Moi drodzy, wierni bracia!
Tak czy inaczej jeden z was powinien odwiedzić ministra spraw religijnych w mym imieniu, a przekazując Ahmedowi Hamdiemu-effendi moje pozdrowienie pokoju i wyrazy szacunku, powinien mu powiedzieć, co następuje:
Dwa lata temu prosił mnie Pan o kopię całego zbioru Światła. Miałem ją przygotowaną dla Pana, jednak nagle zostaliśmy uwięzieni i nie mogłem ani poprawić tych traktatów, ani wysłać. Obecnie jestem
zajęty poprawianiem ich, jednakże z powodu choroby, na jaką cierpię w wyniku otrucia, nie jestem w stanie ukończyć tej pracy w żadnym bliskim terminie. In sza'a-llah, przedstawimy Panu ten zbiór, kiedy tylko zostanie ukończony. Zgodnie z zasadą, która mówi: "Kto nie przyjmuje podarunków, nie może dawać podarunków", ofiarowujemy ten niezmiernie wartościowy, duchowy komentarz (ar. tafsir) do Koranu Pana dostojnej osobie, jako głównemu uczonemu (ar. 'ulama) tego narodu islamu, jako uświęconą zapłatę za to, że starał się Pan, jak tylko mógł, aby Światło zostało uwolnione, za Pańskie wysiłki i pracę na rzecz opublikowania naszego Koranu, z którego wcześniej wysłaliśmy Panu trzy dżuzy jako próbkę.
Z całkowitą pewnością powiem Panu, że jeśli chodzi o naszą sprawę, to nigdy wcześniej w historii nie dopuszczono się tak złośliwych i zawistnych ataków wobec wiedzy w temacie prawdy i wobec prawd wiary (ar. iman). Zakres Pańskiej uczoności i przywództwa nad ministerstwem wymaga tego, aby prócz innych kwestii wypełniał Pan również obowiązek wobec religii i nauki. Kiedy po ostatniej próbie otrucia mnie rozmyślałem o mojej śmierci, moje serce znalazło ulgę i pociechę w myśli o tym, że Ahmed Hamdi przejmie prawo własności wobec Światła i będzie chronić Światło w moim imieniu. Choć wcześniej wysłaliśmy do Pańskiego ministerstwa części naszej mowy obrończej wygłoszonej w sądzie, obecnie wysyłamy Panu ukończoną i całkowitą kopię mej mowy obrończej, która jest całkowitą prawdą. Wysłaliśmy ją z intencją tego, aby służyła za odniesienie dla tych, którzy za Pańskim zezwoleniem będą pracować na rzecz uwolnienia Światła.
Moi drodzy, wierni bracia, uczniowie Światła z okolic Safranbolu i Eflani!
Po tysiąckroć mówimy: Baraka-llah, ma sza'a-llah w odpowiedzi na podarunki w postaci fragmentów Światła, jakie przysłaliście. Niech Wszechmocny Bóg ześle wam szczęście na tym świecie i w świecie, który nadejdzie, amen!
Każdy z błogosławionych i oddanych uczniów Światła pięknie spisał kilka traktatów, a niedawno przysłano je do mnie jako podarunek, który w osobliwy sposób przybył jako błogosławieństwo (ar. baraka) wraz ze słodyczami, w czasie, gdy cierpiałem z powodu niedoli i ciężkiej choroby. Choć moją zasadą od dawna było, aby nigdy nie przyjmować podarunków bez dania czegokolwiek w zamian, trzy głębokie i osobliwe wydarzenia doprowadziły do tego, że postąpiłem wbrew owej zasadzie i przyjąłem te podarunki z całkowitą radością i przyjemnością.
Wydarzenie pierwsze: Byłem zajęty przygotowywaniem jedenastu ksiąg wydrukowanych za pomocą powielacza, które nabyłem za niewielką sumę pieniędzy, jaką posiadałem, a także kompletowaniem zbioru Światła spisanego przez diamentowe pióra trzech wartościowych uczniów Światła, aby wysłać te traktaty do ministra spraw religijnych, po tym jak uparcie, pięć lub sześć razy, prosił on o taką kopię. W tym samym czasie, kiedy próbowałem wysłać owe dzieła jako duchowy podarunek i zachętę do muftich i hodżów, którzy niejako pozostali im przeciwni, chciałem mieć tutaj Husreva, aby wypełnił on tak doniosły obowiązek, jednakże trudne położenie, w jakim się znajdowałem, uczyniło mnie wielce zatroskanym. Nagle, właśnie w tej chwili, przybył wojownik Sungur, który jest młodszym Husrevem. Nie tylko wybawił mnie od tak wielu niepokojów, trudności i kosztów, lecz również - jako że ów obowiązek był dla mnie tak ważny, jak dwa lata, przez które Sungur regularnie mi służył - doszedłem do przekonania, iż to wydarzenie również jest cudem (tur. keramat) związanym z sukcesem w rozpowszechnianiu Światła.
Wydarzenie drugie: Po tym, jak wysłałem moje własne kopie do ministra spraw religijnych, w tym samym czasie młodzi wojownicy Światła z okolic Safranbolu i Eflani przysłali mi swoje błogosławione podarunki, aby zastąpiły one tamte dzieła, wszystkie bez wyjątku. Było tak, jakby owe błogosławione podarunki, które mi przysłali, mówiły językiem usposobienia: "Nie martw się, przybyłyśmy, aby pokryć twoje straty i wypełnimy miejsce po brakujących księgach". Zatem przyjąłem je całym swym jestestwem i powinszowałem nadawcom; ich podarunki i błogosławieństwo (ar. baraka) sprawiły, iż w mym sercu nie ma żadnego niepokoju.
Wydarzenie trzecie: Na dziesięć minut przed nadejściem do mego pokoju owych błogosławionych podarunków ujrzałem pod nogami mojego łóżka ptaka podobnego do wróbla. Tymczasem zarówno okna, jak i drzwi były zamknięte, a nie było żadnego innego otworu, przez który ptak mógłby dostać się do pokoju. Zdałem sobie sprawę z tego, że wcale mnie to nie martwi. Dałem ptakowi kawałek chleba, lecz nie jadł. W myśli rzekłem sam do siebie: "Ten ptak przybył, aby przynieść dobrą nowinę, podobnie jak ptaki, które przybyły tutaj trzy czy cztery lata temu". Zaprawdę, dokładnie w tym samym czasie otrzymałem ów błogosławiony i świetlisty podarunek, a także list od mojego brata, muftiego Abdulmecida, a przez minione trzy lata nie miałem od niego żadnych wiadomości. Wtedy nadszedł Halil, który mi służy. Powiedziałem do niego: "Spójrz na tego ptaka. Przybył on, żeby przekazać dobrą nowinę, tak jak ptaki, które przybywały wcześniej". Później otworzyliśmy okno, aby ptak mógł przez nie wylecieć, lecz ten nie opuszczał nas. Pięć lub sześć razy obleciał pokój, lecz nie wylatywał na zewnątrz. Wtedy przyszedł również Sungur. "Chodź i popatrz na to", powiedzieliśmy mu, zaś on był świadkiem tego zdarzenia. Jak pojawienie się ptaka było zdumiewające, tak zdumiewające było również jego zniknięcie półtorej godziny później. Szukaliśmy go wraz z Halilem, a choć nie wyleciał przez okno, nigdzie nie można było go znaleźć.
Zaprawdę, znaczenie przybycia owego duchowego podarunku, a także tego, że w miejsce Husreva przybył mi z pomocą Sungur, może zostać jasno ukazane poprzez następujące wydarzenie:
Na dwa dni przed przybyciem Sungura - czyli tego samego dnia, kiedy wyszedł on z domu - Halil ujrzał we śnie, jak Sungur przybył tutaj wraz z Mustafą Osmanem, a ich przybycie tutaj było tak wielkim wydarzeniem, że zostali powitani z całą ceremonią. "Jaka jest interpretacja tego snu?", zapytał Halil. Zaciekawiłem się i zapytałem go: "Dlaczego opowiedziałeś
mi ten sen? Mam nadzieję, że nie doznali oni żadnej szkody". Martwiłem się i smuciłem przez całą tamtą noc, aż do rana. Zgodnie z jego pomniejszą interpretacją, ów prawdziwy sen urzeczywistnił się.
I nie ma żadnej rzeczy, która by nie głosiła Jego chwały. [1]
Wielce nam drogi, wielce błogosławiony, wielce łaskawy, umiłowany Nauczycielu, Effendi!
Dostarczyliśmy twój błogosławiony list ministrowi spraw religijnych, Ahmedowi Hamdi-effendiemu. Był niezmiernie rad z tego, że może włączyć owe błogosławione dzieła i Traktaty Światła do swej prywatnej biblioteki. Powiedział: «In sza'a-llah, podzielę się nimi z najbliższymi spośród mych wybranych braci, aby je czytali, a w ten sposób będą one stopniowo rozpowszechniane».
Mój umiłowany Nauczycielu, Effendi! Minister powiedział nam, że wykona zalecenia zawarte w twym błogosławionym liście, a także powiedział: "Jednak nie jesteśmy w stanie opublikować wszystkich tych dzieł w jednej chwili. Będą one czytane przez mych bliskich braci i opublikujemy je w przyszłości, stosownie do stopnia zainteresowania, z jakim się spotkają. In sza'a-llah, będę starał się o to, aby później ten zbiór został opublikowany w swej olśniewającej całości".
Ten fragment ma być zapisany na pierwszej stronie Stacji Drugiej Listu Dwudziestego Dziewiątego, po pytaniu i odpowiedzi:
"Powodem, dla którego ten traktat został spisany, jest fakt, iż ma być swego rodzaju odpowiedzią na straszliwą próbę zabójstwa, wedle której tłumaczenie (znaczenia - uz. red. pol.) Koranu ma być czytane w każdym meczecie zamiast prawdziwego Koranu. W owym traktacie znalazło się wiele szczegółów i kwestii niepotrzebnych. Jednak w tej dokładającej starań i ekscytującej odpowiedzi można odczuć, jeśli będzie się go poszukiwać, klucz spośród tego, co niewidzialne (ar. ghajb), zatem zostały do niej włączone również pewne niepotrzebne szczegóły oraz słabe i subtelne znaki".
Memu sercu przyszło na myśl, co następuje:
"Niezmiernie ważna, niezbędna, olśniewająca i elokwentna Stacja Pierwsza Listu Dwudziestego Dziewiątego pokryje z nawiązką jakiekolwiek niedociągnięcia i przesadę Stacji Drugiej".
Zatem pominąłem owe niedociągnięcia i z całkowitą ulgą złożyłem podziękowania Bogu.
[2]
Drogi Ahmedzie Hamdi-effendi!
Chciałbym podzielić się z Panem mym duchowym doświadczeniem:
Dawno temu poglądy Pana oraz hodżów zajmujących się tą samą dziedziną, które dopuszczały dozwalanie na coś z powodu konieczności, a odstąpienie od jasnych nakazów prawa szariatu, nie były zgodne z moimi poglądami. Oburzony na nich i na Pana, zapytałem: "Dlaczego odstępują oni od jasnych nakazów, a podążają za wyjątkami?" i powstrzymałem się od wysłania Traktatów Światła bezpośrednio do Pana. Trzy lub cztery lata temu moje serce krytykowało Pana i stało się rozżalone. Nagle otrzymało następujące ostrzeżenie:
"Twoi dawni przyjaciele z medresy, szczególnie Ahmed Hamdi Akseki i jemu podobni, podejmują ich naukowe starania dla zachowania
uświęconych kwestii. Odpowiadają na straszliwe i krańcowe zniszczenie zgodnie z zasadą 'mniejszego zła'. Zatem fakt, że czterokrotnie zmniejszają oni zagrożenie, będzie in sza'a-llah pokutą za ich błędy. Niektóre z ich decyzji dotyczących tego, co dopuszczalne, zostały podjęte pod przymusem".
Po tym ostrzeżeniu ponownie myślałem o Panu i o Panu podobnych zgodnie z zasadą braterstwa, jako o mych dawnych braciach z medresy i przyjaciołach z tej samej klasy.
Z tego powodu, jako że wierzę, że trucizna, którą mi podano, wkrótce doprowadzi do mojej śmierci, uważam Pana za prawdziwego właściciela i adwokata Traktatów Światła, który będzie ich strzegł w moim imieniu. W odpowiedzi na Pana osobistą prośbę sprzed trzech lat, w której nalegał Pan na wysłanie kopii (zbioru Traktatów - uz. red. pol.), wysyłam Panu zbiór Traktatów Światła. Choć w mej ciężkiej chorobie uczyniłem to w sposób niedoskonały i nie do końca, do pewnego stopnia ukończyłem poprawianie zbioru przeznaczonego dla Pana, który został spisany ręcznie przez trzech uczniów Światła piętnaście lat temu. Pióra owych trzech ludzi są mi tak drogie, jak dziesięć kopii całego zbioru. Nie oddałbym tego zbioru nikomu innemu prócz Pana. Duchową zapłatą za to niechaj będą trzy rzeczy:
Po pierwsze: Proszę o rozpowszechnienie owego zbioru w różnych działach Ministerstwa Spraw Religijnych, najlepiej w starym alfabecie - bądź też w nowym, pod warunkiem, że jeden z mych wybranych przyjaciół będzie nadzorował wprowadzanie poprawek - a także o sporządzenie dwudziestu do trzydziestu kopii dla placówek Ministerstwa Spraw Religijnych w całym kraju, jak również o publikowanie zbioru Traktatów Światła celem zwalczania cudzoziemskich zagrożeń ateizmu, za co odpowiada Ministerstwo Spraw Religijnych.
Po drugie: Jako że Traktaty Światła są własnością medresy, a Pan jest jej fundamentem, głową i uczniem, zatem prawdziwie są one Pańską własnością. Na razie może Pan wstrzymać się z drukowaniem traktatów, których opublikowanie uważa Pan za niewłaściwe.
Po trzecie: Koran, który spisaliśmy tak, aby ukazywał przykłady tałafuq, powinien zostać wydany przy użyciu druku fotograficznego, aby można było zobaczyć błysk cudowności ukazujący się w tałafuq. Ponadto wprowadzenie do niego w języku tureckim nie powinno być drukowane wraz z Koranem, lecz raczej może zostać opublikowane jako niewielki traktat w języku tureckim lub - po pięknym przetłumaczeniu go - po arabsku.
Nasz wartościowy, oddany starszy bracie, wojowniku Światła, Husrevie-effendi!
Oto już po raz piąty minister spraw religijnych poprosił o kopię zbioru Światła. Zatem, choć cierpi z powodu ciężkiej choroby, Nauczyciel rozpoczął wprowadzanie poprawek - które być może jest już bliskie ukończenia - i poprosił ministra spraw religijnych o trzy rzeczy tytułem duchowej zapłaty. Jedną z nich jest wydanie cudownie spisanego przez ciebie Koranu przy użyciu druku fotograficznego. Ten punkt został przyjęty wraz z zaleceniem Nauczyciela, wedle którego "bardziej właściwym jest, aby wprowadzenie w języku tureckim zostało wydrukowane jako osobne dzieło". W załączeniu wysyłamy ci list, jaki Nauczyciel wysłał do ministra spraw religijnych.
Nasz Nauczyciel mówi: "Pozostawiam waszej wzajemnej naradzie kwestię wysłania całego zbioru Traktatów Światła oraz ksiąg wydrukowanych za pomocą powielacza, jak również kwestię tego, aby osobiście doręczył je nasz brat Husrev jako najbardziej zaangażowany w ten obowiązek". Zatem postanowiliśmy poprzez wzajemną naradę, że jeśli nie przeszkadza ci stan zdrowia i jeśli uznasz to za właściwe, powinieneś udać się tam tak szybko, jak to możliwe, a po przybyciu poinformować nas o swoim adresie, abyśmy mogli wysłać ci do Ankary kopię całego zbioru oraz tamtych ksiąg. Zaprawdę, jeśli zechcesz, możesz osobiście dostarczyć je ministrowi spraw religijnych, aby były one rozpowszechniane przez muftich.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Z powodu śmierci Hafiza Mustafy przesyłam moje kondolencje uczniom Medresetu'z-Zehra, szczególnie uczniom z grupy błogosławionej oraz z prowincji Isparta, zaś Hafizowi Mustafie winszuję całym mym jestestwem tego, że przez owe dwadzieścia lat jako drugi Hafiz Ali doskonale wypełniał swoje obowiązki, a także jego determinacji w kontynuowaniu przez owe dwadzieścia lat niestrudzonej pracy na rzecz rozpowszechniania Światła. Rozciągam moje powinszowania na jego samego, na prowincję Isparta oraz na Medresetu'z-Zehra. Zaprawdę, ów zmarły wojownik, nasz brat, ukończył swoje obowiązki jak Hafiz Ali i przeszedł do królestwa Światła i królestwa pośredniego (ar. barzach) jako następny po Hafizie Alim i Hasanie Feyzim. Niech Wszechmocny Bóg zapisze w rejestrze jego dobrych uczynków tyle nagród, ile jest liter Traktatów Światła, i niech ześle deszcz miłosierdzia na jego duszę, amen!
Moi drodzy, wierni bracia!
Moje serce zostało napomniane, abym objaśnił wam kilka kwestii dotyczących mnie samego.
Po pierwsze: Pewni wybrani bracia, którzy byli niedbali w swej służbie, sprawili, iż zagniewałem się, a także doprowadzili do tego, że złorzeczyłem im, gdyż nie okazywali mi wystarczającej sympatii, kiedy nagle memu sercu przyszło na myśl, że ci bezradni bracia poprzez zbyt korzystne myśli na mój temat przyjmują, co następuje: "Gdyby nasz Nauczyciel zechciał, służyłyby mu istoty duchowe i dżinny, a być może już to robią. Ewidentne przejawy Bożej łaski w służbie Światła oznaczają, że nie ma możliwości, aby znajdował się on w nędzy, a zatem nie potrzebuje naszej litości". Popełnili zatem błąd w ich służbie. Zaprawdę, nawet dzisiaj jeden z nich miał przyprowadzić bryczkę, lecz przez jego niedbalstwo poszedłem piechotą, podczas jednej godziny cierpiąc trudności dziesięciu godzin. Oto, co powiedziałem kilka dni temu tym, którzy postępowali troskliwie i starannie, a co powtórzę w tym miejscu wam, byście usłyszeli:
Jak tajemnica szczerości intencji (ar. ichlas) zabrania mi wykorzystywania Traktatów Światła i służby wierze jako narzędzia rang doczesnych lub celem zdobycia osobistych stacji przynależnych do życia ostatecznego, tak w ten sam sposób silnie wzdragam się na
samą myśl o tym, że miałbym wykorzystać ową uświęconą służbę jako narzędzie służące mej własnej wygodzie oraz spędzaniu życia wśród przyjemności i ułatwień. Jako że całkowicie sprzecznym z tajemnicą szczerości intencji (ar. ichlas) jest wydanie wiecznie trwających owoców Raju, odnoszących się do życia ostatecznego, dla jakichś pomniejszych przyjemności, zatem informuję was z całkowitą pewnością o tym, że:
Nawet gdyby słudzy spośród dżinnów i istot duchowych, jakich pragną i przyjmują ludzie ascezy, którzy wyrzekli się tego świata, mieli przybywać na moje usługi każdego dnia, kiedy byłem głodny; nawet gdyby mieli przynosić mi zbawienne lekarstwo, kiedy jestem ranny, uważałbym, że jestem zobowiązany do tego, aby odrzucić te usługi przez wzgląd na prawdziwą szczerość intencji (ar. ichlas). Zaprawdę, nawet gdyby niektórzy święci mieli ukazywać się i przynosić mi chałwę przez wzgląd na moją służbę wierze (ar. iman), odpłaciłbym im szacunkiem i odrzuciłbym ich podarunki; przekonałem moją duszę (ar. nafs) wraz z moim sercem, aby nie przyjmowały swych wiecznie trwających owoców już na tym świecie i aby nie trwoniły ich na to, co ulotne. Jednakże przez wzgląd na Bożą łaskę, jeśli chodzi o błogosławieństwo (ar. baraka) zesłane nam poprzez dary Miłosiernego, przychodzące bez naszej woli ani intencji, to ponieważ owe dary są znakiem przyjęcia służby, o ile nie wtrąci się do tych spraw nakazująca zło dusza (ar. nafs), przyjmę je z całego serca. Tak czy inaczej, w tej kwestii tyle wystarczy.
Po drugie: Podczas pierwszej wojny światowej zmarły później męczennik (ar. szahid) Mułła Habib i ja ruszyliśmy w stronę Rosjan atakujących nas na froncie pod Pasinler. Ich artylerzyści oddali do nas trzy strzały w dwuminutowych odstępach. Trzy pociski przeszły jakieś dwa metry nad naszymi głowami. Żołnierze za naszymi plecami, którzy ukrywali się w okopie, uciekali, nawet jeśli nie byli widziani przez nieprzyjaciela. Aby poddać go próbie, powiedziałem:
-Mułło Habibie, co na to powiesz? Nie zamierzam kryć się przed artylerią tych niewiernych.
-Nadal będę stał przy tobie - odpowiedział, kiedy drugi pocisk upadł tuż obok nas.
Przekonany o tym, że znajdowaliśmy się pod ochroną Boga, powiedziałem do Mułły Habiba:
-Dalej, naprzód! Artyleria niewiernych nie może nas zabić. Nigdy się nie cofniemy i nigdy nie uciekniemy.
Ponadto kiedy przebywałem na pierwszej linii podczas oblężenia Bitlis, trzy rosyjskie kule trafiły w newralgiczne części mojego ciała. Jedna z nich przeszła między moimi nogami i przebiła mój shalwar. Ponieważ w owej niebezpiecznej sytuacji mój duchowy stan nie zniżył się do tego, bym krył się w okopach, dowodzący Kel Ali oraz gubernator Memduhbej usłyszeli o tym i przysłali mi wiadomość: "Na miłość Boską, proszę wycofać się albo wejść do okopów!". Wówczas, kiedy byłem młody, mówiłem: "Artyleria tych niewiernych nie zabije nas" i nie poświęcałem żadnej uwagi ani podejmowaniu środków ostrożności, ani zachowaniu mej młodości i mego przyjemnego życia. Jednakże teraz, kiedy osiągnąłem wiek osiemdziesięciu lat, stałem się nadzwyczaj ostrożny w sprawach zachowania życia, a nawet wystrzegam się niebezpieczeństw aż do popadania w niepokój. Wydaje się to sprzecznością, lecz zaiste, za nieustraszonym poświęceniem młodości i, przeciwnie, okazywaniem tak usilnych starań dla zachowania roku lub dwóch lat podeszłego wieku i nużącej starości zawarta jest znacząca mądrość. Oto dwa lub trzy zawarte w niej uświęcone cele:
Pierwszy: Spiski naszych potajemnych i niesprawiedliwych wrogów, a niektórzy z nich zajmują stanowiska urzędowe, zaś inni nie, sprawiły, iż wszystkie ich ataki zostały wymierzone w moją osobę, miast w uczniów Światła, zaś oni zajęli się mną samym, przyjmując, iż posiadam pewne znaczenie. Na tym etapie starości i strapienia moje życie do pewnego stopnia służyło ocaleniu uczniów Światła przed tym, by mieli stać się celem intryg i ataków. Oto dlaczego, przez wzgląd na moich braci, nadaję życiu starego Saida wartość tak wielką, jakby było dziesięcioma młodymi życiami. Gdybym zniknął, trudności, jakim mnie poddano, zostałyby wymierzone w braci, których miłuję bardziej niż własne życie. Wówczas jedna trudność rozrosłaby się do setki trudności.
Drugi: To prawda, że każdy z mych wybranych braci jest przygotowany do tego, by chronił Światło jak doskonały Said. Jednakże, jako że największym źródłem naszej siły po szczerości intencji (ar. ichlas) jest solidarność, istnieje możliwość tego, że z winy różnic w podejściu do danej sprawy siła owej solidarności zostanie do pewnego stopnia zachwiana - jak stało się w więzieniu. Z tego powodu, dopóki nie są opublikowane Błyski (tur. Lem'alar) i Słowa (tur. Sozler); dopóki nie zelżało nieszczęście odstraszania hodżów od Światła przy użyciu skłonności do strachu i zawiści; dopóki solidarność nie odzyskała całej siły, czuję się zobowiązany do podtrzymywania życia, które wiodę w tym nędznym stanie starości i choroby.
Jako że sądy i moi wrogowie w czasie długich procesów nie mogli dostrzec mych ukrytych i jawnych błędów, dzięki Bożej ochronie nie udało im się odnieść zwycięstwa nad Traktatami Światła, ponieważ nie mogą dobrać mi się do skóry. Jednakże z powodu wielu doświadczeń dotyczących życia społecznego strach o to, iż mogą oni zdyskredytować niektórych spośród będących mymi spadkobiercami młodych Saidów, a to przy użyciu oszczerstw nieznanej natury, czyni mnie tak zatroskanym, że uważam za ważne zachowanie mego znikomego życia. Zaprawdę, choć pod ręką trzymam rewolwer, teraz czuję, że istnieje potrzeba tego, by drugi, silniejszy rewolwer trzymać w ręku. Jak suplikacje (ar. du'a) moich braci odwracają efekty trucizn wstrzykniętych mi przez mych wrogów, tak w ten sam sposób, in sza'a-llah, zawiodą również wszelkie inne próby zamordowania mnie.
Na przykład: Nasi potajemni wrogowie z Ankary żądali, aby został im wysłany zbiór ksiąg Światła. Nagle, dwa dni po tym jak wysłaliśmy trzydzieści sześć ksiąg - a tej samej nocy, podczas której miało miejsce trwające dwie godziny zaćmienie księżyca - dwaj mężczyźni podjęli nadzwyczajne środki, aby wejść do mojego pokoju przez dwoje zamkniętych drzwi, nie uszkadzając żadnego okna. Uczynili tak, ponieważ myśleli oni, że nic jeszcze nie zostało wysłane, aby znaleźć owe księgi i poinformować jednego lub dwóch masonów zajmujących oficjalne stanowiska w Ankarze, że można dokonać najścia na mój dom, a także aby umieścić truciznę na mych sztućcach i talerzach. Ich próba zabójstwa nie powiodła się, ponieważ drzwi mojej sypialni były zamknięte od środka. Ochrona i łaska Boga sprawiły, iż wrócili z niczym.
Zamierzałem napisać więcej ważnych rzeczy, lecz moja choroba mówi: "To wystarczy".
Koniecznością ciążącą na nas wszystkich jest praktykowanie przez cały czas ostrożności, szczerości intencji (ar. ichlas), wytrwałości i bycia niezachwianymi; koniecznością jest, abyśmy wykonywali nasz obowiązek i nie wtrącali się do obowiązków Boga, abyśmy działali zgodnie z zasadą dającej światło lampy (ar. sirran tanałłarat), abyśmy nie spieszyli się i nie tracili nadziei.
Powiem to jeszcze raz: Historia nie ukazuje nikogo innego, kto - jak uczniowie Światła - wykonałby tak wartościową służbę i osiągnął tak wielki duchowy zysk przy tak niewielkich trudnościach. Jak godzina stania na straży w nadzwyczaj trudnych warunkach może być uważana za równą całemu roku oddawania czci Bogu, tak - in sza'a-llah - godziny spędzone przez uczniów Światła (tur. Nurcular) w służbie wiary (ar. iman) i Koranu przyniosą im zasługi równe zasługom setek godzin.
Wasz brat, który przesyła swe pozdrowienie pokoju wszystkim braciom i siostrom, modli się za ich bezpieczeństwo w obu światach i prosi o ich modlitwę
Prawdziwie gotów do poświęceń Zubeyir przybył tu, aby mi dopomóc, w czasie największej potrzeby, gdy najbardziej potrzebowałem takiej służby. W przeciwnym razie zamierzałem wezwać z Isparty kogoś pracującego w tym samym systemie (...).
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Winszujemy wam Nocy Wniebowstąpienia (ar. Lajlat al-Miradż) i prosimy Boże miłosierdzie o to, aby suplikacje (ar. du'a), jakie czyniliście podczas tej nocy, zostały przyjęte. Deszcz miłosierdzia, jaki spadł na tym terenie poprzedniego dnia przed Lajlat al-Miradż i następnego dnia po niej, jest znakiem tego, że powszechne miłosierdzie ukaże się nad tym narodem, in sza'a-llah.
Po drugie: Cayci Emin, który jest Suleymanem Rusdu z Kastamonu, niedawno odwiedził Van i starał się nawiązać kontakt z mymi tamtejszymi dawnymi uczniami - o których jestem głęboko zatroskany i martwię się o nich - aby dostarczyć Światło owym błogosławionym uczniom dawnych czasów. Jako że nie miałem żadnej wiedzy o tym, czy ci moi dawni bracia w ogóle żyją, a także martwiłem się o nich, zatem rozradowało mnie otrzymanie listu informującego o tym, że żyją oni i tęsknią do tego, aby mogli otrzymać Światło. Sprawiło mi to smutne uczucie ulgi, a także pełną smutku radość, wynikającą ze wspomnień przeszłości. Jako że nie jestem w stanie utrzymywać z nimi kontaktu z tego miejsca, będzie dobrze, jeśli ów kontakt będą utrzymywać wojownicy z Safranbolu.
Po trzecie: Choć na trzydzieści lat wyrzekłem się polityki i nigdy nie interesowały mnie dotyczące jej wiadomości, wielką krzywdę wyrządziło mi to, że sąd w Afyon wciąż, od dwóch i pół roku, przetrzymuje nasz cudowny Koran i jeszcze go nie zwrócił. Nadal poddaje się nas męczarniom, jakie nie mają precedensu w historii ludzkości, aby uniemożliwić rozpowszechnianie naszych ksiąg. Zatem przez te pięć do dziesięciu dni dwa lub trzy razy spojrzałem na świat polityki i ujrzałem dziwaczny
stan rzeczy. Jak powiedziałem w mej mowie obrończej, ateistyczny prąd działający z absolutnym despotyzmem i poprzez łapownictwo, starał się zmiażdżyć nas przez tak wielkie męczarnie, działając w imieniu masonerii i komunizmu. Widziałem, że teraz w tym narodzie pojawia się inny prąd, który może sprawić, że załamie się siła tamtego, jednak przestałem przyglądać się (polityce - uz. red. pol.), ponieważ w oparciu o naszą metodę nie zezwolono mi na to, bym przyglądał się jej do tego stopnia.
Do Prezydenta Celala Bayara
Winszujemy Panu. Niech Wszechmocny Bóg da Panu sukces w służbie islamowi, temu krajowi i temu narodowi.