CZĘŚĆ PIERWSZA
Bediuzzaman urodził się w roku 1293 kalendarza romańskiego (1877 a. 1878) w wiosce Nurs, znajdującej się w podokręgu Hizan prowincji Bitlis. Jego ojciec miał na imię Mirza, a jego matka - Nuriye. Młody Said mieszkał z rodzicami do czasu, gdy miał dziewięć lat. Wzniosły stan ducha, jakim się odznaczał, skłaniał go do zadawania pytań jego starszemu bratu, Mulle Abdullahowi [1], który porzucił dom dla nauki. Said pragnął zrozumieć korzyści, jakie jego brat osiągnął dzięki swej edukacji, i był zadziwiony, widząc stałe postępy i doskonalenie się Mułły Abdullaha, kiedy porównywał go z nieuczonymi przyjaciółmi brata, którzy pozostali w wiosce.
To poważnie zachęciło go do podjęcia nauki. Z tą intencją wyjechał, aby uczęszczać do medresy Mułły Mehmeda Emina Effendiego w wiosce Tag dystryktu Isparit, jednak nie był w stanie pozostać tam na dłużej. Jego naturalne usposobienie nakazywało mu zawsze bronić swego honoru i nie był on w stanie znieść nawet najlżejszych apodyktycznych komentarzy,
co sprawiło, że porzucił on medresę i powrócił do Nurs. Jako że Nurs nie posiadało własnej medresy, młody Said musiał ograniczyć się do otrzymywania lekcji od starszego brata, kiedy ten przyjeżdżał do domu z cotygodniową wizytą.
Jakiś czas później Said wyjechał do wioski Pirmis, a jeszcze później znalazł schronienie u szejka podokręgu Hizan. Także w tym miejscu jego niezdolność do znoszenia apodyktycznego traktowania sprawiła, że nie zgadzał się z czterema uczniami, którzy nieustannie go prześladowali. Pewnego dnia Mułła Said podszedł do Szejka Nur Muhammada i nie uskarżając się na przyjaciół, powiedział, co następuje:
-Szanowny szejku [2], czy możesz im powiedzieć, by kiedy przychodzą bić się ze mną, przychodzili po dwóch, nie wszyscy czterej równocześnie?
Będąc pod wrażeniem odwagi młodego Saida, Seyyid [3] Nur Muhammad powiedział mu:
-Jesteś moim uczniem i nikomu nie dozwala się, by cię prześladował.
Od owego wydarzenia Said był postrzegany jako "uczeń szejka". Pozostał tam przez jakiś czas, a później wraz ze swym bratem, Mułłą Abdullahem, przybył do wioski Nurs. Jako że było lato, wraz z wieśniakami i innymi uczniami udali się w góry dla chwili wytchnienia.
Pewnego dnia w medresie znanego i szanownego Szejka Abdurrahmana Said sprzeczał się ze swym bratem, Mułłą Abdullahem. Interweniując w tej sprawie, Mehmed Emin Effendi, który był wykładowcą w medresie Tag, powiedział do młodego Saida:
-Dlaczego nie postępujesz wedle nauk twojego starszego brata? Said odpowiedział, mówiąc:
-Mój effendi, w tej takka [4] jesteś uczniem takim jak ja, zatem nie masz prawa pouczać mnie w tym miejscu.
Następnie Said wyszedł z medresy i powrócił do Nurs, wędrując w ciemnościach nocy przez gęsty las, przez który trudno było przejść nawet za dnia.
System medres we wschodniej Anatolii [5] przedstawiał się wówczas następująco:
Uczony, który otrzymywał dyplom, mógł otworzyć medresę w wiosce, jaką sobie wybrał, jedynie dla zyskania zadowolenia Boga. Zwyczajowo właściciel medresy dostarczał zapisanym do niej uczniom to, czego potrzebowali. Gdyby nie miał środków po temu, medresa byłaby zaopatrywana przez mieszkańców danej wioski; wówczas nauczyciel wygłaszał swoje lekcje, nie oczekując czegokolwiek w zamian, a potrzeby uczniów były zaspokajane przez mieszkańców wsi. Mułła Said był jedynym, który kategorycznie odrzucił jakąkolwiek formę zapłaty czy jałmużny (ar. zakat). Nigdy nie przyjął żadnej jałmużny ani pieniędzy, które uczyniłyby go dłużnikiem innych .
Po krótkim czasie spędzonym w Nurs Said powrócił do Hizan. Następnie, pozostawiając za sobą życie w medresie, wrócił do ojca i pozostał z rodzicami aż do wiosny. Podczas pobytu u rodziców miał następujący sen:
Nastąpił Dzień Zguby, a wszechświat został wskrzeszony. Mułła Said odkrył, że rozmyśla nad sposobami, dzięki którym mógłby odwiedzić Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Ostatecznie przyszło mu na myśl, by zaczekać przy moście As-Sirat [6]. Pomyślał: "Każdy przejdzie przez ten most, zatem zaczekam tutaj, by zobaczyć się z Prorokiem". Podszedł do mostu i tam czekał. Spotkał tam każdego z wielkich proroków, a po tym, jak został zaszczycony spotkaniem z naszym Szlachetnym Prorokiem (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zbudził się ze snu.
Ów sen był dla młodego Saida tak inspirujący, że zmobilizował go do powrotu na studia.
Za zezwoleniem ojca wyjechał do wioski Arvas, aby rozpocząć tam naukę. Sławny Mułła Mehmed Effendi, który prowadził medresę, nie poświęcił uwagi Saidowi Nursiemu i zalecił, by ten pobierał nauki od jednego z młodszych uczniów. Taka sytuacja była dla młodego Saida bardzo trudną do zniesienia. Pewnego dnia Mułła Said otwarcie sprzeciwił się owemu znanemu wykładowcy, kiedy ten wygłaszał lekcję w meczecie.
-Panowie, to nie tak! - wykrzyknął.
Zwróciwszy na siebie uwagę szejka, Mułła Said przypomniał mu, że ten nie uważał go za kogoś wartego tego, aby go uczyć, a następnie wyjechał do medresy Mir Hasan-i Veli. Tam bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, że zwyczajem w owej medresie było nie zwracać zbyt wielkiej uwagi na nowych uczniów. Zamiast studiować księgi wedle określonego porządku, Said pominął pierwsze siedem ksiąg i oznajmił, że zacznie od ósmej.
Kilka dni później dla zmiany klimatu wyjechał do miasta Vastan, lecz pozostał tam jedynie przez miesiąc. Następnie dołączył do człowieka zwanego Mułłą Mehmedem w mieście Beyazid, w prowincji Erzurum, i to tam faktycznie rozpoczął naukę.
Do tego czasu zajmował się naukami gramatyki (ar. sarf) i składni (ar. nahł), i studiował owe nauki aż do lekcji dotyczącej głosek nosowych (ar. izhar). Przez trzy miesiące nadal żywił żarliwe i szczere pragnienie pobierania nauk od Mehmeda Celali Effendiego w Beyazid, jednakże w oparciu o system nauczania we wschodniej Anatolii w wielce
wyjątkowy sposób ukończył nauki, jakie zaczął pobierać od Mułły Dżamiego, aż do ostatniej książki. Mułła Said studiował każdą księgę podczas jednej lub dwóch lekcji, a później pomyślnie skompletował pozostałe nauki podczas dziesięciu lekcji, po czym zdecydował, że nie będzie kontynuować szczegółowych lekcji. Kiedy jego nauczyciel, Szejk Mehmed Celali, zapytał, dlaczego Said studiuje w ten sposób, ten odpowiedział, mówiąc:
-Nie jestem w stanie przeczytać i zrozumieć tak wielu ksiąg, jednak księgi są niczym kufry z klejnotami, a klucze do owych kufrów są u ciebie. Proszę cię jedynie o to, byś pokazał mi, co jest w tych kufrach, to jest chcę wiedzieć, co omawiają te księgi, abym później mógł studiować te, które będą dla mnie odpowiednie.
Celem tej odpowiedzi Saida było przedstawienie idei odnowienia i zreformowania - do którego z natury rzeczy byłby skłonny się dostosować - systemu nauczania w medresach. Pragnął on spowodować owo odnowienie i zapobiec marnowaniu czasu na studiowanie adnotacji i komentarzy do ksiąg.
Poprzez jego dzieło nazwane Traktatami Światła oraz poprzez sto trzydzieści ich części spisanych na przestrzeni dwudziestu trzech lat Nauczyciel spowodował odrodzenie w dziedzinie nauki teologii (ar. 'ilm al-kalam). Dla niego zdobycie w ciągu trzech miesięcy wiedzy, jakiej zyskanie wymagałoby normalnie piętnastu lat studiów, było znakiem królestwa tego, co niewidzialne (ar. Al-Ghajb) wskazującym na to, że: "Przyjdzie czas, w jakim nie będzie istnieć żadna medresa dająca lekcje wiary przez piętnaście lat ani nawet przez jeden rok; owe lekcje nie będą wygłaszane tak, jak miało to miejsce w przeszłości. W tym czasie pojawi się komentarz do Koranu, który umożliwi zdobycie wiedzy piętnastu lat w piętnaście tygodni, a Said będzie mu służył". Zaiste, tak się stało całkowicie jawnie, aby mogli to ujrzeć wszyscy.
Przez okres straszliwych trzydziestu lat Traktaty Światła publikowały swe lekcje wiary poprzez setki tysięcy ich kopii, jakie docierały do wszystkich zakątków narodu. Pomimo ataków podejmowanych przez komitety potajemnych ateistów i ludzi zepsucia, Traktaty rozprzestrzeniły owe lekcje Koranu dzięki służbie i staraniom tysięcy piór - tak, że nie było potrzeby korzystania z drukarni - i wzmocniły wiarę milionów ludzi. Działalność Ruchu Światła w Anatolii, jego służba wierze i wzniosłe lekcje przyciągnęły uwagę szerszej publiczności. Dochodzenia prowadzone przez sądy stały się narzędziami służącymi czytaniu Traktatów Światła i ich rozprzestrzenieniu się wśród ludzi polityki, rządu i edukacji. W konsekwencji tego szturm całkowitej niewiary i zbłądzenia został zatrzymany, a ich zwolennicy zmuszeni do ucieczki. W wielu miejscach całego kraju powstały prądy przychylne religii. Za zezwoleniem Boga, ukazało to prawdziwy świt szczęśliwości, wstający nad światem islamu i człowieczeństwa. Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, Panu wszystkich światów (ar. al-hamdu li-llahi Rabbi-l 'alamin).
Trzymając się tej metody, Said był w stanie w ciągu trzech miesięcy ukończyć studia naukowe, jakich ukończenie normalnie wymagało dwudziestu lat.
W odpowiedzi na pytanie swego nauczyciela o to, jaki poziom nauki osiągnął, odpowiedział:
-Nie potrafię odróżnić jednej z tych nauk od drugiej. Albo znam je wszystkie, albo nie znam żadnej z nich.
Niezależnie od tego, do jakiej księgi się zabrał, był w stanie ją opanować. W ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin bez żadnej pomocy opanował dwieście stron - lub coś około tego - takich ksiąg, jak Dżam'a-l Dżałami, Szarh al-Małaqif czy zbioru Ibn Hadżara. Był tak pogrążony w swoich studiach, że przeciął wszystkie więzi łączące go ze światem zewnętrznym. O jakąkolwiek naukę nie zostałby zapytany, mógłby bez wahania dostarczyć natychmiastowych odpowiedzi.
Po pierwsze: Nauczyciel podążał za praktyką samodyscypliny i ascetyzmu filozofów spośród iluministów (iszraqitów), którzy stopniowo przyzwyczajali się do ścisłej formy ascetyzmu, jednakże Said natychmiast przeszedł do praktykowania najbardziej ścisłego ascetyzmu. Po pewnym czasie jego ciało osłabło i nie był w stanie dłużej wytrwać przy owej praktyce. Obywając się jednym kawałkiem chleba na trzy dni, starał się praktykować wiarę uczonych spośród iluministów w to, że "ascetyzm ułatwia rozwój umysłu".
Po drugie: Podążając za zasadą spojrzenia na tasałłuf, jaką Imam Al-Ghazali wyraził w swym dziele Ihja al-'Ulum
przez jakiś czas obywał się bez chleba, a nawet utrzymywał się przy życiu, jedząc trawę.
Po trzecie: Rzadko się odzywał. Mógł wycofać się do krypty geniusza literatury kurdyjskiej Mułły Ahmada Haniego - a niektórzy ludzie boją się wkroczyć do niej nawet za dnia - i pozostawać tam całe noce. Z tego powodu ludzie mówili o Bediuzzamanie: "Został zaszczycony duchowym blaskiem Mułły Ahmada Haniego" i uważali ową cechę za jeden z przykładów cudotwórstwa (tur. keramat) Mułły Ahmada Haniego. Said miał wówczas niespełna czternaście lat.
Mułła Said postanowił porozmawiać ze znamienitymi osobistościami spośród uczonych i uzyskać pozwolenie swego nauczyciela na odwiedzenie Bagdadu. Przywdział strój derwisza, a gdy wyruszył do Bagdadu, podróżował przez góry i lasy, i dotarł do Bitlis, nie korzystając z bitych dróg. Tam odwiedził Szejka Mehmeda Emina Effendiego i na dwa dni dołączył do kręgu jego uczniów. Szejk zasugerował, że Mułła Said powinien przywdziać strój uczonego, a ten odpowiedział:
-Jeszcze nie osiągnąłem wieku dojrzałości, zatem byłoby nieodpowiednim, bym nosił strój szanowanego uczonego. Ponadto jak mógłbym być uczonym, kiedy wciąż jestem dzieckiem? - i odrzucił ową ofertę.
Następnie udał się w podróż do Sirvan i odwiedził swego starszego brata. Tam, podczas ich pierwszego spotkania, miała miejsce następująca rozmowa:
-Od kiedy ostatnio tu byłeś, ukończyłem Szarh asz-Szams - powiedział Mułła Abdullah. - A ty co teraz studiujesz?
-Przeczytałem osiemdziesiąt ksiąg - odparł Bediuzzaman.
-Co masz na myśli?
-Przeczytałem je wszystkie. Czytałem również inne księgi, które nie należą do programu nauczania.
-Zatem przepytam cię.
-Jestem gotów, pytaj, o co zechcesz!
Mułła Abdullah przepytał swego brata, a w uznaniu dla poziomu jego wiedzy poprosił Mułłę Saida, który był jego uczniem jedynie osiem miesięcy wcześniej, aby to on go uczył. Ukrywając to przed własnymi uczniami, Mułła Abdullah w tajemnicy rozpoczął pobieranie nauk od Mułły Saida. Nie chciał, by ktoś dowiedział się, że pobiera on lekcje od swego młodszego brata, który zwykł być jego uczniem. Ostatecznie uczniowie Mułły Abdullaha dowiedzieli się, iż pobiera on lekcje od Mułły Saida, kiedy podglądali go przez dziurkę od klucza, aby zobaczyć, jak pobiera naukę. Zdumieni tym, co zobaczyli, zapytali o to Mułłę Abdullaha, lecz ten ukrył przed nimi prawdę i powiedział: "Dawałem mu lekcje w ten sposób, by zapobiec urokowi złego oka".
Po pozostaniu z bratem przez jakiś czas Mułła Said wyjechał do Sirt, a tam udał się do medresy Mułły Fethullaha Effendiego. Mułła Fethullah zapytał:
-Poprzedniego roku czytałeś As-Sujutiego, czy teraz studiujesz Mułłę Dżamiego?
-Tak, skończyłem Dżamiego - odparł Bediuzzaman.
Mułła Fethullah był zdumiony odkryciem, że o jakąkolwiek księgę by nie zapytał, otrzymuje odpowiedź: "Skończyłem ją". Nie mogąc pojąć, jak Mułła Said mógł ukończyć tak wiele ksiąg w tak krótkim czasie, zdumiony powiedział:
-W zeszłym roku byłeś szalony, czy jesteś szalony również tego roku?
-Człowiek może ukryć prawdę przed innymi, kiedy przygniata go jego dusza (ar. nafs) - odparł Bediuzzaman. - Swemu nauczycielowi, którego szanuje bardziej niż ojca, nie może jednak powiedzieć nic innego, jak tylko absolutną prawdę. Jeśli sobie życzysz, przepytaj mnie z ksiąg, które wymieniłem.
Mułła Said dawał perfekcyjne odpowiedzi na wszelkie pytania, jakie zadał mu Mułła Fethullah. Po tym, jak był świadkiem tej rozmowy, Mułła Ali Siran, który poprzedniego roku był nauczycielem nauczyciela Mułły Saida, rozpoczął pobieranie lekcji od Mułły Saida.
-W porządku, posiadasz zatem wspaniałą inteligencję - powiedział Mułła Fethullah. - Zobaczmy, jak dobra jest twoja pamięć. Czy jesteś w stanie zapamiętać kilka zdań z dzieła Makamati Haririya po jedynie dwukrotnym ich przeczytaniu?
Po tych słowach otworzył przed nim księgę. Już po jednym przeczytaniu strony Mułła Said zapamiętał ją i wyrecytował ponownie. Całkowicie zdumiony Mułła Fethullah powiedział:
-Bardzo rzadko taka inteligencja i taka pamięć łączą się w jednym człowieku.
Następnie Bediuzzaman w ciągu tygodnia nauczył się na pamięć dzieła Dżam'a-l Dżałami, spędzając nad nim dwie godziny każdego dnia. Kiedy skończył, Mułła Fethullah zapisał w księdze następującą notatkę:
«Nauczył się na pamięć całego Dżam'a-l Dżałami w jeden tydzień».
Wiadomości o tym przymiocie Mułły Saida rozeszły się po Sirt, kiedy Mułła Fethullah pochwalił go przed innymi uczonymi, mówiąc:
-Pewien młody uczeń przybył do naszej medresy i bez wahania udzielił perfekcyjnych odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mu zadałem. Jestem zdumiony jego inteligencją, wiedzą i stopniem oświecenia w tak młodym wieku.
Słysząc to, uczeni religijni zebrali się i zaprosili Bediuzzamana do debaty. Bediuzzaman bez wahania odpowiedział na wszystkie ich pytania, a kiedy udzielał odpowiedzi, jego spojrzenie było utkwione w twarzy Mułły Fethullaha. Było tak, jak gdyby odczytywał odpowiedzi z jego twarzy. Uczeni, którzy to widzieli, uznali Bediuzzamana za nadzwyczajnego młodego człowieka, a także docenili i chwalili jego przymioty duchowe. Słuchy o tym zdarzeniu zaczęły docierać do ludzi ze wszystkich miejsc, którzy uznali go za swego rodzaju przyjaciela Boga (ar. łali-l Allah).
Jednakże to wszystko było jedynie początkiem, który wprawił w ruch rywalizację pewnych uczonych i uczniów niższych poziomów. Nie będąc w stanie pokonać Bediuzzamana na polu nauki, pewni niedoświadczeni studenci chcieli użyć przeciwko niemu siły. Kiedy stanęli przed młodym Mułłą Saidem, ludzie z Sirt, którzy usłyszeli o tej próbie, przybyli, aby go chronić. Ponieważ był on postrzegany jako jeden z najwyższych rangą uczonych społeczności, atak natychmiast się załamał, a Mułła Said został zaprowadzony do pokoju, który miał być strzeżony. Z powodu żarliwej miłości, jaką Bediuzzaman żywił dla drogi nauki, zapewnił on, że studenci i ludzie wiedzy, którzy wystąpili przeciwko niemu, nie staną się celem ataków ignorantów. Ryzykując ciężkie pobicie przez tych, którzy byli wobec niego nieprzyjaźni, wyszedł z pokoju i dowodził, że prości ludzie nie powinni wtrącać się do spraw ludzi wiedzy. Zwracając się do otaczających go uczniów, powiedział:
-Zabijcie mnie, aby ocalić godność nauki!
Nikt nie był w stanie go uderzyć, a tłum rozproszył się. Gubernator Sirt wezwał Mułłę Saida dla zapewnienia mu osobistego bezpieczeństwa i oznajmił, że uczniowie, którzy podżegali do całej tej sprawy, zostaną wygnani z miasta. Policjantom, którzy przybyli na miejsce wydarzeń, Bediuzzaman odpowiedział:
-Jesteśmy uczniami i będziemy to bić się, to godzić. Nie jest właściwym, aby inni ludzie spoza naszego grona wtrącali się do naszych spraw. Zatem odmawiam udania się z wami, a ponadto to ja jestem winien.
W ten sposób odrzucił interwencję żandarmów.
Said w tym czasie miał piętnaście lub szesnaście lat, lecz był zręczny i silny. Teraz, kiedy nazywano go "sławnym Saidem", oznajmił wszystkim swym przyjaciołom w Sirt, którzy chcieliby rzucić mu wyzwanie, że jest gotów. Niechaj wiedzą, że odpowie na wszystkie ich pytania, lecz sam nikogo o nic nie zapyta.
Po powrocie do Bitlis usłyszał o kłótniach w gronie rodzin, uczonych oraz uczniów dwóch szejków. Mułła Said przypomniał im, że słowa wiodące do zepsucia, a w szczególności obmawianie, nie są mile widziane w islamie. Członkowie obu stronnictw poinformowali o tym Szejka Amina Effendiego, uskarżając się na wtrącanie się Saida w ich sprawy. Szejk odpowiedział im, mówiąc:
-On jest jeszcze dzieckiem i nie jest godzien tego, by się do niego zwracać.
Kiedy tylko te słowa dotarły do Mułły Saida, który ze swej natury nie mógł znieść tak protekcjonalnego tonu, odwiedził on Szejka Amina Effendiego i po ucałowaniu jego ręki powiedział:
-Mój Effendi, proszę, przepytaj mnie. Chciałbym udowodnić, że jestem godzien tego, by się do mnie zwracać.
Szejk Amin Effendi przygotował szesnaście pytań dotyczących rozmaitych nauk i złożonych kwestii. Po otrzymaniu odpowiedzi na wszystkie pytania udał się do meczetu Kureys, w którym wygłosił kazanie. Ów incydent podzielił ludzi w Bitlis; niektórzy popierali Mułłę Saida, a inni byli stronnikami Szejka Amina Effendiego. Aby uniknąć eskalacji konfliktu, gubernator zdecydował się na wygnanie Bediuzzamana, który wówczas wyjechał do Sirvan.
Sprzeciw wobec wybitnych osobistości jest czymś zwyczajnym. Szczególnie niektórzy pozornie uczeni ludzie, którzy zostali pokonani na polu wiedzy, mieli czynić wszystko, co było w ich mocy, aby pomniejszyć wysoki status Mułły Saida w oczach ludzi, a także śledzić jego ruchy, aby później go oskarżyć. Pewnego razu nie był on w stanie odmówić modlitwy porannej (ar. fadżr) we właściwym czasie. Kiedy jego przeciwnicy otrzymali wiadomość o tym, zaczęli rozpowszechniać pogłoski, jakoby Mułła Said przestał się modlić. Kiedy został zapytany: "Dlaczego wszyscy mówią o tobie to-a-to?", Mułła Said odpowiedział:
-Tak, bezpodstawne pomysły nie mogą rozprzestrzeniać się po świecie tak szybko. Popełniłem błąd i dlatego muszę stawić czoła karze dwojakiego rodzaju - pierwszym jest zganienie przez Boga, zaś drugim są insynuacje ogółu. Rzeczywistym powodem tego, że zaniedbałem błogosławiony obowiązek modlitwy, jest to, że uczyniłem swoim zwyczajem czytanie w nocy. Świat zewnętrzny dotknął owej prawdy, a ponieważ ludzie nie w pełni pojęli ów powód, jedynie przyklejono mi łatkę popełnienia tego błędu.
Kiedy Bediuzzaman przebywał w Sirvan, podszedł do niego pewien człowiek z okolic Sirt i powiedział:
-O, mój effendi, do Sirt przybył pewien człowiek będący z pozoru chłopcem w wieku czternastu czy piętnastu lat, który pokonał (w debacie - uz. red. pol.) wszystkich naszych uczonych. Przybyłem tu, by zaprosić cię do nas, abyś z kolei ty pokonał jego.
Mułła Said przyjął zaproszenie i zaczął czynić przygotowania do wyjazdu do Sirt. Po dwóch godzinach podróży zaczął wypytywać o wygląd i strój owego młodego hodży. Jego towarzysz odpowiedział:
-Mój effendi, nie znam jego imienia, ale kiedy przybył, nosił strój derwisza, a na ramiona miał zarzucone coś w rodzaju owczej skóry. Następnie przywdział strój ucznia i pokonał wszystkich naszych uczonych.
Kiedy Mułła Said usłyszał te słowa, uświadomił sobie, że ów człowiek mówi właśnie o nim i relacjonuje wydarzenia, jakie miały miejsce poprzedniego roku, lecz tamten, mieszkając w okolicznej wiosce, dopiero niedawno o nich usłyszał. Kiedy Said zdał sobie z tego sprawę, odrzucił zaproszenie.
Następnie Bediuzzaman odwiedził miasto Tillo w prowincji Sirt, gdzie wycofał się do grobowca pewnego sławnego człowieka. Tam w nadzwyczajny sposób zapamiętał słownik języka osmańskiego aż do litery S (sin w alfabecie arabskim). Kiedy zapytano go o to, dlaczego uczył się słownika na pamięć, odpowiedział słowami:
-Słownik objaśnia rozmaite znaczenia jednego słowa, a ja interesowałem się stworzeniem słownika synonimów, ukazującego, jak wielu słów można użyć dla wyrażenia jednego znaczenia.
Młodszy brat Saida, Mułła Mehmed, przynosił mu jedzenie do grobowca. Dając małe kawałki pożywienia z zupy mrówkom biegającym wokół grobowca, Mułła Said zadowalał się jedzeniem chleba, który jedynie maczał w zupie. Kiedy zapytano go: "Dlaczego dajesz te małe kawałeczki mrówkom?", odpowiedział:
-Ujrzałem, że owe mrówki posiadają świadomość życia społecznego, a ich działanie ukazuje dokładanie starań i wielkich wysiłków. Chciałem im pomóc w zamian za ich zapamiętanie w republikańskim działaniu.
Podczas procesu przed Sądem Karnym w Eskisehir, Nauczycielowi zadano pytanie: "Co myślisz o Republice?", a on odpowiedział:
-Moja biografia, którą macie w swoim posiadaniu, dowodzi tego, że byłem pobożnym republikaninem, zanim jeszcze urodził się ktokolwiek z was - z wyjątkiem być może przewodniczącego sądu w Eskisehir.
Po powtórzeniu wyżej wspomnianej "historii o mrówkach" kontynuował, mówiąc:
-Kalifowie Prawowierni byli zarówno kalifami, jak i prezydentami republiki. Z pewnością Abu Bakr As-Siddiq, dziesięciu towarzyszy, którym obiecano Raj, a także inni towarzysze Proroka (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich) byli niczym prezydenci republiki. Nie był to jednak tytuł pozbawiony znaczenia; byli oni przywódcami republiki religijnej, której znaczeniem są prawdziwa sprawiedliwość i wolność prawa szari'a.
Kiedy przebywał w Tillo, Mułła Said zobaczył w swoich snach Szejka 'Abd Al-Qadira Gajlaniego (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Zwracając się do niego, Szejk Gajlani powiedział:
-Mułło Saidzie! Udasz się do naczelnika plemienia Miran, Mustafy Paszy [7], i zaprosisz go na drogę zbawienia. Doradzisz mu, aby położył kres swej tyranii, aby zaczął odprawiać modlitwę i trzymać się nakazów religii. Jeśli nie usłucha, zabijesz go.
Kiedy tylko się zbudził, Mułła Said rozpoczął przygotowania do podróży z Tillo do plemienia Miran. Po przybyciu na miejsce udał się wprost do namiotu Mustafy Paszy. Kiedy powiedziano mu, że pasza jeszcze nie przybył, spoczął. Wkrótce pasza wszedł do namiotu. Choć wszyscy obecni z uszanowaniem wstali, Mułła Said nie poruszył się nawet na cal, zwracając tym na siebie uwagę paszy, który zażądał od jednego z przywódców klanowych, Fettah-beja, aby ten powiedział mu, kim jest ten człowiek. Fettah-beja wyjaśnił, że jest to sławny Mułła Said. Pasza, który i tak nigdy nie lubił uczonych, wściekł się, jednak jeszcze nie wyraził otwarcie swoich uczuć, lecz zapytał Mułłę Saida, dlaczego ten się tutaj znajduje. Mułła Said odpowiedział:
-Przybyłem tu, aby nawrócić cię na drogę tego, co słuszne. Albo położysz kres swej tyranii i zaczniesz odprawiać modlitwę (ar. salat), albo zabiję cię.
Będąc niezwykle rozgniewanym, pasza wybiegł z namiotu. Po krótkim wytchnieniu wrócił i jeszcze raz zapytał Mułłę Saida, po co ten przybył. Mułła Said odpowiedział:
-Już ci powiedziałem, dlaczego tu jestem.
Wskazując na szablę Bediuzzamana, zawieszoną na filarze namiotu, pasza wykrzyknął:
-Czym mnie zabijesz, tą zardzewiałą szablą?!
-Tym, co tnie, nie jest szabla, lecz ręka, która ją trzyma!
Mustafa Pasza ponownie opuścił namiot, by ochłonąć. Kiedy wrócił, powiedział do Bediuzzamana:
-Mam w Cizre [8] wielu uczonych. Jeśli będziesz w stanie zwyciężyć w debacie ich wszystkich, będę czynił tak, jak mi powiesz. Jeśli jednak sam zostaniesz pokonany, utopię cię w Eufracie.
-Jak pokonanie wszystkich uczonych nie leży w mojej mocy, tak wrzucenie mnie do rzeki nie leży w twojej - odpowiedział Bediuzzaman.
-Kiedy skończę odpowiadać na pytania twoich uczonych, dasz mi coś: twój karabin Mausera. Jeśli nie dotrzymasz słowa, zastrzelę cię z niego.
Po tej wymianie zdań Bediuzzaman i pasza wyjechali konno do Cizre. W drodze pasza nie zamienił z Mułłą Saidem ani słowa. Kiedy przybyli do siedzib klanu Banu Hani, Bediuzzaman poczuł się śpiący ze zmęczenia (i zasnął - uz. red. pol.). Kiedy tylko się obudził, ze zdumieniem odkrył, że wszyscy uczeni z Cizre siedzą wokół niego, trzymając w rękach księgi. Po krótkiej rozmowie podano herbatę. Uczeni z Cizre byli już zaznajomieni ze sławą Mułły Saida. Z podziwem i zadziwieniem oczekiwali, aż Mułła Said zacznie odpowiadać na ich pytania; z kolei Mułła Said po wypiciu własnej herbaty zaczął pić herbatę uczonych siedzących obok niego. Byli tak pochłonięci myślami, że nawet tego nie zauważyli. Mustafa Pasza zwrócił się do nich, mówiąc:
-Nie jestem uczonym, lecz już widzę, że zostaniecie pokonani w debacie przez Mułłę Saida. Kiedy byliście tak pochłonięci myślami, że zapomnieliście o piciu herbaty, Mułła Said wypił własną herbatę, jak również opróżnił filiżanki dwóch czy trzech spośród was.
Po chwili błahej rozmowy z uczonymi Mułła Said powiedział:
-Szanowni panowie! [9] Złożyłem obietnicę, że nigdy i nikomu nie będę zadawał pytań. Jestem gotów, by przyjąć wasze pytania.
Uczeni zadali mu około czterdziestu pytań. Po tym, jak Mułła Said odpowiedział na wszystkie, stało się tak, że jedna z jego odpowiedzi nie była poprawna, zaś uczeni nie zdali sobie z tego sprawy. Kiedy wszyscy wyszli, Mułła Said pobiegł za nimi, aby im rzec: "Wybaczcie mi, lecz nie zdaliście sobie sprawy z tego, że jedna z moich odpowiedzi nie była poprawna", po czym udzielił właściwej odpowiedzi.
-Teraz całkowicie nas pokonałeś! - powiedzieli uczeni. Później niektórzy z nich przybyli do Mułły Saida, aby ten dawał im lekcje.
Mustafa Pasza, tak jak obiecał, oddał swój karabin Mausera i zaczął odprawiać modlitwę.
Siła fizyczna i zręczność Mułły Saida nie pozostawały w tyle za jego wyjątkowymi zdolnościami i zdumiewającą wiedzą. Lubił on zapasy i często mierzył się z uczniami w medresie, również w zapasach pozostając niepokonanym.
Pewnego dnia Bediuzzaman i Mustafa Pasza jeździli konno. Said nie wiedział o tym, że Mustafa Pasza zarządził, aby dano mu leniwego i nieprzeszkolonego konia, który nigdy wcześniej nie był ujeżdżany. (Bóg wie najlepiej, lecz prawdopodobnie celem takiego postępowania było, aby Said spadł z siodła i zabił się). Po przejechaniu stępa, Mułła Said, który miał wówczas szesnaście lat, chciał, aby koń przyspieszył, i puścił go w galop. Nagle koń zszedł z traktu, biegnąc w całkowicie przypadkowym kierunku. Choć Said nakazywał mu zatrzymać się, koń wciąż bez opamiętania galopował i pędem wbiegł na teren uczęszczany przez dzieci. Na drodze rozszalałego konia znalazło się dziecko szanowanego agi [10] Cizre. Koń stanął dęba, a przednimi nogami uderzył w pierś chłopca, przewracając go i pozostawiając leżącego bez ruchu na ziemi. Ludzie znajdujący się w pobliżu pospieszyli z pomocą rannemu chłopcu, a kiedy zdali sobie sprawę z tego, co się wydarzyło, chcieli zaatakować Mułłę Saida, aby mu odpłacić. Służący agi wyciągnęli sztylety i wymierzyli je w Mułłę Saida, który równocześnie wyciągnął swój karabin i powiedział do ludzi:
-Zaprawdę, Tym, Który odebrał dziecku życie, jest Bóg. Co się tyczy pozornej przyczyny, jest nią koń. Co się tyczy powodu, jest nim Mustafa Łysy (Mustafa Pasza), ponieważ to on dał mi tego konia. Pozwólcie mi zobaczyć chłopca. Jeśli zmarł, możemy walczyć później.
Mułła Said podniósł dziecko i wziął je w ramiona. Widząc, że chłopiec nie porusza się, zanurzył go w chłodnej wodzie. Dziecko otworzyło oczy i uśmiechnęło się, a wszyscy byli tym zdumieni.
Po owym wydarzeniu Bediuzzaman pozostał w Cizre przez krótki czas, po czym postanowił, że wraz ze swym uczniem, Mułłą Salihem, odwiedzi Biro, miejsce zamieszkane przez arabskich koczowników (Beduinów). Tam Mułła Said usłyszał, że Mustafa Pasza powrócił na dawną drogę tyranii. Wyruszył, aby stawić mu czoła, udzielić rady oraz zagrozić. Po gorącej rozmowie z Mustafą Paszą Mułła Said zagroził mu, mówiąc:
-Czy znowu jesteś tyranem? Zabiję cię przez wzgląd na Boga!
Zastępca paszy stanął między nimi. Mułła Said pogardliwie przemawiał do Mustafy Paszy, który w końcu nie mógł znieść siły jego słów i zaatakował Mułłę Saida, żeby go zabić, jednak przeszkodzili mu w tym agowie plemienia Miran. Wreszcie Abdulkarim, syn Mustafy Paszy, podszedł do Mułły Saida i powiedział:
-Jego przekonania nie są słuszne. Proszę, abyś na razie nas zostawił.
Mułła Said nie odmówił prośbie Abdulkarima. Odszedł samotnie i skierował się ku pustyni Biro, na której żyli Beduini. Po drodze napotkał
beduińskich rozbójników. Mułła Said wystrzelił z karabinu w powietrze, aby się rozpierzchli, a uzbrojeni tylko we włócznie Beduini uciekli. W dalszej podróży jego szlak przecięła druga grupa rozbójników, lecz tym razem mieli większą przewagę liczebną. Otoczyli Mułłę Saida, a kiedy już mieli go zabić, jeden z nich zwrócił na niego uwagę i powiedział:
-Widziałem tego człowieka u plemienia Miran. Jest dobrze znany.
Beduini natychmiast cofnęli się i poprosili Mułłę Saida, aby im wybaczył. Zaproponowali mu, że będą go eskortować przez niebezpieczne tereny, przez które miała prowadzić jego podróż, jednak Mułła Said odrzucił tę ofertę i samotnie ruszył dalej.
Po kilku dniach przybył do Mardin. Uczeni z Mardin bezskutecznie starali się rzucić mu wyzwanie w debacie, aż zgodzili się na to, by przyjąć owego chłopca - który posiadał tak wzniosły poziom wiedzy, a był tak młody, jak niektóre spośród ich własnych dzieci - jako swego nauczyciela.
Później Mułła Said napotkał dwóch uczniów, którzy byli gośćmi w Mardin. Jeden z nich był zwolennikiem Dżamal ad-Dina al-Afghaniego, zaś drugi - tariki Sanusijja. Dzięki owym uczniom zapoznał się z metodami Dżamal ad-Dina oraz tariki Sanusijja.
W młodym wieku Mułła Said wkroczył do życia politycznego i zaczął służyć krajowi oraz narodowi. Jego pierwsze zetknięcie się z życiem politycznym miało miejsce w Mardin. Z powodu jego zaangażowania w politykę, rządzący twardą ręką gubernator zesłał go do Bitlis ze skutymi rękami i pod eskortą policji. W pewnej chwili podróży nastał czas modlitwy i Said przypomniał policjantom, aby odpięli jego kajdanki, by mógł się pomodlić. Kiedy policjanci odmówili, sam szybko otworzył kajdanki i rzucił je na ziemię. Zaszokowani tym, czego byli świadkami, policjanci uznali to za cud (tur. keramat) i pokornie powiedzieli:
-Do tej pory byliśmy twoimi strażnikami, odtąd jesteśmy twoimi sługami .
Kiedy Mułła Said przebywał w Bitlis, ktoś poinformował go o tym, że gubernator oraz pewni urzędnicy pili alkohol. Rozgniewany tą wiadomością rzekł:
-Nie mogę pogodzić się z tym, że w pobożnej prowincji, takiej jak Bitlis, ludzie reprezentujący rząd zachowują się w taki sposób!
Poszedł, aby zobaczyć się z owymi urzędnikami i przyłapał ich na gorącym uczynku. Said najpierw przytoczył hadis mówiący o zakazie picia alkoholu, a później przemawiał dalej, używając gorzkich słów. Przewidując, że gubernator rozkaże swoim ludziom, by go zastrzelili, trzymał dłoń w pobliżu rękojeści rewolweru, jednakże gubernator, będąc nadzwyczaj cierpliwym i starannym człowiekiem, potraktował go łaskawie i nie powiedział ani słowa. Po tym, jak Said wyszedł, zastępca gubernatora pobiegł za nim i z niepokojem powiedział:
-Co uczyniłeś? Twoje słowa doprowadzą do tego, że zostaniesz stracony!
-Nie sądzę, żeby miało skończyć się moją egzekucją, myślę, że karą będzie uwięzienie lub wygnanie - odpowiedział młody Said. - Tak czy inaczej, jakaż szkoda miałaby wyniknąć z tego, że zostanę zabity za próbę powstrzymania grzesznego uczynku?
Dwie godziny po owym wydarzeniu oficerowie policji wezwali Bediuzzamana, aby zabrać go do gubernatora. Kiedy weszli do pokoju gubernatora, ten z szacunkiem powinszował młodemu Saidowi i chcąc ucałować jego dłoń, powiedział:
-Każdy ma swego nauczyciela (tur. Ustad), a ty jesteś moim nauczycielem.
Młody Said ze swej natury nigdy nie mógłby znieść życia pod nakazami despotycznego prawa ani też tego, by jego działania miały być ograniczane w jakikolwiek sposób. Poszukiwał wolności we wszystkich jego działaniach i w każdym czasie, i zawsze mówił: "Nigdy nie pozwoliłbym na to, by samowolne prawa ograniczały moją wolność". Z tego powodu później, kiedy przebywał w Stambule, odrzucał nakładanie jakichkolwiek ograniczeń na jego działania, a owa cecha była wyróżniającą się w każdym aspekcie życia Bediuzzamana. To samo umiłowanie wolności i odrzucanie wszelkich ograniczeń zaowocowało podjęciem przez niego obrony przeciwko pochodzącym z Europy atakom ateizmu i zbłądzenia w drugiej połowie jego życia. Nigdy nie poddał się zasadom absolutnego despotyzmu biorącym początek z filozofii naturalistów, która jest sprzeczna z Koranem. Nie podporządkowując się takim prawom, pracował na rzecz prawowitej wolności i modelu cywilizacji zalecanego przez islam.
Kiedy przybył do Bitlis, Mułła Said miał mniej więcej piętnaście czy też szesnaście lat i osiągnął wiek dojrzałości. Do tego czasu jego wiedza przyjęła kształt znaczeń (tur. sunuhat) inspirowanych jego sercem i nigdy
nie czuł on potrzeby podjęcia uciążliwych studiów. Jednakże czy to z powodu osiągnięcia dojrzałości, czy to z powodu zaangażowania się w życie polityczne stan bycia zainspirowanym znaczeniami oznajmionymi jego sercu zaczął zanikać. W rezultacie Mułła Said rozpoczął badanie i studiowanie ksiąg wszelkiego rodzaju nauk. Skupiając się na obaleniu wątpliwości wysuwanych przeciwko islamowi, zapamiętał czterdzieści ksiąg dotyczących takich nauk, jak gramatyka i składnia (ar. odpowiednio sarf i nahł) na poziomie uniwersyteckim (ar. 'ilm al-'alija), egzegeza koraniczna (ar. tafsir) czy teologia (ar. 'ilm al-kalam). Zaprawdę, czytając codziennie, każdą księgę, jaką zapamiętał, powtarzał raz na trzy miesiące.W owym punkcie swego życia Mułła Said doświadczał dwóch sprzecznych stanów.
Pierwszy: w chwilach, gdy miał szeroki umysł, był w stanie mistrzowsko opanować każdą księgę, jaką wziął do ręki.
Drugi: w chwilach, kiedy jego umysł był skurczony, nie lubił nawet odzywać się, nie mówiąc już o studiowaniu.
Mułła Said zaczął uczyć się na pamięć Koranu, czytając każdego dnia jeden lub dwa dżuzy [11]. Poprzez zapamiętywanie dwóch dżuzów każdego dnia nauczył się na pamięć znacznej części Koranu, jednakże nie ukończył uczenia się go na pamięć, a to dla dwóch następujących powodów, o jakich oznajmiono jego sercu:
Jednym z owych powodów było to, że Bediuzzaman nie chciał okazać Koranowi braku szacunku, czytając go pospiesznie. Innym był fakt, że jego serce skłaniało się ku temu, by uznać za priorytet prawdy Koranu i to na nich się skupić. To było powodem, dla którego poprzestał na zapamiętaniu czterdziestu ksiąg odnoszących się do mądrości islamu i jego nauk, które były kluczami do Koranu, które mogły być obroną i odpowiedzią na wszelkie wątpliwości. Poprzez powtarzanie każdego dnia części tego, co zapamiętał, mógł wyrecytować z pamięci [12] wszystkie czterdzieści ksiąg podczas każdych trzech miesięcy.
Zaczął uczyć się na pamięć księgi zwanej Mirqat, jednakże bez adnotacji i komentarzy do niej. Następnie porównał swe spojrzenie na ową księgę z tym, jakie ukazują adnotacje i komentarze, i odkrył, że zgadza się wszystko z wyjątkiem trzech punktów. Ów aspekt osobowości Bediuzzamana również zdobył sobie poklask i uznanie uczonych.
Pewnego dnia ktoś okłamał go, mówiąc, że szanowny Szejk Mehmed Kufrevi rzucił na niego klątwę. Mułła Said udał się zatem do szejka, aby go odwiedzić. Szejk komplementował go i dawał mu lekcje w czasie, przez jaki Bediuzzaman tam pozostał. Były to ostatnie (oficjalne) lekcje, jakie otrzymał (od kogo innego - uz. red. pol.) Mułła Said.
Pewnej nocy Mułła Said ujrzał szanownego Szejka Mehmeda Kufrevi we śnie. Szejk rzekł do niego:
-Mułło Saidzie, przybądź, aby mnie odwiedzić. Odchodzę.
Mułła Said natychmiast wyruszył, aby zobaczyć szejka, lecz jedynie po to, aby odkryć, że szejk już odpłynął. Obudziwszy się z tego snu, Mułła Said zobaczył, że jest siódma wieczorem, i odpoczywał dalej, jednakże rano usłyszał żałobne płacze dochodzące z domu szejka. Odwiedziwszy jego dom, dowiedział się, że szejk zmarł o siódmej wieczorem. Pełen smutku, Bediuzzaman powrócił do siebie.
«Zaprawdę, do Boga, i zaprawdę, do Niego powrócimy!»
Oby Bóg się nad nim zmiłował, amen!
Odbierając rozmaite lekcje dotyczące wiedzy i nauki od tak wielkich i wzniosłych uczonych i szejków, jak Sajjid Nur Mehmed, Abdurrahman Tagi, Szejk Fehim czy Szejk Mehmed Kufrevi, Mułła Said czuł przemożne uczucie dla nich wszystkich. Spośród uczonych czuł wielką sympatię również do Szejka Amina Effendiego, Mułły Fethullaha i Szejka Fethullaha Effendiego.
Jako że w Van nie było wówczas żadnych uczonych, Mułła Said wyjechał do Van na zaproszenie Hasana Paszy. Następne piętnaście lat miał spędzić, podróżując między plemionami zamieszkującymi tę prowincję, udzielając rad i dając lekcje. Przez ten czas utrzymywał dobre stosunki z gubernatorem i urzędnikami. Zdał sobie sprawę z tego, że tradycyjna forma teologii (ar. kalam, tur. kelam) nie wystarczy, aby obalić wątpliwości i obawy dotyczące islamu, zatem docenił potrzebę studiowania nauk współczesnych .
Po uświadomieniu sobie tego, Bediuzzaman zaczął studiować wszystkie nauki, jakie określa się szerokim pojęciem "nauk współczesnych". W bardzo krótkim czasie zbadał podstawy takich nauk, jak historia, geografia, matematyka, geologia, fizyka, chemia, astronomia i filozofia. Dogłębnie przestudiował owe nauki, formalnie nie posiadając nauczyciela, jedynie dzięki własnym staraniom.
Pewnego razu przygotowywał się do debaty z nauczycielem geografii, w wyniku czego na dwadzieścia cztery godziny przed ich spotkaniem nauczył się na pamięć księgi poświęconej geografii. Następnego dnia pokonał owego nauczyciela w debacie, która miała miejsce w rezydencji gubernatora Van, Tahira Paszy [13]. Innym razem w ciągu piętnastu dni zapamiętał i mistrzowsko opanował naukę chemii nieorganicznej i zwyciężył w debacie nauczyciela chemii.
Ludzie wiedzy, którzy byli świadkami owych cudów jego zdolności oraz głębi jego wiedzy, nadali Mulle Saidowi przydomek "Bediuzzaman" [14]. Przez cały czas, jaki spędził w Van, poprzez wszystkie idee i studia, jakie odbył, dzięki jego doświadczeniu zyskanemu dzięki zbadaniu różnych metod i punktów widzenia szkolnictwa i edukacji religijnej - przy rozważaniu zasadniczych potrzeb współczesności - rozwinął on unikalną metodę nauczania. Ową metodą było oświecanie jego uczniów zrozumieniem epoki poprzez wykorzystywanie najnowszych sposobów objaśniania oraz wyrażania dowodów prawd religijnych.
Kiedy Mułła Said przebywał w Van, niektóre z jego osobistych zasad nie były zgodne ze zwyczajem uczonych owego regionu , a były one następujące:
1. Nigdy nie przyjmować zapłaty, podarunków, a nawet odrzucać wynagrodzenie, niezależnie od tego, ktokolwiek by je ofiarował. Zaiste, przez wszystkich został zaświadczony fakt, że Nauczyciel nigdy nie miał żadnego majątku przypisanego do swego imienia i żył w niedoli, pośród przerażających nieszczęść, w ubóstwie, odosobnieniu, wciąż na zesłaniu lub w więzieniu, a jednak nigdy nie przyjmował od nikogo pieniędzy lub podarunków, nie dając czegoś w zamian.
2. Nigdy nie zadawać pytań żadnemu uczonemu. Przez dwadzieścia lat Bediuzzaman zawsze udzielał odpowiedzi na pytania, jakie zadawano jemu. Oto, jaki był jego komentarz w tej kwestii: "Nigdy nie kwestionowałem wiedzy uczonych, zatem nie było stosowne, bym zadawał im pytania. Każdy, kto kwestionuje moją wiedzę, może rzucić mi wyzwanie i przepytać mnie, abym mógł odpowiedzieć na jego pytania".
3. Zgodnie z tym, co sam praktykował, Mułła Said zabronił również swoim uczniom przyjmowania jałmużny (ar. zakat) lub podarunków. Uczył ich również, aby pracowali, mając na względzie jedynie zadowolenie Boga. Zaprawdę, przez większość czasu sam wspierał swych uczniów, dostarczając im środków na życie.
4. Pozostać nieżonatym i nie wiązać się z żadną rzeczą tego świata. Z tego powodu miał powiedzieć: "Gdziekolwiek pójdę, powinienem być zdolny do tego, by nieść w ręku cały swój dobytek". Zapytany o to, dlaczego tak postępował, miał powiedzieć: "Nadejdzie czas, w którym na tę moją praktykę będzie spoglądać się z zazdrością. Po drugie, majątek i bogactwo nie sprawiają mi żadnej przyjemności. Postrzegam ten świat jako gospodę".
Podczas czasu, jaki Bediuzzaman spędził w Van, zmarły później Tahir Pasza czytał księgi napisane w Europie i przygotowywał pytania, by zadać je Nauczycielowi. Choć Mułła Said nigdy wcześniej nie widział żadnej z owych ksiąg i choć dopiero niedawno nauczył się języka tureckiego, odpowiadał bez wahania. Pewnego dnia natknął się na owe księgi i uświadomił sobie, że to na ich podstawie Tahir Pasza przygotowywał swoje pytania. W krótkim czasie mistrzowsko opanował zawartość ksiąg z owego zbioru.
Jego największą ambicją i ideą owego czasu było wybudowanie w Van uniwersytetu, który chciał nazwać Medresetu'z-Zehra. Ów uniwersytet miał przypominać egipski Uniwersytet Al-Azhar. Bediuzzaman zawsze myślał o sposobach na to, aby zrealizować swą ideę i przejść od planu do projektu.
Latem Nauczyciel dla chwili wytchnienia udawał się w góry Basit i Beytussebap. Pewnego dnia powiedział Tahirowi Paszy, że nawet w lipcu szczyty gór pokrywa śnieg. Tahir Pasza odrzucił zaakceptowanie takiego twierdzenia, mówiąc: "Z pewnością w lipcu nie może tam leżeć śnieg". Pewnego dnia, będąc w górach, Mułła Said przypomniał sobie tę rozmowę i napisał do Tahira Paszy, w pierwszym liście, jaki napisał po turecku: «Paszo, na szczycie Basit leży śnieg. Nie odrzucaj tego, czego nie możesz zobaczyć. Nie można ograniczyć wszystkiego do twojej wiedzy. To wszystko».
Kiedy tylko Mułła Said słyszał jakiekolwiek wiadomości o konflikcie między dwoma stronnictwami, natychmiast odpowiadał, ofiarowując obu stronom przewodnictwo i mediację, i w krótkim czasie doprowadzał do pokoju między nimi. Zaprawdę, był on w stanie załagodzić spór między Seker Agą a naczelnikiem plemienia Miran, Mustafą Paszą, czego nie mógł dokonać nawet rząd. Kiedy Bediuzzaman zwrócił się do Mustafy Paszy, aby zapytać: "Czy jeszcze nie zawróciłeś ze swych dawnych dróg?", Mustafa Pasza odpowiedział:
-Seyda! [15] Pójdę za tym, co mi powiesz, cokolwiek to będzie.
Mustafa Pasza ofiarował Bediuzzamanowi konia i pewną sumę pieniędzy, lecz ten odrzucił podarunek, mówiąc:
-Czy jeszcze nie słyszałeś? Od nikogo nie przyjmuję pieniędzy. Jak mógłbym w ogóle przyjąć pieniądze tyrana takiego jak ty? Wygląda na to, że złamałeś przysięgę, w której obiecałeś nie wracać na swe dawne drogi, a to znaczy, że prawdopodobnie nie wrócisz już do Cizre.
Później Mułła Said otrzymał wiadomość, że Mustafa Pasza zmarł w drodze do Cizre.
Bediuzzaman posiadał nadzwyczajną zdolność pojmowania matematyki. Był w stanie bardzo szybko rozwiązać w pamięci najbardziej złożone kwestie. Posiadał nawet księgę traktującą o nauce, jaką jest algebra. Kiedy tylko w obecności Tahira Paszy pojawiały się problem lub debata dotyczące kwestii wymagających obliczeń, Bediuzzaman był w stanie wykonać owe obliczenia w pamięci, zanim jakikolwiek zręczny matematyk mógłby udzielić odpowiedzi. Wielokrotnie brał udział w takich konkursach i zawsze w nich zwyciężał. Pewnego razu postawiono przed nim następujące zagadnienie:
-Załóżmy, że mamy piętnastu muzułmanów i piętnastu niemuzułmanów, i załóżmy, że chcemy za każdym razem losowo wybierać spośród nich nie-muzułmanina. Jaką sekwencję musiałbyś zastosować, aby osiągnąć pożądany wynik?
Bediuzzaman odpowiedział, że istnieją sto dwadzieścia cztery możliwe kombinacje, a następnie kontynuował, mówiąc:
-Mogę opracować scenariusz nawet bardziej skomplikowany od tego. Mogę opracować taki, który będzie wymagał zastosowania dwóch tysięcy pięciuset kombinacji.
W ciągu dwóch godzin opracował takie permutacje dla pięćdziesięciu nie-muzułmanów pośród stu ludzi, by wybór za każdym razem padał na nie-muzułmanina. Opracował nawet odpowiednią sekwencję dwóch i pół tysiąca kombinacji dla przypadku, w którym mamy pięciuset niemuzułmanów z tysiąca ludzi, a następnie spisał owe permutacje w formie traktatu, by przedstawić go Tahirowi Paszy .
W Van Bediuzzaman dla pozyskania wiadomości czytał pewne gazety wraz z gubernatorem Tahirem Paszą. Szczególną uwagę zwracał na wiadomości związane z islamem. W Van rozpoczął zdobywanie wiedzy w temacie stanu świata islamu. Pewnego dnia Tahir Pasza pokazał mu przerażające wiadomości pochodzące z jednej z gazet, która pisała:
Sekretarz Stanu do spraw kolonii, trzymając w ręku Szlachetny Koran, wygłosił w brytyjskim parlamencie mowę, w której powiedział:
«Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy nie będziemy w stanie zapanować nad nimi. Musimy zrobić wszystko, co tylko jest konieczne, aby albo odebrać im Koran, albo sprawić, by odwrócili się od Koranu».
Owe przerażające wiadomości wywarły w przypadku Bediuzzamana efekt niemożliwy do opisania. Jego zdolności stanęły w ogniu jak od uderzenia pioruna, a jego emocje i zdolności zostały postawione w stan alarmu. Usłyszawszy to, Bediuzzaman, który stał się odbiorcą takich Bożych łask i przymiotów, jak wiedza, pojmowanie, szczerość intencji (ar. ichlas), odwaga i męstwo, zbudził w swej duszy żarliwe pragnienie, które natchnęło go do tego, by oznajmić:
«Udowodnię i ukażę światu, że Koran jest niczym duchowe słońce, które nigdy nie zajdzie i nigdy nie można go zgasić» .
Sześćdziesiąt pięć lat temu, kiedy Said Nursi przebywał w Van z gubernatorem Tahirem Paszą, natknął się na gazetę, w której przeczytał, że Sekretarz do spraw kolonii, trzymając w ręku Koran, powiedział w brytyjskim parlamencie: "Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy prawdziwie nie zapanujemy nad nimi. Musimy albo odebrać im Koran, albo sprawić, by odwrócili się od Koranu". Owe wiadomości zbudziły w duszy Nauczyciela potężny zapał do dokładania niekończących się starań. To palące pragnienie sprawiło, że Bediuzzaman zapragnął udowodnić każdemu cudowność Koranu, dlatego powziął mocne postanowienie i przysiągł, że całkowicie uciszy niewiernych. Poprzez piętnaście lat, jakie spędził w Van, powtórzył w pamięci ponad osiemdziesiąt ksiąg, jakie całkowicie zapamiętał i z jakimi się zapoznał, wraz ze wszystkimi niezbędnymi szczegółami dotyczącymi ówczesnego stanu świata islamu.
Jego wyjątkowe inteligencja i wiedza, którymi został obdarowany w tak młodym wieku, ukazują, że Bediuzzaman był uczonym, który nie miał sobie równych i przewyższał innych. Został obdarowany mądrością Koranu, a jego zdolności cechowały się stałością i dążeniem do sprostania wymaganiom obecnego stulecia. Był on zdolny do tego, aby udowodnić cudowność Koranu całemu światu i przekonać o niej cały świat.
Jak wspaniałe drzewo wyłaniające się z najmniejszego z nasion jasno wskazuje na moc Boga, tak takim nasieniem stały się życie i służba Bediuzzamana, który nie posiadał żadnej materialnej potęgi, był prześladowany, a jego ręce były związane. W najbardziej przerażającym okresie historii pojawił się on wraz z przesłaniem duchowego, powszechnego i ogólnoświatowego rozwoju, które wywarło znaczący wpływ, zmieniając sposób myślenia ludzi w Anatolii, w świecie islamu i na całym świecie. To wszystko jasno ukazało sercom i umysłom, że to, co się stało, stało się dzięki Bożej wszechmocy, dzięki temu, że Bóg wyznaczył Nauczyciela do tego zadania, i dzięki Bożemu przewodnictwu.
Zaprawdę, o tym Bożym przewodnictwie w odniesieniu do służby na rzecz wiary Bediuzzaman wspomniał w jednym ze swych dzieł. Oto, co powiedział dla potwierdzenia owego błogosławieństwa:
"Na początku Wielkiej Wojny (tj. pierwszej wojny światowej - przyp. red. pol.) widziałem w wizji, która była prawdą, że znajduję się u podnóża sławnej góry Ararat. Nagle góra wybuchła, a jej odłamki, które same były wielkości gór, zostały rozrzucone po całym świecie. Ujrzałem, że w tym strasznym położeniu jest ze mną moja matka, której powiedziałem: 'Nie lękaj się! To dzieje się na rozkaz Wszechmocnego Boga, a On jest Najbardziej Litościwy i Wszechmądry'.
Nagle, wciąż będąc w tym samym położeniu, ujrzałem wielce ważnego człowieka, który rozkazał mi:'Głoś cudowność Koranu!'
Zbudziłem się i pojąłem, że nadchodzi wielki wybuch i wstrząs, który zniszczy mury wzniesione wokół Koranu. Wówczas Koran zostanie zaatakowany i będzie bronił się sam, a jego cudowność będzie dla niego zbroją ze stali, zaś ktoś taki jak ja zostanie w owym czasie wyznaczony, w sposób dalece wykraczający poza jego zdolności, do ukazania innym jednego z rodzajów cudowności Koranu. Pojąłem, że już zostałem wyznaczony do tego zadania".
Bediuzzaman przybył do Stambułu, aby realizować swój plan utworzenia uniwersytetu zwanego Medresetu'z-Zehra, i rozpoczął działania na rzecz założenia tej uczelni, czy to w Van, czy to w Diyarbakir. Oto słowa użyte przed dziennikarza, który opisał przybycie Bediuzzamana do Stambułu: "Ognista kula inteligencji z urwistych gór Wschodu wzeszła ponad horyzontem Stambułu".
Przed wyjazdem Nauczyciela do Stambułu Tahir Pasza poczynił następujący komentarz:
-Jesteś w stanie pokonać uczonych Wschodu. Czy sądzisz, że możesz dostać się do Stambułu i rzucić wyzwanie wielkiej rybie, jaka pływa w tamtym oceanie?
Kiedy tylko przybył do Stambułu, Bediuzzaman zaprosił uczonych do debaty. Sławni uczeni Stambułu przybywali całymi grupami, by go odwiedzić, i odkrywali, że otrzymują poprawne odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mu zadawali. Jego zamysłem w tym wszystkim było zwrócenie uwagi na działania na rzecz nauki i wiedzy we wschodniej Anatolii, jednakże w żaden sposób nie przejawiał on egocentryzmu, a swych działaniach zawsze był wolny od jakiegokolwiek stopnia pompy czy ostentacji. Był cudem pod względem swych wiedzy, męstwa, pamięci i inteligencji, a w tym samym, jeśli nie większym stopniu, ukazywał całkowitą szczerość wiary i intencji. Nigdy nie pochwalał sztuczności i zarozumialstwa. Oto, co napisał na drzwiach swego domu w Stambule:
«Tu są rozwiązywane wszystkie problemy. Tu odpowiada się na wszystkie pytania, lecz nie zadaje się żadnych pytań».
Ważnym jest, aby w tym miejscu dodać, co następuje:
Jeśli chodzi o służbę Saida Nursiego na rzecz religii islamu i Koranu, to w ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat jego życia Ruch Światła został obdarowany nadzwyczajnym miłosierdziem i wsparciem Boga Jedynego. Ogólnoświatowy duchowy dżihad i służba Ruchu Światła na rzecz Koranu uczyniły to jasnym, a Bediuzzaman później, po otrzymaniu pewnego duchowego napomnienia, napisał, że jego życiem rządził określony porządek. Jako że został on przeznaczony do tego, by wykonać doniosłą służbę na rzecz Koranu, kładąc podwaliny pod ową służbę, dzięki nadzwyczajnej ochronie Boga, będąc wyposażonym w zadziwiające inteligencję i geniusz, Said zaangażował się w ową służbę pełnioną w najtrudniejszych warunkach. Jak podkreślono we wstępie do jego biografii, na jego życie należy patrzeć z tej perspektywy. Zaprawdę, jeszcze przed Deklaracją Wolności miał on poinformować swych uczniów i przyjaciół, że powstanie ruch, który wykona doniosłą służbę na rzecz Koranu, mówiąc: "Widzę wstające światło i patrzę w przyszłość z wielką nadzieją".
Dzięki swej dalekowzroczności dostrzegł obecną służbę Ruchu Światła i założył, że wyłoni się ona ze świata polityki, zatem przebywając w Stambule dokładał wszelkich wysiłków, aby upewnić się, że politycy działają tak, by służyć Koranowi.
Uczeni mieli przybywać całymi grupami, by go odwiedzić, i otrzymywać odpowiedzi na swe pytania. Dostarczając odpowiedzi na wszystkie pytania dzięki swemu wspaniałemu uzdolnieniu, przekonującym i wymownym językiem, ze zdumiewającymi postępowaniem i manierami, wkrótce zyskał podziw i uznanie ludzi wiedzy, którzy ujrzeli, iż całkowicie zasługuje on na przydomek "Bediuzzaman" i opisywali go jako "rzadki cud stworzenia".
W tym czasie zdarzyło się, że jeden ze sławnych najważniejszych uczonych egipskiego Uniwersytetu Al-Azhar, Szejk Bahit Effendi, odwiedził Stambuł. Uczeni Stambułu, którzy nie mogli równać się z jego płomienną inteligencją, powiedzieli mu o Bediuzzamanie Saidzie Nursim, który przybył z urwistych gór Kurdystanu i poprosili Szejka Bahita, aby pokonał go w debacie. Szejk Bahit zgodził się i poszukiwał odpowiedniej sposobności do wymiany pytań. Kiedy usiedli razem w herbaciarni po odprawieniu modlitwy w meczecie Aya Sofia, a była przy tym obecna również grupa uczonych (ze Stambułu - uz. red. pol.), Szejk Bahit skorzystał z okazji, aby zadać Bediuzzamanowi następujące pytanie:
-Co powiesz o Europie i Państwie Osmańskim? Co myślisz na ten temat?
Zamiast kwestionować sprawdzoną wiedzę Nauczyciela i jego nadzwyczajny intelekt, Szejk Bahit chciał dzięki temu pytaniu zobaczyć zakres wiedzy Bediuzzamana, aby wyrazić uznanie dla jego poglądu na bieg wydarzeń politycznych na świecie. Odpowiedź Bediuzzamana na to pytanie była następująca:
- Zaprawdę, Europa jest ciężarna i pewnego dnia da życie państwu islamskiemu. Zaprawdę, państwo Osmanów jest ciężarne i pewnego dnia da życie Europie .
Po usłyszeniu tej odpowiedzi Szejk Bahit powiedział:
-Ten młody człowiek jest zbyt dobry na to, by prowadzić z nim debatę. Miałem w tej kwestii takie samo zdanie, lecz wyrażenie go z taką zwięzłością i elokwencją może być jedynie dziełem Bediuzzamana.
Życie Bediuzzamana w Stambule było pod pewnymi względami życiem politycznym. Utrzymywał on, że polityka stanie się narzędziem służącym islamowi, a jego zaangażowanie w sprawy polityczne było bezpośrednim wynikiem namiętnego pragnienia, by służyć islamowi. Zawsze był zwolennikiem wolności i nigdy nie powstrzymywał się przed wyrażaniem swego sprzeciwu wobec młodoturków [16] z powodu ich niesprawiedliwości. Powiedział im bez wahania:
-Wyrządziliście krzywdę religii, znieważyliście dostojeństwo Jedynego Boga i zanegowaliście prawo szariatu. Poniesiecie straszne konsekwencje.
Po Deklaracji Wolności wraz ze swymi dokładającymi starań przyjaciółmi założył stowarzyszenie o nazwie Związek Muhammada. W krótkim czasie owo stowarzyszenie objęło szersze kręgi. Zaprawdę, po zaledwie jednym artykule Bediuzzamana dołączyło do niego pięćdziesiąt tysięcy członków z regionów Adapazari i Izmitu.
Bediuzzaman argumentował, że wolność nie powinna być niewłaściwie interpretowana, a konstytucjonalizm był postrzegany przez prawo szari'a jako słuszny. Na te tematy miał napisać całe kolumny w pismach religijnych, a także wygłaszać mowy. Owe artykuły i mowy były nadzwyczajne, a to za sprawą używanych terminów, elokwencji i mocy przekonywania. Ludzie wiedzy i polityki wielce skorzystali z owych artykułów i lekcji wygłaszanych przez Saida Nursiego, w których miał oznajmiać, że narodowe przebudzenie, którego doświadczono, przyniosło dobrą nowinę o tym, że nad Anatolią i Azją wstanie prawdziwy świt szczęśliwości. Podkreślał ważność tego, by nie
przegapić tej okazji, a także pilną potrzebę stosowania się do nakazów i zakazów szariatu. Bediuzzaman ostrzegał: "Jeśli nie przyjmiemy konstytucjonalizmu wraz z wolnością, jaką nakazuje szariat, jeśli nie zastosujemy go w ten sposób, stracimy ową okazję, a konstytucjonalizm ustąpi miejsca absolutystycznemu autorytaryzmowi".
W tym miejscu zamieszczamy fragmenty niektórych z owych przemówień i artykułów.
(Poniżej znajduje się część niezapisanego przemówienia Saida Nursiego, jakie wygłosił on trzeciego dnia po ogłoszeniu wolności, a powtórzył na Placu Wolności w Salonikach. Jest to transkrypcja przemówienia, jakie ukazało się w gazetach).
O, wolności szariatu! Twe wezwanie jest uderzające, lecz tak piękne; przynosi ono tak dobrą nowinę jak ta, że zbudziłaś nawet takiego Beduina, jak ja sam, który spał poza zasłoną niedbalstwa. Gdyby nie ty, ogół społeczeństwa i ja sam pozostalibyśmy więźniami. Daję ci dobrą wiadomość o tym, że będziesz żyć wiecznie. Oznajmiam ci dobrą wiadomość o tym, że jeśli uczynisz szariat - który sam w sobie jest życiem - źródłem twego życia, jeśli będziesz wzrastać w owym raju, ten uciskany naród rozwinie się po tysiąckroć bardziej niż w dawnych czasach, jednakże tylko wtedy, kiedy z wiarą przyjmie cię za swego przewodnika i nie splami cię osobistymi urazami i myślami o zemście.
O, Panie! Cóż za przyjemność się kończy i cóż za pięknym odrodzeniem jest uczynienie tej epoki przedstawiającą małą próbkę prawdy słów:
Odradza się dawna cywilizacja, która została pogrzebana we wszystkich zakątkach Azji i Rumelii [17]. Ci, którzy uganiają się za
własnym interesem, szerząc to, co przynosi ogólną szkodę, i pożądając despotyzmu, zaczęli mówić:
[18]
Po cudownych narodzinach tego nowego rządu konstytucyjnego, in sza'a-llah [19] w ciągu roku ukażemy tajemnicę słów:
[20]
Oto nagroda za post milczenia, jakiego przestrzegaliśmy przez trzydzieści lat, cierpliwie zdając się na Boga. Z całkowitą łatwością otworzyły się bramy wiodące do raju postępu i cywilizacji. Przykazania szariatu, które są najlepszym punktem wyjściowym dla niezawisłości tego narodu, są niczym strażnik, który zaprasza nas, abyśmy weszli do tego raju. O, uciskani bracia z tego narodu! Chodźmy, wejdźmy do niego!
Pierwsze drzwi to jedność serc wewnątrz sfery szariatu. Drugie to umiłowanie narodu.
Trzecie to edukacja. Czwarte to ludzkie starania.
Piąte to wyrzeczenie się rozpusty.
Inne pozostawiam waszej inteligencji. (...)
Strzeżcie się, o bracia z tego narodu!, abyście ponownie nie zabili tej sposobności poprzez rozpustę i opieszałość. Konstytucja zbudowana na znamienitym prawie szari'a stała się niczym 'Azra'il [21] i zabiła wszelkie zepsute myśli, haniebne cechy moralne, podstępy Szatana i działania pochlebców. Strzeżcie się, o bracia z tego narodu!, abyście nie ożywili ich poprzez marnotrawstwo, niedozwolone przyjemności, a także przez postępowanie sprzeczne z szariatem.
Oznacza to, że do niedawna rozkładaliśmy się w naszych grobach, jednak teraz, dzięki jedności tego narodu i konstytucji, przeszliśmy do stanu poczęcia w łonie matki i będziemy rozwijać się i wzrastać. Aby nadgonić sto lat postępu, które przegapiliśmy, in sza'a-llah dzięki cudowi naszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) wsiądziemy do pociągu konstytucji zgodnej dzięki naszym uczynkom z prawem szari'a, a dzięki naszym umysłom dosiądziemy cudownego wierzchowca Al-Burak wzajemnej narady, jaką nakazuje szariat.
Gdy szybko pokonamy tę przerażającą pustynię, będziemy konkurować z cywilizowanymi narodami jak równy z równym,
ponieważ one są prowadzone drogą wozów zaprzężonych w woły, a my prześcigniemy je w jednej chwili, dosiadając takich pojazdów, jak pociągi i sterowce. Dzięki wsparciu prawdy islamu, która jest zbiorem dobrych cech moralnych, naturalnych zdolności, blasku wiary i głodu ułatwiającego trawienie, dalece prześcigniemy owe narody, tak jak prześcignęliśmy je wcześniej.
Z poczuciem obowiązku, jakie zostało mi dane, kiedy byłem uczniem, a także za zezwoleniem przyznanym przez wolność, mówię, co następuje:
O, dzieci tego narodu! Nie interpretujcie błędnie idei wolności, aby nie została utracona i nie zadusiła nas, sprawiając, że wypijemy przygotowane w innym kielichu dawne niegodziwe idee niewoli. Wolność ustanowi sama siebie i wzrośnie dzięki stosowaniu prawa, moralności szariatu i dobrym uczynkom. (...)
Wspaniałe prawo szariatu pochodzi od mowy Przedwiecznego (tur. Kelami Ezeli), zatem będzie trwać aż po wieczność. Nasze wybawienie od haniebnej tyranii nakazującej zło duszy (ar. nafs) leży w poleganiu na islamie poprzez uchwycenie owego mocnego węzła (ar. habl al-matin)[22], poprzez prawdziwe skorzystanie z prawowitej wolności i poprzez poszukiwanie pomocy od wiary (ar. iman). Można spodziewać się, że ten, kto prawdziwie jest niewolnikiem (ar. 'abd) i sługą Stwórcy wszechświata, nie zniży się do tego, by oddawać cześć Jego stworzeniom. Jako że każdy człowiek jest dowódcą we własnym świecie, na wszystkich spoczywa obowiązek większego (duchowego) dżihadu w ich mniejszych światach i mają oni za zadanie ucieleśniać moralność Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz ożywić sunnę Proroka.
O, władcy tego kraju! Jeśli poszukujecie wsparcia, działajcie zgodnie z Bożymi prawami (ar. adatu-llah), w przeciwnym razie przez brak zgodności będziecie tymi, którym odmówiono sukcesu. Fakt, że wszyscy znani prorocy pochodzili z ziem islamu i z ziem Osmanów, jest znakiem i aluzją Bożego zarządzenia (ar. qadr) co do tego, że parą, która wprawi w ruch maszynę postępu ludzi tego narodu, jest religia, a kwiaty w ogrodach Azji i Afryki oraz w sadach Rumelii rozkwitną w promieniach islamu. Religii nie można poświęcać dla tego świata, tymczasem aby usprawiedliwić despotyzm, który obecnie jest martwy, kwestie prawa szari'a wykorzystywano, by dawać je jako łapówki. Cóż innego prócz szkody może wyniknąć z porzucania i poświęcania kwestii przyniesionych przez religię? Choroba w sercach ludzi jest słabością w religii, a zdrowie można odzyskać jedynie poprzez wzmocnienie religii.
Metodą naszej wspólnoty jest umiłowanie miłości jako takiej i żywienie wrogości wobec wrogości, to jest wspomaganie miłości między muzułmanami, aby pokonać żołnierzy wrogości. Co się tyczy naszej
metody, polega ona na przyjęciu moralności Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i na ożywieniu sunny Proroka. Naszym przewodnikiem jest wspaniałe prawo szari'a, naszym mieczem są jego rozstrzygające dowody, a naszym obowiązkiem jest podtrzymywanie słowa Boga!
Byliśmy członkami Związku Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) od czasów Qalu Bala (królestwa, w którym dusze ludzkie są stwarzane po raz pierwszy).
Tym, co nas łączy, jest tałhid [23]. Naszą przysięgą i ślubowaniem jest wiara (ar. iman). Jako że głosimy tałhid, jesteśmy zjednoczeni. Wszystkim wiernym powierzono obowiązek podtrzymywania słowa Boga, ponieważ w tej epoce jest ono najważniejszym środkiem, od którego zależy materialny postęp. Europejczycy miażdżą nas poprzez ich moralną tyranię, wykorzystując bronie nauki i przemysłu, zatem bronią nauki i przemysłu będziemy prowadzić dżihad przeciwko ignorancji, ubóstwu i niezgodzie, które są najbardziej straszliwymi wrogami podtrzymywania słowa Boga. Jeśli chodzi o zewnętrzny dżihad, pozostawimy go diamentowym mieczom rozstrzygających dowodów wspaniałego prawa szari'a. Zwycięstwo nad ludźmi cywilizacji osiąga się poprzez perswazję, nie zaś siłą, jak czynią barbarzyńcy, którzy nie używają rozumu. Jesteśmy obrońcami miłości i nie mamy czasu na wrogość.
Co się tyczy konstytucjonalizmu, to składają się nań sprawiedliwość, wzajemna narada oraz stosowanie siły jedynie zgodnie z prawem. Jako że wspaniałe prawo szari'a powstało trzynaście stuleci temu, żebranie u Europy o osądy prawa nie jest niczym innym, jak tylko wielką zbrodnią przeciwko religii islamu; jest niczym błędne zwracanie się ku północy przy odprawianiu modlitwy.
Siła powinna zamieszkiwać w prawie, w przeciwnym razie rozprzestrzeni się despotyzm. To اِنَّ اللّٰهَ لَقَوِىٌّ عَزِيزٌ , Zaprawdę,
twój Pan jest Mocny, Potężny! powinna rządzić i kierować sumieniem, to zaś powinno nastąpić poprzez edukację i rozwój cywilizacyjny, w przeciwnym razie despotyzm zawsze zwycięży. Osiągnięcie jedności następuje dzięki przewodnictwu, nie dzięki fantazjom i pragnieniom. Ludzie stali się wolni, jednak wciąż są sługami Boga. Zniesiono wszelkie ograniczenia. Błędy innych nie mogą być usprawiedliwieniem dla własnych błędów człowieka, a rozpacz jest przeszkodą na drodze do wszelkiej doskonałości. Mówienie: "Co mnie to obchodzi, niech pomyśli o tym ktoś inny" jest pamiątką po despotyzmie.
Podczas rozmowy Bediuzzamana z naczelnym rabinem Stambułu, Emmanuelem Carasso, do jakiej doszło w Salonikach, Carasso nagle przerwał rozmowę, wyszedł i poruszony oraz zaskoczony przyznał się do porażki, mówiąc: "Gdybym został choć trochę dłużej, ten człowiek sprawiłby, że też przyjąłbym islam". Carasso odgrywał ważną rolę, będąc członkiem tajnej organizacji, która podstępnie działała na rzecz rozpadu Imperium Osmańskiego. Miał nadzieję, że przez swą wizytę osiągnie to, iż przekona Bediuzzamana i wykorzysta go, by ten służył jego ideom oraz złym celom. Jak mało wiedział!
Ostatecznie doszło do nieszczęsnych wydarzeń 31. marca. [24] Około piętnastu hodżów, których imiona pomieszano podczas owych wydarzeń i którzy chcieli prawa szariatu, zostało skazanych na śmierć i powieszonych. Bediuzzaman był sądzony, gdy wieszano ich na szubienicach wzniesionych na dziedzińcu budynku sądu. Wyznaczono mu miejsce przy oknie, przez które mógł ich wyraźnie widzieć. Przesłuchanie prowadził sędzia Hursid Pasza:
-Zatem ty także chcesz szariatu?
-Nawet gdybym żył tysiąc razy, jestem gotów do poświęcenia każdego życia dla jednej prawdy szariatu, ponieważ szariat jest narzędziem szczęścia, jest absolutną sprawiedliwością i cnotą - odpowiedział Bediuzzaman. - Jednak nie jest nimi sposób, w jaki rewolucjoniści chcą szariatu.
Heroiczna obrona Bediuzzamana przed Sądem Wojennym została w owym czasie wydrukowana i opublikowana dwa razy. Kiedy oczekiwał, że zostanie skazany na śmierć, został uniewinniony i nie dziękując sądowi, na czele tłumu, jaki się zebrał, pokonał drogę od Meczetu Bajazyda do Meczetu Sułtana Ahmeda, wykrzykując: «Niech żyje Piekło dla tyranów! Niech żyje Piekło dla tyranów!»
Fragmenty jego mowy obrończej wygłoszonej przed Sądem Wojennym włączamy do niniejszej biografii, aby ujawniły nieco prawdy o wydarzeniach 31. marca i o bohaterskiej obronie Bediuzzamana.
Niektóre Części Dzieła Zatytułowanego Świadectwo Dwóch Szkół Nieszczęścia Albo Sąd Wojenny I Said Nursi
W czasie, gdy wolność pomieszano z szaleństwem, owa pozbawiona moralnego kręgosłupa tyrania sprawiła, że instytucje rozumu stały się dla mnie miejscami nauki.
W czasie, gdy wprowadzono zamęt, ukazując umiar i uczciwość jako reakcjonizm, nadzwyczajna tyrania (obecnej) konstytucji sprawiła, że więzienia stały się dla mnie miejscami nauki.
O wy, którzy badacie moje świadectwo! Proszę, wyślijcie waszą duszę i wyobraźnię, aby były gośćmi w stanie umysłu ucznia o gorącym temperamencie spośród koczowników, którego umysł i ciało są w stanie zamętu z powodu jego niedawnego zaangażowania w sprawy tej nowej cywilizacji, abyście nie popadli w błąd, oskarżając mnie. Podczas wydarzeń 31. marca powiedziałem Sądowi Wojennemu, co następuje:
-Jako student, kiedy napotykam na jakąś kwestię, stosuję kryteria szariatu. Wiem, że nasza narodowość składa się jedynie z islamu, dlatego moje osądy zawsze są wygłaszane z perspektywy islamu.
Oto moja mowa, którą wygłaszam, stojąc w drzwiach pośredniego królestwa zwanego więzieniem i czekając na stacji zwanej szubienicą na pociąg odchodzący do świata ostatecznego. Przedstawiam moją krytykę bezlitosnych warunków ludzkiego życia społecznego, zwracając się nie do was, lecz raczej do całego rodzaju ludzkiego. Oto dlaczego, zgodnie z tajemnicą słów:
[25] naga prawda w całej swej surowości wyszła zza ogrodzenia serca. Ci, którzy są nietutejsi, nie powinni na nią patrzeć. Przepełniony tęsknotą, jestem gotów na życie ostateczne i chcę odejść do niego wraz z tymi ludźmi, którzy już zostali powieszeni. Jestem niczym rozmiło-wany w starożytnościach Beduin, który słyszy o zadziwiającym pięknie
Stambułu, lecz nigdy go nie widział. Jakże chciałby zobaczyć Stambuł i odwiedzić go! Ja również pragnę odwiedzić świat życia ostatecznego, owo miejsce cudów i zadziwienia, i wciąż żywię ów entuzjazm. Zesłanie mnie tam nie jest dla mnie karą. Jeśli macie na to dość sił, spróbujcie torturować moje sumienie! Każda inna forma tortur, jakiej mnie poddacie, będzie dla mnie zaszczytem, nie karą!
Podczas czasu despotyzmu ten rząd żywił wrogość wobec rozumu, a teraz żywi on złość wobec życia. Jeśli o to chodzi w rządzeniu, niech żyje szaleństwo, niech żyje śmierć i niech żyje Piekło dla tyranów! Oczekiwałem na sposobność do wyrażenia swoich myśli, a ten Sąd Wojenny stał się idealnym miejscem do tego.
Na początku musiałem stawić czoła temu samemu przesłuchaniu, jakiemu zostali poddani wszyscy inni. Zostałem zapytany przez członków Sądu Wojennego:
-Zatem ty także chcesz szariatu? Odpowiedziałem na to:
-Nawet gdybym żył tysiąc razy, jestem gotów do poświęcenia każdego życia dla jednej prawdy szariatu, ponieważ szariat jest narzędziem szczęścia, jest absolutną sprawiedliwością i cnotą. Jednak nie jest nimi sposób, w jaki rewolucjoniści chcą szariatu.
Dalej zapytano mnie:
-Czy należysz do Związku Muhammada?
-Z dumą wyznaję, że jestem jednym z najmniej ważnych jego członków - odpowiedziałem. - Jednak zgodnie z mym opisem, któż prócz ateistów nie należy do owego Związku? Pokażcie mi takiego człowieka!
W tym miejscu przedstawiam wam ową mowę, abym mógł ocalić konstytucję od jakiejkolwiek skazy, ludzi szariatu od rozpaczy, ludzi tego stulecia od przypięcia im przez historię łatki ignorantów i szaleńców, a prawdę od wszelkiego strachu i wszelkich wątpliwości. W tym miejscu rozpoczynam, przytaczając to, co im powiedziałem:
O, paszowie i oficerowie! Streszczenie powodów, dla których zostaliśmy uwięzieni, jest następujące:
co oznacza, że cnoty, które stanowią o moim honorze, uważa się obecnie za przestępstwo kryminalne. Jestem zbity z tropu... Jak mam wyrazić swoje ubolewanie?
Oto, co mówię tytułem wprowadzenia:
Ten, kto jest dzielny, nie zniży się do popełnienia zbrodni, a jeśli zostanie o to oskarżony, nie będzie lękał się kary za nią. Co więcej, jeśli zostanę niesłusznie powieszony, otrzymam podwójną nagrodę jako męczennik. Jeśli pozostanę w więzieniu, to pod rządami, dla których wolność jest jedynie pustym słowem, więzienie z pewnością musi być najbardziej upragnionym miejscem. Daleko lepiej umrzeć jako prześladowany niż żyć jako prześladowca.
Powiem również, że niektórzy ludzie, którzy uczynili politykę narzędziem ateizmu, oskarżają innych o bycie rewolucjonistami oraz o czynienie z religii instrumentu polityki.
Dzisiejsi szpiedzy są znacznie gorsi, niż byli kiedyś. Jak można polegać na ich lojalności? Jak można budować sprawiedliwość na podstawie ich ustaleń? Co więcej, jeśli człowiek zmyśla, wówczas popełnia niesprawiedliwość, kiedy stara się wymierzać sprawiedliwość. Nikt nie jest bez winy, jednakże poprzez wymysły człowiek łączy rozproszone błędy innego człowieka (który na przestrzeni długiego czasu już się poprawił, spełniając dobre uczynki i odznaczając się wieloma innymi zaletami), wyobrażając sobie, że wszystkie owe błędy równocześnie ucieleśniły się w owym człowieku i uważając go za godnego najcięższej kary. Tymczasem takie podejście jest krańcową formą niesprawiedliwości. Przejdźmy teraz do wyliczenia moich przestępstw, których jest jedenaście i pół:
W zeszłym roku wysłałem poprzez urząd Wielkiego Wezyra telegram do wszystkich plemion na wschodzie. Jego streszczenie jest następujące:
"Na kwestię konstytucjonalizmu i organizmu prawnego, o którym słyszeliście, składają się prawdziwa sprawiedliwość i wzajemna narada, nakazywane przez szariat. Uchwyćcie się ich mocno i działajcie na rzecz ich zachowania, ponieważ nasze szczęście na tym świecie leży w ustroju konstytucyjnym, zaś w despotyzmie to my jesteśmy tymi, którzy najbardziej cierpią". Odpowiedź na ów telegram, jaka nadeszła ze wszystkich zakątków kraju, była pozytywna i korzystna.
Zatem wziąłem na siebie obowiązek ostrzeżenia wschodnich prowincji i nie pozostawiłem ich samym sobie. Aby nowa forma
despotyzmu nie wykorzystała ich beztroski, aby nie mówili: "Cóż mnie to obchodzi?", popełniłem przestępstwo, które doprowadziło mnie przed oblicze tego sądu.
W wielu publicznych przemówieniach, które wygłosiłem w meczecie Aya Sofia, w meczetach Bajazyda, Mehmeda Zdobywcy i Sulejmana, zwracając się do uczonych i studentów, poddałem analizie i objaśniłem relacje między tym, co nazywa się konstytucjonalizmem, a prawem szari'a.
Powiedziałem im, że autorytarny despotyzm nie ma nic wspólnego z szariatem, następującymi słowami: Zgodnie z tajemnicą hadisu
[26], szariat przyszedł na ten świat, aby zniszczyć okrutny despotyzm i prześladowania tyranów.Władcą narodu jest ten, który mu służy
Jeśli ktokolwiek nie zgadza się z choćby jednym słowem z jakiejkolwiek mowy, jaką wygłosiłem, jestem gotów, by dowieść prawdziwości moich twierdzeń z całą oczywistością. Powiedziałem: "Prawdziwa droga szariatu zaprawdę tkwi w prawdzie usankcjonowanego prawnie konstytucjonalizmu". Zaakceptowałem zatem konstytucjonalizm, przytaczając dowody pochodzące z prawa szariatu.
W odróżnieniu od tych, którzy uganiają się za tą tak zwaną cywilizacją, ani nie przyjąłem jej poprzez ślepe naśladownictwo, ani nie uważałem, by była sprzeczna z prawem szari'a. Nie dawałem szariatu jako łapówki. Jako że starałem się ze wszystkich mych sił, by uchronić szariat przed zepsutymi ideami Europy, zatem popełniłem przestępstwo, z powodu którego traktujecie mnie w taki sposób.
Obawiałem się, że członkowie pewnych stronnictw zwiodą blisko dwadzieścia tysięcy moich rodaków (którzy pracując jako tragarze są nieświadomi i naiwni), aby wyzyskać wschodnie prowincje. Odwiedzałem zatem kawiarnie, do których uczęszczali tragarze, i wyjaśniałem im znaczenie konstytucjonalizmu w taki sposób, by mogli je zrozumieć. Oto streszczenie tego, co im mówiłem:
"Despotyzm i tyrania są formami prześladowania. Konstytucjonalizm jest sprawiedliwością i szariatem. Sułtan pozostaje kalifem tak długo, jak długo jest posłuszny rozkazom Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i podąża jego drogą. My również będziemy mu posłuszni. W przeciwnym razie ci, którzy nie są posłuszni
Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i prześladują innych, są bandytami, nawet jeśli zdarzy się tak, że będą sułtanami.
Naszymi wrogami są ignorancja, ubóstwo i niezgoda. Będziemy prowadzić dżihad przeciwko owym trzem wrogom bronią przemysłu, edukacji i jedności. Będziemy działać w solidarności z naszymi braćmi Turkami oraz z naszymi sąsiadami, którzy w pewien sposób zachęcają nas do tego, byśmy zachowali czujność, a także do postępu. Żywienie wrogości jest złym czynem. Nie mamy czasu na wrogość. Nie będziemy wtrącać się do spraw rządu, ponieważ nie znamy mądrości zawartej w jego decyzjach...".
Owe słowa dobrej rady miały wielki wpływ na podjętą przez owych tragarzy decyzję o bojkotowaniu Austrii - a niektórzy z nich, jak ja, zbojkotowali całą Europę - a także na ich całkowicie mądre postępowanie w owym wielce zawiłym i emocjonującym okresie.
Zatem próbując przywrócić ich wierność sułtanowi i prowadząc wojnę ekonomiczną z Europą poprzez bojkoty popełniłem przestępstwo, by koniec końców cierpieć z powodu tego nieszczęścia, jakie mnie spotyka.
Ignorancja i bigoteria z naszej strony sprawiły, że głęboko zasmucił mnie pogląd Europejczyków, którzy utrzymywali, że szariat jest zgodny z despotyzmem. Aby obalić ich idee, w imieniu szariatu przyklasnąłem konstytucji bardziej niż czemukolwiek innemu. Jednakże lękając się, że inny rodzaj tyranii jeszcze raz będzie starał się potwierdzić tamte poglądy, wołałem z całych moich sił, zwracając się do parlamentarzystów w meczecie Aya Sofia, a oto, co im powiedziałem:
"Powinniście postrzegać konstytucjonalizm takim, jaki rzeczywiście jest, a także zaszczepiać właściwe znaczenie konstytucjonalizmu, aby brudne ręce nowego, tajnego i bezbożnego despotyzmu nie splamiły uświęconego ideału, wykorzystując go do ukrycia swej wrogości.
Wolność powinna być uwarunkowana cnotami szariatu. Gdyby ignoranci i ludzie prości mieli nieograniczoną wolność, gdyby pozostawić ich całkowicie i bezwarunkowo wolnymi, staliby się rozpustni i nieposłuszni.
W modlitwie waszej sprawiedliwości kierunek modlitwy (ar. qibla) powinny wyznaczać cztery szkoły prawa muzułmańskiego (ar. mazhab), wówczas wasza modlitwa będzie autentyczna".
Argumentowałem, że prawdę z konstytucjonalizmu można wydobyć wyraźnie, domyślnie lub na podstawie czterech szkół prawa. Jeśli chodzi o mnie, jestem tylko prostym studentem. Wziąłem na siebie obowiązek (ar. fard) ciążący na uczonych, a zatem otrzymałem karcący policzek za popełnienie takiego przestępstwa.
Gazety zniszczyły muzułmańską moralność poprzez niegodne publikacje i dwa fałszywe porównania. Owe porównania zniszczyły społeczeństwo, zaś ja publikowałem w gazetach artykuły odrzucające te porównania. Mówiłem:
"O wy, dziennikarze! Pisarze powinni odznaczać się dobrymi manierami, a ponadto powinni być przyozdobieni manierami muzułmańskimi. Ich słowa powinny być bezstronne i wypływać ze zbiorowego sumienia narodu. Polityka wydawnicza powinna być kształtowana przez uczucia religijne i szczere intencje waszego sumienia. Tymczasem poprzez dwa fałszywe porównania, to jest przez porównywanie odległych prowincji do Stambułu, a Stambułu do Europy, wprowadziliście społeczeństwo na bagno, wzbudzając osobiste urazy i pragnienia zemsty. Nie jest słusznym dawanie lekcji z zakresu filozofii naturalnej dziecku, które jeszcze nie nauczyło się alfabetu; nie jest właściwym, by mężczyzna przebierał się w teatralny strój kobiety, a europejskie sentymenty nie mogą mieć zastosowania w Stambule!
Różnice między narodami przypominają podział na terytoria i regiony, a także zależą od zróżnicowania czasów i stuleci. Szata jednego człowieka nie będzie odpowiednią do postury drugiego, a to oznacza, że nie można całkowicie zaakceptować zasad Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako podstawowej zasady w naszych poczynaniach. Błędy powstają z zastosowania teorii bez zastanowienia się nad wymaganiami teraźniejszości".
Będąc niewykształconym człowiekiem ze wsi, udzielałem rad tak sprytnym, dowcipnym i pomysłowym dziennikarzom, zatem popełniłem przestępstwo.
Wiele razy byłem świadkiem wzburzenia w licznych wielkich zgromadzeniach. Stałem się niespokojny o to, że prości ludzie zaczną
zakłócać publiczny porządek, aktywnie ingerując w sprawy polityki. Uspokoiłem ich wzburzenie słowami studenta ze wsi, który dopiero co nauczył się tureckiego.
Podsumowując, zdążyłem przed zaburzeniami (które właśnie miały wybuchnąć) wśród studentów zgromadzonych w Meczecie Bajazyda i w meczecie Aya Sofia w dzień urodzin Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także przed wybuchem rozgorączkowania w Teatrze Ferah. Byetłem w stanie do pewnego stopnia uspokoić zamieszki, w przeciwnym razie stałyby się one kolejną szalejącą burzą.
Jeśli chodzi o mnie, jestem tylko mężczyzną spośród Beduinów. Choć znam intrygi tak zwanych ludzi cywilizowanych, pospieszyłem, by wtrącić się do ich działań, zatem popełniłem przestępstwo.
Usłyszałem, że zostało założone stowarzyszenie o nazwie Związek Muhammada. Byłem głęboko zaniepokojony tym, że niektórzy będą czynić zło w swych działaniach w owym uświęconym imieniu. Później usłyszałem, że niektórzy święci mężowie (ar. ałlija) - tacy jak Suheyl Pasza i Szejk Sadik - zmienili wykorzystywanie tego świętego imienia, używając go w sposób bardziej jasny, wyłącznie dla praktykowania aktów czci i posłuszeństwa wobec wzniosłej sunny, zrywając ich połączenia z owym stowarzyszeniem politycznym. Nie mieszali się oni do spraw polityki.
Jednakże znów byłem zaniepokojony. Prawo do tego imienia ma ogół społeczeństwa, a owego prawa nie można ograniczać w żaden sposób. W ten sam sposób można pod pewnym względem uważać mnie za członka wielu stowarzyszeń religijnych, ponieważ uznaję, że wszystkie ich cele są jednym i tym samym. Można zatem powiązać mnie z owym świętym imieniem, jednak zarys mojego opisu Związku Muhammada, którego członkiem się stałem, jest następujący:
Jest to sfera świetlistego łańcucha, rozciągającego się od wschodu do zachodu i od południa do północy. Liczba jego członków przekracza dzisiaj trzysta milionów. Punktem wspólnym oraz więzami owej jedności jest jedność Boga (tałhid). Jego przysięgą i ślubowaniem jest wiara (ar. iman). Członkami owego związku są wszyscy wierni, którzy należą do niego od czasów Qalu Bala (królestwa, w którym ludzkie dusze są stwarzane po raz pierwszy), a rejestrem jego członków jest Strzeżona Tablica (ar. Al-Lałh al-Mahfuz). Wydawnictwami owego związku są wszystkie księgi muzułmańskie. Co się tyczy jego dzienników, to są nimi wszystkie gazety w ogólnodostępnym obiegu, których celem jest podtrzymywanie słowa
Bożego. Klubami i siedzibami tego stowarzyszenia są meczety, szkoły religijne (medresy) i miejsca wspominania Boga (ar. zikr). Jego kwaterą główną jest Al-Haram asz-Szarif - święte miasto Mekka. Przywódcą owego stowarzyszenia jest ten, który był dumą wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a jego metoda polega na tym, by każda jednostka dokładała starań poprzez własną duszę (ar. nafs), aby ucieleśniać moralność Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), aby ożywiać sunnę Proroka, miłować innych i udzielać rad jedynie wtedy, gdy nie przynoszą one żadnej szkody. Polityką owego związku jest sunna Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a jego konstytucją są nakazy i zakazy prawa szari'a, zaś jego bronią są rozstrzygające dowody szariatu.
Zwycięstwo nad ludźmi cywilizowanymi odnosi się dzięki perswazji, nie dzięki sile, a prawdy powinno się poszukiwać z miłością.
Co się tyczy wrogości, należy zwrócić ją przeciwko bigoterii i barbarzyństwu, a jej celem jest podtrzymywanie słowa Boga. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent przepisów szariatu dotyczy moralności i oddawania czci Bogu, życia ostatecznego i cnoty. Do polityki odnosi się zaledwie jeden procent, a tymi, którzy powinni się o to martwić, są nasi polityczni przywódcy. Naszym celem obecnie jest zachęcanie każdego do przejścia ku sercu doskonałości, sprawiając, by ów świetlisty łańcuch rozbrzmiał zwiększoną żarliwością sumienia, ponieważ jedną z najważniejszych przyczyn podtrzymywania słowa Bożego w tej epoce jest postęp materialny.
Jestem zatem członkiem takiego związku. Jestem spośród tych, którzy pracują na rzecz ustanowienia owej jedności. I przeciwnie, nie mam żadnego powiązania z grupami i stronnictwami, które są przyczyną podziału.
Podsumowując: Przysiągłem wierność i posłuszeństwo Sułtanowi Selimowi. Podpisuję się pod jego ideami muzułmańskiej jedności, bowiem ostrzegał on prowincje wschodnie, a one przyrzekły mu wierność. Dzisiaj ludzie ze wschodnich prowincji są takimi samymi ludźmi, jakimi byli wtedy.
Moimi poprzednikami w tej sprawie są: Szejk Dżamal ad-Din al-Afghani; spośród uczonych nieżyjący już Mufti Egiptu, Muhammad Abduh; spośród bezkompromisowych uczonych Ali Suavi; Hodża Tahsin; ludzie, których celem jest muzułmańska jedność, tacy jak Namik Kemal; a także Sułtan Selim, który powiedział:
Niezgoda i podział niepokoją mnie,
Nawet w zakątku mojego grobu.
Kiedy jedność jest rozwiązaniem udaremniającym atak wroga,
Wielki żal sprawia mi myśl, że naród nie może się zjednoczyć.
Są dwa główne powody, dla których starałem się osiągnąć, co następuje:
Po pierwsze: Ocalić imię Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) od tego, by było ograniczanym, a także ogłosić, iż jest ono dostępne dla wszystkich wiernych, w taki sposób, aby nie spowodować podziałów ani nie wywołać podejrzeń.
Po drugie: Zjednoczyć wiernych, by stali się tamą dla fal podziału wywołanych przez te grupy, które stały się przyczyną ostatnich nieszczęść.
Jednak niestety!, czas nie dał mi sposobności po temu. Nadeszła powódź (wydarzeń - uz. red. tur.) i porwała mnie ze sobą. Często mówiłem, że jeśli kiedykolwiek wybuchłby pożar (to jest zamieszki), spieszyłbym, by ugasić choćby jego część. Jednak strój, który nosiłem jako "nauczyciel", stanął w ogniu. Skwapliwie unieważniono moją powierzchowną sławę i odpowiedzialność, jakiej nie mógłbym unieść.
Jestem tylko prostym człowiekiem, a podjąłem się obowiązków przywodzących na myśl najważniejsze zadania, jakie powinni wykonywać parlamentarzyści, senatorowie i ministrowie, a zatem popełniłem przestępstwo.
Usłyszałem, że żołnierze wstępowali do pewnych stowarzyszeń politycznych. Przypomniało mi to o straszliwych wydarzeniach z czasów janczarów. Byłem dość zaniepokojony i napisałem w gazecie:
"Obecnie najbardziej uświęconym stowarzyszeniem jest stowarzyszenie 'żołnierzy wiary', obejmujące wszystkich, którzy wstępują do armii jako wierzący i gotowi do poświęceń żołnierze, od szeregowca do dowódcy sił zbrojnych. Zadaniami owego najświętszego stowarzyszenia są jedność, braterstwo, posłuszeństwo, miłość i podtrzymywanie słowa Boga. We wszystkich wierzących żołnierzach w pełni przejawiają się owe zadania. Żołnierze są rdzeniem.
Naród i społeczeństwo muszą być połączone z żołnierzami. Jak stowarzyszenie żołnierzy, tak i inne stowarzyszenia istnieją, aby ukazywać miłość i braterstwo pośród narodu. Co się tyczy Związku Muhammada, to jego zakres obejmuje wszystkich wiernych. Nie jest to stowarzyszenie czy grupa, a fundamentami oraz poprzednikami Związku są ghazi [27], męczennicy, uczeni i przewodnicy duchowi. Ani jeden wierzący czy
gotów do poświęceń żołnierz - czy to oficer, czy szeregowiec - nie jest wykluczony z owego związku, aby ci żołnierze zawsze czuli potrzebę zostania jego członkami. Jeśli istnieją inne stowarzyszenia dobrych ludzi, które nazywają się Związkiem Muhammada, nic mi do tego".
Jestem jedynie prostym studentem, a przywłaszczyłem sobie obowiązki tak wspaniałych uczonych, zatem popełniłem przestępstwo.
Tylko z daleka i tylko przez kilka minut przyglądałem się strasznym wydarzeniom 31. marca. Słyszałem liczne żądania wysuwane jako slogany. Jak kolor biały ukazuje się, kiedy szybko wiruje siedem barw, tak tym, co po tysiąckroć zmniejszyło zepsucie w owych różnorodnych żądaniach, co wybawiło społeczeństwo od anarchii i wsparło politykę społeczną, która już miała upaść w ręce jednostek, było używanie etykietki szariatu jako czegoś, co miało być jedynie widoczne (co już się skończyło). Uświadomiłem sobie, że owa sprawa jest straszliwa, posłuszeństwo nie jest łatwym, a przewodnictwo jest nieskuteczne. W przeciwnym razie, jak w każdym czasie, pobiegłbym w podskokach, aby gasić pożar. Jednak prości ludzie byli wielce liczni, zaś moi rodacy byli nieświadomi i naiwni, a ja ujrzałem, że dźwigam swą powierzchowną sławę. Oddaliłem się (od tych spraw - uz. red. pol.) po trzech minutach.
Udałem się do Bakirkoy [28], aby ci, którzy mnie znali, nie zaangażowali się (w owe wydarzenia - uz. red. pol.). Wszystkim, na których się natknąłem, doradzałem, aby unikali zaangażowania się. Gdybym był choćby w drobnym stopniu zaangażowany, to mój strój jest oryginalny, a moja powierzchowna sława już wcześniej przyciągnęła uwagę innych. Rola, jaką mógłbym odegrać, zostałaby uznana za znaczącą - oznajmiłbym, jakie jest moje stanowisko, odpowiedziałbym siłom wojskowym i umarłbym jako odważny człowiek. Wówczas wszyscy mogliby wyraźnie zobaczyć moje zaangażowanie i nie pozostałaby żadna potrzeba przeprowadzenia dochodzenia.
Drugiego dnia zapytałem o dyscyplinę w armii, która jest centralnym punktem naszego życia.
-Oficerowie utrzymują porządek, nosząc mundury szeregowców - powiedziano mi. - Dyscyplina nie została poważnie zagrożona.
-Jak wielu oficerów strzelało? - pytałem dalej. Wprowadzono mnie w błąd, mówiąc:
-Jedynie czterej, a byli to ci, którzy są despotyczni. Ponadto postępuje się w odpowiedni sposób, zgodnie z granicami szariatu (ar. hudud).
Ponadto czytałem gazety i widziałem, że przedstawiają one przewrót jako mający uzasadnienie prawne, zatem pod pewnym względem byłem zadowolony, ponieważ moim najświętszym zadaniem było egzekwowanie i stosowanie zasad szariatu. Byłem jednak głęboko zasmucony tym, że została zagrożona dyscyplina wojskowa. Zatem zwróciłem się do żołnierzy poprzez gazety w ogólnodostępnym obiegu, publikując artykuł (w którym napisałem - uz. red. pol.):
"O, żołnierze! Jeśli wasi zwierzchnicy wyrządzili niesprawiedliwość własnym duszom przez tylko jeden grzech, to poprzez wasze nieposłuszeństwo i przewrót wyrządzacie niesprawiedliwość trzydziestu milionom Osmanów i trzystu milionom muzułmanów, ponieważ godność islamu i Osmanów, a także szczęście oraz utrzymywanie jedności narodowej w pewien sposób żyją dzięki waszej dyscyplinie. Co więcej, żądacie prawa szariatu, jednak sami postępujecie sprzecznie z tym prawem poprzez wasze nieposłuszeństwo".
Zaakceptowałem ich działania i chwaliłem ich męstwo, ponieważ gazety, owi fałszywi tłumacze opinii społeczeństwa, przedstawiały ich działania jako zgodne z prawem. Chwaląc ich, mogłem do pewnego stopnia wpłynąć na nich poprzez moje słowa. Byłem w stanie do pewnego stopnia stłumić przewrót, w przeciwnym razie nie byłoby to takie łatwe.
Nie jestem człowiekiem, który schronił się w bezpiecznym miejscu, nie powiedziałem: "Cóż mnie to obchodzi? Niech ludzie inteligentni pomyślą o tych sprawach", zatem popełniłem przestępstwo...
Wraz z uczonymi poszedłem odwiedzić żołnierzy w Ministerstwie Obrony. Dzięki skutecznemu przemówieniu byłem w stanie przywrócić do posłuszeństwa osiem batalionów. Efekt mego przewodnictwa dał się zauważyć później. Oto kopia tego przemówienia:
"O, żołnierze, którzy wierzycie w jedność Boga Jedynego! Honor, godność, szczęśliwość i sztandar jedności trzydziestu milionów Osmanów i trzystu milionów ludzi islamu w pewien sposób opierają się na waszych dyscyplinie i posłuszeństwu. Podczas gdy wasi zwierzchnicy są niesprawiedliwi wobec własnych dusz poprzez jeden grzech, wy postępujecie niesprawiedliwie wobec trzystu milionów wyznawców islamu, ponieważ poprzez wasz bunt wystawiacie na niebezpieczeństwo braterstwo islamu.
Powinniście wiedzieć, że wojsko jest podobne najlepiej uporządkowanej fabryce. Jeśli zbuntuje się jeden tryb w owej fabryce, cała
fabryka zostanie zniszczona. Żołnierze nie powinni mieszać się do polityki, a świadectwem tego jest historia janczarów. Wzywacie do zaprowadzenia szariatu, jednak sami kalacie go i postępujecie sprzecznie z prawem szariatu. Szariat, Koran, hadisy, mądrość i doświadczenie ustanawiają, że obowiązkiem jest posłuszeństwo wobec stałego w religii, miłującego prawdę przywódcy (ar. ul'ul amr).
Wasi przywódcy są waszymi nauczycielami i zwierzchnikami. Jak umiejętny inżynier lub lekarz-specjalista mogą być pod pewnym względem grzesznikami, a nie przyniesie to żadnej szkody ich orzeczeniom w dziedzinie medycyny czy inżynierii, tak samo wy nie bądźcie niesprawiedliwi wobec Osmanów i ludzi islamu, kompromitując waszą dyscyplinę z powodu pomniejszych bezprawnych działań waszych zwierzchników, którzy są wykształceni, którzy są patriotami i muzułmanami, którzy posiadają oświecone umysły i są doświadczeni w sztuce wojennej! Nieposłuszeństwo nie jest równe jednej niesprawiedliwości, lecz jest pogwałceniem praw populacji liczącej miliony ludzi. Jesteście dobrze świadomi tego, że sztandar Bożej jedności spoczywa w garści waszego męstwa, a jej siła bierze się z porządku i dyscypliny.
Tysiąc karnych i posłusznych żołnierzy jest równy stu tysiącom niedbałych i niechlujnych. Oto, czego potrzebujemy teraz, kiedy dzięki swej dyscyplinie, bez jakiegokolwiek rozlewu krwi, pomyślnie osiągnęliście takie cele rewolucji, jakich trzydziestomilionowe społeczeństwo nie mogłoby osiągnąć kosztem wielkiego rozlewu krwi przez sto lat!
Powiem również, że utrata zwierzchnika, który jest patriotą i posiada oświecony umysł, oznaczałaby utratę waszej duchowej siły, ponieważ tym, co zwycięża w dzisiejszych czasach, jest męstwo biorące początek z wiary, intelekt i nauka. Niekiedy jeden oświecony umysł odpowiada setce prostych ludzi.
Poprzez takie męstwo cudzoziemcy starają się was zwyciężyć. Naturalna odwaga sama w sobie nie wystarczy.
Podsumowując, oznajmiam wam porządek oficjalnie zaprowadzony przez tego, który był dumą wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Posłuszeństwo jest obowiązkiem (ar. fard), przeto nie buntujcie się przeciwko waszym zwierzchnikom. Niech żyją żołnierze! Niech żyje konstytucja zgodna z nakazami religii!"
Przez podjęcie się tak znaczących obowiązków w zastępstwie uczonych, popełniłem przestępstwo.
Byłem świadom nieszczęsnego stanu plemion we wschodnich prowincjach. Pojąłem, że nasza doczesna szczęśliwość w pewien sposób zostanie osiągnięta poprzez nowe nauki tej cywilizacji. Uczeni (ar. 'ulama) muszą być nową drogą dla owych nauk, a medresy - jednym z ich źródeł, aby uczeni religijni mogli zaznajomić się z owymi naukami, jako że to uczeni są tymi, którzy mogą ująć w dłonie wodze woli na poły cywilizowanych obywateli.
Nawołując do tego, przybyłem do stolicy. W owym czasie, pod rządami despotyzmu, który miał przynieść pokój (a obecnie, choć rozdzielony, staje się on jeszcze silniejszy), a który przypisano nieżyjącemu już zdetronizowanemu sułtanowi, odrzuciłem wynagrodzenie i królewskie podarki, jakie sułtan ofiarowywał mi poprzez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.
Byłem w błędzie, jednak ten mój błąd stał się błogosławieństwem, wyróżniając tych, którzy poszukiwali doczesnego majątku, wiedzą religijną [29]. Wyrzekłem się mego umysłu, lecz nie mojej wolności.
Poświęcając osobiste korzyści, nie skłoniłem się przed owym litościwym sułtanem. Komary (tj. pomniejsi tyrani - uz. red. tur.) dzisiejszego dnia mogą znaleźć we mnie sojusznika nie poprzez siłę, lecz poprzez miłość.
Przez półtora roku działałem tutaj na rzecz promowania edukacji w moich rodzinnych stronach; wie o tym większość mieszkańców Stambułu. Co do mnie, to jestem synem tragarza, a choć położono przede mną tak wiele świata, w tak wielkim ubóstwie nie mogłem wyprzeć się tego, że jestem synem tragarza. Jako że nie byłem w stanie przywiązać się do tego świata, pozostawiając za sobą moje ulubione miejsca, wysokie góry wschodnich prowincji, podjąłem taką inicjatywę dla ludzi tego narodu, a zostałem siłą wysłany do zakładu psychiatrycznego, zaś w okresie Parlamentu Konstytucyjnego uwięziony.
Popełniłem zatem tak wielkie przestępstwo, że oto teraz stoję przed wami podczas tego przerażającego procesu!
Połowa (dwunastego) przestępstwa: Myśląc o zachowaniu Kalifatu, który jest centralnym puntem spajającym sfery islamu; mniemając, że po uświadomieniu sobie swych wad nieżyjący już sułtan, szanowny Abdulhamid Drugi, poczuje skruchę i będzie gotów na przyjęcie rady; myśląc, że "najbardziej rozsądną drogą jest pojednanie", postrzegałem konflikt - który miał stać się początkiem oraz sadzonką uraz i wrogości - w znacznie bardziej pozytywnym świetle. Zwróciłem się zatem do zmarłego już sułtana poprzez artykuł w gazecie, w którym napisałem:
"Zamień ciemny Pałac Gwiazd (tur. Yildiz Sarayi) w uniwersytet, aby stał się wzniosłym niczym Plejady! Zamiast podróżnych i groźnych ludzi osadź w nim ludzi prawdy i aniołów miłosierdzia, aby stał się podobny Rajowi! Zwróć narodowi majątek, jaki podarował ci na budowę pałacu, poprzez ulżenie mu w chorobie ignorancji. Zainwestuj w wielkie uniwersytety religijne. Polegaj na miłości i szczodrości ludzi tego narodu, ponieważ naród jest gwarantem twojej władzy królewskiej. Po tak długim życiu należy myśleć wyłącznie o życiu ostatecznym. Wyrzeknij się tego świata zanim ten świat wyrzeknie się ciebie! Wydaj jałmużnę (ar. zakat) twojego życia doczesnego na drodze twego przyszłego życia.
Teraz porównajmy: Czy Pałac Gwiazd powinien być miejscem rozrywki czy uniwersytetem? Czy powinien służyć turystom czy kształceniu uczonych? Czy powinien być skradziony czy przekazany w podarunku? Co jest lepsze? Niech osądzi, kto jest sprawiedliwy".
Jestem żebrakiem, a udzielałem rad wspaniałemu sułtanowi, zatem w ten sposób popełniłem połowę przestępstwa.
Nie nadszedł jeszcze czas, aby mówić o drugiej połowie owego przestępstwa .
(...)
Biada! Cóż za hańba! Ludzie tego narodu tęsknili, będąc spragnieni szczęścia, które tkwi w systemie konstytucyjnym połączonym z nowoczesnym systemem edukacji zgodnej z islamem jako fundamentem naszego życia społecznego. Niestety, żądania narodu zostały udaremnione przez tych, którzy w swych poglądach byli ekstremistami i dodali złą wolę do idei konstytucji, a także przez bezbożne i niedbałe postępowanie tych, których umysły powinny być oświecone.
Ci, którzy są odpowiedzialni za owe utrudnienia, powinni je usunąć. O to apeluję w imieniu całego narodu, o paszowie i oficerowie!
Swiadków owych jedenastu i pół przestępstwa są tysiące; niektóre z nich zaprawdę może potwierdzić połowa Stambułu. Choć przyjmuję karę za owe jedenaście i pół przestępstwa, domagam się odpowiedzi na
moje jedenaście i pół pytania. W zamian za ten błąd należy mi się również zasługa. Powiem tak:
W tym miejscu otwarcie występuję przeciw tej gałęzi despotyzmu, który zdemoralizował wszystkich ludzi, pozbawiając ich jakiegokolwiek dobra duszy, a wywołał uczucie wrogości i spowodował stronniczość oraz podziały poprzez ustanawianie rasistowskich stowarzyszeń. Ich hasłem był konstytucjonalizm, lecz służyły one tyranii i splamiły nazwę Partii Jedności i Postępu.
Każdy ma swego rodzaju opinie, zatem tym, czego potrzebujemy, są powszechny pokój, amnestia i zniesienie wszelkich przywilejów, aby - korzystając z przywilejów - nie spoglądać na innego człowieka jak na robaka i nie siać niezgody.
Mówię bez przechwałek: Jesteśmy prawdziwymi muzułmanami. Możemy zostać oszukani, lecz nigdy nikogo nie oszukamy. Nigdy nie zniżymy się do kłamstwa dla życia tego świata, ponieważ pojmujemy, że,
"najlepszym podstępem jest wyrzeczenie się podstępów".
Ponieważ jednak przysięgałem wierność zgodnemu z prawem i prawdziwemu systemowi konstytucyjnemu, zatem wymierzę policzek każdej formie tyranii, wszędzie, gdzie ją napotkam, nawet jeśli przywdzieje ona szatę konstytucji czy nazwie się konstytucjonalizmem. Myślę, że wrogami konstytucji są ci, którzy ukazując ją jako okrutną, odrażającą i sprzeczną z szariatem, sprawiają, że wzrasta liczba ludzi, którzy sprzeciwiają się zasadzie wzajemnej narady. "Prawdy nie można zmienić przez używanie różnych określeń".
Jako że największym błędem człowieka jest mniemanie, że nie popełnia żadnych błędów, wyznaję, że moim błędem było pragnienie, by ludzie szli za moją radą, zanim zwróciłem uwagę na radę ludzi. Starając się zapewnić przewodnictwo ludziom, zanim stałem się przewodnikiem dla własnej duszy, uczyniłem wezwanie do posłuszeństwa rozkazom Boga (ar. amri bi-l maruf) nieskutecznym, a tym samym poniżyłem je. Co więcej, poprzez doświadczenie ustalono, że kara jest konsekwencją błędu. Niekiedy błąd ukazuje się tak, jakby był powiązany z wykroczeniem, którego nie popełniono, a choć człowiek, który popełnił ów błąd, jest niewinny, otrzymuje wyrok skazujący. Bóg obdarowuje go tym nieszczęściem, doprowadza do jego uwięzienia i zapewnia sprawiedliwość, podczas gdy sąd popełnia niesprawiedliwość, niesłusznie go oskarżając.
O, przywódco polityczny! Miałem swój honor i dobre imię, z którymi służyłem narodowi islamu, a ty je roztrzaskałeś. Miałem powierzchowną sławę, która ukształtowała sama siebie i nie sprawiała mi zadowolenia, a poprzez którą moja rada mogła wywrzeć wpływ na masy - ku mojemu zadowoleniu, zniszczyłeś ją. Teraz mam tylko mało ważne życie, którym jestem zmęczony. Niech będę przeklęty, jeśli lękam się szubienicy! Niech będę znany jako tchórz, jeśli nie pójdę na śmierć ze śmiechem!
Moje pozorne skazanie zakończy się potępieniem waszych sumień, zaś dla mnie będzie sławą, a nie wzgardą. Jednakże wyrządziliście szkodę ludziom, ponieważ zniszczyliście efekty mojej rady. Ponadto przynosicie szkodę również samym sobie, ponieważ moja sprawa będzie rozstrzygającym dowodem w rękach waszych przeciwników. Poddaliście mnie próbie; zastanawiam się, jak wielu ludzi, których uważacie za uczciwych, zachowałoby swą uczciwość podczas takiej próby.
Jeśli konstytucjonalizm polega na tyranii pewnej grupy i jest sprzeczny z prawem szari'a,
wówczas biorę cały świat, wszystkich ludzi i wszystkie dżinny na świadków tego, że jestem reakcjonistą!
Jedność oparta na fałszu jest kłamstwem, a budowanie pojęcia konstytucjonalizmu w oparciu o zepsucie jest zepsuciem. Prawdziwe znaczenie konstytucjonalizmu na wieki będzie oparte na sprawiedliwości, prawdzie i braku przywilejów.
(...)
W normalnych warunkach straszliwa burza z piorunami, zapisana w historii jako wydarzenia 31. marca, przygotowałaby teren dla potencjalnej tyranii tak wielkiej, że jej skutkami byłyby zguba i zagłada. Słowa wypowiedziane przed Bogiem przez protestujących były wypowiadane w imieniu szariatu, który nieprzerwanie ukazuje swój cud. Lekko przechodząc przez ową burzę, przeklął przed Bogiem gazety wydawane po połowie kwietnia. Prawda natychmiast stanie się widoczna, gdy zbadamy siedem kwestii i siedem stanów, które doprowadziły do owych wydarzeń, a są one następujące:
1. Dziewięćdziesiąt procent ludzi było przeciwnych Partii Jedności i Postępu, zaś cały ruch był powstaniem przeciwko jej prześladowaniu i tyranii.
2. Chodziło o dokonanie zmian wśród parlamentarzystów, którzy znajdowali się w samym centrum sporów stronnictw.
3. Chodziło o ocalenie skrzywdzonego sułtana przed nieuniknionym obaleniem go.
4. Chodziło o stłumienie sprzecznych idei, zrodzonych z namiętności, pobożności i moralności wojska.
5. Chodziło o znalezienie podżegaczy i morderców Hasana Fehmi-beja.
6. Chodziło o ochronę żołnierzy i oficerów, którzy zostali usunięci z wojska, przed niesprawiedliwym traktowaniem.
7. Chodziło o zakazanie rozwiązłości oraz ograniczenie jej zakresu moralnością prawa szariatu, o wprowadzenie zasady "oko za oko" (ar. qisas) oraz zasady ucinania ręki (za kradzież - uz. red. pol.), które dla społeczeństwa są politycznym aspektem prawa szari'a.
Niemniej jednak powierzchnia okazała się bagnem, pułapkę zastawiono, a plan był już w toku. Poświęcono uświęconą dyscyplinę wojska. Podstawowym powodem były stronnicze i złośliwe spory frakcji, a także przesada, kłamstwa i całkowity nieład, używane przez gazety zamiast elokwencji. Jak kolor biały widoczny jest tylko wtedy, kiedy wiruje siedem barw, tak w owych siedmiu żądaniach ukazało się białe światło szariatu, stawiając tamę siłom zepsucia.(...)
Z całych swoich sił mówię, że nasz postęp jest możliwy jedynie poprzez postęp naszego narodu, którym jest islam, a także poprzez ukazanie prawd szariatu. W przeciwnym razie ujrzymy prawdę przysłowia mówiącego o kimś, kto przestał chodzić wedle swego sposobu, a nie był w stanie nauczyć się chodzić inaczej [30]. Zaiste, powinniśmy być zespoleni przez honor i chwałę narodu islamu, nagrodę życia ostatecznego, patriotyzm i zapał muzułmański, umiłowanie kraju i umiłowanie religii. O, paszowie i urzędnicy!, domagam się od was, byście wymierzyli mi karę za moje przestępstwa i byście w tym miejscu udzielili odpowiedzi na moje pytania . Jako że islam jest najwspanialszym człowieczeństwem, a szariat najbardziej cnotliwą cywilizacją, zatem przeznaczeniem świata islamu jest, by stał się on owym idealnym miastem, jakie wyobrażał sobie Platon.
Pytanie pierwsze: Jaka jest kara dla łatwowiernego, który z winy kłamstw gazet uważał ów przewrót za usankcjonowany prawnie i szedł za ogólnym prądem oraz powszechnie przyjętym zwyczajem?
Pytanie drugie: Jeśli człowiek przybrał kształt węża, gubernator [31] przywdział szatę złodzieja, a konstytucja przybrała formę tyranii, jaka
będzie kara dla tych, którzy ją atakują? Być może oni naprawdę są wężami, złodziejami lub tyranami?
Pytanie trzecie: Czy tyrania może być ograniczona wyłącznie do (rządów - uz. red. pol.) jednej osoby? Czyż wielu ludzi nie może być tyranami? Wierzę w to, że źródłem siły powinno być prawo, w przeciwnym razie otrzymamy tyranię, a wtedy w krótkim czasie zaczną prosperować komitety rewolucyjne.
Pytanie czwarte: Czy większą szkodę przynosi skazanie jednego niewinnego, czy wybaczenie dziesięciu kryminalistom?
Pytanie piąte: Czyż nie jest tak, że fizyczne prześladowania ludzi handlu i myślicieli, prócz tego, że są nieskuteczne, prowadzą do zwiększenia waśni i niezgody?
Pytanie szóste: Jak można osiągnąć jedność narodu, która jest podstawą naszego życia społecznego, jeśli nie przez zniesienie przywilejów?
Pytanie siódme: Choć naruszanie zasady równości i ograniczanie jej stosowania do jedynie niektórych grup może wydawać się sprawiedliwym, czyż pod pewnym względem nie można uznać takiego postępowania za prześladowanie i złośliwość? Co więcej, ustalono niewinność osiemdziesięciu procent więźniów w owym więzieniu, którym wypłacono odszkodowanie i zwolniono ich. Wobec takiej sytuacji, czyż myśl o zemście w oczach ogółu społeczeństwa nie stanowiłaby wrogości? Nie mam Sądowi Wojennemu nic do powiedzenia (w tej sprawie - uz. red. pol.); niech martwią się o to jego informatorzy.
Pytanie ósme: Jeśli pewna grupa postrzegała samą siebie jako uprzywilejowaną i siłą, stale drażniąc wrażliwość wszystkich ludzi, sprawiła, że każdy zdawał się być przeciwny konstytucji; jeśli w końcu wszyscy zareagowali na działania owej upartej tyranii zgodnie z tym, co ci ludzie sami nazywają konstytucjonalizmem - to kogo powinno się za to obwiniać?
Pytanie dziewiąte: Jeśli ogrodnik otwiera bramę ogrodu i zaprasza wszystkich, aby weszli do środka, to któż będzie winien, jeśli ogród zostanie zniszczony?
Pytanie dziesiąte: Jeśli ludzie są wzywani przed sąd po tym, jak przyznano im wolność myśli i wolność słowa, czyż nie jest to równoznaczne z planem wyrządzenia krzywdy temu bezradnemu narodowi? Jeśli tak by się nie stało [32], to czyż nie można wyobrazić sobie tego, że do przeprowadzenia tego planu zostałby wykorzystany inny pretekst?
Pytanie jedenaste: Wszyscy przysięgają na konstytucyjny model rządów, co jednak, jeśli ktoś sprzeciwia się tym, którzy sprzeciwiają się znaczeniu konstytucji, lub zachowuje milczenie? Czyż nie byłaby wymagana od niego pewna forma pokuty? Czyż nie uczyniłoby to kłamców z ludzi tego narodu? Czyż nie sprawiłoby to, że niewinne społeczeństwo zaczęłoby być postrzegane jako kłamliwe, dotknięte demencją i lekkomyślne?
Podsumowując: Obecnie panuje krańcowa forma tyranii i prześladowań. Jest tak, jakby odrodziły się despotyzm i szpiegostwo; jakby nie chodziło o odzyskanie wolności od Sułtana Abdulhamida, lecz raczej o zwielokrotnienie i spotęgowanie tego, co było pomniejszą i drobną formą tyranii.
Połowa (dwunastego) pytania: Gdyby miał wystąpić ktoś, kto powie o człowieku mającym ciało tak delikatne i słabe, iż nie mógł znieść ukąszeń komarów i pszczół, a lękałby się ich tak, że ledwie mógłby je odganiać: "Jego zamiarem nie jest pozbycie się komarów, ale zbudzenie czujności wielkiego lwa i sprawienie, że ów lew nie da mu spokoju"... Zastanawiam się, jakiegoż głupca mógłby wystrychnąć na dudka tymi słowami!
Co do drugiej połowy pytania, nie zezwolono mi, abym ją ujawnił!
O, paszowie i oficerowie! Z całych swych sił mówię, że na wieki trwam przy ogólnych prawdach, jakie opublikowałem we wszystkich moich artykułach.
Przypuśćmy, że historia wezwie mnie przed sąd szariatu, przed sąd epoki szczęśliwości (naszego Proroka, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie - uz. red. tur.). Przedstawiłbym im dokładnie te same prawdy, jakie opublikowałem; co najwyżej odziałbym je w szatę typową dla tamtych czasów. Przypuśćmy, że zostanę wezwany przed krytyczny sąd umysłów następnych trzystu lat, poczynając od teraz. Łatając pęknięcia w ich rozległości i rozwoju, przedstawiłbym ponownie te same prawdy, jedynie w nowy sposób. Oznacza to, że rzeczywistość się nie zmienia; rzeczywistość jest prawdą.
Prawda zawsze zwycięża; prawda nie może zostać pokonana.
Naród się zbudził. Jeśli naród jest wprowadzany w błąd przez podburzające i umiejętnie sfabrykowane stwierdzenia, nie przetrwa. Życie złudzenia, które przyjmuje się jako prawdę, trwa krótko.
Płomień myśli ogółu rozproszy krotochwilne i bałamutne idee, i ujawni prawdę, in sza'a-llah. W waszym będącym torturą więzieniu czas
i miejsce były straszliwe i okrutne, więźniowie barbarzyńscy, dziennikarze byli szkodnikami, myśli były rozproszone, serca udręczone, sumienia zasmucone i zrozpaczone, urzędnicy od początku czerpali przyjemność z nieszczęść innych, a strażnicy byli agitatorami. Jednakże jako że mam czyste sumienie, taki stan rzeczy był dla mnie rozrywką, a różnorodne nieszczęścia zacząłem odczuwać tak, jakbym słuchał muzyki. Co więcej, w tym więzieniu ukończyłem lekcję, jaką w zeszłym roku otrzymałem w zakładzie psychiatrycznym. Podczas długiego nieszczęścia otrzymałem długą lekcję.
Dzięki smutkom człowieka niewinnego i prześladowanego, które są przyjemnościami tego świata, pojąłem lekcję mówiącą o okazywaniu współczucia słabym, a żywieniu krańcowej wrogości wobec okrucieństwa.
Mam silną nadzieję, że płacz wzbijający się z głębokich smutków tak wielu niewinnych serc, ich biadania i lamenty wzniosą się, by ukształtować chmurę miłosierdzia. Wraz z ustanowieniem nowych państw muzułmańskich w świecie islamu owe chmury wypełnione miłosierdziem już zaczęły się kształtować. Jeśli ta cywilizacja ma kłaść podwaliny pod tak niegodne przestępstwa i oszczerstwa, które prowadzą do buntu, pod bezwzględne myśli o zemście, pod diabelskie podszepty stwierdzeń podżegaczy i pod niedbałą postawę w religii, wówczas biorę wszystkich na świadków tego, że ponad pałace szczęśliwości tej tak zwanej cywilizacji, w których ropieje wrogość, przedkładam namioty nieujarzmionych koczowników z wysokich gór wschodnich prowincji, w których leżą pola absolutnej wolności. Wolność myśli, wolność słowa, życzliwość i spokój serca, których nie widzę w tej nikczemnej cywilizacji, w doskonały sposób panują w górach wschodnich prowincji.
Wedle mojej wiedzy, ludzie pióra powinni być uprzejmi, a jednak widzę, jak niektóre pozbawione dobrych manier gazety szerzą wrogość. Jeśli taki jest poziom ich dobrych manier, jeśli opinia publiczna ma być czymś tak zawiłym, zaświadczam, że wyrzekam się takiej literatury i nie jestem z nią w żaden sposób związany. Powrócę na szczyty gór opodal mego rodzinnego miasta, na górę Basit, aby studiować gwiazdy i ich inskrypcje w niebiosach zamiast gazet.
Przestrzeń naszego blasku jest wolna od skazy długu wdzięczności;
Wyrzeczenie się wzniosłych i niskich rang jest dla nas wiecznym błogosławieństwem;
Oddaliłyśmy się od pijaństwa ambicji i palących pragnień
Do tego stopnia, że odrzuciłyśmy zjednoczenie z tymi, których miłujemy.
Napomnienie: Moje wyrzeczenie się tak zwanej cywilizacji sprawi, że zaczniecie się zastanawiać. Zaiste, wolę pozostać Beduinem niż trzymać się cywilizacji przemieszanej z tyranią, rozpustą i upodleniem.
Ta cywilizacja prowadzi ludzi do nieszczęsnego i rozwiązłego stanu, jednakże jako że prawdziwą cywilizacją jest służenie postępowi i doskonałości rodzaju ludzkiego oraz urzeczywistnianie tych cech ludzkiej natury, które pozostają w sferze możliwości, zatem patrząc z tej perspektywy, pragnienie cywilizacji jest pragnieniem człowieczeństwa.
Ponadto powód mojego entuzjazmu dla konstytucji oraz pragnienia jej jako ideału jest następujący:
Najważniejszą bramą wiodącą do przyszłego postępu świata islamu i Azji jest wolność w ramach konstytucjonalizmu i domeny szariatu, zaś klucz do szczęścia i wniebowstąpienia islamu znajduje się w naradzie (ar. szura) w granicach konstytucjonalizmu.
Zaiste, do tej pory trzysta siedemdziesiąt milionów muzułmanów było miażdżonych przez tyranię cudzoziemskich sił. Dzisiaj, kiedy suwerenność islamu panuje nad światem, a szczególnie nad Azją, każdy muzułmanin z osobna oraz wszyscy razem powinni mieć prawdziwy udział w owej suwerenności, a wolność jest jedynym rozwiązaniem, jakie może wybawić z niewoli trzysta siedemdziesiąt milionów muzułmanów. Nawet jeśli przypuszczamy, że dla ustanowienia tej wolności wielką stratę poniesie społeczność dwudziestu milionów ludzi, niechaj zostaną oni poświęceni dla tej sprawy. Oddamy dwadzieścia milionów, aby w zamian otrzymać trzysta.
Biada! Cóż za wstyd! Narodyirasywobrębie naszego świata są przemieszane jak powietrze, nie zaś jak woda. In sza'a-llah, w rezultacie połączenia energii prawdy islamu i mocy, jaka jest wynikiem oświecenia poprzez poznanie islamu, zostanie ustanowiona zrównoważona sprawiedliwość.
Niech żyje legalny konstytucjonalizm!
Niech będzie błogosławiona oświecona wolność, całkowicie ukształtowana i rozwinięta w oparciu o podstawy prawd szariatu!
Bediuzzaman nie pozostał długo w Stambule, wyjechał do Van. Kiedy podróżował przez Batumi, zatrzymał się w Tyflisie (Tbilisi) i wspiął się na górujące nad miastem wzgórze znane jako Wzgórze Szejka San'ana. Kiedy spoglądał na roztaczający się dokoła widok, podszedł do niego rosyjski policjant i wywiązała się między nimi następująca rozmowa:
-Na co spoglądasz z taką uwagą? - zapytał policjant.
-Układam plany mojej medresy - odparł Bediuzzaman.
-Skąd jesteś?
-Z Bitlis.
-Tutaj jest Tyflis!
-Bitlis i Tyflis są braćmi.
-Co masz na myśli?
-W Azji i w świecie islamu zaczęły ukazywać się trzy światła, jedno po drugim - powiedział Bediuzzaman. Kiedy rozmawiam z tobą, słabną trzy poziomy ciemności, umieszczone jeden nad drugim. Pewnego dnia ta zasłona despotyzmu zostanie podarta i zniknie, a ja powrócę, aby zbudować tutaj moją medresę.
-Cóż to za pech dla ciebie! Jestem zdumiony tym, jak wiele masz nadziei.
-Ja zaś jestem zdumiony twoim rozumowaniem! Czyż byłoby możliwe, by ta zima trwała bez końca? Po każdej zimie następuje wiosna, a po każdej nocy przychodzi dzień.
-Przecież świat islamu został rozerwany na części!
-Poszli na studia - powiedział Bediuzzaman. - Oto Indie, jeden ze zdolnych synów islamu, który studiuje na brytyjskim uniwersytecie. Oto Egipt, mądry syn islamu, który pobiera lekcje od brytyjskiej administracji. Oto ziemie Kaukazu i Turkiestan, dwaj dzielni synowie islamu, którzy ćwiczą się w rosyjskiej szkole wojskowej. I tak dalej... Czyż nie widzisz, że kiedy owe szlachetne dzieci otrzymają dyplomy, każde z nich stanie na czele kontynentu i wzniesie sztandar ich potężnego i sprawiedliwego ojca, islamu, ponad horyzontami doskonałości? W ten sposób, poprzez przezwyciężenie wszelkich przeciwności, jakie przygotował dla nich los, oznajmią przed Bożym zarządzeniem (ar. qadr) tajemnicę przedwiecznej mądrości zawartej w ludzkości.
Po przybyciu do Van Nauczyciel odwiedzał poszczególne plemiona, dostarczając im przewodnictwa w kwestiach społeczeństwa, cywilizacji, wiedzy i życia. Później opublikował księgę na ten temat zatytułowaną Debaty (tur. Munazarat), spisaną w stylu pytań i odpowiedzi.
Rozmowy, jakie Bediuzzaman prowadził z politykami z jednej strony, a zwykłymi ludźmi z drugiej, są zaiste intrygujące. Jednakże we wszystkich owych rozmowach było jasne, iż jedynym celem tego człowieka jest rozpowszechnianie światła islamu i prawd Koranu po całym świecie. Żył tak, aby wypełnić swój obowiązek głosiciela Koranu.
Pytanie: Cokolwiek się stanie, nie chcemy, by jakakolwiek szkoda spotkała religię?
Odpowiedź: Islam jest jak słońce, którego nie można zgasić, dmuchając na nie. Jest jak jasny dzień, którego nie można zamienić w noc, zamykając oczy. Ci, którzy zamykają oczy, czynią dzień nocą jedynie dla samych siebie.
Ponadto czy lepiej powierzyć i pozostawić ochronę religii pokonanemu i nieszczęsnemu naczelnikowi wraz z nadskakującymi mu urzędnikami i bezmyślnymi oficerami policji, czy też lepiej, kiedy religia jest chroniona przez świetlisty filar, który powstaje z połączenia blasków Bożych świateł i świetlistych iskier dążeń zgodnych z islamem (dzięki czemu owe światła oraz iskry stają się źródłem muzułmańskich emocji, przewodzących społeczeństwu, a także litości wiary w ludzkich sercach), kiedy jest strzeżona przez taki diamentowy miecz? Sami zadecydujcie.
Tak, ów świetlisty filar zaiste podejmie się obowiązku ochrony religii, przyjmując go na głowę swego męstwa, na oko swej rozwagi i na barki swych wysiłków. Możecie już zobaczyć przebłyski spośród jego różnorodnych świateł, które ostatecznie połączą się i będą działać w harmonii. Nauka filozofii ustaliła, że emocje religijne, a szczególnie słowa zgodnej z naturą i prawdziwej religii, wywierają większy wpływ, jej osądy są bardziej wzniosłe, a działania bardziej znaczące.
Zaiste, nawet jeśli komar przestanie jazgotać, a pszczoła brzęczeć, nie pozwólcie, by wasz entuzjazm zaniknął i nigdy się nie zniechęcajcie. Muzyka Boga, która sprawia, że w jej takt kołysze się cały wszechświat i wprawia w drżenie tajemnice prawdy, nigdy nie cichnie, lecz jej głośny dźwięk słychać nieprzerwanie.
Przedwieczny Sułtan, Który jest Sułtanem Sułtanów, wypełnił cały wszechświat tą muzyką zwaną Koranem. Jej dźwięk wypełnia całe niebiosa i uderza w muszle będące mieszkaniami dla pereł intelektu - w serca i usta uczonych, szejków i kaznodziejów. Jej rozmaite dźwięki rezonują, powodując, że świat coraz głośniej rozbrzmiewa. Piętno i pieczęć owych wibracji tworzą księgi islamu, które stają się niczym strunowy instrument muzyczny, a każdy akord oznajmia zapis w jego niepowtarzalnym języku. Czyż zatem może być tak, by ci, którzy nie są w stanie usłyszeć uszami swoich serc owego niebiańskiego i duchowego dźwięku lub nie zważają na niego, mieli kiedykolwiek usłyszeć wibracje i brzęczenie przywódcy lub rządowego urzędnika, które przeciwnie, nie są głośniejsze niż bzyczenie komara?
(...)
Pytanie: Wolność zinterpretowano jako krańcowo szkodliwą. Zaprawdę, powiedziano nam, że wolność pozwala ludziom na popełnianie wszelkiej rozpusty i podłości, a nikt na to nie zareaguje, o ile innym nie stanie się żadna krzywda. Czy tak jest?
Odpowiedź: Ci, którzy tak mówią, faktycznie oznajmiają o własnych podłych i rozpustnych działaniach, nie zaś o swej wolności. Wygadują bzdury podobne dziecinnym wymówkom. Jest koniecznym, aby ta delikatna wolność miała dobre maniery i była upiększona przestrzeganiem szariatu. W przeciwnym razie wolności w rozpustnych i podłych uczynkach nie można uznać za wolność. Jest ona raczej zezwierzęceniem, tyranią Szatana i popadnięciem w niewolę nakazujących zło dusz.
Powszechna wolność jest bezpośrednim wynikiem wolności jednostki na najniższym poziomie. Wolność wymaga tego, by ani nie krzywdzić innych, ani też nie krzywdzić samego siebie.
Jednak, o ludzie spośród koczowników!, wasza wolność nie jest wolnością kompletną. Druga połowa wolności polega na tym, by nie zakłócać wolności innych. Prócz tego wolność, która jest przesiąknięta barbarzyństwem, a istnieje tylko na tyle, by przetrwać, można znaleźć również pośród górskich zwierząt, jakie są waszymi sąsiadami. Prawda
jest taka, że jeśli istnieje choć jedna rzecz, z której owe nieszczęsne dzikie zwierzęta czerpią przyjemność i pociechę, jest nią ich wolność.
Natomiast wolnością, która lśni jasno jak słońce, która jest umiłowaną przez dusze i zgodną z klejnotem człowieczeństwa, jest wolność przebywająca w pałacu szczęśliwości cywilizacji, przyozdobiona i przyodziana w ćwiczenie wiedzy, cnoty oraz islamu.
(...)
Pytanie: Jak wolność może być przymiotem wiary?
Odpowiedź: Honor i męstwo wiary znajdują się w człowieku, który dzięki więzi, jaką daje wiara, staje się sługą Sułtana wszechświata i nie zniży się do tego, aby poniżać się przed kimkolwiek innym. Nie pozwoli mu to zaakceptować żadnej tyranii ani też pozostawać pod rządami jakiegokolwiek despotyzmu. W ten sam sposób litość jego wiary nigdy nie pozwala mu na pogwałcenie wolności i praw innego człowieka.
Zaiste, uczciwy sługa sułtana nigdy nie poniży się do tego, aby być prześladowanym przez pastucha, i tak samo nigdy nie poniży się do tego, aby prześladować bezsilnego człowieka. Zatem im większa doskonałość wiary, tym wspanialej lśni wolność. Spójrzcie na epokę szczęśliwości [33].
Pytanie: Jak możemy być prawdziwie wolni w obecności znamienitego człowieka, jak gubernator, szejk czy uczony? Ich prawem jest górowanie nad nami poprzez ich cnoty, które sprawiają, że czujemy się jak więźniowie.
Odpowiedź: Zarządzanie prowincją, bycie szejkiem czy znamienitym człowiekiem wymagają pokory i skromności, nie arogancji i tyranii. Ci, którzy przejawiają arogancję, nie są dojrzałymi szejkami, zatem nie powinniście uważać ich za wielkich.
(...)
Pytanie: Cóż za nieszczęście! Co mamy powiedzieć owym przerażającym wężom, które już czekają z otwartymi paszczami, gotowe do tego, by zatruć nasze życie społeczne, rozerwać nasz naród na strzępy i przemienić nasze nadzieje w rozpacz?
Odpowiedź: Nie lękajcie się. Wraz z triumfem cywilizacji cnota i wolność zaczynają ważyć coraz więcej w świecie ludzkości. Krok po kroku, nieuchronnie odciążą drugą szalę wagi. Jeśli przyjąć że - niech Bóg uchroni! - zabiją nas i rozerwą nas na kawałki, możecie być pewni, że umrze nas dwudziestu, lecz powróci do życia trzystu. Strząsając z naszych głów kurz poniżenia i niezgody, oświeceni i zjednoczeni poprowadzimy
karawanę ludzkości. Nie będziemy lękać się śmierci, której wymaga najbardziej istotne, fundamentalne i wiecznie trwające życie. Nawet jeśli umrzemy, islam przetrwa. Niech będzie błogosławiony ten uświęcony naród!
Pytanie: Jak możemy być równi nie-muzułmanom?
Odpowiedź: Równość nie tkwi w cnotach i w honorze, lecz w prawie. Szach i biedak stają przed prawem jako równi sobie. Czyż miałoby być możliwe, by szariat, który prosi nas, abyśmy nie deptali mrówki i zabrania jej dręczenia, miał nie dbać o prawa synów Adama! Przenigdy... To raczej my się do niego nie stosowaliśmy. Zaiste, proces Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) z prostym żydem, a także fakt, że ten, z którego jesteście dumni, Salah ad-Din Ajjub [34], stawił się przed sąd na żądanie prostego chrześcijanina, poprawią was w tym błędzie .
Konstytucjonalizm jest suwerennością ludzi. Rząd staje się sługą ogółu. Kiedy konstytucjonalizm wprowadza się w życie we właściwy sposób, pułkownik czy gubernator nie są przywódcami, lecz raczej płatnymi sługami ogółu. Nie-muzułmanin nie może być szefem rządu, lecz może być sługą ogółu. Załóżmy, że oficjalne stanowisko jest rodzajem roli przywódcy. Gdy tylko trzy tysiące ludzi będą mieć udział w przywództwie i oficjalnych stanowiskach naszego kraju, dla trzystu tysięcy obywateli państw muzułmańskich całego świata stanie otworem droga do przywództwa i oficjalnych stanowisk. Strata, po której następuje tysiąckrotny zysk, nie jest stratą.
Podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca widziałem następujący stan rzeczy:
Orędownicy i obrońcy islamu, którzy byli rzecznikami konstytucjonalizmu, patriotami i bohaterami, wzięli czynny udział we wprowadzaniu w życie daru konstytucjonalizmu. Postrzegali go jako klejnot życia, dzięki któremu sprawią, że rządzący w swej modlitwie sprawiedliwości zwrócą się ku przewodnictwu. Udzielali rad i wprowadzali w życie pewne szczegóły, aby utrzymać święte miano szariatu mocą konstytucji. Chcieli unieśmiertelnić konstytucję siłą szariatu, a wszystkie błędy przeszłości przypisać postępowaniu sprzecznemu z prawem szari'a. Jednak później ci, którzy nie potrafiliby odróżnić prawej strony od lewej, krzyczeli naśladując patriotów: "Chcemy szariatu!", ponieważ - niech Bóg uchroni! - uważali oni szariat za odpowiedni dla despotyzmu. Prawdziwy cel stał się trudny do osiągnięcia, a plany zostały opracowane. Wówczas pojawili się pewni ludzie ukryci za fałszywymi maskami dokładania starań, którzy pogwałcili uświęcone imię szariatu. Oto skaza, jakiej należy się strzec!
(...)
Prawdziwie wierzę w to, że nawet jeśli ich umysły i idee całkowicie odeszły od islamu, to wrodzona natura i sumienie człowieka mającego muzułmański rodowód nigdy nie porzucą islamu. Nawet jeśli ludzie są najbardziej głupi i rozpustni, będą popierać islam, który jest mocnym murem dającym oparcie, szczególnie jeśli są zaznajomieni z polityką.
Co więcej, od epoki szczęśliwości aż do obecnych czasów historia nigdy nie odnotowała tego, by muzułmanin myśląc w sposób racjonalny przedłożył inną religię nad islam. Są tacy, którzy wyrzekli się religii, ale to już inna sprawa, zaś co się tyczy naśladownictwa, to nie ma ono znaczenia. Tymczasem wyznawcy innych religii z całą pewnością wchodzili do sfery islamu dzięki rozsądkowi, umysłowi i rozstrzygającym świadectwom, i nadal tak czynią. Jeśli będziemy w stanie ukazać prawdziwy
islam, prawdę i uczciwość godną islamu, w przyszłości ludzie będą przyjmować islam całymi grupami.
Historia uczy nas również tego, że ludzie islamu stawali się cywilizowani w stopniu proporcjonalnym do tego, w jakim stosowali się do prawd islamu. Co tyczy się innych, to stawali się ludźmi cywilizowanymi w stopniu odwrotnie proporcjonalnym do tego, w jakim trzymali się swojej religii.
Prawda uczy nas tego, że ludzkość, która się zbudziła, nigdy nie może istnieć bez religii. Szczególnie wtedy, gdy człowiek zbudził się i pojął, co to znaczy być człowiekiem, stając się kandydatem do (szczęśliwej - uz. red. pol.) przyszłości i wieczności; tacy ludzie nigdy nie mogą żyć jako ateiści. Przebudzona ludzkość, która nie osiągnęła punktu, w jakim znajdzie wsparcie przeciwko atakom wszechświata, ani punktu zbawienia, w jakim rozkwitną jej nieskończone pragnienia - to jest owej sadzonki prawdy, jaką jest religia prawdziwa - nie przeżyje. To z powodu owej tajemnicy w każdym człowieku zbudziło się pragnienie odnalezienia prawdziwej religii, co oznacza, iż jest to pozytywnym znakiem tego, że naturalną religią ludzkości będzie islam.
O, wy nieuczciwi ludzie! Jak to możliwe, że uważaliście prawdy islamu - który może objąć, zjednoczyć, utrzymać przy życiu i rozświetlić cały wszechświat - za tak restrykcyjne, że uznaliście, iż tyczą się one tylko ludzi biednych i fanatyków, i spisaliście na straty połowę jego wyznawców? Cóż sprawia, że jesteście tak zuchwali, by wyobrażać sobie, że świetlisty pałac islamu - który jest wszechstronnym systemem prawnym, łączącym w sobie wszelkie doskonałości, aby dostarczyć zaopatrzenie wszystkim wzniosłym uczuciom człowieczeństwa - jest niczym czarny namiot żałobny, że ograniczacie jego prawa do nielicznych ludzi zubożałych, żyjących jak Beduini i takich, którzy są reakcjonistami?
Pytanie: Posuwasz się za daleko i zaczynasz brać wyobrażenia za rzeczywistość. Znieważasz nas, traktując nas tak, jakbyśmy byli ignorantami. Żyjemy u kresu czasu, a sprawy będą miały się jedynie gorzej!
Odpowiedź: Dlaczego świat miałby być dla każdego światem postępu, a jedynie dla nas światem upadku? Jeśli tak myślicie, wobec tego przestaję do was przemawiać i zwracam się w tym miejscu do ludzi przyszłości:
O wy, Saidowie, Hamzowie, Omerowie, Osmanowie, Tahirowie, Jusufowie, Ahmedowie i inni, którzy uważnie słuchacie słów Światła i obserwujecie nas ukrytym spojrzeniem ze świata tego, co niewidzialne (ar. ghajb), ze wzniosłej epoki, która nadejdzie za trzysta lat, do was się zwracam! Unieście głowy i powiedzcie: "To jest prawda!",
a powinniście być zobowiązani, aby tak uczynić. Jeśli współcześni nie poświęcają mi żadnej uwagi, niechaj tak będzie. Wołam do was przez telegraf bez drutu, który sięga z dolin przeszłości zwanej historią aż do waszej wzniosłej przyszłości. Cóż mogę uczynić? Choć spieszyłem się, przybyłem zimą, jednak wy przybędziecie podczas rajskiej wiosny. Ziarna Światła, które teraz zostały zasadzone, wykiełkują na waszych polach. Oto, czego oczekujemy w zamian za naszą służbę:
Kiedy przybędziecie do tej epoki przeszłości, odwiedźcie nasze groby. Przynieście kilka darów owej wiosny do cytadeli, która strzeże grobu mojej medresy Horhor , a która będzie schronieniem dla naszych kości. Wezwijcie nas, ponieważ powiemy odźwiernemu, aby się was spodziewał, a usłyszycie okrzyki: هَن۪يئًا لَكُمْ «Winszujemy wam!» dochodzące z naszych grobów.
Niechaj będzie tak, że te dzieci, które wraz z nami ssą pierś owej epoki, których oczy zwrócone są ku przeszłości, a których idee są - jak one same - pozbawione wiary i bezładne, biorą prawdy owej księgi za wytwór wyobraźni. Wiem bowiem, że kwestie wyłożone w owej księdze wy przyjmiecie jako prawdę.
O, moi rozmówcy! Wołałem do was z całych sił, ponieważ stoję na szczycie minaretu trzynastego stulecia (hidżry - uz. red. tur.) i nawołuję, wzywając tych, którzy pozornie są cywilizowani, lecz pozostają obojętni wobec religii, a ich umysły pogrążone są w najgłębszych dolinach przeszłości.
Wobec tego, o wy, nieszczęśnicy podobni chodzącym trupom, porzucający islam, który jest niczym dusza obu światów [35], nie stawajcie na drodze nadchodzącemu pokoleniu! Czeka na was grób. Odejdźcie na bok, aby mogły przejść przyszłe pokolenia, które z wiarą rozprzestrzenią prawdy islamu po całym wszechświecie!
Pytanie: Ludzie żyjący przed nami byli lepsi od nas lub nam podobni, lecz ci, którzy nadejdą w przyszłych pokoleniach, będą od nas dalece gorsi?
Odpowiedź: O, Turcy i Kurdowie! Gdybym miał zwołać zgromadzenie waszych przodków sprzed tysiąca lat oraz waszych potomków, jacy przyjdą za dwieście lat, aby poprosić ich, by dołączyli do nas w owym burzliwym miejscu, jakim jest obecna epoka... Czyż wasi przodkowie
stojący po prawej stronie nie powiedzieliby: "O, psotne dzieci, które roztrwoniłyście nasze dziedzictwo! Czyż wy macie być rezultatem naszego życia? Cóż za nieszczęście! Na próżno się do nas porównujecie! Uczyniłyście nasze życie bezowocnym i jałowym!" i czyż wasze dzieci z kraju przyszłości, stojące po lewej stronie, nie staną przy waszych przodkach po prawej stronie, aby powiedzieć: "O, leniwi rodzice, czyż to wy macie być nasieniem naszego życia i tymi, którzy łączą nas z naszymi chwalebnymi przodkami? Cóż za nieszczęście! Porównujecie siebie do nas, lecz jakże niesłuszne, zawiłe i bezładne są owe porównania!"
A zatem, o koczownicy spośród Beduinów (i o wy, ślepi naśladowcy rewolucji - uz. aut.)!, oczami wyobraźni widzieliście, jak obie strony owego wielkiego zgromadzenia buntują się przeciwko wam.
Powiem zatem, co następuje:
Prawdziwie macie potencjał, aby ukazać nadzwyczajne męstwo. Gdyby zbudzili się ci, którzy postrzegają swoje życie poprzez sprawy drobne, takie jak pomniejsze zaszczyty czy konwencjonalna chwała, lub poprzez słowa "ten-to-a-ten jest dzielny", lub ci, którzy poświęcają się, by nie doznało uszczerbku dostojeństwo ich agi, czyż nawet gdyby mieli żyć po tysiąckroć, nie spojrzeliby na swe życie z perspektywy będącego bezcennym skarbem narodu muzułmańskiego, to jest przez pryzmat narodowości islamu, dającej duchowe wsparcie braterstwa trzystu milionów ludzi? Z pewnością ten, kto jest w stanie poświęcić swe życie dla czegoś tak drobnego, jak dziesięć monet, skwapliwie poświęci je dla czegoś dziesięć tysięcy razy bardziej wartościowego.
Na nieszczęście, dobro które należało do nas, obecnie spoczywa w rękach niemuzułmanów, tak jak zostały przez nich skradzione również nasze zalety moralne. Jest tak, jakby niektóre z naszych wzniosłych moralnych zasad społecznych pozostawiły nas dla nich, będąc niezadowolonymi z tego, że wśród nas nie ma na nie popytu. Z kolei niektóre z ich rozwiązłych cech zostały wystawione na targu naszej ignorancji po tym, jak nie było na nie popytu wśród niewiernych.
Ponadto czyż nie jesteście zaskoczeni, widząc że nie-muzułmanie odebrali nam błyskotliwe i będące cechą skromności słowa: "Jeśli
umrę, mój kraj, mój naród i moi towarzysze będą żyć dalej", które w tej epoce są fundamentalną zasadą postępu, a raczej są tym, czego wymaga prawdziwa religia? Jeden z ich bohaterów powiedział: "Jeśli umrę, mój naród będzie żył, a mój duch przetrwa, aby żyć wraz z nim". Tymczasem słowa: "Nie dbam o stan świata po mojej śmierci, nawet jeśli pogrąży się w szalejącej burzy",
Jeśli umrę z pragnienia, niechaj nie spadnie już ani kropla deszczu, które są podstawą wszelkiego poniżenia i indywidualizmu, które są słowami głupców i cechą tych, których spojrzenie ogranicza się do umiłowania tego świata, ujęły w dłoń wodze naszych wysiłków i prowadzą nas.
Zatem najlepszymi z przymiotów są te, których oczekuje nasza religia. Powinniśmy całym naszym jestestwem, całymi sumieniami i ideami, ze wszystkich sił powiedzieć: "Nawet jeśli umrzemy, islam, który jest naszym narodem, będzie żył wiecznie. Niech żyje mój naród! Wystarczą mi nagrody życia ostatecznego. Moje życie duchowe, które jest częścią życia mego narodu, utrzyma mnie przy życiu i wyda plon w postaci przyjemności wzniosłego królestwa.
Śmierć jest dla nas świętem pierwszego dnia wiosny.
Powinniśmy pozwolić, by prowadzili nas oświeceni przewodnicy Światła wraz z ich wysiłkami.
(...)
Pytanie: Co jest naszą najważniejszą potrzebą?
Odpowiedź: Uczciwość.
Pytanie: A po niej?
Odpowiedź: Nie kłamać.
Pytanie: A następnie?
Odpowiedź: Prawdomówność, wierność, szczerość intencji (ar. ichlas), wytrwałość i współpraca.
Pytanie: Dlaczego?
Odpowiedź: Istotą niewiary (ar. kufr) jest nieszczerość, a istotą wiary (ar. iman) jest prawdomówność. Czyż ten dowód nie jest wystarczający,
aby ukazać, że trwałość naszego życia leży w trwałości naszej wiary, wierności i współpracy?
Pytanie: Czy nie jest tak, że najpierw powinni zmienić się na lepsze nasi przywódcy?
Odpowiedź: Zaiste, jak wasi przywódcy przywłaszczyli sobie wasz majątek i trzymali go w swoich kieszeniach, tak albo odebrali wam waszą inteligencję, albo zamknęli ją w waszych umysłach. Teraz zatem będę mówił do inteligencji, którą wam odebrali.
O, naczelnicy i przywódcy! Strzeżcie się polegania na Bogu poprzez lenistwo [36]. Nie zrzucajcie odpowiedzialności za działanie jedni na drugich. Powinniście nam służyć poprzez nasz majątek, który przetrzymujecie, oraz poprzez naszą inteligencję, którą wam oddaliśmy, ponieważ już otrzymaliście waszą nagrodę poprzez wykorzystywanie owych nieszczęśników.
Jeszcze nie jest za późno, teraz jest wam dane to, co utraciliście w przeszłości.
Teraz zatem jest czas, aby służyć.
(...)
Podsumowując: Islam się zbudził. Zło ujrzano jako zło, a dobro jako będące dobrem. To właśnie owa tajemnica jest tym, co uczyniło plemiona z tych dolin żałującymi za grzechy. Co więcej, ową zdolność stopniowo przyswajają sobie wszyscy muzułmanie. Ponieważ jednak jesteście Beduinami, a wasza prawdziwa natura nie uległa zafałszowaniu, już jesteście krewnymi świętej narodowości islamu.
Podczas mojej podróży pewien człowiek widząc mój strój pomyślał, że jestem kupcem i powiedział:
-Czy jesteś kupcem?
-Tak, jestem kupcem oraz chemikiem - odpowiedziałem.
-Jak to?
-Istnieją dwa pierwiastki, które łączę ze sobą. Z jednego wytwarza się zbawienne lekarstwo, podczas gdy z drugiego - lśniące światło.
-Gdzie można je znaleźć?
-Na targowisku cywilizacji i cnoty. Znajdują się one w pudełku zwanym sercem, które jest albo czarne, albo lśniące jak diament; można znaleźć je na statku krążącym wokół ciebie w odległości dwóch stóp.
-Jak się nazywają?
-Wiara, miłość, wierność i dokładanie starań.
Ten, który jest chodzącą gazetą, ojcem niczego, dzieckiem tego wieku, bratem i kuzynem osobliwości -
Po pobycie w Van Bediuzzaman wyjechał do Damaszku. Wobec nalegań uczonych z Damaszku wygłosił chutbę (kazanie piątkowe) w Meczecie 'Umajjadów, w obecności blisko dziesięciu tysięcy ludzi i stu wysokiej rangi uczonych. Kazanie spotkało się z wielkim uznaniem i poklaskiem. Zostało ono wydrukowane i opublikowane pod tytułem Kazanie z Damaszku (tur. Hutbe-i Samiye).
Owo kazanie z Damaszku jest wartościową lekcją i chutbą zarówno dla muzułmanów, jak również dla całej ludzkości. Poprzez racjonalne świadectwa dowodzi ono istnienia fizycznych i duchowych chorób, z jakimi zmaga się świat islamu, mówi o przyczynach nieszczęścia i niewoli oraz ukazuje i doradza jedyne wyjście z tej sytuacji. Oznajmia dobrą nowinę o tym, że od tej pory islam dokona najwspanialszego postępu materialnego oraz duchowego, a cywilizacja muzułmańska, która powstanie w całej swej doskonałości i majestacie, oczyści powierzchnię świata z wszelkiego brudu.
W obecnych czasach i w obecnych warunkach pobierałem lekcje w szkole życia społecznego ludzkości, aby dowiedzieć się, że istnieje
sześć chorób, które zatrzymały nas w średniowieczu, zamykając nas w jego więzieniu, podczas gdy cudzoziemcy i Europejczycy wzlecieli ku przyszłości dzięki postępowi. Owe choroby są następujące:
1. Wyzwolenie rozpaczy, a utrata nadziei w naszym życiu.
2. Śmierć prawdomówności w polityce dotyczącej życia społecznego.
3. Umiłowanie wrogości.
4. Nieświadomość istnienia świetlistych więzi, które łączą ludzi wiary.
5. Despotyzm, który rozprzestrzenia się niczym różne rodzaje chorób zakaźnych.
6. Ograniczenie wysiłków do tych, które mogą przynieść osobiste korzyści.
Lekarstwo na owe sześć strasznych chorób naszego życia społecznego objaśnię poprzez sześć Słów, których nauczyłem się z Koranu, będącego niczym wydział medycyny. Uważam je za zasady leczenia.
SŁOWO PIERWSZE
Tym słowem jest nadzieja (ar. amal), to jest umiłowanie silnej nadziei pochodzącej od Bożego miłosierdzia.
Tak, oto co mówię, opierając się na lekcji, jaką otrzymałem: O, zgromadzenie muzułmanów! Daję wam dobrą nowinę o pierwszych znakach prawdziwego brzasku szczęśliwości Arabów, który nadejdzie jako efekt doczesnego szczęścia muzułmanów (szczególnie szczęścia Osmanów), przede wszystkim poprzez wzrost islamu .
Rzucając wyzwanie beznadziei, z pełnym przekonaniem, aby usłyszał mnie cały świat, powiem, że:
Przyszłością jest islam i tylko islam, a islam jest prawdami Koranu i wiary, które zapanują nad każdą rzeczą. Swoje lekcje pobrałem od wielu wskazówek prawdziwości tego twierdzenia. Zaczynam od wprowadzenia, w którym wspomnę o półtorej z owych wskazówek:
Prawdy islamu ze swej natury są doskonale zdolne do tego, by stać się przyczyną duchowego oraz materialnego postępu.
Jeśli chodzi o aspekt pierwszy, którym jest postęp duchowy, to wiedzcie o tym, że najbardziej dokładnym świadectwem prawdy jest
historia, która zapisuje prawdę wydarzeń, a teraz historia wskazuje na nas. Nawet głównodowodzący armii japońskiej, który pokonał Rosję, zaświadczył prawdomówność islamu, mówiąc:
"Historia pokazuje, że ludy islamu rozwijały się cywilizacyjnie i dokonywały postępu proporcjonalnie do wpływu wywieranego przez prawdy islamu oraz do stopnia, w jakim muzułmanie postępowali zgodnie z owym wpływem. Historia pokazuje, że muzułmanie upadali w dzikość, nieszczęście i całkowity zamęt, żyjąc w klęsce i nieszczęściu, proporcjonalnie do osłabienia stopnia, w jakim trzymali się prawd islamu. W przypadku innych religii jest wręcz przeciwnie".
(...)
Jeśli będziemy w stanie ukazać doskonałość moralności islamu oraz prawdy wiary w naszych działaniach, wyznawcy innych religii z pewnością tłumnie będą przyjmować islam. Zaprawdę, islam przyjmą nawet niektóre kontynenty i kraje na obliczu świata.
(...)
O, moi bracia w tym Meczecie 'Umajjadów, i o wy, którzy znajdujecie się w wielkim meczecie świata islamu! Wy również powinniście wyciągnąć lekcję ze straszliwych wydarzeń minionych czterdziestu pięciu lat. Oprzytomnijcie całkowicie, o wy, którzy jesteście myślicielami, którzy posiadacie wiedzę i uważacie się za oświeconych!
W skrócie: My, muzułmanie, którzy jesteśmy uczniami Koranu, postępujemy za dowodami. Obejmujemy prawdy wiary inteligencją, umysłem i sercem. W przeciwieństwie do niektórych wyznawców innych religii nie wyrzekamy się dowodu na rzecz naśladowania duchownych. Zatem w przyszłości, kiedy będą panować wiedza i nauka, to Koran, który opiera się na racjonalnych dowodach i został ugruntowany w umysłach, będzie królował nad każdą rzeczą.
Co więcej, zaczęły podnosić się zasłony, które zaćmiły słońce islamu, które powstrzymały jego wschód i uniemożliwiły mu oświecenie ludzkości. Ci, którzy powstrzymywali owo słońce, zaczęli się wycofywać. Pierwsze znaki świtu ukazały się czterdzieści pięć lat temu, a prawda wzejdzie w roku 1371 (1951 - uz. red. tur.). Jeśli okaże się, że będzie to fałszywy brzask, to prawdziwy brzask wstanie w ciągu trzydziestu do czterdziestu lat.
Tak, istniało osiem poważnych przeszkód, które uniemożliwiły islamowi przezwyciężenie przeszłości:
Przeszkody pierwsza, druga i trzecia to ignorancja cudzoziemców, ich barbarzyństwo i fanatyzm religijny. Te trzy przeszkody zostały roztrzaskane przez cnoty wiedzy oraz cywilizacji i zaczęły rozpadać się na kawałki.
Przeszkody czwarta i piąta to autorytet i władza duchownych oraz przywódców religijnych, a także fakt, że cudzoziemcy ślepo ich naśladowali. Te dwie przeszkody również zaczęły być niszczone przez ideę wolności oraz pęd do poszukiwania prawdy, jakie powstały wśród ludzkości.
Przeszkody szósta i siódma to nasze niemoralne postępowanie biorące początek z despotyzmu, a także nasze sprzeciwianie się zaleceniom szariatu, które stało się zawadą. Zanik despotycznej władzy jednostek jest znakiem tego, że za trzydzieści do czterdziestu lat zaniknie również przerażający despotyzm stowarzyszeń i komitetów, a wraz z powstaniem muzułmańskiego zapału i z tym, jak ludzie uświadomią sobie szpetne konsekwencje niemoralności, te dwie przeszkody, które już zaczęły blaknąć, również znikną. In sza'a-llah, znikną one całkowicie.
Przeszkoda ósma to myślenie, wedle którego niektóre pozytywne kwestie współczesnej nauki mają być sprzeczne z prawdami islamu. Takie myślenie do pewnego stopnia uniemożliwiło zwycięstwo owych prawd w przeszłości.
Na przykład dwóch duchowych aniołów, którzy noszą imiona Saur i Hut, a zostali wyznaczeni przez Boże zarządzenie urzędnikami i nadzorcami, wyobrażano sobie (dosłownie) tak, jakby mieli być olbrzymimi, cielesnymi bykiem i rybą. Zatem nieświadomi ukrytej za ich istnieniem mądrości naukowcy i filozofowie przyjęli stanowisko sprzeczne z islamem.
Setka podobnych temu przykładów ukazuje, że kiedy prawda zostaje objaśniona, nawet najbardziej uparci spośród filozofów są zmuszeni do tego, by się jej podporządkować. Zaprawdę, w dziele Cuda Koranu Traktaty Światła ukazują blaski cudowności w każdym wersecie, pozornie stojącym w sprzeczności z nauką. Ukazują one w słowach i zdaniach Chwalebnego Koranu prawdy tak wzniosłe, że nauka nawet nie jest w stanie ich dosięgnąć, a które naukowcy poddają krytyce. Zmuszają do podporządkowania się nawet najbardziej upartego filozofa. Stoją one otworem dla każdego, kto chce je zobaczyć; i tak powinno się stać. Można zatem ujrzeć, jak owa przeszkoda została zniszczona czterdzieści pięć lat po wypowiedzeniu tych słów .
Zaiste, niektórzy spośród dociekliwych uczonych islamu pisali na ten temat, a oto i wskazówki tego, że owe osiem poważnych przeszkód zostanie unicestwionych.
Tak, jeśli nie teraz, to trzydzieści do czterdziestu lat później wyposażona w cnoty nauki, prawdziwej wiedzy i cywilizacji skłonność do poszukiwania prawdy, uczciwości i umiłowania człowieczeństwa zostanie wysłana, wyposażona w owe trzy siły, na osiem frontów walki z owymi ośmioma szwadronami wroga. Już teraz sprawiła, że nieprzyjaciele się wycofują, a in sza'a-llah całkowicie rozbije ich w ciągu połowy stulecia.
Zaiste, dobrze wiadomo, że "najbardziej niezaprzeczalną cnotą jest ta, o której cnotliwości zaświadczają nawet jej wrogowie".
(...)
Po przytoczeniu jako przykładów tej zasady słów księcia Bismarcka i Mr. Carlyle'a potwierdzających prawdomówność islamu, Bediuzzaman mówił dalej:
Zatem opierając się na fakcie, że pola umysłu Ameryki i Europy wydały plan w postaci genialnych dociekliwych uczonych, takich jak Mr. Carlyle i Bismarck, z całkowitą pewnością mówię, że Europa i Ameryka są w ciąży, z której narodzi się islam, a pewnego dnia dadzą życie państwu muzułmańskiemu, tak jak Osmanowie są w ciąży, z której narodzi się Europa, i pewnego dnia dadzą życie państwu zorganizowanemu na wzór europejski.
O, moi bracia, którzy jesteście tutaj, w Meczecie 'Umajjadów, i o wy, którzy pół wieku później znajdujecie się w meczecie świata islamu! Czyż owe punkty wprowadzenia, jakie wymieniłem od początku do tej pory, nie wskazują na fakt, że jedynie do islamu będzie należało duchowe panowanie nad ziemiami przyszłości; że to islam skieruje ludzkość ku szczęściu na tym świecie i w życiu ostatecznym wraz z religią prawdziwych naśladowców Jezusa, która pozbędzie się zabobonów i zepsutych wierzeń, podąży za Koranem i zjednoczy się z islamem?
Aspekt drugi: Potężne powody dla materialnego rozwoju islamu ukazują, że islam będzie dominował w przyszłości również materialnie. Podczas gdy aspekt pierwszy udowodnił rozwój islamu w kwestiach duchowych, niniejszy aspekt drugi ukazuje rozwój materialny islamu oraz jego supremację w przyszłości. Istnieje pięć nadzwyczaj potężnych i niezniszczalnych "sił", które ukazały się i połączyły, aby osiedlić się w sercu duchowej osobowości świata islamu.
Siłą pierwszą jest prawda islamu, która jest mistrzem wszelkiego rodzaju doskonałości, która może sprawić, że trzysta milionów dusz stanie się jedną, która jest wyposażona w prawdziwą cywilizację oraz pozytywne i prawdziwe nauki, a której istoty nie jest w stanie zniszczyć żadna siła.
Siłą drugą jest żarliwa potrzeba, która jest prawdziwym mistrzem cywilizacji i przemysłu, a jest wyposażona w narzędzia i zasady doskonałości osiąganej przy poniżeniu i ubóstwie; wytwarza ona siłę, której nie można ani uciszyć, ani zmiażdżyć.
Siłą trzecią jest wolność, do której zachęca szariat, która naucza ludzkości wzniosłych celów poprzez współzawodnictwo w osiąganiu wzniosłych rzeczy, a także sprawia, iż ludzkość dokłada starań na owej drodze; która jest tym, co rozbija despotyzm, a wzbudza wzniosłe uczucia; która jest wyposażona w uczucia zazdrości i zawiści, w pragnienie rywalizacji, w całkowite przebudzenie i skłonność do odrodzenia, a jest predyspozycją do bycia cywilizowanym, to jest wyekwipowanym w inklinację oraz pragnienie najwyższych doskonałości godnych człowieczeństwa.
Siłą czwartą jest przyodziane w litość męstwo, jakie daje wiara. Polega ono na tym, by nie poniżać samego siebie, nie bić czołem niesprawiedliwym i prześladowcom, a także nie poniżać tych, którzy są prześladowani. Jest przestrzeganiem wolności, jaką daje szariat, polegającej na tym, by nie nadskakiwać prześladowcom, nie wywyższać się ponad bezradnych i nie okazywać im arogancji.
Siłą piątą jest chwała islamu, która głosi podtrzymywanie słowa Boga. W tej epoce podtrzymywanie słowa Bożego zależne jest od rozwoju materialnego i może być głoszone jedynie poprzez osiągnięcie prawdziwej cywilizacji. Nie może być żadnych wątpliwości co do tego, że w przyszłości duchowa osobowość świata islamu w pełni wykona stanowczy rozkaz, jaki chwała islamu daje poprzez wiarę.
Zaiste, jak w przeszłości rozwój islamu opierał się na rozbiciu fanatyzmu wroga i zniszczeniu jego uporu, a także na zbrojnym zapobieganiu jego napaści, tak w przyszłości tym, co pokona i rozbije wroga, nie będzie miecz, lecz duchowe miecze cywilizacji, rozwój materialny, prawda i sprawiedliwość.
Wiedzcie, że tym, co rozumiem przez cywilizację, są jej cnoty i jej dobroć, które zapewniają korzyści dla ludzkości, nie zaś grzechy i zło, które naśladują idioci wyobrażający sobie, iż są one cnotami cywilizacji, a skutkiem tego niszczący nasz majątek. Nigdy nie mogliby oni zdobyć świata, dając swoją religię jako łapówkę! Ponieważ zło cywilizacji przeważa nad jej dobrem, a jej grzechy przedkłada się ponad jej cnoty, ludzkość otrzymała dwa niszczące ciosy w postaci dwóch wojen światowych, które wprawiły ową grzeszną cywilizację w całkowity zamęt i sprawiły, że zwymiotowała krwią, plamiąc nią oblicze ziemi.
In sza'a-llah w przyszłości dzięki sile islamu cnoty cywilizacji zatriumfują, oblicze ziemi oczyści się z brudu i będzie zapewniony powszechny pokój.
Zaiste, jako że cywilizacja europejska nie jest oparta na cnocie i prawdzie, lecz raczej na złudzie i żądzy, rywalizacji i prześladowaniu, a do tej pory zło cywilizacji przeważało nad jej dobrem, owa cywilizacja wraz ze wszystkimi jej komitetami rewolucyjnymi stała się drzewem zjadanym od środka przez robaki, a spojrzenie z tej perspektywy daje przekonującą przyczynę zwycięstwa cywilizacji Azji i świadectwo owego zwycięstwa. W krótkim czasie cywilizacja Azji zwycięży.
Jak to możliwe, że popadacie w rozpacz i niszczycie duchową siłę świata islamu, kiedy przyszłość wykłada przed ludźmi wiary i islamu takie środki materialnego i duchowego postępu wraz z tak przekonującymi i pewnymi powodami owego postępu? W rozpaczy i beznadziei popełniacie śmiertelny błąd, przypuszczając, że świat jest światem postępu dla Europejczyków i dla każdego innego, lecz jest światem upadku dla nieszczęsnych ludów islamu.
Jako że skłonność do osiągnięcia doskonałości jest częścią wrodzonej natury wszechświata i ludzkości, zatem z pewnością, jeśli tylko nagle nie nastanie Dzień Zguby jako rezultat człowieczej tyranii i niesprawiedliwości, jako pokuta za przeszłe błędy ludzkości, sprawiedliwość i prawda in sza'a-llah poprowadzą nas ku doczesnemu szczęściu dla świata islamu.
Tak, wiedzcie, że czas nie biegnie po linii prostej (tak, by jego początek i koniec oddalały się od siebie), lecz raczej jest to ruch po okręgu, podobny ruchowi naszej planety. Niekiedy bieg czasu ukazuje lato i wiosenną porę rozwoju, a niekiedy ukazuje porę zimy i burze upadku.
Jak po każdej zimie przychodzi wiosna, a świt przychodzi po każdej nocy, tak ludzkość również in sza'a-llah będzie miała swój świt i swoją wiosnę. Możecie oczekiwać od miłosierdzia Jedynego Boga tego, że sprawi On, by wzeszło słońce prawdy islamu, aby mogła stać się widoczną prawdziwa cywilizacja. (...)
SŁOWO DRUGIE
Doświadczenie całego mego życia doprowadziło mnie do następujących myśli:
Rozpacz jest najbardziej straszliwą chorobą, jaka znalazła drogę do serca świata islamu. To owa rozpacz, która - jak gdyby nas zabijała - sprawiła, że dwadzieścia milionów muzułmanów na wschodzie stało
się żyjącymi w koloniach sługami małego kraju na zachodzie, którego populacja liczy milion lub dwa miliony.
To owa rozpacz, która zabiła naszą wzniosłą moralność i odwróciła jej uwagę od publicznego dobra, ograniczając ją wyłącznie do osobistych korzyści.
To owa rozpacz, która zniszczyła źródło naszej duchowej siły. Choć przy niewielkiej mocy byliśmy w stanie sięgnąć od wschodu do zachodu dzięki duchowej sile, biorącej swój początek z wiary, to ponieważ owa nadzwyczajna siła duchowa została złamana przez rozpacz, tyrani Europy przez ostatnie czterysta lat trzymali w niewoli trzysta milionów muzułmanów.
Co więcej, to przez ową rozpacz, która każe postrzegać obojętność i lenistwo innych jako usprawiedliwienie dla własnego lenistwa, ludzie mówią: "Kogo to obchodzi! Wszyscy są zrujnowani tak jak ja", wyrzekają się męstwa, jakie daje wiara i porzucają służbę dla islamu.
Jako że owa choroba stała się przyczyną tak wielkiej tyranii w naszym życiu i zabija nas, zastosujemy prawo "oko za oko" (ar. qisas) i zabijemy ją, używając wersetu: Koran 39:53
In sza'a-llah, przetrącimy jej grzbiet prawdą hadisu:
Nie powinniśmy całkowicie wyrzekać się nawet tego, czego nie jesteśmy w stanie w pełni uzyskać
Rozpacz jest zgubną chorobą, jest rakiem wszystkich wspólnot i wszystkich narodów. Będąc przeszkodą na drodze do doskonałości, jest całkowicie sprzeczna z prawdą słów
Jestem taki, jak wyobraża sobie Mnie Mój sługa, czyniąc je cechą i wymówką tchórzy, ludzi podłych i słabych. Nie jest to cecha męstwa w islamie. W szczególności nigdy nie może się ona stać cechą Arabów, którzy stali się przyczyną dumy całej ludzkości dzięki szlachetnemu charakterowi, jakim zostali obdarowani. Narody świata islamu pobierały od Arabów lekcje wytrwałości. In sza'a-llah, Arabowie porzucą rozpacz i jeszcze raz powstaną w solidarności i zgodzie z Turkami, którzy są bohaterską armią islamu, aby sztandar Koranu załopotał nad wszystkimi zakątkami świata.
SŁOWO TRZECIE
Badania, jakie prowadziłem przez całe życie, a także streszczenie i istota wstrząsów, jakim podlegało życie społeczne, poinformowały mnie o tym, że prawdomówność jest prawdziwym fundamentem islamu, jest tym, co spaja wzniosłe cechy charakteru, jest skłonnością do wzniosłych uczuć. Musimy zatem wskrzesić w nas prawdomówność i uczciwość, które są fundamentem naszego życia społecznego, i uleczyć przy ich pomocy nasze duchowe choroby.
Zaprawdę, prawdomówność i uczciwość są życiodajnymi korzeniami życia społecznego islamu. Hipokryzja (ar. rija) jest kłamstwem poprzez działanie. Pochlebstwo i sztuczność są kłamstwem z tchórzostwa. Niezgoda i postępowanie hipokryty (ar. munafiq) są kłamstwem przynoszącym szkodę. Co się tyczy kłamstwa, jest ono oszczerstwem dla mocy Stwórcy, Któremu należy się wszelka chwała (ar. As-Sani Zu'l-Dżalal).
Niewiara (ar. kufr) we wszystkich jej rodzajach jest fałszem i kłamstwem. Wiara (ar. iman) jest prawdomównością i uczciwością.
Z powodu owej tajemnicy prawda i kłamstwo są nieskończenie odległe od siebie, jak wschód od zachodu. Nie mogą one mieszać się ze sobą nawzajem jak ogień i światło, tymczasem okrutna polityka i propaganda tyranów mieszają je ze sobą i wprowadzają zamęt w doskonałościach ludzkości .
O, moi bracia! Z owej lekcji, jakiej udzielił Said czterdzieści pięć lat temu, można pojąć, iż był on mocno zaangażowany w politykę i życie społeczne islamu. Baczcie, abyście nie przypuszczali, iż obrał on metodę uczynienia religii instrumentem czy też narzędziem polityki - niech Bóg uchroni! Raczej ze wszystkich swych sił starał się on o to, by uczynić politykę narzędziem religii. Miał on powiedzieć: "Przedkładam jedną z prawd religii nad tysiąc kwestii politycznych". Zaiste, czuł on, że czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, w odpowiedzi niektórym hipokrytom spośród ateistów, którzy powzięli zamiar i myśl wykorzystania polityki jako instrumentu niewiary, on również powinien pracować ze wszystkich sił nad tym, by uczynić politykę sługą i instrumentem prawd islamu.
Niemniej jednak, po dwudziestu latach ujrzał, że w odpowiedzi owym potajemnym hipokrytom i ateistom, którzy używali "westernizacji" jako pretekstu dla uczynienia polityki instrumentem niewiary, niektórzy pobożni ludzie polityki zaczęli pracować nad uczynieniem polityki narzędziem polityki islamu. Słońce islamu nie może być narzędziem świateł ziemskich ani nie może się im podporządkować, zaś używanie go jako narzędzia jest poniżaniem cnoty islamu, jest niszczycielską zbrodnią. Zaiste, oto, co stary Said ujrzał poprzez ten typ tworzenia stronnictw politycznych:
Pewien pobożny uczony żarliwie wychwalał hipokrytę sprzyjającego jego poglądom politycznym, zaś krytykował pobożnego hodżę, który się im sprzeciwiał, twierdząc, że zboczył on z drogi prostej. Stary Said powiedział do niego: "Gdyby diabeł popierał twoje poglądy, prosiłbyś o błogosławieństwo dla niego, a kiedy anioł sprzeciwia się twoim poglądom politycznym, będziesz go przeklinał". Stary Said powiedział zatem: '"Szukam schronienia u Boga przed Szatanem i polityką" i na ostatnie trzydzieści (a teraz już czterdzieści - uz. red. tur.) wycofał się z polityki*.
*Pomimo trzech niezależnych dochodzeń sądowych i skrupulatnych dochodzeń przeprowadzonych przez urzędników państwowych, nawet jeśli został zmuszony do tego, aby wystąpić przeciwko tyranom będącym apostatami i hipokrytami, nawet kiedy wydano tajny rozkaz zamordowania go, nie znaleziono najmniejszego znaku wykorzystywania religii przez naszego Nauczyciela do celów politycznych, co jest najbardziej jednoznacznym dowodem tego, iż nigdy nie używał on religii jako instrumentu polityki. Jako uczniowie Światła, którzy byli naocznymi świadkami jego życia, byliśmy zdumieni owym nadzwyczajnym wyczynem i uznaliśmy go za ukazanie szczerości intencji (ar. ichlas) w sferze Traktatów Światła - uczniowie Światła.
O, moi bracia w tym Meczecie 'Umajjadów, i o wy, moi bracia, którzy jesteście czterystoma milionami ludzi wiary w wielkim meczecie świata islamu następnych czterdziestu czy pięćdziesięciu lat! Zbawienie można osiągnąć jedynie poprzez uczciwość i prawdomówność. «Najpewniejszym uchwytem» (ar. al-'urłatu-l usqa) [37] jest uczciwość, co znaczy, że najsilniejszym łańcuchem, jakiego można się uchwycić, jest prawdomówność. Co się tyczy kłamstwa z powodu konieczności lub dla korzyści, to obecna epoka unieważniła tę praktykę.
(...)
SŁOWO CZWARTE
Oto, czego nauczyłem się najbardziej bezapelacyjnie z życia społecznego ludzkości i w rezultacie moich badań:
Tym, co najbardziej zasługuje na umiłowanie, jest miłość sama w sobie, a tym, co najbardziej zasługuje na wrogość, jest wrogość sama w sobie. Oznacza to, że przymiot miłości i działanie miłowania, które dają początek ludzkiemu życiu społecznemu, same w sobie najbardziej zasługują na miłość i bycie umiłowanymi, zaś wrogość i nieprzyjaźń, które niszczą każde włókno ludzkiego życia społecznego, same w sobie najbardziej zasługują na odrazę i wrogość, a także na to, aby czuć do nich wstręt jako do szpetnej i szkodliwej cechy.
(...)
SŁOWO PIĄTE
Oto lekcja, jaką otrzymałem od wzajemnej narady, jaką zaleca prawo szari'a:
W tej epoce pojedynczy grzech popełniony przez człowieka nie pozostaje jednym złym czynem, lecz niekiedy rośnie i rozprzestrzenia się, aż stanie się setką złych czynów. Pojedynczy dobry uczynek nie
pozostaje jednym dobrym czynem, lecz niekiedy może wzrosnąć do tysiąca dobrych uczynków. Mądrość owej tajemnicy jest następująca:
Wolność, jaką zaleca prawo szariatu, a także wzajemna narada, do jakiej szariat zachęca, ukazały wyższość naszej prawdziwej narodowości. Islam jest fundamentem i duchem naszej prawdziwej narodowości. Przez wzgląd na to, że są chorążymi owego narodu, Kalifat Otomański i armia turecka są niczym zbroja i cytadela narodowości islamu. Strażnikami owej świętej cytadeli są dwaj prawdziwi bracia, Arab i Turek.
To dzięki więzi, jaką daje owa uświęcona narodowość, cały lud islamu przybrał postać jednego klanu. Jak poszczególni członkowie plemienia, tak różne społeczności w obrębie islamu są połączone i wzajemnie powiązane poprzez braterstwo islamu. Wspierają się nawzajem duchowo, a także - jeśli zachodzi taka potrzeba - fizycznie. Jest tak, jakby wszystkie społeczności islamu były powiązane świetlistym łańcuchem.
Kiedy jeden człowiek z danego klanu popełnia zbrodnię, w oczach innego, wrogiego klanu, zostaje ona przypisana każdemu z członków tego plemienia. Owo wrogie plemię będzie żywić wrogość do całego klanu, jak gdyby każdy z jego członków popełnił tę zbrodnię, a jedno przestępstwo stanie się jak gdyby tysiącami przestępstw. Jednakże jeśli jeden człowiek z owego klanu spełnia chwalebny dobry uczynek odnoszący się do charakteru całego plemienia, wówczas każdy z członków klanu będzie dumny z owego uczynku. Wszyscy członkowie klanu będą tak dumni, jak gdyby sami spełnili ów dobry uczynek.
W rezultacie owej prawdy w tej epoce, a szczególnie za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, pojedynczy zły czyn nigdy nie pozostanie (związany - uz. red. pol.) jedynie z tym, kto się go dopuścił, lecz raczej będzie wykroczeniem przeciwko prawom milionów ludzi ze społeczności muzułmańskich. Wiele przykładów tej prawdy stanie się widocznych w ciągu czterdziestu do pięćdziesięciu lat.
O, bracia, którzy słuchacie moich słów tutaj, w Meczecie 'Umajjadów, i o wy, muzułmanie w meczecie świata islamu za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat! Nie rozgrzeszajcie siebie samych, mówiąc: "Nie wyrządzamy nikomu krzywdy, lecz również nie mamy sił na to, by zrobić cokolwiek dobrego, zatem jesteśmy usprawiedliwieni". Wasze usprawiedliwienie nie zostało przyjęte. Wasze lenistwo, wasz brak starań wyrażany słowami: "Cóż mnie to obchodzi?", a także fakt, że nie wykazujecie żadnych starań biorących początek z jedności islamu i jego prawdziwej narodowości, przyczyniają wam samym poważnej szkody i są niesprawiedliwością wobec was samych.
Chociaż jeden zły uczynek może rosnąć, aż stanie się tysiącem, dobry czyn - to jest, dobro związane ze świętością islamu - również nie pozostanie ograniczonym wyłącznie do człowieka, który go spełnił, lecz raczej owo dobro potencjalnie może dostarczyć duchowych korzyści milionom ludzi wiary. Może umocnić więzi ich życia duchowego i materialnego. Oto dlaczego nie jest to czas, byście rzucali się na łoża lenistwa, mówiąc: "Cóż mnie to obchodzi"!
O, moi bracia w tym meczecie, i o wy, moi bracia, którzy za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat zgromadzicie się w meczecie świata islamu! Nie przypuszczajcie, że wszedłem na tę kazalnicę, by udzielać wam rad. Raczej stoję tutaj, by domagać się od was naszych praw. Pomyślność małych społeczności, takich jak Kurdowie, ich szczęście na tym świecie i w życiu ostatecznym, zależą od mistrzowskich nauczycieli wielkich społeczności arabskich i tureckich, takich jak wy. Wasze lenistwo i bezczynność wyrządzają szkodę nam, waszym młodszym braciom, którzy również jesteśmy społecznościami w obrębie islamu.
Zwracam się tymi słowami szczególnie do was, o wy, Arabowie, którzy jesteście szanowani i liczni, którzy albo już się zbudziliście, albo się przebudzicie!, ponieważ to wy byliście naszymi nauczycielami i przywódcami wszystkich społeczności muzułmańskich, i zwykliście być wojownikami islamu. Dopiero później przybył potężny naród turecki i wsparł was w tym świętym zadaniu. Z tego powodu wasze lenistwo staje się znaczącym grzechem, zaś wasze dobre dzieła i cnotliwe uczynki są wielce znaczące i wzniosłe. Wielce oczekujemy od miłosierdzia Boga Jedynego tego, że w ciągu czterdziestu do pięćdziesięciu lat społeczności arabskie utworzą najbardziej wzniosłe państwo, podobne Stanom Zjednoczonym Ameryki, że powiedzie się wam, jak za dawnych czasów, ustanowienie suwerenności islamu, obecnie znajdującego się w niewoli, ponad połową świata lub raczej ponad większością naszej planety. Jeśli wkrótce nie nastąpi Dzień Zguby (ar. Jaum al-Qijama), in sza'a-llah ujrzą to przyszłe pokolenia.
Strzeżcie się, moi bracia! Nie przypuszczajcie i nie wyobrażajcie sobie, że tymi słowami rozbudzam wasze starania, byście zaangażowali się w politykę. Niech Bóg uchroni! Prawda islamu jest ponad wszelkie działania polityczne, a wszystkie ugrupowania polityczne mogą jedynie jej służyć. Uczynienie islamu instrumentem polityki przekracza granice wszelkiej działalności politycznej.
Przy mej ułomnej zdolności pojmowania wyobrażam sobie sferę społeczną islamu jako fabrykę, zawierającą wiele trybów i działów.
Jeśli jeden tryb w owej fabryce pozostanie w tyle lub będzie działał niesprawiedliwie wobec innego trybu, zostanie zniszczony mechanizm całej maszyny. Oto dlaczego bliski jest czas muzułmańskiej jedności. Koniecznym jest, byście nie patrzyli na osobiste błędy drugiego człowieka.
Powiem wam z żalem i smutkiem, że jak niektórzy cudzoziemcy odebrali nam najbardziej wartościowe z naszych majątków i nasze kraje, a w zamian dali nam zepsute towary, tak zabrali nam wzniosłe cechy moralne i niektóre z naszych pięknych cech charakteru, biorące początek z owych wzniosłych cech moralnych, a odnoszące się do życia społecznego. Wykorzystali je jako środki własnego postępu, a zapłacili nam ich rozwiązłymi cechami moralnymi i rozwiązłymi cechami charakteru. Oto przykład:
Poprzez cechę narodową, jaką zaczerpnęli od nas, jeden z nich powie do ludzi: " Jeśli umrę, niech żyje mój naród, ponieważ będę żył wiecznie w moim narodzie". Zaczerpnęli oni te słowa od nas i stały się one najsilniejszym fundamentem ich postępu. Te słowa zostały nam ukradzione, tymczasem pochodzą one z religii prawdy i wyłoniły się one z prawd wiary. Są nasze, są własnością ludzi wiary!
Jednakże z powodu nieczystych i złych cech charakteru, z jakimi zaznajomili nas cudzoziemcy, samolubny człowiek spośród nas mówi do naszych ludzi: "Jeśli umrę z pragnienia, niech na świecie przestanie padać deszcz. Jeśli nie będę szczęśliwy, niechaj cały świat obróci się w ruinę; któżby o to dbał". Owe głupie słowa powstają z bezbożności i z nieświadomości życia ostatecznego. Przeniknęły do nas z zewnątrz i zatruwają nas.
Co więcej, dzięki idei narodowości, jaką zaczerpnęli od nas owi cudzoziemcy, jeden człowiek spośród nich staje się tak wartościowy, jak cały naród, ponieważ wartość człowieka jest proporcjonalna do stopnia jego wysiłków. Ktokolwiek za cel swoich starań obiera swój naród, sam staje się małym narodem.
Poprzez niedbalstwo i przyjmowanie szkodliwych cech charakteru cudzoziemców (choć posiadamy tak silną i uświęconą narodowość islamu), poprzez mówienie: "Ja! Ja!" przy braku zważania na interesy narodu, poprzez ograniczanie uwagi jedynie do osobistych korzyści, tysiąc ludzi upadnie tak bardzo, jak gdyby byli jednym człowiekiem.
Oznacza to, że ktokolwiek ogranicza swe wysiłki jedynie do własnego "ja", nie może być uważany za człowieka, ponieważ poprzez naturę, z jaką zostali stworzeni, ludzie są istotami społecznymi. Ich osobiste życie może przetrwać jedynie poprzez ich życie społeczne. Na
przykład zastanówcie się, od ilu rąk zależy bochenek chleba jednego człowieka (i jak całuje on owe ręce w zamian za ów chleb); jak wiele jest fabryk, z którymi ów człowiek jest powiązany poprzez ubrania, które nosi. Ponieważ w odróżnieniu od zwierząt ludzie nie mogą żyć okryci jedynie własną skórą, są oni w naturalny sposób połączeni z innymi braćmi w człowieczeństwie i zmuszeni do tego, aby płacić im duchową cenę, a zatem ze swej prawdziwej natury skłaniają się ku cywilizacji. Ci, którzy ograniczają swą uwagę do osobistych korzyści, przestaną być ludźmi, a staną się ohydnymi zwierzętami, pozbawionymi wszelkiej niewinności. Wyjątkiem jest sytuacja, w której człowiek rzeczywiście nie może nic zrobić i ma uzasadnione usprawiedliwienie.
SŁOWO SZÓSTE
Kluczem do szczęścia muzułmanów w życiu społecznym islamu jest praktykowanie konsultacji i narady, tak jak nakazuje to szariat. Werset:
[38] nakazuje naradę jako podstawową zasadę. Konsultacja między stuleciami i epokami poprzez medium, jakim jest historia, stała się podstawą rozwoju ludzkości i fun-damentami jej nauki. W ten sam sposób jednym z powodów, dla których Azja, ów największy kontynent, pozostała nierozwiniętą, jest fakt, iż nie praktykuje ona owej prawdziwej konsultacji.
Klucze i odkrycia przyszłości kontynentu azjatyckiego leżą w konsultacji (ar. maszłara). Oznacza to, że społeczności i kontynenty muszą praktykować naradę w ten sam sposób, w jaki konsultują się ze sobą jednostki, ponieważ to dzięki konsultacji połączonej z wolnością biorącą początek z szariatu i zrodzoną z cnoty i litości wiary pękną i znikną kajdany i łańcuchy różnych form tyranii, skuwające stopy trzystu, a raczej czterystu milionów muzułmanów. To właśnie owa prawowita wolność, przyozdobiona zwyczajami szariatu i przestrzeganiem jego nakazów, przepędzi zło rozpustnej cywilizacji Zachodu. Wolność według szariatu, która powstaje z wiary (ar. iman), zaleca dwie zasady:
To oznacza, że wiara (ar. iman) wymaga tego, by nie znieważać innych i nie mieć ich w pogardzie poprzez prześladowania i despotyzm, a także tego, by nikt nie poniżał się przed tyranami. Ktoś, kto prawdziwie jest sługą Jedynego Boga, nie może być sługą innych. Nie czyńcie nikogo prócz Boga Jedynego, waszego Pana (ar. Ar-Rabb) panem nad wami! Oznacza to, że kto nie uznaje Boga Jedynego, ten przypisze panowanie (ar. rububijja) wszystkiemu i wszystkim, stosownie do ich poziomu, i będzie przez nich nękany psychicznie. Tak, prawowita wolność szariatu jest łaską Wszechmocnego Boga, ukazującą Jego Imiona Ar-Rahman (Najbardziej Miłosierny) i Ar-Rahim (Najbardziej Litościwy), jest cechą charakterystyczną wiary.
Niech żyje prawdomówność! Śmierć rozpaczy! Niech miłość trwa wiecznie! Niech narada odnajdzie siłę! Niechaj wszelka hańba, przygana i odraza spadną na tych, którzy podążają za swymi złudzeniami i cielesnymi pragnieniami! Niechaj pokój i bezpieczeństwo będą z tymi, którzy podążają drogą prostą Jedynego Boga (ar. huda-llahi)! Amen!
Bediuzzaman niedługo pozostał w Damaszku. Udawszy się do Stambułu, rozpoczął starania na rzecz otwarcia uniwersytetu, jaki chciał za-łożyć we wschodniej Anatolii i nazwać Medresetu'z-Zehra. Towarzyszył sułtanowi Resadowi w jego podróży do Rumelii jako przedstawiciel wschodnich prowincji. Podczas podróży pociągiem Bediuzzaman rozmawiał z dwoma nauczycielami szkolnymi o pewnej ważnej kwestii. Streszczenie tej dyskusji zostało włączone jako dodatek do dzieła zatytułowanego Kazanie z Damaszku. W tym miejscu załączamy jego fragment:
Na początku okresu wolności (Drugiego Okresu Konstytucyjnego) dołączyłem do sułtana Resada w jego podróży do Rumelii jako przedstawiciel wschodnich prowincji. W pociągu wywiązała się dyskusja z dwoma przyjaciółmi, wykształconymi w nowoczesnych naukach.
Zapytali mnie oni: «Co jest silniejsze i bardziej konieczne: zapał religijny czy zapał narodowy?», a oto, co im odpowiedziałem:
Dla nas jako dla muzułmanów, zgodnie z naszą wiarą i praktyką, religia i narodowość są właściwie jednym. Różnica jest jedynie względna, pozorna i (sztucznie - uz. red. pol.) wytworzona. Zaiste, religia jest życiem i duchem narodu. Kiedy zapał narodowy i zapał religijny są postrzegane jako odrębne i różne, tym, który wywiera wpływ zarówno na prostych ludzi, jak i na klasy wyższe, jest zapał religijny, podczas gdy wpływ zapału narodowego jest ograniczony jedynie do jednego procentu ludzi - to jest do tych, którzy poświęcają swe osobiste korzyści na rzecz narodu. Zatem to zapał religijny jest tym, co musi być podstawą prawd ogółu. Zapał narodowy powinien być sługą, siłą i fortecą zapału religijnego.
Szczególnie jako ludzie Wschodu nie jesteśmy podobni do tych z Zachodu. Tym, co włada wnętrzem naszych serc, jest zmysł religii. Fakt, że przedwieczne zarządzenie Boże większość proroków wysłało na Wschód, jest znakiem tego, że jedynie zmysł religii jest tym, co zbudzi Wschód i poprowadzi go do postępu. Epoka szczęśliwości i czasy tabia'in [39] są rozstrzygającym świadectwem tej prawdy.
O, moi przyjaciele, którzy jesteście moimi kolegami z klasy w tej ruchomej szkole zwanej pociągiem, którzy pytacie mnie o to, czy większy nacisk powinno się kłaść na zapał religijny, czy na zapał narodowy! O wy, którzy studiowaliście nauki nowoczesne, a teraz wraz z nami podróżujecie ku przyszłości pociągiem czasu!, mówię również do was:
Zapał religijny i narodowość islamu całkowicie zjednoczyły się w Turkach i Arabach i stały się nierozłączne. Zapał muzułmański jest świetlistym, najbardziej silnym i najbardziej solidnym łańcuchem, rozpoczynającym się od Tronu Boga. Jest "najpewniejszym uchwytem" (ar. al-'urłatu-l usqa) [40], który nie złamie się ani nie cofnie. Jest świętą fortecą, której nie można ani zniszczyć, ani pokonać.
Po tym, jak powiedziałem to owym dwóm oświeconym nauczycielom, zapytali mnie: "Jakie przedstawisz świadectwo dla tych słów? Tak wspaniałe twierdzenie wymaga równie wspaniałego dowodu i potężnego świadectwa. Jakie jest jego świadectwo?"
Nagle pociąg wyjechał z tunelu, a my wyjrzeliśmy przez okno, wychylając przez nie głowy. Ujrzeliśmy dziecko, które nie miało nawet sześciu lat, stojące tuż obok toru, po którym właśnie miał przejechać pociąg. Zwróciłem się do dwóch mych przyjaciół-nauczycieli i powiedziałem:
Czy widzicie to dziecko? Językiem swego ciała dostarcza ono doskonałej odpowiedzi na nasze pytanie. Niech to niewinne dziecko będzie zamiast mnie naszym nauczycielem w owej ruchomej szkole. Spójrzcie, jak język jego ciała mówi nam o następującej prawdzie:
Spójrzcie, jak to dziecko stoi ledwie metr od miejsca, w którym przejedzie owa potworna istota, w chwili, gdy rycząc, wyjeżdża ona z tunelu w swej przerażającej szarży. Atak owej potwornej istoty grozi każdemu, kto tylko stanie jej na drodze, jej potężną siłą ciągu i rozdzierającym wrzaskiem. Choć wykrzykuje ona swe groźby, wołając: "Tylko spróbuj stanąć mi na drodze!", owo niewinne dziecko pozostaje tuż obok jej szlaku. W swej doskonałej wolności, z nadzwyczajnym męstwem i bohaterstwem, nie zwraca żadnej uwagi na te groźby, lecz pomniejsza je, mówiąc w swym niewielkim bohaterstwie: "Hej, pociągu! Nie przerazisz mnie swoim grzmiącym rykiem!", a dzięki swej determinacji i sile jak gdyby mówiło: "Hej, pociągu! Jesteś tylko więźniem systemu. Twa kierownica znajduje się w rękach tego, kto tobą kieruje. Zaatakowanie mnie przekracza granice twych możliwości. Nie możesz ujarzmić mnie poprzez swój despotyzm. Idź dalej swoją drogą, za zezwoleniem twego dowódcy".
A zatem, o moi przyjaciele w tym pociągu i o wy, bracia, którzy będziecie studiować nauki pięćdziesiąt lat później! Przypuśćcie, że perski Rustam [41] lub grecki Herakles z całym ich sławnym bohaterstwem przemierzyli czas i stanęli na miejscu tego dziecka. Jako że w ich czasach nie było pociągów, nie uwierzyliby, że pociąg porusza się zgodnie z pewnym systemem. Możecie zrozumieć, jak wielce przerażeni byliby owi dwaj bohaterowie i jak daleko uciekliby, kiedy pociąg nagle wyjechałby z tunelu, grożąc, że ich zaatakuje, z ogniem na swej głowie, z oddechem przypominającym grom i z oczami miotającymi błyskawice. Przy całej odwadze, z której byli znani, uciekliby w przerażeniu dalej niż o sto metrów stąd. Spójrzcie zatem i zobaczcie, jak wiele z ich wolności i męstwa zniknęłoby w obliczu owego potwornego zagrożenia. Jedynym wyjściem dla nich byłaby ucieczka, ponieważ nie uznaliby oni pociągu za posłusznego wierzchowca, jako że nie uwierzyliby w istnienie człowieka, który kieruje nim i wydaje mu rozkazy. Zamiast tego wyobraziliby go sobie jako bestię, do której z tyłu przywiązano dwadzieścia innych przerażających drapieżnych bestii wielkości wagonów.
O, moi bracia, i o wy, moi przyjaciele, którzy słuchacie tych słów pięćdziesiąt lat później! Tym, co daje owemu dziecku, które nie ma nawet sześciu lat, daleko więcej wolności i męstwa niż mieli ich ci
dwaj bohaterowie, a także poziom nieustraszoności i zaufania dalece przewyższający ich poziomy, są wiara (ar. iman) i ufność, będące niczym ziarna prawdy w jego sercu. Dziecko uznaje istnienie systemu, wedle którego działa pociąg, maszynisty, który ma nad nim kontrolę, fakt, że ruch pociągu podlega pewnemu porządkowi, a także fakt, że ktoś kieruje pociągiem na własny rachunek. Tym zaś, co przeraża dwóch bohaterów i czyni ich sumienia więźniami złudzeń, są ich ignorancja i niewiara widoczne w tym, że nie uznają oni istnienia maszynisty ani nie wierzą w istnienie systemu, wedle którego działa pociąg.
Tym, co spowodowało niezwyczajny strach, trwogę i niepokój dwóch bohaterów w naszych dwóch przypowieściach, były ich brak wiary, ignorancja i zbłądzenie. Prawda, którą Traktaty Światła ukazały poprzez setki dowodów, z których dwa zostały już wyrażone na początku tego traktatu, jest następująca:
Niewiara i zbłądzenie ukazują ludziom zbłądzenia cały wszechświat tak, jakby składał się on z szeregu przerażających wrogów. Pokazują, że ręce ślepej siły, bezcelowego przypadku i głuchej natury atakują nieszczęsnych ludzi poprzez tysiące rozmaitych wrogów, od Układu Słonecznego aż do bakterii gruźlicy w ciele człowieka. Naciskając na wszechstronną naturę człowieka, jej uniwersalne możliwości, nieskończone potrzeby i niekończące się pragnienia nieprzerwanymi strachem, bólem, trwogą i niepokojem, ukazują drzewo Piekła w niewierze i zbłądzeniu; wtrącają tych, którzy za nimi podążają, do swego rodzaju piekła, kiedy jeszcze pozostają oni na tym świecie. To pokazuje, że cała nauka i cały ludzki postęp poza sferą religii i wiary jest wart tyle, co nic, podobnie jak bohaterstwo Rustama i Heraklesa, a wszystkie działania niewiary są jedynie aplikowaniem pijaństwa i rozpusty, aby chwilowo przytępić zmysły i nie odczuwać owych bolesnych lęków.
Zatem jak wiara (ar. iman) i niewiara (ar. kufr) wydają w życiu ostatecznym takie owoce, jak Raj i Piekło, tak również na tym świecie wiara dostarcza duchowego raju i przekształca śmierć w zwolnienie z obowiązków, zaś niewiara przekształca ten świat w duchowe piekło, niszczy prawdziwe szczęście ludzkości i czyni śmierć wieczną egzekucją. Traktaty Światła, opierając się na jasnej wnikliwości, bezpośrednim poznaniu oraz wizji (ar. szuhud), ukazały tę prawdę wraz z setkami jej dowodów. Odsyłamy was zatem do Traktatów, a w tym miejscu przerywamy omówienie tego tematu.
Jeśli chcecie ujrzeć prawdę tkwiącą w owym porównaniu, unieście głowy i spójrzcie na wszechświat. Spójrzcie i zobaczcie, jak wiele jest
w nim pojazdów takich jak kolej żelazna, sterowce, samochody, samoloty, okręty lądu i morza..., planety gwiazd, ciała niebieskie, łańcuchy kolejno następujących po sobie wydarzeń, które moc Przedwiecznego stwarza zgodnie z określonym porządkiem, systemem, mądrością i zamysłem, zachodzących na lądzie, na morzu i w przestrzeni kosmicznej. Ktokolwiek tylko posiada inteligencję i wzrok, może ujrzeć większość z owych łańcuchów w wydarzeniach świata przejawów i w materialnym wszechświecie, a następnie potwierdzi ich istnienie. Tacy ludzie będą również w stanie potwierdzić, że istnieje jeszcze więcej cudownych i następujących po sobie wydarzeń, stworzonych przez moc Przedwiecznego w świecie duchowym i w światach bezcielesnych.
Zatem wszystkie owe materialne i niematerialne łańcuchy wydarzeń we wszechświecie atakują niewierzących ludzi zbłądzenia, grożą im i przerażają ich, niszcząc w ten sposób ich siłę moralną i duchową. Natomiast jeśli chodzi o ludzi wiary, nie grożą im ani ich nie przerażają, lecz raczej przynoszą im radość i pocieszenie, dają siłę i nadzieję. Jest tak, ponieważ ludzie wiary dzięki swej wierze widzą, że Wszechmądry Stwórca wprawia w ruch każdy z owych niezliczonych łańcuchów wydarzeń, owe cielesne i bezcielesne linie kolejowe oraz podróżujące wszechświaty, aby wykonywały swe funkcje zgodnie z doskonałymi porządkiem, regularnością, mądrością i zamysłem; że to On sprawia, iż wszystkie działają. Ani nie ma w ich wykonywaniu obowiązków najmniejszego zamieszania, ani też nie mogą one wykraczać przeciwko sobie nawzajem. Ludzie wiary dzięki swej wierze widzą, że owe wydarzenia ukazują doskonałość kunsztu Stwórcy i są przejawami Jego piękna, widocznymi we wszechświecie. Wiara dostarcza im najbardziej pełnej siły duchowej i ukazuje próbkę wiecznego szczęścia.
Zatem nic, żadna nauka ani żaden postęp, nie może zapewnić siły moralnej i duchowej w obliczu okropnych cierpień i lęków powstających z niewiary, której trzymają się ludzie zbłądzenia, ani też nie może dać im żadnej pociechy. Ich męstwo jest zniszczone, lecz niedbalstwo na pewien czas rozciąga nad nimi zasłonę, zwodząc ich.
Jednakże ludzie wiary właśnie z powodu swej wiary nie patrzą na owe wydarzenia ze strachem lub pozbawieni siły duchowej, lecz - jak dziecko w naszym porównaniu - spoglądają na wszechświat z nadzwyczajnymi siłą i hartem ducha, a także z prawdą, jaką daje wiara. Obserwują oni planowanie i wolę Wszechmądrego Stwórcy w sferze Jego mądrości i są wybawieni od złudzeń i strachu. Pojmując to, mówią: "Gdyby nie rozkaz i zezwolenie Wszechmądrego Stwórcy, owe podróżujące wszechświaty
nie mogłyby pozostawać w ruchu, nie mogłyby niczego uczynić". Z doskonałym zaufaniem ukazują oni szczęście w życiu na tym świecie, każdy stosownie do stopnia swej wiary.
Kiedy serce i sumienie człowieka nie są siedzibą prawdy zrodzonej z wiary i prawdziwej religii, kiedy nie są dla niego punktem oparcia, męstwo takiego człowieka będzie unicestwione tak, jak skruszyły się męstwo i bohaterstwo Rustama i Heraklesa w naszym porównaniu, zaś jego sumienie zgnije. Stanie się on więźniem wszystkich wydarzeń we wszechświecie i pogrąży się w byciu żebrakiem, drżącym ze strachu przed każdą rzeczą.
Jako że Traktaty Światła ukazały poprzez setki rozstrzygających dowodów ową prawdę dotyczącą wiary i straszliwej niedoli, jaką wydaje na świat zbłądzenie, w tym miejscu przerywamy omawianie owej długiej i rozległej prawdy.
Ludzkość w tym stuleciu dostrzegła, że tym, czego potrzebuje najbardziej, są moralna i duchowa siła, pocieszenie i hart ducha. Zatem w owym czasie wyrzeczenie się islamu i prawd wiary, które zapewniają siłę moralną, pociechę i szczęście, jakich potrzebuje człowiek, a miast czerpania korzyści z narodowości islamu poleganie - pod pretekstem stania się człowiekiem Zachodu - na zbłądzeniu, rozpuście oraz kłamliwych polityce i dyplomacji, całkowicie zniszczy wszelką moralność. Ludzie zbudzą się, aby dostrzec tę prawdę, a jeśli czas tego świata nie dobiegł jeszcze końca, mocno uchwycą się prawd Koranu.
Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi pod koniec pierwszej wojny światowej.W owym czasie trwały próby wybudowania wielkiego uniwersytetu muzułmańskiego w Kosowie. Bediuzzaman powiedział zarówno członkom Partii Jedności i Postępu, jak i sułtanowi Resadowi: "Wschód, który jest niczym centrum świata islamu, daleko bardziej potrzebuje takiego uniwersytetu". Skutkiem tego obiecano mu, że ów uniwersytet zostanie wybudowany na wschodzie. Później jednak wybuchła (pierwsza - uz. red. pol.) wojna bałkańska, a Turcja utraciła region, w którym miał powstać ów uniwersytet, to jest Kosowo. Bediuzzaman starał się zatem o to, aby dziewiętnaście tysięcy lir w złocie, które przeznaczono na budowę uniwersytetu, zostało skierowane dla pomyślnego wykorzystania ich na rzecz budowy Uniwersytetu Wschodniego.
Nauczyciel raz jeszcze powrócił do Van i na brzegach Jeziora Van, w miejscowości Edremit, położył fundamenty pod budowę Medresetu'z-Zehra. Jednak wybuch pierwszej wojny światowej przerwał budowę, a owych prób już nigdy nie podjęto. Już tamtej zimy Mułła Said dał swym uczniom nowinę, mówiąc: "Przygotujcie się. Wielka katastrofa i nieszczęście jest blisko"
Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi pod koniec pierwszej wojny światowej
SŁUŻBA BEDIUZZAMANA SAIDA NURSIEGO DLA KRAJU I NARODU W ROLI DOWÓDCY PUŁKU OCHOTNIKÓW
Po zakończeniu służby na froncie kaukaskim, która spotkała się z uznaniem Envera Paszy oraz dowódcy dywizji, Bediuzzaman powrócił do Van, aby dać odpór nacierającym siłom Rosjan. Podczas ewakuacji Van i nasilonych ataków Rosjan wraz z kilkoma uczniami zobowiązał się, że utrzyma się do końca w cytadeli Van. Gubernator Van, Cevdet Bej, nalegał, by wycofać się do miasteczka Vastan. Kiedy gubernator i naczelnik policji w prowincji ewakuowali ludzi do Bitlis, pułk kawalerii kozackiej przypuścił atak na Vastan. Mułła Said wraz z mniej więcej czterdziestoma ludźmi i kilkoma uczniami zatrzymał atak kozaków [42], aby żadni ludzie ani ich majątki nie wpadły w ręce wroga. Aby wywołać u kozaków strach przed atakiem, wraz ze swymi ludźmi wspiął się nocą na górę i uszykował ich do ataku, aby wprowadzić wrogów w błąd, tak by myśleli, że obrońcom przybyły silne posiłki. Zatrzymało to dalsze poruszanie się nieprzyjaciół naprzód. W ten sposób Bediuzzaman ocalił Vastan przed wpadnięciem w ręce Rosjan.
Podczas czasu bitewnego, po powrocie do okopów, Bediuzzaman pisał swój komentarz do Koranu (ar. tafsir) zatytułowany Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz). Skrybą był jego uczeń Mułła Habib. Mułła Habib spisywał słowa Nauczyciela siedząc na końskim grzbiecie, na linii ataków nieprzyjaciela i w okopach. W ten sposób została spisana większa część Znaków cudowności.
Komentarz do Koranu Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz) został napisany na froncie podczas pierwszego roku Wielkiej Wojny, kiedy nie były dostępne żadne księgi ani źródła. Prócz wojny istniały cztery inne powody, dla których został on spisany nadzwyczaj zwięźle. Sura Al-Fatiha i pierwsza połowa (dzieła - uz. red. pol.) są jeszcze bardziej zwięzłe i treściwe.
Po pierwsze: Czas nie pozwalał na objaśnienia; stary Said wyraził to, co zamierzał wyrazić, krótko i zwięźle.
Po drugie: Miał on na uwadze poziom pojmowania jego uczniów, a byli oni wysoce inteligentni; nie myślał on o zrozumieniu przez innych.
Po trzecie: Ponieważ objaśniał cudowność Koranu, który jest Księgą o najwspanialszej zwięzłości i subtelności, stary Said pisał krótko i rzeczowo. Teraz jednak przeczytałem to dzieło na nowo, oczami nowego Saida: zaprawdę, pomimo wszystkich błędów starego Saida, to dzieło wraz z jego wzniosłym omówieniem tematu jest majstersztykiem. Jako że kiedy stary Said je pisał, pozostawał w stałym stanie gotowości do rzucenia się w wir bitwy; jako że jego intencja była czysta, a napisał on swe dzieło zgodnie z zasadami retoryki i nauk języka arabskiego, (obecnie - uz. aut.) nie jestem w stanie obalić jakiejkolwiek części owej pracy. Jeśli Bóg zechce, przyjmie ją jako pokutę za grzechy starego Saida i wzniesie na wyższy poziom ludzi, którzy w pełni ją zrozumieją.
Gdyby nie powstały przeszkody takie, jak pierwsza wojna światowa, gdyby (do owego dzieła - uz. red. pol.) dołączono notatniki i listy zawierające inne egzegetyczne prawdy podobne cudowności kompozycji Koranu - jednemu aspektowi owej cudowności - która jest objaśniona w niniejszym pierwszym tomie, powstałby finezyjny i wszechstronny komentarz do Koranu, owej Księgi cudownej wystawy. Być może w przyszłości, przyjmując za źródło ów częściowy komentarz i sześćdziesiąt sześć, a raczej sto trzydzieści części Słów (tur. Sozler) i Listów (tur. Mektubat), komisja, której się poszczęści, napisze taki komentarz, in sza'a-llah.
Said Nursi
* * *
Co więcej, w Stambule Ali Riza Effendi, będący naczelnikiem urzędu do spraw fatł (tj. orzeczeń religijnych - uz. red. pol.) wychwalał Znaki cudowności wobec wielu odwiedzających go ludzi po tym, jak osobiście przeczytał ów tafsir. Przysięgając, oznajmił im: "Znaki cudowności mają wartość i siłę tysiąca komentarzy do Koranu!".
Owo dzieło spotkało się z wielkim poklaskiem uczonych Wschodu, a także wielkich uczonych z Damaszku i Bagdadu, którzy powiedzieli: "Znaki cudowności są nadzwyczajnym komentarzem do Koranu, który nie ma sobie równych".
W tym miejscu załączamy całe "Oświadczenie dotyczące zamysłu" ze wstępu do owego nadzwyczajnego dzieła, aby ukazać tło tej pracy.
Potężny Koran jest obejmującą każdą rzecz mową Boga i powszechnym przesłaniem Wszechwładnego dostarczonym od Wielkiego Tronu, które zwraca się do wszystkich grup, narodów i przedstawicieli rodzaju ludzkiego w każdej epoce. Zatem również - a szczególnie w tym czasie - obejmuje on wiele nauk oraz gałęzi wiedzy, których poznanie przekracza możliwości jednego człowieka czy też małej grupy ludzi. Zatem komentarz pochodzący od pojmowania i wyimaginowanej mocy jednego człowieka, którego zdolność pojmowania jest wielce ograniczona przez wzgląd na czas, miejsce i specjalizację, nie może prawdziwie objaśnić Koranu, ponieważ ów
człowiek nie może być zaznajomiony ze wszystkimi naukami ścisłymi i gałęziami wiedzy dotyczącymi duchowych i materialnych stanów wszystkich narodów i ludów, do których skierowany jest Koran, ani też nie może być ekspertem we wszystkich owych naukach. Ponadto nie może być on na tyle wolnym od uprzedzeń wynikających z jego profesji i posłuszeństwa, aby mógł bezstronnie objaśnić prawdy Koranu. Ponadto pojmowanie człowieka jest właściwe jemu samemu i nie może on wzywać innych do tego, by przyjęli jego stanowisko - chyba że jest ono potwierdzone przez pewnego rodzaju zgodę. Jego wnioski (oraz osądy - uz. red. tur.) odnoszące się do uczynków są wiążące jedynie dla niego samego i dla nikogo innego, chyba że również są zatwierdzone przez zgodę.
W konsekwencji tego komentarz do Koranu powinien być spisywany po drobiazgowych studiach i badaniach, przez wzniosłą komisję będących autorytetami uczonych, z których każdy jest specjalistą w pewnej liczbie nauk; powinien udowadniać subtelne znaczenia Koranu i jego finezyjne kwestie, jakie można znaleźć rozproszone po innych komentarzach, a także jego prawdy, które stają się widoczne z biegiem czasu, stosownie do odkryć nauki. Tak samo jego rozporządzenia prawne muszą być uporządkowane i uregulowane nie stosownie do myśli jednego człowieka, lecz przez taką komisję, po tym, jak zostaną przez nią skrupulatnie zbadane i przestudiowane. Zatem, pokładając zaufanie w rzeszy ludzi, owa komisja domyślnie przyjmuje za nich odpowiedzialność oraz staje się autorytetem i źródłem (orzeczeń prawnych - uz. red. pol.) dla społeczności muzułmańskiej.
Zaiste, ten, kto objaśnia Koran, winien posiadać wysoką inteligencję, zdolność przenikliwego i niezależnego osądu, a także wysoki stopień świętości. Jednak szczególnie w tych czasach takie warunki mogą zostać spełnione jedynie przez olśniewającą osobowość zbiorową, zrodzoną ze współpracy członków wzniosłej, szacownej komisji, ze zjednoczenia ich umysłów, z ich wzajemnego wsparcia i harmonii ich ducha, z wolności ich myśli, a także z ich całkowitej szczerości intencji, wolnej od wszelkich uprzedzeń. Jedynie taka zbiorowa osobowość może objaśniać Koran, jako że zgodnie z zasadą: "Co nie znajduje się w częściach, może być obecne w całości" owe przymioty, których nie można znaleźć u żadnego człowieka, są obecne w grupie ludzi.
Kiedy czekałem - a czyniłem tak przez wiele lat - na ukazanie się takiej komisji, miałem przeczucie, że znajdujemy się w przededniu
straszliwego trzęsienia ziemi, które zniszczy kraj.
Tak, kiedy nasz Mistrz nauczał nas na dachu medresy Horhor w Van, powiedział, że nastąpi straszliwe trzęsienie ziemi - i dokładnie tak, jak przepowiedział, w krótki czas później wybuchła Wielka Wojna.
Za zgodność (jego uczniowie w owym czasie):
Hamza, Mehmed Sefik,
Mehmed Mihri. Zatem zgodnie z zasadą: "Nie jest dozwolone całkowite porzucenie danej rzeczy, nawet jeśli nie uda się osiągnąć jej w całej pełni", mimo mej bezsilności, błędów i trudnego do odczytania charakteru pisma, zacząłem spisywać na własną rękę niektóre z prawd Koranu oraz niektóre wskazówki niepowtarzalnej cudowności jego kompozycji. Następnie, kiedy wybuchła Wielka Wojna, znalazłem się wśród gór i dolin Erzurum i Pasinler. Kiedy tylko nadarzała się okazja - podczas gdy spełniałem obowiązek dżihadu pośród owych burzliwych okoliczności - zwykłem spisywać to, co przyszło na myśl memu sercu, we frazach, które nie zawsze pasowały do siebie nawzajem. Jako że nie było możliwym posiadanie żadnych ksiąg czy komentarzy, aby do nich sięgnąć, to, co pisałem, zawierało jedynie to, co przyszło na myśl memu sercu. Jeśli te moje inspiracje nie są właściwe dla komentarza koranicznego, światła świateł, jeśli zawierają sprzeczne aspekty, może zostać to przypisane jedynie moim własnym ułomnościom. Z pewnością istnieją miejsca, które wymagają poprawek, lecz jako że owo dzieło było spisywane z całkowitą szczerością intencji, na linii frontu i wśród zabitych, jak nie jest dozwolona zmiana ubrań dla zmycia z nich krwi męczenników, tak nie mógłbym pozwolić na to, by zmieniono porwane frazy, w jakie został przyodziany ów komentarz; moje serce nie dałoby na to zgody. Nie zgadza się na to również teraz, ponieważ w tych czasach jak na razie nie mogę odnaleźć owej całkowitej szczerości intencji i czystości serca.
Co więcej, nie pisałem tego mojego dzieła, zatytułowanego Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz), z intencją tego, aby było ono prawdziwym komentarzem do Koranu, lecz jedynie - na wypadek, gdyby zostało dobrze przyjęte - napisałem je jako wzór i źródło dla komentarza, który zostanie napisany w przyszłości.
Mułła Habib, który dla Bediuzzamana znaczył tyle, co dwudziestu uczniów, a także był skrybą tafsiru Znaki cudowności, poległ śmiercią męczennika w bitwie pod Vastan po tym, jak dostarczył Halilowi Paszy, głównodowodzącemu frontem irańskim, przełomowych danych wywiadowczych w temacie ruchów nieprzyjaciela.
Podczas owych potyczek w niektórych miejscach zdarzało się, że ormiańscy żołnierze mordowali dzieci. Niekiedy w ramach odwetu zabijano również dzieci ormiańskie. Pewnego razu tysiące ormiańskich dzieci zgromadzono w dystrykcie, w którym przebywał Bediuzzaman. Mułła Said nakazał swoim żołnierzom: "Nie ważcie się tknąć choćby jednego z nich!", a następnie uwolnił owe kobiety i dzieci, które wróciły do swoich rodzin, znajdujących się między Rosjanami. Ormianie prawdziwie podziwiali ten przykład muzułmańskiej moralności, a od tej pory, kiedy tylko Rosjanie zajmowali inne tereny, dowódcy milicji ormiańskiej powstrzymywali ich przed mordowaniem muzułmańskich dzieci, przysięgając: "Jako że Mułła Said powstrzymał mordowanie i zwrócił nam nasze dzieci, my również zaprzestaniemy mordowania dzieci muzułmańskich". W ten sposób Mułła Said ocalił życie tysięcy niewinnych ludzi.
Po zajęciu Van i Mus Rosjanie w sile trzech dywizji ruszyli, by zaatakować Bitlis. Gubernator Bitlis Memduh-bej, a także (generał - uz. red. pol.) Kel Ali powiedzieli Bediuzzamanowi:
-Pozostał nam batalion wojska i jakieś dwa tysiące twoich milicjantów. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko wycofać się!
-Mieszkańcy, którzy wciąż ewakuują się z okolicznych terenów, kobiety i dzieci z Bitlis, a także ich dobytek, wszystko wpadnie w ręce wroga - odpowiedział im Bediuzzaman. - Nawet jeśli się nie utrzymamy, musimy odpierać wroga przez przynajmniej cztery lub pięć dni, aż wszyscy ludzie przejdą w bezpieczne miejsce.
-Po upadku Mus żołnierze starają się przejąć trzydzieści ciężkich dział Rosjan. Jeśli uda ci się przejąć te działa, będziemy mogli odeprzeć wroga, a ludzie zdążą się ewakuować.
-Albo zginę, albo przejmę te działa i przyprowadzę je tutaj - powiedział Bediuzzaman.
Z trzema setkami swoich milicjantów Mułła Said udał się do Nursin, aby przejąć rosyjskie działa. Dowódca rosyjskiego pułku kozaków otrzymał od swych zwiadowców następujące wyolbrzymione wiadomości: "Do dowódcy liczącego trzy tysiące ludzi pułku ochotników, który broni Bitlis, dołączył sławny Musa-bej z tysiącem swoich górali. Nadchodzą,
aby przechwycić działa". Dowódca kozaków nie miał innego wyjścia prócz panicznej ucieczki. Bediuzzaman wraz ze swymi trzema setkami milicjantów przyprowadził wszystkie działa do Bitlis. On sam doszedł najdalej i z trzema ze swoich ludzi przejął ostatnie działo, w ten sposób zapewniając przyprowadzenie do Bitlis trzydziestu ciężkich armat. Przez cztery dni żołnierze wraz z ochotnikami-milicjantami powstrzymywali ataki wroga, chroniąc życie ludzi oraz ich dobytek.
Aby zaszczepić męstwo w swych żołnierzach, Bediuzzaman nie krył się w okopach, lecz pozostawał na linii ognia. Pewnego razu, kiedy wysunął się naprzód, jadąc konno na pierwszą linię, jego duszę zaniepokoiła następująca kwestia, która nagle przyszła mu na myśl: "Gdybym teraz miał zostać szahidem (męczennikiem), zastanawiam się, czy moja szczerość intencji (ar. ichlas), która jest istotą poziomu męczeństwa, nie doznałaby szkody. Zastanawiam się, czy w ten sposób nie staję się chełpliwy...". Natychmiast zawrócił konia i jechał razem ze swymi ludźmi .
Podczas najbardziej zażartej bitwy, kiedy kwestie życia i śmierci przygnębiały bardziej niż kiedykolwiek, Nauczyciel myślał: "Zastanawiam się, czy to pozornie bohaterskie postępowanie nie jest sprzeczne z prawdziwą szczerością intencji". Oto godne uwagi ukazanie doskonałości jego przymiotów. Kiedy wypełniał zasadniczą część swej roli bohatera, zaszczepiając męstwo w swych ludziach na pierwszej linii boju, wśród ognia dział nieprzyjaciela, kiedy jadąc konno wysuwał się naprzód, jako dowódca wykonywał obowiązek męstwa i wiary oraz przedstawiał chwałę islamu najlepiej, jak może to uczynić dowódca. Rozważanie i zwracanie uwagi w takim czasie na doniosłość tajemnicy szczerości, która była najwznioślejszym i najczystszym poziomem doskonałości jego duszy i intencji, wskazuje na poziom doskonałości jego duszy daleko bardziej niż chwalebna i pełna samopoświęcenia walka, jaką ukazywał w służbie religii.
Zatem poprzez świadectwo jego życia widzimy, że takie przydomki, jak Bediuzzaman, Sahib'uz-zaman, Fahru'dawaran czy Fatinul'asr, pod którymi znany był Mułła Said, nigdy nie były nieprawdziwymi słowami. Olbrzymia służba na rzecz wiary i Koranu, jaką wykonał poprzez Traktaty Światła, a także uświęcona zbiorowa osobowość duchowa, jaką zapoczątkował wraz z milionami gotowych do poświęceń uczniów, są prawdziwym świadectwem i najbardziej rozstrzygającym dowodem tej prawdy.
Choć na linii ognia trafiły go cztery kule, nie wycofał się do okopów, aby uniknąć zniechęcenia wśród jego ochotniczych żołnierzy. Kiedy o tym usłyszeli gubernator Memduh-bej i generał Kel Ali, przysłali mu rozkaz, aby się wycofał.
-Nie zabije mnie ostrzał nieprzyjaciela! - odpowiedział Bediuzzaman.
I rzeczywiście, choć trafiły go trzy pociski, z których jeden uderzył w jego kindżał, a drugi przebił kapciuch na tytoń, nie zabiły go.
Wieczorem, po tym jak gubernator i generał ewakuowali ludzi, a żołnierze i milicjanci odeszli, Bediuzzaman pozostał wraz z niewielką
liczbą swych dzielnych uczniów. Postanowili, że uratują niektórych z bezradnych ludzi, którzy jeszcze pozostali, i będą stać na ich straży. Następnego ranka znaleźli się w ogniu zażartej potyczki z żołnierzami nieprzyjacielskiego batalionu i wielu z nich zostało męczennikami. To wtedy Ubeyd, który był bratankiem i dzielnym uczniem Bediuzzamana, poniósł męczeńską śmierć zamiast niego. Wówczas w nadzwyczajny sposób Bediuzzaman z trzema uczniami przedarli się przez trzy linie wroga i ukryli się w przepuście, przez który płynęła woda z topniejącego śniegu. Będąc ranny i mając złamaną nogę, Mułła Said pozostawał w wodzie i błocie przez trzydzieści trzy godziny. Straszliwa sytuacja, w jakiej znaleźli się z bronią w ręku, a także głosy nieprzyjaciela dobiegające ze stojącego obok przepustu budynku były tłumione przez spokój serc i szczęście, jakie odczuwali z powodu ewakuacji wszystkich mieszkańców. Pocieszając przyjaciół, Bediuzzaman powiedział im:
-Użyjemy karabinów tylko wtedy, gdy nadejdzie cała grupa nieprzyjacielskich żołnierzy. Nie poddamy się tak łatwo i nie będziemy marnować kul na jednego czy dwóch wrogów.
Subtelnym przykładem Bożej łaski jest fakt, że choć mogli widzieć nad sobą rosyjskich żołnierzy, którzy nie ustawali w ich poszukiwaniach, nie zostali odkryci przez trzydzieści trzy godziny. Bediuzzaman zwrócił się do swych milicjantów, którzy byli również jego uczniami, i powiedział im:
-Przyjaciele! Nie zostawajcie tutaj. Odejdźcie. Wybaczyłem wam.
Zostawcie mnie i starajcie się ratować samych siebie.
Jednak ci gotowi do poświęceń i bohaterscy uczniowie odpowiedzieli lojalnie:
-Nigdy nie pozostawimy cię w takim położeniu. Jeśli mamy zostać męczennikami, niech stanie się to w chwili, gdy ci służymy.
Później zostali wzięci do niewoli przez Rosjan, którzy przez Van i Tyflis przewieźli ich do Kostromy [43].
Żołnierze ormiańskiej milicji byli znani ze swej wierności. Zaprawdę, przekazano, że nigdy nie wyjawiali tajemnicy, nawet jeśli ich oczy i twarze wkładano w płonące węgle. Jednak w owym czasie Rosjanie zwykli mawiać: "Bediuzzaman i jego ochotniczy milicjanci są daleko lepsi od milicjantów ormiańskich. Oto powód, dla którego powiodło im się pokonanie naszych kozaków".
Bediuzzaman został zabrany do obozu jenieckiego, w którym miało miejsce prawdziwie zdumiewające wydarzenie: [44]
Pewnego dnia do obozu przybył rosyjski głównodowodzący frontem kaukaskim, aby dokonać inspekcji jeńców. Przechadzając się przed inspekcją, generał uświadomił sobie, że Bediuzzaman nie poświęcił mu żadnej uwagi ani nie wstał (na znak szacunku - uz. red. pol.). Zagniewany tym, generał przeszedł obok niego jeszcze raz, sądząc, że jeniec go nie zauważył, lecz Mułła Said w dalszym ciągu siedział na ziemi.
- Czy on wie, kim jestem?!
- Wiem - odpowiedział Bediuzzaman. - Jest pan Nikołajem Nikołajewiczem.
- To bezpośrednia zniewaga dla armii rosyjskiej i dla cara. [45]
- Nie znieważyłem pana. Jestem muzułmańskim uczonym, a ktoś, kto wierzy we Wszechmocnego Boga, jest lepszy od człowieka pozbawionego wiary. Oto, dlaczego nie powstałem przed panem.
Po tej wymianie zdań Bediuzzaman został postawiony przed sądem wojennym. Niektórzy jego przyjaciele spośród jeńców, którzy byli oficerami, przyszli, aby przekonać go, by przeprosił generała i uniknął eskalacji całej sprawy, która musiała doprowadzić do wyroku śmierci. Jednak Bediuzzaman z wielką godnością i męstwem powiedział im:
- Wyrok śmierci jest dla mnie niczym paszport do wiecznego królestwa.
Wydano wyrok śmierci i podjęto przygotowania do wykonania go. Bediuzzaman poprosił o chwilę czasu, aby mógł dopełnić religijnego obowiązku modlitwy, zanim stanie przed plutonem egzekucyjnym. Właśnie w chwili, kiedy skończył modlitwę, nadszedł rosyjski generał, który podszedł do Bediuzzamana ze słowami przeprosin:
- Proszę, aby mi pan wybaczył. Zdałem sobie sprawę z tego, że pańskie postępowanie wynikało z dochowania wiary świętości religii. Proszę o wybaczenie i przepraszam.
Wyrok śmierci został uchylony.
Bediuzzaman pozostał jako jeniec wojenny niedaleko Syberii przez mniej więcej dwa i pół roku. Ten ofiarny bohater islamu, który przez wzgląd na Boga Jedynego cale życie spędził na ożywianiu Koranu, islamu i sunny, nie zaprzestał swoich wysiłków również w tym miejscu. Pracował on nad oświeceniem ludzi wokół niego, nad dostarczeniem im przewodnictwa, a także rozpoczął dawanie lekcji innym jeńcom.
Pewnego razu rosyjski generał zobaczył, jak Mułła Said nauczał dziewięćdziesięciu spośród swych przyjaciół-oficerów. Biorąc to za przemówienie polityczne, rozkazał, aby je przerwano. Jednakże później, kiedy odkrył, że przemówienie było dostarczaniem lekcji natury religijnej, naukowej i społecznej, zezwolił na kontynuowanie tych lekcji.
Ostatecznie Bediuzzaman znalazł sposób, aby zbiec z niewoli i pomyślnie odbył podróż do Piotrogrodu (Petersburg), a później do Warszawy [46]. Następnie w roku 1918 (1334 kalendarza romańskiego) przez Wiedeń powrócił do Stambułu.
Bediuzzaman Said Nursi, dowódca ochotniczego pułku milicji,w jednym ze swoich dzieł opowiada o dniach swej niewoli w następujący sposób :
Podczas pierwszej wojny światowej przebywałem w Kostromie, w odległej guberni północno-wschodniej Rosji jako jeniec wojenny. Był tam mały meczet należący do Tatarów, który stał nad brzegiem sławnej rzeki Wołgi. Często przykrzyło mi się wśród moich przyjaciół, innych oficerów. Tęskniłem do samotności, ale nie mogłem wędrować po okolicy bez zezwolenia. Później, po wpłaceniu kaucji, zabrano mnie do dzielnicy tatarskiej, do owego małego meczetu nad brzegiem Wołgi. Sypiałem tam, samotny. Zbliżała się wiosna. Pośród długich, długich nocy owego północnego kraju cierpiałem na bezsenność; smutny plusk Wołgi, pozbawiony radości stuk kropel deszczu i przygnębiający szept wiatru wśród ciemnych nocy i ciemności zesłania chwilowo zbudziły mnie z głębokiego snu nieuwagi. Jeszcze nie uważałem samego siebie za starego, jednak ci, którzy doświadczyli okropności wielkiej wojny, byli starzy, ponieważ tamte dni, jak ukazuje to werset koraniczny:
[47]
uczyniły starymi nawet dzieci. Chociaż miałem wówczas czterdzieści lat, czułem się tak, jakbym miał osiemdziesiąt. W owe długie i ciemne noce, wśród boleści zesłania, w mym przygnębiającym stanie rozpaczałem nad życiem i nad moją ojczyzną. Spojrzałem na swoją bezsilność i samotność, i nadzieja zawiodła.
Wówczas, kiedy byłem w takim stanie, odsiecz przybyła ze strony Wszechmądrego Koranu. Mój język powiedział:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały poręczyciel!» [48] a moje serce zawołało z płaczem:
Kiedy pomyślałem o moich dawnych przyjaciołach w ojczyźnie i wyobraziłem sobie, że umieram na wygnaniu, jak Niyazi Misri, do mojej poszukującej przyjaciela duszy wlały się takie oto wersy:
Tak czy inaczej, wśród owej przygnębiającej, godnej politowania, długiej nocy zesłania, pośród której cierpiałem z powodu rozłąki, moja słabość i bezsilność stały się tak skutecznymi środkami i orędownikami na Bożym dworze, że jeszcze dzisiaj wciąż mnie to zdumiewa. Kilka dni później uciekłem na własną rękę, nie znając rosyjskiego, pokonując odległość, na przebycie której byłby potrzebny rok marszu piechotą. Zostałem wybawiony w cudowny sposób, dzięki Bożej łasce, którą zostałem obdarowany w wyniku mojej słabości i bezsiły. Następnie przez Warszawę i Austrię dotarłem do Stambułu. Tak, to, że wyratowałem się w taki sposób i z taką łatwością, było dość niezwykłe! Ukończyłem swój długi lot ku wolności ze swobodą i łatwością, jakie nie byłyby dane nawet najbardziej odważnym i najbardziej przebiegłym ludziom mówiącym po rosyjsku.
Tamta noc, spędzona w meczecie nad brzegami Wołgi, sprawiła, że podjąłem decyzję, by resztę swego życia spędzić jako pustelnik. Rzekłem do siebie: "Już dość tego mieszania się w życie ludzi i społeczeństwa". Ponieważ ostatecznie miałem zstąpić do grobu w samotności, powiedziałem: "Od tej chwili wybieram osamotnienie, by oswoić się z nim". Jednak niestety!, rzeczy niewydające żadnych skutków, jak moi liczni przyjaciele ze Stambułu, blaski życia doczesnego w owym mieście, a zwłaszcza sława i zaszczyty, jakie stały się tam moim udziałem (a które były daleko większe niż moje zasługi), sprawiły, że na pewien czas zapomniałem o mojej decyzji. Było tak, jakby tamta noc na zesłaniu była świetlistą czernią w oczach mojego życia, zaś lśniąca jasność dnia w Stambule jawiła się im jako pozbawiona światła biel. Oczy mego życia nie mogły spojrzeć przed siebie, lecz wciąż drzemały, aż dwa lata później Ghałs al-A'zam, Szejk Gajlani, otworzył moje oczy ponownie poprzez swą księgę Futuh al-Ghajb.
Uczeni i ogół mieszkańców Stambułu czuli się zaszczyceni faktem, że mogą ponownie gościć Bediuzzamana. Bez swej wiedzy został on mianowany członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye w Ministerstwie Spraw Religijnych. W skład działającego jako akademia muzułmańska Daru'l-Hikmet wchodzili w owym czasie tacy wielcy uczeni islamu, jak Mehmet Akif, Izmirli Ismail Hakki czy Elmalili Hamdi.
Bratanek Bediuzzamana, Abdurrahman (niech Bóg się nad nim zmiłuje), jego duchowy syn, był nadzwyczaj inteligentnym, dzielnym i dokładającym starań młodym człowiekiem. Oto, jak przypominał on sobie tamten czas:
W roku 1334 (kalendarza romańskiego - uz. red. tur.), po tym, jak mój stryj wrócił z niewoli, został on mianowany członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, jednak wciąż dochodził do siebie po chorobie, jakiej nabawił się w niewoli, i przez pewien czas nie brał udziału w jego posiedzeniach. Wiele razy chciał zrezygnować, lecz nie pozwolili mu na to jego przyjaciele, zatem kontynuował swą służbę w Daru'l-Hikmet. Zwykłem uważnie obserwować jego życie i zdałem sobie sprawę, że nie wydawał żadnych pieniędzy na własne potrzeby, prócz tych naprawdę koniecznych. Jego odpowiedzią dla każdego, kto pytał o jego oszczędność, były słowa:
-Moim celem jest naśladowanie większości ludzi z jej środkami do życia, a większość ludzi jest w stanie uzyskać tylko tyle. Odmawiam naśladowania rozrzutnej mniejszości.
Ze swego wynagrodzenia brał sumę niezbędną na opłacenie podstawowych potrzeb, a mnie dawał to, co pozostawało, prosząc, abym "przechował" owe pieniądze. Polegając na jego trosce o mnie oraz pogardzie dla bogactwa materialnego, wydałem oszczędności całego roku bez wiedzy mego stryja. Oto, co mi powiedział (kiedy dowiedział się o tym - uz. red. pol.):
-Wydanie tych pieniędzy nie było nam dozwolone, ponieważ należały one do ludu. Dlaczego je wydałeś? Zwalniam cię z obowiązku zarządzania moimi finansami i sam się tym zajmę.
Minęło trochę czasu, zanim prawdziwie poczuł pragnienie opublikowania dwunastu z jego dzieł. Na wydanie owych dzieł wydał wszystko, co zaoszczędził ze swych poborów. Z wyjątkiem jednego lub dwóch mniejszych dzieł, wszystkie swe dzieła rozdawał za darmo. Kiedy zapytałem go, dlaczego ich nie sprzedaje, powiedział:
-Dozwolonym jest wydanie ze swego zarobku tylko takiej sumy, która jest niezbędna, aby przeżyć. Nadmiar należy do narodu, a rozdawanie ksiąg za darmo jest moim sposobem na zwrócenie tych pieniędzy narodowi.
Jego służba w Daru'l-Hikmet skupiała się na osobistych inicjatywach, takich jak ta, kiedy odkrył pewne przeszkody we wspólnym wykonywaniu pracy zespołowej. Każdy kto go znał wierzył, że Bediuzzaman zawsze był gotów stawić czoła śmierci - oto dlaczego był w stanie pozostać tak stanowczym na stanowisku, jakie zajmował w Daru'l-Hikmet, nie pozwalając, aby cudzoziemskie wpływy oddziaływały na ową instytucję i obaliły ją. Zakwestionował błędnie wydane fatły (tj. orzeczenia prawne - uz. red. tur.). Jeśli w umysłach ludzi ukazywała się jakaś szkodliwa idea, publikował dzieła sprzeciwiające się jej skutkom.
Oto fragmenty Błysku Dwudziestego Szóstego pióra Bediuzzamana, mówiące o jego życiu w Stambule po powrocie z niewoli:
Przez rok lub dwa lata spędzone w Stambule po powrocie z rosyjskiej niewoli byłem owładnięty przez nieuwagę. Polityka bieżącego dnia sprawiła, że przestałem poświęcać uwagę samemu sobie, lecz roztrwoniłem ją na sprawy świata zewnętrznego. Któregoś dnia siedziałem w pewnym wysokim miejscu, patrząc niedbale na dolinę w Stambule, w której leży Cmentarz Sułtana Eyuba, kiedy zostałem opanowany przez stan umysłu, w którym, spoglądając w dół, ujrzałem, jak mój własny świat umiera, a moja dusza odchodzi. Powiedziałem do siebie: "Zastanawiam się, czy to inskrypcje na nagrobkach są tym, co podsuwa mi takie złudzenia?" i odwróciłem wzrok. Nie patrzyłem w dal, lecz na cmentarz. Wówczas mojemu sercu udzieliła się następująca
myśl: "Ten cmentarz, który widzisz wokół siebie, po stokroć obejmuje cały Stambuł, ponieważ Stambuł zdążył już po stokroć opustoszeć [49]. Nie możesz uciec przed rozkazem Wszechmądrego i Potężnego, Który sprawił, że wszyscy mieszkańcy Stambułu zostali zsypani do grobów. Nie jesteś wyjątkiem, ty również odejdziesz".
Wyszedłem z cmentarza i z głową pełną owych niesamowitych myśli wszedłem do małej celki [49] przy Meczecie Sułtana Eyuba, w której zatrzymywałem się wiele razy wcześniej. Pomyślałem, że po trzykroć jestem gościem: jestem gościem w tym maleńkim pokoiku, gościem w Stambule i gościem na tym świecie, zaś gość musi myśleć o czekającej go drodze. Tak jak opuszczę ten pokój, tak pewnego dnia opuszczę Stambuł, a jeszcze innego dnia odejdę z tego świata.
Kiedy mój umysł pozostawał w takim stanie, serce zostało opanowane przez wielce żałośliwy i bolesny smutek. Nie straciłem jedynie jednego lub dwóch przyjaciół; miałem rozstać się z tysiącami ludzi ze Stambułu, których miłowałem, a także z samym Stambułem, który również bardzo kochałem. Tak, jak miałem rozstać się z setkami tysięcy przyjaciół na tym świecie, tak samo miałem opuścić piękny świat, który mnie urzekł i który umiłowałem. Kiedy zastanawiałem się nad tym, jeszcze raz wspiąłem się do owego miejsca na cmentarzu. Właśnie wtedy ukazali mi się wszyscy zmarli ze Stambułu, chodzący wokół mnie. Od czasu do czasu bywałem w kinie, by czegoś się nauczyć, a moja wizja była podobna filmowi, który ukazuje w teraźniejszości wydarzenia z przeszłości. Wszyscy ludzie, których wówczas zobaczyłem, ukazali mi się jako pochód zwłok. Moja wyobraźnia powiedziała do mnie: "Niektórzy spośród zmarłych pochowanych na tym cmentarzu ukazali ci się, jak maszerują wokół ciebie niby na kinowym ekranie, zatem powinieneś również zobaczyć ludzi teraźniejszości, którzy są w drodze wiodącej ku przyszłemu zstąpieniu do grobu, jako tych, którzy już do niego zstąpili. Oni również są wśród tych trupów, krążących wokół ciebie".
Nagle, dzięki światłu Koranu i dzięki przewodnictwu Ghałs al-A'zam, Szejka Al-Gajlaniego, mój smutek przekształcił się w radość. Oto, jak to się stało:
Światło bijące z Koranu poddało mi następującą myśl: "Kiedy byłeś jeńcem wojennym i przebywałeś na zesłaniu w Kostromie na północnym wschodzie, miałeś jednego lub dwóch przyjaciół spośród oficerów. Wiedziałeś, że tak czy inaczej pewnego dnia pojadą oni do Stambułu. Gdyby jeden z nich zapytał cię: 'Czy chcesz jechać do
Stambułu, czy też chcesz pozostać tutaj?', z całą pewnością, jeśli miałeś choć na jotę inteligencji, z radością wybrałbyś podróż do Stambułu, ponieważ spośród tysiąca i jednego twoich przyjaciół dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu przebywało już w Stambule. Tam pozostał jedynie jeden lub dwaj, a oni również mieli opuścić to miejsce. Nie powinieneś zatem traktować udania się do Stambułu jako zasmucającej podróży czy też bolesnej rozłąki. Co więcej, przybyłeś tutaj, i czyż nie byłeś szczęśliwy z tego powodu? Zostałeś wybawiony od długich i ciemnych nocy i od mroźnych, burzliwych zim w nieprzyjacielskim kraju. Przybyłeś do Stambułu, do raju tego świata!"
Dokładnie w ten sam sposób, od waszego dzieciństwa aż po wiek, który osiągnęliście obecnie, dziewięćdziesięciu dziewięciu spośród stu ludzi, których kochaliście, wyemigrowało na cmentarz, który tak was przeraża. Każdy z was ma jednego lub dwóch przyjaciół, którzy wciąż są na tym świecie, a oni również z niego odejdą. Wasza śmierć na tym świecie nie jest rozłąką, lecz zjednoczeniem, jest ponownym połączeniem się ze wszystkimi przyjaciółmi. Mnie samemu przypomniano, że przyjaciele (to jest, ich nieśmiertelne dusze) pozostawili za sobą, pod ziemią, swe zniszczone mieszkania [51] i niektórzy spośród nich wędrują wśród gwiazd, a niektórzy między poziomami pośredniego królestwa.
Tak, Koran i wiara udowadniają ową prawdę z taką pewnością, że powinniście - jeśli nie jesteście całkowicie pozbawieni serc i dusz, a waszych serc nie zadusiło zbłądzenie - uwierzyć w nią tak, jakbyście ujrzeli ją na własne oczy, ponieważ z całą pewnością i oczywistością Najbardziej Szczodry Stwórca, Który upiększa ten świat przez niezliczone rodzaje Swoich upominków i darów, Który ukazuje Swoją absolutną władzę z hojnością i litością, Który zachowuje nawet najmniej znaczące rzeczy, takie jak nasiona, nie unicestwiłby człowieka ani nie wysłał go w niebyt czy na pustkowie, nie postąpiłby z nim tak nieuprzejmie i bez żadnego zamysłu, jak może się to na pozór zdawać, jako że człowiek jest najdoskonalszym, najbardziej wszechstronnym, najważniejszym i najbardziej ukochanym przez Boga spośród wszystkich Jego stworzeń. Raczej jak rolnik rzuca w ziemię ziarno, tak Litościwy Stwórca na pewien czas rzuca pod ziemię (która jest drzwiami prowadzącymi do Jego miłosierdzia) Swoje ukochane stworzenia, by wypuściły pędy w innym życiu .
Po tym, jak otrzymałem owo napomnienie od Koranu, cmentarz stał się dla mnie miejscem bardziej swojskim niż Stambuł. Osamotnienie i odosobnienie stały mi się milsze niż rozmowa i towarzystwo, i znalazłem swą samotnię w Sariyer nad Bosforem. Tam Ghałs al-A'zam (niech Bóg będzie z niego rad) z jego dziełem Futuh al-Ghajb został moim mistrzem, lekarzem i przewodnikiem, podczas gdy Imam Rabbani (niech Bóg będzie z niego rad) z jego Listami został moim towarzyszem, współczującym przyjacielem i nauczycielem. Dziękowałem Bogu, będąc nadzwyczaj szczęśliwy z tego, że dostąpiłem starości, wycofawszy się z dala od cywilizacji i uwolniwszy się od życia społecznego. (...)
Nadzieja Jedenasta
Po powrocie z niewoli mieszkałem wraz z mym bratankiem Abdurrahmanem w willi położonej na stambulskim wzgórzu Camlica. Z punktu widzenia życia doczesnego sytuacja, w jakiej się znajdowałem, mogłaby być postrzegana jako najbardziej pomyślna dla ludzi takich jak my, ponieważ zostałem ocalony od losu jeńca wojennego, a w Daru'l-Hikmet odnosiliśmy sukcesy w rozpowszechnianiu wiedzy w sposób wzniosły i odpowiedni do mojego wyuczonego zawodu. Zaszczyty i szacunek, jakie stały się moim udziałem, dalece przekraczały te, na jakie zasługiwałem. Mieszkałem w najpiękniejszym miejscu Stambułu. Wszystkie moje sprawy szły doskonale. Byłem razem z nieżyjącym już Abdurrahmanem, moim bratankiem, który był nadzwyczaj inteligentny i gotów do poświęceń, był dla mnie zarówno uczniem, jak służącym, pisarzem i duchowym synem. Jednak wówczas, kiedy wiedziałem, że jestem bardziej szczęśliwy niż ktokolwiek inny na świecie, spojrzałem w lustro i ujrzałem siwe włosy na mojej głowie i na brodzie.
Nagle powróciło wrażenie duchowego przebudzenia, jakiego doświadczyłem w meczecie w Kostromie podczas niewoli. Zacząłem badać okoliczności i przyczyny, do których czułem autentyczne przywiązanie i które, jak mniemałem, były źródłem szczęśliwości na tym świecie. Jednak którejkolwiek z nich bym się nie przyglądał, widziałem, że była zepsuta, niewarta przywiązania, zwodnicza. Mniej więcej w tym samym czasie poniosłem konsekwencje niespodziewanie i niewyobrażalnie nielojalnego postępowania przyjaciela, którego miałem za najbardziej wiernego. Czułem wstręt do świata. Rzekłem sam do siebie: "Czy zostałem oszukany z kretesem? Widzę, że wielu ludzi spogląda na naszą sytuację z zawiścią, podczas gdy w rzeczywistości jest ona godna współczucia. Czy wszyscy ci ludzie są szaleni, czy to ja jestem tym, który oszalał, ponieważ postrzegam wszystkich ahl ad-dunja [52] w taki sposób?"
Tak czy inaczej, w rezultacie owego dotkliwego przebudzenia, spowodowanego przez moją starość, przede wszystkim dostrzegłem przemijającą naturę wszystkich efemerycznych rzeczy, do których byłem przywiązany. Wówczas spojrzałem na siebie i ujrzałem, że jestem całkowicie bezsilny. Następnie moja dusza, która pragnie nieśmiertelności, lecz była rozmiłowana w efemerycznych rzeczach, które wyobrażała sobie jako nieśmiertelne, oznajmiła: "Ponieważ jestem tylko przejściowym bytem związanym z moim ciałem, jakież dobro mogą mi przynieść owe
efemeryczne rzeczy? Ponieważ jestem słaba, czegóż mogę oczekiwać od tych bezsilnych rzeczy? Tym, czego potrzebuję, jest Ten, Który jest Wieczny i Trwający, Ten, Który jest Przedwieczny i Wszechmocny, Który dostarczy remedium na moje choroby". Rozpocząłem poszukiwania.
Wówczas przede wszystkim uciekłem się do nauki (którą wtedy studiowałem) płynącej ze starości i zacząłem poszukiwać pocieszenia i nadziei. Jednak niestety, aż do tego czasu wypełniałem swój umysł naukami filozofii na równi z naukami islamu i zupełnie błędnie wyobrażałem sobie owe filozoficzne nauki jako źródło postępu i narzędzie oświecenia. Owe filozoficzne kwestie wielce zbrukały mą duszę i stały się przeszkodą dla rozwoju duchowego.
Nagle, dzięki miłosierdziu i szczodrości Wszechmocnego Boga, przybyła mi na pomoc święta mądrość Koranu. Jak objaśniłem to w wielu częściach Traktatów Światła, owa mądrość zmyła brud filozofii i oczyściła z niego moją duszę.
Na przykład, duchowe ciemności wynikające z nauki i filozofii sprawiły, że moja dusza pogrążyła się we wszechświecie. W którąkolwiek stronę nie spojrzałbym, szukając światła, nie mogłem znaleźć żadnego blasku w kwestiach filozoficznych, nie mogłem oddychać. Trwało to aż do chwili, w której wskazówka zawarta w Bożej jedności, jaką dało mi zdanie Wszechmądrego Koranu: Nie ma boga, jak tylko On!, rozproszyła swoim światłem wszystkie warstwy ciemności, tak że mogłem oddychać z łatwością. Jednak opierając się na tym, czego nauczyli się od ludzi zbłądzenia, moja dusza i Szatan zaatakowały mój umysł i serce. Wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za to, że dalsza dyskusja z moją duszą zakończyła się zwycięstwem serca. Owa zamiana częściowo została opisana w wielu fragmentach Traktatów Światła. Uważając to za wystarczające, w tym miejscu objaśnię tylko jeden dowód spośród tysięcy, by ukazać zwycięstwo mego serca jedynie w tysięcznej części. W ten sposób dowód ów będzie mógł oczyścić dusze niektórych starszych ludzi, które zostały zabrudzone w ich młodości. Ich serca stały się chore, a dusze zepsute przez kwestie, które - choć nazwano je filozofią Zachodu czy też naukami cywilizacji - częściowo są zbłądzeniem, a częściowo drobnostkami. Dzięki Bożej jedności ludzie ci mogą zostać wybawieni od zła Szatana i od zła ich dusz, a to w następujący sposób:
Moja dusza rzekła w imię nauki i filozofii: "Zgodnie z naturą rzeczy, byty we wszechświecie oddziałują na inne byty. Każda rzecz wskazuje na swoją przyczynę. Przyczyn zaistnienia owocu należy szukać w drzewie, a przyczyn istnienia ziarna - w glebie. Jaki więc jest sens w poszukiwaniu
przyczyn najdrobniejszych i najmniej znaczących rzeczy u Boga oraz w błaganiu Go o owe rzeczy bez znaczenia?"
Dzięki światłu Koranu, znaczenie Bożej jedności odsłoniło się wówczas przede mną w następujący sposób: Podobnie jak największe rzeczy, również te najmniejsze i najdrobniejsze mają swój początek w mocy Stwórcy całego wszechświata i wyłaniają się z Jego skarbca, nie mogą pojawiać się w jakikolwiek inny sposób. Jeśli chodzi o przyczyny, są one jedynie zasłoną. W odniesieniu do kunsztu i aktu stwórczego, niekiedy stworzenia, które uważamy za najmniejsze i najmniej znaczące są wspanialsze od największych stworzeń. Nawet jeśli mucha nie jest większym przejawem kunsztu niż kurczak, nie jest również mniejszym, a w takim razie nie powinno czynić się rozróżnienia między rzeczami wielkimi i małymi [53]. Albo wszelkie rzeczy powinniśmy rozdzielić [54] pomiędzy przyczyny materialne, albo też powinniśmy niezwłocznie przypisać ich istnienie Temu, Który jest Jeden. Jak pierwsze stanowisko jest niemożliwością, tak drugie niezbędną koniecznością.
Jeśli bowiem byty zostaną przypisane jednej istocie, czyli Przedwiecznemu i Wszechmocnemu, to jako że Jego wiedza, której istnienie jest pewne z powodu porządku i mądrości widocznych we wszystkich istotach, obejmuje każdą rzecz; jako że miara właściwa każdej rzeczy jest ustalona przez Jego wiedzę; jako że widzimy, jak istoty, które są pełne nieskończonych przejawów kunsztu, stale są powoływane do istnienia z niczego, a przy tym z nieskończoną łatwością; jako że zgodnie z niezliczonymi i potężnymi dowodami na to, że Wszechwiedzący i Wszechmocny jest w stanie stworzyć, cokolwiek zechce, jedynie poprzez rozkaz «Bądź!» - i to się staje [55] i z taką łatwością, z jaką zapalamy zapałkę; jako że, jak zostało to wyjaśnione w wielu częściach Traktatów Światła, a udowodnione zwłaszcza w Liście Dwudziestym i pod koniec Błysku Dwudziestego Trzeciego, posiada On nieskończoną moc - ponieważ tak jest, zatem nadzwyczajna łatwość i lekkość, jakie widzimy w stwarzaniu, wynikają z owej wiedzy, która obejmuje każdą rzecz, i z owej olbrzymiej mocy.
Na przykład, jeśli użyjemy szczególnego roztworu, by odczytać księgę napisaną atramentem sympatycznym, ta ogromna księga nagle ukaże swoje istnienie, a przeczytanie jej stanie się możliwe. Dokładnie w ten sam sposób szczególny kształt i określona miara każdej rzeczy są ustalone przez obejmującą każdą rzecz wiedzę Przedwiecznego i Wszechmocnego. Poprzez swój rozkaz «Bądź!» - i to się staje, ze Swą nieograniczoną mocą i przenikającą wszystko wolą, jak ktoś, kto rozprowadza właściwy roztwór
na niewidocznym piśmie, Wszechmocny używa przejawu Swojej mocy, by z całkowitą łatwością i lekkością nadać zewnętrzny kształt bytom, które istnieją w Jego wiedzy, ukazując hafty utkane przez Jego mądrość i czyniąc je możliwymi do odczytania.
Jeśli nie przypiszemy wszystkich rzeczy razem wziętych Przedwiecznemu i Wszechmocnemu, Który obejmuje Swoją wiedzą każdą rzecz, wówczas musielibyśmy zgromadzić w określonej mierze większość różnorodnych bytów istniejących we wszechświecie w ciele najdrobniejszej rzeczy, jaką jest mucha, zaś cząsteczki pracujące w maleńkim ciele muchy musiałyby znać tajemnice jej stworzenia i doskonałego kunsztu widocznego nawet w najmniejszych szczegółach jej ciała, ponieważ - z czym zgadzają się wszyscy, którzy posiadają inteligencję - przyczyny materialne i przyczyny natury nie mogą stworzyć jakiejkolwiek rzeczy z niczego, a jeśli nawet stwarzają, musiałyby zgromadzić i połączyć wszystkie składniki owej istoty. Ponieważ w każdej istocie żywej (niezależnie od tego, jaka to istota) zawarte są próbki większości pierwiastków, a także większości gatunków stworzeń - jako że stworzenia żywe są wręcz jak ziarno lub sedno całego wszechświata, dla przyczyn naturalnych z całą pewnością będzie niemożliwe zgromadzenie pierwiastków zawartych w całym drzewie tak, by stworzyły nasiono owego drzewa, jak też stworzenie istoty żywej z tego, co rozrzucone jest po całym obliczu ziemi, przesianie owych składników przez najdrobniejsze sito i odmierzenie ich w zgodzie z najdelikatniejszą równowagą. Ponieważ przyczyny naturalne są nieświadome i pozbawione życia, a także nie mają wiedzy potrzebnej do ustanowienia planu, spisu, modelu czy programu, zgodnie z którym mogłyby sporządzić odlew wszystkich części niematerialnej matrycy istoty, o której mówimy, nie mogą również zakłócić ani zepsuć porządku, zgodnie z którym ta istota została stworzona, a jest zupełnie jasnym, jak bardzo dalekie od rozsądku i od tego, co jest możliwe, jest przypuszczanie, że owe przyczyny, nie posiadając formy ani miary, mogą sprawić bez rachunków i wyliczeń, by cząsteczki płynące jak fala powodzi pozostawały jedna na drugiej, uporządkowane w swej masie, by nie rozproszyły się - a byłoby to konieczne, ponieważ każda rzecz ma własną formę i miarę, mądrze wybraną spośród wszystkich możliwych. Z pewnością ujrzy to każdy, kto nie cierpi z powodu ślepoty w swym sercu. Tak, w konsekwencji owej prawdy, a zgodnie ze znaczeniem wersetu:
gdyby nawet wszystkie przyczyny materialne zebrałyby się razem, gdyby posiadały wolę, nie mogłyby poprzez syntezę stworzyć nawet jednej muchy, jej układów i narządów, zachowując ich określoną równowagę. Nawet gdyby zgromadziły razem wszystko, co składa się na jej ciało, nie mogłyby sprawić, by wszystkie składniki pozostały w zgodności ze szczególną miarą, ściśle określoną dla danej istoty. Nawet gdyby były w stanie to uczynić, nie mogłyby sprawić, by wszystkie drobne cząsteczki, które wciąż odnawiają się, są powoływane do istnienia i wykonują swoją pracę, wykonywały ją z taką regularnością i porządkiem. W takim przypadku z całą pewnością nie możemy przyznać przyczynom prawa własności rzeczy, a to oznacza, że ich Prawdziwym właścicielem jest ktoś inny.
Zaiste, owym Prawdziwym właścicielem jest Ten, Który, zgodnie ze znaczeniem wersetu:
[56]
powołuje do życia wszystkie stworzenia na obliczu ziemi z taką łatwością, z jaką powołuje do życia jedną muchę. On stwarza wiosnęz taką łatwością, z jaką stwarza jeden kwiat. On nie potrzebuje gromadzić wszystkich składników bytu, ponieważ do Niego należy rozkaz «Bądź!» - i to się staje; ponieważ każdej wiosny stwarza On z niczego niezliczone cechy, formy i kształty niezliczonych istot wiosny wraz ze wszystkim, co składa się na ich ciała; ponieważ On w Swej wiedzy ustala plan, model, spis i program każdej rzeczy; ponieważ obejmuje Swą wiedzą i mocą wszystkie drobne cząsteczki, będące w nieustannym ruchu (a nic nie jest w stanie zakłócić owego ruchu choćby na jotę!); przeto On jest Tym, Który stwarza każdą rzecz z nieskończoną łatwością równą łatwości zapalenia zapałki, a drobne cząsteczki przypominają regularną, zdyscyplinowaną armię w ten sam sposób, w jaki planety są słuchającym Jego rozkazów wojskiem.
Ponieważ ruch cząsteczek opiera się na przedwiecznej mocy, a funkcjonują one zgodnie z zasadami przedwiecznej wiedzy, praca, którą wykonują, również jest powoływana do istnienia przez tę samą moc. Nie można zatem uważać ich za pozbawione znaczenia poprzez poczytywanie za nieistotną natury każdej z nich, ponieważ dzięki sile, jakiej daje każdej rzeczy związek z mocą jej Stwórcy, mucha mogła zabić Nimroda, mrówka mogła zniszczyć pałac Faraona, a drobne nasiono sosny dźwiga na swoich barkach ciężar wielkiego jak góra drzewa sosnowego. Udowodniliśmy ową prawdę w wielu miejscach Traktatów Światła: tak jak dzięki zaciągnięciu się do wojska i połączeniu z królem szeregowy żołnierz może wziąć do niewoli innego króla, co po sto tysięcy razy przekraczałoby jego własne możliwości, tak samo dzięki temu, że są połączone z Przedwiecznym
i Wszechmocnym, wszelkie rzeczy mogą przejawiać cuda kunsztu po sto tysięcy razy przekraczające możliwości natury i jej przyczyn.
W skrócie: Fakt, że wszelkie rzeczy są powoływane do istnienia zarówno z nieskończonym kunsztem, jak i z nieskończoną łatwością, ukazuje, że są one dziełami Przedwiecznego, Wszechmocnego, do Którego należy wiedza obejmująca każdą rzecz. W przeciwnym razie, nie mówiąc już o tym, że ich zaistnienie byłoby związane ze stoma tysiącami trudności przekraczających granice możliwości, a wchodzących w zakres tego, co niemożliwe, żadna rzecz nie mogłaby zostać powołana do istnienia, zaiste, ich zaistnienie byłoby niemożliwe i wykluczone.
Dzięki tak subtelnemu, silnemu, gruntownemu i jasnemu dowodowi moja dusza, która przez pewien czas była uczniem Szatana i rzecznikiem ludzi zbłądzenia oraz filozofów, zamilkła i, wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, dostąpiła pełni wiary. Wówczas powiedziała:
«Tak, Tym, Którego potrzebuję, jest Stwórca i Pan, Który utrzymuje każdą rzecz, Który dzięki Swej mocy zna najmniej znaczące myśli mego serca i moje najbardziej skryte życzenia. Jak odpowiada On na najgłębiej ukryte spośród moich potrzeb, tak przekształci wielką ziemię w świat życia ostatecznego, by dać mi wieczną szczęśliwość, usunie ten świat, a zastąpi go światem ostatecznym. Stworzył niebiosa z taką łatwością, z jaką stwarza muchę, i jak umieścił słońce niby oko w twarzy nieba, tak może umieścić drobną cząsteczkę w źrenicy mego oka, zaś ten, kto nie może stworzyć nawet muchy, nie może ingerować w myśli mojego serca ani nie jest w stanie usłyszeć mych usilnych próśb. Ten, kto nie jest w stanie stworzyć niebios, nie może również dać mi wiecznego szczęścia. Wobec tego moim Panem jest Ten, Który zarówno oczyszcza myśli mojego serca, jak też (tak, jak w ciągu godziny zapełnia niebo chmurami i sprawia, że znikają niego) przekształci ten świat w świat życia ostatecznego, stworzy Raj i otworzy przede mną jego bramę, zapraszając mnie, bym weszła».
O, moi starsi bracia, którzy w wyniku niepowodzeń jesteście podobni mojej duszy, poświęcając część waszego życia pozbawionej światła, materialistycznej filozofii i nauce Zachodu! Pojmijcie, jak potężnym, prawdziwym, niezachwianym, niezniszczalnym, niezmiennym i świętym filarem wiary jest Boże zarządzenie: Nie ma boga, jak tylko On!, wiecznie wypowiadane językiem Koranu, jak rozwiewa ono wszelkie duchowe ciemności i jak leczy wszelkie rany duszy! (...)
W swym traktacie zatytułowanym Sunuhat Bediuzzaman pisze o duchowej wizji, jaką ujrzał, kiedy był członkiem Daru'l-Hikmet w Stambule.
We wrześniu 1919 roku (a roku 1335 kalendarza romańskiego) byłem wielce strapiony rozpaczą spowodowaną biegiem wydarzeń. W owym gęstym mroku poszukiwałem światła. Nie mógłbym go znaleźć w wizji duchowego snu, lecz znalazłem je w prawdziwej wizji snu, który powiedział prawdę. Pomijając szczegóły owej wizji, spiszę jedynie to, co nakazano mi powiedzieć.
Pewnej piątkowej nocy wkroczyłem we śnie do świata podobieństw. Ktoś podszedł do mnie i powiedział: «Zostałeś wezwany na wielkie zgromadzenie, które zwołano, aby zajęło się losem [57] islamu».
Poszedłem tam i ujrzałem, że zebrało się świetliste zgromadzenie, jakiemu podobnego nigdy nie widziałem na ziemi, złożone z pierwszych naśladowców Proroka (ar. salaf as-salihin) i przedstawicieli wiodących osobistości islamu z każdego stulecia. Pokornie oczekiwałem niedaleko wejścia. Pewien człowiek spośród zgromadzonych powiedział:
-O, człowieku ze stulecia nieszczęścia i zniszczenia! Ty również masz swoje zdanie. Wyraź swoje poglądy.
- Pytajcie mnie, abym mógł odpowiedzieć - powiedziałem, wstając.
- Co wyniknie z klęski poniesionej w wojnie? - odezwał się jeden z nich.
- A co będzie, jeśli zakończy się ona zwycięstwem?
-Nieszczęścia nie są czystym złem - odpowiedziałem. - Zatem jak niedolę można znaleźć w szczęściu, tak szczęście może narodzić się z niedoli. Nieszczęście, jakie spadło na to państwo muzułmańskie - które doszło do mistrzostwa w podtrzymywaniu słowa Boga i muzułmańskiej niepodległości poprzez przyjęcie dżihadu jako obowiązku zbiorowego, które poświęciło się dla zjednoczonego ciała islamu i poniosło sztandar Kalifatu - zostanie zrekompensowane przez przyszłą szczęśliwość islamu, ponieważ owo nieszczęście przyspieszyło wstrząsy prowadzące do braterstwa islamu, które jest esencją i źródłem naszego życia. Świat islamu płacze, kiedy my cierpimy, a jeśli Europa posunie się za daleko w swej krzywdzie,
będzie krzyczał. Jeśli mamy zginąć, umrze nas dwudziestu, lecz powróci do życia trzystu. Nasza epoka jest epoką cudów. Widzicie już tych, którzy powracają do życia po ledwie roku czy dwóch latach śmierci. Poprzez klęskę tracimy przemijające szczęście tego świata, lecz tym, co nas czeka, jest trwały sukces w życiu ostatecznym. Ten, kto zamienia pomniejszy, wiecznie podlegający zmianom i czczy obecny stan na otwarte pola przyszłości, odniesie korzyść.
Członkowie zgromadzenia nieoczekiwanie poprosili, bym kontynuował swe wystąpienie, zatem powiedziałem:
-Wojny między krajami i narodami ustępują miejsca wojnom między klasami społecznymi, ponieważ jak człowieczeństwo nigdy nie zaakceptuje niewoli, tak również ludzie nigdy nie zgodzą się na to, aby byli płatnymi służącymi czy robotnikami. Gdybyśmy osiągnęli zwycięstwo, mógłby ponieść nas prąd despotyzmu, jaki dzierżyli w rękach nasi wrogowie. Tymczasem ów prąd jest całkowicie despotyczny, sprzeczny z wrodzoną naturą świata islamu, a także przeciwstawiający się korzyściom większości ludzi wiary. Życie tego despotyzmu będzie krótkie, a jego przeznaczeniem jest zguba. Gdybyśmy przylgnęli do niego, wepchnęlibyśmy świat islamu na ścieżkę całkowicie sprzeczną z wrodzoną naturą świata muzułmańskiego i z jego istotą. Ta nikczemna cywilizacja nie przyniosła nam niczego prócz szkody, a jako że szariat ją odrzuca, ponieważ jej zło przeważa nad dobrem, będziemy strzec Azję przed rozpustną, zawziętą, bezlitosną i barbarzyńską moralnie cywilizacją, która uważa mądrość człowieczeństwa za ułomną, a wobec przebudzenia ludzkości skazana jest na upadek.
- Dlaczego szariat odrzuca tę cywilizację? - zapytał pewien człowiek spośród zgromadzonych.
-Ponieważ opiera się ona na pięciu negatywnych zasadach - odparłem.
-Jej punktem oparcia jest siła, a to pociąga za sobą agresję. Jej celem jest własny interes, a to pociąga za sobą przepychanki (w pogoni za korzyściami - uz. red. pol.). Jest zasadą życiową jest konflikt,
a to pociąga za sobą walkę. Jej więzią między masami są rasizm i negatywny nacjonalizm, które pożerają innych, a to pociąga za sobą ciężkie starcia. Jej uwodzicielską służbą jest wzbudzanie żądzy i namiętności, a zaspokajanie pożądania i ułatwianie osiągnięcia tego, czego się pragnie, zaś owa żądza pociąga za sobą upadek ludzkości ze wzniosłego poziomu aniołów do poziomu zwierząt. Gdyby ukazać wnętrze większości tych tak zwanych ludzi cywilizowanych, moglibyście wyobrazić ich sobie jako wilki, niedźwiedzie, węże, świnie i małpy.
Oto powód, dla którego obecna cywilizacja wtrąciła osiemdziesiąt procent ludzkości w nieszczęście i niedolę, dziesięć procent w wyimaginowaną szczęśliwość, a dziesięć procent pozostawiła pomiędzy nimi. Szczęściem jest to, co przynosi radość większości lub nawet wszystkim, tymczasem to szczęście jest dostępne jedynie niewielkiej mniejszości. Koran uznaje tylko taką cywilizację, która pociąga za sobą szczęście wszystkich lub przynajmniej większości.
Tyrania biorąca początek z wolności kaprysów duszy przedstawia nieistotne potrzeby jako te zasadnicze. Jako Beduin człowiek potrzebował czterech rzeczy, a teraz cywilizacja wtrąca go w nędzę, sprawiając, iż potrzebuje on setki rzeczy. Ponieważ zyski z dozwolonej pracy nie pokrywają wydatków, prowadzi to ludzi do tego, co zakazane przez Boga (ar. haram) i powoduje zepsucie. Pomimo dostatku i wspaniałości, jakie cywilizacja zapewnia wspólnocie i jednej klasie społecznej, jednostkę i człowieka uczyniła ona biednymi i niemoralnymi.
Ta cywilizacja w jednej chwili zwymiotowała całe barbarzyństwo czasów starożytnych.
Godnym odnotowania jest fakt, że świat islamu odwrócił się od tej cywilizacji, postępował (wobec niej - uz. red. pol.) chłodno i uważał za niepokojące próby dojścia z nią do porozumienia. Przymioty samowystarczalności i niezależności, którymi wyróżnia się Boże zbawienie szariatu, nie mogą zostać ani zaszczepione przez dżinna rzymskiej filozofii, ani też usunięte, ani też nigdy mu się nie podporządkują. Dżinny Rzymu i Grecji, które są bliźniakami zrodzonymi z tego samego źródła, od stuleci starały się połączyć cywilizację z chrześcijaństwem, jak oliwę z wodą. Owe dwa duchy wciąż żyją w innym kształcie i zachowały swą tożsamość, jak gdyby odrodziły się w innych ciałach. Jeśli będąc bliźniakami i przy obecnym
stanie zjednoczenia nie mogły połączyć się z cywilizacją, zatem światło zbawienia, będące duchem szariatu, nigdy nie połączy się z dżinnem Rzymu, który jest fundamentem owej mrocznej, wstrętnej cywilizacji...
- A jaka jest cywilizacja wspaniałego szariatu? - zapytali.
- Cywilizacja zawierająca w sobie szariat Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i posłuszna jego rozkazom rozwinie się z rozpadu obecnej cywilizacji - odpowiedziałem. - Ustanowi ona pozytywne zasady w miejsce negatywnych. Jej punktem oparcia nie jest siła, lecz prawda, co pociąga za sobą sprawiedliwość i harmonię. Jej celem jest cnota, nie zaś własny interes, co pociąga za sobą miłość i powab. Jej środkami jedności są więzi religii, kraju i klasy społecznej, nie zaś rasizm i nacjonalizm, co pociąga za sobą szczere braterstwo, pokój i obronę konieczną przeciwko agresji z zewnątrz. Zasadą w życiu jest wzajemne wsparcie, nie zaś konflikt, co pociąga za sobą jedność i solidarność. Ofiarowuje ona przewodnictwo (ar. hidaja), nie zaś żądzę (ar. hała), co pociąga za sobą postęp ludzkości i rozwój duchowy. Ogranicza ona żądzę, a miast ułatwiania zaspokojenia pożądania cielesnego zaspokaja wzniosłe uczucia.
Oznacza to, że wraz z naszą klęską potknęliśmy się o ów drugi prąd, który jest prądem ofiar nieszczęścia i ogółu ludzi. Jeśli wśród innych wskaźnik ubóstwa i niedoli wynosi osiemdziesiąt procent, to wśród muzułmanów jest to dziewięćdziesiąt, a nawet dziewięćdziesiąt pięć procent. Świat islamu nie może być obojętny ani też wrogi wobec tego drugiego nurtu. Miast tracić to, co jest jego oparciem, i pozwalać, by wszystkie jego wysiłki poszły na marne, miast poprzez bycie uciskanym tracić to, co jest jego istotą, powinien działać inteligentnie, nadać owemu prądowi formę muzułmańską i uczynić go pożytecznym, ponieważ dopóki ktoś jest wrogiem naszego wroga, pozostaje przyjacielem, tak samo jak przyjaciel mojego wroga jest moim wrogiem, dopóki pozostają przyjaciółmi. Ponieważ owe prądy, ich cele i interesy są sprzeczne, jeśli jeden mówi: "Zgiń!", to drugi mówi: "Ożyj!". Kiedy interes jednego z nich wymaga szkody, konfliktu, upadku, słabości i lenistwa, to interes drugiego z całą pewnością wymaga naszej siły i zgody.
Tym, co hamowało wzrost islamu, była zwykle wrogość żywiona wobec Wschodu, która obecnie - i słusznie - umarła. Wrogość żywiona wobec Zachodu jest najbardziej skutecznym narzędziem służącym muzułmańskiej jedności i wzrastaniu braterstwa. Powinna ona zawsze trwać.
- Zaiste, miejcie nadzieję; w zgiełku przyszłości najpotężniejszym i najbardziej doniosłym głosem będzie głos islamu!
- Nieszczęścia są rezultatem zbrodni lub wynagrodzeniem zasług. Jakież wasze uczynki sprawiły, że Boże zarządzenie (ar. qadr) osądziło was w taki sposób, iż zrządziło owo nieszczęście? Powszechne nieszczęścia są konsekwencją błędów większości. Jakie są wasze obecne zasługi?
- To nieszczęście zostało poprzedzone przez nasze niedbalstwo w praktykowaniu trzech ważnych filarów islamu: modlitwy (ar. salat), postu (ar. saum) i jałmużny (ar. zakat) - odpowiedziałem.
- Wszechmocny Bóg poprosił nas, abyśmy jedną z dwudziestu czterech godzin każdego dnia przeznaczyli na odprawienie pięciu modlitw obowiązkowych, lecz my byliśmy leniwi. Poprzez trudności i prowokację owo nieszczęście sprawiło, że przez pięć lat odprawialiśmy pewnego rodzaju modlitwę, pracując dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poproszono nasze dusze o to, by pościły przez tylko jeden miesiąc w roku, lecz my litowaliśmy się nad naszymi duszami. W ramach pokuty owo nieszczęście sprawiło, że pościliśmy przez pięć lat. Poproszono nas o to, byśmy oddawali ledwie jedną dziesiątą lub nawet jedną czterdziestą z majątku, jakim nas obdarowano, lecz my byliśmy skąpi i niesprawiedliwi, zatem owo nieszczęście odebrało od nas nagromadzoną (przez czas jej zaniedbania - uz. red. pol.) jałmużnę.
Co do naszej obecnej zasługi, to piąta część rozwiązłego i grzesznego narodu, to jest cztery miliony ludzi, została wyniesiona do poziomu przyjaciół Boga poprzez nadanie im rang wojowników i męczenników. To powszechne nieszczęście, będące wynikiem błędu większości, zmyło grzech przeszłości.
-Co, jeśli ludzie zostali wciągnięci w to nieszczęście z powodu osobistych błędów przywódcy? - zapytał ktoś spośród zgromadzenia.
-Kto jest ofiarą nieszczęścia, niech spodziewa się nagrody - odpowiedziałem. - Albo zostaną im zapisane dobre uczynki przywódcy, który popełnił błąd, albo też będą oni wynagrodzeni ze skarbca tego, co niewidzialne (ar. ghajb). Nagrodą za te sprawy wypłaconą ze skarbca tego, co niewidzialne, są rangi męczennika (ar. szahid) i wojownika (ar. ghazi).
Widziałem w zgromadzeniu oznaki aprobaty. Zbudziłem się z powodu podekscytowania i odkryłem, że spociłem się i siedzę z rękami złożonymi na znak szacunku. Oto, co stało się tamtego wieczoru.
Bediuzzaman nie posiadał innych książek prócz jego ksiąg. Kiedy zapytano go: "Dlaczego nie sięgasz do innych ksiąg?", odpowiedział:
-Czerpię moją zdolność pojmowania z Koranu poprzez oddzielenie mego umysłu od wszystkiego innego.
Nawet jeśli sięgał do innych ksiąg, to kwestie, które uważał za ważne, pobierał z nich bez wprowadzania jakichkolwiek zmian. Kiedy został zapytany, dlaczego powtarza je w ten sam sposób, w jaki są ukazywane w danej księdze, powiedział:
-Prawda nie powoduje znudzenia, a ja nie chcę zmieniać jej szat. Zostało wspomniane wcześniej, że Bediuzzaman opublikował dwa-
naście dzieł poświęconych prawdom Koranu .
Niektóre z dzieł Bediuzzamana, jakie opublikował on w owym czasie w Stambule, a później w Ankarze, zostały czterdzieści lat później zebrane w jednym tomie i opublikowane pod tytułem (który można oddać jako - uz. red. pol.) Świetlisty poemat Masnałi w języku arabskim. Oto jego myśli na temat tych dzieł, którymi podzielił się we wprowadzeniu do Świetlistego poematu:
Czterdzieści do pięćdziesięciu lat temu, zajmując się naukami logiki i filozofii, stary Said poszukiwał metody pozwalającej na osiągnięcie rzeczywistej prawdy (ar. haqiqat al-haqa'iq), jak czynili to również ludzie tariki (tj. sufi - uz. red. pol.) i ludzie prawdy. Nie zadowolił się on jedynie podróżami serca, jak uczynili to ludzie tariki, ponieważ jego umysł (ar. 'aql) i myśli zostały w pewnym stopniu okaleczone przez nauki filozofii i potrzebowały uleczenia. Później chciał podążyć za niektórymi z wielkich ludzi prawdy, jacy dotarli do prawdy sercem i umysłem. Widział, że każdy z nich miał pewną cechę szczególną, pociągającą starego Saida, który był zdezorientowany, nie wiedząc, za którym z owych ludzi powinien podążać. Wreszcie Imam Rabbani poprowadził go poprzez to, co niewidzialne (ar. ghajb), mówiąc: "Obierz jeden kierunek!" (ar. qibla), to jest: "Podążaj za tylko jednym Nauczycielem". Zranionemu sercu starego Saida zostało oznajmione: "Prawdziwym Nauczycielem jest jedynie Koran i jedynie podążając za tym Nauczycielem mogę obrać jeden kierunek".
Dzięki przewodnictwu tego świętego Nauczyciela serce i umysł starego Saida rozpoczęły nadzwyczaj osobliwe podróże. Ponadto wątpliwości jego nakazującej zło duszy zmusiły go do podjęcia duchowej i naukowej walki. Nie podróżował z zamkniętymi oczami, lecz jak Imam Al-Ghazali, Maulana Dżalal ad-Din i Imam Rabbani, miał otwarte oczy swego serca i umysłu. Pokonał z otwartymi oczami miejsca i poziomy, w których nawet ludzie zanurzeni w Bogu (a dosł. "ludzie głębi", ar. ahl al-istighraq - uz. red. pol.) zamknęli oczy.
Nieskończone dzięki niechaj będą Wszechmocnemu Bogu za to, że dzięki lekcji i przewodnictwu Koranu stary Said odnalazł drogę do prawdy. Traktaty Światła nowego Saida zademonstrowały, iż ukazał on prawdę słów
"W każdej rzeczy jest znak, wskazujący na to, że On jest Jeden".
Jako że Maulana Dżalal ad-Din, Imam Rabbani i Imam Al-Ghazali podróżowali w jedności serca (ar. qalb) i umysłu (ar. 'aql), pracował on przede wszystkim nad uleczeniem chorób swych serca i ducha, a także nad wybawieniem swej duszy (ar. nafs) od wszelkich wątpliwości, a skutkiem tego - al-hamdu li-llah stary Said stał się nowym Saidem.
Napisał on poemat Masnałi w języku arabskim - podobny szlachetnemu poematowi Masnałi, który został napisany w języku perskim, a następnie przełożony na turecki - będący zbiorem jego krótkich prac, który został wydany jako oddzielne dzieło, kiedy nadarzyła się sposobność po temu. Były to dzieła Katre, Hubab, Habbe, Zuhre, Zerre, Semme, Sule, Lem'alar, Reshalar, Lasiyyemalar i inne, przy czym dzieła Nokta i Lemaat zostały napisane w języku tureckim. Droga, jaką przemierzył przez blisko pół stulecia, wydała Traktaty Światła. Miast walczyć z niską duszą (ar. nafs) i jej diabłem, Traktaty Światła rozwinęły się w szerokie i rozległe poematy Masnałi dla zdezorientowanych i potrzebujących, a także dla sprzeciwienia się ludziom filozofii, którzy znajdują się na drodze zbłądzenia.
(...)
Ów poemat Masnałi jak kiełkujący pęd, jak drogi cichej inwokacji (tur. turuqu hafiye) zajmuje się aspektami tego, co subiektywne i wewnętrzne. Mógł on wytyczyć trakt dla serca i duszy. Jego ogrodem są Traktaty Światła, podobne ścieżkom głośnej inwokacji (tur. turuqu jahriye), przeważnie wskazujące na aspekty tego, co obiektywne i na sfery tego, co zewnętrzne. Otwierają one szeroki trakt dla poznania Boga w każdym miejscu, jakby były podobne lasce Mojżesza (niech będzie z nim pokój), która sprawiała, że woda tryskała z każdego miejsca, w jakie uderzyła.
Ponadto dzięki duchowemu cudowi Koranu Traktaty Światła otworzyły okno wychodzące na poznanie Boga bez konieczności podążania za metodami filozofów i uczonych, jak gdyby wydając dzieło wymagające jednego roku w jedną godzinę. Mieszczą one w sobie tajemnicę przynależną Koranowi, która sprawia, że jest on niezwyciężonym w obliczu bezustannych ataków upartych ludzi zbłądzenia.
Trzy lub cztery z owych
ksiąg zostały napisane w języku tureckim, a reszta po arabsku. Wyraziły one owe prawdy w sposób, jaki nie miał podobnego sobie w żadnej innej księdze.
Później w jednym ze swych dzieł Bediuzzaman objaśnił duchową przemianę, jaką przeszedł, kiedy należał do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye:
Straszliwe ciosy spadły na nieuważną głowę starego Saida, aż zastanowił się on nad twierdzeniem: "Śmierć jest rzeczywistością". Ujrzał samego siebie w błotnistym bajorze, poszukującego pomocy, drogi wyjścia, wybawcy. Kiedy zobaczył, że dróg jest wiele, nie mógł zdecydować się, którą z nich wybrać. Postanowił poszukać znaku w księdze Futuh al-Ghajb Szejka Gajlaniego, który nosił zaszczytny przydomek Ghałs al-A'zam [58] (niech Bóg będzie z niego rad), i otworzył ją na tych oto wersach:
Jesteś w Dar al-Hikma, zatem znajdź lekarza, który uleczy twoje serce. To dziwne, lecz w owym czasie rzeczywiście należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye. Byłem jakby doktorem, który starał się uleczyć rany ludzi islamu, lecz sam byłem chory bardziej niż oni. Chory człowiek powinien patrzeć najpierw na siebie samego, a dopiero później na innych.
Szejk Gajlani mówił do mnie: "Sam jesteś chory, więc poszukaj doktora dla siebie samego", zatem powiedziałem: "Ty bądź moim lekarzem!" Wybrałem go na swego lekarza i przeczytałem jego księgę tak, jakby była skierowana do mnie, jednak było to dla mnie wielce bolesne. Owa księga zmiażdżyła mą dumę w prawdziwie przerażający sposób i dokonała drastycznej operacji chirurgicznej na mym sercu. Nie mogłem tego wytrzymać. Przeczytałem jedynie połowę księgi tak, jakby zwracała się do mnie, lecz nie miałem dość siły i wytrwałości, by ją skończyć, więc z powrotem odłożyłem ją na półkę. Po tygodniu ból towarzyszący owemu leczniczemu zabiegowi ustał, a zastąpiła go przyjemność. Ponownie otworzyłem księgę, przeczytałem ją za jednym razem i odniosłem wiele korzyści z lektury owej księgi pierwszego z moich mistrzów. Słuchałem jego modlitw i suplikacji, które również stały się dla mnie obfitym źródłem korzyści.
Następnie ujrzałem Listy (Maktubat) Imama Rabbaniego i sięgnąłem po nie wyłącznie po to, by i w tej księdze odnaleźć znak. To dziwne, lecz w całym zbiorze słowo "Bediuzzaman" pojawia się jedynie dwa razy, a ja czułem, jak natychmiast otwierają się przede mną te dwa listy, w których występuje. Ujrzałem, że w ich nagłówkach było napisane: "List
do Mirzy Bediuzzamana", a mój ojciec miał na imię Mirza. "Chwała niech będzie Bogu!", wykrzyknąłem. "Te listy są zaadresowane do mnie!", jako że w owym czasie stary Said był znany również jako Bediuzzaman. Nie wiedziałem o żadnym sławnym człowieku (prócz Bediuzzamana Hamadaniego), jaki nosiłby to imię w ciągu ostatnich trzystu lat, natomiast taki człowiek żył w czasach Imama Rabbaniego i do niego Imam napisał te dwa listy. Położenie, w jakim znajdował się tamten człowiek, musiało być podobne do mojego, ponieważ odkryłem, że owe listy okazały się lekarstwem na moje dolegliwości. W wielu swoich listach Imam usilnie zalecał to, co napisał w owych dwóch: "Niech wasz kierunek modlitwy będzie jeden", co znaczy: przyjmijcie jednego człowieka za swego mistrza i podążajcie za nim, nie przejmując się nikim innym.
Owo zalecenie wielkiej wagi nie wyglądało na stosowne dla mego usposobienia ani dla stanu mego ducha. Niezależnie od tego, jak głęboko rozmyślałbym nad tym, za którym z ludzi powinienem podążać, pozostawałem zakłopotany i zmieszany. Wszyscy z ludzi, o których myślałem, mieli rozmaite zalety, które mnie pociągały; nie potrafiłem wybrać tylko jednego. Kiedy pozostawałem w takim zakłopotaniu, Boże miłosierdzie oznajmiło mi: "Wszechmądry Koran jest głową owych rozmaitych dróg, źródłem owych strumieni i słońcem owych planet, a jedynym prawdziwym kierunkiem modlitwy jest ten, który w nim możesz znaleźć. W takim wypadku jest on również najbardziej wzniosłym przewodnikiem i najświętszym mistrzem". Uchwyciłem się tych słów obiema rękami i przylgnąłem do nich .
W zakończeniu tego fragmentu powiedziano:
Oczywiście przy moich niewystarczających i nędznych zdolnościach nie mogłem uzyskać od owego przewodnika blasku podobnego wodzie życia w stopniu, jaki byłby dla niego właściwy, lecz dzięki temu przewodnikowi wciąż możemy ukazywać ów blask, ową wodę życia, stosownie do zdolności tych, którzy go przyjmują, tych, którzy dostrzegają prawdę swoim sercem i osiągają pewne stany duchowe. Oznacza to, że Słowa oraz owe światła, które biorą swój początek z Koranu, nie są jedynie kwestiami naukowymi, które zwracają się do intelektu, lecz są kwestiami wiary, które odnoszą się do serca, duszy i stanów duchowych. Przypominają one najbardziej wzniosłą i najbardziej wartościową wiedzę w temacie Boga.
Pewien człowiek powiedział do Bediuzzamana: "Widzimy, że jesteś nadzwyczaj zasmucony naszą klęską w Wielkiej Wojnie". Jego odpowiedź brzmiała:
-Jestem w stanie znieść moje osobiste niedole, lecz miażdży mnie smutek wynikający z udręczenia ludzi islamu. Czuję się tak, jakby to przede wszystkim moje serce odebrało ciosy wymierzone w świat islamu. Oto, dlaczego jestem tak zmiażdżony. Jednakże widzę światło, które sprawi, że zapomnę o owej udręce, in sza'a-llah.
Jedną z jego najwspanialszych, najbardziej doniosłych i najbardziej skutecznych usług na rzecz narodu było dzieło zatytułowane Sześć kroków (tur. Hutuvat-i Sitte), którym splunął w twarze tyranów, broniąc godności religii i honoru islamu. Poziom jego męstwa ukazał się poprzez czyn w czasie, gdy Stambuł był okupowany przez siły cudzoziemskie, w rozsądnej i stanowczej odpowiedzi, jakiej udzielił w formie sześciu plunięć Kościołowi Anglikańskiemu, który zadał sześć pytań urzędowi Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam).
Kiedy Bediuzzaman opublikował Sześć Kroków, trwała wojna o niepodległość, rozpoczęta okupacją Stambułu. Książkę pokazano dowódcy sił brytyjskich okupujących Stambuł, a Bediuzzaman z powodu swego czynnego sprzeciwu (wobec okupacji i polityki obcych mocarstw - uz. red. pol.) został uznany za poważne zagrożenie. Choć brytyjski dowódca był zdeterminowany, aby się go pozbyć, Nauczyciel powiedział mu, że jeśli Brytyjczycy spróbują go zamordować, zasłużą na wieczną wrogość ludzi i klanów wschodniej Anatolii, którzy nigdy im tego nie wybaczą i podniosą bunt bez względu na cenę, jaką przyjdzie im za to zapłacić.
Brytyjczycy okupujący Stambuł starali się zwieść Wielkiego Muftiego oraz niektórych uczonych, aby spojrzeli oni na okupację przychylnie. W odpowiedzi na to Bediuzzaman udaremnił ich spiski i zabiegi propagandowe poprzez swe dzieło Hutuvat-i Sitte, a także poprzez wytrwałą działalność w Stambule, polegającą na rozpowszechnianiu informacji o ich intrygach w koloniach oraz o ich historycznej wrogości (wobec islamu - uz. red. pol.). W ten sposób wsparł Narodowe Siły Wyzwolenia w Anatolii i stał się jednym z ich największych zwolenników.
W tym miejscu zamieszczamy fragment jego słów na temat owej doniosłej służby:
Pewnego razu, kiedy Brytyjczycy zniszczyli strzegące Bosforu działa i najechali Stambuł, duchowny Kościoła Anglikańskiego, najważniejszej instytucji religijnej w swoim kraju, zadał sześć pytań
urzędowi Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam). W owym czasie należałem do komitetu Daru'l Hikmeti'l-Islamiye. Powiedziano mi: "Odpowiedz im. Chcą oni, aby na ich sześć pytań odpowiedzieć w sześciuset słowach". Odparłem: "Nie odpowiem im w sześciuset słowach ani w sześciu słowach, ani nawet jednym słowem! Moją odpowiedzią będzie splunięcie! Widzicie, jak chwilę po tym, jak postawili nam stopę na gardle [59], ich główny duchowny arogancko zaczął zadawać nam pytania. Najlepszą odpowiedzią dla nich jest naplucie im w twarz, zatem pluńcie w bezlitosne twarze owych tyranów!"
Znaczące osiągnięcia Bediuzzamana w Stambule zaczęły zwracać uwagę rządu centralnego w Ankarze. Rząd zaprosił go do Ankary celem oficjalnego wyrażenia uznania dla jego cennych zasług. Choć zapraszał go Mustafa Kemal Pasza, Bediuzzaman odpowiedział:
"Wolę kontynuować walkę tam, gdzie jest niebezpiecznie. Nie lubię walczyć w okopach, a widzę, że tutaj niebezpieczeństwo jest większe niż w Anatolii".
Zaszyfrowane zaproszenie było wysyłane trzy razy, jednak dopiero wtedy, kiedy dostarczył je bliski przyjaciel Nauczyciela, Tahsin-bej (były gubernator Van, będący wówczas członkiem parlamentu), Bediuzzaman przyjął zaproszenie i wyruszył do Ankary. Po przybyciu do Ankary powitano go oklaskami, jednak Bediuzzaman nie zastał tam atmosfery, na jaką liczył. Kiedy wszedł do parlamentu, ujrzał że pod pretekstem westernizacji parlamentarzyści daleko odeszli od symboli islamu, będących kamieniem węgielnym tożsamości narodowej i honoru Turków. Większość z nich zobojętniała na kwestie religijne. Przygotował zatem broszurę, która została rozprowadzona wśród członków parlamentu, podkreślającą znaczenie i konieczność wytrwania w praktykowaniu aktów czci, a szczególnie w modlitwie (ar. salat). Kazim Karakebir Pasza odczytał kopię owej broszury Mustafie Kemalowi. Jej treść była następująca:
O, wojownicy islamu, i o wy, którzy uchwalacie!
Proszę was, abyście wysłuchali dziesięciu punktów i kilku zaleceń mojej skromnej osoby.
1. Nadzwyczajny Boży dar, jakim jest owo zwycięstwo, wymaga od nas składania podziękowań za niego, aby mógł on przetrwać. W przeciwnym razie, jeśli nie wyrazimy podziękowań za ów dar, zostanie on nam odebrany. Dzięki pomocy Boga obroniliście Koran przed atakami wroga, zatem jest koniecznym, byście mocno trzymali się najbardziej wyraźnego i stanowczego obowiązku koranicznego, jakim jest modlitwa, aby mogły przetrwać jej cudowne błogosławieństwa, jakimi zostaliście obdarowani.
2. Uradowaliście świat islamu i zyskaliście jego miłość i szacunek, jednakże przetrwanie owych szacunku i miłości zależy od waszego wsparcia dla podtrzymania symboli islamu, ponieważ to przez wzgląd na islam muzułmanie okazują wam miłość.
3. Rozkazywaliście na tym świecie wojownikom i męczennikom, którzy są niczym przyjaciele Boga. Od ludzi tak dokładających starań, jak wy, oczekuje się również tego, iż będą pracowali na rzecz dotrzymania towarzystwa wojownikom i męczennikom w świecie, który nadejdzie, a to poprzez mocne trzymanie się wyraźnych nakazów Koranu. Jeśli nie, choć tutaj jesteście dowódcami, tam będziecie zmuszeni do poszukiwania pomocy i światła u szeregowego żołnierza. Ten niski świat z całą jego sławą i chwałą nie może być przedmiotem zadowolenia, a wynagrodzenie za służbę na nim powinno stać się jedynym celem każdego zdrowego na umyśle człowieka.
4. Wspólnoty tego narodu islamu, nieważne jak odległe, które wzrosną z modlitwy, wciąż będą chciały widzieć swych przywódców jako oddanych ich religii. Zaprawdę, w całym Kurdystanie pierwszym pytaniem zadawanym w sprawie wszystkich urzędników było: "Czy odprawiają oni modlitwę?" Jeśli tak, ludzie będą wyrażać zaufanie wobec owych urzędników, a jeśli nie, będą ich podejrzewać niezależnie od tego, jak bardzo byliby oni potężni.
Pewnego razu doszło do powstania klanu Beytussebap. Udałem się tam i zapytałem ludzi: "Z jakiego powodu się buntujecie?" Odpowiedzieli mi: "Nasz zastępca gubernatora nigdy się nie modli, jak więc możemy być posłuszni rozkazom tak bezbożnych ludzi?" Powiedzieli tak ludzie, którzy sami byli złoczyńcami i nie odprawiali modlitwy.
5. Poprzez fakt, że większość proroków została posłana na Wschód, a większość filozofów pojawiła się na Zachodzie, Boże zarządzenie (ar. qadr) wskazuje na to, że tym, co rozwinie Wschód, są religia i serce, nie zaś umysł i filozofia. Ponieważ zbudziliście Wschód, powinniście trzymać się stosownego dla niego nurtu, w przeciwnym razie wasze starania pójdą na marne lub okażą się powierzchowne.
6. Brytyjczycy, którzy są naszymi przeciwnikami i wrogiem islamu, nieprzerwanie wykorzystują wasze niedbalstwo wobec religii. Zaprawdę, mogę powiedzieć, że ci, którzy wykorzystują wasze niedbalstwo w religii, wyrządzają islamowi szkodę tak wielką, jak szkoda, jaką wyrządzili mu Grecy. Interes islamu i pokój narodu wymagają tego, by owo niedbalstwo zostało zamienione na dobre uczynki.
Możecie już ujrzeć, że pomimo wielkiej determinacji i poświęcenia, jakie ukazali przywódcy Partii Jedności i Postępu, a także pomimo roli, jaką odegrali oni w przebudzeniu narodu, niedbalstwo wobec religii, jakie okazali niektórzy spośród nich, wzbudziło wstręt w kraju. Muzułmanie za granicą nie ujrzeli jeszcze ich niedbalstwa, dlatego nadal darzą ich szacunkiem i okazują im uznanie.
7. Świat niewiary (ar. kufr) atakował świat islamu wszelkimi sposobami, poprzez swą cywilizację, filozofię, naukę i misjonarzy, a jego materialne panowanie nad światem islamu trwało przez długi czas. Pomimo tego wszystkiego niewierni nie byli w stanie zapanować nad światem islamu w sferze religijnej. Ponadto w czasie, kiedy wszystkie wewnętrzne frakcje zbłądzenia w islamie zostały powstrzymane jako przynoszące szkodę mniejszości, a islam zachował swą siłę i męstwo wynikające z sunny i społeczności, prąd niedbalstwa i innowacji, który wypłynął z nikczemnej cywilizacji Europy nie znalazłby żadnego sposobu na zagnieżdżenie się wewnątrz islamu. Zatem sukces w jakimkolwiek działaniu w obrębie świata islamu można osiągnąć jedynie dzięki mocnemu trzymaniu się zasad muzułmańskich. Nie ma żadnej innej drogi ani nie było jej w przeszłości, a nawet jeśli taka była, to szybko zanikła.
8. Stało się jasne, że przeznaczeniem rozwiązłej cywilizacji Europy, która prowadziła do słabości religii, jest ruina, zaś nadszedł czas, aby pojawiła się cywilizacja Koranu. W takim czasie nie można osiągnąć czegokolwiek pozytywnego poprzez bycie niedbałym i obojętnym. Jeśli zaś chodzi o działania negatywne i destrukcyjne, to świat islamu, który wycierpiał tak wiele, nie potrzebuje ich.
9. Ludzie, którzy doceniają was i miłują za wasze zwycięstwo i służbę na rzecz tego narodu, są jawnie wierzącymi. Dotyczy to szczególnie prostych ludzi, którzy są silnymi muzułmanami. To oni poważnie miłują was i podążają za wami. Są wam wdzięczni i doceniają wasze poświęcenie, ofiarowując wam ogromną i zdumiewającą siłę. Zjednoczenie się z nimi i oparcie się na nich poprzez posłuszeństwo nakazom Koranu jest niezbędne dla dobrobytu islamu. Przedkładanie nad owo muzułmańskie społeczeństwo nędzników, którzy zdjęli szatę islamu, są ślepo rozmiłowani w Europie i naśladują cudzoziemców, jest całkowicie sprzeczne z interesami islamu. Sprawi ono, że uwaga świata islamu zwróci się ku poszukiwaniu wsparcia z innej strony.
10. Jeśli na danej drodze prawdopodobieństwo zguby wynosi dziewięć na dziesięć, a prawdopodobieństwo zbawienia jedynie jeden na dziesięć, taką drogę obierze jedynie szaleniec, który nie dba o swoje życie. Na drodze wykonywania religijnego obowiązku modlitwy (ar. salat), która zajmuje jedną z dwudziestu czterech godzin, prawdopodobieństwo zbawienia wynosi dziewięć na dziesięć, a prawdopodobieństwo poniesienia doczesnej szkody, jakiej można doznać poprzez niedbalstwo i lenistwo, jedynie jeden na dziesięć. Tymczasem porzucenie tego, co obowiązkowe (ar. fard) niesie za sobą prawdopodobieństwo doznania szkody wynoszące dziewięćdziesiąt dziewięć procent, a poleganie na niedbalstwie i zbłądzeniu sprawia, że szansa na zbawienie wynosi jedynie jeden na sto.
Jakież usprawiedliwienie może zatem istnieć dla szkody, jaką wyrządza się religii i temu światu poprzez niedbalstwo i porzucenie obowiązków religijnych? Jakiż patriotyzm miałby na to zezwalać? Ludzie będą podążać za dowódcami spośród mudżtahidów, a w szczególności za tym wielkim zgromadzeniem. Ich błędy będą albo naśladowane, albo krytykowane, a jedno i drugie przyniesie szkodę. To oznacza, że dopełnianie praw ludzi wymaga od was dopełnienia praw Boga. Nie można prawdziwie i poważnie osiągnąć sukcesu z tymi, którzy nie zważają na zgodność i powszechne potwierdzenie nieskończonych oświadczeń i świadectw, zaś akceptują omylne twierdzenia duszy (ar. nafs) i wątpliwości Szatana. Wielka rewolucja potrzebuje oparcia na solidnych fundamentach.
Sułtanat został powierzony mocy właściwej duchowemu charakterowi tego zgromadzenia. Jeśli to zgromadzenie nie przyjmie roli reprezentowania Kalifatu poprzez wypełnianie obowiązków symboli islamu oraz poprzez zachęcanie ludzi do wypełniania owych obowiązków, to zawiedzie potrzeby religijne tego narodu. Choć potrzebują jedynie czterech rzeczy do tego, by przeżyć, ludzie
tego narodu, których natura nie została zepsuta i którzy nigdy nie zapomnieli o potrzebach ich dusz, ustalonym zwyczajem dają wyraz swemu poleganiu na religii przynajmniej pięć razy dziennie. W rezultacie ludzie nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko przypisanie roli Kalifatu instytucji, której nazwę, wizerunek i tytuł ustali owo zgromadzenie. Stosownie do owej roli, wesprą ową instytucję i dadzą jej siłę. Tymczasem siła, która nie pochodzi z rąk owego zgromadzenia i nie jest przez nie dostarczana, stanie się przyczyną rozłamu, a rozłam jest sprzeczny z wersetem:
[60]
Ta epoka jest epoką wspólnoty (ar. dżama'a). Zbiorowa osobowość duchowa, będąca duchem wspólnoty, nada jej daleko większą siłę do wprowadzenia w życie nakazów i zakazów szariatu. Kalif może nadal wykonywać swą rolę jedynie polegając na zgromadzeniu. Jeśli owa duchowa zbiorowa osobowość, która jest duchem społeczności, będzie całością, owa rola będzie lśnić w doskonały sposób, zaś jeśli owa osobowość jest zepsuta, stanie się szkodliwą. Dobre i złe uczynki jednego człowieka są ograniczone do jednostki, lecz dobre i złe uczynki społeczności nie mają takich ograniczeń. Nie kalajcie zewnętrznego dobra, jakie osiągnęliście, popełniając wewnętrzne zło.
Wiedzcie, że waszym wrogiem zewnętrznym, opozycją i przeciwnikami jest niszczenie symboli islamu, zatem wasz zasadniczy obowiązek polega na ich ożywieniu i ochronie, w przeciwnym razie będziecie nieświadomie pomagać przebiegłemu wrogowi. Nieprzydawanie żadnego znaczenia symbolom islamu ukaże słabość narodu, a słabość nie dopadnie wroga, lecz zwiększy jego męstwo.
[61]
Owo przesłanie do parlamentarzystów sprawiło, że sześćdziesięciu ludzi dołączyło do tych, którzy regularnie odprawiali modlitwę. Pomieszczenie wyznaczone na modlitwę stało się za małe i trzeba było znaleźć inne, znacznie większe.
Przeczytanie broszury przez parlamentarzystów, generałów i uczonych zdenerwowało prezydenta i doprowadziło do sprzeczki. Pewnego dnia
Bediuzzaman i Mustafa Kemal wymieniali poglądy w biurze prezydenta, w obecności pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu parlamentarzystów. Mustafa Kemal powiedział:
-Potrzebujemy takiego bohaterskiego hodży, jak pan. Zaprosiliśmy pana tutaj, aby skorzystać z pańskich wzniosłych idei. Pan jednak natychmiast po przybyciu zaczął pisać różne rzeczy na temat modlitwy i spowodował podział między nami.
Bediuzzaman odpowiedział w kilku słowach, ze złością wskazując palcem w stronę prezydenta:
-Paszo, paszo! Po wierze (ar. iman) najbardziej wzniosłą prawdą islamu jest obowiązkowa modlitwa (ar. salat). Ci, którzy nie odprawiają modlitwy, są zdrajcami, zaś opinii zdrajców nie bierze się pod uwagę.
Pasza, który nie mógł mu przerwać, odpowiedział, składając przeprosiny.
Przez cały czas, jaki Bediuzzaman spędził w Ankarze, nigdy nie zachwiał się w dążeniu do jego najważniejszego celu, jakim było założenie Uniwersytetu Wschodniego. Pewnego razu zwrócił się do parlamentarzystów następującymi słowami:
-Dążyłem do założenia tego uniwersytetu przez całe moje życie. Sułtan Resad oraz przywódcy Partii Jedności i Postępu przeznaczyli już na ten cel dwadzieścia tysięcy lir w złocie. Wy również powinniście dołożyć taką samą sumę.
Parlamentarzyści zgodzili się i postanowili przeznaczyć na ów projekt sto pięćdziesiąt tysięcy papierowych lir. Bediuzzaman poprosił członków parlamentu, aby podpisali się pod tą decyzją. Niektórzy z nich odpowiedzieli, mówiąc:
-Obawiamy się, że podchodzisz do projektu tego uniwersytetu tak, jakby miał on być częścią systemu medres, a jego najważniejszym fundamentem czynisz islam. Tymczasem teraz jest czas na to, byśmy byli podobni ludziom Zachodu.
-Prowincje wschodnie są niczym centrum świata islamu - odrzekł Bediuzzaman. - Jest koniecznym, by wiedzy religijnej nauczano wraz z nowoczesnymi naukami. Fakt, że większość proroków pojawiła się na Wschodzie, a większość filozofów na Zachodzie, ukazuje, że postęp i rozwój Wschodu zależą od religii. Nawet jeśli w każdym innym miejscu nauczaliście wyłącznie nauk nowoczesnych, to zaiste, dla korzyści tego narodu i kraju podstawą edukacji na Wschodzie musi być wiedza religijna. W przeciwnym razie muzułmanie, którzy nie są Turkami, nie będą w stanie żywić prawdziwego braterstwa wobec Turków. Tym, czego obecnie, przy
wszystkich wrogach wokół nas, potrzebujemy najbardziej, są współpraca i solidarność. Zaprawdę, pozwólcie, że przytoczę wam autentyczny przykład tej prawdy:
Dawno temu miałem ucznia, który nie był Turkiem. Był on inteligentnym i ciężko pracującym uczniem w mojej dawnej medresie. Zainspirowany przez lekcje poświęcenia dla kraju, jakie odebrał od nauk religijnych, regularnie powtarzał: "Sprawiedliwy Turek zaiste jest moim bratem i jest mi daleko bliższy od mego grzesznego brata lub ojca". Na nieszczęście dla niego, później zaczął studiować wyłącznie nauki nowoczesne.
Kiedy powróciłem z niewoli - a było to cztery lata później - usiedliśmy, aby porozmawiać. Wypłynął temat zapału narodowego. Ów człowiek powiedział: "Teraz przedkładam Kurda-heretyka ponad prawego tureckiego hodżę". Odpowiedziałem: "O, nie! Jakże spaczonym stało się twoje myślenie!" Po pracowaniu nad nim przez tydzień wybawiłem go i przywróciłem do poprzedniego, zgodnego z prawdą stanu.
O, parlamentarzyści! Jak bardzo naród turecki potrzebuje dawnego stanu owego ucznia! Pozostawiam wam osądzenie, jak dalece sprzeczne z korzyścią tego narodu byłoby pozostawienie go w owym drugim stanie. Oznacza to, że nawet jeśli założymy, iż wdrożycie politykę, która przedkłada ten świat nad świat, który nadejdzie, i nie przywiązuje znaczenia do religii, na Wschodzie zaiste dacie pierwszeństwo edukacji religijnej.
Po wysłuchaniu owej prawdziwej prośby członkowie opozycji odeszli, a wszyscy ze stu sześćdziesięciu trzech parlamentarzystów podpisali się pod decyzją.
Bediuzzaman przybył do Ankary z nadzieją na "wielkie przebudzenie i rozwój w świecie islamu", które były jego marzeniem od młodości i dla których postanowił poświęcić swe życie. Jego rozmowy z setkami uczonych i cnotliwych ludzi, jakie poprzedziły jego wizytę w Stambule przed Okresem Konstytucyjnym, a także jego nagłe pojawienie się w Stambule, które sprawiło, że uczeni się zadziwili, a władze zaniepokoiły, ukazały, iż stan ustanowienia odrodzenia islamu obecny jest w jego duszy. Od młodych lat czuł on w duchu odpowiedzialność za ten obowiązek, entuzjazm i pasję.
Wszystkie rozmaite artykuły, jakie opublikował, i mowy, jakie wygłosił po Deklaracji Wolności, aby uczynić konstytucjonalizm sługą szariatu i objaśnić, w jaki sposób miałby się on stać narzędziem służącym szczęściu ziem Anatolii i świata islamu, wynikały z tej samej nadziei i tej samej intencji.
Jak można to ujrzeć w jego dziełach takich, jak Kazanie z Damaszku (ar. Al-Chutba Asz-Szamija, dosł. Kazanie syryjskie), Sunuhat czy Lemeat, miał on oznajmiać, że "w mroku i zgiełku przyszłości najpotężniejszym i najbardziej doniosłym głosem będzie głos Koranu".
Pod rządami 'Abbasydów to właśnie Turcy na tysiąc lat ujęli wodze sprawowania rządów nad islamem i wypełniali ten obowiązek za czasów Kalifatu (Osmańskiego - uz. red. pol.). Nadejście pierwszej wojny światowej przeraziło cały świat i doprowadziło do upadku Państwa Osmańskiego. Zewnętrzni wrogowie islamu poprzez okupację jego centrów doszli do wniosku, że islam musiał zostać zniszczony.
Zatem w tak doniosłych czasach, z łaską i błogosławieństwem Boga, Bediuzzaman przybył do Ankary. Przybył z wielką nadzieją na to, że wyłaniający się porządek ożywi religię, a on sam będzie mógł pracować wraz z rządzącymi. Nowy rząd Republiki dzięki pomocy Boga i cudowi Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) odparł ataki wroga i stał się potężnym przedstawicielem władzy ludu. Praca Bediuzzamana w parlamencie polegała na zapewnieniu tego, by ów nowy rozwój bezpośrednio opierał się na Koranie, by uczynił swym punktem oparcia jedność świata islamu, by ustanowił materialną i duchową cywilizację, której wzniosłą siłę stanowiłyby prawdy islamu. Takie były jego intencja i cel, i to właśnie starał się zaszczepić członkom nowego Zgromadzenia Narodowego, jednakże napotkał na swej drodze poważne przeszkody.
Ujrzał początek nowej ery świata islamu, przed którą cała umma szukała schronienia u Boga przez tysiąc trzysta lat, i pojął osobistość tych ludzi, którzy mieli podłożyć ogień owego zepsucia.
Pewnego dnia przez mniej więcej dwie godziny rozmawiał z Mustafą Kemalem Paszą w gabinecie prezydenckim. Bediuzzaman ostrzegł go przed wyrządzaniem poważnej szkody temu narodowi, krajowi i światowi islamu poprzez zniesienie symboli islamu w nadziei na zyskanie sławy wśród wrogów islamu i Turków. Przestrzegał go, że jeśli rewolucja była w ogóle konieczna, to powinna ona mieć na celu umocnienie islamu i powinna być przeprowadzona zgodnie z perspektywą uświęconych i fundamentalnych prawd Koranu, a jako lekcję przytoczył następującą analogię:
Wyobraźmy sobie, że w czasie, gdy meczet Aya Sophia jest wypełniony dostojnymi, błogosławionymi, cnotliwymi i znamienitymi ludźmi, jeden lub dwaj leniwi młodzieńcy i niemoralni próżniacy kręcą się przy wejściu, podczas gdy przy oknach kilku Europejczyków wypatruje jakiejś rozrywki. Do meczetu wchodzi pewien człowiek i dołącza do zgromadzenia, następnie pięknie i ładnym głosem recytuje fragment Koranu; spojrzenia tysięcy ludzi prawdy zwracają się na niego, a oni otrzymują nagrodę dzięki szacunkowi dla tego człowieka i modlitwom za niego. To nie jest miłe dla gnuśnych młodzieńców, nierobów spośród heretyków i jednego lub dwóch Europejczyków. Gdyby zaś człowiek, który wszedł do błogosławionego meczetu i dołączył do wielkiego zgromadzenia, zaczął śpiewać na cały głos sprośne piosenki, tańczyć i podskakiwać, sprawiłoby to, że owi gnuśni młodzieńcy roześmialiby się, sprawiłoby przyjemność rozpustnym nierobom, jako że zachęcałoby do rozpusty, zaś Europejczycy uśmiechnęliby się drwiąco, ponieważ są oni zadowoleni, kiedy widzą w islamie jakiekolwiek przywary. Jednak takie postępowanie przyciągnęłoby spojrzenia błogosławionych ludzi z owego wielkiego zgromadzenia, które wyrażałyby obrzydzenie i pogardę; w oczach tych ludzi ów człowiek upadłby do poziomu najniższego z niskich.
Dokładnie tak, jak w naszym przykładzie, świat islamu i Azja są wielkim meczetem, zaś zamieszkujący je ludzie wiary i prawdy to szacowne zgromadzenie w tym meczecie. Bezczynni młodzieńcy to podobni dzieciom pochlebcy, rozpustni próżniacy to nikczemnicy, którzy idą za Europą, aż nie mają ani narodowości, ani religii, zaś widzowie z Europy to dziennikarze, którzy szerzą koncepcje Europejczyków. Wszyscy muzułmanie, zwłaszcza cnotliwi i ci, którzy pragną się doskonalić, mają w owym meczecie swoje miejsca, stosownie do ich stopnia; ludzie widzą ich i zwracają na nich uwagę. Jeśli spełniają oni dobre dzieła, jak uczą tego nakazy i święte prawdy Wszechmądrego Koranu, zgodnie z zasadami szczerości intencji i zadowolenia Boga, które są podstawowymi zasadami islamu, jeśli językiem swego usposobienia recytują wersety Koranu, wówczas będą wśród tych, o których mówi suplikacja:
Boże, wybacz (wszystkim) wierzącym mężczyznom i (wszystkim) wierzącym kobietom, która jest stale wypowiadana przez każdego człowieka ze świata islamu [62]. Otrzymają oni swój udział w nagrodzie tych, którzy
wypowiadają owe słowa, a braterstwo połączy ich ze wszystkimi wiernymi. Jednakże wartość takiego stanu nie ukaże się ani niektórym spośród ludzi zbłądzenia, którzy są niby przyczyniające szkód bestie, ani niektórym głupcom, którzy są jak dzieci, choć już wyrosły im brody.
Jeśli człowiek wypiera się wszystkich swoich przodków, owego źródła honoru, jeśli wypiera się przeszłości, która może być dla niego przyczyną dobrze rozumianej dumy, jeśli w duchu porzuca świetlisty trakt prawych ludzi spośród tych, którzy byli przed nim, choć tamci mieli ów szeroki trakt za punkt oparcia, jeśli podąża za własnymi zachciankami i namiętnościami, jeśli jak hipokryta szuka sławy i podąża za innowacjami, w oczach wszystkich ludzi prawdy i wiary upadnie do prawdziwie najniższej pozycji. Zgodnie z hadisem, który mówi:
[63]
niezależnie od tego, jak bardzo prostym i nieświadomym człowiekiem byłby wierny, jego serce patrzy chłodno i z odrazą na tak chełpliwych i samolubnych ludzi, choćby nawet jego umysł nie zdawał sobie z tego sprawy.
Człowiek porwany umiłowaniem pozycji i rangi, opętany przez pragnienie sławy, w oczach niezliczonych członków zgromadzenia wiernych upada do poziomu najniższego z niskich, zaś zyskuje tymczasową pozycję, która nie przyniesie mu nic pomyślnego, w oczach kilku pozbawionych znaczenia szyderców, szaleńców i nierobów. Zgodnie z wersetem:
[64]
taki człowiek - drugi człowiek z naszego porównania - znajdzie kilku fałszywych przyjaciół, którzy przyczynią mu szkód w życiu doczesnym, męczarni w królestwie pośrednim, a w życiu ostatecznym będą jego wrogami.
Jeśli chodzi o pierwszego człowieka z naszego porównania, nawet jeśli nie wykreśli on ze swego serca pragnienia wysokiej pozycji, jeśli tylko przyjmie on szczerość intencji i zadowolenie Boga za swe wiodące zasady, a nie uczyni rangi i pozycji swym celem, osiągnie on chwalebną rangę duchową, która całkowicie zaspokoi jego pragnienie. Człowiek straci coś, co znaczy niewiele, bardzo niewiele, a w miejsce tego, co stracił, znajdzie wiele, bardzo wiele wartościowych rzeczy, które nie przyczynią
mu żadnej szkody. Zaiste, odpędzi od siebie kilka węży, a znajdzie liczne błogosławione stworzenia i stanie się ich bliskim przyjacielem, lub też nie dopuści do siebie dzikich szerszeni, zaś przyciągnie błogosławione pszczoły podobne sprzedawcom orzeźwiających napojów miłosierdzia. Będzie jadł miód z ich rąk, zaś dzięki ich modlitwom znajdzie przyjaciół ze wszystkich części świata islamu, dzięki którym jego dusza nabierze blasku, jakim lśni woda rajskiego źródła Al-Kałsar, a ich modlitwy zostaną zapisane w księdze jego dobrych uczynków [65] .
Otwarcie wyrażając swój sprzeciw, Mustafa Kemal Pasza ujawnił swe prawdziwe intencje. Jego celem było pozyskanie Bediuzzamana i skorzystanie z jego wpływów i wiarygodności, jaką się cieszył. Czynił on Bediuzzamanowi różne oferty, proponując mu stanowisko deputowanego w Zgromadzeniu Narodowym, jego poprzednie stanowisko w Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye czy też stanowisko generalnego kaznodziei prowincji wschodnich.
Bediuzzaman uświadomił sobie, że oto już sprawdziła się znaczna część przepowiedni hadisu mówiącego o ludziach o zatrważających charakterach, jacy nadejdą u kresu czasu. Jeszcze przed Deklaracją Wolności napisał on komentarz do tego hadisu, a teraz ujrzał go na scenie świata islamu i całej ludzkości. Jeszcze raz postanowił postępować zgodnie z zaleceniami hadisu, który prowadzi ludzi będących partią Koranu tymi słowami: Jeśli dożyjecie do owej epoki, wiedzcie, że zwycięstwa nad nimi nie można osiągnąć za pomocą polityki. Można odpowiedzieć im jedynie światłem cudowności Koranu, które jest niczym duchowy miecz.
Nie znajdując w Ankarze sposobności do wspólnego działania, Nauczyciel odrzucił szereg przedstawianych mu ofert. Niektórzy spośród członków parlamentu chcieli zmienić jego umysł i nalegali na to, aby pozostał on w Ankarze, by przemyśleć całą sprawę ponownie. Niektórzy z nich odprowadzili go nawet przez całą drogę na dworzec kolejowy, by tylko zmienić jego umysł, jednak Bediuzzaman powiedział im, że nie po drodze mu z tym, czego sobie życzą. Postanowił, że od tej pory będzie żył jako pustelnik. Całkowicie wycofując się z życia społecznego, rozpoczął życie pustelnika w jaskini nieopodal strumienia Zernabad, u stóp góry Erek w Van.
FRAGMENT TRAKTATÓW ŚWIATŁA TRAKTUJĄCY O ŻYCIU BEDIUZZAMANA W ANKARZE
z Błysku Dwudziestego Trzeciego, zatytułowanego Traktat o naturze
Kiedy w 1922 roku przybyłem do Ankary, morale ludzi wiary było nadzwyczaj wysokie po zwycięstwie, jakie armia islamu odniosła nad Grekami. Dostrzegłem jednak obrzydliwy nurt ateizmu, który zdradziecko próbował zachwiać umysłami ludzi wiary, zatruć je i zniszczyć. "O, Boże!", powiedziałem, "ten potwór zamierza wyrządzić szkodę fundamentalnym zasadom wiary". W tym momencie, jako że przytoczony wyżej werset czyni istnienie i jedność Boga niewątpliwie zrozumiałymi, znalazłem w nim wsparcie i napisałem traktat w języku arabskim, zawierający zaczerpnięty z Wszechmądrego Koranu dowód wystarczająco potężny, by rozpędzić i zniszczyć ów prąd niewiary. Wydrukowałem go w Ankarze, w wydawnictwie Yeni Gun. Jednak, niestety, niewielu ludzi w ówczesnej Turcji znało język arabski, a tacy, którzy poważnie nad nimi rozmyślali, byli rzadkością, dlatego ów traktat przedstawiał argumenty w nadzwyczaj zwięzłej i skróconej formie. W rezultacie nie odniósł on takiego skutku, jak powinien, a nurt ateizmu niestety potężniał i nabierał siły (...).