Listy Dodatkowe z Kastamonu
— 180 —
Całe prawdziwe cierpienie tkwi w zbłądzeniu, Cała prawdziwa przyjemność w wierze
Wielka prawda przyodziana w szatę wyobraźni

Mój rozważny towarzyszu podróży! Mój przyjacielu! Jeśli chcesz wyraźnie ujrzeć różnicę między świetlistą drogą prostą a drogami tych, na których Bóg jest zagniewany, i tych, którzy błądzą,

Weź ze sobą swą fantazję i dosiądź swej wyobraźni, a razem udamy się w mrok niebytu. Odwiedzimy ten wielki grób, to miasto zmarłych.

Ręka mocy Przedwiecznego i Wszechmocnego zabrała nas z owego mrocznego miejsca, sprawiła, że dosiedliśmy istnienia, i wysłała nas na ten świat, do tego miasta pozbawionego przyjemności.

Teraz przybyliśmy na przerażającą pustynię świata istnienia. Mieliśmy otwarte oczy i patrzyliśmy w sześciu kierunkach.

Najpierw spojrzeliśmy przed siebie, poszukując łask, lecz udręki i cierpienia zaatakowały nas niczym wrogowie. Przestraszyliśmy się i odwróciliśmy wzrok.

Spojrzeliśmy w lewo i w prawo na żywioły natury, poszukując wsparcia, lecz ujrzeliśmy, że ich serca są twarde i bezlitosne, a one same gniewnie zgrzytają zębami, nie zważając ani na prośby, ani na lamenty.

Jak oblężeni, wnieśliśmy oczy w rozpaczy. Poszukując pomocy, spojrzeliśmy na ciała niebieskie, lecz one również groziły nam w najbardziej straszny sposób,

Jakby każde z nich było wystrzeloną bombą, pędzącą przez przestrzeń, jednak tak czy inaczej jedne nie stawały na drodze drugim.

Gdyby przez przypadek choć jedno z owych ciał niebieskich zboczyło ze swej drogi, świat przejawów zostałby rozsadzony na kawałki. Niech Bóg uchroni nas przed tym, aby miało to zależeć od zbiegu okoliczności! Nie wynikłoby z tego żadne dobro.

W rozpaczy odwróciliśmy wzrok, pokonani przez smutek i oszołomienie. Pochyliliśmy głowy i uważnie spojrzeliśmy na samych siebie.

Usłyszeliśmy krzyk miriad potrzeb i płacz tysięcy niedostatków, dochodzące z naszych żałosnych "ja". Oczekiwaliśmy pocieszenia, lecz otrzymaliśmy przerażenie.

— 181 —

Również spojrzenie na nas samych nie przyniosło nic dobrego. Poszukując schronienia i pocieszenia, naradziliśmy się z naszą świadomością i spojrzeliśmy w jej głąb. Niestety, również tam niczego nie znaleźliśmy, lecz sami musieliśmy dopomóc świadomości,

Ponieważ obejmuje ona tysiące nadziei, burzliwych emocji i dzikich żądz, rozprzestrzeniających się na cały wszechświat. Zadrżeliśmy w obliczu ich wszystkich i nie mogliśmy udzielić żadnej pomocy.

Wtłoczone do świata istnienia, owe nadzieje rozciągają się od przedwieczności z jednej strony po wieczność z drugiej. Są one tak wielkie, że gdyby połknęły cały świat, świadomość jeszcze nie byłaby usatysfakcjonowana.

Dokądkolwiek się zwróciliśmy na owej drodze smutku, napotykaliśmy nieszczęście. Tak już jest z drogą tych, którzy ściągnęli na siebie gniew Boga i tych, którzy błądzą. Ową drogę obsiadły przypadek i zbłądzenie.

Poszliśmy ową drogą i upadliśmy do naszego obecnego stanu, a nawet teraz na jakiś czas zapomnieliśmy o początku i końcu, o Stwórcy i Zmartwychwstaniu.

Ta droga jest gorsza niż Piekło, jej żar jest bardziej straszliwy, miażdży ona nasze dusze. Zwracaliśmy się, szukając schronienia, w owych sześciu kierunkach, lecz efektem tego stał się stan, w jakim się znajdujemy.

Ów stan przepełnia nas straszliwą grozą, sprawia, że drżymy w bezsilności, niepokoju, lęku, osieroceniu i rozpaczy, jest udręką dla naszej świadomości.

Utworzyliśmy front zwrócony w każdym z owych sześciu kierunków i staraliśmy się odepchnąć wszystkie zagrożenia. Najpierw szukaliśmy ratunku w naszej sile, lecz niestety!, jesteśmy bezsilni i słabi.

Następnie zwróciliśmy się do samych siebie, aby uciszyć potrzeby naszych dusz, lecz niestety!, słyszymy ich nieustanny płacz.

Następnie wzywaliśmy pomocy, poszukując wybawcy, lecz nikt nie usłyszał i nikt nie odpowiedział. Przypuszczamy, że każda rzecz jest nam obcą i wrogą. Nic nie pociesza naszych serc, nic nie daje nam poczucia bezpieczeństwa ani prawdziwej przyjemności.

Wreszcie im częściej spoglądaliśmy na ciała niebieskie, tym bardziej ich widok przepełniał nas przerażeniem i grozą, drażniąc świadomość, pogłębiając jej wyobcowanie, dręcząc umysł i wypełniając go złudzeniami.

Bracie! Oto droga zbłądzenia! Doświadczyliśmy na niej całego mroku niewiary. Chodź, mój bracie, zawrócimy ku niebytowi.

— 182 —

I oto znów w nim jesteśmy, lecz tym razem naszą drogą będzie droga prosta, droga wiary, zaś naszym przewodnikiem i przywódcą będą mądrość i Koran, ów sokół przelatujący ponad wiekami.

Pewnego razu miłosierdzie i łaska Przedwiecznego Władcy zapragnęły naszego istnienia, Jego moc wydała nas na świat, łaskawie usadzając nas na grzbiecie prawa Jego woli i dopełniając nas etap po etapie.

Następnie litościwie przyodziała nas w szatę istnienia i obdarowała nas Największym Depozytem i związanym z nim rangą, zaś cechami szczególnymi owego depozytu są suplikacje i modlitwy obowiązkowe.

Wszystkie etapy są miejscami postoju na naszej długiej drodze. By uczynić tę drogę łatwą dla nas, Boże zarządzenie wydało dekret i nakleiło go na stronicy naszych czół.

Dokądkolwiek nie pójdziemy i wśród jakiej grupy nie będziemy gośćmi, zawsze zostaniemy powitani prawdziwie po bratersku. Rozdajemy z tego, co należy do nas, zaś otrzymujemy z tego, co należy do innych.

Inni karmią nas z miłością zrodzoną z bliskości, stroją nas w swe podarunki, widzą nas, jak idziemy naszą drogą. Oto w końcu przybyliśmy pod drzwi świata. Słyszymy hałas.

Spójrz, przybyliśmy na ziemię i postawiliśmy stopy w świecie przejawów, w owym zgiełkliwym mieszkaniu człowieka, na święcie Najbardziej Miłosiernego.

O niczym nie mamy pojęcia. Naszym przewodnikiem i przywódcą jest wola Miłosiernego, zaś zastępcą owego przewodnika są nasze wrażliwe oczy. Otwieramy oczy i rozglądamy się. Czy pamiętamy, jak przybyliśmy tu po raz pierwszy?

Jesteśmy obcymi i sierotami, a nasi wrogowie są liczni. Nie znamy naszego obrońcy. Mamy jednak światło wiary, które jest silnym filarem, punktem oparcia, obrońcą odpierającym nieprzyjaciół.

Oto wiara w Boga, która jest światłem naszych dusz, światłem naszego życia i duszą naszych dusz. Teraz nasze serca są spokojne. Lekceważymy naszych wrogów, a nawet nie zauważamy ich.

Kiedy w naszej pierwszej podróży naradziliśmy się z naszą świadomością, usłyszeliśmy niezliczone płacze, lamenty i skargi,

A z ich powodu zmogło nas nieszczęście. Nasze nadzieje i pragnienia, nasze zdolności i zmysły zawsze pragną wieczności, jednak nie wiemy, jak możemy jej dostąpić, stąd owe lamenty i ów płacz.

— 183 —

Jednakże - al-hamdu li-llah (ar. wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu) - tym razem znaleźliśmy punkt wspomożenia, które zawsze daje życie naszemu wrodzonemu usposobieniu i naszym nadziejom, sprawiając, że wzlatują one ku wieczności.

Nasze wrodzone usposobienie ukazuje nam drogę od owego punktu i poszukuje pomocy, pije wodę życia i biegnie ku doskonałości przez ów punkt wspomożenia, ów dodający sił, nieuchwytny symbol.

Drugim biegunem wiary jest potwierdzenie Zmartwychwstania. Perłą, która kryje się w owej muszli, jest wiecznie trwające szczęście. Dowodem owej wiary jest Koran, zaś świadomość jest tajemnicą człowieka.

Teraz unieś głowę, spójrz na wszechświat i przemów do niego. Z drogi, którą szliśmy wcześniej, wyglądał groźnie. Teraz, gdzie nie spojrzeć, uśmiecha się, śmieje, nieśmiało mruga do nas i migocze.

Czyż nie widzisz, że nasze oczy stały się pszczołami? Latają po całym ogrodzie wszechświata, wśród obfitości kwiatów, a każdy kwiat ofiarowuje im łyk wybornego napoju,

A także pociechę, miłość i poczucie zażyłości. Nasze oczy również dają, biorą, zaświadczają, sprawiają, z miody owych kwiatów również wypływa miód, jakim jest przesłanie owego tajemniczego sokoła.

Kiedy nasze spojrzenie spoczywa na ciałach niebieskich, gwiazdach lub słońcach, widzimy, że ukazują one mądrość Stwórcy, sposób, w jaki przekazuje On Swą naukę, a także przejaw Jego miłosierdzia, który uczynił je wszystkie szybującymi w niebiosach.

Jest tak, jakby słońce rozmawiało z nami, mówiąc: "Moi bracia! Nie bądźcie wystraszeni ani przerażeni. Witajcie! Jak to dobrze, że przyszliście! To mieszkanie należy do was, ja zaś jestem tylko świecznikiem.

Jak wy, jestem jedynie posłusznym sługą, który nie buntuje się przeciwko swemu Panu. Jedyny, Który wiecznie jest ponad wszelką potrzebę, poprzez Swoje miłosierdzie podporządkował mnie tak, bym służyło wam moim światłem. Światło i ciepło pochodzą ode mnie, a suplikacje i modlitwa powinny pochodzić od was!"

Teraz spójrz na księżyc, na gwiazdy i na morza! Każde z nich mówi we własnym języku: "Witajcie! Dobrze, że przyszliście! Czyż nas nie poznajecie?"

Spójrz na tajemnicę współpracy poprzez znaki uporządkowania. Każda z istot mówi: "Wszystkie jesteśmy sługami i zwierciadłami dla miłosierdzia Tego, Któremu należy się wszelka chwała. Nie martwcie się i nie lękajcie!

— 184 —

Nie bądźcie przerażeni ani sceptyczni, gdy słyszycie huk gromu i płacz wydarzeń, albowiem słychać w nich dudniące recytacje, zgiełk wychwalania Boga, wrzawę suplikacji i błagań.

Ten, Któremu należy się wszelka chwała, a Który wysłał nas do was, trzyma w Swym ręku wodze wszystkich zdarzeń. Oko wiary odczyta na ich twarzach znaki miłosierdzia głoszonego przez każde z nich".

O ty, który wierzysz, a twoje serce czuwa! Pozwólmy naszym oczom, by nieco odpoczęły; niech zastąpią je uszy, które powierzymy błogosławionej dłoni wiary. Wyślemy je na świat, aby posłuchały jego uroczego śpiewu.

To, co idąc pierwszą drogą, braliśmy za powszechną żałobę i lamenty towarzyszące śmierci, teraz jest suplikacjami, modlitwami, okrzykami wychwalania Boga.

Posłuchaj pomruku powietrza, ćwierkania kurcząt, stukotu kropel deszczu, plusku mórz, huku gromu, trzasku kamieni - wszystkie są pełnymi znaczeń zaśpiewami.

Nucenie powietrza, intonacja gromu, dźwięki fal - wszystkie recytują Bożą wspaniałość. Wszystkie piosenki deszczu i wszystkie szczebioty ptaków są wychwalaniem Bożego miłosierdzia i aluzjami do rzeczywistości.

Dźwięki wszystkich rzeczy są dźwiękami istnienia, które mówią: "Ja również istnieję". Cichy wszechświat nagle otrzymuje głos i mówi: "Nie przypuszczaj, że jestem pozbawionym życia, o rozpaplany człowieku!"

Śpiewają smaczne kąski, krople deszczu i ptaki.

Swymi cienkimi głosikami wyśpiewują różne piosenki, oklaskują miłosierdzie Boga, rozświetlają Jego dary, głoszą swoje podziękowania,

A w domyśle mówią: "O, istoty wszechświata, moi bracia! W jak pięknych okolicznościach żyjemy!

Jesteśmy delikatnie karmione, jesteśmy zadowolone z naszego losu".

Ich wyciągnięte w górę dzioby rozsiewają w powietrz tę pieśń.

Wszechświat w swej całości jest wzniosłą orkiestrą, a dzięki światłu wiary można usłyszeć jego recytacje i jego wychwalanie Boga.

Widoczna w nim mądrość i uporządkowanie wykluczają i odrzucają istnienie przypadku, jednym głosem przepędzają wątpliwości.

Mój towarzyszu podróży! Teraz opuszczamy ten świat podobieństw, schodząc z siodła wyobraźni i fantazji. Zsiądziemy z nich na arenie

— 185 —

rozsądku, oszacujemy drogi, którymi podążaliśmy, a następnie zamkniemy prowadzące do nich drzwi.

Naszą pierwszą drogą, pełną bólu, była droga tych, którzy zasłużyli na gniew Boga, i tych, którzy błądzą, sprawiająca cierpienie i dotkliwy ból najgłębszej świadomości. To świadomość ukazała nam, że tak właśnie jest, aż na tamtej drodze staliśmy się przeciwieństwem świadomych istot.

Koniecznie potrzebowaliśmy wyratowania nas z tamtej drogi, potrzebowaliśmy tego, by nasz ból został uśmierzony, gdyż w przeciwnym razie nie moglibyśmy go znieść. Nikt nie zważał na nasze wołania o pomoc.

Uzdrowieniem jest przewodnictwo, lecz nasze uczucia zależą od kaprysów. Stan rzeczy na tamtej drodze wymaga pocieszenia, wymaga udawanej bezmyślności, zajęcia się czymś, zabawy, czarujących pragnień.

Tak oto owa droga może zwieść świadomość i uśpić umysł, by nie odczuwały one bólu. W przeciwnym razie jej ciężkie cierpienia zaczną doskwierać świadomości, ból stanie się niemożliwym do wytrzymania, a rozpacz tak wielką, że nie można będzie jej unieść.

To oznacza, że jesteśmy urzeczeni tą drogą w takim stopniu, do jakiego zboczyliśmy z drogi prostej. Nasza świadomość płacze, ponieważ w każdej przyjemności ukryte jest jakieś cierpienie, jakaś skaza.

To oznacza, że lśniąca cywilizacja, będąca mieszaniną kaprysu, żądzy, rozrywki i wyuzdania, jest tylko złudnym panaceum na straszliwą rozpacz zrodzoną ze zbłądzenia, jest trucizną, narkotykiem.

Mój drogi przyjacielu! Na naszej drugiej drodze, tej, która była wypełniona światłem, dostrzegliśmy taki stan umysłu, w którym życie staje się źródłem przyjemności, a cierpienia stają się radościami.

Zrozumieliśmy, że na owej drodze temu, kto nią podróżuje, udziela się stan ducha zależny od siły jego wiary. Ciało doznaje przyjemności poprzez duszę; dusza doznaje przyjemności poprzez świadomość.

Natychmiastowa przyjemność jest odczuwana przez świadomość, podczas gdy duchowa przyjemność jest obecna w sercu. Rozmyślanie o owej drodze jest otwarciem prowadzących na nią drzwi, podczas gdy jej sekrety stają się cechami określającymi świadomość.

Niezależnie od tego, jak bardzo serce jest pobudzone, świadomość ożywiona, a dusza poruszona, ów stan rzeczy zwiększa przyjemność, przekształca ogień w światło, zaś zimę w wiosnę.

W świadomości otwierają się drzwi rajskich ogrodów; świat staje się rajem. Nasze dusze wzlatują aż do nieba jak latawce, błagające, rozmodlone.

— 186 —

Żegnaj, zacny towarzyszu podróży! Ofiarujmy Bogu wspólną modlitwę, a później rozstaniemy się, by kiedyś spotkać się znowu!

اَللّٰهُمَّ اِهْدِنَا الصِّرَاطَ الْمُسْتَق۪يمَ اٰم۪ينَ
O, Boże! Poprowadź nas drogą prostą. Amen.