Listy
— 56 —

List Trzynasty

بِاسْمِهِ وَاِنْ مِنْ شَيْءٍ اِلَّا يُسَبِّحُ بِحَمْدِه۪

﴿ السَّلَامُ عَلٰى مَنِ اتَّبَعَ الْهُدٰى وَالْمَلَامُ عَلٰى مَنِ اتَّبَعَ الْهَوٰى ﴾

Moi drodzy bracia!

Często pytacie mnie o moją sytuację, o to, jak się czuję, dlaczego nie starałem się o uzyskanie dokumentów zwalniających mnie z zesłania, a także pytacie o moją całkowitą obojętność w temacie polityki i stanu tego świata. Ponieważ przy licznych okazjach zadawaliście owe pytania lub domyślałem się, że chcecie je zadać, jestem zmuszony, by odpowiedzieć wam nie jako nowy Said, lecz językiem starego Saida.

WASZE PIERWSZE PYTANIE

Czy jesteś ze wszystkiego zadowolony? Jak się miewasz?

Odpowiedź: Składam nieskończone podziękowania Najbardziej Miłosiernemu z miłosiernych za to, że przekształcił rozmaite zło, jakiego dopuścili się wobec mnie ahl ad-dunja, w różnorodne dobro.

Kiedy porzuciłem politykę i wycofałem się ze spraw tego świata, żyjąc w górskiej jaskini i rozmyślając nad życiem ostatecznym, ahl ad-dunja bezprawnie oderwali mnie od tego i zesłali na wygnanie. Najbardziej Litościwy i Mądry Stwórca przekształcił owo zesłanie w miłosierdzie, zaś moją górską samotność, która była niebezpieczna dla mnie jako narażona

— 57 —

na działanie różnych czynników, mogących zaszkodzić mojej szczerości intencji, w ucieczkę do bezpiecznych i serdecznych gór Barli. Kiedy przebywałem w Rosji jako jeniec wojenny, postanowiłem, że pod koniec swego życia ponownie wycofam się do górskiej jaskini, i modliłem się o to, by było mi to dane. Najbardziej Miłosierny z miłosiernych uczynił Barlę taką jaskinią i zesłał mi dary Swych dobrodziejstw, nie obciążając mnie słabego trudnościami i kłopotami wiążącymi się z życiem w jaskini. W Barli znaleźli się jedynie dwaj lub trzej nieufni ludzie, którzy swymi nieuzasadnionymi obawami przysporzyli mi licznych cierpień. Było tak, jak gdyby byli przyjaciółmi troszczącymi się o moją wygodę, jednakże ich podejrzenia wyrządziły szkodę zarówno memu sercu, jak też i naszej służbie Koranowi.

Co więcej, choć ahl ad-dunja wydali akt dotyczący wszystkich skazanych na wygnanie, a także uwolnili z więzień kryminalistów, zapewniając im amnestię, niesprawiedliwie zadecydowali, że owa amnestia nie obejmie mojej osoby. Jednakże mój Litościwy Pan - bym mógł pozostać w służbie Koranowi i w większym stopniu spisywać światła Koranu, znane jako Słowa - sprawił, że nic nie zakłóciło mego spokoju na zesłaniu, które zechciał przekształcić we wspaniały przykład litości.

Na dodatek, choć ahl ad-dunja pozostawili w spokoju wpływowych, potężnych przywódców i szejków, którzy mogli mieszać się do ich doczesnych spraw w miasteczkach i miastach, a także zezwolili im na spotykanie się z ich krewnymi i w ogóle z każdym, mnie niesprawiedliwie skazali na odosobnienie i zesłali do małej wioski. Prócz jednego lub dwóch wyjątków, nie zezwolili żadnemu z moich krewniaków czy ziomków na odwiedzenie mnie. Jednak mój Stwórca, Który obejmuje Swą litością każdą rzecz, przekształcił owo odosobnienie w ogromne miłosierdzie, jakie stało się moim udziałem, sprawiając, że mój umysł pozostał jasny, a ja sam byłem w stanie odebrać blask Koranu takim, jaki jest, pozostając wolnym od złośliwości czy złej woli.

Ahl ad-dunja uznali za przesadne dwa zwyczajne listy, jakie napisałem w ciągu dwóch lat na początku mego zesłania. Nawet teraz są niezadowoleni i prześladują mnie tylko dlatego, że jedna lub dwie osoby odwiedzają mnie raz czy dwa w miesiącu lub raz na tydzień, czyniąc to jedynie ze względu na życie ostateczne. Jednak mój Litościwy Pan i Wszechmądry Stwórca przekształcił tyranię ahl ad-dunja w miłosierdzie, sprawiając, że stała się ona dla mnie pożądanym osamotnieniem i wycofaniem się z życia doczesnego na czas trzech świętych miesięcy, w ciągu których człowiek

— 58 —

może zdobyć zasługę równą tej, jaką przynosi dziewięćdziesiąt lat życia duchowego (tur. manevi). Wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za każdą sytuację, za mój stan i samopoczucie.

WASZE DRUGIE PYTANIE

Dlaczego nie starasz się o zwolnienie z zesłania?

Odpowiedź: Zostałem skazany nie przez ahl ad-dunja, lecz przez zarządzenie Boga, dlatego do Niego się zwracam. Kiedykolwiek mi na to zezwoli, kiedykolwiek przerwie dostarczanie mi zaopatrzenia w tym miejscu, odejdę. Prawda o tej kwestii wygląda następująco:

Istnieją dwie przyczyny wszystkiego, co się nam przytrafia: jedna pozorna i druga, która jest prawdziwa. Ahl ad-dunja, którzy sprowadzili mnie do tego miejsca, są przyczyną pozorną, jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, jest ono przyczyną rzeczywistą, która skazała mnie na odosobnienie. Przyczyna pozorna działa niesprawiedliwie, podczas gdy przyczyna rzeczywista postępuje zgodnie ze sprawiedliwością. Oto, jak myślą ci, którzy są przyczyną pozorną: "Ten człowiek ciężko pracuje, służąc nauce i religii, może zatem mieszkać się w nasze sprawy tego świata". Z powodu takiej możliwości wygnali mnie na zesłanie, popełniając zło trojakiego rodzaju. Tymczasem Boże zarządzenie ujrzało, że moja służba religii i nauce nie jest prawdziwie szczera, i z tego powodu skazało mnie na wygnanie, przekształcając wieloraką tyranię ahl ad-dunja w liczne przykłady miłosierdzia. Decyzja w kwestii mego zesłania należy do Bożego zarządzenia i jest sprawiedliwa, zatem do Boga się uciekam. Ci, którzy są przyczyną pozorną, z pewnością posiadają również pozorne powody i taką też władzę nad pewnymi rzeczami, lecz sprawiają, że zwracanie się do nich w sprawie mego wyroku nie ma żadnego sensu. Gdyby mieli jakieś prawo lub silne racje ich postępowania, mógłbym zwrócić się również do nich.

Całkowicie porzuciłem ich świat - oby stał się przyczyną ich końca! - oraz ich politykę - oby powróciły do nich ich działania! - zatem nie chcę podsycać ich podejrzeń dotyczących rzeczywistości poprzez zwracanie się do nich, jako że ich preteksty i podejrzenia są z całą oczywistością bezpodstawne. Gdybym czuł jakąkolwiek chęć włączenia się do polityki tego świata, której cugle trzymają ludzie Zachodu, nie utrzymałbym tego w tajemnicy nawet przez osiem godzin z owych ośmiu lat; wyszłoby to na jaw i stało się ogólnie znane. Jednakże przez owe osiem lat ani razu nie zapragnąłem choćby przeczytania gazety - i przez ten czas nie przeczytałem ani jednej. Przez cztery z tych ośmiu lat pozostawałem pod nadzorem policyjnym i nie znaleziono nawet najdrobniejszego znaku, który mógłby

— 59 —

świadczyć o tym, że mieszam się do polityki. Służba Wszechmądremu Koranowi jest ważniejsza od wszelkich działań polityków, nie pozwala więc człowiekowi, który w niej pozostaje, na zajmowanie się polityką tego świata, która w większości składa się z fałszu i kłamstw.

A oto drugi powód, dla którego nie wystąpiłem o uniewinnienie: Przyznanie prawa do jakichkolwiek decyzji tym, którzy przypuszczają, że to, co złe, jest tym, co słuszne, już samo w sobie jest rodzajem zła. Nie zamierzam popełnić takiego błędu!

WASZE TRZECIE PYTANIE

Dlaczego jesteś tak obojętny wobec polityki tego świata? Twoje podejście do tej kwestii w ogóle się nie zmieniło, choć dzieje się tak wiele spraw. Czy to oznacza, że uważasz je za dobre, czy też zachowujesz milczenie, bo jesteś przerażony?

Odpowiedź: Służba Wszechmądremu Koranowi surowo zakazała mi mieszania się do świata polityki, a nawet sprawiła, że o polityce zapomniałem. Cała historia mego życia zaświadcza, że nigdy nie zdarzyło się, by strach opanował mnie lub powstrzymał przed obraniem drogi, którą uznałem za słuszną. Wreszcie, dlaczegóż miałbym się bać? Z tym światem nie wiąże mnie nic prócz wyznaczonej godziny odejścia z niego. Nie mam rodziny ani dzieci, o których mógłbym myśleć, nie posiadam też żadnego majątku. Nie należę do szlachetnej rodziny, której honor mógłbym mieć na względzie. Nie chciałbym zapewnić sobie chwały tego świata ani też rozgłosu, które składają się na niezasłużoną sławę hipokrytów - oby Bóg pobłogosławił tych, którzy dopomagają w jej zniszczeniu! Zatem wszystkim, co mi pozostaje, jest śmierć, spoczywająca w rękach Stwórcy, Któremu należy się wszelka chwała. Któż posiada taką moc, by ingerować w Jego zarządzenie lub by przyspieszyć je, póki nie nadejdzie wyznaczony przez Niego czas? Tak czy inaczej jesteśmy jednymi z tych, którzy wolą zaszczytną śmierć od życia w poniżeniu. Ktoś przypominający starego Saida wypowiedział słowa następujących wersów:

وَ نَحْنُ اُنَاسٌ لَا تَوَسُّطَ بَيْنَنَا ٭ لَنَا الصَّدْرُ دُونَ الْعَالَم۪ينَ اَوِ الْقَبْرُ

Służba Koranowi w każdym przypadku zabrania mi nawet myślenia o życiu społeczno-politycznym. Oto, jak wygląda ta kwestia:

— 60 —

Życie człowieka jest podróżą. W tej chwili w świetle Koranu ujrzałem, że droga tej podróży prowadzi przez bagno. Karawana ludzkości brnie naprzód przed brudne, śmierdzące błoto. Niektórzy z owej karawany podróżują drogą, która jest bezpieczna; inni znaleźli pewne sposoby na to, by ratować karawanę z owego mętnego bagna tak długo, jak tylko to możliwe, jednak większość podróżuje w ciemności przez sam jego środek. Jedna piąta podróżników - ci, którzy są pijani - bierze cuchnące błoto za piżmo i ambrę, smarując nim twarze i oczy; ci brną i błądzą w owym wstrętnym bajorze, dopóki nie utoną. Pozostałe osiemdziesiąt procent pojmuje, że bagno jest bagnem, zdaje sobie sprawę z tego, iż jest ono cuchnące i nieczyste, lecz ci ludzie są zdezorientowani i nie potrafią odnaleźć bezpiecznej drogi. Istnieją dwa rozwiązania:

pierwsze: kijami przywrócić pijanych do zmysłów;

drugie: wskazać bezpieczną drogę zabłąkanym, ukazując im światło.

Patrzę i widzę, że osiemdziesiąt procent ludzi wymachuje kijami w stronę owej jednej piątej, którą są pijani, podczas gdy im samym, nieszczęśliwym i zbłąkanym, światło nie zostało ukazane w odpowiedni sposób, a nawet jeśli, to ten, który je ukazuje, nie wzbudza zaufania, gdyż w tej samej ręce trzyma zarówno latarnię, jak i tęgi kij. Zbłąkany człowiek zastanawia się z niepokojem: "Czy ten człowiek chce zwrócić moją uwagę na światło, czy chce obić mnie kijem?" A czasami, kiedy z powodu jakiejś wady kij zostaje złamany, światło także odlatuje lub gaśnie.

Owym bagnem jest życie społeczne ludzkości, rozpustne i rodzące niedbalstwo oraz zbłądzenie. Pijacy to ci uparci, którzy w zbłądzeniu znajdują radość, zaś zdezorientowani i zabłąkani to ci, którzy czują wstręt do zbłądzenia, jednak nie potrafią uwolnić się od niego. Chcą się wyratować, lecz w zamieszaniu nie potrafią odnaleźć drogi. Kijami są pewne prądy w polityce, zaś światłem - prawdy Koranu. W temacie światła nie można wieść sporu, nie można odczuwać wrogości wobec niego; w nikim prócz Szatana przeklętego nie może ono budzić obrzydzenia. Bym mógł ponieść światło Koranu, oświadczyłem:

اَعُوذُ بِاللّٰهِ مِنَ الشَّيْطَانِ وَ السِّيَاسَةِ

i odrzuciłem kije polityków, ujmując światło obiema rękami. Ujrzałem, że wśród polityków - tak zwolenników rządu, jak i opozycji - są ci, którzy miłują owe świetliste prawdy. Żadna ze stron ani żadna grupa nie może ani rzucać oszczerstw na prawdy Koranu, ani też ukryć przed innymi jego wysoko wzniesionych świateł czy też jego nauk, które dalece przewyższają

— 61 —

wszelkie ustawy prądów czy stronnictw politycznych, będąc wolnymi od wszystkich stronniczych deliberacji polityków. Tylko szatani w ciałach ludzi lub bestie w ludzkiej skórze mogliby tak postąpić, jako że uważają oni bezbożność i niewiarę za rodzaj poglądów politycznych i wspierają je.

Wszelka chwała niechaj będzie Bogu Jedynemu za to, że wycofałem się z polityki, dzięki czemu wartość drogocennych jak diamenty prawd Koranu nie zmniejszyła się dla mnie do wartości odłamków szkła, choć sam wystawiłem się na oskarżenia propagandy polityków. Zaiste, owe diamenty, którymi są prawdy koraniczne, w oczach wszelkich stronnictw jeszcze bardziej zwiększyły - w olśniewający sposób - swą wartość.

﴿ اَلْحَمْدُ لِلّٰهِ الَّذ۪ى هَدٰينَا لِهٰذَا وَمَا كُنَّا لِنَهْتَدِىَ لَوْلَٓا اَنْ هَدٰينَا اللّٰهُ لَقَدْ جَٓاءَتْ رُسُلُ رَبِّنَا بِالْحَقِّ ﴾

اَلْبَاق۪ى هُوَ الْبَاق۪ى

Said Nursi
***