd Karny w Ankarze, Ministerstwo Spraw Religijnych oraz Sąd Apelacyjny po dwakroć - nie, po trzykroć! - uważnie zbadały czterdzieści lat mego życia, sto trzydzieści mych traktatów, moje najbardziej poufne traktaty i listy, a także od dwóch lub trzech lat mają w swym posiadaniu wszystkie kopie Traktatów Światła, poufnych i innych, a jednak nie mogłyby wykazać ani jednej kwestii zasługującej na choćby najmniejszą karę; choć - mimo że jestem niezmiernie słaby, prześladowany, pokonany i muszę znosić najcięższe warunki - nasza niewinność została dowiedziona przez zbiory Traktatów Światła, które również macie w posiadaniu, a które są naszą liczącą czterysta stron mową obrończą, a także - jak zostało to ukazane - są najpotężniejszym, najbardziej rozsądnym i najbardziej prawdomównym przewodnikiem dla dwustu tysięcy wiernych i oddanych uczniów, którzy przynoszą korzyść temu krajowi, narodowi i bezpieczeństwu publicznemu...; jakim prawem, zgodnie z jakim sumieniem, dla jakiego dobra, za jaką zbrodnię chcecie skazać nas wbrew temu wszystkiemu, ze wzgardą wymierzając nam najcięższe wyroki i skazując nas na najcięższe więzienie w samotności? Z pewnością zostaniecie o to zapytani na Sądzie Ostatecznym!
Punkt Drugi: Jednym z powodów skazania mnie, jakie wysunięto, było moje objaśnienie wersetów koranicznych dotyczących zasłaniania ciała przez kobiety, dziedziczenia, recytowania Najpiękniejszych Imion Boga, a także poligamii. To objaśnienie zostało napisane, aby zmusić do milczenia tych, którzy sprzeciwiają się owym wersetom w imię cywilizacji.
Poniższy fragment, który również został włączony do uzasadnienia decyzji sądu, napisałem piętnaście lat temu na użytek sądu w Eskisehir i Sądu Apelacyjnego. Teraz powtarzam go jako skargę kierowaną do Najwyższego Trybunału Sądu Ostatecznego, a także jako ostrzeżenie dla oświeconych nauczycieli przyszłości, aby wraz z Olśniewającym dowodem (tur. Elhuccetu'z-Zehra) był pewnego rodzaju dopiskiem do mej petycji, kierowanej do Sądu Apelacyjnego, który po dwakroć postąpił uczciwie, uniewinniając mnie, i wysłuchał mego wołania o sprawiedliwość, a także do zespołu sędziów, którzy nie pozwolili mi na zabranie głosu, zaś z powodu zjadliwego aktu oskarżenia - który, jak to udowodniłem, zawierał osiemdziesiąt błędów - skazali mnie na dwa lata ciężkich robót i uwięzienia w samotności, a także na kolejne dwa lata zesłania w innym miejscu, gdzie miałem pozostawać pod ścisłym nadzorem:
Mówię, że jeśli na obliczu ziemi istnieje jakakolwiek sprawiedliwość, to Sąd Apelacyjny powinien uchylić decyzję skazującą kogoś, kto objaśniał wersety koraniczne, które w każdym stuleciu spośród tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat były uświęconymi, Bożymi zasadami życia społecznego trzystu pięćdziesięciu milionów muzułmanów, kto objaśniał je, opierając się na zgodzie i potwierdzeniu trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu, podążając za wiarą naszych przodków od tysiąca trzystu lat. Czyż nie jest zaparciem się islamu i zdradą milionów naszych pobożnych i bohaterskich przodków skazanie z powodu objaśnienia owych trzech wersetów kogoś, kto zgodnie z rozsądkiem i nauką nie uznaje pewnych praw europejskich, jakie stosuje się tymczasowo z powodu pewnych wymagań naszych czasów, kto porzucił politykę i wycofał się z życia społecznego? Czyż nie jest to znieważeniem milionów komentarzy do Koranu?
Punkt Trzeci: Jednym z przytoczonych powodów skazania nas było naruszanie bezpieczeństwa i zakłócanie porządku publicznego. Wysuwając najmniej prawdopodobne - jak jeden na sto lub nawet jeden na tysiąc - możliwości zamiast rzeczywistych zdarzeń, nadając niewłaściwe znaczenie czterdziestu czy pięćdziesięciu słowom niektórych poufnych traktatów i prywatnych listów, wybranym spośród setek tysięcy słów i zdań Traktatów Światła, przedstawiono owe słowa jako dowód i oskarżono nas, pragnąc, abyśmy ponieśli karę.
Wzywając na świadków tych, którzy poznali moje życie przez trzydzieści czy czterdzieści lat, a także tysiące wybranych (tur. has) uczniów Światła [43], mówię:
Oskarżanie o zakłócenie porządku publicznego kogoś, kto - w czasie, gdy dowódca brytyjskich sił okupacyjnych w Stambule zasiał niezgodę między muzułmanami, a nawet wprowadził w błąd Wielkiego Muftiego i innych przywódców religijnych, a także podburzył Partię Jedności i Postępu oraz Partię Wolności i Zgody do tego, by zwalczały się nawzajem, w ten sposób torując drogę dla zwycięstwa Greków i klęski Ruchu Narodowego - udaremnił podstępny plan owego dowódcy, drukując i wydając dzięki staraniom Esrefa Ediba swe dzieło Sześć kroków (tur. Hutuvat-i Sitte) wymierzone przeciwko Brytyjczykom i Grekom, nie wycofując się nawet w obliczu groźby kary śmierci; kto nie uciekł z Ankary nawet wtedy, gdy z powodu owej służby został tam wezwany przez przywódców; kto będąc jeńcem wojennym w Rosji nie przywiązywał żadnego znaczenia do wyroku śmierci, jaki wydał na niego rosyjski głównodowodzący; kto poprzez mowę, jaką wygłosił podczas incydentu trzydziestego pierwszego marca nakłonił żołnierzy ośmiu pułków do tego, aby byli posłuszni swym oficerom; kto przed sądem wojennym, nie zważając na groźbę egzekucji, odpowiedział na pytanie przewodniczących sądowi paszów: "Więc ty także jesteś reakcjonistą, ty także chcesz wprowadzenia prawa szariatu?" słowami: "Jeśli ustrój konstytucyjny ma polegać na tyranii jednej partii, to niechaj wszyscy ludzie i wszystkie dżinny zaświadczą, że jestem reakcjonistą, który jest prawdziwie gotów do poświęcenia własnej duszy dla jednej, jedynej kwestii prawa szariatu", sprawiając, iż owi oficerowie wysokiego stopnia docenili go i podziwiali, a kiedy spodziewał się egzekucji, podjęli decyzję o jego uniewinnieniu; kto następnie, po tym, jak został uwolniony, nie podziękował im, lecz poszedł swoją drogą, wykrzykując: "Niechaj wszyscy tyrani żyją w Piekle!"; kto - jak jest to zapisane w uzasadnieniu decyzji sądu w Afyon - kiedy Mustafa Kemal gniewnie rzekł do niego w biurze Rzecznika Zgromadzenia [44]: "Wezwaliśmy cię tutaj, abyś opowiedział nam o swych wzniosłych ideach, ty jednak przybyłeś, napisałeś pewne rzeczy o pięciokrotnej modlitwie i zasiałeś konflikt między nami", odpowiedział: "Obowiązkowe modlitwy są najbardziej wzniosłą kwestią zaraz po wierze w Boga. Ci, którzy nie odprawiają modlitw, są zdrajcami, a oświadczenia zdrajców są odrzucane"; kto wypowiedział te słowa w obecności czterdziestu lub pięćdziesięciu deputowanych i zmusił owego straszliwego przywódcę, by przełknął swój gniew i dokonał swego rodzaju przeprosin; w związku z kim policja ani władze sześciu prowincji nie odnotowały ani jednej kwestii związanej
z zakłóceniem porządku publicznego, a pośród setek tysięcy jego uczniów również nie poświadczono ani jednego, choćby najmniejszego, takiego zdarzenia (z wyjątkiem jednego mało znaczącego incydentu dotyczącego sprawiedliwej obrony, w jaką zaangażował się jeden z jego niewiele znaczących uczniów), zaś nie słyszano również o tym, by choć jeden z jego uczniów miał związek z jakąś zbrodnią; kto zmieniał na lepsze innych więźniów w każdym więzieniu, do jakiego został wysłany; kto - jak zaświadczają to owe dwadzieścia trzy lata jego życia, władze trzech prowincji oraz trzy sądy, które uniewinniły jego samego, a także sto tysięcy jego uczniów - poznał wartość Traktatów Światła, potwierdzając ją słowem i czynem, a choć setki tysięcy kopii Traktatów Światła zostały rozprowadzone po całym kraju, wydały one jedynie korzyści, a nie przyniosły żadnej szkody; kto jest pustelnikiem, jest nieżonaty, obcy, stary, biedny i sam widzi, że stoi u drzwi grobu; kto ze wszystkich sił wyrzekał się przemijających rzeczy, a poszukiwał sposobów odkupienia swych dawnych grzechów i uczynienia jego życia życiem wiecznym, a nie przywiązywał najmniejszego znaczenia do zaszczytów tego świata; kto, aby żadna szkoda nie spotkała ludzi niewinnych i starszych, nie przeklinał tych, którzy męczyli go i torturowali... Tak, ci, którzy mówią o takim człowieku: "Ten stary pustelnik zakłóca spokój i narusza bezpieczeństwo publiczne; jego celem są intrygi tego świata, zaś jego korespondencja odnosi się do tego świata, a wobec tego jest on winny", którzy więżą go w tak ciężkich warunkach, z pewnością sami są winni; ich wina sięga od ziemi aż do niebios, zaś oni zdadzą za to rachunek na Sądzie Ostatecznym!
Czyż można powiedzieć o człowieku, którego mowa nakłoniła żołnierzy ośmiu zbuntowanych pułków do posłuszeństwa oficerom; który przez jeden artykuł nakłonił tysiące ludzi do tego, aby go poparli; który nie przestraszył się, stojąc przed trzema wcześniej wspomnianymi potężnymi dowódcami i nie nadskakiwał im, a w sądzie oznajmił: "Gdyby miał tyle głów, ile mam włosów na głowie, a każdego dnia jedna z nich byłaby ścinana, nie poddałbym się ateizmowi i zbłądzeniu, nie zdradziłbym mojego kraju, narodu i islamu, nie skłoniłbym przed tyranami owej głowy, która poświęciła się Koranowi"; który w Emirdag nie troszczył się o nikogo prócz pięciu lub dziesięciu braci w życiu ostatecznym i trzech czy czterech sług...; czyż można powiedzieć o takim człowieku, jak uczyniono to w akcie oskarżenia: "Ów Said w tajemnicy wykonywał swą pracę w Emirdag; zatruł umysły niektórych ludzi, podsuwając im pomysł zakłócenia porządku; wokół niego zgromadziło się około dwudziestu ludzi, którzy wychwalali go w prywatnych listach, co ukazuje, iż przygotowywał on bunt i był zaangażowany w tajną działalność polityczną wymierzoną
przeciwko rządowi"? Pozostawiam waszym sumieniom zrozumienie tego, jak dalecy od prawa, sprawiedliwości i uczciwości są ci, którzy go męczą, którzy zboczyli z drogi poprzez wtrącenie go - z niesłychaną animozją i nienawiścią - do więzienia na dwa lata całkowitego odosobnienia, a także poprzez fakt, iż nie pozwolili mu na zabranie głosu w sądzie.
Czyż jest w ogóle możliwe, by ktoś, kto zyskał powszechną uwagę po stokroć większą niż jego zasługi; kto jednym przemówieniem przywołał tysiące ludzi do posłuszeństwa; kto jednym artykułem w gazecie nakłonił tysiące ludzi, aby dołączyli do partii Ittihad-i Muhammedi, kto sprawił, że pięćdziesiąt tysięcy ludzi z zachwytem słuchało przemówienia, jakie wygłosił w meczecie Aya Sophia [45]...; czyż jest w ogóle możliwe, by taki człowiek prowadził swe dzieło w Emirdag przez trzy lata i zwiódł jedynie pięciu czy dziesięciu ludzi; czyż jest możliwe, by miał on wypełnić swój grób, do którego się zbliża, ciemnością, nie zaś światłem? Czyż jest w ogóle możliwe, by miał on to uczynić? Nawet sam Szatan nie mógłby sprawić, by ktokolwiek miał to zaakceptować!
Punkt Czwarty: Jako ważny powód skazania mnie przywołuje się fakt, iż nie noszę kapelusza z rondem [46]. Nie pozwolono mi na zabranie głosu, w przeciwnym razie powiedziałbym tym, którzy starali się o ukaranie mnie, co następuje:
Przez trzy miesiące pozostawałem jako gość na posterunku policji w Kastamonu. Ani razu nie powiedziano mi: "Załóż kapelusz z rondem!", a choć w trzech sądach ani nie nosiłem kapelusza, ani nie zdjąłem mego nakrycia głowy, nie wtrącano się do moich spraw. Tymczasem pod tym pretekstem przez dwadzieścia trzy lata liczni bezbożni tyrani nieoficjalnie wymierzali mi prawdziwie przyprawiające o rozpacz i najcięższe kary. Dzieci, kobiety, wieśniacy, urzędnicy w swych biurach i ci, którzy noszą berety, nie są przymuszani do noszenia kapelusza, a noszenie kapelusza nie przynosi żadnych materialnych korzyści. Jednak z powodu zmyślonych zarzutów pustelnik taki jak ja przez dwadzieścia lat był karany za to, że nie nosi nakrycia głowy, które uznali za zakazane wszyscy mudżtahidowie i Wielcy Muftiowie. Ci, którzy ponownie starają się ukarać mnie z powodu pozbawionego znaczenia przyzwyczajenia związanego z ubiorem, którzy tak usilnie upierają się przy ponownym uznaniu mnie za winnego z powodu mego ubioru - choć mówiąc o wolności osobistej, stawiają się na równi z tymi, którzy w ciągu dnia w ramadanie piją raki, którzy nie wykonują modlitw obowiązkowych, przy czym tamtym nikt się nie naprzykrza - po tym, jak wycierpią zagładę śmierci i trwającą wieki samotność uwięzienia w grobie, z pewnością zostaną zapytani o swój błąd na Sądzie Ostatecznym.
Punkt Piąty: Ci, którzy słyszeli ów trzeci akt oskarżenia i którzy widzieli opublikowane przez nas orzeczenie sądu, potwierdzą, że wykorzystując preteksty wątłe jak skrzydełko muchy starano się skonfiskować niektóre spośród Traktatów Światła, o których przychylnie nadmieniają trzydzieści trzy wersety Koranu, którym przyklasnęli tacy święci mężowie, jak Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) i Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona), które są potwierdzone przez sto tysięcy wiernych, a w ciągu dwudziestu lat zdobyły dla tego kraju wysoce korzystne zaszczyty, nie przyczyniając mu żadnej szkody. Ponadto - a jako pretekst wykorzystano zajmujące dwie strony poprawne objaśnienia dwóch wersetów, które to wyjaśnienia zostały spisane dawno temu, a następnie objęte łaską - doszło nawet do tego, że skonfiskowano liczący czterysta stron traktat Zulfikar, a także traktat Cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) - tur. Mu'cizat-i Ahmediye - które to traktaty umocniły i ocaliły wiarę stu tysięcy ludzi, będąc nadzwyczaj korzystnymi i wartościowymi. Obecnie, nadając niewłaściwe znaczenie jednemu lub dwóm słowom wybranym z tysiąca, nasi wrogowie starają się sprawić, by owe nieskończenie użyteczne traktaty zostały skonfiskowane. Jeśli chodzi o nas, to mówimy:
[47]
[48]
Punkt Szósty: Oto, co mówię tym, którzy uważają mnie za winnego zbrodni, ponieważ niektórzy spośród uczniów Światła ujrzeli cudowne dowody Traktatów Światła i skorzystali z ich nieodpartych nauk w temacie wiary, które osiągają poziom "wiedzy równej pewności", a aby wyrazić swe poparcie, powinszowania, uznanie i wdzięczność, nadmiernie mnie chwalą i mają zbyt dobre zdanie na mój temat: Kiedy jako bezsilny, słaby, na pół piśmienny i samotny zesłaniec stałem się celem uwłaczającej mi propagandy, obmyślanej po to, aby odstraszyć ode mnie ludzi, odkryłem na własny użytek niektóre lekarstwa Koranu i jego święte prawdy związane z wiarą, które były doskonałym remedium na moje dolegliwości. Następnie spisałem owe wartościowe prawdy, dochodząc do wniosku, iż były one lekarstwem również dla tego narodu i dla synów tej ziemi. Jako że sam piszę bardzo słabo i wielce potrzebowałem pomocników, Boża łaska zesłała mi ich, wiernych i oddanych.
Gdybym całkowicie odrzucił ich dobre zdanie na mój temat oraz ich szczere pochwały, gdybym znieważył ich poprzez udzielenie im nagany,
byłoby to niczym zniewaga i wrogość wobec świateł zaczerpniętych ze skarbca Koranu. Ponadto myśląc, iż sprawiłoby to, że ci pomocnicy o diamentowych piórach i mocnych sercach zostawiliby mnie, skierowałem ich pochwały i brawa od bankruta, jakim jestem, ku Traktatom Światła, ku owemu cudowi Koranu, któremu prawdziwie należą się pochwały, a także ku zbiorowej osobowości wiodących uczniów Światła. Jednak w pewien sposób uchybiłem im, mówiąc, iż przyznali mi udział po stokroć większy od mych zasług. Czyż jakiekolwiek prawo mogłoby zarzucić człowiekowi, iż jest on winny, tylko dlatego, że inni wychwalają go, choć on sam tego unika i nie jest z tego powodu szczęśliwy? Tymczasem właśnie tak postępują urzędnicy, którzy działają w imię prawa.
Choć na stronie czterdziestej czwartej orzeczenia sądu - które jest dla nas niekorzystne, a jednak je opublikowaliśmy - zostało napisane: "Ten wielki człowiek kresu czasu będzie potomkiem Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zaś nas, uczniów Światła, można uważać za członków rodziny Proroka jedynie co do znaczenia. Ponadto na drodze Traktatów Światła nie może istnieć żaden rodzaj egoizmu, żadne pragnienie wysokiej pozycji, osobistych zaszczytów, rozgłosu ani sławy. Nawet gdyby ofiarowano mi wysoką rangę w życiu ostatecznym, byłbym zmuszony odrzucić ją, aby nie wyrządzić szkody szczerości intencji Traktatów Światła"; choć na stronach dwudziestej drugiej i dwudziestej trzeciej jest napisane: "Znając własne błędy i zdając sobie sprawę z własnego ubóstwa i bezsilności, pokornie poszukując schronienia na dworze Boga, poprzez tę osobowość wiem, iż sam jestem bardziej nędzny, bezsilny i ułomny niż ktokolwiek inny. Zatem nawet gdyby wszyscy ludzie sławili mnie i wychwalali, nie sprawiliby, abym uwierzył, iż jestem kimś dobrym, do kogo należy wysoka ranga duchowa i moralna. Aby was nie przestraszyć, nie będę mówił o wielu utajonych chorobach oraz złych cechach charakteru mojej prawdziwej, trzeciej osobowości. Z powodu Swej łaski Wszechmocny Bóg zatrudnił ową osobowość, podobną najniższemu szeregowcowi, w służbie tajemnic Koranu. Nieskończone dzięki niech będą Bogu Jedynemu! Dusza jest niższa niż wszystko inne, zaś obowiązek jest ponad wszystko"; choć to wszystko zostało napisane w orzeczeniu sądu, uznano mnie winnym tego, że z powodu pochwał innych, które w rzeczywistości odnoszą się do Traktatów Światła, jestem nazywany najlepszym przewodnikiem, a zatem z powodu owego błędu zasługuję na to, by ponieść straszną karę.
Punkt Siódmy: Choć sąd w Denizli, Sąd Karny w Ankarze oraz Sądy Apelacyjne jednogłośnie uniewinniły nas oraz wszystkie traktaty ze zbioru Traktatów Światła; choć zwrócono nam owe traktaty i nasze listy;
choć powiedziano: "Nawet jeśli decyzja Sądu Apelacyjnego, uchylająca poprzednią decyzję, a także uniewinnienie orzeczone przez sąd w Denizli, były błędem, jako że są one decyzjami ostatecznymi, przeto ta sprawa nie może być wznawiana", zostałem wysłany do Emirdag, gdzie spędziłem trzy lata jako pustelnik. Tam rozmawiałem jedynie z dwoma lub trzema czeladnikami krawieckimi, którzy mi pomagali, a także - z rzadka i jedynie przez pięć do dziesięciu minut - z pewnymi pobożnymi ludźmi, przy czym nawet od tych rozmów powstrzymywałem się, dopóki nie były one konieczne. Nie napisałem innych listów prócz tych, jakie pisałem raz na tydzień, aby dodawać odwagi na drodze Traktatów Światła, a przez trzy lata napisałem jedynie trzy listy do mego brata, który był muftim. Porzuciłem spisywanie części Traktatów Światła, którym zajmowałem się przez dwadzieścia do trzydziestu lat, jeśli nie liczyć dwóch punktów, jakie zajęły dwadzieścia stron, a były użyteczne dla ludzi Koranu i dla ich wiary. Jeden z nich traktował o mądrości powtórzeń w Koranie, a drugi o aniołach; nie napisałem żadnego innego traktatu. Jedynie dałem swe pozwolenie na to, aby traktaty zwrócone przez sądy zostały połączone w większe zbiory, a jako że sąd przekazał nam pięćset kopii Największego Znaku, wydrukowanych w starym alfabecie, zaś powielacze nie zostały oficjalnie zabronione, dałem swym braciom pozwolenie na powielenie owych kopii, aby mogły one zostać opublikowane na korzyść całego świata islamu, a także zająłem się poprawianiem ich. Z całą pewnością w żaden sposób nie zajmowałem się polityką. Co więcej, choć oficjalnie zezwolono nam na to, abyśmy powrócili do rodzinnych stron, w przeciwieństwie do innych zesłańców przyjąłem trudy zesłania, aby nie zaangażować się w sprawy polityki i tego świata, i nie wróciłem. Traktowanie, z jakim spotykałem się przez ostatnie dwadzieścia miesięcy, dowodzi tego, że tym, kto poprzez ów trzeci akt oskarżenia stara się doprowadzić do uznania takiego człowieka za winnego poprzez bezpodstawne zarzuty, kłamstwa i błędne interpretacje jego słów, władają dwa straszliwe znaczenia, o których na razie nie będę mówił. Mówię natomiast: Wystarczą mu grób i Piekło, ja zaś odwołuję się do Sądu Ostatecznego.
Punkt Ósmy: Jako że Promień Piąty został nam zwrócony po tym, jak przez dwa lata pozostawał w rękach sądów w Denizli i Ankarze, został dołączony do zakończenia większego zbioru, zatytułowanego Dająca światło lampa, wraz z mą mową obrończą, która doprowadziła do uniewinnienia nas przez sąd w Denizli. Z pewnością wcześniej uważaliśmy ów traktat za poufny, skoro jednak sąd rozpropagował go i zwrócił nam po tym, jak zostaliśmy uniewinnieni, zezwoliłem na jego powielanie, widząc, że jest to nieszkodliwe. Pierwsza wersja Promienia Piątego traktowała
o alegorycznych hadisach i została napisana trzydzieści lub czterdzieści lat temu. Z pewnością niektórzy uczeni w dziedzinie hadisów stwierdzili, że niektóre spośród hadisów dobrze znanych w całej ummie są wątpliwe, jednakże ponieważ tym, co zakwestionowano, było ich pozorne znaczenie, ów traktat został napisany jedynie w celu ocalenia wiernych przed powątpiewaniem w owe hadisy. Następnie, jako że pewien czas później ich cudowne interpretacje stały się jasne dla wszystkich, uważałem ów traktat za poufny, aby nie nadano mu niewłaściwego znaczenia. Następnie liczne sądy drobiazgowo go przestudiowały, aby zwrócić nam ów traktat, równocześnie publikując go. Pozostawiam zatem sumieniom tych, którzy samowolnie nas skazali, ujrzenie, jak dalekim od sprawiedliwości, prawa i uczciwości jest ponowne uznanie nas za winnych z tego powodu, zaś mówiąc:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!» [49], wzywam ich na Sąd Ostateczny.
Punkt Dziewiąty jest bardzo ważny, jednak jako że ci, którzy nas skazali, studiowali Traktaty Światła, nie spisałem go, aby ich nie drażnić.
Punkt Dziesiąty jest potężny i ważny, lecz jego również na razie nie spisałem, aby nie obrazić tych ludzi.
(Część petycji napisanej piętnaście lat temu, podczas procesu w Eskisehir, i wysłanej do rządu)
O wy, którzy związujecie i rozluźniacie więzy!
Wycierpiałem niesprawiedliwość tak wielką, że jej podobną rzadko można ujrzeć na świecie. Zachowanie milczenia wobec takiej niesprawiedliwości jest brakiem szacunku dla prawa, zatem jestem zmuszony do tego, by ujawnić wielce doniosły fakt. Ukazuję błąd, jaki popełniłem, a zatem prawo wymaga albo mojej egzekucji, albo skazania mnie na sto i jeden lat więzienia, albo dowiedzenia, iż jestem kompletnie szalony, albo też przyznania całkowitej wolności mnie samemu, moim traktatom i moim przyjaciołom, a także tego, aby ci, którzy przyczynili nam strat, wyrównali owe straty.
Tak, każdy rząd ma swoje prawo oraz zasadę, wedle której wymierzane są kary. Jeśli w prawach Rządu Republiki nie znajduje się nic, co wymagałoby najcięższej kary dla mnie i dla moich przyjaciół, powinna zostać przyznana nam całkowita wolność, jak również rekompensata za poniesione straty, wyrazy uznania oraz przeprosiny. Jeśli moja ważna służba Koranowi, która jest jasna i jawna, jest wymierzona przeciwko rządowi, powinienem zostać skazany nie na jeden rok więzienia (zaś moi przyjaciele nie na sześć miesięcy więzienia dla każdego z nich), lecz na karę śmierci lub na sto jeden lat więzienia, zaś tym, którzy są żarliwie przywiązani do mnie i do mego dzieła, powinny zostać wymierzone najcięższe kary. Jeśli jednak nasza służba nie jest wymierzona przeciwko rządowi, nie powinny być nam wymierzone kary, zaś my nie powinniśmy zostać obciążeni kosztami ani uwięzieni, lecz winniśmy otrzymać wyrazy uznania i rekompensatę za poniesione straty, jako że natura owej służby może zostać zrozumiana poprzez sto dwadzieścia jej traktatów oraz poprzez fakt, że rzuca ona wyzwanie wielkim filozofom Europy, obalając ich zasady. Z pewnością tak skuteczna służba wyda w tym kraju albo straszliwe rezultaty, albo najbardziej pożyteczne, wzniosłe i naukowe owoce. Wobec tego nie mogę otrzymać wyroku jednego roku więzienia za to, że poprzez dziecięcą zabawę otumaniałem i zwodziłem opinię publiczną, a ukrywałem intrygi tyranów i ich kłamstwa na nasz temat. Ludzie tacy jak ja albo otrzymują
karę główną, a wtedy z dumą wstępują na szubienicę, albo też pozostają wolni i zajmują pozycję, na jaką zasługują.
Tak, sprytny złodziej może skraść diamenty warte tysiące, zatem nie wymierzyłby sobie kary, jaką wymierza się za kradzież okruchów szkła, które są dosłownie nic niewarte. Nie postąpiłby tak żaden złodziej, zaiste, żadne świadome stworzenie. Taki złodziej jest przebiegły, zaś nie jest całkowitym głupcem!
Panowie! Wedle waszych złudzeń jestem jak ten złodziej. Zamiast przez dziewięć lat żyć w osamotnieniu w biednej wiosce jednego z dystryktów prowincji Isparta, zamiast narażać na niebezpieczeństwo samego siebie oraz moje traktaty, które są celem mego życia, poprzez zwracanie przeciwko rządowi idei pięciu lub dziesięciu naiwnych nieszczęśników, którym wraz ze mną wymierzono łagodne wyroki, mógłbym jak dawniej zajmować wysoką pozycję w Ankarze lub Stambule i manipulować tysiącami ludzi, kierując ich ku celom, do których zmierzam. Wówczas nie zostałbym skazany w tak nikczemny sposób, lecz zaangażowałbym się w sprawy tego świata z dumą i dostojeństwem odpowiednim dla mej drogi i mojego obowiązku.
Nie mówię tego z dumy ani dla przechwałek, lecz ze wstydem, aby wskazać błędy tych, którzy przypominając me dawne samochwalstwo i hipokryzję pragną poniżyć mnie, aby pozycja, jaką zajmuję, straciła wszelkie znaczenie i przestała przynosić jakiekolwiek korzyści. Zatem mówię im:
Jako ktoś, kto - co potwierdza moja dawna mowa obrończa, opublikowana pod tytułem Świadectwo dwóch szkół nieszczęścia - podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca swoim przemówieniem przywołał do posłuszeństwa osiem zbuntowanych pułków; kto - jak relacjonowały współczesne owym wydarzeniom gazety - poprzez artykuł zatytułowany Sześć kroków wykonał ważną służbę, sprawiając, że idee uczonych Stambułu zwróciły się przeciwko Brytyjczykom, a na korzyść Ruchu Narodowego; kto przemówił do tysięcy ludzi w Aya Sophia, sprawiając, że go słuchali; kto w Ankarze został powitany przez Zgromadzenie i deputowanych głośnymi oklaskami, a stu sześćdziesięciu trzech deputowanych przeznaczyło sto pięćdziesiąt tysięcy lir na jego szkołę religijną i uniwersytet; kto w biurze rzecznika nie zadrżał i odpowiedział z całkowitą stanowczością na gniew prezydenta, zachęcając go do odprawiania modlitw obowiązkowych; kto, kiedy należał do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, został jednogłośnie uznanym przez rząd Partii Jedności i Postępu za godnego obowiązku skutecznego zachęcenia filozofów Europy do zaakceptowania prawd islamu; kto na
froncie podczas wojny podyktował skonfiskowane obecnie dzieło Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz), które Enver Pasza, głównodowodzący w owym czasie, postrzegał jako tak wartościowe, że z szacunkiem, jakiego nie okazał mi nikt inny, a kierując się wybiegającą w przyszłość ideą wzięcia udziału w dobrym dziele i wychwalenia owego memento wojny, dostarczył papier potrzebny do wydrukowania owego dzieła, aby zostały upamiętnione czyny jego autora podczas wojny... Taki człowiek nie zniżyłby się do zhańbienia dostojeństwa jego nauki, świętości jego służby i tysięcy jego wartościowych przyjaciół poprzez splamienie się drobnym przestępstwem jak koniokrad, porywacz dziewczynek czy kieszonkowiec, a wówczas moglibyście skazać go na rok więzienia, traktując jak kogoś, kto kradnie kozy czy owce. Wolałby egzekucję od cierpienia samowolnych prześladowań podejrzliwego detektywa czy szeregowego policjanta. Tymczasem skazaliście go na rok więzienia i kolejny rok pozostawania pod nadzorem po tym, jak przez dziesięć lat bez żadnego powodu był on dręczony uciążliwym nadzorem policji - choć nie mógłby znieść nad sobą nawet panowania sułtana. Gdyby taki człowiek zaangażował się w sprawy tego świata, gdyby żywił takie pragnienie, gdyby pozwalała na to jego święta służba, wtrącałby się do spraw tego świata w stopniu dziesięć razy większym niż ten, jaki osiągnęły wydarzenia z Menemen czy bunt Szejka Saida. Huczący dźwięk armatniego wystrzału, który słyszy cały świat, nie przycichłby do tego stopnia, aby stać się brzęczeniem muchy!
Tak, zwracam uwagę Rządu Republiki na następującą kwestię: Ten stan rzeczy został spowodowany przez intrygi, machinacje i propagandę tajnej organizacji, która doprowadziła mnie do owego nieszczęścia. Świadectwem tego, że owe daleko sięgające propaganda, terror i konspiracja zostały skoordynowane przeciwko nam w sposób, jakiego tak czy owak nie widziano nigdy wcześniej, jest fakt, iż choć mam sto tysięcy przyjaciół, to żaden z nich przez sześć miesięcy nie mógł napisać do mnie żadnego listu ani wysłać żadnych pozdrowień, a także fakt, że z powodu informacji dostarczonych przez spiskowców, którzy starali się wprowadzić rząd w błąd, przesłuchania i rewizje były nieprzerwanie podejmowane od prowincji wschodnich po te na zachodzie.
Plan, jaki uknuli owi intryganci, w oczywisty sposób polegał na zaaranżowaniu "incydentu", jaki stałby się przyczyną, dla której tysiącom ludzi takich jak ja zostałyby wymierzone najcięższe kary. Jednakże jego efektem była kara, która przywołuje na myśl drobną kradzież popełnioną przez najbardziej prostego człowieka. Spośród stu piętnastu ludzi piętnastu niewinnych mężczyzn otrzymało wyroki pięciu lub sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Czyż jakiekolwiek racjonalne stworzenie na
świecie ukłułoby w ogon swym lśniącym i ostrym diamentowym mieczem srogiego lwa lub straszliwego smoka, sprawiając, iż ten zwróciłby się ku owemu stworzeniu? Gdyby intencją owego stworzenia była samoobrona lub walka, użyłoby ono swego miecza, uderzając w inne miejsce.
Poprzez wasz błędny pogląd wyobrażacie sobie mnie jako właśnie takiego człowieka, ponieważ w taki sposób oskarżyliście mnie i skazaliście. Gdybym postępował w sposób tak sprzeczny ze świadomością i rozsądkiem, ów wielki kraj nie powinien zostać sterroryzowanym, a propaganda nie powinna zwracać opinii publicznej przeciwko mnie, lecz powinienem zostać wysłany do przytułku dla obłąkanych jako pospolity szaleniec. Gdybym jednak był kimś o takim znaczeniu, jakie mi przypisujecie, nie celowałbym mym ostrym mieczem w ogon smoka lub lwa, aby sprawić, że mnie zaatakują, lecz broniłbym się, dopóki byłbym w stanie to czynić. Jak dobrowolnie wybrałem odosobnienie ostatnich dziesięciu lat, jak znosiłem trudności przekraczające ludzką wytrzymałość, tak w żaden sposób nie wtrącałem się do spraw rządu ani nie chciałem się do nich wtrącać, ponieważ zabraniał mi tego mój święty obowiązek.
O wy, którzy związujecie i rozluźniacie więzy! Czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach człowieka, który - jak napisano w gazetach dwadzieścia pięć lat temu - przez jeden artykuł w gazecie sprawił, że trzydzieści tysięcy ludzi przyjęło jego idee; który zwrócił na siebie uwagę wielkiej Armii Operacyjnej; który odpowiedział sześcioma słowami na pytania głównego angielskiego duchownego, choć ten domagał się sześciuset słów; który po Rewolucji Konstytucyjnej wygłosił mowę tak wspaniałą, jak gdyby był wiodącym dyplomatą...; czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach takiego człowieka znaleziono jedynie piętnaście słów odnoszących się do polityki i tego świata? Czyż jest w ogóle rozsądnym zakładanie, że ów człowiek podąża za polityką, że jego celem jest ten świat, że przyczynia on kłopotów rządowi? Gdyby jego umysł był zwrócony ku mieszaniu się do polityki i spraw rządu, taki człowiek jasno by to wyraził w jednym ze swych traktatów, zaś wskazałby na to w tysiącu miejsc. Gdyby jego zamysłem była krytyka z intencjami politycznymi, czyż nie znalazłby niczego, co mógłby skrytykować, prócz jednej lub dwóch reguł dotyczących zasłaniania ciała przez kobiety oraz dziedziczenia, które od dawna pozostawały w mocy?
Tak, myślący o polityce przeciwnicy panującego ustroju, który uchwalił dalekosiężne reformy, znaleźliby nie ów jeden lub dwa powody do sprzeciwu, lecz tysiące powodów. Jak gdyby reformy Rządu Republiki dotyczyły jedynie owej jednej bądź dwóch pomniejszych kwestii! Choć
nie miałem jakiegokolwiek zamiaru krytykowania ich, z powodu jednego lub dwóch słów zawartych w mojej jednej bądź dwóch księgach, które zostały spisane dawno temu, zostało powiedziane: "Atakuje on panujący ustrój i jego reformy". Pytam zatem: Czyż cały kraj powinien zajmować się kwestią naukową, która nie wymaga nawet najmniejszej kary, wywołując w ten sposób niepokój?
Zatem mnie samemu oraz pięciu do dziesięciu spośród moich przyjaciół zostały wymierzone najdrobniejsze i najbardziej błahe wyroki; potężna propaganda wymierzona przeciwko nam zastraszyła cały kraj i sprawiła, że cały kraj nas znienawidził; Sukru Kaya, minister spraw wewnętrznych, został wezwany do Isparty wraz ze znaczącymi siłami wojska dla wykonania zadania, które mógłby wykonać jeden szeregowiec, to jest dla aresztowania mnie; premier Ismet, który był głową rządu, udał się w związku z tymi wydarzeniami do wschodnich prowincji; przez dwa miesiące więzienia zabroniono mi rozmawiania z kimkolwiek; nikt o mnie nie pytał ani nie przesłał mi pozdrowień, kiedy samotny przebywałem na zesłaniu - to wszystko ukazuje, iż ów bezsensowny, bezcelowy i bezprawny stan rzeczy jest podobny sytuacji, w której drzewo wielkie jak góra wydaje owoc wielkości ziarnka grochu. Widząc, że słowo "rząd" oznacza "sprawowanie rządów z mądrością", mówię, iż owa sytuacja nie jest czymś, czym powinien zajmować się jakikolwiek rząd, a szczególnie rząd legalny, jakim jest Rząd Republiki, który trzyma się prawa bardziej ściśle niż jakikolwiek inny rząd.
Domagam się poszanowania moich praw w granicach prawa. Oskarżam tych, którzy w imieniu prawa występują przeciwko prawu o to, że są kryminalistami. Prawa Rządu Republiki z pewnością odrzucają samowolne działania takich kryminalistów. Żywię nadzieję, że moje prawa zostaną mi przywrócone.
Przykład prawdomówności Traktatów Światła
Jak jasno to zrozumieją ludzie uczciwi i oświeceni, którzy przeczytają poniższy traktat, napisany dziewiętnaście lat temu, Traktaty Światła wraz ze wszystkimi stu trzydziestoma ich częściami dotyczą jedynie wiary oraz życia ostatecznego i napisane są w tym duchu, jako całkowicie wolne od jakichkolwiek motywów politycznych czy doczesnych. Ów jasny i stanowczy fakt został potwierdzony przez długie dochodzenia oraz drobiazgowe badania przeprowadzone przez sądy w Eskisehir, Isparcie, Denizli i Afyon. W związku z tym domagamy się, abyście zadbali o to i dopomogli w tym, by wróciły do nas wszystkie nasze księgi, które przez więcej niż dwadzieścia miesięcy były przetrzymywane przez sąd w Afyon, zaś Sąd Apelacyjny nie wykazał, aby najdrobniejsza zawarta w nich kwestia stanowiła zbrodnię, które są wychwalane i oklaskiwane przez ich czytelników, uczonych i cały świat muzułmański.
Większa część ksiąg przetrzymywanych przez sąd w Afyon została zebrana przez pierwszych spośród naszych towarzyszy, którzy zostali uwolnieni. Mówiąc: "Oddajemy nasze księgi Nauczycielowi, który jest ich właścicielem, zatem jemu powinny zostać przekazane", odesłali je do mnie. W sądzie pozostawili oni zwłaszcza pozłacany egzemplarz Koranu, który został spisany w sposób ukazujący cudowne przypadki tałafuq dotyczące liter, a znalazł się wśród skonfiskowanych ksiąg. Przede wszystkim oczekujemy zatem szybkiego zwrócenia nam naszych ksiąg i naszego Koranu, które wcześniej zostały nam zwrócone przez sądy w Denizli i w Ankarze.
List Szesnasty
[50]
(Ten List ukazuje znaczenie wersetu: فَقُولَا لَهُ قَوْلًا لَيِّنًا Przemówcie do niego mową łagodną! [51]i nie został napisany w pośpiechu ani w tonie gwałtownym. Jest odpowiedzią na pytanie, jakie - wprost czy też jedynie w domyśle - zadawało mi wielu ludzi.Nie chciałem odpowiadać na to pytanie i czynię to niechętnie, gdyż we wszystkich sprawach całkowicie zaufałem Bogu. Lecz jako że nie zostawiono mnie w spokoju w moim własnym świecie, jako że zwrócono moją uwagę ku sprawom tego świata, jestem zmuszony, by przedłożyć pięć owych punktów, napisanych językiem starego Saida, by wyjaśnić rzeczywistą sytuację zarówno moim przyjaciołom, jak i ludziom spośród ahl ad-dunja, a także tym, którzy posiadają władzę, jednak nie po to, by bronić samego siebie, lecz po to, by bronić moich przyjaciół i moje Słowa przed podejrzeniami i złym traktowaniem ich przez ahl ad-dunja).
PUNKT PIERWSZY
Zapytano mnie: "Dlaczego wycofałeś się z polityki i obecnie nie chcesz mieć z nią do czynienia?"
Odpowiedź: Dziewięć lub dziesięć lat temu stary Said w pewnym stopniu zaangażował się w politykę; zaiste, myśląc, że będzie służył religii
i nauce przy pomocy polityki, trudził się na próżno. Ujrzał, że owa droga jest niebezpieczna, niepewna i pełna trudności, a moim zdaniem - zarówno nieużyteczna, jak też piętrząca przeszkody w wykonywaniu obowiązków, które są najwyższą koniecznością. Większość rzeczy, które napotkamy na owej drodze, to kłamstwa, a ponadto może ona zostać wykorzystana przez cudzoziemców, a my nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Ponadto człowiek, który wkracza do świata polityki, znajduje się albo wśród zwycięzców, albo w opozycji. Co do przyłączenia się do zwycięzców, jako że nie jestem ani osobą urzędową, ani deputowanym, praca w polityce jest dla mnie zbędną niedorzecznością. Politycy nie potrzebują, bym na próżno mieszał się do ich spraw. Jeśli przyłączyłbym się do opozycji, mógłbym to uczynić, jeśli wniósłbym albo pewne idee, albo siłę. Jeśli chodzi o idee, nie czuję takiej potrzeby, jako że wszystkie kwestie są zupełnie jasne i każdy zna je równie dobrze jak ja, zaś pozbawioną celu gadaninę uważam za bezsensowną. Jeśli dołączyłbym do opozycji z zamiarem użycia siły do wywołania pewnych zdarzeń, mógłbym popełnić tysiąc grzechów jedynie po to, by osiągnąć jeden wątpliwy cel. Wielu ludzi mogłoby zostać dotkniętych przez nieszczęście ze względu na działania jednego człowieka. Zatem powiedziawszy, że nie mógłby całkowicie świadomie popełnić grzechu lub sprawić, że popełni go ktoś niewinny (choćby tylko w jednym lub dwóch przypadkach na dziesięć możliwych), stary Said zrezygnował z palenia papierosów, czytania gazet, z polityki i poświęconej jej rozmów ahl ad-dunja. Bezapelacyjnym dowodem na to jest fakt, że przez ostatnie osiem lat nie przeczytałem żadnej gazety ani nawet nie słuchałem, jak czyta ją kto inny (jeśli ktoś uważa, że przeczytałem choć jedną gazetę lub choć raz słuchałem, jak kto inny ją czyta, niech wystąpi i to powie!), tymczasem osiem lat temu stary Said zwykł czytać być może nawet osiem gazet każdego dnia. Co więcej, poprzez ostatnie pięć lat pozostawałem pod najbardziej baczną obserwacją i nadzorem. Jeśli ktokolwiek dostrzegł w moim postępowaniu choć najmniejszy ślad działalności politycznej, niech to powie! W przypadku człowieka takiego jak ja, który jest silny, nieustraszony, nieżonaty, który uważa, że najlepszym podstępem jest brak podstępu, jego idei nie udałoby się utrzymać w tajemnicy przez osiem dni, nie mówiąc już o ośmiu latach! Gdybym przejawiał jakąkolwiek chęć lub pragnienie włączenia się do polityki, nie byłoby potrzeby podejmowania dochodzeń ani obserwacji, ponieważ mój głos zahuczałby jak armatni wystrzał!
PUNKT DRUGI
Dlaczego nowy Said tak gwałtownie obstaje przy unikaniu polityki?
Odpowiedź: Nowy Said unika polityki z taką gwałtownością, by służyć wierze i Koranowi, co jest sprawą o największym znaczeniu, najwyższą koniecznością, co jest najbardziej czyste i najbardziej słuszne; by nie poświęcać bez potrzeby dla jednego roku lub dwóch lat urzędowej działalności podczas niepewnego życia doczesnego dzieła, dzięki któremu może zyskać nagrodę większą niż miliony lat życia wiecznego. Nowy Said mówi:
Starzeję się i nie wiem, jak długo jeszcze pożyję, więc kwestią, która ma dla mnie największe znaczenie, jest praca dla życia wiecznego. Najważniejszym środkiem umożliwiającym zdobycie życia wiecznego i kluczem do wiecznej szczęśliwości jest wiara (ar. iman), toteż muszę pracować na rzecz wiary. Ponieważ prawo szari'a zobowiązuje mnie do tego, bym służył ludziom ze względu na naukę, dzięki której i oni mogą osiągnąć korzyści, chcę spełniać ten obowiązek. Jednakże nie mogę wykonywać służby tego rodzaju, który dotyczy życia społecznego i życia tego świata, ponadto w naszych burzliwych czasach obowiązków tego rodzaju nie można wykonać rzetelnie, dlatego porzuciłem ten rodzaj służenia innym, wybierając służbę wierze, która jest najważniejsza, najbardziej konieczna i najbardziej zgodna z rozsądkiem. Drzwi, które wiodą do prawd wiary, jakie stały się moim udziałem, i duchowych lekarstw, których działania sam doświadczyłem, zostawiam otwarte, by również inni mogli wejść w ich posiadanie. Być może Wszechmocny Bóg przyjmie tę służbę jako akt skruchy za moje dawne grzechy. Prócz Szatana przeklętego nikt inny - czy jest wierzącym, czy niewierzącym; czy jest prawdomównym, czy ateistą - nie ma prawa, by sprzeciwiać się mojemu dziełu. Niewiara nie jest podobna do niczego innego. W tyranii, występku i ciężkich grzechach może być ukryta złowróżbna, diabelska przyjemność, jednak w niewierze nie ma żadnej przyjemności - to cierpienie za cierpieniem, ciemność za ciemnością, udręka za udręką.
Jakże sprzeczne z rozsądkiem byłoby dla kogoś takiego jak ja, kto jest nieżonaty, samotny, kto musi odpokutować swoje przeszłe grzechy, pozostawienie pracy na rzecz nieskończonego życia wiecznego, pozostawienie służby świętemu światłu wiary - po to, by będąc już starym, rzucić się w wir niepotrzebnych i niebezpiecznych rozgrywek politycznych! Jest to obłędem tak sprzecznym z mądrością, że ową sprzeczność pojmą nawet obłąkani!
Jeśli jednak zapytacie, dlaczego służba wierze i Koranowi zakazuje mi mieszania się do polityki, odpowiem: Każda z prawd wiary i Koranu jest niczym diament. Gdybym skaził się polityką, zwykli ludzie, których
łatwo oszukać, zastanowiliby się nad owymi diamentami, które miałem w rękach, i zapytaliby: "Czyż te diamenty nie są tylko elementem politycznej propagandy, który ma przyciągnąć do owego człowieka więcej zwolenników?" Mogliby uznać te diamenty za kawałki zwyczajnego szkła. Zatem przez zaangażowanie się w politykę uchybiłbym owym diamentom, jakbym zaniżał ich wartość. O, wy, którzy nie dostrzegacie niczego poza tym światem! Dlaczego walczycie przeciwko mnie? Dlaczego nie pozostawicie mnie samemu sobie?
Jeśli powiecie: Szejkowie niekiedy mieszają się w nasze sprawy, a ludzie niekiedy nazywają ciebie szejkiem,
Odpowiem: Dobrzy panowie! Nie jestem szejkiem, jestem hodżą, nauczycielem. Dowód na to jest następujący: Przebywałem tu przez cztery lata, a gdybym nauczył choć jednego człowieka drogi sufizmu, mielibyście słuszne prawo, by być podejrzliwi. Jednak każdemu, kto do mnie przychodził, mówiłem: "Wiara jest koniecznością; islam jest koniecznością; nie żyjemy w wieku sufizmu".
Jeśli powiecie: Nazywają cię Said-i Kurdi. Być może w twoich ideach jest coś z nacjonalizmu, a to nie jest zgodne z naszymi interesami,
Odpowiem: Panowie! Wszystko, co napisali stary Said i nowy Said, jest zupełnie jasne. Jako świadectwo tego przytoczę twierdzenie, które mówi:
Islam zniósł podziały i przywileje klanowe z czasów ignorancji [52]. Przez całe lata uważałem nacjonalizm (w złej postaci) i rasizm za śmiertelne trucizny, ponieważ są one odmianą tej choroby, która trawi Europę. Europa z kolei zaraziła ową chorobą islam, myśląc, że spowoduje to podziały, świat islamu rozpadnie się, a wówczas łatwo będzie można połknąć poszczególne kraje. Moi uczniowie i ludzie, którzy mieli ze mną cokolwiek do czynienia, wiedzą, że przez cztery lata starałem się leczyć ludzi z tej choroby. Skoro tak się sprawy mają, dobrzy panowie, dlaczego każde zdarzenie staje się dla was pretekstem do tego, by mnie prześladować? Zgodnie z jaką zasadą przyczyniacie mi strapień po każdym wydarzeniu na tym świecie? Wasze postępowanie jest podobne karaniu żołnierza stacjonującego na zachodzie i nakładaniu na niego trudności z powodu przewinienia, jakie popełnił żołnierz stacjonujący na wschodzie, a wszystko dlatego, że obaj służą w tej samej armii; jest podobne skazaniu sklepikarza z Bagdadu za przestępstwo popełnione przez handlarza ze Stambułu tylko dlatego, że obaj wykonują ten sam zawód! Któż mógłby tak postąpić w pełni świadomie? Jakież to korzyści mają wymagać takiego postępowania?
PUNKT TRZECI
W milczeniu moich przyjaciół, którzy dzi wią się temu, jak się zmieniłem, i zdumiewają się cierpliwością, z jaką przyjmuję każde nieszczęście, słyszę następujące pytanie: "Jak możesz znieść wszystkie trudności, którym stawiasz czoła, skoro dawniej byłeś bardzo dumny, łatwo wpadałeś w gniew i nie mogłeś ścierpieć najmniejszej obrazy?"
Odpowiedź: Posłuchajcie dwóch krótkich historii opowiadających o dwóch krótkich zdarzeniach, a otrzymacie waszą odpowiedź:
Historia Pierwsza: Dwa lata temu pewna osoba urzędowa mówiła o mnie za moimi plecami w sposób urągliwy i pogardliwy. Powiedziano mi o tym później. Skłonność do wybuchowości, która pozostała mi po starym Saidzie, sprawiła, że denerwowałem się tym przez jakąś godzinę. Wówczas dzięki miłosierdziu Wszechmocnego Boga przyszła mi do głowy następująca myśl, która rozwiała moje strapienie i sprawiła, że przebaczyłem owemu człowiekowi:
Zwróciłem się do swej duszy, mówiąc: Jeśli jego obelgi i wady, które opisuje, rzeczywiście dotyczą mojej osoby, niech Bóg będzie rad z tego człowieka, jako że wspomniał on o wadach mojej duszy. Jeśli mówi prawdę, pobudza mnie do kształcenia mej duszy i pomaga mi uratować się przed grzechem pychy i arogancji. Jeśli nawet mówi fałszywie, pomaga mi w ocaleniu się przed grzechem hipokryzji i przed niezasłużoną sławą, z której rodzi się hipokryzja. Nie, nie jestem pogodzony ze swą duszą, ponieważ nie szkoliłem jej. Jeśli ktoś mówi mi, że na moich plecach, piersiach lub innym miejscu mojego ciała siedzi skorpion, powinienem być mu wdzięczny, nie zaś czuć się urażony. Jeśli zniewagi człowieka wymierzone są w moją wiarę oraz w fakt, że jestem sługą Koranu, nie dotyczą mnie osobiście. Pozostawiam tę sprawę Temu, do Którego należy Koran, Który mnie zatrudnił, Który jest Potężny i Mądry. Zaś jeśli jego wypowiedzi miały być jedynie przeklinaniem mnie, obrażaniem i oczernianiem mego charakteru, wówczas również mnie nie dotyczą, ponieważ jestem wygnańcem, więźniem, obcym, a moje ręce są związane. Nie przystoi, bym sam starał się o odzyskanie dobrego imienia. Jest do zadanie dla władz tej wioski, w której przebywam jako gość pod specjalnym nadzorem, następnie władz dystryktu, a w dalszej kolejności - władz prowincji. Znieważanie więźnia danego człowieka dotyczy tego, kto go więzi, niech zatem więźnia broni ten człowiek. Jako że taka jest prawda o tej kwestii, moje serce może stać się spokojne.
Oznajmiłem:
[53]
i odtąd myślałem o całym zdarzeniu tak, jakby nigdy nie miało miejsca. Niestety, później okazało się, że Koran nie wybaczył temu człowiekowi.
Historia Druga: W tym roku usłyszałem o pewnym wydarzeniu, a choć doszła do mnie jedynie krótka relacja o nim (już po tym, jak do niego doszło), traktowano mnie tak, jakbym był blisko związany z całą sprawą. Tak czy inaczej prawie z nikim nie korespondowałem, jedynie bardzo rzadko pisałem do pewnego przyjaciela, a moje listy dotyczyły kwestii związanych z wiarą. W rzeczywistości przez cztery lata napisałem jedynie jeden list do mojego brata. Zarówno sam powstrzymywałem się od obcowania z innymi ludźmi, jak też powstrzymywali mnie od tego ahl addunja. Mogłem jedynie spotkać się z jednym lub dwoma przyjaciółmi raz lub dwa razy w tygodniu. Jeśli chodzi o ludzi, którzy odwiedzali wioskę, to może raz lub dwa razy w miesiącu zdarzyło się, że jeden człowiek lub dwaj ludzie spotkali się ze mną na jedną lub dwie minuty, które poświęciliśmy kwestiom życia ostatecznego. Na wygnaniu jestem obcy, samotny, nie mam nikogo; zabroniono mi wszystkiego, zabroniono mi spotykania się z kimkolwiek, a wszystko w wiosce, która dla kogoś takiego jak ja nie była miejscem odpowiednim do tego, by pracować w niej dla zdobycia środków na życie. Cztery lata temu pomagałem w remoncie chylącego się ku upadkowi meczetu. Choć miałem zaświadczenie (wystawione w moich rodzinnych stronach), które potwierdzało, że mogę wykonywać obowiązki imama i kaznodziei, i rzeczywiście byłem imamem owego meczetu przez cztery lata (oby Bóg zechciał przyjąć moje dobre uczynki), w ostatnim miesiącu ramadan nie mogłem się tam udać. Czasami odmawiałem pięć obowiązkowych modlitw w samotności. Pozbawiono mnie nagrody za odprawianie modlitwy w zgromadzeniu, która jest dwadzieścia pięć razy większa niż zasługa tego, kto modli się samotnie.
W obliczu owych dwóch wydarzeń wykazałem taką samą cierpliwość i wyrozumiałość, jakie okazałem w obliczu traktowania mnie przez władze dwa lata temu. Jeśli Bóg zechce, nadal będę tak postępował. Oto, co myślę i mówię: Jeśli owe złe traktowanie, niedola i prześladowania, jakie zadają mi ahl ad-dunja, spotkały mnie z powodu mojej duszy, wybaczam im ich postępowanie. Być może dzięki owym prześladowaniom moja dusza zmieni się na lepsze, a być może te niedole staną się pokutą za jej grzechy. W gospodzie, jaką jest nasz świat, doświadczyłem wielu rzeczy dobrych, a nawet jeśli doświadczyłem również niewielu z jego prób, wciąż będę składał Bogu podziękowania. Jeśli jednak ahl ad-dunja prześladują mnie z powodu mojej służby wierze i Koranowi, nie do mnie należy, by ich bronić. Pozostawiam tę sprawę Wszechmocnemu, do Którego należy wszelki rozkaz. Jeśli intencją prześladowców jest zniszczenie i wymazanie
niezasłużonej sławy, którą powszechnie się cieszę, która nie ma żadnych podstaw, zaś prowadzi do hipokryzji i niszczy szczerość intencji, niechaj Bóg ich za to błogosławi!, jako że wysoki szacunek wśród ogółu ludzi i zdobywanie sobie dobrego imienia są szkodliwe dla ludzi takich, jak ja. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie pragnę, by okazywano mi szacunek; zaiste, nie znoszę tego. Skarciłem nawet swego wartościowego przyjaciela - może nawet pięćdziesiąt razy! - za to, że okazywał mi nadmierny szacunek. Jeśli zaś ich zamiary oczernienia mnie, umniejszenia mych zasług w oczach ludzi i zniesławienia wymierzone są w prawdy wiary i w Koran, którego jestem interpretatorem, są one bezcelowe, jako że nie ma takiej zasłony, którą można rozciągnąć nad gwiazdami Koranu, by zakryć je przed oczami ludzi. Jeśli człowiek zamyka oczy, tylko on sam nic nie widzi; nie jest w stanie sprawić, by dla kogokolwiek innego również zapanowała noc.
PUNKT CZWARTY,
a w nim odpowiedzi na pewną liczbę podejrzliwych pytań
Pierwsze Podejrzliwe Pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Z czego żyjesz, skoro nie pracujesz? Nie chcemy w naszym kraju ludzi, którzy siedzą bezczynnie i żyją dzięki pracy innych".
Odpowiedź: Żyję dzięki oszczędności i obfitości, która jest jej wynikiem. Nie mam żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek innego niż Ten, Który daje mi zaopatrzenie, i postanowiłem, że nigdy nie będę dłużnikiem nikogo poza Nim. Tak, ktoś, kto wydaje na życie ledwie sto par lub nawet czterdzieści par [54], nie stanie się niczyim dłużnikiem. Nie chcę dłużej wyjaśniać tej kwestii; jest to dla mnie nadzwyczaj nieprzyjemne, gdyż powoduje, że czuję pewnego rodzaju dumę czy też egoizm. Lecz jako że ahl ad-dunja podejrzliwie wypytują mnie o tę sprawę, odpowiadam im, jak następuje: Od dzieciństwa przez całe moje życie jedną z moich wiodących zasad było to, by nie przyjmować niczego od ludzi, nawet jałmużny, nie przyjmować pensji ani wynagrodzenia (jedynie raz przez rok lub dwa zostałem do tego zmuszony przez nalegania moich przyjaciół, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye) i nie stać się dłużnikiem innych ludzi z powodu konieczności zdobycia środków do życia doczesnego. Wiedzą o tym zarówno ludzie z moich rodzinnych stron, jak i ci, którzy zetknęli się ze mną w innych miejscach. Przez pięć lat mego zesłania wielu przyjaciół usilnie starało się o to, bym przyjął ich podarunki, jednak nie przyjąłem żadnego z nich. A zatem, skoro zapytano mnie: "Jak udaje ci się przeżyć?", odpowiadam: "Żyję dzięki Bogu, który zsyła mi Swoje dary, i dzięki Jego błogosławieństwom". Z pewnością moja dusza zasługuje na
obelgi i lekceważenie wszelkiego rodzaju, lecz obfitość darów Boga i Jego błogosławieństw, które otrzymuję jako zaopatrzenie, jest cudem, będącym wynikiem służby Koranowi. Zgodnie z wersetem:
A o dobrodziejstwie twego Pana - opowiadaj! [55], opowiem o darach, jakie zesłał mi Wszechmocny Bóg, a także przytoczę kilka ich przykładów tytułem podziękowań dla Niego. Wciąż jednak lękam się, że wywoła to w mej duszy hipokryzję i dumę, a owa błogosławiona obfitość zostanie przerwana, jako że ujawnienie sekretu Bożego daru, jakim jest obfitość, powoduje zaprzestanie zsyłania darów. Cóż mam jednak począć? Muszę opisać dary mego Pana.
Dar pierwszy: Poprzez ostatnie sześć miesięcy wystarczał mi jeden buszel [56]pszenicy, to jest tyle ziarna, ile potrzeba na wypieczenie trzydziestu sześciu bochenków chleba. Ziarno nie skończyło się, wciąż jeszcze trochę go zostało. Nie wiem, na jak długo mi go wystarczy.
Dar drugi: W czasie minionego błogosławionego miesiąca ramadan otrzymywałem jedzenie jedynie z dwóch domów - i zarówno po jedzeniu z pierwszego domu, jak i po posiłku pochodzącym z drugiego domu, źle się czułem. Zrozumiałem, że jest mi zakazane jedzenie pożywienia innych ludzi. Przez resztę błogosławionego miesiąca ramadan wystarczyły mi trzy bochenki chleba i jedna okka [57]ryżu, co zaświadczył i opowiedział Abdullah Cavus - właściciel błogosławionego domu i wierny przyjaciel, który widział moją oszczędność i gospodarność. Zaprawdę, ów ryż skończył się dopiero dwa tygodnie po zakończeniu ramadanu.
Dar trzeci: Przez trzy miesiące spędzone na górze mnie i moim gościom wystarczyła jedna miara [58] masła, które codziennie jedliśmy z chlebem. Pewnego razu odwiedził mnie błogosławiony gość o imieniu Suleyman. Zarówno jego chleb, jak i mój chleb prawie się skończyły, zatem poprosiłem go, by poszedł, by zdobyć go nieco więcej (była to środa). W promieniu dwóch godzin drogi od nas Suleyman nie znalazł nikogo, od kogo mógłby dostać choć trochę chleba, a powiedział mi, że chciał pozostać wraz ze mną na górze w czwartkową noc, byśmy mogli pomodlić się razem. Oznajmiłem:
«Całą ufność pokładamy w Bogu» i powiedziałem mu, by został. Później (bez żadnego związku z brakiem chleba) zaczęliśmy przechadzać się, choć nie było żadnego powodu po temu, aż dotarliśmy na szczyt góry. Mieliśmy trochę
wody w dzbanku, mały kawałek cukru i nieco herbaty. Poprosiłem go: "Bracie, zrób nam herbatę". Zajął się jej przyrządzaniem, a ja usiadłem pod drzewem cedrowym, spoglądając na głęboki wąwóz. W myślach z żalem rzekłem sam do siebie: "Nie mamy nic więcej, jak tylko nieco zapleśniałego chleba, który ledwie wystarczy nam na wieczór. Cóż mamy począć przez dwa dni i co mam powiedzieć temu niewinnemu człowiekowi?" Kiedy tak myślałem, bezwiednie obróciłem głowę i wśród gałęzi drzewa cedrowego, wprost przed nami, ujrzałem ogromny bochen chleba. Wykrzyknąłem: "Suleymanie, oto dobra nowina! Wszechmocny Bóg zesłał nam jedzenie!" Wzięliśmy ten chleb, a patrząc na niego, spostrzegliśmy, że nie dotknął go ani żaden ptak, ani dzikie zwierzę. Przez dwadzieścia lub trzydzieści dni zupełnie nikt nie wspinał się na szczyt tej góry. Chleb wystarczył nam na dwa dni, a kiedy już się kończył, Suleyman - który przez cztery lata był dla mnie najwierniejszym z wiernych przyjaciół - nagle przyszedł z dołu, przynosząc więcej chleba.
Dar czwarty: Ów luźny płaszcz, który noszę, kupiłem z drugiej ręki siedem lat temu. Przez pięć lat na ubrania, bieliznę, buty i skarpety wydałem jedynie cztery i pół liry. Wystarczały mi oszczędność, Boże błogosławieństwa i wynikająca z nich obfitość.
Było jeszcze wiele innych zdarzeń podobnych powyższym przykładom i mógłbym wymienić liczne rodzaje Bożych błogosławieństw. Ludzie z wioski, w której przebywam, wiedzą o większości z nich. Nie sądźcie jednak, że przytoczyłem owe przykłady z powodu dumy; raczej zostałem do tego zmuszony. Nie myślcie również, że spotkało mnie to, ponieważ jestem dobrym człowiekiem. Owa obfitość albo była darem zesłanym szczerym przyjaciołom, którzy mnie odwiedzali, albo obdarowanie nastąpiło z powodu mojej służby Koranowi, albo dostatek i pożytek wynikały z oszczędności, albo też były zaopatrzeniem dla moich czterech kotów, które recytują Najpiękniejsze Imiona Boga: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!", zaś przejawem tych Imion jest owa obfitość, z jakiej również ja mogę czerpać korzyści. Tak, jeśli uważnie posłuchacie ich płaczliwego miauczenia, zrozumiecie, że mówią one: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!" Ale doszliśmy do tematu kotów, a wcześniej wspominałem o kurze...
Mam też kurę. Tej zimy - niemal każdego dnia bez wyjątku - przynosiła dla mnie jajko ze skarbca Bożego miłosierdzia. Pewnego dnia zniosła dwa jaja, co mnie zadziwiło. Zapytałem moich przyjaciół: "Jak to możliwe?", a oni odrzekli: "Być może to dar od Boga". Kura miała również kurczaka, który wykluł się latem. Kwoka zaczęła wysiadywać jaja na początku
ramadanu i trwało to przez czterdzieści dni. Ani ja, ani żaden z moich towarzyszy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do tego, że i kurczak, i jaja znoszone zimą, i ramadan były darami zesłanymi mi przez Boga. Kiedy tylko kura skończyła wysiadywać jaja, natychmiast zaczęła je znosić, zatem ani na chwilę nie zostałem ich pozbawiony.
Drugie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja pytają: "Jak możemy mieć pewność, że nie będziesz mieszał się do naszego świata? Jeśli uwolnimy cię, będziesz mógł wtrącać się w nasze sprawy. Skąd mamy wiedzieć, że nie chcesz nasz przechytrzyć? Skąd mamy wiedzieć, czy tylko nie udajesz wyrzeczenia się świata? Może to tylko podstęp, a ty przyjmujesz różne rzeczy od innych ludzi nie jawnie, lecz potajemnie?"
Odpowiedź: Moja znana wielu ludziom postawa w sądzie wojennym i w okresie przed ogłoszeniem Konstytucji, a także wygłoszona w tym czasie mowa obrończa przed tym sądem (zatytułowana Świadectwo dwóch szkół nieszczęścia), bezapelacyjnie ukazują, że prowadziłem życie człowieka, który nie uciekłby się do najmniejszych sztuczek, nie mówiąc już o wybiegach czy matactwach. Gdybym przez ostatnie pięć lat oszukiwał, z pewnością moje podanie do was utrzymane by było w tonie pochlebstwa i czołobitności, gdyż ten, kto jest przebiegły, stara się wkraść w łaski innych, a nie potrafiąc się pohamować, zawsze kłamie i oszukuje. Tymczasem ja nie zniżyłem się choćby do tego, by odpowiedzieć na najcięższe ataki i krytykę, jakie zostały we mnie wymierzone. Mówiąc: "Pokładam zaufanie w Bogu", odwróciłem się plecami do ahl ad-dunja. Co więcej, rozsądny człowiek, który odkrył prawdę o tym świecie i posiadł wiedzę o życiu ostatecznym, nie będzie przepraszał, lecz będzie wiódł walkę ze światem doczesnym. Kiedy ten, kto nie jest z niczym związany i jest samotny, przekroczy wiek pięćdziesięciu lat, z pewnością nie poświęci życia wiecznego dla roku lub dwóch lat pustej gadaniny i złudy tego świata. Jeśli tak uczyni, nie będzie on przebiegły, lecz będzie głupcem i szaleńcem. Jakiż szaleniec mógłby tak postąpić? Czy ktokolwiek wtedy powinien się nim przejmować?
Jeśli zaś chodzi o podejrzewanie mnie o to, że wyrzekłem się tego świata jedynie pozornie, zaś prawdziwie wciąż poszukuję jego korzyści, odpowiem słowami wersetu:
[59]
Tak, nie oczyszczam z zarzutów mojej duszy, jako że pragnie ona wszystkiego, co złe. Jednak na tym ulotnym świecie, w owej przejściowej
gospodzie, w podeszłym wieku podczas krótkiego życia doczesnego, nie byłoby rozsądne zniszczyć wieczne życie i niekończącą się szczęśliwość dla odrobiny przyjemności życia doczesnego. Jako że takie postępowanie nie byłoby korzystne dla człowieka rozsądnego i świadomego, moja dusza - czy chce tego, czy nie chce - musi podążać za rozsądkiem.
Trzecie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Czy nas lubisz? Czy aprobujesz nasze poczynania? Jeśli nas lubisz, dlaczego jesteś tak nieprzystępny i nie chcesz mieć z nami nic do czynienia? Jeśli nas nie lubisz, oznacza to, że się nam sprzeciwiasz, a my miażdżymy tych, którzy się nam sprzeciwiają!"
Odpowiedź: Gdybym kochał wasz świat, nie wycofałbym się z niego. Nie lubię ani was, ani waszego świata, lecz nie mieszam się ani do waszych, ani do jego spraw. Mój cel jest inny niż wasz; moje serce wypełnione jest innymi rzeczami tak dokładnie, że nie ma w nim miejsca na cokolwiek innego. Waszym obowiązkiem jest patrzeć na ręce człowieka, a nie w jego serce. Ubiegajcie się więc o sprawy swej władzy i swego porządku publicznego. Tak długo, jak ręce innego człowieka nie mieszają się do waszych spraw, jakie macie prawo do tego, by wtrącać się do spraw jego serca, by mówić mu: "Twoje serce powinno kochać także i nas", choć w żaden sposób na jego miłość nie zasługujecie? Tak, tak jak podczas zimy pragnę, by przyszła wiosna i tęsknię za nią, lecz nie mogę sprawić, by nadeszła, tak samo tęsknię za światem, który byłby sprawiedliwy, modlę się o jego nadejście i chcę, by ahl ad-dunja zmienili się na lepsze, jednak nie mam mocy, dzięki której mógłbym sprawić, że tak się stanie. Nie mogę dokonać żadnej z tych rzeczy, ponieważ ani nie jest to mój obowiązek, ani też nie leży to w mojej możliwości.
Czwarte podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Doświadczyliśmy tylu klęsk, że nie możemy już nikomu ufać. Jak możemy być pewni, że nie zaczniesz mieszać się w nasze sprawy (jak być może tego chcesz), kiedy tylko damy ci po temu sposobność?"
Odpowiedź: Powinien upewnić was o tym poprzedni punkt. Co więcej, nie wtrącałem się do waszego świata nawet wtedy, kiedy przebywałem w rodzinnych stronach, wśród moich uczniów i bliskich, wraz z tymi, którzy troszczyli się o mnie wśród zmiennych kolei zdarzeń. Zatem dla kogoś, kto jest samotny na zesłaniu, kto nie ma nikogo, kto jest słaby i bezsilny, kto ze wszystkich sił zwraca się ku sprawom życia ostatecznego, kto jest odcięty od jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i nie ma możliwości porozumiewania się z innymi, kto znalazł jedynie kilku przyjaciół, którzy
są daleko od niego i również troszczą się o życie ostateczne, kto jest obcy dla wszystkich i kogo wszyscy inni postrzegają jako obcego - tak, dla takiego człowieka wtrącanie się w niebezpieczeństwa waszego bezowocnego świata z pewnością byłoby szaleństwem pod każdym względem!
PUNKT PIĄTY
Ten Punkt dotyczy pięciu krótkich Kwestii.
Kwestia Pierwsza
Ahl ad-dunja pytają: "Dlaczego nie trzymasz się zasad naszej cywilizacji, naszego stylu życia, naszego sposobu ubierania się? Czy to oznacza, że się nam sprzeciwiasz?"
Odpowiedź: Panowie! Jakim prawem proponujecie mi przyjęcie zasad waszej cywilizacji? Przecież sami wyrzuciliście mnie poza nawias cywilizacji, bezprawnie zmuszając mnie do mieszkania w tej wiosce przez pięć lat, zabraniając mi utrzymywania jakichkolwiek kontaktów towarzyskich czy porozumiewania się z kimkolwiek. Wszystkim skazanym na zesłanie pozwoliliście na to, by pozostali w ich miastach, wśród przyjaciół i krewnych, a następnie wydaliście im dokumenty, przyznające im amnestię, lecz mnie bez żadnego powodu odcięliście od świata i nie zezwalacie mi nawet na spotkania z ludźmi z moich rodzinnych stron, z wyjątkiem jednego lub dwóch przypadków. Oznacza to, że nie uważacie mnie za członka narodu tureckiego ani za obywatela tego państwa. Jak zatem możecie proponować, bym przyjął wasz kodeks cywilny? Sprawiliście, że świat stał się dla mnie więzieniem, a takich rzeczy, jakie mi proponujecie, nie można proponować więźniowi. Zamknęliście przede mną drzwi tego świata, zatem zapukałem do drzwi życia ostatecznego, a Boże miłosierdzie otworzyło je przede mną. Jak można narzucać bezładne zwyczaje i zasady tego świata komuś, kto stoi w progu drzwi wiodących do życia ostatecznego? Kiedy przywrócicie mi wolność, kiedy pozwolicie mi wrócić do rodzinnych stron i przywrócicie mi moje prawa, dopiero wtedy będziecie mogli wymagać ode mnie, bym dostosował się do waszych zasad.
Kwestia Druga
Ahl ad-dunja mówią: "Mamy ministerstwo odpowiedzialne za nauczanie przykazań religii i prawd islamu. Jakie masz kompetencje do tego, by wydawać dzieła poświęcone religii? Jesteś skazany na zesłanie, zatem nie masz prawa mieszać się do tych spraw!"
Odpowiedź: Prawdy nie można ograniczyć. Jak mogłyby zostać ograniczone wiara i Koran? Możecie narzucać ograniczenia zasadom
i prawom waszego świata, lecz prawdy wiary i zasady Koranu nie mogą być wtłoczone w formy odpowiednie dla postępowania tego świata ani też nie mogą stać się maską dla oczekiwania wynagrodzenia w zamian za ich nauczanie. Owe tajemnice, które są darami Boga, owe błogosławieństwa mogą stać się czyimś udziałem dzięki szczerości intencji, a także dzięki wyrzeczeniu się świata i cielesnych przyjemności. Co więcej, wasze ministerstwo uznało moje kwalifikacje i wyznaczyło mnie na kaznodzieję, kiedy jeszcze żyłem w rodzinnych stronach. Przyjąłem to stanowisko, lecz odrzuciłem pensję. Mam w swoim posiadaniu dokument, na mocy którego mogę być imamem lub kaznodzieją w jakimkolwiek miejscu, jako że zostałem skazany na zesłanie niesłusznie. Jako że skazani na wygnanie mogli powrócić do swych domów, moje stare dokumenty zachowują ważność.
Po drugie: Spisując owe prawdy wiary, zwracam się bezpośrednio do własnej duszy. Nie zapraszam wszystkich, by do mnie dołączyli; raczej ci, których serca są w potrzebie, a dusze zranione, poszukują balsamów Koranu i znajdują je. Jedynie dla zabezpieczenia środków do życia wydrukowałem mój traktat poświęcony Zmartwychwstaniu, zanim jeszcze zostały przedstawione kolejne pisma. Ówczesny gubernator, który również był względem mnie niesprawiedliwy, przestudiował ten traktat, lecz nie podjął żadnych kroków przeciwko niemu, jako że nie znalazł w nim niczego, co mogłoby stać się obiektem krytyki.
Kwestia Trzecia
Niektórzy z moich przyjaciół pozornie trzymają się z dala ode mnie, a zaiste, nawet krytykują mnie, by wkraść się w łaski podejrzliwie na mnie patrzących ludzi spośród ahl ad-dunja. Jednak przebiegli ahl addunja przypisują fakt, że ci przyjaciele unikają mnie i trzymają się z dala, nie ich lojalności wobec tego świata, lecz pewnemu rodzajowi hipokryzji i nieświadomości, przez co też chłodno ich traktują.
Mówię zatem: "O, moi przyjaciele w życiu ostatecznym! Nie trzymajcie się z dala ode mnie i nie uciekajcie tylko dlatego, że jestem sługą Koranu. Jeśli Bóg zechce, nie spotka was z mojego powodu żadna krzywda. Przypuszczam, że unikając mnie, nie możecie uratować się przed pewnymi nieszczęściami, które was spotykają lub którymi sam jestem ciemiężony. Postępując w ten sposób, jedynie bardziej będziecie zasługiwać na to, by spotkało was nieszczęście lub by spadł na was cios. Z jakiego zatem powodu mielibyście się bezpodstawnie lękać?"
Kwestia Czwarta
Przez czas mojego zesłania zauważyłem, że pewni chełpliwi ludzie, którzy wpadli w bagno polityki, postrzegają mnie jako czy to stronnika,
czy też rywala, jakbym był - tak jak oni - powiązany z pewnymi ruchami tego świata.
Panowie! Moim prądem jest wiara, zaś przede mną jest nurt niewiary. Nie jestem związany z żadnymi innymi nurtami czy ruchami tego świata. Być może ci, którzy pracują dla wynagrodzenia, w pewnym stopniu uważają się za usprawiedliwionych. Jednak sprzeciwianie mi się i rywalizowanie ze mną w imię patriotyzmu, nie zaś dla wynagrodzenia, uciskanie mnie i prześladowanie - oto prawdziwie poważny i smutny błąd. Jak już udowodniłem to powyżej, nie mam żadnych powiązań ze światem polityki. Poświęciłem cały mój czas i całe życie prawdom wiary i Koranu. Jako że tak się sprawy mają, ludzie, którzy nękają mnie i prześladują w imię rywalizacji powinni zdać sobie sprawę z faktu, że takie postępowanie jest wyrządzaniem szkód wierze w imię ateizmu i niewiary.
Kwestia Piąta
Jako że ten świat jest ulotny, życie krótkie, zasadnicze obowiązki człowieka są liczne, a na tym świecie możemy zyskać życie ostateczne; jako że gospoda tego świata nie pozostaje bez właściciela, lecz zaiste, ma Najbardziej Mądrego i Szczodrego naczelnika, zaś ani dobro, ani zło nie pozostanie bez odpowiedniej nagrody; jako że zgodnie z wersetem:
[59]
nie istnieje taki obowiązek, który byłby niemożliwy do zniesienia, a droga bezpieczna lepsza jest od tej, która przynosi szkodę; jako że przyjaciele i zaszczyty zostają z nami tylko dopóty, dopóki nie przekroczymy bramy grobu - zatem z pewnością najbardziej szczęśliwym z ludzi jest ten, który nie zapomina o życiu ostatecznym dla tego świata, nie poświęca życia ostatecznego dla tego świata, nie niszczy życia ostatecznego dla życia na tym świecie, lecz uważa, że w życiu doczesnym jest jedynie gościem, i postępuje zgodnie z rozkazami właściciela owej gospody, a następnie z ufnością otwiera drzwi prowadzące do grobu i wkracza do wiecznej szczęśliwości.
Dopisek
Bez żadnego powodu ahl ad-dunja stali się podejrzliwi wobec kogoś tak obcego i bezsilnego jak ja, a wyobrażając sobie, że mam siłę tysięcy ludzi, nałożyli na mnie liczne ograniczenia. Nie pozwolili mi pozostać na noc lub dwie w Bedre (dystrykt Barla) ani nawet na jednej z gór Barli. Słyszałem, jak mówili: "Said ma moc pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, nie możemy więc go uwolnić".
Mówię zatem: O wy, nieszczęśnicy, którzy dostrzegacie jedynie ten świat! Jak to się dzieje, że nie jesteście w stanie poznać spraw tego świata, choć pracujecie nad tym ze wszystkich sił? Jak to się dzieje, że rządzicie tym światem jak szaleńcy? Jeśli tak się mnie boicie, to wiedzcie, że nawet jeden żołnierz może dokonać więcej niż ja, nie mówiąc już o pięćdziesięciu tysiącach. Wystarczyłoby, że stanąłby w drzwiach mojego pokoju i powiedział: "Nie możesz stąd wyjść!"
Jeśli jednak tym, czego się lękacie, jest mój fach herolda Koranu i siła moralna, jaką daje wiara, to również jesteście w błędzie; wiedzcie, że pod tym względem mam siłę nie pięćdziesięciu tysięcy, ale pięćdziesięciu milionów żołnierzy! Dzięki sile, jaką daje Wszechmądry Koran, rzucam wyzwanie całej Europie, wliczając w to i was, bezbożnicy. Dzięki światłom wiary, jakimi są traktaty, które opublikowałem, zrównałem z ziemią wielkie bastiony, które nazywają fizyką i naturą. Strąciłem największych z bezbożnych filozofów na poziom niższy od poziomu zwierząt. Gdyby zgromadziła się cała Europa, do której należycie i wy, bezbożnicy, dzięki wsparciu, jakiego udziela mi Bóg, nie mogłaby sprawić, bym wyrzekł się choć jednej kwestii, które wytyczają obraną przeze mnie drogę. Nie pokonacie mnie, jeśli nie zechce tego Bóg!
Skoro tak się sprawy mają, ja nie wtrącam się w sprawy waszego świata, więc wy nie wtrącajcie się w sprawy mego życia ostatecznego! Jeśli nawet spróbujecie, to będziecie próbowali na próżno!
Ahl ad-dunja są nadzwyczaj - a przy tym nadmiernie - podejrzliwi wobec mnie, ponieważ całkiem zwyczajnie boją się mnie. Wyobrażają sobie w związku ze mną różne nieprawdziwe rzeczy, które gdyby nawet były prawdą, nie stanowiłyby żadnego politycznego przestępstwa ani nie mogłyby stać się przyczyną oskarżenia, jak to, że jestem szejkiem, cieszę się wysoką pozycją społeczną, należę do szlachetnej rodziny, jestem przywódcą klanowym lub wpływowym człowiekiem, który ma wielu zwolenników, spotykam się z ludźmi z mych rodzinnych stron, mieszam się do spraw tego świata, a nawet dołączyłem do ugrupowania politycznego lub do opozycji. Wyobrażając sobie takie rzeczy na mój temat, jedynie dają się porwać bezpodstawnym lękom. W czasie gdy rozważali okazanie łaski skazańcom w murach więzień i poza nimi (a więc i tym, którym zgodnie z ich prawem nie można było przebaczyć), mnie zakazali po prostu wszystkiego. Pewien zły i krótko żyjący człowiek napisał następujące, dobre i trwające, słowa:
ja zaś mówię:
Wielu przyjaciół, tak samo jak pewien dowódca wojskowy, pod którego nadzór zostałem oddany, wielokrotnie pytało: "Dlaczego nie postarasz się o uniewinnienie i nie wystąpisz z petycją do władz?" Otóż nie wystąpiłem z taką prośbą i nie mogę z nią wystąpić dla pięciu lub sześciu powodów.
Powód Pierwszy: Nie mieszałem się do spraw ahl ad-dunja; nie oni mnie skazali i nie do nich będę się zwracał. Zostałem skazany przez zarządzenie Boga, Jemu przedkładam swoje winy i Jego proszę, by mi je odpuścił.
Powód Drugi: Wierzę w to (i wiem to z całą pewnością), że ten świat jest jedynie szybko zmieniającą się gospodą. Nie jest prawdziwą ojczyzną i w każdym miejscu jest taki sam. Ponieważ nie pozostanę na stałe w moich rodzinnych stronach, bezcelowym jest, by walczyć o powrót do nich czy też do nich podążać. Ponieważ wszystkie miejsca są pokojami gospody, jeśli zaprzyjaźnimy się z jej Miłosiernym właścicielem, wszyscy staną się przyjaciółmi, a w każdym miejscu znajdziemy znajomych, podczas gdy
jeśli nie zaprzyjaźnimy się z Miłosiernym, wszędzie znajdziemy jedynie ciężar na sercu, a wszyscy będą do nas wrogo nastawieni.
Powód Trzeci: Podanie powinno być sporządzone zgodnie z prawem, lecz sposób, w jaki traktowano mnie przez owe sześć lat, był samowolą wykraczającą poza granice jakiegokolwiek prawa. Ustawa dotycząca zesłańców [61]nie miała zastosowania do mnie. Traktowano mnie tak, jakbym został pozbawiony wszelkich praw cywilizacji, a nawet wszelkich praw tego świata. Zwracanie się w imieniu prawa do tych, którzy traktowali mnie w sposób, jaki nie mieścił się w granicach prawa, byłoby bezsensowne.
Powód Czwarty: W tym roku pewien miejscowy urzędnik poprosił w mym imieniu o to, abym dla zmiany klimatu mógł pozostać na kilka dni w wiosce Bedre, w dystrykcie Barla. Jak mógłbym prosić o coś tych, którzy odrzucili tak niewiele znaczącą prośbę? Zwracanie się do nich byłoby daremne, byłoby hańbiącym upokorzeniem się!
Powód Piąty: Przyznawanie jakiegokolwiek prawa decyzji tym, którzy twierdzą, że to, co złe, jest słuszne, a zatem i zwracanie się do nich, jest niewłaściwe, jest brakiem szacunku dla tego, co słuszne. Nie chcę popełnić takiego zła i okazać lekceważenia dla prawa. Tak to jest!
Powód Szósty: Strapienia i trudności, jakich przyczynili mi ahl addunja, nie wynikały z przyczyn związanych z polityką, ponieważ oni dobrze wiedzą, że nie mieszam się do działań polityków, lecz uciekam od nich. Świadomie lub nieświadomie, dręczą mnie raczej z powodu ich wojującego ateizmu, ponieważ sam mocno trzymam się religii. W takim przypadku zwracanie się do nich dowodziłoby tego, że wyrażam skruchę z powodu przywiązania do prawd religii, zaś próbuję schlebiać ateizmowi.
Co więcej, gdybym zwrócił się do nich i u nich szukał ratunku, zarządzenie Boga, Który jest Sprawiedliwy, ukarałoby mnie poprzez ich ręce, ponieważ prześladują mnie oni jedynie dlatego, że jestem człowiekiem pobożnym. Jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, od czasu do czasu gnębi mnie, lecz dzieje się to z powodu mojej hipokryzji w obliczu ahl ad-dunja, ponieważ moja wiara i szczerość intencji są niedoskonałe. Ponieważ tak jest, na razie nie mogę zostać uratowany od strapień i niedoli. Jeśli zwrócę się do ahl ad-dunja, Bóg w Swoim zarządzeniu oznajmi: "Obłudniku! Bądź ukarany za to, że się do nich zwróciłeś!", jeśli zaś tego nie zrobię, ahl ad-dunja powiedzą: "Nie uznajesz nas, więc dalej cierp trudności, których ci przyczyniamy!"
Powód Siódmy: Dobrze wiadomo, że obowiązki urzędników polegają na tym, by uniemożliwiać wyrządzenie szkód tym, którzy mogliby ich przyczynić, zaś wspomagać tych, których działania są korzystne.
Tymczasem urzędnik, który zabrał mnie - starszego gościa w gospodzie tego świata, stojącego w drzwiach grobu - do więzienia, kiedy akurat objaśniałem pewien subtelny aspekt wiary, zawarty w słowach "nie ma boga z wyjątkiem Boga Jedynego", potraktował mnie tak, jakbym popełnił jakieś przestępstwo, choć wcześniej przez długi czas nie odnosił się do mnie w taki sposób. Sprawił, że nie mogłem udzielić wskazówek nieszczęsnemu człowiekowi o szczerej duszy, który właśnie mnie słuchał, a postępowanie owego urzędnika wywołało mój gniew. Byli tam również inni ludzie, lecz nie poświęcił im żadnej uwagi, zaś później, kiedy zaczęli zachowywać się tak grubiańsko, że mogło zatruć to życie całej wioski, stał się dla nich łaskawy i uprzejmy.
Co więcej, dobrze wiadomo, że ktoś, kto przebywa w więzieniu z powodu setki zbrodni, jakie popełnił, niezależnie od tego, czy jest człowiekiem wysokiej rangi, czy też niskiej, może spotkać się z nadzorującym jego sprawę urzędnikiem. Jednak przez ostatni rok, choć dwaj ludzie ważni w oczach rządu, którym powierzono nadzór nade mną, kilka razy przechodzili obok mego domu, ani nie spotkali się ze mną, ani też o nic mnie nie pytali. Początkowo przypuszczałem, że unikają mnie z powodu wrogości, jaką do mnie żywią; później jednak wyszło na jaw, że wynikało to z ich bojaźliwych podejrzeń, a oni uciekali przede mną, jakbym zamierzał ich pożreć. Zatem uznanie rządu, który ma takich przedstawicieli, szukanie u niego ratunku i zwracanie się do niego nie jest rozsądne, lecz jest daremnym upokorzeniem. Gdyby był tu stary Said, powiedziałby jak 'Antara [62]:
Prawdziwa woda życia staje się Piekłem poprzez poniżenie,
Podczas gdy godność czyni Piekło miejscem dumy.
Stary Said już nie istnieje, a nowy Said uważa rozmowę z ahl ad-dunja za pozbawioną sensu. Niechaj ich świat stanie się ich końcem! Niechaj robią, co chcą! Nowy Said milczy, mówiąc jedynie, że wszyscy razem zostaniemy osądzeni na Sądzie Ostatecznym.
Powód Ósmy: Zgodnie z zasadą, która mówi: "Wynikiem zakazanej miłości jest niemiłosierne cierpienie", Boże zarządzenie, które jest sprawiedliwe, zadaje mi cierpienie poprzez bezlitosne ręce ahl ad-dunja za to, że skłaniałem się ku nim, choć na to nie zasługują. Mówiąc: "Tak, zasłużyłem na owo cierpienie", zachowuję milczenie.
W czasie Wielkiej Wojny byłem dowódcą pułku złożonego z ochotników. Chwalony przez głównodowodzącego i przez Envera Paszę, poświęcałem
mych wartościowych uczniów i przyjaciół. Później zostałem ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie z niewoli wpadłem w niebezpieczeństwa przez dzieła takie, jak Sześć Kroków, która to praca wymierzona była w okupujących Stambuł Brytyjczyków. Pomagałem tym, którzy teraz bez żadnego powodu trzymają mnie w owej niewoli, będącej dla mnie torturą. Tak ukarali mnie za pomoc, jakiej im udzieliłem. Ci "przyjaciele" w ciągu trzech miesięcy przyczynili mi tylu trudności i niedoli, ile wycierpiałem przez trzy lata niewoli w Rosji. Rosjanie nie uniemożliwili mi nauczania religii, choć postrzegali mnie jako dowódcę kurdyjskiej milicji ochotniczej, który mordował kozaków [63]i jeńców. Zwykłem udzielać wskazówek większości z dziewięćdziesięciu oficerów, którzy byli moimi towarzyszami niewoli. Pewnego dnia przyszedł rosyjski dowódca, by posłuchać tego, co mówię, a ponieważ nie znał tureckiego, uznał to za agitację polityczną i położył temu kres, jednak później ponownie udzielił swego zezwolenia na takie spotkania. Ponadto w jednej z izb naszych koszar urządziliśmy meczet, w którym zwykłem prowadzić modlitwy. Rosjanie w ogóle się do tego nie wtrącali, nie zabraniali mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Tymczasem moi "przyjaciele" w tym kraju, obywatele tego samego państwa i wyznawcy tej samej religii, ci, o których korzyści (jakie mogłaby im przynieść pobożność i wiara) walczyłem, trzymają mnie w tej bolesnej niewoli nie przez trzy lata, lecz przez sześć, bez żadnego powodu, choć doskonale wiedzą, że zerwałem wszystkie więzy, jakie łączyły mnie z tym światem. Zabraniają mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Zabraniają mi nauczania religii (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat), a nawet udzielania prywatnych wskazówek w moim pokoju. Zabraniają mi komunikowania się z innymi w jakiejkolwiek formie. Zabraniają mi nawet uczęszczania do meczetu, który pomagałem wyremontować i w którym przez cztery lata prowadziłem modlitwy (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat). A teraz, by pozbawić mnie nagrody za odprawienie modlitwy w grupie, nie zgadzają się nawet na to, bym prowadził modlitwę trzech osób - mego stałego zgromadzenia i mych braci w życiu ostatecznym.
Co więcej, jeśli - choć sam tego nie pragnę - ktoś nazywa mnie dobrym człowiekiem, urzędnicy, pod których nadzorem pozostaję, stają się zawistni i wpadają w gniew. Myśląc, że zniszczą wpływ, jaki wywieram na innych, bez skrupułów podejmują drastyczne środki ostrożności i prześladują mnie, nie dając mi spokoju, by tylko wkraść się w łaski swych zwierzchników.
Któż, będąc w takim położeniu, mógłby szukać schronienia u kogokolwiek prócz Wszechmocnego Boga? Jeśli sędzia jest również wnoszącym skargę, z całą pewnością nie można poskarżyć się przed nim
na złe traktowanie. Dalejże, powiedzcie, co możemy na to odpowiedzieć? Mówcie sobie, co chcecie; ja mówię, że wśród moich "przyjaciół" jest wielu hipokrytów, zaś hipokryta gorszy jest od niewierzącego. Oto, z jakiego powodu przyczynili mi takich cierpień, jakich nie przyczynili mi niewierni Rosjanie.
O, wy, nieszczęśnicy! Cóż takiego wam wyrządziłem i cóż czynię wam złego? Staram się tylko ocalić waszą wiarę i służę waszej wiecznej szczęśliwości! Oznacza to, że moja służba nie jest całkowicie szczera, czysta i wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga, dlatego odnosi odwrotny skutek. W zamian za moje starania, dręczycie mnie przy każdej okazji. Z pewnością spotkamy się na Sądzie Ostatecznym, zatem mówię:
[64]
[65]
Moi drodzy, wierni bracia!
W trzech Punktach objaśnię skuteczne pocieszenie dla tych, którzy doświadczają nieszczęścia więzienia, jak również dla tych, którzy życzliwie im dopomagają i sumiennie doglądają jedzenia, jakie trafia do nich spoza murów więzienia.
Punkt Pierwszy: Każdy dzień spędzony w więzieniu może przynieść zysk tak wielki, jaki przynoszą akty czci dziesięciu dni, może przekształcić owe przemijające godziny - odnośnie do ich owoców - w trwałe godziny, zaś wyrok pięciu lub dziesięciu lat pozbawienia wolności może posłużyć ocaleniu człowieka od milionów lat uwięzienia na wieki. Dla wiernych warunkiem zyskania owych znaczących i wartościowych korzyści jest odprawianie modlitw obowiązkowych, żal za grzechy, które stały się przyczyną ich uwięzienia, a także cierpliwe składanie podziękowań Bogu. Więzienie z pewnością jest przeszkodą dla wielu grzechów i nie daje sposobności ich popełnienia.
Punkt Drugi: Jak ustanie przyjemności powoduje cierpienie, tak ustanie cierpienia daje przyjemność. Tak, myśląc o minionych szczęśliwych i radosnych dniach każdy czuje ostry ból żalu i tęsknoty i mówi: "Biada mi!", zaś przywołując nieszczęsne i nieszczęśliwe dni przeszłości doświadcza pewnego rodzaju przyjemności, jako że owe dni przeminęły, mówi: "Wszelka chwała i wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za to, że nieszczęście pozostawiło nagrodę za nie i odeszło" i oddycha z ulgą. Oznacza to, że godzina przemijającego bólu i smutku pozostawia po sobie pewnego rodzaju przyjemność w duszy, podczas gdy godzina przyjemności pozostawia ból.
Skoro taka jest prawda; skoro minione nieszczęsne godziny wraz z ich cierpieniami już nie istnieją, a przyszłe dni niedoli również nie istnieją w teraźniejszości, zaś nic nie powoduje cierpienia, zatem największą głupotą jest - przykładowo - nieprzerwane jedzenie chleba i picie wody dzisiaj z powodu możliwości tego, że w ciągu kilku dni będziemy głodni i spragnieni. Dokładnie w ten sam sposób największą głupotą jest również myślenie tu i teraz o przeszłych i przyszłych nieszczęśliwych godzinach, które po prostu nie istnieją, okazywanie zniecierpliwienia, lekceważenie własnej winy oraz biadolenie, jak gdyby człowiek uskarżał się na Boga. Dopóki moc cierpliwości nie jest rozproszona na lewo i prawo (to jest, na przyszłość i przeszłość), dopóki mocno trwa
w obliczu teraźniejszości tej godziny i tego dnia, jest wystarczająca, a niedola zmniejsza się dziesięciokrotnie.
Zaprawdę - i niechaj nie będzie to uskarżaniem się - Boża łaska wskazała mi powyższy fakt, kiedy podczas kilku dni cierpień fizycznych i duchowych, chorób i próby, jakiej nie doświadczyłem w swym życiu nigdy wcześniej, byłem zdruzgotany przez rozpacz i niedolę serca i duszy, które wynikały z tego, iż nie byłem w stanie służyć Koranowi i wierze poprzez Traktaty Światła. Wówczas stałem się zadowolony z mych niedoli, chorób i uwięzienia. Mówiąc: "Jak wielkim zyskiem dla nieszczęśnika takiego jak ja, który oczekuje przed drzwiami grobu, jest uczynienie jednej godziny, która mogłaby upłynąć w niedbalstwie, wartą tyle, co dziesięć godzin aktów czci", złożyłem Bogu podziękowania.
Punkt Trzeci: Wielki zysk przynosi również litościwe dopomaganie więźniom, dawanie im zaopatrzenia, jakiego potrzebują, oraz uśmierzanie ich duchowych ran poprzez pocieszenie. Dawanie im jedzenia, które przychodzi spoza murów więzienia, jest jak jałmużna i zostaje zapisane - w dokładnej zgodności z ilością jedzenia - w księgach dobrych uczynków tych poza murami więzienia i tych w więzieniu, którzy tak czynią, a także zainteresowanych strażników więziennych. Wynagrodzenie za taką jałmużnę wielokrotnie wzrasta zwłaszcza wtedy, kiedy nieszczęśliwy więzień jest stary, chory, biedny, lub obcy.
Ów wielki zysk zależy od odprawiania modlitw obowiązkowych po to, aby ta służba była wykonywana przez wzgląd na Boga, od spieszenia z pomocą ze szczerością intencji, litością i radością, a także w taki sposób, aby nie sprawić, iż inni będą czuli się do czegoś zobowiązani.
Krótki Dopisek
W Jego Imię, niech będzie Mu chwała!
Ludzie w więzieniu wielce potrzebują prawdziwego pocieszenia Traktatów Światła, szczególnie ci, którzy wycierpieli ciosy młodości i spędzają swe słodkie, młode życie w więzieniu - oni potrzebują Traktatów Światła tak, jak potrzebują chleba.
Zaiste, młodość zważa raczej na emocje niż na rozum, zaś emocje i pragnienia są ślepe i nie myślą o konsekwencjach. Przedkładają jedną uncję natychmiastowej przyjemności nad tony przyjemności w przyszłości. Zabijają dla jednej minuty przyjemności, jaką daje zemsta, a następnie przez osiemdziesiąt tysięcy godzin cierpią bóle więzienia. Jedna godzina rozpustnej przyjemności w kwestiach honoru może skutkować tym, że radość z życia zostanie całkowicie zniszczona z powodu niedoli i lęku zarówno przed więzieniem, jak i przed wrogami. Istnieje wiele innych przykładów i wiele pułapek, z powodu których nieszczęśni młodzi ludzie sprawiają, iż ich słodkie życie staje się najbardziej gorzkim i godnym politowania.
Zastanówcie się nad wielkim krajem na północy. Wziął on w posiadanie namiętności swoich młodych ludzi, a jego burze wstrząsają tym stuleciem. Uczynił on dozwolonymi dla jego młodych ludzi miłe córki i żony ludzi prawych, zaś owi młodzi ludzie w swym postępowaniu kierują się jedynie uczuciami, które są ślepe na wszelkie konsekwencje. Poprzez zezwolenie mężczyznom i kobietom na to, by wspólnie chodzili do publicznych łaźni, wręcz zachęca się ich do niemoralności, zaś oni uważają, że dozwolonym dla włóczęgów i ludzi biednych jest plądrowanie majątków ludzi bogatych. Cała ludzkość drży ze strachu w obliczu tego nieszczęścia.
Zatem w owym stuleciu dla wszystkich młodych muzułmanów jest rzeczą najbardziej konieczną, by postępowali po bohatersku i odparli ów atak z dwóch stron ostrymi mieczami, takimi jak Owoce wiary i Przewodnik dla młodzieży ze zbioru Traktatów Światła. W przeciwnym razie owi nieszczęśni młodzi ludzie całkowicie zniszczą zarówno swoją przyszłość na tym świecie, jak też swe przemiłe życie, szczęście w życiu ostatecznym i życie wieczne, przekształcając je wszystkie w męczarnie i cierpienie. Co więcej, przez swe nadużycia i rozpustę skończą w szpitalach, zaś przez
ekscesy ich życia - w więzieniach. Na starość będą ronić rzęsiste łzy z tysiąckrotnym żalem.
Jeśli jednak ci młodzi ludzie chronią się nauką Koranu i prawdami Traktatów Światła, zostaną prawdziwymi młodymi bohaterami, doskonałymi istotami ludzkimi, odnoszącymi sukces muzułmanami, a w pewien sposób również władcami innych istot żywych i całej reszty królestwa zwierząt.
Kiedy młody człowiek w więzieniu spędza jedną spośród dwudziestu czterech godzin każdego dnia na odmówieniu pięciu obowiązkowych modlitw, kiedy żałuje za błędy, które stały się przyczyną jego nieszczęścia, i powstrzymuje się od innych szkodliwych i bolesnych grzechów, przyniesie to wielką korzyść zarówno jego życiu, jak też jego krajowi, narodowi i krewnym, zaś on sam dzięki ulotnej młodości, która trwa dziesięć do piętnastu lat, zyska olśniewającą, wieczną młodość. Tę pewną dobrą nowinę przynoszą wszystkie Pisma Objawione, a przede wszystkim Koran, owa Księga cudownej wystawy.
Jeśli taki młody człowiek poprzez powściągliwość i posłuszeństwo ukazuje wdzięczność za przyjemny i zachwycający dar młodości, taka postawa zarówno zwiększy ów dar, jak też uczyni go wieczną przyjemnością. W przeciwnym razie młodość będzie nieszczęsną, stanie się bolesnym i ciężkim koszmarem, a następnie odejdzie. Sprawi, że ów człowiek stanie się niczym włóczęga, który przynosi szkodę swoim krewnym, swojemu krajowi i narodowi.
Jeśli więzień został skazany niesłusznie, to - pod warunkiem, że odprawia on modlitwy obowiązkowe - każda godzina stanie się odpowiednikiem całego dnia aktów czci, zaś więzienie będzie dla niego niczym cela pustelnika. Ów człowiek będzie zaliczony do pobożnych pustelników dawnych czasów, którzy odeszli do swoich jaskiń, aby poświęcić się oddawaniu czci Bogu. Jeśli jest on biedny, stary i chory, jeśli pragnie prawd wiary, wówczas - pod warunkiem, że odprawia on obowiązkowe modlitwy i żałuje za grzechy - każda godzina stanie się równa dwudziestu godzinom aktów czci, zaś więzienie stanie się dla niego domem wypoczynkowym, a z powodu jego przyjaciół, traktujących go z tkliwością - miejscem miłości, ćwiczeń i edukacji. Możliwe, że pozostając w więzieniu będzie on bardziej szczęśliwy niż gdyby był wolny, ponieważ poza murami więzienia byłby on oszołomiony, a grzechy zaatakowałyby go ze wszystkich stron. W więzieniu może on otrzymać całkowitą edukację. Kiedy zostanie uwolniony, nie będzie jak morderca lub człowiek spragniony zemsty, lecz jak pokutnik, który pomyślnie przeszedł
ciężką próbę, dobrze wychowany i przynoszący korzyść swemu narodowi. Zaprawdę, więźniowie z Denizli po studiowaniu Traktatów Światła jedynie przez krótki czas stali się tak nadzwyczaj dobrze wychowani, że jeden z ludzi, którzy zajmowali się nimi, powiedział: "Studiowanie Traktatów Światła przez piętnaście tygodni jest bardziej skuteczne niż wsadzenie tych ludzi do więzienia na piętnaście lat".
Jako że śmierć nie umiera, a jej wyznaczona godzina jest nieznana, może ona nadejść w każdym czasie; jako że drzwi grobu nie mogą zostać zamknięte, a gromada za gromada zstępuje do grobu i jest zgubiona; jako że dzięki prawdom Koranu zostało ukazane, że dla tych, którzy wierzą, śmierć staje się przepustką wybawiającą od wiecznego unicestwienia, podczas gdy dla zepsutych i rozpustników jest zniknięciem na wieki w wiecznym unicestwieniu, jest niekończącą się rozłąką z ich umiłowanymi i ze wszystkimi istotami - przeto z największą pewnością i bez wątpienia najbardziej szczęsnym człowiekiem jest ten, kto zachowując cierpliwość i dziękując Bogu w pełni korzysta z czasu spędzanego w więzieniu i studiuje dzieła Traktatów Światła, aby służyć na drodze prostej Koranowi i swej wierze.
O, człowieku uzależniony od uciech i przyjemności! Mam siedemdziesiąt pięć lat, a dzięki tysiącom doświadczeń, dowodów i wydarzeń wiem z całkowitą pewnością, że prawdziwą uciechę, przyjemność wolną od cierpień, radość wolną od żalu i szczęście w życiu można odnaleźć jedynie w wierze i w sferze prawd wiary. Tymczasem jedna doczesna przyjemność wydaje liczne cierpienia i odgania całą przyjemność z życia, przypomina sytuację, w której otrzymałbyś dziesięć klapsów za jedno winogrono.
O wy, nieszczęśnicy, którzy doświadczacie nieszczęścia więzienia! Jako że wasz świat szlocha, a wasze życie jest gorzkie, dokładajcie starań, aby wasze życie ostateczne również nie szlochało, aby wasze życie wieczne uśmiechało się i było słodkie! Skorzystajcie z więzienia! Jak niekiedy w ciężkich warunkach w obliczu wroga godzina stania na straży może odpowiadać aktom czci całego roku, tak w ciężkich warunkach, jakich doświadczacie, trudności każdej godziny spędzonej na oddawaniu czci Bogu sprawiają, że staje się ona równa wielu godzinom, co przekształca owe trudności w miłosierdzie.
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie składam wam kondolencji, lecz powinszowania. Jako że dla pewnych przykładów mądrości Boże zarządzenie wysłało nas do owej już trzeciej szkoły Proroka Józefa (tur. Medrese-i Yusufiye) [66]i zdecydowało, że będziemy spożywać zaopatrzenie, jakie nam tu przeznaczono, a to właśnie owo zaopatrzenie jest tym, co nas tutaj wezwało; jako że - jak z całą pewnością zrozumieliśmy z naszych minionych doświadczeń - Boża łaska ukazała w nas znaczenie wersetu:
[67]
jako że nasi nowi bracia w tutejszej szkole Proroka Józefa potrzebują pocieszenia Traktatów Światła bardziej niż ktokolwiek inny, zaś przedstawiciele sądownictwa potrzebują zasad i innych świętych praw wyłożonych w Traktatach Światła bardziej niż inni urzędnicy; jako że wielce liczne kopie Traktatów Światła wykonują wasz obowiązek poza murami więzienia, a ich podboje nie ustają; jako że każda ulotna godzina, jaka mija w tym miejscu, jest równa wiecznym godzinom spędzonym na oddawaniu czci Bogu - przeto z powodu wszystkich tych punktów z pewnością powinniśmy radośnie, z doskonałą cierpliwością i hartem ducha składać Bogu podziękowania za całą tę sprawę. Zamierzam dokładnie powtórzyć i wysłać do was wszystkie krótkie listy, jakie napisałem jako pocieszenie w więzieniu Denizli. In sza'a-llah, owe trafne notatki pocieszą również was.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Składam Wszechmocnemu Bogu nieskończone podziękowania za to, że spośród muftich, kaznodziejów, imamów i hodżów wyłonili się bohaterowie, ponieważ to oni są tymi ludźmi, którzy zaprawdę powinni rościć sobie prawo do Traktatów Światła. Aż do tej pory to ludzie młodzi wykształceni w szkołach świeckich, a także ich nauczyciele, byli oddanymi Traktatom Światła. Obecnie - dzięki niech będą Bogu Jedynemu - Ethem, Ibrahim i Ali Osman oczyścili imię uczniów i nauczycieli szkół religijnych i przekształcili ich nieśmiałość w męstwo.
Po drugie: Nie powinni oni martwić się o ów incydent, który nastąpił z powodu ich działań z całego serca oraz podekscytowania. Jeśli chodzi o konsekwencje, to więzienie Denizli sprawiło, że powinszowano tym,
którzy postępowali nieostrożnie. Jego trudności były nieliczne, zaś jego korzyści duchowych było wiele. Trzecia szkoła Proroka Józefa nie pozostanie w tyle za drugą, in sza'a-llah.
Po trzecie: Jako że zasługa rośnie proporcjonalnie do trudności, powinniśmy dziękować Bogu za ten stan rzeczy. Powinniśmy dokładać starań, by wykonywać nasze obowiązki służenia religii i wierze ze szczerością intencji, co również jest naszym obowiązkiem, i nie troszczyć się o to, czy się nam poszczęści i czy uzyskamy dobre wyniki, bowiem to należy do Boga. Powinniśmy powiedzieć:
Najlepszymi sprawami są te, które są najtrudniejsze [68]i cierpliwie składać Bogu podziękowania w obliczu trudności, jakie napotykamy w tym miejscu próby. Powinniśmy zrozumieć, że jest to znak przyjęcia naszych uczynków oraz dyplom potwierdzający zdanie egzaminu naszej uświęconej walki.
którą chcę przedłożyć zarządowi więzienia, a zwłaszcza jego naczelnikowi.
Pozornie nie jest ona ważna,
lecz w moich oczach ma wielkie znaczenie
Po spędzeniu dwudziestu dwóch lat w całkowitym odosobnieniu moje siedemdziesięciopięcioletnie ciało nie może znieść szczepień. Zaprawdę, dawno temu zaszczepiono mnie, a szczepienie pozostawiło po sobie ropiejącą ranę, która przetrwała dwadzieścia lat. Było to jak chroniczne zatrucie, a wiedzą o tym dwaj lekarze z Emirdag oraz moi tamtejsi przyjaciele. Ponadto cztery lata temu w Denizli zaszczepiono mnie wraz z innymi więźniami. Choć szczepienie nie przyniosło żadnej szkody któremukolwiek z nich, to sprawiło, że chorowałem przez trzy tygodnie. Dzięki ochronie Boga nie zostałem zmuszony, aby iść do szpitala, co byłoby dla mnie niebezpieczne. Jest całkowicie pewnym, że moje ciało nie może przyjmować szczepionek. Moje tłumaczenie jest zaiste silne, a będąc nadzwyczaj słabym w wieku siedemdziesięciu pięciu lat, mogę przyjmować jedynie szczepionki przeznaczone dla dziesięcioletnich dzieci. Co więcej, ponieważ ciągle jestem więziony w samotności, nie mam z nikim kontaktu. Ponadto dwa miesiące temu gubernator prowincji wysłał
do Emirdag dwóch lekarzy, aby poddali mnie gruntownemu badaniu. Nie znaleźli oni ani śladu żadnej choroby zakaźnej, stwierdzili jedynie, że mam lumbago, a także jestem nadzwyczaj słaby, stary i samotny. Mój stan z pewnością nie zobowiązuje mnie do tego, bym musiał się zaszczepić.
Ponadto mam do was bardzo ważną prośbę: Nie wysyłajcie mnie do szpitala. Nie narzucajcie mi sytuacji, jakiej nigdy podczas owych dwudziestu dwóch lat uwięzienia w samotności nie mógłbym znieść, to jest nie oddawajcie mnie pod rozkazy pielęgniarek, których nie znam. Zacząłem myśleć o tym, że zstąpienie do grobu może być przyjemne, na razie jednak wybieram więzienie, a to przez wzgląd na członków zarządu więzienia, których człowieczeństwa doświadczyłem, a także celem pocieszania innych więźniów.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Niech nie irytuje was złe traktowanie, z jakim się spotykam, ani pogarda, jaką okazuje się mojej osobie. Jako że ci ludzie nie mogą znaleźć żadnej winy w Traktatach Światła, zamiast walczyć z nimi, walczą ze mną, mało ważnym i ułomnym. Jestem z tego zadowolony. To, czego nauczyłem się z Traktatów Światła, zmusza mnie do dumnego składania podziękowań Bogu, a jeśli ten stan rzeczy przysłuży się dobru i honorowi Traktatów, zniosę cierpienia, nieszczęścia i zniewagi nawet po tysiąckroć większe. Nie powinniście zatem żałować mnie w tym względzie.
Po drugie: Rozpowszechnione, zaciekłe i bezlitosne ataki jak na razie stały się dwudziestokrotnie słabsze. Schwytano jedynie kilku ludzi wobec tysięcy wybranych (tur. has) uczniów Światła oraz garstkę nowych braci wobec setek tysięcy ludzi, którzy troszczą się o naszą sprawę. Oznacza to, że Boża łaska sprawiła, iż owe ataki stały się wielce nieistotne.
Po trzecie: Dzięki Bożej łasce były gubernator prowincji, który przez dwa lata spiskował przeciwko nam, został odwołany, a jest bardzo możliwym, że minister spraw wewnętrznych, który był wobec nas nadzwyczaj podejrzliwy, złagodzi owe zaciekłe ataki, ponieważ pochodzi on z tych samych stron, co ja, zaś jego przodkowie byli bardzo pobożnymi ludźmi. Nie rozpaczajcie zatem ani nie bądźcie zatrwożeni!
Po czwarte: Liczne doświadczenia i wydarzenia ukazały na swój sposób, iż można być całkowicie pewnym tego, że kiedy płaczą Traktaty
Światła, to albo trzęsie się ziemia, albo płaczą również niebiosa. Jak często widzieliśmy to na własne oczy, a częściowo udowodniliśmy to w sądzie, początek zimy uśmiecha się niczym lato, co jest w bezprecedensowy sposób zgodne z tym, że Traktaty Światła uśmiechają się z powodu ich powielania i publikowania, a następnie ich płacz - kiedy publikowanie Traktatów ustało wraz z rozpowszechnionymi rewizjami i konfiskatami - zbiegł się z nagłym srogim gniewem i szlochem zimy. Przypuszczam, że jest to potężny znak faktu, iż Traktaty Światła są największym i olśniewającym cudem Koranu tego stulecia, a troszczą się o nie zarówno ziemia, jak i cały wszechświat.
Moi drodzy, wierni bracia!
Dzisiaj nagle przyszło mi na myśl, że zamiast składać kondolencje tym, którzy zostali wysłani przez Boże zarządzenie i przeznaczenie do owej "szkoły" w związku z Traktatami Światła, powinienem im pogratulować. Każdy z nich zastąpił być może nawet tysiąc naszych niewinnych braci, do pewnego stopnia wybawiając ich z kłopotów. Co więcej, wraz z kontynuowaniem swej służby wierze, wykonali oni wielką służbę w krótkim czasie, jakby w ciągu dziesięciu lat wykonali pracę stu lat. Ponadto rozpoczęli oni ową wytężoną walkę oraz próbę nowej szkoły Proroka Józefa, aby mieć swój czynny udział w jej powszechnych, dalekosiężnych i wartościowych konsekwencjach. Ponadto bez żadnych trudności spotykają się oni ze swymi wiernymi i szczerymi braćmi, których gorąco pragnęli ujrzeć, i uczą się wraz z nimi. Ponieważ czas tego, co łatwe, nie trwa już na tym świecie i poszedł na marne, przeto z pewnością ludziom, którzy osiągają tak wielki zysk kosztem tak niewielkich trudności, powinno się pogratulować.
Moi bracia! Owe rozpowszechnione ataki wymierzone są przeciwko podbojom Traktatów Światła. Nasi wrogowie zrozumieli jednak, że im bardziej Traktaty Światła są atakowane, tym bardziej olśniewająco lśnią; krąg tych, którzy ich nauczają, powiększa się i zyskuje na znaczeniu; nie zostają one pokonane, lecz jedynie ześlizgują się za zasłonę siran tanałłarat [69]. Z tego powodu zmienili oni taktykę i już nie atakują Traktatów Światła otwarcie. Jednak Boża łaska osłoniła nas, zatem powinniśmy składać Bogu podziękowania w doskonałej cierpliwości.
Moi drodzy, wierni bracia!
Stało się koniecznym, bym objaśnił dwa osobliwe i subtelne stany mego umysłu.
Po pierwsze: Kiedy, będąc uwięzionym w samotności, nie byłem w stanie spotkać się z moimi braćmi takimi, jak wy, których miłuję bardziej niż moje życie, oznajmiono mi, że ów stan rzeczy jest Bożą łaską i jest w nim zawarta korzyść. Wielu z naszych braci w życiu ostatecznym wydawało na podróż pięćdziesiąt lir, aby przybyć do Ermidag i zobaczyć się ze mną niekiedy na pięćdziesiąt minut, niekiedy na dziesięć minut (a niektórzy wracali, nie zobaczywszy się ze mną w ogóle), zaś i tak pod rozmaitymi pretekstami zostaliby wtrąceni do tej szkoły Proroka Józefa. Nawet gdybym - przy niewielkiej ilości czasu, jaki miałem do dyspozycji, i przy stanie umysłu, jaki był wynikiem mego osamotnienia - był w stanie spotkać się z nimi, to praca w służbie Traktatów Światła nie pozwoliłaby mi na długie rozmowy z tymi oddanymi przyjaciółmi.
Po drugie: Pewnego razu pewien sławny uczony był widziany na wielu frontach wojny przez tych, którzy udawali się na dżihad. Powiedzieli do niego: (...), zaś on odparł: "Niektórzy święci czynią to w mym zastępstwie, aby zyskać dla mnie nagrodę i aby pozwolić ludziom wiary na to, by skorzystali z moich nauk". Dokładnie w ten sam sposób w Denizli stało się oficjalnie wiadomym, że byłem widziany w tamtejszych meczetach. Powiadomiono o tym naczelnika więzienia i strażników więziennych. Niektórzy z nich byli zatrwożeni i pytali: "Kto otworzył mu bramę więzienia?" Dokładnie taka sama rzecz wydarzyła się w tym miejscu. Jednak miast przypisywać ów bardzo niewielki cud mnie samemu, wielce ułomnemu i znikomemu, zbiór Pieczęć zatwierdzająca to, co niewidzialne, który ukazuje cuda Traktatów Światła, zjednuje dla owego cudu zaufanie po stokroć lub raczej po tysiąckroć większe, i zatwierdza jego uznanie. W szczególności bohaterscy uczniowie Światła zatwierdzili ów prawdziwy cud swymi piórami i oświadczeniami.
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie martwcie się o mnie. Jestem zadowolony i szczęśliwy, mogąc przebywać z wami w tym samym budynku.
Oto, jakie jest nasze zadanie na teraz: Jeden zbiór mych mów obrończych powinien zostać wysłany do Isparty. Jeśli to możliwe, powinno się sporządzić dwadzieścia kopii, zarówno w nowym alfabecie, jak i - za pomocą powielacza - w starym alfabecie. Ów zbiór powinien zostać pokazanym nawet tamtejszemu oskarżycielowi publicznemu. Jego kopię powinno się dostarczyć osobiście naszemu prawnikowi; inna kopia powinna zostać dostarczona naczelnikowi więzienia, zaś on powinien przekazać ją naszemu obrońcy. Ów zbiór - zarówno w nowym alfabecie, jak i w starym - powinien także zostać wysłany do Ankary, tak jak został tam wysłany, kiedy byliśmy osadzeni w więzieniu Denizli. Jeśli to możliwe, do wysłania do Ankary powinno zostać przygotowanych pięć kopii, ponieważ kopie Traktatów Światła w starym alfabecie, które zostały skonfiskowane, zostały wysłane do owych departamentów, a szczególnie do Ministerstwa Spraw Religijnych, zanim wysłano je tutaj. Ponadto powiedzcie naszemu prawnikowi, Ahmed-bejowi, by podczas przepisywania mej mowy obrończej na maszynie zwrócił szczególną uwagę na to, by przepisać ją poprawnie, ponieważ mój sposób wyrażania się nie przypomina sposobu wyrażania się kogokolwiek innego. Czasami niewłaściwa litera lub nawet źle postawiona kropka zmieniają całą kwestię, wyrządzając szkodę jej znaczeniu. Ponadto jeśli nie otrzymaliście zezwolenia na używanie dwóch maszyn do pisania, jakie nam przysłano, powinny one zostać zwrócone nadawcom. Ponadto nie bądźcie zatrwożeni ani przerażeni i nie rozpaczajcie. Jak można wywnioskować z wersetu:
Z aprawdę, obok trudności jest łatwość! [70], Boża łaska wkrótce przybędzie nam z pomocą, in sza'a-llah.
Moi drodzy, wierni bracia!
Traktaty Światła spotykają się z wami w mym zastępstwie i przekazują swe znakomite nauki nowym braciom, którzy gorąco tego pragną. Z doświadczenia widzieliśmy, że zajmowanie się Traktatami Światła, czy to przez studiowanie ich, czy to przez czytanie ich na głos, czy przez ich spisywanie, dostarcza rozległości dla serca, łatwości dla duszy, zdrowia
dla ciała, a także czyni zaopatrzenie obfitym. Teraz zostaliście obdarowani towarzystwem takiego bohatera Traktatów Światła jak Husrev. In sza'allah, ta szkoła Proroka Józefa stanie się kolejnym błogosławionym miejscem studiów i częścią Medresetu'z-Zehra. Aż do teraz nie ukazałem Husreva ahl ad-dunja i ukrywałem go, jednak opublikowane zbiory całkowicie ukazały go politykom i nic nie pozostało tajemnicą. Opisałem zatem moim wybranym (tur. has) braciom dwa lub trzy spośród jego zadań. Teraz jednak mamy przed sobą - pośród tych, którzy będą słuchali prawdy - dwóch straszliwie zatwardziałych i upartych ludzi. Jeden z nich ukazał się w Emirdag, z powodu zarówno ateizmu, jak i komunizmu, zaś drugi tutaj. Poprzez swoje oszczerstwa z nadzwyczajną przebiegłością starają się oni zatrwożyć urzędników i zwrócić ich przeciwko nam. Obecnie musimy zatem postępować z największą ostrożnością, nie bać się i cierpliwie czekać na nasz czas, dopóki łaska Boga nie przybędzie nam z pomocą.
Moi przyjaciele w więzieniu i bracia w religii!
Przyszło mi na myśl, by objaśnić wam prawdę, która wybawi was zarówno od męczarni w życiu tego świata, jak i od męczarni w życiu ostatecznym. Jest ona następująca:
Wyobraźmy sobie, że człowiek zabija czyjegoś brata lub jednego z krewnych. Morderstwo, które wydaje jedną minutę przyjemności z zemsty, powoduje miliony minut zarówno niedoli serca, jak i udręki więzienia, a lęk przed zemstą krewnych zamordowanego i niepokój przed stanięciem twarzą twarz z wrogiem odpędzają wszelką przyjemność z życia. Człowiek cierpi męki zarówno strachu, jak i gniewu. Jest tylko jedno rozwiązanie tej sytuacji, a jest to pojednanie, które nakazuje Koran, którego wymagają i do którego zachęcają prawda, rzeczywistość, korzyść i człowieczeństwo.
Z pewnością tym, co zaprawdę jest wymagane, jest pokój, ponieważ wyznaczona godzina śmierci jest już ustalona i nie zmienia się. Zamordowany człowiek tak czy inaczej nie pozostałby przy życiu ani chwili dłużej, jako że nadeszła jego wyznaczona godzina. Co się tyczy mordercy, był on narzędziem służącym wykonaniu Bożego zarządzenia. Dopóki nie dochodzi do pojednania, obie strony nieprzerwanie cierpią męczarnie strachu i zemsty. Oto dlaczego islam nakazuje, "aby jeden wierny nie był zagniewany na drugiego dłużej niż przez trzy dni". Jeśli
morderstwo nie było efektem mściwości, urazy i wrogości, a dwulicowy mąciwoda podżega do niezgody, sprawą zasadniczą jest szybkie ustanowienie pokoju, w przeciwnym razie drobne nieszczęście staje się wielkim i trwa. Jeśli zostanie zaprowadzony pokój, zaś morderca będzie żałował za grzechy i nieprzerwanie modlił się za człowieka, którego zabił, obie strony wiele zyskają i staną się jak bracia. W miejsce jednego brata, który odszedł, krewny zabitego zyska kilku pobożnych braci, podda się Bożemu dekretowi i zarządzeniu, i wybaczy swemu wrogowi. Powinno tak być szczególnie w przypadku ludzi, którzy zważają na lekcje Traktatów Światła, jako że zarówno osobiste, jak i publiczne pokój i dobrobyt, a także braterstwo w sferze Traktatów Światła, wymagają tego, aby ludzie odłożyli na bok wszelkie przykre uczucia, jakie tylko istnieją między nimi.
Tak było w więzieniu Denizli; wszyscy więźniowie, którzy byli wrogami, stali się braćmi dzięki lekcjom Traktatów Światła. Była to jedna z pozornych przyczyn naszego uniewinnienia, która sprawiła, iż nawet ludzie niewierzący i bezbożni mówili o owych więźniach: "Ma sza'allah! Baraka-llah!" (ar. "Oto, czego zechciał Bóg! Błogosławiony niech będzie Bóg!"). Było to również całkowitą ulgą dla owych więźniów. Ja sam widziałem w tym miejscu, jak stu ludzi cierpiało niedogodności z powodu jednego człowieka, nie wychodząc wspólnie na ćwiczenia i będąc prześladowanymi. Mężny wierny, rozsądny i świadomy, nie przyczyni setkom innych wiernych szkody z powodu drobnego błędu lub drobnej korzyści, a jeśli popełni on błąd i wyrządzi krzywdę innym, natychmiast powinien okazać skruchę.
Moi drodzy, wierni bracia!
Gratuluję zarówno Traktatom Światła, jak wam wszystkim i samemu sobie, i daję wam dobrą nowinę w temacie Husreva, Hifziego i Seyyida Bartinli. Ci, którzy w tym roku udali się na hadżdż, dowiedzieli się, że wybitni uczeni w Mekce przetłumaczyli najważniejsze zbiory Traktatów Światła zarówno na arabski, jak i na hindi, i starają się o to, aby je opublikować. Dostąpili również w Medynie tak wielkiego zaszczytu, że owe zbiory zostały umieszczone przy błogosławionym grobie Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) w Rałdat al-Mutahhara [71]. Hadżi Seyyid widział na własne oczy Laskę Mojżesza (tur. Asa-yi Musa) na grobie
Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Oznacza to, iż ów zbiór został przyjęty przez Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i spotkał się z jego zadowoleniem. Jak powiedzieliśmy tym, którzy udawali się na hadżdż z tego miejsca, my również mieliśmy intencję odprawienia pielgrzymki, a Traktaty Światła odwiedziły owe błogosławione miejsca w naszym zastępstwie. Nieskończone dzięki niech będą Bogu Jedynemu! Jedną z wielu korzyści odniesionych dzięki bohaterom Traktatów Światła, którzy opublikowali owe zbiory po poprawieniu ich, jest fakt, iż uwolnili mnie od poprawiania ich osobiście oraz od niepokoju, a ponadto, jako że owe kopie stały się źródłem dla innych, spisywanych odręcznie, owi bohaterowie stali się niczym setki korektorów. Niechaj Najbardziej Miłosierny z miłosiernych zapisze w rejestrach ich dobrych uczynków tysiąc zasług za każdą literę z owych zbiorów. Amen. Amen. Amen.
Ali, który mi dopomaga, przyszedł do mnie i powiedział: "Miałem sen, w którym ty i Husrev całowaliście rękę Proroka Muhammada, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie". Następnie otrzymałem list mówiący o tym, że pielgrzymi widzieli zbiór Laska Mojżesza, który został spisany przez Husreva, na grobie Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Oznacza to, że Laska Mojżesza ucałowała dłoń Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) w moim zastępstwie, a poprzez pióro Husreva, i została przyjęta przez Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Moi drodzy, wierni bracia i towarzysze więzienia!
Po pierwsze: Nie martwcie się tym, że nie możemy spotkać się osobiście. Duchem stale jesteśmy razem. Któregokolwiek z Traktatów Światła nie bylibyście w stanie zdobyć, któregokolwiek byście nie czytali, ujrzycie w nim mnie, lecz nie w mej znikomej osobie, lecz jako sługę Koranu, i będziecie mogli rozmawiać ze mną. Ze swej strony spotykam się z wami w wyobraźni we wszystkich moich modlitwach i we wszystkim, co napisaliście, i jest tak, jakbyśmy w pewnej sferze istnienia przez cały czas byli razem.
Po drugie: Oto, co mówimy nowym uczniom Światła w tej nowej szkole Proroka Józefa: Jak wskazuje na to Koran, jak musiały przyznać to nawet komitety rzeczoznawców, "wierni uczniowie Światła zstąpią do grobów w stanie wiary. Dzięki blaskowi zbiorowej osobowości Traktatów każdy uczeń, stosownie do swego stopnia [73], otrzymuje udział w duchowych zyskach i suplikacjach wszystkich swych braci. Jest tak, jakby każdy poszukiwał Bożego przebaczenia i oddawał cześć Bogu tysiącami języków". Owe dwie korzyści i dwa efekty zmniejszają do zera wszystkie kłopoty i trudności tego niesłychanego czasu; dwie wielkie korzyści są dane wiernym odbiorcom Traktatów za bardzo niską cenę.
Moi drodzy, wierni bracia!
Mowy obrończe z Afyon zawierają ważne prawdy dotyczące zarówno nas samych, jak i Traktatów Światła, tego kraju i świata muzułmańskiego.
Prawdopodobnie koniecznym jest przygotowanie pięciu do dziesięciu ich kopii w nowym alfabecie, aby mogły zostać wysłane do departamentów rządu w Ankarze. To, czy nas uwolnią, czy ukarzą, nie ma znaczenia. Teraz naszym zadaniem jest poinformowanie rządu, sądów i narodu o prawdach, jakie zawierają owe mowy obrończe. Być może było to jednym z powodów faktu, że Boże zarządzenie wysłało nas do tego miejsca studiów. Owe kopie powinny zostać przepisane na maszynie tak szybko, jak to możliwe. Nawet gdyby uwolniono nas dzisiaj, wciąż bylibyśmy zobowiązani do tego, aby wysłać je do Ankary. Nie dajcie się zwieść i nie odkładajcie tego na później. Dość już zwlekania! Niech będzie to nasza ostatnia obrona w obliczu niesłychanych prześladowań i bezprecedensowych męczarni, jakie wycierpieliśmy trzy razy w ciągu piętnastu lat, za każdym razem z powodu tych samych sfingowanych zarzutów. Jako że w poprzednich sądach legalnie dano nam maszynę do pisania, abyśmy mogli bronić samych siebie, nasi wrogowie nie mogą przytoczyć żadnej ustawy, zgodnie z którą w tym miejscu mogliby pozbawić nas tego prawa. Jeśli nie uda się wam rozwiązać tej sprawy oficjalnie, wówczas nasz prawnik poza murami więzienia powinien sporządzić pięć kopii na maszynie, jednak powinien zwrócić wielką uwagę na to, aby nie zawierały one żadnych błędów.
Moi wierni nowi bracia i starzy więźniowie!
Wykształciłem w sobie silne przekonanie, wedle którego jesteście - przez wzgląd na Bożą łaskę - ważną przyczyną faktu, że trafiliśmy do tego miejsca. Oznacza to, iż Traktaty Światła ze swym pocieszeniem i prawdami wiary zarówno ratują was od niedoli owego nieszczęścia, jakim jest więzienie, i od wielkiej szkody doczesnej, jak również ratują wasze życie przed tym, by upłynęło, nie przynosząc żadnej korzyści, by upłynęło na próżno w żalu i smutku, a także ratują wasze życie ostateczne przed tym, aby miało płakać, jak teraz płacze wasz świat; dostarczają wam prawdziwe pocieszenie.
Skoro taka jest prawda w owej kwestii, jest oczywistym, że musicie być dla siebie braćmi, jak więźniowie z Denizli i uczniowie Światła. Widzicie, że sprawdzają wszystko, co posiadacie, wszelkie pożywienie, chleb i zupę, jakie przychodzą spoza murów więzienia, aby tylko nie znalazł się między wami żaden nóż i aby jeden z was nie zaatakował drugiego. Strażnicy, którzy wiernie wam służą, cierpią z tego powodu wiele kłopotów. Ponadto nie wychodzicie razem na ćwiczenia, jakbyście mieli zaatakować jeden drugiego niczym dzikie bestie. O, nowi przyjaciele, którzy ze swej natury jesteście śmiali i mężni! Powinniście okazać wspaniałą odwagę moralną i powiedzieć w tym czasie grupie strażników: "Gdyby dano nam nie noże, lecz mauzery i rewolwery, gdyby wydano nam rozkaz otwarcia ognia, nie zranimy naszych przyjaciół, którzy jak my są nieszczęśni i jak my cierpią z powodu tego nieszczęścia. Dzięki przewodnictwu i rozkazowi Koranu, wiary i muzułmańskiego braterstwa, a także dla własnej korzyści, postanowiliśmy, że wybaczymy im i będziemy starali się o to, aby ich nie urazić, nawet jeśli dawniej istniało sto powodów dla nienawiści i wrogości między nami", w ten sposób przekształcając to więzienie w miejsce korzystnych studiów.
Moi drodzy, wierni bracia!
Jak każda z grup ahl ad-dunja zaangażowanych w politykę, sztukę, w jakiś obowiązek albo zadanie związane z życiem społecznym czy też w określoną działalność handlową, spotyka się na swego rodzaju
kongresach, aby przedyskutować swoją pracę, tak uczniowie Światła, zaangażowani w świętą służbę na rzecz pewnej i potwierdzonej wiary (tur. tahkiki iman) [73], zgromadzili się na kongresie tej szkoły Proroka Józefa, na rozkaz Bożego zarządzenia, przynagleni do tego przez łaskę Wszechwładnego. In sza'a-llah w konsekwencji tego zostaną im zesłane liczne wartościowe, korzystne i znaczące rezultaty, a jeśli w innych miejscach wiodący uczeń jest niczym litera alif, która ma wartość jeden, to do tego miejsca przybywa ramię w ramię z trzema innymi literami alif i spotyka się z nimi, zaś wówczas dadzą one tysiąc sto jedenaście, zaś w konsekwencji owego połączenia ich wartości - in sza'a-llah - wartość ich świętej służby i nagroda za nią wzrosną po tysiąckroć, a jedna litera alif stanie się tysiącem.
Moi drodzy, wierni bracia!
Powodem, dla którego dzisiaj zabito gwoździami moje okno, były pozdrowienia, jakie przekazałem więźniom w związku z procesem, choć pozornie pretekstem uczyniono coś innego. Nie bądźcie ani trochę zatroskani. Przeciwnie, jako że zajęto się moją skromną osobą, a nie wyrządzono zbyt wielkiej szkody Traktatom Światła i ich uczniom, jestem żarliwie i szczerze rad. Jako że prześladują mnie, znieważając i dręcząc, oznacza to, że nie czynią tego samego z wami i z Traktatami Światła, a ich wtrącanie się do spraw Traktatów Światła w pewnym stopniu słabnie, zatem cierpliwie składam Bogu podziękowania i nie jestem zatroskany. Wy również wcale nie powinniście się denerwować. Moim zdaniem fakt, że nasi ukryci wrogowie kierują uwagę urzędników na moją osobę, jest przykładem Bożej łaski i rzeczą dobrą z punktu widzenia dobra Traktatów Światła i ich uczniów. Niech niektórzy z naszych braci nie wpadają w gniew i nie mówią ostrych słów, niech postępują ostrożnie i nie będą zatrwożeni, niech nie rozmawiają z każdym o tej sprawie. Istnieją szpiedzy, którzy przydają niewłaściwe znaczenie temu, co mówią nasi prostoduszni bracia oraz ci, których zwyczajem jeszcze nie stało się bycie ostrożnymi. Owi szpiedzy robią górę z kretowiska i mogą przekazać informacje o tych słowach. Nasze obecne położenie nie jest tematem do żartów, niemniej jednak wcale się nie martwcie. Znajdujemy się pod ochroną Boga
i postanowiliśmy, że będziemy napotykać wszelkie trudności z doskonałą cierpliwością, zaiste składając Mu podziękowania. Jesteśmy zobowiązani do dziękowania Bogu, ponieważ już niewielkie trudności wydają obfite miłosierdzie i nagrodę.
Dla dwóch ważnych powodów i w konsekwencji potężnego ostrzeżenia, jakie otrzymałem, zostałem zmuszony do tego, aby - w odniesieniu do serca - pozostawić zadanie dotyczące wszystkich mów obrończych tym uczniom Światła, którzy również zostali wysłani do tego miejsca, zaś w przyszłości będą wiodącymi spośród uczniów, a szczególnie H., R., T., F., S.
Powód pierwszy: Zarówno w urzędzie przesłuchującego mnie sędziego, jak i z wielu innych znaków zrozumiałem, że nasi wrogowie, dopóki tylko będą w stanie to czynić, będą starali się, by sprawiać mi trudności, aby powstrzymać mnie przed rozumowym pokonaniem ich, a także, iż otrzymali oni oficjalne powiadomienia w tym temacie. Pod różnymi pretekstami nie pozwolono mi na zabranie głosu, jak gdybym miał okazać polityczne i naukowe męstwo wystarczające do tego, by zmusić do milczenia sąd i doświadczonych dyplomatów. Zaprawdę, podczas przesłuchania na jedno z pytań odpowiedziałem: "Nie wiem". Zdumiony sędzia zapytał: "Jak ktoś o pańskiej nadzwyczajnej inteligencji mógłby o czymś zapomnieć?" Przypuszczają oni, iż cudowna wzniosłość i naukowe odkrycia Traktatów Światła są wytworem mej myśli, stąd też przestraszyli się. Nie chcą pozwolić mi na to, bym przemówił. Ponadto myślą, że ktokolwiek się ze mną spotyka, natychmiast staje się oddanym uczniem Światła, zatem nie pozwalają nikomu na to, by mógł się ze mną spotkać. Minister spraw religijnych powiedział nawet: "Ktokolwiek się z nim spotyka, natychmiast zbliża się do niego; jego siła przyciągania jest niemała".
Oznacza to, że najlepiej dla nas będzie, jeśli przekażę wam moje dzieło. Moje dawne i nowe mowy obrończe, które posiadacie, powinny wziąć udział w waszych naradach w moim zastępstwie. To wystarczy.
Powód drugi: Jego spisanie odkładam na inny czas, jednak zwięzła wskazówka owego ostrzeżenia jest następująca:
Nadzwyczaj potężny obowiązek wskazujący na życie ostateczne, a także wydajny stan umysłu, które przez dwadzieścia pięć lat sprawiały, że porzuciłem politykę, czytanie gazet i inne przemijające rzeczy, powstrzymując mnie od zajmowania się nimi, z całą pewnością powstrzymują mnie również przed szczegółowym zajęciem się tą kwestią. Kiedy naradzacie się z waszymi dwoma obrońcami, niekiedy możecie również przedyskutować mój obowiązek.
Moi drodzy, wierni bracia!
Oto, co zostało mi oznajmione teraz, kiedy odprawiałem modlitwy: Z powodu nadmiernie dobrego zdania na wasz temat, wasi bracia oczekują od was nauki i pomocy, zarówno materialnej, jak i duchowej. Jak sprawy tego świata przekazaliście wybranym (tur. has) uczniom, pozostawiając wiodącym (tur. erkan) uczniom naradzanie się w temacie owych spraw, a mieliście prawo do tego, by tak postąpić, tak wyznaczyliście Traktaty Światła oraz zbiorową osobowość ich uczniów do tego, by wykonywały waszą pracę naukową związaną z wiarą, Koranem i życiem ostatecznym, zaś zbiorowa osobowość owych całkowicie szczerych wybranych (tur. has) uczniów wykonuje wasz obowiązek bardziej gruntownie, niż uczynilibyście to sami, na dodatek do obowiązków członków owej grupy, którzy zawsze do tej pory tak czynili. Na przykład ktoś, kto spotyka się z wami i otrzymuje zwięzłe, pomniejsze instrukcje oraz niewielką radę, z jednej części Traktatów Światła może zaczerpnąć naukę po stokroć większą, a także może uzyskać radę. Rozmyślanie o tym, że zbiorową osobowością tych, których stacja jest nadzwyczaj wzniosła, a ich modlitwy są przyjmowane, jest Nauczyciel oraz pomocnik, który - in sza'a-llah - zawsze będzie mu towarzyszył, było pocieszeniem dla mej duszy oraz dobrą wiadomością, a także sprawiło, iż poczułem spokój.
Moi drodzy, wierni bracia!
W ciągu dwóch dni w nadzwyczajny i znaczący sposób doszło do dwóch niewielkich wybuchów, które pozornie nie miały swej przyczyny, a także nie wyglądały one na przypadek.
Pierwszy: Żeliwny piecyk w mojej celi nagle wydał głośny huk podobny wystrzałowi z rewolweru, zaś grube i mocne żelazo jego dolnej części wybuchło jak bomba, rozdzielając się na dwa kawałki. Krawiec Hamdi był zaskoczony, zaś my pozostawaliśmy zadziwieni, ponieważ podczas tej zimy w piecyku wiele razy znajdował się żar, a jednak piecyk to wytrzymał.
Drugi: Drugiego dnia w celi Feyziego kubek stojący na pokrywie dzbana z wodą rozpadł się bez żadnego powodu i w niesłychany sposób. Przyszło mi na myśl, że to wybuchły, za zezwoleniem Boga nie wyrządzając nam żadnej krzywdy, straszliwe bomby przygotowane przeciwko nam w Ankarze za sprawą naszych mów obrończych wysłanych do sześciu tamtejszych departamentów rządu, zaś zagniewany piec, w którym rozpalono na naszą szkodę, pękł na dwoje, również nie wyrządzając nam krzywdy. Jest również możliwym, iż mój umiłowany piecyk, mój jedyny i jakże pożyteczny towarzysz, wysłuchał mych smutków oraz błagań i przekazał mi wiadomość: "Masz odejść z tego ciemnego lochu, nie ma więc żadnej potrzeby, bym nadal istniał".
Dzisiaj z powodu pewnego duchowego ostrzeżenia czułem niepokój i żal przez wzgląd na was. Właśnie wtedy, kiedy denerwowałem się o niektórych spośród moich braci, którzy niepokojąc się o środki do życia pragnęli szybkiego uwolnienia, pewne błogosławione wspomnienie przyniosło mi prawdę i została mi oznajmiona dobra nowina: Oto za pięć dni rozpoczną się trzy miesiące, które są prawdziwie błogosławionymi miesiącami, a cześć oddawana Bogu podczas nich przynosi wielką zasługę. Jeśli nagroda, jaką dobre uczynki przynoszą w innym czasie, jest dziesięciokrotna, to w miesiącu radżab przewyższa wartość owych uczynków ponad sto razy, w miesiącu sza'ban trzysta razy, a w ramadanie po tysiąckroć, przy czym w ramadanowe piątki jest to wiele tysięcy, a podczas Nocy Przeznaczenia zasługa jest trzydzieści tysięcy razy większa niż dobre uczynki. Z pewnością zatem wysoki zysk przynosi spędzenie owych trzech miesięcy - które są świętym targowiskiem dla wydającego obfite zyski handlu życia ostatecznego, są wyjątkową wystawą dla ludzi wiary i oddawania czci Bogu, a w ciągu owych trzech miesięcy wierni mogą zabezpieczyć osiemdziesiąt lat swego życia - w tej
szkole Proroka Józefa, która zwiększa zyski dziesięciokrotnie. Co tyczy się aktów czci, to w służbie Traktatów Światła przynoszą one pięciokrotny zysk - odnośnie do jakości, nie do ilości - ponieważ ludzie nieprzerwanie wkraczają do tej gospody, następnie zostają z niej zwolnieni, a to służy rozprzestrzenianiu się lekcji Traktatów Światła. Niekiedy szczerość intencji jednego człowieka przynosi korzyść dwudziestu ludziom. Nie ma znaczenia, jeśli taki człowiek cierpi z powodu niewielkich trudności i niedoli, aby tajemnica szczerości intencji Traktatów Światła mogła rozprzestrzenić się wśród nieszczęsnych więźniów, którzy skłaniają się ku temu, by stać się politycznymi bohaterami i wielce potrzebują pociechy Traktatów Światła. Co się tyczy problemu środków do życia, to jako że owe trzy miesiące są targowiskiem życia ostatecznego, byłem zupełnie spokojny i zrozumiałem, że przebywanie w tych murach aż do Bajramu [74]jest wielkim darem, ponieważ jako że wszyscy zostaliście wysłani do tego więzienia w zastępstwie innych uczniów Światła (a niektórzy z was zamiast tysiąca innych), zatem oni dopomogą wam w waszych interesach poza murami więzienia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z całego serca gratuluję wam z okazji miesiąca radżab i jutrzejszej świętej nocy Ragha'ib.
Po drugie: Nie traćcie nadziei, nie martwcie się ani nie bądźcie zatrwożeni. In sza'a-llah, Boża łaska przybędzie nam z pomocą. Bomba, która była przygotowana przez ostatnie trzy miesiące, wybuchła. Wiadomości przyniesione przez mój piecyk, kubek Feyziego i dwie filiżanki Husreva okazały się prawdą, jednak nie przyniosły straszliwej szkody, lecz nieznaczną. In sza'a-llah, ogień całkowicie zgaśnie. Wszystkie ataki miały na celu skompromitowanie mojej osoby i splamienie podbojów Traktatów Światła. Ciosy, które starali się nam wymierzyć z całą mocą człowiek bardziej szkodliwy od utajonego hipokryty z Emirdag (a był on jedynie pionkiem w rękach potajemnych ateistów) i pewien niedouczony
hodża sprzyjający innowacjom, osłabły dwudziestokrotnie. In sza'a-llah, nie zadadzą nam oni ani jednej rany, zaś ich myśli, zamiary i plany tego, by odstraszyć nas od siebie nawzajem oraz od Traktatów Światła, spełzną na niczym. Jest sprawą absolutnie zasadniczą, byśmy przez wzgląd na owe błogosławione miesiące, ufając w to, iż przyniosą nam one obfitą nagrodę, niezłomnie i cierpliwie składali Bogu podziękowania, polegali na Nim i podporządkowali się zasadzie, która mówi:
"Kto wierzy w Boże zarządzenie, jest wybawionym od bycia nieszczęśliwym".
Ten fragment został - za zezwoleniem Nauczyciela - spisany przez prawników Bediuzzamana, kiedy był on przetrzymywany w więzieniu Afyon, i został wysłany do wymienionych ministerstw.
Za zgodność, Sungur.
Wszyscy członkowie Rządu, którzy widzieli ogłoszenie Konstytucji, pierwszą wojnę światową, okres rozejmu, ustanowienie Rządu Narodowego i Republiki, dobrze mnie znają. Niemniej jednak - za Pana zezwoleniem - spojrzymy na moje życie tak, jakby było ono filmem.
Urodziłem się w wiosce Nurs, w prowincji Bitlis. Jako uczeń dyskutowałem z uczonymi, których spotykałem, a dzięki Bożej łasce, pokonując w naukowej debacie wszystkich, którzy mi się sprzeciwiali, dotarłem aż do Stambułu. W Stambule, zdobywając nieszczęsną sławę, jako ofiara spisków mego rywala, zostałem na rozkaz sułtana Abdulhamida zawleczony do przytułku dla obłąkanych. W czasie ogłoszenia Konstytucji zwróciłem na siebie uwagę rządu Partii Jedności i Postępu poprzez moje działania podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca. Stanąłem przed członkami rządu i zaproponowałem im, aby otworzyć w Van uniwersytet muzułmański o nazwie Medresetu'z-Zehra, przypominający Uniwersytet Al-Azhar, a nawet położyłem fundamenty pod tę uczelnię. Po wybuchu pierwszej wojny światowej zebrałem swych uczniów i wziąłem udział w wojnie jako dowódca oddziału milicji. Walczyłem na froncie kaukaskim i zostałem wzięty do niewoli w Bitlis. Uciekłem z miejsca, w którym byłem przetrzymywany i powróciłem do Stambułu. Zostałem wyznaczony na członka Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye. Podczas okresu rozejmu ze wszystkich sił działałem przeciw siłom okupacyjnym, a po zwycięstwie Rządu Narodowego w uznaniu mych zasług zostałem wezwany przez rząd do Ankary, gdzie powtórzyłem swą propozycję otwarcia uniwersytetu w Van.
Życie, jakie prowadziłem do owego czasu, było życiem patrioty. Pragnąłem służyć religii za pomocą polityki. Jednak od tamtej pory całkowicie odwróciłem się plecami do świata i - mówiąc mymi własnymi słowami - pogrzebałem starego Saida. Jako nowy Said wycofałem się
ze świata i całkowicie poświęciłem się życiu ostatecznemu. Odchodząc z życia społecznego, udałem się do pustelni na wzgórzu Yusa Tepesi w Stambule. Później przybyłem do Bitlis i Van, w moje rodzinne strony, i zamieszkałem w jaskini. Pozostawałem sam z przyjemnościami i świadomością mej duszy, co oznacza, że przyjmując za swą zasadę słowa:
"Szukam u Boga schronienia przed Szatanem i polityką", pogrążyłem się w głębiach mego własnego świata duchowego. Spędzając czas na studiowaniu Potężnego Koranu, rozpocząłem życie jako nowy Said, jednak przejawy Bożego zarządzenia wysłały mnie na zesłanie do innych miejsc, zabierając ze sobą tych, którzy mi towarzyszyli, aby spisywali oni inspiracje, zrodzone w moim sercu przez blask Koranu. Wówczas została napisana pewna liczna traktatów, które nazwałem Traktatami Światła. Ta nazwa zrodziła się w mej świadomości, ponieważ zaprawdę opierały się one na świetle Koranu. Wierzę z całkowitą pewnością, że był to wyraz Bożej inspiracji, i powiedziałem tym, którzy służyli mi jako pisarze: "Baraka-llah!" (ar. "Błogosławiony niech będzie Bóg!"), jako że nie jest możliwym, by poskąpić innym światła wiary.
Moje traktaty były spisywane przez wielu wiernych, zaś ludzie wymieniali się ich kopiami. Wykształciłem w sobie przekonanie, iż były one prowadzone przez Boga, aby umocnić wiarę muzułmanów, która doznała szwanku. Pojąłem, że jak wierny nie mógłby stawać na przeszkodzie Bożym namowom, tak ja uznałem za obowiązek religijny namawianie innych do tego, by ich posłuchali. Tak czy owak owe traktaty, których obecnie jest sto trzydzieści, w całości składają się z dyskusji w temacie życia ostatecznego i wiary, a nie zawierają żadnej celowej wzmianki o polityce czy sprawach tego świata, niemniej jednak stały się obiektem zainteresowania licznych oportunistów. Przeprowadzono dochodzenia, a ja byłem aresztowany i wysyłany do więzień w Eskisehir, Kastamonu i Denizli. Odbyły się procesy sądowe, a w ich rezultacie ukazała się prawda i została wyegzekwowana sprawiedliwość, lecz owi oportuniści nigdy nie znużyli się tropieniem nas. Teraz aresztowali mnie i wysłali do Afyon, gdzie jestem więziony i przesłuchiwany. Zarzuty, jakie mi stawiają, są następujące:
1. Założyłeś stowarzyszenie polityczne.
2. Głoszone przez ciebie idee sprzeciwiają się ustrojowi.
3. Ukrywasz cele polityczne.
Świadectwem tego ma być dziesięć lub piętnaście zdań, jakie znaleziono w dwóch lub trzech moich traktatach. Szanowny Panie Premierze! Jak
powiedział Napoleon: "Przynieś mi jedno proste zdanie, któremu nie można nadać innego znaczenia, a każę cię za to ściąć!" Nie ma ani jednego zdania wypowiedzianego przez człowieka, które nie mogłoby stanowić przestępstwa, jeśli przypiszemy mu wymuszone znaczenie. Zwłaszcza pisma kogoś takiego jak ja, kto osiągnął wiek siedemdziesięciu pięciu lat, kto całkowicie wycofał się z życia tego świata i poświęcił swe życie doczesne życiu ostatecznemu, powinny być całkowicie wolne, zaś ów człowiek, będąc blisko dobrej intencji, będzie nieustraszony. Nieuczciwym jest studiowanie owych pism jedynie po to, aby znaleźć w nich coś, co może stanowić przestępstwo; nie jest to nic innego, jak tylko niesprawiedliwość. Żaden z moich stu trzydziestu traktatów nie zawiera jakiegokolwiek zamysłu związanego ze sprawami tego świata. Pochodząc od światła Koranu, wszystkie są związane z życiem ostatecznym i wiarą. Tak czy inaczej, wszystkie procesy, jakie odbyły się do tej pory, doprowadziły do tego samego wniosku, a ich efektem było uniewinnienie, zatem hańbą jest niepotrzebne kłopotanie sądów i odrywanie niewinnych wiernych od ich spraw i od ich dzieła prowadzonego w imię kraju i narodu. Choć stary Said spędził całe swoje życie, mając na względzie szczęście tego kraju i narodu, to jednak jak nowy Said mógłby zajmować się polityką, kiedy ma siedemdziesiąt pięć lat i całkowicie wycofał się ze świata? To jest również Pańskie zdanie.
Mam tylko jeden cel, a jest on następujący: W tym czasie, kiedy zbliżam się do grobu, słyszę w tym kraju, który jest ziemią muzułmanów, pohukiwanie bolszewickich sów. Ten dźwięk niszczy fundamenty wiary muzułmańskiego świata i przywiązuje do siebie ludzi, zwłaszcza młodych, sprawiając, że tracą oni wiarę. Walcząc przeciw niemu ze wszystkich mych sił, wzywam młodych ludzi i wszystkich muzułmanów do tego, by uwierzyli. Walczę przeciwko rzeszom niewiernych. Chcę stanąć przed Bogiem wraz ze swoją walką. Oto wszystko, co robię, zaś jeśli chodzi o tych, którzy mnie powstrzymują, to jestem przerażony, że są oni komunistami! Mym świętym celem jest współpraca z tymi siłami religii, które mocno trzymają się walki przeciwko owym wrogom wiary. Uwolnijcie mnie! Pozwólcie mi pracować, bym mógł zmienić na lepsze zatrutych przez komunizm młodych ludzi, pozwólcie mi pracować dla wiary tego kraju! Pozwólcie mi, bym służył Bożej jedności!
Moi drodzy, wierni bracia!
Najbardziej skutecznym remedium na straszliwe kłopoty i beznadzieję świata, szczególnie w tym czasie, dla porażonych przez nieszczęście, a pośród nich zwłaszcza dla uczniów Światła, jest wzajemne pocieszanie, dodawanie sobie otuchy i wzajemne umacnianie morale, a także - jak postępują prawdziwi i oddani bracia - wzajemne nakładanie balsamu na swoje smutki i cierpienia oraz wzajemne kojenie swych zmartwionych serc. Prawdziwe braterstwo między nami, które wskazuje na życie ostateczne, nie może znieść tego, by ktokolwiek miał czuć się urażony, a także opowiadania się po którejkolwiek ze stron. Pokładam w was całe moje zaufanie i liczę na was, zaś wy wiecie, że ze postanowiłem z radością poświęcić dla was nie tylko własną wygodę, szacunek dla samego siebie i honor, lecz również moją duszę; zaiste, możecie to dostrzec. Przyrzekam nawet, że męka, jakiej ostatnie osiem dni przyczyniło mi poprzez błahy incydent dotyczący dwóch wiodących uczniów Światła, którzy pozornie unikali siebie nawzajem i jeden z nich drażnił drugiego, miast go pocieszać, sprawiła, że moja dusza, serce i umysł zapłakały i zawołały:
"Biada! Biada! Miłosierdzia! Wesprzyj nas, o Najbardziej Miłosierny z miłosiernych! Uchroń nas i ocal nas przed złem szatanów spośród dżinnów i ludzi. Wypełnij serca mych braci wiernością, miłością i wzajemnymi uczuciami braterskimi!"
Moi bracia, twardzi jak stal! Pomagacie mi. Nasza sytuacja jest nadzwyczaj delikatna. Polegałem na was do tego stopnia, że wszystkie swe obowiązki przekazałem waszej zbiorowej osobowości, zatem ze swej strony powinniście natychmiast mi pomóc. Z pewnością ów incydent był błahy, przemijający i nieważny, lecz nawet włos, pyłek, sprężyna zegarka czy źrenica oka sprawiają ból. Ów punkt musi być bardzo doniosły, jako że dokładnie wieści o nim zostały przyniesione przez trzy materialne eksplozje i trzy niematerialne obserwacje.
Moi drodzy, wierni bracia!
Mój piecyk, a także dwa kubki Feyziego, Sabriego i Husreva, rozpadając się przepowiedziały straszliwe nieszczęście. Jest sprawą najbardziej zasadniczą, a także najbardziej potężnym z naszych punktów oparcia, byśmy praktykowali prawdziwą solidarność, byśmy wzajemnie nie zwracali uwagi na swoje błędy, a także byśmy nigdy nie obrażali się na takiego bohatera Traktatów Światła, jakim jest Husrev, jako że zastępuje on mnie i jest ważnym przedstawicielem zbiorowej osobowości Traktatów Światła. Przez ostatnie kilka dni czułem straszne strapienie i rozpacz, i w trwodze powiedziałem sam do siebie: "Nasi wrogowie znaleźli sposób, by nas pokonać". Zarówno mój piecyk, jak też całkowicie poprawna obserwacja, jakiej dokonałem w wyobraźni, przyniosły prawdziwe wiadomości. Strzeżcie się! Strzeżcie się! Strzeżcie się! Szybko naprawcie waszą solidarność, która aż do tej pory była silna jak stal. Jest bardzo możliwe, że ów incydent wyrządzi - szczególnie tej krytycznej chwili - naszej służbie Koranowi i wierze szkodę większą od tej, jaką przyniosło wtrącenie nas do więzienia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Noc wniebowstąpienia Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) jest równa drugiej Nocy Przeznaczenia. Pracowanie tej nocy tak wiele, jak tylko to możliwe, może przynieść tysiąckrotne zwiększenie duchowych zysków. Zgodnie z tajemnicą duchowego współudziału, owej błogosławionej nocy jak niektórzy aniołowie wychwalają Boga czterdziestoma tysiącami języków, tak wy czterdziestoma tysiącami języków wykonacie akty czci i wypowiecie suplikacje. Przyniesie to wielką nagrodę w tym miejscu boleści, zaś wy dzisiejszej nocy poprzez akty czci będziecie składać Bogu podziękowania za to, że nadchodząca burza, która nas dotyczyła, osłabła po tysiąckroć. Wraz z powinszowaniem wam waszej doskonałej ostrożności i roztropności
daję wam dobre nowiny o tym, że Boża łaska względem nas ukazuje się w najbardziej jasny sposób.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z całego serca i całej duszy winszuję wam z okazji Nocy Wniebowstąpienia.
Po drugie: Przez dwadzieścia lat naszym celem było to, by dopóki to tylko możliwe, uczniowie Światła nie zakłócali porządku publicznego. Szkoda, jaką przyniosło nasze uwięzienie, zmniejszyła się po stokroć, co jest znakiem Bożej łaski i cudem wynikającym z waszej wierności i szczerości intencji. Było bardzo prawdopodobne, że ci, którzy nas atakują, wezmą zakłócenie przez nas publicznego porządku i naruszenie bezpieczeństwa za znak potwierdzający ich najważniejsze twierdzenia, a także wykorzystają to jako pretekst do odrzucenia naszej sprawy. Uczyniono górę z kretowiska. W przeciwnym razie ci, którzy czynią górę z kretowiska w tym, co nas dotyczy, mogliby skorzystać z okazji i skłonić wielu ludzi do tego, by dali wiarę oszczerstwom wymierzonym przeciwko nam.
Po trzecie: Nie martwcie się o mnie. Moje przebywanie w tym samym budynku, w którym wy przebywacie, sprawia, że wszystkie moje trudności i strapienia zmniejszają się do zera. Zaprawdę, fakt, że zgromadzono nas tutaj, jest ważny pod wieloma względami, a także na wiele sposobów korzystny dla naszej służby wierze. Zaiste, jako że suplement do mych pisemnych sprzeciwów, który zawierał wiele doniosłych faktów, został wysłany do sześciu departamentów rządu, zwrócił na siebie uwagę ich urzędników i do pewnego stopnia wpłynął na nich, zmniejszyło to do zera wszystkie nasze kłopoty.
Po czwarte: Zajmowanie się Traktatami Światła zarówno rozprasza strapienia, jak też na pięć sposobów może być policzone jako akt czci.
Po piąte: Niedawne nieszczęście zelżało po stokroć dzięki naukom Traktatów Światła. W przeciwnym razie, a to z powodu wrażliwości czasu i miejsca, owo jedno kretowisko stałoby się górami, jak dzieje się wtedy, gdy przytknąć zapałkę do prochu strzelniczego. Zaprawdę, niektórzy urzędnicy powiedzieli: "Ci, którzy słuchają lekcji Traktatów Światła,
nie byli w to zaangażowani. Gdyby tylko każdy słuchał ich nauk, nic by się nie wydarzyło". Dopóki tylko możecie, nie pozwalajcie, aby pewne rzeczy narastały, nie dokładajcie kolejnych trudności do trudów więzienia. Jak uczniowie Światła (tur. Nurcular), tak i inni więźniowie powinni być braćmi i nie gniewać się jeden na drugiego.
Moi drodzy, wierni, szczerzy bracia!
Stało się dla nas obowiązkowym, byśmy, dopóki tylko leży to w granicach naszych możliwości, praktykowali zasady Traktatu o szczerości intencji oraz szczerość intencji w jej prawdziwym znaczeniu, zarówno między nami, jak i w odniesieniu do innych. Otrzymałem pewną informację o tym, że przez ostatnie trzy miesiące przysłano tutaj trzech ludzi, aby sprawili, że moi wybrani (tur. has) bracia oddalą się jeden od drugiego. Ponadto przeciągali oni obrady sądu, aby sprawić, że śmiali uczniowie Światła będą mieli tego dość, aby wstrząsnąć nimi, aby uczynić ich delikatnymi, chwiejnymi i nieufnymi, aby sprawić, że porzucą oni służbę Traktatom Światła. Strzeżcie się! Strzeżcie się! Nie pozwólcie, aby zachwiały się gotowe do poświęceń braterstwo i prawdziwa miłość, jakie zachowaliście aż do tej pory. Jeśli zachwieją się one choćby na jotę, przyczyni nam to wielkiej szkody, ponieważ w Denizli tylko jeden niewielki wstrząs sprawił, że hodżowie tacy, jak (...) trzymali się od nas z daleka. Nasza służba Koranowi i wierze wymaga tego, byśmy poświęcili jeden za drugiego nawet własną duszę, jeśli to konieczne. Prawdziwi entuzjaści nie denerwują się jeden na drugiego z powodu trudności lub zirytowania biorących swój początek z innych rzeczy; z doskonałą pokorą, skromnością i pogodzeniem się z losem przypisują błędy samym sobie i starają się zwiększyć swą miłość i szczerość intencji. W przeciwnym razie dana kwestia zostanie nieproporcjonalnie rozdmuchana i być może spowoduje niemożliwą do naprawienia szkodę. Pozostawiając ten temat waszej przenikliwości, w tym miejscu przerywam.
Moi drodzy, wierni bracia!
W konsekwencji doniosłego ostrzeżenia, jakie otrzymałem, obecnie istnieje jedno lub dwa zadania związane z Traktatami Światła, a oto one: Starajcie się z całej mocy, poprzez lekcje Traktatów Światła, aby nie popadać w spór ani nie zajmować z winy uprzedzeń żadnej ze stron pośród innych nieszczęśliwych więźniów w tej trzeciej szkole Proroka Józefa. Istnieją straszliwi i ukryci podżegacze, którzy starają się wykorzystać okazje, jakie stwarzają różnice, urazy, nienawiść i upór. Jako że - jeśli jest to konieczne - większość z naszych towarzyszy więzienia ukazuje żyłkę bohaterstwa, która czyni ich gotowymi do poświęcenia życia dla ich kraju, narodu i przyjaciół, przeto ci dzielni ludzie powinni poświęcać dla dobra narodu, a także dla ciszy i spokoju w tym więzieniu, swój upór, nienawiść i wrogość, w które w tych burzliwych czasach nie przynoszą żadnych korzyści, lecz są nadzwyczaj szkodliwe, jako że w ten sposób mogą zostać wybawieni od zepsucia tych, którzy potajemnie zaszczepiają przekształcający się w anarchię komunizm. W przeciwnym razie może to doprowadzić w tym czasie do znaczących trudności i niepokojów, co byłoby niczym przytknięcie zapałki do prochu strzelniczego, zarówno dla setki nieszczęsnych więźniów, jak i dla niewinnych uczniów Światła, a także dla miasta Afyon. Może to również doprowadzić do interwencji tajnego stowarzyszenia, które jest obecne tutaj, lecz jego korzenie znajdują się za granicą. Jako że Boże zarządzenie wysłało nas do tego miejsca przez wzgląd na innych więźniów, zaś z powodu ich szczęścia i spokoju umysłu niektórzy z nas nie chcą ich zostawiać; jako że poświęcamy dla nich własną wygodę i cierpliwie znosimy każdą trudność, przeto z pewnością jest sprawą absolutnie zasadniczą, abyśmy przez wzgląd na owych naszych nowych braci, którzy są niczym więźniowie z Denizli, a także przez wzgląd na miesiące sza'ban i ramadan nie gniewali się jeden na drugiego i zaprowadzali pokój, jak czynią to bracia. Tak czy inaczej uważajmy - a ja sam tak uważam - iż należą oni do kręgu uczniów Światła i zaliczajmy ich do ludzi, za których się modlimy.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Zgodnie ze znaczeniem słów:
"Dobro tkwi w tym, czego chce Bóg" w tym, że nasz proces został odroczony, zaś ci z naszych braci, którzy zostali zwolnieni, są tutaj w dniu jego wznowienia, znajduje się wiele przykładów mądrości.
Tak, jako że kwestia Traktatów Światła jest znaczącą dla świata muzułmańskiego w ogóle, a dla tego kraju w szczególności, powinny istnieć ożywione zgromadzenia, takie jak to, aby zwrócić uwagę każdego na prawdy Traktatów, jako że Traktaty Światła jawnie nauczają swych prawd zarówno przyjaciela, jak i wroga, czyniąc to w olśniewający sposób, niezależnie od naszych nadziei i środków ostrożności, niezależnie od tego, że my ukrywamy je, zaś nasi wrogowie starają się je umniejszyć, a także niezależnie od naszej woli. Bez wahania rozgłaszają swe najbardziej prywatne sekrety najdalej żyjącym obcym ludziom. Skoro taka jest prawda, powinniśmy uważać nasze drobne trudności za gorzkie lekarstwo, takie jak chinina, i cierpliwie składać Bogu podziękowania, mówiąc: "To również przeminie, in sza'a-llah".
Po drugie: Oto, co napisałem nadzorcy owej szkoły Proroka Józefa: Jak bolszewicka burza najpierw wybuchła w więzieniach, tak Rewolucja Francuska zaczęła się w więzieniach i wśród więźniów znanych w historii jako "włóczędzy". Z tego powodu zarówno w Eskisehir, jak i w Denizli my, uczniowie Światła, staraliśmy się zmieniać na lepsze innych więźniów, na ile tylko byliśmy w stanie to uczynić. W obu więzieniach osiągnęliśmy nadzwyczajny sukces. Tutaj owe działania będą jeszcze bardziej użyteczne, ponieważ w rezultacie nauki Traktatów Światła w tym delikatnym czasie szkwał, który się rozszalał, był jedynie setną częścią tego, czym mógłby się stać. W przeciwnym razie szkodliwe zewnętrzne prądy, które wykorzystują konflikt oraz takie incydenty i tylko czekają na takie okazje, podpaliłyby proch strzelniczy i spowodowałyby wielki pożar.
Moi drodzy, wierni i niezachwiani bracia, którzy nie upadliście na duchu w obliczu trudności i nie porzuciliście nas!
Z powodu pewnych fizycznych i duchowych boleści moja nakazująca zło dusza zasmuciła się przez wzgląd na was, kiedy oznajmiono mi, co następuje: Jeśli wycierpielibyście dziesięć razy większe trudności, aby spotkać się ze wszystkimi waszymi tutejszymi braćmi, wciąż nie byłyby one wysoką ceną. Jawi się koniecznością, aby - jak w dawnych czasach ludzie prawdy zwykli zbierać się i spotykać przynajmniej raz lub dwa razy do roku - uczniowie Światła co kilka lat zbierali się w szkole Proroka Józefa. Zgodnie z bogobojnością, ascetyczną drogą Traktatów Światła, zgodnie z ich nauczaniem najbardziej potrzebujących, a nawet tych, którzy się im sprzeciwiają, jeśli tylko pozwolić ich zbiorowej osobowości na zabranie głosu, to nawet jeśli pociąga to za sobą tysiąc trudności i boleści, nie mają one żadnego znaczenia. Kilku spośród naszych słabych braci we wcześniejszych więzieniach miało już dość i opuścili oni krąg Traktatów Światła, wyrządzając niezmierną krzywdę samym sobie, lecz nie wyrządzając żadnej szkody Traktatom Światła. W ich miejsce pojawili się bardziej śmiali i szczerzy uczniowie. Ponieważ próby tego świata są przejściowe i szybko przemijają, pozostawiając nam ich owoce i wynagrodzenie, powinniśmy ufać Bożej łasce i cierpliwie składać Bogu podziękowania.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Wyślijcie nieoficjalnie do przewodniczącego sądu dwie ostatnie strony - spisane czy to w starym alfabecie, czy to na maszynie - poprzez kogoś poważnego, kogo uznacie za odpowiedniego do tego zadania. Kiedy to uczynicie, wręczcie mu również następującą notę, spisaną osobno:
Said dziękuje Panu i mówi: "Odbito gwoździe z mego okna, lecz oskarżyciel nie zezwala żadnemu z mych braci ani nikomu, kto się o mnie
troszczy, na to, by do mnie przyszli". Domaga się również, aby zwrócił mu Pan jego drogocenny, cudowny Koran, który znajduje się w sądzie, by mógł go czytać podczas owych błogosławionych miesięcy. Wysłał on trzy dżuzy [75]owego cudownego Koranu do Ministerstwa Spraw Religijnych jako próbki, aby można było wydrukować go fotograficznie. Prócz tego prosi on o jeden ze zbiorów Traktatów Światła, które znajdują się w sądzie, aby mógł czytać go w swej samotności, w uwięzieniu, odosobnieniu i ciężkiej niedoli, aby ów zbiór pocieszył go i stał się jego towarzyszem. Tak czy inaczej trzy lub cztery sądy widziały owe zbiory i nie sprzeciwiły się im. Podobnie były one wielce docenione i chwalone przez wiodących uczonych z Mekki, Medyny, Damaszku, Aleppo i Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, a żaden z owych uczonych nie skrytykował ich ani nie sprzeciwił się im.
Moi drodzy, wierni bracia!
Feyzi ma przy sobie dwie kopie Hizb an-Nuri [76]. Jeśli ich nie potrzebuje, niech jedna z nich zostanie wysłana do mnie, lub też niechaj Mehmed Feyzi spisze inną kopię. Ponadto są tu potrzebne Traktat o ramadanie oraz wydrukowany Wielki Znak (tur. Ayetu'l-Kubra). Szybko zmniejszcie napięcie między wami i naprawcie powstałe szkody. Strzeżcie się! Strzeżcie się! Najmniejsze zboczenie z drogi prostej wyrządza olbrzymią szkodę kręgowi Traktatów Światła. Nie dajcie się ponieść uczuciom powstającym z trudności. Wybuch mego piecyka był wskazówką tego nieszczęścia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Ufając wam ze wszystkich sił, spodziewam się, że zstąpię do grobu ze spokojem umysłu, pozostawiając wam dobro Traktatów Światła. Jestem pewien, że nic nie mogłoby was rozdzielić. Teraz jest już oficjalny komunikat dotyczący straszliwych planów doprowadzenia do powstania
różnic między wiodącymi uczniami Światła. Jako że - jak wymaga tego siła waszej wierności i wasza żarliwa troska o Traktaty Światła - jesteście gotowi poświęcić swoje życie jeden za drugiego, jeśli będzie to konieczne, z pewnością musicie poświęcić także wasze nadzwyczaj błahe, przemijające i nieważne uczucia. W przeciwnym razie przyczynią one niewypowiedzianej szkody w tej krytycznej chwili, a drżę ze strachu przed możliwością tego, że ktokolwiek z was opuści krąg Traktatów Światła, ponieważ przez ostatnie trzy dni ponownie zostałem wstrząśnięty przez niedolę, jakiej nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Teraz pojąłem z całą pewnością, że drobne niczym rzęsa rozdrażnienie tych, którzy są tacy jak wy, na nasze życie w Traktatach Światła oddziałuje niczym bomba. Powiedziałem wam nawet to, że nasi wrogowie zwiększyli swe wysiłki podczas owej burzy (jaką był bunt - uz. red. tur.), aby powiązać nas z buntem. Teraz starają się oni o to, byście oddalili się od siebie. Proszę was w imię naszego mistrza, zbiorowej osobowości Traktatów Światła, nie obstawajcie przy swej drodze, niezależnie od tego, czy jest ona słuszna, czy też nie. Jeśli w owym niezwykłym miejscu ukryte palce wykorzystują do podburzania fakt, iż jesteście razem, niechaj jeden z was przeniesie się do celi Tahiriego.
Moi drodzy, wierni bracia!
Proszę, nie obrażajcie się z powodu wielkiego znaczenia, jakie nadaję temu, że trzej spośród was są rozdrażnieni jeden z powodu drugiego. Jak ja, tak również Husrev i Feyzi są nieco nietowarzyscy i powściągliwi, a ponadto różnią się między sobą temperamentem. Co się tyczy Sabriego, to jest on zaangażowany w życie społeczne poprzez swoich krewnych oraz poprzez sposób, w jaki zarabia na życie, zatem musi być ostrożny. Jako że z powodu owych różnic obranych dróg i temperamentów trzej spośród was mogą nie być w stanie zachować cierpliwości i wyrozumiałości wśród zgiełku, hałasu i tłoku w celi, stałem się zatrwożony i podejrzliwy, ponieważ obecnie nawet niewielka niezgoda wyrządza wielką szkodę.
Moi drodzy, wierni bracia i współuczniowie w tej szkole Proroka Józefa!
Dzisiejsza święta Noc Odpuszczenia (ar. Lajlat al-Bara'a) [77]jest niczym uświęcone ziarno całego roku, niczym program ludzkiego przeznaczenia, a zatem jest tak samo święta, jak Noc Przeznaczenia. Jak podczas Nocy Przeznaczenia każdy dobry czyn daje trzydzieści tysięcy zasług, tak podczas Nocy Odpuszczenia zasługa za takie uczynki i za każdą literę Koranu wzrasta dwadzieścia tysięcy razy. Jeśli w innych porach zasługa jest dziesięciokrotna, to podczas trzech miesięcy (jakimi są radżab, sza'ban i ramadan - uz. red. tur.) wzrasta do setki lub nawet do tysiąca, a podczas dobrze znanych świętych nocy do dziesięciu, dwudziestu lub trzydziestu tysięcy. Owe noce mogą być równe pięćdziesięciu latom oddawania czci Bogu. Jest wysoce korzystne zajmowanie się podczas nich - na ile tylko można - Koranem, poszukiwaniem Bożego przebaczenia i wypowiadaniem modlitw za Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Pokój Boga, Jego miłosierdzie i Jego błogosławieństwa niech będą z wami.
Gratuluję wam z całego serca i z całej duszy z okazji Nocy Odpuszczenia, która może przynieść wiernym zysk równy temu, jaki daje pięćdziesiąt lat oddawania czci Bogu. Z całkowitą pewnością oczekuję od Bożego miłosierdzia tego, że dzięki tajemnicy duchowego uczestnictwa i dzięki blaskowi solidarności, jak niektórzy aniołowie wypowiadają wychwalania Boga czterdziestoma tysiącami języków, tak wszyscy szczerzy uczniowie Światła będą odprawiać akty czci i poszukiwać Bożego przebaczenia tak, jakby czynili to czterdziestoma tysiącami języków.
Po pierwsze: Zgodnie z sugestią niektórych hodżów, którzy popierają innowacje, oskarżenie sprzeciwiło się pewnej kwestii zawartej w Promieniu Piątym, jak gdyby nie uznawało przyjścia Antychrysta spośród muzułmanów (Dadżdżala) i wielu innych Antychrystów. Odpowiedzią na to jest wiarygodny hadis, olśniewający i pewny cud Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie): Kalifat przetrwa w synach mego stryja 'Abbasa, dopóki nie trafi w niszczycielskie ręce Antychrysta [78]. Oznacza to, że kalifat 'Abbasydów przetrwa przez długi czas pięciuset lat, a następnie zostanie starty z powierzchni ziemi przez jednego z trzech Antychrystów, znanych jako Czyngis-chan i Hulagu, który następnie zdradziecko obejmie rządy w islamie. Oznacza to, że ów hadis - jak wskazuje na to wiele innych hadisów - jest jasnym świadectwem tego, iż w świecie muzułmańskim pojawią się trzej Antychryści. Przepowiednie poczynione przez wyżej przytoczony hadis są dwoma jasnymi cudami.
Pierwszą jest przepowiednia mówiąca o tym, że powołany do istnienia kalifat 'Abbasydów przetrwa pięćset lat.
Drugą była przepowiednia mówiąca o tym, że znajdzie on swój kres z rąk Antychrysta zwanego Czyngis-chanem i Hulagu. Czyż jest możliwe by ten, do którego należało prawo szariatu (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), który w księgach hadisów przepowiedział nawet najdrobniejsze rzeczy związane z Koranem i cechami szczególnymi islamu, miał nie przepowiedzieć nadzwyczajnych wydarzeń naszych czasów? Czyż jest w ogóle możliwe, by nie istniały żadne wzmianki o uczniach Światła, którzy niezłomnie służą Koranowi pośród owych osobliwych wydarzeń, w najbardziej rozległej sferze i w najcięższych warunkach, a owoce ich służby potwierdza zarówno przyjaciel, jak i wróg?
I doznali poniżenia i biedy [79]...
Mój drogi bracie Re'fet-beju, przywódco Traktatów Światła i sługo Koranu!
Naród żydowski zawsze przesadzał w swym umiłowaniu życia doczesnego i tego świata, a zatem zasługiwał na ciosy poniżenia i niedoli, jakie spadały na niego w każdym stuleciu. Jednakże w kwestii Palestyny nie chodzi o umiłowanie życia doczesnego i tego świata, lecz o rodzaj znaczącego uczucia narodowego i religijnego, ponieważ Palestyna jest miejscem, w którym pogrzebani są prorocy wysłani do Dzieci Izraela oraz prorocy należący do tego narodu. W konsekwencji tego Żydzi nie doznali natychmiastowych ciosów. W przeciwnym razie ich niewielka grupa nigdy nie mogłaby przetrwać pośrodku wielkich krajów arabskich, lecz szybko zostałaby upokorzona.
Pytanie: Czy istnieje werset koraniczny stwierdzający, iż Ziemia jest kulą, a jeśli tak, to w jakiej surze się znajduje? Waham się co do tego, czy Ziemia jest płaska, czy kulista. Wszystkie kraje położone są na lądach otoczonych przez morze, cóż zatem utrzymuje zewnętrzne granice owych mórz? Proszę, byś dostarczył mi objaśnienia, i całuję twoje dłonie.
Traktaty Światła rozwiązały kwestie tego rodzaju. Muzułmańscy uczeni przyjęli, że Ziemia jest kulą, i nie jest to w żaden sposób sprzeczne z religią. Słowo sath (ar. rozpostarta) w wersecie 88:20 nie wskazuje na to, by ziemia nie była kulą. Uczeni będący autorytetami założyli,
że zwrócenie się w kierunku qibla (tur. istikbal-i kible) [80]podczas odprawiania modlitwy jest obowiązkowe i ma zastosowanie podczas każdej części modlitwy, włączając w to skłon i czołobicie. Jako że zgodnie z prawem szari'a istnieje świetlista linia, sięgająca od Ka'by w górę aż do Tronu Boga, a w dół do ziemi, wykonanie wszystkich czynności modlitwy w kierunku qibla jest możliwe przy tym, że Ziemia jest kulą.
I nie ma żadnej rzeczy, która by nie głosiła Jego chwały[81].
Niech pokój Boga, Jego miłosierdzie i błogosławieństwa będą z wami awsze i na wieki.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z całego serca i z całej duszy winszuję wam z okazji błogosławionego miesiąca ramadan. Niech Wszechmocny Bóg uczyni Noc Przeznaczenia równą tysiącowi miesięcy dla was wszystkich i niech przyjmie ją od was jako liczące osiemdziesiąt lat życie wypełnione aktami czci. Amen.
Po drugie: Jestem zdania, że w naszym pozostawaniu w tym miejscu aż do Święta zawarte są liczne korzyści i przykłady dobra. Gdybyśmy teraz zostali uwolnieni, zarówno stracilibyśmy całe dobro tej szkoły Proroka Józefa, jak też naruszylibyśmy ramadan, który wskazuje jedynie na życie ostateczne, a także splamilibyśmy nasze stany duchowe działalnością tego świata. Zgodnie z zasadą "dobro tkwi w tym, czego chce Bóg", znajdziemy w tym [82]wielką radość, in sza'a-llah.
Ponadto w sądzie pojęliście, iż jako że nasi wrogowie w żaden sposób nie mogą skazać nas zgodnie z ich prawami, omawia się błahe rzeczy, które nie mają znaczenia, takie jak niektóre drobne kwestie zawarte
w niektórych pomniejszych listach, których związek z prawem jest mniejszy niż skrzydełko muchy, ponieważ nie znaleziono żadnego sposobu na zaatakowanie znaczących, powszechnych kwestii Traktatów Światła. Również oczernianie mej osoby, aby odebrać jej wszelkie znaczenie, miast oczerniania rozpowszechnionych i ogólnych kwestii Traktatów Światła oraz ich uczniów, jest dla nas bardzo korzystne; Boże zarządzenie nie pozwala naszym wrogom na wtrącanie się do spraw Traktatów Światła i ich uczniów, a także sprawia, że zajmują się oni moją osobą. Mówię zatem do was i do wszystkich mych przyjaciół: Dla waszego dobra i dla dobra Traktatów Światła przyjmuję całym sercem, a nawet za zgodą mej nakazującej zło duszy, z radością i wdzięcznością, wszelkie trudności nakładane na moją osobę. Jak Raj nie jest niedrogim, tak Piekło nie jest czymś niekoniecznym. Świat i jego udręki są przemijające i ulotne. Ponadto, jako że będziemy pomszczeni po stokroć na Sądzie Ostatecznym, a częściowo także na tym świecie, przeto z powodu złego traktowania, jakiego doznajemy z rąk naszych ukrytych wrogów, powinniśmy raczej współczuć im, niż być na nich zagniewani.
Skoro taka jest prawda, przeto prawdziwym szczęściem jest podporządkowanie się bez trwogi, a z ostrożnością, doskonałą cierpliwością i składaniem podziękowań, wszystkiemu, co zrządzi dla nas Boże zarządzenie, zaufanie Bożej łasce, która nas chroni, a także - wraz z prawdziwie szczerymi, pocieszającymi i serdecznymi przyjaźnią i umiłowaniem naszych braci w tym miejscu - zajęcie się wraz z nimi naszymi suplikacjami, które w ramadanie wydają tysiąckrotną nagrodę, a także staranie się poprzez nasze studia i czytanie o to, by nie przydawać znaczenia owym pomniejszym i przemijającym trudnościom. Fakt, że Traktaty Światła dają nam instrukcje podczas tego najważniejszego egzaminu i najważniejszej próby, a także sprawiają, iż czytają je nawet ich wrogowie, jest ich znaczącym zwycięstwem.
[83]
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: W wiarygodnych hadisach stwierdzono: Poszukujcie Nocy Przeznaczenia w drugiej połowie ramadanu, szczególnie w jego ostatnich dziesięciu dniach [84]. Jest zatem wielkim szczęściem staranie się o to, aby skorzystać z Nocy Przeznaczenia, dzięki której człowiek może zyskać tyle, co przez osiemdziesiąt lat życia spędzonego na oddawaniu czci Bogu, a która prawdopodobnie znajduje się pośród nadchodzących nocy.
Po drugie: Zgodnie ze znaczeniem słów:
"Ktokolwiek wierzy w Boże zarządzenie, jest wybawiony od żalu i smutku", zgodnie ze znaczeniem słów:
"Spoglądajcie na dobrą stronę każdej rzeczy", a także zgodnie ze znaczeniem wersetu:
[85]
powinniśmy obecnie spoglądać na dobrą stronę każdej rzeczy i na ten aspekt, który daje spokój umysłu, aby owe pozbawione znaczenia, szkodliwe, szpetne, bolesne i przejściowe okoliczności nie przyciągnęły niepotrzebnie naszej uwagi i nie zajmowały naszych umysłów. W Słowie Ósmym opisano, jak pewien człowiek wszedł do ogrodu, podczas gdy inny opuścił go. Szczęsny człowiek spoglądał na kwiaty i rzeczy piękne, odpoczywał i radował się, jednak nieszczęśnik patrzył jedynie na rzeczy nieczyste i szpetne, choć nie był w stanie oczyścić ich, zatem mdliło go i był zirytowany miast odpoczywać, aż poszedł on dalej swoją drogą. Etapy życia społecznego człowieka, a zwłaszcza szkoła Proroka Józefa, przypominają ogród. Zawiera on zarówno rzeczy szpetne, jak i piękne, zarówno sprawiające ból, jak i dające szczęście. Rozsądnym człowiekiem jest ten, kto zajmuje się rzeczami pięknymi i przynoszącymi szczęście,
zaś ignoruje rzeczy szpetne i sprawiające ból, a będąc szczęśliwym, składa podziękowania Bogu, miast skarżyć się i narzekać.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Jest bardzo prawdopodobne, że jutrzejsza noc jest Nocą Przeznaczenia. Niektórzy spośród uczonych będących autorytetami stwierdzili, że Noc Przeznaczenia wypada jutro. Nawet jeśli rzeczywiście tak nie jest, to jako że tak uważa umma, in sza'a-llah zostanie przyjęte, że tak jest.
Po drugie: Niepokoję się o samopoczucie naszych braci w celi numer sześć, w której doszło do awantury. W więzieniu, a zwłaszcza w celi numer sześć, mąci palec spoza jego murów. Nasi bracia z tej celi powinni zatem być ostrożni, rozważni i nie mieszać się do niczego.
Po trzecie: Czy wysłaliście fragment do prawnika, aby został odczytany przewodniczącemu sądu? Ponadto, ponieważ chodzi o tę samą sprawę, Halil Hilmi jest prawnikiem nie tylko Sabriego, lecz każdego z nas. Tak go postrzegam. Obecnie powinien on dopomagać naszemu pierwszemu prawnikowi przez wzgląd na nas wszystkich.
Po czwarte: Dałem Sabriemu napisane przez Taskoprulu Sadik-beja wprowadzenie, aby zostało ono przepisane. Jeśli zostało już przepisane, wówczas ta część, która została poprawiona, powinna zostać do niego wysłana, a nowo spisana kopia powinna zostać wysłana do mnie. Mam tutaj kopię krótkiego poematu Sadika. Jeśli nie macie żadnego jego egzemplarza, mogę ją wam wysłać.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Przesyłam życzenia świąteczne zarówno wam, jak i waszym współwięźniom. Uważam, że ci, którzy składają wam życzenia,
postępują tak, jakby złożyli je mnie. Jest tak, jakbym złożył świąteczne wizyty im wszystkim; powinniście to wiedzieć i powinniście powiedzieć im o tym.
Po drugie: Z powodu ostrzeżenia, jakim było rozpadnięcie się bez żadnego powodu mego żeliwnego piecyka, a także dlatego, że w konsekwencji owego wydarzenia postępowaliśmy z całkowitą ostrożnością i powściągliwością, siła owego szkwału zmniejszyła się po stokroć, a proch strzelniczy nie został podpalony. Obecnie moja butelka na wodę rozpadła się w nadzwyczajny sposób i bez żadnego powodu, co informuje nas o tym, że ponownie powinniśmy zachowywać się z doskonałymi samoopanowaniem, cierpliwością i ostrożnością. Oznajmiono mi, że potajemni hipokryci chcą wykorzystać zdeprawowanych rozpustników i komunistycznych odszczepieńców przeciwko pobożnym ludziom, a nawet starają się o to, aby wmieszać się tutaj.
Moi drodzy, wierni i niezachwiani bracia!
Z całego serca winszuję wam szybkiego uleczenia naszej rany, w rezultacie czego ostatniej nocy byłem całkowicie spokojny. Zaprawdę, rozwijanie się Medresetu'z-Zehra, prawdziwa szczerość intencji, samopoświęcenie, porzucenie egoizmu i całkowita pokora kręgu Traktatów Światła zostały przyjęte i rozprzestrzeniają się. Z pewnością bardzo drobne i przejściowe drażliwość, irytacja i rozdrażnienie nie mogą zaszkodzić potężnym naukom Traktatów ani więzom braterstwa. Traktat o szczerości intencji jest najlepszą radą w tej kwestii. Obecnie najgorszą dla nas strategią uderzania w nas samych i w Traktaty Światła, a także wzburzania nas, jest sprawianie, że uczniowie Światła chłodno patrzą jeden na drugiego, a to poprzez wykorzystywanie różnic w ich poglądach
i temperamentach, jak również rozdzielanie uczniów. Z pewnością była to jedynie drobna sprzeczka, lecz rzęsa w oku sprawia taki ból, jakby była kamieniem, zatem moja butelka przyniosła takie wiadomości o owej sprzeczce, jakby była ona poważnym wydarzeniem. Może nawet sto razy przyszedł mi na myśl fakt, że zmarły Hafiz Ali (niech Bóg będzie z niego rad) uskarżał się na taką bardzo drobną sytuację na krótko przed śmiercią, co mnie zasmuciło.
Moi drodzy, wierni bracia!
Wręczyłem pisemne sprzeciwy uczniów naczelnikowi więzienia i powiedziałem mu: "Chcemy wysłać je wraz z końcową częścią moich sprzeciwów na piśmie do Ministerstwa Spraw Religijnych i do Sądu Karnego w Ankarze, które uniewinniły nas i nasze traktaty, a jeśli jest to właściwe, chcemy wysłać również listę błędów wraz z poprawkami, jednak prywatnie i jedynie dla informacji". Powiedział: "Jest to właściwe". Teraz możecie poprosić prawnika o przygotowanie kilku kopii pisemnych sprzeciwów uczniów i dwóch kopii listy błędów.
Ponadto napiszcie do Ministerstwa Spraw Religijnych, aby powiedzieć:
"Jako że całkowicie słusznie napisaliście w swym raporcie w temacie Saida i jego przyjaciół, który w tym czasie wysłaliście do Afyon, że waszym obowiązkiem jest obrona uczonych w religii, zarówno prześladowany Said, jak i jego niewinni towarzysze są niezmiernie wdzięczni Waszemu Ministerstwu. Tak czy inaczej, nasz przypadek jest związany z religią i nauką, zatem powinien dotyczyć on przede wszystkim Ministerstwa Spraw Religijnych, a dopiero później policji, sądownictwa czy innych ministerstw. Z tego powodu zarówno w Denizli, jak i w Afyon, aplikowaliśmy przede wszystkim do Waszego Ministerstwa, przesyłając nasze skargi jego uczonym". Spiszcie jeden akapit wyrażający to znaczenie.
Mój drogi, wierny bracie, Re'fet-beju!
Z szacunku dla Potężnego Koranu, przez wzgląd na twój związek z Koranem i w uznaniu dla dwudziestu lat twej służby wierze poprzez Traktaty Światła, szybko połóżcie kres tej pozornie niewielkiej, lecz z powodu drażliwości naszej sytuacji straszliwej i smutnej sprzeczce między wami, jako że wielce dopomaga ona ukrytym hipokrytom, którzy starają się nas zniszczyć, i jest niczym przytknięcie zapałki do prochu strzelniczego. W przeciwnym razie będzie bardzo możliwe, że z powodu uncji praw osobistych my sami, jak również nasza służba Koranowi i wierze, doznamy całych ton szkody. Przyrzekam, że gdyby jeden z was znieważył mnie w najbardziej straszliwy sposób, gdyby całkowicie podeptał mój honor, lecz nie porzuciłby służby Koranowi, wierze i Traktatom Światła, wybaczyłbym mu, pogodziłbym się z nim i starałbym się nie żywić urazy. Wiesz, że nasi wrogowie starają się skorzystać z okazji, jaką daje najlżejsza niemoralność, zatem szybko pogódźcie się. Przestańcie być rozdrażnieni, co jest bezsensowne i wielce szkodliwe. W przeciwnym razie niektórzy z nas - jak Shemsi, Shefik i Tevfik - pozornie dołączą do tych, którzy się nam sprzeciwiają, wyrządzając wielką szkodę naszej służbie wierze i czyniąc ją niedoskonałą. Aż do teraz Boża łaska wyrównywała nam wszelkie straty, obdarowując nas wieloma innymi braćmi pracującymi wedle tego samego systemu. In sza'a-llah, łaska Boga ponownie przybędzie nam z pomocą.
Moi drodzy, wierni bracia!
Naczelnikowi więzienia najwyraźniej bardzo się spodobały traktaty Największy Znak i Przewodnik dla młodzieży. Teraz chce on otrzymać Laskę Mojżesza (tur. Asa-yi Musa) i Zulfikar. Powiedziałem, że przyniosę mu te traktaty. Jeśli mamy ich kopie tutaj, w Afyon, odłóżcie po jednym egzemplarzu Laski Mojżesza, traktatu Zulfikar (w twardej oprawie, dużego formatu), Przewodnika dla młodzieży i Największego Znaku.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Ten raport odniósł dokładnie taki sam skutek, jak raport z Denizli. Uniewinniono nas w kwestiach, o które byliśmy oskarżeni, lecz aby pochlebić samym sobie i ukazać, że nie są oni uczniami Światła, a także z powodu skłonności do wahhabizmu, nasi wrogowie zaatakowali nas poprzez kilka zarzutów naukowych. Sądzę, że ów raport przyszedł przed spisaniem aktu oskarżenia, ponieważ akt oskarżenia zawiera niektóre punkty z tego raportu, a w takim razie nasza lista błędów i poprawek całkowicie na nie odpowiada. Co o tym myślicie? Ponadto jak podobają się wam moje nowe odpowiedzi? Czy są one trafne? Spisywałem je w wielkim pośpiechu, będąc w fatalnym stanie.
Po drugie: Aż do tej pory nasi przeciwnicy byli pozornie zajęci naszymi osobami i kwestiami stowarzyszenia politycznego, wspólnoty sufich oraz kilku pozbawionych znaczenia prywatnych listów. Jednak obecnie, wraz ze skonfiskowaniem Dającej światło lampy (tur. Siracu'n-Nur) oraz Sześciu ataków (tur. Hucumat-i Sitte), wraz ze zwróceniem uwagi przez komitet rzeczoznawców na Traktaty Światła i z machinacjami naszych ukrytych wrogów, Traktaty Światła, które służą zapewnieniu spokoju w kraju, zostały w pewien sposób zaatakowane. Jak działo się to wiele razy wcześniej, dokładnie w tym samym czasie, kiedy kraj został w ten sposób zaatakowany, nastąpiły - właśnie wtedy, gdy spisywałem tę dyskusję - dwa silne trzęsienia ziemi. To potwierdziło moje stanowisko, mówiąc: "Nie ma potrzeby spisywania owej dyskusji", zatem nie napisałem nic więcej. Następnie dzisiaj usłyszałem o lęku przed wojną. Powiedziałem zatem człowiekowi odpowiadającemu za to miejsce: "Kiedykolwiek Traktaty Światła są atakowane, ziemia wpada w gniew albo też występuje lęk przed wojną. Doświadczyliśmy wielu takich wydarzeń, zatem nie pozostało żadne prawdopodobieństwo tego, by był to przypadek, co też zostało wykazane w sądach". Oznacza to, że mój niedawny straszliwy niepokój o Traktaty Światła, zazdrosne zarzuty komitetu ekspertów i konfiskata ważnej części Traktatów Światła zbiegły się - choć nie zdawałem sobie z tego sprawy - ze zniknięciem Dającej światło lampy, która jest niczym przyjmowana jałmużna i służy odpychaniu nieszczęścia, za zasłoną tego, co skryte, z trzęsieniem ziemi i z lękiem przed wybuchem wojny.
W Jego Imię, niech będzie Mu chwała!
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie martwcie się; znajdujemy się pod ochroną Boga. Liczne przykłady miłosierdzia są wplecione między zewnętrzne trudności. Komitet ekspertów był zobowiązany do tego, by sprzeciwić się jednemu fragmentowi Traktatów, lecz z pewnością w swych sercach owi rzeczoznawcy stali się uczniami Światła.
Moi drodzy, wierni, niezachwiani i nieustraszeni bracia, którzy nigdy nie porzucilibyście pracy na rzecz życia ostatecznego dla tego ulotnego świata!
Nie denerwujcie się tym, że pozostajemy tu trochę dłużej, a nasi wrogowie chcą nieco przedłużyć naszą sprawę. Przeciwnie, bądźcie zadowoleni, jak ja, ponieważ jako że życie nigdy się nie zatrzymuje i gna ku zagładzie, w miejscach boleści, takich jak to, staje się wiecznym dzięki owocom, jakie wydaje dla życia ostatecznego. Co więcej, krąg ludzi, których nauczają Traktaty Światła, powiększa się; na przykład uczeni z komitetu ekspertów są zobowiązani do uważnego przestudiowania Dającej światło lampy. Ponadto jest możliwym, że gdybyśmy teraz zostali uwolnieni, stałoby się to pod jednym bądź dwoma względami przyczyną niedociągnięć w naszej pracy na rzecz sprawy wiary. Choć niedola, jaką cierpię, daleko przekracza wasze niedole, nie chcę zostać uwolniony. Zatem dopóki tylko możecie, starajcie się znosić trudności cierpliwie i bądźcie przyzwyczajeni do tego rodzaju życia, starajcie się znajdować pocieszenie i spokój umysłu w spisywaniu Traktatów Światła i czytaniu ich.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Jeśli to konieczne, mogę wysłać wam dwie kopie listy błędów wraz z poprawkami, zawarte w zakończeniu mów obrończych, które mam tutaj, spisane w nowym alfabecie. Mają one zostać wysłane do Ministerstwa Spraw Religijnych jako dodatek do odpowiedzi dla komitetu rzeczoznawców, a także do Sądu Karnego w Ankarze. Kopia odpowiedzi dla komitetu rzeczoznawców powinna również zostać wręczona tutejszemu sądowi.
Po drugie: To dobrze, że przedłużono naszą sprawę. Aż do teraz ukazywano ją jako drobną i błahą, aby ją pomniejszyć, jednak w tajemnicy przydawano jej wielkie znaczenie. Obecnie sytuacja będzie bardziej korzystna dla naszej pracy na drodze wiary i Koranu, in sza'a-llah.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Gdyby było to możliwe w tym roku, być może niektórzy z nas odprawiliby pielgrzymkę do Mekki (hadżdż). In sza'a-llah, nasza intencja będzie przyjęta tak, jakbyśmy rzeczywiście odbyli pielgrzymkę, a w owym rozpaczliwym położeniu nasza służba wierze i Traktatom Światła wyda wielką nagrodę, równą nagrodzie za hadżdż.
Po drugie: Jako że wielokrotnie mówiliśmy, iż "Traktaty Światła są potężnym i prawdziwym komentarzem do Koranu", oznajmiono mi, że powinienem objaśnić pewien fakt, ponieważ niektórzy nieuważni ludzie nie poznali w pełni jego znaczenia. A oto ten fakt:
Istnieją dwa rodzaje komentarzy do Koranu:
Rodzaj pierwszy jest dobrze znany. Komentarze tego rodzaju tłumaczą i objaśniają frazeologię Koranu, jego słowa i sformułowania.
Rodzaj drugi tłumaczy, udowadnia i objaśnia poprzez potężne argumenty prawdy Koranu związane z wiarą. Ten rodzaj ma wielkie znaczenie. Niekiedy dobrze znane, literackie (tur. zahir) komentarze
zawierają streszczenie komentarza tego rodzaju, jednak Traktaty Światła czynią go wręcz swymi podstawami i są komentarzem znaczeń Koranu, który w bezprecedensowy sposób zmusza do milczenia upartych filozofów.
Po trzecie: Tego ranka zamierzałem coś napisać, lecz nie napisałem. Teraz pojawiła się ta sama kwestia, a urzędnik Salim-bej dał swoje zezwolenie. Niechaj Husrev i Tahiri przyjdą jutro, aby napisać petycję do rządu.
Moi drodzy, wierni bracia!
Czyż rzeczywiście my sami i Traktaty Światła mamy być tym, co najbardziej szkodliwe, aby wszyscy inni pisarze mogli swobodnie pisać i aby wszystkie grupy ludzi mogły swobodnie się spotykać? Jednak muzułmanami pozbawionymi edukacji religijnej nie da się rządzić inaczej, jak tylko poprzez absolutny despotyzm i łapownictwo. Jako że do chwili obecnej żaden muzułmanin nie stał się prawdziwym chrześcijaninem ani żydem, lecz raczej muzułmanin stawał się bezbożny i całkowicie zepsuty, zatem muzułmanin nie może zostać komunistą, lecz staje się anarchistą i nie można rządzić nim inaczej, niż tylko poprzez absolutny despotyzm. My, uczniowie Światła, pracujemy zarówno na rzecz rządu, jak i dla porządku publicznego oraz dla szczęścia kraju i narodu. Ci, którzy się nam sprzeciwiają, są bezbożnymi anarchistami oraz wrogami kraju i narodu. Jest zatem sprawą zasadniczą, że rząd nie powinien wtrącać się do naszych spraw, lecz powinien chronić nas i dopomagać nam.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Uwolnienie takich wydawców Traktatów Światła, jak Re'fet, Edhem, Caliskan i Burhan ukazuje, iż rozprzestrzenianie Traktatów Światła nie jest zabronione, a sąd nie ingeruje w tę sprawę. Jest również znakiem tego, iż postanowiono, że Ruch Światła nie jest stowarzyszeniem politycznym. Ponadto jako że przeciągnięcie naszej sprawy zwróciło powszechną uwagę na Traktaty Światła, będąc niczym powszechne zaproszenie do ich czytania i niczym ich oficjalna reklama, a także wzbudziło u potrzebujących pragnienie ich studiowania, zatem przyniosło nam i wiernym korzyści dalece przewyższające nasze boleści i straty. Jest to znakiem faktu, że - in sza'a-llah - owa uświęcona nauka odniesie skutek bomby atomowej użytej przeciwko napastniczym oddziałom zbłądzenia, które w tym czasie przechodzą do najbardziej straszliwego ataku na całej ziemi.
Moi drodzy bracia!
Otrzymałem poważne ostrzeżenie i znak, i żarliwie, przez wzgląd na Traktaty Światła i z szacunku dla Święta, jak również przez wzgląd na nasze dawne prawa, proszę was, abyście postarali się uleczyć naszą nową i straszliwą ranę, ponieważ nasi ukryci wrogowie działają wedle dwóch planów: Pierwszym jest zniszczenie mego charakteru poprzez wzgardliwe traktowanie, zaś drugim sprawienie, byśmy zaczęli chłodno traktować siebie nawzajem. Powiedziałem wam, że nawet gdyby Husrev miał tysiąc wad, wciąż byłbym ostrożny, jeśli chodzi o występowanie przeciwko niemu, ponieważ obecnie występowanie przeciwko niemu jest bezpośrednim sprzeciwianiem się Traktatom Światła i mnie samemu, a także wspieraniem tych, którzy nas zrujnowali. Jest straszliwą zdradą, zatem bez żadnego powodu przydarzyło mi się coś tak niesłychanego, jak
rozpad mojego piecyka. Jestem również zdania, że ostatnie męki, jakie mi zadano, wynikały z waszego bezsensownego i wielce szkodliwego braku solidarności. Mąci tutaj, a zwłaszcza w celi numer sześć, straszliwy palec. Nie sprawiajcie, bym szlochał podczas Święta, lecz szybko zaprowadźcie serdeczny pokój!
Moi drodzy, wierni bracia!
Chciałem jedynie, by dwaj lub trzej nasi bracia zostali dzisiaj uwolnieni, jednak wskazująca na nas Boża łaska pozostawiła ich tutaj dla ich własnego dobra. Fakt, że nasza sytuacja trwa już około trzech tygodni, jest sprawą absolutnie zasadniczą, ponieważ nasze przebywanie razem podczas Święta jest niezbędne zarówno dla nas samych, jak i dla Traktatów Światła, dla naszego dzieła, dla naszego fizycznego i duchowego komfortu, dla tego, byśmy mogli otrzymać pełny udział w modlitwach pielgrzymów, dla ocalenia przed konfiskatą traktatów, które zostały wysłane do Ankary, dla tego, by mogła rosnąć liczba tych, którzy współczują nam w naszym położeniu i trzymają się Traktatów Światła, a ponadto może być dowodem tego, że nie uciekamy się do zdrajców kraju, narodu i religii poprzez przyzwalanie na ich obecne poważne błędy.
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie mogąc znieść - a to z powodu swej skłonności do wahhabizmu - żarliwego zainteresowania Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) Traktatami Światła oraz docenienia ich przez niego, a także pozostając pod
wpływem bezpodstawnych podejrzeń, które poprzedniego roku sprawiły, że wylano wodę z Zamzam [86], a w tym roku uniemożliwiły ludziom udanie się na hadżdż, komitet rzeczoznawców skierował swą nieuczciwą, niesłuszną i w nieuzasadniony sposób zawistną krytykę ku Promieniowi Piątemu. W tym czasie podejrzenia i trwogi najbezpieczniejszym miejscem dla nas jest więzienie. In sza'a-llah, Traktaty Światła zdobędą wolność zarówno dla nas, jak i dla siebie samych.
Jako że w tych ciężkich warunkach i w obliczu tak wielu przeciwników sprawiły w bezprecedensowy sposób to, że są czytane, sprawiły, że ich uczniowie na różne sposoby pracują w więzieniu, a dzięki Bożej łasce nie pozwoliły na to, by zostali oni zrujnowani, zatem musimy być zadowoleni z tego, co mamy, i składać podziękowania Bogu, miast się uskarżać. To z powodu owego zadowolenia jestem w stanie przetrwać wszystkie me ciężkie niedole. Nie wtrącam się w to, co dotyczy Boga.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z owych dwóch kopii jedna należy do mnie, a druga do naczelnika więzienia. Poprawcie kopię naczelnika tak, by była zgodna z kopią, która zawiera moje odręczne uwagi. Studiując w tym czasie Największy Znak ujrzałem, iż Stacja Druga aż do końca, a także
"rozmowa" w zakończeniu, mają największe znaczenie, i odniosłem dzięki nim ogromną korzyść. Jeden z was powinien czytać, a pozostali powinni słuchać, byście i wy mogli z tego skorzystać. Prócz wprowadzenia poprawek nasi bracia nie powinni pozostawać bezczynni, lecz powinni studiować w parach.
Po drugie: Moja kopia Słowa Dziesiątego, notatnik zawierający listy, a także inne pisma nie powinny zostać utracone ani pozostawać bezczynne. Nadzór nad tym pozostawiam Ceylanowi.
Moi drodzy, wierni bracia!
To, co napiszę, zostało mi oznajmione teraz, kiedy czytałem Dżaldżalutija, w chwili, kiedy przyszło mi na myśl pytanie: "Zastanawiam się, jakie powiązanie zachodzi między słowami summa nun we frazie: Bi-haqqi tabaraka summa nun ła sa'il [87]a Stopniem Dwudziestym Szóstym, który wskazuje na Traktat o Bożym zarządzeniu?" Kiedy czytałem początek sury Al-Qalam: Nun. Na pióro i na to, co oni zapisują! [88], ujrzałem, że słowo nun jest początkiem, podstawą, przedwiecznym źródłem i wiecznym mistrzem wszystkich piór, pism i ksiąg, i wskazuje ono na pióro Bożego zarządzenia i na światło, na światło przedwiecznej wiedzy. Oznacza to, że jak fraza: Na (wiatry) gwałtownie rozpraszające [89]... wskazuje na Traktat o drobnych cząsteczkach poprzez potężne powiązanie, z którego można wywnioskować wskazówkę, tak słowo nun jest potężnym znakiem, wskazującym na Traktat o Bożym zarządzeniu.
Moi drodzy, wierni, niezachwiani bracia!
Po pierwsze: Zgodnie ze znaczeniem słów: "Dobro tkwi w tym, czego chce Bóg" dobro tkwi w tym, że nasza sprawa została odroczona. Moje serce i wolność Traktatów Światła domagają się tego, by tak było. Poprzez wzajemne pocieszanie się i umacnianie swego morale, poprzez uczone debaty i przyjemne rozmowy, poprzez spisywanie i studiowanie Traktatów Światła, odniesiecie sukces, zwracając na siebie uwagę Bożego miłosierdzia, które wykreśla trudności i przekształca owe przemijające godziny w godziny wieczne.
Po drugie: Ponieważ wymieniliśmy życzenia świąteczne w tymczasowym areszcie śledczym, jako świąteczne słodycze przesyłam wam coś, co wiele dla mnie znaczy - miód ze wsi Nurs i wodę ze źródła Zamzam, które przyniósł mi Zubeyir, ów bohater z Konyi. Wlejcie wodę do butelki z miodem i wymieszajcie, a następnie zostawcie wodę Zamzam w tej butelce i pijcie na zdrowie.
Moi drodzy, wierni bracia!
Pewien ważny człowiek zadał ważne i znaczące pytanie. Zapytał mnie:
"Nie jesteście stowarzyszeniem politycznym, a trzy sądy uniewinniły was w tej kwestii, a ponadto zostało to ustalone, ponieważ władze sześciu prowincji, które przetrzymywały cię pod nadzorem przez dwadzieścia lat, nie wysunęły żadnych związanych z tym oskarżeń. Niemniej jednak między uczniami Światła istnieje cudowne przywiązanie, jakiego nie można znaleźć w żadnym politycznym stowarzyszeniu ani w żadnej grupie. Chcielibyśmy, abyś rozwiązał dla nas ów problem".
Oto, co powiedziałem w odpowiedzi:
"To prawda, uczniowie Światła (tur. Nurcular) nie są żadnego rodzaju politycznym stowarzyszeniem ani grupą zorganizowaną dla jakichkolwiek politycznych, doczesnych, negatywnych interesów, czy to osobistych, czy to wspólnych, i nie mogliby stać się takim stowarzyszeniem. Są oni synami, córkami i wnuczętami dawnych bohaterów tej ziemi, milionów wyznawców islamu, którzy z doskonałą radością poświęcili swe życie dla zdobycia rangi męczeństwa. Ukazują oni owo cudowne przywiązanie, ponieważ odziedziczyli ich gotowość do poświęceń, a w sądzie Denizli ich bezsilny i nieszczęsny brat oznajmił w ich imieniu: "Niechaj nasze głowy również poświęcą się dla prawdy, dla której swe głowy poświęciły miliony bohaterów!" Powiedział to w ich imieniu, pozostawiając sąd w zadziwionym i pełnym uznania milczeniu. To oznacza, że pośród uczniów Światła (tur. Nurcular) znajdują się prawdziwi, szczerzy i stanowczy czciciele Boga, którzy działają jedynie dla zadowolenia Boga i dla życia ostatecznego, a straszliwe tajne stowarzyszenia masonów, komunistów, niszczycieli, ateistów, bezbożników i dasznaków [90]nie znalazły nic, dzięki czemu mogłyby się im sprzeciwić, zatem chcą zrujnować ich i rozproszyć poprzez "elastycznie" pojmowane prawa, poprzez wprowadzanie w błąd rządu i sądownictwa. In sza'a-llah, nie będą w stanie niczego uczynić, lecz jedynie staną się powodem, dla którego wzrośnie liczba wyznawców Traktatów Światła i prawdziwej wiary.
Moi drodzy, wierni bracia!
Zamierzam zrelacjonować wam pytanie i odpowiedź sprzed czterdziestu lat, które przypominają wczorajsze pytanie i odpowiedź. W tamtych dawnych dniach, jako że namiętne przywiązanie uczniów starego Saida do ich mistrza było tak wielkie, że prawdziwie poświęciliby dla niego swoje życie, stary Said był w stanie zatrzymać ormiańskich dasznaków na terenach wokół Van i Bitlis, gdzie byli oni bardzo aktywni, a także w pewien sposób zmusić ich do milczenia. Znalazł dla swych uczniów karabiny Mausera i przez jakiś czas jego medresa była niczym koszary, w których obok siebie stały karabiny i książki. Pewien generał z wojska przybył, zobaczył to i powiedział: "To nie jest medresa, lecz koszary". Z powodu wydarzeń w Bitlis ów generał stał się podejrzliwy i zarządził, by odebrano nam nasze karabiny. Miesiąc lub dwa miesiące później wybuchła wielka wojna i odzyskałem moje karabiny. Tak czy inaczej...
W związku z powyższym zapytano mnie: "Ormiańscy rewolucjoniści, pośród których znajdują się żarliwi entuzjaści gotowi do poświęcenia swego życia, boją się ciebie, zatem kiedy wspiąłeś się na górę Erek Dagi w pobliżu Van, wycofali się i odeszli. Jakaż to siła, którą posiadasz, sprawiła, by to uczynili?"
W odpowiedzi powiedziałem im: "Jako że entuzjaści spośród Ormian przejawiają tę cudowną gotowość do poświęceń dla ulotnego życia tego świata i przemijających interesów błahego, negatywnego nacjonalizmu, i atakują nas, przeto z pewnością uczniowie, którzy dokładają starań na rzecz wiecznie trwającego życia i na rzecz wielkiej i uświęconej narodowości muzułmańskiej, a także wierzą, że wyznaczonej godziny śmierci nie można zmienić, nie pozostaną w tyle za owymi entuzjastami.
Jeśli to konieczne, bez wahania i z dumą poświęcają wyznaczoną godzinę i kilka lat iluzorycznego, zewnętrznego życia dla milionów lat prawdziwego życia, dla dobra i interesów miliardów swych towarzyszy w wierze".
Moi drodzy, wierni, oddani i życzliwi bracia!
Przez dwa dni z powodu grypy bolała mnie głowa i wszystkie nerwy. Potrzebując w takich okolicznościach pociechy i towarzystwa, jakie daje spotkanie z przyjaciółmi, byłem uciskany przez straszliwą samotność i odosobnienie. Przyszły mi na myśl skargi w rodzaju: "Dlaczego cierpimy tę mękę? W jaki sposób przynosi to korzyść naszemu dziełu?"
Tego ranka oznajmiono mi, co następuje: Poddanie nas temu rygorystycznemu przesłuchaniu i wielokrotne uderzanie w nas jest kryterium, które pozwala jasno zobaczyć, czy jesteśmy złotem, czy mosiądzem; nieuczciwy pod każdym względem proces i przesiewanie nas trzy lub cztery razy przez coraz drobniejsze sita, aby ujrzeć, czy nasze nakazujące zło dusze mają swój udział w naszym postępowaniu lub czy używają jakichkolwiek sztuczek - to wszystko jest w najwyższym stopniu niezbędne dla naszej służby, która powinna być wykonywana wyłącznie i jedynie w imię prawdy, dlatego zostało dozwolone przez Boże zarządzenie i przez łaskę Wszechwładnego. Poprzez wystawienie nas na owo pole procesu i przesłuchania, poprzez skonfrontowanie nas z upartymi, niesprawiedliwymi wrogami i ich pretekstami, każdy zrozumiał, że nasza służba jest wolna od wszelkiego oszukaństwa, egoizmu, od wszelkiej złej woli, że nie łączą się z nią żadne interesy osobiste, czy to doczesne, czy to wskazujące na życie ostateczne, że jest ona całkowicie szczera i ma swój początek w prawdzie. Gdyby pozostało to ukryte, można by było przydawać jej liczne znaczenia. Rzesze wiernych nie miałyby do niej zaufania; powiedzieliby oni: "Być może jesteśmy przez nich okłamywani", a pewne podejrzenia miałaby także elita. Myśląc: "Być może postępują oni tak samo jak ci, którzy sprzedają samych siebie dla zyskania wysokiej rangi duchowej i dla zdobycia zaufania", ludzie nie byliby zupełnie przekonani do naszej służby. Teraz, po przesłuchaniu, nawet najbardziej zaciekły i uparty człowiek zmuszony jest do pogodzenia się z tym. Jeśli wasza trudność jest jedna, to wasza korzyść jest tysiąckrotna. In sza'a-llah.
Dokładnie wtedy, kiedy poprzez rygorystyczne zakazy nasi wrogowie starają się odstraszyć ode mnie ludzi z każdego miejsca, reklama w gazetach, dotycząca wydarzeń, które miały miejsce, kiedy byłem jeńcem wojennym, zwiększyła ich zainteresowanie. Wczoraj trzej urzędnicy, którzy przychylnie patrzą na znieważanie mojej osoby, powiedzieli na dziedzińcu więzienia: "Kiedy Said ukazuje się w oknie, ludzie gromadzą się i patrzą na niego. Albo nie może on podchodzić do okna, albo też przeniesiemy go do innej celi". Powiedział mi to naczelnik dozorców. Jednak wcale się nie martwcie. Postanowiłem, że zniosę wszelkie trudności. In sza'a-llah, dzięki błogosławieństwom waszych modlitw, niedola stanie się radością.
Zaiste, owe wydarzenia są prawdziwe, lecz ponieważ nie miałem żadnych świadków, nigdy nie opisałem ich szczegółowo. Nie wiedziałem, że rosyjski dowódca powiedział wtedy kilka słów po rosyjsku tytułem przeprosin. Oznacza to, że te słowa zrozumiał major spośród muzułmanów, który był przy tym obecny i zrelacjonował owo wydarzenie dla gazety; zdawało się, że dowódca kilka razy powiedział: "Wybacz mi!"
Moi bracia! Kiedy zajmuję się Traktatami Światła, niedola zmniejsza się. Oznacza to, że naszym obowiązkiem jest zajmowanie się Traktatami przy nieprzydawaniu znaczenia przemijającym rzeczom, a także cierpliwe składanie podziękowań Bogu.
(Ten artykuł ukazał się w magazynie Ehl-i Sunnet, w numerze z piętnastego dnia miesiąca teshrin-i evvel 1948 roku. Został on napisany przez właściciela gazety, który jest prawnikiem).
Podczas pierwszej wojny światowej Bediuzzaman został wzięty do niewoli tego samego dnia, którego ja zostałem ranny i wzięty do niewoli w Bitlis. Został on wysłany na Syberię, do jednego z wielkich obozów jenieckich, ja zaś byłem przetrzymywany na wyspie Nargin niedaleko Baku.
Pewnego dnia obóz odwiedził wielki książę Nikołaj Nikołajewicz, aby przeprowadzić inspekcję jeńców. Kiedy przechodził przed Bediuzzamanem, ten nie zwrócił na niego żadnej uwagi, nie kiwnąwszy nawet palcem. Zwróciło to uwagę głównodowodzącego. Pod jakimś pretekstem przeszedł przed nim po raz drugi i ponownie Bediuzzaman nawet nie drgnął. Głównodowodzący przeszedł przed nim po raz trzeci i zatrzymał się. Nastąpiła następująca wymiana zdań:
-Czy wiecie, kim jestem?
-Tak, wiem. Jest pan Nikołajem Nikołajewiczem, stryjem cara i głównodowodzącym Frontu Kaukaskiego.
-Dlaczego mnie znieważyliście?
-Proszę o wybaczenie, lecz nie znieważyłem pana. Czynię jedynie to, czego wymaga moja religia.
-A czego wymaga wasza religia?
-Jestem uczonym muzułmańskim i mam wiarę w sercu. Ktoś z wiarą w sercu jest lepszy od tego, kto jej nie ma. Gdybym powstał, okazałbym brak szacunku dla swojej religii. Z tego powodu nie powstałem.
-W takim razie, mówiąc, że nie mam wiary, znieważyliście zarówno moją osobę, jak i armię, do której należę, mój naród i cara. Natychmiast zbierze się sąd wojenny i zostaniecie przesłuchani.
Na ten rozkaz powołano sąd wojenny. Wszyscy tureccy, niemieccy i austriaccy oficerowie w kwaterze błagali Bediuzzamana, by ten przeprosił głównodowodzącego, jednak Bediuzzaman odpowiedział następująco:
-Chcę udać się w podróż do królestwa życia ostatecznego, gdzie stanę w obecności Posłańca Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a żeby się tam udać, muszę mieć paszport. Nie mogę postąpić sprzecznie z moją religią.
W obliczu tych słów nikt nie śmiał otworzyć ust. Oczekiwano na wynik dochodzenia. Przesłuchanie wstrzymano i wydano wyrok śmierci za znieważenie cara i rosyjskiej armii. Bediuzzaman z radością powiedział oficerowi dowodzącemu plutonem egzekucyjnym: "Proszę dać mi kwadrans, bym mógł wypełnić swoje obowiązki". Obmył się i odprawiał modlitwę z dwóch rakatów, kiedy ukazał się Nikołaj Nikołajewicz, który powiedział:
-Proszę o wybaczenie. Sądziłem, że postąpił pan tak, jak postąpił, aby mnie znieważyć, zatem zgodnie z prawem postawiłem pana przed sądem. Teraz jednak rozumiem, że jedynie postępował pan zgodnie z pańską religią i wykonywał pan to, co ona nakazuje. Unieważniłem wyrok. Zasługuje pan na szacunek z powodu niezłomności pańskiej wiary. Przeszkodziłem panu, więc jeszcze raz proszę o wybaczenie.
Major, który był jednym z towarzyszy Bediuzzamana, opisał ów wielki przymiot jego charakteru i niezłomność jego wiary, które są godne naśladowania przez wszystkich muzułmanów, a także zaświadczył całe zdarzenie. Kiedy tego słuchałem, moje oczy mimowolnie wypełniły się łzami.
Moi bracia!
Nie mam apetytu, a ponieważ podarunki mnie denerwują, przesyłam wam swój udział, który składa się z trzech porcji masła, kosza winogron, torby jabłek, dwóch paczuszek herbaty oraz cukru. Zamierzałem dać je wam w podarunku, lecz zapytałem o to i okazało się, że wy również macie trochę jedzenia. Za pieniądze uzyskane za owe rzeczy zamierzam kupić jogurt, jaja i chleb, aby Medresetu'z-Zehra nie była ze mnie niezadowolona, aby nie powiedziano, że nie jem tego, co dostaję w podarunku. Wyślijcie
owe rzeczy tym, którzy ich potrzebują i zasługują na nie, sprzedajcie je tanio, aby podarunki Medresetu'z-Zehra i jej gałęzi były błogosławione pod dwoma względami, by były uleczeniem zarówno dla mnie, jak i dla tych, którzy je otrzymają. Niech Husrev ma nadzór nad tą sprawą, a Ceylan i Hifzi niechaj wysyłają jedzenie.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Oto, co oznajmiono mi w związku z dotyczącym mnie artykułem w gazecie: Dowódca pochodzący z rosyjskiej rodziny cesarskiej powściągnął swój gniew w obliczu dostojeństwa twej wiary i przeprosił, zatem jeśli urzędnicy, którzy widzieli prawdziwie potężne i szczere nauki Traktatów Światła - po stokroć lepsze od tych, jakich sam mógłbym udzielić - dające człowiekowi niezłomną wiarę, trwają w swym uporze i nie chcą spojrzeć na tę sprawę uczciwie, to z pewnością nie może ich oczyścić żadna inna kara, jak tylko Piekło. Kara za tak ogromną zbrodnię nie mogłaby zostać wymierzona podczas krótkiego czasu życia doczesnego, ponieważ z oliwą nie jest tak, jak z mlekiem czy jogurtem - kiedy się zepsuje, staje się niejadalna. In sza'a-llah, Traktaty Światła ocalą większość z owych urzędników przed zepsuciem.
Po drugie: Niech Mehmed Feyzi napisze do Bedriego i powie mu, że włączam do swych modlitw wszystkich tych, którzy zostali wymienieni w jego liście. Oni również powinni modlić się za mnie.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Oznajmiono mi, że powinienem opisać zdumiewające i pouczające traktowanie, z jakim spotkałem się podczas dwóch okresów mej niewoli. Było, jak następuje:
Przebywałem w obozie w Kostromie, w Rosji, wraz z dziewięćdziesięcioma innymi oficerami, którzy byli przetrzymywani jako jeńcy wojenni. Zwykłem od czasu do czasu dawać im nauki religijne. Pewnego dnia przyszedł rosyjski komendant obozu, zobaczył to i powiedział: "Ten Kurd był dowódcą oddziału milicji i wyrżnął wielu naszych ludzi, a teraz daje tutaj nauki polityczne? Zabraniam tego! Nie może on udzielać żadnych nauk". Dwa dni później przyszedł ponowne i tym razem udzielił pozwolenia, mówiąc: "Ponieważ tym, czego pan naucza, nie są kwestie polityczne, lecz religijne i moralne, może pan nadal to czynić".
Podczas mej drugiej niewoli, tutaj, w tym więzieniu, urzędnicy zabronili jednemu z moich bliskich braci przybycia do mnie, choć od dwudziestu lat słuchał on, jak czytam Traktaty Światła, a sam czyta lepiej ode mnie. Nie pozwolili również na to, by przybyli do mnie ci, którzy troszczyli się o moje podstawowe potrzeby, aby nie mogli otrzymywać nauki ode mnie. Jednakże Traktaty Światła sprawiają, że nie jest potrzebna jakakolwiek inna nauka, a my nie mamy innych nauk prócz nauk Traktatów Światła, nie mamy też żadnych tajemnic, które nie zostałyby ujawnione. Tak czy inaczej, pewne okoliczności sprawiły, że przerywam tę długą historię.
Moi drodzy, wierni bracia!
Dwa lub trzy razy doświadczyłem ważnego stanu umysłu. Trzydzieści lat temu, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, ów stan sprawił, że porzuciłem olśniewające życie społeczne Stambułu, i zabrał mnie na wysokie wzgórze, znane jako Yusha Tepesi (tur. Wzgórze Jozuego), gdzie nie pozwoliłem sobie nawet na to, by towarzyszył mi zmarły Abdurrahman, który troszczył się o moje potrzeby, a wówczas przebywał w Stambule i był pierwszym z uczniów Światła i pierwszym z bohaterów Traktatów Światła. Teraz zacząłem doznawać pierwszych etapów stanu umysłu podobnego do owej duchowej rewolucji, która ukazała naturę nowego Saida. Sądzę, iż jest to znak tego, że ukaże się trzeci Said, który całkowicie porzuci ten świat. Oznacza to, że moje obowiązki będą wykonywać Traktaty Światła oraz ich bohaterscy uczniowie i nie pozostanie już żadna potrzeba, bym ja również je wykonywał. Tak czy inaczej, wszystkie wszechstronne
części Traktatów Światła i wszyscy ich niezachwiani i szczerzy uczniowie przekazują ich naukę daleko lepiej, niż czynię to ja sam.
Po pierwsze: Na podstawie wielu znaków przypuszczam, że spośród zbiorów, które zostały opublikowane, największe znaczenie przydaje się Przewodnikowi dla młodzieży. Sądzę, że traktat Powietrze. Okno otwierające się na Bożą jedność (tur. Huve Nuktesi) przetrącił grzbiety ukrytych ateistów, którzy są naszymi wrogami, a także roztrzaskał na kawałki bożka natury, będącego ich podporą i oparciem, ponieważ choć było do pewnego stopnia możliwe ukrycie owego bożka w gęstej ziemi, nie było to możliwe w przypadku przejrzystego powietrza. W efekcie tego, z powodu ich upartej niewiary i zatwardziałego odszczepieństwa, wprowadzili oni w błąd sądownictwo i podburzyli je przeciwko nam. In sza'a-llah, Traktaty Światła sprawią, że członkowie aparatu sądownictwa spojrzą na nas łaskawie, i sprawią, że również ten atak spełznie na niczym.
Po drugie: Obecnie zarówno magazyn Ehl-i Sunnet, jak również tutejsza gazeta, płomienna odpowiedź Zubeyira oraz zajęcie się przez naszych wrogów Traktatami Światła stały się ich skuteczną reklamą. Spójrzcie na dotyczące nas fragmenty publikacji, które sprawiłyby mi przyjemność, a następnie poinformujcie mnie o nich.
Moi drodzy, wierni bracia! Mustafo, Mehmedzie, Ibrahimie i Ceylanie!
Po pierwsze: Wczoraj widziałem was pochłoniętych rozmową, byłem zachwycony i zadowolony. Słuchałem tak szczęśliwy, jakbym
był u waszego boku. Wtedy nagle ujrzałem, że po obu stronach byli słuchający was ludzie. Trwało to przez półtorej godziny. Zmartwiłem się i powiedziałem sam do siebie: "Czyż jest możliwe, by wśród owych słuchających znajdował się szpieg, który zrobi górę z kretowiska i nada słowom niewłaściwe znaczenie? Może on uważnie słuchać, lecz gawędzący bracia z powodu ich radości i braku ostrożności nie patrzą na tych, którzy ich słuchają, i nie są ostrożni". Wysyłam wam te słowa jako odpowiedź. Dzięki Bogu, wiedziałem o tym, że nie zostało powiedziane nic, co mogłoby nam zaszkodzić, jednak w tym drażliwym czasie musimy być ostrożni.
Po drugie: Z listu napisanego przez Hodżę Hasana pojąłem, że jego dobra opinia o mnie jest po stokroć większa niż moja zasługa, a także, że stanie się on wydawcą Traktatów Światła pracującym wedle tego samego systemu, co bohater Denizli, zmarły Hasan Feyzi. In sza'a-llah, inni podobni Hasanowi Feyziemu ukażą się również w Afyon i nie pozostaną w tyle za uczniami Światła z Denizli, co przekształci nasze trudności w miłosierdzie.
Moi bracia!
Nie byłem ciekaw tego, co piszą gazety, lecz wspierające nas artykuły, które w tym czasie ukazały się zarówno w Ehl-i Sunnet, jak w Sebilur-Resad, wprawiły w zmieszanie zawistnych ludzi, którzy się nam sprzeciwiają, oraz potajemnych, wrogich nam ateistów. Możliwość tego, że będą starali się oni uciszyć naszych przyjaciół, uczyniła mnie niespokojnym.
Po pierwsze: Nasze kłopoty, które są przekształcane w miłosierdzie.
Po drugie: Przyjemność, jaką można odnaleźć w sprawiedliwości Bożego zarządzenia,, oraz ulga, jaką przynosi podporządkowanie się Bożemu zarządzeniu.
Po trzecie: Radość wynikająca ze szczególnej Bożej łaski dla uczniów Światła.
Po czwarte: Przyjemność wynikająca z tego, że nasze boleści stają się przejściowe i przemijają.
Po piąte: Znacząca nagroda.
Po szóste: Brak wtrącania się w to, co dotyczy Boga.
Po siódme: Cierpienie jedynie nieznacznych trudności i lekkich ran, nawet w obliczu najcięższych ataków.
Po ósme: Fakt, że owe trudności stają się bardzo nieznaczne w porównaniu z tymi, jakie cierpią inni.
Po dziewiąte: Szczęście będące efektem powszechnego zachęcania do Traktatów Światła, które bierze swój początek z dociekliwego sprawdzania i badania naszej służby Traktatom Światła i wierze.
Te dziewięć duchowych radości jest balsamem i lekarstwem tak kojącym i słodkim, aż nie można tego opisać; łagodzą one nasze straszliwe cierpienia.
Moi drodzy, wierni i niezłomni bracia!
Wszystkie podstępy i ataki hipokrytów z ostatnich dziesięciu miesięcy, a także zatrzymanie przez nich pewnego urzędnika, nie zachwiały nawet najmłodszym z uczniów. Ich oszczerstwa nie mają żadnego znaczenia.
Wobec setki kłamstw, których dowiedliśmy, pewien urzędnik znalazł w jednym z naszych listów jeden, jedyny błąd, o którym powiedział, że jest on sprzeczny z faktami - wzmiankę o tym, że gazeta doniosła, iż były gubernator został awansowany. Był to jednak błąd gazety. Tak czy inaczej, takie oszczerstwa takich ludzi nie wywierają na nas dosłownie żadnego efektu i, in sza'a-llah, nie przyniosą żadnej szkody kręgowi Traktatów Światła. Jak powiedziałem wam wcześniej, nie przywiązujcie żadnej wagi do pisemnych kalumnii owego urzędnika, nie pozwólcie, by splątały one wasze idee. Jeśli istnieje jakakolwiek kwestia prawna, na którą odpowiedź nie znajduje się w mojej mowie obrończej, odpowiadajcie zwięźle i mówcie: "Said mówi: Aby nie drażnić trzech sądów, które nas uniewinniły, ani nie znieważać ich, nie zamierzam przydawać znaczenia owemu złośliwemu oskarżeniu poprzez odpowiadanie na nie. Moja długa mowa obrończa, a zwłaszcza dziesięć punktów ukazujących, iż oskarżenie jest na dziesięć sposobów bezprawne, dostarczają wyczerpującej i słusznej odpowiedzi...".
Po pierwsze: Przykładem Bożej łaski jest fakt, że nie usłyszano oszczerczego aktu oskarżenia owego człowieka. W przeciwnym razie przemówiłbym gwałtownie, powiedziałbym przewodniczącemu sądu: "Wzywam cię przed sąd, to jest wzywam ciebie i twoją niesprawiedliwość przed Sąd Najwyższy i Sąd Ostateczny, a także wzywam zniewagę dla prawa, jakiej się dopuściłeś, przed sąd tego świata". Powodem, dla którego powiedziałem, że nie mam adwokata, była chęć powiedzenia im, że w kwestiach ogólnych jest on prawnikiem nas wszystkich, a jeśli chodzi o ataki na moją osobę, to tylko ja mogę na nie odpowiadać. Możecie powiedzieć to Ahmedowi Hikmetowi.
Po drugie: Nasze dawne mowy obrończe wystarczą, by odpowiedzieć na zarzuty oskarżyciela.
Po trzecie: Mustafa Osman i Ceylan napisali mi i powiedzieli, co o tym myślą, a także o tym, że nie przyczyniło im to żadnej niewygody ani też nie wywrze żadnego niekorzystnego efektu na krąg Traktatów Światła. Widziałem bohatera Tahiriego, który był tego samego zdania. Byłem ciekaw, co myślą o tym Husrev, Feyzi i Sabri.
Po czwarte: Sądzę, iż powodem, dla którego niewiara i zbłądzenie atakują nas obecnie, przyjmując postać tajnych stowarzyszeń i ugrupowań politycznych, jest fakt, iż Boże zarządzenie sprawiło, że męczą nas poprzez swą krańcową tyranię i oskarżanie nas o to, że jesteśmy stowarzyszeniem politycznym. Oznacza to, że nadrzędną potrzebą jest potrzeba zjednoczenia się wiernych. Byliśmy nieświadomi tego faktu, zatem słusznie otrzymaliśmy cios od Bożego zarządzenia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Kiedy despotyczny rząd uniemożliwia ludziom udanie się na hadżdż, rozlewa wodę z Zamzam, zezwala na to, byśmy byli traktowani nadzwyczaj niesprawiedliwie, nie przywiązuje żadnego znaczenia do konfiskaty traktatu Zulfikar i Dającej światło lampy, awansuje urzędników, którzy złośliwie i bezprawnie nas dręczą, nie słyszy wyrażanego językiem usposobienia głośnego płaczu z powodu prześladowań w naszym domu - w takim czasie najlepszym miejscem, w jakim można przebywać, jest więzienie. Jedynie byłoby najlepiej, gdybyśmy - jeśli to możliwe - zostali przeniesieni do innego więzienia.
Po drugie: Jak nasi wrogowie zmuszają najbardziej nieodpowiednich ludzi do tego, by czytali najbardziej poufne traktaty, tak nalegają na to i zmuszają nas do tego, byśmy stali się stowarzyszeniem politycznym. Nie czujemy jednak żadnej potrzeby, by stać się stowarzyszeniem politycznym czy tajnym ugrupowaniem rewolucyjnym jakiegokolwiek rodzaju, jako że pośród uczniów Światła, dzięki szczerości intencji i samopoświęceniu, w wysokim stopniu rozwinęło się muzułmańskie braterstwo zjednoczonej wspólnoty wiernych. Z potężnym oddaniem, jakie odziedziczyli po milionach swych przodków, uczniowie Światła są przywiązani do prawdy, dla której ich przodkowie poświęcili swe życie, a to aż do tej pory sprawiało, że nie pozostawała żadna potrzeba utworzenia jakiegokolwiek stowarzyszenia - oficjalnego czy politycznego, tajnego czy jawnego - ani jakiegokolwiek ugrupowania rewolucyjnego. To oznacza, że obecnie zaszła potrzeba, dla której Boże zarządzenie postanowiło, iż nasi nieprzyjaciele
będą nas prześladować. Zadręczają nas oskarżeniami dotyczącymi wyimaginowanego stowarzyszenia politycznego, a Boże zarządzenie ich rękami zadaje nam cios, mówiąc: "Dlaczego nie przejawialiście całkowitej szczerości intencji i doskonałej solidarności, dlaczego nie byliście doskonałą 'partią Boga' [91]?", i postępuje sprawiedliwie.
Po pierwsze: Wiem, że nie potrzebujecie pocieszenia. Umacniajcie wzajemnie swoje morale, a to wystarczy. Mnie wystarczają wersy, które zawiesiłem na przeciwległej ścianie. Stało się zrozumiałym, że ostatni atak był całkowicie nieuzasadnionym i bezprawnym zastraszaniem, a także efektem bezpodstawnych podejrzeń i słabości. Jednakże stanowisko ludzi i policji było pewnego rodzaju sprzeciwem wobec tego bezsensownego ataku.
Po drugie: Czy moja mowa obrończa jest odpowiednia do tego, by odpowiedzieć również na nowe zarzuty? Ponadto czy Zubeyir i prawnicy pracują? Nie są zaniepokojeni, nieprawdaż? Nie powinni w ogóle się martwić. Z punktu widzenia kwestii, o które jesteśmy oskarżani, nasi wrogowie powinni oskarżyć wszystkich, którzy mają swój udział w braterstwie wiary, a nawet wszystkie zgromadzenia i wszystkich imamów, uczniów wszystkich mistrzów i nauczycieli. Jeśli w panice miast rzeczywistych wydarzeń wykorzystują jedynie możliwości i atakują nas z powodu niesłychanych złudzeń, oznacza to, że ich przeciwnicy znacząco wzrośli w siłę.
Po trzecie: Wedle mego zdania powinniśmy pozostać w więzieniu aż do wiosny, a tak czy inaczej wszystko zmierza ku zastojowi w zimie. In sza'a-llah, łaska Boga ponownie przybędzie nam z pomocą.
Nasz umiłowany Mistrzu!
Choć podstawowym obowiązkiem uczonych z komitetu rzeczoznawców była obrona i ochrona wiernych, a szczególnie tych, którzy wspierają Koran, to poprzez swe stronnicze raporty w naszej sprawie doprowadzili oni do tego, że władze sądownicze Afyon podjęły przeciwko nam najbardziej drobiazgowe dochodzenie, że przez osiem miesięcy poddawali cię, nasz umiłowany Mistrzu, najcięższemu prześladowaniu; ów raport stał się przyczyną tego, że przedłużyło się uwięzienie nas, twoich uczniów, i przyczyną studiowania niezaprzeczalnie cudownych prawd Traktatów Światła w duchu zawiści. Bez wątpienia twe pisemne odpowiedzi na ich raporty, które podburzyły przeciwko nam sąd w Afyon, były dziełem twej litości. Nie mówiąc już o obronie ciebie, nasz umiłowany Mistrzu, który od dwudziestu pięciu lat walczyłeś przeciwko naszym ukrytym wrogom, mając jedynie garstkę uczniów, i o obronie Traktatów Światła, zawierających najważniejsze prawdy Koranu, to choć twym prawem było zadanie licznych pytań owym uczonym, którzy w tym najbardziej niebezpiecznym dla nas czasie utworzyli front przeciwko nam, twe nadzwyczaj nieznaczne pytania nie dokonały niczego prócz ostrzeżenia ich. "Szczególna łaska", która jest największym darem Boga, a wypływając ze źródeł tego, czego najbardziej potrzebujemy w owym drażliwym czasie, przekształciła naszą rozpacz w dumę, ponownie ukazała się tutaj, w więzieniu Afyon. Ziemia, która nie drżała od ośmiu miesięcy, dzisiaj ponownie wpadła w gniew i zatrzęsła się po dwakroć, jak w przypadku trzęsień ziemi, które - jak opisywałeś - wydarzyły się wtedy, kiedy zaatakowano naszego umiłowanego Mistrza i Traktaty Światła. My również byliśmy świadkami owych trzęsień, co umocniło naszą nadzieję. Owa "szczególna łaska" ulitowała się nad twoją pozorną samotnością w obliczu straszliwych napaści okrutnych wrogów, spragnionych twego zniszczenia. Okazując fizyczną litość dla twej bezsilności, przybyła ci z pomocą, a trzęsienie ziemi potwierdziło słuszność naszej sprawy. Przynosząc dobrą wiadomość o tym, że "do nas należy zwycięstwo", która to wiadomość dzięki Bożej, anielskiej sile, spłynęła z twego błogosławionego pióra, uczyniła nas prawdziwie wdzięcznymi naszemu umiłowanemu Mistrzowi.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Tym, co jest nam niezbędne, są ostrożność, opanowanie i narada.
Po drugie: Oznajmiono mi, że Zubeyir został mi dany w miejsce mego zmarłego bratanka Abdurrahmana, a Ceylan - w miejsce mego zmarłego bratanka Fuada, zatem im przekazuję swoje dzieło.
Po trzecie: Zostałem poinformowany o tym, że sędziowie wykorzystali jako pretekst list, który napisałem, a który został umieszczony w nagłówku pracy Maidetu'l-Kur'an ciężko pracującego, lecz nieostrożnego Ahmeda Feyziego. Mówiąc: "Said potwierdza pochwały i inne rzeczy napisane na jego temat", uczynili ów list powodem skazania mnie. Wielokrotnie mówiłem, że Ahmed Feyzi powinien przede wszystkim wyjaśnić, że ów list został napisany nie po to, aby przyjąć inne jego listy, a także, że powinien zmienić inną część tego listu, niemniej jednak niepotrzebnie napisał on pewne rzeczy, które wprawiły sędziów w gniew. Gdyby nawet popełnił tysiąc błędów, nie żywiłbym do niego urazy, lecz powinien on wystrzegać się śmiałego i nierozważnego postępowania, aby Traktatom Światła nie stała się krzywda.
Po czwarte: Brat Ahmed Feyzi, bohater spośród Feyzich, powinien postępować dokładnie tak, jak Tahiri postępuje w swej celi, która jest jego medresą; powinien zachęcać swych uczniów, jacy zajęli miejsce tych, którzy zostali uwolnieni, poprzez lekcje Koranu i Traktatów Światła, a także poprzez przepisywanie Traktatów. Notatniki nowych uczniów, które przysłał mi wczoraj, sprawiły, że moja przykrość stała się radością. "Al-hamdu li-llah", oznajmiłem.
W tym czasie napaść wymierzona przeciwko nam prowadzona jest na wielką skalę. Z powodu bezpodstawnych podejrzeń premier i rząd zaatakowali nas zgodnie z pewnym planem. Zgodnie z informacją, jaką otrzymałem, a także z licznymi znakami, z powodu fałszywych raportów i intryg potajemnych hipokrytów ukazano nas jako blisko związanych z ruchem Kalifatu, a także jako tajną wspólnotę Naqszbandijja, zaiste
przewodzącą naqszbandytom, co spowodowało, że rząd wielce się zatrwożył z naszej przyczyny. Jako świadectwo nasi wrogowie wskazali wielkie zbiory Traktatów Światła, które były oprawiane w Stambule i publikowane w całym świecie muzułmańskim (a wszędzie były dobrze przyjmowane), czym przestraszyli rząd, a także bez żadnego uzasadnienia zwrócili przeciwko nam zawistnych hodżów i podejrzliwych urzędników. Sądzili oni, że wyjdą na światło liczne dokumenty i obfite świadectwa, a także, że z powodu żyłki starego Saida w mym charakterze nie zdołam tego znieść i wywołam zamieszki. Jednak nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że po tysiąckroć zmniejszył On to nieszczęście. Podczas wszystkich rewizji nasi wrogowie nie znaleźli niczego, co mogłoby doprowadzić do powiązania nas z jakimkolwiek tajnym stowarzyszeniem czy wspólnotą. Nie mamy żadnych takich powiązań, jakie mieliby odkryć. Prokurator był zatem zmuszony uciec się do kłamstw i oszczerstw, przydając pewnym rzeczom błędne znaczenie i wysuwając zarzuty odnośnie rzeczy, które nie były przestępstwami. Skoro taka jest prawda, zostaliśmy wraz z Traktatami Światła wybawieni od tego nieszczęścia w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach. W takim razie powinniśmy nie skarżyć się, lecz składać nieskończone podziękowania Wszechmocnemu Bogu i błagać Go, cierpliwie oczekując dopełnienia się owego przejawu Bożej łaski, zaś poprzez lekcje Traktatów Światła powinniśmy stale pocieszać potrzebujących i pragnących pociechy ludzi, którzy stale przybywają do tego miejsca studiów i odchodzą z niego.
Mój drogi, wierny bracie!
Dzięki surowemu ostrzeżeniu, jakie otrzymałem, pojąłem, że przesadne, szkodliwe, napastliwe i mające charakter polityczny fragmenty, jakie ty i Ahmed Feyzi odczytaliście w sądzie - a nie należą one do drogi Traktatów Światła, która polega na tym, by nie być napastliwym, nie wchodzić w spór z ahl ad-dunja, nie poruszać tematów politycznych, a samych siebie bronić zwięźle i tylko wtedy, gdy jest to absolutnie niezbędne - wyrządziły wielką szkodę Traktatom Światła. Zaprawdę, były one przyczyną naszych
wyroków i złego traktowania, jakiego doznałem. Nie żywię urazy do ciebie ani do Ahmeda Feyziego, lecz najpierw powinniście pokazać je mnie. Pozycja, jaką zajmujecie, została wam dana jako materialny wyraz Bożego zarządzenia. Powinniście postępować tak jak ja, aby naprawić szkodę. Jest sprawą zasadniczą, by Feyzi również ze wszystkich sił starał się porzucić polityczny styl obrony i aby, jak Tahiri, zajął się Traktatami Światła i ich nowymi uczniami.
Moi drodzy bracia!
Koniecznie trzeba postarać się o wydrukowanie czterdziestu kilku stron mówiących o mnie i o Traktatach Światła, listy błędów wraz z poprawkami i dopiskiem do niej, a także odpowiedzi dla gazety Posta - zarówno w starym, jak i w nowym alfabecie, w Isparcie i w Stambule, a także tutaj, jeśli będzie to możliwe. Jako że sąd odbija na powielaczu te kwestie, o których jego członkowie sądzą, że przemawiają one przeciwko nam, zatem naszym legalnym prawem jest powielenie tych samych kwestii wraz z listą dziewięćdziesięciu błędów, i musimy to zrobić. Następnie zostaną wydrukowane także, in sza'a-llah, moja długa mowa obrończa i pisemne sprzeciwy takich przyjaciół, jak Ahmed Feyzi, Zubeyir, Mustafa Osman, Husrev, Sungur i Ceylan.
Moi drodzy i wierni bracia!
Oznajmiono mi, że powinienem napisać i opowiedzieć wam o dwóch osobliwych i subtelnych wydarzeniach, jakie zdarzyły się w ciągu dwóch godzin, a pozornie były nieważne, lecz w rzeczywistości doniosłe.
Pierwsze: Czytałem dwóm ludziom, którzy mieli zostać uczniami Światła, Ważną kwestię, która została oznajmiona memu sercu w Noc
Przeznaczenia z Przewodnika dla młodzieży, a wtedy, właśnie kiedy czytałem słowa: "W ciągu dziesięciu tygodni daje to uczniom Światła poziom wykształcenia, jaki uczniowie szkół religijnych (medres) zdobywają w ciągu pięciu lub dziesięciu lat", przyszło mi na myśl, co następuje: Jak dzięki łasce Boga stary Said, kiedy miał piętnaście lat, w ciągu piętnastu tygodni nabył wiedzę, jakiej zwykle nabywa się w medresie przez piętnaście lat studiów, tak dzięki Bożemu miłosierdziu w tym czasie, kiedy nie ma medres, Traktaty Światła wystarczają, aby w ciągu piętnastu tygodni nabyć wiedzę o prawdziwych naukach i wierze, jakiej nabycie w przeciwnym razie zajęłoby piętnaście lat, jak potwierdziło to piętnaście tysięcy ludzi poprzez własne doświadczenia owych piętnastu lat.
Drugie: W tym samym czasie moje okno, które jest ciężkie, bez żadnego powodu spadło na moje naczynia, szklanki i pożywienie. Przypuszczałem, że zarówno okno, jak moje butelki, szklanki i znajdujące się w nich jedzenie będą rozbite. Jednak w cudowny sposób żadna rzecz nie została ani rozbita, ani uszkodzona. Rozsypało się jedynie mięso, jakie otrzymałem w prezencie. Owo zdarzenie było przeznaczone dla nowych uczniów Światła, potwierdzając słuszność mojej zasady, zgodnie z którą nie przyjmuję prezentów, a także poprzez swą nadzwyczajność potwierdzając pierwsze wydarzenie.
Moi bracia!
W sposób całkowicie sprzeczny z prawem nasze dokumenty i dodatkowe fragmenty, spisane na potrzeby apelacji, nie zostały jeszcze wysłane do Sądu Apelacyjnego. Nasi trzej upoważnieni do tego prawnicy powinni znaleźć jakiś sposób na zapewnienie tego, że zostaną one wysłane tak szybko, jak to możliwe, ponieważ przedłużanie naszego aresztowania od jedenastu miesięcy poprzez rozmaite wymówki, odmowa zezwolenia mi na zabranie głosu w sądzie, więzienie mnie w całkowitej samotności przez jedenaście miesięcy, w chłodzie, w męczących i rozpaczliwych warunkach - to wszystko mówi o złośliwym nastawieniu, jakiego nie
może zaakceptować sprawiedliwość. Jest zatem sprawą zasadniczą, byście wraz z naszymi prawnikami czynili wszystko, co w waszej mocy, aby nasz proces został przeniesiony do sądu w innej prowincji.
Moi drodzy, wierni, szczerzy, niezłomni, oddani bracia!
Po pierwsze: Powodem, dla którego nie trzymam przy sobie kopii Tajemnicy słów: "My daliśmy tobie obfitość " [92], jest fakt, że dawno temu doszło do pewnego zamieszania za sprawą dwóch moich przeczuć.
Pierwsze: Dzięki przeczuciu dostrzegłem straszliwe wydarzenie, jakie miało nastąpić jedynie w tym kraju, a także powstanie tyranów. Owa wielka tajemnica stała się widoczna dwadzieścia lat później, tak jak przepowiedziałem, jednak w wielkiej sferze, na obliczu ziemi. Z pewnością z pozoru modyfikowało to moją przepowiednię, lecz w rzeczywistości okazała się ona całkowicie słuszną, okazała się czystą prawdą. Z tego powodu nie trzymam owego traktatu przy sobie ani nie daję go innym.
Drugie: Czterdzieści lat temu zwykłem często powtarzać: "Widzę światło" i dawać dobre wieści na ten temat. Przypuszczałem, że owo światło obejmie cały kraj, jednakże były nim Traktaty Światła. Sądziłem, że krąg uczniów Światła obejmie polityczną sferę całego kraju, a zatem byłem w błędzie.
Szanowny Panie!
Dziękuję Panu za to, że w Święto Niepodległości mam w swej celi wywieszoną flagę. Podczas walki narodowej w Stambule i Ankarze
wiedziałem, że poprzez opublikowanie i rozpowszechnianie mojego dzieła zatytułowanego Sześć kroków, wymierzonego przeciwko Brytyjczykom i Grekom, wykonałem służbę, jaką być może mogłaby wykonać dywizja wojska, ponieważ Mustafa Kemal po dwakroć zawiadomił mnie szyfrem o tym, że chce, bym udał się do Ankary. Powiedział on nawet: "Musimy mieć tutaj tego bohaterskiego hodżę!" Oznacza to, że mam prawo do tego, aby wywiesić tę flagę podczas tego święta.
(Oto mowy obrończe uczniów Światła wygłoszone podczas ich procesów w sądzie Afyon, który rozpoczął się w 1948 roku, a jego utajonym celem było narzucenie, poprzez propagandę, wyroków śmierci. Podczas owego procesu uczniowie Światła początkowo zostali skazani. Ostatecznie wszystkie kopie owych mów obrończych zostały im zwrócone).
W obliczu tych, którzy odchodząc od prawdy i sprawiedliwości nazwali przywiązanie uczniów Światła do Traktatów Światła i do ich interpretatora, które z czystą i szczerą intencją wskazuje jedynie na życie ostateczne, doczesnym stowarzyszeniem politycznym, którzy starali się wykazać, iż owo przywiązanie jest przestępstwem kryminalnym pomimo tego, że trzy sądy uniewinniły nas w tym względzie, mówimy, co następuje:
Podstawami wszelkich ludzkich społeczeństw, a szczególnie narodu muzułmańskiego, są żarliwa miłość między krewnymi; troskliwe relacje między klanami i grupami; braterstwo i wsparcie duchowe współwyznawców, które mają swój początek w narodowości muzułmańskiej; gotowość do poświęceń dla rodaków i członków tego samego narodu; niezachwiane przywiązanie do prawd Koranu, które ratują wieczne życie ludzi; oddanie im i wspieranie ich, jak również tych, którzy je rozpowszechniają. Jedynie poprzez zaprzeczenie owym więziom, które zabezpieczają życie społeczeństwa, poprzez przyjęcie Czerwonej Zarazy - która rozsiewa na północy straszliwe ziarna anarchii, niszczy narody i ich młodych ludzi, poprzez przyciąganie do siebie dzieci każdego człowieka niszczy więzi pokrewieństwa i narodowości, a także otwiera drogę dla całkowitego zepsucia ludzkiej cywilizacji i społeczeństwa ludzkości - można nazwać uczniów Światła stowarzyszeniem politycznym w rozumieniu tego, co stanowi zbrodnię.
Uczniowie Światła bez wahania ukazują zatem swe przywiązanie do prawd Koranu i mocną więź ze swymi braćmi w życiu ostatecznym. Przyjmują z wdzięcznością każdą karę, jaka może zostać im wymierzona z powodu ich braterstwa, a temu sprawiedliwemu sądowi wyznają prawdę. Nie zniżają się do obrony samych siebie poprzez oszustwa, pochlebstwa i kłamstwa.
(Mowa obrończa Husreva)
W akcie oskarżenia prokurator postawił mi dwa zarzuty, jeden natury ogólnej, a drugi poszczególny. Zarzutem natury ogólnej jest moja służba Traktatom Światła oraz mój udział w wyimaginowanej zbrodni mojego Mistrza. Zarzutem natury poszczególnej jest moje życie w odosobnieniu, które nie ma znaczenia i nie stanowi żadnej zbrodni, jak również pewne okoliczności dotyczące mojego życia osobistego. W odpowiedzi na to, że z powodu mojej służby Traktatom Światła oskarżyciel czyni mnie wspólnikiem w wyimaginowanej zbrodni mojego Mistrza, mówię, co następuje:
Na drodze obranej przez mojego Mistrza uczestniczę z całego serca i z całej duszy w wyimaginowanej zbrodni, o którą jest on oskarżony, w świętej służbie, jaką poprzez Traktaty Światła wykonuje on dla całego muzułmańskiego świata, a szczególnie dla tego kraju i tego narodu. Do końca moich dni będę składał Wszechmocnemu Bogu podziękowania za to, że dał mi odnieść sukces w tej służbie religii i wierze.
Szanowni Panowie Sędziowie! Niechybne świadectwo mego sukcesu w służbie Traktatom Światła jest następujące:
To ja, choć moja biegłość w arabskiej kaligrafii jest niewielka, spisywałem kopie Koranu w cudowny i bezprecedensowy sposób, doskonale, niezależnie od mej woli i mocy. Jedną z owych kopii macie w swym posiadaniu.
Drugim świadectwem jest sukces, jaki odniosłem w spisywaniu blisko sześciuset kopii rozmaitych części Traktatów Światła, które przez
dwadzieścia lat zapewniały ogromne korzyści temu krajowi i temu narodowi, religii i dobrej moralności. Zaprawdę, w krótkim czasie jednego miesiąca spisałem czternaście traktatów, jak wiedzą o tym moi przyjaciele. Uważam za zbyteczną również obronę w kwestiach związanych z mym udziałem w świętej służbie mojego Mistrza, którą uważa się za przestępstwo. Potwierdzam z całych moich sił pisemne sprzeciwy mego Mistrza wraz z dopiskiem do nich, i przedstawiam je Wysokiemu Sądowi jako moje własne sprzeciwy.
Szanowni Panowie Sędziowie! Nasz Mistrz w żadnym ze swych błogosławionych, świętych i świetlistych dzieł, które Wysoki Sąd wciąż przetrzymuje, a które zawierają prawdy wiary i Koranu, nie podąża ku żadnym celom doczesnym ani politycznym. Co więcej, jak ja i moi przyjaciele potwierdzamy uświęconą służbę, jaką wykonał on dla tego kraju i tego narodu, tak potwierdzili ją patrioci w rządzie Partii Jedności i Postępu, przeznaczając swego czasu dziewiętnaście tysięcy lir w złocie na uniwersytet naszego mistrza w Van, nazwany Medresetu'z-Zehra. Ci, którzy miłują swój kraj, z podziwem potwierdzili patriotyczne i naukowe dążenia mojego Mistrza. Następnie stu sześćdziesięciu trzech spośród dwustu deputowanych asygnowało sto pięćdziesiąt tysięcy lir - kiedy fundusze były bardzo ograniczone - na ów jego uniwersytet na wschodzie.
Przez całe swoje życie mój święty i błogosławiony Mistrz, którego oskarżenie nazwało kryminalistą, zmusił do podporządkowania się nawet najbardziej zatwardziałych i zawistnych spośród jego wrogów, jak również tych, którzy dążyli do skazania go w sądzie, nie zezwalając im na podjęcie walki z jego żarliwymi, ostrymi słowami. Informuję Wysoki Sąd o tym, że jestem dumny ze służby, jaką wykonałem dla Traktatów Światła przez ostatnie dwadzieścia lat, biorąc udział jako skryba w świętej służbie mojego Mistrza i we wszystkich jego uczonych działaniach, których celem było zabezpieczenie kamieni węgielnych szczęścia i pomyślności tego kraju.
(Mowa obrończa Tahiriego)
Jak zostało mi to oznajmione przez urząd oskarżyciela państwowego w Afyon, byłem sądzony wraz z mym Mistrzem, Bediuzzamanem Saidem Nursim, i innymi jego towarzyszami, w związku z kwestią podburzania ludzi do naruszenia bezpieczeństwa państwa poprzez wykorzystywanie uczuć religijnych.
Udzieliłem poprawnych odpowiedzi na pytania zadane mi zarówno przez sąd w Isparcie, jak również przez urząd badającego sprawę sędziego w Afyon. Sąd w Denizli, który nas uniewinnił, zwrócił nam wszystkie nasze księgi i nie skazał nas za czytanie i spisywanie traktatów mojego Mistrza, Bediuzzamana, ani też za korespondowanie z naszymi braćmi, będącymi jego uczniami. Jednakże sześć lat temu, bez pozwolenia mojego Mistrza, wydrukowałem w Stambule pięćset kopii Promienia Siódmego, spisanego przez Bediuzzamana w starym alfabecie. Zgodnie z decyzją datowaną na 20.07.1945, sąd w Denizli zwrócił mi wszystkie owe kopie (wraz z pudłem, w którym się znajdowały), przekazując mi je osobiście. Następnie były one rozpowszechniane, trafiając po cenie kosztów do pragnących ich uczniów Światła.
W konsekwencji owej decyzji sądu, która została ratyfikowana i uczyniona ostateczną przez Sąd Apelacyjny, dwa lata temu nabyłem w Stambule powielacz i papier, które zabrałem do Isparty.
Spośród trzech zbiorów, które macie w swym posiadaniu, dwa zostały spisane przez mojego brata Husreva Altinbasaka, a jeden przeze mnie. Najpierw wydrukowaliśmy zbiór Zulfikar, składający się z traktatów Cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i Cudowność Koranu. Nakład częściowo sprzedaliśmy, a za uzyskane pieniądze kupiliśmy papier na druk zbioru Laska Mojżesza (tur. Asayi Musa). Następnie wydrukowaliśmy i sprzedaliśmy Laskę Mojżesza, kupiliśmy papier na druk zbioru Dająca światło lampa (tur. Siracu'n-Nur) i wydrukowaliśmy ten zbiór. Trwało to około roku. Następnie, kiedy dostarczałem około trzydziestu kopii owych zbiorów do Egirdir, po drodze zostałem aresztowany i przekazany władzom sądowniczym w Egirdir. Nie minęło wiele czasu, a z inicjatywy władz sądowniczych Isparty został przeszukany dom Husreva Altinbasaka, zarówno powielacz, jak i zbiory zostały skonfiskowane, a my zostaliśmy postawieni przed
sądem z powodu wykroczeń o rok wcześniejszych. Jako że chodziło o dzieła religijne, które nie zostały zakazane, Husrev Altinbasak, ja i jeszcze jeden nasz przyjaciel otrzymaliśmy wyroki jednego miesiąca pozbawienia wolności za drukowanie książek bez zezwolenia. Apelowaliśmy do Sądu Apelacyjnego, lecz zanim zapadła decyzja, zostałem wysłany do więzienia w Afyon.
Teraz, przed Wysokim Sądem, z powodu mej altruistycznej służby na rzecz mojej religii i mych współwyznawców, a szczególnie z powodu kwestii Promienia Piątego, który zawiera interpretacje hadisów i który został nam zwrócony przez poprzedni sąd, państwowy oskarżyciel z Afyon chce ukarać mnie, autora Traktatów Światła, Husreva Altinbasaka i czterdziestu sześciu innych naszych braci, uczniów Światła, za "naruszenie bezpieczeństwa państwowego", ponieważ spisywaliśmy owe dzieła i czytaliśmy je.
Mówię w waszej obecności jako pełnoprawny obywatel tego kraju, nie odchodząc od prawdy, że przez lata byłem uczniem Saida Nursiego, którego darzymy najwyższym szacunkiem jako naszego Mistrza, a który poprzez owe dzieła pobożnie zmienił nasze postępowanie i rozwinął nas, a także odrzucał nazywanie go przez nas "Odnowicielem religii". Mogę zaświadczyć kategorycznie i z całkowitym przekonaniem, że ani on sam, ani jego dzieła, ani jego uczniowie w żaden sposób nie próbowali naruszyć bezpieczeństwa państwowego. Jedną z kwestii dotyczących tego, o co jesteśmy oskarżeni, są pieniądze pozyskane ze sprzedaży książek. Owa kwestia dotyczy tego, czego w pełni świadom był sąd w Isparcie, który jednak nie był w stanie uznać nas za winnych ani skazać nas. Jak w żaden sposób nie potrzebowaliśmy zabezpieczenia naszych środków do życia poprzez sprzedaż książek, tak wykorzystaliśmy pieniądze pozyskane z ich sprzedaży na zakup powielacza, papieru i atramentu. Nie jest możliwe, by owa służba, którą wykonywaliśmy jedynie przez wzgląd na Boga i z czystą intencją, była zbrodnią, a zatem domagamy się od Wysokiego Sądu i jego sumień, aby kopie Traktatów Światła zostały nam zwrócone.
(Mowa obrończa Zubeyira)
Zarzuca mi się założenie tajnego stowarzyszenia i naruszenie bezpieczeństwa państwowego. Jako że niechybnie dojdziecie do wniosku, że nie popełniłem żadnej zbrodni tego rodzaju, jak wyłożę to poniżej, przeto tu i teraz odrzucam ten zarzut. Tak, mogę powiedzieć z wdzięcznością i wprost, że jestem uczniem Światła. Sprzecznym z cnotą Traktatów Światła, jakiej mnie nauczono, byłoby wyparcie się tego, i nie mogę popełnić takiego przestępstwa. Człowiek, który czyta Traktaty Światła, nie będzie tego ukrywał. Przeciwnie, oznajmi to z dumą i bez strachu, ponieważ nie zawierają one ani jednego słowa czy zdania, które wymagałoby zawahania się.
Próbowałem opisać wartość Traktatów Światła na czterdziestu kilku stronach. Nie mogę powiedzieć, że wychwalałem je, ponieważ nie jestem zdolny do wychwalenia jakiejkolwiek części Traktatów Światła, nie mówiąc już o całym ich zbiorze, gdyż są one prawdziwym komentarzem do Wszechmądrego Koranu, który jest słońcem wszechświata i jego inteligencją, który oświecał i prowadził ludzkość przez mniej więcej tysiąc trzysta lat. Jeśli w owych dziełach została odnaleziona jakakolwiek kwestia odnosząca się do tajnego stowarzyszenia - a jak powiedziałem wcześniej, starałem się opisać ich wartość - ukarzcie mnie za zbrodnię, jaką jest dokładanie starań w rozpowszechnianiu szkodliwych dzieł. Jednakże cudowny sposób, w jaki są spisane Traktaty Światła, został potwierdzony przez wykształconych uczonych; są one wystarczająco potężne, by zreformować zepsute społeczeństwo; są przewodnikiem dla ludzi dwudziestego wieku i wybawiają ich od zbłądzenia i występku, w jakie wciągnęły ich materializm i naturalizm, a także od gęstego mroku tych idei, zaś dzięki blaskowi Koranu otwierają dla rodzaju ludzkiego drogę wiodącą do szczęścia i zbawienia, jasno wskazując na ową drogę przez swoje światło. Jeśli zatem Traktaty Światła nie zawierają żadnych dyskusji odnoszących się do zbrodni, o jaką jestem oskarżony, moim zdaniem również wasz sąd powinien zgodzić się z tym, że ukaranie mnie byłoby sprzeczne ze sprawiedliwością.
Zostałem zapytany przez badającego mnie sędziego: "Czy jest pan uczniem Światła?"
Nie uważam, abym był godzien bycia uczniem takiego geniusza, jak Bediuzzaman Said Nursi, jednak jeśli on przyjął mnie, to z dumą wyznaję:
"Tak, jestem uczniem Światła".
Przy wielu okazjach, będąc oczernianym przez swych ukrytych wrogów, mój Mistrz, Bediuzzaman Said Nursi, był stawiany przed sądem, i za każdym razem był uniewinniany. Traktaty Światła były badane wers po wersie przez komitety profesorów i muzułmańskich uczonych, których raporty stwierdzały, że owo dzieło jest napisane z niezrównaną wiedzą i jest prawdziwym komentarzem do Koranu. Skoro taka jest prawda, to dlaczego jest on stawiany przed sądem? Mój stanowczy pogląd w tym temacie jest następujący:
Ci, którzy czytają Traktaty Światła, a szczególnie spostrzegawczy ludzie młodzi, zyskują potężną wiarę. Stają się ludźmi niezachwianie gotowymi do poświęceń, pobożnymi i oddanymi swemu krajowi. Niemoralność i występek zaszczepiane przez negatywne ideologie nie mogą znaleźć oparcia dla swych stóp tam, gdzie istnieje niezniszczalna wiara. Im bardziej rośnie liczba tych, którzy mają taką wiarę, tym bardziej wolnomularstwo i komunizm nie mogą rozwijać się ani rozprzestrzeniać. Traktaty Światła udowadniają racjonalnie, logicznie i w sposób naukowy, przy pomocy wersetów Koranu oraz nadzwyczaj potężnych dowodów i argumentów, że filozofia materialistyczna, na której opiera się komunizm, nie ma żadnego związku z prawdą i rzeczywistością, a jej teorie są kompletnie bezpodstawne. Oświecają tych, którzy upadli w mrok owych zepsutych idei, i wybawiają ich. Udowadniają istnienie Boga poprzez potężne świadectwa, którym nie można zaprzeczyć ani sprzeciwić się, nawet materialistom, którzy wierzą jedynie w to, co widzą na własne oczy.
Ze swym oryginalnym i przyciągającym stylem, ze swym wzniosłym kunsztem literackim to cudowne dzieło po prostu samo sprawia, że jest czytane, szczególnie przez studentów wyższych uczelni i uniwersytetów.
Z tego powodu komuniści i masoni wiedzą, że Traktaty Światła tworzą potężną przeszkodę w rozprzestrzenianiu ich toksycznych idei. Uciekają się do rozmaitych podstępów i kalumni, aby wyeliminować Traktaty Światła lub aby nie były one czytane, jako że będąc prawdziwym komentarzem do Koranu, są one potężnym źródłem wiary. Choć aż do tej pory nie było jakiegokolwiek znaku wskazującego na prawdziwość któregokolwiek z kłamstw, jakie nam przypisują, nie ustają oni w atakowaniu nas. Można z tego zrozumieć, że chcą nas zastraszyć, chcą sprawić, byśmy porzucili Traktaty Światła, a w tym samym czasie wyłożyć przed nami ich własne obrzydliwe publikacje. W ten sposób, sprawiając, że naród i ludzie młodzi całkowicie tracą swą wiarę, chcą oni spowodować upadek standardów moralnych, a zatem sprawić, aby kraj się zawalił. Ich ambicją
jest przekazanie tego kraju i jego ludzi w ręce obcych sił. W obecności składu sędziowskiego mówię bez strachu, co następuje:
Niech dowiedzą się oni o tym, że nie damy się zastraszyć jedynie pogróżkami, i niech zadrżą ze strachu! W Traktatach Świata ujrzeliśmy prawdę i rzeczywistość, poznaliśmy je i uwierzyliśmy w nie. Turecka młodzież nie śpi. Bohaterski i muzułmański naród turecki nie ugnie się w jarzmie innego kraju. Pobożny i wojowniczy naród turecki, a także wierząca i dzielna turecka młodzież nie boją się niczego. To z tego powodu czytamy Traktaty Światła, które podnoszą nas do najwyższego stopnia człowieczeństwa, zapewniają nam postęp w każdej dziedzinie, zaszczepiają w nas, ludziach młodych, umiłowanie religii, kraju i narodu, czynią nas prawdziwie miłującymi religię, którzy poświęcą dla niej całe swe istnienie, i nadal będziemy czytać to dzieło. Jak stwierdziłem wcześniej, przeczytałem bardzo niewiele Traktatów Światła, a jednak przyniosło mi to ogromny zysk. Jest to prawdziwie najbardziej korzystne dzieło dla tego kraju, tego narodu i całej ludzkości, a gdybym miał majątek, wydałbym wszystkie pieniądze na jego publikowanie, ponieważ jestem gotów poświęcić całe swe istnienie dla mej religii, dla wiecznego szczęścia i dobrobytu mojego kraju i narodu.
Co więcej, nie uwierzyłem w Traktaty Światła jak człowiek naiwny. Trzydzieści trzy wersety Koranu, a także Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) i 'Abd Al-Qadir Gajlani (niech Bóg będzie z niego rad) przepowiedzieli, że Traktaty Światła zostaną napisane i że zaofiarują przewodnictwo ludziom tego wieku. Co więcej, te części Traktatów Światła, które przeczytałem, doprowadziły mnie do wykształcenia opinii, wedle której ów zbiór składa się z dzieł nauczających prawdy i zmieniających ludzkość na lepsze.
Czułem wielką pustkę w mej duszy, a kiedy poszukiwałem księgi do czytania, natknąłem się na Traktaty Światła. Następnie, kiedy je czytałem, czułem, że nie mógłbym istnieć bez nich ani nie mógłbym ich odłożyć. Czułem, że Traktaty Światła odpowiadają przytłaczającej potrzebie mego serca. Znalazłem w nich racjonalne dowody wiary, które wybawiły mnie od wątpliwości w temacie wiary i wiedzy. W ten sposób zostałem wybawiony od niedoli sceptycyzmu. Dzięki prawdom Traktatów Światła pojąłem, że zostały one napisane dla nas, ludzi tego wieku.
Potężna wiara jest konieczna, aby móc osiągnąć wzniosłe przymioty niezbędne dla dobrego postępowania i dobrych manier, a także uprzejmości. Jako że prawdy wiary w Traktatach Światła są objaśnione przez nadzwyczaj potężne dowody i jasne przykłady, przeto im więcej
czytałem Traktaty, tym silniejszą stawała się moja wiara. W ten sposób zostałem wybawiony od porzucenia mej religii, która jest prawdą i zawiera zasady najwyższej cywilizacji, a także od nieszczęścia bycia połkniętym przez Czerwoną Zarazę.
Zatem jako że Traktaty Światła wybawiają swych czytelników od licznych nieszczęść, materialnych i duchowych; czynią ich ludźmi lepiej znającymi się na rzeczy od absolwentów uniwersytetu; zaszczepiają w nich umiłowanie islamu, kraju i narodu; uczą ich bycia posłusznymi Bogu, ciężko pracującymi i litościwymi - przeto nie porzuci ich za żadną cenę nikt, kto zdaje sobie sprawę z ich wartości. Te szczere poszanowanie i najwyższy szacunek nie mogą zostać wyrwane z niczyjego serca.
Traktaty Światła zostały opisane przez oskarżenie jako dzieło szkodliwe. W najbardziej ostrych słowach protestuję przeciwko takiemu brakowi sumienia i takiemu kłamstwu. Stwierdzono także, że zachęcam do czytania Traktatów Światła. Tak, to prawda, lecz serca wszystkich oświeconych ludzi, którzy usłyszeli tamto kłamstwo, cierpiały, zaś oni sami zaiste szlochali i zgrzytali zębami. Dwudziesty wiek jest czasem, w którym dominują idee pozytywistyczne. Nie wierzy się w rzeczy, dla których nie ma dowodu ani świadectwa, i my także nie wierzymy w nie. Chcemy dowodu na to, że Traktaty Światła są szkodliwe.
Jeśli innym celem naszych ukrytych wrogów, którzy wymyślają te kłamstwa, jest zniszczenie solidarności czytających Traktaty Światła, przejawiającej się w tym, jak w nadzwyczajny sposób trzymają się oni razem z powodu więzi islamu i przez wzgląd na służbę Koranowi, to owa solidarność wyraża jedynie szacunek, litość i tkliwość, a nie ma na widoku żadnego innego celu. Nasi wrogowie nie powinni daremnie walczyć przeciwko nam. Jestem najmniej rozwiniętym i najbardziej prostym człowiekiem spośród tych, którzy czytają Traktaty Światła, jednak daję naszym wrogom taką oto odpowiedź:
Nawet jeśli jeden z nas przebywa na wschodzie, jeden na zachodzie, jeden na południu, jeden na północy, jeden w życiu ostatecznym, a jeden na tym świecie, to wciąż jesteśmy razem. Nawet gdyby zgromadzić całą moc wszechświata, nie mogłaby ona oderwać nas ani od naszego wzniosłego Mistrza, Saida Nursiego, ani od Traktatów Światła, ani od siebie nawzajem, ponieważ służymy Koranowi i będziemy mu służyć.
Żadna siła nie może wyrwać z korzeniami naszego miłowania się i naszej solidarności, ponieważ wierzymy w prawdę życia ostatecznego. Wszyscy muzułmanie zgromadzą się w siedzibie wiecznej szczęśliwości.
Za waszym zezwoleniem, opiszę ważny fakt dotyczący dobrobytu naszego kraju i narodu.
Jednym z tajnych planów komunistów jest podburzenie ludzi przeciwko rządowi. Przywódcom rządu przedstawiono fałszywą informację, wedle której Bediuzzaman Said Nursi powinien zostać uwięziony, a jego dzieła winny być postrzegane jako szkodliwe, jednak nikt nie uwierzył w tę negatywną propagandę. Przez całe lata ludzie tego narodu tak mocno wierzyli w to, iż jest on wyjątkowym muzułmańskim uczonym tego wieku, który nie ma sobie równych pod każdym względem, że żadna propaganda nie jest w stanie zniszczyć ich prawdziwego przeświadczenia.
Wychwalam Wszechmocnego Boga i składam Mu podziękowania za to, iż zaszczycił mnie tym, że mogłem skorzystać z dzieł tak wielkiego Mistrza. Z całego serca i z całej duszy jestem jego dłużnikiem za to, iż mogłem poznać wiarę oraz islam i wyciągnąć z tej nauki niezmierne korzyści. Jako że mój Mistrz ocalił mnie od niedoli, jaką cierpiałem przez całe lata, jak to opisałem, a moją młodość od tego, by stała się pożywką dla komunizmu, zaś moje istnienie od bycia skazanym na wiecznie trwające uwięzienie w samotności, zatem jestem przygotowany na to, by pokutować dla niego w doczesnym więzieniu przez całe lata.
Jeśli na drodze Traktatów Światła, komentarza do Koranu, który przez dwadzieścia lat nauczył miliony ludzi religii, wiary, islamu i cnoty, zachowując ich od bezbożności, będę musiał ścierpieć karę główną, pobiegnę na szubienicę, wołając: "O, Boże! O, Boże! O, Posłańcu Boga!" Jeśli na drodze Traktatów Światła, które chronią naszych młodych ludzi przed porzuceniem ich religii, przed wymieceniem ich przez komunizm do wiecznego potępienia, przed zbrodniami, za które powinni zostać rozstrzelani jako zdrajcy swego kraju, stanę przed plutonem egzekucyjnym, to nie wzdragając się ani nie tchórząc wystawię swą pierś na kule. Błagam mego Pana (ar. Ar-Rabb) o to, bym - jeśli zostanę poćwiartowany dla mego Mistrza Bediuzzamana - swoją krwią tryskającą na wszystkie strony napisał: "Traktaty Światła, Traktaty Światła!".
Szanowni Panowie Sędziowie!
Edukacja, jaką dają Traktaty Światła, jest prawdziwie zadziwiająca i oryginalna, nie ma sobie równych. Zamysłem innych rodzajów edukacji jest zyskanie korzyści materialnych i osiągnięcie rozmaitych pozycji. Większość ludzi studiuje dla celów materialistycznych lub też po to, by mogli stać się sławnymi, a niekiedy jedynie dlatego, że muszą studiować. Jednakże ci, którzy poprzez czytanie Traktatów Światła - a przypominają one nieformalny i dostępny dla każdego uniwersytet - odebrali ich
edukację, nie żywią żadnych celów doczesnych, chcą jedynie służyć Koranowi i wierze.
Niemniej jednak Traktaty Światła, składające się z poważnych i naukowych traktatów mówiących o prawdach wiary, są czytane z takimi entuzjazmem, pasją i przyjemnością, że w tych, którzy czytają je dokładnie, budzą one pragnienie czytania ich wciąż i wciąż. Nawet ci, którzy czytali i spisywali Traktaty Światła, a w drzwiach sali sądowej mogli odkryć, iż ich życie jest w niebezpieczeństwie, otwarcie stwierdzają, że czytają oni owe cudowne dzieła i będą je czytać. Nawet gdyby wiedzieli, że zapadnie decyzja o ich straceniu, nie zawahaliby się przed ukazaniem swej stałości. Owa cecha charakterystyczna Traktatów Światła, będąca jednym z wielu ich cudów, sprawia, że ludzie pytają: "Czyż ci, którzy się do tego przyznają, nie dbają o swoje życie?"
Oznacza to, że w Traktatach Światła i w osobie Bediuzzamana zawarta jest prawda tak wzniosła, że jak nie może być ona szkodliwą, tak nie można jej zaprzeczyć.
Zwykle studenci uczą się, będąc ograniczonymi przez dyscyplinę i autorytet. Jednakże Bediuzzaman nie zmusza nikogo do studiowania Traktatów Światła, a jednak setki tysięcy czytelników studiują je z oddaniem i przekonaniem, przy czym większość z nich nawet go nie widziała. Tak cudownej metody edukacji, nigdy, czy to niedawno, czy wcześniej, nie widziano w żadnej medresie, nigdy też nie było można zetknąć się z nią na żadnym uniwersytecie.
Prokurator powiedział, że "z szacunkiem, z jakim traktowany jest Bediuzzaman, nie był traktowany żaden inny komentator Koranu".
To się zgadza. Widzimy, że szacunek i cześć są przyznawane zależnie od wielkości i osiągnięć, zaś wdzięczność i podziękowania - stosownie do odniesionych korzyści. Dzieła Bediuzzamana dają ogromne korzyści, zatem szacunek i wdzięczność dla niego są bezprecedensowe.
Masoni i komuniści dołożyli wszelkich starań, aby Bediuzzaman, największy muzułmański myśliciel i pisarz dwudziestego wieku, nie został poznany przez nas, a szczególnie przez młodych ludzi. Jednak całkowicie świadomy muzułmański naród turecki ze swymi młodymi ludźmi rozpoznał owego bohatera religii, naszego Mistrza, skorzystał z jego nauki i to samo umożliwił innym. To z tego powodu nie można zachwiać ich nadzwyczajnym przywiązaniem i i zaufaniem do Bediuzzamana.
Jako że wersety koraniczne są objaśniane w Traktatach Światła w języku tureckim z najwyższym kunsztem i najwyższą biegłością,
które powodują, że żadna z ich zalet, będących najwspanialszym cudem Koranu, nie zostaje utracona, zatem każda grupa ludzi - mężczyźni, kobiety, urzędnicy, kupcy, uczeni czy filozofowie - może czytać Traktaty i zrozumieć je. Korzystając z nich w takim stopniu, w jakim mogą to uczynić, stają się do nich jeszcze bardziej przywiązani. Studenci wyższych uczelni i uniwersytetów, profesorowie, wykładowcy i filozofowie - wszyscy czytają Traktaty Światła. Owe wykształcone grupy ludzi korzystają z Traktatów w nadzwyczajnym stopniu, potwierdzając ich oryginalność i najwyższy kunszt ich kompozycji, czując silne pragnienie przeczytania całego dzieła.
Kiedy ludzie spostrzegawczy i posiadający zdolność zrozumienia zaczynają poznawać Bediuzzamana i Traktaty Światła, nieskończenie żałują tego, że nie znali ich wcześniej, a by nadrobić stracony czas, nigdy nie marnują czasu wolnego, lecz nawet jeśli mają tylko pięć minut, biorą do ręki Traktaty Światła i czytają je dniem i nocą. Owego nadzwyczajnego zainteresowania, domagającego się ciągłego czytania, nigdy nie dało się zauważyć w związku z dziełem jakiegokolwiek psychologa, socjologa czy filozofa. Z ich dzieł mogli skorzystać jedynie ludzie wykształceni.
Jeśli uczeń szkoły średniej lub gospodyni domowa czytają dzieło znamienitego filozofa, nie skorzystają z niego, jednak każdy korzysta z Traktatów Światła, stosownie do swego stopnia. Z tego powodu cały naród oczekuje waszej decyzji o uniewinnieniu Bediuzzamana i uczniów Światła. Gdyby w tym czasie udręki Bediuzzaman nie wpajał swym uczniom potrzeby cierpliwości, wytrwałości i powściągliwości, lecz - jak czynił to jako dowódca ochotniczego oddziału milicji w czasie pierwszej wojny światowej - wezwał swych uczniów do walki, wówczas z powodu wielkiego szacunku dla niego tysiące uczniów Światła rozbiłyby swe namioty na wzgórzach wokół Afyon, aby oczekiwać decyzji Sądu Karnego w Afyon o jego uniewinnieniu.
Pracy, jaką wykonują Said Nursi i uczniowie Światła, nie można rozpatrywać w ramach prawa i nie można udowodnić, iż są oni stowarzyszeniem politycznym. Dlaczego nie można tego udowodnić? Czyż ekspert w dziedzinie prawa, który osiągnął stanowisko głównego oskarżyciela publicznego, miałby być niezdolnym do tego, aby udowodnić to zgodnie z prawem? Ależ nie, z pewnością nie jest on do tego niezdolny. Jednak nie istnieje żadna organizacja, którą można by było nazwać tajnym stowarzyszeniem politycznym - oto, dlaczego nie można tego udowodnić.
Sprzecznością jest fakt, że w oświadczeniu, jakie początkowo wydał oskarżyciel, a było ono całkowicie słuszne i zgodne z prawem, powiedziano,
iż "uczniowie Światła nie są stowarzyszeniem politycznym", a nieco później z jakichś powodów powiedziano, że "są oni stowarzyszeniem politycznym". Z pewnością to drugie oświadczenie nie jest prawomocne. Jesteśmy pewni tego, że sędziowie jasno ujrzą ów fakt i postanowią, iż "nie istnieje żadne tajne stowarzyszenie".
Panowie Sędziowie!
Jeśli niewielki smutek i boleść, jakie cierpimy, łamią nam serce, to wiadomości o tym, że młodzi ludzie tracą swą religię, powinny sprawić, iż serce rozbije się na tyle kawałków, z ilu cząsteczek się składa.
Uniewinnienie, jakie orzekniecie, będzie zatem przyczyną tego, że muzułmańska młodzież i cały świat islamu zostaną skutecznie wybawieni od owej straszliwej zarazy. Oto kolejny z powodów, które nierozłącznie przywiązały mnie do Bediuzzamana i jego dzieł.
Wasza decyzja o uniewinnieniu Traktatów Światła i przyznaniu im wolności wybawi całą turecką młodzież i cały naród muzułmański od tragedii bezbożności, ponieważ bez wątpienia pewnego dnia Traktaty Światła, ów skarbiec wzniosłych prawd, będą znane na całym świecie, a wówczas doceni was cała ludzkość. Wasza decyzja o uniewinnieniu Traktatów Światła sprawi, że będą wam wdzięczne obecne i przyszłe pokolenia, a im więcej Traktaty będą czytane i im więcej korzyści przyniosą, tym bardziej będziecie doceniani.
Strzeżcie się! Nie przypuszczajcie, że moje szczere słowa są obłudne. Absolutnie nie! Nie lękam się nikogo, kiedy Bediuzzaman stoi przed sądem, i nie waham się.
Za waszym zezwoleniem pragnę dodać jedynie, co następuje: Jeśli prokurator nadal będzie wysuwał nikczemne zarzuty przeciwko Traktatom Światła, które są najlepszym narzędziem powstrzymującym wolnomularstwo i komunizm w tym błogosławionym kraju, przeciwko ich autorowi i ich czytelnikom; jeśli nie zaprzestanie wysuwania tych całkowicie błędnych oskarżeń; jeśli uniesiony przez swe uczucia, będzie sprzeciwiał się Traktatom - wówczas będzie tym, kto wspiera komunizm i wolnomularstwo, będzie dopomagał w mnożeniu się przynoszących szkodę ateistów, którym zaprawdę powinny zostać postawione owe zarzuty.
(Część suplementu do mowy obrończej Zubeyira, przeznaczonego dla Sądu Apelacyjnego)
Dzięki swym dowodom Traktaty Światła naprawiają wiarę ludzi, która została uszkodzona przez wątpliwości i sceptycyzm, zasiane przez publikacje tajnych organizacji ateistycznych.
Jeden z najmniej namacalnych powodów, dla których młodzi ludzie przylegają do Traktatów Światła jak naelektryzowani, jest następujący: Przez całe lata, z niezrównanym oddaniem i samopoświęceniem, będąc starym i chorym, w czasach wymagających nadzwyczajnej ostrożności, z nadludzką cierpliwością Bediuzzaman Said Nursi przetrwał rozmaite męczarnie zadawane mu przez jego wrogów - komunistów, masonów i tych, którzy zostali przez nich otumanieni. Dzięki swemu dostrzegającemu prawdę, realistycznemu spojrzeniu rozróżnił liczne zdradzieckie podstępy przeciwko religii i napisał dzieła traktujące o wierze, które zniweczyły straszliwie przebiegłe i potajemne plany jego wrogów.
Jednak jakże godnym pożałowania, smutnym i przykrym jest stan rzeczy, w którym starali się oni wyeliminować owego bojownika islamu, owego niezrównanego człowieka, przetrzymując go w więzieniach i aresztach, w całkowitym odosobnieniu. Jednak nawet jeśli z powodu wrogości wynikającej z bezpodstawnych podejrzeń, jakie narosły z powodu perfidii komunistów, autor Traktatów Światła był karany, to jego dzieło wciąż było czytane, z nawet wzrastającym zainteresowaniem i entuzjazmem.
Pierwsze i najpotężniejsze świadectwo tego faktu jest następujące: Młodzi ludzie, którzy czytają dzieło Laska Mojżesza (tur. Asa-yi Musa), które zostało powielone w nowym alfabecie, szybko uczą się alfabetu koranicznego, aby byli w stanie przeczytać pozostałe dzieła. Usuwa to przeszkodę, jaką jest nieznajomość tekstu koranicznego, która powstrzymuje człowieka przed poznaniem wielu nauk i zmusza go do czytania dzieł napisanych w określony sposób - tak, by oddalić go od religii i wiary. Kiedykolwiek młode pokolenie przywdziewało szatę Koranu i umacniało się na pozycjach promieniujących z niego nauk, naród, do którego należą ci młodzi ludzie, zaczynał rozwijać się i osiągał postęp. Tutaj młodzi ludzie zaczęli wypełniać swe serca, płonące potrzebą wary i islamu, światłem Traktatów Światła, owego komentarza do Koranu. Osiągając w ten sposób pewną, potwierdzoną wiarę, nasi młodzi ludzie będą walczyć przeciwko bezbożności i komunizmowi, i pod żadnym
warunkiem nie pozwolą na to, aby nasz kraj został zaprzedany wrogom islamu. Jeśli zatem komuniści odkryją możliwość zniszczenia całego papieru i atramentu, liczni młodzi ludzie, jak ja sam, a także ludzie starsi, będą gotowi dla poświęcenia samych siebie, a jeśli będzie to konieczne dla publikowania Traktatów Światła, owego skarbca prawdy, uczynią swą skórę pergaminem, a krew atramentem.
Tak! Tak! Tak! Po tysiąc razy tak!
W akcie oskarżenia prokurator mówi: "Said Nursi zatruwa studentów uniwersytetów swymi dziełami". W odpowiedzi mówimy: "Jeśli Traktaty Światła są trucizną, to potrzebujemy całych ton i tysięcy kilogramów owej trucizny. Jeśli prokurator wie, gdzie można znaleźć ją w obfitości, powinien jak najszybciej wysłać nas tam samolotem!"
Kiedy my, uczniowie Światła, cierpimy prześladowania tyranów przez wzgląd na to, że służymy wierze i islamowi, wolimy umrzeć w zakamarkach więzień lub na szubienicach niż na wygodnych łożach. Wiemy, że najwyższą łaską Boga jest raczej męczeńska śmierć w więzieniu, do którego zostaliśmy bezprawnie wtrąceni z powodu naszej służby Koranowi, niż życie w niewoli, która z pozoru jest wolnością, lecz w rzeczywistości jest absolutnym despotyzmem.
(Mowa obrończa Mustafy Sungura)
Oskarżenie chce, bym został ukarany za przynależność do stowarzyszenia uczniów Światła i za podburzanie ludzi przeciwko rządowi.
Po pierwsze: Nie istnieje żadne stowarzyszenie zwane Stowarzyszeniem Uczniów Światła, i nie należę do żadnego takiego stowarzyszenia. Jestem członkiem uświęconego, Bożego stowarzyszenia islamu, które w każdym stuleciu przez tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat miało trzysta pięćdziesiąt milionów członków, które zostało założone przez Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), będącego dumą wszechświata, które jest ogromne, świetliste i które obiecuje wieczne szczęście całej ludzkości. Wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za to, że jestem zdecydowany, aby ze wszystkich sił być posłusznym uświęconym nakazom tego stowarzyszenia.
Co się tyczy Traktatów Światła, to fakt, że jestem ich uczniem, który uważa się za zbrodnię, jest cudem Koranu, który naucza mnie moich obowiązków religii i wiary, a także tego, że islam jest najwyższą i najświętszą religią oraz jedynym środkiem, dzięki któremu rodzaj ludzki może osiągnąć szczęście. Traktaty poprzez swe olśniewające świadectwa udowadniają, iż Koran jest zarządzeniem Tego, Któremu należy się wszelka chwała, do Którego należą wszystkie istoty, Który jest Wszechobecny i Wszechwidzący, Którego przedwiecznemu zarządzeniu podlegają wszystkie istoty od cząsteczek do planet i słońc; jest cudownym dziełem, którego spojrzenie obejmuje przedwieczność i wieczność wraz ze wszystkimi ich wydarzeniami; jest przedwiecznym przesłaniem Tego, Który jest Przedwiecznym słońcem, wyższym nad wszystkie inne księgi i cudownym w czterdziestu aspektach, które poprzez przyniesienie rodzajowi ludzkiemu dobrej wiadomości o wiecznym szczęściu stało się obiektem wiecznej wdzięczności ludzi.
Traktaty Światła udowadniają również, iż Posłaniec Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) rzeczywiście został posłany przez Stwórcę wszechświata; że wraz z całym jego postępowaniem i wszystkimi praktykami był on najdoskonalszym, najwierniejszym i największym z ludzi, których doskonałości były najbardziej wzniosłe; że poprzez światło islamu, jakie przyniósł, przekazał ludziom najlepszą ze wszystkich wiadomości, dał im najświętsze pocieszenie; że jest tym, który ma pod swą duchową władzą czternaście wieków i piątą część rodzaju ludzkiego; że w księdze jego dobrych uczynków zapisywana jest równowartość
wszystkich dobrych czynów, jakie przez tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat spełniła cała jego wspólnota; że jest on powodem, dla którego istnieje wszechświat,i jest on umiłowanym przez Boga. Traktaty udowadniają również poprzez olśniewające dowody, iż istnienie zarówno życia ostatecznego, jak Raju i Piekła jest kategorycznie pewne.
Swymi słowami i zdaniami Traktaty Światła zaświadczają, iż są one przedwiecznym i wiecznym światłem, pochodzącym od światła Koranu i światła Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Przez wzgląd na ich przynależność do Koranu i bycie jego szczególnym komentarzem, przynależą one do niebios i do Bożego Tronu. Zatem ze wszystkimi ich Słowami, Błyskami, Promieniami i Listami Traktaty Światła, o których sądzi się, iż podburzają one ludzi przeciwko rządowi, nauczają Bożych prawd, zasad islamu i tajemnic Koranu. Czyż jest zatem zbrodnią czytanie Traktatów Światła, które są tak wzniosłe i godne najwyższego szacunku, które nauczają dobrej moralności, cnoty i prawd wiary, a także kopiowanie ich części, które obdarowują wieczną szczęśliwością, lub służenie im, aby wierni mogli z nich skorzystać stosownie do swej wiary? Czyż to jest podburzaniem ludzi przeciwko rządowi? A odwiedzanie autora tak błogosławionego i wzniosłego dzieła, który jest pomnikiem światła przyodzianym w najwyższy stopień wiary, chwalebne cechy moralne i cnoty, który prawdziwie jest szczytem ludzkich doskonałości; fakt, że braćmi na drodze Koranu są uczniowie Światła, którzy poprzez swe dobre uczynki, prawdomówność i niezachwianą wiarę bronili w tym stuleciu honoru islamu i prawd Koranu, którzy podtrzymywali owe prawdy, którzy nie mieli innego celu prócz zdobycia zadowolenia Boga - czyż czynienie tego wszystkiego jest zakładaniem stowarzyszenia politycznego? Jakież sprawiedliwe i czyste sumienie mogłoby podburzać do ukarania ich?
Panowie Sędziowie! Prawdomówność Traktatów Światła została potwierdzona przez najbardziej światłych uczonych, a jako że ich czytelnicy zyskują najwyższy poziom wiary i największe umiłowanie islamu, nie ma żadnej wątpliwości co do tego, że wszystkie ich Słowa, Błyski i Promienie są świetlistymi komentarzami do Koranu, owej Księgi cudownej wystawy. Są one olśniewającymi słońcami, rozpraszającymi duchowe choroby i ciemności. Jak jest to zaświadczone przez jego czyste i prawe życie, nasz Mistrz spędził swe życie na drodze wiary i Koranu; przetrwał wszelkiego rodzaju trudności i niedole; poprzez rozpowszechnianie prawd Koranu pracował, aby ocalić szczególnie synów tego narodu przed straszliwymi atakami komunizmu i wszelkiego rodzaju bezbożności, i wziął na siebie święty obowiązek spisywania w tym czasie Traktatów Światła. Nie uczy
nas - niech Bóg uchroni! - niemoralności ani grabieży, lecz uczy nas ocalenia naszej wiary, owej najwyższej przyczyny i najbardziej doniosłej kwestii w świecie ludzkości. Z całą pewnością Bożą łaską jest fakt, że przez dwadzieścia pięć do trzydziestu lat dokładał on poprzez Traktaty Światła starań, aby ocalić wiarę setek tysięcy wiernych, szczególnie nauczając wiary, owego największego szczęścia życia i jego najbardziej doniosłego zamysłu, nieszczęśników takich jak ja, którzy nic nie wiedzieli o islamie. Tym, którzy w sposób diametralnie sprzeczny z rzeczywistością uważają go za szkodliwego dla życia społecznego, którzy zaprzeczają jego uświęconej służbie wierze i działaniu na rzecz religii, mówimy, co następuje:
Jeśli zbrodnią jest mocne przylgnięcie do Boga, posłuszeństwo nakazom religii, wybawianie ludzi od straszliwych nieszczęść, takich jak niemoralność i bycie pozbawionymi wiary religijnej, a także czynienie ich szczęśliwymi poprzez trwałe szczęście islamu, wówczas można powiedzieć, iż przynosi on szkodę społeczeństwu. W przeciwnym razie jest to największa kalumnia i niewybaczalna zbrodnia. Celem Traktatów Światła nie jest ten świat, lecz jest nim niekończące się szczęście życia ostatecznego i zadowolenie Wiecznego, Trwającego, Litościwego, do Którego należy piękno, a ledwie jednym cieniem przejawu Jego piękna jest całe piękno i dobro tego świata, zaś ledwie jednym błyskiem Jego miłości jest Raj ze wszystkimi jego delikatnymi cudami. Mając zatem tak niebiański, uświęcony i wzniosły cel, po tysiąc razy oznajmiam, że Traktaty Światła są wolne od wszelkich przemijających rzeczy, takich jak podburzanie ludzi przeciwko rządowi. Szukamy schronienia u Boga przed złem tych, którzy poprzez oszczerstwa tego rodzaju starają się zmiażdżyć nas i powstrzymać nas przed pracą na rzecz wiary lub przed poznawaniem religii.
Panowie Sędziowie! Jak wskazują na to trzydzieści trzy wersety Koranu, jak wskazali na to Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad), Ghałs al-A'zam (niech Bóg będzie z niego rad) i setki innych dociekliwych uczonych, Traktaty Światła są światłem Koranu, a ci, którzy do nich przylgnęli, ocalą swoją wiarę, in sza'a-llah. To światło z całą pewnością nie może zostać zgaszone ani utracone. Na przykład ataki podejmowane przeciwko nim przez ostatnie dwadzieścia pięć lat z intencją wyeliminowania owego światła stały się przyczyną tego, że rozprzestrzeniło się ono i rozbłysło w nadzwyczajny sposób, ponieważ Tym, do Którego ono należy, jest Władca, Któremu należy się wszelka chwała, Który ma pod Swymi rozkazami każdą rzecz od przedwieczności po wieczność. Prawdy owego światła są prawdami Koranu, a dzięki Swej ochronie i łasce Wszechmocny Bóg zawsze sprawi, że to światło będzie lśnić, in sza'a-llah.
Panowie Sędziowie! Jeśli zbrodnią jest czytanie i spisywanie Traktatów Światła - które uczą wiary i islamu z najwyższą miłością i największym zapałem, które nie uznają innego celu ani zamysłu prócz zadowolenia Boga, które z pewnością są największym w tym stuleciu cudem Koranu i komentarzem do niego - oraz dawanie owych traktatów, które uczą prawd wiary, braciom w wierze; jeśli więzi wiary i muzułmańskiego braterstwa, które nakazuje religia, a także uświęcone, niebiańskie braterstwo jednoczenia się na drodze Koranu i wiary dla umiłowania Boga, stanowią stowarzyszenie polityczne, to przynależność dla takiego stowarzyszenia jest dla mnie największym szczęściem, większym od szczęśliwości, jaką mogłaby mi zapewnić jakakolwiek łaska czy nagroda. Nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu, Który obdarował takiego jak ja nieszczęśnika łaską bycia uczniem Światła, przynoszącą człowiekowi tak wielkie szczęście i pomyślność. Moim ostatnim słowem jest:
[93]
[94]
(Suplement do mowy obrończej Mustafy Sungura, przeznaczony dla Sądu Apelacyjnego)
1. W Sądzie Karnym moje czytanie Traktatów Światła, spisywanie ich i przekazywanie ich części potrzebującym braciom w wierze, aby mogli z nich skorzystać, zostało nazwane "podburzaniem ludzi przeciwko rządowi" i uznane za przestępstwo. Jednakże w mych pisemnych sprzeciwach wobec tego zarzutu powiedziałem: Traktaty Światła, co do których przypuszcza się, że podburzają ludzi przeciwko rządowi, są prawdziwym komentarzem do Koranu. Wszystkie ich części nauczają prawd wiary i obdarowują największym szczęściem tego, kto czyta je i przepisuje. Ich celem nie jest nic przemijającego, jak podburzanie ludzi
przeciwko rządowi, które jest drogą krnąbrnych i niemoralnych próżniaków, lecz zadowolenie Boga, najdoskonalsza ze wszystkich szczęśliwości i największe szczęście. Jestem dumny z tego, że czytałem i spisywałem Traktaty Światła, które dały mi najsłodszy dar, jakim są najwyższa cnota i wiara, zatem jestem najszczęśliwszym z ich uczniów i najbardziej bezsilnym ich sługą. Choć powiedziałem, że wiem, iż bycie uczniem Światła jest najwyższym Bożym darem, a ja stale składam podziękowania memu Panu (ar. Ar-Rabb), Który przyznał ów dar nieszczęśnikowi takiemu jak ja, moja przynależność do islamu i wiary została uznana za zbrodnię bez opierania tego osądu na jakimkolwiek prawie czy świadectwie, ja zaś w sposób całkowicie sprzeczny z prawdą i prawem zostałem ukarany.
2. Kiedy studiowałem w Instytucie Golkoy w Kastamonu, sam doświadczyłem tego, jak niektórzy nauczyciele uczyli nas bezbożności. Mówili oni, niech Bóg uchroni!, że Prorok Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) napisał Koran, że islam obecnie został unieważniony, że w tym wieku, kiedy rozwinęła się cywilizacja, podążanie za Koranem jest wielkim błędem i zacofaniem. Pewnego dnia nauczyciel powiedział nawet, że muzułmanie cierpieli stałe niedole i wiedli nieszczęśliwe życie, ponieważ odprawiali obowiązkowe modlitwy i myśleli o życiu ostatecznym; że w meczetach islamu panowała atmosfera śmierci, podczas gdy kościoły chrześcijańskie zawsze były pełne szczęścia i tętniące życiem, a chrześcijanie z ich instrumentami muzycznymi i innymi rozrywkami cieszyli się życiem i szczęśliwie spędzali czas. Nauczyciele próbowali zerwać więzi naszych serc z islamem i wiarą, zaś w ich miejsce zaszczepić nam zaprzaństwo i zwątpienie.
Zatem jeśli dzięki przeczytaniu kilku traktatów z niezrównanego światła Koranu, jakim są Traktaty Światła - które wypływają z blasku Koranu i poprzez olśniewające świadectwa i argumenty udowadniają prawdy wiary i islamu, a także fakt, że religia islamu jest nieśmiertelnym i niewyczerpanym słońcem, dzięki któremu ludzkość może osiągnąć szczęście i dobrobyt - nieszczęśnik, któremu zaszczepiano powyższe toksyczne idee, a którego duchowość chciano zabić szkodliwymi i bezbożnymi lekcjami, który został już porwany przez owe idee - i, niech Bóg uchroni!, uwierzył, że owe idee zaczęły się rozprzestrzeniać...; jeśli ów nieszczęśnik uwierzył w Koran, to czyż nie powinien ofiarować nieskończonej radości i szczęścia, jakie odczuwa, litościwemu, wiernemu i prawdziwemu bohaterowi, Nauczycielowi, Bediuzzamanowi, który zapewnił mu ową radość i szczęście dzięki Traktatom Światła, jakie napisał; czyż nie nazywałby go Szanownym Mistrzem, który wziął na siebie ciężki obowiązek spisywania
Traktatów Światła, skoro wybawiło to owego nieszczęśnika od jego dawnego życia w niedbalstwie i zbłądzeniu, skoro Traktaty są słońcem przewodnictwa i służą szczęściu całej ludzkości, skoro są łaską Boga dla wszystkich ludzi, a w szczególności dla wiernych; czyż nie nazywałby "zniszczeniem i zepsuciem tajnej organizacji Sufjana" działań tych, którzy przez swe straszliwie napastliwe ataki na Koran i islam, jakie opisano powyżej, zachęcają synów owego bohaterskiego narodu muzułmańskiego, aby mocno trzymali się bezbożności, i starają się zburzyć uświęcone, niebiańskie fundamenty islamu, do których przywiązane są miliony ludzi, a także zniszczyć szczęście tych ludzi oraz żal i niesmak, jaki czują oni na widok szaleńców, którzy oklaskują owych bezbożników oraz ich podłe, napastliwe i despotyczne zniszczenie; czyż nie powiedziałby swym dawnym współuczniom, którzy popadli w wątpliwości dotyczące ich wiary: "Dalejże, porzućmy podążanie za żądzami i zachciankami naszych dusz, skłońmy się przed prawdami Koranu i spieszmy do medresy Traktatów Światła, które w tym stuleciu są przewodnikiem wiodącym do szczęścia! Zostawmy tych kłamliwych łajdaków, których oklaskiwaliśmy przez całe miesiące lub lata, odrzućmy fałsz, który ukazywali jako prawdę, a zwiążmy się z naukami Bediuzzamana Saida Nursiego i obierzmy go naszym mistrzem! Odwróćmy się plecami do ciemności, a obejmijmy światło"...; czyż te wszystkie rzeczy nie są wynikiem radości, jaką ów nieszczęśnik odnalazł w wierze, w umiłowaniu Koranu i islamu, w jego przylgnięciu do nich, w oddaniu jego narodowi i w pragnieniu tego, by każdy zyskał prawdziwą i potwierdzoną wiarę i by każdy dostąpił niekończącego się szczęścia?
Czyż jest zbrodnią przywiązanie się do Boga i oznajmienie, że islam jest najwyższą religią, która przynosi cnotę i szczęście? W czasie, kiedy za pomocą kłamstw i oszczerstw z każdej strony przypuszczane są przytłaczające ataki na Koran i islam; kiedy są podejmowanie próby obalenia Koranu i Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), którzy są nadzwyczaj wzniośli, święci i drogocenni, lecz księgi, które szerzą bezbożność i ateizm, a także zbuntowani, przemijający i bezwartościowi nędznicy, którzy atakują islam, są traktowani z szacunkiem, zaś oklaskiwane są innowacje i bezprawie - czyż w takim czasie zbrodnią jest wiara oraz głoszenie świętości i wzniosłości Traktatów Światła, a także głoszenie tego, iż jako cud Koranu są one niebiańskim światłem i darem Wszechwładnego, który objaśnia i udowadnia jasno i w rozstrzygający sposób wzniosłość, prawdomówność i świętość Koranu i Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie); że udowadniają one zarówno
istnienie Boga, jak i fakt, że wszechświat ze wszystkimi swymi istotami, ich częściami ciała i systemami zaświadcza konieczność istnienia i jedność swego Stwórcy; że człowiek, ponieważ posiada rozum i zdolność myślenia, a także jest najbardziej wszechstronnym zwierciadłem dla Najpiękniejszych Imion Boga, jest pewnego rodzaju władcą, panującym nad wszystkimi innymi stworzeniami; że jeśli dzięki oddawaniu czci Bogu i wierze nawiązuje relację z Bogiem, a powstrzymuje się od zbłądzenia, występku i ciężkich grzechów, wówczas staje się godnym wzniesienia się do poziomu najwyższego z wysokich, staje się wyższym nad wszystkie stworzenia, szanowanym gościem Boga, który będzie na wieki szczęśliwy w Raju, lecz jeśli zaprzecza swemu Stwórcy poprzez przydawanie mu współtowarzyszy i bunt lub poprzez niedbalstwo i zbłądzenie, upada on niżej niż zwierzę, aż zasługuje na wieczne przebywanie w Piekle, na niekończące się męczarnie i tortury; że Koran jest prawdziwym słowem Boga, które jest niezmienne, zaś jego zakazy i rozkazy nie zmieniają się i nie mogą się zmieniać; że ludzkość może osiągnąć prawdziwe i trwałe szczęście jedynie poprzez podążanie za nakazami Koranu i przylgnięcie do nich?
Nie uważa się za zbrodnię czytania wymierzonych przeciwko islamowi powieści i historii dla pięciu lub dziesięciu minut niedozwolonej przyjemności, ani wydawania ksiąg nadzwyczaj niebezpiecznych i szkodliwych dla narodu, ani wychwalania i zalecania ich, zatem czyż można uważać za zbrodnię fakt, że czytamy i spisujemy Traktaty Światła, które opisują słońce islamu - za którym poszły setki milionów ludzi i w którym znaleźli oni prawdziwe szczęście - i wyliczają jego wzniosłe cechy, których nie jesteśmy w stanie we właściwy sposób wychwalić? Czyż ktokolwiek, kto ma w swym sercu choć atom wiary, kto pragnie dobrobytu kraju i narodu, może uważać to, co napisałem powyżej, za zbrodnię?
Szanowni Panowie Sędziowie Sądu Apelacyjnego! Sprawa przedstawiona w obecności Wysokiego Sądu jest wręcz sprawą wiary i Koranu, sprawą wiecznej szczęśliwości i zbawienia milionów ludzi. Skutkiem tego sprawa ta dotyczy wszystkich proroków (niech będzie z nimi pokój), a przede wszystkim Najszlachetniejszego Posłańca Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), wszystkich świętych, niezliczonych ludzi prawdy i wiernych, jak również wszystkich naszych przodków, którzy odeszli do wiecznego królestwa. Możecie zdobyć miłość, dobrą wolę, modlitwy i wstawiennictwo owych milionów ludzi prawdy. Oto przed wami leży wzniosła prawda nazwana Traktatami Światła. Czyż jej celem są niskie i przemijające zaszczyty i wysokie pozycje tego świata, czy jest nim zdobycie zadowolenia Boga, największej szczęśliwości,
najczystszej radości i najwyższego szczęścia? Czy zachęca ona ludzi do bycia niemoralnymi, czy też przyodziewa ich w wiarę, najwyższą moralność i cnotę?
Oto przed wami leżą Traktaty Światła, które wypływają z cudowności Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, i są niebiańskim światłem. Jako że najbardziej doniosłą sprawą, w jakiej obliczu stoją ludzie, ważniejszą niż cokolwiek innego, jest zdobycie wiary, aby mogli odejść z tego świata do królestwa wiecznej szczęśliwości; jako że dzięki blaskowi Koranu Traktaty Światła nauczają prawd wiary, a jak zostało to zaświadczone przez setki tysięcy ludzi, którzy czytali je i spisywali, a także jak wskazały na to liczne wersety koraniczne i hadisy Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), jak wskazali na to Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) i liczni święci, tacy jak Ghałs al-A'zam (niech Bóg będzie z niego rad), odniosły one zdecydowane zwycięstwo w tej sprawie, przeto z pewnościąi bez wątpienia dzięki waszemu wzniosłemu umiłowaniu prawdy i sprawiedliwości, wznoszącemu się ponad wszelkie rodzaje przemijającego niepokoju, pojmiecie i docenicie prawdomówne i koraniczne oblicze Traktatów Światła oraz ich prawdziwą wartość, a także fakt, iż ich uczniowie nie dążą do żadnego innego celu prócz zadowolenia Boga.
Panowie Sędziowie Sądu Apelacyjnego! Ze swą wysoką moralnością, cnotą i litością nasz szanowny i wzniosły Mistrz, Bediuzzaman Said Nursi, dokłada starań, aby wybawić ludzi od gęstych ciemności fałszywych idei i wiecznego uwięzienia w samotności, a znosząc najcięższe niedole i męczarnie, wzniósł się w tym czasie do najwyższego stopnia doskonałości dzięki temu, że został obarczony przez Wszechmocnego Boga świętym obowiązkiem publikowania prawd Koranu, a jednak w sposób całkowicie sprzeczny z wszelką prawdą i sprawiedliwością jest on wtrącony do więzienia. Straszliwe cierpienia naszego Mistrza - który jest stary, chory i nie ma nikogo, który praktykuje swą wiarę i akty czci w najbardziej wzniosły sposób, który nie ma innego celu prócz wybawienia ludzi wiary, który ma siedemdziesiąt pięć lat i prawdziwie miłuje ludzkość - w przenikliwym chłodzie więzienia w Afyon, rozdzierają serce, przyczyniając mu najcięższych boleści. Ufając w waszą wzniosłą i miłującą prawdę sprawiedliwość oraz prawdziwą dobroczynność, oczekujemy przejawu współczucia sprawiedliwości.
(Mowa obrończa Mehmeda Feyziego)
Akt oskarżenia stwierdza, że jestem głównym skrybą mojego Mistrza, Saida Nursiego, że jestem mocno przywiązany zarówno do niego, jak i do Traktatów Światła, i że służyłem im - i uznaje to wszystko za zbrodnię. Ze swej strony ze wszystkich sił potwierdzam te zarzuty i jestem z tego dumny, ponieważ żywię potężną, wrodzoną tęsknotę do wiedzy. Świadectwem tego jest fakt, że kiedy podczas sprawy w Denizli mój dom został przeszukany, zostało oficjalnie stwierdzone, że znaleziono w nim ponad pięćset rozmaitych uczonych ksiąg, a niektóre z nich były napisane po arabsku. Tym, co sprawiło, że zebrałem pięćset owych ksiąg, było niezwykłe pragnienie studiowania i nadzwyczajne umiłowanie wiedzy, jakich w tym czasie nie żywi nawet jeden człowiek spośród tysiąca, a jakie przejawiam pomimo mej niedoskonałości i młodego wieku.
Z powodu owej wrodzonej cechy mojej osoby poszukiwałem prawdziwego mistrza. Nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że dał mi z tak bliska to, czego poszukiwałem tak daleko. Tak, życie mego Mistrza, Saida Nursiego, zaświadcza, iż jedynym celem jego życia była wiedza i poznawanie nauk islamu. Jasno pojąłem, zarówno dzięki mym własnym obserwacjom, jak i z jego opublikowanej biografii, a także z tego, czego dowiedziałem się od jego dawniejszych uczniów, że moje wrodzone umiłowanie wiedzy można odnaleźć w niezwykłym stopniu u mojego Mistrza, zatem on sam, w cudowny sposób i w przeciwieństwie do wszystkich innych nauczycieli z medres tego czasu, wytrwał przy nauczaniu w medresach, znosząc każde nieszczęście. Wówczas politycy, którzy nie rozumieli nadzwyczajnej sytuacji mojego Mistrza, próbowali połączyć go z pewnego rodzaju polityką, choć nie miał z nią żadnego związku, a nawet wtrącili go do więzienia. Później jednak Wszechmocny Bóg uczynił jego pasję wiedzy kluczem do prawd Koranu i pojawiły się Traktaty Światła, pozostawiając w zadziwieniu wszystkich uczonych i filozofów. Mniej więcej w tym czasie, co było Bożą łaską, znalazłem tuż obok, w Kastamonu, Mistrza, którego poszukiwałem przez całe życie, którego natura była podobna do mojej, lecz nieskończenie bardziej wzniosła. Będę za to dziękował Bogu do końca moich dni.
Jak od dawnych dni, aby zachować godność nauki, mój Mistrz nigdy nie przyjmował takich rzeczy, jak jałmużna czy podarunki, tak również nie zezwolił swym uczniom na to, aby je przyjmowali. Przed nikim by
się nie pokłonił. Zaprawdę, nie schylając się ani nie kuląc w okopach na froncie pierwszej wojny światowej, ani nawet nie schodząc do nich, zachował on godność nauki. Podobnie bohatersko zachowując honor nauki i nauczania w obliczu trzech straszliwych dowódców, ani trochę nie zachwiał się w obliczu ich gniewu i zmusił ich do milczenia. Uznałem go zatem za swego prawdziwego Mistrza, jako że wiedziałem, iż był on kimś, kto poświęcił wszystko, by zachować honor tego narodu, kraju, a także tureckich instytucji naukowych. Nawet gdyby - jeśli założyć to, co niemożliwe - tak prawdziwie oddany swemu krajowi i narodowi Mistrz miał setkę wad, powinno spojrzeć się na nie pobłażliwie i nie sprzeciwiać się jego działaniom.
Przykładem ukazującym to, że patrioci tego kraju w Drugim Okresie Konstytucyjnym, a także nacjonaliści i patrioci czasów Republiki, docenili w imieniu kraju i narodu nadzwyczajną służbę mojego Mistrza dla nauki, jest fakt, że rząd Partii Jedności i Postępu przeznaczył dziewiętnaście tysięcy lir w złocie na jego uniwersytet na wschodzie, nazwany Medresetu'z-Zehra. Miał on zostać zorganizowany wedle tego samego wzoru, co Uniwersytet Al-Azhar. Jego fundamenty zostały położone w prowincji Van, lecz nie został on wybudowany z powodu pierwszej wojny światowej. Następnie dwadzieścia cztery lata temu pierwszy rząd Republiki przeznaczył na ten cel sto pięćdziesiąt tysięcy lir za zgodą stu sześćdziesięciu trzech deputowanych. To, że naszemu mistrzowi niemal powiodło się założenie na własną rękę uniwersytetu podobnego do Al-Azhar, który został powołany do istnienia jedynie dzięki inicjatywie tysięcy uczonych, ukazuje, że wszyscy patrioci i ci, którzy miłują swój kraj, wraz z nauczycielami medres (szkół religijnych) powinni docenić Bediuzzamana i przyklasnąć mu. Jeśli chodzi o nas, to - ponieważ znaleźliśmy tak wspaniałego Mistrza - postanowiliśmy znieść wszelkiego rodzaju trudności i kłopoty. Mam dla niego bezgraniczny szacunek jako dla wyjątkowo wykształconego uczonego tego czasu, który dzięki blaskowi jego nauki i dzięki prawdom jego stu trzydziestu dzieł sprawił, że kroczę naprzód drogą wiary i wiedzy. In sza'a-llah, mój szacunek dla niego przetrwa przez całą wieczność.
Nie istnieje żadna tajna organizacja, która wykorzystując religię i uczucia religijne ma na celu zaburzenie bezpieczeństwa publicznego, a w związku z owym zarzutem oskarżenie chce, bym został skazany. Mimo całych miesięcy dochodzeń i rewizji oskarżenie nie było w stanie potwierdzić istnienia jakiegokolwiek stowarzyszenia tego rodzaju, ani też my sami nie mamy żadnego związku z czymś takim. Naszą jedyną troską, w ramach praw Republiki, jest troska o Traktaty Światła, które pomyślnie
przeszły najcięższe egzaminy, spotkały się z odpowiednim szacunkiem najwyższych komitetów rzeczoznawców i zostały uniewinnione przez upoważnione do tego sądy. Nie są one zdradą kraju i narodu, lecz naukowym dokładaniem starań na drodze, która jest wręcz korzystna dla kraju i narodu. Prócz tego nie mamy żadnych celów politycznych ani jakichkolwiek innych zamysłów. Zatem, jako że nasza niewinność i szczerość w tej kwestii są jasne, dopraszam się od waszego sprawiedliwego sądu przejawu sprawiedliwości i uniewinnienia mnie, jak stało się to w sądzie Denizli.
(Mowa obrończa Ahmeda Feyziego)
Panowie Sędziowie!
Czyż obowiązkiem i prawem człowieka wierzącego nie są służenie Koranowi i Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) poprzez spotykanie się z uczonym w religii, czytanie i spisywanie ksiąg owego uczonego oraz spieszenie z pomocą współwyznawcom? Czyż istnieje jakiekolwiek prawo zabraniające nam owej służby dla religii? Czyż zbrodnią jest krytykowanie pewnych aspektów ateistycznych i niemoralnych prądów naszych czasów? Jesteśmy jedynie grupą pobożnych ludzi, która nie ma żadnego związku ani z polityką, ani z rządem. Myślenie o kimś dobrze i uważanie go za godnego tego jest osobistą opinią, a takiego zdania może być ktokolwiek bądź. Wiemy, że Bediuzzaman jest najbardziej wzniosłym uczonym religijnym naszych czasów. Wiemy, że jest kimś, kto podąża za prawdą, kto wyraża i objaśnia
prawdy religii, nikomu nie pochlebiając ani nie nadskakując. Nazywamy go mudżtahidem [95]z powodu jego służby religii i jego polegania na niezachwianych prawdach Koranu, a także dlatego, że podjął się obrony naszego kraju przed zagrażającymi mu prądami niemoralności i niewiary. W kraju, w którym obowiązuje wolność religii i wolność sumienia, nie możemy zostać uznani za winnych przestępstwa z powodu poglądów, jakie wyznajemy zgodnie z naszymi sumieniami, zatem nie mamy również obowiązku zdawać komukolwiek rachunku.
Co się tyczy kwestii ludzi, których przyjście u kresu czasu przepowiadają hadisy, to nie sfabrykowaliśmy tych hadisów, lecz mają one swój początek w religii. Posłaniec Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) w licznych hadisach powiedział, że życie jego wspólnoty nie potrwa dłużej niż tysiąc pięćset lat. Przekazał on wiadomości o wielkich wydarzeniach historycznych, następujących aż do tej pory, które miały mieć największe znaczenie dla życia jego społeczności i dla życia świata, nazywając je "znakami końca świata". Zwrócił uwagę ummy muzułmańskiej na ich zło. Powiedział, że ci, którzy będą niedbali i nieświadomi owego zła, spotkają się z wiecznie trwającą niedolą i poniosą stratę. Istnieją niezliczone religijne dowody tych słów. Wierzymy w Boga, w Jego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i w Koran. Zatem czyż w rezultacie owej wiary i wiary w prawdomówność Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) nie powinniśmy dokładać starań, aby ocalić samych siebie przed wiecznie trwającym potępieniem? Czyż nie powinniśmy widzieć, co dzieje się wokół nas? Czyż zastanawiając się: "Czy ów niebezpieczny czas nadszedł? Nie bądźmy pokoleniem, które stanie się ofiarą owych niebezpieczeństw", nie powinniśmy wskazywać, jak można odnieść te słowa do istniejących prawd religijnych? Jeśli zlekceważymy stanowcze świadectwa, jakie mamy przed sobą, a także udowodnione prawdy naukowe, które zabierają nas przed oblicze Boga, jeśli będziemy przypuszczać, że bezbożność Europy jest najwspanialszym narzędziem cywilizacji i jedynym znakiem szczególnym wiedzy, jeśli porzucimy naszą religię, któż wybawi nas od wiecznego potępienia? Czyż nie powinniśmy o tym pomyśleć? Czyż człowiek, którego umysł nie uznaje nic wyższego ponad Koran i jego prawdy, skazałby się na wieczne potępienie z powodu strachu przed przemijającymi karami? Czyż nadałby on jakąkolwiek wartość temu, co przemija? Czyż porzuciłby swój obowiązek służenia Bogu, Jego Posłańcowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i Jego religii? Oto zatem te czynniki, które prawdziwie przywiązały nas do
Bediuzzamana. Czyż istnieje jakiekolwiek inne źródło prócz religii, które mogłoby zagłuszyć owe przedwieczne potrzeby naszych dusz?
Prokurator poleca nam tysiące arabskich ksiąg, które wypełniają biblioteki, lecz nie interpretują ducha dnia dzisiejszego. On sam oraz ci, którzy myślą podobnie do niego, mogą nie lubić kompendium wiedzy, skarbca wolności i wzniosłej prawdy nazwanej Traktatami Światła; mogą je krytykować. To ich sprawa. Jednak nie mogą oni wtrącać się w sprawy tego, że wybraliśmy to lub tamto dzieło i uznajemy je za wartościowe. Lubimy Traktaty Światła i wiemy, że są one prawdziwą, nie zaś obłudną księgą o religii, a także prawdziwym komentarzem do Koranu. Wartość i jej ocena to kwestie sumienia i nikt nie może w nie ingerować. Tak, zgadzamy się z tym, że autor Traktatów Światła zawsze naucza czystej prawdy. Fakt, że on sam się z tym nie zgadza, nie zmienia naszej opinii. Co więcej, nasza opinia oparta jest nie na jego cudotwórstwie w królestwie tego, co materialne, lecz na cudach jego wiedzy i nadzwyczajnych jej przejawach, które dostrzegliśmy w jego naukach dzięki Traktatom Światła, rzucającym wyzwanie całemu światu wiedzy. Czyż możecie pokazać nam drugiego Bediuzzamana, który, choć czas jego (oficjalnych - uz. red. tur.) studiów nie przekroczył trzech miesięcy, rozprzestrzenia tak olśniewające światło wiedzy; który poprzez cuda jego nauki w ostatecznych kwestiach naukowych ukazuje logikę tak rozwiniętą, iż pozostawia ona w zadziwieniu nawet najbardziej wzniosłych myślicieli; który posługując się językiem, jakiego uczył się jedynie w drugiej części swego życia, ukazuje tak urzekający styl wysławiania się i tak głęboki zapał; który jest przepełniony miłością i pasją; który jest niczym występujące z brzegów morze wiary, skarbiec Bożej wiedzy, ocean mądrości?
Czyż uważacie za przesadę, że uznajemy za Mistrza tego, kto jest pomnikiem cnoty i światła; kto nie okazuje najmniejszej skłonności do patosu ulotnej i powierzchownej ostentacji; kto nie zniża się do choćby najmniejszej korzyści czy przyjemności; kto nie przydaje jakiejkolwiek wartości nikomu spośród liżących stopy tego, co ulotne i nieczyste; kto nie oczekuje niczego od nikogo, o nic nie prosi i nie przyjmuje tego, co jest mu ofiarowywane; kto ukazując najlepszy przykład najczystszej cnoty, a znosząc z cierpliwością i wyrozumiałością wszelkie szkody, poświęcił się prawdzie oraz umożliwieniu poznania świateł Koranu i wiedzy Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie); kto z powodu swej obfitej litości opłakuje cierpienie tego kraju i narodu; kto nigdy, mimo wszystkich zdrad, jakie wycierpiał, nie porzuca swego dzieła, służącego szczęściu tych, którzy go otaczają; kto mimo swej starości i samotności z bezinteresownym i niebiańskim mozołem dokłada starań
i walczy o uratowanie ludzi z sideł zbłądzenia i z topieli zaprzaństwa? Prócz wyżej opisanych cudów jego wiedzy jest on wart tego, aby poznać go i podążać za nim, jako przykład doskonałości i cnoty, a to z powodu owego niezrównanego samopoświęcenia, samowystarczalności, mistrzowskiej cnoty i powściągliwości, jakie ukazał w tym czasie, gdy cnoty moralne zostały utracone.
Oto, jak postrzegamy Bediuzzamana i jego dzieła. Czyż z powodu naszego przywiązania do niego, jakie bierze początek z naszej wiary, z powodu naszej wiary w surowe napomnienia i reprymendy Koranu i Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) dotyczące niewiary i moralności, miałby on uwikłać nas w politykę, którą uważa za ulotną nieczystość? Czyż można nazwać zepsuciem mówienie o Bogu i Jego Posłańcu (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) o prawdzie i o Koranie, niektórym synom naszych rodaków, którzy przez dwadzieścia pięć lat nie mogli uczyć się prawd religii i zmierzali ku wiecznemu potępieniu, aby ocalić ich od wiecznie trwającej zagłady, aby zmienić na lepsze ich czyste dusze i niewinne sumienia?
Panowie Sędziowie! Nie jesteśmy w żaden sposób zaangażowani w politykę. Wiemy, że dla takich jak my, którzy się w niej nie orientują, polityka jest drogą najeżoną tysiącem i jednym niebezpieczeństw, zagrożeń i odpowiedzialności. Spoglądamy jedynie na dobre oblicze świata, które zabiera nas do zadowolenia Boga. Z całą gwałtownością odrzucamy zatem zarzut, wedle którego dążymy do celów politycznych lub sprzeciwiamy się koncepcji państwa. Gdybyśmy mieli jakąkolwiek intencję tego rodzaju, przez dwadzieścia pięć lat pojawiłby się choćby mały jej przejaw. Tak, mamy również swą negatywną stronę, która napomina, zwracając się ku niemoralności i niewierze. Wynika to jedynie z naszej wiary i z tego, że koniecznym jest, byśmy dołączyli do surowych wyrażeń Koranu i jego wszechstronnych ostrzeżeń w temacie owych rzeczy. Jeśli owe powody i ów szczery, bezpośredni styl wyrażania się nie przemawiają do was, skażcie nas na dowolnego rodzaju karę, która was zadowoli. Nie zapominajcie jednak, że Jezus (niech będzie z nim pokój), który ma dzisiaj sześćset milionów wyznawców, został skazany na śmierć przez współczesne mu władze jak pospolity złodziej jedynie dlatego, że jego serce biło dla szczęścia rodzaju ludzkiego i że przyjął depozyt, jakim było przekazanie Bożego przesłania.
Wypowiedziawszy się swobodnie, z dumą przyjmiemy wyrok. Wołając:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały Poręczyciel!», wznosimy swe ręce do dworu Tego, Który jest szafarzem w każdej potrzebie.
(Mowa obrończa Ceylana)
Czyniąc górę z kretowiska, z powodu mej służby mojemu Mistrzowi oraz Traktatom Światła, z której to służby jestem dumny, oskarżyciel przedstawiamnie jako znamienitego dyplomatę lub przebiegłego spiskowca. Oto, co mówię w odpowiedzi na jego wyznaczanie mi wielkiego udziału w wyimaginowanej zbrodni, o którą oskarżone są Traktaty Światła: Jestem blisko przywiązany do mego Mistrza, Bediuzzamana, z którego nauk poprzez czytanie jego dzieł o religii, wierze i moralności, skorzystałem w stopniu tak wielkim, że byłbym gotów do poświęcenia życia przez wzgląd na niego. Jednakże moje przywiązanie nie jest, jak mówi oskarżenie, szkodliwe dla kraju i narodu ani mające na celu podburzenie ludzi przeciwko państwu; jest raczej nieodwracalnym przywiązaniem na drodze wybawienia mnie od wiecznego unicestwienia grobu, przed którym nikt nie może uciec, a także wybawienia moich braci w religii, którzy jak ja w owych niebezpiecznych czasach potrzebują wybawienia, ulepszenia swego postępowania i tego, by stali się pożytecznymi członkami tego narodu i obywatelami tego kraju.
Jestem jednym z tych, którzy są mu {[1]: Tj. Bediuzzamanowi.} bliscy. Przez cztery lata od czasu do czasu z dumą mu służyłem. Przez ten czas nie doświadczyłem od niego niczego innego prócz całkowitej cnotliwości. Ani razu nie słyszałem, by wypowiedział choć jedno słowo na temat tego, jakoby miał być Mahdim lub Odnowicielem religii. Ponad sto tysięcy kopii Traktatów Światła, a także setki tysięcy uczniów Światła o czystej intencji, którzy ocalili swą wiarę poprzez czytanie owych Traktatów, mogą zaświadczyć fakt, iż jest on prawdziwym wzorem skromności.
Mój błogosławiony mistrz uważa siebie za ucznia Światła takiego jak my, i to właśnie twierdzi. Można to z łatwością dostrzec w wielu jego listach, które macie w swym posiadaniu, a szczególnie w Traktacie o szczerości intencji, który wchodzi w skład zbioru Laska Mojżesza (tur. Asa-yi Musa). Wielokrotnie mówi on w swych listach: "Trwałych prawd, podobnych słońcu lub diamentom, nie można zbudować w oparciu o przemijających ludzi, zaś przemijający ludzie nie mogą rościć sobie praw do owych drogocennych prawd". Zatem oskarżanie go o samochwalstwo i o to, że twierdzi, iż jest Mahdim oraz Odnowicielem religii, jest czymś, czego nie mógłby uczynić ktokolwiek inteligentny. Jeśli przeczytacie starannie i uczciwie wszystkie jego traktaty i listy, dojdziecie do pewnego przekonania, że na przestrzeni całych wieków nie można napotkać nikogo podobnego owemu dogłębnie wykształconemu uczonemu tych czasów. Jest on zbawicielem wiary, jakiemu podobnego się nie znajdzie, który w czasie, gdy czerwone iskry komunizmu liżą strzechy naszych domów, jest dla kraju i narodu patriotą bardziej pożytecznym i owocnym od całej armii. Żałuję, że nie zostałem wcześniej uczniem tak wspaniałego dzieła i szanownego Mistrza, który je napisał.
Szanowni Panowie Sędziowie!
Z ideą wykonywania uświęconej służby dla narodu, aby jego synowie mogli jak ja skorzystać z Traktatów Światła, a płynących z nich nieskończonych korzyści sam doświadczyłem, wydrukowałem w Eskisehir Przewodnik dla młodzieży (tur. Genclik Rehberi). Pytam was: Jak bardzo sprzeczny ze sprawiedliwością jest fakt, że choć służba Traktatom Światła, które są prawdziwym i niezbitym komentarzem do Koranu, jaką wykonuje nieszczęśnik taki jak ja, powinna spotkać się z pochwałą, uznaniem i zachętą, doznajemy tak surowego traktowania?
Dopraszam się od waszego sprawiedliwego sądu wydania decyzji o wolności Traktatów Światła, ponieważ są one zaopatrzeniem naszych dusz, narzędziem naszego zbawienia i kluczem do wiecznego szczęścia. Jeśli pewne okoliczności, a o niektórych z nich wspomniałem i wymieniłem je powyżej, waszym zdaniem stanowią zbrodnię, całkowicie pogodzę się z najcięższą karą, jaką mi wymierzycie.
(Mowa obrończa Mustafy Osmana)
Mówię w odpowiedzi na kwestie, jakie wysunęliście jako zarzuty, wedle których brałem udział w wyimaginowanym działaniu przeciwko ustrojowi, rzekomo przedsięwziętym przez Bediuzzamana Saida Nursiego, który jest oskarżony o założenie tajnego stowarzyszenia, a także o to, że wykorzystując uczucia religijne, był zaangażowany w działania, jakie mogły naruszyć bezpieczeństwo państwa:
1. Tak, jak wielu uczniów Światła, tak i ja zacząłem kolekcjonować Traktaty Światła i czytać je z intencją otrzymania cywilizowanej i pobożnej nauki dotyczącej postępowania wedle nauk Koranu, które to postępowanie jest naszą cechą narodową i jest godne prawdziwego turkizmu oraz islamu, jest naszym historycznym zaszczytem i naszą cnotą. Zamierzałem stać się pożytecznym członkiem narodu i obywatelem kraju oraz bronić ich przed efektami obcych ideologii.
Jak mógłby być uważany za przestępstwo fakt, że w czasie, kiedy występek i niemoralność zdeptały honor i sposób postępowania naszych przodków, którzy zdobyli sławę w historii, zatruły życie społeczne i wylały się na ulice w stopniu zniesmaczającym nawet ludzi niemoralnych, zatrważając opinię publiczną po to, by plotkowało się o nich w każdym domu, a owa smutna sytuacja, która rodzi krytykę przybierającą postać wiadomości o powołaniu policji obyczajowej, a także wielu innych tematów poruszanych w gazetach i magazynach, będących językiem opinii publicznej, szybko się rozszerza i wręcz staje się powszechną...; jak można uważać za przestępstwo czytanie w takim czasie Traktatów Światła, które wybawiły mnie i wybawiają wszystkich czytających je muzułmanów, a także dawanie ich do czytania mym rodakom, którzy wiedzieli i słyszeli o tym, że czytam owe dzieła, a usilnie o nie proszą, aby mogły one ulepszyć również ich moralność; a także wybawianie dzięki Traktatom Światła i ich skutecznym naukom tych ludzi, którzy są pozbawieni kotwicy i sta li się szkodliwi dla kraju i narodu; a także wręczanie Traktatów owym ludziom, by czytali je i stali się użytecznymi dla całej ludzkości - jak można by było uważać to wszystko za przestępstwo? Traktaty są świetlistą i skuteczną bronią Bediuzzamana w jego uświęconej, moralnej walce, która jest godna pochwały i uznania. Wraz ze swymi skutecznymi
naukami w temacie religii jest on mudżtahidem, walczącym przeciwko niebezpiecznej czerwonej zarazie komunizmu, która rozprzestrzenia się jak epidemia nawet w naszym kraju i sprawia, że cały świat drży ze strachu. Jak można by było uważać, że popełniłem zbrodnię, dając ludziom owe traktaty, skoro w ciągu dwudziestu lat przekształciły one dwadzieścia tysięcy ludzi, a prawdopodobnie nawet więcej, w pożytecznych obywateli kraju i członków narodu? Jak można by było w ten sam sposób stawiać zarzuty ich szanowanemu autorowi? Zadaję to pytanie waszym sumieniom.
2. Hadis, w temacie którego oskarżenie stwierdziło, że jest on "fałszywy", a zatem nienaukowy, w księgach hadisów nazywany jest "wiarygodnym". Fakt, że interpretacje i odpowiedzi Bediuzzamana (które obecnie znajdują się Promieniu Piątym) na pytania, jakie mu postawiono w związku z innymi pytaniami, zadanymi przez Japończyków i Kościół anglikański, zostały zaakceptowane przez uczonych w dziedzinie hadisów, a także fakt, że zaakceptowali je, nie zgłaszając sprzeciwu, wiodący i znamienici uczeni zarówno przed Rewolucją Konstytucyjną, jak i podczas niej, kategorycznie dowodzą tego, że ów hadis jest wiarygodny.
Co więcej, prawdy nie tylko części Traktatów Światła, lecz całego ich zbioru, są tak potężne, że żaden prawdziwy muzułmański uczony nie mógłby się im sprzeciwić, zatem prawdziwi uczeni całego kraju, a przede wszystkim Ministerstwo Spraw Religijnych, zostali zmuszeni do zaakceptowania i uszanowania ich. Sprzeciwy jednego lub dwóch osobników, którzy są znani jako uczeni, lecz są pozbawieni prawdziwej wiedzy, nie obalają owych prawd ani potężnych dowodów. Są one jedynie śmieszne i absurdalne. Czyż zatem zdradą ustroju jest napisanie listu dziękczynnego do autora Traktatów Światła przez kogoś, kto został urzeczony prawdami Koranu i wiary, jakie owe Traktaty zawierają, a także duchowymi i materialnym prawdami, które stały się jasne dzięki owym Traktatom studiowanym w całym kraju przez każdą grupę ludzi dla ocalenia ich życia wiecznego od zagłady; czyż jest zdradą napisanie takiego listu do autora Traktatów, które przyniosły korzyść tysiącom rodaków, na wieki wdzięcznych ich szanownemu autorowi, ponieważ ocaliły wiarę tych ludzi; czyż jest zdradą poleganie na niewątpliwych prawdach określonych przez hadis, które - jak się uważa - stanowią przestępstwo, a także rozważanie pewnych czynów i działań, jakie pojawiły się w tym kraju, a o których jest mowa w hadisie; czyż jest zdradą przypuszczenie oparte na twierdzeniach licznych muzułmańskich uczonych i postrzeganie
Traktatów jako zwycięstwa Koranu, które doprowadzi do naprawienia pewnych błędów i do zadowolenia z owej naprawy, a także prywatne przypisywanie owego poglądu Mistrzowi, dzięki którego dziełom zyskaliśmy światło; czyż jest zdradą nadzieja na to, że kraj i naród nie upadną w anarchię i nie wezmą w objęcia Czerwonej Zarazy, która sprawia, że cały świat drży ze strachu - czyż to wszystko jest zdradą ustroju? Czyż jest to oczernianiem reform? A czyż stawianie owemu uczonemu wciąż tych samych zarzutów, aresztowanie go, więzienie w samotności, stawianie go, a także i nas, przed sądem - choć kilka sądów uniewinniło owego uczonego, który w pełni zasługuje na pochwały i uznanie, choć jest on bardzo stary, jest pustelnikiem i nie ma nikogo bliskiego - czyż uważanie za zbrodnię naszych naukowych poglądów i naszej pracy na rzecz ocalenia naszej wiary, czyż przytaczanie ich jako zaświadczenia przypuszczalnego naruszenia przez nas bezpieczeństwa państwowego jest słuszną decyzją? Jeśli tak, to jakież sumienie podjęło taką decyzję? Pytam o to wasz sąd, a odpowiedź pozostawiam waszym sumieniom.
3. Odnośnie do zarzutu "noszenia portretu Bediuzzamana, jakby był on czymś świętym, zbierania jego listów i korespondowania z nim": Noszenie nie prostego obrazu, lecz portretu zdobnego złotem i klejnotami tak wszechstronnego uczonego i tak szanowanego autora, który dzięki swoim dziełom ocalił moje życie duchowe i życie wieczne od zagłady i pozwolił mi na doświadczenie przyjemności i szczęścia życia materialnego, a także ocalił wiarę tysięcy ludzi takich jak ja, wysyłanie do niego listów z gratulacjami, a także poznawanie innych, którzy go miłują, jest moim prawem i prawem wszystkich członków ludzkości. Nie sądzę, aby to moje prawo stanowiło zbrodnię, a na zakończenie mówię: Jak może poświadczyć to policja dwóch prowincji oraz licznych miast, uczniowie Światła, aby byli w stanie służyć temu krajowi, narodowi i całej ludzkości, przez długie lata dzięki Traktatom Światła ocalali samych siebie przed byciem bezużytecznymi, i służyli również wybawieniu od tego innych. Choć patriotyczna służba, jaką wykonaliśmy dla tego kraju i jego rządu, była w rzeczywistości większą od służby tysięcy policjantów, choć jest ona godna uznania i pochwały, została ona niewłaściwe zinterpretowana, a my zostaliśmy aresztowani, jak gdybyśmy rozmyślnie działali w imieniu jakiejś obcej siły. Wszystkie nasze dzieła i interesy zostały zrujnowane, zaś nasze nieszczęsne rodziny i dzieci pozostawiliśmy szlochającymi w nędzy. Z jakimi prawami demokracji zgodne jest takie postępowanie, z jakimi sprawiedliwymi decyzjami jakich sprawiedliwych sędziów? Domagam się od waszego Wysokiego Sądu, który egzekwuje sprawiedliwość
w imieniu sprawiedliwego narodu tureckiego, aby owym dziełom, których korzyści i zalety są oczywiste i niezaprzeczalne, pozostawiono wolność, a także tego, byśmy zostali uniewinnieni.
(Mowa obrończa Hifziego Bayrama)
Zarzuca mi się czytanie pewnych dzieł - które nauczają prawd Koranu i wiary oraz przynoszą wielką korzyść narodowi i krajowi - muzułmańskiego uczonego Bediuzzamana, który jest oskarżony o próbę wykorzystania uczuć religijnych do naruszenia bezpieczeństwa państwa, a także o pozyskiwanie i rozdawanie wielu znajomym - na ich prośbę - niektórych z jego traktatów, które przyniosły mi wielką korzyść w sprawach wiary i religii, i które doprowadziły do tego, że nabyłem cech koranicznej moralności, w nadziei, że będzie to dla nich dobre i że skorzystają oni z jego nauk w temacie wiary, religii, moralności i charakteru narodowego. Ponadto pod pretekstem tego, że wielu znajomych wysyłało na mój adres listy z wyrazami przyjaźni bądź o charakterze naukowym, stwierdzono, że byłem wspólnikiem zbrodni wyżej wymienionego. Sprzeciwiam się kwestiom, które są mi zarzucane, w następujący sposób:
1. Nie czytałem Traktatów Światła - które wcześniej zostały osądzone, uniewinnione i zwrócone ich autorowi, a także były wychwalane i zalecane przez religijnych uczonych tego kraju - z jakąkolwiek intencją wywołania kłopotów, jak obstaje przy tym oskarżenie. Widziałem, że każda ich część nie jest niczym innym, jak tylko ważnym komentarzem do Koranu, który skutecznie naucza islamu i daje nauki religijne, drogą do uczynienia ludzi cnotliwymi i rozwiniętymi moralnie, do ocalenia narodów przed upadkiem w otchłań. Skoro tak, to nie przypuszczam, by czytanie ich z intencją
studiowania bądź zachowania mojej religii i wiary, dawanie ich innym i pozyskiwanie ich od innych, stanowiły zbrodnię, ponieważ nigdzie nie doszło do jakiegokolwiek incydentu szkodliwego dla kraju i narodu, w którym braliby udział uczniowie Światła, a jaki zostałby poświadczony lub odnotowany przez policję. Prócz tego, całkowicie fałszywym jest mówienie: "Studiowali i czytali je w tajemnicy..." oraz wzbudzanie wątpliwości dotyczących tajnego stowarzyszenia, ponieważ uczniowie Światła nie mają żadnego powiązania z jakimkolwiek stowarzyszeniem, naukowym czy politycznym, tajnym czy jawnym. Zaprawdę, kilka lat temu te same zarzuty postawiono Bediuzzamanowi i wielu innym; zostali oni postawieni przed Sądem Karnym w Denizli, a choć wszystkie części Traktatów Światła zbadano do najdrobniejszych szczegółów, to wszyscy zostali uniewinnieni. Nie wiem, do jakiego stopnia nakazy sprawiedliwości wymagają tego, by wysuwać jako świadectwo zbrodni tak poważnej, jaką jest naruszenie bezpieczeństwa państwowego i zdrada ustroju, czytanie i przekazywanie do czytania innym dzieł, które - wraz z ich autorem - zostały uniewinnione, zatem pozostawiam tę kwestię waszym sumieniom.
2. Pośród zarzutów znajduje się ten, wedle którego miałem wysłać - kiedy byłem aresztowany - pewien traktat przez kogoś z Bayezid, kogo nawet nie znam. Nigdy nie widziałem tego traktatu i nie zostałem poinformowany o tym, co zawiera, lecz jeśli jest on Traktatem Światła, przyjmuję ten zarzut. Wy pytacie, a ja odpowiem. Dowiedziałem się jedynie, że prokurator w akcie oskarżenia wspomina o Mahdim, zaś mój Mistrz jest niewinny w kwestii wszystkich tego rodzaju oskarżeń. Jak nigdy nie słyszałem, aby wspominał o czymś takim, tak nigdy tego nie widziałem w żadnym z jego dzieł. Co więcej, przy każdej okazji zabraniał on swoim uczniom okazywania mu czci, wywyższania go bądź przyznawania mu jakiejkolwiek rangi, i napominał tych, którzy pisali do niego takie listy. Zawsze znaliśmy go jako wybitnego uczonego, który nie poszukuje rangi ani pozycji, a jest sumiennym i wymagającym hodżą.
(Mowa obrończa Mustafy z Emirdag)
Oto, co mówię pokrótce w odpowiedzi na oskarżanie mnie przez prokuratora o to, że byłem wspólnikiem w wyimaginowanej zbrodni mojego Mistrza Bediuzzamana:
Służba, jaką wykonałem bez najmniejszego żalu dla mego Mistrza i dla Traktatów Światła, przypomina jedynie kroplę w porównaniu z oceanem łaski i przychylności. Jak drobne okruchy szkła poświęca się na drodze prowadzącej do zyskania skarbca pełnego drogocennych diamentów, tak ja w każdej chwili jestem gotów na poświęcenie mego życia dla Traktatów Światła, które służą ocaleniu mego wiecznie trwającego życia. Mniemam, że straszliwą zdradą mego błogosławionego Mistrza, wiodącego uczonego tej epoki, a także jego jedynego celu, jakim są wiara i Koran, byłoby porzucenie Traktatów Światła, których liczne korzyści - zarówno doczesne, jak i odnoszące się do życia ostatecznego - zostały ustalone, z powodu przejściowego uwięzienia i jego nieznacznych trudności, a także dlatego, by żadna szkoda nie spotkała naszego krótkiego i burzliwego życia na tym świecie, lub też pozostanie obojętnym na los Traktatów Światła i mojego Mistrza. Nie chcę odejść ani na jotę od tego, na co on zezwala i co nakazuje.
Szanowni Panowie Sędziowie!
Dlaczego ma wyglądać na przesadę fakt, że pomimo mego ubóstwa powinienem zostać uczniem wiodącego uczonego w religii, który stworzył potężny front przeciwko komunizmowi, dążącemu do tego, by rozsiać swe trujące zarazki nad naszym pięknym krajem? Z pewnością dowodzi to faktu, że bogactwa Traktatów Światła dalece przewyższają bogactwa tego świata. Pozostawcie memu Mistrzowi i Traktatom Światła wolność na wieki, aby mogli oni ocalić wiarę młodych Turków takich jak ja i aby młodzi ludzie mogli stać się pożytecznymi obywatelami kraju. My, młodzi ludzie z Turcji, potrzebujemy Traktatów Światła po tysiąckroć bardziej niż potrzebuje powietrza ktoś, kto jest przetrzymywany w ciasnej celi więziennej, niż potrzebuje światła ktoś w ciemnościach czarnych jak smoła, niż potrzebuje jedzenia i wody ktoś, kto na pustyni schnie z głodu i pragnienia, niż potrzebuje ratownika ktoś, kto topi się w morzu. Z powodu powyższych faktów, a wspomniałem tylko o niektórych, niezgodne
z honorem sprawiedliwości jest zatem potępianie Bediuzzamana, który zdobył sobie nasze najlepsze zdanie w jego temacie i szacunek; z którym - jak również z wieloma nieszczęśnikami, którzy są jego uczniami i mają dobre intencje - jesteśmy połączeni niezniszczalną więzią, a także pozwalanie na to, byśmy gnili w więzieniu.
(Mowa obrończa Halila Caliskana)
Szanowni Panowie Sędziowie!
W akcie oskarżenia, jaki został mi odczytany przez prokuratora, moją służbę dla mego Mistrza przywołuje się jako poważną zbrodnię. Mój mistrz przybył do naszego miasta w 1944 roku i mieszkał tam przez cztery lata. Na czterdzieści lat wyrzekł się wszelkich przyjemności i wygód tego świata, a pracował jedynie dla wiary i islamu, aby ocalić wieczne szczęście muzułmanów - szczególnie z naszego kraju - na drodze wiary i życia ostatecznego. Dzięki naukom Traktatów Światła w temacie wiary i moralności wzniósł on barierę przeciwko szkodliwym ideom komunizmu, który wyrządza wielką szkodę naszej religii, szczególnie pośród naszego muzułmańskiego narodu tureckiego. Materialne i duchowe szkody wyrządzane przez komunizm są niesłychane. Bediuzzaman zapobiega także innym rzeczom, podobnie szkodliwym dla narodu. Czyż zatem fakt, że przez trzy lata od czasu do czasu z dumą służyłem Traktatom Światła i memu Mistrzowi, który godzien jest tego, by oklaskiwali go wszyscy uczeni świata, w oczach sprawiedliwości stanowi zbrodnię? Ponadto ukazano jako zbrodnię fakt, iż porzuciłem zawód krawca, by wykonywać ową służbę. Jeśli jednak byłem prawdziwie gotów na poświęcenie mego życia dla Traktatów Światła, które są prawdą i prawdziwym komentarzem do Koranu, a także dla mojego Mistrza, czyż powinno to być uważane za poważne przestępstwo, czyż ja sam mam być znany jako zdrajca mego kraju? Pytam was!
Szanowny Panie Przewodniczący sądu! Czytałem niektóre części Traktatów Światła, a niektóre z nich spisałem. Nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że z powodu tęsknoty do wiedzy, jaką odczuwałem przez długi czas, zacząłem korzystać z owych traktatów. Choć byłem z nimi blisko związany, nie widziałem w nich niczego, co dotyczyłoby podburzania ludzi przeciwko rządowi, zakłócania porządku publicznego lub ustanawiania tajnego stowarzyszenia, ani też nie słyszałem od mego Mistrza niczego w temacie tego, by miał on być Mahdim lub Odnowicielem religii, jak również niczego, co dotyczyłoby tego rodzaju ruchów. Jedynym celem Traktatów Światła, naszego Mistrza i nas, jego uczniów, jest służyć islamowi, a szczególnie narodowi tureckiemu, przez wzgląd na wiarę i moralność. Z pewnością Traktaty Światła ani ich słudzy nie powinni być prześladowani z powodu owej służby. Naszym jedynym celem i zamysłem jest właśnie to i nic innego. Spełniamy ten obowiązek dla zadowolenia Boga. W żadnym wypadku nie moglibyśmy wykorzystać tak uświęconego obowiązku dla tego świata lub dla jakiejkolwiek doczesnej korzyści i nie zniżylibyśmy się do tego. Nie możemy zatem znieść zarzutów oskarżenia wysuwanych przeciwko szczerym uczniom Światła, którzy mają wiarę w swych sercach, są zajęci sprawami życia ostatecznego i nie żywią żadnych doczesnych ambicji, które to zarzuty dotyczą zakładania tajnego stowarzyszenia politycznego, co nigdy nawet nie przyszło nam na myśl.
Szanowni Panowie Sędziowie! Wierzymy, że zrozumieliście cele, intencje i naturę uczniów Światła, i doszliście do wniosku, że nie mamy żadnego związku ze zbrodniami, jakie zarzuca nam oskarżenie. Domagamy się zatem od waszego Wysokiego Sądu i od waszych sumień, aby nasze księgi zostały nam zwrócone i uwolnione, a także abyśmy zostali uniewinnieni.
(Mowa obrończa Mustafy Gula)
Nie jestem członkiem żadnego tajnego stowarzyszenia, a mój Mistrz, Bediuzzaman Said Nursi, w żadnym wypadku nigdy nie zakładał jakiegokolwiek stowarzyszenia tego rodzaju. Zawsze nauczał nas prawd Koranu i surowo przestrzegał nas przed zaangażowaniem się w politykę. Jestem jedynie uczniem wielkiego Mistrza Saida Nursiego. Jestem przywiązany do niego i do Traktatów Światła całym sercem i całą duszą. Uszczęśliwiłaby mnie każda kara, jaka zostałaby mi wymierzona przez wzgląd na Traktaty Światła i na mojego Mistrza. Dzięki swoim dziełom mój Mistrz ocalił moją wiarę i moje życie ostateczne. Jego celem jest wybawienie wszystkich muzułmanów i wszystkich naszych rodaków od niewiary oraz zdobycie dla nich wiecznego szczęścia. We wszystkich naszych procesach stało się jasne, że nie mamy żadnego związku z jakimikolwiek politycznymi ambicjami. Choć taka jest prawda, ponownie zostaliśmy - co było niesprawiedliwe i niestosowne - zawleczeni przed sąd. Dzięki temu zrozumieliśmy, że chce się rozbić naszą solidarność. Nasza solidarność nie jest zwrócona ku jakimkolwiek doczesnym lub politycznym celom czy kwestiom. Mamy jedynie prawdziwie największy szacunek dla naszego Mistrza. Ci, którzy czytają Traktaty Światła, zyskują nadzwyczajną wiarę, islam, moralność i doskonałość.
Jesteśmy niezdolni to tego, by nie żywić wielkiej miłości dla naszego Mistrza. Jestem przywiązany do mego Mistrza i do uczniów Światła całym swym jestestwem. To przywiązanie nie może zostać zerwane ani złamane, nawet jeśli zostanę stracony. Ja sam i wszyscy moi bracia jesteśmy niewinni. Domagamy się z całych sił, aby pozostawiono wolność Traktatom Światła. Domagam się tego, byśmy zostali uniewinnieni - mój wzniosły Mistrz, moi niewinni bracia spośród uczniów Światła i ja sam.
(Mowa obrończa "Małego" Ibrahima)
Szanowni Panowie Sędziowie!
Zbrodnia, którą się nam zarzuca, jest zarówno niestosowna, jak i przynależąca do tego świata, jest przestępstwem politycznym. Jednak wy, Szanowni Sędziowie, pojęliście na pierwszy rzut oka, czy jesteśmy ludźmi, którzy zaangażowaliby się w politykę, czy też nie. Jednakże nawet gdyby setki autorytetów zapewniały, że owe oziębłe i obce nam zarzuty są w stu procentach prawdziwe, nawet gdyby moja inteligencja była po stokroć większa, z powodu uczucia, jakie dały mi Traktaty Światła oraz ich szanowny autor, uciekałbym całym swym jestestwem od przemijających i ulotnych emocji i przygód polityki, a spożytkowałbym swe istnienie na drodze wiary w życie ostateczne i wybawienia od Piekła. Zarówno nasz szacunek dla zacnego autora Traktatów Światła oraz przywiązanie do niego, jak też czytanie i spisywanie Traktatów Światła, a także korespondowanie z innymi uczniami Światła i nasze relacje z nimi - to wszystko wskazuje bezpośrednio na życie ostateczne (jak zostało to potwierdzone przez Sąd Karny w Denizli oraz Sąd Apelacyjny) do tego stopnia, że z powodu idei, jakie pozyskaliśmy z Traktatów Światła, nie wymienilibyśmy owych świetlistych istnień na wartości doczesne i materialne. Wytrwamy w tej wierze aż do śmierci.
Szanowni Panowie Sędziowie!
Jako że zgromadziliśmy się tutaj z powodu owego straszliwego zarzutu, moje sumienie i troska o ten kraj nakazują mi, abym stwierdził pewien ważny fakt: Jedynie w moim bliskim sąsiedztwie, na przestrzeni dziesięciu lat, na oczach wszystkich, wielu innych ludzi, a przede wszystkim ja sam, odnalazło drogę do domu dzięki zmianie na lepsze w ludzkich charakterach, jaką przyniosły Traktaty Światła. Występek i samowola zostały przekształcone w szczęśliwe życie rodzinne, a obecnie matki i ojcowie modlą się za tych, którzy byli przyczyną owej zmiany. W naszej prowincji i w jej okolicach możecie wysłuchać wielu tego rodzaju ludzkich historii. Szczególnie w więzieniu Denizli, kiedy wkroczyły do niego Traktaty Światła, wywarły one na innych więźniów tak przemożnie zbawienny wpływ, że wciąż się o tym opowiada. Tak samo stało się, kiedy przybyłem tutaj, do więzienia w Afyon; z kimkolwiek
bym nie rozmawiał, ludzie opisywali swoje przeszłe i obecne stany i z wdzięcznością wypowiadali się o uczniach Światła, modląc się za nich. Te fakty są dobrze znane. Jestem zdumiony przypuszczeniem, że umiłowanie Traktatów Światła - które zmieniły na lepsze mnie i moich towarzyszy w tak wielkim stopniu, zarówno społecznie, moralnie, jak i w odniesieniu do życia ostatecznego, a przede wszystkim są ważnym komentarzem do Koranu - oraz umiłowanie ich szanownego autora, a także pisanie pocieszających listów do moich rodaków, miałyby być czymś natury politycznej. Z powodu owego zdumienia mówię, że owe uczynki nie mogą być zbrodnią. Co najwyżej mogę powiedzieć, że ukryci wrogowie Koranu - a zatem wrogowie Traktatów Światła - sprawili, że sądownictwo i policja stały się podejrzliwymi wobec nas bez żadnego powodu, a zatem to oni byli przyczyną wpakowania nas do więzienia. Z pewnością sędziowie Wysokiego Sądu zrozumieją owe fakty i z ręką na sercu oraz zgodnie z sumieniem podejmą sprawiedliwe decyzje dotyczące tego, o czym dobre wiadomości zostały dane przez Wszechmocnego Boga, i sprawią, że będzie im wdzięczny muzułmański naród turecki, który w całym kraju niecierpliwie oczekuje na ich decyzję.