List Szesnasty
Ten List ukazuje znaczenie wersetu: فَقُولَا لَهُ قَوْلًا لَيِّنًا i nie został napisany w pośpiechu ani w tonie gwałtownym. Jest odpowiedzią na pytanie, jakie - wprost czy też jedynie w domyśle - zadawało mi wielu ludzi.
(Nie chciałem odpowiadać na to pytanie i czynię to niechętnie, gdyż we wszystkich sprawach całkowicie zaufałem Bogu. Lecz jako że nie zostawiono mnie w spokoju w moim własnym świecie, jako że zwrócono moją uwagę ku sprawom tego świata, jestem zmuszony, by przedłożyć owe pięć punktów, napisanych językiem starego Saida, by wyjaśnić rzeczywistą sytuację zarówno moim przyjaciołom, jak i ludziom spośród ahl ad-dunja, a także tym, którzy posiadają władzę, jednak nie po to, by bronić samego siebie, lecz po to, by bronić moich przyjaciół i moje Słowa przed podejrzeniami i złym traktowaniem ich przez ahl ad-dunja).
PUNKT PIERWSZY
Zapytano mnie: "Dlaczego wycofałeś się z polityki i obecnie nie chcesz mieć z nią do czynienia?"
Odpowiedź: Dziewięć lub dziesięć lat temu stary Said w pewnym stopniu zaangażował się w politykę; zaiste, myśląc, że będzie służył religii i nauce przy pomocy polityki, trudził się na próżno. Ujrzał, że owa droga jest niebezpieczna, niepewna i pełna trudności, a moim zdaniem - zarówno nieużyteczna, jak też piętrząca przeszkody w wykonywaniu obowiązków, które są najwyższą koniecznością. Większość rzeczy, które napotkamy na owej drodze, to kłamstwa, a ponadto może ona zostać wykorzystana przez
cudzoziemców, a my nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Ponadto człowiek, który wkracza do świata polityki, znajduje się albo wśród zwycięzców, albo w opozycji. Co do przyłączenia się do zwycięzców, jako że nie jestem ani osobą urzędową, ani deputowanym, praca w polityce jest dla mnie zbędną niedorzecznością. Politycy nie potrzebują, bym na próżno mieszał się do ich spraw. Jeśli przyłączyłbym się do opozycji, mógłbym to uczynić, jeśli wniósłbym albo pewne idee, albo siłę. Jeśli chodzi o idee, nie czuję takiej potrzeby, jako że wszystkie kwestie są zupełnie jasne i każdy zna je równie dobrze jak ja, zaś pozbawioną celu gadaninę uważam za bezsensowną. Jeśli dołączyłbym do opozycji z zamiarem użycia siły do wywołania pewnych zdarzeń, mógłbym popełnić tysiąc grzechów jedynie po to, by osiągnąć jeden wątpliwy cel. Wielu ludzi mogłoby zostać dotkniętych przez nieszczęście ze względu na działania jednego człowieka. Zatem powiedziawszy, że nie mógłby całkowicie świadomie popełnić grzechu lub sprawić, że popełni go ktoś niewinny (choćby tylko w jednym lub dwóch przypadkach na dziesięć możliwych), stary Said zrezygnował z palenia papierosów, czytania gazet, z polityki i poświęconej jej rozmów ahl ad-dunja. Bezapelacyjnym dowodem na to jest fakt, że przez ostatnie osiem lat nie przeczytałem żadnej gazety ani nawet nie słuchałem, jak czyta ją kto inny (jeśli ktoś uważa, że przeczytałem choć jedną gazetę lub choć raz słuchałem, jak kto inny ją czyta, niech wystąpi i to powie!), tymczasem osiem lat temu stary Said zwykł czytać być może nawet osiem gazet każdego dnia. Co więcej, poprzez ostatnie pięć lat pozostawałem pod najbardziej baczną obserwacją i nadzorem. Jeśli ktokolwiek dostrzegł w moim postępowaniu choć najmniejszy ślad działalności politycznej, niech to powie! W przypadku człowieka takiego jak ja, który jest silny, nieustraszony, nieżonaty, który uważa, że najlepszym podstępem jest brak podstępu, jego idei nie udałoby się utrzymać w tajemnicy przez osiem dni, nie mówiąc już o ośmiu latach! Gdybym przejawiał jakąkolwiek chęć lub pragnienie włączenia się do polityki, nie byłoby potrzeby podejmowania dochodzeń ani obserwacji, ponieważ mój głos zahuczałby jak armatni wystrzał!
PUNKT DRUGI
Dlaczego nowy Said tak gwałtownie obstaje przy unikaniu polityki?
Odpowiedź: Nowy Said unika polityki z taką gwałtownością, by służyć wierze i Koranowi, co jest sprawą o największym znaczeniu, najwyższą koniecznością, co jest najbardziej czyste i najbardziej słuszne; by nie poświęcać bez potrzeby dla jednego roku lub dwóch lat urzędowej działalności podczas niepewnego życia doczesnego dzieła, dzięki któremu może zyskać nagrodę większą niż miliony lat życia wiecznego. Nowy Said mówi:
Starzeję się i nie wiem, jak długo jeszcze pożyję, więc kwestią, która ma dla mnie największe znaczenie, jest praca dla życia wiecznego. Najważniejszym środkiem umożliwiającym zdobycie życia wiecznego i kluczem do wiecznej szczęśliwości jest wiara (ar. iman), toteż muszę pracować na rzecz wiary. Ponieważ prawo szari'a zobowiązuje mnie do tego, bym służył ludziom ze względu na naukę, dzięki której i oni mogą osiągnąć korzyści, chcę spełniać ten obowiązek. Jednakże nie mogę wykonywać służby tego rodzaju, który dotyczy życia społecznego i życia tego świata, ponadto w naszych burzliwych czasach obowiązków tego rodzaju nie można wykonać rzetelnie, dlatego porzuciłem ten rodzaj służenia innym, wybierając służbę wierze, która jest najważniejsza, najbardziej konieczna i najbardziej zgodna z rozsądkiem. Drzwi, które wiodą do prawd wiary, jakie stały się moim udziałem, i duchowych lekarstw, których działania sam doświadczyłem, zostawiam otwarte, by również inni mogli wejść w ich posiadanie. Być może Wszechmocny Bóg przyjmie tę służbę jako akt skruchy za moje dawne grzechy. Prócz Szatana przeklętego nikt inny - czy jest wierzącym, czy niewierzącym; czy jest prawdomównym, czy ateistą - nie ma prawa, by sprzeciwiać się mojemu dziełu. Niewiara nie jest podobna do niczego innego. W tyranii, występku i ciężkich grzechach może być ukryta złowróżbna, diabelska przyjemność, jednak w niewierze nie ma żadnej przyjemności - to cierpienie za cierpieniem, ciemność za ciemnością, udręka za udręką.
Jakże sprzeczne z rozsądkiem byłoby dla kogoś takiego jak ja, kto jest nieżonaty, samotny, kto musi odpokutować swoje przeszłe grzechy, pozostawienie pracy na rzecz nieskończonego życia wiecznego, pozostawienie służby świętemu światłu wiary - po to, by będąc już starym, rzucić się w wir niepotrzebnych i niebezpiecznych rozgrywek politycznych! Jest to obłędem tak sprzecznym z mądrością, że ową sprzeczność pojmą nawet obłąkani!
Jeśli jednak zapytacie, dlaczego służba wierze i Koranowi zakazuje mi mieszania się do polityki, odpowiem: Każda z prawd wiary i Koranu jest niczym diament. Gdybym skaził się polityką, zwykli ludzie, których łatwo oszukać, zastanowiliby się nad owymi diamentami, które miałem w rękach, i zapytaliby: "Czyż te diamenty nie są tylko elementem politycznej propagandy, który ma przyciągnąć do owego człowieka więcej zwolenników?" Mogliby uznać te diamenty za kawałki zwyczajnego szkła. Zatem przez zaangażowanie się w politykę uchybiłbym owym diamentom, jakbym zaniżał ich wartość. O, wy, którzy nie dostrzegacie niczego poza tym światem! Dlaczego walczycie przeciwko mnie? Dlaczego nie pozostawicie mnie samemu sobie?
Jeśli powiecie: Szejkowie niekiedy mieszają się w nasze sprawy, a ludzie niekiedy nazywają ciebie szejkiem,
Odpowiem: Dobrzy panowie! Nie jestem szejkiem, jestem hodżą, nauczycielem. Dowód na to jest następujący: Przebywałem tu przez cztery lata, a gdybym nauczył choć jednego człowieka drogi sufizmu, mielibyście słuszne prawo, by być podejrzliwi. Jednak każdemu, kto do mnie przychodził, mówiłem: «Wiara jest koniecznością; islam jest koniecznością; nie żyjemy w wieku sufizmu».
Jeśli powiecie: Nazywają cię Said-i Kurdi. Być może w twoich ideach jest coś z nacjonalizmu, a to nie jest zgodne z naszymi interesami,
Odpowiem: Panowie! Wszystko, co napisali stary Said i nowy Said, jest zupełnie jasne. Jako świadectwo tego przytoczę twierdzenie, które mówi:
Przez całe lata uważałem nacjonalizm (w złej postaci) i rasizm za śmiertelne trucizny, ponieważ są one odmianą tej choroby, która trawi Europę. Europa z kolei zaraziła ową chorobą islam, myśląc, że spowoduje to podziały, świat islamu rozpadnie się, a wówczas łatwo będzie można połknąć poszczególne kraje. Moi uczniowie i ludzie, którzy mieli ze mną cokolwiek do czynienia, wiedzą, że przez cztery lata starałem się leczyć ludzi z tej choroby. Skoro tak się sprawy mają, dobrzy panowie, dlaczego każde zdarzenie staje się dla was pretekstem do tego, by mnie prześladować? Zgodnie z jaką zasadą przyczyniacie mi strapień po każdym wydarzeniu na tym świecie? Wasze postępowanie jest podobne karaniu żołnierza stacjonującego na zachodzie i nakładaniu na niego trudności z powodu przewinienia, jakie popełnił żołnierz stacjonujący na wschodzie, a wszystko dlatego, że obaj służą w tej samej armii; jest podobne skazaniu sklepikarza z Bagdadu za przestępstwo popełnione przez handlarza ze Stambułu tylko dlatego, że obaj wykonują ten sam zawód! Któż mógłby tak postąpić w pełni świadomie? Jakież to korzyści mają wymagać takiego postępowania?
PUNKT TRZECI
W milczeniu moich przyjaciół, którzy dziwią się temu, jak się zmieniłem, i zdumiewają się cierpliwością, z jaką przyjmuję każde nieszczęście, słyszę następujące pytanie: "Jak możesz znieść wszystkie trudności, którym stawiasz czoła, skoro dawniej byłeś bardzo dumny, łatwo wpadałeś w gniew i nie mogłeś ścierpieć najmniejszej obrazy?"
Odpowiedź: Posłuchajcie dwóch krótkich historii opowiadających o dwóch krótkich zdarzeniach, a otrzymacie waszą odpowiedź:
Historia Pierwsza: Dwa lata temu pewna osoba urzędowa mówiła o mnie za moimi plecami w sposób urągliwy i pogardliwy. Powiedziano mi o tym później. Skłonność do wybuchowości, która pozostała mi po starym Saidzie, sprawiła, że denerwowałem się tym przez jakąś godzinę. Wówczas dzięki miłosierdziu Wszechmocnego Boga przyszła mi do głowy następująca myśl, która rozwiała moje strapienie i sprawiła, że przebaczyłem owemu człowiekowi:
Zwróciłem się do swej duszy, mówiąc: Jeśli jego obelgi i wady, które opisuje, rzeczywiście dotyczą mojej osoby, niech Bóg będzie rad z tego człowieka, jako że wspomniał on o wadach mojej duszy. Jeśli mówi prawdę, pobudza mnie do kształcenia mej duszy i pomaga mi uratować się przed grzechem pychy i arogancji. Jeśli nawet mówi fałszywie, pomaga mi w ocaleniu się przed grzechem hipokryzji i przed niezasłużoną sławą, z której rodzi się hipokryzja. Nie, nie jestem pogodzony ze swą duszą, ponieważ nie szkoliłem jej. Jeśli ktoś mówi mi, że na moich plecach, piersiach lub innym miejscu mojego ciała siedzi skorpion, powinienem być mu wdzięczny, nie zaś czuć się urażony. Jeśli zniewagi człowieka wymierzone są w moją wiarę oraz w fakt, że jestem sługą Koranu, nie dotyczą mnie osobiście. Pozostawiam tę sprawę Temu, do Którego należy Koran, Który mnie zatrudnił, Który jest Potężny i Mądry. Zaś jeśli jego wypowiedzi miały być jedynie przeklinaniem mnie, obrażaniem i oczernianiem mego charakteru, wówczas również mnie nie dotyczą, ponieważ jestem wygnańcem, więźniem, obcym, a moje ręce są związane. Nie przystoi, bym sam starał się o odzyskanie dobrego imienia. Jest do zadanie dla władz tej wioski, w której przebywam jako gość pod specjalnym nadzorem, następnie władz dystryktu, a w dalszej kolejności - władz prowincji. Znieważanie więźnia danego człowieka dotyczy tego, kto go więzi, niech zatem więźnia broni ten człowiek. Jako że taka jest prawda o tej kwestii, moje serce może stać się spokojne.
Oznajmiłem:
i odtąd myślałem o całym zdarzeniu tak, jakby nigdy nie miało miejsca. Niestety, później okazało się, że Koran nie wybaczył temu człowiekowi.
Historia Druga: W tym roku usłyszałem o pewnym wydarzeniu, a choć doszła do mnie jedynie krótka relacja o nim (już po tym, jak do niego doszło), traktowano mnie tak, jakbym był blisko związany z całą
sprawą. Tak czy inaczej prawie z nikim nie korespondowałem, jedynie bardzo rzadko pisałem do pewnego przyjaciela, a moje listy dotyczyły kwestii związanych z wiarą. W rzeczywistości przez cztery lata napisałem jedynie jeden list do mojego brata. Zarówno sam powstrzymywałem się od obcowania z innymi ludźmi, jak też powstrzymywali mnie od tego ahl ad-dunja. Mogłem jedynie spotkać się z jednym lub dwoma przyjaciółmi raz lub dwa razy w tygodniu. Jeśli chodzi o ludzi, którzy odwiedzali wioskę, to może raz lub dwa razy w miesiącu zdarzyło się, że jeden człowiek lub dwaj ludzie spotkali się ze mną na jedną lub dwie minuty, które poświęciliśmy kwestiom życia ostatecznego. Na wygnaniu jestem obcy, samotny, nie mam nikogo; zabroniono mi wszystkiego, zabroniono mi spotykania się z kimkolwiek, a wszystko w wiosce, która dla kogoś takiego jak ja nie była miejscem odpowiednim do tego, by pracować w niej dla zdobycia środków na życie. Cztery lata temu pomagałem w remoncie chylącego się ku upadkowi meczetu. Choć miałem zaświadczenie (wystawione w moich rodzinnych stronach), które potwierdzało, że mogę wykonywać obowiązki imama i kaznodziei, i rzeczywiście byłem imamem owego meczetu przez cztery lata (oby Bóg zechciał przyjąć moje dobre uczynki), w ostatnim miesiącu ramadan nie mogłem się tam udać. Czasami odmawiałem pięć obowiązkowych modlitw w samotności. Pozbawiono mnie nagrody za odprawianie modlitwy w zgromadzeniu, która jest dwadzieścia pięć razy większa niż zasługa tego, kto modli się samotnie.
W obliczu owych dwóch wydarzeń wykazałem taką samą cierpliwość i wyrozumiałość, jakie okazałem w obliczu traktowania mnie przez władze dwa lata temu. Jeśli Bóg zechce, nadal będę tak postępował. Oto, co myślę i mówię: Jeśli owe złe traktowanie, niedola i prześladowania, jakie zadają mi ahl ad-dunja, spotkały mnie z powodu mojej duszy, wybaczam im ich postępowanie. Być może dzięki owym prześladowaniom moja dusza zmieni się na lepsze, a być może te niedole staną się pokutą za jej grzechy. W gospodzie, jaką jest nasz świat, doświadczyłem wielu rzeczy dobrych, a nawet jeśli doświadczyłem również niewielu z jego prób, wciąż będę składał Bogu podziękowania. Jeśli jednak ahl ad-dunja prześladują mnie z powodu mojej służby wierze i Koranowi, nie do mnie należy, by ich bronić. Pozostawiam tę sprawę Wszechmocnemu, do Którego należy wszelki rozkaz. Jeśli intencją prześladowców jest zniszczenie i wymazanie niezasłużonej sławy, którą powszechnie się cieszę, która nie ma żadnych podstaw, zaś prowadzi do hipokryzji i niszczy szczerość intencji, niechaj Bóg ich za to błogosławi!, jako że wysoki szacunek wśród ogółu ludzi i zdobywanie sobie dobrego imienia są szkodliwe dla ludzi takich, jak ja. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie pragnę, by okazywano mi
szacunek; zaiste, nie znoszę tego. Skarciłem nawet swego wartościowego przyjaciela - może nawet pięćdziesiąt razy! - za to, że okazywał mi nadmierny szacunek. Jeśli zaś ich zamiary oczernienia mnie, umniejszenia mych zasług w oczach ludzi i zniesławienia wymierzone są w prawdy wiary i w Koran, którego jestem interpretatorem, są one bezcelowe, jako że nie ma takiej zasłony, którą można rozciągnąć nad gwiazdami Koranu, by zakryć je przed oczami ludzi. Jeśli człowiek zamyka oczy, tylko on sam nic nie widzi; nie jest w stanie sprawić, by dla kogokolwiek innego również zapanowała noc.
PUNKT CZWARTY,
a w nim odpowiedzi na pewną liczbę podejrzliwych pytań.
Pierwsze podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Z czego żyjesz, skoro nie pracujesz? Nie chcemy w naszym kraju ludzi, którzy siedzą bezczynnie i żyją dzięki pracy innych".
Odpowiedź: Żyję dzięki oszczędności i obfitości, która jest jej wynikiem. Nie mam żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek innego niż Ten, Który daje mi zaopatrzenie, i postanowiłem, że nigdy nie będę dłużnikiem nikogo poza Nim. Tak, ktoś, kto wydaje na życie ledwie sto par lub nawet czterdzieści par, nie stanie się niczyim dłużnikiem. Nie chcę dłużej wyjaśniać tej kwestii; jest to dla mnie nadzwyczaj nieprzyjemne, gdyż powoduje, że czuję pewnego rodzaju dumę czy też egoizm. Lecz jako że ahl ad-dunja podejrzliwie wypytują mnie o tę sprawę, odpowiadam im, jak następuje: Od dzieciństwa przez całe moje życie jedną z moich wiodących zasad było to, by nie przyjmować niczego od ludzi, nawet jałmużny, nie przyjmować pensji ani wynagrodzenia (jedynie raz przez rok lub dwa zostałem do tego zmuszony przez nalegania moich przyjaciół, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye) i nie stać się dłużnikiem innych ludzi z powodu konieczności zdobycia środków do życia doczesnego. Wiedzą o tym zarówno ludzie z moich rodzinnych stron, jak i ci, którzy zetknęli się ze mną w innych miejscach. Przez pięć lat mego zesłania wielu przyjaciół usilnie starało się o to, bym przyjął ich podarunki, jednak nie przyjąłem żadnego z nich. A zatem, skoro zapytano mnie: "Jak udaje ci się przeżyć?", odpowiadam: «Żyję dzięki Bogu, który zsyła mi Swoje dary, i dzięki Jego błogosławieństwom». Z pewnością moja dusza zasługuje na obelgi i lekceważenie wszelkiego rodzaju, lecz obfitość darów Boga i Jego błogosławieństw,
które otrzymuję jako zaopatrzenie, jest cudem, będącym wynikiem służby Koranowi. Zgodnie z wersetem:
opowiem o darach, jakie zesłał mi Wszechmocny Bóg, a także przytoczę kilka ich przykładów tytułem podziękowań dla Niego. Wciąż jednak lękam się, że wywoła to w mej duszy hipokryzję i dumę, a owa błogosławiona obfitość zostanie przerwana, jako że ujawnienie sekretu Bożego daru, jakim jest obfitość, powoduje zaprzestanie zsyłania darów. Cóż mam jednak począć? Muszę opisać dary mego Pana.
Dar pierwszy: Poprzez ostatnie sześć miesięcy wystarczał mi jeden buszel pszenicy, to jest tyle ziarna, ile potrzeba na wypieczenie trzydziestu sześciu bochenków chleba. Ziarno nie skończyło się, wciąż jeszcze trochę go zostało. Nie wiem, na jak długo mi go wystarczy.
Dar drugi: W czasie minionego błogosławionego miesiąca ramadan otrzymywałem jedzenie jedynie z dwóch domów - i zarówno po jedzeniu z pierwszego domu, jak i po posiłku pochodzącym z drugiego domu, źle się czułem. Zrozumiałem, że jest mi zakazane jedzenie pożywienia innych ludzi. Przez resztę błogosławionego miesiąca ramadan wystarczyły mi trzy bochenki chleba i jedna okka ryżu, co zaświadczył i opowiedział Abdullah Cavus - właściciel błogosławionego domu i wierny przyjaciel, który widział moją oszczędność i gospodarność. Zaprawdę, ów ryż skończył się dopiero dwa tygodnie po zakończeniu ramadanu.
Dar trzeci: Przez trzy miesiące spędzone na górze mnie i moim gościom wystarczyła jedna miara masła, które codziennie jedliśmy z chlebem. Pewnego razu odwiedził mnie błogosławiony gość o imieniu Suleyman. Zarówno jego chleb, jak i mój chleb prawie się skończyły, zatem poprosiłem go, by poszedł, aby zdobyć go nieco więcej (była to środa). W promieniu dwóch godzin drogi od nas Suleyman nie znalazł nikogo, od kogo mógłby dostać choć trochę chleba, a powiedział mi, że chciał pozostać wraz ze mną na górze w czwartkową noc, byśmy mogli pomodlić się razem. Oznajmiłem: "Całą ufność pokładamy w Bogu" i powiedziałem mu, by został. Później (bez żadnego związku z brakiem chleba) zaczęliśmy
przechadzać się, choć nie było żadnego powodu po temu, aż dotarliśmy na szczyt góry. Mieliśmy trochę wody w dzbanku, mały kawałek cukru i nieco herbaty. Poprosiłem go: "Bracie, zrób nam herbatę". Zajął się jej przyrządzaniem, a ja usiadłem pod drzewem cedrowym, spoglądając na głęboki wąwóz. W myślach z żalem rzekłem sam do siebie: "Nie mamy nic więcej, jak tylko nieco zapleśniałego chleba, który ledwie wystarczy nam na wieczór. Cóż mamy począć przez dwa dni i co mam powiedzieć temu niewinnemu człowiekowi?" Kiedy tak myślałem, bezwiednie obróciłem głowę i wśród gałęzi drzewa cedrowego, wprost przed nami, ujrzałem ogromny bochen chleba. Wykrzyknąłem: "Suleymanie, oto dobra nowina! Wszechmocny Bóg zesłał nam jedzenie!" Wzięliśmy ten chleb, a patrząc na niego, spostrzegliśmy, że nie dotknął go ani żaden ptak, ani dzikie zwierzę. Przez dwadzieścia lub trzydzieści dni zupełnie nikt nie wspinał się na szczyt tej góry. Chleb wystarczył nam na dwa dni, a kiedy już się kończył, Suleyman - który przez cztery lata był dla mnie najwierniejszym z wiernych przyjaciół - nagle przyszedł z dołu, przynosząc więcej chleba.
Dar czwarty: Ów luźny płaszcz, który noszę, kupiłem z drugiej ręki siedem lat temu. Przez pięć lat na ubrania, bieliznę, buty i skarpety wydałem jedynie cztery i pół liry. Wystarczały mi oszczędność, Boże błogosławieństwa i wynikająca z nich obfitość.
Było jeszcze wiele innych zdarzeń podobnych powyższym przykładom i mógłbym wymienić liczne rodzaje Bożych błogosławieństw. Ludzie z wioski, w której przebywam, wiedzą o większości z nich. Nie sądźcie jednak, że przytoczyłem owe przykłady z powodu dumy; raczej zostałem do tego zmuszony. Nie myślcie również, że spotkało mnie to, ponieważ jestem dobrym człowiekiem. Owa obfitość albo była darem zesłanym szczerym przyjaciołom, którzy mnie odwiedzali, albo obdarowanie nastąpiło z powodu mojej służby Koranowi, albo dostatek i pożytek wynikały z oszczędności, albo też były zaopatrzeniem dla moich czterech kotów, które recytują Najpiękniejsze Imiona Boga: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!", zaś przejawem tych Imion jest owa obfitość, z jakiej również ja mogę czerpać korzyści. Tak, jeśli uważnie posłuchacie ich płaczliwego miauczenia, zrozumiecie, że mówią one: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!" Ale doszliśmy do tematu kotów, a wcześniej wspominałem o kurze...
Mam też kurę. Tej zimy - niemal każdego dnia bez wyjątku - przynosiła dla mnie jajko ze skarbca Bożego miłosierdzia. Pewnego dnia zniosła dwa jaja, co mnie zadziwiło. Zapytałem moich przyjaciół: "Jak to możliwe?", a oni odrzekli: "Być może to dar od Boga". Kura miała również kurczaka,
który wykluł się latem. Kwoka zaczęła wysiadywać jaja na początku ramadanu i trwało to przez czterdzieści dni. Ani ja, ani żaden z moich towarzyszy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do tego, że i kurczak, i jaja znoszone zimą, i ramadan były darami zesłanymi mi przez Boga. Kiedy tylko kura skończyła wysiadywać jaja, natychmiast zaczęła je znosić, zatem ani na chwilę nie zostałem ich pozbawiony.
Drugie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja pytają: "Jak możemy mieć pewność, że nie będziesz mieszał się do naszego świata? Jeśli uwolnimy cię, będziesz mógł wtrącać się w nasze sprawy. Skąd mamy wiedzieć, że nie chcesz nasz przechytrzyć? Skąd mamy wiedzieć, czy tylko nie udajesz wyrzeczenia się świata? Może to tylko podstęp, a ty przyjmujesz różne rzeczy od innych ludzi nie jawnie, lecz potajemnie?"
Odpowiedź: Moja znana wielu ludziom postawa w sądzie wojennym i w okresie przed ogłoszeniem Konstytucji, a także wygłoszona w tym czasie mowa obrończa przed tym sądem (zatytułowana Świadectwo dwóch szkół nieszczęścia), bezapelacyjnie ukazują, że prowadziłem życie człowieka, który nie uciekłby się do najmniejszych sztuczek, nie mówiąc już o wybiegach czy matactwach. Gdybym przez ostatnie pięć lat oszukiwał, z pewnością moje podanie do was utrzymane by było w tonie pochlebstwa i czołobitności, gdyż ten, kto jest przebiegły, stara się wkraść w łaski innych, a nie potrafiąc się pohamować, zawsze kłamie i oszukuje. Tymczasem ja nie zniżyłem się choćby do tego, by odpowiedzieć na najcięższe ataki i krytykę, jakie zostały we mnie wymierzone. Mówiąc: "Pokładam zaufanie w Bogu", odwróciłem się plecami do ahl ad-dunja. Co więcej, rozsądny człowiek, który odkrył prawdę o tym świecie i posiadł wiedzę o życiu ostatecznym, nie będzie przepraszał, lecz będzie wiódł walkę ze światem doczesnym. Kiedy ten, kto nie jest z niczym związany i jest samotny, przekroczy wiek pięćdziesięciu lat, z pewnością nie poświęci życia wiecznego dla roku lub dwóch lat pustej gadaniny i złudy tego świata. Jeśli tak uczyni, nie będzie on przebiegły, lecz będzie głupcem i szaleńcem. Jakiż szaleniec mógłby tak postąpić? Czy ktokolwiek wtedy powinien się nim przejmować?
Jeśli zaś chodzi o podejrzewanie mnie o to, że wyrzekłem się tego świata jedynie pozornie, zaś prawdziwie wciąż poszukuję jego korzyści, odpowiem słowami wersetu:
Tak, nie oczyszczam z zarzutów mojej duszy, jako że pragnie ona wszystkiego, co złe. Jednak na tym ulotnym świecie, w owej przejściowej
gospodzie, w podeszłym wieku podczas krótkiego życia doczesnego, nie byłoby rozsądne zniszczyć wieczne życie i niekończącą się szczęśliwość dla odrobiny przyjemności życia doczesnego. Jako że takie postępowanie nie byłoby korzystne dla człowieka rozsądnego i świadomego, moja dusza - czy chce tego, czy nie chce - musi podążać za rozsądkiem.
Trzecie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Czy nas lubisz? Czy aprobujesz nasze poczynania? Jeśli nas lubisz, dlaczego jesteś tak nieprzystępny i nie chcesz mieć z nami nic do czynienia? Jeśli nas nie lubisz, oznacza to, że się nam sprzeciwiasz, a my miażdżymy tych, którzy się nam sprzeciwiają!"
Odpowiedź: " Gdybym kochał wasz świat, nie wycofałbym się z niego. Nie lubię ani was, ani waszego świata, lecz nie mieszam się ani do waszych, ani do jego spraw. Mój cel jest inny niż wasz; moje serce wypełnione jest innymi rzeczami tak dokładnie, że nie ma w nim miejsca na cokolwiek innego. Waszym obowiązkiem jest patrzeć na ręce człowieka, a nie w jego serce. Ubiegajcie się więc o sprawy swej władzy i swego porządku publicznego. Tak długo, jak ręce innego człowieka nie mieszają się do waszych spraw, jakie macie prawo do tego, by wtrącać się do spraw jego serca, by mówić mu: "Twoje serce powinno kochać także i nas", choć w żaden sposób na jego miłość nie zasługujecie? Tak, tak jak podczas zimy pragnę, by przyszła wiosna i tęsknię za nią, lecz nie mogę sprawić, by nadeszła, tak samo tęsknię za światem, który byłby sprawiedliwy, modlę się o jego nadejście i chcę, by ahl ad-dunja zmienili się na lepsze, jednak nie mam mocy, dzięki której mógłbym sprawić, że tak się stanie. Nie mogę dokonać żadnej z tych rzeczy, ponieważ ani nie jest to mój obowiązek, ani też nie leży to w mojej możliwości.
Czwarte podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Doświadczyliśmy tylu klęsk, że nie możemy już nikomu ufać. Jak możemy być pewni, że nie zaczniesz mieszać się w nasze sprawy (jak być może tego chcesz), kiedy tylko damy ci po temu sposobność?"
Odpowiedź: Powinien upewnić was o tym poprzedni punkt. Co więcej, nie wtrącałem się do waszego świata nawet wtedy, kiedy przebywałem w rodzinnych stronach, wśród moich uczniów i bliskich, wraz z tymi, którzy troszczyli się o mnie wśród zmiennych kolei zdarzeń. Zatem dla kogoś, kto jest samotny na zesłaniu, kto nie ma nikogo, kto jest słaby i bezsilny, kto ze wszystkich sił zwraca się ku sprawom życia ostatecznego, kto jest odcięty od jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i nie ma możliwości porozumiewania się z innymi, kto znalazł jedynie
kilku przyjaciół, którzy są daleko od niego i również troszczą się o życie ostateczne, kto jest obcy dla wszystkich i kogo wszyscy inni postrzegają jako obcego - tak, dla takiego człowieka wtrącanie się w niebezpieczeństwa waszego bezowocnego świata z pewnością byłoby szaleństwem pod każdym względem!
PUNKT PIĄTY
Ten Punkt dotyczy pięciu krótkich Kwestii.
Kwestia Pierwsza
Ahl ad-dunja pytają: "Dlaczego nie trzymasz się zasad naszej cywilizacji, naszego stylu życia, naszego sposobu ubierania się? Czy to oznacza, że się nam sprzeciwiasz?"
Odpowiedź: Panowie! Jakim prawem proponujecie mi przyjęcie zasad waszej cywilizacji? Przecież sami wyrzuciliście mnie poza nawias cywilizacji, bezprawnie zmuszając mnie do mieszkania w tej wiosce przez pięć lat, zabraniając mi utrzymywania jakichkolwiek kontaktów towarzyskich czy porozumiewania się z kimkolwiek. Wszystkim skazanym na zesłanie pozwoliliście na to, by pozostali w ich miastach, wśród przyjaciół i krewnych, a następnie wydaliście im dokumenty, przyznające im amnestię, lecz mnie bez żadnego powodu odcięliście od świata i nie zezwalacie mi nawet na spotkania z ludźmi z moich rodzinnych stron, z wyjątkiem jednego lub dwóch przypadków. Oznacza to, że nie uważacie mnie za członka narodu tureckiego ani za obywatela tego państwa. Jak zatem możecie proponować, bym przyjął wasz kodeks cywilny? Sprawiliście, że świat stał się dla mnie więzieniem, a takich rzeczy, jakie mi proponujecie, nie można proponować więźniowi. Zamknęliście przede mną drzwi tego świata, zatem zapukałem do drzwi życia ostatecznego, a Boże miłosierdzie otworzyło je przede mną. Jak można narzucać bezładne zwyczaje i zasady tego świata komuś, kto stoi w progu drzwi wiodących do życia ostatecznego? Kiedy przywrócicie mi wolność, kiedy pozwolicie mi wrócić do rodzinnych stron i przywrócicie mi moje prawa, dopiero wtedy będziecie mogli wymagać ode mnie, bym dostosował się do waszych zasad.
Kwestia Druga
Ahl ad-dunja mówią: "Mamy ministerstwo odpowiedzialne za nauczanie przykazań religii i prawd islamu. Jakie masz kompetencje do tego, by wydawać dzieła poświęcone religii? Jesteś skazany na zesłanie, zatem nie masz prawa mieszać się do tych spraw!"
Odpowiedź: Prawdy nie można ograniczyć. Jak mogłyby zostać ograniczone wiara i Koran? Możecie narzucać ograniczenia zasadom i prawom waszego świata, lecz prawdy wiary i zasady Koranu nie mogą być wtłoczone w formy odpowiednie dla postępowania tego świata ani też nie mogą stać się maską dla oczekiwania wynagrodzenia w zamian za ich nauczanie. Owe tajemnice, które są darami Boga, owe błogosławieństwa mogą stać się czyimś udziałem dzięki szczerości intencji, a także dzięki wyrzeczeniu się świata i cielesnych przyjemności. Co więcej, wasze ministerstwo uznało moje kwalifikacje i wyznaczyło mnie na kaznodzieję, kiedy jeszcze żyłem w rodzinnych stronach. Przyjąłem to stanowisko, lecz odrzuciłem pensję. Mam w swoim posiadaniu dokument, na mocy którego mogę być imamem lub kaznodzieją w jakimkolwiek miejscu, jako że zostałem skazany na zesłanie niesłusznie. Jako że skazani na wygnanie mogli powrócić do swych domów, moje stare dokumenty zachowują ważność.
Po drugie: Spisując owe prawdy wiary, zwracam się bezpośrednio do własnej duszy. Nie zapraszam wszystkich, by do mnie dołączyli; raczej ci, których serca są w potrzebie, a dusze zranione, poszukują balsamów Koranu i znajdują je. Jedynie dla zabezpieczenia środków do życia wydrukowałem mój traktat poświęcony Zmartwychwstaniu, zanim jeszcze zostały przedstawione kolejne pisma. Ówczesny gubernator, który również był względem mnie niesprawiedliwy, przestudiował ten traktat, lecz nie podjął żadnych kroków przeciwko niemu, jako że nie znalazł w nim niczego, co mogłoby stać się obiektem krytyki.
Kwestia Trzecia
Niektórzy z moich przyjaciół pozornie trzymają się z dala ode mnie, a zaiste, nawet krytykują mnie, by wkraść się w łaski podejrzliwie na mnie patrzących ludzi spośród ahl ad-dunja. Jednak przebiegli ahl ad-dunja przypisują fakt, że ci przyjaciele unikają mnie i trzymają się z dala, nie ich lojalności wobec tego świata, lecz pewnemu rodzajowi hipokryzji i nieświadomości, przez co też chłodno ich traktują.
Mówię zatem: "O, moi przyjaciele w życiu ostatecznym! Nie trzymajcie się z dala ode mnie i nie uciekajcie tylko dlatego, że jestem sługą Koranu. Jeśli Bóg zechce, nie spotka was z mojego powodu żadna krzywda. Przypuszczam, że unikając mnie, nie możecie uratować się przed pewnymi nieszczęściami, które was spotykają lub którymi sam jestem ciemiężony. Postępując w ten sposób, jedynie bardziej będziecie zasługiwać na to, by spotkało was nieszczęście lub by spadł na was cios. Z jakiego zatem powodu mielibyście się bezpodstawnie lękać?"
Kwestia Czwarta
Przez czas mojego zesłania zauważyłem, że pewni chełpliwi ludzie, którzy wpadli w bagno polityki, postrzegają mnie jako czy to stronnika, czy też rywala, jakbym był - tak jak oni - powiązany z pewnymi ruchami tego świata.
Panowie! Moim prądem jest wiara, zaś przede mną jest nurt niewiary. Nie jestem związany z żadnymi innymi nurtami czy ruchami tego świata. Być może ci, którzy pracują dla wynagrodzenia, w pewnym stopniu uważają się za usprawiedliwionych. Jednak sprzeciwianie mi się i rywalizowanie ze mną w imię patriotyzmu, nie zaś dla wynagrodzenia, uciskanie mnie i prześladowanie - oto prawdziwie poważny i smutny błąd. Jak już udowodniłem to powyżej, nie mam żadnych powiązań ze światem polityki. Poświęciłem cały mój czas i całe życie prawdom wiary i Koranu. Jako że tak się sprawy mają, ludzie, którzy nękają mnie i prześladują w imię rywalizacji powinni zdać sobie sprawę z faktu, że takie postępowanie jest wyrządzaniem szkód wierze w imię ateizmu i niewiary.
Kwestia Piąta
Jako że ten świat jest ulotny, życie krótkie, zasadnicze obowiązki człowieka są liczne, a na tym świecie możemy zyskać życie ostateczne; jako że gospoda tego świata nie pozostaje bez właściciela, lecz zaiste, ma Najbardziej Mądrego i Szczodrego naczelnika, zaś ani dobro, ani zło nie pozostanie bez odpowiedniej nagrody; jako że zgodnie z wersetem:
nie istnieje taki obowiązek, który byłby niemożliwy do zniesienia, a droga bezpieczna lepsza jest od tej, która przynosi szkodę; jako że przyjaciele i zaszczyty zostają z nami tylko dopóty, dopóki nie przekroczymy bramy grobu - zatem z pewnością najbardziej szczęśliwym z ludzi jest ten, który nie zapomina o życiu ostatecznym dla tego świata, nie poświęca życia ostatecznego dla tego świata, nie niszczy życia ostatecznego dla życia na tym świecie, lecz uważa, że w życiu doczesnym jest jedynie gościem, i postępuje zgodnie z rozkazami właściciela owej gospody, a następnie z ufnością otwiera drzwi prowadzące do grobu i wkracza do wiecznej szczęśliwości.
Dopisek
Bez żadnego powodu ahl ad-dunja stali się podejrzliwi wobec kogoś tak obcego i bezsilnego jak ja, a wyobrażając sobie, że mam siłę tysięcy ludzi, nałożyli na mnie liczne ograniczenia. Nie pozwolili mi pozostać na noc lub dwie w Bedre (dystrykt Barla) ani nawet na jednej z gór Barli. Słyszałem, jak mówili: «Said ma moc pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, nie możemy więc go uwolnić».
Mówię zatem: O wy, nieszczęśnicy, którzy dostrzegacie jedynie ten świat! Jak to się dzieje, że nie jesteście w stanie poznać spraw tego świata, choć pracujecie nad tym ze wszystkich sił? Jak to się dzieje, że rządzicie tym światem jak szaleńcy? Jeśli tak się mnie boicie, to wiedzcie, że nawet jeden żołnierz może dokonać więcej niż ja, nie mówiąc już o pięćdziesięciu tysiącach. Wystarczyłoby, że stanąłby w drzwiach mojego pokoju i powiedział: "Nie możesz stąd wyjść!"
Jeśli jednak tym, czego się lękacie, jest mój fach herolda Koranu i siła moralna, jaką daje wiara, to również jesteście w błędzie; wiedzcie, że pod tym względem mam siłę nie pięćdziesięciu tysięcy, ale pięćdziesięciu milionów żołnierzy! Dzięki sile, jaką daje Wszechmądry Koran, rzucam wyzwanie całej Europie, wliczając w to i was, bezbożnicy. Dzięki światłom wiary, jakimi są traktaty, które opublikowałem, zrównałem z ziemią wielkie bastiony, które nazywają fizyką i naturą. Strąciłem największych z bezbożnych filozofów na poziom niższy od poziomu zwierząt. Gdyby zgromadziła się cała Europa, do której należycie i wy, bezbożnicy, dzięki wsparciu, jakiego udziela mi Bóg, nie mogłaby sprawić, bym wyrzekł się choć jednej kwestii, które wytyczają obraną przeze mnie drogę. Nie pokonacie mnie, jeśli nie zechce tego Bóg!
Skoro tak się sprawy mają, ja nie wtrącam się w sprawy waszego świata, więc wy nie wtrącajcie się w sprawy mego życia ostatecznego! Jeśli nawet spróbujecie, to będziecie próbowali na próżno!
Zarządzenia Bożego nie można odwrócić żadną siłą,
Tak jak płomienia, jaki rozpalił Bóg, nie można zgasić dmuchnięciem.
Ahl ad-dunja są nadzwyczaj - a przy tym nadmiernie - podejrzliwi wobec mnie, ponieważ całkiem zwyczajnie boją się mnie. Wyobrażają sobie w związku ze mną różne nieprawdziwe rzeczy, które gdyby nawet były prawdą, nie stanowiłyby żadnego politycznego przestępstwa ani nie mogłyby stać się przyczyną oskarżenia, jak to, że jestem szejkiem, cieszę się wysoką pozycją społeczną, należę do szlachetnej rodziny, jestem przywódcą klanowym lub wpływowym człowiekiem, który ma wielu zwolenników, spotykam się z ludźmi z mych rodzinnych stron, mieszam się do spraw tego świata, a nawet dołączyłem do ugrupowania politycznego lub do opozycji. Wyobrażając sobie takie rzeczy na mój temat, jedynie dają się porwać bezpodstawnym lękom. W czasie gdy rozważali okazanie łaski skazańcom w murach więzień i poza nimi (a więc i tym, którym zgodnie z ich prawem nie można było przebaczyć), mnie zakazali po prostu wszystkiego. Pewien zły i krótko żyjący człowiek napisał następujące, dobre i trwające, słowa:
Jeśli tyrania ma działa, kule i fortece,
To słuszność ma niewzruszoną rękę i niezmienną twarz,
ja zaś mówię:
Jeśli ahl ad-dunja mają władzę, moc i siłę,
To sługa Koranu, dzięki jego blaskom,
Ma niezachwianą wiedzę i głos, którego nie można uciszyć,
Ma nieomylne serce i światło, którego nie można zagasić.
Wielu przyjaciół, tak samo jak pewien dowódca wojskowy, pod którego nadzór zostałem oddany, wielokrotnie pytało: "Dlaczego nie postarasz się o uniewinnienie i nie wystąpisz z petycją do władz?" Otóż nie wystąpiłem z taką prośbą i nie mogę z nią wystąpić dla pięciu lub sześciu powodów.
Powód Pierwszy: Nie mieszałem się do spraw ahl ad-dunja; nie oni mnie skazali i nie do nich będę się zwracał. Zostałem skazany przez zarządzenie Boga, Jemu przedkładam swoje winy i Jego proszę, by mi je odpuścił.
Powód Drugi: Wierzę w to (i wiem to z całą pewnością), że ten świat jest jedynie szybko zmieniającą się gospodą. Nie jest prawdziwą ojczyzną i w każdym miejscu jest taki sam. Ponieważ nie pozostanę na stałe w moich rodzinnych stronach, bezcelowym jest, by walczyć o powrót do nich czy też do nich podążać. Ponieważ wszystkie miejsca są pokojami gospody, jeśli zaprzyjaźnimy się z jej Miłosiernym właścicielem, wszyscy staną się przyjaciółmi, a w każdym miejscu znajdziemy znajomych, podczas gdy jeśli nie zaprzyjaźnimy się
z Miłosiernym, wszędzie znajdziemy jedynie ciężar na sercu, a wszyscy będą do nas wrogo nastawieni.
Powód Trzeci: Podanie powinno być sporządzone zgodnie z prawem, lecz sposób, w jaki traktowano mnie przez owe sześć lat, był samowolą wykraczającą poza granice jakiegokolwiek prawa. Ustawa dotycząca zesłańców nie miała zastosowania do mnie. Traktowano mnie tak, jakbym został pozbawiony wszelkich praw cywilizacji, a nawet wszelkich praw tego świata. Zwracanie się w imieniu prawa do tych, którzy traktowali mnie w sposób, jaki nie mieścił się w granicach prawa, byłoby bezsensowne.
Powód Czwarty: W tym roku pewien miejscowy urzędnik poprosił w mym imieniu o to, abym dla zmiany klimatu mógł pozostać na kilka dni w wiosce Bedre, w dystrykcie Barla. Jak mógłbym prosić o coś tych, którzy odrzucili tak niewiele znaczącą prośbę? Zwracanie się do nich byłoby daremne, byłoby hańbiącym upokorzeniem się!
Powód Piąty: Przyznawanie jakiegokolwiek prawa decyzji tym, którzy twierdzą, że to, co złe, jest słuszne, a zatem i zwracanie się do nich, jest niewłaściwe, jest brakiem szacunku dla tego, co słuszne. Nie chcę popełnić takiego zła i okazać lekceważenia dla prawa. Tak to jest!
Powód Szósty: Strapienia i trudności, jakich przyczynili mi ahl ad-dunja, nie wynikały z przyczyn związanych z polityką, ponieważ oni dobrze wiedzą, że nie mieszam się do działań polityków, lecz uciekam od nich. Świadomie lub nieświadomie, dręczą mnie raczej z powodu ich wojującego ateizmu, ponieważ sam mocno trzymam się religii. W takim przypadku zwracanie się do nich dowodziłoby tego, że wyrażam skruchę z powodu przywiązania do prawd religii, zaś próbuję schlebiać ateizmowi.
Co więcej, gdybym zwrócił się do nich i u nich szukał ratunku, zarządzenie Boga, Który jest Sprawiedliwy, ukarałoby mnie poprzez ich ręce, ponieważ prześladują mnie oni jedynie dlatego, że jestem człowiekiem pobożnym. Jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, od czasu do czasu gnębi mnie, lecz dzieje się to z powodu mojej hipokryzji w obliczu ahl ad-dunja, ponieważ moja wiara i szczerość intencji są niedoskonałe. Ponieważ tak jest, na razie nie mogę zostać uratowany od strapień i niedoli. Jeśli zwrócę się do ahl ad-dunja, Bóg w Swoim zarządzeniu oznajmi: "Obłudniku! Bądź ukarany za to, że się do nich zwróciłeś!", jeśli zaś tego nie zrobię, ahl ad-dunja powiedzą: "Nie uznajesz nas, więc dalej cierp trudności, których ci przyczyniamy!"
Powód Siódmy: Dobrze wiadomo, że obowiązki urzędników polegają na tym, by uniemożliwiać wyrządzenie szkód tym, którzy mogliby ich przyczynić, zaś wspomagać tych, których działania są korzystne. Tymczasem urzędnik, który zabrał mnie - starszego gościa w gospodzie tego świata, stojącego w drzwiach grobu - do więzienia, kiedy akurat objaśniałem pewien subtelny aspekt wiary, zawarty w słowach "nie ma boga z wyjątkiem Boga Jedynego", potraktował mnie tak, jakbym popełnił jakieś przestępstwo, choć wcześniej przez długi czas nie odnosił się do mnie w taki sposób. Sprawił, że nie mogłem udzielić wskazówek nieszczęsnemu człowiekowi o szczerej duszy, który właśnie mnie słuchał, a postępowanie owego urzędnika wywołało mój gniew. Byli tam również inni ludzie, lecz nie poświęcił im żadnej uwagi, zaś później, kiedy zaczęli zachowywać się tak grubiańsko, że mogło zatruć to życie całej wioski, stał się dla nich łaskawy i uprzejmy.
Co więcej, dobrze wiadomo, że ktoś, kto przebywa w więzieniu z powodu setki zbrodni, jakie popełnił, niezależnie od tego, czy jest człowiekiem wysokiej rangi, czy też niskiej, może spotkać się z nadzorującym jego sprawę urzędnikiem. Jednak przez ostatni rok, choć dwaj ludzie ważni w oczach rządu, którym powierzono nadzór nade mną, kilka razy przechodzili obok mego domu, ani nie spotkali się ze mną, ani też o nic mnie nie pytali. Początkowo przypuszczałem, że unikają mnie z powodu wrogości, jaką do mnie żywią; później jednak wyszło na jaw, że wynikało to z ich bojaźliwych podejrzeń, a oni uciekali przede mną, jakbym zamierzał ich pożreć. Zatem uznanie rządu, który ma takich przedstawicieli, szukanie u niego ratunku i zwracanie się do niego nie jest rozsądne, lecz jest daremnym upokorzeniem. Gdyby był tu stary Said, powiedziałby jak 'Antara:
Stary Said już nie istnieje, a nowy Said uważa rozmowę z ahl ad-dunja za pozbawioną sensu. Niechaj ich świat stanie się ich końcem! Niechaj robią, co chcą! Nowy Said milczy, mówiąc jedynie, że wszyscy razem zostaniemy osądzeni na Sądzie Ostatecznym.
Powód Ósmy: Zgodnie z zasadą, która mówi: "Wynikiem zakazanej miłości jest niemiłosierne cierpienie", Boże zarządzenie, które jest sprawiedliwe, zadaje mi cierpienie poprzez bezlitosne ręce ahl ad-dunja za to, że skłaniałem się ku nim, choć na to nie zasługują. Mówiąc: "Tak, zasłużyłem na owo cierpienie", zachowuję milczenie.
W czasie Wielkiej Wojny byłem dowódcą pułku złożonego z ochotników. Chwalony przez głównodowodzącego i przez Envera Paszę, poświęcałem mych wartościowych uczniów i przyjaciół. Później zostałem ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie z niewoli wpadłem w niebezpieczeństwa przez dzieła takie, jak Siedem Kroków, która to praca wymierzona była w okupujących Stambuł Brytyjczyków. Pomagałem tym, którzy teraz bez żadnego powodu trzymają mnie w owej niewoli, będącej dla mnie torturą. Tak ukarali mnie za pomoc, jakiej im udzieliłem. Ci "przyjaciele" w ciągu trzech miesięcy przyczynili mi tylu trudności i niedoli, ile wycierpiałem przez trzy lata niewoli w Rosji. Rosjanie nie uniemożliwili mi nauczania religii, choć postrzegali mnie jako dowódcę kurdyjskiej milicji ochotniczej, który mordował kozaków i jeńców. Zwykłem udzielać wskazówek większości z dziewięćdziesięciu oficerów, którzy byli moimi towarzyszami niewoli. Pewnego dnia przyszedł rosyjski dowódca, by posłuchać tego, co mówię, a ponieważ nie znał tureckiego, uznał to za agitację polityczną i położył temu kres, jednak później ponownie udzielił swego zezwolenia na takie spotkania. Ponadto w jednej z izb naszych koszar urządziliśmy meczet, w którym zwykłem prowadzić modlitwy. Rosjanie w ogóle się do tego nie wtrącali, nie zabraniali mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Tymczasem moi "przyjaciele" w tym kraju, obywatele tego samego państwa i wyznawcy tej samej religii, ci, o których korzyści (jakie mogłaby im przynieść pobożność i wiara) walczyłem, trzymają mnie w tej bolesnej niewoli nie przez trzy lata, lecz przez sześć, bez żadnego powodu, choć doskonale wiedzą, że zerwałem wszystkie więzy, jakie łączyły mnie z tym światem. Zabraniają mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Zabraniają mi nauczania religii (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat), a nawet udzielania prywatnych wskazówek w moim pokoju. Zabraniają mi komunikowania się z innymi w jakiejkolwiek formie. Zabraniają mi nawet uczęszczania do meczetu, który pomagałem wyremontować i w którym przez cztery lata prowadziłem modlitwy (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat). A teraz, by pozbawić mnie nagrody za odprawienie modlitwy w grupie, nie zgadzają się nawet na to, bym prowadził modlitwę trzech osób - mego stałego zgromadzenia i mych braci w życiu ostatecznym.
Co więcej, jeśli - choć sam tego nie pragnę - ktoś nazywa mnie dobrym człowiekiem, urzędnicy, pod których nadzorem pozostaję, stają się zawistni i wpadają w gniew. Myśląc, że zniszczą wpływ, jaki wywieram
na innych, bez skrupułów podejmują drastyczne środki ostrożności i prześladują mnie, nie dając mi spokoju, by tylko wkraść się w łaski swych zwierzchników.
Któż, będąc w takim położeniu, mógłby szukać schronienia u kogokolwiek prócz Wszechmocnego Boga? Jeśli sędzia jest również wnoszącym skargę, z całą pewnością nie można poskarżyć się przed nim na złe traktowanie. Dalejże, powiedzcie, co możemy na to odpowiedzieć? Mówcie sobie, co chcecie; ja mówię, że wśród moich "przyjaciół" jest wielu hipokrytów, zaś hipokryta gorszy jest od niewierzącego. Oto, z jakiego powodu przyczynili mi takich cierpień, jakich nie przyczynili mi niewierni Rosjanie.
O, wy, nieszczęśnicy! Cóż takiego wam wyrządziłem i cóż czynię wam złego? Staram się tylko ocalić waszą wiarę i służę waszej wiecznej szczęśliwości! Oznacza to, że moja służba nie jest całkowicie szczera, czysta i wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga, dlatego odnosi odwrotny skutek. W zamian za moje starania, dręczycie mnie przy każdej okazji. Z pewnością spotkamy się na Sądzie Ostatecznym, zatem mówię: