Błyskawice
— 54 —

Błysk Dziesiaty

Ciosy Bożego miłosierdzia

﴿ بِسْمِ اللّٰهِ الرَّحْمٰنِ الرَّح۪يمِ ﴾
﴿ يَوْمَ تَجِدُ كُلُّ نَفْسٍ مَا عَمِلَتْ مِنْ خَيْرٍ مُحْضَرًا وَمَا عَمِلَتْ مِنْ سُٓوءٍ تَوَدُّ لَوْ اَنَّ بَيْنَهَا وَبَيْنَهُٓ اَمَدًا بَع۪يدًا وَيُحَذِّرُكُمُ اللّٰهُ نَفْسَهُ وَاللّٰهُ رَؤُفٌ بِالْعِبَادِ ﴾

Jedno ze znaczeń powyższego wersetu zostało wytłumaczone i wyjaśnione poprzez "ciosy" Bożego miłosierdzia, jakie moi towarzysze w służbie Koranowi otrzymali z powodu błędów, które popełnili na skutek niedoskonałej natury ludzkiej. Wyjaśnimy zatem serię zadziwiających zdarzeń, wynikających ze służby Koranowi, a także cudowne działanie Wielkiego Wspomożenia (ar. Ghałs al-A'zam), ponieważ - za zezwoleniem Boga - Szejk Gajlani (niech jego tajemnica będzie uświęcona) dogląda naszej świętej służby i poprzez swoją świątobliwość wspomaga tych, którzy ją wykonują, dzięki czemu mogą oni nie ustawać w swoich gorliwych wysiłkach.

Istnieją trzy rodzaje cudownego działania związane z ową uświęconą pracą:

Rodzaj Pierwszy to aspekt owego cudownego działania, który przygo towuje określone zadanie, a następnie przynagla pracowników do wyko nania go.

— 55 —

Rodzaj Drugi usuwa przeszkody stojące na drodze do wykonania zadania, a także odpycha zło, tkwiące w tych, którzy sprzeciwiają się tej pracy, i wymierza im ciosy. Przykłady zdarzeń tego rodzaju są liczne, a ich omówienie musiałoby być długie, więc odłożymy to na inny termin, a omówimy rodzaj trzeci, najłatwiejszy do zrozumienia.

Rodzaj Trzeci: kiedykolwiek ci, którzy szczerze pracują w tej służbie, stają się niedbali, dostają miłosiernego klapsa, by oprzytomnieli i podjęli swoją pracę na nowo. Znamy ponad sto zdarzeń tego rodzaju, z czego jedynie dwanaście, trzynaście lub czternaście osób otrzymało klapsy miłosierdzia, a sześć lub siedem klapsy, które miały ich zmitygować.

Opowiemy historie tych ludzi.

HISTORIA PIERWSZA

Kiedykolwiek wasz godny pożałowania Said słabnął w swoich obowiązkach i mówił: "Cóż to mnie spotyka?", kiedykolwiek stawał się zaabsorbowany swoimi prywatnymi sprawami, dostawał klapsa. Mniemam, że działo się tak z powodu mojego niedbalstwa, ponieważ niezależnie od tego, co zwiodło mnie z drogi, pobudzając do zajęcia się innymi sprawami, otrzymywałem klapsa, który zwracał mnie ku moim obowiązkom. Po wtóre, badając podobne klapsy, które otrzymali moi szczerzy przyjaciele, zauważyłem, że działo się tak wówczas, gdy byli niedbali i odwracali się od tego, co powinno być ich prawdziwym celem, dzięki czemu możemy wywnioskować, że podobne zdarzenia w cudowny sposób wynikają ze służby Koranowi.

Na przykład: tak długo, jak wasz nieszczęśliwy Said był zajęty nauczeniem prawd Koranu w mieście Van (w czasach wydarzeń, do których doszło za sprawą Szejka Saida), podejrzliwy rząd nie ingerował w jego działania. Jednak kiedy tylko powiedziałem: "Cóż to mnie spotyka?", pomyślałem o sobie samym i wycofałem się do opuszczonej jaskini na górze Erek, ażeby uratować swoje życie wieczne, bez żadnego powodu aresztowano mnie, skazano na wygnanie i przewieziono do Burdur.

W owym czasie wszyscy, którzy zostali skazani na wygnanie, byli bardzo uważnie obserwowani, zatem przypuszczałem, że będę musiał

— 56 —

każdego wieczoru stawiać się na policji, jednak ja i moi szczerzy uczniowie byliśmy wyjątkami i trwało to dopóty, dopóki szczerze służyłem Koranowi. Kiedy gubernator odwiedził Fevziego Paszę, wniósł skargę na mnie, lecz Fevzi Pasza odpowiedział: "Nie wtrącaj się do jego spraw, lecz traktuj go z szacunkiem!" Tym, co sprawiło, że tak odpowiedział, był święty charakter naszej służby Koranowi. Lecz kiedy tylko zmogła mnie koncepcja ratowania siebie samego i myślenia wyłącznie o moim życiu ostatecznym, przez co chwilowo osłabłem w służbie Koranowi, na przekór moim intencjom dostałem klapsa. Z jednego miejsca wygnania wysłano mnie do innego - zostałem przewieziony do Isparty.

W Isparcie na powrót podjąłem swoje obowiązki. Po dwudziestu dniach niektórzy tchórze powiedzieli, by mnie ostrzec: "Być może rząd nie spojrzy życzliwie na tę sytuację. Byłoby lepiej, gdybyś stał się bardziej ostrożny!" Wówczas ponownie powstrzymało mnie myślenie o sobie samym i odpowiedziałem: "Niech nikt do mnie nie przychodzi!" Wtedy zabrano mnie z Isparty i przewieziono do trzeciego miejsca mojego wygnania, do Barli.

W Barli, kiedykolwiek ogarniało mnie niedbalstwo i myślenie o sobie samym, natychmiast pojawiał się któryś z podobnych wężom, dwulicowych hipokrytów, jakich nasyłał na mnie pewien człowiek spośród ahl ad-dunja. Podczas tych ośmiu lat przytrafiło mi się osiemdziesiąt podobnych zdarzeń; mógłbym wymienić je wszystkie, lecz wolę skrócić to wyliczenie, by nie znudzić czytelnika.

O, bracia moi! Opisałem niektóre z klapsów Bożego miłosierdzia, jakie otrzymałem. Teraz - jeśli pozwolicie na to i wybaczycie mi - opowiem o niektórych spośród podobnych zdarzeń, jakie przytrafiły się wam. Proszę, nie czujcie się urażeni. Jeśli ktoś z was jednak poczuje się urażony, nie wymienię jego imienia.

HISTORIA DRUGA

Mój prawdziwy brat, pierwszy, najlepszy i pełen poświęcenia uczeń, Abdulmecid, miał piękny dom w mieście Van. Był zamożny i pracował jako nauczyciel. Trzymając się własnych poglądów, nie poparł tych, któ rzy wbrew moim życzeniom starali się wysłać mnie do regionu przygra nicznego (a było to wówczas miejsce, gdzie bardziej potrzebowano ludzi

— 57 —

oddanych służbie Koranowi), i - jakby miał na uwadze moje korzyści - był temu przeciwny. Nie wziął udziału w głosowaniu, jak gdyby moja służba Koranowi przestała być apolityczna i szczera, gdybym musiał udać się nad granicę, a on miałby zostać wydalony z Van. Jednak na przekór swoim zamysłom otrzymał klapsa miłosierdzia, ponieważ musiał opuścić zarówno miasto Van i swój piękny dom, jak też rodzinne strony. Wygnano go i zmuszono, by udał się do Ergani.

HISTORIA TRZECIA

Hulusi-bej był pierwszoplanową postacią naszej służby Koranowi. Kiedy powrócił z Egridir do swoich stron rodzinnych, okazało się, że inne sprawy zapewnią mu wiele radości i szczęścia tego świata, przez co być może stał się nieco leniwy w służbie, która dotyczy wyłącznie życia wiecznego. Ponieważ ponownie spotkał rodziców, których nie widział od dawna, ponieważ powrócił do domu jako człowiek wysokiej rangi, uhonorowany licznymi zaszczytami, ten świat uśmiechał się do niego i jawił mu się dobrym. Jednak jeśli chodzi o tych, którzy pracują w służbie Koranu, to albo ten świat musi być zirytowany nimi, albo oni muszą być zirytowani tym światem, by mogli szczerze i gorliwie pełnić ową służbę.

Serce Hulusiego z pewnością pozostało niewzruszone, lecz sytuacja, w jakiej się znalazł, doprowadziła go do niedbalstwa, a wtedy otrzymał klaps od Bożego miłosierdzia. W ciągu roku lub dwóch nie dawali mu spokoju liczni obłudnicy, co spowodowało, że stracił całą przyjemność z życia doczesnego. Ten świat zaczął go drażnić, a on zaczął drażnić ahl ad-dunja aż gorliwie - w prawdziwym znaczeniu tego słowa - podjął swoje obowiązki.

HISTORIA CZWARTA

Muhadżir Hafiz Ahmed powiedział, co następuje:

"Tak, wyznaję, że popełniłem błąd, próbując zrozumieć zagadnienie mojego życia wiecznego w połączeniu z moją służbą Koranowi. Miałem pewne pragnienie, które spowodowało, że stałem się leniwy w tej służbie, przez co spadł na mnie cios, który był pełen miłosierdzia, lecz również na tyle dotkliwy, żeby stał się dla mnie pokutą. Oto, jak było:

Mój Mistrz i Nauczyciel nie popierał pewnych innowacji. Mój meczet stał tuż obok domu Nauczyciela, a zbliżały się trzy święte miesiące. Jeśli

— 58 —

zrezygnowałbym z chodzenia do meczetu, zarówno mógłbym stracić dużą nagrodę, jak i w okolicy mogłoby wzmagać się przyzwolenie na nieodprawianie modlitw obowiązkowych. Jeśli nie wykonywałbym praktyk wynikających z innowacji, mógłbym zostać wtrącony za kraty. Zgodnie z moim sposobem rozumowania życzyłem sobie, by mój Mistrz, którego kochałem bardziej niż własne życie, przeniósł się na jakiś czas do innej miejscowości, choć nie wiedziałem, czy jeśli wyjedzie lub wyprowadzi się, nie spowoduje to (na czas jego nieobecności) uchybień w mojej służbie Koranowi. Właśnie w owej krytycznej chwili otrzymałem cios, który był pełen miłosierdzia, lecz tak straszny, że jeszcze w trzy miesiące później nie doszedłem do siebie. Wszelako, chwała niech będzie Bogu, zgodnie ze słowami mojego Mistrza, zostało mu powiedziane, że możemy pokładać nadzieję w Bożej litości, jako że jedna minuta nieszczęścia warta jest tyle, co oddawanie czci Bogu przez cały dzień. Popełniłem błąd nie z powodu złej woli, a pragnienie, o którym mowa, wystąpiło u mnie tylko dlatego, że myślałem o swoim życiu ostatecznym".

HISTORIA PIĄTA

Bohaterem tej historii jest Hakki Efendi. Jako że obecnie nie ma go przy mnie, zastąpię go (podobnie jak zrobiłem to dla Hulusiego), by powiedzieć, co następuje:

W czasie, gdy Hakki Efendi skrupulatnie wypełniał swoje obowiązki jako uczeń Światła, do powiatu przybył niemoralny kajmakan. Hakki Efendi ukrył wszystko, co napisał, przez co kara za to mogłaby spaść raczej na jego Mistrza, niż na jego samego. Kiedy czasowo zaprzestał swojej pracy na rzecz Traktatów Światła, wkrótce rozpoczął się proces sądowy przeciw niemu, co było rodzajem klapsa, jaki wymierzyło mu Boże miłosierdzie. Hakki musiał zapłacić grzywnę w wysokości tysiąca lir, a ponadto stał się obiektem pogróżek. Trwało to przez rok, dopóki nie przybył tutaj, a gdy spotkaliśmy się, z powrotem podjął służbę Koranowi i obowiązki wynikające z bycia uczniem Światła. Następnie wyrok, który niejako stał się przyczyną owego miłosiernego klapsa, został unieważniony, a Hakkiego Efendi uniewinniono.

Nieco później dla uczniów Światła rozpoczęły się nowe obowiązki, które dotyczyły spisania Koranu w nowy sposób. Część tej pracy

— 59 —

przydzielono Hakkiemu Efendi. Rozpoczął pracę z entuzjazmem i spisał jedną trzydziestą Koranu, jednak z powodu trudnej sytuacji finansowej poczuł się zmuszony, by potajemnie podjąć się czyjejś obrony w procesie sądowym. Wkrótce otrzymał kolejny klaps miłosierdzia: złamał ten palec, którym zwykł trzymać pióro. Było to dla niego jak ostrzeżenie: "Ten palec nie może równocześnie pisać dokumentów sądowych i Koranu!" Byliśmy zaskoczeni jego wypadkiem z palcem, ponieważ nie wiedzieliśmy o tym, że Hakki podjął się sprawy w sądzie, jednak później zrozumieliśmy, że święta i czysta służba Koranowi nie chce, by wykonujące ją palce były zaangażowane w jakąkolwiek inną pracę.

Tak czy inaczej, mogłem mówić w imieniu Hulusiego-beja, ponieważ znam go tak, jak znam samego siebie, a Hakki-bej jest dokładnie taki sam. Jeśli nie spodoba mu się, że wystąpiłem w jego imieniu, sam może napisać o klapsach, jakie otrzymał od Bożego miłosierdzia.

HISTORIA SZÓSTA

Bohaterem tej historii jest Bekir Efendi. Ponieważ w tej chwili nie ma go przy mnie, zastąpię go w ten sam sposób, w jaki zrobiłem to dla mojego brata Abdulmecida. Polegając na jego zaufaniu i oddaniu, jak również na wiedzy i słowach moich bliskich przyjaciół (takich, jak Samli Hafiz i Suleyman Efendi), powiem, co następuje:

Bekir Efendi wydrukował Słowo Dziesiąte. Później wysłaliśmy do niego Słowo Dwudzieste Piąte, traktujące o cudownej naturze Koranu, by również i je wydrukował, zanim zostanie wprowadzony nowy alfabet. Napisaliśmy mu też, że z pewnością wyślemy mu pieniądze na pokrycie kosztów druku, tak samo jak wysłaliśmy pieniądze na druk Słowa Dziesiątego. Jednak myśląc o moim ubóstwie i widząc, że koszty druku wyniosą około czterystu lir, Bekir Efendi pomyślał: "Być może Hodża nie będzie zadowolony, jeśli wyłożę tę sumę z własnej kieszeni", i w ten sposób dał się zwieść własnej duszy. Słowo Dwudzieste Piąte nie zostało wydrukowane, co wyrządziło znaczną szkodę naszej służbie Koranowi. Dwa miesiące później Bekirowi skradziono dziewięćset lir, co było dla niego silnym ciosem wymierzonym przez Boże miłosierdzie. Jeśli Bóg zechce, niechaj owe dziewięćset lir, które stracił, zostanie od niego przyjęte jako jałmużna.

— 60 —

HISTORIA SIÓDMA

Oto, co powiedział Samli Hafiz Tevfik:

"Tak, wyznaję, że z powodu kilku błędów, jakie nieświadomie popełniłem, a mogły one przynieść szkodę naszej służbie Koranowi, dwa razy dostałem miłosiernego klapsa. Nie mam żadnych wątpliwości, że był on wynikiem tego, co teraz opiszę:

Po pierwsze: Wszelka chwała niech będzie Bogu, przez Którego zostałem obdarzony zdolnością pisania tekstów arabskich takim charakterem pisma, który jest do pewnego stopnia odpowiedni dla przepisywania Koranu. Najpierw mój Mistrz powierzył mi do przepisania trzy z trzydziestu części, na jakie jest podzielony Koran, a resztę rozdzielił między innych uczniów Światła. Pragnienie przepisywania Koranu zniszczyło we mnie chęć pełnienia służby poprzez przepisywanie czy to roboczych, czy ostatecznych wersji Traktatów Światła. Miałem w sobie nawet pyszałkowatą chęć prześcignięcia tych, którzy nie wiedzieli, jak prawidłowo powinno się przepisywać tekst arabski. Kiedy mój Mistrz, by mnie przestrzec, zaczął opowiadać mi o sztuce pisania, odpowiedziałem mu arogancko: "Jest to dla mnie znane i nie potrzebuję się tego uczyć!" Z powodu tego błędu otrzymałem nadzwyczaj silny i niepojęty cios: to, co przepisałem, nie było zrobione nawet tak dobrze, jak część brata Husreva, który o przepisywaniu tekstów w języku arabskim wiedział najmniej z nas wszystkich. Wszyscy byliśmy zaskoczeni, lecz teraz jest dla nas jasne, że był to klaps, na który zasłużyłem.

Po Drugie: Wyznaję, że dwie postawy, jakie przyjąłem, były szkodli we dla całkowicie szczerej intencji, jaka jest konieczna, by podjąć służbę Koranowi, która musi być wykonywana wyłącznie dla zasłużenia na mi łosierdzie Boga, a ja z tego powodu otrzymałem ciężki cios. Ponieważ jestem w tej okolicy jak obcy, jak cudzoziemiec, a także - choć nie powinienem narzekać - ponieważ nie przyjrzałem się należycie ważnym zasadom mojego Mistrza, jakimi są oszczędność i zadowolenie z tego, co posiadamy, cierpię z powodu ubóstwa, które zmusiło mnie do wmieszania się między samolubnych i aroganckich ludzi, co z kolei, oby Bóg zechciał mi to wybaczyć, narzuciło mi bycie hojnym na pokaz, w sposób typowy dla hipokrytów, którzy jedynie szukają pochlebców. Mój Mistrz wielokrotnie ostrzegał mnie, karcił i napominał, lecz - niestety! - nie potrafiłem powstrzymać się od złego postępowania. Z jednej strony szatani spośród dżinnów i ludzi czerpali korzyści z sytuacji, w jakiej się znalazłem, a która

— 61 —

była całkowicie sprzeczna z duchem służby Wszechmądremu Koranowi, z drugiej strony spowodowało to, że mój zapał ostygł, a ja stałem się niedbały w naszej służbie.

Za swoje błędy otrzymałem silny, lecz - Bóg tak chciał - miłosierny cios. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że to, co się stało, było jedynie wynikiem tych błędów. Oto, na czym ów cios polegał:

Chociaż przez osiem lat utrzymywałem bliskie relacje z moim Mistrzem, a także tak szkice, jak ostateczne wersje jego dzieł, przez mniej więcej osiem miesięcy nie mogłem odnieść jakiejkolwiek korzyści z pracy przy Traktatach Światła. Byliśmy zaskoczeni tą sytuacją. Wraz z moim Mistrzem poszukiwałem jej przyczyny, zastanawiając się, dlaczego do tego doszło. Teraz czujemy z całkowitą pewnością, że jasne i świetliste prawdy Koranu nie mogą współistnieć z ciemnością fałszu, pochlebstwa i upokorzenia. Dlatego znaczenie owych świetlistych prawd oddaliło się ode mnie, aż stały się one dla mnie nieznane i obce.

Błagam Boga Wszechmocnego, by zechciał dać mi szczerość intencji godną naszej służby, by ocalił mnie od hipokryzji i fałszu właściwych ahl ad-dunja. Proszę przede wszystkim mojego Mistrza, a następnie wszystkich moich braci, o modlitwę za mnie.

Najbardziej winny, Samli Hafiz Tevfik".

HISTORIA ÓSMA

Bohaterem tej historii jest Seyrani. Tak jak Husrev, był on jednym z tych moich uczniów, którzy entuzjastycznie przyjęli Traktaty Światła, a także właściwie je zrozumieli. Naradzałem się z moimi uczniami z Isparty w sprawie tałafuq, które są kluczem do tajemnic Koranu i do nauki dżafr. Odpowiadali i z zapałem brali udział w dyskusji, jednak Seyrani - ponieważ miał inne poglądy i interesowały go inne kwestie - nie odpowiedział, a na dodatek chciał, bym odstąpił od prawdy, o której byłem całkowicie przekonany. Napisał do mnie list, który wielce mnie zdenerwował. Powiedziałem: "Niestety! Straciłem tego ucznia". Oczywiście chciałem go oświecić, jednak później sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej, a Seyrani przez blisko rok pozostawał w miejscu odosobnienia (to znaczy w więzieniu).

HISTORIA DZIEWIĄTA

Bohaterem tej historii jest Hafiz Zuhtu Starszy, który w swoim czasie był kimś w rodzaju osoby "nadzorującej" uczniów Światła w Agrus. Choć

— 62 —

uczniowie obrali jako swoją drogę podążanie za przykładem praktyki Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz unikanie innowacji w religii, Hafiz nie uważał zaszczytu natury duchowej, wynikającego z bycia uczniem Światła, za wystarczający, za to sam nauczał innych poważnej innowacji, mając nadzieję, że podniesie to jego pozycję w oczach ahl ad-dunja. Popełnił błąd, który był diametralnie sprzeczny z drogą Traktatów Światła, za co otrzymał straszny cios od Bożego miłosierdzia. Pewne zdarzenie, do którego doszło, całkowicie zniszczyło honor jego rodziny.

Na nieszczęście, to smutne wydarzenie dotknęło również Hafiza Zuhtu Młodszego, choć nie zasłużył on na jakiekolwiek upomnienie. Bóg jednak zechciał, żeby ów uczynek stał się jak korzystna dla zdrowia operacja chirurgiczna, która wyzwoli jego serce z więzów tego świata, a całkowicie zwróci je ku Koranowi.

HISTORIA DZIESIĄTA

Bohaterem tej historii jest pewien człowiek, którego nazywano Hafiz Ahmed (oby Bóg się nad nim zmiłował). Przez dwa lub trzy lata przepisywał on Traktaty Światła w sposób dodający odwagi innym i odnosił z tego korzyści, jednak później sprawy tego świata wzięły górę nad słabymi przymiotami jego charakteru, a jego zapał przygasł. Utrzymywał relacje z ludźmi spośród ahl ad-dunja (być może dlatego, by go nie skrzywdzili, a być może dlatego, że miał im coś do powiedzenia), zdobył pewien rodzaj pozycji wśród nich i sprawił, że środki na życie, jakimi mógł dysponować, ze skromnych stały się obfite, jednak za swoje niedbalstwo i za szkodę, jaką przyniosło ono jego służbie Koranowi, otrzymał dwa ciosy. Pierwszym było dla niego to, że musiał utrzymać o pięć osób więcej, niż pozwalały na to jego środki, przez co jego sytuacja materialna stała się naprawdę godna pożałowania. Wkrótce spadł na niego również drugi cios: był człowiekiem wrażliwym na punkcie honoru i szacunku dla samego siebie, który nie mógł znieść czyjejkolwiek nagany czy zarzutu, a pewni przebiegli ludzie wykorzystali go jako tarczę w taki sposób, że skalało to jego honor, który został niemal całkowicie zniszczony, a prawie wszyscy odwrócili się od niego. Niech Bóg mu wybaczy! Jeśli Bóg zechce, Hafiz Ahmed przyjdzie do siebie i może choć częściowo powróci do wykonywania swoich obowiązków wobec Boga i Jego religii.

HISTORIA JEDENASTA

Ta historia nie została opisana, ponieważ człowiek, którego dotyczy, prawdopodobnie nie zgodziłby się na to.

— 63 —

HISTORIA DWUNASTA

Bohaterem tej historii jest nauczyciel Galib (oby Bóg się nad nim zmiłował). Tak, oddał on naszej sprawie wspaniałe usługi, wykonując swoje obowiązki wiernie i w sposób zasługujący na uznanie. Przepisując Traktaty Światła w ich ostatecznej formie, nie okazywał żadnej słabości w obliczu jakichkolwiek kłopotów. Przez wiele dni przychodził, uważnie słuchał, przepisywał. W zamian za wynagrodzenie w wysokości trzydziestu lir spisał wszystkie Słowa i Listy. Jego zadaniem było rozprowadzenie ich w jego stronach rodzinnych i oświecenie mieszkających tam ludzi. Jednak z powodu pewnych pomysłów nie rozdał Traktatów Światła tak, jak to sobie wyobrażał, lecz pozostały one w jego kufrze. Wkrótce zaszło smutne zdarzenie, w wyniku którego Galib cierpiał rozpacz przez następny rok. Stracił niektórych ze swoich przyjaciół, a znalazł wielu niesprawiedliwych, bezwzględnych wrogów w miejsce ledwie garstki dotychczasowych, którzy byli jego przeciwnikami jedynie z tego powodu, że zajmował się on rozpowszechnianiem Traktatów Światła.

HISTORIA TRZYNASTA

Oto, co powiedział Hafiz Halid (oby Bóg obdarował go Swym miłosierdziem):

"Tak, wyznaję, że całkowicie zaangażowałem się w spisywanie wstępnych wersji prac mojego Mistrza, które następnie były rozpowszechniane w ramach służby Koranowi. Meczet w naszej dzielnicy nie miał wówczas imama. Chciałem jeszcze raz założyć mój dawny ubiór i nosić turban, co spowodowało, że na jakiś czas stałem się niedbały w swojej służbie i zacząłem unikać wykonywania obowiązków. Wówczas na przekór moim intencjom otrzymałem klaps miłosierdzia. Choć przez osiem lub dziewięć miesięcy pełniłem obowiązki imama, nie zostałem oficjalnie mianowany na to stanowisko, pomimo wielokrotnie powtarzanych obietnic muftiego. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że ów miłosierny klaps był wynikiem błędu, jaki popełniłem. Byłem kimś, do kogo zwracał się mój Mistrz, przepisywałem szkice jego prac, wiedziałem, że moje niedbalstwo naraża go na pewne trudności... Wszelako, dzięki niech będą Bogu, zdaliśmy sobie sprawę z tego, na czym polegał mój błąd, i zrozumieliśmy, jak świętą jest nasza służba. Ufaliśmy, że nasz Mistrz stoi za nami jak opiekuńczy anioł, jak Szejk Gajlani.

Najsłabszy spośród sług Boga,
— 64 —

HISTORIA CZTERNASTA

Ta historia opowiada o trzech lekkich klapsach, jakie otrzymali trzej muzułmanie, z których każdy miał na imię Mustafa.

Przez osiem lat Mustafa Cavus uczęszczał do naszego meczetu, którego istnienie utrzymywaliśmy w tajemnicy. Przyniósł do niego piecyk, a następnie przynosił naftę, a nawet zapałki. Dopiero później dowiedziałem się, że przez osiem lat płacił za to wszystko z własnej kieszeni. Szczególnie w noce z czwartku na piątek przebywał w zgromadzeniu wiernych, dopóki nie było już żadnej istotnej sprawy do omówienia. Później ahl ad-dunja wykorzystali jego prostoduszność i powiedzieli mu: "Ci ludzie przychodzą tu tylko po to, by dokuczyć Hafizowi, temu, który nosi turban. Powinien na jakiś czas zaprzestać wykonywania wezwania na modlitwę, nawet w tajemnicy. Powiedz pisarzowi, by lepiej sam zdjął turban, zanim inni zrobią to siłą". Nie wiedzieli, że dla kogoś o duszy tak wzniosłej, jaką miał Mustafa Cavus, powiedzenie komuś, kto również pozostawał w służbie Koranowi, by zdjął turban, było nadzwyczaj trudne, jednak powtórzył on Hafizowi to, co powiedzieli mu tamci ludzie.

Tamtej nocy śniło mi się, że do mojego pokoju wszedł kajmakan, a za nim Mustafa Cavus, który miał brudne ręce. Następnego dnia spytałem go: "Mustafo, z kim się dzisiaj widziałeś? Śniło mi się, że miałeś brudne ręce i stałeś za kajmakanem!" Odparł: "Niestety! Sołtys wioski powiedział mi: 'Powiedz pisarzowi to i to'. Nie wiem, co się za tym kryło".

Tego samego dnia Mustafa przyniósł do meczetu niemal całą okkę nafty. Chociaż nie robił tak nigdy wcześniej, tym razem zostawił drzwi otwarte, przez co do meczetu wszedł kotek. Później przyszedł pewien wy soki człowiek, który sądząc że nafta w dzbanku jest wodą, rozchlapał ją po całym meczecie, chcąc go oczyścić, a także zmyć nieczystość, jaką kociak zostawił na modlitewnym dywaniku. To zdumiewające, że nie poczuł on zapachu nafty. Można powiedzieć, że to sam meczet nie pozwolił, by ów człowiek poczuł zapach nafty, jakby chciał właściwym dla siebie językiem powiedzieć Mustafie: "Nie potrzebujemy twojej nafty! Nie przyjmę jej z powodu błędu, jaki popełniłeś". W tamtym tygodniu przed modlitwą piątkową, a także przed innymi ważnymi modlitwami, Mustafa Cavus nie był w stanie dołączyć do wiernych zgromadzonych w meczecie, choć bardzo się starał. Później wyraził szczerą skruchę, poprosił o przebaczenie i odzyskał czystość serca.

— 65 —

Bohaterami drugiej części tej historii są mój zacny, ciężko pracujący i ważny dla naszej sprawy uczeń Mustafa z Kuleonu oraz jego najbardziej wierny, ofiarny przyjaciel, Hafiz Mustafa (oby Bóg obdarował go Swym miłosierdziem).

Po święcie religijnym wysłałem do moich uczniów wiadomość, prosząc ich, by przez jakiś czas nie odwiedzali mnie, ponieważ gdy ahl ad-dunja dowiedzą się o naszych spotkaniach, będą dokuczać nam, by zniechęcić nas do służenia Koranowi. Poprosiłem również, by - jeśli już będą musieli mnie odwiedzić - przychodzili tylko pojedynczo. Jednak pewnej nocy przyszli do mnie trzej spośród moich uczniów, wszyscy naraz, zamierzając odejść jeszcze przed świtem. Ani Mustafa Cavus, ani Suleyman Efendi, ani ja - żaden z nas nie pomyślał o podjęciu jakichkolwiek środków ostrożności. Zapomnieliśmy o nich, choć nie zdarzyło nam się to nigdy wcześniej. Każdy z nas myślał, że zajmie się tym ktoś inny, a w efekcie nie zrobiliśmy nic.

Wyszli przed świtem. Dwie godziny później rozszalała się taka burza, że zatrwożyłem się, myśląc, że nie przetrwają jej. Tamtej zimy nie było podobnej burzy, ani też nigdy i nikomu nie współczułem do tego stopnia. By ukarać Suleymana za jego nieroztropność, zamierzałem wysłać go za nimi, żeby dowiedział się, czy są zdrowi i bezpieczni, jednak Mustafa Cavus powiedział: "Jeśli pójdzie, jego też zatrzyma burza, wtedy będę musiał pójść za nim, by go odnaleźć, a następnie Abdullah Cavus będzie musiał pójść za mną...". Powiedzieliśmy zatem: "Pokładamy naszą ufność jedynie w Bogu!" i czekaliśmy.

Pytanie: Uważasz nieszczęścia, jakich doświadczają niektórzy spośród twoich przyjaciół za klapsy, będące karą za ich niedbalstwo w służbie Koranowi, tymczasem ci, którzy są naprawdę wrogo nastawieni do was i do waszej służby, pozostają bezpieczni i w dobrym zdrowiu. Dlaczego przyjaciołom wymierza się klapsy, podczas gdy wrogowie nie wpadają w żadne tarapaty?

Odpowiedź: Zgodnie z powiedzeniem "złe uczynki nie trwają dłu go, lecz długo trwa niewiara" błędy, jakie popełniają przyjaciele, są pewnym rodzajem złych uczynków w służbie Koranu, dlatego są szybko karane. Człowiek otrzymuje miłosierny klaps, by mógł zrozumieć swój błąd, jeśli jest rozsądny. Wrogowie występują przeciwko naszej służbie i starają się przeszkodzić w niej z powodu zbłądzenia, w jakim pozostają. Niezależnie od tego, czy czynią to z rozmysłem, czy nieświadomie,

— 66 —

ich zaczepki wymierzone przeciwko naszej służbie wspierają ateizm. Jako że niewiara jest trwała, zazwyczaj nie są oni natychmiast karani za swoje uczynki.

Podobnie jak ukaranie tych, którzy popełnili jedynie drobne wykroczenia, pozostaje w gestii sądów właściwych dla miejsca ich zamieszkania, a sprawcy poważnych przestępstw są przekazywani sądom wyższej instancji, tak samo, zgodnie z określonymi zasadami, drobne pomyłki wiernych i bliskich przyjaciół są karane szybko i (przynajmniej w części) już na tym świecie, by prędko oczyścić ich z winy. Jednak zbrodnie popełnione przez ludzi zbłądzenia są tak wielkie, że ponieważ kara za nie wykracza poza ramy krótkiego życia na tym świecie, zostają oni - jak wymaga tego sprawiedliwość - odesłani przed Najwyższy Trybunał Tego, Którego królestwo jest wieczne, i przeważnie nie ponoszą żadnej kary na tym świecie.

O tej prawdzie wspomina hadis, zgodnie z którym Posłaniec Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) powiedział: Ten świat jest więzieniem dla wierzących i Rajem dla niewiernych. Oznacza to, że ponieważ wierny karę za swoje winy częściowo otrzymuje już na tym świecie, świat jest dla niego miejscem wymierzania kary, wręcz lochem Piekła w porównaniu ze szczęściem, jakie oczekuje wierzącego w życiu wiecznym. Ponieważ niewierni nie zostaną uwolnieni z Piekła, na tym świecie otrzymują oni część nagrody za swoje dobre uczynki, zaś kara za ich ciężkie grzechy zostaje odroczona, zatem ten świat jest ich Rajem w porównaniu z tym, co oczekuje ich w życiu ostatecznym. Jednak w rzeczywistości i zgodnie ze znaczeniem powyższego hadisu, wierny jest w życiu doczesnym znacznie bardziej szczęśliwy od niewiernego. Wiara muzułmanina jest po prostu jak Raj w jego duszy, podczas gdy niewiara ateisty rozpala w całym jego jestestwie rodzaj ognia podobny Ogniowi Piekielnemu.

﴿ سُبْحَانَكَ لَا عِلْمَ لَنَٓا اِلَّا مَا عَلَّمْتَنَٓا اِنَّكَ اَنْتَ الْعَل۪يمُ الْحَك۪يمُ ﴾