Cel Pierwszy
[1]
Wskażemy jedynie na jeden klejnot z wielkiego skarbca owego wersetu, a jest on następujący:
«Ja» jest jednym ze składników i jednym z wielu aspektów depozytu, przed poniesieniem którego zadrżały z przerażenia niebiosa, ziemia i góry. Zaiste, od czasów Adama (niech będzie z nim pokój) aż do dzisiaj "ja" było ziarnem straszliwego drzewa Az-Zaqqum [2], a równocześnie ziarnem świetlistego drzewa Tuba [3], które to dwa drzewa rozpościerają swe gałęzie ponad całym światem ludzkości. Zanim spróbujemy rozjaśnić ową wielką prawdę, wyjaśnimy ją poprzez wprowadzenie, które ułatwi jej zrozumienie.
Jak "ja" jest kluczem do Najpiękniejszych Imion Boga, które są ukrytymi skarbcami, tak jest kluczem do zamkniętych drzwi talizmanu stworzenia, jest rozwiązującą problemy zagadką i cudownym talizmanem. Kiedy poznajemy jego naturę, zarówno odsłania się "ja" jako takie, owa dziwna zagadka i zdumiewający talizman, jak również odsłania ono talizman wszechświata i skarbce świata tego, co konieczne. W moim traktacie w języku arabskim, zatytułowanym Szemme (Napomknienia), omówiliśmy to zagadnienie następująco:
Klucz do wszechświata spoczywa w rękach człowieka i ma związek z nim samym. Choć pozornie stoją otworem, drzwi do wszechświata w rzeczywistości są zamknięte. Poprzez depozyt Wszechmocny Bóg dał człowiekowi klucz zwany "ja", który otwiera wszystkie drzwi świata; dał mu owo zagadkowe "ja", dzięki któremu człowiek może odkryć ukryte
skarbce Stwórcy wszechświata. Jednakże "ja" jest również talizmanem i nadzwyczaj zawiłą zagadką, którą niełatwo rozwiązać. Kiedy jego prawdziwa natura i zamysł jego stworzenia zostaną poznane, a zagadka rozwiązana, "ja" stanie się wszechświatem.
Wszechmądry Stwórca powierzył człowiekowi w depozycie "ja", zawierające wskazówki i próbki, które ukazują prawdy o atrybutach i funkcjach Jego wszechwładzy, a także umożliwiają poznanie owych prawd, aby "ja" mogło stać się jednostką miary i aby owe atrybuty wszechwładzy i funkcje boskości mogły zostać poznane. Jednakże nie jest koniecznym, by jednostka miary posiadała faktyczne istnienie; jak hipotetyczne linie w geometrii, tak jednostka miary może powstać poprzez hipotezę i domniemanie. Dla jej faktycznego istnienia nie jest koniecznym, by została ona ustalona poprzez konkretną wiedzę i dowody.
Pytanie: Dlaczego wiedza o atrybutach i Najpiękniejszych Imionach Wszechmocnego Boga jest związana z "ja"?
Odpowiedź: Skoro to, co absolutne i obejmujące każdą rzecz, nie ma granic ani kresu, zatem nie może zostać mu nadany żaden kształt ani przyznana żadna forma; owa rzecz nie może również zostać zdefiniowana i nie można pojąć tego, co jest jej istotą. Na przykład nieskończone światło nie mogłoby zostać poznane ani dostrzeżone bez istnienia ciemności, a staje się znanym, kiedy narysujemy linię rzeczywistej czy też wyobrażonej ciemności. Zatem skoro takie atrybuty Wszechmocnego Boga, jak wiedza czy moc, takie Jego Najpiękniejsze Imiona, jak "Wszechmądry" czy "Najbardziej Litościwy" są wszechobejmujące, bezgraniczne i nie istnieje nic, co byłoby im podobne, nie mogą zostać zdefiniowane, a tego, czym w istocie są, nie można poznać ani dostrzec. Skoro zatem nie mają one ani granic, ani faktycznego kresu, koniecznym jest wyznaczenie hipotetycznej i wyimaginowanej granicy, i właśnie to czyni "ja". "Ja" wyobraża urojoną wszechwładzę, prawo własności, moc i wiedzę. Rysuje ono linię, a czyniąc tak, umieszcza w obejmujących każdą rzecz atrybutach Boga wyimaginowaną granicę i dokonuje podziału, mówiąc: "To, co jest przed tą linią, należy do mnie, a to, co jest poza nią, należy do Niego". Poprzez drobne jednostki miary, jakie są w nim zawarte, "ja" umożliwia powolne zrozumienie prawdziwej natury atrybutów Boga.
Na przykład poprzez swe wyimaginowane panowanie nad tym, co do niego należy, "ja" może zrozumieć wszechwładzę swojego Stwórcy nad stworzeniami zależnymi. Poprzez swe pozorne prawo własności może pojąć prawdziwe prawo własności Stwórcy, mówiąc: "Jak jestem właścicielem tego domu, tak Stwórca jest Tym, do Którego należy wszechświat".
Poprzez swoją częściową wiedzę może zrozumieć wiedzę Boga, a poprzez swój niewielki, nabyty kunszt, może pojąć kunszt stworzenia Chwalebnego Stwórcy. Na przykład "ja" mówi: «Jak zbudowałem ten dom i urządziłem go, tak ktoś musiał stworzyć i urządzić wszechświat», i tak dalej. Tak, w "ja" zawarte są tysiące tajemniczych stanów, atrybutów i doznań, które czynią znanymi i ukazują wszystkie stopnie atrybutów Boga i ich funkcji. Oznacza to, że "ja" jest niczym zwierciadło, jednostka miary i narzędzie służące odkryciom, a także posiada wskazujące na atrybuty Boga znaczenie; nie ma ono znaczenia samo w sobie, lecz ukazuje znaczenie innych rzeczy. Jest świadomym włóknem z grubego powrozu istoty ludzkiej; jest finezyjnym wątkiem z szaty istoty ludzkości; jest literą alif z księgi charakteru rodzaju ludzkiego, a także posiada dwa oblicza.
Pierwsze oblicze wskazuje na dobro i na istnienie. Poprzez to oblicze "ja" jest zdolne jedynie do otrzymywania łaski; samo nie może nic stworzyć, ponieważ owo oblicze nie jest aktywne i nie posiada zdolności stworzenia. Drugie oblicze spogląda ku złu i zmierza do niebytu, a jest ono aktywne i posiada moc niezbędną do działania. Co więcej, w swej prawdziwej naturze "ja" jest wskazówką; ukazuje ono znaczenie rzeczy innych, niż "ja" samo w sobie. Jego panowanie jest wyimaginowane. Jego istnienie jest tak słabe i nieistotne, że "ja" nie jest w stanie ponieść ani wesprzeć żadnej rzeczy. Jest raczej rodzajem skali lub miary (jak termometr lub barometr, które wskazują na stopnie czy też ilość danej rzeczy); jest miarą, która umożliwia poznanie doskonałych, obejmujących każdą rzecz i bezgranicznych atrybutów Tego, Którego istnienie jest konieczne.
Zatem kto w ten sposób postrzega własne "ja", kto zdaje sobie sprawę z jego istoty i stosownie do tego postępuje, należy do tych, o których dobrą nowinę daje werset:
[4]
Tak, on prawdziwie jest tym, który niesie depozyt, a patrząc przez teleskop "ja" widzi, czym jest wszechświat i jakie obowiązki wykonuje. Kiedy zdobywa informacje o wszechświecie, widzi, że "ja" potwierdza te informacje. Ta wiedza pozostanie dla niego światłem i mądrością, nie stanie się mrokiem ani tym, co daremne. Kiedy "ja" wypełnia swoje obowiązki w ten sposób, wyrzeka się swego wyimaginowanego panowania i przypuszczalnego prawa własności, mówiąc:
[5], prawdziwie oddając cześć Bogu i osiągając poziom «najdoskonalszego z wzorców».
Jeżeli jednak - zapominając o mądrości jego stworzenia i wyrzekając się obowiązków zawartych w jego naturze - "ja" postrzega samo siebie wyłącznie w świetle swego nominalnego i pozornego znaczenia, jeśli wierzy, że należy samo do siebie, wówczas sprzeniewierza depozyt i zaczyna należeć do grupy, o której mówi werset:
[6]
Zatem ten aspekt depozytu - który dał początek wszystkim przypisującym towarzyszy Bogu Jedynemu, a także całemu złu i zbłądzeniu - sprawił, że niebiosa, ziemia i góry przeraziły się i zadrżały ze strachu przed hipotetycznym przydawaniem towarzyszy Bogu.
Zaiste, jeśli nie wiemy, czym naprawdę jest "ja", jeśli nie wiemy, że jest ono nieistotną literą alif, nitką, hipotetyczną linią, może ono wypuścić ukryte pod ziemią, stopniowo nabrzmiewające pędy, aż przesiąkną nim wszystkie części ludzkiej istoty. Jak gigantyczny smok pożre ono człowieka; cały człowiek wraz ze wszystkimi swymi zdolnościami stanie się po prostu czystym "ja". Ponadto "ja-izm" rasy ludzkiej powoduje, że poprzez rasizm i nacjonalizm rośnie w siłę "ja-izm" jednostki, aż wreszcie "ja", wspierane przez "ja-izm" ludzkości, staje się podobne Szatanowi i sprzeciwia się rozkazom Chwalebnego Stwórcy. Następnie, używając siebie samego jako kryterium, "ja" porównuje do siebie każdego, a nawet każdą rzecz, rozdzielając panowanie Wszechmocnego Boga między owe rzeczy i pozorne przyczyny. W ten sposób popada w przypisywanie Bogu towarzyszy na wielką skalę, wskazując na znaczenie słów:
[7]
Wówczas "ja" staje się podobne człowiekowi, który kradnie miedziaka z publicznego skarbca, a może usprawiedliwić swój uczynek jedynie poprzez zgodę na zabranie srebrnej monety dla każdego z jego przyjaciół. Tak człowiek, który mówi: "Należę sam do siebie", musi powiedzieć również: "Każda rzecz należy sama do siebie", i uwierzyć w to.
Znajdując się w takim zdradliwym położeniu, "ja" pozostaje w całkowitej ignorancji. Nawet jeśli zna tysiące gałęzi nauki, człowiek jest nadal ignorantem, lecz w szerszym znaczeniu, zaś samo "ja" staje się bardziej nieświadomym. Choć jego zmysły i myśli wydają światło wiedzy o wszechświecie, owe światła są przytłumione, ponieważ "ja" nie znajduje w sobie nic materialnego, co mogłoby potwierdzić owe prawdy, rozświetlić je i uczynić trwałymi. Na cokolwiek napotyka, zabarwi to kolorami, jakie są w nim zawarte. Nawet jeśli napotyka na czystą mądrość, przybierze ona
kształt tego, co całkowicie daremne, ponieważ barwami takiego "ja" są w tym przypadku ateizm, dodawanie Bogu współtowarzyszy, zaprzeczanie istnieniu Wszechmocnego Boga. Nawet gdyby cały wszechświat był pełen świetlistych znaków, owa czarna kropka wewnątrz "ja" ukryje owe znaki przed jego wzrokiem, jak gdyby przygasały.
Natura człowieka i zawarte w jego naturze "ja" zostały jasno i szczegółowo opisane w Słowie Jedenastym jako wskazujące na inne rzeczy prócz siebie samych. Zostały one ukazane jako najbardziej dokładna skala i miara, jako obejmujący każdą rzecz spis, jako doskonała mapa, jako odbijające każdą rzecz zwierciadło, jako właściwy dla wszechświata kalendarz i notatnik. Ponieważ można sięgnąć do objaśnienia tej kwestii w tamtym Słowie (a uważamy je za wystarczające), skrócimy wprowadzenie i zakończymy je w tym miejscu. Jeśli pojąłeś owo wprowadzenie, dalejże, przystąpmy do prawdy!
Zastanów się nad tym, że w świecie ludzkości, od czasów Adama (niech będzie z nim pokój) aż do dziś, zawsze istniały - i tak zostanie - dwa wielkie prądy i dwa kierunki myśli. Są one niczym dwa potężne drzewa, które rozpościerają swe gałęzie we wszystkich kierunkach i wśród każdej grupy ludzkości. Jednym z owych nurtów jest linia proroctwa i religii, zaś drugim - linia filozofii w jej rozmaitych formach. Kiedykolwiek owe dwie linie osiągały zgodność i były połączone, to jest, kiedy linia filozofii przyłączała się do linii religii, a filozofia była posłuszna religii i służyła jej, świat ludzkości i jej życia społecznego doświadczał olśniewającego szczęścia. Jednakże kiedy owe dwa prądy rozdzielały się, dobro i światło były przeciągane na stronę proroctwa i religii, zaś zło i zbłądzenie na stronę filozofii. Teraz postaramy się odkryć genezę i podstawy owych dwóch prądów.
Linia filozofii, która nie jest posłuszna religii, przyjmuje kształt drzewa Az-Zaqqum, rozsiewając na wszystkie strony mrok przypisywania towarzyszy Bogu Jedynemu i zbłądzenia. Nawet gałąź potęgi intelektu owego drzewa wydaje owoce ateizmu, materializmu i naturalizmu, które ma spożyć umysł człowieka. W królestwie potęgi namiętności z owego drzewa wylały się na ludzkość tyranie Nimroda, Faraona i Szaddada, zaś w królestwie mocy zwierzęcych żądz filozofia wydaje owoce w postaci bogiń, kultu bałwanów i tych, którzy uzurpują sobie cechy boskie.
Początki drzewa Az-Zaqqum, jak również początki linii proroctwa, która jest niczym drzewo Tuba oddawania czci Bogu, znajdują się w dwóch obliczach "ja", zaś błogosławione gałęzie linii proroctwa w ogrodzie globu ziemskiego są następujące: na gałęzi potęgi intelektu wykształciła ona owoce proroków, posłańców i świętych (ar. ałlija); na gałęzi potęgi wstrętu do tego, co niesłuszne, zaowocowała podobnymi aniołom królami i sprawiedliwymi władcami; na gałęzi mocy powabu zaowocowała szczodrymi i łaskawymi ludźmi dobrego charakteru, skromności oraz pięknych obyczajów. Linia proroctwa ukazała zatem, w jaki sposób człowiek staje się najdoskonalszym owocem wszechświata.
Objaśnimy dwa oblicza "ja", które są korzeniem, sednem i najważniejszym ziarnem tych dwóch drzew. Proroctwo związane jest z jednym obliczem "ja", zaś filozofia z drugim, co sprawia, że owe oblicza oddalają się od siebie.
Pierwsze oblicze, które jest obliczem proroctwa, daje początek czystemu i szczeremu oddawaniu czci wyłącznie Bogu. "Ja" wie, że samo w sobie jest jedynie sługą Boga, i zdaje sobie sprawę z tego, że nie służy samemu sobie, a jego istota ma jedynie znaczenie wskazujące na ów fakt. "Ja" pojmuje, że niesie w sobie inne znaczenie. Jego istnienie jest zależne - "ja" rozumie, że istnieje jedynie ze względu na istnienie innego czynnika, a jego istnienie zależy jedynie od kreatywności owego czynnika. Jego prawo własności jest iluzoryczne - "ja" wie, że - za zgodą jego właściciela - posiada jedynie pozorne i przemijające prawo własności. Jego rzeczywistość jest niczym zależny i znikomy cień, który ukazuje przejaw prawdziwej i niezbędnej rzeczywistości. Co się tyczy funkcji "ja", to jest bycia miarą i wagą dla atrybutów i funkcji jego Stwórcy, jest ona świadomie wykonywaną służbą.
W ten sposób i pod takim względem prorocy, a także pochodzący z linii proroków ludzie czyści i święci, postrzegali "ja" i pojęli prawdę. Przekazali oni panowanie w ręce Pana, do Którego panowanie należy w całości, i doszli do wniosku, że ów Pan, Któremu należy się wszelka chwała, nie ma towarzysza czy podobnego Sobie ani w Swym panowaniu, ani w Swej wszechwładzy, ani w Swej boskości. Nie potrzebuje On pomocnika ani zastępcy. Klucze do wszystkich rzeczy są w Jego ręku i On jest nad każdą rzeczą Wszechwładny. Wywnioskowali również, że pozorne przyczyny są jedynie widzialną zasłoną, zaś natura jest zbiorem zasad Jego stworzenia i Jego praw, a także sposobem, w jaki ukazuje On swoją moc.
Zatem owo lśniące, świetliste i piękne oblicze jest niczym żyjące i wymowne ziarno, z którego Chwalebny Stwórca stworzył drzewo Tuba oddawania czci Bogu, zaś błogosławione gałęzie owego drzewa przyozdobił
świetlistymi owocami wszystkich części świata ludzkości. Rozpraszając mrok całej przeszłości, ukazuje to, iż cała długa przeszłość nie jest miejscem niebytu ani wielkim cmentarzem (jakimi postrzega je filozofia), lecz promiennym i świetlistym ogrodem dla świetlanych dusz, które odeszły z tego świata, zaś w owym ogrodzie mogą zrzucić swoje ciężary i pozostawać wolnymi. Przeszłość jest wspinaniem się po wielu świetlistych szczeblach, jest orbitą świateł dla przemijających dusz służącą temu, by mogły one przeskoczyć do przyszłości, jaką jest dla nich wieczna błogość.
Jeśli chodzi o drugie oblicze, jakie ukazuje filozofia, a także co tyczy się samej filozofii, to uważa ona, że "ja" nie wyraża innego znaczenia, jak tylko własne znaczenie. Oznacza to, że filozofia oznajmia, iż "ja" wskazuje jedynie samo na siebie, a jego znaczenie zawarte jest w nim samym. Filozofia uważa, że "ja" pracuje jedynie na własny rachunek, traktując jego istnienie jako konieczne i zasadnicze, to jest mówiąc, że "ja" istnieje samo w sobie i samo z siebie. Filozofia błędnie zakłada, że "ja" jest właścicielem swojego życia i że jest prawdziwym panem w sferze rozkazu. Zgodnie z założeniami filozofii "ja" jest niezmienną prawdą, zaś jego obowiązkiem ma być samodoskonalenie, które bierze początek z miłości własnej. Wiele ze sposobów rozumowania filozofii opiera się na tak zepsutych fundamentach. W innych naszych traktatach - zwłaszcza w Słowach, a spośród nich przede wszystkim w Słowach Dwunastym i Dwudziestym Piątym - przedstawiliśmy niezbite dowody tego, jak bardzo pozbawione podstaw i przegniłe są owe fundamenty filozofii.
Nawet ludzie tacy, jak Platon, Arystoteles, Awicenna czy Al-Farabi [8], którzy byli najbardziej znamienitymi przedstawicielami i autorytetami linii filozofii, powiedzieli, że ostatecznym celem ludzkości jest upodobnianie się do Tego, Którego istnienie jest konieczne, to jest dążenie do tego, by rzeczywiście Go przypominać. Wygłosili zatem sąd godny Faraona, a także - pobudzając "ja-izm" i pozwalając politeizmowi, by swobodnie hasał po górach i dolinach - otworzyli drogę dla wielu różnych sposobów przydawania towarzyszy Bogu, takich jak oddawanie czci przyczynom, bożkom, naturze czy gwiazdom. Zamknęli drzwi bezsilności i słabości, ubóstwa i potrzeby, ułomności i niedoskonałości, które to cechy są nieodłącznymi cechami istoty ludzkiej, w ten sposób zagradzając drogę do oddawania czci Bogu. Nurzając się w naturalizmie i będąc całkowicie niezdolnymi do wydostania się z bagna przypisywania Bogu towarzyszy, nie byli w stanie odnaleźć szerokiej bramy podziękowań składanych Jedynemu.
Z drugiej strony linia proroctwa uważa (w sposób godny tego, kto oddaje cześć Bogu), że celem ludzkości i obowiązkiem istot ludzkich
jest pozwolenie na to, by charakter człowieka kształtowały etyka dana od Boga, szukanie schronienia w mocy Boga przez poznanie własnej bezsilności, poleganie na sile Boga przez ujrzenie własnej słabości, ufanie w Boże miłosierdzie poprzez zdawanie sobie sprawy z własnego ubóstwa, poszukiwanie pomocy u Bożego bogactwa poprzez dostrzeganie własnych potrzeb, proszenie o Boże przebaczenie poprzez zauważenie własnych błędów, wreszcie wychwalanie Bożej doskonałości poprzez zdawanie sobie sprawy z ludzkiej ułomności.
Ponieważ filozofia, która nie jest posłuszna religii, zbłądziła z drogi, "ja" ujęło wodze we własne ręce i popędziło ku wszelkim rodzajom zbłądzenia, przez co drzewo Az-Zaqqum rozpostarło swe gałęzie nad ponad połową ludzkości i pochłonęło tę jej część.
Owocami gałęzi zwierzęcych żądz owego drzewa, które ukazuje ono ludzkości, są bałwany i boginie. Jest tak, ponieważ filozofia zatwierdza siłę, a słowa "siła jest prawem" stały się nawet jej normą. Filozofia mówi: "Cała siła należy do najsilniejszych"; "Zwycięzca bierze wszystko" czy też: "W sile tkwi słuszność". Daje to moralne wsparcie tyranii, popiera despotów i namawia prześladowców, by rościli sobie prawo do boskości.
Ponadto poprzez docenianie piękna dzieł sztuki i finezji ozdób, poprzez przypisywanie ich dziełom sztuki i ich ozdobom jako takim, poprzez to, że owe dzieła sztuki i ozdoby nie są postrzegane jako przejaw uświęconego i przeczystego piękna Stwórcy, Kształtującego, filozofia mówi: "Jakież one są piękne!", zamiast powiedzieć: "Jak pięknymi zostały one uczynione!", w ten sposób postrzegając każde z nich jako bożka, który godzien jest tego, by oddawać mu cześć. Co więcej, ponieważ filozofia podziwia oszukańcze, przechwalające się, ostentacyjne i obłudne piękno, które może nabyć, kto tylko tego zechce, w ten sposób przyklaskuje hipokrytom i sprawia, że podobni bożkom ludzie stają się posągami dla tych, którzy oddają im cześć. Gałąź namiętności owego drzewa wydaje owoce większych i mniejszych Nimrodów, Faraonów i Szaddadów, władających nieszczęsną ludzkością. Gałąź potęgi intelektu wydaje w umyśle ludzkości takie owoce, jak ateizm, materializm i naturalizm, wtrącając umysł w zamieszanie i nieład.
Teraz, by rozświetlić ową prawdę, porównany wyniki, jakie wydają solidne fundamenty linii proroctwa, z tymi, które wydają gnijące fundamenty drogi filozofii, a także wspomnimy o trzech lub czterech przykładach.
Przykład Pierwszy: W jednej z zasad linii proroctwa, dotyczącej życia jednostki, a mówiącej o byciu kształtowanym poprzez etykę daną od Boga, zawarta jest nauka, która mówi: تَخَلَّقُوا بِاَخْلَاقِ اللّٰهِ «Wyróżniaj się daną od Boga moralnością i zwróć się w pokorze ku Wszechmocnemu Bogu, uznając swą bezsilność, ubóstwo i ułomność; bądź sługą w Jego obecności». Tymczasem wedle filozofii cel doskonalenia się ludzkości ma wyznaczać egoistyczna zasada, która mówi: "Staraj się naśladować Tego, Którego istnienie jest konieczne". Ależ nie! Zaiste, istota ludzkości została ulepiona z nieskończonych bezsilności, słabości, ubóstwa i biedy, podczas gdy istota Tego, Którego istnienie jest konieczne, jest nieskończenie wszechpotężna, wszechmocna, samowystarczalna i pozbawiona wszelkich potrzeb.
Przykład Drugi: Do zasad linii proroctwa dotyczących życia społecznego należą te, które mówią o wzajemnej pomocy, wielkoduszności i szczodrości. Owe zasady zostały zaprzęgnięte do pomocy i wspierania się wszelkich rzeczy, od słońca i księżyca aż do roślin - jak na przykład do wzajemnego wspierania się zwierząt, do pomocy, jakiej zwierzęta udzielają istotom ludzkim, a cząsteczki pożywienia - komórkom ciała. Tymczasem do zasad filozofii dotyczących życia społecznego należy zasada konfliktu, która powstaje z niewłaściwego korzystania z wrodzonego usposobienia przez licznych tyranów, ludzi okrutnych czy przez dzikie bestie. Zaiste, przyjęli oni tę zasadę jako tak fundamentalną i tak powszechną, że w swej głupocie oznajmili: "Życie jest konfliktem".
Przykład Trzeci: Jednym z wartościowych rezultatów linii proroctwa jest wzniosła zasada dotycząca Bożej jedności, która mówi:
«Jeśli dana rzecz jest jednością, musi pochodzić od tylko Jednego Stwórcy», co znaczy: "Jeśli każda rzecz sama w sobie oraz wszystkie rzeczy jako ogół są jednością, zatem muszą być stworzeniami Jednego, Jedynego". Tymczasem jedno z wierzeń starożytnej filozofii mówi:
"Od jednego może pochodzić tylko jedno", to jest: "Od jednego człowieka może pochodzić tylko jedna, jedyna rzecz. Cokolwiek innego pochodzi od niego, jest to możliwe jedynie poprzez pośredników".
Owa zwodnicza zasada filozofii, splamiona przypisywaniem Bogu towarzyszy, przedstawia Tego, Który jest całkowicie Samoistny i Wszechpotężny, jako istotę potrzebującą bezsilnych pośredników, czyniąc wszystkie pozorne przyczyny i wszystkich pośredników pewnego rodzaju wspólnikami Jego wszechwładzy. Przypisuje Chwalebnemu Stwórcy tytuł "Tego, Który zainicjował", w istocie wskazujący na status tego, co zostało stworzone. Co więcej, takie podejście przydziela resztę Jego panowania pozornym przyczynom i pośrednikom, otwierając w ten sposób drogę ku najbardziej powszechnemu przypisywaniu Mu towarzyszy. Jeśli nawet iluminiści (iszraqici), którzy byli najbardziej wybitnymi spośród filozofów, wypowiedzieli taki absurd, sam możesz sobie wyobrazić, o ile bardziej absurdalne będzie to, co mówią najniżsi z filozofów, jak materialiści i naturaliści.
Przykład Czwarty: Zgodnie ze znaczeniem słów:
[9]
będącym jedną z mądrych zasad proroctwa, «Jeśli zamysł i mądrość widoczne w każdej rzeczy, a zwłaszcza w każdej istocie żywej, posiadają jeden aspekt, który wskazuje na ową istotę samą w sobie, wówczas zamysłów, które dotyczą Stwórcy wszystkich istot i przykładów mądrości na Niego wskazujących muszą być miriady. W każdej rzeczy - na przykład w jednym owocu - zawarto tyle mądrości i tak wiele zamysłów, jak we wszystkich owocach drzewa». Owa zasada, będąca czystą prawdą, wynika z połączenia się pewnego rodzaju filozofii z linią proroctwa.
Tymczasem niedorzeczne zasady oszukańczej filozofii, które nie połączyły się z linią proroctwa, mówią: "Zamysł zawarty w każdej żywej istocie wskazuje na istotę jako taką lub związany jest z jej pożytkiem dla ludzkości", rozpatrując ową kwestię w nadzwyczaj bezsensownej daremności i przywiązując zamysł, jakim jest drobny owoc, do wielkiego jak góra drzewa. Ponieważ owa prawda została do pewnego stopnia objaśniona w Prawdzie Dziesiątej Słowa Dziesiątego, a częściowo wspomnieliśmy o niej również w traktacie Lemeat (Blaski), w tym miejscu zakończymy, jednakże z tych czterech przykładów możesz uczynić tysiące.
To z powodu owych przegniłych podstaw i zgubnych rezultatów filozofii geniusze spośród filozofów muzułmańskich - jak Awicenna czy Al-Farabi - zostali oczarowani przez jej pozorny blask i zwiedzeni nim, przez co
obrali tę drogę, na której osiągnęli jedynie poziom przeciętnego wierzącego. Hudżdżat al-Islam al-Ghazali nie przyznaje im nawet takiej rangi.
Ponadto większość mu'tazylitów, którzy należeli do najlepiej wykształconych uczonych muzułmańskiej teologii, będąc urzeczonymi pozornym urokiem drogi filozofii i tymi, którzy ściśle zaangażowali się w jej sprawy, uznała, iż sam intelekt jest wystarczający. Z tego powodu osiągnęli oni jedynie poziom błądzącego nowicjusza w wierze. Co więcej, ponieważ owe sławne osobistości literatury islamu - takie jak znany ze swego pesymizmu Abu Al-'Ala al-Ma'arri czy 'Umar Chajjam z jego żałośliwym szlochaniem - osiągnęły przyjemność na drodze filozofii, będącej pieszczotą dla ich nakazujących zło dusz, ludzie prawdy i doskonałości odrzucili ich ze wzgardą, wymierzając im karcący i powściągający tamtych policzek, a także mówiąc: "Jesteście bezczelni, zbliżacie się do herezji i szerzycie herezję".
Kolejnym rezultatem zepsutych podstaw linii filozofii jest fakt, że choć istota "ja" samego w sobie jest tak znikoma, jak powietrze, z powodu niewłaściwej postawy filozofii, postrzegającej "ja" jako odnoszące się jedynie do samego siebie jest tak, jakby owo przypominające parę "ja" najpierw stało się cieszą, a następnie - z powodu zaznajomienia z materializmem i zajmowania się nim - stwardniało. Następnie, przez niedbalstwo i zaprzaństwo, ów "ja-izm" zamarza. Później, poprzez bunt, staje się ciemny i traci swą przejrzystość. Następnie stopniowo gęstnieje, spowija swego właściciela i zaczyna nabrzmiewać wszystkimi myślami rodzaju ludzkiego. Następnie - przypuszczając, że cała reszta ludzkości, a nawet pozorne przyczyny, są podobne jemu samemu - "ja" nadaje każdemu człowiekowi i każdej przyczynie status Faraona, choć ludzie i przyczyny nie zgadzają się z nim i wyrzekają się takiej pozycji. W tym punkcie "ja" zajmuje stanowisko, w którym - kwestionując rozkazy Wszechmocnego Stwórcy - mówi:
i rzuca wyzwanie Temu, Który jest absolutnie Wszechpotężny, oskarżając Go o bezsilność, a nawet poniża atrybuty Chwalebnego Stwórcy. Albo odrzuca, albo wypacza, albo zaprzecza temu, co tylko nie pasuje do jego interesów i nie zadowala podobnej Faraonowi, nakazującej zło duszy.
Pewne grupa spośród filozofów, poprzez nazwanie Boga "Tym, Który wymaga istnienia Samego Siebie", zaprzeczyła Jego wyborowi, odrzucając niezliczone świadectwa wszystkich stworzeń, które udowadniają, iż do Niego należy wybór. Chwała niech będzie Bogu! Choć wszystkie istoty we
wszechświecie - od najmniejszych cząsteczek aż do słońca - ukazują, że do Stwórcy należy wybór, a każda czyni to poprzez wyznaczone jej osobowość, porządek, mądrość i miarę, owa ślepa filozofia odmawia ujrzenia tej prawdy. Co więcej, inna grupa filozofów powiedziała: "Boża wiedza nie dotyczy spraw nieistotnych", zaprzeczając jej obejmującej każdą rzecz wspaniałości, a zatem odrzucając wiarygodne świadectwo wszystkich istot.
Co więcej, poprzez przypisywanie skutków pozornym przyczynom, filozofia nadała naturze moc stwarzania. Jak zostało to bezspornie udowodnione w Słowie Dwudziestym Drugim, jako że filozofia nie widzi odciśniętej na każdej rzeczy, oczywistej pieczęci, wyrażającej Stwórcę wszechrzeczy, zaś za sprawcę wszystkiego uznaje naturę, która jest bezsilna, nieożywiona, nieświadoma i ślepa, a której pozorna moc pozostaje w rękach również ślepych siły i przypadku, przeto przypisała naturze istnienie istot, z których każda wyraża tysiące przykładów wzniosłej mądrości i jest niczym przesłanie od Wiecznego, Który jest ponad wszelką potrzebę.
Ponadto filozofie nie odnaleźli drzwi prowadzących do Zmartwychw stania i życia ostatecznego, które ukazują - jak zostało to udowodnione w Słowie Dziesiątym - Wszechmocny Bóg ze wszystkimi Jego Najpiękniejszymi Imionami, wszechświat ze wszystkimi jego owocami, linia proroctwa wraz ze wszystkimi jej potwierdzeniami oraz Księgi Objawione ze wszystkimi ich wersetami. Filozofowie zaprzeczyli zatem Zmartwychwstaniu i przypisali przedwieczność duszom. Z owych zabobonów możesz wywnioskować, jaki byłby ich pogląd na inne kwestie. Zaiste, w umysłach filozofów ateizmu zrodziła się potęga zła, mająca dzioby i szpony ich "ja", i strąciła ich w doliny zbłądzenia. Zatem
W SKALI MIKROKOSMOSU "JA" JEST TAKIM BOŻKIEM, JAKIM W SKALI MAKROKOSMOSU JEST NATURA.
Właściwym jest, by wspomnieć w tym miejscu o znaczeniu fikcyjnego wydarzenia, które w traktacie Lemeat opisałem w na poły poetyckim stylu jako odbytą w wyobraźni podróż, które to znaczenie rozświetli wyżej wspomnianą prawdę.
Osiem lat przed spisaniem niniejszego traktatu, w Stambule, podczas miesiąca ramadan, kiedy stary Said, który zajmował się studiowaniem filozofii, miał stać się nowym Saidem, kiedy dumałem nad trzema drogami, na jakie wskazuje zakończenie sury Al-Fatiha:
[12]
ujrzałem coś, co przypominało sen lub wizję, ujrzałem następujące wydarzenie, jakie miało miejsce w mojej wyobraźni:
Ujrzałem samego siebie na ogromnej pustyni. Warstwa ciemnych, posępnych i duszących chmur okrywała całe oblicze ziemi. Nie było żadnego wiatru, żadnego światła, żadnej wody, nie znalazłoby się żadnej z tych rzeczy. Wyobraziłem sobie, że wszędzie jest pełno potworów, niebezpiecznych i strasznych stworzeń. Przyszło mi na myśl, że po drugiej stronie owego kraju będzie światło, wiatr i woda, tam zatem należy się udać. Zdałem sobie sprawę z tego, że zostałem tam poprowadzony bez udziału mej woli. Jak robak skryłem się pod ziemią, w przypominającej tunel jaskini, i powoli podróżowałem przez ziemię. Ujrzałem, że przede mną tą podziemną drogą podróżowało wielu ludzi, którzy tonęli, gdzie nie spojrzeć. Widziałem ślady ich stóp, a raz usłyszałem głosy, które jednak później ucichły.
O, mój przyjacielu, który towarzyszysz mi w owej wyimaginowanej podróży! Ów kraj to natura i filozofia naturalizmu. Tunel jest drogą, którą filozofowie otworzyli poprzez swe myśli, by dotrzeć do prawdy. Ślady stóp, które widziałem, były śladami sławnych filozofów, takich jak Platon czy Arystoteles, zaś głosy, które słyszałem, były głosami takich geniuszy, jak Awicenna czy Al-Farabi. Zaiste, w rozmaitych księgach widziałem różne rzeczy, które powiedział Awicenna, a także niektóre z jego zasad, lecz utknął on na swej drodze i nie mógł iść dalej, zatonął, zanim dotarł do prawdy. Tak czy inaczej, by ocalić cię od niepokoju, ukazałem ci niewielką część prawdy. Teraz powróćmy do mojej podróży.
Stopniowo zdałem sobie sprawę z tego, że zostały mi dane dwie rzeczy, których mogę użyć. Jedną była latarka, która rozproszyłaby mrok panujący pod ziemią. Drugą był przyrząd, który utorowałby dla
mnie drogę, rozbijając potężne głazy i ogromne skały. Powiedziano mi: "Ta latarka i ten przyrząd zostały ci dane ze skarbca Koranu". Szedłem tą drogą już długi czas, gdy nagle zdałem sobie sprawę z tego, że przeszedłem już na drugą stronę. Ujrzałem świat pełen radości, lśniącego słonecznego światła najpiękniejszej wiosny, ożywczej bryzy i wyśmienitej, życiodajnej wody. Powiedziałem: "Al-hamdu li-llah!" (ar. wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu).
Wówczas zdałem sobie sprawę z tego, że nie należę do samego siebie, lecz ktoś inny poddał mnie próbie. Jak w pierwszej części mojej podróży, kiedy znalazłem się na wielkiej pustyni pod duszącą chmurą, tak teraz ktoś prowadził mnie dalej, choć inną drogą, tym razem nie pod ziemią. Odbyłem długą podróż po powierzchni ziemi, by dotrzeć na drugą stronę. W tej części mojej podróży ujrzałem rzeczy tak dziwne i osobliwe, że aż niemożliwe do opisania: morza kipiały gniewem, przerażały mnie burze, wszystko przyczyniało mi trudności. Jednak ponownie dzięki narzędziom na drogę, jakie zostały mi dane ze skarbca Koranu, przezwyciężyłem owe trudności i szedłem dalej. Po drodze widziałem leżące wszędzie zwłoki innych podróżników, z których tylko jeden na tysiąc ukończył podróż. Dość, że będąc wybawionym od złowrogiej chmury dotarłem na drugą stronę ziemi, gdzie w całej pełni ukazało mi się oślepiające słońce. Oddychając na orzeźwiającym wietrze, oznajmiłem: "Al-hamdu li-llah!"
Zacząłem rozglądać się po owym podobnym niebiosom świecie. Wówczas ujrzałem, że był tam ktoś jeszcze, kto nie pozwolił mi pozostać w owym świecie, lecz w jednej chwili zabrał mnie na ową wielką pustynię, jakby po to, by pokazać mi inną drogę. Tam ujrzałem rozmaite rzeczy (niektóre podobne samolotom, niektóre podobne samochodom, zaś inne niczym dźwigi), które opadały na ziemię dokładnie tak, jak opadają windy. Ktokolwiek wskoczył na jedną z owych rzeczy - stosowną do jego mocy i zdolności - był unoszony w górę. Ja również wskoczyłem na jedną z nich, która momentalnie uniosła mnie ponad chmury. Znalazłem się wśród najpiękniejszej zieleni i wspaniałych górskich szczytów, zaś chmura nie sięgała nawet do połowy wysokości owych gór. Wszędzie wiał najbardziej delikatny wietrzyk, płynęła najbardziej wyśmienita woda i świeciło najbardziej łagodne światło, a gdzie nie spojrzeć, tam znajdowały się owe podobne windom pojazdy. Choć widziałem je podczas dwóch pierwszych części mej podróży, a także po drugiej stronie ziemi, wcześniej nie pojmowałem, czym one są, jednak teraz uświadomiłem sobie, iż są one przejawami wersetów Wszechmądrego Koranu.
Zatem pierwsza droga, na którą wskazują słowa: وَ لَا الضَّٓالّ۪ينَ , jest drogą tych, którzy zatonęli w naturze i tych, którzy są wyznawcami filozofii naturalizmu. Widziałeś, jak wiele trudności stoi na tej pierwszej drodze do prawdy i do światła. Druga droga, na którą wskazują słowa: غَيْرِ الْمَغْضُوبِ , jest drogą tych, którzy - jak filozofowie spośród perypatetyków - oddają cześć pozornym przyczynom i przyznają moc stworzenia oraz efekty pośrednikom. Starają się oni otworzyć drogę do ostatecznej prawdy i do poznania Tego, Którego istnienie jest konieczne, jedynie poprzez umysł i rozsądek. Jeśli chodzi o trzecią drogę, na którą wskazują słowa: اَلَّذ۪ينَ اَنْعَمْتَ , jest ona świetlistym traktem ludzi Koranu, którzy są ludźmi drogi prostej. Ów świetlisty trakt jest olśniewającą drogą, która została objawiona przez Najbardziej Miłosiernego i jest Jego darem. Jest najkrótszą, najłatwiejszą i najbardziej bezpieczną drogą, która stoi otworem dla każdego.