feldmarszałka z powodu służby, jaką wykonuje, a jego udziałem staje się tysiąckrotnie większa cnota.
Jak wspomniano w zakończeniu Słowa Dziewiętnastego, większość mądrości zawartej w powtórzeniach Koranu można znaleźć również w Traktatach Światła. Zwłaszcza drugi rodzaj owej mądrości można w całej pełni znaleźć w Traktatach. Owa mądrość jest następująca:
Każdy i w każdym czasie potrzebuje Koranu, jednakże nie każdy i nie zawsze może posiadać zdolność przeczytania całego Koranu, wszelako w większości przypadków ludzie mogą przeczytać przynajmniej jedną surę. Zatem poprzez zawarcie w większości dłuższych sur najważniejszych celów Koranu, każda sura przyjęła kształt miniaturowego Koranu. Oznacza to, że aby nikt nie został pozbawiony korzyści płynących z Koranu, jego cele takie, jak Zmartwychwstanie, jedność Jedynego Boga (ar. tałhid) czy historia Mojżesza są wspominane wielokrotnie. Dla tej samej doniosłej mądrości niekiedy - bez udziału mojej świadomości i woli - pewne subtelne prawdy wiary oraz ich mocne świadectwa powtarzają się w pewnej liczbie Traktatów. Zwykłem niezmiernie się temu dziwić i zadawać sobie pytanie: "Dlaczego sprawiono, bym to przeoczył?".
Później dowiedziałem się z całkowitą pewnością, że w tej epoce każdy potrzebuje Traktatów Światła, lecz nie każdy jest w stanie otrzymać je w całości. Nawet jeśli ludzie otrzymują całość Traktatów, to nie są w stanie wszystkich przeczytać. Mogą jednak otrzymać wszechstronny traktat jako miniaturę zbioru Traktatów Światła, a czytając go, przeważnie mogą znaleźć w nim kwestie, których potrzebują. Jak powtarza się potrzeba pożywienia, tak też mogą oni powtarzać studiowanie danego traktatu.
Jako że ludzka litość jest przejawem miłosierdzia Bożego panowania nad każdą rzeczą [2], zaiste niezbędnym jest, aby nie przekraczała ona granic miłosierdzia tego, który jest miłosierdziem dla wszystkich światów [3]
(niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Jeśli litość przekracza granice i występuje z brzegów, z pewnością nie może być dłużej uważana za miłosierdzie ani litość, lecz raczej za chorobę duchową i chorobę serca, która rozwijając się, prowadzi do zbłądzenia i apostazji.
Na przykład traktowanie kwestii takich, jak palenie się niewiernych i hipokrytów (ar. munafiqun) w Ogniu Piekielnym oraz tematów kary i dżihadu, jakby były niezgodne z litością jednostki, oraz błędne interpretowanie ich, jak jest zaprzaństwem i odrzucaniem większej części Koranu, tak jest również wielką niesprawiedliwością i krańcowym brakiem miłosierdzia, ponieważ ukazywanie błędnie ulokowanej litości wobec potworów, które pożerają niewinne zwierzęta, jest byciem krańcowo bezlitosnym, bezwzględnym i okrutnym wobec owych bezradnych zwierząt. Litościwe współczucie i modlitwy o darowanie kary ludziom, którzy niszczą życie wieczne tysięcy muzułmanów i prowadzą setki wiernych ku zgubie, zagładzie i straszliwym grzechom, jest zaiste przerażającym brakiem miłosierdzia i okrucieństwem.
W Traktatach Światła zostało udowodnione w rozstrzygający sposób, że niewiara i zbłądzenie są wielką zniewagą i okrucieństwem wobec wszelkiego stworzenia. Są one przyczyną odcięcia się od miłosierdzia i prowadzą do katastrofy. Zaiste, w autentycznym hadisie powiedziano, że ryba żyjąca w głębinach oceanu będzie skarżyć się (na niewiernych - uz. red. pol.) i powie: Ci ludzie zniszczyli nasz spokój i wygodę. Zatem ci, którzy wyrażają współczucie i litość z powodu ukarania niewiernych i hipokrytów, ukazują brak współczucia dla niezliczonych niewinnych istot, które istotnie i prawdziwie zasługują na litość.
Traktaty Światła wystarczą, aby zaspokoić wszystkie potrzeby związane z prawdami islamu i sprawiają, że ludzie nie potrzebują żadnych innych dzieł. Poprzez liczne i pewne świadectwa zrozumiałym jest fakt, że najkrótsza i najłatwiejsza droga do ocalenia i umocnienia wiary oraz podniesienia jej do poziomu wiary potwierdzonej (tur. iman-i tahqiqi)\prowadzi przez Traktaty Światła. Tak, Traktaty Światła skracają pokonanie owej drogi z piętnastu lat do piętnastu tygodni i ułatwiają osiągnięcie poziomu potwierdzonej wiary. Dwadzieścia lat temu wasz biedny brat, intensywnie się ucząc, był w stanie przestudiować cały tom w ciągu jednego dnia. Obecnie to już niemal dwadzieścia lat, od
kiedy Koran i pochodzące od Koranu Traktaty Światła stały się dla mnie wystarczające. Nie potrzebowałem ani jednej księgi i nie sięgałem do żadnych innych dzieł. Traktaty Światła zawierają prawdy tak różnorodne, że poprzez dwadzieścia lat ich spisywania nie czułem potrzeby sięgnięcia do innych ksiąg. Z pewnością można się spodziewać, że wy nie będziecie potrzebowali innych ksiąg po dwadzieścia razy bardziej.
Jako że jestem z was zadowolony, nie patrzę na innych ani nie zajmuję się ich sprawami, wy również musicie być zadowoleni z Traktatów Światła. W tych czasach jest to konieczność!
Zasada Pierwsza w odpowiedzi na rozpacz ludzi wiary przynosi dobrą nowinę o świetle, jakie ukaże się w przyszłości. Dzięki swej dalekowzroczności (stary Said - uz. red. tur.) przeczuł i dowiedział się, że w straszliwym czasie przyszłości Traktaty Światła umocnią i ocalą wiarę wielu ludzi wiary (ar. ahl al-iman). Przy takich poglądach poszukiwał on nadziei w sferach politycznych Rewolucji Wolności. Starał się zastosować ów pogląd bez właściwego kontekstu i interpretacji i przyjął, iż to, co przewidział, nastąpi dzięki kwestiom polityki, siły i mas. To, co przeczuł, było słusznym, lecz to, co wyraził, nie było całkowicie ścisłe.
Zasada Druga: Jak pewne osobistości polityki i wielcy pisarze, tak stary Said przewidział krańcowy despotyzm i opowiedział się przeciwko niemu. Choć owo przeczucie wymagało umieszczenia we właściwym kontekście oraz interpretacji, ci politycy i genialni pisarze atakowali despotyzm, który był nim jedynie formalnie i z nazwy, będąc słabym, kiedy naprawdę ich obawy spowodowane były cieniami despotyzmu, który miał nadejść kiedyś w przyszłości. Wzięli oni ów cień za rzeczywisty, a działając przeciwko niemu, wyrazili się tak, jak się wyrazili. Zamysł był słuszny, lecz ich cel był niewłaściwy.
Oto, dlaczego w minionych latach stary Said również przeczuwał ów mający nastąpić despotyzm i w niektórych ze swoich wypowiedzi wyrażał wrogość wobec niego. Wierzył on, że legalny konstytucjonalizm był zbawiennym środkiem, jaki można zastosować przeciwko owemu dziwnemu i straszliwemu despotyzmowi. Pracował zgodnie z poglądem, wedle którego "poprzez wzajemną naradę zgodną z osądami Koranu wolność prawa szariatu może wyeliminować owo straszliwe nieszczęście".
Jeśli chodzi o prawdę Medresetu'z-Zehra, znajduje się ona w podsumowaniu Traktatu o dyskusjach (tur. Munazarat Risalesi), który jest jej duchem i podstawą. Stary Said zaiste przepowiedział przygotowanie terenu dla przyszłych szkół Światła i został poprowadzony ku temu celowi bez jego wiedzy i woli. Poprzez swą dalekowzroczność poszukiwał on owej świetlistej prawdy w jej materialnym kształcie. Później zmaterializował się fizyczny aspekt owej prawdy: nieżyjący już Sułtan Resad przeznaczył dziewiętnaście tysięcy lir w złocie na położenie fundamentów Medresetu'z-Zehra w prowincji Van. Położono fundamenty pod jej budowę, jednak wybuchła pierwsza wojna światowa i całą sprawę odłożono. Pięć lub sześć lat później udałem się do Ankary i ponownie zacząłem działać na rzecz tego projektu.
Stu sześćdziesięciu trzech spośród dwustu członków parlamentu podpisało i zaaprobowało budżet, oznajmiając, że przeznaczą na naszą medresę sto pięćdziesiąt trzy tysiące lir w banknotach. Jednakże, na nieszczęście po tysiąckroć, wszystkie medresy zostały zamknięte, a owe plany nie urzeczywistniły się. Niemniej jednak, za co nieskończona chwała niech będzie Wszechmocnemu Bogu, duchowa osobowość owej medresy ukazała się w Isparcie, a Traktaty Światła wydały owoce. In sza'a-llah, przyszłym uczniom Światła powiedzie się urzeczywistnienie tej wzniosłej prawdy w jej materialnym kształcie.
...Wzniosła i przynosząca korzyści służba wierze wykonywana przez Traktaty Światła dostarczyła im wystarczającego przekonania. Przenikliwe spojrzenie serc owych uczniów pojęło tę prawdę, że służba Traktatów Światła ratuje wiarę. Jeśli chodzi o drogę tarik i szejków, to daje ona pewien stopień świętości (ar. łalaja). Ocalenie wiary jednego człowieka jest ważniejsze i przynosi większą nagrodę niż podniesienie dziesięciu wiernych do poziomu świętości. Jako że wiara daje wieczne szczęście, zapewnia ona wiernemu wieczne królestwo wielkie jak ten świat, podczas gdy świętość powiększy Raj wierzącego i przyozdobi go. Daleko wspanialszą służbą jest uczynienie jednego człowieka sułtanem, niż uczynienie dziesięciu ludzi gubernatorami.
Przenikliwe serca waszych braci z Isparty dostrzegły ów fakt, nawet jeśli nie uchwyciły go umysły niektórych z nich. Przedłożyli oni przyjaźń bezradnego i grzesznego człowieka takiego jak ja nad przyjaźń świętych (ar. ałlija) i biegłych w prawie religijnym [4], jeśli byli tacy pośród owych świętych.
Z powodu owej prawdy, jeśli przewodnik duchowy (ar. qutb) lub szejk przybędzie do waszego miasta i powie wam: "W ciągu dziesięciu dni wzniosę was do poziomu świętości", a wy pozostawicie Traktaty Światła i podążycie za nim, nie będziecie dłużej przyjaciółmi bohaterów Isparty!
(Oto rozmowa, którą przypominam, aby sprostować niektórych moich braci spośród uczniów Światła, którzy zbyt dobrze o mnie myślą i darzą mnie szacunkiem dalece przekraczającym moje rzeczywiste zasługi.)
Przytoczę wam rozmowę, jaką czterdzieści lat temu przeprowadziłem z moim starszym bratem, nieżyjącym już Mułłą Abdullahem (oby Bóg się nad nim zmiłował).
Mój nieżyjący już brat był szczerym uczniem Ziji ad-Dina, należącego do wielkich świętych (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Jako że zwyczajem powszechnie przyjętym przez ludzi tariki było najwyższe umiłowanie i szacunek dla ich nauczycieli, mój nieżyjący już brat powiedział do mnie:
-Szanowny Zija ad-Din zna wszystkie nauki. Jako wspaniały przewodnik duchowy, posiada on zdolność pojmowania wszystkiego we wszechświecie. - Po czym opisał wysoką rangę owego świętego (ar. ałlija), abym przyłączył się do niego.
Powiedziałem zatem memu bratu:
-Przesadzasz. Gdybym go zobaczył, mógłbym pokonać go w wielu kwestiach religijnych. Zaprawdę, nie miłujesz go tak szczerze, jak ja to czynię, ponieważ miłujesz wyobrażenie Ziji ad-Dina, który zna wszystkie nauki i jest wspaniałym przewodnikiem duchowym. Oznacza to, że jesteś
z nim związany i miłujesz go stosownie do tego tytułu. Gdyby podniosła się zasłona tego, co niewidzialne, i ukazała się prawda o nim, twoje umiłowanie go albo zostałoby rozbite na kawałki, albo też zmniejszyłoby się do jednej czwartej jego obecnego poziomu. Tymczasem ja prawdziwie miłuję owego błogosławionego człowieka i doceniam go tak bardzo, jak ty go doceniasz, ponieważ jest on szczerym, wpływowym i ważnym przewodnikiem dla ludzi wiary, pozostaje w kręgu sunny i znajduje się na drodze prawdy. Gdyby ukazała się jego osobista ranga, to nie mówiąc już o odstąpieniu od niego czy o tym, by moje umiłowanie go miało się zmniejszyć - daleki jestem od tego! - przywiązałbym się do niego bardziej, bardziej szanowałbym go i cenił. To oznacza, że ja miłuję prawdziwego Ziję ad-Dina, podczas gdy ty miłujesz wyobrażenie Ziji ad-Dina.
Ponieważ mój brat był obiektywnym i dociekliwym uczonym, przyjął i pochwalił mój punkt widzenia.
O, cnotliwi uczniowie Światła i moi drodzy, gotowi do poświęceń bracia, którzy jesteście daleko bardziej szczęsnymi ode mnie! W odniesieniu do mojej osoby wasze uszanowanie mojej osoby i łaskawe spoglądanie na mnie nie przyniosą wam szkody, jednakże ludzie dostrzegający prawdę, tacy jak wy, powinni okazywać wysoki szacunek i uznanie jedynie przez wzgląd na obowiązek i wykonywaną służbę. Gdyby została uniesiona zasłona i gdyby ukazała się moja natura od stóp do głów, ze wszystkimi jej ułomnościami, litowalibyście się nade mną. Ukrywam moje wady, aby nie utracić waszej przyjaźni.
Mądrość stojąca za moją odpowiedzią na wasz list z ostatniego tygodnia, w której do pewnego stopnia odrzucam wysoki szacunek, jaki mi okazujecie, jest następująca:
W tym czasie istnieją niezwykle przeważające siły, które roszczą sobie prawo do wszystkiego. Przewiduję zatem, że jeśli przypuścić, iż prawdziwie oczekiwany człowiek, który miał przyjść sto lat później, przybyłby w tym czasie, powstrzymałby się od zaangażowania w wydarzenia polityczne i zmienił swój cel, aby nie działać na rzecz owych sił.
Istnieją trzy kwestie dotyczące owego wyczekiwanego człowieka. Jedną jest życie, jedną jest szariat i jedną jest wiara (ar. iman). Z punktu widzenia prawdy najważniejszą i największą z nich jest kwestia wiary, jednakże zgodnie z popularnym poglądem i z obecnym stanem spraw tego świata jako najbardziej wartościowe i znaczące kwestie postrzega się obecnie życie i szariat. Nawet gdyby ów wyczekiwany człowiek był już obecny, to jako że niezgodne z panującymi Bożymi prawami dotyczącymi tego świata (ar. adatu-llah) jest wprowadzenie zmian na obliczu świata we wszystkich tych trzech kwestiach równocześnie, z pewnością uznałby on za priorytet i podstawę jedynie największą z owych kwestii, a pozostałych nie uważałby za zasadnicze. Wówczas służba wierze nie utraci swej czystości w oczach społeczeństwa i zostanie w jasny sposób ustanowiona w umysłach prostych ludzi, którzy z łatwością zostali wprowadzeni w błąd, co posłuży temu, by owa służba nigdy nie stała się narzędziem służącym innym zamysłom.
Jako że przez ponad dwadzieścia lat pozostawania pod tak absolutną i destrukcyjną tyranią moralność uległa zepsuciu w tak wielkim stopniu, a siła charakteru i wierność zniknęły do tego stopnia, że nie można ufać jednemu spośród dziesięciu, a nawet dwudziestu ludzi, zatem w odpowiedzi na ów dziwny stan rzeczy wymagane są nadzwyczajna wytrwałość, siła charakteru, wierność i muzułmańskie poświęcenie. W przeciwnym razie owa służba pójdzie na marne i przyniesie szkodę.
Najważniejszą, najbardziej szczerą, najbardziej bezpieczną i przynoszącą największy sukces służbą jest uświęcona służba, jaką można znaleźć w kręgu uczniów Światła.
Tego roku święty miesiąc ramadan ma wielkie znaczenie i jest nadzwyczaj korzystny zarówno dla świata islamu, jak i dla uczniów Światła.
Zgodnie z tajemnicą "współuczestnictwa w dziełach życia ostatecznego" (ar. isztiraqi 'amali uhrałijja), które jest fundamentalną zasadą uczniów Światła, owa zasada i miłosierdzie Boga wymagają tego,
by jeśli chodzi o duchowy zysk każdego człowieka, udział wszystkich jego braci i sióstr został zapisany w księgach ich dobrych uczynków w tej samej wysokości. Sprawia to, że nagroda osiągnięta przez tych, którzy wkraczają do kręgu Traktatów Światła z wiernością i szczerością intencji, staje się tak wielka i powszechna. Każdy z nich otrzyma tysiąckrotny udział. In sza'a-llah, jak w przypadku wspólnego udziału w materialnych zyskach tego świata, w księdze dobrych uczynków każdego człowieka zostanie zapisana taka sama ich wartość, bez dzielenia jej ani umniejszania, jak światło jednej lampy niesionej przez człowieka odbija się w tysiącach zwierciadeł, nie będąc podzielonym.
Zatem jeśli zyskiem jednego z wiernych uczniów Światła stała się prawda Nocy Przeznaczenia (ar. Lajlat Al-Qadr), a także wysoki poziom miesiąca ramadan, pokładamy wielką nadzieję w miłosierdziu Boga, że inni wierni uczniowie zyskają równie wielką nagrodę.
Kwestia Pierwsza: Powiedziałem, co następuje, jednemu z naszych braci, a to z powodu zaniedbywania przez niego wypowiadanego po modlitwie tasbih:
Tasbih wypowiadany po modlitwie jest drogą Ahmada Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i litanią jego świętości. Z tej perspektywy ma on największe znaczenie.
Później prawda tego listu ukazała się w następujący sposób:
Jak świętość Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), która stała się posłannictwem (ar. risalah), jest wyższa ponad wszystkie formy świętości, tak w ten sam sposób wypowiadany po modlitwie tasbih, który jest drogą owej świętości i szczególną litanią najwyższej świętości, jest wyższy ponad wszystkie inne drogi i litanie.
Później owa tajemnica rozwinęła się następująco:
Jak w kręgu wspominania Boga (ar. zikr) lub podczas recytacji w meczecie w zgromadzeniu będącym jednością odczuwa się wzajemne
oświecenie, tak w ten sam sposób podczas powtarzania tasbih człowiek, którego serce jest przebudzone, odczuje duchem, że sto milionów ludzi odmawia ten sam tasbih, trzymając w rękach różańce, w obecności naczelnika owego kręgu wspominania Boga, Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Wobec tej wspaniałości i wzniosłości wykrzyknie: subhan Allah (ar. Bóg jest ponad wszelkąniedoskonałość).
Następnie na duchowy rozkaz owego naczelnika, po jego słowach: al-hamdu li-llah (chwała niech będzie Bogu) setka milionów uczniów z owego kręgu wspominania Boga, pozostających w wielkim zgromadzeniu Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), mówiącym: al-hamdu li-llah (chwała niech będzie Bogu) dołączy do wspominania owego człowieka i wychwalania go, mówiąc: al-hamdu li-llah (chwała niech będzie Bogu)
Ponadto poprzez oznajmienie: Allahu Akbar (Bóg jest Największy), oraz poprzez powtórzenie trzydzieści trzy razy: la ilaha illa-llah, w owym kręgu wspominania Boga i najwyższej litanii drogi Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) wspomniany człowiek może pomyśleć o wszystkich braciach i siostrach z owej tariki, zwrócić się ku przywódcy owego kręgu, jakim jest osobowość Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i powiedzieć:
Milion błogosławieństw i milion pozdrowień pokojuniechaj będą z tobą, o Posłańcu Boga!
Pojąłem to, poczułem i ujrzałem w wyobraźni. Oznacza to, że wypowiadany po modlitwie tasbih jest nadzwyczaj ważny.
Kwestia Druga: W oznajmieniu i omówieniu znaku wersetu trzy dziestego trzeciego, w omówieniu wersetu: يَسْتَحِبُّونَ الْحَيٰوةَ الدُّنْيَا [5] jest powiedziane, że jedną z cech tego stulecia jest fakt, iż człowiek świadomie przedkłada życie tego świata nad życie świata wiecznego. Oznacza to, że zasadą stało się przedkładanie przez ludzi okruchów szkła ponad wieczne diamenty. Byłem tym zadziwiony, a w ostatnich dniach przekazano mi następujące ostrzeżenie:
Jak w sytuacji, kiedy organ ludzkiego ciała jest chory bądź ranny, a wszystkie inne organy częściowo porzucają własne obowiązki i spieszą mu na pomoc, dokładnie tak samo z wielu powodów została zraniona ta część ludzkiej natury, która mieści w sobie żądzę życia i zachowania go,
przyjemność z życia i jego umiłowanie. Zaczęła ona poniżać wszelkie inne zdolności człowieka, aby się nią zajęły, a także stara się sprawić, by zapomniały one o ich rzeczywistych obowiązkach. Gdyby istniała atrakcyjna, rozpustna, efektowna i pijacka forma rozrywki, ludzie zajmujący wysokie stanowiska, a nawet zasłaniające ciało kobiety, zostaliby niczym dzieci i próżniacy pochwyceni przez jej powab i powstrzymaliby wykonywanie swych rzeczywistych obowiązków, aby wziąć udział w owych rozrywkach.
W ten sam sposób życie człowieka w tym stuleciu, a szczególnie jego życie społeczne, przybrały ów przerażający lecz atrakcyjny, dotkliwy lecz ciekawy stan, pociągając wzniosłe obowiązki ludzkości, serce i umysł, aby podążały za rozkazami nakazującej zło duszy, i niczym śmigło pchając je do ognia niezgody.
Zaiste, prawo szariatu zezwala na to, aby dla zachowania życia tego świata - pod warunkiem, że wynika to z absolutnej konieczności - na pewien czas przedłożyć je ponad niektóre kwestie dotyczące życia ostatecznego. Jeśli jednak przyczyną ma być jedynie prosta potrzeba, której wyrzeczenie się nie doprowadzi do zguby, nie można tak uczynić, nie jest to dopuszczalne.
Tymczasem to stulecie zaszczepiło ludziom owo usposobienie do tego stopnia, że dla najmniejszej z potrzeb i w przypadku najbardziej nieznacznej szkody dla życia doczesnego porzuca się podobne diamentom kwestie życia ostatecznego. Skłonność do życia tego świata i wrodzona dla człowieczeństwa zdolność zachowywania tego życia zostały zranione i zepsute poprzez rozrzutność. Brak oszczędności i zadowolenia z tego, co się posiada, a także chciwość tego stulecia, doprowadziły do odebrania błogosławieństwa, spowodowały wzrost ubóstwa i sprawiły, że wzmogła się walka o środki do życia. Ludzie zbłądzenia nieprzerwanie, wciąż i wciąż na nowo, stawiają ten przemijający świat w centrum uwagi, czyniąc go pociągającym do tego stopnia, że najlżejszej potrzebie życia doczesnego daje się pierwszeństwo przed doniosłymi kwestiami religii.
Odpowiedzią na tę zdumiewającą chorobę i straszliwą dolegliwość tego stulecia są Traktaty Światła, będące heroldem podobnym odtrutkom lekarstw Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, które mogą powstrzymać ową chorobę; odpowiedzią jest siła ich niezłomnych, szczerych, wiernych i gotowych do poświęceń uczniów, którzy są w stanie stawić opór tej chorobie.
Zatem aby ocalić samych siebie przed skutkami owej zdumiewającej choroby należy przede wszystkim wkroczyć do kręgu Traktatów Światła i przylgnąć do nich z wiernością, niezłomnością, całkowitą szczerością intencji (ar. ichlas)\i pełnym zaufaniem.
Postrzegam cnoty i czystość, jakie Hafiz Ali przypisuje swemu Nauczycielowi (a dalece przekraczają one moje rzeczywiste zasługi), nie jako wychwalanie mnie, lecz jako rodzaj suplikacji (ar. du'a) w mojej intencji, wypowiedzianej jego niewinnymi słowami.
Ponadto jako że takie miejsca i wioski, jak Sav i prowincja Isparta, przyjęły kształt szkół Światła, a liczba wiernych uczniów Światła w niezwykły sposób wzrasta każdego dnia, uważamy to za radosne wieści, przynoszące ulgę nam samym, Anatolii i światu islamu.
W wersie mówiącym o "tym, który przynosi prawdę", znajdującym się w zakończeniu, wyrażamy naszą nadzieję i wypowiadamy suplikację (ar. du'a), całym naszym jestestwem błagając Boże miłosierdzie o to, by urzeczywistniło się zdanie: "Czas i etap duchowych zwycięstw i rozproszenia ciemności jest już bliski".
Co się tyczy nas, uczniów Światła, to naszym obowiązkiem jest służyć i nie wtrącać się do spraw Jedynego Boga. Unikamy oparcia naszej służby na tym, co należy do Niego, i nie poddajemy Go próbie w tym, co należy do Niego. Skupiamy się na jakości, nie na ilości. Traktaty Światła ocaliły wiarę setek tysięcy bezradnych ludzi i wydały setki i tysiące prawdziwie wierzących uczniów - każdy z nich jest równy setce ludzi, a niektórzy nawet tysiącowi. Pomimo tak przerażających warunków, dotychczasowe sukcesy Traktatów w rozbijaniu ataków ateizmu i zbłądzenia, które to ataki przez długi czas były przyczyną moralnego upadku i sprawiły, że ludzie przedkładają to życie doczesne nad życie wieczne, potwierdzają i udowadniają czynem
obwieszczenie dokonane przez tego, który przynosi prawdę. In sza'allah, żadna siła nie wykorzeni Traktatów z serca Anatolii. U kresu czasu za zezwoleniem Boga przyjdzie ten, do którego prawdziwie należą szerokie kręgi życia, to jest Mahdi ze swymi uczniami, i sprawi, że ów krąg poszerzy się, a ziarna wydadzą plon. Będziemy patrzeć na to z grobów i wychwalać Boga.
Moi drodzy, wierni bracia!
Oto dopisek do dwóch napisanych wcześniej listów, dotyczących przedkładania życia tego świata ponad życie wieczne.
Ponieważ ten dziwny wiek przytłacza życiem tego świata, ponieważ czyni cięższymi warunki coraz bardziej intensywnego zdobywania środków do życia, poprzez zwyczaj i uzależnienie sprawiając, że potrzeby nieistotne stają się istotnymi, sprawia on, że życie tego świata jest największym celem każdego człowieka w każdym czasie. W rezultacie życie religii i życie wieczne, a także życie ostateczne zostają ograniczone i stają się drugolub nawet trzeciorzędne. W konsekwencji owego błędu ludzkość otrzymała cios tak straszliwy, że przekształcił on jej świat w piekło. W tak straszliwym nieszczęściu nawet ludzie religii padli ofiarą owego wielkiego niebezpieczeństwa, o którym po części nie pamiętają.
Mówiąc w skrócie, widziałem, że niektórzy spośród ludzi religii i ludzi bogobojności (ar. ahl at-taqła) mają dla nas wielki szacunek. U jednej lub dwóch osób widziałem, że wybrali religię i praktykowanie jej, aby mogli odnaleźć sukces na tym świecie i aby poszczęściło się im w ich pracy. Zaprawdę, pragną oni drogi tariki przez wzgląd na zawarte w owej drodze odkrycia (ar. kaszf) i przykłady cudotwórstwa (tur. keramat).
Oznacza to, że uczynili oni pragnienie życia wiecznego oraz niebiańskich owoców ich obowiązków religijnych piedestałem i odskocznią dla zyskania życia tego świata. Niewiele wiedzą o tym, że
korzyści wynikające z prawd religii, które służą osiągnięciu szczęścia w życiu ostatecznym, jak również szczęścia na tym świecie, są dane jedyne dla zachęty i po to, aby dać jednym kwestiom pierwszeństwo przed innymi. Jeśli zostałyby one uczynione przyczyną, a zamysłem dobrego uczynku byłoby zyskanie płynących z niego korzyści, unieważni to ów uczynek, a przynajmniej wyrządzi szkodę szczerości intencji (ar. ichlas) i stanie się przyczyną utracenia nagrody.
Czterdzieści tysięcy świadków potwierdzi, że najlepiej sprawdzonym wybawcą od zarazy, tyranii i ciemności tego chorego, okrutnego i nieszczęsnego wieku jest światło rozprzestrzeniające się z szal i przypowieści Traktatów Światła. Jeśli ci, którzy są blisko owego kręgu, nie wkroczą do niego, istnieje wielkie ryzyko, że znajdą się w niebezpieczeństwie.
Jak wskazują na to słowa:
którzy przedkładają życie tego świata ponad życie ostateczne, to stulecie sprawiło, że życie tego świata jest przedkładane ponad życie ostateczne; czynią tak z własnej woli nawet ludzie islamu.
Począwszy od 1334 roku (Hidżry - uz. red. tur.) taki reżim znalazł drogę również do ludzi wiary (ar. ahl al-iman).
Zaiste, obliczenia zgodne z naukami dżafr i abdżad [6] dotyczące słów عَلَى الْاٰخِرَةِ ponad życie ostateczne, i dat 1333 lub 1334 odpowiadają
poprzez tałafuq dacie ustanowienia ustroju, który zaślubił przedkładanie tego świata ponad religię jako warunek porozumienia, jakie nastąpiło po zwycięstwach wrogów islamu w pierwszej wojnie światowej. Rezultaty tego związku stały się widoczne dwa lub trzy lata później.
Moje nadmierne litość i współczucie, a także przejmujący chłód tej zimy wraz z ostrym duchowym wiatrem oraz tragedią, niedolą i głodem, jakie katastrofy przyniosły nieszczęsnym ludziom, wywołały we mnie głębokie współczucie. Nagle napomniano mnie, że w takich nieszczęściach zawarte są wielkie miłosierdzie i nagroda, nawet dla niewiernych, które w porównaniu z nieszczęściem zmniejszają je do zera. Takie niebiańskie nieszczęścia są rodzajem męczeństwa dla niewinnych.
Podczas trzech lub czterech miesięcy, w ciągu których nie otrzymywałem zupełnie żadnych wiadomości o stanie spraw tego świata i wojny, myślałem o rodzinach i dzieciach w Europie i w Rosji oraz współczułem im. Dostarczenie miłosierdzia, o jakim oznajmiło mi owo duchowe ostrzeżenie, stało się lekarstwem na owo bolesne uczucie litości, a było to, jak następuje:
Jeśli chodzi o tych, którzy umierają i cierpią z powodu owego niebiańskiego nieszczęścia, które wzięło swój początek z zabijania dokonywanego przez tyranów, to jeśli tylko nie ukończyli oni piętnastu lat, są uznawani za męczenników bez względu na wyznawaną religię. Wspaniała duchowa nagroda, jaką otrzymają, a podobna nagrodzie muzułmanów, zmniejszy owo nieszczęście do zera.
Jeśli chodzi o tych, którzy mają piętnaście lat lub więcej, to jeśli są oni niewinni i prześladowani, ich nagroda jest wielka i może ocalić ich od Ognia Piekielnego, ponieważ u kresu czasu religia Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i religia w ogóle zostaną skryte za zasłoną niedbalstwa w stopniu, jaki cechuje bezkrólewie. Jako że u kresu czasu prawdziwa religia Jezusa (niech będzie z nim pokój) zapanuje i stanie ramię w ramię z islamem, zaiste obecne nieszczęścia, jakie cierpią chrześcijanie będący uczniami Jezusa (niech będzie z nim pokój) i pozostawieni w mroku podobnym bezkrólewiu, będą mogły być uważane za rodzaj męczeństwa (ar. szahada [7] ).
Szczególnie ludzie starsi, biedni i słabi, którzy cierpią nieszczęścia, uciskani przez moc i potęgę tyranów oraz straszliwych prześladowców, zaiste uczynią owo nieszczęście pokutą za grzechy biorące początek
zarówno z rozpustnej natury cywilizacji, jak i z jej niewdzięczności oraz ze zbłądzenia filozofii i niewiary. Prawda poinformowała mnie o tym, że będzie to dla nich po stokroć korzystniejsze. Złożyłem niekończące się podziękowania Wszechmocnemu, Który jest Najbardziej Miłosierny z miłosiernych (ar. Arhamar Rahimin) i znalazłem pocieszenie, które wybawiło mnie od owej bolesnej niedoli i od smutku.
Jeśli pośród tych, którzy cierpią nieszczęścia, są tyrani i ludzie bezduszni, którzy obmyślali plany zniszczenia ludzkości, ludzie samolubni, nikczemni i diabelscy, którzy dla własnej korzyści podłożyli ogień pod świat ludzkości, to owo nieszczęście jest dokładnie tym, na co zasłużyli, jest doskonałą Bożą sprawiedliwością.
Jeśli cierpią nieszczęście ci, którzy spieszą z pomocą prześladowanym, dokładają starań na rzecz pokoju wśród ludzkości, bronią zasad religii, świętości Objawienia i praw ludzkości, to zaiste wynagrodzenie duchowe i nagroda życia ostatecznego przeznaczona dla tych gotowych do poświęceń ludzi są tak wielkie, że przekształcą owo nieszczęście w powód do dumy i sprawią, iż stanie się ono drogim dla tych ludzi.
Moi drodzy, wierni i błogosławieni bracia!
Trzy dni temu, kiedy wasz świetlisty podarunek był jeszcze w drodze do Kastamonu, ujrzałem we śnie, że z królestwa duchowego nadchodzi królewskie zarządzenie. Zostało wręczone nam do rąk własnych, z całkowitym szacunkiem, abyśmy otrzymali awans i wysoką rangę. Widzieliśmy owo uświęcone zarządzenie tak, jakby był nim Chwalebny Koran. Kiedy znajdowałem się w takim stanie, memu sercu oznajmiono następujące znaczenie: Poprzez ten Koran zbiorowa osobowość duchowa Traktatów Światła, a także my, jako ich uczniowie, otrzymaliśmy awans i wzniosłą rangę z królestwa tego, co niewidzialne.
Interpretacja owego snu jest taka, że otrzymamy duchowy tafsir Koranu poprzez pióra niewinnych skrybów, uosabiające królewskie zarządzenie. Interpretacja, jakiej dokonali Feyzi oraz Emin na godzinę lub dwie przed tym, jak dokonana została powyższa interpretacja tego snu, również jest prawdziwa i doniosła.
Ponadto moja dusza poprzez swą dalekowzroczność w zupełności przeczuwała ów świetlisty podarunek, lecz nie poinformowała o nim mego umysłu, a owo przeczucie na dwa dni przed przybyciem podarunku stało się przyczyną radości i pocieszenia. W dzień po nocy, której miałem ów sen, o którym w swych oświadczeniach wspominają Feyzi i Emin, od świtu do nocy, a także przez większą część kolejnego dnia, czułem nadzwyczajne radość i szczęście, jakich nie doświadczyłem nigdy wcześniej. Wielokrotnie wyrażałem swe szczęście pod jakimkolwiek pozorem, uśmiechając się i śmiejąc w głos trzydzieści lub czterdzieści razy.
Zarówno Feyzi, jak i ja sam, byliśmy nadzwyczaj zaskoczeni i zdumieni. Jak to możliwe, by ktoś, kto nie roześmiał się ani razu przez trzydzieści dni, miał roześmiać się trzydzieści razy w ciągu jednego dnia? Zbiło nas to z tropu i zdumiało. Obecnie rozumiemy, że owe radość i szczęście przynosiły dobrą nowinę o wyżej wspomnianych pismach, spisanych przez uosabiające duchowe zarządzenie pióra niewinnych i niepiśmiennych. Dostarczyły one dobrą nowinę o tym, że pióra owych ludzi zapisują stronice życia przyszłych pokoleń i stronice przeznaczenia świata islamu. Światło dotarło do ksiąg uczynków przyszłych wiernych, a w naszych księgach uczynków zapisano szczere i czyste czyny i zasługi owych niewinnych. Ponadto dobrą nowinę o tym, że przyszli uczniowie Światła będą szczęśliwie kontynuować (nasze dzieło - uz. red. pol.), przekazał nam ów podarunek, który jeszcze nie przybył. Duchowo odczułem jedną tysięczną z mego udziału w owym wspaniałym nagromadzeniu nagród, co wprawiło mnie w radosne podekscytowanie.
Zaiste, przyjęte przez Boga uczynki i suplikacje (ar. du'a) setek takich niewinnych ludzi zostaną zapisane w księgach uczynków mych pozostałych braci i sióstr. Zapisanie ich na kartach uczynków grzesznego człowieka takiego jak ja jest powodem wystarczającym do ofiarowania Bogu tysiąckrotnych radości i szczęścia. Powinno się powinszować owym niewinnym i nie-piśmiennym ludziom, ich nauczycielom, ich ojcom i matkom, ich wsiom i miasteczkom, ich narodowi i Anatolii, wykonującym tak niewinną i bo-haterską pracę w tak mrocznych czasach i tak krańcowo ciężkich warunkach.
Gdybym miał środki po temu, napisałbym imienne wyrazy uznania, gratulując każdemu z tych błogosławionych, niewinnych i niepiśmiennych ludzi, powinni zatem przyjąć oni moją chęć tak, jakbym przedstawił im powinszowania. Spiszę ich imiona w formie kręgu, na który będę spoglądał w czasie odmawiania mych suplikacji (ar. du'a). Ponadto sprawię, że
otrzymają oni udział w mych duchowych zyskach, włączając ich do kręgu wybranych uczniów Światła.
Przekażcie w mym imieniu pozdrowienia ich ojcom i matkom, ich krewnym i nauczycielom. Niechaj Bóg obdaruje ich oraz ich dzieci szczęściem na tym świecie i w życiu ostatecznym. Amen, amen, amen.
Moi drodzy bracia!
Koniecznością tej epoki jest, aby prawdy wiary były kwestią najwyższego priorytetu, a inne sprawy pozostały postrzegane jako drugo-, trzeciolub nawet czwartorzędne. Służenie owym uświęconym prawdom poprzez Traktaty Światła winno być najważniejszym obowiązkiem, przyczyną największej troski i ostatecznym celem. Niemniej jednak obecny stan tego świata, w szczególności stan jego życia społecznego i politycznego, a zwłaszcza wybuch drugiej wojny światowej, która nadeszła jako przejaw kary Bożej za występki i zbłądzenie cywilizacji, wzburzyły poprzez pewne stronnictwa temperament i nerwy oraz przyznały pierwszeństwo życiu tego świata. To zgubne stulecie kontynuuje zaszczepianie szkodliwych i efemerycznych pragnień, aby usadowiły się one we wnętrzu serc, a nawet podnosi owe pragnienia do poziomu podobnych diamentom prawd wiary. Z powodu swych więzi i powiązań z życiem politycznym i społecznym pewni pozorni i słabi święci spoza kręgu Traktatów Światła pozostawili orzeczenia prawd wiary, uznając je za drugolub nawet trzeciorzędne. Podążając za wpływem owych prądów, zaczęli faworyzować hipokrytów (ar. munafiqun) mających podobne upodobania, a także krytykować sprzeciwiających się im ludzi prawdy i ludzi świętości, wobec których zaczęli żywić wrogość. Posunęli się tak daleko, że uznali, iż prądy tego świata unieważniają uczucia religijne.
Według mnie służba Traktatom Światła i zajmowanie się ich sprawami, będące odpowiedzią na owo osobliwe niebezpieczeństwo tego stulecia, zmniejszają ważność polityki i spraw tego świata do tego stopnia, że od czterech miesięcy nie byłem ciekaw przebiegu drugiej wojny światowej ani o to nie pytałem.
Ponadto służąc prawdom wiary, które są niby wieczne diamenty, wybrani uczniowie Światła muszą unikać stagnacji w wykonywaniu ich uświęconych obowiązków oraz zanieczyszczania swych umysłów poprzez zajmowanie się rozgrywkami szachowymi tyranów. Wszechmocny Bóg dał nam światło i świetlisty obowiązek, zaś im dał mroczne rozgrywki prześladowań. Jako że nie są oni nabywcami świętego światła, które ofiarowujemy, jako że trzymają się od nas z daleka i nie dopomagają nam, zatem wielkim błędem jest zniżanie się do zajmowania się mrocznymi rozgrywkami ich prześladowań kosztem naszego obowiązku. Duchowe przyjemności i światła wiary w naszym kręgu są wystarczające dla nas samych i dla zaspokojenia naszej ciekawości.
W ostatnich dniach, w wyniku wściekłości, w jaką wprawili mnie ci, którzy spiskują przeciwko Traktatom Światła i wyrządzają wam krzywdę, kusiło mnie, aby przekląć ich, lecz nagle okazało się, że nie mogę tego uczynić przez wzgląd na Ispartę. Zamiast tego powiedziałem: "O, Panie, ja Rabb, Isparta to Medresetu'z-Zehra Traktatów Światła. Popraw złośliwych urzędników, którzy są w błędzie, i ześlij im dobry los". Wypowiedziałem suplikację (ar. du'a) w ich intencji i nadal to czynię.
Moi wierni i gotowi do poświęceń bracia!
Przeciwnie do doświadczeń z Isparty, które wstrzymały naszą służbę, w tym regionie światło ukazało się i wzrasta.
Podszedł do mnie pewien ważny człowiek, który nas inwigilował oraz zajmował się naszą sprawą i polityką. Powiedziałem mu:
"Przez te osiemnaście lat nie zwracałem się do pana ani też nie czytałem żadnych gazet. Przez te osiemnaście miesięcy ani razu nie zapytałem o to,
co dzieje się na świecie. Aby nasza uświęcona służba nie doznała szkody duchowej, przez trzy lata nie słuchałem radia nawet wtedy, gdy było słychać je z pewnej odległości.
Powód tego jest następujący: Służba wierze oraz jej prawdy są wyższe ponad wszystko w tym wszechświecie. Nie mogą być poddane czemukolwiek ani być narzędziem czegokolwiek. W tej epoce, w oczach tych ludzi zbłądzenia i niedbalstwa, którzy sprzedali swą religię za ten świat i wymienili wieczne diamenty na rozbite szkło, służba wierze nie powinna być postrzegana jako podporządkowana potężnym siłom zewnętrznym ani jako ich narzędzie. Służba Wszechmądremu Koranowi jednoznacznie zabroniła nam zajmowania się polityką z powodu obaw o umniejszenie wielkiej wartości wiary w oczach społeczeństwa.
Zatem nie traktujcie nas podejrzliwie, o wy, ludzie polityki i rządu! Przeciwnie, powinniście ułatwiać nam naszą służbę, ponieważ ustanawiając bezpieczeństwo, szacunek i litość, nasza służba jest dokładaniem starań na rzecz ochrony porządku publicznego, bezpieczeństwa i życia społecznego przed anarchią. Określa podstawy waszego prawdziwego obowiązku, wzmacnia je i potwierdza".
Moi drodzy, wierni bracia!
Dziesięć minut temu dwaj niepiśmienni, lecz dzielni mężczyźni zaprosili jeden drugiego do kręgu Traktatów Światła.
Wszelka chwała niech będzie Bogu, oto dar od mego Pana!
Powiedziałem im, że tym, czego oczekujemy w zamian za wspaniałe nagrody, jakie ofiarowuje ów krąg, są niezachwiana wierność i niezłomny hart ducha. Podstawami wspaniałej służby światła, ukazanej przez wojowników Isparty, którzy poprzez ową służbę rzucili wyzwanie całemu światu, są ich wspaniała wierność i nadzwyczajny hart ducha. Pierwszym powodem owego hartu ducha są siła wiary oraz charakter szczerości intencji (ar. ichlas), zaś drugim powodem jest wrodzone męstwo. Powiedziałem
im: «Jesteście znani z męstwa oraz wpływu na innych. Skoro możecie okazać takie poświęcenie dla znikomych kwestii doczesnych, zatem zaiste, w uświęconej służbie Traktatów Światła, która przynosi nagrody życia ostatecznego, wartościowe jak cały wszechświat, musicie okazać odwagę, ofiarność i męstwo, a także zachować waszą wierność».
Zgodzili się z tym całym sercem.
Moi drodzy, wierni bracia!
Dziesięć minut temu dwaj niepiśmienni, lecz dzielni mężczyźni zaprosili jeden drugiego do kręgu Traktatów Światła.
Powiedziałem im, że tym, czego oczekujemy w zamian za wspaniałe nagrody, jakie ofiarowuje ów krąg, są niezachwiana wierność i niezłomny hart ducha. Podstawami wspaniałej służby światła, ukazanej przez wojowników Isparty, którzy poprzez ową służbę rzucili wyzwanie całemu światu, są ich wspaniała wierność i nadzwyczajny hart ducha. Pierwszym powodem owego hartu ducha są siła wiary oraz charakter szczerości intencji (ar. ichlas), zaś drugim powodem jest wrodzone męstwo. Po-wiedziałem im: "Jesteście znani z męstwa oraz wpływu na innych. Skoro możecie okazać takie poświęcenie dla znikomych kwestii doczesnych, zatem zaiste, w uświęconej służbie Traktatów Światła, która przynosi nagrody życia ostatecznego, wartościowe jak cały wszechświat, musicie okazać odwagę, ofiarność i męstwo, a także zachować waszą wierność".
Zgodzili się z tym całym sercem.
Trzema najważniejszymi kwestiami w świecie człowieczeństwa i islamu są wiara (ar. iman),\szariat i życie. Jako że prawdy wiary są największą z owych kwestii, zatem by koraniczne prawdy wiary nie zostały wykorzystane jako narzędzie innych sił ani nie zostały nim podporządkowane, by owe podobne diamentom prawdy Koranu nie zmalały w oczach tych, którzy sprzedają i wykorzystują religię dla tego świata, do wielkości okruchów szkła, a także aby (uczniowie Światła - uz. red. pol.) mogli wypełnić co do litery najwyższy i najbardziej uświęcony obowiązek ocalenia wiary, wybrani i wierni uczniowie Światła gwałtownie i ze wstrętem unikają polityki.
Jak wiecie, wasz brat przez ostatnie osiemnaście lat ani razu nie zwrócił się do rządu, mimo iż tego potrzebował, aby nie mieć żadnego kontaktu z polityką i życiem społecznym. Tak samo przez ostatnie osiem do dziewięciu miesięcy ani razu nie zapytałem o chaos na świecie.
O, moi bracia!
Wszyscy wiecie, że w przyjętej przez nas metodzie wystrzegamy się egocentryzmu, egoizmu i ukrytego za zasłoną chwały i zaszczytów pragnienia wysokiej rangi, jakby były one śmiertelną trucizną. Gwałtownie wystrzegamy się jakiegokolwiek podobnego stanu. Zaiste, przez ostatnie sześć lub siedem lat widzieliście, a poprzez wasze dociekania dwudziestu lat zdaliście sobie sprawę z tego, że nie przypisuję sobie samemu jakiegokolwiek szacunku ani wysokiej pozycji. Upominałem was w tej kwestii. Urażało mnie to, że przyznajecie mi rangę dalece przekraczającą moje rzeczywiste zasługi, jednakże w imieniu Traktatów Światła, które są duchowym cudem Koranu, a także ze względu na to, że jestem jednym z ich uczniów, przyjmowałem, wychwalając Boga, wasze twierdzenia, podporządkowanie się i połączenie.
Szczególnie teraz, kiedy uczyniliśmy naszą zasadą uciekanie przed egocentryzmem, egoizmem i stanem hipokryzji (ar. rija), ukrytymi pod tytułami chwały i zaszczytu, nawet szaleniec jest w stanie pojąć, jak bezsensownym i bezcelowym jest, aby rząd, urzędnicy i służby bezpieczeństwa były wobec nas podejrzliwe.
Moi drodzy, wierni bracia!
W ostatnich czasach zastanawiałem się nad zasadami dotyczącymi bogobojności (ar. taqła) i dobrych uczynków (ar. 'amali salih), które wedle Wszechmądrego Koranu uważane są za najwyższe zasady, zaraz po zasadach dotyczących wiary. Bogobojność jest powstrzymywaniem się od tego, co zakazane, i od grzechów. Dobre uczynki są postępowaniem zgodnym z Bożymi nakazami i zyskiwaniem cnotliwości. Odpieranie zła zawsze przewyższa przyciąganie dobra, a w epoce takiego zniszczenia, rozwiązłości, pokus i pragnień bogobojność, która jest odpychaniem zła i powstrzymywaniem się od grzechów ciężkich (ar. kabair),\stała się podstawową zasadą i zyskała pierwszeństwo przez wszelkimi innymi zasadami.
Najwspanialszą zasadą, która przeciwstawia się narastającej grozie zniszczenia i negatywnych prądów tej epoki, jest bogobojność. Ci, którzy odprawiają to, co obowiązkowe (ar.fard),a nie popełniają grzechów ciężkich, będą zbawieni. W czasach takich jak te, w których przeważają grzechy ciężkie, pomyślne spełnienie dobrych uczynków ze szczerą intencją jest nadzwyczaj trudne. Ponadto w takich warunkach nawet pomniejszy dobry czyn uważany jest za wielki.
W bogobojności również zawiera się pewien rodzaj dobrych uczynków. Jako że powstrzymanie się od grzechu jest religijną koniecznością (ar.ładżib),wykonanie jednego uczynku tego rodzaju przynosi nagrodę równą tej, jaką daje wykonanie wielu uczynków, które są sunną. W tych czasach, a to z powodu ataków tysięcy grzechów, jeden akt powstrzymania się od setek grzechów poprzez jeden uczynek będzie równy wykonaniu setek uczynków będących
koniecznością. Poprzez intencję, postępowanie w imię bogobojności i zamysł unikania grzechu, owa doniosła kwestia jest znaczącym dobrym uczynkiem wywodzącym się z "pasywnego oddawania czci Bogu"[8].
Najważniejszym obowiązkiem uczniów Światła w tej epoce jest występowanie przeciwko zniszczeniu i grzechom zgodne z zasadą bogobojności (ar. taqła). W dzisiejszym życiu społecznym setki grzechów atakują ludzi podczas każdej minuty. Zaiste, bogobojność i intencja powstrzymania się od grzechu są równe spełnieniu setek dobrych uczynków. Dobrze wiadomo, że budynek zburzony przez jednego człowieka w jeden dzień nie może zostać odbudowany przez dwudziestu ludzi w dwadzieścia dni, a dwudziestu ludzi potrzeba, aby odeprzeć niszczące działanie jednego człowieka. Skuteczny opór, jaki Traktaty Światła, których działanie jest naprawianiem szkód, stawiają tysiącom niszczycieli, jest czymś nadzwyczajnym. Gdyby jedna z owych przeciwstawnych sił była równa drugiej, stałyby się widoczne cudowne osiągnięcia i sukces owego naprawiania szkód.
W skrócie: Szacunek i litość, które są najważniejszymi zasadami władającymi życiem społecznym, uległy znacznemu osłabieniu. W niektórych miejscach taki stan rzeczy ukazuje swe niszczące konsekwencje dla bezradnych ludzi starszych, ojców i matek. Al-hamdu li-llah za to, że w odpowiedzi na owo straszliwe zniszczenie Traktaty Światła dają mu odpór i naprawiają szkody w każdym miejscu, do którego docierają.
Jak zepsucie szerzone na całym świecie przez Goga i Magoga było skutkiem zniszczenia zapory Zu'l-Qarnajna, tak poprzez upadek koranicznej zapory, którą jest szariat Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), mroczna anarchia i despotyczny ateizm bardziej straszliwe niż Gog i Magog zaczęły szerzyć zepsucie i powodować niezgodę w kwestiach życia i moralności.
W obliczu takiego wydarzenia duchowa walka uczniów Światła in sza'a-llah, jak za czasów towarzyszy Proroka, przyniesie wielką nagrodę i wiele dobrych uczynków w zamian za niewielkie starania.
Moi drodzy bracia, w odpowiedzi na straszliwe wydarzenia tej epoki największym źródłem naszej siły, zaraz po szczerości intencji (ar. ichlas), jest umacnianie i wspieranie tarczy i fortecy bogobojności innych waszymi słowami i poprzez zasadę "współuczestnictwa w dobrych uczynkach". W ten sam sposób poprzez spisywanie (Traktatów - uz. red. pol.) waszymi piórami wysyłacie nagrody, które zostaną zapisane w księgach dobrych uczynków każdego z was.
Od tak bohaterskich i prawdomównych ludzi, cechujących się litością i wiernością, jakimi jesteście, oczekuje się, że w ciągu trzech błogosławionych miesięcy i dobrze znanych świętych nocy pospieszycie z pomocą waszemu słabemu bratu, kiedy jest on celem zaciekłych ataków. Z całej mojej duszy proszę o wasze duchowe wsparcie. Pod warunkiem, że zachowacie wiarę i wierność, poprzez zasadę "współuczestnictwa w dobrych uczynkach" podzielę się z uczniami Światła wszystkimi mymi suplikacjami i duchowymi zyskami, niekiedy nawet po sto razy dziennie.
Przesyłamy pozdrowienie pokoju wszystkim naszym braciom i siostrom, przede wszystkim tym z grup noszących nazwy "Róża", "Światło", "Błogosławieni" i "Szkoła Światła", niepiśmiennym ludziom starszym oraz niewinnym. Modlę się za ich pokój i szczęście.
Al-hamdu li-llah za to, że Traktaty Światła same się rozprzestrzeniają, a wszędzie są zwycięskie. Manipulacje ludzi zbłądzenia mające na celu spowolnienie rozprzestrzeniania Traktatów są pozbawione siły i nie osiągają sukcesu. Zaprawdę, Traktaty Światła sprawiają, że wielu ateistów składa broń. Jak wspomina Hafiz Ali, ogarnia ich przerażenie. Zamiast szerzyć swój ateistyczny fanatyzm, obecnie uciekli się oni do wzbudzania strachu. In sza'a-llah, ten strach obróci się na korzyść Traktatów Światła.
...Oznajmiam owemu staremu przyjacielowi, ludziom wnikliwym i wam samym, że dzięki blaskowi Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, nowy Said wyraża świadectwa dotyczące prawd wiary tak logiczne i prawdziwe, że stale podporządkowują one sobie nie tylko uczonych muzułmańskich, lecz nawet najbardziej upartych spośród europejskich filozofów.
Koran, owa Księga cudownej wystawy, czyni zaszczyt Traktatom Światła, które są jego duchowym cudem tej epoki, wskazując poprzez
znaki i wzmianki swych wersetów na ich wartość i znaczenie. Jak wiadomości przepowiedziane przez Imama 'Alego (niech Bóg będziez niego rad) i tego, który był Wielkim Wspomożeniem (niech jego tajemnica będzie uświęcona), tak Koran używa aluzyjnych i domyślnych wzmianek na poziomach swego oznajmianego znaczenia. Takie wypowiedzi są właściwe dla jego cudowności i są konieczne w przypadku cudownej elokwencji owej mowy, pochodzącej z królestwa tego, co niewidzialne.
W więzieniu Eskisehir, w straszliwym czasie, kiedy najbardziej potrzebowaliśmy uświęconego pocieszenia, poprzez duchowe ostrzeżenie zostało nam powiedziane: "Ukazujecie świętość, będąc świadkami przyjęcia Traktatów Światła. Jednakże poprzez tajemnicę słów:
i nie ma niczego, świeżego czy suchego, co nie byłoby zapisane w Księdze jasnej, najwyższa władza należy do Koranu. Czy Koran przyjmuje Traktaty Światła i co o nich mówi?" W obliczu tego osobliwego pytania poszukiwałem wsparcia Koranu, który wówczas w ciągu jednej godziny oznajmił mi, że jeśli chodzi o owe trzydzieści trzy wersety, to na poziomie znaczenia, na jaki wskazują, który jest drugim poziomem ich wyraźnego znaczenia, istnieją pewne wzmianki wskazujące na Traktaty Światła, a Traktaty mają swój udział w owym znaczeniu, na jakie wskazują wersety Koranu. Zostałem całkowicie przekonany, bez jakiegokolwiek zwątpienia czy nieufności; nie pozostała żadna niepewność ani żadne wątpliwości. Zatem aby chronić wiarę ludzi wiary poprzez Traktaty Światła, spisałem owe pewność i przekonanie dla moich wybranych braci pod warunkiem, że te słowa będą traktowane jako poufne.
W owym traktacie nie mówimy: "To jest wyraźne znaczenie wersetu", gdyż wtedy hodżowie mogliby powiedzieć: "To jest tylko twoja interpretacja". Nie twierdzimy również: "To jest całość znaczenia, na jakie wskazuje werset". Mówimy, że wyraźne znaczenie wersetu obejmuje kilka poziomów.
Jednymi z owych poziomów są znaczenie, na które werset wskazuje, i znaczenie aluzyjne. Znaczenie, na które werset wskazuje, również ma swoją całość i swoje poszczególne części, wskazujące na każde stulecie. Traktaty Światła są jedną z poszczególnych części całości poziomów znaczenia, na które wskazuje werset. Przedstawiliśmy znaki i świadectwa zgodne z nauką dżafr i matemayką (ar. riyaz), które przez długi czas dominowały pośród uczonych, wykazując celowe odniesienia,
podkreślające ważną rolę Traktatów. Będąc dalekimi od znieważania wyraźnego znaczenia wersetu koranicznego, Traktaty służą ukazaniu jego cudowności i elokwencji. Temu rodzajowi znaku z królestwa tego, co niewidzialne, nie można się sprzeciwić. Kto nie jest w stanie zaprzeczyć niezliczonym znakom wydobytym z Koranu przez ludzi prawdy, ten nie może i nie powinien zaprzeczać również temu znakowi. Jednakże można zaprzeczać temu, można uważać za zdumiewające i niezbadane, by tak doniosłe dzieło miało powstać poprzez ręce człowieka tak znikomego, jak ja. Należy zastanowić się nad tym, że stworzenie wielkiego jak góra drzewa cedrowego z nasiona małego jak ziarnko pszenicy jest ukazaniem wspaniałości Boga i Jego mocy. Tak samo dzieło takie jak to może powstać poprzez ręce ludzi takich jak my w czasie nadzwyczajnej potrzeby, w absolutnej bezsilności i ubóstwie, przez co ów zdumiony człowiek zostanie zmuszony do tego, by przyznać: "Ukazuje to, że Boże miłosierdzie obejmuje każdą rzecz".
Poprzez świętość i dostojeństwo Traktatów Światła zapewniam was i tych, którzy się sprzeciwiają, że owe znaki i wskazówki świętości zawsze prowadziły mnie do tego, bym dziękował Bogu, wychwalał Go i prosił o wybaczenie moich błędów. Przedstawiam wam dwadzieścia lat mojego życia jako dowód tego, że owe wskazówki nawet na minutę nie dały mej nakazującej zło duszy egoizmu i samolubstwa, by stała się chełpliwą i dumną. Zaiste, wraz z ową prawdą ludzie stają się skłonni do pomyłek, zapominania i błędów. Popełniłem wiele błędów, których nie jestem świadom. Być może moje myśli pomieszały się, a w Traktatach znalazły się błędy.
Choć posiadają miliony gotowych do poświęceń uczniów, silne i prawdomówne ścieżki duchowe oraz metody zostały pozornie pokonane przez straszliwe ataki ludzi zbłądzenia. Jestem kimś, kto jest ledwie na pół piśmienny, kto nie ma wsparcia, kto jest przetrzymywany pod stałym policyjnym nadzorem, kto jest celem straszliwej i złożonej propagandy, kto jest podatny na niechęć niektórych ludzi. Jak ktoś tak bezradny mógłby rościć sobie prawo do własności w przypadku Traktatów Światła, które są daleko wyższe, potężniejsze i bardziej żywotne niż wszystkie specjalistyczne metody? Owe dzieła nie mogą zatem być efektem cech osobowości tego człowieka, a on nie może chełpić się nimi. Raczej są one duchowym cudem tego wieku, pochodzącym bezpośrednio od Wszechmądrego Koranu, oraz darem Bożego miłosierdzia.
Taki człowiek osiągnął wspieranie owego podarunku Koranu poprzez tysiąc swoich przyjaciół. W jakiś sposób powierzono mu największy
obowiązek interpretowania owego daru. Świadectwem tego, że Traktaty Światła nie są produktem jego wiedzy i inteligencji, jest fakt, iż niektóre z ich części zostały w nadzwyczajny sposób spisane w ciągu dwóch godzin, niektóre w ciągu godziny, a niektóre w ciągu dziesięciu minut.
Przysięgam, że nawet gdybym posiadał zdolność zapamiętywania starego Saida, nie byłbym w stanie stworzyć dzięki własnym myślom tych dzieł, które powstały w jedynie dziesięć minut, nawet w ciągu dziesięciu godzin. Słowo Trzydzieste jest produktem sześciu godzin pracy; ani ja, ani najbardziej dociekliwi i pobożni filozofowie nie mogliby choćby ukończyć takich badań nawet w sześć dni. I tak dalej... Oznacza to, że choć jesteśmy bankrutami, to każdy z nas stał się heroldem i sługą bogatego sklepu złotnika.
Moi drodzy, wierni bracia!
Niedawno, kiedy odmawiałem tasbih po porannej modlitwie, temperament starego Saida sprawił, że moja dusza stała się poruszona z powodu złośliwych i ohydnych plotek na mój temat, jakie ów stary człowiek rozpowszechnia w Stambule. Stary Said powiedział: "Jestem prześladowany, a ten rodzaj prześladowania jest niemożliwy do zniesienia" i zapragnął zemścić się. Nagle mojemu sercu oznajmiono:
"To wydarzenie może przysłużyć się rozprzestrzenieniu Traktatów Światła w Stambule. Ponieważ dla Traktatów Światła poświęcasz swój świat, a nawet swoje życie ostateczne, powinieneś również wyrzec się honoru i godności swej duszy. Jak byli ludzie, którzy zwykli przypinać łatkę szaleńca Szlachetnemu Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miأُ٢ierdzie), który był przyczyną stworzenia wszechświata i dumą wszystkich światów, tak również ty nie powinieneś zwracać uwagi na owe ataki wymierzone w twoją godność, będące niczym atom w porównaniu ze słońcem".
Oznajmiono to memu sercu, a ja poczułem spokój.
Sławny Ali Riza Effendi jest największym z uczonych Stambułu i najbardziej dociekliwym badaczem spośród nich. Przez długi czas był muftim, a także naczelnikiem urzędu do spraw fatł (orzeczeń religijnych). Przestudiował on takie traktaty, jak Znaki Koranu wchodzące w skład Promienia Pierwszego oraz Największy Znak (tur. Ayet'ul Kubra) i w rozmowie z Hafizem Eminem, który był ważnym uczniem Światła, wyraził się następująco:
«Potwierdzam z całą pewnością, że największą służbę dla religii islamu w tym wieku wykonał Bediuzzaman. Jego dzieła są całkowicie prawdziwe, a w ciężkich czasach takich jak te, będąc pozbawionym wszystkiego, zupełnie wyrzekł się on wszelkich pragnień. Potwierdzam, że Traktaty Światła są odnowicielem (ar.mudżaddid)religii. Niechaj Bóg ześle mu sukces. Amen».
Odnosząc się do niektórych ludzi krytykujących mnie za to, że nie zapuściłem brody, Ali Riza bronił mnie, przytaczając historię sułtana uczonych, ojca Maulany Dżalal ad-Dina Rumiego. Ali Riza powiedział:
"Bediuzzaman z pewnością może dokonywać idżtihadu (osądów prawnych). Ci, którzy go krytykują, są niesprawiedliwi".
Nakazał też nieżyjącemu już Mustafie Hodży, by ten pod jego dyktando napisał do Bediuzzamana:
Pozostając w najwyższym szacunku, przesyłam ci swoje pozdrowienia i całym swym jestestwem modlę się o to, byś doprowadził do końca wydawanie swych dzieł. Nie lękaj się krytyki niektórych wprowadzonych w błąd uczonych. Dobrze znane przysłowie mówi: "W owocujące drzewo zawsze rzuca się kamieniami". Z zadowoleniem przyjmuję fakt, że twoja walka trwa. Niechaj Bóg, Który jest Jedynym źródłem wszelkiej obfitości, spełni twoje potrzeby i pragnienia. Amen.
Powierzam cię opiece Przedwiecznego, Który jest Prawdą.
Taki był osąd najbardziej dociekliwego badacza, którego obecnie uważa się za największy autorytet w sprawach Koranu, wiedzy i szariatu.
Moi drodzy, wierni i dociekliwi bracia, którzy postępujecie uczciwie!
Poważne napomnienie przynagliło mnie do wyrażenia następującej prawdy:
Poprzez tajemnicę słów:
a wiedzy o tym, co skryte, nie ma nikt inny, jak tylko Bóg ludzie świętości nie poznają kwestii tego, co niewidzialne, chyba że zostaną natchnieni przez Boga. Konflikt, do jakiego doszło między dziesięcioma towarzyszami Proroka, którym obiecano Raj, ukazuje, że nawet najwięksi święci, nie znając prawdziwej natury swego sprzeciwu, mogą być niesprawiedliwi i wejść w spór z innymi. To oznacza, że dwaj święci (ar. ałlija), dwaj ludzie prawdy nie utracą poziomu swej świętości przez wzajemne odrzucanie słów drugiego, chyba że ich działania są całkowicie sprzeczne z jasnymi nakazami szariatu i opierają się na oczywistym błędzie osądu (idżtihadu).
Z powodu owej tajemnicy należy postępować zgodnie z zasadą
[9] , unikać wyrządzenia szkody dobrej opinii, jaką ludzie prości spośród wiernych mają o swych duchowych nauczycielach i szejkach, a także chronić ich wiarę. Koniecznym jest również, by ocalić wybranych uczniów Światła przed usprawiedliwionym, lecz przynoszącym szkodę gniewem, jaki mogą żywić w stosunku do ludzi, którzy niesłusznie się im sprzeciwiają. Ponadto istotnym jest, aby uniemożliwić ludziom zbłądzenia wykorzystanie wrogości między dwoma grupami wiernych i wyrządzenie szkody poprzez używanie sprzeciwu jednej grupy do obalenia twierdzeń drugiej, a sprowokowanie drugiej grupy do obalenia słów pierwszej. Z powodu owych czterech zasad uczniowie Światła nie powinni odpowiadać tym, którzy się im sprzeciwiają, gniewem, wściekłością i zemstą. Wymaganym jest, aby w obronie pokojowo odpowiedzieć na kwestię będącą przyczyną sprzeciwu i oświecić przeciwników poprzez wyjaśnienia. W tej epoce egoizm zaszedł za daleko. Ludzie nie pozwalają, by roztopiło się ich ego, podobne blokom lodu wielkim jak ich postać, usprawiedliwiają siebie samych, a to powoduje niezgodę.
Ludzie zbłądzenia wykorzystują tę sposobność, podczas gdy ludzie prawdy ponoszą stratę. Znany przypadek sprzeciwu wskazuje na to, że w przyszłości niektórzy ludzie nadmiernie polubią ich własne metody i niektóre zarozumiałe ścieżki sufizmu. Będą tacy spośród ludzi przewodnictwa i prawdy, którzy nie w pełni zabili własne dusze i nie ocalili samych siebie przez niebezpieczeństwami umiłowania sławy. Możliwe,
że w przyszłości tacy ludzie wysuną sprzeciwy wobec Traktatów Światła oraz ich uczniów z intencją zachowania własnych dróg i metod, a także przychylności i uwagi swych zwolenników. Istnieje ryzyko wzmożenia się takiej postawy, aż osiągnie ona prawdziwie niebezpieczne poziomy.
W takich sytuacjach oczekuje się od nas, abyśmy zachowali spokój i trzymali się razem, aby nie zachwiały nami takie wydarzenia, abyśmy nie uwikłali się we wrogość i dyskredytowanie przywódców grup, które się nam sprzeciwiają.
Zbiorowa osobowość duchowa Traktatów Światła, a także zbiorowa osobowość duchowa ich wybranych uczniów, będących ich przedstawicielami, ukazują wysoką rangę "jedności tego, co jest jedyne". Z tego powodu uczniowie Światła nie są związani z określonym przywódcą duchowym (ar. qutb)\w danym kraju i nie obejmuje ich wpływ "wielkiego duchowego przywódcy", widoczny głównie w Hidżazie [10].Jak dwaj imamowie, każdy w swoich czasach, nie są oni zobowiązani do tego, aby poddać się jego władzy, ani też do tego, aby go uznawać. Dawno temu zwykłem wierzyć, że jednym z owych imamów będzie zbiorowa osobowość duchowa Traktatów Światła. Obecnie zdaję sobie sprawę z tego, że jak ten, który był Wielkim Wspomożeniem, odznaczał się "jednością tego, co jedyne" obok rang przywódcy duchowego (ar. qutb)\i wspomożenia (ar.~ghałs),\tak Traktaty Światła, którym będą oddani ich uczniowie u kresu czasu, ukażą owe przymioty i zostaną nagrodzone rangą "jedności tego, co jedyne".
Z powodu owej wielkiej tajemnicy, która zasługuje na to, by pozostać poufną, uczniowie Światła powinni przyjąć z zadowoleniem i bez strachu sprzeciw wobec Traktatów Światła wysunięty przez wielkiego duchowego przywódcę w świętej Mekce. Powinni uważać ów sprzeciw za komplement, odpowiedzieć, wyjaśniając przyczyny owego sprzeciwu, i z szacunkiem ucałować dłoń owego duchowego przywódcy.
Moi bracia! W tej epoce, pośród tak przerażających sił i wydarzeń, rujnujących to życie i rozrywających Ziemię, koniecznymi są nieskończone siła charakteru, jedność i poświęcenie.
Zaiste, znaczenie, na które wskazują słowa يَسْتَحِبُّونَ الْحَيٰوةَ الدُّنْيَا عَلَى الْاٰخِرَةِ tym, którzy przedkładają życie tego świata ponad życie ostateczne,wskazuje na wyniszczającą chorobę
i nieszczęście tego czasu. Oznacza to, że choć znamy prawdę życia ostatecznego i wierzymy w nie, szczęśliwe przedkładanie życia tego świata ponad życie ostateczne i ochocze przedkładanie kruchych odłamków szkła ponad wieczne diamenty jest przedkładaniem najmniejszej ilości natychmiastowej, zatrutej przyjemności ponad obfitość czystej przyjemności w przyszłości. Z powodu tajemnicy owego nieszczęścia nawet ludzie prawdziwie wierzący mogą niekiedy odkryć, że popełniają straszliwe błędy, takie jak wspieranie ludzi zbłądzenia. Niechaj Bóg ochroni ludzi wiary i uczniów Światła przed złem owych nieszczęść. Amen.
Moi bracia!
W tej epoce, a szczególnie w tym czasie, uczniowie Światła zobowiązani są do tego, aby okazywać całkowitą siłę charakteru, praktykować wzajemną pomoc i ćwiczyć się w wielkiej ostrożności. Al-hamdu li-llah za to, że żelazna siła charakteru uczyniła wojowników Isparty i jej okolic dobrym przykładem dla innych miejsc.
Husrevie! Otrzymałem twój słodki i skuteczny list. Fakt, iż powróciłeś do wykonywania swych obowiązków, uczynił nas nadzwyczaj szczęśliwymi. Po tysiąckroć witaj z powrotem! Nie martw się tym, że twe materialne pióro pozostawało bezczynne przez minione półtora roku. Jedno z napomnień twego dokonującego cudów pióra, a mianowicie Cuda Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), pracowało we wschodnich prowincjach w twym zastępstwie. Ostatnia kopia, którą spisałeś, pracowała w twoim zastępstwie także w Stambule i - in sza'a-llah - poprowadzi nas do zwycięstwa. Myśl o nagrodach, wyrazach uznania i pochwałach, jakie zyskałeś w tym regionie poprzez spisanie podczas miesiąca ramadan dwóch kopii cudownego Szlachetnego Koranu, myśl o modlitwach miłosierdzia, których deszcz spadnie na twoją duszę ze świata islamu, kiedy ów Koran in sza'a-llah zostanie opublikowany, i składaj Bogu podziękowania.
Moi drodzy, wierni bracia!
W najbardziej rozstrzygający sposób i w rezultacie niemal tysiąca doświadczeń nabrałem absolutnej pewności i przez większość dni czuję, że w dniach, w których służę Traktatom Światła, stosownie do stopnia owej służby, dostrzegam, jak odsłaniają się przede mną i rozwijają zadowolenie i błogosławieństwo (ar. baraka) w mych sercu, ciele, umyśle i środkach do życia. Wielu innych wyznało: "My również to widzimy". Zaprawdę, jak wyjaśniłem to w listach napisanych do was w zeszłym roku, tajemnica mego życia przy tak niewielkim zaopatrzeniu była rezultatem owego błogosławieństwa.
Istnieje narracja pochodząca od Imama Szafi'iego (oby Bóg się nad nim zmiłował), która mówi: "Zapewniam, że szczery uczeń wiedzy otrzyma środki do życia". Środki do życia takich szczerych uczniów zwiększą się i zostaną pobłogosławione.
Skoro taka jest prawda i skoro w tej epoce szczerzy uczniowie Światła całkowicie zasługują na tytuł "uczniów wiedzy", zatem zaiste, miast porzucać służbę z powodu głodu i uganiać się za środkami do życia, usprawiedliwiając się utrzymywaniem się przy życiu, najlepszym pocieszeniem jest przyjęcie nauki Traktatów Światła z podziękowaniami i zadowoleniem.
Uczniowie Traktatów Światła, którzy w całości otrzymali ich lekcje, nigdy nie wykorzystają ich jako narzędzia nawet przeciwko całemu światu, jak nigdy nie uczynili tego w przeszłości, nie mówiąc już o uczynieniu Traktatów narzędziem jakiejkolwiek polityki tego świata. Nie wtrącamy się do spraw świata ahl ad-dunja. Głupotą jest obawianie się jakiejkolwiek szkody z naszej strony.
Po pierwsze: Koran zabronił nam zajmowania się polityką, aby jego cenne niczym diamenty prawdy nie zmalały w oczach ahl ad-dunja do poziomu odłamków szkła.
Po drugie: Litość, sumienie i prawda zabroniły nam zajmowania się polityką, ponieważ jeśli dwaj spośród dziesięciu niewiernych hipokrytów (ar. munafiqun) zasługują na karcący policzek, to związek z nimi ma siedmiu lub ośmiu ludzi bezradnych, niewinnych, ich rodziny, dzieci, ludzie słabi, chorzy i starsi. Jeśli owych dwóch spotka nieszczęście lub katastrofa, ucierpią również ich niewinni krewni, a być może owi dwaj hipokryci ucierpią najmniej. Z tego powodu litość, miłosierdzie, sprawiedliwość i prawda nieodłącznie właściwe Traktatom Światła zakazują ich uczniom naruszania porządku i bezpieczeństwa publicznego, a także wkraczania na drogę polityki dla osiągnięcia niepewnych rezultatów.
Po trzecie: Ta ojczyzna, ten naród i ludzie rządzący tym narodem niezmiernie potrzebują Traktatów Światła. Nawet najwięksi ateiści spośród nich powinni wspierać pobożne i prawdziwe zasady Traktatów, nie mówiąc już o obawianiu się ich czy wrogości wobec nich - jeśli oczywiście nie zdradzili oni w zupełności tego narodu, kraju i władzy islamu. Aby ocalić życie społeczne tego narodu i tego kraju przed anarchią, niezbędne i konieczne jest trzymanie się pięciu zasad.
Pierwszą zasadą jest litość. Drugą jest szacunek.
Trzecią jest bezpieczeństwo.
Czwartą jest wiedza o tym, co jest zakazane (ar. haram),\a co jest dozwolone (ar.~halal),\oraz wystrzeganie się tego, co zakazane.
Piątą jest skończenie z próżniactwem i posłuszeństwo.
Objaśniłem to w skrócie owemu szpiegowi, któremu powiedziałem:
-Powiedz to tym, którzy cię przysłali, i powiedz im: Jeśli człowiek przez osiemnaście lat nigdy nie zwrócił się do rządu we własnej sprawie; jeśli nie otrzymał żadnej wiadomości o bitwach, które przez dwadzieścia miesięcy wywracały oblicze świata; jeśli wystrzegał się przyjacielskiego zainteresowania ważnych ludzi zajmujących bardzo wysokie stanowiska i odrzucał owo zainteresowanie, dlaczego obawiacie się, żywicie wątpliwości i podejrzewacie, że ów człowiek może wtrącać się do spraw waszego świata? Jakież znaczenie ma przyczynianie mu nieszczęść poprzez przetrzymywanie go pod nadzorem? Jaką korzyść ma to przynieść? Jakie prawo tego wymaga? Nawet głupiec będzie wiedział, że wtrącanie się do jego spraw jest głupotą.
Po tych słowach ów szpieg wstał i odszedł.
Moi drodzy bracia!
Po tym, jak ujrzałem wśród waszych pism Traktat o szczerości intencji, odsyłam was do jego lekcji i nie sądzę, byście potrzebowali jakichkolwiek innych lekcji, jednakże przypominam wam o tym, co następuje:
Jako że przyjęta przez nas metoda opiera się na szczerości intencji i prawdach wiary, zatem jeśli tylko nie jesteśmy do tego zmuszeni, powinniśmy unikać wtrącania się do spraw życia tego świata oraz życia społecznego, a także musimy trzymać się z dala od sytuacji, które prowadzą do rywalizacji, stronniczości i sprzeczek z powodu naszej metody. Nieszczęściem po tysiąckroć jest fakt, że bezradni ludzie wiary i ludzie religii, podlegający atakom przerażających węży, wspomagają owe węże i ułatwiają bezbożne zniszczenie dokonywane przez hipokrytów (ar. munafiqun). Poprzez krytykowanie jeden drugiego z powodu spraw tak błahych, jak ukąszenie muchy, zezwalają na to, by owi hipokryci zabijali ludzi wiary ich własnymi rękami.
W liście napisanym przez jednego z naszych szczerych braci jest mowa o stanowisku, jakie zajął pewien starszy wiekiem uczony i kaznodzieja, przyczyniając tym samym szkody Traktatom Światła. Chce on ingerować w sprawy Traktatów Światła poprzez zdyskredytowanie bezradnego człowieka takiego jak ja, który ma tysiące wad, a jako pretekst wykorzystuje to, iż nie podążam za sunną [11], na co mam ważne i dopuszczalne wytłumaczenie.
Po pierwsze: Zarówno wy, jak i ów człowiek powinniście wiedzieć, że jestem sługą Traktatów Światła i heroldem w ich sklepie. Co się tyczy Traktatów Światła, to są one prawdziwym tafsirem, który jest związany z Koranem, a ten z kolei związany jest z Wielkim Tronem. Moje osobiste błędy nie mają na tę kwestię żadnego wpływu.
Po drugie: Przekażcie moje pozdrowienia owemu uczonemu i kaznodziei. Z całego serca przyjmuję jego krytykę oraz obiekcje wobec mojej osoby. Wy również nie powinniście prowokować ani jego, ani ludzi takich jak on do sporu i debaty. Nawet jeśli popełnią wykroczenie, nie powinniście odpowiadać nawet przeklinaniem ich. Kimkolwiek by oni nie byli, ten, kto posiada wiarę, pod tym względem jest naszym bratem. Opierając się na naszej metodzie nie możemy się mścić, nawet jeśli ci ludzie są wrodzy wobec nas, ponieważ istnieją wrogowie i węże daleko bardziej przerażający. Mamy w rękach światło, nie pałki, a światło nie
wyrządzi krzywdy, lecz delikatnie muśnie ich swym blaskiem. Szczególnie w przypadku, gdy tacy ludzie są ludźmi wiedzy, z której bierze początek ich egoizm, nie powinniście prowokować ich ego.
Na ile to możliwe, przyjmijcie za swego przewodnika zasadę, która mówi:
[12]
Jako że ten człowiek należał już do Ruchu Światła i wniósł swój wkład w naszą służbę, przepisując Traktaty, pozostanie w tym kręgu. Nawet jeśli jego myśli są błędne, powinniście mu wybaczyć. Ta dziwna epoka, nasza metoda i nasza uświęcona służba wymagają tego, byśmy nie wtrącali się do spraw kogokolwiek, kto tylko posiada wiarę, nawet sekt zbłądzenia, nie mówiąc już o postępowaniu wobec ludzi wiary i muzułmanów podążających drogą tariki. Nie powinniśmy wywoływać sprzeczek dotyczących kwestii spornych między nami a jakimikolwiek ludźmi, którzy uznają Jednego Boga i wierzą w życie ostateczne, nawet jeśli są oni chrześcijanami.
Metoda Traktatów Światła polega na tym, że wykonują one swój obowiązek, a nie ingerują w obowiązki Boga. Ich obowiązkiem jest tabligh, przekazanie przesłania. Przyjęcie tego obowiązku jest sprawą Wszechmocnego Boga.
Ponadto nie powinniśmy przywiązywać znaczenia do ilości. Gdybyście znaleźli w tym regionie jednego człowieka podobnego Atifowi, byłoby tak, jakbyście znaleźli stu ludzi. Nie martwcie się. Ponadto róbcie, co tylko możecie, aby nie przydawać żadnego znaczenia tego rodzaju ingerencjom z zewnątrz i aby pozostać ostrożnymi.
W owej porze bezczynności i czasie niedbalstwa, w czasie gdy walka o środki do życia stała się obsesją, ważne jest nawet pomniejsze zajęcie (dotyczące Światła - uz. red. tur.). Nie jest to niepowodzenie, fiasko ani porażka! Traktaty Światła wszędzie odnoszą przytłaczające zwycięstwa.
Moi drodzy, wierni bracia!
Traktaty Światła nie mogą być narzędziem kwestii doczesnych ani też tarczą dla spraw tego świata. Ponieważ są ważnym aktem czci dokonywanym poprzez kontemplację (ar. tafakkur), nie można świadomie poszukiwać w nich celów doczesnych. Jeśli jest to zamierzone działanie, wyrządzi ono szkodę szczerości intencji (ar. ichlas), a ów ważny akt czci ulegnie zepsuciu. Jak w przypadku niektórych dzieci, które podczas bójki osłaniają się Koranem, przez co cios wymierzony w ich głowy uderza w Koran, tak Traktaty Światła nie powinny być niewłaściwie używane jako tarcza chroniąca przed ich upartymi przeciwnikami. Zaiste, setki wydarzeń są świadectwem tego, że na ludzi ingerujących w sprawy Traktatów Światła spadł cios. Jednakże Traktaty Światła nie mogą być z rozmysłem ani celowo używane do wymierzania ciosów, ponieważ jest to sprzeczne z tajemnicą szczerości intencji i z tajemnicą oddawania czci Bogu. Pozostawiamy tych, którzy nas prześladują, naszemu Panu (ar. Ar-Rabb), Który chroni nas i Który zatrudnił nas w służbie Traktatów Światła.
Tak, istnieje wiele cudownych doczesnych rezultatów Traktatów, takich jak niektóre zasadnicze suplikacje ustanowione przez Traktaty Światła. Jednakże owych doczesnych korzyści nie można poszukiwać; są one raczej czymś, co zostaje dane. Nie mogą być one przyczyną, lecz jedynie korzyścią. Jeśli owe korzyści zachodzą poprzez rozmyślne pragnienie, wyrządza to szkodę szczerości intencji (ar. ichlas) i częściowo unieważnia ów akt czci. Zaiste, pomyślny opór Traktatów Światła przeciwko tym, których upór jest straszny, jest wynikiem tajemnicy szczerości intencji, tego, że Traktaty nigdy nie były narzędziem czegokolwiek innego, że bezpośrednio wskazują na wieczne szczęście, że nie podążają one do jakiegokolwiek celu prócz służby wierze, że nie poświęcają uwagi duchowym odkryciom i osobistym cudom, którym tak wielkie znaczenie nadają ludzie tariki. Jak towarzysze Proroka, którzy posiadali najwyższy stopień świętości, tak Traktaty Światła poprzez tajemnicę dziedzictwa posłannictwa rozprzestrzeniają światło wiary i ocalają wiarę ludzi wierzących.
Tak, dwa poniższe rozstrzygające rezultaty osiągnięte przez Traktaty Światła daleko przewyższają wszystko inne i nie pozostawiają potrzeby istnienia innych kwestii ani zaszczytów:
Rezultat pierwszy: Istnieją bardzo silne znaki wskazujące na to, że ci, którzy wkraczają do kręgu Traktatów Światła z wiernością i przekonaniem, zstąpią do grobu w stanie wiary.
Rezultat drugi: W kręgu Traktatów Światła powstała duchowa korporacja życia ostatecznego, którą zostaliśmy obdarowani bez udziału naszej woli. W owym kręgu każdy prawdziwy i wierny uczeń uczestniczy w zbiorowym wychwalaniu Boga (ar. tasbih) tysiącami języków i serc, żałując za grzechy i oddając cześć Bogu niczym niektórzy aniołowie, którzy wspominają Go czterdziestoma tysiącami języków. Jak mówi prawda Nocy Przeznaczenia w świętym miesiącu ramadan, jest ona poszukiwaniem uświęconych i wzniosłych prawd poprzez tysiące rąk.
Z tego powodu uczniowie Światła przedkładają służbę Światła ponad poziomy świętości. Nie poszukują odkryć duchowych (ar. kaszf) ani czynienia cudów, nie starają się zrywać owoców życia ostatecznego na tym świecie. Nie zajmują się kwestiami spoza ich obowiązków, takimi jak osiągnięcie sukcesu, zaakceptowanie przez ludzi, zostanie obdarowanymi wyższością czy stanie się zwycięskimi. Nie uganiają się za zasłużoną sławą, honorem, przyjemnościami i łaskami, ponieważ wszystkie one należą do obowiązków Boga. Nie opierają swych działań o owe rezultaty. Pracują wyłącznie i szczerze dla Boga, mówiąc: "Naszym obowiązkiem jest służyć, to wystarczy".
Aby zdobyć nagrody Nocy Przeznaczenia, która jest ukryta pośród świętego miesiąca ramadan, wymaganiem "duchowej korporacji życia ostatecznego", do której należą uczniowie Światła, jest to, by każdy z nich uważnie i szczerze przywoływał (w swych suplikacjach - uz. red. pol.) wszystkich uczniów Światła, używając pierwszej osoby liczby mnogiej, i miał udział w ich wyrażeniach, takich jak اَجِرْنَا اِرْحَمْنَا اِغْفِرْلَنَا «ochroń nas», "zmiłuj się nad nami" czy "wybacz nam". Wówczas modlitwy i starania każdego ucznia będą wypowiedziane i dokonane w imieniu wszystkich. Aby nie psuć dobrego zdania, jakie macie na mój
temat, uprzejmie proszę, jak podczas poprzedniego ramadanu, o waszą pomoc dla waszego słabego brata, który sam może uczynić bardzo niewiele, a tak wiele oczekuje od was.
Dwa lub trzy dni temu słuchałem Słowa Dwudziestego Drugiego, kiedy wprowadzałem do niego poprawki. Zobaczyłem, że zawiera ono światła takie, jak powszechne wspominanie Boga i inwokacje, rozległe myśli i powtarzające się oznajmienia o jedności Jedynego Boga. Można w nim znaleźć silną lekcję wiary, uczucie spokoju pozbawionego niedbalstwa oraz wzniosły poziom oddawania czci Bogu i kontemplacji. Pojąłem zatem mądrość, dla której niektórzy uczniowie Światła czytają i przepisują Traktaty Światła, a także słuchają ich z intencją wykonania aktu czci. Powiedziałem: "Błogosławiony niech będzie Bóg!" (ar. baraka-llah) i przyznałem im rację.
Moi drodzy, wierni bracia!
Tym razem wysyłamy ten Owoc zamiast listu. Szczególne znaczenie spośród całości znaczenia, o którym nadmienia werset koraniczny, wskazuje na okres od Deklaracji Wolności (Drugi Okres Konstytucyjny - uz. red. tur.) do tej pory.
Trzydziestego dnia listopada 1358 roku wspiąłem się na szczyt Czarnej Góry (Karadag). Przyszła mi do głowy następująca myśl: "Kiedy zaczęło
się to ciągłe zniszczenie i przyczynianie strat ludziom, szczególnie muzułmanom, i jak długo potrwa?". Nagle Koran, owa Księga cudownej wystawy, która rozwiązuje wszystkie moje trudności, przyniósł surę Ła'l- 'asr, położył ją przede mną i powiedział: "Patrz!".
Spojrzałem zatem i ujrzałem, że jak Koran zwraca się do każdego stulecia, tak słowa
[13] * z wersetu اِنَّ الْاِنْسَانَ لَف۪ى خُسْرٍ Zaprawdę, człowiek jest na drodze zguby! wskazują przede wszystkim na nasze stulecie. Poprzez swoją wartość liczbową, zgodnie z nauką dżafr wynoszącą 1324, ukazują blask cudowności Koranu, namacalnie wskazując na dokładną datę zmiany władzy, która rozpoczęła się wraz z Rewolucją Wolności, wojnami bałkańskimi i włoskimi, wreszcie z klęskami i traktatami pierwszej wojny światowej. Wskazują na szkodliwe dla muzułmanów i dla symboli islamu skutki owych zmian, na nieszczęścia nawiedzające ten kraj, a także na nieszczęścia niebiańskie i ziemskie, takie jak kataklizmy drugiej wojny światowej i strata, jakiej doznała ludzkość. Ukazuj owatem prawdę wersetu
Zaprawdę, człowiek jest na drodze zguby! nawet w tym stuleciu.
Słowa اِلَّا الَّذ۪ينَ اٰمَنُوا وَ عَمِلُوا الصَّالِحَاتِ z wyjątkiem tych, którzy uwierzyli i czynili dobre dzieła, mające wedle nauki dżafr wartość 1358 lub 1359, jeśli policzymy literę ha ه jako podwójną, dokładnie wskazują na datę obecnego oraz przyszłego roku. Wskazuje to na fakt, że wybawieniem od owych strat, szczególnie duchowych, są wiara (ar. iman) i dobre uczynki. Ukryte znaczenie owej frazy podkreśla, iż jedyną przyczyną owej straty są niewiara (ar. kufr), zaprzaństwo, niewdzięczność będąca brakiem wiary, występek i rozpusta.
Ukazuje to wspaniałość i świętość sury Al-'Asr, a także fakt, że choć jest tak krótka, zawiera ona wielce rozległe skarbce prawdy i sprawia, że składamy podziękowania Wszechmocnemu Bogu.
Zaiste, powodem, dla którego światu islamu oszczędzono strat tego stulecia podczas potwornej drugiej wojny światowej, były wiara i dobre uczynki, które zaleca Koran. Tak samo cierpienie i głód, jakie spotkały ubogich, były spowodowane tym, że nie uczestniczyli oni w słodkim głodzie postu, zaś strata, jaka spotkała ich majątek, wynikała z tego, że zajmowali się spekulacją miast dawać jałmużnę (ar. zakat). Nauczając
prawdy świętych słów: اِلَّا الَّذ۪ينَ اٰمَنُوا z wyjątkiem tych, którzy uwierzyli, poprzez swe lekcje, które przeniknęły do serc setek tysięcy ludzi w najbardziej niezwykły sposób oraz dzięki metodom dociekania, Traktaty Światła ocaliły Anatolię od stania się polem bitwy. Dowodem tego jest wiele oczywistych znaków, przekonanie ludzi prawdy, a także dociekania tysięcy uczniów Traktatów Światła.
Moi drodzy, wierni bracia!
Przysłano nam pięćdziesiąt do sześćdziesięciu kopii spisanych przez młodych i niewinnych uczniów Światła. Zebraliśmy je w trzech tomach i spisaliśmy imiona niektórych spośród owych niewinnych uczniów, jak na przykład: Omer, lat 12; Bekir, lat 9; Huseyin, lat 11; Hafiz Nebi, lat 14; Mustafa, lat 14; Mustafa, lat 13; Ahmad Zeki, lat 13; Ali, lat 12; Hafiz Ahmed, lat 12... Wielu uczniów jest w podobnym wieku, a nie wszystkie imiona włączyliśmy do Traktatów, aby uniknąć wydłużenia owej listy. Wysłano nam niektóre z pism oraz lekcji otrzymanych przez owych młodych i niewinnych uczniów Światła. Zebraliśmy ich imiona w specjalnej tabeli.
Poważne dokładanie starań, jakie ukazali oni w tych czasach, pokazuje, że Traktaty Światła są duchową przyjemnością tak wielką i światłem tak przyciągającym, że przyjemność ze służby Traktatom przewyższa skuteczność wszelkich nagród i zachęca szkoły do tego, by uczniowie w klasach czytali Traktaty Światła. Tym, co sprawia, że dzieci z pasją służą Traktatom Światła, są przyjemność, radość i wsparcie, jakich dostarczają Traktaty.
To ukazuje, że Traktaty Światła rozpościerają swoje korzenie. In sza'a-llah, nic i nigdy nie będzie w stanie ich wyrwać, a Traktaty zwyciężą dla pokoleń, które nadejdą. Jak owe niewinne dzieci, tak nawet niepiśmienni ludzie starsi, którzy dołączyli do przyciągającego kręgu Traktatów Światła po ukończeniu czterdziestu czy pięćdziesięciu lat, rozpoczęli spisywanie ich przez wzgląd na Traktaty Światła. Do dwóch
lub trzech zbiorów włączyliśmy spisane przez nich czterdzieści czy pięćdziesiąt fragmentów. Owi niepiśmienni ludzi starsi, a do pewnego stopnia również pasterze i dzielni mężczyźni, ukazali w tym czasie i w krańcowo osobliwych warunkach żarliwe starania na rzecz Traktatów Światła, dając im pierwszeństwo przed wszelkimi innymi rzeczami.
To ukazuje, że w tej epoce Traktaty Światła są potrzebne bardziej niż chleb. To sprawia, że żniwiarze, farmerzy, pasterze i inni dzielni bracia przedkładają pracę na rzecz Traktatów Światła ponad swe podstawowe potrzeby, ukazując w ten sposób prawdomówność Traktatów. Przy ostatnich sześciu tomach, a także przy niektórych częściach niniejszego tomu, doświadczyłem wielkich trudności przy sprawdzaniu fragmentów spisanych przez owych niewinnych i starszych niepiśmiennych ludzi. Nie miałem wystarczająco dużo czasu. Duchowo zostało mi oznajmione, co znaczy:
Nie trudź się! Ponieważ ich charakteru pisma nie można odczytać szybko, zmusza to ludzi spieszących się do tego, by czytali powoli i uważnie, dzięki czemu swój udział mogą otrzymać umysł, serce i dusza. W przeciwnym razie swój udział otrzymałby jedynie umysł, zaś pozostałe zdolności pozostałyby bez pożywienia.
Traktaty Światła nie powinny być czytane tak, jak czyta się księgi innych nauk, ponieważ zawarta w nich nauka o potwierdzonej wierze (tur. iman-i tahqiqi)\nie jest podobna do innych nauk i osiągnięć. Traktaty są pożywieniem i światłem dla wielu ludzkich zdolności prócz umysłu (ar.~'aql).
Podsumowując: W niedoskonałym charakterze pisma niepiśmiennych ludzi starszych zawarte są dwie korzyści.
Po pierwsze: Zmusza on do starannego i uważnego czytania.
Po drugie: Sprawia, że ludzie studiują lekcje słodkich i głębokich kwestii Traktatów Światła, jakie otrzymują od ich niewinnych, czystych i szczerych języków, pozostając w przyjemnym stanie zadziwienia.
Moi drodzy, wierni bracia!
Opierając się na tajemnicy odmawianego po modlitwie tasbih, mówię, że źródłem duchowego natchnienia jest intencja i wyobrażenie wstąpienia do wielkiego kręgu recytacji Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) poprzez wychwalanie Boga (ar. tasbih), wspominanie Go (ar. zikr) i powtarzane głoszenie jedności Jedynego (ar. tahlil), jakie znajdują się w tasbih. Ten, kto dołącza do wspominania i wychwalania Boga, zajmuje swe miejsce w kręgu wychwalania Go przez Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), rozległym jak orbita tego świata. Ponadto my również mamy swój udział w suplikacjach (ar. du'a) i dobrych uczynkach, a mówiąc "amen" po suplikacjach tysięcy niewinnych języków błogosławionych ludzi starszych, którzy odebrali swe lekcje i dokładają starań w rozległej świetlistej sferze Traktatów Światła, jesteśmy na wieki szczęśliwi, jakbyśmy pokonali dzielącą nas od nich odległość w wyobraźni, intencji i myśli, i postrzegamy samych siebie tak, jakbyśmy stali z nimi ramię w ramię. Znalezienie tak cnotliwych duchowych dzieci i setek Abdurrahmanów [14], szczególnie na ostatnich etapach mego życia, jest dla mnie niebem na ziemi.
Ostatniego miesiąca ramadan zaświadczyłem w stopniu pewności równej naocznemu świadectwu (ar. 'ajna-l jaqin) i pewności równej prawdzie (ar. haqqa-l jaqin) wspaniałe rezultaty osiągnięte przez wszystkich braci, którzy podczas mej choroby działali w moim imieniu chociaż przez jedną godzinę. Starania owych niewinnych uczniów i błogosławionych ludzi starszych, a także ich nauczycieli, których suplikacje (ar. du'a) nie mogą zostać odrzucone, ukazały mi już na tym świecie wieczne rezultaty mej służby Traktatom Światła.
A On jest Przedwieczny i pozostanie na wieki.
W zamian za wspaniałe nagrody i zyski, a także za wartościowe efekty przyznane jako zapłata swym wiernym i niezłomnym uczniom, Traktaty Światła oczekują od nich całkowitej, czystej wierności oraz stałej i niezachwianej wytrwałości.
Zaiste, dwadzieścia tysięcy ludzi może potwierdzić poprzez własne doświadczenia, że Traktaty Światła zapewniają osiągnięcie w ciągu zaledwie piętnastu tygodni, a niekiedy w ciągu jedynie piętnastu dni, tak silnej potwierdzonej wiary, jaką w medresie można osiągnąć w ciągu piętnastu lat.
Ponadto bazując na zasadzie "współuczestnictwa w uczynkach życia ostatecznego" zapewniają one nagrody w pełni wypłacane każdego dnia, a to poprzez przyjmowane suplikacje (ar. du'a), wypowiadane tysiącami czystych języków wszystkich ich uczniów, a także nagrodę za wszystkie dobre uczynki wykonane przez każdego z cnotliwych ludzi. Dowodem tego są trzy przykłady cudotwórstwa i uznanie Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), pochwały i wsparcie oznajmione przez dotyczące tego, co niewidzialne, cuda Szejka Al-Gajlaniego, noszącego przydomek Ghałs al-A'zam, a także stanowcze wskazówki Koranu, owej Księgi cudownej wystawy. Dowodzą one z całą pewnością tego, że owi uczniowie o czystych duszach staną się ludźmi szczęśliwości i ludźmi Raju.
Tak wspaniałe nagrody zaiste godne są tego, by zapłacić za nie tak wysoką cenę.
Skoro taka jest prawda, zatem od ludzi prawdy, ludzi tariki i ludzi, którzy podążają ścieżkami sufich, znajdujących się blisko kręgu Traktatów Światła, oczekuje się, iż wkroczą do tego kręgu. Używając doświadczeń swej wiedzy i swych tarik, powinni oni pracować na rzecz umacniania Traktatów Światła, rozprzestrzeniania ich i wspierania ich uczniów. Powinni wrzucić swe ego, podobne bryle lodu, do stawu życia, aby rozpuściło się w owym kręgu. W przeciwnym razie, zapoczątkowując nowy ruch, poniosą stratę, a nie zdając sobie z tego sprawy, wyrządzą krzywdę temu prostemu i bitemu traktowi Koranu, pośrednio wspierając ateistów.
Pokój, miłosierdzie Boga i Jego błogosławieństwo niechaj będą z wami zawsze i na wieki.
Moi drodzy, wierni bracia!
Strzeżcie się! Strzeżcie się, by nie podzieliły was prądy tego świata, zwłaszcza prądy polityczne, a spośród nich szczególnie prądy cudzoziemców. Nie pozwólcie, aby grupy ludzi zbłądzenia zjednoczyły się wobec was, by was rozproszyć. Nie okazujcie wrogości podobnemu do anioła przyjacielowi prawdy, nie miłujcie i nie wspierajcie przebiegłego przyjaciela polityki, pozwalając, by diabelska zasada, która mówi:
Miłujcie dla polityki i nienawidźcie dla polityki
zastąpiła zasadę miłosierdzia, mówiącą:
Miłujcie dla Boga i nienawidźcie dla Boga
Nie uczestniczcie duchowo w ich zbrodniach, poprzez stronniczość łaskawie traktując ich tyranię.
Zaiste, polityka tej epoki sprawia, że serca stają się zepsute, i jest męczarnią dla ludzi, których dusze mają wybuchowe usposobienie. Ktokolwiek poszukuje spokoju serca i komfortu duszy, powinien wyrzec się polityki.
Z powodu udziału w owym nieszczęściu każdy człowiek na obliczu ziemi doznaje męki, jest nieszczęśliwy i cierpi na sercu, duszy, umyśle lub ciele. Szczególnie dotyczy to ludzi zbłądzenia i ludzi niedbalstwa, którzy żyją, będąc nieświadomymi powszechnego miłosierdzia Boga i niezrównanej mądrości Jego chwały. Będąc związanymi z całą ludzkością poprzez wrodzoną ludzką litość, ludzie prócz własnego cierpienia dręczeni są obecnymi cierpieniami i straszliwymi męczarniami ludzkości.
Porzucając w bezcelowy i trywialny sposób swój prawdziwy obowiązek, pozostawiając konieczne obowiązki poprzez zaciekawienie i zajmowanie się walką polityczną i sprawami tego świata, podążając za tymi kwestiami, ludzie ogłupiają swe dusze i czynią głupców z własnych umysłów. Wedle podstawowej zasady, mówiącej:
, co oznacza:
"Nie okazuj litości temu, kto dobrowolnie przyjmuje szkodę", tracą prawo do litości i miłosierdzia. Nie powinno się współczuć im ani też odczuwać dla nich litości, jako że bez żadnej potrzeby sami ściągają na siebie kłopoty.
Uważam, że tymi, którzy są w stanie ocalić i zachować spokój serca i rozsądek duszy wśród pożarów i burz tego świata, są jedynie prawdziwi ludzie wiary (ar. ahl al-iman), ludzie polegania na Bogu (ar. ahl at-tałakkul) i poddania się Jego woli. W wyniku tego faktu ludzie ocalający samych siebie to przeważnie ci, którzy wkraczają do kręgu Traktatów Światła, ponieważ poprzez światło i wizję, jakie otrzymują z lekcji Traktatów Światła, widzą oni w każdej rzeczy oznaki i wyrażenia Bożego miłosierdzia i zaświadczają doskonałą mądrość Boga i chwałę Jego sprawiedliwości widoczne w każdej rzeczy. Całkowicie poddając się i podporządkowując Bogu, z uśmiechem witają oni nieszczęścia, które są działaniem Bożego panowania nad każdą rzeczą (ar. rububijja), uśmiechając się i ukazując poddanie się woli Boga. Nie rozciągając swego miłosierdzia ponad miarę miłosierdzia Boga, unikają cierpienia, udręki i bólu.
W konsekwencji tej prawdy, jak potwierdzają to niezliczone doświadczenia, ci, którzy poszukują szczęścia i przyjemności życia ostatecznego wraz z przyjemnością tego świata, mogą znaleźć je w lekcjach wiary i Koranu zawartych w Traktatach Światła.
LIST NAPISANY PRZEZ MEHMEDA FEYZIEGO, KTÓRY PRZEZ OSIEM LAT SŁUŻYŁ BEDIUZZAMANOWI W KASTAMONU, ORAZ PRZEZ EMINA, NAJBARDZIEJ CNOTLIWEGO SPOŚRÓD UCZNIÓW ŚWIATŁA
Nasz umiłowany, najbardziej cnotliwy, szanowny Nauczycielu, Effendi!
Po pierwsze: Winszujemy ci z okazji Nocy Wniebowstąpienia, całujemy twoje dłonie i prosimy, abyś wybaczył nam nasze winy.
Tym, którzy są ciekawi życia naszego Nauczyciela i pragną je zrozumieć, mówimy: Prawdziwa historia życia Nauczyciela i prawdziwa natura Traktatów Światła zostały wyrażone poprzez cudowne znaki trzydziestu trzech wersetów Wszechmądrego Koranu, poprzez wskazówki cudów Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), zawarte w jego dziełach Al-Dżaldżalutija i Arjuza, a także przez dobrą nowinę, o jakiej oznajmił Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona).
Ci, którzy pragną poznać zbiorową osobowość duchową naszego Nauczyciela, powinni przestudiować traktaty Wskazówki Koranu (tur. Isharati Qur'aniya), Cuda Imama 'Alego (tur. Keramat-i Alawiya) i Cuda tego, który był Wspomożeniem (tur. Keramat-i Ghawthiya), jak również inne części Traktatów Światła. Jednakże nasze najbardziej niezachwiane przekonanie w temacie Nauczyciela jest następujące:
Ukazując Imię Boga "Światło" (ar.An-Nur) i Imię Boga "Wszechmądry" (ar. Al-Hakim), jako wielki mistrz nauk, szanowny Bediuzzaman oznajmia ludzkości wiedzę i prawdy, którymi został obdarowany, a które pochodzą ze skarbca Wszechmądrego Koranu, aby wyrazić swą wdzięczność za tak wspaniały dar (...). Poprzez własne uczynki uosabiał on moralność Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), pozostawił przeszkody duszy oraz jej pragnienia i przeżył to stulecie, reprezentując najbardziej wyróżniającą się, wybitną i wyjątkową moralność. Aż do tej pory przez całe swe życie żył ze zdumiewająco wzniosłymi zapałem, spokojem, uczciwością i skromnością. Bogactwo jego serca, poleganie na Bogu (ar. tałakkul) i zadowolenie z tego, co posiada, są wyjątkowe;
jego środki do życia i ubranie - nadzwyczaj proste; jego moralność - nadzwyczajna. Nie ukazuje on nawet najdrobniejszej skłonności do tego świata ani umiłowania go.
Ponadto zachował dostojeństwo wiedzy w taki sposób, że najważniejszą zasadą swego życia uczynił to, aby nigdy i przed nikim nie wyrażać swych potrzeb. Choć świat łaskawie zwrócił się ku niemu, nasz Nauczyciel odwrócił od niego swoją twarz. Odnośnie do swego zaopatrzenia z pomocą Wszechmocnego Boga w każdym czasie zachował swą godność i czystość; odrzucił jakiekolwiek datki, jałmużnę (ar. zakat) i prezenty. Byliśmy świadkami tego, jak sprzedał swą kołdrę, aby opłacić czynsz za dom, w którym mieszkał, a nawet wtedy pod żadnym warunkiem nie przyjmował podarunków.
Ponadto nasz Nauczyciel nigdy nie jest zadowolony z pretensjonalności i arogancji i nakazuje swoim uczniom, aby nie byli skrępowani przez ograniczenia pretensjonalności. Naucza nas tego, że "pretensjonalność jest złem wedle szariatu i wedle mądrości, ponieważ umiłowanie pretensjonalności prowadzi do przekraczania granic. Ludzie, którzy są pretensjonalni, nie będą w stanie ocalić samych siebie przed ostentacyjnym i chełpliwym zachowaniem, które jest oznaką egocentryzmu, a także przed ulotną pozycją chłodnej hipokryzji. W obu tych przypadkach szczerość intencji (ar. ichlas) poniesie szkodę".
Nasz Nauczyciel jest również najbardziej skromny. Poważnie wystrzega się bodźców wyższości, dominacji oraz pragnienia sławy. Jego osobowość i czyste usposobienie są ponad tak irytujące rzeczy. Wszystkich, a szczególnie starców, dzieci i biedaków, traktuje ze szczerym braterstwem, życzliwością i serdecznością. Z jego błogosławionej twarzy bije blask dostojeństwa połączonego z powagą i radością. Gesty życzliwości i zażyłości można zobaczyć u niego razem z przejawami dostojeństwa. Przez cały czas uśmiecha się, jednak niekiedy w wyniku wymagań stanu, jaki ukazuje, jego dostojeństwo i majestat stają się widoczne do tego stopnia, że gdyby ktoś znajdujący się obok niego chciał coś powiedzieć, poczułby się tak, jakby jego język był związany, a jego słowa stały się niezrozumiałe. Pokornie doświadczyliśmy tego wiele razy.
Zwyczajem naszego Nauczyciela jest mówić niewiele, jednakże kiedy przemawia, czyni to z elokwencją. Zgodnie z zasadą mądrości jego mowa i jego słowa zawsze są głębokie i racjonalne.
Nasz Nauczyciel nigdy nikogo nie zniesławia ani też nie pozwala na to, by ktoś w jego pobliżu plotkował. Nigdy nie był zadowolony z takich rzeczy i zawsze ukrywał winy oraz błędy innych. Myśli o ludziach tak
przychylnie, że gdyby ktoś przekazał złe słowa wypowiedziane o nim przez kogo innego, powiedziałby: "Niech Bóg uchroni, to kłamstwo! Człowiek, o którym twierdzisz, że tak powiedział, nigdy nie wyraziłby się w taki sposób!"
Nasz Nauczyciel tak umiejętnie dokłada starań w walce ze swoją duszą (ar. nafs), że nigdy nie służył jej przyjemnościom. Jadł i spał tak niewiele, że nie wystarczyłoby to dla jednego człowieka. Nocami, w wyjątkowej pokorze, oddawał cześć Bogu aż do świtu, a owo przyzwyczajenie nie zmieniało się czy to w lecie, czy to w zimie. Nigdy nie porzucił modlitwy nocnej (ar. tahadżdżud), suplikacji czy litanii. Zaprawdę, podczas świętego miesiąca ramadan, kiedy był poważnie chory, nie jedząc przez sześć dni utrzymywał post i nie zrezygnował z walki prowadzonej poprzez akty czci. Jego sąsiedzi zawsze mówili: "Przez osiem lat podczas letnich i zimowych nocy słuchaliśmy przejmującego brzmienia suplikacji Nauczyciela, jakie odmawiał o tej samej porze każdej nocy, aż do świtu. Byliśmy zdumieni jego niesłabnącą i nieprzerwaną walką".
Ponadto nasz Nauczyciel zgodnie z prawem szariatu praktykował nadzwyczajną czystość. Zawsze pozostawał w stanie czystości (ar. łudu) i nigdy nie spędzał czasu bezczynnie. Albo był zajęty spisywaniem lub poprawianiem Traktatów Światła, albo czytaniem suplikacji Wielka tarcza (ar. Dżałszan al-Kabir), albo też zanurzał się w oceanie kontemplowania Wszechmocnego Boga i w stanie oddawania Mu czci, wybijając pokłony. Podczas lata zwykł udawać się do górskiego lasu, daleko od miasta, gdzie często odwiedzaliśmy Nauczyciela. Po drodze poprawiał ręcznie spisane kopie Traktatów Światła, uważnie słuchając traktatów, które odczytywaliśmy mu my, jego słabi uczniowie, a równocześnie poprawiając błędy w tych traktatach, które odczytywaliśmy. Jeśli nie był tym zajęty, dawał nam lekcje pochodzące z jego starszych dzieł. Zatem nawet kiedy był w drodze, spędzał swój błogosławiony czas na wykonywaniu swych obowiązków. Tak, potwierdzamy, że łagodna mowa naszego Nauczyciela i słodycz jego życzliwości dawały blask tak wielki, że ktoś, kto podróżowałby ową drogą przez cały dzień, słuchając jego lekcji, nigdy nie poczułby znużenia.
Ponadto nasz Nauczyciel zawsze przedkładał służbę Traktatom Światła ponad wszystko inne. Mówił: "Od dwudziestu lat nie studiowałem ani nie miałem przy sobie innej księgi prócz Wszechmądrego Koranu i Traktatów Światła. Wystarczały mi Traktaty Światła". Tak, cóż jest potrzebne prócz Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, jeśli Ten, Który zsyła wszystkie dary, natchnął oświecone serce wszystkimi prawdami Koranu poprzez
powszechną inspirację? Ci, którzy mają co do tego wątpliwości, mogą zbadać Traktaty Światła.
Poprzez pisma Traktatów Światła Wszechmocny Bóg obdarował naszego Nauczyciela przymiotem geniuszu, jakim niewielu ludzi zostało zaszczyconych. Każdy ze zdumiewających Traktatów Światła powstał w odległych krajach, podczas choroby, w górach i sadach, bez pomocy skrybów, przy przezwyciężeniu niemożliwych do zniesienia, ciężkich warunków i tak wielu widocznych przeszkód na drodze do tego, by pomyślnie dotrzeć do celu i pomóc wiernym. Jednakże al-hamdu li-llah za to, że dzięki Bożej pomocy nasz Nauczyciel został w zdumiewający sposób obdarowany nadzwyczajnym sukcesem.
W konsekwencji owej tajemnicy Bóg sprawił, że wszechświat stał się dla Nauczyciela niebiańską księgą, zaś ziemia stronicą, a on sam został obdarowany zdolnością odczytania ich poprzez odkrycie i świadectwo mające stopień pewności równej prawdzie (ar. haqqa-l jaqin). Stworzenie przez niego tak uświęconego dzieła było absolutną łaską Boga.
Kiedy można było spodziewać się tego, że ludzkość pochwali takiego człowieka, który pracował na rzecz rozprzestrzenienia prawdy poprzez Traktaty Światła, zachęcające ludzkość do wzniesienia się ku najwyższym poziomom poznania Boga (tur. marifetu-llah) poprzez wyrażanie prawd i wiedzy jasnych znaków [15] zawartych w Koranie, owej Księdze cudownej wystawy, poprzez objaśnianie funkcji i znaczeń znaku Bożego stworzenia zapisanego w wielkiej księdze wszechświata, poprzez dzieło tak zachwycające i drogocenne, że za zezwoleniem Boga jest ono w stanie ożywić więdnące serca... Jakież to dziwne, że ludzie mieli odwagę do tego, by zatruć tego człowieka poprzez swe skargi na niego, że mieli czelność obrzucić go kamieniami!
Zgodnie z tajemnicą słów:
Ludzie najbardziej dotknięci nieszczęściem to prorocy, następnie prawi mężowie, i tak dalej, jako że to Boża mądrość sprawia, iż ludzie będący dziedzicami proroków cierpią wszelkie nieszczęścia, zatem jak ludzie z owej błogosławionej grupy, tak nasz Nauczyciel stał się celem tak wielu nieszczęść. Zaprawdę, kiedy po raz pierwszy przybył do Kastamonu, niektóre dzieci podburzone przez pewnego nieszczęsnego człowieka obrzuciły go kamieniami, kiedy zamierzał umyć się przy fontannie. Jednakże nasz Nauczyciel zawsze okazywał wspaniałą cierpliwość i hart ducha wobec męczarni i cierpień, jakie mu zadawano. Posiadając czystość umysłu i spokój serca, nie okazując żadnego zagniewania na owe dzieci,
pomodlił się za nie, mówiąc: "Sprawiły one, że odkryłem pewną subtelną kwestię z doniosłego wersetu sury Ja, Sin". Dzięki błogosławieństwom suplikacji (ar. du'a) naszego Nauczyciela owe dzieci, zdumione tak samo jak my, później osiągnęły stan, w którym gdziekolwiek tylko widziały Nauczyciela, biegły do niego i całując jego ręce, prosiły, by się za nie pomodlił.
Nasz Nauczyciel posiada wiele nadzwyczajnych i zdumiewających stanów, a pierwszym i najważniejszym spośród nich są Traktaty Światła. Tak, wyznajemy, że nasz Nauczyciel bardzo często wiedział, co znajduje się w naszych sercach, i ostro napominał nas w kwestiach, z których sami nie zdawaliśmy sobie sprawy. Zadziwiał nas fakt, że z biegiem dni doświadczaliśmy dokładnie tego, przed czym ostrzegał nas Nauczyciel.
Kiedy wraz z naszym Nauczycielem udawaliśmy się w góry, zanim nadchodził czas powrotu do miasta, Nauczyciel nagle wstawał i polecał nam, byśmy wracali. Kiedy pytaliśmy go o powód tej decyzji, mówił: "Powinniśmy spieszyć z powrotem, gdyż oczekuje się od nas, że będziemy służyć Traktatom Światła". Po powrocie zawsze okazywało się, że albo oczekuje na nas ważny uczeń Światła, albo też sąsiedzi informowali nas o człowieku, który wielokrotnie o nas pytał.
Innego dnia pewna błogosławiona dama , której przodkiem był uczeń Maulany Chalida [16] zwany Kucuk Asik, przysłała naszemu Nauczycielowi szatę Maulany Chalida, którą przechowała przez wiele lat, by stała się ona znakiem błogosławieństw miesiąca ramadan. Nasz Nauczyciel szybko polecił bratu Eminowi, aby wyczyścił szatę, i zaczął wychwalać Wszechmocnego Boga za ten dar. Zadziwiony Feyzi pomyślał: "Owa dama przysłała tę szatę pod warunkiem, że zwrócę ją po dwudziestu dniach, dlaczego więc mój Nauczyciel uważa ją za swoją?" Później Feyzi ponownie zobaczył tę damę, która powiedziała mu: "Ponieważ Nauczyciel nie przyjmuje podarunków, sprezentowałam mu szatę w taki sposób, aby być może rozważył zmianę swego zwyczaju w tym jednym wypadku. Ów depozyt należy zatem do niego. Obyśmy mogli poświęcić dla niego nasze życie", wybawiając tym samym naszego brata od jego zdumienia.
Zaiste, powiedziano, że przyjęcie przez naszego błogosławionego Nauczyciela owej szaty było postrzegane przez niego jako znak tego, że został mu powierzony obowiązek ożywienia religii. Tak właśnie się stało, ponieważ w prawdziwym hadisie powiedziano:
Szanowny Maulana Chalid urodził się w roku 1193, a nasz szanowny Nauczyciel w roku 1293. Pełne objaśnienie tego hadisu można znaleźć w traktacie Cuda tego, który był Wspomożeniem (tur. Keramat-i Ghawthiya).
Teraz i wówczas Nauczyciel mówił , wskazując szczególnie na Feyziego: "Czeka cię kara! Spadnie na ciebie cios i zostaniesz uwięziony", wskazując w ten sposób na nasze uwięzienie w Denizli, jak również ostrzegając nas poprzez inspirację przed pewnym doniosłym wydarzeniem. Niedługo potem rzeczywiście doszło do tego, co przepowiedział nasz Nauczyciel. Przed wydarzeniami w więzieniu Denizli ponownie powiedział on: "Moi bracia, od dawna nie pozostawałem w jednym miejscu dłużej niż przez osiem lat. Teraz minęło osiem lat, odkąd tu przybyłem. Tego roku albo umrę, albo zostanę przeniesiony w inne miejsce", przekazując w ten sposób wieść o tym, iż opuści on Kastamonu. Ponadto przed nieszczęściem więzienia Denizli nasz Nauczyciel powiedział nam: "Moi bracia, przeczuwam nadchodzący atak w wielu aspektach. Powinniście zachować szczególną ostrożność". Niedługo potem pewien stary hodża ze Stambułu nieświadomie sprzeciwił się pewnej kwestii zawartej w jednym z traktatów. Później były naczelnik urzędu do spraw fatł, szanowny Ali Riza Effendi, odrzucił ów sprzeciw i jednoznacznie potwierdził prawdomówność Traktatów Światła.
...Po chwili spłoszone zwierzę zraniło naszego Nauczyciela w nogę. Cierpiał on ból przez całe miesiące, a obowiązki aktów czci oraz uświęconej służby Traktatom Światła mógł wykonywać jedynie z wielką trudnością. Kiedy cierpiał z powodu nadzwyczaj ciężkiej choroby, będącej wynikiem straszliwej próby otrucia go, jaką zarządzono w górach, rozpoczęło się uwięzienie w Denizli.
Jednakże nawet w tak wyniszczającym położeniu ów wielki człowiek pozostał nieustępliwy, pełen zapału, wytrwały i zachował wielką cierpliwość, nigdy nie okazując opieszałości w służbie wierze i Koranowi. Ukazywał największe poświęcenie w wykonywaniu obowiązków oddawania czci Bogu. Przed naszym aresztowaniem Nauczyciel wielokrotnie powtarzał: " Ahl ad-dunja nie powinni wtrącać się do spraw Traktatów Światła, a jeśli tak uczynią, spadną na nich nieszczęścia". Zaprawdę, każdy wie, że kiedy tylko uczniowie Światła zostali aresztowani, ujrzeliśmy w wielu miejscach początek owych nieszczęść, trzęsień ziemi i chorób. Trzęsienia ziemi trwały w wielu miejscach takich jak Kastamonu aż do czasu, kiedy prawda Traktatów Światła zwyciężyła i przyznano, że przynoszą one korzyści krajowi.
Zaprawdę, historyczna cytadela górująca nad Kastamonu (która była medresą dla niektórych Traktatów Światła) z tęsknoty za Traktatami Światła i ich autorem, naszym Nauczycielem, wyraziła swój lament, zrzucając na ziemię najbardziej solidnie osadzone z jej kamieni, co namacalnie udowodniło fakt, że przesłanie naszego Nauczyciela pochodzi ze świata tego, co niewidzialne.
Przed naszym aresztowaniem Nauczyciel powiedział:
"Istnieje straszliwy plan zaatakowania Traktatów Światła, lecz nie martwcie się. Dobra wiadomość mówi o tym, że Boża pomoc przyjdzie nam na ratunek, a jest ona następująca:
Dziś otworzyłem zbiór Hizb al-a'zam an-nuri, by go czytać, kiedy nagle moją uwagę zwrócił werset:
[18] , który duchowo powiedział: 'Spójrz na mnie!' Spojrzałem zatem i ujrzałem, że pośród wielu poziomów jego znaczenia, a szczególnie poprzez znaczenie, na które wskazuje, jak również przez znaczenie numeryczne (zgodne z nauką dżafr), wskazuje on zarówno na znaki owego nieszczęścia, jakim będzie więzienie, jak również na wiadomość o naszym uwolnieniu".
Na dziewięć miesięcy przed tym, jak sąd w Denizli podjął decyzję o naszym uniewinnieniu, Nauczyciel bez wahania ujął w słowa ów klejnot, który otrzymał ze skarbca wersetu Koranu, a także poprzez swe odkrycie (ar. kaszf) wskazał na doniosłą cudowność owego wersetu. Owe dobre wiadomości uradowały nas i dały słabszym uczniom źródło duchowej siły, której potrzebowali.
Całkowite objaśnienie tego wersetu można znaleźć w mowie obrończej z Denizli i w dodatku do owej mowy.
Będąc rzadkim klejnotem naszych czasów, Nauczyciel był nadzwyczaj odważny i stanowczy, był heroldem prawdy, który odznaczał się nadzwyczajnym męstwem połączonym z wielką determinacją. Nigdy nie powstrzymał się od wyrażenia swych poglądów na drodze prawdy i nigdy nie lękał się nieżyczliwych wobec niego krytyków. Pewnego razu ujrzał, że nagrobek z wypisanym na nim słowem Bismi-llah (ar. w Imię Boga) został umieszczony w rynsztoku. W obecności sławnych na całym świecie i ważnych osobistości, kiedy nikt inny nie ośmielił się czegokolwiek powiedzieć, Nauczyciel przemówił, używając dość ostrych słów. Był niczym silna tama wzniesiona przeciw prześladowaniom. Ponadto ktokolwiek w tym mieście miał czelność, by skrzywdzić naszego
Nauczyciela lub wyrządzić krzywdę Traktatom Światła, tego spotkał żałosny koniec. Choć niektórzy z tych ludzi oprzytomnieli i ujrzeli prawdę, to inni cierpieli z powodu kary. Niektóre z owych wydarzeń opisane są w "dodatkowych listach" (tur. Lahikasi).
Podsumowując, nie jest możliwe, by biedni ludzie tacy jak my postąpili sprawiedliwie, próbując opisać i objaśnić atrybuty wielkości i piękno moralności naszego błogosławionego Nauczyciela. Najpiękniejszy Stwórca, Któremu należy się wszelka chwała (ar. Chaliqi Zu'l-Dżalal ła Zu'l-Kamal), stworzył naszego Nauczyciela jako wyjątkowy byt i uczynił go wcielonym Bożym przewodnictwem. Jakąż szczęśliwością jest dla człowieka to, że może uczestniczyć w służbie Koranowi i wierze poprzez Traktaty Światła, którym Nauczyciel służył z takim zapałem, polecając je i zachęcając innych do tej służby, że otrzymał od Traktatów Światła ich lekcje!
Poprzez cały czas pobytu w naszym mieście Nauczyciel nieprzerwanie dążył do publikowania prawdy i używał całej swej błogosławionej energii, by przynieść światło, które posłuży naszemu szczęściu. Całym naszym jestestwem błagamy Najbardziej Miłosiernego i Najbardziej Litościwego (ar. Arhamar Rahimin) o to, by w Dniu Zmartwychwstania wskrzesił nas wraz z naszym Nauczycielem, który ukazuje prawdę hadisu: اَلسَّع۪يدُ سَع۪يدٌ ف۪ى بَطْنِ اُمِّه۪ , który jest skarbcem wiedzy i nauki, cudem wysławiania się, najwybitniejszym uczonym i cudem tej epoki, z Bediuzzamanem Saidem Nursim, który owego strasznego Dnia wyciągnie swą dłoń wypełnioną światłem i ujmie nasze dłonie, by zabrać nas przed oblicze naszego Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), in sza'a-llah!...
KILKA SŁÓW O NAJWIĘKSZYM ZNAKU
W Kastamonu Nauczyciel Bediuzzaman napisał wspaniały traktat Największy Znak (tur. Ayetu'l-Kubra), który dowodzi jedności Wszechmocnego Boga językami wszystkich istot wszechświata.
Nasz Nauczyciel określał ten traktat jako "prawdę Koranu i wielką zaporę wzniesioną przeciwko obecnemu przerażającemu zniszczeniu". Spisał go w pośpiechu, w formie, w jakiej został on oznajmiony jego sercu, a oryginalna forma owego traktatu została zachowana. Nauczyciel powiedział: "Pisząc ów traktat, czułem się tak, jakby odbywało się to niezależnie od mej woli i wyboru, zatem nie uważałem za stosowne, aby uporządkować go i skorygować wedle mych własnych myśli".
Kopie owego traktatu były początkowo drukowane w tajemnicy i stały się przyczyną, dla której Nauczyciel i jego uczniowie otrzymali wyroki więzienia. Jednakże po trwającym dwa lata śledztwie przeprowadzonym przez Sądy Karne w Denizli i Ankarze Traktaty zostały jednogłośnie uniewinnione i zwrócone Bediuzzamanowi.
W swej wizji, dla której znane było to, co niewidzialne, Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) dostrzegł ów traktat, w swym dziele Qasidah Al-Dżaldżalutija wskazał na jego znaczenie i na fakt przyjęcia go przez Boga, zaś poprzez frazę: وَ بِالْاٰيَتِ الْكُبْرٰى اَمِنّ۪ى مِنَ الْفَجَتْ Przez wzgląd na Największy Znak, ocal mnie od zguby, uczynił go orędownikiem w swych suplikacjach (ar. du'a).
Uwolnienie Nauczyciela i jego uczniów po szczegółowym dochodzeniu w sprawie Największego Znaku ukazuje, że suplikacja Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) została przyjęta przez Boga.
Dla udaremnienia prób wyrządzenia poważnych szkód wierze muzułmanów, podjętych w tym stuleciu przez prądy zbłądzenia, uważamy za właściwe załączenie w tym miejscu owej prawdy Koranu i wielkiego muru wiary.
Największy Znak
[20]
Niniejsza Stacja Druga, prócz objaśnienia powyższego wzniosłego wersetu, przedstawia dowody, argumenty oraz znaczenia Stacji Pierwszej, która została pominięta.
Jako że ten wzniosły werset, podobnie jak wiele innych wersetów koranicznych, na początek wspomina o niebiosach - o owej olśniewającej stronicy głoszącej Bożą jedność, na którą wszyscy ludzie wszystkich czasów spoglądali z podziwem i radością - w swym oświadczeniu dotyczącym Stwórcy kosmosu, my również rozpocznijmy od wspomnienia niebios.
Zaiste, każdy podróżnik, który przybywa do gospody i królestwa tego świata, otwiera oczy i zastanawia się, kto jest panem tej pięknej gospody, która przypomina wydaną z największą hojnością ucztę, najbardziej kunsztowną wystawę, najbardziej imponujący obóz i poligon, najbardziej zdumiewające i cudowne miejsce wypoczynku, miejsce najbardziej głębokich i mądrych nauk. Pyta również sam siebie, kto jest autorem tej wielkiej księgi i kto jest władcą tego wyniosłego królestwa. Wówczas jako pierwsze ukazuje się owemu podróżnikowi piękne oblicze niebios, zapisane pozłacanym pismem gwiazd. Owo oblicze wzywa go, mówiąc: "Spójrz na mnie, a poprowadzę cię ku temu, czego poszukujesz".
Podróżnik spogląda zatem i widzi przejaw wszechwładzy, wykonującej w niebiosach rozmaite zadania: utrzymuje ona wysoko w niebiosach, bez jakiegokolwiek filaru czy podpory, setki tysięcy ciał niebieskich, a niektóre z nich są tysiąc razy cięższe od Ziemi i obracają się z prędkością tysiąc razy większą od prędkości kuli armatniej; sprawia, że poruszają się one szybko i we właściwej harmonii, nie zderzając się z innymi; sprawia, że niezliczone lampy nieustannie płoną, nie potrzebując żadnej oliwy; zarządza owymi wielkimi masami bez jakiegokolwiek zamieszania czy nieporządku; wysyła słońce i księżyc, by wykonywały wyznaczone im zadania, a owe wielkie ciała niebieskie nigdy się nie buntują; zarządza w nieskończonej przestrzeni - której wielkości nie można wymierzyć liczbami, nawet gdyby rozciągały się od bieguna do bieguna - wszystkim, co istnieje, czyniąc to w tym samym czasie, z tą samą siłą, w ten sam sposób, w tym samym stylu i wedle tej samej formy, bez najmniejszego niedostatku; sprowadza do poddania się i posłuszeństwa jej prawom wszystkie siły tkwiące w owych ciałach niebieskich; czyści oblicze niebios, usuwając z owego wielkiego zgromadzenia wszelkie śmiecie i nieczystości; sprawia, że ciała niebieskie manewrują niczym zdyscyplinowana armia, a następnie, sprawiając, że Ziemia się obraca, każdej nocy i każdego roku ukazuje niebiosa w innym kształcie, jakby były one ekranem kinowym ukazującym publiczności stworzenia prawdziwe lub zmyślone obrazy.
W owym działaniu Wszechwładnego zawarta jest prawda składająca się z podporządkowania, zarządzania, przemian, porządkowania, oczyszczania i zatrudniania. Ta prawda z jej wspaniałością i wszechstronnością niesie z sobą świadectwo konieczności istnienia i jedności Stwórcy niebios, a także zaświadcza, że istnienie owego Stwórcy jest bardziej widocznym niż istnienie niebios, stąd w Stopniu Pierwszym Stacji Pierwszej zostało powiedziane:
Następnie cudowne miejsce zgromadzenia, znane jako przestrzeń lub atmosfera, zaczyna grzmiącym głosem oznajmiać owemu podróżnikowi, który przybył na ten świat jako gość: "Spójrz na mnie! Dzięki mnie możesz odkryć i odnaleźć obiekt swoich poszukiwań - Tego, Który wysłał
cię tutaj!" Podróżnik spogląda w zagniewaną, lecz łaskawą twarz atmosfery i słucha straszliwych, lecz radosnych uderzeń gromu, dostrzegając, co następuje:
Zawieszone między niebem a ziemią chmury nawadniają ogród tego świata w najbardziej mądry i miłosierny sposób, zaopatrując mieszkańców ziemi w wodę życia, łagodzą naturalny żar życia i spieszą, by zesłać pomoc wszędzie, gdzie tylko jest ona potrzebna. Prócz wypełniania tych i innych obowiązków wielkie chmury, które mogłyby wypełnić całe niebo, niekiedy chowają się, a ich części oddalają się na spoczynek, aż nie można ujrzeć po nich nawet śladu, podobnie jak dobrze wyszkolona armia to ukazuje się, to ukrywa, zależnie od nagle przychodzących rozkazów.
Następnie, kiedy w jednej chwili zostaje wydany rozkaz spuszczenia deszczu, chmury gromadzą się w ciągu jednej godziny lub raczej w ciągu kilku minut, wypełniają niebo i oczekują na dalsze rozkazy od ich dowódcy.
Następnie podróżnik spogląda na wiatr w atmosferze i widzi, że powietrze jest mądrze i ze szczodrością zatrudnione przy wykonywaniu zadań tak licznych, jak gdyby nieożywione atomy nieświadomego powietrza słyszały i notowały rozkazy przychodzące od Władcy wszechświata; bez zaniedbania choćby jednego z owych zadań powietrze wykonuje je w uporządkowany sposób dzięki mocy Władcy. Skutkiem tego pozwala oddychać wszystkim istotom i transportuje do wszelkich żywych stworzeń światło, ciepło i elektryczność, których potrzebują, przewodzi dźwięki, jak również wspomaga zapylanie roślin.
Później podróżnik spogląda na deszcz i widzi, że w tych delikatnych, lśniących i słodkich kroplach, wysłanych z ukrytego skarbca miłosierdzia, znajduje się tak wiele litościwych podarunków i zawartych w nich funkcji, jakby samo miłosierdzie przybrało kształt deszczu i wypływało ze skarbca Wszechwładnego w postaci kropel. To z tego powodu deszcz został nazwany miłosierdziem.
Następnie podróżnik spogląda na błyskawicę i słucha grzmotu, widząc, że oba z tych zjawisk także są zatrudnione przy wykonywaniu cudownych zadań. Wtedy, odwracając wzrok, spogląda na swój własny rozum i mówi:
"Nieożywiona i pozbawiona życia chmura, która przypomina wyczesaną bawełnę, z całą pewnością nic o nas nie wie, a kiedy przybywa nam z pomocą, to nie dlatego, że lituje się nad nami. Nie może również pojawiać się i znikać bez rozkazów, jakie otrzymuje, lecz raczej działa zgodnie z rozkazami najbardziej Wszechmocnego
i Litościwego dowódcy. Najpierw znika bez śladu, a później nagle pojawia się ponownie, aby rozpocząć swoją pracę. Poprzez rozkaz i moc Czyniącego i Najbardziej Wzniosłego, Najbardziej Wspaniałego i Dostojnego Monarchy, wypełnia atmosferę, by później ją opróżnić. Mądrze zapisując niebo i wymazując ów wzór, czyni niebo tablicą usuwania i potwierdzenia, opisem zgromadzenia i zmartwychwstania. Poprzez koncept Najbardziej Szczodrego i Obdarowującego, Najbardziej Hojnego i Troskliwego Pana, Zarządzającego owymi sprawami i Rozporządzającego nimi Władcy, chmura dosiada wiatru, zabierając ze sobą ciężkie jak góry skarbce pełne deszczu, i spieszy z pomocą potrzebującym. Jest tak, jakby chmura płakała z litości nad nimi, a jej łzy sprawiały, że kwiaty się uśmiechają, łagodziły żar słońca, spryskiwały ogrody wodą, a także myły i czyściły oblicze ziemi".
Następnie ów zadziwiony podróżnik mówi do swego rozumu:
"Te setki tysięcy mądrze, miłosiernie i przemyślnie wyznaczonych zadań oraz aktów szczodrości i miłosierdzia, jakie mają swój początek za zasłoną zewnętrznego kształtu nieożywionego, pozbawionego życia, nieświadomego, zmiennego, niestabilnego, burzliwego, niepewnego i niestałego powietrza, jasno ustalają fakt, że pracowity wiatr, ów niestrudzony sługa, nigdy nie działa sam z siebie, lecz raczej zgodnie z rozkazami Wszechmocnego, Wszechwiedzącego, Najbardziej Mądrego i Szczodrego dowódcy. Jest tak, jakby każda cząsteczka była świadoma każdego pojedynczego zadania, jak żołnierz, który wysłuchuje wszystkich rozkazów dowódcy i rozumie je, jako że wiatr słyszy każdy wędrujący przez powietrze rozkaz Wszechwładnego i jest mu posłuszny. Wspiera oddychanie i życie wszystkich zwierząt, zapylanie i wzrost wszystkich roślin, a także pomaga w uprawianiu wszelkiej materii koniecznej do ich przetrwania. Kieruje i zarządza chmurami, czyni możliwą podróż okrętów żaglowych, umożliwia przenoszenie dźwięków - zwłaszcza za pomocą telegrafu bez drutu, telefonu, telegrafu i radia - jak również spełnia wiele innych powszechnych funkcji.
Atomy, z których każdy składa się z dwóch prostych składników, jak wodór i tlen, a wszystkie są podobne do siebie nawzajem, istnieją na całym świecie w setkach tysięcy rozmaitych form, wnioskuję zatem, że są zatrudniane i zabierają się do pracy w najwyższym porządku poprzez działanie ręki mądrości.
Jak wyjaśnia to werset:
[21]
Tym, Który poprzez zarządzanie wiatrami zatrudnia je dla spełnienia niezliczonych funkcji, Który poprzez uporządkowanie chmur wykorzystuje je dla wykonania nieskończenie licznych zadań miłosierdzia, Który w ten sposób stwarza powietrze - tak, może być Nim jedynie Ten, do Którego należy konieczność istnienia, Który jest nad każdą rzeczą Wszechwładny i o każdej rzeczy Wszechwiedzący, Pan (ar. Ar-Rabb) obdarzony chwałą i hojnością".
Tak, oto wniosek, jaki wyciąga nasz podróżnik!
Później spogląda on na deszcz i widzi, że jest w nim zawarte tyle korzyści, ile jest kropel deszczu, tyle przejawów wszechwładzy, ile jest cząsteczek deszczu, i tyle przykładów mądrości, ile jego atomów. Ponadto owe słodkie, delikatne i błogosławione krople są stworzone w tak piękny i uporządkowany sposób, że szczególnie deszcz zsyłany latem jest wysyłany i spuszczany z taką równowagą i regularnością, że owego porządku nie są w stanie zniszczyć nawet burze i huragany, które sprawiają, że wielkie obiekty zderzają się ze sobą; krople nie zderzają się ani nie łączą w sposób, jaki spowodowałby, iż stałyby się przynoszącymi szkodę masami wody. Woda, złożona z dwóch prostych pierwiastków - wodoru i tlenu, jest zatrudniona przy wykonywaniu setek tysięcy innych, mądrych i celowych zadań i w setkach tysięcy rzemiosł, zwłaszcza w istotach żywych, choć sama w sobie jest nieożywiona i nieświadoma. Deszcz, który jest prawdziwym ucieleśnieniem Bożego miłosierdzia, może zatem być wytwarzany jedynie w niewidzialnym skarbcu Najbardziej Litościwego i Najbardziej Miłosiernego, a jego zstępowanie w formie materialnej objaśnia werset:
[22]
Następnie podróżnik słucha grzmotu i przygląda się błyskawicy. Pojmuje, że owe dwa cudowne wydarzenia zachodzące w atmosferze są materialnym unaocznieniem wersetów:
[23]
[24]
Ponadto zapowiadają one nadejście deszczu, głosząc radosną wieść potrzebującym.
Tak, fakt, że atmosfera nagle wydaje ów cudowny dźwięk, wypełnienie ciemnego nieba blaskiem i ogniem błyskawicy, rozświetlanie chmur przypominających góry bawełny lub rynny wybuchające wodą i deszczem - te
i podobne zjawiska są niby cios wymierzony w głowę niedbałego człowieka, który zwraca swój wzrok w dół, ku ziemi. Mówią one owemu człowiekowi:
«Unieś głowę i spójrz na cudowne czyny Czyniącego i Wszechmocnego, Który pragnie, byś Go poznał. Jak ty nie jesteś pozostawiony samemu sobie, tak w ten sam sposób owe zjawiska i wydarzenia mają swojego Pana i swój cel. Każde z nich jest wywoływane, aby wypełniło określone zadanie, i każde jest zatrudniane przez Najmądrzejszego, Który zarządza każdą sprawą».
Wtedy zadziwiony podróżnik słyszy wzniosłe i oczywiste świadectwo owej prawdy, na którą składają się rozporządzanie wiatrami, zsyłanie deszczu i zarządzanie zjawiskami atmosfery, i mówi: «Wierzę w Boga». Oto, co zostało stwierdzone w Stopniu Drugim Stacji Pierwszej, wyrażającym obserwacje naszego podróżnika dotyczące atmosfery:
Następnie Ziemia zwraca się do owego zadumanego podróżnika, który zaczyna oswajać się ze swą medytacyjną podróżą:
«Dlaczego błąkasz się po niebiosach, po przestrzeni i niebie? Chodź, a zapoznam cię z Tym, Którego poszukujesz. Spójrz na funkcje, które spełniam, i czytaj moje stronice!»
Podróżnik spogląda i widzi, że Ziemia, niczym pogrążony w ekstazie derwisz Mevlevi w jego dwojakim ruchu, wykreśla wokół miejsca Wielkiego Zgromadzenia krąg, który stanowi o następstwie dni, lat i pór roku. Jest najwspanialszym okrętem Wszechwładnego, wyładowanym setkami tysięcy różnych rodzajów pożywienia i ekwipunku, jakie są potrzebne wszystkim żywym istotom, płynącym w najdoskonalszej równowadze przez ocean przestrzeni wokół słońca.
Później podróżnik spogląda na stronice Ziemi i widzi, że każda karta każdej z jej ksiąg poprzez tysiące wersów głosi wieść o Panu (ar. Ar-Rabb) Ziemi. Nie będąc w stanie przeczytać całej księgi, spogląda na stronicę dotyczącą stwarzania i rozmieszczania istot żywych podczas wiosny, i zauważa, co następuje:
Wszelkie formy części ciała setek tysięcy gatunków wyłaniają się w doskonałej precyzji z prostej materii, a następne są odżywiane
w najbardziej miłosierny sposób. Następnie w cudowny sposób niektórym spośród nasion zostają dane skrzydła, zaś nasiona startują do lotu i rozprzestrzeniają się. Są rozprowadzane z największą skutecznością, najbardziej troskliwie karmione i pielęgnowane. Niezliczone rodzaje smacznego, wybornego pożywienia są wyprowadzane z suchej gliny, z korzeni, nasion i kropli płynu, które tylko w niewielkim stopniu różnią się od siebie nawzajem. Każdej wiosny sto tysięcy rodzajów pożywienia i ekwipunku jest ładowanych na ów okręt z niewidzialnego skarbca, jak ładuje się towary do wagonu kolejowego, a następnie w największym porządku są one wysyłane istotom żywym. Szczególnie wysyłanie niemowlętom puszkowanego mleka w owych pakunkach z pożywieniem, a także wysyłanie im pomp tłoczących słodkie mleko w postaci piersi ich kochających matek, jest przykładem troskliwości, miłosierdzia i mądrości tak wspaniałym, że natychmiast zostaje ustalone, iż jest to najbardziej delikatny przejaw miłosierdzia i szczodrości Miłosiernego i Litościwego.
W skrócie: Owa żyjąca stronica, jaką jest wiosna, ukazuje setki tysięcy przykładów i próbek Wielkiego Zgromadzenia, a także jest wyraźnym ukazaniem wersetu:
[25]
Co więcej, ten werset może zostać wypowiedziany, by ukazać w cudowny sposób znaczenie owej karty, jaką jest wiosna. Podróżnik pojmuje zatem, że Ziemia poprzez wszystkie jej karty i w sposób właściwy jej wielkości głosi: Nie ma boga, jak tylko On!
Wyrażając znaczenie, jakie ujrzał podróżnik dzięki zwięzłemu świadectwu jednego z dwudziestu aspektów jednej spośród ponad dwudziestu stronic Ziemi, w Stopniu Trzecim Stacji Pierwszej powiedziano:
Wówczas nasz rozmyślający podróżnik czyta każdą z kart wszechświata, a kiedy to czyni, jego wiara, ów klucz do szczęśliwości, umacnia się; jego poznanie, ów klucz do rozwoju duchowego, wzrasta; jego wiara w Boga, źródło i fundament wszelkiej doskonałości, osiąga wyższy poziom; jego radość i przyjemność zwiększają się i rozbudzają w nim zapał; a kiedy słucha on doskonałych i przekonujących lekcji, jakie dają mu niebiosa, przestrzeń i ziemia, głośno prosi o więcej. Wtedy słyszy zachwycające wspominanie Boga, jakie wypowiada zgiełk mórz i wielkich rzek, i słucha ich smutnego, lecz przyjemnego dźwięku. Morza i wielkie rzeki mówią mu na wiele sposobów: «Spójrz na nas i odczytaj także nasze znaki!» Spojrzawszy, nasz podróżnik widzi, co następuje:
Morza, nieprzerwanie falujące, zlewające się i występujące z brzegów, z właściwej im natury mające skłonność do wdzierania się na ląd, otaczają ziemię i wraz z nią nadzwyczaj szybko, w ciągu jednego roku, obiegają okrąg, którego obwód jest równy dwudziestu pięciu tysiącom lat drogi, jednak nie rozpraszają się ani nie wylewają, by wtargnąć na przylegający do nich ląd. To poruszając się, to zastygając w ciszy, są chronione przez rozkaz i moc Wszechmocnego i Najwspanialszego.
Spojrzawszy następnie w głębiny mórz, podróżnik ujrzał, że prócz najpiękniejszych, właściwie przyozdobionych i ukształtowanych klejnotów znajdują się w nich tysiące różnych rodzajów zwierząt, zaopatrywanych i porządkowanych, które są wzbudzane do życia i którym jest zsyłana śmierć, a wszystko następuje z zachowaniem największej dyscypliny, których zaopatrzenie pochodzi ze zwykłego piasku i słonej wody, a ten stan rzeczy nieodparcie dowodzi istnienia Wszechmocnego i Chwalebnego, Miłosiernego i Najpiękniejszego, Który zarządza owymi stworzeniami i daje im życie.
Następnie podróżnik spogląda na rzeki oraz morza i widzi, że zawarte w nich korzyści, spełniane przez nie funkcje, a także nieprzerwane uzupełnianie ich wody - są pobudzane przez mądrość i miłosierdzie, które bez wątpienia udowadniają, że wszystkie rzeki, strumienie, źródła i wielkie drogi wodne wypływają ze skarbca miłosierdzia Litościwego Pana, Chwalebnego i Szczodrego. Są one zachowywane i rozdzielane w sposób zaiste tak nadzwyczajny, że zostało powiedziane: Cztery rzeki wypływają z Raju [26]. Oznacza to, że dalece wykraczają one poza pozorne przyczyny, a wypływają ze skarbca niematerialnego Raju, z wielkiej obfitości i niewyczerpanego źródła tego, co niewidzialne.
Na przykład błogosławiony Nil, który przekształca piaszczystą ziemię Egiptu w raj, wypływa z Gór Księżycowych na południu i nigdy nie
wysycha, jakby był małym morzem. Gdyby wodę, jaką niesie ta rzeka w ciągu sześciu miesięcy, zgromadzić i zamrozić w kształcie góry, owa góra byłaby większa od Gór Księżycowych. Jednak to miejsce w górach, w którym znajduje się i jest zmagazynowana woda, nie przekracza jednej szóstej ich masy. Co tyczy się wody, którą zasilana jest rzeka, to w skwarnym regionie, jakim jest dorzecze Nilu, deszcz pada bardzo rzadko i szybko pochłania go spragniona gleba, stąd nie jest on w stanie utrzymać w równowadze stanu wody w rzece. Stąd wzięła swój początek tradycja, wedle której Nil w cudowny sposób wypływa z niewidzialnego Raju. Owa tradycja posiada głębokie znaczenie i wyraża piękną prawdę.
Następnie podróżnik dostrzega tysięczną część prawd i twierdzeń zawartych w oceanach i rzekach. Morza jednomyślnie głoszą, z mocą proporcjonalną do ich wielkości: Nie ma boga, jak tylko On!, wytwarzając wszystkie zamieszkujące je istoty, by potwierdziły ich świadectwo. Tak, oto, co dostrzegł nasz podróżnik!
Wyrażając i przekazując świadectwo mórz i rzek, w Stopniu Czwartym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Następnie ten, kto odbywał swą medytacyjną podróż, został wezwany przez góry i równiny, które powiedziały: «Przeczytaj również nasze stronice». Patrząc, ujrzał, że powszechne funkcje i obowiązki gór są tak wspaniałe i mądre, że wprawiają inteligencję w osłupienie. Góry wyłaniają się z ziemi na rozkaz ich Pana (ar. Ar-Rabb), aby złagodzić zamieszanie, gniew i urazę, które biorą swój początek z niepokojów we wnętrzu ziemi. Kiedy góry pną się wzwyż, ziemia zaczyna oddychać, zostaje wybawiona od przynoszących szkodę drżeń i wstrząsów, a spokój, w jakim wykonuje swój obowiązek obracania się, nie jest dłużej zakłócany. W ten sam sposób, jak maszty są osadzane na statku, aby zabezpieczyć go przed wstrząsami i zachować jego równowagę, góry są umieszczane na pokładzie okrętu Ziemi jako maszty i magazyny, jak wskazują na to podobne poniższym wersety Koranu, owej Księgi cudownej wystawy:
[27]
[28]
[29]
Ponadto wszelkie rodzaje źródeł, wód, minerałów i innych substancji, jakich potrzebują istoty żywe, są zachowywane i magazynowane w górach w sposób tak mądry, umiejętny, szczodry i przewidujący, że góry udowadniają, iż są składami, magazynami i sługami Tego, do Którego należą nieskończona moc i nieskończona mądrość. Wnioskując z tych dwóch przykładów o innych obowiązkach i przykładach wielkiej jak góry mądrości dotyczącej gór i równin, podróżnik dzięki ogólnym przykładom mądrości (szczególnie tej, która dotyczy sposobu, w jaki wszelkie rzeczy zostały opatrznościowo zmagazynowane w górach) widzi składane przez góry i równiny świadectwo i fakt, że głoszą one Bożą jedność, oznajmiając: Nie ma boga, jak tylko On! - a jest to deklaracja potężna i solidna jak góry, a wielka i rozległa jak równiny - i sam również mówi: «Wierzę w Boga Jedynego».
Celem wyrażenia owego znaczenia w Stopniu Piątym Stacji Pierwszej zostało powiedziane:
Kiedy umysł podróżnika przemierzał góry i równiny, otworzyła się przed nim brama do królestwa drzew i roślin. Został on wezwany do środka. «Chodź», powiedziały drzewa i rośliny, "zbadaj nasze królestwo i odczytaj nasze inskrypcje". Wchodząc, ujrzał on wspaniałe i właściwie upiększone zgromadzenie głoszące jedność Boga, krąg wspominający Jego Najpiękniejsze Imiona i składający Mu dzięki, który przyciągnął go do siebie. Z samego wyglądu wszystkich drzew i roślin pojął, że ich różnorodne gatunki jednogłośnie oznajmiają: Nie ma boga,
jak tylko On!, ponieważ dostrzegł trzy wielkie i ogólne prawdy, będące wskazówkami i dowodami faktu, że wszystkie dające owoce drzewa i rośliny językiem ich symetrycznie ukształtowanych i elokwentnych liści, frazami ich czarujących i wielomównych kwiatów, słowami ich dobrze uporządkowanych i elokwentnych owoców zaświadczały chwałę Boga i świadczyły: Nie ma boga, jak tylko On!
Prawda Pierwsza: Jak w każdej z roślin i w każdym z drzew w najbardziej oczywisty sposób widoczne są przemyślany dar i służąca określonemu celowi szczodrość oraz miłosierdzie, tak w ten sam sposób można je ujrzeć we wszystkich drzewach i roślinach z jasnością blasku słonecznego światła.
Prawda Druga: Mądre i rozmyślne rozróżnienie i zróżnicowanie, które w żaden sposób nie może zostać przypisane przypadkowi, przemyślane i miłosierne upiększenie i nadanie kształtu - to wszystko można ujrzeć z jasnością równą jasności światła dnia w nieskończenie licznych rodzajach i gatunkach drzew i roślin, które ukazują, że są dziełami i haftami wykonanymi przez Wszechmądrego, Kształtującego.
Prawda Trzecia: Rozwijanie i odsłanianie wszystkich poszczególnych przedstawicieli stu tysięcy gatunków owego nieskończonego królestwa (a każdy ukazuje się we własnym, różnym od innych kształcie i we właściwy dla niego sposób, w największych porządku i równowadze, a także z największym pięknem) ze ściśle określonych, ograniczonych, prostych i litych nasion i ziaren, które są wszystkie identyczne bądź prawie identyczne - tak, wyłanianie się ich rozmaitych kształtów z nasion, które odbywa się z całkowitą równowagą, żywotnością, zgodnie z mądrym zamysłem, bez najmniejszego błędu ani pomyłki, jest prawdą bardziej olśniewającą niż słońce. Świadków, którzy dowodzą owej prawdy, jest tylu, ile jest powstających wiosną kwiatów, owoców i liści, zatem podróżnik powiedział: "Chwała niech będzie Bogu Jedynemu za błogosławieństwo wiary".
Wyrażając i zaświadczając owe prawdy, w Stopniu Szóstym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Kiedy ów podróżnik poprzez wszechświat ruszył dalej w swej medytacyjnej wędrówce, z rosnącym zapałem, niosąc upleciony w ogrodzie wiosny bukiet złożony z poznania i wiary, który sam był niczym wiosna, przed jego dostrzegającym prawdę umysłem i zdolnym do poznawania rozumem otworzyła się brama do królestwa zwierząt i ptaków, a setki różnych głosów i rozmaitych języków zaprosiły go, by wszedł do środka. Wchodząc ujrzał, że wszystkie rozmaite gatunki, grupy i narody zwierząt i ptaków w milczeniu lub na głos oznajmiają: Nie ma boga, jak tylko On!, przekształcając oblicze ziemi w wielkie miejsce wypowiadania inwokacji, w rozległe miejsce zgromadzenia głoszącego chwałę Boga. Ujrzał, że każde z owych stworzeń jest niczym poświęcony Bogu poemat, niczym słowo głoszące Jego chwałę, niczym litera wskazująca na Jego miłosierdzie, że każde z nich opisuje Stwórcę, składając Mu dzięki i wychwalając Go, jakby wszystkie zmysły, zdolności, części ciała i narządy owych zwierząt i ptaków były uporządkowanymi i wyważonymi słowami lub doskonałymi i zdyscyplinowanymi wyrażeniami. Ujrzał trzy wielkie i wszechstronne prawdy, w rozstrzygający sposób wskazujące na to, że zwierzęta i ptaki składają dzięki Stwórcy, Który daje zaopatrzenie, i głoszą Jego jedność.
Prawda Pierwsza: Fakt, że są one powołane do istnienia zgodnie z mądrością i zamysłem; ich kunsztowne stworzenie w stylu, którego w żaden sposób nie można przypisać przypadkowi, ślepej sile lub nieożywionej naturze; fakt, że są one stworzone i ukształtowane wedle zamysłu i ze znawstwem; ich ożywienie i danie im życia w sposób, który w dwudziestu aspektach ukazuje przejaw wiedzy, mądrości i woli - to wszystko jest prawdą, która zaświadcza konieczność istnienia Wiecznie Żyjącego i Samoistnego oraz siedem atrybutów Jego jedności, a jej świadectwo powtarzane jest tyle razy, ile jest wszystkich istot żywych.
Prawda Druga: Z rozróżnienia między owymi nieskończenie licznymi stworzeniami, z ich upiększenia i ozdobienia w stylu, dzięki któremu ich cechy są różne, ich kształty upiększone, ich proporcje odmierzone
i regularne, a ich formy właściwie uporządkowane - z tego wszystkiego wyłania się prawda tak wielka i potężna, że nikt prócz Tego, Który jest nad każdą rzeczą Wszechwładny i o każdej rzeczy Wszechwiedzący, nie mógłby rościć sobie praw do owego obejmującego każdą rzecz dzieła, które pod każdym względem ukazuje tysiące cudów i przykładów mądrości; tak, jest niemożliwym i wykluczonym, by cokolwiek prócz Niego mogło rościć sobie takie prawo.
Prawda Trzecia: Pojawianie się i odsłanianie owych nieprzeliczonych stworzeń w setkach tysięcy ich rozmaitych form i kształtów, z których każdy jest cudem mądrości; ich wyłanianie się z jaj lub kropli płynu zwanego nasieniem, które wszystkie są identyczne lub przynajmniej podobne do siebie nawzajem, a ich liczba jest skończona i ograniczona; fakt, że to wszystko zachodzi w najbardziej uporządkowanym, regularnym i bezbłędnym stylu - oto prawda tak olśniewająca, jakby rozświetlały ją dowody i świadectwa, których jest tyle, ile jest wszystkich zwierząt.
Poprzez zgodność owych trzech prawd wszystkie gatunki zwierząt są wspólnie zajęte zaświadczaniem: Nie ma boga, jak tylko On! Jest tak, jak gdyby cała ziemia niczym wielki człowiek mówiła: Nie ma boga, jak tylko On! w sposób właściwy dla jej ogromu, jakby oznajmiała swoje świadectwo mieszkańcom niebios. To zobaczył podróżnik i to doskonale zrozumiał, zaś my, aby wyrazić owe prawdy, w Stopniu Siódmym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Następnie nasz rozmyślający podróżnik, aby pokonać kolejne z nieskończenie licznych stopni i nieprzeliczonych świetlistych stacji poznania Boga, zapragnął wkroczyć do świata ludzi, do królestwa ludzkości. Kierowana przez proroków ludzkość zaprosiła go do środka, a on przyjął zaproszenie. Spojrzawszy najpierw na miejsce postoju przeszłości, ujrzał on wszystkich proroków (niech będzie z nimi pokój), owych najbardziej świetlistych i doskonałych przedstawicieli ludzkości, recytujących chórem: Nie ma boga, jak tylko On! i wspominających Boga. Z mocą ich olśniewających, rzetelnie potwierdzonych i nieskończenie licznych cudów głosili oni jedność Boga, a aby umożliwić człowiekowi podniesienie się ze stanu właściwego zwierzętom do poziomu aniołów, nauczali ludzi i wzywali ich do wiary w Jedynego Boga. Uklęknąwszy w owej szkole światła, wędrowiec również z uwagą wysłuchał tej lekcji.
Podróżnik ujrzał, że w rękach każdego z owych nauczycieli, najbardziej wzniosłych i sławnych ze wszystkich znamienitych istot ludzkich, spoczywały liczne cuda, jakie Stwórca wszystkich istot zesłał im w darze jako znak potwierdzający ich misję. Następnie wielka grupa ludzi, cała społeczność, potwierdziła twierdzenia proroków i osiągnęła wiarę, jaką ludzie otrzymali z ich rąk. Prawda, którą jednogłośnie i w całkowitej zgodzie potwierdziły owe setki tysięcy ludzi poważnych i prawdomównych, musiała być solidną i bezsporną. Wędrowiec pojął również, że ludzie zbłądzenia, zaprzeczając prawdzie zaświadczonej i potwierdzonej przez tak wielu wiarygodnych świadków, popełnili najbardziej poważny błąd - zaiste, zbrodnię - a zatem stali się zasługującymi na najcięższą karę. Rozpoznał również, poprzez przeciwieństwo, że ci, którzy zgodzili się z ową prawdą i uwierzyli w nią, są najbardziej szczerymi i prawymi ludźmi, i tak stał się dla niego widocznym kolejny stopień świętości wiary.
Tak, każdy z nieskończenie wielu cudów, jakimi Bóg obdarował proroków (niech będzie z nimi pokój), był niczym potwierdzenie ich misji; każdy z niebiańskich ciosów, jakie spadały na ich przeciwników, był niczym dowód ich prawdomówności; każda z ich poszczególnych doskonałości była niczym wskazówka ich prawości; prawda ich nauk, siła ich wiary, zaświadczenie o ich uczciwości, ich największa powaga i gotowość do samopoświęcenia, karty świętych ksiąg, jakie trzymali w rękach, ich nieprzeliczeni uczniowie, którzy dzięki podążaniu drogami proroków osiągnęli prawdę, doskonałość i światło, w ten sposób ponownie udowadniając prawdziwość owych nauk; jednomyślna zgoda proroków - owych najbardziej rzetelnych ostrzegających - oraz ich naśladowców w każdej dobrej sprawie; ich zgoda, wzajemne wsparcie i pokrewieństwo - to wszystko stanowi
dowód tak potężny, że nie jest w stanie stawić mu czoła żadna siła na ziemi, a w jego obliczu nie jest w stanie przetrwać żadna wątpliwość ani żadne wahanie.
Ponadto nasz wędrowiec zrozumiał, że włączenie wiary we wszystkich proroków (niech będzie z nimi pokój) pośród filary wiary przedstawia inne wspaniałe źródło siły. Z ich lekcji zaczerpnął wspaniałe korzyści wiary, zaś aby je wyrazić, w Stopniu Ósmym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Kiedy ów poszukujący podróżnik, który dzięki sile wiary poznał wzniosły smak prawdy, opuścił zgromadzenie proroków, odkrył, że jest zapraszany do klasy dogłębnie badających każdą rzecz i wymagających pierwszych uczonych, którzy potwierdzają twierdzenie proroków (niech będzie z nimi pokój) poprzez najbardziej bezsporne i potężne dowody, a są znani jako ci, którzy dostąpili oczyszczenia i najbardziej prawdomówni.
Wchodząc do klasy, ujrzał tysiące geniuszy oraz setki tysięcy dociekliwych i wzniosłych uczonych, udowadniających wszystkie twierdzące kwestie związane z wiarą, prowadzonych przez konieczność istnienia Boga w Jego jedności, a przeprowadzających swoje dowody poprzez ukazywanie spraw tak głębokich, że nie pozostawiały one najmniejszego miejsca na wątpliwości. Zaiste, fakt, że owi uczeni - mimo różnic między nimi dotyczących zdolności i poglądów - są zgodni w kwestii zasad i filarów wiary, a każdy z nich polega na solidnym i pewnym dowodzie, sam w sobie jest świadectwem tego, że w ich twierdzenia można by było powątpiewać jedynie wtedy, gdyby podobna liczba ludzi inteligentnych i przenikliwych doszła do jednego przeciwnego rezultatu. W innym przypadku jedynym sposobem, w jaki zaprzeczający owym uczonym może się im sprzeciwić, jest ukazanie jego ignorancji - jego całkowitej ignorancji! - oraz uporu w odniesieniu do kwestii negatywnych, jako że nie dopuszcza się zaprzeczenia bez jego potwierdzenia. W efekcie ten, który zaprzecza prawdzie, musiałby zamknąć oczy, jednak ten, który zamyka oczy, jest w stanie przemienić dzień w noc jedynie dla samego siebie.
Podróżnik dowiedział się, że światło, jakim w wielkiej i wspaniałej klasie lśnią owi szanowani i dociekliwi uczeni, oświetlało połowę globu przez ponad tysiąc lat. Znalazł w nim moralną i duchową siłę, którą nie
mogły wstrząsnąć i której nie mogły zniszczyć nawet połączone siły wszystkich ludzi zaprzeczających prawdzie. Czyniąc zwięzłą aluzję do lekcji, jaką nasz wędrowiec odebrał w owej klasie, w Stopniu Dziewiątym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Nasz zamyślony podróżnik wyszedł z klasy, żarliwie pragnąc ujrzeć światło, jakie można dostrzec poprzez umacnianie i rozwijanie wiary, a także poprzez przejście od stopnia "wiedzy równej pewności" do stopnia "wizji równej pewności". Wówczas odkrył, że wzywają go miliardy duchowych przewodników, którzy dokładali starań w dążeniu do prawdy i osiągnęli "wizję równą pewności" w cieniu szerokiego traktu Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i jego wniebowstąpienia. Zajmowali się tym w gospodzie, w miejscu spotkań, wspominania Boga i nauczania, obficie oświetlonym i wielkim jak rozległa równina, które zostało ukształtowane poprzez połączenie niezliczonych mniejszych gospód i konwentów. Wkraczając do owego miejsca, odkrył, że ci duchowi przewodnicy - ludzie, przed którymi odsłoniła się prawda i którzy dokonali cudownych czynów - jednogłośnie oznajmiali: Nie ma boga, jak tylko On! na podstawie ich zaświadczenia, odsłonięcia tego, co niewidzialne, a także cudownych czynów, jakich mogli dokonać; że głosili konieczność istnienia i jedności Boga. Podróżnik ujrzał, jak oczywistą i jasną musi być prawda, pod którą jednomyślnie podpisują się owi święci geniusze i oświeceni gnostycy. Jak słońce staje się poznanym poprzez siedem barw jego światła, tak świetliste barwy owych świętych, ich wypełnione światłem odcienie, słuszne ścieżki, drogi prawości i wiarygodne kierunki wyłoniły się ze światła Tego, Który jest Przedwiecznym słońcem, poprzez siedemdziesiąt barw, zaiste, poprzez barwy, których jest tyle, ile jest Najpiękniejszych Imion Boga, a wszystkie są różne. Ujrzał, że jednomyślność proroków (niech będzie z nimi pokój), zgodność uczonych, którzy dostąpili oczyszczenia, i zgoda świętych ukształtowały największą zgodność, bardziej olśniewającą niż światło dnia, które ukazuje istnienie słońca.
W krótkiej wzmiance o korzyści, jaką nasz wędrowiec wyciągnął z pobytu w gospodzie sufich, w Stopniu Dziesiątym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Teraz nasz podróżnik poprzez świat, świadom najważniejszej i najwspanialszej ze wszystkich ludzkich doskonałości, która zaiste jest prawdziwym źródłem i początkiem wszystkich doskonałości, jest umiłowaniem Boga biorącym początek z wiary w Niego i poznania Go, ze wszystkich swych zewnętrznych i wewnętrznych sił pragnął nadal umacniać swoją wiarę i rozwijać swoją wiedzę. Uniósł zatem głowę i spojrzał na niebiosa, mówiąc sam do siebie:
"Najcenniejszą rzeczą we wszechświecie jest życie, a wszystkie rzeczy zostały uczynione podporządkowanymi życiu. Najcenniejszymi spośród wszystkich istot są istoty żywe, a najcenniejszymi z istot ożywionych są istoty świadome. W każdym stuleciu i każdego roku świat jest opróżniany i zapełnia się na nowo, aby pomnożyć ową cenną substancję. Zatem bez żadnych wątpliwości wynika z tego, że wspaniałe i zdobne niebiosa muszą posiadać odpowiednie dla nich ludy i odpowiednich mieszkańców, żyjących, posiadających duszę i świadomych, ponieważ wydarzenia odnoszące się do oglądania aniołów i rozmawiania z nimi - takie jak ukazywanie się anioła Gabriela (niech będzie z nim pokój) w obecności Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i na oczach jego towarzyszy - były przekazywane i relacjonowane od najdawniejszych czasów. Ach, gdybym mógł porozmawiać z mieszkańcami niebios i do-wiedzieć się, co myślą w tym temacie! Ich słowa dotyczące Stwórcy wszechświata mają największe znaczenie".
Kiedy tak pomyślał, nagle usłyszał niebiański głos:
«Jeśli pragniesz spotkać się z nami i wysłuchać naszej lekcji, wiedz, że przede wszystkim wierzymy w te kwestie wiary, które przynieśliśmy prorokom kierowanym przez Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), który z kolei przyniósł Koran, ową Księgę cudownej wystawy. Wszyscy spośród nas o czystych duszach, którzy ukazali się ludziom, jednogłośnie i bez żadnego wyjątku zaświadczają konieczność istnienia, jedność i święte atrybuty Stwórcy owego wszechświata, zgodnie głosząc swoje świadectwo. Pokrewieństwo i wzajemna zgodność owych obwieszczeń są dla ciebie przewodnikiem jasnym jak słońce».
Po tych słowach zalśniło światło wiary wędrowca, które sięgnęło od ziemi do niebios.
W krótkiej wzmiance o owej lekcji, jaką podróżnik odebrał od aniołów, w Stopniu Jedenastym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Wówczas ów gorliwy i dociekliwy podróżnik, pouczony przez języki rozmaitych królestw w materialnych i cielesnych aspektach świata przejawów, poprzez wypowiedzi sposobów istnienia owych królestw, zapragnął odbyć podróż przez świat tego, co niewidzialne, i przez królestwo pośrednie, aby zbadać je i dojść do prawdy. Wówczas otworzyła się przed nim brama prawych i świetlistych umysłów, rozsądnych i oświeconych serc, które są niby nasiona człowieka, będącego owocem wszechświata, a mimo ich niewielkiego rozmiaru są w stanie rozszerzyć się tak, by dosłownie objąć cały kosmos.
Wędrowiec spojrzał i ujrzał, że ludzkie serca i umysły są przesmykami, łączącymi królestwo tego, co niewidzialne, z królestwem przejawów; ujrzał, że w tych miejscach owe dwa królestwa spotykają się i przeplatają na tyle, by wpłynąć na człowieka. Zwracając się do swego umysłu i serca, powiedział:
"Chodźcie! Droga wiodąca do prawdy od tych waszych odpowiedników jest krótsza. Powinniśmy z tego skorzystać poprzez badanie cech, istot i barw dotyczących wiary, jakie znajdziemy w owych miejscach, nie zaś poprzez wysłuchiwanie lekcji wygłaszanych językiem usposobienia, jak w poprzednich przypadkach".
Rozpoczynając swoje badania ujrzał, że wiara i silne przekonanie o Bożej jedności, jakie stało się udziałem wszystkich oświeconych umysłów mimo ich różnych zdolności oraz różnych, a nawet wzajemnie sprzecznych metod i poglądów, były jedne i te same, podobnie jak ich niezłomne ufność, pewność i przekonanie. Musiały zatem polegać na jednej i niezmiennej prawdzie, a ich korzenie były do tego stopnia zanurzone w głębokiej prawdzie, że nie mogłyby zostać wyrwane. Ich jednomyślność w kwestiach wiary, konieczności istnienia Boga i Jego jedności, była niezniszczalnym i świetlistym łańcuchem i wypełnionym jasnym światłem oknem, otwierającym się na świat prawdy.
Wędrowiec ujrzał również, że jednomyślne, pewne i wzniosłe objawienia i świadectwa filarów wiary, jakimi radowały się owe rozsądne i świetliste umysły, których metody były różne, a poglądy rozbieżne, odpowiadały
sobie we wzajemnej zgodności w kwestiach Bożej jedności. Każde z owych świetlistych serc, zwracających się ku prawdzie, dołączających do niej i ukazujących ją, było małym tronem wiedzy Wszechwładnego, zwierciadłem ukazującym wieczność Boga, Który jest ponad wszelką potrzebę; były niczym wielce liczne okna otwierające się na Tego, Który jest słońcem prawdy, a wszystkie razem wzięte były niby największe okno. Ich zgodność i jednomyślność dotyczące istnienia i jedności Boga były niezawodnym i najdoskonalszym przewodnikiem, najbardziej wzniosłym nauczycielem i mentorem, jako że nie jest w żaden sposób możliwe ani nawet wyobrażalne, by przypuszczenie inne niż prawda, nieprawdziwa myśl lub fałszywy atrybut były w stanie tak konsekwentnie, bezsprzecznie i w tym samym czasie zwieść tak wiele bystrych oczu lub sprawić, by wszystkie uległy złudzeniu. Nawet szaleni sofiści, którzy zaprzeczają istnieniu kosmosu, nie zgodziliby się z zepsutym i łajdackim umysłem utrzymującym, że taka rzecz jest możliwa. To wszystko zrozumiał nasz podróżnik, który wraz ze swym sercem i umysłem powiedział: «Uwierzyłem w Boga Jedynego».
Czyniąc krótką wzmiankę o korzyściach, jakie stały się udziałem naszego podróżnika dzięki prawym umysłom, świetlistym sercom i wiedzy w temacie wiary, w Stopniach Dwunastym i Trzynastym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Następnie podróżnik uważnie spojrzał na świat tego, co niewidzialne, a w dociekliwej podróży swego umysłu i serca zapukał do drzwi owego świata, myśląc: "Co też ów świat ma do powiedzenia?" Wówczas przyszło mu na myśl: "To jasne i zrozumiałe, że za zasłoną tego, co niewidzialne, istnieje Ten, Który pragnie stać się Poznanym poprzez wszystkie liczne, pięknie przyozdobione i pełne kunsztu dzieła w cielesnym świecie przejawów, Który pragnie stać się Umiłowanym poprzez owe nieskończenie
słodkie i pięknie przyozdobione dary, Który pragnie uczynić znanymi Swe ukryte doskonałości poprzez owe niezliczone, cudowne i umiejętnie stworzone dzieła kunsztu, a Który dokona tego raczej nie przez słowa, lecz przez czyn, i umożliwi poznanie Go poprzez przemawianie językiem usposobienia. Skoro tak, to z pewnością będzie On przemawiał, uczyni Siebie Poznanym i Umiłowanym poprzez słowa, jak czyni to poprzez działanie i stan. Wobec tego musimy poznać Go poprzez Jego przejawy odnoszące się do świata tego, co niewidzialne".
Po tych słowach wędrowiec wkroczył do owego świata i okiem swego umysłu ujrzał, co następuje:
Prawda objawień za każdym razem i poprzez najbardziej potężny przejaw przeważa nad wszystkimi częściami świata tego, co niewidzialne. Wraz z prawdą objawienia przychodzi inspiracja pochodząca od Tego, Który jest Wszechwiedzący i zna to, co niewidzialne, przychodzi świadectwo Jego istnienia w jedności daleko silniejsze od świadectwa wszechświata i istot stworzonych. Nie pozostawia On Samego Siebie, Swego istnienia i Swej jedności wyłącznie świadectwu Jego stworzeń, lecz raczej przemawia On słowami przedwiecznej mowy zgodnej z Jego istnieniem. Mowa Tego, Który jest Wszechobecny, Który widzi każdą rzecz w Swej mocy i wiedzy, również jest nieskończona, a jak znaczenie Jego mowy czyni Go Poznanym, tak Jego przemawianie umożliwia poznanie zarówno Jego, jak i Jego atrybutów.
Podróżnik poznał, że prawda, rzeczywistość i istnienie objawienia zostały uczynione jasnymi w stopniu równym oczywistości przez zgodność stu tysięcy proroków (niech będzie z nimi pokój), przez zgodność ich obwieszczeń dotyczących Bożego objawienia, przez świadectwa i cuda zawarte w Świętych Księgach i na ich niebiańskich stronicach, które są przewodnikami i wzorami dla przytłaczającej większości ludzkości - a ludzkość potwierdza je i zgadza się z nimi - oraz są widocznymi owocami objawienia. Ponadto pojął on, że prawda objawienia głosi pięć uświęconych prawd.
Prawda Pierwsza: Przemawianie w sposób stosowny dla ludzkich umysłów i zdolności pojmowania jest pewnego rodzaju zstąpieniem Boga do ludzkich umysłów. Wszechwładza Boga wymaga tego, by obdarował On wszystkie Jego świadome stworzenia darem mowy, by rozumiał ich mowę, a wreszcie, by miał w niej Swój udział poprzez Swoje słowa.
Prawda Druga: Ten, Który - aby uczynić Siebie Samego Poznanym - wypełnił kosmos Swymi cudownymi stworzeniami i obdarował owe stworzenia językami, wypowiadającymi Jego doskonałość, z całą pewnością uczyni Siebie Poznanym również przez własne słowa.
Prawda Trzecia: Funkcją wynikającą z tego, że On jest Stwórcą każdej rzeczy, jest odpowiadanie poprzez słowa na suplikacje i składane Mu podziękowania, jakie wypowiadają najbardziej wybrane, najbardziej potrzebujące, najbardziej delikatne i najbardziej żarliwe spośród Jego istot - prawdziwi ludzie.
Prawda Czwarta: Atrybut mowy - zasadniczy, towarzyszący wiedzy i życiu oraz będący ich świetlistym przejawem - z pewnością będzie należał we wszechstronnym i wiecznym kształcie do Tego, Który obejmuje Swą wiedzą każdą rzecz i Którego życie jest wieczne.
Prawda Piąta: Konsekwencją boskości jest fakt, że Ten, Który obdarował ludzi bezsilnością i pragnieniem, ubóstwem i potrzebą, obawą o przyszłość, miłością i czcią, powinien oznajmić poprzez mowę Swoje istnienie najbardziej przez Niego umiłowanym i najbardziej Mu miłym, najbardziej zatroskanym i potrzebującym spośród Jego stworzeń, które najbardziej pragną odnalezienia ich Pana i Władcy.
Świadectwa istnienia w jedności Tego, Którego istnienie jest konieczne, jakie jednomyślnie składają powszechne i niebiańskie objawienia zawierające prawdy zstępowania Boga do ludzkich umysłów, obwieszczenia Wszechwładnego o Sobie Samym, litościwej odpowiedzi, rozmowy z Bogiem i wiecznej komunikacji z Nim Samym, stanowią dowód potężniejszy od świadectwa istnienia słońca, jakiego dostarczają promienie słonecznego światła.
Nasz podróżnik zrozumiał to, a następnie spojrzał w kierunku inspiracji i ujrzał, że wiarygodna inspiracja zaiste pod pewnymi względami przypomina objawienie i jest rodzajem mowy Wszechwładnego. Istnieją jednak dwie różnice między nimi.
Różnica Pierwsza: Objawienie, które jest znacznie wyższe od inspiracji, zazwyczaj przychodzi za pośrednictwem aniołów, podczas gdy inspiracja zazwyczaj przychodzi bezpośrednio.
Również do króla należą dwa rodzaje mowy i rozkazu, i tak rodzaj pierwszy polega na tym, że król wysyła do gubernatora swego zastępcę, wyposażonego w cały przepych monarchy i w całą wspaniałość jego panowania. Niekiedy, aby ukazać ową wspaniałość panowania i doniosłość królewskiego rozkazu, władca może spotkać się z pośrednikiem, a następnie zostanie wydane królewskie zarządzenie.
Rodzaj drugi to prywatna rozmowa, jaką król odbywa osobiście, nie poprzez swój tytuł monarchy ani nie w imię królowania, a dotyczy ona kwestii prywatnych i pewnych drobnych spraw. Król może w tym celu
wezwać swego zaufanego sługę spośród jego zwykłych poddanych lub też porozmawiać z gubernatorem przez prywatny telefon.
W ten sam sposób Przedwieczny Władca może albo przemówić - w imieniu Pana (ar. Ar-Rabb) wszystkich światów i poprzez Swój tytuł Stwórcy wszechświata - poprzez objawienie lub ogólną inspirację, która spełnia funkcję objawienia, albo też może przemówić w inny sposób, prywatnie, jako Pan (ar. Ar-Rabb) i Stwórca wszystkich istot żywych, zza zasłony, w sposób stosowny dla tego, kto jest adresatem Jego słów.
Różnica Druga: Objawienie jest pozbawione jakiegokolwiek cienia, czyste i zarezerwowane dla wybranych. Inspiracja, przeciwnie, posiada cień, przeplatające się z nią barwy, i ma charakter ogólny. Istnieje wiele różnych rodzajów inspiracji, takich jak inspiracja aniołów, inspiracja ludzi czy inspiracja zwierząt; inspiracja kształtuje zatem pole służące pomnożeniu słów Boga, których jest tyle, ile jest kropli wody w oceanie.
Nasz podróżnik pojął, że ta kwestia zaiste jest rodzajem komentarza do wersetu:
[30]
Następnie spojrzał na naturę, mądrość i świadectwo inspiracji - i ujrzał, że natura, mądrość i rezultat inspiracji składają się z czterech świateł.
Światło Pierwsze: Rezultatem umiłowania przez Boga i Bożego miłosierdzia jest fakt, że uczynił on Siebie Umiłowanym poprzez słowo, obecność i rozmowę, w ten sam sposób, w jaki poprzez Swe czyny uczynił Siebie Umiłowanym przez Jego stworzenia.
Światło Drugie: Litość Boga wymaga tego, by odpowiadał On Swoim sługom zza zasłony poprzez słowa, tak jak odpowiada On na modlitwy Swych sług poprzez Jego czyny.
Światło Trzecie: Nieodłączną cechą wszechwładzy Boga jest fakt, że jak w potrzebie odpowiada On na wołania o pomoc, suplikacje i błagania tych spośród Jego stworzeń, które dotknęły bolesne nieszczęścia i trudności, tak spieszy On im z pomocą poprzez słowa inspiracji, które są pewnego rodzaju mową.
Światło Czwarte: Bóg uczynił Jego istnienie, obecność i ochronę zaiste dostrzegalnymi dla Jego najsłabszych i najbiedniejszych, najbardziej ubogich i potrzebujących świadomych stworzeń, które wielce potrzebują
odnalezienia ich Pana, Obrońcy, Opiekuna i Rozporządzającego każdą sprawą. Konieczną i zasadniczą konsekwencją Bożej troskliwości i litości Wszechwładnego jest to, że powinien On również oznajmiać Swoją obecność i Swoje istnienie poprzez mowę, zza zasłony wiarygodnej inspiracji - która jest rodzajem przemawiania Wszechwładnego - poszczególnym stworzeniom, w sposób właściwy dla nich i dla ich zdolności, poprzez telefon ich serc.
Następnie nasz wędrowiec spojrzał na świadectwo inspiracji i ujrzał, że gdyby na przykład słońce posiadało świadomość i życie, gdyby siedem barw słonecznego światła było atrybutami słońca, to pod pewnym względem promienie słońca i jego przejawy zawarte w słonecznym świetle przybrałyby kształt mowy, a w takiej sytuacji zarówno podobieństwa, jak i odbicia słońca byłyby obecne we wszystkich obiektach przezroczystych, zaś słońce rozmawiałoby ze wszystkimi zwierciadłami i lśniącymi przedmiotami, okruchami szkła, pęcherzykami piany i kroplami wody, zaiste ze wszystkimi przejrzystymi cząsteczkami, stosownie do właściwości każdej z nich; odpowiadałoby na potrzeby każdej z owych rzeczy, zaś one wszystkie zaświadczałyby istnienie słońca, a żadne zadanie nie byłoby przeszkodą dla jakiegokolwiek innego zadania i żadna rozmowa nie przeszkadzałaby w jakiejkolwiek innej rozmowie. To jest oczywiste.
W ten sam sposób mowa Chwalebnego Władcy wieczności i przedwieczności, Najpiękniejszego i Wzniosłego ponad każdą rzecz Stwórcy wszystkich istot, Którego można opisać jako Tego, Który jest Przedwiecznym słońcem, ukazuje się każdej rzeczy w sposób ogólny i wszechstronny, w sposób właściwy dla właściwości każdej z nich, jak jest to również z Jego wiedzą i mocą. Żadna prośba nie ingeruje w sprawy innych próśb, żadne zadanie nie uniemożliwia wypełnienia innego, a żadne przesłanie nie miesza się z innym przesłaniem. To wszystko nasz wędrowiec pojął jako oczywiste, wiedząc, że każdy z owych przejawów, każda z wypowiedzi i inspiracji, wszystkie razem i każde z osobna, zaświadczyły i dały jednogłośne świadectwo obecności, konieczności istnienia i jedności Jedynego, Przedwiecznego słońca, z "wiedzą równą pewności" bliską "wizji równej pewności".
W zwięzłej wzmiance dotyczącej lekcji w temacie wiedzy o Bogu, jaką nasz dociekliwy podróżnik otrzymał od świata tego, co niewidzialne, w Stopniach Czternastym i Piętnastym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Następnie ów podróżnik poprzez świat zwrócił się do swego umysłu, mówiąc: "Skoro poszukuję mojego Pana i Stwórcy poprzez stworzenia wszechświata, powinienem przede wszystkim odwiedzić tego, który jest najbardziej znamienitym z owych stworzeń, najwspanialszego i najbardziej znakomitego przywódcę pośród nich - co potwierdziło nawet świadectwo jego nieprzyjaciół, najbardziej sławnego władcę, którego mowa była najbardziej wzniosła, a umysł najbardziej olśniewający, którego doskonałość i przyniesiony przez niego Koran rozświetliły czternaście wieków - Muhammada, proroka z Arabii, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie ".
Aby zatem odwiedzić Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i uzyskać od niego odpowiedź na swoje poszukiwania, podróżnik w swym umyśle udał się do błogosławionej epoki Proroka i ujrzał, że dzięki niemu była ona czasem prawdziwej szczęśliwości, jako że dzięki światłu, które przyniósł, Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) przekształcił najbardziej prymitywnych i niepiśmiennych ludzi w mistrzów i nauczycieli całego świata.
Wędrowiec powiedział do swego umysłu: "Zanim zapytam tego nadzwyczajnego człowieka o naszego Stwórcę, najpierw powinienem poznać jego zalety, wiarygodność jego słów i prawdziwość jego ostrzeżeń". Rozpoczął swoje dochodzenie, a spośród wielu rozstrzygających dowodów, jakie odkrył, w tym miejscu pokrótce wskażemy na jedynie dziewięć najbardziej ogólnych.
Dowód Pierwszy to wszystkie znakomite przymioty i cechy tego nadzwyczajnego człowieka, potwierdzone nawet przez świadectwo jego
nieprzyjaciół. W jego rękach, zgodnie z wyraźnymi wersetami Koranu i przekazami, jakie cieszą się statusem tałatur [31], ukazały się setki cudów. Przykładami owych cudów są rozszczepienie księżyca - وَ انْشَقَّ الْقَمَرُ [32] - na jeden znak jego palca; rzucenie przez niego garści pyłu w oczy nieprzyjaciół, które sprawiło, że uciekli -
[33]
napojenie jego spragnionej armii wodą, która wypłynęła spomiędzy jego palców niczym rajskie źródło Al-Kałsar. Jako że niektóre z owych cudów, których było ponad trzysta, zostały wyłożone wraz z ich rozstrzygającymi dowodami w wybitnym i cudownym dziele, znanym jako Cuda Muhammada, a będącym Listem Dziewiętnastym, pozostawiamy omówienie tych cudów owej pracy, pozwalając naszemu wędrowcowi, aby mówił dalej:
"Człowiek, który prócz szlachetnych cech charakteru i doskonałości ukazał te świetliste cuda, z pewnością musi być najbardziej prawdomównym ze wszystkich ludzi. Nie do pomyślenia jest, by miał on zniżyć się do oszustwa, kłamstw i błędów, które są czynami niegodziwca".
Dowód Drugi: Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) trzyma w ręku zarządzenie Pana całego wszechświata, zarządzenie, które przez wszystkie stulecia zostało przyjęte i potwierdzone przez z górą trzysta milionów ludzi. Owo zarządzenie, jakim jest Potężny Koran, jest cudowne na siedem różnych sposobów. Fakt, że Koran posiada czterdzieści aspektów cudowności i jest słowem Stwórcy wszystkich istot, został szczegółowo wyłożony i poparty silnymi dowodami w Słowie Dwudziestym Piątym, zatytułowanym Cudowność Koranu, w znamienitym traktacie, który jest niczym słońce Traktatów Światła. Pozostawiamy zatem te kwestie owemu dziełu i słuchamy naszego wędrowca, kiedy mówi:
"Nigdy nie istniała żadna możliwość tego, aby ten, kto przyniósł i ogłosił owo zarządzenie, miał skłamać, ponieważ byłoby to zbezczeszczeniem owego zarządzenia i zdradzeniem Tego, Który je wydał".
Dowód Trzeci: Podobne islamowi, który przyniósł ów człowiek, święte prawo, kodeks aktów czci, wezwanie i wiara ani nie istnieją, ani nie mogłyby istnieć. Nie istnieje ani nie mogłaby istnieć również bardziej doskonała forma owego prawa, ponieważ prawo, jakie pojawiło się wraz z owym niepiśmiennym człowiekiem, nie ma godnego siebie
przeciwnika w zarządzaniu piątą częścią ludzkości od czternastu wieków w sposób sprawiedliwy i precyzyjny, poprzez wszystkie jego nakazy i zakazy. Co więcej, islam, który powstał z uczynków, wypowiedzi i stanów duchowych tego niepiśmiennego człowieka, nie ma ani nie może mieć równych sobie, jako że przez wszystkie stulecia był dla trzystu milionów ludzi przewodnikiem i ostoją, nauczycielem ich umysłów, oświecającym i oczyszczającym ich serca, przyczyną udoskonalenia i wyćwiczenia ich dusz, a także źródłem postępu i osiągnięć ich dusz.
Podobnie Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) jest niezrównany w sposobie, w jaki przodował w wykonywaniu wszystkich aktów czci, jakie znajdziemy w jego religii; w byciu pierwszym w pobożności i bogobojności; w jego dostrzeganiu obowiązków oddawania czci Bogu w całej pełni przy zwracaniu uwagi na ich najbardziej głębokie wymiary, nawet kiedy był zaangażowanym w nieprzerwaną walkę i działanie; w jego praktykowaniu aktów kultu, w doskonały sposób łączących początek i koniec oddawania czci Bogu i służenia Mu bez naśladowania kogokolwiek innego.
Pośród tysięcy jego suplikacji, modlitw i inwokacjiDżałszan al-Kabir (ar. Wielka tarcza)jest tą, w której opisuje on swego Pana (ar. Ar-Rabb) w stopniu poznania Go tak doskonałym, że wszyscy gnostycy i święci, którzy przyszli po nim, w swych połączonych staraniach nie byli w stanie osiągnąć podobnego poziomu poznania i trafnego opisania. Ten fakt ukazuje, że również w modlitwie Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) nie miał sobie równych. Ktokolwiek spojrzy na początek Traktatu o suplikacjach,\wykładającego część znaczenia jednej z dziewięćdziesięciu dziewięciu części~Dżałszan al-Kabir,\ten powie, że również~Wielka tarcza\nie ma sobie równych.
W swym głoszeniu Bożego przesłania i w swym wzywaniu ludzi do prawdy Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) ukazał taką wytrwałość, stałość i odwagę, że choć wystąpiły przeciwko niemu z największą wrogością wielkie państwa, religie, a nawet jego własny lud, klan i stryj, nie okazał on najmniejszego śladu wahania, niepokoju czy strachu. Fakt, iż z powodzeniem rzucił on wyzwanie całemu światu i uczynił islam panem świata, również udowadnia, że nie istnieje i nie może istnieć nikt podobny do niego w przekazywaniu przesłania i wzywaniu do prawdy.
W swej wierze przejawiał on tak nadzwyczajną siłę, tak wspaniałą pewność, tak cudowny zakres wiary i tak wzniosłe przeświadczenie, rozświetlające cały świat, że żadna z idei i żadne z wierzeń, jakie
zdominowały świat, żadna z filozofii mędrców czy nauk przywódców religijnych nie była w stanie - mimo całej ich wrogości i zaprzaństwa - zaszczepić w jego pewności, przeświadczeniu, zaufaniu Bogu i przekonaniu najmniejszej wątpliwości, wahania, słabości czy niepokoju. Co więcej, wszyscy świątobliwi mężowie wszystkich wieków, na czele których stoją jego towarzysze, przodujący jeśli chodzi o stopnie wiary, zanurzyli się w fontannie jego wiary i postrzegali go jako tego, który przedstawiał sobą najwyższy poziom wiary, co dowodzi, że również jego wiara była niezrównaną.
Nasz podróżnik wywnioskował zatem, i potwierdził to swoim rozumem, że kłamstwo i dwulicowość nie mogą mieć miejsca w przypadku tego, kto przyniósł tak unikalne, święte prawo, jakim jest niezrównany islam, tak cudowne poświęcenie się oddawaniu czci Bogu, tak nadzwyczajną doskonałość suplikacji i modlitw, tak powszechnie uznane wezwanie do prawdy i tak cudowną wiarę.
Dowód Czwarty: Jak zgodność proroków jest mocnym dowodem istnienia Boga i Jego jedności, tak w ten sam sposób jest zdecydowanym poświadczeniem prawdziwości posłannictwa Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ponieważ wszystkie święte atrybuty, cuda i funkcje, które wskazują na prawdziwość posłannictwa proroków, zgodnie z zaświadczeniem historii w całej pełni dotyczą także jego osoby. Prorocy poprzez swoje słowa zapowiedzieli jego przyjście i dali o nim dobrą nowinę na kartach Tory, Ewangelii i Psalmów; ponad dwadzieścia najbardziej miarodajnych przykładów owych dobrych wiadomości, wybranych z Pism, zostało wyłożonych i udowodnionych w Liście Dziewiętnastym. Podobnie poprzez wszystkie czyny i cuda powiązane z ich posłannictwem prorocy potwierdzili misję Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), która jest najdoskonalszym ze wszystkich zadań i przodującą wśród wszystkich funkcji proroctwa, i do pewnego stopnia złożyli pod nią swoje podpisy. Jak przez zgodność wyrażoną słowami wskazali oni na Bożą jedność, tak poprzez jednomyślność swych uczynków zaświadczyli prawdomówność tego człowieka, i to również zrozumiał nasz podróżnik.
Dowód Piąty: Podobnie tysiące świętych, którzy dostąpili prawdy, doskonałości, cudownych czynów, odsłonięcia i zaświadczenia rzeczywistości, a wszystko dzięki naukom Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i dzięki podążaniu za nim, jednomyślnie zaświadczają nie tylko Bożą jedność, lecz również prawdziwość posłannictwa tego człowieka. Ponadto faktem jest, że dzięki światłu świętości zaświadczają oni niektóre z ogłoszonych przez niego prawd dotyczących świata tego,
co niewidzialne, że wierzą we wszystkie z owych prawd i potwierdzają je dzięki światłu wiary, czy to z "wiedzą równą pewności", czy to poprzez "wizję równą pewności", czy też z całkowitą pewnością. Podróżnik ujrzał, że to również ukazuje z jasnością równą jasności słońca stopień prawdomówności i prawości wielkiego człowieka, który jest ich mistrzem.
Dowód Szósty: Miliony uczonych, którzy dostąpili oczyszczenia, szczerych i skrupulatnych, a także miliony wierzących mędrców, którzy osiągnęli najwyższą stację uczoności dzięki naukom zawartym w świętych prawdach, jakie przyniósł ten człowiek (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), choć był niepiśmienny, dzięki wzniosłym naukom, jakie stworzył i wiedzy o Bogu, którą odkrył, nie tylko udowadniają i potwierdzają, jednogłośnie i z wykorzystaniem najsilniejszych dowodów, Bożą jedność, która jest fundamentem jego misji, lecz również jednogłośnie świadczą o prawdomówności owego największego nauczyciela i wspaniałego mistrza oraz o prawdziwości jego słów. Jest to dowód jasny jak światło dnia. Również Traktaty Światła wraz z setką ich części są jedynie jednym dowodem jego prawdomówności.
Dowód Siódmy: Krewni Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i jego towarzysze - którzy ze swą wnikliwością, wiedzą i osiągnięciami duchowymi są najbardziej sławnymi, szanowanymi, znamienitymi, pobożnymi i bystrymi ludźmi, zaraz po prorokach - zbadali i przestudiowali, z największą uwagą, powagą i dokładnością, wszystkie jego twierdzenia (czy to ukryte, czy jawne), myśli i warunki, w jakich działał. Doszli do jednomyślnego wniosku, wedle którego był on najbardziej prawdomównym, wzniosłym i uczciwym pośród wszystkich istot świata, a ich niezachwiane potwierdzenie i mocna wiara są dowodem podobnym światłu dnia, które zaświadcza istnienie słońca.
Dowód Ósmy: Wszechświat wskazuje na swojego Stwórcę, Zapisującego i Tego, Który go zaprojektował, Który stwarza go, organizuje i zarządza nim, a poprzez określenie i ustalenie proporcji i kształtu kosmosu rozporządza nim, jakby ten był pałacem, księgą, wystawą i widowiskiem. Wszechświat wskazuje również na fakt, że wymaga on wzniosłego herolda, prawdomównego odsłaniającego, uczonego mistrza i prawdziwego nauczyciela, który pozna i uczyni poznanym Boży zamysł zawarty w stworzeniu wszechświata, który przekaże wiedzę dotyczącą mądrości Wszechwładnego zawartej w jego zmianach i przemianach, który przekaże naukę o rezultatach zgodnego z obowiązkiem ruchu wszechświata, ogłosi jego zasadniczą wartość i doskonałość wszystkich istot, jakie się w nim znajdują, i wyrazi znaczenia owej wielkiej księgi. Tak, wszechświat wskazuje na to, że taki ktoś z pewnością istnieje. Podróżnik
zrozumiał zatem, że wszechświat zaświadcza prawdomówność tego człowieka, który wypełnił wszystkie owe funkcje lepiej niż ktokolwiek inny, a także fakt, że jest on najbardziej wzniosłym i lojalnym urzędnikiem Stwórcy wszechświata.
Dowód Dziewiąty: Za zasłoną istnieje Ten, Który pragnie ukazać poprzez owe przemyślne i mądre dzieła doskonałość Swego talentu i kunsztu; Który pragnie uczynić Siebie Poznanym i Umiłowanym poprzez niezliczone upiększone i zdobne stworzenia; Który pragnie wzbudzić wychwalania i podziękowania poprzez nieprzeliczone przyjemne i wartościowe dary, jakie zsyła; Który poprzez Swą troskliwość, ochronę i zaopatrywanie życia, poprzez Swe dostarczanie daru pożywienia w sposób, jaki zaspokoiłby najbardziej delikatne smaki i apetyty, pragnie sprawić, by ludzie w obliczu Jego wszechwładzy oddawali Mu cześć z wdzięcznością i uznaniem; Który pragnie przejawić Swą boskość poprzez zmianę pór roku, poprzez naprzemienność dnia i nocy, poprzez wszystkie Swoje wspaniałe i majestatyczne dzieła, wszystkie Swoje wzbudzające strach i mądre działania i akty stworzenia, a skutkiem tego sprawić, że człowiek uwierzy w Jego boskość w całkowitym podporządkowaniu się, pokorze i posłuszeństwie; Który pragnie ukazać Swą sprawiedliwość i prawdomówność, poprzez które przez wszystkie wieki chroni on cnotę i cnotliwych, zaś niszczy zło i złych, unicestwiając ciosami z niebios tyrana i kłamcę. U boku Tego, Który jest Niewidzialny, z pewnością będzie stał ten, kto jest najbardziej umiłowanym pośród Jego stworzeń i najbardziej oddanym Jego sługą; kto - służąc celom, o jakich wspomnieliśmy wcześniej - odkrył i rozwikłał talizman i zagadkę stworzenia wszechświata; kto zawsze działał w Imię Stwórcy; kto u Niego poszukiwał pomocy i sukcesu, i od Niego je otrzymał - Muhammad Kurajszyta, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie!
Później podróżnik powiedział, zwracając się do własnego umysłu:
"Skoroدُ﴾e dziewięć prawd zaświadcza prawdomówność tego człowieka, musi on być źródłem chwały całego rodzaju ludzkiego i źródłem honoru świata. Gdybyśmy zatem nazwali go dumą świata i chlubą synów Adama, byłoby to właściwe. Fakt, że zarządzenie Litościwego, które ów człowiek trzyma w ręku, a którym jest Koran, owa Księga cudownej wystawy, we wspaniały sposób podbiło połowę świata, by nad nią zapanować, wraz ze wszystkimi doskonałościami i wzniosłymi cnotami tego człowieka ukazuje, że jest on najważniejszą osobistością świata, a najważniejszym słowem w temacie naszego Stwórcy jest to, które on wypowiada".
Teraz spójrz! Podstawą wezwania owego nadzwyczajnego człowieka i celem całego jego życia, opierającego się na sile, jaką czerpał z setek bezsprzecznych i oczywistych cudów, a także z tysięcy wzniosłych i fundamentalnych prawd zawartych w jego religii - było udowodnienie i zaświadczenie istnienia Tego, Którego istnienie jest konieczne, Jego jedności, atrybutów i Najpiękniejszych Imion, potwierdzenie, oznajmienie i obwieszczenie Jego istnienia. Ten, którego nazywamy umiłowanym przez Boga, jest zatem jak słońce wszechświata, jak najbardziej olśniewający dowód istnienia naszego Stwórcy. Istnieją trzy rodzaje wspaniałej i nieomylnej zgody, a każda z nich potwierdza i przypieczętowuje przyniesione przez tego człowieka świadectwo, składając pod nim swój podpis.
Rodzaj Pierwszy to jednomyślne potwierdzenie dokonane na całym świecie przez świetliste i znamienite zgromadzenie, znane na całym świecie jako rodzina Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), do którego należą tysiące ludzi, którzy byli biegunami duchowości, i świętych o przenikliwym spojrzeniu, będących w stanie dostrzec to, co niewidzialne, jak Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad), który powiedział: "Gdyby uniosła się zasłona (skrywająca to, co niewidzialne), moja pewność wiary nie stałaby się większa", czy 'Abd Al-Qadir al-Gajlani, Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona), który pozostając na ziemi, ujrzał Wielki Tron i wspaniałą postać anioła Israfila.
Rodzaj Drugi to potwierdzenie dokonane z silną wiarą, która sprawia, że ludzie są w stanie poświęcić życie i dobytek, przodków i klan, przez sławne zgromadzenie znane jako towarzysze Proroka, którzy znajdowali się wśród ludzi prymitywnych i w środowisku niepiśmiennym, nie mieli żadnych Pism Objawionych i byli zagubieni w ciemności okresu między prorokami, a w bardzo krótkim czasie stali się mistrzami, przewodnikami i sprawiedliwymi władcami najbardziej cywilizowanych i najbardziej rozwiniętych politycznie i społecznie ludów i krajów, i władali światem od wschodu do zachodu, a ich rządy cieszyły się powszechnym uznaniem.
Rodzaj Trzeci to potwierdzenie dostarczone przez jednomyślną i niezachwianą wiedzę wzniosłej grupy skrupulatnych i wnikliwych uczonych, których tysiące pojawiały się w każdej epoce, którzy dokonali cudownego postępu w każdej nauce, a działali na różnych polach.
Zatem świadectwo Bożej jedności przyniesione przez owego człowieka nie jest poszczególne i jednostkowe, lecz ogólne, powszechne i niezachwiane. Gdyby nawet wszystkie istniejące demony zjednoczyły się, nie mogłyby rzucić mu wyzwania - taki był wniosek, do jakiego doszedł nasz wędrowiec.
W odniesieniu do lekcji, jaką ów podróżnik przez świat i wędrowiec przez życie odebrał w Szkole Światła, kiedy w swym umyśle odwiedził błogosławioną epokę Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), w zakończeniu Stopnia Szesnastego Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Niestrudzony i nienasycony wędrowiec, który dowiedział się, że celem życia na tym świecie i jego esencją jest wiara, zwrócił się do własnego serca i powiedział:
"Zbadajmy księgę znaną jako Koran, Księga cudownej wystawy, o której mówi się, że jest słowem wypowiedzianym przez Tego, Którego poszukujemy, że jest najbardziej sławną, najbardziej olśniewającą i najmądrzejszą księgą na świecie, która w każdej epoce wzywa każdego, kto ją odrzuca, do tego, aby się jej podporządkował. Zobaczmy, co ona mówi, jednak najpierw musimy ustalić, czy pochodzi ona od naszego Stwórcy".
Po tych słowach podróżnik rozpoczął poszukiwania. Jako że żył w obecnych czasach, najpierw spojrzał na Traktaty Światła, będące blaskami cudowności Koranu; ujrzał, że sto trzydzieści części Traktatów zawiera kwestie zaczerpnięte z owej Księgi roztropności albo też dobrze uzasadnione wyjaśnienia tego, co się w niej znajduje. Pomimo tego, że w tej epoce uporu i ateizmu Traktaty Światła dzielnie walczą, aby rozprzestrzeniać prawdy Koranu na wszystkie strony, nikt nie jest w stanie ich pokonać, co dowodzi tego, że ich mistrzem, źródłem, autorytetem i słońcem jest Koran, będący niebiańską, nie zaś ludzką mową. Spośród setek cudów różnych części Traktatów Światła jeden dowód, zawarty w Słowie Dwudziestym Piątym i w zakończeniu Listu Dziewiętnastego, dowodzi czterdziestu aspektów cudowności Koranu w taki sposób, że
ktokolwiek go ujrzy, będąc dalekim od wyrażania krytyki czy sprzeciwu, ten podziwia jego argumenty i wypowiada słowa uznania oraz pochwały. Podróżnik pozostawił zatem Traktatom Światła udowodnienie tego, że Koran jest cudownym i prawdziwym słowem Boga, zwracając się jedynie ku zwięzłemu wskazaniu kilku punktów, ukazujących jego wielkość.
Punkt Pierwszy: Jak Koran ze wszystkimi swymi cudami i prawdami, wskazującymi na jego wiarygodność, jest cudem Muhammada, tak Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) ze wszystkimi cudami i dowodami proroctwa, z całą doskonałością wiedzy, jest cudem Koranu i rozstrzygającym dowodem tego, że Koran jest słowem Boga.
Punkt Drugi: Koran spowodował na tym świecie - w prawdziwie świetlistym, pięknym i prawdziwym stylu - przemiany w umysłach, sercach, duszach i umysłach ludzi, w życiu społecznym, w życiu jednostki i w życiu politycznym, i spowodował, że owe przemiany stały się nieśmiertelnymi, w tak piękny sposób, że w każdej chwili czternastu stuleci sześć tysięcy sześćset sześćdziesiąt sześć jego wersetów było recytowanych przez języki z górą trzystu milionów ludzi, zaś Koran szkolił ich, oczyszczając ich dusze i serca. Dla dusz był środkiem rozwoju; dla umysłów orientacją i światłem; dla życia - życiem samym w sobie oraz szczęśliwością. Taka Księga z pewnością jest niezrównana, jest cudem i fenomenem.
Punkt Trzeci: Koran, od epoki, w której został objawiony, aż do teraźniejszości, ukazywał elokwencję, która sprawiła, że wartość siedmiu poematów znanych jako "siedem zawieszonych", które wyhaftowano złotem i zawieszono na ścianach Ka'by, spadła do takiego poziomu, że córka Labida, zdejmując z Ka'by poemat swego ojca, powiedziała: "W porównaniu z wersetami Koranu nie ma on już żadnej wartości".
Pewien poeta spośród Beduinów, słysząc recytację wersetu:
[34]
natychmiast pokłonił się do ziemi. Zapytano go: "Czy zostałeś muzułmaninem?", a on odparł: "Nie, lecz pokłoniłem się przed elokwencją tego wersetu".
Tysiące uczonych i literatów, w rodzaju geniuszów retoryki takich, jak 'Abd Al-Qadir al-Dżurdżani, As-Sakkaki czy Az-Zamachszari, jednogłośnie zdecydowały, że elokwencja Koranu przekracza granice możliwości człowieka i jest dla niego nieosiągalna.
Koran od czasu jego objawienia zapraszał również na pole walki wszystkich butnych i egoistycznych literatów i retoryków, mówiąc do nich
w sposób obliczony na złamanie ich arogancji: "Dalejże, stwórzcie choć jedną surę podobną do tego albo też zaakceptujcie zatracenie i poniżenie na tym świecie i w życiu ostatecznym". Pomimo tego wyzwania uparci retorycy tamtych czasów porzucili krótką drogę stworzenia jednej sury podobnej Koranowi, a zamiast niej wybrali długą drogę narażenia na niebezpieczeństwo siebie samych i swego dobytku. Ten fakt udowadnia, że owa krótka droga nie mogła zostać obraną.
W obiegu znajdują się miliony książek w języku arabskim; niektóre z nich są napisane przez przyjaciół Koranu, aby przypominały go i naśladowały, a niektóre przez jego wrogów, by rzucić mu wyzwanie i poddać go krytyce, jednak żadna z nich wszystkich nie jest w stanie osiągnąć poziomu Koranu. Gdyby posłuchał ich prosty człowiek, z pewnością powiedziałby: "Koran nie przypomina owych innych ksiąg ani też nie należy do tej samej kategorii, co one. Musi zatem albo przewyższać je, albo też być niższym od nich". Nikt na świecie - ani niewierny, ani głupiec - nie jest w stanie powiedzieć, że Koran jest niższy od owych ksiąg, ponieważ przewyższa je wszystkie stopniem swej elokwencji.
Kiedyś pewien człowiek, czytając werset:
[35]
powiedział: "Nie widzę w tym wersecie żadnej cudownej elokwencji". Powiedziano mu: "Cofnij się jak podróżnik do epoki Koranu i posłuchaj, jak wtedy był recytowany ów werset". Wyobrażając sobie, że znajduje się tam przed objawieniem Koranu, ów człowiek ujrzał, że wszystkie istoty świata żyły na niestabilnym, przemijającym świecie, w pustej i bezgranicznej przestrzeni, w zamieszaniu i pozbawionej życia ciemności, nie mając ani świadomości, ani żadnego celu. Nagle usłyszał ów werset, głoszony językiem Koranu, zaś werset uniósł zasłonę okrywającą wszechświat i roz-świetlił oblicze Ziemi. Ta przedwieczna mowa i to wieczne zarządzenie dały naukę wszystkim świadomym istotom, ustawionym w szeregi następujących po sobie stuleci, a uczyniły to w taki sposób, że wszechświat stał się podobnym ogromnemu meczetowi. Wszystkie stworzenia, z nie-biosami i ziemią na czele, zajęły się wspominaniem Boga i głoszeniem Jego chwały, z radością i zadowoleniem wypełniając tę funkcję.
To wszystko dostrzegł nasz podróżnik, a smakując poziom elokwencji Koranu i porównując poprzez analogię inne wersety z omawianym wersetem, pojął jeden z wielu tysięcy mądrych powodów, dla których połowa świata i piąta część ludzkości zostały podbite przez elokwentny
szept Koranu, aby jego szanowane i wspaniałe królestwo trwało nieprzerwanie przez czternaście stuleci.
Punkt Czwarty: Koran ukazał słodycz tak prawdziwą, że choć powtarzanie nawet najsłodszej rzeczy wywołuje niesmak, to fakt, że powtarzanie Koranu jest dalekim od wywoływania niesmaku i znużenia u ludzi zdrowego serca i czystego smaku, lecz przeciwnie, jeszcze zwiększa jego słodycz, był akceptowanym przez każdego od najdawniejszych czasów, a nawet stał się przysłowiowym.
Co więcej, Koran ukazuje taką świeżość, młodość i oryginalność, że nawet żyjąc od czternastu stuleci i przechodząc przez wiele rąk zachowuje ową świeżość, jakby dopiero co został objawiony. Każde stulecie widzi, że Koran cieszy się nową młodością, jakby zwracał się w szczególności do tego właśnie stulecia. Co więcej, uczeni wszystkich gałęzi nauk, nawet jeśli stale mają Koran przy sobie, aby czerpać z niego korzyści, i stale podążają za jego metodą przedstawienia danej kwestii, widzą, że Koran zachowuje oryginalność swego stylu i sposobu objaśnień.
Punkt Piąty: Jednym ze skrzydeł Koranu jest przeszłość, innym przyszłość, a jak jego korzeniami i kolejnym skrzydłem są zgodne prawdy dawnych proroków, które Koran przypieczętowuje i potwierdza, zaś one również potwierdzają go językiem jednomyślności, tak również wszystkie prawdziwe ścieżki sufich i drogi świętości, których owocami są święci mężowie i uczeni, którzy dostąpili oczyszczenia i otrzymali życie od Koranu, ukazują poprzez postęp duchowy, jaki stał się udziałem owych świętych, że ich błogosławione drzewo jest żyjącym i promienistym narzędziem prawdy, zaś kto wzrasta i żyje pod ochroną drugiego z jego skrzydeł, ten zaświadcza, że Koran jest czystą prawdą, zaś w swym obejmowaniu każdej rzeczy jest niezrównanym cudem.
Punkt Szósty: Prawdomówność i wiarygodność Koranu ukazują świetlistość jego sześciu aspektów. Zaiste, filary argumentów i dowodów pod nim; blaski pieczęci cudowności ponad nim; dary szczęśliwości na tym świecie i w świecie, który dopiero nadejdzie (a jest to cel, ku któremu prowadzi Koran), przed nim; prawdy niebiańskiego objawienia, owego punktu oparcia, poza nim; zatwierdzenie i świadectwo niezliczonych prawych umysłów po jego prawej stronie; prawdziwy spokój, niekłamany powab, podporządkowanie się rozsądnych serc i czystej świadomości po jego lewej stronie - to wszystko udowadnia, że Koran jest cudowną, solidną, niezdobytą cytadelą niebios i ziemi.
Również Ten, Który rozporządza całym wszechświatem, umieścił na owych sześciu poziomach cudowności pieczęć potwierdzającą to, iż są
one czystą prawdą, nie są zaś słowem człowieka ani nie zawierają żadnego błędu. Tak, Rozporządzający, Który uczynił Swoim zwyczajem ukazywanie piękna we wszechświecie, ochronę tego, co dobre i słuszne, a eliminowanie oszustów i kłamców, umieścił Swą pieczęć na Koranie i potwierdził jego prawdziwość poprzez uczynienie go najbardziej powszechnie przyjmowanym, najwyższym, dominującym i szanowanym, a także poprzez przyznanie mu najwyższego stopnia sukcesu na tym świecie.
Również jeśli chodzi o tego, który jest źródłem islamu i interpretatorem Koranu (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), to jego wiara w Koran; szanowanie go bardziej niż kogokolwiek innego; pozostawanie w stanie podobnym do snu, kiedy Koran był mu objawiany [36], a inne słowa nie przypominały go ani nawet nie zbliżały się do niego; opisywanie przez niego za pomocą Koranu prawdziwych kosmicznych wydarzeń przeszłości i przyszłości, które znajdowały się za zasłoną tego, co niewidzialne, a wszystko bez wahania i z całkowitym zaufaniem; fakt, że nawet najbardziej bystre oko nie mogło dostrzec u niego żadnego oszustwa ani błędu; jego wiara w każde oświadczenie Koranu, które potwierdzał z całych swoich sił, a nic nie mogło nim zachwiać - to wszystko jest pieczęcią, która potwierdza, że Koran jest objawionym, prawdziwym i błogosławionym słowem jego Litościwego Stwórcy.
Ponadto piąta część ludzkości, a zaiste, nawet jej większość, będąc przyciąganą do Koranu, przywiązaną do niego poprzez religię, nastawiając ucha na jego słowa w żarliwym pragnieniu prawdy, zaś zgodnie ze świadectwem wielu wskazówek, wydarzeń i oświeceń, także dżinny, aniołowie i istoty duchowe, które gromadzą się wokół Koranu, by oddać cześć prawdzie, kiedy tylko jest on recytowany, jak ćmy gromadzą się wokół światła - oto pieczęć potwierdzająca przyjęcie Koranu przez wszystkie istoty, a także fakt, że zajmuje on najwyższą pozycję.
Ponadto wszystkie grupy ludzkości, od najgłupszych i najniższych do najmądrzejszych i najbardziej uczonych, w pełni otrzymują swój udział w naukach Koranu i całkowite zrozumienie jego najbardziej głębokich prawd, a uczeni wszystkich gałęzi wiedzy i setek nauk islamu, tacy jak wielcy interpretatorzy prawa szariatu oraz olśniewający i skrupulatni uczeni teologii i zasad religii, czerpią z Koranu wszystko, czego potrzebują, a także odpowiedzi na wszystkie pytania ich nauk, zaś to wszystko jest pieczęcią, która potwierdza fakt, że Koran jest źródłem i kopalnią prawdy.
Ponadto choć ci, którzy nie byli muzułmanami spośród wielkich postaci literatury arabskiej, jakich udziałem stały się największe osiągnięcia w tej dziedzinie, wielce potrzebowali wejścia w spór z Koranem,
to fakt, że wystrzegali się oni prób stworzenia czegoś, co byłoby podobne jednej surze wraz z jej elokwencją (a elokwencja jest jedynie jednym z siedmiu głównych aspektów cudowności Koranu), zaś sławni mówcy i olśniewający uczeni, którzy pragną zdobyć sławę, wchodząc w spór z Koranem, aż do dziś nie są w stanie sprzeciwić się choćby jednemu z aspektów jego cudowności, lecz pozostają milczący w swej bezsilności- oto pieczęć, która potwierdza fakt, że Koran jest cudem przekraczającym możliwości człowieka.
Tak, wartość, wyższość i elokwencja mowy czy słowa pisanego ukazują się poprzez poznanie tego, "od kogo to słowo pochodzi, do kogo jest skierowane i w jakim celu". Koran zatem nie może mieć równych sobie i nic nie jest w stanie go dosięgnąć, jako że Koran jest mową i przesłaniem Pana wszystkich światów i Stwórcy wszechświata, jest mową, która w żaden sposób nie wskazuje na naśladowanie ani sztuczność. Skierowany został do tego, który został posłany w imię wszystkich ludzi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zaiste w imię wszystkich istot, do najsławniejszego i najbardziej znanego spośród rodzaju ludzkiego, którego siła wiary dała początek potężnemu islamowi, wzniosła go do odległości dwóch łuków [37] i sprawiła, że powrócił jako ten, do którego zwraca się Przedwieczny, Który jest ponad wszelką potrzebę. Koran opisuje i objaśnia kwestie dotyczące szczęśliwości na tym świecie i w świecie, który nadejdzie, rezultaty stworzenia wszechświata i zawarte w nim zamysły Wszechwładnego. Objaśnia także poziom wiary tego, do którego się zwraca, a była ona najwyższą i najbardziej rozległą wiarą, obejmującą wszystkie prawdy islamu. Obraca i ukazuje każdą stronę ogromnego wszechświata, jakby był on mapą, zegarem czy domem, naucza o nim i opisuje go w stylu właściwym rzemieślnikowi, Który wszechświat ukształtował. Tak, wytworzenie czegoś podobnego Koranowi, owej Księdze cudownej wystawy, jest niemożliwe, a poziomu jego cudowności nie można osiągnąć.
Ponadto każdy z tysięcy skrupulatnych uczonych o wysokiej inteligencji spisywał komentarze objaśniające Koran (a niektóre z nich liczą sobie trzydzieści, czterdzieści lub nawet siedemdziesiąt tomów), ukazując i udowadniając poprzez świadectwo i argumenty niezliczone przymioty, finezyjne punkty, cechy charakterystyczne, tajemnice, wzniosłe znaczenia i liczne wskazówki dotyczące wszelkiego rodzaju kwestii tego, co ukryte i niewidzialne, jakie zawiera Koran. Szczególnie tyczy się to stu trzydziestu części Traktatów Światła, z których każda udowadnia poprzez rozstrzygające argumenty jeden przymiot, jeden finezyjny punkt Koranu. Każda część Traktatów Światła - jak Cudowność Koranu;
jak Stacja Druga Słowa Dwudziestego, która wywodzi z Koranu wiele wniosków dotyczących takich cudów cywilizacji, jak kolej żelazna czy samolot; jak Promień Pierwszy, nazwany Znakami Koranu, który umożliwia poznanie wskazówek wersetów wzmiankujących o Traktatach Światła czy elektryczności; jak osiem krótkich traktatów zwanych Ośmioma Symbolami, które ukazują, jak dobrze uporządkowanymi, pełnymi znaczeń i tajemniczymi są słowa Koranu; jak krótki traktat udowadniający pięć aspektów cudowności wersetów kończących surę Al-Fath przez wzgląd na to, iż dają one wieść o tym, co niewidzialne - ukazuje jedną prawdę, jedno światło Koranu. Wszystkie razem tworzą pieczęć potwierdzającą to, że Koran nie ma podobnego sobie, jest cudem i fenomenem, że jest językiem świata tego, co niewidzialne, w świecie przejawów, i słowem Wszechwiedzącego, Który zna to, co niewidzialne.
Zatem z powodu owych przymiotów i cech charakterystycznych Koranu, na jakie wskazaliśmy powyżej w sześciu punktach, poprzez sześć aspektów i sześć poziomów, jego wzniosłe i świetliste panowanie oraz uświęcone i potężne władanie trwa w doskonałej wspaniałości, rozświetlającej oblicza wszystkich stuleci i oblicze ziemi od tysiąca trzystu lat. Ponadto przez wzgląd na owe przymioty Koranu każda z jego świętych liter została wyróżniona tym, że wydaje dziesięciokrotną nagrodę, dziesięć zasług i dziesięć - lub nawet więcej - wiecznych owoców, a w porach błogosławionych wartość każdej litery rośnie od dziesięciu do setek dobrych uczynków. Nasz podróżnik przez świat pojął to i rzekł do swego serca:
"Koran, który jest tak cudownym pod każdym względem, poprzez jednomyślność jego sur, zgodność jego wersetów i zgodę jego świateł, poprzez jego świadectwa mające postać dowodów istnienia, jedności, atrybutów i Najpiękniejszych Imion Jedynego, Którego istnienie jest konieczne, zaświadcza fakt, że jego świadectwo wydało nieskończenie liczne świadectwa wszystkich wiernych".
W zwięzłej wzmiance o nauce dotyczącej wiary i Bożej jedności, którą wędrowiec zaczerpnął z Koranu, w Stopniu Siedemnastym Stacji Pierwszej zostało powiedziane:
Nasz podróżnik i wędrowiec poprzez życie dowiedział się, że wiara jest najbardziej drogocennym majątkiem, jaki posiada człowiek, jako że obdarowuje ubogiego człowieka nie przemijającymi i efemerycznymi ziemią czy mieszkaniem, lecz pałacem i wiecznym królestwem, zaiste tak wielkim, jak cały kosmos lub świat jako taki. Ponadto wiara obdarowuje efemerycznego człowieka wszystkim, czego potrzebuje on do życia wiecznego, ocala owego nieszczęśnika, który oczekuje pod szubienicą na swój los, przed wiecznym unicestwieniem, i otwiera dla człowieka wieczny skarbiec niekończącej się szczęśliwości. Wówczas wędrowiec powiedział do siebie:
"Naprzód! Aby posiąść kolejny stopień spośród nieskończonych stopni wiary, zapoznajmy się z całością wszechświata i posłuchajmy tego, co on mówi. Wówczas będziemy mogli udoskonalić i rozświetlić lekcje, jakie otrzymaliśmy od jego poszczególnych części".
Spoglądając przez wielki i obejmujący każdą rzecz teleskop, jaki zaczerpnął z Koranu, podróżnik ujrzał, że wszechświat jest tak pełen znaczeń i dobrze uporządkowany, jakby przybrał postać ucieleśnionej księgi Chwalebnego, wcielonego Koranu pochodzącego od Wszechwładnego, finezyjnie upiększonego pałacu Przedwiecznego, Który jest ponad wszelką potrzebę, uporządkowanego miasta Najbardziej Miłosiernego. Wszystkie sury, wersety i słowa owej księgi wszechświata, a nawet jej litery, rozdziały, akapity, stronice i wersy, poprzez stałe i znaczące wymazywanie ich i potwierdzanie na nowo, a także poprzez ich mądre przemiany i naprzemienność, jednomyślnie wyrażają
istnienie i obecność Tego, Który jest o każdej rzeczy Wszechwiedzący i nad każdą rzeczą Wszechwładny, jako autora owej księgi, Chwalebnego i Doskonałego Zapisującego, Który dostrzega wszystkie rzeczy w każdej rzeczy i zna powiązania każdej rzeczy ze wszystkimi rzeczami.
Również wszystkie gatunki i cząsteczki wszechświata, wszyscy jego mieszkańcy i wszystko, co wszechświat zawiera, wszystko, co wchodzi do niego i co z niego wychodzi, wszelkie opatrznościowe zmiany i mądre procesy odmładzania, jakie w nim zachodzą - jednym głosem oznajmiają istnienie i jedność Wzniosłego mistrza rzemiosł, Stwórcy, Który nie ma Sobie równych, Który wprawia każdą rzecz w ruch z bezgraniczną mocą i nieskończoną mądrością. Świadectwo dwóch wielkich prawd, części i całego ogromu wszechświata, potwierdza jego najwyższe świadectwo.
Prawda Pierwsza to prawdy "stwarzania" i "możliwości", ugruntowane i poparte niezliczonymi dowodami przez utalentowanych uczonych w dziedzinach zasad religii i nauki teologii, jak również przez mędrców islamu. Powiedzieli oni, że skoro we wszystkich rzeczach na świecie można dostrzec zmienność i mutację, to świat musi być efemeryczny i stworzony; nie może istnieć, nie będąc stworzonym [38]. Jeśli jest on stworzonym, zatem musi istnieć jego Stwórca, a jeśli w istocie danej rzeczy nie można znaleźć ani przyczyny jej istnienia, ani też przyczyny jej nieistnienia, to dwie możliwości są prawdopodobne w równym stopniu, istnienie owej rzeczy nie może być koniecznym, zaś ona sama nie może być wieczna.
Ponadto zostało udowodnione poprzez rozstrzygające argumenty, że nie jest możliwe, aby rzeczy stwarzały same siebie, jako że to pociągałoby za sobą absurdalne i fałszywe pojęcie przypadkowości, a także następowanie po sobie nieskończenie wielu przyczyn. Stąd staje się niezbędnym istnienie Tego, Którego istnienie jest konieczne, Którego podobieństwo nie może istnieć, Którego podobieństwo jest niemożliwością, a wszystko prócz Niego jest od Niego zależne i przez Niego stworzone.
Tak, prawda stwarzania wypełniła cały wszechświat, a wiele jej przykładów można ujrzeć na własne oczy; całą resztę można dostrzec jedynie za pomocą umysłu. Każdej jesieni na naszych oczach umiera cały świat, a wraz z nim umierają setki tysięcy różnych rodzajów roślin i małych zwierząt, a każdy przedstawiciel każdego gatunku jest sam w sobie małym wszechświatem. Jednakże ta śmierć jest tak uporządkowana i zdyscyplinowana, że wszystkie rzeczy pozostawiają za sobą, na swe miejsce, nasiona i jaja, które wiosną staną się narzędziami zmartwychwstania i ponownego narodzenia, cudami miłosierdzia i mądrości, cudami mocy i wiedzy. Istoty wręczają nasionom i jajom
księgi ich uczynków oraz plan działania, a umierają dopiero wtedy, kiedy powierzą owe nasiona i jaja mądrości Chwalebnego, Który zachowuje każdą rzecz, i zostawią je pod Jego ochroną.
Wiosną martwe korzenie, drzewa i zwierzęta budzą się do życia dokładnie takimi, jakie były wcześniej, dostarczając tym samym setki tysięcy przykładów, próbek i dowodów Największego Zmartwychwstania. W miejsce innych powoływane są do istnienia i życia rośliny i zwierzęta dokładnie przypominające tamte, drukując stronice istot poprzedniej wiosny, wraz z ich czynami i funkcjami, dokładnie tak, jakby były ich obwieszczeniem. Ukazują zatem jedno ze znaczeń wersetu:
[39]
Ponadto, w odniesieniu do całości, każdej jesieni umiera cały wielki świat, a każdej wiosny nowy świat jest powoływany do istnienia. Owe śmierć i stwarzanie zachodzą w sposób tak uporządkowany; obejmują tak wiele poszczególnych śmierci i aktów stworzenia; są tak uporządkowane i systematyczne, jakby świat był namiotem wędrowca, w którym stworzenia żywe przebywają przez pewien czas, do którego przybywają podróżujące światy i wędrujące królestwa, wypełniają swe obowiązki, by później odejść swoją drogą. Stają się zatem widoczne dla każdego umysłu z jasnością równą jasności słońca konieczność istnienia, nieskończona moc i bezkresna mądrość Chwalebnego, Który stwarza i powołuje do istnienia na tym świecie żyjące królestwa i służące określonemu celowi wszechświaty, Który czyni to z doskonałą mądrością i wiedzą, w doskonałej równowadze, w sposób uporządkowany i systematyczny, Który następnie z całkowitą mocą i litością zatrudnia je wszystkie, aby wypełniały zamysły Wszechwładnego i cele Miłosiernego. Dalsze omówienie kwestii związanych ze stwarzaniem pozostawiamy Traktatom Światła i księgom teologów.
Co tyczy się prawdy ewentualnych możliwości, to panuje ona nad całym wszechświatem i otacza go, ponieważ widzimy, że wszystkie rzeczy, natury powszechnej czy poszczególnej, wielkie czy małe, od Tronu Boga do ziemi i od atomów do planet, są wysyłanymi na ten świat z określoną istotą, we właściwej dla każdej z nich formie, z wyrazistą tożsamością, szczególnymi atrybutami, mądrymi przymiotami i przynoszącymi korzyści organami. By obdarować poszczególną istotę jej właściwościami, wybranymi spośród nieskończenie wielu możliwości; by odziać ją w określony, odrębny i właściwy dla niej kształt, wybrany spośród możliwości, których jest tak wiele, jak wiele jest
kształtów, jakie można sobie wyobrazić; by wyróżnić ją odpowiednią dla niej tożsamością, wybraną spośród możliwości, których jest tyle, ile jest wszystkich przedstawicieli jej gatunku; by nadać stworzonej rzeczy, która jest pozbawiona kształtu i nieokreślona, szczególne, właściwe i korzystne atrybuty wybrane spośród możliwości, których jest tak wiele, ile jest wszystkich atrybutów oraz ich poziomów; by złączyć z owym pozbawionym celu stworzeniem, zakłopotanym i strapionym pośród niezliczonych możliwości, wynikających z nieskończoności możliwych dróg i cech szczególnych, mądrze obmyślane przymioty i przynoszące korzyści organy, a także, by wyposażyć w nie ową istotę... Tak, wszystkie owe działania są wskazówkami, dowodami i potwierdzeniami - a jest ich tyle, ile jest wszelkich nieskończonych możliwości - konieczności istnienia, nieskończonej mocy i bezgranicznej mądrości Tego, Którego istnienie jest konieczne, Który stwarza, wybiera, określa i rozróżnia istotę i tożsamość, formę i kształt, atrybuty i stan wszystkich bytów zależnych, czy są one powszechne, czy poszczególne.
Wskazują one również na to, że żadna rzecz ani żadna kwestia nie są przed Nim ukryte, że nic nie jest dla Niego trudne, że największe i najmniejsze zadania są dla Niego jednakowo łatwe, że jest On w stanie stworzyć wiosnę z taką łatwością, z jaką stwarza drzewo, a drzewo z taką łatwością, z jaką stwarza nasiono. To wszystko odnosi się do prawdy możliwości i kształtuje jedno ze skrzydeł wspaniałego świadectwa zrodzonego przez wszechświat.
Jako że świadectwo wszechświata, wraz z jego dwoma skrzydłami i dwiema prawdami, jest całkowicie dowiedzione i objaśnione w innych częściach Traktatów Światła, a szczególnie w Słowach Dwudziestym Drugim i Trzydziestym Drugim oraz w Listach Dwudziestym i Trzydziestym Trzecim, odsyłamy naszych czytelników do owych pism, a w tym miejscu przerywamy tę nadzwyczaj długą opowieść.
Prawda Druga: Co tyczy się drugiej prawdy, która wynika z planu wszechświata jako całości, będąc ponadto drugim ze skrzydeł jego wspaniałego i powszechnego świadectwa, to jest ona następująca:
Pośród istot, które starają się zachować swe istnienie (lub życie, jeśli są istotami żywymi) i wypełnić swe funkcje wśród pozostających w nieustannym ruchu zmian i przemian, można ujrzeć prawdę wzajemnej współpracy, prawdę, która dalece przekracza ich możliwości.
Na przykład żywioły spieszą z pomocą istotom żywym; chmury spieszą z pomocą królestwu roślin; królestwo roślin spieszy z pomocą królestwu
zwierząt, a królestwo zwierząt spieszy z pomocą królestwu człowieka. Mleko tryska z piersi niczym źródło Raju, aby wesprzeć niemowlęta; to, co potrzebne stworzeniom żywym, i całe ich zaopatrzenie jest im dane w sposób dalece przekraczający ich możliwości, pochodząc z niespodziewanych miejsc; komórki ciała są uzupełniane cząsteczkami pożywienia poprzez podporządkowanie owych cząsteczek ich Panu i zatrudnienie ich w Jego miłosiernej dłoni - wszystkie te przykłady prawdy wzajemnej współpracy, a także wiele innych, ukazują powszechną i litościwą wszechwładzę Pana (ar. Ar-Rabb) wszystkich światów, Który zarządza wszechświatem, jakby był on pałacem.
Tym, co sprawia, że pozbawione życia i uczuć przedmioty, które niemniej jednak współpracują z wrażliwością i świadomością, spieszą z pomocą jeden drugiemu, z pewnością muszą być moc, miłosierdzie i rozkaz Litościwego, Mądrego i Chwalebnego Pana (ar. Ar-Rabb).
Powszechna współpraca widzialna w całym wszechświecie; wszechstronna równowaga i zachowywanie każdej rzeczy, dominujące z największą systematycznością nad wszelkimi rzeczami, od planet do części ciała, kończyn i cząsteczek ciał istot żywych; upiększenie dokonane przez Tego, Którego pióro dosięga wyzłacanego oblicza niebios, zdobnego oblicza ziemi i delikatnych twarzy kwiatów; uporządkowanie panujące nad każdą rzeczą, od Drogi Mlecznej i Układu Słonecznego aż do owoców, takich jak kukurydza czy granat; wyznaczenie obowiązków każdej rzeczy, od słońca i księżyca, żywiołów i chmur aż do pszczół - wszystkie te wielkie prawdy składają świadectwo proporcjonalnej do nich wspaniałości, zaś ich świadectwo kształtuje drugie skrzydło świadectwa wszechświata.
Jako że Traktaty Światła dowiodły owego wielkiego świadectwa i wyjaśniły je, w tym miejscu zadowolimy się ową zwięzłą wskazówką.
W zwięzłej wzmiance na temat lekcji, jaką nasz podróżnik odebrał od kosmosu, w Stopniu Osiemnastym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Wówczas gorliwy i dociekliwy podróżnik, który poszukiwał Stwórcy świata, a poprzez pośrednie zyskanie wiedzy o Bogu postąpił naprzód przez osiemnaście stopni, na koniec wniebowstąpienia w wierze do Tronu Prawdy zbliżył się do stacji, w której mógł stanąć w obecności Boga i zwrócić się wprost do Niego. Powiedział do własnej duszy:
"W szlachetnej surze Otwierającej Koran wersety rozciągające się od jej początku aż do słowa ijjaka - ar. (jedynie) Ciebie - są formą pośrednio wypowiedzianego wysławiania i wychwalania, jednak słowo ijjaka wyraża znalezienie się w obecności Boga i zwracanie się wprost do Niego. My zatem również powinniśmy porzucić pośrednie poszukiwania i zapytać o obiekt naszych poszukiwań Tego, Którego poszukujemy. Kto chce pytać o ukazujące każdą rzecz słońce, musi zwrócić się do słońca, ponieważ to, co ukazuje każdą rzecz, ukaże samo siebie z jeszcze większą jasnością. Jak dostrzegamy i poznajemy słońce poprzez jego promienie, tak możemy również - stosownie do naszych zdolności - starać się o poznanie naszego Stwórcy poprzez Jego Najpiękniejsze Imiona i święte atrybuty".
W tym miejscu w sposób najbardziej treściwy i zwięzły wyłożymy dwie z niezliczonych dróg wiodących do tego celu, dwa z niezliczonych poziomów owych dwóch dróg, dwie z licznych prawd i dwa z licznych szczegółów owych dwóch poziomów.
Prawda Pierwsza: Naszym oczom ukazuje się obejmująca każdą rzecz, trwała, uporządkowana i wspaniała prawda, która zmienia, przekształca
i odnawia wszelkie istoty w niebiosach i na ziemi poprzez władcze i nieustanne działanie. W owej prawdzie działania mądrego pod każdym względem natychmiast dostrzegamy prawdę przejawu wszechwładzy, a z kolei w prawdzie owego pod każdym względem miłosiernego przejawu wszechwładzy rozpoznajemy prawdę objawienia boskości.
Poprzez owo nieprzerwane, mądre i władcze działanie mogą zostać rozpoznane czyny Wszechmocnego i Wszechwiedzącego Czyniącego, ukazujące się jak gdyby spoza zasłony. Spoza zasłony owych zaopatrujących i zarządzających uczynków wszechwładzy mogą natychmiast zostać dostrzeżonymi Najpiękniejsze Imiona Boga, przejawiające się w każ-dej rzeczy. Następnie można wywnioskować istnienie poza zasłoną Najpiękniejszych Imion, przejawiających się z całą chwałą i w całym pięknie, prawdy siedmiu świętych atrybutów, a zgodnie ze świadectwem wszelkiego aktu stworzenia, składanym poprzez dawanie życia, wszechmoc, wiedzę, słyszenie i dostrzeganie każdej rzeczy, zgodność z wolą i mowę, oku obecnej w sercu wiary ukazuje się z całą oczywistością, koniecznością i całkowitą pewnością istnienie Tego, Którego istnienie jest konieczne, opisywanego przez owe atrybuty, Jedynego w Jego jedności, Którego można poznać poprzez Najpiękniejsze Imiona, Wiecznego Czyniącego, Który nie ma równego Sobie - w sposób bardziej oczywisty i olśniewający od tego, w jaki ukazuje się istnienie słońca.
Piękna i głęboka księga z całą koniecznością implikuje dzieło pisania, a dobrze wybudowany dom implikuje dzieło budowania; dzieła pięknego pisania i budowania implikują istnienie imion pisarza i budowniczego; tytuły pisarza i budowniczego w sposób oczywisty implikują kunszt i atrybuty pisania i budowania, a kunszt i atrybuty w sposób oczywisty wymagają istnienia tego, kto będzie określany przez imiona i atrybuty, kto będzie artystą i zdolnym rzemieślnikiem. Jak niemożliwością jest, by istniał czyn bez czyniącego lub imię bez tego, który jest przez nie określany, tak nie jest możliwym, by istniał atrybut bez tego, którego ów atrybut określa, by istniało rzemiosło bez rzemieślnika.
Zatem na podstawie tej prawdy i zasady wszechświat wraz ze wszystkimi istotami, które zawiera przypomina zbiór głębokich ksiąg i liter zapisanych piórem Bożego zarządzenia, niezliczonych budynków i pałaców wzniesionych przy użyciu młota Bożej mocy. Każda z owych istot z osobna na tysiące sposobów wypowiada następujące świadectwo, które wszystkie razem wyrażają na niezliczone sposoby:
Owe nieprzeliczone czyny Wszechwładnego i Miłosiernego, niezliczone przejawy tysiąca i jednego Najpiękniejszych Imion Boga, będących
źródłem owych czynów, a także nieskończenie liczne przejawy siedmiu niedoścignionych atrybutów, będących źródłem Najpiękniejszych Imion, w nieskończenie liczne i nieprzeliczone sposoby wskazują na konieczność istnienia w jedności Tego, Któremu należy się wszelka chwała, Który jest źródłem obejmujących każdą rzecz i opisujących Go siedmiu świętych atrybutów, a także zaświadczają Jego istnienie. Tak samo wszelkie przykłady piękna, powabu, doskonałości i znakomitości, jakie znajdziemy w owych istotach, z całą oczywistością i wszystkie razem zaświadczają uświęcone piękno i doskonałość Wszechwładnego, Jego Najpiękniejszych Imion, atrybutów i godnych ich przymiotów, a także uświęcone piękno Przeczystego i Przenajświętszego.
Zatem prawda wszechwładzy przejawiająca się w prawdzie działania ujawnia się i staje się poznaną w cechach i dziełach takich, jak stwarzanie, zapoczątkowywanie, kształtowanie i powoływanie do istnienia z wiedzą i mądrością; jak systematyczne i uporządkowane rozporządzanie, kształtowanie, zarządzanie i przemiana; jak przekształcanie, zsyłanie i udoskonalanie zgodne z zamysłem i wolą; jak odżywianie, pielęgnowanie i szczodre obdarowywanie z czułością i miłosierdziem. W prawdzie przejawu wszechwładzy można poznać i rozpoznać prawdę natychmiast dostrzeganego objawienia boskości, a to poprzez litościwe i szczodre przejawy Najpiękniejszych Imion oraz poprzez przejawy siedmiu atrybutów potwierdzających istnienie Chwalebnego i Najpiękniejszego, którymi są życie, wiedza, moc, wola, słuch, wzrok i mowa.
Jak atrybut mowy czyni poznaną istotę Przenajświętszego poprzez objawienie i inspirację, tak atrybut mocy czyni Go Poznanym poprzez umiejętne dzieła owej mocy i jej efekty, z których każdy jest niczym słowo przybierające zewnętrzny kształt. Przedstawiając kosmos od krańca do krańca jako wcieloną księgę roztropności, atrybut mocy opisuje Wszechmocnego, do Którego należy wszelka chwała, i czyni Go Poznanym.
Jeśli chodzi o atrybut wiedzy, czyni on poznaną istotę Jedynego i Przenajświętszego poprzez każdą z mądrze obmyślanych, uporządkowanych i pozostających w równowadze rzeczy stworzonych, poprzez każde stworzenie zarządzane, kierowane, upiększane i rozróżniane w Bożej wiedzy.
Jeśli chodzi o atrybut życia, jest on udowadnianym nie tylko przez to, co go zaświadcza, lecz także przez wszystkie dzieła głoszące moc Boga, przez wszystkie dobrze uporządkowane, mądrze obmyślane, pozostające w równowadze i upiększone kształty oraz stany wskazujące na Bożą
wiedzę, jak jest to również w przypadku dowodów wszelkich innych atrybutów. Zatem życie, ukazywane poprzez świadectwa wszelkich istot żywych, będących zwierciadłami odbijającymi obfitość owych dowodów, czyni poznaną istotę Wiecznie Żyjącego, Który istnieje Sam z Siebie.
Ponadto ów atrybut jest tym, który nieprzerwanie zmienia kosmos, aby wytworzyć w nim wiecznie młode i różnorodne przejawy i desenie, aby przekształcić go w największe zwierciadło złożone z nieprzeliczonych mniejszych zwierciadeł. Podobnie każdy z atrybutów wzroku, słuchu, woli i mowy Boga ukazuje i czyni poznaną istotę Przenajświętszego, tak jak robi to kosmos.
Jak atrybuty wskazują na istnienie Tego, do Którego należy wszelka chwała, tak również w najbardziej oczywisty sposób wskazują na istnienie i prawdę życia, a także na fakt, że Bóg jest Żyjącym i Trwającym, ponieważ wiedza jest znakiem życia, słuch wskazuje na życie, wzrok może być przynależnym jedynie temu, co żyje, a wola ma miejsce jedynie wtedy, kiedy towarzyszy życiu. Ponadto służącą określonemu celowi moc znajdziemy jedynie u istot żywych, a mowa jest zadaniem tych, którzy zokrzli obdarowani wiedzą i życiem.
Z tego, co powiedzieliśmy powyżej, wynika, że dowody atrybutu życia, a także świadectwa głoszące jego istnienie oraz istnienie Tego, Którego ów atrybut określa, są siedem razy bardziej liczne od wszystkich stworzeń kosmosu. Jest on zatem fundamentem i źródłem pozostałych atrybutów, początkiem i wsparciem Największego Imienia Boga. Jako że Traktaty Światła udowadniają ową Prawdę Pierwszą za pomocą potężnych dowodów i objaśniają ją, w tej chwili zadowolimy się jedną kroplą z owego oceanu.
Prawda Druga to słowa Boga, biorące swój początek z atrybutu mowy. Zgodnie z duchowym sensem wersetu:
[40]
słowa Boga są niewyczerpane. Najbardziej jasnym znakiem ukazującym istnienie danego bytu jest jego mowa, zatem niniejsza prawda stanowi niekończące się świadectwo istnienia oraz jedności Przedwiecznego, Mówiącego. Jako że dwoma potężnymi świadectwami owej prawdy są objawienie i inspiracja, omówione w Stopniach Czternastym i Piętnastym tego traktatu; jako że innego rozległego dowodu dostarczają święte i niebiańskie Księgi Objawione, jak jest to wskazane w Stopniu Dziesiątym; jako że w kolejny najbardziej olśniewający i wszechstronny dowód zaopatruje nas Koran, owa Księga cudownej wystawy, co zostało omówione w Stopniu Siedemnastym - dla wszystkich tych powodów
odsyłamy naszych czytelników do owych Poziomów po przedstawienie i potwierdzenie owej prawdy. Nam i naszemu podróżnikowi, który nie był w stanie dotrzeć poza ten punkt, wystarczą światła i tajemnice zawarte we wzniosłym wersecie, który w cudowny sposób głosi ową prawdę i dodaje swoje świadectwo do wszystkich poprzednich świadectw:
[41]
We wzmiance o istocie lekcji, jaką nasz podróżnik otrzymał na owej uświęconej stacji, w Stopniu Dziewiętnastym Stacji Pierwszej powiedzieliśmy:
Traktat Suplikacja (ar. Munadżat), będący Promieniem Trzecim, został spisany w Kastamonu wraz z Największym Znakiem (tur. Ayetu'l-Kubra) i pięcioma lub sześcioma innymi traktatami. Jest olśniewającym zilustrowaniem biegu życia Nauczyciela, jego działalności oraz kwestii, wokół których w owym czasie obracała się jego służba. Zaiste, jak potwierdzają to znaki prawd zawarte w owym traktacie, Said Nursi zajmował się pracą nad umocnieniem wiary, która jest służbą najbardziej niezbędną dla islamu i dla tego narodu.
Niniejszy Dowód Ósmy filarów wiary [42] daje świadectwo konieczności istnienia Boga i Jego jedności, a także niezachwiane dowody Jego wszechobejmującej wszechwładzy i bezmiaru Bożej mocy. Udowadnia także zarówno zasięg Bożego panowania, jak rozległość Bożego miłosierdzia, zakres Bożej wiedzy oraz fakt, że mądrość Boga obejmuje wszystkie istoty wszechświata.
W skrócie: W ośmiu fragmentach niniejszego Dowodu Ósmego, w każdym z nich, zawarte jest osiem wniosków. Udowadniając owe osiem wniosków poprzez ich świadectwa, Dowód Ósmy jest wielce wartościowy.
[43]
(Niniejszy traktat, Suplikacja, który tworzy Promień Trzeci, jest rodzajem komentarza do powyższego wersetu).
O, mój Boże i Panie!
Oczami wiary, dzięki nauce i światłu Koranu, dzięki naukom Szlachetnego Posłańca Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i wskazówkom Najpiękniejszego Imienia "Wszechmądry", widzę, że w niebiosach nie ma żadnego obracania się ani innego ruchu prócz tych, które poprzez swój porządek i systematyczność wskazują na Twoje istnienie. Nie ma ciał niebieskich prócz tych, które wypełniając bezgłośnie swój obowiązek i pozostając na miejscu bez żadnej podpory, świadczą o Twojej wszechwładzy i jedności. Nie ma gwiazd prócz tych, które przez ich zrównoważone stworzenie, prawidłowe umiejscowienie, świetlisty uśmiech i pieczęć podobieństwa do innych gwiazd wskazują na majestat Twej boskości i jedności. Wśród dwunastu planet nie ma ani jednej prócz tych, które przez ich przemyślany ruch, posłuszne podporządkowanie się, uporządkowane obowiązki i wymownych satelitów zaświadczają konieczność Twego istnienia i wskazują na suwerenność Twej boskości.
Tak, o Stwórco niebios i ziemi, Który rozporządzasz i zarządzasz wszystkimi cząsteczkami wraz ze wszystkimi złożonymi całościami, jakie one tworzą, Który obracasz planety wraz z ich uporząd-kowanymi
satelitami, podporządkowując je Swemu rozkazowi! Jak każdyz mieszkańców niebios zaświadcza na własną rękę, tak wszyscy jako całość świadczą o konieczności Twego istnienia i o Twej jedności w sposób tak jasny i potężny, że owo świadectwo potwierdzają olśniewające dowody, których jest tyle, ile gwiazd w niebiosach.
Ponadto, ukazując się jako regularna armia lub cesarska flota, przystrojona w elektryczne światła, przejrzyste, piękne i nieskalane niebiosa wraz z nadzwyczaj wielkimi i szybkimi ciałami niebieskimi jasno wskazują na wspaniałość Twej wszechwładzy i na ogrom Twej mocy, która stwarza wszelkie rzeczy; na bezkres Twego panowania, które okrywa całe niebiosa; na Twoje miłosierdzie, które obejmuje każdą żywą rzecz - a także świadczą, nie pozostawiając żadnej wątpliwości, o pełni Twojej wiedzy, która troszczy się o wszystkie stany i okoliczności wszystkich stworzeń niebios, obejmuje je i porządkuje, jak również o Twojej mądrości, obejmującej każdą rzecz. Owo świadectwo jest tak oczywiste, jakby gwiazdy były słowami i świetlistymi wcieleniami świadectwa niebios.
Ponadto podobne zdyscyplinowanym żołnierzom, stojącym w szyku okrętom, cudownym samolotom lub zdumiewającym lampom gwiazdy na arenie niebios, w ich morzach i na ich wielkich przestrzeniach, ukazują lśniącą wspaniałość panowania Twojej boskości. Jak sugerują to obowiązki słońca (ledwie jednej gwiazdy spośród członków owej armii), mające związek z jego planetami i naszą Ziemią, niektóre z jego towarzyszy, jakimi są inne gwiazdy, wskazują na światy życia ostatecznego i nie są one pozbawione obowiązków; są one słońcami wiecznych światów.
O Ty, Którego istnienie jest konieczne! O, Jedyny w Swej jedności!
Owe cudowne gwiazdy, owe zdumiewające słońca i księżyce są podporządkowane, rozmieszczone we właściwym porządku i zatrudnione w Twoich królestwach, w Twoich niebiosach, poprzez Twój rozkaz, Twą siłę i moc, Twoje zarządzanie i kierownictwo. Wszystkie te ciała niebieskie wychwalają i wywyższają ich Jedynego Stwórcę, Który wprawia je w ruch i zarządza nimi; językiem swego usposobienia oznajmiają: "Wszelka chwała niech będzie Bogu! Bóg jest Największy!" Poprzez wszystkie ich wychwalania również ja głoszę Twoją świętość.
O, Wszechpotężny i Chwalebny, Ukryty za siłą Swych przejawów i za wspaniałością Swej wielkości! O Ty, do Którego należy absolutna wszechmoc!
Dzięki nauczaniu Wszechmądrego Koranu i naukom Twego Najszlachetniejszego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) pojąłem, że jak niebiosa i gwiazdy świadczą o Twym istnieniu i o Twej
jedności, tak atmosfera wraz z jej chmurami, błyskawicą, grzmotem, wiatrami i deszczem zaświadcza konieczność Twego istnienia i Twoją jedność.
Tak, wysyłanie przez pozbawione życia i nieświadome chmury wody życia, deszczu, z pomocą potrzebującym istotom żywym zachodzi wyłącznie dzięki Twemu miłosierdziu i Twej mądrości; bezładny przypadek nie mógłby ingerować w nie w żaden sposób. Najbardziej potężna ze zjawisk elektryczności błyskawica, wskazując na możliwość wykorzystania elektryczności do oświetlania, zachęca człowieka do wyciągania z niej korzyści oraz spektakularnie rozświetla Twą moc w przestrzeni. Grzmot zapowiada nadejście deszczu, sprawiając, że bezkresna przestrzeń przemawia, a niebiosa rozbrzmiewają echem jego wychwalania; głosi Twą świętość poprzez swoje słowa, zaświadczając Twą wszechwładzę. Wiatry, którym powierzono liczne obowiązki, takie jak dostarczanie stworzeniom żywym najbardziej życiodajnego zaopatrzenia, z którego najłatwiej wyciągnąć korzyści, które zapewniają i ułatwiają oddychanie, dla określonego celu przemieniają atmosferę w tablicę do zapisywania i ścierania słów, wskazując na działanie Twojej mocy i poświadczając Twoje istnienie. Podobnie miłosierdzie pozyskane dzięki Twej litości z chmur [44] i wysłane do istot żywych zaświadcza słowami swych zachowujących równowagę i uporządkowanych kropel o zakresie Twego miłosierdzia i Twej litości.
O, Czyniący, Zarządzający każdą rzeczą, Wyniosły i Szczodry, Który zsyłasz dary!
Chmury, błyskawica, grzmot, wiatr i deszcz - każde z nich na własną rękę zaświadcza o konieczności Twego istnienia, podobnie jak czynią to wszystkie jako całość, jako że przenikają się nawzajem i wspomagają w wykonywaniu obowiązków. Choć ze swej natury nie są podobne do siebie nawzajem, lecz są swoimi przeciwieństwami, każde z nich z największą mocą wskazuje na Twoją jedność. Wskazują również na wspaniałość Twej wszechwładzy, która czyni wielką atmosferę wystawą cudów, w niektóre dni wypełniając ją i opróżniając po kilka razy. Wskazują także na ogrom i wszechobecność Twojej mocy, która czyni atmosferę podobną do łupka, jaki zapisuje się, by następnie wytrzeć go do czysta, a także wyciska ją jak gąbkę, nawadniając ogród ziemi; na Twe bezkresne miłosierdzie i bezgraniczne władanie, które pod zasłoną atmosfery zarządza całą ziemią i wszystkimi stworzeniami. Co więcej, powietrze jest zatrudnione przy wykonywaniu obowiązków tak mądrych, zaś chmury i wiatr są wykorzystane dla uzyskania korzyści w sposób tak przemyślany, że nie mogłyby być zatrudnione w ten sposób, gdyby nie istniały wiedza i mądrość obejmujące każdą rzecz.
O Ty, Który czynisz to, co chcesz!
Poprzez Twe działanie w atmosferze Twoja moc, która nieprzerwanie ukazuje przykłady Zmartwychwstania i Wielkiego Zgromadzenia, przekształca lato w zimę, a zimę w lato, jak również dokonuje innych podobnych dzieł, daje znak, że przekształci ten świat w świat życia ostatecznego, a tam ukaże jej wiecznie trwające dzieła.
O, Wszechmocny, Któremu należy się chwała!
Powietrze, chmury, deszcz, grzmot i błyskawica w atmosferze są Tobie podporządkowane i zatrudnione w Twoich królestwach poprzez Twój rozkaz, Twoją moc i siłę. Owe stworzenia, które ze swej natury tak bardzo różnią się od siebie nawzajem, głoszą świętość ich Władcy i przywódcy, Który uczynił je podlegającymi w jednej chwili Jego prędko przekazywanemu rozkazowi, wychwalają i wysławiają Jego miłosierdzie.
O, Chwalebny Stwórco niebios i ziemi!
Dzięki naukom Wszechmądrego Koranu i nauczaniu Szlachetnego Posłańca Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) wierzę i wiem, że jak niebiosa zaświadczają konieczność Twego istnienia i Twoją jedność poprzez ich gwiazdy, a atmosfera składa takie świadectwo poprzez wszystko, co wchodzi w jej skład, tak ziemia zaświadcza o Twym istnieniu i Twej jedności poprzez wszystkie stworzenia i wszystkie swoje stany.
Zaiste, nie ma żadnych przemian na ziemi (jak przemiany drzew i zwierząt, zmieniające ich strój każdego roku) prócz tych, które przez swe uporządkowanie wskazują na Twoje istnienie i na Twoją jedność. Nie ma żadnych zwierząt prócz tych, które poprzez zaopatrzenie, dostarczane im litościwie i stosownie do ich potrzeb oraz słabości, a także poprzez fakt, że zostały im dane wszelkie części ciała i zdolności niezbędne do pozostania przy życiu, zaświadczają Twoje istnienie i Twą jedność. Nie ma rośliny ani zwierzęcia stwarzanych wiosną na naszych oczach prócz tych, które umożliwiają poznanie Ciebie poprzez ich cudowny kunszt, delikatne upiększenie, odróżnianie się od innych zwierząt, a także poprzez ich uporządkowanie i równowagę. Cuda Twojej mocy, które wypełniają ziemię, a znane są jako rośliny i zwierzęta, ich stworzenie z nasion, ziaren i kropel nasienia w sposób doskonały i bez żadnego błędu, nadanie im zdobnego kształtu, a każdemu z nich - wyróżniających je cech szczególnych, tworzą świadectwo istnienia, jedności, mądrości i nieskończonej mocy ich Wszechmądrego Stwórcy bardziej olśniewające i potężniejsze niż słońce.
Ponadto nie ma żywiołów takich, jak powietrze, woda, ogień i ziemia, prócz tych, które wykonując swe obowiązki świadomie i doskonale mimo swego braku świadomości, będąc środkami transportu dla dobrze uporządkowanych owoców pochodzących ze skarbca tego, co niewidzialne (choć są proste i nieuporządkowane, choć rozprzestrzeniają się wszędzie), świadczą o Twoim istnieniu i o Twojej jedności.
O, Wszechpotężny Stwórco! O, Wszechwiedzący, Kształtujący! O, Czyniący Stworzycielu!
Jak ziemia wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami zaświadcza o konieczności istnienia jej Stwórcy, tak - o, Jedyny w Swej jedności!, o, Łaskawy i Dobrotliwy!, O, Najbardziej Szczodry, Który dajesz zaopatrzenie! - poprzez pieczęć odciśniętą na jej obliczu i poprzez pieczęcie na obliczach wszystkich jej mieszkańców, poprzez ich jedność, przenikanie się nawzajem i wzajemne wspieranie, poprzez Najpiękniejsze Imiona i dzieła Twej wszechwładzy wskazujące na to, iż są oni tym samym...; tak, poprzez to wszystko ziemia zaświadcza z największą jasnością o Twojej jedności Jedynego, zaiste, składa owo świadectwo po tylekroć, ile jest wszystkich jej stworzeń.
Podobnie poprzez bycie obozem wojskowym, wystawą i miejscem nauki, poprzez wszystkie czterysta tysięcy różnych narodów obecnych w dywizjach jej roślin i zwierząt, które regularnie otrzymują wszelkie wyposażenie, jakiego potrzebują, ziemia wskazuje na wspaniałość Twej wszechwładzy i na fakt, że Twoja moc przenika każdą rzecz.
Ponadto całe różnorodne zaopatrzenie niezliczonych istot żywych, fakt, że zostaje im dane litościwie, szczodrze i dokładnie we właściwym czasie, a także całkowite podporządkowanie i posłuszeństwo owych niezliczonych jednostek rozkazom Wszechwładnego - ukazują, że Twoje miłosierdzie i Twoje panowanie obejmują każdą rzecz.
Ponadto wysyłanie karawan stworzeń, które na ziemi podlegają nieprzerwanym zmianom oraz naprzemienności życia i śmierci, zarządzanie i kierowanie roślinami i zwierzętami oraz fakt, że jest ono możliwe jedynie poprzez wiedzę dotyczącą każdej rzeczy i poprzez nieskończoną mądrość, władającą każdą rzeczą, wskazują na Twą wszechobejmującą wiedzę i mądrość.
Ponadto najwyższe znaczenie nadane człowiekowi, który przez krótki czas wykonuje nieskończone obowiązki, który został wyposażony w zdolności sugerujące, iż jego celem jest żyć przez całą wieczność, który ma w swej dyspozycji wszelkie istoty ziemi; nieskończone kwoty wydawane dla niego na poligonie tego świata, na tej przemijającej
wystawie i w owym rozbitym na pewien czas wojskowym obozie; bezkresne przejawy wszechwładzy, niezliczone przesłania Boga i nieprzeliczone Boże dary - z pewnością nie mogą zostać pomieszczone przez to ulotne, marne i bezładne życie, przez ów przemijający świat pełen boleści. Jako że mogłyby one zaistnieć jedynie dla innego, wiecznego życia, dla wiecznie trwającej siedziby szczęśliwości, zatem wskazują na dary życia wiecznego w wiecznie trwającym królestwie, a nawet zaświadczają ich istnienie.
O, Stwórco każdej rzeczy!
Wszystkie stworzenia ziemi są zarządzane i podporządkowane w Twoich królestwach i na Twojej ziemi poprzez Twoją siłę, moc i wolę, Twoją wiedzę i mądrość. Twoja wszechwładza, której działanie widzimy na obliczu ziemi, do tego stopnia obejmuje każdą rzecz; Twoje zarządzanie jest tak doskonałe, precyzyjne i wykonywane zawsze w ten sam sposób, iż ukazują one, że owa wszechwładza jest całością, której nie można rozbić na części, jest czymś ogólnym i powszechnym, co nie może zostać podzielone. Ziemia wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami niezliczonymi językami głosi świętość jej Stwórcy i wychwala Go daleko wyraźniej niż przez wypowiedziane słowa, językami jej istot wychwala i wysławia Chwalebnego, Który daje zaopatrzenie, za Jego niekończące się dary.
O, Przeczysty i Przenajświętszy, Ukryty za siłą Twych przejawów i za wspaniałością Twej wielkości!
Poprzez wszystkie słowa głoszące Twą świętość i wychwalające Cię, jakie wypowiada ziemia, ja również głoszę Twoją świętość i oznajmiam, że jesteś wolnym od wszelkiego niedostatku, bezsilności i towarzysza, a poprzez całe jej wychwalanie i wysławianie ja również wychwalam Cię i składam Ci podziękowania.
O, Panie lądu i mórz!
Z nauczania Koranu i nauki Twego Najszlachetniejszego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) pojąłem, że jak niebiosa, atmo-sfera i ziemia świadczą o Twej jedności i o konieczności Twego istnienia, tak świadczą o nich z największą jasnością morza, rzeki, strumienie i źródła. Tak, w morzach, które są dla naszego świata zdumiewającymi kotłami parowymi, nie ma żadnej istoty ani nawet żadnej kropli wody prócz tych, które poprzez ich właściwie uporządkowane istnienie, ich stan i płynące z nich korzyści pozwalają poznać swego Stwórcę. Wśród zdumiewających stworzeń, których
wspaniałe zaopatrzenie przychodzi do nich ze zwykłego piasku i z wody, wśród żywych stworzeń mórz, istniejących we właściwym porządku, a szczególnie wśród ryb zasiedlających morza (a każda z nich składa milion jaj), nie ma ani jednego stworzenia prócz tych, które poprzez ich stworzenie i ich obowiązki, poprzez bycie utrzymywanymi przy życiu, zarządzanymi, karmionymi i nadzorowanymi wskazują na ich Stwórcę i świadczą o Tym, Który daje im zaopatrzenie.
Ponadto wśród drogocennych i zdobnych klejnotów mórz nie ma ani jednego prócz tych, które poprzez ich przyciągające uwagę stworzenie i dobroczynne właściwości umożliwiają rozpoznanie i poznanie Ciebie. Tak, jak świadczy o Tobie każdy z nich z osobna, tak również dopóki są zmieszane ze sobą nawzajem, dopóki na ich naturach jest odciśnięta ta sama pieczęć, dopóki są stwarzane z wielką łatwością, a znajdowane w wielkiej ilości - dopóty wszystkie razem zaświadczają Twoją jedność.
Ponadto morza poprzez otaczanie globu z jego wielkimi lądami, poprzez trzymanie ich na uwięzi, by nie rozlewały się, nie rozpraszały ani nie wdzierały na ląd, kiedy ziemia podróżuje wokół słońca, poprzez stwarzanie różnorodnych, zdobnych stworzeń żywych oraz klejnotów ze zwykłego piasku i wody (a owym stworzeniom dostarczane jest zaopatrzenie i to, co zaspokaja wszystkie ich potrzeby, bez żadnego wyjątku), poprzez zarządzanie nimi i poprzez fakt, że na powierzchni mórz nie można znaleźć ani jednych z niezliczonych zwłok martwych stworzeń morza - pośrednio świadczą o Twym istnieniu i jego konieczności po tylekroć, ile jest wszystkich stworzeń morskich.
Ponadto, jak morza jasno wskazują na świetność panowania Twej wszechwładzy i na wspaniałość Twojej mocy, która obejmuje każdą rzecz, tak wskazują na bezgraniczną rozległość Twego miłosierdzia i Twoich rządów, które władają każdą rzeczą od ogromnych, lecz uporządkowanych gwiazd w niebiosach po małe rybki na dnie morza, którym systematycznie dostarczane jest pożywienie. Wskazują również na Twą wiedzę i mądrość, które - jak ukazują to porządek, korzyści, przykłady mądrości oraz równowaga wszystkich rzeczy - obejmują i pojmują każdą rzecz. Będąc zbiornikami miłosierdzia dla podróżnych w gospodzie tego świata, będąc wykorzystywanymi do podróżowania okrętów człowieka i dla jego korzyści, ukazują, że Ten, Który zesłał z mórz tak wielką obfitość podarunków Swym gościom, którzy na jedną noc zatrzymali się w przydrożnej gospodzie, z pewnością musi posiadać wieczne morza miłosierdzia w siedzibie Swej wiecznie trwającej władzy, zaś morza tego świata są ledwie niewielkimi i przemijającymi próbkami tamtych mórz.
A zatem prawdziwie cudowne rozmieszczenie mórz wokół lądu, a także nadzwyczaj uporządkowane zarządzanie ich stworzeniami i karmienie ich z całą oczywistością ukazują, że zachodzą jedynie poprzez Twoją wolę, moc i zarządzanie, że morza są podporządkowane Twemu rozkazowi w Twych królestwach. Językami ich istot morza głoszą świętość ich Stwórcy, oznajmiając: "Bóg jest Największy!"
O, Wszechmocny, Któremu należy się chwała, Który uczyniłeś góry masztami i pełnymi skarbów ładowniami okrętu Ziemi!
Dzięki naukom Twego Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz nauczaniu Mądrego Koranu pojąłem, że jak morza z ich osobliwymi stworzeniami uznają Cię i pozwalają Cię poznać, tak też czynią góry poprzez mądrą służbę, jaką wykonują. Zapewniają, że ziemia jest oswobodzona od efektów trzęsień ziemi i zachodzących w jej wnętrzu wstrząsów, chronią ją przed zalaniem przez morza, oczyszczają powietrze z trujących gazów, są zbiornikami zabezpieczającymi i magazynującymi wodę, a także skarbcami minerałów i metali niezbędnych dla istot żywych.
Tak, w górach nie ma żadnych kamieni ani rozmaitych substancji wykorzystywanych jako lekarstwa przeciwko chorobom, ani różnorodnych metali i minerałów mających zasadnicze znaczenie dla istot żywych, a szczególnie dla człowieka, ani gatunków roślin upiększających góry i równiny swymi kwiatami i owocami - prócz tych, które poprzez mądrość, porządek i finezyjne stworzenie, jakie ukazują (a niemożliwością jest przypisanie tych cech przypadkowi), zaświadczają konieczność istnienia nieskończenie Potężnego, Mądrego, Litościwego i Szczodrego Stwórcy. Ta prawda dotyczy szczególnie znajdujących się w górach substancji takich jak sól, szczawian potasu, siarczan chininy czy ałun, które pozornie przypominają siebie nawzajem, lecz całkowicie różnią się smakiem, a także całej różnorodności roślin oraz wielkiej rozmaitości ich kwiatów i owoców. Co więcej, góry w swej całości poprzez bycie mądrze zarządzanymi, poprzez ich początki, stany, jakim podlegają, stworzenie, kunszt, wzajemne podobieństwo, a także poprzez łatwość, szybkość i niewielki koszt ich stworzenia - świadczą o jedności ich Jedynego Stwórcy.
Ponadto stworzenia na powierzchni gór i wewnątrz nich, będąc stwarzanymi w każdym miejscu na ziemi w tym samym czasie i w ten sam sposób, doskonale i bez żadnego błędu, w czym nikt nie mógłby przeszkodzić, będąc stworzonymi bez żadnego nieładu mimo ich przeplatania się z wszystkimi rodzajami innych stworzeń - wszystkie
wskazują na wspaniałość Twej wszechwładzy i na bezmiar Twojej mocy, dla której nic nie jest trudnością.
Ponadto góry (zarówno ich powierzchnia, jak ich wnętrze), będąc wypełnionymi w określonym porządku drzewami, roślinami i minerałami, aby mogły zaspokoić niezliczone potrzeby wszystkich żywych stworzeń ziemi, a nawet dostarczyć im lekarstwa na wiele różnych chorób, a także zaspokoić ich rozmaite apetyty - a wszystko jest ukazywane tym, którzy tego potrzebują - wskazują na nieskończony zakres Twego miłosierdzia i na nieskończony zasięg Twego panowania. Będąc przygotowanymi ostrożnie, świadomie, bez żadnego zamieszania, we właściwym porządku i stosownie do potrzeb, choć wszystkie są przemieszane i ukryte w ciemnościach warstwy gleby, owe substancje wskazują na Twoją obejmującą każdą rzecz wiedzę, a także na Twoją mądrość, która rozmieszcza wszystkie rzeczy we właściwym porządku. Z kolei zmagazynowanie substancji leczniczych, minerałów i metali jasno wskazuje na litościwe, szczodre i zaplanowane procesy Twojej wszechwładzy oraz na subtelne środki ostrożności Twojej łaski.
Ponadto w wyniosłych górach zmagazynowano we właściwym porządku zapasy dla zaspokojenia przyszłych potrzeb podróżnych, którzy zatrzymają się w gospodzie tego świata, zaś zmagazynowanie owych niezbędnych do życia zapasów we wszystkich skarbcach ukazuje, a zaiste, zaświadcza fakt, że Stwórca jest gościnny i Szczodry, Wszechmądry i Litościwy, Potężny i dający pożywienie, i z pewnością należą do Niego wieczne skarbce służące niekończącemu się zsyłaniu darów w wiecznie trwającym królestwie Jego gościom, których On w jasny sposób miłuje. Tam gwiazdy będą spełniały te funkcje, które góry spełniają w tym miejscu.
O Ty, nad każdą rzeczą Wszechwładny!
Góry i stworzenia w ich wnętrzu są Tobie podporządkowane i zmagazynowane w Twoich królestwach przez Twoją moc i siłę, Twoją wiedzę i mądrość! Głoszą one świętość ich Stwórcy i wychwalają Tego, Który podporządkował je Sobie i zatrudnia je w taki sposób.
O, Miłosierny Stwórco, Litościwy Panie!
Dzięki naukom Twego Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz nauczaniu Wszechmądrego Koranu pojąłem, że jak niebiosa, atmosfera, ziemia, morza i góry - wraz ze wszystkimi ich stworzeniami i wszystkim, co zawierają - rozpoznają Cię i czynią Cię poznanym, tak to samo czynią wszystkie drzewa i rośliny, wraz ze wszystkimi swymi liśćmi, kwiatami i owocami. Wszystkie liście z ich ekstatycznym ruchem i recytacjami, wszystkie kwiaty, które poprzez swoje ozdoby opisują Najpiękniejsze Imiona ich Stwórcy, wszystkie
owoce, które wraz ze swym miłym uśmiechem są przejawem Twej litości, zaświadczają - poprzez porządek w ich cudownym kunszcie (a całkowitą niemożliwością jest przypisanie go przypadkowi), poprzez równowagę w owym porządku, poprzez przyozdobienie w równowadze, poprzez hafty w przyozdobieniu, poprzez woń delikatnych i różnorodnych zapachów w haftach, a rozmaite smaki owoców w zapachach - konieczność istnienia ich nieskończenie Litościwego i Szczodrego Stwórcy z taką jasnością, jakby było to oczywiste. Równocześnie ich wzajemne podobieństwo na całej ziemi, fakt, że znajduje się na nich ta sama pieczęć ich stworzenia, że są one spokrewnione poprzez zarządzanie nimi i organizowanie ich, zgodność związanych z nimi dzieł i Najpiękniejszych Imion Wszechwładnego..., a także nieprzeliczeni przedstawiciele stu tysięcy ich gatunków, wzbudzani do życia bez żadnego zamieszania, choć przenikają się nawzajem - to wszystko jako całość tworzy świadectwo jedności Jedynego Stwórcy, Którego istnienie jest konieczne.
Jak wszystkie drzewa i rośliny świadczą o konieczności Twego istnienia i o Twojej jedności, tak wyżywienie i zarządzanie na setki sposobów niezliczonymi członkami armii żywych stworzeń na obliczu ziemi, którą tworzy czterysta tysięcy różnych narodów, jakie zachodzi z całą doskonałością, bez żadnego zamieszania ani trudności - wskazują na majestat wszechwładzy w Twej jedności oraz na ogrom Twojej mocy, która z tą samą łatwością stwarza kwiat i wiosnę, jak również na to, że Twoja moc obejmuje każdą rzecz. Wskazują również na bezkres Twojego miłosierdzia, które przygotowuje po całej ziemi niezliczone rodzaje pożywienia dla zwierząt i ludzi. Poprzez owe dzieła i dary, poprzez zarządzanie i karmienie, wykonywane z doskonałą systematycznością, poprzez fakt, iż każda rzecz, nawet drobne cząsteczki, jest posłuszna i podporządkowana owym rozkazom, te procesy z pewnością wskazują na nieskończony zasięg Twojego władania, zaś poprzez każdą część drzew i roślin - jak ich liście, kwiaty, owoce, korzenie, konary i gałązki, uczynione w taki sposób, by każdy ich aspekt mógł zostać poznany i zauważony, zgodnie z pożytecznymi zamysłami, przykładami mądrości i korzyściami - jasno, niezliczonymi palcami wskazują na Twą wiedzę i mądrość, które obejmują każdą rzecz. Niezliczonymi językami wychwalają i wysławiają całkowicie doskonałe piękno Twego kunsztu i czyste piękno Twego doskonałego zsyłania darów.
Ponadto, owe drogocenne podarunki i dary wraz z nadzwyczajnymi wydatkami i obdarowaniem (a wszystko w przemijającym schronisku i w krótkotrwałej gospodzie, na krótki czas ulotnego życia) wskazują rękami drzew i roślin, a zaiste, zaświadczają to, że aby nie sprawić - co byłoby
sprzeczne z koniecznym rezultatem wszystkich darów Boga i Jego wydatków, które umożliwiają poznanie Go i czynią Go umiłowanym - że wszystkie stworzenia powiedzą: "Dałeś nam smak, lecz później nie zezwoliłeś nam, byśmy jadły", aby nie unieważniać panowania Jego boskości, aby nie zaprzeczać Jego nieskończonemu miłosierdziu, aby nie przemieniać wszystkich tęskniących za Nim przyjaciół we wrogów poprzez odebranie im tego, co zostało dane, Najbardziej Szczodry i Najbardziej Litościwy z całą pewnością przygotował dla Swych sług, których wyśle do wiecznie trwającego królestwa, wieczny świat, drzewa owocowe i kwitnące rośliny odpowiednie dla Jego wiecznego Raju, a pochodzące ze skarbców Jego miłosierdzia. Drzewa i rośliny na tym świecie to jedynie okazywane gościom próbki wiecznych drzew.
Ponadto jak przez słowa ich liści, kwiatów i owoców drzewa i rośliny wysławiają Cię, wychwalają i głoszą Twoją świętość, tak każde z owych słów oznajmia, że Ty jesteś Świętym. Zwłaszcza wychwalania owoców językiem ich usposobienia - przy wielkiej rozmaitości ich miąższu, widocznym w nich cudownym kunszcie, przy ich nadzwyczajnych nasionach... zaś tace z owym jedzeniem zostały włożone w ręce drzew, a następnie wysłane do Twych żyjących gości - są niemal tak oczywiste, jakby były wypowiadane słowami. Wszystkie są podporządkowane i posłuszne Twemu rozkazowi w Twych królestwach, poprzez Twoją moc, siłę, mądrość i poprzez Twoje obdarowanie!
O, Mądry i Litościwy Stwórco, Ukryty za siłą Swych przejawów i za wspaniałością Swej wielkości!
Językami wszystkich drzew i roślin, ich liści, kwiatów i owoców, po tylekroć, ile jest ich wszystkich, wychwalam Cię, wysławiam i oznajmiam, że jesteś wolny od wszelkich wad, wszelkiej bezsilności i wszelkich towarzyszy!
O, Wszechpotężny Stwórco! Wszechmądry, Którego plan obejmuje każdą rzecz! Litościwy Żywicielu!
Dzięki naukom Twego Najszlachetniejszego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i nauczaniu Mądrego Koranu pojąłem i uwierzyłem w to, że jak rośliny i drzewa rozpoznają Cię i umożliwiają poznanie Twoich świętych atrybutów oraz Najpiękniejszych Imion, tak wśród ludzi i zwierząt, będących tymi spośród stworzeń żywych, które posiadają dusze, nie ma ani jednego prócz tych, które zaświadczają - poprzez swe wewnętrzne i zewnętrzne członki, pracujące tak regularnie, jak mechanizm zegarka, poprzez nadzwyczaj delikatne porządek
i równowagę ich ciał, poprzez znaczące korzyści i cele, jakie mogą osiągnąć dzięki swym zmysłom i zdolnościom, poprzez wspaniały kunszt ich stworzenia, poprzez przystrojenie ich z tak wielką mądrością, poprzez precyzyjną równowagę układów ich ciał - konieczność Twego istnienia oraz prawdziwość Twoich atrybutów. Ślepa siła, nieświadoma natura i bezcelowy przypadek nie mogłyby w żaden sposób ingerować w sprawy tak spostrzegawczego i delikatnego kunsztu, tak świadomej i subtelnej mądrości, tak doskonałej i opatrznościowej równowagi. Owe istoty nie mogłyby być dziełem ślepej siły, natury i przypadku, to niemożliwe. Również całkowicie niemożliwe jest to, by stworzenia żywe stwarzały same siebie, ponieważ wówczas każda z ich cząsteczek musiałaby posiadać wszechstronną wiedzę i mądrość, jakby była Bogiem, musiałaby być w stanie poznać, dostrzec, uczynić i ukształtować wszystkie części ciał owych stworzeń, zaiste, musiałaby być w stanie poznać, dostrzec i uczynić wszystko na świecie, z czym dana istota jest powiązana. Dopiero wówczas można by było przypisać jej ukształtowanie ciała i powiedzieć: "Ta rzecz stwarza samą siebie".
Ponadto podleganie owych stworzeń temu samemu zarządzaniu i planowaniu; fakt, że wszystkie są tego samego rodzaju i ukazują tę samą pieczęć; podobieństwo ich oczu, uszu i ust; jedność w ukazywaniu pieczęci mądrości, którą można dostrzec na twarzach przedstawicieli tego samego gatunku; ich podobieństwo w środkach do życia i stworzeniu; przenikanie się nawzajem ich wszystkich - tak, wśród tych okoliczności nie istnieje ani jedna prócz tych, które kategorycznie świadczą o Twojej jedności, a także - poprzez przejawy Twoich Najpiękniejszych Imion, wskazujące na byt jako całość i na każde stworzenie z osobna - o tym, że Tyś jest Jedynym w Swej jedności.
Ponadto poprzez wyekwipowanie owych stworzeń, wyćwiczenie ich, poprzez fakt, że słuchają Cię jak regularna armia i w uporządkowany sposób odpowiadają na Twoje rozkazy, człowiek i sto tysięcy gatunków zwierząt na obliczu ziemi wskazują na stopień wspaniałości Twej wszechwładzy, zaś poprzez wielką wartość, jaką mają mimo swej mnogości, poprzez doskonałość, jaką odznaczają się mimo szybkości ich stwarzania, poprzez przejawiający się w nich wspaniały kunszt mimo łatwości ich stworzenia - na stopień wielkości Twojej mocy. Ponadto w rozstrzygający sposób wskazują na bezgraniczną rozległość Twego miłosierdzia, które wysyła zaopatrzenie wszystkim spośród nich - od drobnoustroju do nosorożca, od najmniejszej muchy do największych ptaków, rozproszonych od wschodu do zachodu, zaś poprzez fakt, że
wszystkie z owych stworzeń spełniają swe naturalne funkcje niczym posłuszni rozkazom żołnierze, zaś każdej wiosny oblicze ziemi staje się obozowiskiem dla nowo powołanej pod broń armii, która zajmuje miejsce zwolnionej do cywila poprzedniej jesieni - wskazują na nieskończony zasięg Twego panowania.
Ponadto dzięki dogłębnej wiedzy i ścisłej mądrości wszystkie stworzenia żywe są miniaturowymi kopiami wszechświata, zaś będąc stwarzanymi bezbłędnie, przy czym żadne z ich części i żadne z ich różnych kształtów nie mieszają się ze sobą, wskazują po tylekroć, ile jest ich wszystkich, na Twoją wiedzę i mądrość, obejmującą każdą rzecz, podczas gdy będąc stworzonymi tak pięknie i delikatnie, jakby wszystkie były cudami kunsztu i mądrości, wskazują niezliczonymi sposobami na całkowicie doskonałe piękno kunsztu Twojej wszechwładzy, który tak wielce umiłowałeś i pragniesz go ukazać, zaś przez wszystkie spośród nich - a w szczególności ich młode, karmione w najpiękniejszy sposób, przy spełnianiu wszystkich ich życzeń i pragnień - wskazują na słodkie piękno Twojej łaski.
O, Najbardziej Miłosierny i Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Prawdziwy w Swej obietnicy! O Ty, do Którego należy Dzień Sądu!
Dzięki naukom Twojego Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i przewodnictwu Wszechmądrego Koranu pojąłem, że skoro najlepszym spośród rezultatów wszechświata jest życie, skoro najlepszą spośród esencji życia jest dusza, skoro najlepszymi spośród istot posiadających dusze są istoty inteligentne, zaś spośród nich istotą o najbardziej wszechstronnej naturze jest człowiek, skoro cały wszechświat jest podporządkowany życiu i dla niego pracuje, skoro istoty żywe są podporządkowane istotom posiadającym dusze i to dla nich zostały wysłane na ten świat, skoro istoty posiadające dusze podporządkowane są człowiekowi i wspierają go, skoro ze swej natury ludzie żarliwie miłują swego Stwórcę, zaś ich Stwórca również ich miłuje i wszelkimi sposobami sprawia, by Go miłowali, skoro wrodzone i duchowe zdolności człowieka wskazują na inny, trwały świat i wiecznie trwające życie, skoro jego serce i inteligencja ze wszystkich sił pragną nieśmiertelności, zaś język błaga Stwórcę człowieka o nieśmiertelność poprzez swoje niezliczone modlitwy - to On z pewnością nie uchybiłby ludziom, którzy wielce Go miłują i są przez Niego miłowani, sprawiając, że umrą, aby nie zmartwychwstać, że będą odczuwali wieczną wrogość, choć On stworzył ich dla wiecznej miłości; tak, uczynienie tego byłoby niemożliwe. Ludzie zostali wysłani do pracy na tym świecie, by mogli szczęśliwie żyć w innym, wiecznym
świecie, by mogli zdobyć owo szczęśliwe życie. Najpiękniejsze Imiona przejawiające się w człowieku podczas krótkiego i ulotnego życia doczesnego wskazują na to, że ludzie będą zwierciadłami dla owych Imion w wiecznym królestwie, a zatem zyskają ich wieczne przejawy.
Tak, prawdziwy przyjaciel Wiecznego również powinien być wieczny, a świadome zwierciadło dla Trwającego również powinno być trwałe.
Dzięki wiarygodnym przekazom można zrozumieć, że dusze zwierząt będą żyć wiecznie, zaś pewne szczególne zwierzęta, takie jak dudek i mrówki króla Salomona (niech będzie z nim pokój), wielbłądzica Proroka Saliha (niech będzie z nim pokój) czy pies ahl al-kahf [45] przejdą do wiecznego królestwa ciałem i duszą [46], zaś każdy gatunek będzie miał jedno ciało, z którego będzie mógł korzystać od czasu do czasu. Wymagają tego również mądrość, prawda, miłosierdzie i wszechwładza.
O, Wszechmocny, Który istniejesz Sam z Siebie!
Wszystkie żywe stworzenia, istoty posiadające dusze oraz istoty świadome są podporządkowane rozkazom Twojej wszechwładzy i zatrudnione przy wykonywaniu swych wrodzonych obowiązków jedynie poprzez Twoją moc i siłę, Twoją wolę i Twoje planowanie, Twoje miłosierdzie i mądrość. Niektóre zostały podporządkowane człowiekowi
-nie z powodu mocy czy panowania człowieka, lecz przez Boże miłosierdzie, z powodu wrodzonej słabości i bezsilności człowieka. Językami usposobienia oraz słów uwalniają one ich Stwórcę, Który jest Jedynym Prawdziwym obiektem czci, od wszelkich wad i towarzyszy, a składając Mu dzięki i wychwalając Go za Jego dary, wykonują właściwe dla nich akty czci.
O, Przeczysty i Przenajświętszy, Ukryty za siłą Swych przejawów i za wspaniałością Swej wielkości!
Pamiętając o właściwej intencji głoszę Twoją świętość poprzez wychwalania wszystkich istot posiadających dusze i oznajmiam:
"Chwała niech będzie Tobie, Który stworzyłeś z wody każdą żywą rzecz!"
O, Panie wszystkich światów! O, Boże pierwszych i ostatnich! O, Panie niebios i ziemi!
Dzięki nauce Twego Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz nauczaniu Wszechmądrego Koranu pojąłem i uwierzyłem w to, że jak niebiosa, atmosfera, ziemia, ląd i morze, drzewa,
rośliny, zwierzęta wraz ze wszystkimi ich częściami ciała i cząsteczkami ich ciał znają Cię, uznają, wskazują na Twoje istnienie i jedność oraz zaświadczają je, tak istoty żyjące, które są esencją wszechświata, człowiek, który jest esencją istot żywych, a także prorocy, święci i uczeni, którzy dostąpili oczyszczenia, będący esencją ludzi, poprzez swoje wizje, objawienia, natchnienia i odkrycia ich serc i ich rozumów, które są esencją proroków, świętych oraz uczonych o czystych duszach - zaświadczają z pewnością mającą siłę stokrotnej zgodności konieczność Twego istnienia i Twoją jedność Jedynego, jak również przekazują wiadomości o nich, zaś poprzez cuda, jakich dokonali prorocy i święci, oraz poprzez niezachwiane dowody, udowadniają to, o czym mówią.
Tak, nie ma niczego, co przychodzi na myśl sercu spoglądającemu ku Temu, Który zsyła mu natchnienie spoza zasłony tego, co niewidzialne; nie ma natchnienia powodującego, że człowiek spogląda ku Temu, Który natchnienie daje; nie ma niezachwianej wiary, która odsłania w formie całkowitej pewności Twoje święte atrybuty i Najpiękniejsze Imiona; nie ma świetlistego serca proroka ni świętego, które obserwuje w wizji równoznacznej z pewnością światła Tego, Którego istnienie jest konieczne; nie ma oświeconego rozumu uczonego o czystej duszy ani człowieka prawdomównego, który potwierdza i udowadnia z wiedzą równą pewności znaki istnienia Stwórcy każdej rzeczy oraz dowody Jego jedności - nie ma pośród nich niczego, co nie zaświadcza Twego istnienia, Twych świętych atrybutów, Twej jedności Jedynego i Twych Najpiękniejszych Imion, ani niczego, co na owe prawdy nie wskazuje.
Ponadto jak owe setki tysięcy godnych zaufania ludzi niosących dobrą nowinę zaświadczają Twe istnienie i Twoją jedność w oparciu o ich cuda i dowody, tak jednogłośnie dają nowinę, udowadniając i głosząc stopień majestatu Twej wszechwładzy, która zarządza wszystkim - od obejmującej każdą rzecz całości spraw Wielkiego Tronu aż po poznanie, wysłuchiwanie i zarządzanie najbardziej skrytymi i osobistymi myślami serca, jego pragnieniami i suplikacjami. Mówią oni o ogromie Twej mocy (i udowadniają go), która w jednej chwili stwarza niezliczone a różne rzeczy, która dokonuje rzeczy największych i najmniejszych z tą samą łatwością, przy czym żadne dzieło nie utrudnia innego, a żadna kwestia nie jest przeszkodą dla innej.
Ponadto dają oni nowinę (a poprzez swoje cuda i dowody udowadniają ją) o ogromie Twego miłosierdzia, które czyni wszechświat wspaniałym pałacem dla istot posiadających dusze, a szczególnie dla człowieka, które przygotowało Raj i wiecznie trwające szczęście dla dżinna i człowieka,
które nie zapomina nawet o najdrobniejszej żywej istocie, które stara się zadowolić nawet najbardziej bezsilne serce i sprawić mu przyjemność.
Dają oni również nowinę o nieskończonej rozległości Twego panowania, które sprawia, że wszystkie królestwa stworzeń, od cząsteczek do planet, przestrzegają Twoich rozkazów, podporządkowują się im i wykonują je.
Ponadto jednogłośnie zaświadczają oni Twą obejmującą każdą rzecz wiedzę, która czyni wszechświat wielką księgą zawierającą tyle traktatów, ile jest jej części, która zachowuje historie życia wszystkich istot w Księdze Jasnej i w jasnym rejestrze, a są one notatnikami Strzeżonej Tablicy, która gruntownie i bez żadnego błędu zapisuje indeksy i programy wszystkich drzew w ich nasionach, a biografie istot świadomych w pamięci umieszczonej w ich głowach.
Zaświadczają oni również o obejmowaniu każdej rzeczy przez Twą świętą mądrość, która ze wszystkimi istotami wiąże liczne zamysły, sprawiając, że nawet drzewa wydają tyle rezultatów, ile jest ich owoców, która przyznała wszystkim stworzeniom żywym tyle korzyści, ile jest części, a nawet komórek ich ciał, która wyznaczyła liczne obowiązki językowi człowieka, wyposażając go w tyle zdolności rozróżniania smaku, ile jest rodzajów pożywienia.
Ponadto jednogłośnie zaświadczają oni to, że przejawy Najpiękniejszych Imion, związane z Twoim pięknem i Twoją chwałą, których próbki można dostrzec na tym świecie, przetrwają w bardziej olśniewającej postaci przez całą wieczność, a także to, że Twoje dary, których próbki można dostrzec na tym przemijającym świecie, przetrwają w siedzibie szczęśliwości w postaci jeszcze bardziej lśniącej, zaś ci, którzy tęsknią za nimi na tym świecie, dołączą do nich i będą razem z nimi przez całą wieczność.
Ponadto, polegając na setkach oczywistych cudów i rozstrzygających znaków, przede wszystkim Twój Najszlachetniejszy Posłaniec (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i Wszechmądry Koran, jak również wszyscy prorocy z ich świetlistymi duszami, święci mężowie z ich wypełnionymi światłem sercami, którzy są duchowymi biegunami ludzkości, a także uczeni, którzy doznali oczyszczenia, wraz z ich oświeconymi umysłami, opierając się na Twych groźbach i obietnicach, powtarzających się we wszystkich świętych Księgach, wierząc w Twe święte atrybuty, takie jak moc, miłosierdzie, łaska, mądrość, chwała i piękno, wierząc w Twoje działanie, w godność Twojej chwały,
w suwerenność Twojej wszechwładzy, a w konsekwencji ich oświeceń i wizji wierząc w to wszystko w stopniu całkowitej pewności - dają ludziom i dżinnom radosną wieść o wiecznym szczęściu i informują ich o Piekle przeznaczonym ludziom zbłądzenia. Tak, w to wierzą i to zaświadczają.
O, Wszechmocny i Wszechmądry! O, Najbardziej Miłosierny i Najbardziej Litościwy! O, Szczodry i Prawdziwy w Swej obietnicy! O Ty, Który podporządkowujesz Sobie każdą rzecz, do Którego należą w całości chwała, dostojeństwo, wielkość i gniew!
Ty jesteś całkowicie wolny od tego i całkowicie ponad to, aby zadać kłam tak wielu wiernym przyjaciołom, tak wielu obietnicom, atrybutom i funkcjom, aby zaprzeczyć niewątpliwym wymaganiom suwerenności Twej wszechwładzy oraz nieskończonym modlitwom i suplikacjom Twych sług, z których jesteś zadowolony, których miłujesz i którzy przyciągają Twoją miłość, uznając Ciebie i będąc Tobie posłusznymi; jesteś ponad to, byś miał potwierdzić zaprzeczenie Zmartwychwstaniu, jakiego dopuszczają się ludzie zbłądzenia i niewiary, którzy poprzez ich niewiarę, bunt oraz zaprzeczanie Twym obietnicom znieważają wspaniałość Twej wielkości, obrażają Twój majestat i chwałę, a także godność Twej boskości, wreszcie zasmucają litość Twej wszechwładzy. Oznajmiam, że Twe sprawiedliwość, piękno i miłosierdzie są wolne od tak nieskończonej tyranii i takiej szpetoty. Wraz ze wszystkimi cząsteczkami mego istnienia pragnę recytować werset:
[47]
Zaiste, Twoi prawdomówni posłańcy i heroldowie Twego panowania zaświadczają z absolutną pewnością, w stopniu wiedzy równej pewności i wizji równej pewności, istnienie skarbców Twego miłosierdzia w życiu ostatecznym i magazynów Twych darów w wiecznie trwającym królestwie, a także cudownie pięknych przejawów Twych Najpiękniejszych Imion, jakie ukażą się w swej całości w siedzibie szczęścia, jak również dają o nich dobrą nowinę. Wierząc w to, że najwyższym promieniem Twego Imienia "Prawda", które jest źródłem, słońcem i obrońcą wszelkich prawd, jest prawda dotycząca Zmartwychwstania i Wielkiego Zgromadzenia, nauczają tego Twoje sługi.
O, Panie proroków i ludzi prawdomównych!
Wszyscy oni Tobie są podporządkowani i mają obowiązki w Twych królestwach, wyznaczone im poprzez Twój rozkaz i Twoją moc, Twoją
wolę i Twoje planowanie, Twoją wiedzę i mądrość. Głosząc Twoją świętość, wychwalając Cię i wysławiając, oznajmiając, że Ty jesteś Jeden - ukazują, że nasza planeta jest wielkim miejscem wspominania Ciebie, zaś wszechświat jest ogromnym meczetem.
O, Panie mój i Panie niebios i ziemi! O, Stwórco mój i Stwórco każdej rzeczy! Przez wzgląd na Twoje moc, wolę, mądrość, panowanie i miłosierdzie, które podporządkowują sobie niebiosa wraz z ich gwiazdami, ziemię ze wszystkim, co zawiera, i wszystkie stworzenia ze wszystkimi ich atrybutami i uczynkami, podporządkuj mi moją duszę i moje pragnienia! Podporządkuj serca ludzi Traktatom Światła, by mogli oni służyć Koranowi i wierze! Ześlij mi i moim braciom doskonałą wiarę i szczęśliwą śmierć! Jak podporządkowałeś morze Mojżeszowi (niech będzie z nim pokój), ogień Abrahamowi (niech będzie z nim pokój), góry i żelazo Dawidowi (niech będzie z nim pokój), dżinny i ludzi Salomonowi (niech będzie z nim pokój), a słońce i księżyc Muhammadowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), tak podporządkuj serca i umysły Traktatom Światła! Uchroń mnie i uczniów Światła przed złem duszy i przed złem Szatana, przed męką grobu i przed męką Ognia Piekielnego, i obdarz nas szczęśliwością w Raju! Amen, amen, amen.
[48]
[49]
Jeśli byłem w błędzie, przedkładając na dworze mego Litościwego Pana (ar. Ar-Rabb) ów pouczający fragment, który zaczerpnąłem z Koranu i z suplikacji Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) zwanej Dżałszan al-Kabir (ar. Wielka tarcza), jako akt czci w formie refleksyjnych rozważań, to czyniąc Koran i Wielką tarczę mymi orędownikami, błagam o przebaczenie za ten grzech.
CZĘŚĆ PIĄTA
Trwało wydawanie Traktatów Światła i rozprzestrzenianie ich, a także ich zwycięstwa, zaś liczba ludzi namiętnie czytających Traktaty Światła rosła z dnia na dzień. Widząc tę zdumiewającą moc Traktatów Światła oraz ich wpływ, potajemni wrogowie islamu ponownie zaczęli opracowywać szczegółowe plany zdyskredytowania Traktatów Światła oraz zgładzenia ich autora. Sfabrykowano fałszywe zarzuty przeciwko niemu: "Bediuzzaman zakłada tajne stowarzyszenie polityczne i zwraca ludzi przeciwko rządowi. Niszczy prawdziwe podstawy rewolucji. Nazywa Mustafę Kemala Antychrystem (ar. Dadżdżal), Sufjanem i niszczycielem religii oraz dowodzi swoich twierdzeń, popierając je hadisami". Po opracowaniu planów i rozpowszechnieniu takich oskarżeń, w roku 1943 Said Nursi wraz ze stu dwudziestoma spośród swoich uczniów został przeniesiony z Kastamonu do Sądu Karnego w Denizli .
Sąd natychmiast powołał komisję rzeczoznawców złożoną z jedynie kilku urzędników i rozpoczął dochodzenie w sprawie tego, czy zbiór Traktatów Światła i listów zawiera jakiekolwiek kwestie natury politycznej. Odpowiedzią Bediuzzamana były słowa: "Ta niefachowa komisja tak zwanych rzeczoznawców nie może badać Traktatów Światła. Powinni zostać wybrani najwyżsi uczeni, aby utworzyć komisję rzeczoznawców w Ankarze. Niech będą nimi nawet filozofowie z Europy. Jeśli będą oni w stanie znaleźć choć jedno przewinienie, z chęcią przyjmę najwyższy wymiar kary".
W rezultacie zbiór Traktatów Światła oraz wszystkie listy zostały poddane całościowemu i szczegółowemu dochodzeniu przeprowadzonemu przez komisję rzeczoznawców w Ankarze, złożoną z wybranych uczonych
i profesorów. Ostateczny raport przedstawiony przez ową komisję kończył się następującymi słowami: "Bediuzzaman nie ma żadnego programu politycznego. Jego metoda nie polega na zakładaniu stowarzyszeń ani wspólnot sufickich. Jego pisma odnoszą się do wiedzy i wiary i są komentarzem do Koranu". Jako że oskarżenia w sprawie Nauczyciela nie opierały się na żadnych świadectwach ani dowodach, stało się jeszcze bardziej jasne, że oskarżenie zostało opracowane przy użyciu sfabrykowanych pretekstów.
Tym, czego nigdy nie udowodniono, było w szczególności oskarżenie: "Bediuzzaman twierdzi, że jest Mahdim". Przeciwnie, komisja rzeczoznawców potwierdziła, iż Bediuzzaman nigdy nie rościł sobie praw do żadnej rangi duchowej, twierdził, iż sam nie ma żadnego znaczenia, a także odrzucał ofiarowywane mu rangi duchowe i stanowiska. Kiedy otrzymywał naukowe listy od ludzi uczonych, mówiące o tym, jakoby był Mahdim, wpadał w silny gniew i odrzucał ich twierdzenia tak gwałtownie, że mógł nawet zranić ich uczucia. Ta kwestia została już ustalona dzięki zawartości listów skonfiskowanych podczas przeszukań.
Ostatecznie Bediuzzaman przedstawił sędziom doniosłą mowę obrończą, a sędziowie jednogłośnie orzekli jego uniewinnienie - ta decyzja ma numer 199/136 i jest datowana na 16.06.1944. Wszystkie sto trzydzieści ksiąg ze zbioru Traktatów Światła uwolniono i w całości zwrócono je ich właścicielom. Decyzja o uniewinnieniu została jednogłośnie ratyfikowana przez Sąd Apelacyjny, z oficjalnym ogłoszeniem orzeczenia datowanym na 30.12.1944, co potwierdziło prawdomówność Traktatów Światła, a w zakończeniu stwierdzono, że nigdy w przyszłości Traktaty nie zostaną ponownie postawione przed sądem.
Dla Bediuzzamana i wielu jego uczniów zakończyła się trwająca dziewięć miesięcy próba więzienia, a po uniewinnieniu zostali oni uwolnieni. Jednakże w więzieniu Saidowi Nursiemu podano truciznę, która omal go nie zabiła. Choć z pomocą Wszechmocnego Boga został ocalony, cierpiał z powodu bezlitosnej tyranii, męczarni i zdrady, jakich żaden człowiek nie doświadczył nigdy wcześniej. Jak sądy prowadzące wcześniejsze procesy, tak potajemni ateiści konspirowali i rozwijali swe prowokacje, by go zgładzić. Bediuzzaman jeszcze raz bez strachu ogłosił prawdę, w ogóle nie dbając o własne bezpieczeństwo.
Podczas gdy był przetrzymywany w więzieniu Denizli, Nauczyciel Bediuzzaman w ciągu jednego tygodnia, od piątku do piątku napisał traktat zatytułowany Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi). Traktat ów został opublikowany w pierwszej części zbioru Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa) [1]. Przebywający w więzieniu Uczniowie Światła wraz z innymi współwięźniami sporządzili odręczne kopie Owoców wiary i zajęli się poznawaniem prawd zawartych w owym traktacie. Jako że w więzieniu nie było dozwolone posiadanie papieru, to dzieło spisywane było w tajemnicy i w warunkach tak krańcowo trudnych, że niektóre traktaty zostały spisane na pustych pudełkach po zapałkach .
@
Moi drodzy, wierni bracia!
Akt oskarżenia jasno ukazuje, iż potajemni ateiści wprowadzili w błąd pewnych urzędników rządu i nastawili ich przeciwko nam. Obecnie jednak ich plany uwydatniły się, a ich kłamstwa zostały ujawnione. Teraz starają się oni ukryć swe kłamstwa poprzez oskarżanie nas o "zakładanie stowarzyszenia i komitetu politycznego", a w rezultacie tego zabraniają wszystkim jakiegokolwiek kontaktowania się ze mną. Nawet urzędnicy wysokiego stopnia zaczęli się bać i celowo przyczyniają mi strapień, aby zdobyć łaski swych zwierzchników, w szczególności (...). Planowałem poruszyć tę kwestię w zakończeniu mej mowy obrończej, jednak powstrzymała mnie od tego następująca myśl:
@
Tak, jesteśmy stowarzyszeniem; jesteśmy stowarzyszeniem, którego liczba członków we wszystkich wiekach sięgnęła trzystu pięćdziesięciu milionów [2]. Każdego dnia członkowie owego stowarzyszenia poprzez pięć modlitw obowiązkowych ukazują z najwyższym szacunkiem swe przywiązanie do zasad owego świętego stowarzyszenia, a poprzez uświęcony program słów:
Wierni są przecież braćmi [3] spieszą z pomocą jeden drugiemu w swych modlitwach i tym, co zyskały ich dusze. Należymy do owego uświęconego, wielkiego stowarzyszenia, a naszym szczególnym obowiązkiem jest nauczanie wiernych koranicznych prawd wiary w pewny i sprawdzony sposób, a także wybawianie ich i nas samych od wiecznej zagłady oraz wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w królestwie pośrednim. Nigdy nie zniżymy się do tego, aby w jakikolwiek sposób związać się z jakimkolwiek knującym spiski politycznym stowarzyszeniem tego świata ani też nie mamy nic wspólnego z bezpodstawnym i bezsensownym zarzutem stanowienia tajnego stowarzyszenia, który przedstawiono jako przyczynę naszego oskarżenia.
(...)
Gdybyśmy żywili jakiekolwiek pragnienie wtrącania się do spraw tego świata, nie byłoby one brzęczeniem muchy, lecz wybuchłoby jak armatni wystrzał. Oskarżanie kogoś, kto tak gwałtownie bronił samego siebie - przed sądem wojskowym, a także w biurze rzecznika Zgromadzenia Narodowego (w obecności zagniewanego Mustafy Kemala) - o to, że od osiemnastu lat knuł spiski, nie pozwalając, by ktokolwiek się o tym dowiedział, z pewnością jest wynikiem urazy lub nienawiści.
Wobec tego Traktaty Światła nie powinny być atakowane z powodu moich osobistych błędów lub z powodu błędów niektórych spośród moich braci. Są one ściśle związane z Koranem, zaś Koran związany jest z Wielkim Tronem, zatem któż ośmieliłby się wyciągnąć rękę tak daleko, by rozluźnić owe mocne węzły?
Ponadto Traktaty Światła, których błogosławieństwa - materialne i duchowe - dla tego kraju, a także ich nadzwyczajna służba dla niego, są
wspomniane przez trzydzieści trzy wersety Koranu, przez trzy proroctwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i niechybne wieści, jakie przyniósł Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona), nie mogą być pociągane do odpowiedzialności za nasze drobne, osobiste błędy; nie może tak być i nie powinno tak być. W przeciwnym razie ten kraj dozna niemożliwej do naprawienia szkody, zarówno materialnej, jak i duchowej .
In sza'a-llah, agresja i spiski wymierzone przeciw Traktatom Światła przez pewnych ateistów o złych umysłach zostaną pokonane, ponieważ uczniów Światła nie można porównywać z uczniami innych prądów; nie mogą oni zostać rozproszeni ani nie można sprawić, by porzucili swe dzieło; dzięki łasce Boga nie mogą oni zostać pokonani. Zdobyli oni szacunek tego narodu, jakby byli mu niezbędni, i można znaleźć ich wszędzie; nawet gdyby Koran nie powstrzymywał ich przed obroną za pomocą siły, i tak nie angażowaliby się w pomniejsze i bezowocne wydarzenia, jak bunt Szejka Saida i wydarzenia z Menemen [4]. Jeśli - niech Bóg uchroni - uczniowie Światła będą prześladowani, a Traktaty zostaną zaatakowane do tego stopnia, jak czują się do tego zmuszeni ich przeciwnicy, owi ateiści i hipokryci, którzy oszukali rząd, z pewnością będą żałować tego po tysiąckroć.
Podsumowując: Nie wtrącamy się do spraw tego świata ani ahl ad-dunja, zatem oni nie powinni wtrącać się do spraw naszej służby na rzecz wiary i naszego życia ostatecznego.
Panowie!
Mówię wam z całkowitym przekonaniem, że prócz tych, którzy nie są związani z Traktatami Światła bądź są związani z nimi w niewielkim stopniu, mam tylu prawdziwych braci i wiernych przyjaciół na drodze prawdy, ilu tylko moglibyście sobie życzyć. Z powodu niechybnych
odkryć Traktatów Światła wiemy z niezachwianą pewnością równą tej, z jaką dwa plus dwa daje cztery, że dzięki tajemnicy Koranu dla nas śmierć przekształciła się z wiecznej zagłady w uwolnienie od obowiązków, zaś dla tych, którzy sprzeciwiają się nam i podążają za zbłądzeniem, śmierć jest albo wiecznym unicestwieniem (jeśli nie mają oni niezachwianej wiary w życie ostateczne), albo wiecznie trwającym uwięzieniem w ciemności i samotności (jeśli wierzą oni w życie ostateczne, lecz wybierają drogę występku i zbłądzenia). Czyż dla człowieka na tym świecie istnieje pytanie bardziej doniosłe od tego, na które można odpowiedzieć dzięki tej prawdzie? Pytam was! Skoro nie istnieje i nie może istnieć pytanie bardziej doniosłe, dlaczego dokładacie wszelkich starań przeciwko nam? Wasza największa kara jest dla nas przepustką pozwalającą na odejście do świata światła, zatem oczekujemy jej z absolutnym hartem i męstwem. Wiemy jednak z taką jasnością, jakbyśmy to ujrzeli, jak widzimy was w tym sądzie, że ci, którzy z powodu zbłądzenia odrzucają nas i wydają wyroki, w bardzo krótkim czasie sami zostaną skazani na wieczne unicestwienie i uwięzienie w samotności, i będą cierpieć z powodu owej straszliwej kary, zaś z powodu naszych ludzkich uczuć żarliwie im współczujemy. Jestem gotów do tego, by udowodnić ów niezbity i doniosły fakt i zmusić do milczenia najbardziej nieustępliwych spośród nich. Jeśli nie udowodnię tego z jasnością równą jasności światła dnia - i to nie tej komisji niewykształconych i uprzedzonych "uczonych", którzy nie mają pojęcia o kwestiach duchowych i moralnych, lecz największym uczonym i filozofom - przyjmę każdą karę, jaką mi wymierzycie!
Jako przykład przedstawiam traktat Owoce wiary, który został spisany dla więźniów podczas dwóch piątków, a wyjaśniając zasady i podstawy Traktatów Światła, jest niczym ich mowa obrończa. Pracowaliśmy w tajemnicy i pośród wielkich trudności, by spisać go w nowym alfabecie [5] i przedstawić go departamentom rządu w Ankarze. Przeczytajcie i przestudiujcie go uważnie, a jeśli wasze serca (bo nie mogę mówić za wasze dusze) nie przyznają mi racji, zachowam milczenie w obliczu wszelkich zniewag i męczarni, jakie mi zadacie, w obliczu więzienia, w którym teraz jestem przetrzymywany w samotności!
W skrócie: Albo pozostawcie Traktatom Światła całkowitą swobodę, albo roztrzaskajcie tę potężną i bezsprzeczną prawdę, jeśli potraficie! Aż do tej chwili nie rozmyślałem o was ani o waszym świecie i nie zamierzałem o tym myśleć, jednak zmusiliście mnie do tego, a być może to nawet Boże zarządzenie wysłało nas na tę drogę, abyśmy was ostrzegali. Jeśli chodzi o nas, to postanowiliśmy wziąć za przewodnika uświęconą zasadę:
Ktokolwiek wierzy w Boże zarządzenie, jest ocalony od smutku i cierpliwie znosić wszelkie trudności, jakich nam przysparzacie.
Mówiąc, że "wypaczamy religię", zganiono nas za kompilację części Koranu, będącej niczym wielka sura Al-An'am, składającej się z setki dobrze znanych wersetów, które są szczególnymi źródłami Traktatów Światła, choć jest to muzułmański zwyczaj, który był praktykowany od czasów Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) .
Chciano również skazać nas w oparciu o to, że Traktat o ubiorze muzułmańskim - za który już otrzymałem wyrok jednego roku pozbawienia wolności, który był traktowany jako poufny, a wedle policyjnego raportu został wyciągnięty spod sterty drewna na opał - miał zostać spisany i opublikowany podczas tego roku. Ponadto w mocnych słowach odezwałem się do człowieka, który był przywódcą rządu w Ankarze (to jest do Mustafy Kemala - uz. red. tur.); skrytykowałem go twarzą w twarz, a on nie odpowiedział, lecz zachował milczenie; jednak naturalna, konieczna i czyniona w zaufaniu krytyka jego osoby, jakiej dopuściłem się po jego śmierci, wyjaśniając znaczenie hadisu, który wskazywał na popełniony przez niego błąd, została uznana za zbrodnię. Jednak jakie znaczenie może mieć wzgląd na kogoś, kto jest martwy i nie ma już żadnych powiązań z rządem, prócz względu na naród, rząd i prawa sprawiedliwości, które są przejawem Bożego panowania?
Ponadto wolność sumienia, która jest jedną z tych zasad rządu Republiki, na jakich najbardziej polegamy i jakich najsilniej bronimy, została uczyniona podstawą postawionych nam zarzutów, jakbyśmy sprzeciwiali się zasadzie wolności sumienia.
Inną rzeczą, jaką przypisano mi w policyjnym raporcie, a jaka nigdy nie przyszła mi na myśl, jest to, że skoro krytykuję zło i błędy współczesnej
cywilizacji, nie akceptuję korzystania z radia,
samolotów i kolei żelaznych; zostałem oskarżony o sprzeciwianie się współczesnemu postępowi.
In sza'a-llah, bezstronny i sprawiedliwy oskarżyciel publiczny oraz sąd w Denizli poprzez analogie do powyższych przykładów wykażą, jak niesprawiedliwe jest owo postępowanie, a nie będą przywiązywali znaczenia do bezpodstawnych podejrzeń zawartych w owych raportach.
Najbardziej niedorzeczne z owych podejrzeń ukazuje fakt, że publiczny oskarżyciel w innym procesie powiedział do mnie: "W poufnym Promieniu Piątym powiedział pan, że wojsko miałoby uwolnić się od przywództwa owego straszliwego człowieka. Pańskim zamiarem było zatem podburzenie wojska do buntu przeciwko rządowi". Odpowiedziałem: "Miałem na myśli to, że dowódca albo umrze, albo zostanie przeniesiony, a wówczas armia wyzwoliłaby się spod jego zwierzchnictwa". Jak traktat, który jest nadzwyczaj poufny, a jego kopie trafiły w moje posiadanie jedynie dwa razy przez osiem lat, po czym zaginęły, który wyjaśnia powszechne znaczenie hadisu mówiącego o kresie czasu, który po raz pierwszy został spisany dawno temu, a co więcej, nie widział go ani jeden żołnierz - jak taki traktat mógłby stać się podstawą takich zarzutów?
Najbardziej zdumiewającym ze wszystkiego jest fakt, że w pewnym miejscu powiedziałem, iż na wspaniałe dary Wszechmocnego Boga, jakimi są samolot, kolej żelazna i radio, należy odpowiadać poprzez wspaniałe podziękowania, jednak ludzkość nie postąpiła w ten sposób, lecz z samolotów na głowy ludzi spada deszcz bomb. Podziękowania za wielki dar, jakim jest radio, zostałyby ukazane, gdyby uczynić je recytatorem Koranu, posiadającym milion języków, który skłoniłby do słuchania Koranu ludzi na całej ziemi .
W objaśnieniach proroctw koranicznych dotyczących cudów cywilizacji, które to objaśnienia znajdują się w Słowie Dwudziestym, wspomniałem o wzmiankach pewnego wersetu, który mówi o tym, że niewierni pokonają świat islamu dzięki kolei żelaznej. Choć nawoływałem muzułmanów do tego, by pracowali na rzecz owych
cudów, w zakończeniu aktu oskarżenia - z powodu złej woli poprzedniego oskarżyciela publicznego - zarzucono mi "sprzeciwianie się współczesnym narzędziom postępu, takim jak kolej żelazna, samolot i radio".
Ponadto, choć nie ma to żadnego związku ze sprawą, ktoś powiedział, że nazwa "Ruch Światła" (tur. Risaletu'n-Nur), będąca inną nazwą Traktatów Światła (tur. Risale-i Nur), jest "przesłaniem (tur. risalet) zainspirowanym światłem Koranu", a nadając niewłaściwe znaczenie innemu fragmentowi aktu oskarżenia, uczyniono z tego kolejny zarzut, jak gdybym powiedział: "Traktaty Światła są Posłańcem Boga".
Ponadto w dwudziestu miejscach mej obrony niezbicie udowodniłem, że nie uczynilibyśmy religii, Koranu ani Traktatów Światła narzędziami służącymi osiągnięciu jakichkolwiek korzyści i nie moglibyśmy tak uczynić nawet w obliczu całego świata; że nie zmienilibyśmy ani jednej z ich prawd nawet w zamian za cały świat - oto, jacy zaprawdę jesteśmy. Przez ostatnie dwadzieścia lat zaświadczyliśmy to tysiąc razy. Skoro tak, oznajmiamy z całych naszych sił:
[6]
(Tymi, do których zwracam się przez owe sprzeciwy, nie są sąd i publiczny oskarżyciel z Denizli, lecz złośliwi i podejrzliwi urzędnicy, przede wszystkim oskarżyciele z Isparty i Inebolu, których fałszywe i niedokładne raporty stały się przyczyną niesłychanego aktu oskarżenia, jaki nam tutaj przedstawiono).
Po pierwsze: Uczniowie Światła, którzy są niewinni i nie są w jakikolwiek sposób zaangażowani w politykę, w niewyobrażalny sposób i bez jakichkolwiek podstaw zostali nazwani stowarzyszeniem politycznym, a nieszczęśnicy, którzy dołączyli do owego kręgu, nie mając innego celu prócz wiary i życia ostatecznego, zostali uznani za winnych rozpowszechniania zasad owego stowarzyszenia, bycia jego czynnymi przywódcami lub członkami, czytania Traktatów Światła, nauczania ich bądź spisywania, i został im wytoczony proces. Niezbitym dowodem tego, jak bardzo taki stan rzeczy jest odległy od istoty sprawiedliwości, jest fakt, że choć - zgodnie z zasadami wolności myśli i wolności nauki - nie jest uważane za zbrodnię czytanie szkodliwych dzieł doktora Dozy'ego [7] ani innych ateistów wrogich islamowi, poczytano za zbrodnię fakt, że owi ludzie potrzebujący prawd Koranu i wiary czytali i spisywali Traktaty Światła, które nauczają owych prawd z jasnością równą jasności słońca. Ponadto pretekstem dla aktu oskarżenia stało się jedynie kilka zdań z dwóch lub trzech spośród setek traktatów, które zostały uznane za poufne, aby nie przypisano im niewłaściwego znaczenia i nie zabroniono ich publikowania. Tymczasem sąd w Eskisehir zbadał owe traktaty, z wyjątkiem jednego, i dostrzegł to, czego one wymagają. Co zaś tyczy się owego wyjątku, to udzieliłem wielce stanowczej odpowiedzi zarówno w mojej petycji, jak i w sprzeciwach przedłożonych sądowi w Eskisehir, a to udowodniło na dwadzieścia sposobów, że "jesteśmy światłem, nie zaś pałką polityki". Niemniej jednak owi nieuczciwi oskarżyciele wywnioskowali, że trzy lub cztery zdania z owych trzech poufnych i nieopublikowanych traktatów można rozciągnąć na wszystkie Traktaty Światła, i oskarżyli mnie oraz tych, którzy czytali Traktaty Światła i spisywali je, o to, że występujemy przeciwko rządowi.
Wzywam na świadków mych bliskich przyjaciół i tych, którzy się ze mną spotykają, i przyrzekam, że od z górą dziesięciu lat nie wiedziałem, kim są członkowie lub ministrowie rządu (z wyjątkiem dwóch prezydentów, jednego posła i gubernatora Kastamonu), jego przywódcy, urzędnicy i przedstawiciele, i nie byłem nawet w najmniejszym stopniu zainteresowany tym, aby się tego dowiedzieć. Czyż jest w ogóle możliwe, by człowiek nie wiedział, kim są ludzie, którym się sprzeciwia, nie był tego ciekaw, nie wiedział, czy są oni jego przyjaciółmi czy wrogami, i nie przywiązywał najmniejszego znaczenia do zdobycia tej wiedzy? Można z tego jasno zrozumieć, że oskarżyciele wykoncypowali kompletnie bezpodstawne preteksty, aby skazać mnie niezależnie od tego, co się wydarzy.
Skoro tak się sprawy mają, mówię nie do tego sądu, lecz do owych niesprawiedliwych ludzi: Nie dam złamanego grosza za najcięższą karę, jaką możecie mi wymierzyć, nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia. Mam siedemdziesiąt lat i stoję u drzwi grobu. Wielkim szczęściem jest dla mnie zamiana roku lub dwóch lat życia niewinnie prześladowanego człowieka na rangę męczeństwa. Dzięki tysiącom dowodów Traktatów Światła wierzę z całkowitą pewnością, że śmierć jest dla nas dokumentem zwalniającym do cywila. Jeśli zostaniemy straceni, jedna godzina strapienia stanie się kluczem do wiecznej szczęśliwości i miłosierdzia. Jednak wy, o niesprawiedliwi ludzie, którzy z powodu waszego ateizmu wprowadzacie zamęt w sądownictwie i bez żadnego powodu zaprzątacie rządowi głowę naszymi sprawami!, wiedzcie z całą pewnością, że zostaniecie skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające uwięzienie w samotności, i drżyjcie ze strachu! Widzę, że cenę za to zapłacicie wiele razy. Współczuję nawet wam. Tak, wymagania śmierci, która po stokroć opróżniła owo miasto, wysyłając jego mieszkańców na cmentarz, z pewnością są większe od wymagań życia, a pytanie dotyczące ocalenia ludzi przed egzekucją śmierci jest najbardziej pilnym i najbardziej doniosłym z pytań, przed którymi stają, jest ich najbardziej istotną i pewną potrzebą. Zatem nawet szaleńcy zrozumieliby, że w oczach prawdy i sprawiedliwości ci, co oskarżają pod błahymi pretekstami uczniów Światła, którzy znaleźli owo pocieszenie, a także Traktaty Światła, które dostarczają owego pocieszenia wspartego tysiącami dowodów, sami staną się oskarżonymi.
Istnieją trzy kwestie, które zwodzą owych niesprawiedliwych ludzi, prowadząc ich do podejrzenia, wedle którego uczniowie Światła są stowarzyszeniem politycznym, choć nie mają oni absolutnie żadnego związku z polityką:
Pierwsza: Od najdawniejszych dni moi uczniowie byli żarliwie do mnie przywiązani, jak bracia, a to dało początek podejrzeniom, iż są stowarzyszeniem politycznym.
Druga: Niektórzy spośród uczniów Światła działali jak grupa ludzi wewnątrz społeczności muzułmańskiej, tak samo jak dzieje się to wszędzie i jak dozwalają to prawa Republiki, a przypuszczono, iż jest to działanie jakiegoś stowarzyszenia. Jednak intencją owych trzech lub czterech uczniów nie był jakikolwiek rodzaj działalności politycznej, lecz całkowicie szczere braterstwo w służbie wiary oraz solidarność wskazująca na życie ostateczne.
Trzecia: Jako że owi niesprawiedliwi ludzie wiedzą, iż zbłądzili z drogi i są rozmiłowani w życiu tego świata, jako że znaleźli wśród praw tego kraju takie, które są dla nich wygodne, mówią sami do siebie: "Niewątpliwie Said i jego przyjaciele sprzeciwiają się i tym prawom rządu, które sprzyjają naszym niedozwolonym namiętnościom 'cywilizacji'. Muszą zatem należeć do wrogiego nam stowarzyszenia politycznego". Mówię im zatem:
O wy, nieszczęśni! Gdyby świat był wieczny, a człowiek miał pozostać na nim na wieki, i gdyby obowiązki człowieka dotyczyły wyłącznie polityki, wówczas byłoby możliwe, że wasze oszczerstwa mają jakieś znaczenie. Gdybym wplątał się w owe sprawy dla celów politycznych, znaleźlibyście w setce traktatów nie dziesięć, lecz tysiąc wojowniczych zdań związanych z polityką. Gdybyśmy - by założyć to, co niemożliwe - ze wszystkich naszych sił pracowali, jak wy, na rzecz celów, przyjemności, i polityki tego świata - a nawet Szatan nie zdołałby sprawić, by ktokolwiek uwierzył w to i zgodził się z tym - nawet gdyby tak było, to jako że przez dwadzieścia lat nic nawet tego nie sugerowało, zaś rząd patrzy na ręce, ale nie jest w stanie zajrzeć do serc, a wszystkie rządy mają swych zagorzałych przeciwników, nie pozostaje nic, o co możecie nas oskarżyć zgodnie z prawami sprawiedliwości. Moim ostatnim słowem jest:
[8]
(Przywołuję tutaj dokładnie dawne wspomnienie i subtelną kwestię z mojej obrony, która nie została przedstawiona w sądzie Eskisehir, nie została oficjalnie odnotowana, a nawet nie została zapisana w mojej mowie obrończej).
Zapytano mnie tutaj: "Co myślisz o Republice?", a ja odpowiedziałem: "Moja biografia, którą macie w swoim posiadaniu, dowodzi tego, że byłem pobożnym republikaninem, zanim jeszcze urodził się ktokolwiek z was - z wyjątkiem być może przewodniczącego sądu w Eskisehir". Streszczenie owej kwestii jest następujące: Jak teraz, tak i wówczas żyłem w odosobnieniu, w niezamieszkałej przez nikogo prócz mnie krypcie. Pewien człowiek przynosił mi zupę, a ja zwykłem rzucać okruszki chleba mrówkom, ponieważ mam we zwyczaju jeść zupę z chlebem. Pewni ludzie usłyszeli o tym i zapytali mnie o to, zaś ja odpowiedziałem: "Narody mrówek i pszczół są republikanami, a ja daję mrówkom okruszki chleba z powodu szacunku dla ich republikanizmu".
Następnie powiedziano: "Sprzeciwiasz się dawnym przywódcom islamu". Odpowiedziałem: "Kalifowie Prawowierni byli zarówno kalifami, jak i prezydentami republiki. Z pewnością Abu Bakr As-Siddiq, dziesięciu towarzyszy, którym obiecano Raj, a także inni towarzysze Proroka (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich) byli niczym prezydenci republiki. Nie był to jednak tytuł pozbawiony znaczenia; byli oni przywódcami republiki religijnej, której znaczeniem są prawdziwa sprawiedliwość i wolność prawa szari'a".
Panie prokuratorze! Członkowie sądu! Oskarżacie mnie o wyznawanie idei sprzecznych z tymi, które wyznaję od pięćdziesięciu lat. Jeśli pytacie o świecką Republikę, wedle tego, jak rozumiem to pojęcie, sekularyzm oznacza bycie bezstronnym, to jest fakt, że zgodnie z zasadą wolności sumienia rząd nie powinien ingerować w sprawy ludzi religijnych i pobożnych, tak samo jak nie ingeruje w sprawy ludzi bezbożnych i rozpustnych. Na dziesięć lat - a obecnie to już dwadzieścia lat - wycofałem się z życia politycznego. Nie wiem, kto zasiada w rządzie Republiki. Jeśli, niech Bóg uchroni, rząd przybrał przerażającą postać, w wyniku czego przez wzgląd na bezbożność wydaje on ustawy oskarżające tych, którzy pracują na rzecz swej wiary i życia ostatecznego, oznajmiam wam bez strachu i ostrzegam was: Choćbym żył tysiąc razy, byłbym gotów do
poświęcenia każdego życia na rzecz wiary i życia ostatecznego. Czyńcie, co się wam podoba, a moim ostatnim słowem będzie:
[9] W obliczu waszego niesprawiedliwego wyroku, skazującego mnie na karę główną lub życie w uwięzieniu, mówię: Jak odkryły to i niezbicie tego dowiodły Traktaty Światła, nie zostanę stracony, lecz zwolniony ze swych obowiązków, odejdę do świata światła i do siedziby szczęśliwości. Co zaś tyczy się was, o nieszczęśnicy, którzy prześladujecie nas w imię zbłądzenia!, skoro wiem, że jesteście skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające uwięzienie w samotności, jestem przygotowany na to, by oddać moją duszę z doskonałym spokojem umysłu, a moja zemsta na was będzie całkowita.
Panowie!
W rezultacie wielu wskazówek doszedłem do niezachwianej opinii, wedle której zostaliśmy zaatakowani nie za "naruszenie bezpieczeństwa publicznego poprzez wykorzystywanie uczuć religijnych" i nie w imieniu rządu, lecz pod płaszczykiem kłamstw, w imieniu ateizmu, z powodu naszej wiary i naszej służby na rzecz wiary i porządku publicznego. Jednym z wielu dowodów mojego zdania jest fakt, że choć dwadzieścia tysięcy ludzi przez dwadzieścia lat czytało i przyjmowało dwadzieścia tysięcy kopii poszczególnych części Traktatów Światła, uczniowie Światła nie naruszyli bezpieczeństwa publicznego przy żadnej okazji i w jakikolwiek sposób, żaden taki incydent nie został odnotowany przez rząd ani też nie doszukały się go ani sąd, przed jakim postawiono mnie wcześniej, ani ten sąd. Tymczasem gdyby istniała jakakolwiek tak rozpowszechniona i tak potężna propaganda, stałoby się to widoczne w ciągu dwudziestu dni. Oznacza to, że Artykuł 163 owego dwuznacznego prawa, dotyczący każdego, kto udziela porad religijnych, jest jedynie fałszywą maską. Ateiści zwiedli niektórych członków rządu, wprowadzili zamęt w legalnych postanowieniach prawa i chcą zmiażdżyć nas, cokolwiek się nie wydarzy.
Skoro taka jest prawda w owej kwestii, mówimy ze wszystkich sił: O, nędznicy, którzy sprzedajecie swoją religię za ten świat i upadacie w absolutną niewiarę! Czyńcie, cokolwiek jesteście w stanie uczynić! Wasz świat będzie waszym kresem! Niechaj nasze głowy zostaną poświęcone dla prawdy, dla której poświęciły się setki milionów głów! Jesteśmy gotowi na wszelką karę z wyrokiem śmierci włącznie! W takiej sytuacji przebywanie poza więzieniem jest po stokroć gorsze od przebywania w jego murach. Skoro nie istnieje żadna wolność - ani wolność religii, ani wolność sumienia, ani wolność nauki - wobec absolutnej tyranii, w obliczu której stoimy, dla tych, którzy mają honor, dla ludzi religii i tych, którzy wspierają wolność, nie ma innego rozwiązania prócz śmierci lub uwięzienia. Mówimy:
[10] i pokładamy zaufanie w naszym Panu.
Panie Przewodniczący sądu, 'Ali Riza-beju!
Mam ważną prośbę, abym mógł bronić swych praw. Nie znam nowego alfabetu, zaś mój charakter pisma, kiedy piszę w starym alfabecie, jest wielce niedoskonały. Ponadto nie pozwala mi się na to, bym spotykał się z kimkolwiek; jestem po prostu więziony w całkowitym odosobnieniu. Po piętnastu minutach odebrano mi nawet akt oskarżenia. Nie mam również środków na zatrudnienie obrońcy. Udało mi się uzyskać w tajemnicy jedynie jeden egzemplarz części mowy obrończej, jaką Panu przedstawiłem, spisanej w nowym alfabecie. Spisałem także jedną lub dwie kopie Owoców wiary, które są pewnego rodzaju obroną Traktatów Światła i streszczeniem ich drogi, aby wręczyć je oskarżycielowi publicznemu oraz wysłać do departamentów rządu w Ankarze. Niespodziewanie zostały mi one odebrane i już do mnie nie powróciły. Tymczasem kiedy przebywaliśmy w więzieniu w Eskisehir, tamtejsze władze sądownicze przysłały nam maszynę do pisania. Spisaliśmy w nowym alfabecie jedną lub dwie kopie naszej mowy obrończej, a także została ona spisana przez sąd. Zatem usilnie proszę o to, aby albo dostarczył nam Pan maszynę do pisania, albo też pozwolił nam na otrzymanie maszyny spoza więzienia,
byśmy mogli spisać w nowym alfabecie dwie lub trzy kopie zarówno naszej mowy obrończej, jak również traktatu, który jest swego rodzaju obroną Traktatów Światła. Następnie wyślemy je do Ministerstwa Sprawiedliwości, do rządu, do Zgromadzenia Narodowego i do Rady Stanu, jako że to Traktaty Światła stały się podstawą naszego oskarżenia, a stawiane im zarzuty nie są błahymi, osobistymi kwestiami, do których można by było nie przywiązywać wagi. Przeciwnie, jest to kwestia ogólna, o poważnym znaczeniu dla narodu, kraju i rządu, która jest powodem znaczącej troski świata muzułmańskiego.
Tak, ci, którzy potajemnie atakują Traktaty Światła, to ci, którzy mając na celu zniszczenie szacunku, miłości i braterstwa w świecie islamu, będących największą siłą ludzi tego kraju, a także wzbudzenie wstrętu do nich, potajemnie ustanawiają absolutną niewiarę, czyniąc politykę narzędziem bezbożności. Zwiedli oni rząd i po dwakroć wprowadzili zamęt do legalnych postanowień prawa, mówiąc: "Ruch Światła i uczniowie Światła wykorzystują religię dla celów politycznych i istnieje możliwość, że zakłócą oni publiczny porządek i publiczne bezpieczeństwo".
O wy, nieszczęśnicy! Traktaty Światła nie mają absolutnie żadnego związku z polityką, lecz jako że roztrzaskały absolutną niewiarę, niszczą i odpychają również anarchię, która jest podstawą całkowitej niewiary, a także absolutny despotyzm, który jest jej okryciem. Jednym z setek dowodów tego, że Traktaty zapewniają publiczny porządek, bezpieczeństwo, wolność i sprawiedliwość, jest traktat Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi), będący niby ich obrona. Powinien on zostać przestudiowany przez komisję wybitnych uczonych i socjologów, a jeśli nie potwierdzą oni tego, co mówię, zgadzam się na jakąkolwiek karę, tortury lub egzekucję!
Panie Przewodniczący sądu!
Oto trzy kwestie, które zostały uczynione podstawami oskarżenia:
Kwestia Pierwsza to zarzut ustanowienia stowarzyszenia politycznego. Powołuję na świadków wszystkich tu obecnych uczniów Światła, tych, którzy się ze mną spotykali, oraz tych, którzy czytają lub spisują Traktaty
Światła; może Pan zadawać im pytania. Nie powiedziałem komukolwiek z nich, że zamierzamy utworzyć stowarzyszenie polityczne lub związek Naqszbandijja. Zawsze mówiłem im, że zamierzamy pracować na rzecz ochrony wiary. Nie wspominaliśmy o żadnym stowarzyszeniu prócz świętej wspólnoty islamu, do którego należą wszyscy wierni i które posiada więcej niż trzysta milionów członków. Poprzez braterstwo wszystkich wiernych i z powodu naszej służby Koranowi znaleźliśmy się w "partii Koranu" (ar. Hizb al-Qur'an), która w Koranie jest nazywana "partią Boga" (ar. Hizbu-llah) [11]. Jeśli to jest owo stronnictwo, o którym wspomniano w oskarżeniu, przyznajemy się do tego całym sercem i z dumą, jednak jeśli chodzi o inne stowarzyszenie, to nic nam o nim nie wiadomo!
Kwestia Druga: Jak jest to stwierdzone w akcie oskarżenia i potwierdzone przez raport policji z Kastamonu, niektóre księgi - takie, jak Traktat o ubiorze muzułmańskim (tur. Tesettur Risalesi) czy Sześć ataków (tur. Hucumat-i Sitte) wraz z dopiskiem do nich - zostały znalezione w zabitych gwoździami s٤ی،yniach pod drewnem na opał i węglem oraz w stanie, który w żaden sposób nie pozwoliłby na ich opublikowanie. Zostały one zbadanie i zrecenzowane przez sąd w Eskisehir; łagodny wyrok świadczy na ich korzyść, a poza tym z całą pewnością zostały one potraktowane jako poufne. Teraz, przez doszukiwanie się fałszywych znaczeń w niektórych ze zdań owych traktatów, mamy cofnąć się o dziewięć lat i zostać oskarżeni o przestępstwo, za które już zostaliśmy ukarani.
Kwestia Trzecia: W kilku miejscach aktu oskarżenia użyto zwrotów, które wyrażają raczej możliwość niż rzeczywiste nastąpienie danej rzeczy, takie jak: "...może on naruszyć bezpieczeństwo państwa lub wyrządzić mu szkodę". Każdy może popełnić morderstwo, lecz czy można oskarżyć kogoś o morderstwo wyłącznie z powodu takiej możliwości?
Panie Przewodniczący sądu!
Przedstawiam swoją obronę w formie petycji, jaką wysłałem do departamentów rządu w Ankarze oraz do Prezydenta, a także odpowiedź z Biura Prezesa Rady Ministrów, która ukazuje, iż uznano ważność mojej petycji. W owej obronie zawarte są rozstrzygające odpowiedzi na bezpodstawne i napastliwe podejrzenia, jakie wysunęło przeciwko nam oskarżenie. W raporcie tutejszej komisji rzeczoznawców, opartym na powierzchownych i złośliwych raportach z innych miejsc, znajduje się wiele rzeczy nieprawdziwych i nielogicznych; moje sprzeciwy wobec nich zostały już przedstawione.
W skrócie: Jak już stwierdziłem wcześniej, kiedy sąd w Eskisehir chciał skazać mnie na podstawie Artykułu 163, powiedziałem, że spośród dwustu deputowanych rządu Republiki taka sama liczba, to jest stu sześćdziesięciu trzech, zgodziła się na to, by przeznaczyć sto pięćdziesiąt tysięcy lir na moją medresę w mieście Van [12]. Zatem szacunek, jaki okazywał mi rząd Republiki, sprawia, że Artykuł 163 mnie nie dotyczy. Choć powiedziałem to sądowi, komisja rzeczoznawców przekręciła sens tego, co powiedziałem, i napisała: "Decyzją stu sześćdziesięciu trzech deputowanych otwarto postępowanie przeciwko Saidowi". To właśnie ów całkowicie bezpodstawny zarzut pierwszej komisji rzeczoznawców stał się przyczyną zarzutów postawionych nam przez oskarżenie. Stoi to w sprzeczności z faktem, że Traktaty Światła na mocy Pańskiej decyzji zostały przesłane do najwyższej komisji uczonych, która przestudiowała i zbadała wszystkie ich części, a następnie jednogłośnie wydała takie oto orzeczenie w naszej sprawie: "W pismach Saida i uczniów Światła nie ma nic, co wyraźnie wskazywałoby na fakt, lub z czego można by było wywnioskować, że zamierzają oni wykorzystać religię lub uświęcone kwestie [13], zachęcać do naruszenia bezpieczeństwa publicznego, założyć stowarzyszenie polityczne lub w jakikolwiek sposób spiskować przeciwko rządowi. Jest zrozumiałym, że uczniowie Saida w swej korespondencji nie żywią żadnych złych intencji wymierzonych przeciwko rządowi ani też idei założenia stowarzyszenia politycznego czy wspólnoty sufich".
Również druga komisja rzeczoznawców jednogłośnie stwierdziła, że "w dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach traktaty Saida Nursiego są zarówno szczere, jak i bezinteresowne, i w żaden sposób nie odbiegają od przyjętych zasad nauki, prawdy i religii. Jest zupełnie jasne, że nie ma w nich niczego, co wykorzystywałoby religię, dotyczyłoby uformowania
stronnictwa politycznego lub naruszenia bezpieczeństwa. Korespondencja prowadzona między uczniami oraz między nimi a Saidem Nursim jest właśnie tego rodzaju. Prócz pięciu lub dziesięciu poufnych fragmentów i skarg, które nie mają charakteru naukowego, wszystkie traktaty objaśniają wersety koraniczne i prawdziwe znaczenie hadisów. Dziewięćdziesiąt procent dostępnych traktatów zawiera przypowieści jasno obrazujące dogmaty wiary w Boga, w Proroka, w życie ostateczne, a także dotyczącą owych dogmatów terminologię, poglądy uczonych, przestrogi moralne dla ludzi starszych i dla młodzieży, a także pouczające zdarzenia wybrane spośród życiowych doświadczeń [14]. Nie zawierają one niczego, co mogłoby zaszkodzić rządowi, administracji lub bezpieczeństwu publicznemu".
Tak więc oskarżenie zignorowało raport owej znamienitej komisji i wysunęło przeciwko nam niedorzeczne zarzuty oparte na niejasnym i niedokładnym pierwszym raporcie, zatem zaprawdę jesteśmy nadzwyczaj zaniepokojeni. W żaden sposób nie uważamy, by takie postępowanie było właściwe dla owego sprawiedliwego sądu, którego bezstronność została udowodniona. Jeśli nie uczynimy błędu w tym porównaniu, ta sytuacja przypomina następującą historię: Zapytano Bektasziego [15], dlaczego nie odprawia modlitw obowiązkowych, zaś on odpowiedział, że w Koranie powiedziano: لَا تَقْرَبُوا الصَّلٰوةَ Nie zbliżajcie się do modlitwy. Kiedy przypomniano mu, że dalszy ciąg owego wersetu brzmi: وَ اَنْتُمْ سُكَارٰى [16], odpowiedział: "Nie znam całego Koranu na pamięć". Również z Traktatów Światła wyjęto jedno zdanie, nie zwracając uwagi na to, co następuje po nim, pozwala zrozumieć kontekst owego zdania i objaśnia je, a następnie użyto go przeciwko nam. Trzydzieści do czterdziestu przykładów takiego postępowania można zobaczyć w mowie obrończej, którą przedstawię, kiedy porówna się ją z aktem oskarżenia. Opowiem o pewnym subtelnym wydarzeniu, które jest jednym z owych przykładów:
W sądzie w Eskisehir oskarżenie użyło wobec nauczania wiary przez Traktaty Światła wyrażenia wynikającego z błędu, mówiąc coś w rodzaju tego, że Traktaty psują ludzi. Choć później oskarżenie nie użyło już tego zwrotu, jeden z uczniów Światła, Abdurrezzaq, w rok po procesie powiedział:
"O, nieszczęśniku! Traktaty Światła otrzymały pośrednią pochwałę trzydziestu trzech wersetów koranicznych, a ich wartość dla religii została ustalona przez trzy cudowne proroctwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i potężne wzmianki, jakie poczynił Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona); przez owe dwadzieścia lat Traktaty nie
przyczyniły rządowi żadnego kłopotu, a prócz tego, że zupełnie nikomu nie zaszkodziły, to oświeciły i poprowadziły tysiące synów tej ziemi, umocniły ich wiarę oraz zmieniły na lepsze ich postępowanie, a jednak nazywasz owo przewodnictwo 'zepsuciem'. Nie boisz się Boga! Niech twój język będzie przeklęty!"
Teraz oskarżenie zobaczyło te słowa owego ucznia, zatem pozostawiam Pańskiej bezstronności i Pańskiemu sumieniu wyrażenie: "Said szerzy zepsucie".
Mając zamiar wtrącenia się do nauk społecznych Traktatów Światła, oskarżenie powiedziało: "Miejscem religii jest sumienie; nie może ona zostać ściśle związaną z prawami i przepisami. Dawniej dochodziło do niepokojów społecznych, ponieważ religia była ściśle związaną z prawami". Ja zatem mówię: "Religia to nie tylko wiara; jej druga połowa to słuszne działanie. Czyż lęk przed uwięzieniem bądź dostrzeżeniem przez rządowego detektywa jest wystarczający, by odstraszyć kogoś, kto popełnia wiele poważnych grzechów będących trucizną dla społeczeństwa, takich jak morderstwo, cudzołostwo, kradzież, hazard czy pijaństwo? Jeśli tak, wówczas w każdym domu lub nawet u boku każdego człowieka musiałby stacjonować policjant lub detektyw, aby owe zatwardziałe dusze powstrzymywały się przed tymi ohydnymi czynami. Tymczasem - co się tyczy dobrych uczynków i wiary - Traktaty Światła na stałe umieszczają tuż przy każdym człowieku bezcielesnego zakazującego owych szpetnych czynów i z łatwością wybawiają ludzi od złych czynów, przypominając o więzieniu Piekła i o Bożym gniewie".
Ponadto z powodu podpisu złożonego pod jednym z traktatów, poświęconym cudownemu i niesamowitemu przypadkowi tałafuq, oskarżenie wyciągnęło bezpodstawny wniosek, mówiąc o "członkach stowarzyszenia politycznego". Czyż ci, którzy składają swe podpisy w księgach rachunkowych kupców i oberżystów, są nazywani stowarzyszeniem? Podobne bezpodstawne oskarżenie miało miejsce w sądzie Eskisehir. Kiedy odpowiedziałem na nie i ukazałem traktat zatytułowany Cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), oskarżyciele byli zadziwieni. Gdybyśmy utworzyli stowarzyszenie poświęcone sprawom tego świata, ci, którzy przez wzgląd na mnie wycierpieli tak wiele krzywd, z pewnością uciekliby ode mnie z całkowitą odrazą. Oznacza to, że jak jestem powiązany z Imamem Al-Ghazalim, a owo połączenie nie zostało przerwane, ponieważ przynależy do życia ostatecznego, nie zaś do tego świata, tak owi niewinni, szczerzy i czyści pobożni ludzie ukazują silne
przywiązanie do takiego jak ja nieszczęśnika, a to z powodu jego nauk w temacie wiary. To spowodowało powstanie bezzasadnych podejrzeń dotyczących wyimaginowanego stowarzyszenia politycznego.
Moim ostatnim słowem jest:
[17]
Panowie! Panie Przewodniczący! Wysłuchajcie mnie uważnie!
Jako że skazanie Traktatów Światła oraz ich uczniów jest tym samym, co skazanie prawd Koranu i wiary, zatem jest również staraniem o zamknięcie - przez wzgląd na wprost całkowitą niewiarę - szerokiego traktu, jaki każdego roku od tysiąca trzystu lat obierało trzysta milionów muzułmanów, traktu wiodącego do prawdy i do szczęśliwości w obu światach; to zaś spowoduje, że spotkacie się z obrzydzeniem i sprzeciwami muzułmanów, jako że ci, którzy są na owym szerokim trakcie, wspierają poprzez swe modlitwy i dobre uczynki tych, którzy już nim przeszli. Taki wyrok spowoduje również, że nad tym błogosławionym stuleciem wybuchnie Dzień Zguby. Jaką odpowiedź dacie na Sądzie Ostatecznym, kiedy w obliczu owych trzystu milionów pozywających was ludzi zostaniecie zapytani: "Nie interweniowaliście w sprawie dzieła doktora Dozy'ego, zatytułowanego Tarih-i Islam, które od początku do końca atakowało islam, wasz kraj i waszą religię; ani w sprawie dzieł ateistów, swobodnie dostępnych w waszych bibliotekach; ani w sprawie ludzi studiujących owe księgi, którzy łączyli się w nielegalne stowarzyszenia; ani w sprawie
stowarzyszeń, które sprzeciwiały się waszej polityce, jak komuniści, anarchiści, stare stowarzyszenia rewolucyjne czy ci, którzy źle pojmowali turkizm; dlaczego więc interweniowaliście w sprawie czytelników dzieła prawdy i rzeczywistości - jakim są Traktaty Światła, ów prawdziwy komentarz do Koranu - oraz jego uczniów, którzy nie mieli żadnego związku z polityką, a szeroki trakt Koranu i wiary obrali jedynie po to, by ocalić samych siebie i swych rodaków przez wiecznym unicestwieniem i uwięzieniem w samotności? Dlaczego nazwaliście przyjaźń i braterstwo, jakie łączyły tych szczerze pobożnych ludzi, a wskazywały jedynie na życie ostateczne, stowarzyszeniem politycznym? Skazaliście ich na mocy dziwacznego prawa - oto, czego chcieliście". Pytamy was o to samo. Nasi wrogowie, ateiści i hipokryci, wprowadzili was w błąd, wywołali zamęt w sądownictwie, zaprzątają naszą sprawą uwagę rządu w sposób szkodliwy dla kraju i dla ludzi. Nazywając absolutną tyranię "Republiką", czyniąc absolutne odszczepieństwo częścią ustroju, nazywając absolutny występek "cywilizacją" i nadając imię "prawa" bezwzględnej sile i przymusowi, a to przez wzgląd na niewiarę, absorbują uwagę rządu i rozproszyli nas, w imieniu Europejczyków wymierzając ciosy supremacji islamu, temu krajowi i jego ludziom.
Panowie! Jak wskazują na to cztery silne trzęsienia ziemi, które dokładnie zbiegły się w czasie z dotkliwą agresją przeciwko uczniom Światła i z ich prześladowaniami - a w każdym przypadku występowały one wtedy, kiedy uczniowie byli atakowani, zaś kończyły się, kiedy owe ataki zostawały wstrzymane - wy jesteście odpowiedzialni za niebiańskie i ziemskie nieszczęścia, jakie miały miejsce po skazaniu nas! (...)
Panowie!
Nie znam obecnego stanu życia społecznego, a komitet rzeczoznawców z Ankary potwierdził naszą stanowczą odpowiedź na zarzuty dotyczące tworzenia stowarzyszenia politycznego, usilnie przez was wysuwane jako pretekst dla skazania nas, które jest już postanowione, jak można to wywnioskować z przebiegu procedury oskarżenia. Kiedy byłem zadziwiony i zdumiony tym, że obstajecie przy owym punkcie aż do tego stopnia, przyszło mi na myśl takie oto znaczenie: Jako że przyjaźń, braterskie wspólnoty i zgromadzenia, a także braterstwo i szczere stowarzyszenia przynależące do życia ostatecznego są zarówno kamieniami węgielnymi życia społecznego, jak również odpowiedzią na istotne potrzeby ludzkiej natury; a także najbardziej niezbędną i dającą wielką siłę więzią między ludźmi, od życia rodzinnego, poprzez życie klanu, narodu, islamu, aż do życia całej ludzkości, a także punktem wsparcia i narzędziem pocieszenia w obliczu napaści materialnych i niematerialnych rzeczy, które przynoszą szkodę, które powodują alarm, z którymi ściera się każdy człowiek we wszechświecie, lecz nie może walczyć z nimi zupełnie sam, a które powstrzymują go przed wykonywaniem jego obowiązków jako muzułmanina i jako człowieka; jako że niektórzy nazwali "stowarzyszeniem politycznym" - choć nie jest to front polityczny - zgromadzenie uczniów Światła wokół nauk wiary, które jest w najwyższym stopniu chwalebne; jest szczerą przyjaźnią skupioną na naukach wiary i Koranu; z całą pewnością prowadzi do szczęśliwości na tym świecie, w religii i w życiu ostatecznym; jest bractwem współpracującym na drodze prawdy - przeto z pewnością i bez żadnej wątpliwości ci ludzie albo zostali w przerażający sposób oszukani, albo też są nadzwyczaj niebezpiecznymi anarchistami, którzy są barbarzyńskimi wrogami człowieczeństwa i despotycznymi nieprzyjaciółmi islamu, którzy żywią wobec naszego stowarzyszenia całkowicie zepsutą i zdeprawowaną wrogość właściwą anarchii, uparcie dokładając - jako apostaci - coraz większych starań przeciwko temu krajowi i narodowi, przeciwko suwerenności islamu i tego, co święte w religii; albo też są diabelskimi ateistami, którzy działają w imieniu cudzoziemców, aby przeciąć i zniszczyć życiodajne arterie tego narodu, oszukują rząd i wprowadzają zamęt do legalnych postanowień, aby zniszczyć lub zwrócić przeciwko naszym braciom i naszemu krajowi duchową broń,
którą aż do tej pory wykorzystywaliśmy przeciwko nim - przeciwko owym szatanom, faraonom i anarchistom.
Panowie!
Za waszym zezwoleniem skieruję w waszej obecności kilka słów pozornie do was, lecz w rzeczywistości do tajnego komitetu rewolucyjnego, kłaniającego się zepsuciu, które przybrało wiele form, a także idei zdeprawowania tego narodu w imię niewiary, ateizmu i cudzoziemców, który przez ostatnie trzydzieści lub czterdzieści lat wszelkimi sposobami atakował Koran i prawdy wiary, jak również do nieludzkich i bezmyślnych urzędników, których tamci ludzie uczynili zasłoną dla siebie w owej kwestii, a także do ich propagandystów w przebraniu muzułmanów, którzy wywołali zamieszanie w tym sądzie (...).
(Decyzja o naszym uniewinnieniu, jaka została podjęta następnego dnia, sprawiła, iż owa płomienna mowa stała się niepotrzebną).
Kilku urzędników wysokiego stopnia zadało mi pytanie: "Dlaczego nie przyjąłeś propozycji Mustafy Kemala, ofiarowującej ci pensję w wysokości trzystu lir oraz stanowisko głównego kaznodziei Kurdystanu i prowincji wschodnich, na którym zastąpiłbyś Szejka Sanusiego? [18] Gdybyś przyjął ową propozycję, mógłbyś wykorzystać owo stanowisko, ratując życie stu tysięcy ludzi, którzy zostali wymordowani z powodu rewolucji".
W odpowiedzi powiedziałem im:
Traktaty Światła, dzięki którym setki tysięcy naszych rodaków zyskały miliony lat życia ostatecznego w miejsce dwudziestu lub trzydziestu lat życia doczesnego owych ludzi, którego i tak nie byłbym w stanie ocalić, wypełniły to zadanie po tysiąckroć. Gdybym przyjął ową propozycję, Traktaty Światła, które nie mogą być niczyim narzędziem ani za nikim podążać, ponieważ do nich należy tajemnica szczerości intencji, w ogóle nie zostałyby powołane do istnienia. Powiedziałem nawet mym szanownym braciom w więzieniu: "Jeśli ci, którzy wydadzą na mnie wyrok śmierci z powodu ciężkich ciosów, jakie zadały im wysłane do Ankary Traktaty Światła, sami dzięki Traktatom ocalą swoją wiarę i zostaną wybawieni przed wiecznym unicestwieniem, zaświadczcie, że wybaczam im całym moim życiem i z całej duszy!"
Po naszym uniewinnieniu w Denizli powiedziałem tym, którzy prześladowali mnie przez swą inwigilację, wysokiego stopnia urzędnikom, naczelnikowi policji i jej inspektorom:
Niezaprzeczalnym cudem Traktatów Światła jest fakt, że przez dziewięć miesięcy dokładnego dochodzenia nie znaleziono żadnego dokumentu ani żadnego rodzaju połączenia z jakimkolwiek ruchem, związkiem czy stowarzyszeniem w kraju czy za granicą, ani w dwudziestu latach mego życia człowieka prześladowanego, ani w setkach moich traktatów i listów, ani pośród tysięcy moich uczniów. Czyż owa niezwykła sytuacja mogłaby zostać osiągnięta dzięki sile myśli lub dzięki zaaranżowaniu jej? Jeśli wyciągniemy na światło prywatne sprawy wielu lat życia człowieka, z pewnością znajdzie się dwadzieścia spraw wstydliwych lub takich, za które można go skazać. Skoro tak przedstawia się sprawa, możecie powiedzieć, że cała ta sprawa została zaaranżowana przez olśniewającego i niezwyciężonego geniusza, albo że jest przykładem prawdziwej szczodrości Boga i Jego ochrony. Sprzeciwianie się takiemu geniuszowi z pewnością byłoby błędem i spowodowałoby wielką szkodę dla kraju i dla ludzi, podczas gdy sprzeciwianie się Bożej ochronie i łasce Wszechwładnego byłoby uporem podobnym uporowi Faraona.
Jeśli powiecie: "Jeśli uwolnimy cię i nie poddamy inwigilacji, będziesz mógł splugawić życie naszej społeczności swymi naukami i niejasnymi tajemnicami",
odpowiem: Wszystkie moje nauki bez wyjątku były widziane przez członków rządu oraz władze sądownicze i nie znaleziono w nich ani jednej kwestii, która wymagałaby wymierzenia mi kary choć jednego
dnia więzienia. Czterdzieści do pięćdziesięciu tysięcy kopii owych nauk przechodziło z rąk do rąk, było studiowanych uważnie i z ciekawością, jednak czytelnicy jedynie na tym skorzystali; żaden z nich nie doznał jakiejkolwiek szkody. Ponadto, jako że zarówno sąd, przed którym stałem poprzednio, jak też sąd, przed którym stoję obecnie, nie znalazły powodu do oskarżenia mnie o jakiekolwiek przestępstwa, przeto szpetną i bezsensowną niesprawiedliwością jest fakt, że poprzez nowy sąd ingerujecie w nasze jednogłośnie orzeczone uniewinnienie, wtrącając się do moich spraw i do spraw Traktatów Światła, a za rozstrzygający dowód tego może posłużyć fakt, że poprzedni sąd skazał jedynie piętnastu spośród stu dwudziestu moich przetrzymywanych w więzieniu braci na karę sześciu miesięcy pozbawienia wolności, a i taki wyrok był w stanie wydać jedynie samowolnie, wykorzystując jako pretekst pięć lub dziesięć słów wybranych ze stu trzydziestu traktatów, przez wzgląd na zdanie człowieka ważnego w oczach tego świata. Co więcej, nie spisałem żadnych nowych nauk ani nie trzymam w ukryciu żadnych tajemnic, jakie moglibyście przeinaczyć poprzez swój nadzór.
Obecnie wielce potrzebuję wolności. Wystarczy mi tego niepotrzebnego, niesprawiedliwego i bezsensownego nadzoru, jakiemu byłem poddawany przez dwadzieścia lat. Moja cierpliwość się wyczerpała i jest możliwym, że z powodu podeszłego wieku wypowiem przekleństwa, od wypowiedzenia których aż do teraz się powstrzymywałem, a słowa: "Westchnienia prześladowanego wzbijają się do Tronu Boga" są potężną prawdą.
Ci despotyczni nędznicy, którzy w oczach tego świata zajmują wysoką pozycję, powiedzieli: "Przez dwadzieścia lat ani razu nie założyłeś naszego nakrycia głowy; nie zdejmowałeś nakrycia głowy w obecności sądu, przed którym stałeś wcześniej, i nie zdejmujesz go w obecności sądu, przed którym stoisz teraz; pokazujesz się w dawnym stroju, podczas gdy siedemnaście milionów ludzi przywdziało współczesne szaty". Odpowiadam zatem:
Jeśli miałbym nosić - za zezwoleniem prawa szari'a dotyczącym sytuacji wymuszonej przez prawo - ubiór nie siedemnastu milionów ani nawet nie siedmiu milionów, lecz ubiór, na który przystało i który szczerze przyjęło siedem tysięcy pijaków zachwyconych Europą, to wolę nosić - w zgodności z prawem szari'a i bogobojnością - ubiór siedmiu miliardów ludzi. Nie można powiedzieć: "On uparcie się nam sprzeciwia" o kimś takim jak ja, kto na dwadziewioa pięć lat wycofał się z życia społecznego. Nawet gdyby byłby to upór, to skoro nie mógł go złamać Mustafa Kemal, nie mogły go złamać dwa sądy i nie mogły go
zgnieść władze trzech prowincji, kimże jesteście wy, że podejmujecie bezcelowe wysiłki, aby przełamać ów upór na szkodę zarówno narodu, jak i rządu? Nawet gdyby ów człowiek był waszym przeciwnikiem politycznym, to ponieważ - jak sami przyznaliście - w ciągu ostatnich dwudziestu lat zerwał on wszystkie więzi ze światem i w efekcie jak gdyby umarł, nie mógłby zmartwychwstać, by walczyć przeciwko wam i bezsensownie zaangażować się w życie polityczne, przyczyniając samemu sobie poważnej szkody, zatem szaleństwem jest żywienie bezpodstawnego lęku, iż ten człowiek się wam sprzeciwi. Jako że nawet poważna rozmowa z szaleńcem jest szaleństwem, zatem porzucam przemawianie do takich, jak wy. Powiedziałem już: "Cokolwiek uczynicie, nie będę czuł się zobowiązanym wobec was do niczego!", co zarówno rozgniewało ich, jak i zmusiło do milczenia.
Moim ostatnim słowem jest:
[19]
[20]
Podczas gdy wrogowie islamu przenosili Bediuzzamana Saida Nursiego oraz uczniów Światła z jednego sądu do drugiego, szerzyli oni strach i rzucali swe groźby, a także zmuszali urzędników zajmujących ważne stanowiska w aparacie władzy do tego, by spisywali oni całkowicie fałszywe, sfabrykowane raporty, wymierzone przeciwko Nauczycielowi i jego uczniom. Uczynili wszystko, aby oddalić każdego od Bediuzzamana i uczniów Światła, a także starali się wywołać zepsucie, aby zniszczyć solidarność uczniów Światła.
W tym miejscu zamieszczamy niektóre z listów, jakie Bediuzzaman Said Nursi napisał w więzieniu Denizli, jak czynił to wcześniej, w których doradza on uczniom Światła, aby unikali wprowadzenia w błąd przez negatywną propagandę, równocześnie odpowiadając na duchową potrzebę spotkania się uczniów z ich umiłowanym Nauczycielem. Uczniowie Światła potajemnie upewniali się co do tego, czy listy oraz spisywane w więzieniu dzieła zostały wysłane przez Bediuzzamana, ponieważ w każdym więzieniu, do jakiego trafiał Nauczyciel, był więziony w odosobnieniu, w pojedynczej celi, i nie zezwalano mu na przyjmowanie gości.
[21]
W przededniu ramadanu moja gorączka zaczęła rosnąć, aż przekroczyła czterdzieści stopni, a to z powodu zatrucia, które potwierdził lekarz,a które najprawdopodobniej zostało zarządzone przez mych potajemnych bezbożnych wrogów. Równocześnie przyszli oskarżyciele i oficerowie policji śledczej z Kastamonu, aby przeszukać mój dom. Wtedy poprzez przeczucie zdałem sobie sprawę z tego, że został przedsięwzięty straszliwy atak przeciwko mnie. Widząc, że "moja krańcowo ciężka choroba wywołana trucizną prawdopodobnie mnie zabije",
błagałem z głębi serca, abym mógł oddać ducha w ramionach mych cnotliwych przyjaciół z prowincji Isparta i abym mógł być pochowanym w owej błogosławionej ziemi.
Otworzyłem Hizb al-Akbar al-Qur'an i nagle ukazał się przede mną werset:
[22]
który powiedział: "Spójrz na mnie!". Spojrzałem więc, a znaczenie, na które wskazuje ów werset, poprzez trzy silne znaki dostarczyło pocieszenia zarówno mi samemu, jak i nam wszystkim. Pod pewnym względem to nieszczęście, jakiego teraz doświadczamy, zostało zmniejszone do zera. Zesłanie mnie do Isparty po raz piąty było świadectwem tego, że moja suplikacja (ar. du'a) z głębi serca została przyjęta.
Znak pierwszy: Wedle obliczeń zgodnych z nauką dżafr (włączając podwojenia) fraza szadda dokładnie odpowiada poprzez tałafuq arabskiej dacie tego roku, a zatem jej znaczenie mówi: "Bądź cierpliwy! Podporządkuj się rozkazowi Boga! Nie martw się, Bóg patrzy na ciebie łaskawie! Nadal odmawiaj podczas nocy tasbih i wychwalaj Boga!"
Rozkładając tę frazę na czynniki, trzy litery ra ر i cztery litery nun ن dają 200; jedna litera sin س i jedna mim م dają 100; jedna litera sad ص , jedna fa ف i jedna mim م dają 210; jedna litera kaf ك i jedna 'ajn ع dają 150; trzy litery ha (miękkie) ح , jedna łał و i jedna ja ى dają 40; jedna litera lam ل , dziewięć liter ba ب , jedna litera dal د , jedna łał د i jedna alif ا dają 62. Po zsumowaniu ich otrzymujemy 1362, co poprzez tałafuq ponownie wskazuje na dokładnie ten sam rok, a nawet na chwilę, w której spadło na nas to nieszczęście. Jest to silny znak.
(...)
Ponieważ nie ma takiej potrzeby, na razie nie zezwolono mi na to, bym opisał trzeci znak.
W czasie, kiedy w obliczu skutków tego wydarzenia byłem zdecydowany, aby w zupełności wyrzec się samego siebie i poświęcić się dla mych niewinnych braci, kiedy poszukiwałem pocieszenia, czytałem Al-Dżaldżalutija [23]. Nagle przyszło mi na myśl, że Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) modlił się słowami: "O, Boże! Wybaw nas". In sza'allah, zostaniecie zbawieni poprzez znaczenie jego suplikacji:
Tak, w swym dziele Qasidah al-Dżaldżalutija Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) na dwa sposoby przekazał wieści o Traktatach Światła, zaś poprzez wersy:
«I błagam Cię przez Największy Znak, uchroń mnie od nagłego nieszczęścia» wskazał na traktat Największy Znak.
Poprzez tę wzmiankę wskazuje on na fakt, że z powodu Największego Znaku uczniów Światła nawiedzi znaczące nieszczęście, a także przez wzgląd na Największy Znak błaga Boga o to, by wybawił On uczniów od owego nieszczęścia, zatem czyni on ów traktat i to, co jest jego źródłem, orędownikami. Tak, wydrukowanie Największego Znaku stało się pretekstem dla nieszczęścia, jakie nastąpiło, i dokładnie potwierdziło ów znak tego, co niewidzialne.
Ponadto (z drugiej strony) kasyda w swym zakończeniu czyni wzmiankę o ważnych częściach Traktatów Światła, a także o ich uporządkowaniu, mówiąc:
Oznacza to: "Ci, którzy są słowami i literami Traktatów Światła, a o których nadmieniamy, łączą swe majątki i studiują znaczenie owych traktatów, jako że dzięki nim dokonuje się wszelkie dobro i osiągane jest wszelkie szczęście". Ze słów "studiują ich znaczenie" można wywnioskować, że nie odnoszą się one do liter, które nie wyrażają żadnego znaczenia, lecz do traktatów nazwanych Sozler, co oznacza Słowa.
[24]
[25]
Moi drodzy, wierni bracia!
Całym moim jestestwem winszuję wam z okazji minionej Nocy Przeznaczenia i nadchodzącego święta [26], i powierzam was jedności i miłosierdziu Najbardziej Miłosiernego z miłosiernych. Choć zgodnie ze znaczeniem słów: Ten, kto wierzy w Boże zarządzenie, jest wybawiony od bycia nieszczęśliwym nie sądzę, byście potrzebowali pocieszenia, mówię wam, że dzięki aluzyjnemu znaczeniu wersetu:
[27]
moim udziałem stało się całe pocieszenie, jakie ofiarowuje ów werset, a było tak:
Kiedy w spokoju rozmyślaliśmy o przemijaniu ramadanu, przydarzył się nam ów niepojęty i całkowicie niemożliwy do zniesienia epizod, lecz dostrzegłem, że był on czystą łaską zarówno dla mnie, jak i dla Traktatów Światła, a także dla was, dla naszego ramadanu i dla naszego braterstwa. Opiszę jedynie dwie lub trzy spośród licznych korzyści tego wydarzenia dla mnie samego.
Jedna z owych korzyści: Wielkie podekscytowanie, powaga, zanoszenie błagań do Boga i szukanie schronienia u Niego, jakich doświadczyłem, przezwyciężyły poważną chorobę i uczyniły mnie zdolnym do działania podczas ramadanu.
Druga korzyść: Żywiłem silne pragnienie, aby w tym roku ujrzeć was wszystkich i być blisko was. Zgodziłbym się na wszelkie trudności, jakie
wycierpiałem, bym tylko mógł zobaczyć choć jednego z was i przybyć do Isparty.
Trzecia korzyść: W nadzwyczajny sposób wszystkie bolesne okoliczności zarówno w Kastamonu, jak i po drodze tutaj oraz w tym miejscu nagle uległy zmianie, a na przekór mym nadziejom i pragnieniom ukazała się ręka Bożej łaski, która sprawia, że człowiek wykrzykuje:
Dobro tkwi w tym, co postanowił Bóg! Tym, co najbardziej sprawiło, że zdałem sobie z tego sprawę, był fakt, że najbardziej niedbali i zajmujący najwyższą pozycję ludzie stali się tymi, którzy z największą uwagą czytają Traktaty Światła, otwierając nowe pola dla triumfu Traktatów. Wszystkie cierpienia i żale każdego innego odczuwałem tak samo, jak moje własne, lecz teraz, jako że owo nieszczęście sprawiło, że stukrotna nagroda za każdą godzinę oddawania czci Bogu wzrosła do tysiąckrotnej - ponieważ błogosławiony miesiąc ramadan sprawia, że każda godzina staje się równa stu godzinom - mój smutek i współczucie dla ludzi o szczerej intencji, takich jak wy, którzy w zupełności pojęli lekcje Traktatów Światła, zatem wiedzą, że jest to jedyne ulotne miejsce dokonania handlu, którzy poświęcają wszystko dla ich wiary i życia ostatecznego, którzy wierzą, że przejściowe trudności owej szkoły Proroka Józefa [28] wytworzą wiecznie trwające przyjemności i korzyści...; mój smutek i współczucie dla was przekształciły się w powinszowania, uznanie i oklaski dla waszej wytrwałości. Oznajmiłem: Al-hamdu li-llahi 'ala kulli hal illa-l kufri ła-d dalal! [29]
Jestem zdania, że pod tym względem obecny stan rzeczy przynosi takie korzyści zarówno dla mnie samego, jak i dla naszego braterstwa, dla Traktatów Światła, dla spędzania przez nas miesiąca ramadan i dla was, że gdyby podniosła się zasłona [30], sprawiłoby to, że oznajmilibyśmy: "Dzięki niech będą Tobie, o Boże! Boże zarządzenie zaiste jest przykładem Twojej łaski dla nas".
Nie obwiniajcie tych, którzy stali się przyczyną całej sprawy. Dalekosiężne i straszliwe plany dotyczące tego nieszczęścia zostały ułożone na długo przedtem, zaś całe wydarzenie stało się dla nas lekkim, a in sza'a-llah, szybko przeminie. Zgodnie ze znaczeniem wersetu:
[31]
nie smućcie się.
[32]
Moi drodzy bracia!
Jestem bardzo szczęśliwy, mogąc być blisko was. Od czasu do czasu rozmawiam z wami w wyobraźni, co jest dla mnie pocieszeniem. Wiedzcie, że gdyby tylko było to możliwe, byłbym dumny i szczęśliwy, mogąc znosić wszystkie wasze trudności. Z waszego powodu miłuję Ispartę i jej okolice, aż do jej kamieni i gleby. Oznajmiam nawet, a powiem to również oficjalnie, że gdyby władze Isparty wymierzyły mi jakąś karę, a inna prowincja uniewinniłaby mnie, wybrałbym pozostanie tutaj.
Tak, pochodzę z Isparty pod trzema względami. Nie jestem w stanie udowodnić tego genealogicznie, lecz jestem przekonany, że przodkowie Saida, którzy przyszli na świat w powiecie Isparit, przybyli tam z tej prowincji. Isparta dała mi braci tak prawdziwych, że byłbym szczęśliwy, gdybym mógł dla każdego z nich poświęcić nie tylko Abdulmecida [33] i Abdurrahmana [34], lecz także Saida (to jest samego siebie - uz. red. tur).
Przypuszczam, że w tym czasie nie ma na ziemi nikogo, kto cierpiałby - w sercu, duszy i umyśle - mniej niż uczniowie Światła, jako że z powodu pewnej i potwierdzonej wiary
ich serca, dusze i umysły nie cierpią niedoli. Co się tyczy trudności materialnych, to uczniowie dzięki naukom Traktatów Światła wiedzą, że są one zarówno przejściowe, jak nieważne, że przynoszą nagrodę, a także są środkami służącymi temu, by odsłoniły się inne sposoby służenia wierze, zatem przyjmują owe trudności, składając Bogu podziękowania i okazując cierpliwość. Poprzez stan swych umysłów udowadniają, że pewna, potwierdzona wiara prowadzi do szczęścia także na tym świecie. Tak, mówią oni: "Spójrzmy, co czyni Bóg; cokolwiek On czyni, jest dobrem!" i wytrwale pracują nad tym, by przekształcić owe przemijające trudności w trwałe przykłady miłosierdzia.
Niech Najbardziej Miłosierny z miłosiernych powiększy liczbę tych, którzy są im podobni, niech uczyni ich powodem do dumy i przyczyną szczęścia tego kraju, niechaj ześle im wieczne szczęście w Raju. Amen!
Ponownie winszuję wam z okazji święta; niech nie będzie wam przykro z tego powodu, że nie mogliśmy spotkać się osobiście. Zaprawdę, zawsze jesteśmy razem i - in sza'a-llah - owa wspólnota będzie trwać na drodze do wieczności. Moim zdaniem wieczne zasługi, cnoty oraz radości duszy i serca, jakie stały się waszym udziałem w służbie wierze, zmniejszyły do zera obecne przejściowe, przemijające smutki i trudności.
Aż do teraz nie było nikogo, kto doznałby tak niewielu trudności w tak świętej służbie, jakich doznali uczniowie Światła. Tak, Raju nie można kupić za niską cenę. W tym czasie prawdziwie największe znaczenie ma ratowanie innych od absolutnej niewiary, która niszczy zarówno życie tego świata, jak i życie ostateczne, a jeśli nawet istnieją niewielkie trudności, powinno się odpowiadać na nie z entuzjazmem, składając Bogu podziękowania i pozostając w cierpliwości. Jako że nasz Stwórca, Który zatrudnia nas w tej służbie, jest Najbardziej Litościwy i Wszechmądry, przeto powinniśmy polegać na Jego miłosierdziu i mądrości, i przyjmować każdą rzecz z radością, będąc pogodzonymi z Jego zarządzeniem (...).
Litość, rzeczywistość i prawda Traktatów Światła uniemożliwiają nam zaangażowanie się w politykę, ponieważ (w przeciwnym razie - uz. red. pol.) niewinni ludzie będą cierpieć, a my będziemy ich prześladować. Niektórzy ludzie pragnęli wyjaśnienia tych słów, zatem mówię im:
W obecnym burzliwym stuleciu egoizm i rasizm biorące początek z okrutnej cywilizacji, dyktatura wojskowa będąca efektem Wielkiej Wojny [35] oraz brak litości zrodzony ze zbłądzenia doprowadziły do tyranii tak krańcowej i despotyzmu tak niepohamowanego, że jeśli ludzie prawdy będą bronić swych praw czy to poprzez fizyczną siłę, czy to odpowiadając równie ciężką tyranią, wielu nieszczęśników zostanie rzuconych w ogień pod pretekstem tworzenia stronnictw, zaś w takiej
sytuacji również ludzie prawdy staną się tyranami i zostaną pokonani. Ci, którzy działają i atakują innych z powodu wyżej wymienionych uczuć, pod jakimś błahym pretekstem, uderzają w dwudziestu lub trzydziestu ludzi i niszczą ich z powodu błędów jednej lub dwóch osób. Jeśli ludzie prawdy na drodze prawdy i sprawiedliwości będą uderzać jedynie w tych, którzy sami uderzają, wygrają jedynie raz wobec trzydziestu przegranych, a zatem są na straconej pozycji. Jeśli zgodnie z niesprawiedliwą regułą odpowiedzialności zbiorowej ludzie prawdy również zmiażdżą dwudziestu lub trzydziestu ludzi z powodu błędów jednej bądź dwóch osób, wówczas w imię prawa popełnią straszliwą niesprawiedliwość.
Oto zatem prawdziwy powód, dla którego staramy się unikać polityki i wtrącania się do spraw rządu, czując niechęć do takich spraw. Mamy do dyspozycji siłę prawdy tak wielką, że moglibyśmy obronić wszystkie nasze prawa, lecz jako że wszystko przemija, a śmierć nie umiera, drzwi grobu nigdy się nie zamykają, zaś jeśli ktoś doznaje trudności, przekształcają się one w miłosierdzie, z pewnością będziemy cierpliwie i z wdzięcznością pokładać zaufanie w Bogu i zachowamy milczenie. Przymusowe i szkodliwe przerwanie naszego milczenia z pewnością jest całkowicie sprzeczne ze sprawiedliwością, uczciwością, a także z patriotycznym zapałem i dokładaniem starań.
Podsumowując: Członkowie rządu, politycy, władze, policja i sądownictwo nie mają żadnego powodu, by walczyć przeciwko nam. Poprzez zajadłość absolutnej niewiary, której nie może bronić żaden rząd na świecie i nie polubi jej nikt przy zdrowych zmysłach, poprzez zajadłość ateizmu, który bierze swój z początek z materializmu i jest straszliwą plagą, jaka dotknęła ludzkość, a także poprzez ich zło, pewni utajeni ateiści wprowadzili w błąd wielu urzędników rządu, wzbudzili ich podejrzenia i podburzyli ich przeciwko nam. My zaś mówimy: Gdyby owi ateiści podburzyli przeciwko nam nie tylko kilku podejrzliwych ludzi, jak ma to miejsce, lecz cały świat, dzięki sile Koranu i dzięki Bożej łasce nie uciekniemy i nie złożymy broni przed owym odszczepieństwem, przed absolutną niewiarą i ateizmem!
Moi drodzy, wierni bracia!
Wasza stałość i wytrwałość pokonały wszystkie plany masonów i hipokrytów. Tak, moi bracia, nie ma potrzeby, by to ukrywać - ci ateiści porównali Traktaty Światła i uczniów Światła do tariq sufickich, a szczególnie do tariki Naqszbandijja, zaś zamierzając zwalić nas z nóg i rozproszyć, zaatakowali nas wedle tych samych schematów, poprzez które pokonali sufich:
Po pierwsze: Onieśmielić i zastraszyć sufich oraz ukazać nadużycia drogi sufich.
Po drugie: Podać do wiadomości ogółu błędy ich przywódców oraz tych, którzy za nimi podążali.
Po trzecie: Poprzez uwodzicielskie występki oraz ogłupiające przyjemności i trucizny filozofii oraz cywilizacji materialistów sprawić, by stali się zepsuci; zniszczyć ich solidarność; poprzez zdradzieckie kłamstwa oczernić ich przywódców; wreszcie zdyskredytować drogi sufich, wykorzystując do tego pewne zasady nauki i filozofii.
Zaatakowali nas tą samą bronią, jakiej użyli przeciwko naqszbandytom i sufim, jednak zostali okłamani, ponieważ jako że istotą drogi Traktatów Światła są: całkowita szczerość intencji; wyrzeczenie się egoizmu; poszukiwanie i dostrzeganie miłosierdzia w trudnościach, a trwałych przyjemności w cierpieniach; wykazywanie poważnych cierpień zawartych w ulotnych i rozwiązłych przyjemnościach; założenie, że wiara umożliwia zdobycie niezliczonych przyjemności również na tym świecie, a także nauczanie punktów i prawd, jakich nie jest w stanie dosięgnąć ręka filozofii - zatem, in sza'a-llah, sprawi to, że wszystkie ich plany spełzną na niczym, a ukazując, że nie można dokonać żadnego porównania drogi Traktatów Światła do tarik sufickich, sprawi, że całkowicie zamilkną (...).
Moi drodzy, wierni bracia!
Moim zdaniem ci, którzy nie zostali wstrząśnięci ciężką próbą dwóch szkół Proroka Józefa, byłej i obecnej [36], nie opuszczali ich lekcji i nie zrezygnowali z bycia ich uczniami, choć ich usta paliła wrząca zupa, których morale nie zostało złamane mimo całej owej agresji, będą oklaskiwani przez ludzi prawdy i nadchodzące pokolenia tak, jak oklaskują ich aniołowie i istoty duchowe. Jednakże udręka fizyczna jest nadmierną, ponieważ niektórzy spośród was są chorzy, delikatni lub biedni. Jednak kiedy pomyślałem o innych spośród was, którzy pocieszają strapionych, będąc doskonałymi przykładami cierpliwości i dobrego postępowania; o litościwych braciach, którzy ofiarowują swoją solidarność i uprzejmą uwagę; o inteligentnych towarzyszach omawianych lekcji; o zwierciadłach, które odbijają piękne zalety moralne, zmniejszając w ten sposób fizyczną udrękę do zera - moje obawy o was, których miłuję bardziej niż własną duszę, zostały uśmierzone.
Pewnego dnia wyślę wam szatę Maulany Chalida, która liczy sobie sto dwadzieścia lat. Owinę nią w jego imieniu każdego z was, w ten sam sposób, w jaki on owinął nią mnie. Wyślę ją, kiedy tylko będziecie tego chcieli (...).
Moi drodzy, wierni bracia!
Jednym z powodów, dla których sprawiedliwość Bożego zarządzenia przyprowadziła nas do szkoły Proroka Józefa w Denizli, jest to, że zarówno więźniowie z Denizli, jak i mieszkańcy tego miasta, a być może nawet jego urzędnicy i sędziowie potrzebowali Traktatów Światła oraz uczniów Światła bardziej niż ludzie z jakiegokolwiek innego miejsca. To dlatego zostaliśmy poddani owej ciężkiej próbie i wyznaczono nam zadanie przynależne do wiary i do życia ostatecznego. Jedynie jeden lub dwaj więźniowie spośród dwudziestu czy trzydziestu odprawiali obowiązkowe modlitwy tak, jak powinny one być odprawiane, lecz podążając za przykładem uczniów Światła czterdziestu lub pięćdziesięciu więźniów, wszyscy bez wyjątku, zaczęło odprawiać modlitwy w doskonały sposób -
oto nauka i przewodnictwo (wygłoszone językiem usposobienia i czynu), które zmniejszają do zera niedolę i trudności, a zaiste sprawiają, że owe przeciwności stają się umiłowane. Mamy nadzieję, że miłosierdzie i łaska Boga sprawią, że jak uczniowie Światła nauczali tego poprzez swe uczynki, tak dzięki potężnej i prawdziwej wierze w ich sercach staną się oni podobni fortecy ze stali, wybawiając wiernych od wątpliwości i podejrzeń ludzi zbłądzenia.
Ahl ad-dunja zabraniają nam w tym miejscu rozmawiania z ludźmi i utrzymywania z nimi jakichkolwiek kontaktów, choć nie przyniosłoby to żadnej szkody. Język usposobienia jest potężniejszy i skuteczniejszy niż przemawianie słowami. Jako że uwięzienie służy nauce i edukacji, zatem jeśli ci ludzie kochają naród, powinni pozwolić więźniom na spotykanie się z uczniami Światła, aby mogli oni w ciągu jednego miesiąca lub nawet jednego dnia odebrać naukę i edukację lepszą od tych, jakie w przeciwnym razie mogliby otrzymać w ciągu roku, aby wszyscy mogli stać się ludźmi przynoszącymi korzyść zarówno narodowi, jak i krajowi, a także użytecznymi dla ich własnej przyszłości oraz życia ostatecznego. Byłoby bardzo pożytecznym, gdybyśmy mieli tutaj Przewodnik dla młodzieży. In sza'a-llah, pewnego dnia uda się go sprowadzić.
Moi drodzy, wierni bracia!
Dzisiaj przypomniałem sobie znaną wam rozmowę z mym starszym bratem, Mułłą Abdullahem, dotyczącą szlachetnego Ziji ad-Dina. Następnie pomyślałem o was i rzekłem sam do siebie: "Gdyby nawet zostało objawione to, co niewidzialne; gdyby każdemu z owych szczerze pobożnych i żarliwych muzułmanów, którzy okazują taką stałość w tych niestałych czasach, a którymi nie zachwiały owe zawiłe i poddające ich próbie okoliczności, objawiono, że są oni świętymi (ar. ałlija) lub nawet biegunami duchowości, ich znaczenie w moich oczach oraz troska, jaką im poświęcam, zwiększyłyby się bardzo niewiele; gdyby zaś okazało się, iż są oni prostymi i zwykłymi ludźmi, ich wartość w moich oczach nie zmalałaby w żaden sposób, jako że zadanie ocalenia wiary w tak nadzwyczaj ciężkich warunkach ma wartość większą niż cokolwiek innego".
W tak burzliwych i zmiennych okolicznościach cnoty, jakie nadaje ranga człowieka oraz dobra opinia innych w jego temacie, rozpływają
się, kiedy owe dobre opinie zostają zniszczone, a ich umiłowanie maleje. Ten, do którego należą owe zalety, czuje się zobowiązany do tego, by przyjąć sztuczne maniery, pustą etykietę i uciążliwe dostojeństwo, aby tylko zachować swą pozycję w oczach innych. Nieskończone dzięki niech będą Bogu Jedynemu za to, że nie potrzebujemy oziębłej sztuczności tego rodzaju.
. ..Moi bracia! Z pewnością obecna sytuacja sprawiła, że niektórzy urzędnicy, a także inni ludzie, odstąpili od Traktatów Światła, a także przestraszyła ich, lecz również zbudziła uwagę - a także tęsknotę - wszystkich ich przeciwników, ludzi religijnych oraz urzędników związanych z tym przedsięwzięciem. Nie martwcie się, te światła wciąż będą lśnić!
Bracia, prosimy, zwróćcie uwagę na te słowa! W więzieniu Denizli, kiedy pozornie wszystko zwróciło się przeciwko niemu, a oskarżenie starało się doprowadzić do jego egzekucji, Nauczyciel powiedział: "Nie martwcie się, bracia moi. Te światła wciąż będą lśnić!" Spójrzcie, jak jego słowa okazały się prawdą!
Za zgodność: jego uczniowie.
Moi drodzy bracia!
Sądzę, że naszą ostateczną i prawdziwą obroną będzie krótki traktat, który jest owocem więzienia Denizli, jako że rozległe spiski knute przeciwko nam przez miniony rok, pierwotnie spowodowane przez bezpodstawne podejrzenia, są następujące: Zaatakowano nas pod bezpodstawnymi pretekstami, takimi jak tworzenie wspólnoty sufickiej, ustanawianie tajnego stowarzyszenia, służenie za narzędzie sił zewnętrznych, wykorzystywanie uczuć religijnych dla celów politycznych, działanie na szkodę Republiki, wtrącanie się w sprawy rządu czy naruszanie bezpieczeństwa publicznego.
Nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że plany naszych wrogów zawiodły. Nie znaleźli oni niczego prócz prawd
wiary i Koranu, studiowania kwestii dotyczących życia ostatecznego i działania na rzecz wiecznie trwającej szczęśliwości, nawet w tak rozległym dochodzeniu, jakie objęło setki uczniów, setki traktatów, listy i księgi spisane na przestrzeni osiemnastu lat. Aby ukryć swe spiski, zaczęli poszukiwać jakiegokolwiek pretekstu [37].
Myślę jednak, że w obliczu straszliwej, tajemnej organizacji ateistów, która zwiodła niektórych spośród przywódców rządu, zwracając ich przeciwko nam, a być może atakując nas bezpośrednio w imieniu całkowitej niewiary, sprawiono, iż napisaliśmy traktat Owoce wiary - który jest jasny jak słońce, rozprasza wszystkie wątpliwości, jest stały i niezachwiany jak góra - jako najbardziej potężną obronę przeciwko nim, aby zmusić ich do milczenia.
Moi drodzy bracia!
Tego piątku myślałem o was, czytając doniosłą księgę suplikacji. Językiem swego usposobienia zapytaliście: "Cóż zrobimy, by ocalić się przed tym nieszczęściem?". Oto, co przyszło na myśl memu sercu:
Powinniście nadal działać ręka w rękę i stać ramię w ramię, z całkowitą solidarnością, ponieważ ci, którzy podejmują takie kroki, jak unikanie jeden drugiego, jak wyrzekanie się Traktatów Światła oraz mnie samego, których działania są zaprzaństwem i którzy próbują zaimponować potajemnym wrogom, jacy chcą nas zmiażdżyć, nie zyskają niczego prócz straty. Zapewniam was, gdybym wierzył, że uratuje was ucieczka, zezwoliłbym, byście znieważali mnie, zdradzili i obmawiali, a wciąż bym wam wybaczył. Jednakże ukryta siła, która chce nas zgnieść, wie, kim jesteście, i nie została wprowadzona w błąd. Wasza słabość i ucieczka jedynie zwiększą ich pewność siebie i doprowadzą do nasilenia się prześladowań.
Co więcej, naszą metodą są koleżeństwo (tur. hillet) i braterstwo. Nie może istnieć żadna rywalizacja między nami w zakresie indywidualizmu czy egoizmu (ar. ananijja). Powinno się spoglądać nie na niedociągnięcia człowieka tak wielce słabego, grzesznego i bezradnego, jak ja sam, lecz na doskonałości Traktatów Światła.
Moi drodzy, wierni bracia!
Znaczącym pocieszeniem w obliczu szybko zachodzących zmian życia doczesnego oraz jego upływania, jego ulotnych i bezowocnych przyjemności, a także zadawanych przez nie ciosów rozłąki, jest spotkanie z prawdziwymi przyjaciółmi. Tak, niekiedy człowiek podróżuje przez dwadzieścia dni i wydaje setkę lir, aby spotkać się z jednym przyjacielem na godzinę lub dwie. Zatem teraz, w owych dziwnych czasach samotności, fakt, że możemy ujrzeć wszystkich z czterdziestu czy pięćdziesięciu przyjaciół, a także nasze wspólne rozmowy przez wzgląd na Boga, nasze otrzymywanie i dawanie prawdziwego pocieszenia, czynią owe trudności i straty finansowe, jakie na nas spadły, nadzwyczaj nieznacznymi i nieważnymi.
Ja sam zaakceptowałbym owe trudności, by tylko ujrzeć tutaj jednego z moich braci, z którymi jestem rozłączony od dziesięciu lat.
Uskarżanie się jest krytyką Bożego zarządzenia, podczas gdy podziękowania są podporządkowaniem się jego wyrokom.
Moi drodzy, wierni bracia!
Jako że związaliście się z Traktatami Światła dla życia ostatecznego, dla dobrych dzieł, dla aktów czci i nagrody za nie, dla wiary i dla waszego życia ostatecznego, przeto z pewnością koniecznym jest złożenie Bogu podziękowań za to, że jesteście tutaj, aby spotkać wasze przeznaczenie, aby spożywać wyznaczone wam zaopatrzenie i aby zdobyć za to nagrodę. To, co spotyka was w owej szkole Proroka Józefa, na owej arenie próby, w której każda godzina wraz z jej ciężkimi warunkami jest równa dwudziestu godzinom oddawania czci Bogu, zostało ustalone przez Boże zarządzenie. Skoro dwadzieścia owych godzin jest dokładaniem starań w służbie Koranowi i wierze, przeto są one warte tyle, co setka godzin, zaś na ową setkę godzin składają się spotykanie się z prawdziwymi braćmi, którzy dokładają starań na drodze Boga (a każdy z nich wart jest tyle, co stu ludzi), składanie ślubów waszego braterstwa, umacnianie braci i zyskiwanie siły, pocieszanie ich i otrzymywanie pocieszenia, niezłomne trwanie w owej świętej służbie i prawdziwej solidarności, korzystanie z ich pięknych przymiotów oraz stawianie się godnymi bycia uczniami Medresetu'z-Zehra.
Koniecznym jest, by w obliczu wszelkich trudności myśleć o wszystkich owych korzyściach, a także by odpowiadać na trudności cierpliwością i wytrwałością.
Moi drodzy, wierni, wytrwali i oddani bracia!
Opisałem wam niektóre z okoliczności, w jakich się tu znajduję, nie po to, aby was zasmucić, ani nie po to, by je zmierzyć za pomocą tego, co materialne, lecz po to, bym mógł bardziej skorzystać z udziału w waszych modlitwach i byście mogli w większym stopniu praktykować powściągliwość, przezorność, cierpliwość oraz wyrozumiałość, a także byście żarliwie dbali o zachowanie waszej solidarności. Męczarnia i niedola, jakie cierpię tutaj w ciągu jednego dnia, są większe niż te, które wycierpiałem przez miesiąc w więzieniu Eskisehir. Straszliwi masoni dotknęli mnie towarzystwem jednego z ich bezdusznych kompanów, abym w obliczu zadawanych mi przez nich męczarni stracił cierpliwość, co mogliby wykorzystać jako pretekst i uczynić powodem ich okrutnej agresji, a także aby mogli ukryć swoje kłamstwa. Cudownym znakiem Bożej łaski jest to, że jedynie cierpliwie złożyłem Bogu podziękowania i postanawiam, że będę czynił tak dalej.
Skoro podporządkowaliśmy się Bożemu zarządzeniu, a zgodnie ze znaczeniem słów: خَيْرُ الْاُمُورِ اَحْمَزُهَا Najlepszymi ze spraw są najtrudniejsze z nich [38] wiemy, że owe trudności są Bożym darem, dzięki któremu możemy zyskać większą zasługę; skoro jesteśmy przekonani w stopniu "całkowitej pewności" o tym, że poświęciliśmy nasze życia prawdzie bardziej olśniewającej od słońca, pięknej jak Raj i słodkiej jak wieczne szczęście; przeto z pewnością - wiedząc, że prowadzimy ową duchową walkę na drodze Boga, z dumą i skła-dając Bogu podziękowania mimo rozpaczliwych okoliczności - nie powinniśmy się uskarżać.
Moi drodzy bracia! Moją pierwszą i ostatnią radą dla was jest: Zachowujcie waszą solidarność, unikajcie egoizmu (ar. ananijja),\samolubstwa i rywalizacji, zachowujcie zimną krew i bądźcie roztropni.
Moi drodzy, wierni bracia!
Z aktu oskarżenia oskarżyciela publicznego można pojąć, że plany potajemnych ateistów, którzy wprowadzili w błąd niektórych przywódców rządu, skłaniając ich do wystąpienia przeciwko nam, spełzły na niczym i okazały się fałszem. Obecnie starają się oni ukryć swe kłamstwa poprzez oskarżanie nas o tworzenie stowarzyszenia politycznego oraz tajnego komitetu rewolucyjnego, a skutkiem tego nie pozwalają mi na kontaktowanie się z kimkolwiek, jak gdyby wszyscy, którzy mieli z nami kontakt, przyłączali się do nas. Nawet urzędnicy wysokiego stopnia starają się mnie unikać i nadskakiwać swym zwierzchnikom poprzez prześladowanie mnie (...).
Moi drodzy, wierni bracia!
Choć nie mogę spotkać się z wami osobiście, jestem szczęśliwy i wdzięczny za to, że przebywam blisko was, w tym samym budynku.
Mimowolnie przyszło mi na myśl, że powinniśmy podjąć pewne konieczne środki ostrożności. Oto jeden z przykładów: Do celi sąsiadującej z moją masoni wysłali więźnia, który jest zarówno kłamcą, jak i szpiegiem. Jako że destrukcja jest łatwą, szczególnie pośród bezczynnych młodych ludzi takich jak ci tutaj, z tego, jak bardzo dokucza mi ów łajdak, a także z jego szerzenia zepsucia wśród młodych ludzi, wywnioskowałem, że w obliczu naszego prowadzenia tych ludzi drogą prostą i zmieniania ich na lepsze ateizm podejmuje próbę zepsucia ich moralności.
W tej sytuacji konieczna jest najwyższa ostrożność, a sprawą absolutnie zasadniczą jest to, by - na ile to tylko możliwe - nie obrażać się na starych więźniów [39], nie obrażać ich i nie pozwalać na jakąkolwiek niezgodę, zachować spokój i pogodzić się ze stanem rzeczy, a także - tak dalece, jak tylko to możliwe dla naszych braci - umacniać braterstwo i solidarność poprzez pokorę, skromność i wyrzeczenie się egoizmu.
Troszczenie się o kwestie doczesne sprawia mi ból, toteż ufając w waszą spostrzegawczość, nie zajmuję się nimi dłużej, niż jest to konieczne.
Moi bracia!
Abyśmy byli przygotowani na każdą możliwość, stało się koniecznym objaśnienie kwestii, o jakiej oznajmiono memu sercu tego ranka.
Pytając: "Zastanawiam się, co na to powiedzą niewierzący filozofowie, a także czym wesprą swoje twierdzenie?", moja dusza i towarzyszący mi szatan przez dwadzieścia lat dociekali, czy prawdy, jakie zaczerpnęliśmy z Koranu, pozostawiają jakiekolwiek miejsce dla wątpliwości, czy też nie, a także czy rzeczywiście są one tak jasne, jak światło dnia. Nie mogli znaleźć żadnego błędu ani żadnej skazy w jakimkolwiek zakamarku, więc zamilkli. Mniemam, że prawda, która uciszyła moją duszę i owego diabła, nadzwyczaj wrażliwego na tę kwestię i mocno w nią zaangażowanego, zmusi również do milczenia nawet najbardziej upartych spośród naszych przeciwników.
Jako że działamy na drodze prawdy i przez wzgląd na prawdę, która jest tak niezachwiana, wzniosła, ogromna i doniosła, zaś jej wartość jest nieoceniona, a nawet gdyby dano za nią cały świat i życie człowieka, wciąż nie byłaby to wysoka cena, zatem z pewnością powinniśmy z całkowitą niezłomnością odpowiadać na wszystkie udręki i niedole, a także wszystkim wrogom.
Nasi wrogowie mogą wykorzystać przeciwko nam pewnych wprowadzonych w błąd hodżów, szejków i pozornie pobożnych ludzi. W obliczu ich wszystkich musimy zachować naszą jedność i solidarność. Nie zawracajmy sobie nimi głowy ani nie spierajmy się z nimi.
Moi drodzy, wierni bracia!
Pewien pobożny człowiek w Kastamonu powiedział, użalając się: "Podupadłem i utraciłem swój dawny duchowy stan, wszystkie światła i oświecenia". Powiedziałem mu:
"Być może nie podupadłeś, lecz postąpiłeś naprzód, ponieważ pozostawiłeś za sobą swoje oświecenia i objawienia, które schlebiają ego, pozwalają zasmakować owoców życia ostatecznego, kiedy pozostajesz na tym świecie, a także zachęcają do egocentryzmu. Być może popłynąłeś ku wyższym stacjom poprzez wyrzeczenie się egoizmu oraz poszukiwania ulotnych przyjemności, a także dzięki pokorze". Tak, ważnym darem Boga jest sprawienie, że człowiek, który wyrzeka się egoizmu, nie dostrzega owego daru, dzięki czemu nie staje się dumny i zarozumiały.
Moi bracia! W konsekwencji owej prawdy ci, którzy myślą podobnie do tego człowieka lub którzy biorą pod uwagę olśniewające stacje, jakie daje dobre zdanie innych ludzi w konsekwencji owej prawdy, patrzą na siebie, a widząc pośród nich uczniów, którzy odziani w szatę uniżenia, pokory i służby, są pospolitymi, prostymi ludźmi, mówią:
"Czyż to są owi bohaterowie prawdy, którzy rzucili wezwanie całemu światu? Biada! Kim są ci ludzie? Gdzie są ci, którzy dokładają starań, by pełnić ową świętą służbę, wobec której w owych czasach nawet święci (ar. ałlija) są bezsilni?" Jeśli są oni naszymi przyjaciółmi, doznają rozczarowania, a jeśli są naszymi przeciwnikami, uznają swój sprzeciw za usprawiedliwiony.
Przebywając w więzieniu Denizli, Bediuzzaman Said Nursi w ciągu dwóch dni piątkowych napisał traktat zatytułowany Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi). Ów traktat składa się z dziewięciu Kwestii o wielkim znaczeniu.
Traktat ten jest wartościowym dziełem, które w zwięzły sposób gromadzi prawdy Traktatów Światła. Przez cały czas ich uwięzienia uczniowie Światła zajmowali się spisywaniem i wielokrotnym czytaniem Owoców wiary. Ów traktat początkowo został napisany w sekrecie, a jego kopie sporządzono na pudełkach od zapałek, by krążyły między celami więziennymi. Po tym, jak zdano sobie sprawę z wartości tego traktatu, z jego zalet, a także z korzyści, jakie przynosi w więzieniu, zezwolono na swobodne rozprowadzanie go. Został on przedstawiony jako prawdziwa mowa obrończa Traktatów Światła sądowi w Denizli, Sądowi Apelacyjnemu oraz władzom w Ankarze.
Z powodu znaczącego działania owego traktatu w więzieniu Denizli, a także dlatego, że posłużył on naszemu uniewinnieniu ze względu na święte prawdy wiary, jakie zawiera, stosownym jest włączenie w tym miejscu Kwestii Szóstej i Siódmej Owoców wiary.
(Niniejsza Kwestia zawiera zwięzły dowód filaru wiary, jakim jest wiara w Boga. Przytaczamy tylko jeden dowód, ponieważ liczne rozstrzygające dowody i objaśnienia znajdują się w wielu miejscach Traktatów Światła).
W Kastamonu przybyła do mnie grupa studentów szkoły wyższej, którzy powiedzieli: "Opowiedz nam o naszym Stwórcy; nasi nauczyciele nie mówią nam o Bogu". Oto, co im powiedziałem:
Wszystkie nauki, jakie studiujecie, nieprzerwanie mówią o Bogu i prowadzą do poznania Stwórcy, a każda przemawia właściwym sobie językiem. Nie słuchajcie waszych nauczycieli, lecz słuchajcie owych nauk.
Na przykład dobrze wyposażona apteka, pełna życiodajnych mikstur i lekarstw, których każdy słoiczek jest odważony wedle precyzyjnej i cudownej miary, bez wątpienia ukazuje istnienie nadzwyczaj zdolnego, doświadczonego i mądrego aptekarza. W ten sam sposób - lecz w znacznie większym stopniu, jako że jest większa, doskonalsza i lepiej zaopatrzona od apteki na rynku - apteka kuli ziemskiej z życiodajnymi miksturami i medykamentami w fiolkach, którymi jest czterysta tysięcy gatunków roślin i zwierząt, ujawnia - za pomocą miary lub skali zaczerpniętej z medycyny, którą studiujecie - Wszechmądrego, Któremu należy się wszelka chwała, Który jest aptekarzem w wielkiej aptece ziemi, i ukazuje Go nawet oczom ślepca.
A oto inny przykład: cudowna fabryka, w której z jednego rodzaju materiału tkane są tysiące różnych tkanin, bez wątpienia ujawnia istnienie przemysłowca i zdolnego mechanika. W ten sam sposób - jakkolwiek w znacznie większym stopniu, jako że jest większa i doskonalsza od fabryki wzniesionej przez człowieka - owa podróżująca maszyna Wszechwładnego, znana jako kula ziemska, wraz z setkami tysięcy głów jej mieszkańców (a w każdej z nich są setki tysięcy fabryk), ukazuje i ujawnia - za pomocą miary lub skali zaczerpniętej z nauk inżynieryjnych, które studiujecie - fabrykanta, do Którego należy.
A oto inny przykład: Skład, magazyn lub sklep, w którym zgromadzono i zmagazynowano z zachowaniem porządku i systematyczności tysiąc i jeden rodzajów zaopatrzenia, bez wątpienia ujawnia swego cudownego właściciela i nadzorcę owego zaopatrzenia i owej żywności. Dokładnie w ten sam sposób - jakkolwiek jest bardziej rozległy i doskonalszy niż magazyn czy fabryka - ten sklep spożywczy Najbardziej Miłosiernego, znany jako kula ziemska, ten okręt Boga, ten skład i sklep Wszechwładnego, w którym zgromadzono wszelkie towary, wyposażenie i konserwy, który w ciągu jednego roku regularnie pokonuje po swej orbicie odległość, na przebycie której człowiek potrzebowałby dwudziestu czterech tysięcy lat, wraz z niesionymi przezeń grupami istot, z których każda potrzebuje pożywienia innego rodzaju, przechodząc przez pory roku swej podróży, wypełniając wiosnę (jakby była wielkim furgonem) tysiącami rozmaitych rodzajów zaopatrzenia, dostarczając owo zaopatrzenie nieszczęsnym stworzeniom żywym, których zaopatrzenie wyczerpało się zimą - tak, ów skład i magazyn Ziemi ujawnia i czyni Umiłowanym - za pomocą miary lub skali zaczerpniętej z ekonomii, którą studiujecie - Tego, Który nim zarządza i do Którego należy.
A oto inny przykład: Wyobraźmy sobie armię, w skład której wchodzi czterysta tysięcy narodów, zaś każdy naród wymaga innego zaopatrzenia, używa innej broni, nosi inne mundury, w inny sposób odbywa musztrę, a także w inny sposób jest zwalniany do cywila. Gdyby takie wojsko i jego obóz miały dowodzącego-cudotwórcę, który sam zaopatrywałby wszystkie różne narody we wszystkie różne rodzaje zaopatrzenia, broń, mundury i ekwipunek, bez zapomnienia o żadnym z nich ani bez zamieszania, wówczas z całą pewnością armia i jej obóz ukazywałyby owego dowódcę, czyniąc go umiłowanym i odpowiednio docenianym. Dokładnie w ten sam sposób obóz wiosny na obliczu ziemi, w którym każdej wiosny świeżo powołana pod broń armia Boga, licząca czterysta tysięcy gatunków roślin i zwierząt, otrzymuje rozmaite mundury, racje żywnościowe, broń, podlega różnym ćwiczeniom, poszczególni żołnierze w różny sposób odchodzą do cywila, a wszystko odbywa się z doskonałą systematycznością, na rozkaz Jedynego głównodowodzącego, Który nie czyni zamieszania ani nie zapomina o żadnym żołnierzu, ujawnia za pomocą miary lub skali zaczerpniętej ze sztuki wojennej, którą studiujecie (jakkolwiek obóz rozbijany wiosną na obliczu ziemi jest bardziej rozległy i doskonalszy od obozu wojska złożonego z ludzi), tym, którzy są uważni i rozsądni, swego Władcę, Pana (ar. Ar-Rabb), zarządzającego i Przenajświętszego dowódcę, wzbudzając zadziwienie i oklaski, czyniąc Go Umiłowanym, Wychwalanym i Wysławianym.
A oto inny przykład: Miliony lamp elektrycznych, które przemieszczają się i przemierzają cudowne miasto, zaś ich paliwo i źródło mocy nigdy się nie wyczerpują, z całą pewnością ujawniałyby czyniącego cuda rzemieślnika i nadzwyczaj zdolnego elektryka, który zarządzałby ową elektrycznością, uczyniłby lampy przemieszczającymi się, stworzył źródło ich mocy i dostarczył im paliwo; sprawiłyby, że inni gratulowaliby mu, oklaskiwali go i miłowali go. Dokładnie w ten sam sposób, choć niektóre z lamp na dachu naszego świata w mieście, jakim jest wszechświat - jeśli zastanowicie się nad nimi zgodnie z tym, co mówi astronomia - są tysiąc razy większe od ziemi, a poruszają się one siedemdziesiąt razy szybciej od kuli armatniej, nie zakłócają nadanego im porządku, nie zderzają się ze sobą, nie gasną, a ich paliwo nie wyczerpuje się. Zgodnie z astronomią, którą studiujecie, jako że nasze słońce - które jest milion razy większe od ziemi i milion razy starsze niż ona - stale płonie, będąc lampą i piecem w tym zajeździe Najbardziej Miłosiernego, jakim jest Ziemia, potrzebowałoby tak wiele ropy, ile mogłyby pomieścić morza na Ziemi, tyle węgla, ile mogłyby pomieścić jej góry, oraz tak wiele drewna,
ile mogłaby pomieścić Ziemia, gdyby była dziesięć razy większa, by nie zgasnąć. Niezależnie od tego, o ile bardziej wspaniałe i doskonałe od lamp z naszego przykładu są owe elektryczne lampy pałacu świata we wspaniałym mieście wszechświata, które wskazują palcami swego światła na nieskończoną moc i władzę królewską, jakie rozświetlają słońce i inne podobne mu wyniosłe gwiazdy, a czynią to bez ropy, drzewa ani węgla, jakie nie pozwalają im na wygaśnięcie ani na zderzanie się ze sobą, choć wszystkie przemieszczają się z tak wielką prędkością, w tym samym stopniu - za pomocą miary lub skali zaczerpniętej z nauki o elektryczności, którą albo studiujecie, albo będziecie studiowali - zaświadczają one o istnieniu i ujawniają istnienie Tego, Który oświetla wielką wystawę wszechświata i zarządza nią, Który jest jej Władcą i Stwórcą; czynią Go Umiłowanym, Wychwalanym i Tym, Któremu należy się cześć.
A oto inny przykład: Weźcie księgę, w której każdym wersie zawarta jest pięknie spisana, inna, cała księga, w której każdym słowie delikatnym piórem zapisano całą surę Koranu. Będąc wielce doniosłą, wraz ze wszystkimi jej kwestiami, które potwierdzają siebie nawzajem, będąc cudownym zbiorem, taka księga ukazuje swego autora i pisarza jako nadzwyczaj zręcznego i zdolnego, niewątpliwie ukazuje go wraz z całą jego doskonałością z jasnością równą jasności światła dnia, i umożliwia poznanie go. Powoduje, że jest on wielce ceniony, co wyraża się poprzez zdania: "Oto, jakich cudów zechciał Bóg!" oraz: "Błogosławiony niech będzie Bóg!" Dokładnie taką jest wielka księga wszechświata; widzimy na własne oczy, jak pracuje pióro, które zapisuje na obliczu ziemi, będącym jedną z kart owej księgi, trzysta tysięcy gatunków roślin i zwierząt, które są podobne trzystu tysiącom różnych ksiąg, wszystkie razem, jedną wewnątrz drugiej, bez pomyłki ani błędu, bez pomieszania ze sobą ich treści, doskonale i w całkowitym porządku, niekiedy zapisując poemat w słowie takim jak drzewo, a spis treści całej księgi w kropce takiej jak ziarno. Niezależnie od tego, o ile bardziej ogromne, doskonalsze i bardziej doniosłe od księgi z przykładu, który przytoczyliśmy powyżej, są kompendium wszechświata i wielki Koran naszego świata, który zawiera nieskończenie wiele znaczeń, a w każdym słowie mieści liczne przykłady mądrości, w tym samym stopniu - zgodnie z rozległą miarą i dalekosiężnym wzrokiem nauk przyrodniczych, które studiujecie, a także sztuki czytania i pisania, w której ćwiczyliście się w szkole - ujawniają one Tego, Który jest pisarzem i autorem księgi wszechświata wraz z Jego nieskończoną doskonałością. Oznajmiając: "Allahu Akbar!" (ar. Bóg jest Największy), umożliwiają poznanie Go. Wypowiadając słowa takie,
jak: "Subhan Allah!" (ar. Bóg jest wolny od wszelkiej niedoskonałości), opisują Go. Wypowiadając zdania takie, jak: "Al-hamdu li-llah!" (ar. wszelka chwała niech będzie Bogu), czynią Go Umiłowanym.
Setki innych nauk podobnych tym, które wymieniliśmy, umożliwiają poznanie Chwalebnego Stwórcy wszechświata wraz z Jego Najpiękniejszymi Imionami, każda wedle własnej szerokiej miary lub skali, wedle właściwego jej zwierciadła i własnej dalekowzroczności oraz badawczego spojrzenia; ujawniają Jego atrybuty i Jego doskonałość.
By dać naukę w owej kwestii, która jest olśniewającym i wspaniałym dowodem Bożej jedności, Koran, owa księga cudownej wystawy, naucza nas o naszym Stwórcy, najczęściej czyniąc to poprzez frazy takie, jak
[40]
czy też:
[41]
To wszystko powiedziałem owym uczniom, oni zaś przyjęli to w zupełności, co potwierdzili słowami: "Nieskończone dzięki niech będą Bogu za to, że otrzymaliśmy tak zupełnie prawdziwą i uświęconą naukę. Oby Bóg był z ciebie rad!" Ja zaś mówię:
Człowiek jest żyjącą maszyną, którą zasmucają tysiące różnych smutków i która doznaje przyjemności na tysiąc różnych sposobów; mimo swej całkowitej bezsilności ma niezliczonych wrogów, cielesnych i duchowych, a mimo swego nieskończonego ubóstwa ma nieprzeliczone potrzeby natury zewnętrznej i wewnętrznej; jest nieszczęsnym stworzeniem, stale cierpiącym z powodu ciosów, jakie wymierzają mu śmierć i rozłąka. Jednak dzięki wierze i oddawaniu czci Bogu natychmiast zyskuje połączenie z Władcą tak Chwalebnym, że znajduje on wsparcie przeciwko wszystkim wrogom i pomoc we wszystkich potrzebach, a jak każdy jest dumny z zaszczytów i rangi, jakie przyznał mu jego pan, tak wy poprzez porównanie możecie pojąć, jak zadowolonym, wdzięcznym i pełnym dumy staje się człowiek, połączony poprzez wiarę z nieskończenie Potężnym i Litościwym Władcą, wstępujący poprzez oddawanie Mu czci na Jego służbę i sprawiający, że obwieszczenie egzekucji o wyznaczonej godzinie staje się dokumentami uwalniającymi go od wypełniania obowiązków.
Powtarzam dotkniętym nieszczęściem więźniom to, co rzekłem owym uczniom:
Ten, kto uznaje Boga i jest Mu posłuszny, będzie szczęśliwy nawet w więzieniu, zaś ten, który o Nim zapomina, będzie nieszczęsnym więźniem, nawet jeśli mieszka w pałacu. Pewien skrzywdzony, lecz szczęśliwy człowiek powiedział prześladowcom, którzy mieli wykonać na nim wyrok śmierci: "Nie zostanę stracony, lecz jedynie odejdę do cywila tam, gdzie znajdę szczęście. Widzę natomiast, że wy jesteście skazani na wieczną egzekucję, a moja zemsta na was jest doskonała". Ów człowiek szczęśliwie oddał ducha, oznajmiając: "Nie ma boga prócz Boga Jedynego!"
[42]
Kwestia Siódma
[43]
[44]
[45]
Więźniowie z więzienia Denizli, którzy byli w stanie kontaktować się ze mną, przeczytali lekcję zawartą w Kwestii Szóstej, jakiej pewnego razu udzieliłem w języku nauk studentom szkoły wyższej w Kastomonu, którzy poprosili mnie: "Opowiedz nam o naszym Stwórcy", a otrzymawszy silną wiarę, owi więźniowie zatęsknili za życiem ostatecznym. Poprosili mnie: "Poucz nas również w temacie życia ostatecznego, abyśmy nie zostali sprowadzeni na manowce przez nasze dusze i szatanów tego czasu, i aby ponownie nie stało się to przyczyną naszego uwięzienia". W obliczu tej prośby uczniów Światła z więzienia Denizli i czytelników Kwestii Szóstej powstała potrzeba skróconego objaśnienia również tego filaru wiary, jakim jest wiara w życie ostateczne, ja zaś ofiarowałem im zwięzłe streszczenie rozmaitych ustępów Traktatów Światła.
W Kwestii Szóstej zapytaliśmy niebiosa i ziemię o naszego Stwórcę, zaś one opisały go dla nas w językach nauk z jasnością równą jasności słońca. Teraz, dokładnie w ten sam sposób, najpierw zapytamy o życie ostateczne naszego Pana (ar. Ar-Rabb), o Którym się dowiedzieliśmy, następnie naszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), Koran, innych proroków i inne Święte Pisma, a następnie aniołów i wreszcie wszechświat.
Na pierwszym etapie naszych dociekań pytamy Boga o życie ostateczne, zaś On odpowiada poprzez wszystkich Swoich posłańców,
wszystkie Jego zarządzenia, wszystkie Najpiękniejsze Imiona i atrybuty: "Tak, świat życia ostatecznego istnieje, a Ja wyślę was do niego". Słowo Dziesiąte poprzez dwanaście olśniewających i rozstrzygających prawd udowodniło odpowiedzi na pytania o życie ostateczne, zaś owych odpowiedzi jest tyle, ile jest Najpiękniejszych Imion Boga. Uważając owe wyjaśnienia za wystarczające, w tym miejscu wskażemy na nie jedynie w skrócie.
Tak, jako że nie istnieje panowanie, które nie wynagradzałoby tych, którzy są mu posłuszni, i nie karałoby buntowników, zatem również wieczne panowanie, które osiąga stopień absolutnej wszechwładzy, wynagradza tych, którzy poprzez wiarę i podporządkowanie się jego dekretom kształtują więź z ową wszechwładzą, a kara, jaka spadnie na niewiernych buntowników, którzy zaprzeczają owemu dumnemu panowaniu, będzie stosowna do jego miłosierdzia, piękna, majestatu i chwały. Zatem na nasze pytanie odpowiadają Najpiękniejsze Imiona «Pan wszystkich światów» (ar. Ar-Rabb al-'alamin) i "Sprawiedliwy Władca".
Ponadto na obliczu ziemi widzimy z jasnością równą jasności słońca i światła dnia obejmujące każdą rzecz miłosierdzie, litość i szczodrość. Na przykład każdej wiosny owo miłosierdzie upiększa owocujące drzewa i rośliny, aż stają się one niby hurysy; wypełnia ich ręce wszelkimi rodzajami darów, jakie owe drzewa i rośliny wyciągają ku nam, mówiąc: "Dopomóżcie sami sobie i jedzcie!" Tak owo miłosierdzie daje nam słodki i leczniczy miód od jadowitej pszczoły, a także odziewa nas w najbardziej miękki jedwab, posługując się pozbawionym rąk owadem. W garści drobnych nasion deponuje dla nas całe funty pożywienia [46], składując w owych drobnych magazynach zapasy żywności. Takie miłosierdzie i taka litość z pewnością nie zgładziłyby przemiłych, wdzięcznych i oddających im cześć wiernych, których tak łaskawie pielęgnują, lecz raczej uwalniają ich od obowiązków życia doczesnego, aby obdarować ich jeszcze bardziej olśniewającymi przykładami miłosierdzia, a czyniąc tak, Imiona «Najbardziej Litościwy» i "Najbardziej Szczodry" odpowiadają na nasze pytanie.
Ponadto widzimy na własne oczy rękę mądrości, działającą we wszystkich stworzeniach na obliczu ziemi, a także sprawiedliwość ukazującą się poprzez jej miary, zaś umysł ludzki nie może wyobrazić sobie niczego, co przewyższałoby ową mądrość i sprawiedliwość. Na przykład przedwieczna mądrość zapisuje w zdolności pamięci człowieka - która jest jednym przykładem mądrości spośród tysięcy jego zdolności i systemów jego ciała, będąc tak drobną, jak maleńkie ziarenko - całą historię życia
człowieka i wszystkie wydarzenia, jakie go dotknęły, czyniąc ową zdolność małą biblioteką. Następnie Bóg wkłada do kieszeni umysłu człowieka notatkę pochodzącą z rejestru jego uczynków, który zostanie ukazany, aby człowiek został osądzony podczas Wielkiego Zgromadzenia, a umieszcza ją tam po to, aby stale mu o tym przypominała. Wieczna sprawiedliwość rozmieszcza w najbardziej finezyjnej równowadze części ciała wszystkich stworzeń i kształtuje wszystkie stworzenia - od bakterii do nosorożca, od muchy do feniksa, od kwitnącej rośliny do wiosny, która rozwija miliardy kwiatów - z całym pięknem kunsztu, w równowadze wzajemnej proporcji, która nie dopuszcza żadnego marnotrawstwa; czyni je uporządkowanymi i pięknymi; nadaje wszystkim stworzeniom żywym ich prawo do życia, czyniąc to w doskonałej równowadze i sprawiając, że rzeczy dobre wydają dobre rezultaty, a rzeczy złe wydają złe rezultaty, zaś od czasów Adama (niech będzie z nim pokój) sprawiała, że można odczuć całą jej siłę, a to poprzez ciosy, jakie wymierza buntownikom i tyranom. Z całą pewnością i bez wątpienia, jak słońce nie może istnieć bez dnia, tak owa przedwieczna mądrość i wieczna sprawiedliwość nie mogą istnieć bez życia ostatecznego. Najpiękniejsze Imiona «Wszechmądry», "Sędzia", "Sprawiedliwy" i "Ten, dla Którego wszystkie rzeczy są równe" nigdy nie zezwoliłyby na tak straszną niesprawiedliwość, nierówność i nierozsądek, wedle których prześladowany i prześladowca byliby równi w obliczu śmierci, a zatem w rozstrzygający sposób odpowiadają na nasze pytanie.
Ponadto, jako że kiedy tylko stworzenia żywe poszukują tego, co zaspokoi ich naturalne pragnienia (a zdobycie tych rzeczy przekracza granice ich mocy), a czynią to poprzez języki ich wrodzonych zdolności i zasadniczych potrzeb, co jest pewnego rodzaju suplikacją, zaś wszystko, czego potrzebują, zostaje im dane przez najbardziej litościwą, wszystko słyszącą, łaskawą i niewidzialną rękę; jako że sześć lub siedem z dziesięciu suplikacji człowieka, które wypowiada on dobrowolnie, zostaje przyjętych w sposób sprzeczny z normalnym biegiem rzeczy, a tyczy się to zwłaszcza suplikacji proroków i wybrańców - zatem z pewnością jest zrozumiałym, że poza zasłoną tego, co niewidzialne, istnieje Ten, Który słucha i słyszy westchnienia cierpiących i modlitwy potrzebujących, a także odpowiada na nie; On dostrzega najmniej znaczącą potrzebę najmniejszej z istot żywych i zaspokaja ją, litościwie odpowiadając poprzez Swe działanie. Nie ma zatem żadnej możliwości powątpiewania w to, że ten, który włączył do swych suplikacji najważniejsze i najbardziej powszechne suplikacje człowieka (owego najważniejszego ze stworzeń, powiązanego ze wszystkimi Najpiękniejszymi Imionami Boga i Jego atrybutami, którego przeznaczeniem jest nieśmiertelność); który pozostawił
w tyle wszystkich innych proroków, będących słońcami, gwiazdami i przywódcami ludzkości, sprawiając, że wołają po jego modlitwach: "Amen! Amen!"; dla którego prosimy o błogosławieństwo, recytując owe prośby po kilka razy każdego dnia; do którego suplikacji przyłączają się wszyscy członkowie jego wspólnoty, mówiąc: "Amen! Amen!", a zaiste, w którego suplikacjach mają swój udział wszystkie stworzenia, mówiące: "Tak, o Panie! Daj nam to, o co prosi! My także tego pragniemy!"... Tak, spośród wszystkich przyczyn, jakie czynią koniecznym Zmartwychwstanie na tak nieodpartych warunkach, jedno, jedyne błaganie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) o nieśmiertelność w życiu ostatecznym i o wieczne szczęście byłoby wystarczającym powodem istnienia Raju i stworzenia życia ostatecznego, które dla mocy Boga jest tak łatwe, jak stworzenie wiosny. To stwierdzając, Najpiękniejsze Imiona «Ten, Który odpowiada na modlitwy», "Ten, Który słyszy każdą rzecz" i "Najbardziej Litościwy" odpowiadają na nasze pytanie.
Ponadto, jako że za zasłoną istnieje - z jasnością równą tej, z jaką światło dnia ukazuje istnienie słońca - Ten, Który rozporządza śmiercią i zmartwychwstaniem w naprzemienności pór roku na ziemi; jako że pióro Jego mocy zapisuje wielki glob z taką łatwością, jakby był on ogrodem lub nawet jednym drzewem, a wspaniałą wiosnę z taką łatwością i z taką symetrią upiększenia, jakby była ona kwiatem, zaś gatunki zwierząt i roślin tak, jakby były one trzystoma tysiącami ksiąg ukazującymi trzysta tysięcy przykładów Zmartwychwstania, znajdujących się jeden wewnątrz drugiego, przeplatających się i połączonych bez żadnej dezorganizacji lub nieporządku, przypominających siebie nawzajem bez żadnego zamieszania, błędu czy defektu; jako że czyni On to wszystko doskonale, regularnie i z sensem; jako że pomimo owej ogromnej obfitości działa On z bezgranicznym miłosierdziem i nieskończoną mądrością; jako że podporządkował On człowiekowi wielki wszechświat, urządził go i upiększył jak dom dla człowieka, którego uczynił Swym namiestnikiem na ziemi i któremu powierzył Największy Depozyt, przed jakim zadrżały ze strachu góry, niebo i ziemia, którego wyniósł do rangi oficera dowodzącego innymi istotami żywymi i zaszczycił go Bożym przesłaniem i rozmową z Bogiem; jako że obdarował On człowieka ową najwyższą stacją, a we wszystkich Swych objawionych zarządzeniach przyobiecał mu wieczne szczęście i nieśmiertelność w życiu ostatecznym - przeto z pewnością i bez wątpienia otworzy On owo królestwo szczęśliwości dla człowieka, którego uszlachetnił i zaszczycił (a będzie to dla Jego mocy tak łatwe, jak stworzenie wiosny), doprowadzi do Zmartwychwstania i Sądu Ostatecznego. To stwierdzając, Najpiękniejsze Imiona "Ten, Który daje
życie", "Ten, Który zsyła śmierć", "Wiecznie Żyjący", "Samoistny", "Wszechmocny" i "Wszechwiedzący" odpowiadają na pytanie o naszego Stwórcę, jakie zadaliśmy.
Tak, jeśli zastanowić się nad mocą, która każdej wiosny w identyczny sposób budzi do życia korzenie wszystkich drzew i roślin oraz stwarza trzysta tysięcy przykładów Zmartwychwstania spośród roślin i zwierząt, jeśli wyobrazić sobie i zobrazować w wyobraźni tysiącletnie okresy wspólnot Mojżesza (niech będzie z nim pokój) i Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ujrzy się, że owe dwa tysiące wiosen
ukazują tysiąc przykładów Zmartwychwstania i tysiąc jego świadectw. Trzeba być po tysiąckroć ślepym i bezrozumnym, aby uważać cielesne Zmartwychwstanie za trudne dla tak wielkiej mocy.
Ponadto, polegając tylko na tysiącach obietnic Wszechmocnego Boga, sto dwadzieścia cztery tysiące proroków, którzy byli najsławniejszymi spośród rodzaju ludzkiego, jednogłośnie oznajmiły i udowodniły za pomocą ich cudów, że wieczne szczęście i nieśmiertelność w życiu ostatecznym są prawdziwe, a niezliczeni ludzie świętości złożyli swoje podpisy pod tą samą prawdą dzięki temu, że zostali oświeceni i odsłoniła się przed nimi prawda. Skoro tak, zatem z pewnością owa prawda jest jasną jak słońce, a ten, kto w nią powątpiewa, jest szalony.
Tak, idee i osądy jednego lub dwóch ekspertów w danej nauce czy dziedzinie sztuki obalają przeciwne idee dziesięciu ludzi, którzy nie są ekspertami w danej kwestii, nawet jeśli są autorytetami w dziedzinie, jaką się zajmują. Podobnie dwaj ludzie dokonujący pozytywnego twierdzenia odnośnie do danej rzeczy, jak na przykład ci, którzy udowadniają pojawienie się nowiu księżyca wyznaczającego początek ramadanu w "dniu niepewności" [47], lub ci, którzy twierdzą: "Gdzieś na ziemi istnieje ogród, w którym rosną orzechy kokosowe przypominające puszki z mlekiem" - pokonują tysiąc tych, którzy zaprzeczają ich twierdzeniu, a ich zdanie zwycięża. Jest tak, ponieważ ten, który dokonuje twierdzenia natury pozytywnej, musi jedynie wskazać miejsce, w którym rosną kokosy, by z łatwością zwyciężyć. Natomiast ten, kto zaprzecza owemu twierdzeniu, może dowieść słuszności swojej sprawy jedynie poprzez przeszukanie całego oblicza ziemi i wykazanie, że nigdzie nie znalazł orzechów kokosowych. Zatem ten, kto składa sprawozdanie dotyczące Raju i królestwa szczęśliwości, kto zapewnia o ich istnieniu, zwycięża, jeśli tylko dzięki oświeceniu ukaże ich cień lub ekstrakt, jak w kinie,
podczas gdy ci, którzy temu zaprzeczają, mogą zwyciężyć i udowodnić swe zaprzeczenie jedynie wtedy, gdy ujrzą cały wszechświat oraz cały czas od przedwieczności do wieczności, a następnie ukażą innym to, co ujrzeli. Z tego powodu dociekliwi uczeni są zgodni co do zasady, która mówi: "Jeśli tylko nie wykazują niemożliwości z samej swej natury, zaprzeczenia, które nie są określone, lecz wskazują na cały wszechświat, jak jest to w przypadku zaprzeczenia prawdom wiary, nie mogą zostać dowiedzione", i przyjęli ją jako fundamentalną.
W konsekwencji owej rozstrzygającej prawdy, kiedy sprzeczne z nią idee tysięcy filozofów nie mogą rzucić najmniejszej wątpliwości lub nawet podejrzenia na jedno prawdomówne sprawozdanie dotyczące kwestii wiary, możesz zrozumieć, jakim szaleństwem jest popadanie w zwątpienie i zaprzeczenia garstki filozofów, którzy w kwestiach wiary nie rozumieją niczego ponad to, co widzą ich oczy, którzy nie mają serca, są ślepi i dorastali z dala od kwestii duchowych. Filary wiary zostały zgodnie ustalone przez sto dwadzieścia tysięcy uczonych rzeczoznawców i prawdomównych relacjonujących wraz z ich pozytywnymi potwierdzeniami, przez niezliczonych specjalistów w dziedzinie prawdy oraz dociekliwych uczonych.
Ponadto widzimy na własne oczy, z jasnością równą jasności światła dnia, zarówno w nas samych, jak i wszędzie wokół nas, wszechogarniające miłosierdzie, obejmującą każdą rzecz mądrość i nieustanne zsyłanie łask. Widzimy również ślady i przejawy wspaniałej suwerenności Bożej wszechwładzy, precyzyjnej i wzniosłej sprawiedliwości, dumnego i chwalebnego władania. Zaiste, mądrość, która wiąże z drzewem tyle przykładów mądrości, ile jest jego owoców i kwiatów; miłosierdzie, które zsyła swe dary i łaski każdej istocie ludzkiej po tylekroć, ile jest jej zdolności, części ciała i uczuć; dumna, lecz łaskawa sprawiedliwość, która wymierza ciosy ludom zbuntowanym, takim jak ludy Noego, Huda i Saliha (pokój niech będzie z prorokami Boga), jak ludy 'Ad i Samud, jak lud Faraona, która chroni prawa najmniejszej z istot żywych werset:
Jak na wezwanie ich dowódcy i na dźwięk trąbki zdyscyplinowani żołnierze, którzy stacjonują w dwóch budynkach koszar, rzucają się do
broni i do wykonywania swych obowiązków, tak kiedy tylko dźwięk trąby anioła Israfila (niech będzie z nim pokój) wezwie tych, którzy leżą martwi w wielkich niebiosach i na ziemi, a są one niczym dwa budynki koszar dla żołnierzy Przedwiecznego Władcy, posłusznych Jego rozkazowi, natychmiast przywdzieją oni mundury swych ciał i powstaną. Istoty zakwaterowane w koszarach ziemi udowadniają i ukazują ten fakt poprzez taką samą sytuację, do jakiej dochodzi wiosną na zadęcie w trąbę przez anioła grzmotu, a dzięki owej sytuacji można zrozumieć nieskończoną wspaniałość suwerenności Bożej wszechwładzy. Jak jest to udowodnione w Słowie Dziesiątym, jest zatem z pewnością niemożliwe, by miały nie powstać królestwo życia ostatecznego i miejsce Wielkiego Zgromadzenia, których istnienia z całą pewnością wymagają miłosierdzie, mądrość, łaska i sprawiedliwość Boga; by owo nieskończenie piękne miłosierdzie stało się szpetnym okrucieństwem; by bezgraniczna doskonałość mądrości stała się nieskończenie wybrakowaną marnością i bezcelowym marnotrawstwem; by słodka łaska stała się gorzką zdradą; by finezyjnie zrównoważona i słuszna sprawiedliwość stała się ciężką tyranią; by całkowicie wszechmocne i wspaniałe panowanie upadło i straciło całą swą wspaniałość (a tak stałoby się, gdyby miało nie nastąpić Zmartwychwstanie); by doskonałości owej wszechwładzy zostały zeszpecone przez bezsilność i wybrakowanie. Tak, byłoby to całkowicie nierozsądną i wielce skomplikowaną niemożliwością, wykraczającą poza granice możliwości, fałszywą i wykluczoną.
Ci, którzy posiadają inteligencję, z pewnością zrozumieją, jakim okrucieństwem byłyby tak troskliwe pielęgnowanie człowieka i obdarowanie go - poprzez takie zdolności, jak serce czy intelekt - uczuciem tęsknoty za wiecznym szczęściem i wiecznie trwającym życiem ostatecznym, aby później odesłać go do wiecznego niebytu; jak sprzeczne z mądrością byłoby związanie setek zamysłów i przykładów mądrości już tylko z jego mózgiem, aby później - poprzez niekończącą się śmierć - zmarnować wszystkie jego zdolności wraz z tysiącami zamysłów, którym służą, czyniąc je pozbawionymi wszelkich korzyści, celu i rezultatu; jak całkowicie sprzeczne z suwerennością Bożego panowania i ze wspaniałością Jego wszechwładzy byłoby ukazanie przez Niego - niech Bóg uchroni! - bezsilności i ignorancji, gdyby nie dotrzymał On tysięcy Swoich obietnic. Możesz dokonać podobnej analogii dla łaski i sprawiedliwości. Zatem Najpiękniejsze Imiona «Najbardziej Miłosierny», "Najbardziej Sprawiedliwy",
"Wszechmądry", "Najbardziej Szczodry" oraz "Władca" odpowiadają poprzez powyższe prawdy na pytanie o życie ostateczne, jakie zadaliśmy naszemu Stwórcy i udowadniają, iż jego istnienie jest niewątpliwe i jasne jak słońce.
Co więcej, widzimy, że nad wszystkimi rzeczami dominuje wielkie i wszechstronne zachowywanie każdej rzeczy, które zapisuje - w nasionach każdej rzeczy, na tablicach świata podobieństw, we wspomnieniach istot, które są drobnymi próbkami Strzeżonej Tablicy (a szczególnie w zdolności pamięci, która jest drobną, a równocześnie wielką biblioteką w mózgu człowieka), a także w innych zwierciadłach, materialnych i niematerialnych, ukazujących to, co się w nich odbija - liczne kształty wszystkich istot żywych i wszystkich rzeczy; które zapisuje notatniki obowiązków, jakie wypełniają wszystkie istoty zgodnie z ich zasadniczą naturą; które zapisuje karty uczynków istot dotyczące wychwalania Najpiękniejszych Imion Boga, jakie wykonują istoty językami ich istnienia; które zapisuje w owych notatnikach i na owych stronach wszelkie czyny, utrwala je i zachowuje. Następnie, kiedy przychodzi czas - to jest każdej wiosny, która jest kwiatem Bożej mocy - wszystkie owe bezcielesne inskrypcje są nam ukazywane w materialnej formie, obwieszczając całemu wszechświatowi milionami języków owego cudownego kwiatu, z siłą milionów przykładów, świadectw i próbek, cudowną prawdę o Zmartwychwstaniu, jaką wyraża werset:
[49]
To w najbardziej nieodparty sposób udowadnia, że wszystkie istoty żywe i wszystkie rzeczy, a pośród nich szczególnie człowiek, zostały stworzone nie po to, by runąć w nicość, by upaść w niebyt, by zostały unicestwione, lecz po to, by zdobyły nieśmiertelność poprzez postęp i trwałość poprzez oczyszczenie, a także po to, by podjęły wieczne obowiązki, których wykonywania wymagają ich wrodzone zdolności.
Tak, każdej wiosny widzimy, że niezliczone rośliny, które umierają w dniu zguby, jakim jest jesień, wszystkie drzewa, korzenie, nasiona i ziarna podczas wiosennego zmartwychwstania recytują werset: وَاِذَا الصُّحُفُ نُشِرَتْ Kiedy karty księgi zostaną rozpostarte...
Każde z nich własnym językiem objaśnia jedno ze znaczeń tego wersetu i jeden z jego aspektów, a to poprzez obowiązki, jakie wypełniło w minionym roku; wszystkie zaświadczają o owym wielkim zachowywaniu każdej rzeczy. Ukazują one w każdej rzeczy cztery ogromne prawdy wersetu:
On jest Pierwszym i Ostatnim, On jest Jawnym i Ukrytym [50] i uczą nas z taką pewnością i łatwością, z jakimi czyni to wiosna.
Przejawy tych czterech Najpiękniejszych Imion obecne są we wszystkich rzeczach, od najbardziej poszczególnych do najbardziej powszechnych. Na przykład dzięki przejawianiu Najpiękniejszego Imienia «Pierwszy» ziarno, owo źródło drzewa, jest jego precyzyjnym programem, jest małym pojemnikiem zawierającym bezbłędny system stworzenia drzewa i wszystkie warunki jego ukształtowania, udowadniając w ten sposób ogrom zachowywania przez Boga każdej rzeczy.
Owoc drzewa - wraz z jego ziarnem - ukazuje Najpiękniejsze Imię «Ostatni»; oba są szkatułkami zawierającymi indeksy wszystkich obowiązków, jakie drzewo wykonuje zgodnie z jego naturą i z zasadami jego drugiego życia, zaświadczając w ten sposób najwyższy poziom zachowywania przez Boga każdej rzeczy.
Materialna forma drzewa, która ukazuje Najpiękniejsze Imię «Jawny», jest finezyjnie odmierzoną i umiejętnie upiększoną szatą, która niczym mieniąca się siedemdziesięcioma odcieniami suknia hurysy, jaką upiększono, wyszywając na niej pozłacane wzory, w widoczny sposób ukazuje w zachowywaniu przez Boga każdej rzeczy ogromną moc, doskonałą mądrość i piękne miłosierdzie.
Jeśli chodzi o całą maszynerię wewnątrz drzewa, która ukazuje Najpiękniejsze Imię «Ukryty», to jest ona regularną, cudowną fabryką, bezbłędnie działającym warsztatem, pozostającym w równowadze kociołkiem pożywienia, który nie pozostawia głodnymi żadnej z gałęzi drzewa, żadnego z jego owoców ani liści, dowodząc w ten sposób z jasnością równą jasności słońca doskonałej mocy i sprawiedliwości oraz pięknych miłosierdzia i mądrości w zachowywaniu przez Boga każdej rzeczy.
Podobnie świat jest niczym drzewo, jeśli chodzi o coroczne zmiany pór roku. Poprzez przejaw Imienia «Pierwszy» wszystkie ziarna i nasiona, powierzone jesienią zachowywaniu przez Boga każdej rzeczy, są małymi zbiorami Bożych rozkazów, dotyczących kształtowania drzewa na obliczu ziemi, która - kiedy zostaje przyodziana w szatę wiosny - wypuszcza miliony gałęzi i gałązek, owoców i kwiatów. Owe nasiona są również spisami zasad wynikających z Bożego zarządzenia, są drobnymi stronicami, na których spisano uczynki drzewa podczas poprzedniego lata, są notatnikami, w których zawarto jego zadania, co z całą oczywistością ukazuje, że funkcjonują one dzięki nieskończonym mocy, sprawiedliwości, mądrości i miłosierdziu Chwalebnego i Szczodrego, Który zachowuje każdą rzecz.
Koniec dorocznego drzewa ziemi następuje kolejnej jesieni, kiedy drzewo składa w owych drobnych pojemnikach wszystkie obowiązki, jakie wypełniło, wszystkie wychwalania, jakie wyrecytowało wobec Najpiękniejszych Imion Boga zgodnie ze swym stworzeniem, wszystkie karty swych uczynków, jakie zostaną opublikowane podczas zmartwychwstania kolejnej wiosny - i przekazuje je w ręce mądrości Chwalebnego, Który zachowuje każdą rzecz, recytując w niezliczonych językach i wobec całego wszechświata frazę: On jest Ostatnim.
Jawnym obliczem drzewa jest recytowanie przez nie - poprzez fakt, że otwiera ono trzysta tysięcy rodzajów kwiatów, które ukazują trzysta tysięcy przykładów i znaków Zmartwychwstania; poprzez fakt, że rozpościera niezliczone stoły miłosierdzia, opatrzności, litości i szczodrości, wydając uczty dla istot żywych - frazy: On jest Jawnym po tylekroć, ile jest kwiatów, owoców i rodzajów pożywienia, jakie daje drzewo, a także wysławianie i wychwalanie Boga oraz ukazywanie z jasnością równą jasności światła dnia prawdy słów:
Kiedy karty księgi zostaną rozpostarte...
Wewnętrzne oblicze owego majestatycznego drzewa jest kociołkiem i warsztatem, który precyzyjnie i w uporządkowany sposób wprawia w ruch nieprzeliczoną ilość regularnie działających maszyn i pozostających w finezyjnej równowadze fabryk, które z jednej uncji przyrządzają tysiące funtów pożywienia i ofiarowują je głodnym. Jak niektórzy aniołowie, wychwalający Boga tysiącami języków, tak ziemia poprzez swe wewnętrzne oblicze głosi na sto tysięcy sposobów: On jest Ukrytym i udowadnia ową prawdę.
Jak pod względem jej życia w skali całego roku ziemia jest drzewem, jak poprzez cztery Najpiękniejsze Imiona, które wymieniliśmy, czyni zachowywanie przez Boga każdej rzeczy kluczem do drzwi Zmartwychwstania, tak pod względem jej doczesnego życia również jest dobrze uporządkowanym drzewem, którego owoce są wysyłane na targ życia ostatecznego. Jest miejscem przejawiania się owych Imion, jest zwierciadłem dla nich tak szerokim i drogą wiodącą do życia ostatecznego tak długą, że nasze umysły nie są w stanie zrozumieć tego ani opisać, zatem możemy powiedzieć jedynie tyle:
Jak wskazówki zegara odmierzającego tygodnie, które odmierzają sekundy, minuty, godziny i dni, są podobne do siebie nawzajem, a każda z nich udowadnia istnienie innych, przez co ten, kto widzi ruch jednej wskazówki, jest zmuszony do tego, by uznać ruch innych, tak
dni, odmierzające sekundy tego świata, który jest wielkim zegarem Chwalebnego Stwórcy niebios i ziemi; lata, które odmierzają jego minuty; stulecia, które ukazują jego godziny, i epoki, które pozwalają poznać jego dni - wszystkie z nich przypominają siebie nawzajem, a każda z owych "wskazówek" jest dowodem innej. Również Imię «Ten, Który zachowuje każdą rzecz», a także Imiona wymienione w wersecie: On jest Pierwszym i Ostatnim, On jest Jawnym i Ukrytym poprzez niezliczone znaki informują nas o tym, że jak pewnym jest, iż po tej nocy przyjdzie świt, a po tej zimie wiosna, tak wiecznie trwająca wiosna i wieczny świt przyjdą po ciemnej zimie tego przemijającego świata, a zatem poprzez powyższe prawdy odpowiadają na pytanie dotyczące Zmartwychwstania, jakie zadaliśmy naszemu Stwórcy.
Ponadto, jako że widzimy na własne oczy i pojmujemy własnymi umysłami, że człowiek jest ostatecznym i najbardziej wszechstronnym owocem drzewa wszechświata... przez wzgląd na prawdę przyniesioną przez Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) jest ziarnem, które dało początek wszechświatowi... jest największym znakiem Koranu wszechświata... jest jego wersetem Tronu, w którym zostało zawarte Najwspanialsze Imię Boga... jest najbardziej honorowym gościem w pałacu wszechświata... jest najbardziej aktywnym funkcjonariuszem, wyniesionym ponad innych mieszkańców owego pałacu... jest urzędnikiem nadzorującym przychody i wydatki, doglądającym zasadzania i pielęgnacji ogrodów w tej dzielnicy miasta wszechświata, jaką jest Ziemia... jest najgłośniej przemawiającym i najbardziej odpowiedzialnym ministrem, wyposażonym w setki nauk i tysiące sztuk... jest nadzorcą i pewnego rodzaju namiestnikiem Władcy przedwieczności i wieczności, pozostającym pod Jego ścisłą kontrolą, zarządzającym prowincją kraju wszechświata, jakim jest Ziemia... jest tym, który rozporządza ową prowincją, a wszystkie jego czyny, poszczególne i powszechne, zostają zapisane... jest tym, który podjął Największy Depozyt, przed którym zadrżały ze strachu niebiosa, ziemia i góry... jest tym, przed którym otwierają się dwie drogi, i na jednej z nich będzie najbardziej nieszczęsnym ze stworzeń, zaś na drugiej - najbardziej szczęśliwym... jest on sługą Boga, któremu wyznaczono najbardziej powszechne i rozległe akty czci... jest miejscem przejawu Najwspanialszego Imienia Władcy wszechświata i zwierciadłem odbijającym wszystkie Jego Najpiękniejsze Imiona... jest szczególnym adresatem Bożego przesłania, najlepiej pojmującym mowę Boga... jest najbardziej potrzebującą z istot żywych wszechświata... jest nieszczęsnym
stworzeniem żywym, które posiada niezliczone pragnienia i cele, nieprzeliczonych wrogów, któremu niezliczone rzeczy mogą przynieść szkodę, a wszystko mimo jego nieskończonego ubóstwa i bezsilności... jest najbogatszym, jeśli chodzi o zdolności i możliwości... jest najbardziej cierpiącym, jeśli chodzi o przyjemności życia, bowiem jego radości są zeszpeconymi przez straszliwe cierpienia... jest wspaniałym cudem mocy Przedwiecznego Boga, Który jest ponad wszelką potrzebę; jest najbardziej pragnącym i potrzebującym; jest godzien nieśmiertelności i zasługuje na nią; poszukuje wiecznego szczęścia i błaga o nie w niekończących się modlitwach, a jeśli nawet zostałyby mu dane wszystkie przyjemności tego świata, nie zaspokoiłoby to jego pragnienia nieśmiertelności... miłuje Tego, Który zsyła mu Swoje dary, Który uczynił Siebie Umiłowanym, a człowieka miłującym Go aż do stopnia oddawania Mu czci... wszystkie jego zdolności, obejmujące cały wszechświat, zaświadczają, iż człowiek został stworzony, aby odejść do wieczności... jest tym, który poprzez z górą dwadzieścia powszechnych prawd został związany z Najpiękniejszym Imieniem Boga «Prawda»; tym, którego czyny są nieprzerwanie spisywane przez Najpiękniejsze Imię Tego, Któremu należy się wszelka chwała, «Ten, Który zachowuje każdą rzecz», Który dostrzega najbardziej nieznaczne potrzeby najdrobniejszej z istot żywych, Który słyszy jej skargi i odpowiada poprzez Swoje działanie... jest tym, który jest powiązany z całym wszechświatem, a jego czyny są zapisywane przez szlachetnych zapisujących Imienia "Ten, Który zachowuje każdą rzecz"... jest tym, kto bardziej niż cokolwiek innego przyciąga uwagę owego Imienia...
Jak wymaga tego powyższe dwadzieścia prawd, z całą pewnością i bez żadnej wątpliwości nastąpi Zmartwychwstanie i osądzenie człowieka; zgodnie z Najpiękniejszym Imieniem «Prawda» otrzyma on nagrodę za wykonywanie jego wyżej wymienionych obowiązków, a zostanie ukarany za swoje błędy; zgodnie z Najpiękniejszym Imieniem «Ten, Który zachowuje każdą rzecz» zostanie on zapytany o swoje uczynki i pociągnięty do odpowiedzialności za nie, a także otworzą się przed nim drzwi wiodące do dworów świętowania i wiecznej szczęśliwości w wiecznie trwającym królestwie oraz do więzienia wiecznej niedoli; człowiek, który był oficerem wydającym rozkazy licznym gatunkom istot tego świata, który ingerował w ich sprawy, a niekiedy wprawiał owe istoty w zamieszanie, nie zstąpi do ziemi, nie będąc zapytanym o swe uczynki, ani nie zostanie pochowany w ziemi, aby nigdy się nie zbudzić. Jest tak, ponieważ słyszenie brzęczenia muchy i odpowiadanie na nie poprzez działanie, poprzez dawanie jej prawa do życia, a ignorowanie
modlitw proszących o wieczność, wypowiadanych językami powyższych dwudziestu prawd spośród niezliczonych praw człowieka, które jak grom rozbrzmiewają w niebiosach i nad całą ziemią; pogwałcenie owych praw przez mądrość, która, jak zaświadcza to uporządkowanie skrzydełka muchy, nie pozwoli, by poszło na marne nawet takie skrzydełko; roztrwonienie zdolności człowieka, powiązanych z owymi prawdami, jego nadziei, pragnień, które sięgają aż do wieczności, wielu więzi i prawd wszechświata, które żywią owe zdolności i nadzieje - to wszystko byłoby tak wielką niesprawiedliwością, taką niemożliwością i tak despotyczną szpetotą, że odrzucają ją wszystkie istoty, które świadczą o takich Najpiękniejszych Imionach, jak «Prawda», "Ten, Który zachowuje każdą rzecz", "Wszechmądry", "Najpiękniejszy" i "Najbardziej Litościwy", oznajmiając, iż jest ona całkowicie niemożliwą i wykluczoną. Zatem w odpowiedzi na pytanie dotyczące Zmartwychwstania, jakie zadaliśmy naszemu Stwórcy, Najpiękniejsze Imiona «Prawda», "Ten, Który zachowuje każdą rzecz", "Wszechmądry", "Najpiękniejszy" i "Najbardziej Litościwy" mówią: "Jak my jesteśmy prawdą i rzeczywistością, jak istoty świadczące o nas są prawdą, tak Zmartwychwstanie jest prawdą, co do której nie ma wątpliwości".
Jako że... Miałem zamiar napisać więcej, lecz ponieważ to, co napisałem powyżej, jest jasne jak słońce, skróciłem omówienie tego tematu.
Zatem - poprzez analogię do kwestii ujętych w powyższych przykładach i "jako że..." - poprzez ich przejawianie się i odbijanie we wszystkich istotach cała setka, zaiste, cały tysiąc Najpiękniejszych Imion Boga, które wskazują na wszechświat, udowadnia z cała oczywistością istnienie Tego, Którego opisują, a zatem również ukazują Zmartwychwstanie i życie ostateczne oraz udowadniają je w rozstrzygający sposób.
Ponadto jak przez wszystkie Jego zarządzenia i Pisma, które objawił, a także przez większość Jego Imion, które Go opisują, nasz Pan (ar. Ar-Rabb) i Stwórca udziela nam świętych i rozstrzygających odpowiedzi na pytanie, które Mu zadaliśmy, tak sprawia, że w inny sposób i w ich języku odpowiadają na nie Jego aniołowie, mówiąc:
"Nastąpiły setki zdarzeń jednogłośnie zaświadczających wasze spotkania zarówno z istotami duchowymi, jak i z nami, do których dochodziło od czasów Adama. Istnieją niezliczone znaki i świadectwa istnienia naszego i istot duchowych, a także czci, jaką oddajemy Bogu. We wzajemnej zgodzie mówiliśmy waszym przywódcom, kiedy się z nimi spotykaliśmy, że podróżujemy poprzez dwory życia ostatecznego i poprzez niektóre z jego komnat - i zawsze to mówimy. Nie
mamy żadnej wątpliwości co do tego, że piękne i wieczne dwory, przez które wędrujemy, wspaniale wyposażone i przyozdobione pałace i miejsca zamieszkania za owymi pałacami oczekują na ważnych gości, którzy zostaną w nich ulokowani. Przekazujemy wam niezawodne wiadomości w tym temacie".
Tak, tak aniołowie odpowiadają na nasze pytanie.
Ponadto jako że nasz Stwórca wyznaczył Muhammada z Arabii (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) jako najwspanialszego nauczyciela, największego mistrza, najbardziej prawdomównego przewodnika, który ani nigdy nie wprawia w zakłopotanie innych, ani jego nie można zdezorientować, skoro wysłał go jako Swego Ostatniego Posłańca, zatem przede wszystkim, aby osiągnąć postęp i przejść od stopnia "wiedzy równej pewności" do "wizji równej pewności", a następnie do "absolutnej pewności", powinniśmy zadać owemu mistrzowi pytanie, jakie zadaliśmy naszemu Stwórcy. Ponieważ jak ten człowiek poprzez tysiąc swych cudów, będących znakiem potwierdzenia naszego Stwórcy, potwierdził, że Koran jest prawdą i słowem Boga, jak potwierdził to cud Koranu, tak poprzez czterdzieści aspektów jego cudowności Koran, który był cudem Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), potwierdza, że ów człowiek mówił prawdę i był Posłańcem Boga. Prawda o Zmartwychwstaniu, jaką udowadniają - jeden językiem świata przejawów, zatwierdzając ją (potwierdzoną przez wszystkich proroków i świętych) przez całe swoje życie, zaś drugi językiem świata tego, co niewidzialne, poprzez twierdzenia tysięcy swoich wersetów, potwierdzonych przez wszystkie Pisma Objawione i prawdy wszechświata - jest zatem tak pewna, jak istnienie słońca i światła dnia.
Tak, kwestia taka, jak Zmartwychwstanie, która jest najbardziej osobliwą i niesamowitą kwestią, pozostającą poza granicami rozsądku, może zostać rozwikłana i zrozumiana jedynie dzięki wskazówkom dwóch tak cudownych mistrzów.
Powodem, dla którego najwcześniejsi prorocy nie objaśnili Zmartwychwstania szczegółowo, jak czyni to Koran, był fakt, że w owych czasach ludzkość wciąż pozostawała na pierwotnym etapie życia koczowniczego. Otrzymali oni jedynie mało szczegółowe wyjaśnienie, będące wstępem do pouczenia.
W skrócie: Jako że większość Imion Wszechmocnego Boga wymaga i pragnie życia ostatecznego, zatem z pewnością te świadectwa, które zaświadczają istnienie aniołów i istot duchowych oraz oddawanie
przez nich czci Bogu, w pewien sposób zaświadczają również istnienie Zmartwychwstania i życia ostatecznego.
Jako że aniołowie informują nas o tym, iż widzieli świat życia ostatecznego i mieszkania wiecznego królestwa, zatem świadectwa istnienia aniołów, dżinnów, istot duchowych, a także czci, jaką oddają Bogu, pośrednio są również świadectwem istnienia życia ostatecznego.
Jako że - zaraz po Bożej jedności - tym, co Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) nieprzerwanie twierdził i co potwierdzał przez całe swoje życie, było istnienie życia ostatecznego, zatem z pewnością wszystkie jego cuda i wszystkie dowody, które wskazują na prawdziwość jego posłannictwa, pośrednio zaświadczają istnienie życia ostatecznego i fakt, że ono nadejdzie.
Ponieważ czwarta część Koranu mówi o Zmartwychwstaniu i życiu ostatecznym, a także stara się udowodnić tę kwestię poprzez tysiące jego wersetów, przynosząc wiadomości w tym temacie, zatem wszystkie dowody i świadectwa prawdomówności Koranu pośrednio udowadniają istnienie życia ostatecznego i fakt, że drzwi do świata życia ostatecznego są otwarte.
Teraz spójrz, jak solidnym i pewnym jest ten filar wiary!
@
CZĘŚĆ SZÓSTA
Po uniewinnieniu orzeczonym przez Sąd Karny w Denizli Traktaty Światła zaczęły rozprzestrzeniać się na okoliczne prowincje, miasta i wioski. W krótkim czasie liczba uczniów Światła wzrosła do setek tysięcy, a Traktaty Światła były od tej pory rozprowadzane z wykorzystaniem powielaczy. Pod koniec 1947 roku Nauczyciel i jego uczniowie zostali aresztowani i uwięzieni po raz trzeci.
Przebywając w Emirdag przez pierwsze trzy lata po zwolnieniu z więzienia, Said Nursi pozostawał w Emirdag przez kolejne trzy lub cztery lata, zanim zamieszkał w Isparcie. Mając blisko dziewięćdziesiąt lat i wielce potrzebując zmiany klimatu, Nauczyciel od czasu do czasu odwiedzał Emirdag i zatrzymywał się w tamtejszej szkole Światła, która stała się jego mieszkaniem.
@
W tym miejscu odniesiemy się do pierwszej fazy pobytu Bediuzzamana w Emirdag, trwającej do chwili, kiedy został osadzony w więzieniu Afyon. Jego życie w Emirdag i służba Traktatom Światła po okresie uwięzienia w Afyon zostaną wspomniane później.
W porównaniu do wcześniejszego życia Nauczyciela, w Emirdag żył on w znacznie większym zniewoleniu. Nie tylko stał się celem nasilonych prześladowań i oskarżeń, lecz również został poddany zwiększonemu nadzorowi, a nawet podejmowano próby zgładzenia go. Równocześnie Traktaty Światła docierały do coraz szerszych kręgów odbiorców, będąc czytanymi na uniwersytetach, a także wśród urzędników w kręgach politycznych. Jednakże ich rozpowszechnianie spotkało się z nasiloną kampanią bezlitosnych oszczerstw i ze wzmożonymi próbami rozprzestrzeniania fałszywych zarzutów pod adresem Nauczyciela.
Ważnym jest, by w owym wstępie do omówienia życia Bediuzzamana w Emirdag odnotować prawdę. Naszym celem przy prawdomównym opisywaniu nadzwyczajnych cech, widocznych z całą oczywistością w stanach, działaniach i służbie Bediuzzamana Saida Nursiego nie są - niech Bóg uchroni! - starania otumanienia czytelników ani też przyciągnięcia fali poklasku dla śmiertelnej osobowości Bediuzzamana. Naszym celem jest raczej wspomnienie o łaskach, jakie zostały mu zesłane przez wzgląd na to, iż był on uczniem Koranu, członkiem wspólnoty (ar. umma) Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i sługą Boga, a to przez wzgląd na nieprzerwane wykonywanie jego świetlistej, wpływowej i błogosławionej służby poprzez Traktaty Światła, którą to służbę pełnił on pomimo dotyczących jego osoby oszczerstw, jakie rozprzestrzeniali ludzie pozbawieni serca, pomimo podejmowanych prób zagrodzenia drogi jego służbie na rzecz wiary. Powodem, dla którego opisujemy owe nadzwyczajne cuda, jest chęć odparcia ataków pozbawionych serca wrogów religii oraz obrony tego niewinnego człowieka.
Można powiedzieć, że nigdy wcześniej w historii nikt inny nie stał się w większym stopniu celem tak dotkliwych oskarżeń i zarzutów, które były całkowicie fałszywe i sprzeczne z myślami, ideałami i misją Bediuzzamana. Jak bardzo smutne i przyprawiające o rozpacz były owe zarzuty, to staje się oczywistym, kiedy intencje i działania Nauczyciela udowadniają, że dokładał on starań, by ocalić ten naród i przyszłe pokolenia przed anarchią, ateizmem i niemoralnością. Zarzuty czynione jedynie z powodu głupoty zbłądzenia i braku wiary, w których wysuwano twierdzenia w rodzaju tego, że "Traktaty Światła są zdradą interesu narodowego, nawołują młodych
ludzi do buntu, zatruwają ich umysły i promują zacofanie", nie są niczym innym, jak tylko twierdzeniem, że czysta odtrutka jest trucizną.
Bediuzzaman jest niewinnym człowiekiem, który cierpiał z powodu nie jednego, lecz tysiąca takich fałszywych oskarżeń. Nie tylko w jego służbie nie znalazłoby się żadnych podstaw do takich oskarżeń, lecz również jeśli chodzi o życie prywatne i moralność wyróżnia się on czystością jako piękne stworzenie Boga uosabiające cnoty moralne, jako ten, kto ukazuje w swej własnej duszy wyjątkowe maniery i skromność. Tym spośród nas, którzy służyli mu jako uczniowie, którzy poznali jego życie prywatne i publiczne oraz jego uczynki, w najwyższym zaufaniu oznajmiany, co następuje:
Bediuzzaman był Nauczycielem nauk wiary, które otrzymał od Koranu i przedstawił dla korzyści wiernych oraz całej ludzkości. Nawet w najdrobniejszych interakcjach i stanach jego życia prywatnego było oczywistym, że odznaczał się on cechami tego, co Wszechmądry Koran nazywa "pięknym stworzeniem", blaskami najwyższego poziomu umiłowania Boga oraz wzniosłego poziomu świadomości istnienia Boga. Każdy z cnotliwych ludzi posiadających serce, kto uważnie obserwuje Bediuzzamana i kto wejrzał w jego życie, może w zadziwieniu ujrzeć, iż oświecone serce Nauczyciela jest niby lśniące słońce mądrości i wiedzy, rozsiewające swe światło, niczym ocean, którego fale stale wzbierają. Ci ludzie wyznają, iż jest on świetlistym i wspaniałym owocem drzewa islamu, z którego ta epoka i ten czas wraz z jego okolicznościami mogą jedynie być dumne.
O wy, nieszczęśnicy, którzy poprzez swe złe intencje i zaprzeczające prawdzie dusze rozpowszechniacie kłamstwa w temacie tego człowieka, będącego pomnikiem moralności, skromności, wiary, mądrości, wiedzy i prawdy; których oskarżeń zawstydziłby się nawet diabeł; którzy pracujecie nad tym, by zniszczyć tego cnotliwego człowieka! Wasze fałszywe zarzuty i zatrute oszczerstwa nie odniosły jakiegokolwiek efektu. Prawda rozbłysła jasno i olśniewająco, rozświetlając światy swym światłem. Jeśli zaś chodzi o was, to staliście się najbardziej nikczemnymi i mającymi najohydniejsze dusze przedstawicielami ludzkości. Cóż to za strata dla was! Niech wystarczającym cierpieniem będzie dla was posiadanie człowieczych zdolności.
Niemniej jednak drzwi zbawienia są dla was otwarte. Jeśli tylko zapukacie do owych drzwi, wciąż możecie zostać ocaleni. Said Nursi zaprzysiągł i oznajmił, że "jeśli nawet ci, którzy prowadzili walkę na rzecz stracenia mnie, ocalą swą wiarę dzięki Traktatom Światła i mocno
obejmą Traktaty Światła, niechaj moi bracia zaświadczą, że przebaczam im wszystkim". Zaiste, ci, którzy pragnęli skazania Nauczyciela, a także większość z tych, którzy go potępiali, dzisiaj są jego przyjaciółmi. Tak samo jeśli ci z was, którzy szkalowali go i fabrykowali dotyczące go kłamstwa, okażą skruchę i zaczną zważać na lekcje Traktatów Światła, mamy nadzieję, że ów mistrz i wojownik przebaczenia pomodli się o was i o przebaczenie wam.
Said Nursi jest tak wyjątkowym i niezrównanym bohaterem, że choć ukazywał bohaterstwo na polu bitwy, w salach sądowych i w obliczu tyranów, wystarczy tylko zobaczyć, jak jego ręce wznoszą się w modlitwie, a oczy wypełniają się łzami, kiedy błaga Boga o pokój i zbawienie dla jego dawnych wrogów, nawet dla tych, którzy dawniej starali się go zabić, lecz obecnie zwrócili się ku czerpaniu nauki z Traktatów Światła. Dopiero wtedy jego całkowita pokora oraz współczucie, z jakimi odnosi się do wszelkich grup społecznych, mogą zostać prawdziwie ujrzane, zaś jego zaszczytne przymioty człowieczeństwa mogą zostać docenione.
Pochwalne słowa pod adresem Nauczyciela nie są słowami tego rodzaju, do jakich przyzwyczajeni są ahl ad-dunja. Te słowa są częścią pochwał i powinszowań dla powszechnej prawdy, jaką przedstawia sobą ów szacowny człowiek, a także dla jego duchowej osobowości, przedstawiającej sobą wzniosłe cnoty człowieczeństwa i prawdziwego islamu. Światłu prawdy, którą uosabia Said Nursi, biją brawo ludzkość i wszelkie stworzenie. Zarówno przeszłość, jak i przyszłość, doceniają jego służbę na rzecz wiary.
Zaiste, Said Nursi osiągnął najdalszą i najwyższą stację wszelkiego rodzaju doskonałości, jakie Bóg zawarł w naturze, jaką może osiągnąć ludzkość. Posiada on duszę tak dynamiczną, że w jednej chwili może on spokojnie przechadzać się wśród wysokich gór, zaś w innej przez ogrody i sady, obserwując owe plantacje i środowisko zwierząt oraz oddając się rozmyślaniom na ich temat. W innej chwili będzie on dostarczał wielkim zgromadzeniom społeczeństwa lektur traktujących o moralności, spisanych z największą elokwencją i w najbardziej rozsądnym stylu.
Świadectwem tego są jego burzliwe życie przed Okresem Wolności, a także jego życie na wschodzie (Turcji - uz. red. pol.) oraz w Stambule. W jednej chwili podróżuje on pośród plemion wschodniej Anatolii, udzielając im lekcji i doradzając im w temacie moralności i wiary, podczas gdy w następnej chwili jest on w Damaszku, gdzie zasiada wraz z elitą uczonych i przedstawia swoje poglądy, diagnozując choroby społeczeństwa i głosząc zasady rozwoju i doskonalenia się muzułmanów. Ogłasza
on nadejście świtu szczęścia i pomyślności dla trzystu pięćdziesięciu milionów muzułmanów, jeśli chodzi o polityczną pozycję islamu. Podczas Okresu Konstytucyjnego wygłasza mowy w Parlamencie i pisze artykuły do gazet. Oznajmia, że prawdziwe środki rozwoju i postępu narodu islamu na tym świecie i w świecie, który nadejdzie, zostaną uzyskane poprzez ustanowienie i wprowadzenie w życie uświęconych praw Koranu, a następnie bohatersko broni swoich poglądów przed Sądem Wojennym.
Owe małe urywki jego życia ukazują, iż ów zadziwiający człowiek sam w sobie był niby społeczność, stanowiąc zbiór rozmaitych zdolności oraz inteligencji. Bediuzzaman jak gdyby posiadał wszelkie przymioty i doskonałości wszystkich ludzi prawdy oraz inteligencji z przeszłości, a także nosił mundur i ordery wszystkich tych ludzi, którzy byli podobni kwiatom i owocom drzewa islamu, którzy przyozdobili każde stulecie przez tysiąc trzysta lat, od czasu narodzin islamu. Było tak, jak gdyby nauka i wiedza islamu zostały raz jeszcze wskrzeszone poprzez tego człowieka.
Było tak, jakby ów człowiek został wybrany jako spadkobierca wszystkich różnorodnych metod i całej wiedzy uświęconych nauczycieli, uczonych i mudżtahidów, którzy dzięki przewodnictwu Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) osiągnęli prawdę i doskonałość, stając się świetlistą grupą spośród zgromadzenia (ar. dżama'a) islamu. Odziany we wszystkie rodzaje piękna i talenty przeszłości ów cud epoki, Said Nursi, przybył do tego stulecia, a w imię Koranu podjął poprzez Traktaty Światła służbę na rzecz religii i duchowy dżihad. Za zezwoleniem Boga podjął się powszechnej służby i wypełnienia obowiązku, którego wykonanie w normalnych warunkach mogłoby zostać osiągnięte jedynie poprzez społeczność, wielki komitet wybitnych uczonych lub nadzwyczaj silne wojsko. Zbiorowa osobowość duchowa uczniów Światła, jaką ustanowił, a także więź światła islamu oraz braterstwa wiary, przetrwały zbiorowe ataki ludzi zbłądzenia. Wzmacniając wiernych źródłem wsparcia oraz działając jako tarcza Koranu przeciwko szerzeniu się wśród tego narodu zagrożeń komunizmu Nauczyciel stał się narzędziem służącym odnowieniu więzi miłości i braterstwa dających oparcie, jakie świat islamu zwykle miał w bohaterskim narodzie tureckim.
Tak, Said Nursi posiadał wszechstronne zdolności i górował nad innymi we wszystkich owych zdolnościach. W tym samym czasie badał to, co poszczególne, poprzez to, co powszechne, a rozległe zewnętrzne sfery poprzez sfery wewnętrzne. Na przykład z tą samą uwagą badał pojedynczą cząsteczkę i Drogę Mleczną, a następnie zaświadczał, ukazywał i udowadniał oświecające je światło Bożej jedności. Z jednej
strony zajmował się służbą wierze, rozciągającą się od świata islamu do świata całej ludzkości, zaś z drugiej wiódł życie pustelnika. W całkowitym zadziwieniu zastanawiał się nad starożytnymi dziełami kunsztu i stworzenia, które są literami zapisanymi przez pióro Bożej mocy, i badał księgę wszechświata. Poprzez powtarzanie owej wzniosłej praktyki każdego dnia osiągnął postęp, docierając do bezgranicznych przyjemności i świateł, jakie można znaleźć w poznaniu Boga i w uświadomieniu sobie Jego obecności.
Ów duchowy stan oraz tę błogosławioną duchową postawę można dostrzec w całym życiu Nauczyciela. Takie przykłady wzbogacają również jego życie w Emirdag. Dodatkowe Listy (tur. Lahika) do pewnego stopnia wyrażają owe kwestie, zaś w niniejszej biografii poprzestaliśmy na jedynie jednej kropli z tego oceanu.
Po uniewinnieniu orzeczonym przez Sąd Karny w Denizli, w czerwcu 1944 roku, uczniowie Światła zostali zwolnieni z więzienia, aby mogli powrócić do swych rodzinnych miast. Nauczyciel jednak został zatrzymany w hotelu "Sehir" w Denizli do czasu, aż nadejdą dalsze rozporządzenia z Ankary. Uwięzienie i procesy uczniów Światła sprawiły, że ludzie z Denizli w większym stopniu zapoznali się z Traktatami Światła. Dwaj lub trzej ludzie w aparacie sądownictwa okazali bliskie zainteresowanie Traktatami Światła i pracowali na rzecz rozpowszechnienia ich w okolicy Denizli. Ponadto przewodniczący sądu, jego członkowie oraz ci, których starania przysłużyły się orzeczeniu uniewinnienia, byli nazywani w kręgu uczniów Światła "uczciwymi sędziami". Sprawili oni, że pośród ludzi wiary zapanowały ulga i szczęście, a w ten sposób wzbili się do lśniącego i wiecznie trwającego miejsca, będącego nagrodą za podjęcie tej uczciwej i sprawiedliwej decyzji.
Po dwóch miesiącach pozostawania w Denizli Said Nursi został zmuszony do tego, by przenieść się do niewielkiego powiatu w prowincji Afyon, zwanego Emirdag. Stało się to w sierpniu 1944 roku. Początkowo był przez piętnaście dni przetrzymywany w hotelu, by później przenieść się do domu, który wynajął za własne pieniądze.
Nauczyciel pozostawał pod stałym nadzorem. Choć został uniewinniony przez sąd, a jego księgi zostały mu zwrócone, nie był zupełnie wolny. Przed jego domem przez cały czas stali dwaj strażnicy, jeden przy oknie, a drugi przy drzwiach. Poziom prześladowań, jakie cierpiał Nauczyciel, był bezprecedensowy. Jak wspomniał o tym w jednym ze swych listów, zwykle w ciągu jednego dnia w Emirdag doznawał takich cierpień, jakich przysparzał mu cały miesiąc w więzieniu Denizli. Obrzydliwe i nikczemne traktowanie Nauczyciela było dobrze znane mieszkańcom Emirdag. Po uniewinnieniu orzeczonym przez sąd w Denizli komitety ateistów, które rękami sądownictwa nie mogły uczynić niczego, by zapobiec rozprzestrzenianiu Światła oraz służbie na rzecz wiary Saida Nursiego, uciekły się do innych środków. Wywołując nieufność, zwrócili urzędników rządu przeciwko Bediuzzamanowi, a nawet starali się zamordować go. Był to prawdziwy spisek. Jako że przed drzwiami Nauczyciela zawsze stał strażnik, zobaczenie się z nim stało się czymś nadzwyczaj trudnym.
Pierwszymi ludźmi, którzy w Emirdag pospieszyli Nauczycielowi z pomocą, była rodzina Caliskan. Okazali oni wielką przyjaźń owemu uczonemu, oświeconemu i staremu człowiekowi, który - jak widzieli - został niesprawiedliwie zesłany do ich miasteczka. Owo uprzejme przyjęcie Nauczyciela przez rodzinę Caliskan doprowadziło do pogłosek i oszczerstw, szerzących się wśród mieszkańców miasta. Ignorując wszelkie plotki i błędne interpretacje faktów, członkowie rodziny Caliskan nadal dopomagali Nauczycielowi i wspierali go bez jakiegokolwiek wahania, jedynie przez wzgląd na Boga. Wielu lojalnych wiernych podobnych tym z rodziny Caliskan zostało uczniami Światła i dołączyło do wykonywanej przez Nauczyciela służby wierze.
Zaczęli oni czytać, spisywać i publikować Traktaty Światła. Podczas pobytu Nauczyciela w Emirdag znacząca liczba mieszkańców miasteczka zaczęła otrzymywać lekcje Traktatów Światła.
Ogólny postęp w wierze, cechach moralnych i cnocie społeczności był widoczny, a zostało to zarówno zaświadczone przez samych mieszkańców miasta, jak również przyznane przez władze Emirdag .
Poniższy fragment jest spojrzeniem uczniów Światła z Emirdag na życie Nauczyciela w tym mieście:
Nauczyciel pozostawał w Emirdag pod stałym nadzorem. Kiedy pogoda była dobra, a niebo czyste, udawał się na przechadzkę po okolicy. Było to jego stałym zwyczajem, szczególnie podczas wiosny i lata. Przechadzał się samotnie, a po spędzeniu poza miastem kilku godzin wracał do domu, jednak za każdym razem, kiedy opuszczał miasto, ktoś go śledził. Podążali za nim strażnicy lub żandarm. Zaprawdę, pewnego razu ktoś strzelił do niego z tyłu, lecz chybił. Innego dnia pobiegł za nim urzędnik, który dokuczał mu, wykrzykując zniewagi: "Nie zezwolono ci na opuszczanie miasta! Nie możesz nosić tego nakrycia głowy! Nie możesz owijać głowy turbanem!", aż Nauczyciel zawrócił do domu. Jest wiele przykładów takiego traktowania.
Jak w innych miejscach, tak i w Emirdag służba Nauczyciela nie ograniczała się do wykonywania jednego obowiązku. Tym, co staje się zrozumiałe dzięki dodatkowym Listom (tur. Lahika), dzięki relacjom ludzi, którzy go odwiedzili, jak jego przyjaciele, dawni nauczyciele czy uczniowie, a także dzięki doświadczeniom jego bliskich uczniów, sąsiadów i całej społeczności, jest fakt, że Nauczyciel był zajęty wieloma aspektami służby i obowiązkami wykonywanymi przez wzgląd na Boga, które wypełniał każdego dnia.
Zajmował się spisywaniem, poprawianiem i rozpowszechnianiem takich prawd Koranu jak Słowa (tur. Sozler) czy Listy (tur. Mektubat). Tęsknił również za obserwowaniem i podziwianiem w stworzeniu Boga dzieł Bożego kunsztu, będących literami Bożej mocy, a także za studiowaniem księgi wszechświata. Uwielbiał odczytywanie pieczęci Bożej jedności, skrzących się
na obliczu cudownych dzieł miłosierdzia Boga i Jego mądrości, zapisanych na obliczu ziemi, a także Bożego kunsztu, ukazującego się w drzewach, roślinach i zwierzętach. W ten sposób rozpościerał swe skrzydła, by na poziomie wiedzy równej prawdzie (ar. haqqa-l jaqin) podróżować ponad horyzontami nieskończonych poziomów prawd wiary i poznania Boga (tur. marifetullah).
Jedną z zasad metod, jakie zaczerpnął z Koranu, była kontemplacja (ar. tafakkur). Powtarzającym się w Traktatach Światła tematem jest nauczanie kontemplacji i zachęcanie do jej praktykowania. Nauczyciel mówił o tym, że poznanie Boga uzyskane dzięki wiedzy i kontemplacji dostarcza duszy możliwości ekspansji na cały wszechświat;
że w każdej pojedynczej rzeczy istnieją wskazówki, dowody i znaki wskazujące na artystę, Który jest Jeden (ar. Łahid). Postępował zgodnie z tajemnicą słów:
Godzina rozmyślań jest lepsza niż rok oddawania czci Bogu.
Starszy strażnik stojący u drzwi Nauczyciela został oszukany przez kłamliwego polityka, który twierdził, że ma "rozkazy od zwierzchników, by go (tj. Bediuzzamana - uz. red. pol.) zabić". Sprawił on, że strażnik pewnej nocy wspiął się po drabinie i wszedł przez okno do mieszkania Nauczyciela, aby zatruć jego pożywienie. Następnego dnia Nauczyciel cierpiał rozdzierający ból. Efekty działania trucizny były bardzo poważne i powinny go zabić. Nauczyciel powiedział: "Zostałem uchroniony od śmierci dzięki cnocie uświęconych modlitw, takich jak Wielka tarcza (ar. Dżauszan al-Kabir), lecz ból i choroba były bardzo ciężkie". Był celowo dręczony, a na tydzień pozostaَٔءno go bez wody i jedzenia, jednak później za zezwoleniem Boga wyzdrowiał i powrócił do zajmowania się obowiązkiem nanoszenia poprawek do kopii Traktatów Światła. Podczas owej krańcowo ciężkiej choroby ani razu nie opuścił modlitwy. Przy drugiej i trzeciej próbie otrucia go, kiedy jego stan spowodowany chorobą był ciężki nie do wytrzymania, odprawiał jedynie modlitwy obowiązkowe, siedząc na łóżku.
Dwaj spośród jego uczniów, którzy dbali o niego, kiedy jego stan był krytyczny, relacjonują, jak czuwali przy nim aż do rana, opłakując jego stan: "Blisko godzin świtu Nauczyciel wstał z łóżka z zamkniętymi oczami i wzniósł ręce (w błaganiu - uz. red. pol.) do dworu Boga. W kilku słowach wymamrotał modlitwę o ochronę i pokój dla rozpowszechniania Traktatów Światła, dla ich służby i uczniów. Następnie z powrotem opadł na łóżko, jakby zemdlał".
Dwaj lub trzej młodzi uczniowie, którzy dbali o potrzeby Bediuzzamana, również przez jakiś czas nie mogli się z nim zobaczyć. Jednak, wykazując wielkie poświęcenie, owi ciężko pracujący uczniowie nigdy nie zrezygnowali ze służby dla Nauczyciela.
Później pewien wysokiego stopnia urzędnik z Emirdag podzielił się z jednym ze swych przyjaciół - a ów przyjaciel był uczniem Światła - wiadomością, którą znał przez cały ten czas: "Istnieje tajny plan i rozkaz, aby potajemnie zabić Saida Nursiego". Całe złe traktowanie, jakiego doznał Nauczyciel, było rezultatem owego planu, a nie ograniczyło się ono do tego wydarzenia. Fakt, że nieustanne nadzór i ucisk narastały przez wiele lat, uczynił je krańcowo bolesnym i dręczącym doświadczeniem dla Nauczyciela.
Przez pierwsze dwa lata Nauczyciel chodził do Meczetu Carsi, aby wziąć udział w modlitwie w zgromadzeniu (ar. dżumu'a). Przeważnie po odmówieniu modlitwy popołudniowej (ar. 'asr) pozostawał w meczecie aż do modlitwy wieczornej (ar. 'isza), a następnie wracał do domu. Praktykował ten zwyczaj przez dwa lata, jednak później zastępca gubernatora zabronił mu uczęszczania do meczetu, podejrzewając, że Bediuzzaman może przemawiać do ludzi.
Przez cały czas, jaki Nauczyciel spędził w Emirdag, Traktaty Światła były kopiowane ręcznie w wielu miejscach, przede wszystkim w Isparcie. Niektórzy spośród tych, co przeczytali Traktaty Światła i skorzystali z nich, podróżowali, aby odwiedzić Nauczyciela, jednakże tylko kilku spośród tych wielu gości mogło się z nim zobaczyć. Ci, którzy służyli Traktatom Światła z najwyższą wiernością i szczerością intencji (ar. ichlas), ci, którzy żywili w sercach miłość i uczucie braterstwa jedynie przez wzgląd na Boga - mogli zobaczyć Nauczyciela i wziąć udział lekcjach oraz dyskusjach z Bediuzzamanem.
Nauczyciel mówił stosownie do różnorodnych zdolności i poziomów pojmowania tych, którzy go odwiedzali. Kierował uwagę gości ku Traktatom Światła i ku służbie wierze. Wyjaśniał, że służba na rzecz wiary poprzez prawdy Traktatów Światła zapewni temu narodowi najwspanialsze
korzyści materialne i duchowe. Ci, którzy przybywali, by go odwiedzić, pochodzili z różnych poziomów społeczeństwa, od młodzieży do uczonych. Po uniewinnieniu orzeczonym przez sąd w Denizli zbudziło się również wielu urzędników, a był to kolejny czynnik prowadzący do wzrastania liczby uczniów Światła.
Nauczyciel wyjaśniał swoim gościom, że jedynym celem służby Traktatów Światła jest wzmacnianie wiary, a także, że z tego powodu owa służba zapobiegła niebezpieczeństwom ateizmu i komunizmu, jakie zagrażały temu krajowi i temu narodowi. Obecnie zasadniczym obowiązkiem ciążących na jednostkach oraz na społeczeństwie jest ocalenie i umacnianie wiary. Z powodu tego, że Traktaty Światła ze wszystkich sił skupiają się wyłącznie na tej kwestii, wrogowie tego narodu i tego kraju, a także potajemni ateiści, atakują je i prowokują, wykorzystując fałszywe preteksty. "My jednakże musimy działać pozytywnie. Mamy w rękach Światło, nie zaś tęgi kij polityki. Nawet gdybyśmy mieli setkę rąk, ledwie wystarczyłyby do tego, by utrzymać w nich Światło". Tymi słowami Nauczyciel mówił swym gościom, że Światło zwycięży wrogów religii, a pozytywne działanie będzie miało efekt bomby atomowej. Ukazywał, że Traktaty Światła nie angażują się w politykę, że najważniejszą zasadą ich metody jest szczerość intencji (ar. ichlas), że niemożliwym jest, by istniał jakikolwiek inny cel prócz zadowolenia Boga i przyjęcia przez Niego dobrego czynu. Mówił, że dzięki szczerości intencji i praktykowaniu "pozytywnego działania" łaska i miłosierdzie Boga ochronią Traktaty Światła.
Ci, którzy słuchali lekcji nauczyciela lub dyskusji z nim, mogą zaświadczyć, że nawet jedna lekcja Nauczyciela, jedna dyskusja, stawała się środkiem służącym zbawieniu wielu młodych ludzi i źródłem wsparcia dla służenia Traktatom Światła z gotowością do poświęceń. Większość gotowych do poświęceń uczniów służących Światłu była obecna na przynajmniej jednej lekcji czy też wykładzie Nauczyciela.
Kiedy przebywał w Emirdag, Nauczyciel wysłał jednego ze swych uczniów do Ankary w pewnej sprawie mającej związek z Traktatami
Światła. Po przybyciu do Ankary ów uczeń zadumał się nad stanem świata i w rozpaczy pomyślał: "Czyż ci ludzie zważają na prawdę Światła? Jakże mają się unieść zasłony ciemności i jak ma zniknąć duchowy mrok?". Kiedy powrócił do Emirdag, wielki Nauczyciel powiedział mu: «Naszym obowiązkiem jest służba. To, by się nam powiodło, by udało się nam przekonać ludzi, należy do Boga. Jesteśmy odpowiedzialni za wypełnienie naszego obowiązku. Kiedy tam jesteś, nie martw się ani nie rozpaczaj, mówiąc: 'Ach, kiedy ci ludzie zwrócą się ku Traktatom Światła'. Wiedz z całą pewnością, że nieskończona ilość mieszkańców wzniosłego świata aniołów przyklaskuje dziś Traktatom Światła. Oto, dlaczego to (o czym mówisz - uz. red. pol.) nie ma znaczenia. Wartość tkwi nie w ilości, lecz w jakości. Niekiedy jeden szczery i gotów do poświęceń uczeń może być równy tysiącowi». Rozpacz ucznia natychmiast znikła bez śladu.
Początkowo Nauczyciel wędrował pieszo po górach, wspinając się na ich szczyty, później jednak zaczął używać do przejażdżek bryczki. Ani razu nie zdarzyło się, by jechał bryczką lub wozem bez uiszczenia zapłaty (dla właściciela bryczki - uz. red. pol.). Kiedy pytał nas o cenę, obniżaliśmy ją do na tyle wysokiej, by - jak sądziliśmy - mógł się na nią zgodzić. Jednak jego odpowiedzią były słowa: "To kosztuje tutaj tyle-a-tyle", po czym zawsze dawał nam większą kwotę. Stąd zawsze płacił nam kwotę większą od ceny, jaką mu podawaliśmy, mówiąc: "Nie mogę podróżować, jeśli nie zapłacę za to właściwej ceny. Źle się czuję, kiedy nie dam czegoś w zamian za choćby najdrobniejszy podarunek. Jestem zobowiązany, by za to zapłacić. Muszę zapłacić".
Podczas wiosny i lata Nauczyciel zwykł podróżować po okolicy częściej, zaś podczas zimy jego wycieczki stawały się rzadsze. Pośród otwartych pól otaczających Emirdag znalazł wiele szkół, w których mógł nanosić poprawki w kopiach Traktatów Światła. Z powodu intensywnego nadzoru, jakiemu został poddany od chwili przybycia do Emirdag, a także dlatego, że żandarm i strażnicy podążali za nim za każdym razem, kiedy udawał się poza miasto, podróżował samotnie i samotnie siadał, by pracować. Owe odosobnienie i samotność trwały do 1947 roku. Nauczycielowi zwykł towarzyszyć tylko jeden z jego uczniów, który powoził bryczką, a kiedy Nauczyciel siadał, był sam ze sobą. Na wsi Nauczyciel zajmował się poprawianiem spisanych ręcznie kopii Traktatów Światła.
Później najlepsi spośród uczniów z Isparty i Inebolu nabyli powielacz i rozpoczęli sporządzanie na nim kopii Traktatów Światła. Od tego czasu Nauczyciel nanosił poprawki w powielonych kopiach, które
mu przysyłano. Spisywanie i kopiowanie Traktatów Światła były dla Nauczyciela nadzwyczaj ważne. Mówiąc: "Traktaty Światła są cudem Koranu, który rozświetli obecne stulecie i przyszłe stulecia", uważał, iż służba Światłu jest najważniejszą kwestią tego czasu, i w ten sposób ją traktował.
Jako że Nauczyciel nie posiadał zdolności szybkiego pisania, uczestniczył w codziennej służbie Traktatom Światła - która jest przyjmowanym przez Boga uczynkiem, pełnym błogosławieństwa i światła - poprzez swe sprostowania i poprawki. Pracował niestrudzenie przez długie godziny. Służba Światła była dla Nauczyciela duchowym zaopatrzeniem. Nawet kiedy cierpiał z powodu choroby, widziano jak pracuje. Wycofał się z życia społecznego, zabroniono mu kontaktowania się z kimkolwiek i pozbawiono go przyjaźni i pocieszenia, jakie dają więzi społeczne, jednak w owej nieobecności Nauczyciel odnalazł niewyczerpaną obecność Boga. Boże miłosierdzie obdarowało go Traktatami Światła, kiedy nie miał rodziny, dzieci, żadnego bogactwa ani majątku, kiedy nie miał niczego, co mógłby uważać za własne na tym przemijającym świecie. Miał jedynie Traktaty Światła, które były jedyną jego radością i pociechą, a wszystkie swe zdolności wykorzystał do skupienia się na Świetle. Uważał za swój oczywisty obowiązek uczenie się oraz nauczanie Traktatów Światła, a także wydawanie ich dla innych ludzi.
Słodycz jego słów i elokwencja jego mowy były nadzwyczajne. Podczas swych podróży po okolicy napotykał ludzi z różnych grup społecznych i rozmawiał z nimi, szczególnie z tymi, którzy w górach i na wsi zajmowali się rolnictwem i kupiectwem. Nawet jeśli nie zastanowimy się nad powszechną służbą Koranowi, jaką wykonywał Nauczyciel, a założymy, że jego jedyną służbą było spotykanie się z tymi ludźmi oraz dawanie im lekcji i przewodnictwa, już tylko tę służbę uznamy za wielce znaczącą i doniosłą. Zasługi Nauczyciela na tym polu są olbrzymie. Jak w Barli, gdzie przyjął jako uczniów przyjaciół, których uważał za braci i siostry w życiu ostatecznym, tak w Emirdag i okolicznych wioskach miał wielu przyjaciół i braci w życiu ostatecznym. Szczególnie zadziwiająca była uwaga, jaką poświęcał niewinnym dzieciom.
Bezgraniczne wstydliwość i czystość Nauczyciela są dobrze potwierdzone i niezaprzeczalne. Bediuzzaman usilnie powstrzymywał się przed rozmawianiem z kobietami, a nawet unikał patrzenia na nie. Dzięki jednemu z jego listów można zrozumieć, że nawet w młodości ukazywał on szczyty wstydliwości oraz czystości, co zostało ustalone również przez obserwacje jego przyjaciół, towarzyszy oraz ludzi, którzy dobrze znali jego życie.
Widząc tę wzorową cechę Nauczyciela, mieszkańcy miasteczka okazali mu wspaniałe duchowe oddanie i umiłowanie. Nauczyciel zawsze zanosił do Boga suplikacje (ar. du'a) w intencji tych, które uważał za siostry w życiu ostatecznym, a także niewinnych dzieci, które postrzegał jako swych uczniów. Pokrótce objaśniał im, że kobiety są mistrzyniami litości; że w tej epoce wymagane jest postępowanie zgodne z moralnością islamu; że są one odpowiedzialne za życie ostateczne ich dzieci, a jeśli zapewnią im wychowanie religijne, zyskają udział w ich duchowych zyskach. Mówił im, że jest bardzo chory i pozbawiony wszystkiego, i prosił, aby modliły się za niego. Wspominał, że włączył starsze kobiety oraz te spośród młodych kobiet, które odprawiają modlitwę, do swych suplikacji (ar. du'a), a także uznał je za siostry w życiu ostatecznym. Mówił już bardzo niewiele, lecz dzięki niewinności swych serc błogosławione kobiety wiedziały, że Said Nursi jest pobożnym człowiekiem prawdy.
Rozmowy Nauczyciela z niewinnymi dziećmi również były wielce poruszające i słodkie. Traktował niewinne dzieci, które przychodziły do niego z Emirdag i okolicznych wiosek, jakby były one dorosłymi, i odnosił się do nich bardzo serdecznie. Mówił im: «Moje dzieci! Jesteście niewinne i nie macie żadnych grzechów, a ja jestem bardzo chory. Módlcie się za mnie, bo wasze suplikacje są przyjmowane. Ja zaś włączę was do swych suplikacji jako moje duchowe dzieci i jako moich uczniów». Oczy dzieci lśniły światłem, kiedy pozdrawiały one Nauczyciela pozdrowieniem pokoju, a Nauczyciel odpowiadał im najbardziej szczerym pozdrowieniem, bardziej żarliwym niż wtedy, kiedy pozdrawiał nie-dbałych dorosłych. "Te dzieci są przyszłymi uczniami Światła!", zawołał kiedyś. "Jeśli zaś chodzi o ich więź ze mną i o to, że poświęcają mi tyle uwagi, to ich niewinne serca czują, że Traktaty Światła przybyły im na ratunek. Nieświadomie okazują taką uwagę i miłość z szacunku dla tego, że jestem przedstawicielem owego Światła".
Młodych ludzi, którzy przybywali, by go zobaczyć, Bediuzzaman prosił, aby regularnie czytali lekcje Traktatów Światła, a także przypominał im o wielkich korzyściach i przyjemnościach, jakie można znaleźć w powstrzymywaniu się od zagrożeń obecnej niemoralności. Przypominał im także o konieczności odprawiania modlitwy.
Nauczyciel udzielał również stosownych lekcji urzędnikom i robotnikom, których napotykał podczas wycieczek na wieś. Pouczał ich o ważności odprawiania modlitwy, mówiąc, że jeśli będą tak postępować, ich codzienne zajęcia zostaną wliczone jako dobre uczynki do rachunku ich życia ostatecznego. Poprzez lekcje tego rodzaju pokazywał, że koncepcja,
wedle której "religia jest przeszkodą na drodze do rozwoju i postępu", nie jest niczym innym, jak tylko nonsensem. Przeciwnie, przejawiające się światło wiary zapewni - danemu człowiekowi, krajowi i narodowi - środki służące materialnym i duchowym szczęściu oraz postępowi. Jakże wielką zachętą może być wliczenie doczesnych zajęć oraz wysiłków do nagrody życia ostatecznego oraz przekształcenie ich w wieczne przyjemności i światła jedynie poprzez odprawianie modlitwy i pozostawanie na drodze tego, co słuszne! Bez trudu można wyobrazić sobie, jak taki sposób myślenia prowadzi do tego, że człowiek wykonuje swe przedsięwzięcia z zapałem i entuzjazmem.
Owa prawda musi zatem stać się przewodnikiem wszystkich urzędników służb publicznych, wszystkich pracowników przemysłu i handlu, a także powinna stać się lekcją dla ogółu społeczeństwa. Kwestia wspomniana powyżej jest niby kropla z oceanu, jest drobną próbką niezliczonych korzyści, jakie Nauczyciel przyniósł temu narodowi. Jakże nieszczęśni są ci, którzy uważają islam za zacofanie i reakcję polityczną, którzy nazywają wiernych zacofanymi reakcjonistami!
Oto niektóre przykłady lekcji, jakie Nauczyciel dawał tym, którzy go odwiedzali, mówiących o tym, jak zajęcia tego świata mogą zostać uznane za akty czci dzięki odprawianiu tego, co w religii obowiązkowe:
1. Pewnego dnia byliśmy wraz z naszym Nauczycielem Bediuzzamanem w hotelu "Yildiz" w Eskisehir. Dwaj robotnicy oraz nadzorca, zatrudnieni w pobliskiej cukrowni, przyszli, aby się z nim zobaczyć. Powiedział im zwięźle: "Jeśli będziecie odmawiać modlitwy obowiązkowe, wszystkie wasze uczynki w tej fabryce będą policzone jako akty czci, ponieważ pracujecie przy produkcji tego, co jest podstawową potrzebą narodu".
2. Przy innej okazji siedzieliśmy przy drodze do Egirdir, czytając "Przewodnik dla młodzieży". Przyszedł pewien człowiek, który pracował na kolei, a chciał odwiedzić Nauczyciela. Nauczyciel powiedział także i jemu: "Pod warunkiem, że wykonujesz to, co obowiązkowe, a powstrzymujesz się od grzechów ciężkich, cała twoja praca zostanie policzona jako akt czci, ponieważ pracujesz w transporcie, skracając czas podróży wynoszący dziesięć godzin do jednej godziny podróży pociągiem. Taka praca dla wiernych i dla ludzkości nie pozostanie bez nagrody, lecz posłuży twemu szczęściu w życiu ostatecznym".
3. Innym razem Bediuzzaman dał pilotom i oficerom Sił Powietrznych następującą lekcję: "Pewnego dnia te samoloty oddadzą wielkie usługi islamowi. Jeśli odprawiacie modlitwy obowiązkowe, a odrabiacie po czasie te, które opuściliście, każda godzina będzie wam policzona jako dziesięć godzin oddawania czci Bogu, ponieważ jesteście żołnierzami. Szczególnie tyczy się to tych, którzy służą w lotnictwie; ich jedna godzina da im zysk równy trzydziestu godzinom oddawania czci Bogu, dopóki tylko macie w sercach światło wiary i odprawiacie modlitwę, która jest koniecznością ustanowioną przez wiarę".
4. Pasterzom w Barli, Isparcie i Emirdag mówił: "Opiekowanie się tymi zwierzętami może być uważane za wspaniały akt czci. Nawet niektórzy spośród proroków pracowali jako pasterze. Musicie jednakże odprawiać modlitwę obowiązkową, aby wasza służba została wam policzona jako wykonywana przez wzgląd na Boga".
5. Pewnego dnia powiedział robotnikowi i nadzorcy, zatrudnionym w elektrowni w Egirdir: "Elektryczność zapewnia wspaniałe korzyści ludziom tego narodu. Aby mieć udział w owych korzyściach, musicie odprawiać obowiązkową modlitwę, ponieważ wówczas cała wasza ciężka praca będzie wam policzona jako transakcja dotycząca życia ostatecznego i jako akt czci".
Istnieją dziesiątki tysięcy takich przykładów.
Podpisano: uczniowie Nauczyciela, niezmiennie mu służący.
Moi bracia w Emirdag!
Powiedzcie tym, którzy żywią wobec mnie podejrzenia:
Po ściganiu tego człowieka i szczegółowych dochodzeniach rząd wszedł w posiadanie zarówno prywatnych, jak i publicznych listów oraz ksiąg napisanych w ciągu dwudziestu lat przez człowieka, któremu służymy. Po dziewięciu miesiącach poszukiwań ani sąd w Isparcie, ani sąd w Denizli, ani sąd w Ankarze nie mogły znaleźć - w pięciu wielkich skrzyniach pełnych jego książek i artykułów! - ani jednej kwestii zasługującej na ukaranie choć jednym dniem więzienia choćby jednego z jego uczniów. Dlatego zarówno komisja ekspertów w Ankarze, jak i sąd w Denizli, jednogłośnie postanowiły o orzeczeniu uniewinnienia.
Ten człowiek, któremu z powodu jego podeszłego wieku służymy w jego zasadniczych obowiązkach, dowiódł i potwierdził, przedstawiając jako świadków wszystkich jego obecnych przyjaciół, że przez dwadzieścia lat nie przeczytał ani jednej gazety czy artykułu traktującego o polityce, nie mówił o nich ani nie pytał o nie. Od dziesięciu lat nie miał żadnych informacji o przedstawicielach ani wysokich urzędnikach rządu - prócz dwóch szefów rządu, jednego gubernatora i jednego członka parlamentu - ani też nie interesował się tymi sprawami. Przez trzy lata ani razu nie zapytał o sprawy dotyczące drugiej wojny światowej, nie wiedział o nich, a nawet nie słuchał radia. Przez dwadzieścia lat setki i tysiące ludzi czytały z uwagą sto trzydzieści jego traktatów, lecz żaden z nich w żaden sposób nie działał na szkodę rządu czy bezpieczeństwa publicznego tego kraju i tego narodu.
Policja śledcza i prowadzący dochodzenie urzędnicy pięciu prowincji, sądy trzech prowincji, cztery sądy karne z prowincji centralnych - wszyscy
zostali zmuszeni do uniewinnienia nas, nie znajdując żadnej kwestii, którą można by było uznać za choćby drobne wykroczenie.
Czy jest możliwe, by taki człowiek żywił pożądanie dla tego świata lub skłonność do wkroczenia do polityki, choć nie było po temu żadnej wskazówki ani znaku? Nawet podczas procesu sądowego jeden z upartych oskarżycieli odszedł od zajmowania się faktami, uciekając się do tego, co jedynie możliwe, poprzez częste powtarzanie w akcie oskarżenia tego, iż ów człowiek "mógłby" popełnić dany czyn zamiast tego, iż rzeczywiście go popełnił. Jak można twierdzić, że to, co pozostaje jedynie w sferze możliwości, jest faktem? Tymczasem Said powiedział owemu oskarżycielowi podczas procesu: "Jest możliwe, że każdy 'mógłby' popełnić morderstwo. Używając takich argumentów, musiałby oskarżyć pan każdego, w tym również samego siebie!"
Podsumowując: Albo Said Nursi jest szaleńcem zobojętniałym na tak poważne sprawy tego świata, albo też pracuje on ze szczerością intencji (ar. ichlas) na rzecz największego szczęścia tego kraju i tego narodu, nie zniżając się do spraw doczesnych i nie przydając znaczenia niczemu prócz swej służby. Dręczenie i prześladowanie go jest zatem rodzajem zdrady tego kraju, tego narodu i bezpieczeństwa publicznego. Rozpowszechnianie w ten sposób takich wątpliwości w jego temacie jest rodzajem szaleństwa.
(Proszę, zastanówcie się nad ideami, które pojawiają się w owej duchowej rozmowie. Do was będzie należało przekazanie ich władzom w Ankarze. Jeśli tak zrobicie, udowodnicie, iż przeczytaliście tę rozmowę).
Kiedy sam sędzia staje się tym, kto wnosi sprawę, sprawia to, że bezsilni ludzie tacy jak ja zastanawiają się: "Kto wysłucha mnie w mojej sprawie?". Zaiste, dzisiaj jestem poza więzieniem, lecz z powodu ciągłego nękania mnie i ograniczeń mój stan jest obecnie daleko gorszy niż wówczas, kiedy przebywałem w więzieniu. Jeden dzień jest tak męczący, jak cały miesiąc uwięzienia w samotności. Pomimo mych osamotnienia, starości, choroby
i wrażliwości, choć jestem pozbawiony wszystkiego, podczas tej srogiej zimy odebrano mi nawet wszelkie moje podstawowe prawa. Choć przez ostatnie dwadzieścia lat byłem zmuszany do tego, by wieść samotne życie więźnia, jedynymi osobami, którymi zezwolono na to, by mi towarzyszyły, są dziecko i pewien chory człowiek. Obawiam się, że poddawanie mnie dalszej izolacji i udręce ściągnie gniew Boga, co nieuchronnie będzie miało fatalne konsekwencje. Pozwólcie, że wyjaśnię, powtarzając to, co już powiedziałem w sądzie: "W przeszłości trzy straszliwe trzęsienia ziemi w osobliwy sposób zbiegły się z waszymi prześladowaniami, jakie podjęliście przeciwko nam. Z pewnością nie są to jedyne przykłady takiej zbieżności; mam silne przeczucie tego, że nawet pożar w budynkach sądu był związany z niesprawiedliwymi decyzjami podjętymi przez sąd w Afyon. Zaiste, polegałem na tym, iż ów sąd będzie chronił mnie i popierał moje prawa, jednakże postanowił on nie zważać na uniewinnienie mnie przez sąd w Denizli, oskarżając mnie ponownie i pozostawiając mnie w rozpaczliwym położeniu".
Dzisiaj powiem temu sądowi: "Najbardziej zasadniczym obowiązkiem uczciwych i sprawiedliwych urzędników, w tym także policji i sądownictwa tego miasta, jest zapewnienie mego bezpieczeństwa, szczególnie dlatego, że trzy sądy, przed którymi stawaliśmy poprzednio, a także rząd centralny, uniewinniły nas po trwającym dziewięć miesięcy badaniu mych pism spisanych przez dwadzieścia lat. Jednak tajne komitety działające na rzecz cudzoziemskich sił, których celem jest przyczynienie znaczących zniszczeń temu krajowi i temu narodowi, starają się obecnie unieważnić nasze uniewinnienie. Czynią one górę z kretowiska, a przy każdej okazji zwracają pewnych urzędników przeciwko nam na postawie czczych podejrzeń. Jednym z ich celów było sprawienie, bym stracił cierpliwość i wyrzekł się mojej sprawy. Zaiste, wygląda na to, że mój spokój oraz fakt, że nie wtrącam się do spraw tego świata, są powodem, dla którego ci ludzie są obecnie zawiedzeni. Mówią oni: "Dlaczego on nie miesza się do naszych spraw? Jeśli tak zrobi, osiągniemy nasze cele".
W tym, co powiem poniżej, ukażę jedną lub dwie sztuczki, jakich używają, by zwieść niektórych rządowych urzędników i zwrócić ich przeciwko mnie.
Mówią oni: "Said ma charyzmę. Dokonał wielu dzieł, które okazały się skuteczne. Ktokolwiek ma z nim kontakt, zostaje przez niego oczarowany. Aby sobie z tym poradzić, potrzebujemy odizolowania go od wszystkiego, zdyskredytowania go i poniżenia, splamienia jego charyzmy oraz obrazu w oczach jego przyjaciół i odstraszenia od niego innych".
Mówię na to: Drodzy bracia, którzy miłujecie ten kraj i ten naród! Zaiste, istnieje charyzma, o jakiej mówią ci hipokryci (ar. munafiqun), jednak należy ona do Traktatów Światła, nie do mnie. Oto, dlaczego nie można jej powstrzymać, a zaiste, będzie ona rosła w siłę za każdym razem, kiedy spróbują ją skruszyć. Nigdy w przeszłości nie została ona wykorzystana przeciwko temu krajowi i narodowi i nigdy się tak nie stanie, nie użyczyła ona siebie samej dla tego celu. Dowodem tego jest fakt, że nie znaleziono choćby jednego świadectwa przeciwko nam na przestrzeni dziesięciu lat, w czasie których podczas dwóch rozpraw sądowych stronniczo i krytycznie zbadano wszystkie moje pisma napisane przez dwadzieścia lat.
A zatem tak, owe dzieła posiadają silny urok, jednak ów urok pochodzi raczej od zdolności Traktatów Światła do tego, by podnieść wiarę tysiąca mężczyzn i kobiet do poziomu potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi),\przynosząc im w ten sposób przyjemność i wieczne szczęście. Traktaty czynią to, nie przyczyniając żadnej szkody temu krajowi i temu narodowi, lecz przynosząc im czystą korzyść. Bezspornym dowodem i świadectwem tego twierdzenia są setki ludzi, którzy jedynie dzięki traktatowi Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi) stali się dobrze postępującymi i pobożnymi ze swej natury. Zaprawdę, ci ludzie, którzy trafili do więzienia za zabójstwo dwóch lub trzech osób, teraz powstrzymują się nawet przed zabijaniem pluskiew. Nawet zarządca więzienia potwierdza, że więzienie stało się szkołą służącą rozwijaniu zalet moralnych.
Zaiste, odizolowanie mnie od wszystkiego jest torturą, wielorakim prześladowaniem i okrutną zdradą tego narodu. Żyłem pośród tego narodu przez z górą trzydzieści lat. Przez kontakt ze mną nikt nie ucierpiał ani też nie doznał szkody. Dowód tego, że zyskałem dla owego pobożnego narodu korzyści, jakich najbardziej on potrzebował, którymi są siła duchowa, pocieszenie i siła wiary, jest następujący: Wszędzie okazywano Traktatom Światła nadzwyczajne zainteresowanie oraz uwagę. Pomimo całej szerzonej przeciwko nim, nikczemnej propagandy, Traktaty spotkały się z przytłaczającymi pochwałami, co do których muszę wyznać, że po stokroć przekraczały one moje rzeczywiste zasługi.
Słyszałem, że wniosek złożony przez lokalne władze w sprawie moich środków na utrzymanie i zapewnienia mi dobrych warunków został przyjęty. Dziękując tym ludziom za ich człowieczeństwo, mówię:
Tym, czego potrzebuję najbardziej, i tym, co jest podstawową zasadą mojego życia, jest wolność. Bezpodstawne podejrzenia, które doprowadziły do bezprecedensowego ograniczenia mojej wolności sprawiły, że straciłem chęć do życia. Pozostając w tak żałosnym położeniu,
wolałbym grób od wkroczenia do więzienia i lochów, jednakże wielkie nagrody zyskane dzięki wielkim trudnościom w służbie na rzecz wiary czynią mnie cierpliwym i wytrwałym. Jako że ludzie odznaczający się prawdziwym człowieczeństwem nie pragną owej tyranii wymierzonej przeciwko mnie, powinni przede wszystkim chronić moje legalne prawo do wolności. Potrafię żyć bez chleba, lecz nie potrafię żyć bez wolności.
Żyjąc w izolacji (ar. ghurba) [1] przez dziewiętnaście lat, obywając się dwoma setkami papierowych lir przy krańcowej oszczędności i najbardziej ścisłej ascezie, nie wyrażając wobec nikogo swoich potrzeb, by tylko został zachowany honor wiedzy, unikając zadłużania się wobec kogokolwiek i odmawiając przyjmowania jakichkolwiek datków (ar. sadaqa), jałmużny (ar. zakat), wynagrodzenia czy prezentów... Tak, taki człowiek z pewnością bardziej potrzebuje wolności w granicach prawa niż środków do życia. Tak, pozostaję pod bezprecedensowym uciskiem i podzielę się jednym lub dwoma niewielkimi przykładami tych prześladowań.
Pierwszy z tych przykładów: Mogłem ukryć traktat Owoce wiary oraz moje listy obrończe, które w sądzie stały się naukową obroną Traktatów Światła. Tymczasem dzieła te zostały wysłane do siedmiu ministerstw w Ankarze oraz do prezydenta jako załączniki do mojej obrony, a ostatecznie doprowadziły do naszego uniewinnienia po pochlebnej opinii wydanej na ich temat przez komisję rzeczoznawców z Ankary. Zostały one spisane na pamiątkę ładnym charakterem pisma przez moich współwięźniów i były już zbadane przez policję z Denizli, która nie podjęła żadnej interwencji. Owe dzieła zostały nagle zatrzymane w więzieniu Afyon, gdzie były dostępne do wglądu dla policji. Jestem zasmucony tym, że - będąc zdenerwowanym i spodziewając się rewizji, a pozostając w odosobnieniu i na zesłaniu - nie mogłem poprosić ludzi, których nie znam, o to, by chronili owe dzieła.
A oto drugi przykład: Traktat dla ludzi starszych został uniewinniony przez sąd w Denizli, zaś sąd w Eskisehłosinterweniował w tej sprawie z powodu tylko jednego słowa, na które odpowiedziano również jednym słowem. Pewien człowiek ze Stambułu, który otrzymał ów traktat od kogoś stąd, zabrał go z powrotem do Stambułu. W jakiś sposób traktat ostatecznie trafił do rąk sprzeciwiającego mi się ateisty. Czyniąc górę z kretowiska, wprowadzono w błąd policję prowincji i przyczyniono mi strapień poprzez uporczywe pytania o ludzi, z którymi rozmawiałem i o tych, którzy mnie odwiedzali. Tak czy inaczej... Istnieje wiele bolesnych zdarzeń takich jak te, które opisałem. Najbardziej bezsensownym jest to, że aby zmusić mnie do milczenia, wystraszono i rozproszono wszystkich prócz dziecka i chorego człowieka, który mi służy.
Mówię na to:
Na miejsce dziesięciu ludzi, którzy odstąpili ode mnie ze strachu, przyjdą dziesiątki, a zaprawdę, setki tysięcy takich, którzy przezwyciężą wszelkie przeszkody, by tylko uczęszczać na lekcje Traktatów Światła. Każda z tysięcy pozostających w obiegu kopii Traktatów Światła cieszy się wciąż rosnącym zainteresowaniem, a to dla ich potężnych prawd i wartościowych korzyści. W tym kraju, a w szerszej perspektywie w świecie islamu, owe dzieła przemówią w moim imieniu w bardziej doskonały sposób (niż sam bym to uczynił - uz. red. pol.). Wasze zmuszenie mnie do milczenia nie uciszy i nie jest w stanie uciszyć Traktatów Światła.
Co więcej, jako że fakt, iż zerwałem wszystkie więzi łączące mnie z polityką, został dowiedziony przez sądy, zatem - o ile nie będzie można udowodnić, że jest inaczej - z pewnością bezsensem jest wzbudzanie podejrzeń przeciwko tym, którzy się ze mną spotykają.
Panowie!
Dlaczego niepokoicie nas i Traktaty Światła bez żadnego powodu? Przekazuję wam niewątpliwe wiadomości o tym, że - nie mówiąc już o spieraniu się z wami - zajmowanie się choćby myśleniem o was wykracza poza obowiązki zarówno moje, jak i Traktatów Światła. Traktaty Światła i ich prawdziwi uczniowie wykonują wspaniałą służbę na rzecz przyszłych pokoleń, które nadejdą za pięćdziesiąt lat, pracując, aby ocalić je przed śmiertelnym zagrożeniem, a ten kraj i ten naród przed wielkim niebezpieczeństwem. Ci, którzy teraz wtrącają się do naszych spraw, do tego czasu staną się prochem w swoich grobach. Nawet jeśli przyjmiemy, że rozsądnym jest argument dotyczący natury owej służby na rzecz pokoju i szczęścia, to w żaden sposób nie może on dotyczyć tych, których przeznaczeniem jest rozsypać się w proch za drzwiami grobu.
Tak, tak zwani "poszukiwacze wolności", przejawiający pewien niewielki stopień lekkomyślności w kwestiach moralności społecznej, religii i zapału narodowego, w ciągu dwudziestu do trzydziestu lat wytworzyli dzisiejsze rezultaty prowadzące do obecnych niedostatków i niedociągnięć w religii, moralności i godności. Z całą pewnością możecie zatem pojąć poziom zapału religijnego i moralności społecznej, jaki ów obecny stan zachowa dla pokoleń owego pobożnego, szacownego i wspaniałego narodu, jakie nadejdą za pięćdziesiąt lat. Ów gotowy do poświęceń naród przez tysiąc lat ukazywał wyjątkowe bohaterstwo w służbie Koranowi. Uważamy dostarczenie takiej prawdy, jaką są Traktaty Światła, do rąk niektórych ludzi przyszłych pokoleń, za najważniejszy obowiązek, aby owe pokolenia nie wyrządziły szkody swej chwalebnej historii lub nawet nie zniszczyły jej. Poprzez wszystkie nasze myśli i wysiłki pracujemy zatem nie dla ludzi dnia dzisiejszego, lecz na rzecz pokoleń, które nadejdą.
Panowie! Traktaty Światła spoglądają jedynie na życie ostateczne. Ich jedynym celem jest przyjęcie ich przez Boga oraz ocalenie wiary. Jeśli chodzi o ich uczniów, to ich celem jest ocalenie ich samych oraz ich rodaków przed wieczną egzekucją i wiecznym uwięzieniem w samotności. Jednakże na innej płaszczyźnie Traktaty są najbardziej doniosłą służbą w odniesieniu do tego świata, za pomocą której to służby chronią ten naród przed niebezpieczeństwami anarchii i wybawiają bezradne przyszłe pokolenia od całkowitego zbłądzenia, ponieważ muzułmanin nie może być taki, jak ktokolwiek inny. Muzułmanin, który wyrzeka się islamu i odrzuca jego przymioty, upadnie w całkowite zbłądzenie i stanie się anarchistą, którego nie będzie można dłużej kontrolować.
Obecnie z ludzi, którzy otrzymali dawne lekcje muzułmańskiej moralności, pozostaje pięćdziesiąt procent. Drugie pięćdziesiąt procent stało się niedbałymi, jeśli chodzi o narodowe i muzułmańskie tradycje. Myśl o tym, że w ciągu pięćdziesięciu lat dziewięćdziesiąt procent skończy jako ci, którzy podążają za nakazującą zło duszą, skłoniła mnie do zbadania rozwiązań, które mogą zapobiec temu nieszczęściu. Dwadzieścia lat temu ta ambicja zabroniła mi zajmowania się życiem politycznym ludzi tego stulecia. Z tego powodu Traktaty Światła i ich uczniowie zerwali wszelkie więzi z teraźniejszością, nie angażują się w jej sprawy ani nie prowadzą sporów w jej temacie.
Skoro taka jest prawda, zatem sądownictwo powinno zaprzestać zajmowania się czy to nimi, czy też moją osobą; jego podstawowym obowiązkiem powinna być raczej ochrona Traktatów Światła oraz ich uczniów. Prawdziwymi wrogami tego narodu są zatem ci, którzy powstają
przeciwko Traktatom Światła i atakują je; to oni podżegają do tych straszliwych nadużyć i niesprawiedliwości, wprowadzając sądownictwo w błąd. Podzielę się z wami dwoma bardzo niewielkimi przykładami tego stanu rzeczy.
Na przykład: Napisałem list zawierający osobiste pozdrowienia oraz informację o dostarczeniu dziesięciu papierowych lir na pokrycie kosztów wydrukowania moich traktatów w języku arabskim. W liście prosiłem pewnego człowieka stąd, aby przekazał ową płatność człowiekowi z Isparty, do którego należały wydrukowane kopie. Z powodu tego listu zarówno sądownictwo, jak i rząd, przysporzyły mi wielkiej niedoli, a także zawzięcie przesłuchiwały człowieka, do którego ów list został wysłany. Uczynienie tak wielkiej sprawy z jednego listu, który miał znaczenie tak małe, jak skrzydełko muchy, a był on całą moją korespondencją w ciągu sześciu miesięcy, z pewnością nie jest zgodne z honorem i godnością sądownictwa.
Drugi przykład: Lęk wzbudzany przez oficjalną propagandę przeciwko każdemu, kto spieszy z pomocą człowiekowi takiemu jak ja, który jest gościem w swoim miejscu pobytu, który jest samotny, stary i słaby, który został już uniewinniony, z pewnością jest sprzeczny z patriotyzmem władz tej prowincji. Pozostawiając tego człowieka w tak nieszczęsnym położeniu, nadajecie ważność góry bezpodstawnie wyimaginowanej szkodzie małej jak skrzydełko muchy. Szerząc oficjalną propagandę przeciwko takiemu człowiekowi, wzbudzacie w ludziach strach, przesłuchując ich w temacie wszystkiego, co on powiedział i co widział. Wytworzenie takiego zamieszania jest zaiste osobliwym stopniem upadku siły i wpływów rządu. Tak czy inaczej... Istnieje wiele kwestii podobnych tym dwóm, które wprawiły w zakłopotanie każdego, kto się o nich dowiedział.
Panowie! Jeśli zbłądzenie i grzech biorą początek z ignorancji, łatwo je odeprzeć, jednakże usunięcie zbłądzenia biorącego początek z nauki i wiedzy jest bardzo trudne. Jako że w tym wieku zbłądzenie bierze swój początek z nauki i wiedzy, dla odparcia jego ataków, dla poniesienia siły zdolnej ochronić i ocalić zagrożone przyszłe pokolenia potrzebne są znamienite dzieła, takie jak Traktaty Światła. Dowód tego, że Traktaty Światła mają taką wartość, jest następujący: Przez dwadzieścia lat moi najbardziej radykalni i wielce liczni przeciwnicy oraz filozofowie, którzy otrzymywali ciosy Traktatów, nie byli w stanie sprzeciwić się Traktatom Światła, i ani nie są w stanie ich odeprzeć, ani nie będą w stanie się im sprzeciwić. Ponadto trzy sądy i rządowa komisja rzeczoznawców przez dziewięć miesięcy nie były w stanie znaleźć (w Traktatach - uz. red. pol.) choć jednej kwestii, za pomocą której można by było nas oskarżyć.
Ponadto podpis zatwierdzający doniosłość Traktatów Światła oraz przyjęcie ich przez Boga złożony przez wskazówki dzieł Znaki Koranu oraz Obwieszczenia Imama 'Alego i tego, który był Wielkim Wspomożeniem, ze świata tego, co niewidzialne dają całkowite przekonanie tysiącom czujnych i dociekliwych uczniów Światła.
Sądy ponoszą odpowiedzialność za ochronę praw niewinnych i za powstrzymanie tych, którzy przekraczają owe prawa, przed uchybianiem im. W ciągu dwudziestu lat udowodniono, że setka Traktatów Światła przysłużyła się szczęściu stu tysięcy ludzi. W ostatnich dziesięciu latach dwa sądy, policja kilku prowincji, a także dziewięciomiesięczne dochodzenie prowadzone w oparciu o moje osobiste oraz publiczne papiery przez sąd w Denizli, nie znalazły ani jednego błędu, jaki zasługiwałby na wysunięcie zarzutów. Zaiste, Traktaty Światła są znaczącym i powszechnym prawem, które powinno być popierane w tym kraju. Przypominam wam, że nie zastanawiając się nad wielką niesprawiedliwością popełnioną wobec tego narodu i wobec tych bezradnych ludzi, którzy potrzebują wzmocnienia ich wiary, konfiskując owe traktaty, jakby były pospolitymi papierami, nadając wielkie znaczenie zwykłym prawom prostego człowieka, przeoczyliście owo powszechne i doniosłe prawo Traktatów Światła. W żaden sposób nie jest to zgodne z naturą tego sądu ani z prawdziwą sprawiedliwością.
Obawiamy się, że zezwalając na drukowanie dzieł takich ateistów jak dr Dozy, a wtrącając się do spraw Traktatów Światła, ściągacie na siebie gniew Boga.
Niech Bóg Jedyny da wam uczciwość i miłosierdzie, a nam cierpliwość i wytrwałość. Amen!
(Niniejsza petycja została wysłana do trzech ministerstw. Wysyłamy ją także do was, aby stała się precedensem dla moich braci).
Chciałbym, abyście wysłuchali skarg prześladowanego człowieka, który przez dwadzieścia lat był cierpliwy i zachowywał milczenie!
W czasie, kiedy mamy u władzy rząd Republiki - co oznacza, że powinny być zapewniane najszerzej rozumiane wolności - moja osobista wolność została mi całkowicie odebrana. Z drugiej strony moi przeciwnicy nadal swobodnie prześladują mnie w każdy możliwy sposób. Rząd Republiki, który jest odpowiedzialny za zapewnienie wolności sumienia, wolności myśli i nauki, powinien albo zapewnić mi ochronę i uciszyć tych niechętnych mi, podejrzliwych wrogów, albo też powinien zapewnić mi wolność pisania, jaką zapewnia moim wrogom, zaś nie powinien zabraniać mi spisania mojej obrony.
Uświadomiłem sobie istnienie tajnego, oficjalnego zarządzenia dla wszystkich urzędów pocztowych, nakazującego konfiskatę całej mojej korespondencji. Prócz jednego dziecka, które przynosi mi wodę i chleb, wszystkim zabroniono widywania się ze mną. W takim czasie, po tym, jak Sąd Apelacyjny potwierdził nasze uniewinnienie, spodziewałem się zwrotu moich ksiąg, które spotkały się z uznaniem sądowej komisji rzeczoznawców, jednak moi wrogowie weszli w posiadanie jednego lub dwóch mych poufnych traktatów, które nie mają żadnego związku z moją sprawą. Słyszałem, że wręczyli je jednemu lub dwóm wybranym przez siebie członkom komisji ekspertów, którzy z powodów osobistych sprzeciwiają się mojej metodzie, aby mogli oni przygotować potępiający mnie raport. Nie mam już cierpliwości i skończyła się moja odporność. Oto, co oznajmiam wszystkim członkom rządu Republiki, zaiste, całemu światu:
Dzięki tajemnicy prawdy Wszechmądrego Koranu i dzięki zagadce jego cudowności programem i metodą Traktatów Światła oraz mnie samego jest ocalenie bezradnych ludzi od wiecznej egzekucji śmierci poprzez potwierdzoną wiarę (tur. iman-i tahqiqi), a także ochrona tego świętego narodu przed wszelkiego rodzaju anarchią. Zaświadczyliśmy rezultaty osiągnięcia tego celu, a nasze świadectwo pochodziło z pierwszej ręki.
Następnie Traktaty Światła zadowoliły trzy różne komisje ekspertów oraz trzy różne prowadzące dochodzenie sądy. Zarówno dwadzieścia lat mego życia, jak i sto trzydzieści traktatów, jakie napisałem, są jawnym
i niezbitym dowodem tego, że prócz tych dwóch uświęconych obowiązków Traktaty Światła w żadnym ich aspekcie nie mieszają się celowo do spraw tego świata, władzy lub bezpieczeństwa publicznego.
W sądzie przytaczałem argumenty, a wraz ze wszystkimi przyjaciółmi, którzy mnie znają, potwierdziłem, co następuje: Ten bezradny i prześladowany Said przez dwadzieścia lat nigdy nie prosił o dokumenty zwalniające go z zesłania, a także - prócz kilku wyjątków - nie wiedział, kim są członkowie rządu. Przez cztery lata nie znał on wiadomości ze świata, nie wiedział nic o sprawach tego świata ani nie interesował się nimi. Czyż jest w ogóle możliwe, by taki człowiek mógł być skłonny do zajmowania się polityką, by miał mieszać się do spraw władzy i naruszać bezpieczeństwo publiczne? Gdyby miał taką skłonność choć na wagę atomu, pytałby o te sprawy i byłby ich ciekaw. Pytałby: "Kto mi się sprzeciwia? Co dzieje się na świecie? Kto mi pomoże?". Poprzez podstępy starałby się współpracować ze znaczącymi osobistościami. Oto najbardziej bolesne, choć drobne zdarzenie:
Wysłałem potajemny, pisany ręcznie list do przyjaciela, w którym wyraziłem się: "Znajdź jakiś pretekst do tego, by umieścili mnie w więzieniu, ponieważ wtedy ocaliłbym sam siebie przed tym stanem całkowitego opuszczenia, w którym jest przechwytywana cała moja korespondencja. Wówczas będę mógł być bliżej mych zdobnych ksiąg Traktatów Światła przetrzymywanych w sądzie w Denizli, a także będę mógł starać się o odzyskanie ich. Są one kapitałem mego życia i jego rezultatem". Na nieszczęście ani jeden z członków komisji ekspertów, którzy okazali mi wsparcie, po ujrzeniu mego listu nie poczuł się zmuszony do złożenia podpisu pod aktem oskarżenia, abym mógł trafić do więzienia.
Innym pretekstem używanym przez moich wrogów, którzy doprowadzili do mojego uwięzienia - a jeśli chodzi o ów pretekst, zostałem już uniewinniony - jest twierdzenie o "zakładaniu tariki" [2]. Zaprawdę, w Traktatach Światła stale twierdziłem: "Obecny wiek nie jest czasem tariki, lecz czasem ocalenia wiary. Wielu ludzi wejdzie do Raju bez tariki, lecz nie wejdzie do Raju nikt, kto nie ma wiary". Pracujemy na rzecz wiary ze wszystkich sił. Jestem hodżą, nie zaś szejkiem. Jak mógłbym biec ku tekke, kiedy nie mam żadnej własności na tym świecie? Przez te dwadzieścia lat ani jeden człowiek nie mógłby wystąpić, aby stwierdzić: "On udzielał mi lekcji w tarice". Ani sądy, ani policja nie znalazły niczego, co świadczyłoby przeciwko mnie. Napisałem jednakże Traktat o wzmiankach (tur. Telvihat Risalesi), który objaśnia prawdy tarik w naukowy sposób. Jest on lekcją prawdy i dziełem naukowym stojącym na wysokim poziomie; nie jest lekcją tariki.
Wolność sumienia jest podstawową zasadą rządu Republiki. Te dzieła i ich uczniowie pomyślnie dowiedli prawd potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi), występując przeciwko filozofii. Rzucili wyzwanie całemu światu dla prawdy, do której przywiązały się miliardy przodków tego narodu. Zaiste, jednym z najważniejszych obowiązków rządu jest ochrona tego dzieła i jego uczniów. Zasady Republiki nigdy i pod żadnym warunkiem nie pozwolą na związanie rąk nawet jednego ze słabych uczniów owego dzieła i nie pozwolą na to, by owego ucznia atakowali jego wrogowie. Spisałem tę skargę wiedząc, że usłyszą mnie władze Republiki. Mówię:
[3]
Moi drodzy, wierni bracia!
Oto pytanie, które obejmuje wiele poziomów, które obejmuje aspekty zarówno materialne, jak i duchowe, a na które jestem zobowiązany odpowiedzieć:
Pytanie: Dlaczego odrzucasz jakiekolwiek powiązania z prądami tego kraju lub zagranicznymi, szczególnie ze stowarzyszeniami politycznymi? Dlaczego również poświęcasz tak wiele sił na to, by zabraniać takich powiązań Traktatom Światła oraz ich uczniom? Gdybyś nawiązał takie połączenie i przyłączył się (do jakiegoś stowarzyszenia - uz. red. pol.), tysiące ludzi wkroczyłyby do kręgu Traktatów Światła, aby rozpowszechniać ich olśniewające prawdy. Ponadto zostałbyś ocalony od bycia celem prześladowań i od wszystkich niepotrzebnych cierpień.
Odpowiedź: Najważniejszym powodem owej odmowy jest fakt, że zabrania nam tego nasza podstawowa zasada szczerości intencji (ar. ichlas). W tym wieku niedbalstwa szczególnie ci ludzie, którzy są stronniczy, sprawiają, iż wszystko ma służyć ich własnym metodom. Zaprawdę, czynią oni ich religię i ich działania przynależne życiu ostatecznemu środkami
osiągania celów doczesnych. Tymczasem prawdy wiary i uświęcona służba Światła nigdy nie mogą stać się narzędziem czegokolwiek w tym wszechświecie. Nie mogą poszukiwać one osiągnięcia czegokolwiek prócz zadowolenia Boga. W takim czasie, kiedy walczą rywalizujące ze sobą prądy, nadzwyczaj trudnym stało się zachowanie tajemnicy szczerości intencji (ar. ichlas) i niewykorzystywanie religii jako środka służącego osiągnięciu celów doczesnych. Miast polegać na mocy i sile owych prądów, najlepszym rozwiązaniem jest poleganie na pomocy Boga.
Jednym z wielu powodów odrzucania jakichkolwiek stowarzyszeń jest "okazywanie litości" i "unikanie ucisku lub wyrządzania krzywdy", a są to jedne z czterech zasad Traktatów Światła. W tym wieku ludzie są skłonni do tego, by postępować niezgodnie z Bożą zasadą, która mówi:
Żaden człowiek, choćby to był krewny, nie może być odpowiedzialnym za błędy innego, zaś poprzez tajemnicę słów:
[4]
ochoczo odpowiadają (na owe błędy - uz. red. pol.) popełnianiem krańcowej niesprawiedliwości. Z powodu uczucia stronniczości błąd popełniony przez jednego złoczyńcę doprowadzi do tego, iż inni ludzie będą żywili wrogość nie tylko wobec krewnych tego, kto popełnił błąd, lecz także wobec jego stronników. Jeśli mają dość siły, będą ich prześladować. Jeśli znajdą uzasadnienie, na którym będą mogli się oprzeć, posuną się nawet do zbombardowania całej wioski ze względu na błąd jednego człowieka. Faktem jest, że praw jednego niewinnego człowieka nie można pogwałcić nawet przez wzgląd na stu złoczyńców, a ów człowiek nie może być prześladowany z ich powodu. Tymczasem w tym wieku sytuacja jest taka, że stu niewinnych ludzi jest krzywdzonych z powodu kilku złoczyńców. Na przykład przyczynianie cierpień z powodu błędów jednego człowieka jego bezradnym i starszym ojcu i matce, jego niewinnej rodzinie i dzieciom, a także żywienie stronniczej wrogości wobec nich, są sprzeczne z zasadą litości. Z powodu istnienia takich stronniczych prądów pośród muzułmanów niewinni ludzie nie są w stanie ocalić siebie samych przed tyranią. Szczególnie wydarzenia, które dały początek rewolucjom, spowodowały krańcowe nasilenie owej tyranii.
Nawet podczas wojny (tj. podczas dżihadu w obronie religii) ta sama zasada dotyczy rodzin i dzieci niewiernych. Jeśli ktoś z kręgu islamu staje się ateistą, jego rodzina ani dzieci nie mogą zostać wzięte do niewoli, a jego prawa nie mogą zostać naruszone, ponieważ dzięki więzi islamu
owe niewinne dzieci są związane z owczarnią i wspólnotą islamu, nie zaś z ich ojcem-ateistą.
Przesyłam pozdrowienie pokoju każdemu z moich braci i winszuję wam z okazji Nocy Wniebowstąpienia, która wydaje tysiąckrotną nagrodę. Przekażcie moje kondolencje krewnym zmarłego Hadżiego Ibrahima, takim jak Refet-bej. Powiedzcie im: "Nasz drogi brat należy do kręgu uczniów Światła. Docierają do niego wszystkie modlitwy w ich intencji. My również szczególnie modlimy się za niego".
Moi drodzy, wierni bracia!
Ta letnia pora roku jest czasem, w którym wzrastają niedbalstwo i troszczenie się o środki do życia, a także czasem, w którym można zyskać wielką nagrodę za akty czci wykonane w ciągu trzech błogosławionych miesięcy (tur. shuhur-u selase). Jest również czasem, w którym na obliczu ziemi toczą się walki wykorzystujące dyplomację miast uzbrojenia. Jeśli wielkie męstwo i wytrwałość w uświęconym obowiązku Światła nie są solidnie zaszczepione, powstaną - ze szkodą dla służby Traktatom Światła - lenistwo, nieuważność i zniechęcenie.
Moi drodzy bracia, wiedzcie z całkowitą pewnością, że obowiązek Traktatów Światła, w którego wykonywanie zaangażowani są ich uczniowie, jest daleko większym od wszystkich doniosłych kwestii na ziemi. Nie podążajcie zatem za kuszącymi i ponętnymi kwestiami tego świata, nie zniechęcajcie się do wykonywania waszych wiecznie trwających obowiązków. Czytajcie Kwestię Czwartą traktatu Owoce wiary i unikajcie podkopywania waszej siły duchowej.
Zaiste, we wszystkich ich doniosłych kwestiach ahl ad-dunja doświadczają tyranii i braku miłosierdzia, biorących początek z ich zasady konfliktu oraz z poświęcania przez nich świętości religii na rzecz tego świata. To Boże zarządzenie (ar. qadr) jest tym, co umieściło w ich zbrodniach pewien rodzaj duchowego piekła. Uczniowie Światła są odpowiedzialni za to, by dowieść z pewnością równą tej, z jaką dwa plus dwa daje cztery, że śmierć jest zasłoną dla życia wiecznego, które zastąpi to przemijające życie doczesne; że dla czcicieli życia doczesnego przerażająca egzekucja wyznaczonej godziny śmierci jest zasłoną wiecznie trwającego życia (w Piekle - uz. red. pol.), zaś dla ludzi wiary jest środkiem służącym osiągnięciu wiecznego szczęścia. Do tej pory ukazywaliśmy ową prawdę.
Podsumowując: Ludzie zbłądzenia dokładają starań przeciwko przemijaniu życia, zaś my, dzięki światłu Koranu, dokładamy starań przeciwko śmierci. Ich największa kwestia, jako że jest przemijająca, nie jest równa nawet najmniejszej z naszych kwestii, ponieważ ta druga wskazuje na wieczność. Jako że w swej głupocie nie zaprzątają sobie oni głowy naszymi doniosłymi kwestiami i nie troszczą się o nie, zatem dlaczego wabi nas podążanie za ich drobnostkami kosztem naszego uświęconego obowiązku?
Werset:
oraz ważna zasada islamu: «Zbłądzenie innego człowieka nie przyniesie szkody waszemu prowadzeniu drogą prostą, dopóki tylko nie zajmujecie się niepotrzebnie jego zbłądzeniem» mówią co do znaczenia:
«Nie patrzcie przychylnie na tych, którzy dobrowolnie akceptują doznanie szkody. Nie powinniście współczuć im ani litować się nad nimi».
Jako że ten werset i ta zasada powstrzymują nas przed współczuciem tym, którzy dobrowolnie akceptują doznanie szkody, zatem w naszych czasach powinniśmy poświęcić całą naszą siłę i całą ciekawość skupieniu się na owym uświęconym obowiązku. Wszystko poza nim powinniśmy postrzegać jako trywialne i nie marnować na te sprawy naszego czasu. Ponieważ mamy w rękach światło, nie dbamy o pałkę. Nie możemy być napastnikami. Jeśli inni okazują agresję, my ukażemy im światło. Do nas należy rodzaj świetlistej obrony.
Oto jeden z powodów, dla których ów dopisek został spisany: Pewnego razu przepytywałem pewnego ucznia Światła. Zastanawiając się, gdzie podział się jego entuzjazm dla spraw politycznych, zadałem mu jedno lub dwa pytanie w temacie Dardaneli po tym, jak gadał o tych wydarzeniach.
Zdałem sobie sprawę, że jego odpowiedzi były dobrze przemyślane i wskazujące na to, że jest on dobrze poinformowany o tych sprawach. "Jaka szkoda!", zawołałem w mym sercu. "To przynosi szkodę wykonywaniu przez niego obowiązków Światła".
Mamy zasadę, która mówi:
Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką. Jeśli współczujecie ludziom, to owa zasada neguje ich prawo do tego, by im współczuć. Jak Raj potrzebuje swych mieszkańców, tak swych mieszkańców potrzebuje również Piekło.
(Ukazuje się już potwierdzenie wiadomości, które częściowo przyniósł Promień Piąty).
Moi drodzy, wierni bracia!
(...) Oznajmiam wam z całą pewnością, że Traktaty Światła są własnością Koranu. Jakież mam prawo do tego, by twierdzić, że moje niedociągnięcia rozciągają się na Traktaty Światła? Jestem tylko ułomnym sługą owego Światła i heroldem owego sklepu z diamentami. Mój rozproszony stan nie może rozciągnąć się na Traktaty ani nawet zbliżyć się do nich.
Lekcja Traktatów Światła uczy nas prawd szczerości intencji, wyrzeczenia się ego, poznania samych siebie jako będących zawsze grzesznymi, a także unikania zarozumialstwa. Ukazujemy ludziom wiary nie nas samych, lecz zbiorową osobowość duchową Traktatów Światła. Jesteśmy wdzięczni tym, którzy dostrzegają nasze błędy i wskazują je nam. Jeśli tylko jest to zgodne z prawdą, czujemy się zobowiązani wobec nich i modlimy się za nich. Jak wielką ulgę czulibyśmy, gdyby ktoś zdjął i odrzucił skorpiona z naszych pleców, zanim ten nas ugryzie? Tak samo będziemy uznawać nasze błędy i czuć wdzięczność wobec tych, którzy je nam ukazali - pod warunkiem, że nie kieruje nimi uraza ani upór, a ich działanie nie wspomaga zabronionych innowacji (ar. bid'a) i zbłądzenia.
Moi drodzy bracia, w mojej mowie obrończej odpowiedziałem tym, którzy wprowadzili w błąd sądownictwo, mówiąc: "Traktaty Światła nie są moją własnością, ja zaś nie mogę twierdzić, iż owe cuda (tur. keramat) należą do mnie. Są one kroplami i blaskami duchowego cudu Koranu, który przejawia się poprzez owe cuda w prawdziwym komentarzu do Koranu, jakim są Traktaty Światła. Wzmacnianie duchowej siły uczniów Traktatów Światła jest rodzajem Bożego daru. Jest dozwolonym i dopuszczalnym otwarte ujawnianie Bożego daru jako docenienie go".
Pokrótce objaśnię tę kwestię z uwagi na jej ważność. Zapytano mnie o to, dlaczego otwarcie mówię o owych cudach (tur. keramat)\i dlaczego tak wielki nacisk kładę na ową kwestię.
Odpowiadam: W służbie na rzecz wiary, jaką wykonują Traktaty Światła, sprawą zasadniczą jest, że powinny istnieć setki tysięcy ludzi naprawiających szkody, aby odpowiedzieć tysiącom niszczycieli. Choć potrzebujemy przynajmniej setek spisujących Traktaty oraz ich pomocników, choć koniecznością dla tego narodu i władz jest docenienie tej służby, zachęcanie do niej i wspieranie jej, władze, przeciwnie, wycofują się i unikają jakiegokolwiek kontaktu z Traktatami Światła. Na ludziach wiary ciąży obowiązek przedkładania służby wierze ponad wszelkie inne działania i korzyści wskazujące na przemijające życie doczesne, jako że owa służba odnosi się do życia wiecznego. Biorąc za przykład samego siebie, mówię:
Zabroniono mi utrzymywania jakichkolwiek kontaktów z ludźmi, w tym także z moimi uczniami. Moi wrogowie starają się złamać duchową siłę moich braci, używając wszelkich możliwych środków. Starają się sprawić, by moi uczniowie zwrócili się przeciwko mnie, a także złożyć obowiązki tysiąca ludzi na barki człowieka takiego jak ja, który jest stary, chory, słaby, samotny, bezradny i obcy. Wycofałem się z relacji społecznych z powodu choroby ciała, którą spowodowało uwięzienie mnie w samotności i związany z nim ucisk. Moi wrogowie starają się złamać duchową siłę moich braci i zastraszyć społeczeństwo. Zakazując moim najbliższym przyjaciołom pozdrawiania mnie, starają się zastraszyć ich do takiego stopnia, by nawet przestali oni odprawiać modlitwę. Z tych powodów i w odpowiedzi na wszystkie owe przeszkody ujawniłem owe łaski, by posłużyły one wzmocnieniu duchowej siły uczniów Światła i z tego też powodu podkreślam duchowe znaczenie Traktatów Światła. Owa mądrość polega na otwartym ujawnianiu łask Boga, zaś ukazując ją, Traktaty Światła posiadają siłę całej armii.
I przeciwnie, niech Bóg uchroni, wychwalanie samego siebie i samochwalstwo są naruszeniem tajemnicy szczerości intencji (ar. ichlas), która jest ważną zasadą Traktatów Światła. Jak Traktaty Światła bronią same siebie, ukazując swą wartość, tak in sza'a-llah obronią duchowo również nas i posłużą temu, by zostały nam wybaczone nasze błędy.
Moi drodzy bracia! Czterdzieści lat przed narodzinami Traktatów Światła miałem pewne przeczucie. Teraz czuję, że to, co zostało przepowiedziane, ucieleśnia się w naszej wiosce, w naszym miasteczku i we mnie samym. Chciałem wyjawić tę tajemnicę mym dawnym uczniom, takim jak Sefik czy mój brat Abdulmecid, jednak obecnie, jako że Wszechmocny Bóg dał mi wielu Abdulmecidów i wielu Abdurrahmanów [5] spośród was, objaśnię ją dla was:
Kiedy miałem dziesięć lat, byłem bardzo dumny, a taka duma niekiedy ukazuje się jako samochwalstwo. Nie będąc tego świadomym, przejawiałem poczucie spełnienia i przyjmowałem postawę godną wielkiego bohatera. Zwykłem mawiać sam do siebie: "Nie masz żadnej wartości, dlaczego zatem ukazujesz przesadne samochwalstwo i męstwo?" Nigdy się tego nie dowiedziałem i pozostawałem tym zdumiony.
Przez ostatni miesiąc lub dwa została mi udzielona odpowiedź dotycząca owego zdumiewającego stanu: "To Traktaty Światła sprawiły, że przeczułeś ich powstanie. Choć sam jesteś bezwartościowym kawałkiem suchego drewna podobnym ziarnu, poprzez owo przeczucie stałeś się chełpliwy, jakby owe owoce Raju były twoją własnością".
Jeśli chodzi o naszą wioskę Nurs, to zarówno moi dawni uczniowie, jak i moi ziomkowie wierzyli w to, że wysuwając się przed innych i pompatycznie popisując się wielką odwagą, ludzie z naszej wioski wychwalają samych siebie i przyjmują postawę godną bohaterów, jak gdyby dokonali podboju wielkich krain. Zawsze byłem zadziwiony tą cechą ludzi z mojej wioski oraz mnie samego.
Teraz dzięki prawdziwemu ostrzeżeniu jestem przekonany o tym, że owi niewinni ludzie z wioski Nurs mieli przeczucie, iż ich wioska zyska wielkie uznanie dzięki światłu Traktatów Światła. Ludzie, którzy nigdy nie słyszeli tej nazwy, poznali znaczenie wioski Nurs, co sprawiło, że jej mieszkańcy wyrazili wdzięczność za ową łaskę Boga poprzez samochwalstwo (...).
Podzieliłem się z wami owym osobistym sekretem, ponieważ mniemam, że jesteście niczym moi dawni uczniowie, moi starzy przyjaciele, mój bratanek Abdurrahman i mój brat Abdulmecid.
Jak dzięki wilgoci, którą wyczuwają moje nerwy, potrafię wyczuć nadejście miłosierdzia (tj. deszczu - uz. red. tur.) na dwadzieścia cztery godziny wcześniej, tak moja wioska, moja okolica i ja sam czterdzieści cztery lata wcześniej przeczuliśmy, że oto nadchodzą Traktaty Światła, podobne do deszczu miłosierdzia.
Przesyłam pozdrowienie pokoju i moje modlitwy (ar. du'a) wszystkim braciom i siostrom, prosząc o waszą modlitwę za mnie.
Moim obowiązkiem jest odpowiedzieć na list wysłany przez pewnego ważnego człowieka, który jest dowódcą zajmującym wysokie stanowisko.
Mój drogi bracie!
Również winszujemy ci z okazji miesiąca ramadan. Twoje sny zaiste są święte.
In sza'a-llah, jest to znak tego, że Wszechmocny Bóg obdaruje cię wspaniałymi łaskami.
Dla mnie największą łaską i najwspanialszym obowiązkiem tej epoki jest ocalanie wiary i pracowanie na rzecz umocnienia wiary innych. Strzeż się! Trzymaj się z dala od rzeczy, które są przyczyną egoizmu i dumy. Skromność, pokora i wyrzeczenie się ego są niezbędne i zasadnicze dla ludzi prawdy. Jako że największe niebezpieczeństwo tego wieku bierze swój początek z egoizmu i samochwalstwa, jest koniecznym, by ludzie prawdy zawsze w pokorze dostrzegali własne błędy i obwiniali o nie własne dusze. W tak krańcowo trudnych warunkach bohaterskie zachowywanie wiary i odprawianie aktów czci - jak ty to robisz - ma bardzo wysoką rangę. Jedna z interpretacji twego snu jest taka, że twój sen powinszował ci pod tym względem. Nabądź
i przeczytaj część Traktatów Światła dotyczącą prawd tariki, jaką jest traktat zatytułowany Dziewięć wzmianek (tur. Telvihat-i Tis'a).
Ci ludzie, którzy są silni i posiadają wiarę taką jak twoja, powinni wkroczyć do kręgu Traktatów Światła, ponieważ w tym stuleciu Traktaty Światła nie zostały pokonane pomimo wszystkich podjętych przeciwko nim ataków. Nawet ich najbardziej zaciekli wrogowie oficjalnie ustąpili i zostali zmuszeni do uwolnienia Traktatów. Zaprawdę, po szczegółowych dochodzeniach urzędnicy wysokiego stopnia oraz sądownictwo zatwierdzili wolność Traktatów Światła. Zgodzili się na to, aby uwolnić moje zarówno prywatne, jak i opublikowane dzieła, i zwrócić je ich prawowitym właścicielom.
W odróżnieniu od drogi tarik czy też innych dróg, droga Traktatów Światła nie może zostać pokonana. Traktaty poprzez swe zwycięstwa doprowadziły wielu ludzi do wiary, a także udowodniły poprzez świadectwo jakże wielu wydarzeń, że są duchowym cudem Koranu w tym stuleciu. Dzięki tak licznym doświadczeniom jesteśmy przekonani o tym, że w tym kraju służbę na rzecz religii można prowadzić poza kręgiem Traktatów Światła jedynie w pomniejszej i jednostkowej skali, pracując w tajemnicy jak ktoś, kto został pokonany, lub też poprzez okazywanie tolerancji dla innowacji (ar. bid'a) i przyjmowanie wymuszonych interpretacji spośród tysięcy tych, których dokonano w oparciu o celowe zniekształcenia (źródeł pierwotnych, tj. Koranu i sunny - uz. red. tur.).
Jako że ukazujesz tak wspaniałe wysiłki i tak silną wiarę z całkowitą szczerością intencji oraz pokorą, zostań niezłomnym uczniem Światła. Wówczas otrzymasz swój udział w "duchowym stowarzyszeniu życia ostatecznego", złożonym z tysięcy, a raczej setek tysięcy uczniów. W rezultacie twoje przyjmowane przez Boga dobre uczynki z poszczególnych staną się powszechnymi, a ty dokonasz handlu korzystnego dla życia ostatecznego.
Nasz błogosławiony, drogi i umiłowany Nauczycielu!
Dzięki niech będą Bogu Jedynemu (ar. al-hamdu li-llah) za to, że tego roku twoi uczniowie z Isparty uniknęli upadku w niedbalstwo poprzez ich doczesne zajęcia. Nasze najbardziej gorliwe wysiłki w służbie Światła trwają, a powab Światła naszych serc można ujrzeć na naszych twarzach. Jest tak, jakby serca twych uczniów były pełne radości.
Nasz umiłowany Nauczycielu! Zaiste, wszyscy twoi uczniowie mówią, co następuje: Choć nie jesteśmy tego warci, choć jesteśmy nikim, pozostajemy zatrudnieni, jakbyśmy byli tak niewinni, jako uczniowie i skrybowie Nauczyciela-cudotwórcy, jako adresaci przesłania i wydawcy, jako mudżtahidowie, przewodnicy i słudzy Boga w owej służbie Światła. Nieważne, jak wiele podziękowań składamy Wszechmocnemu Bogu, i tak nigdy nie będą one wystarczającą odpowiedzią na te powszechne błogosławieństwa, jakie zostały nam zesłane. Już sama idea składania Mu podziękowań - którą nasz Stwórca łaskawie zesłał naszym sercom - wypełnia serca twych uczniów radością. Wdzięczny styl życia, jakie wiedli niewinni ludzie z Nurs podczas młodych lat naszego Nauczyciela, dzisiaj ukazuje się w naszych stanach i naszym postępowaniu. Nieskończone dzięki i wieczna chwała niechaj będą Temu, Któremu należy się wszelka chwała (ar. Zati Zu'l-Dżalal), za to, że w Swej łasce i szczodrości wydobył nas z mroku ignorancji, z bagna buntu i niewdzięczności, a uczynił nas uczniami lśniącego i olśniewającego Światła.
Gdyby nasz Nauczyciel nie wyjaśnił już wcześniej, iż iktiran oznacza zesłanie dwóch darów równocześnie, mógłby przyjąć wyrazy wdzięczności spływające z naszych piór jaką interpretację (tego pojęcia - uz. red. pol.) dokonaną przez nasze serca.
Tak, o nasz umiłowany Nauczycielu! Spoglądamy na siebie samych i widzimy, że nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na błogosławione przesłanie Traktatów Światła. Mimo to zaświadczamy przejawy miłosierdzia naszego Litościwego Stwórcy (ar. Al-Chaliq Ar-Rahim), które jest tym większe, im bardziej go potrzebujemy.
Serce Nauczyciela jest lśniącym zwierciadłem, przejawem i odbiciem (tego miłosierdzia - uz. red. pol.). Mowa Nauczyciela jest czcigodnym heroldem, nauczycielem i przewodnikiem (ar. murszid). Stan Nauczyciela
jest ucieleśnieniem najpiękniejszego przykładu, modelu i wzoru. Tym, co zostało spisane i ukazane, są potrzeby rozmaitych grup ludzkości. Ludzka tyrania, która przez siedem lat ziała ogniem, dzisiaj cierpi straszliwe boleści. Każda istota świadoma nie odrywa uszu od radia. Ludzie są oszołomieni, zastanawiając się nad tym, co przyniesie jutro. Choć spodziewają się, że pokój i bezpieczeństwo zostaną zaprowadzone po pokonaniu Japończyków na Wschodzie [6], teraz można zobaczyć, że na Zachodzie pojawia się ruch Dadżdżala. Sprawia to, że każdy cierpi lęk i niepokój. Strach taki jak ten, który wepchnie ludzkość w mroki przyszłości, sprawia, iż każdy z niepokojem biegnie, by śledzić wiadomości przekazywane przez radio.
Dzięki niech będą Bogu Jedynemu (ar. al-hamdu li-llah) za to, że Traktaty Światła pocieszają nasze dusze ich wzniosłymi wyrażeniami, poprzez ich prawdziwe lekcje pozostawiając nasze serca zadowolonymi.
Ów straszliwy prąd, który pojawił się dzisiaj, może zostać pokonany jedynie dzięki zjednoczeniu się świata chrześcijaństwa z islamem. Pewne znaki wskazują na zjednoczoną, niebiańską siłę, która zostanie osiągnięta poprzez Biblię zjednoczoną z Koranem i podążającą za Koranem, a także na to, że ów prąd zostanie pokonany przez tę zjednoczoną, niebiańską siłę. Owo znaczenie wskazuje na to, że nadszedł czas, by oczekiwać na ponowne przyjście Jezusa. Zgodnie z tym, co mówią audycje radiowe, Ameryka rozesłała cztery swoje komisje po całym świecie, a jednej z nich powierzono poszukiwanie prawdziwej religii, odpowiedniej dla tego, by mogła ona przynieść ludzkości bezpieczeństwo i szczęście. Mocno wierzymy w to, że Traktaty Światła, które oznajmiły w sądach, że przyjmują rolę mudżtahida, będą przyczyną wielkiego szczęścia dla przygnębionej ludzkości.
Drogi Nauczycielu, dopóki tylko mamy Traktaty Światła, które zawierają najbardziej wzniosłe prawdy i są najwyższym komentarzem (ar. tafsir) do Koranu, jesteśmy przepełnieni bezgraniczną radością.
Gdyby ujawniło się działania każdej z cech szczególnych owej prawdy, Traktaty Światła sprawiłyby, iż byłyby czytane z ciekawością i zadowoleniem w każdym miejscu. Istnieje wiele oczywistych dowodów tego twierdzenia. Zwłaszcza wydrukowane kopie Słowa Dziesiątego, które zadaje klęskę wszystkim koncepcjom zaprzeczającym Zmartwychwstaniu, a także traktat zatytułowany Największy Znak (tur. Ayet'ul Kubra), są czytane otwarcie i swobodnie, choć zostały wydrukowane potajemnie, a zawierają one wspaniałe cuda umacniające wiarę. Świetlisty zbiór, jakim jest Doniosły argument od Boga (tur. Hujjat'ul Balighah) [7], będący drugą częścią zbioru Laska Mojżesza, unicestwia wszystkie ideologie bezbożnego zaprzaństwa, co może
zobaczyć każdy. In sza'a-llah, Traktaty Światła całkowicie zniszczą słabą zaporę wzniesioną wokół Koranu, zgaszą pożar niewiary i wytrysną, pozwalając światu na to, by napił się wody z rajskiego źródła Al-Kałsar, zapewniając ludziom prawdziwą wiarę.
Moi drodzy bracia!
Po wielekroć winszuję każdemu z was z okazji święta. Polegając na waszej inteligencji, bardzo zwięźle powiem o dwóch ważnych kwestiach, wspominanych w różnych częściach Traktatów Światła.
Kwestia Pierwsza: Prawdziwy uczeń Światła i skryba Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, napisał do mnie list, prosząc o objaśnienie prawdy opartej o jego pochlebną opinię na mój temat, która po tysiąckroć przekracza moje rzeczywiste zasługi. Patrząc z perspektywy tego, iż jestem jego nauczycielem, ujrzał on w mym niedoskonałym charakterze jeden przejaw owego ważnego i uświęconego obowiązku wykonywanego przez zbiorową osobowość duchową Traktatów Światła, a także jeden z wielu wzniosłych obowiązków wykonywanych przez namiestnictwo posłannictwa Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Życzy on sobie widzieć we mnie odbiorcę owego duchowego namiestnictwa.
Po pierwsze: Wieczna prawda nie powinna być budowana w oparciu o ulotne osobowości, w przeciwnym razie będzie to niesprawiedliwością dla owej prawdy. Obowiązku, który jest pod każdym względem doskonały i niezmienny, nie można łączyć z ludźmi, których przeznaczeniem jest cierpienie i którzy podlegają zepsuciu. Jeśli tak się stanie, przyczyni to niezmiernych szkód owemu obowiązkowi.
Po drugie: Ukazanie się Traktatów Światła nie jest jedynie efektem myśli ich tłumacza, ani też owe blaski Koranu nie są efektem duchowego wysławiania się jednostki, które odbija jedynie jej osobiste zdolności. Chodzi raczej o szczerych, silnych i wiernych ludzi, którzy są adresatami przesłania owego tłumacza. Są oni jego przyjaciółmi w lekcjach Koranu,
którzy z całej duszy poszukiwali owych blasków, a także przyjęli je, potwierdzili i zastosowali. Przy wielu innych aspektach podobnych tym, które wymieniłem, to ci uczniowie stali się przyczyną pojawienia się owego Światła, które dalece przekracza możliwości jego tłumacza; to oni są tymi, którzy stanowią prawdę zbiorowej osobowości duchowej Traktatów Światła oraz ich uczniów. Tłumacz Traktatów ma w tym pewien udział i można przyznać mu zaszczyt starszeństwa, dopóki tylko nie wyrządzi krzywdy owej prawdzie niedostatkiem szczerości intencji (ar. ichlas).
Po trzecie: Ten wiek jest wiekiem wspólnoty (ar. dżama'a). Niezależnie od tego, jak nadzwyczajnym będzie geniusz jednostki, może on zostać pokonany przez geniusz powstały ze zbiorowej osobowości duchowej danej wspólnoty. Z tego powodu, tak jak zapisali to moi błogosławieni bracia, służba wierze, która rozświetli świat islamu, a także uświęcone światło, emanujące z takiej duchowej jasności, nie mogą zostać złożone na barki jednej osoby, szczególnie na barki tego, kto jest bezradny, słaby, pokonany, kto jest celem niezliczonych wrogów i zaciekłych przeciwników, pragnących zdyskredytować go poprzez zdradę i zniewagi. Jeśli ta sprawa zostanie złożona na barki jednego człowieka, a ów ułomny człowiek zachwieje się w obliczu zdradzieckich ataków nieprzyjaciół, ów ciężki ładunek spadnie i roztrzaska się.
Po czwarte: Od dawien dawna wielu ludzi przychylnie spoglądało na ich nauczyciela, przewodnika (ar. murszid) czy przywódcę, w sposób dalece przekraczający jego rzeczywiste zasługi. Jako że był to sposób na skorzystanie z jego lekcji czy przewodnictwa, ów nadmiernie pochlebny punkt widzenia został do pewnego stopnia zaakceptowany, zaś niesłuszne poglądy tych ludzi nie zostały poddane krytyce. Przypisywanie mi wzniosłego poziomu oraz blasku godnego Nauczyciela uczniów Światła dalece przerasta mój niedoskonały i bezradny charakter. Jednak nawet jeśli taki pogląd dalece przekracza moje rzeczywiste zasługi, to pochlebne postrzeganie mnie może zostać przyjęte, jako że zachęca innych do pracy z zapałem i entuzjazmem. Należy jednak zrozumieć, iż majątkiem, który do mnie należy, jest jedynie zbiorowa osobowość duchowa Traktatów Światła.
Jako że przede wszystkim niewierni i ludzie zbłądzenia, lecz także ludzie polityki, ludzie niedbalstwa, a nawet pobożni ludzie o czystych sercach popełniają błąd, nadmiernie podkreślając rolę jednostki, przeto ludzie niesprawiedliwi przyjmują, że bezradny człowiek taki jak ja jest źródłem owego Światła i za pomocą wszelkich środków starają się zdyskredytować mnie, zgasić owo Światło i wprowadzić w błąd ludzi o czystych sercach. Na ową prawdę pokrótce wskazuje wydarzenie omówione w Kwestii Drugiej.
Kwestia Druga: Drugiego dnia świąt poszedłem na spacer na wieś dla chwili wytchnienia. Pewien ważny urzędnik bezprawnie zaatakował mnie na pięć sposobów. Dzięki miłosierdziu i hojności Boga, aby zachować dzieła Traktatów Światła, które zostały złożone na moje barki i na moją głowę, aby zachować godność i honor ich uczniów, które zostały złożone na moje serce i duszę, zostałem obdarowany nadzwyczajną cierpliwością i wytrwałością. Później stało się jasne, że plan zakładał sprawienie tego, iż zareaguję gniewem, by w ten sposób ograniczyć podboje Traktatów Światła, a szczególnie Największego Znaku (tur. Ayet'ul Kubra). Strzeżcie się! Strzeżcie się wpadania w gniew! Nie martwcie się ani nie lękajcie o mnie i nie odczuwajcie wyrzutów sumienia z mego powodu. Bez wątpienia zza zasłony ochrania nas wsparcie Boga i oby ukazało ono w nas znaczenie wersetu:
[8]
Ich plan został zatem udaremniony, jednakże w tej prowincji istnieją ludzie, którzy prześladują mnie, polegając bezpośrednio na owym wysokiej rangi urzędniku. Gdyby było to możliwe, powiedziałbym, iż nie mogę przystosować się do tutejszego klimatu, a także wykorzystałbym sąd w Denizli oraz Sąd Apelacyjny w Ankarze do poruszenia kwestii przeniesienia mnie w bardziej właściwe miejsce. Ponieważ nie mogę przedstawić takiego wniosku osobiście, byłoby dobrze, gdyby taką próbę podjęli moi przyjaciele w Denizli, którzy troszczą się o mnie bardziej niż ja sam. Przynajmniej mogliby oni użyć tego pretekstu, abym ponownie został tam uwięziony.
Moi drodzy, wierni, silni i szczerzy bracia!
Moja dusza (ar. nafs), a także ci, którzy pozostają w kontakcie ze mną, poruszyli doniosłą kwestię, która jest natury zarówno materialnej, jak i duchowej, pytając: Dlaczego jest tak, że - w przeciwieństwie do wszystkich innych i jak nikt inny wcześniej - nie poszukujesz wsparcia ze strony ważnych sił, które mogą ci dopomóc? Dlaczego odmawiasz im? Dlaczego nie przyjmujesz wielkich zaszczytów, których poszukują
wszyscy inni, a które - z czym jednogłośnie zgadzają się twoi wybrani uczniowie - mogłyby przysłużyć się rozprzestrzenianiu Traktatów Światła oraz ich podbojom? Dlaczego wystrzegasz się tego tak gwałtownie?
Odpowiedź: W tym wieku ludzie wiary rozpaczliwie potrzebują prawdy, która nigdy nie będzie mogła zostać wykorzystana jako narzędzie, zwolennik lub pomost dla jakiejkolwiek rzeczy we wszechświecie, a także lekcji prawd wiary, której nie może zepsuć żaden cel (prócz zadowolenia Boga - uz. red. pol.), której nie mogą pokonać żadna wątpliwość czy filozofia. Wtedy wszyscy wierni będą mogli chronić swoją wiarę przed atakami zbłądzenia nagromadzonego przez tysiąc lat.
Z tego powodu Traktaty Światła nie przywiązują wagi do wpływu czy poparcia jakiejkolwiek potęgi z kraju czy z zagranicy. Nie poszukują ich ani nie stają po ich stronie, aby w oczach ludzi wiary Traktaty Światła nigdy nie były postrzegane jako pomost dla pewnych celów doczesnych. Poprzez fakt, że nie są narzędziem czegokolwiek innego prócz życia wiecznego, Traktaty nabrały nadzwyczajnej mocy i prawdy, które są w stanie odeprzeć szturm wątpliwości i niepewności.
Pytanie: Dlaczego uciekasz od przyjęcia mile widzianych i nieszkodliwych, duchowych i wiecznych rang, których zwykle pragną wszyscy ludzie wiary? Uciekasz od owych zaszczytów, jakie ofiarowują ci twoi szczerzy bracia, pomimo faktu, że owe przychylne myśli nie wyrządzają żadnej szkody szczerości intencji (ar. ichlas). Tymczasem gdybyś przyjął owe zaszczyty, stałyby się one bezspornym dowodem przyjęcia Traktatów Światła. Ty jednak odrzucasz je bez żadnej skromności i pokory, napastliwie i ostro, nawet kosztem tego, że urazisz swych braci.
Odpowiedź: Jak patriota poświęci się dla ocalenia życia jego przyjaciół, tak w ten sam sposób, aby chronić życie ludzi wiary, jeśli będzie taka potrzeba (a jest taka potrzeba), opierając się na lekcjach litości, jakie otrzymałem od Traktatów Światła, poświęcę nawet moją rangę życia wiecznego, nie mówiąc już o poświęceniu owych rang, na które nie zasługuję.
Tak, w każdym wieku, zwłaszcza w tym wieku, a szczególnie wtedy, kiedy z ogólnego niedbalstwa powstaje zbłądzenie, kiedy zapanowały polityka i filozofia; w tym wieku, kiedy rozpowszechnionymi stały się ego i samochwalstwo, owe wysokie rangi sprawiają, iż każdy mocno je obejmuje i użyje wszystkiego jako pomostu służącego osiągnięciu owych zaszczytów. Zaprawdę, sprawiło to, iż nawet uświęcone kwestie religii stały się narzędziem zaszczytów tego świata. Oddziaływanie prawdy straci blask poprzez oskarżenia i podejrzenia o to, że "uczynił on uświęconą służbę i jej prawdy tarczą chroniącą go w oczach ludzi, a także sprawia, że wygląda na
to, iż jest on godzien owych zaszczytów". Choć może to przynieść korzyść i wysoką rangę jednemu człowiekowi, szkoda, jaką wyrządzi w oczach społeczeństwa poprzez ukazanie, że nie stosujemy się do prawdy, do której wzywamy, będzie tysiąckrotna.
Podsumowując: Prawda szczerości intencji (ar. ichlas) zabrania mi rzeczy, które mogą stać się przyczyną chwały, honoru i zaszczytów zarówno materialnych, jak i duchowych. Choć odrzucanie owych rang może przyczynić wielkiej straty służbie Światła, jako że ilość nie ma żadnego znaczenia w porównaniu z jakością, postrzegam dostarczenie lekcji w temacie prawd wiary dziesięciu ludziom, będącym uczniami o szczerej intencji, którzy przedkładają prawdę ponad wszystko, jako daleko ważniejsze od poprowadzenia tysiąca ludzi dzięki randze "bieguna duchowości" (ar. qutb), ponieważ tych dziesięciu ludzi dzięki przyjęciu owej całkowitej prawdy, przedkładaniu jej ponad wszystko inne i ukazywaniu stałości sprawi, że ich podobne nasionom serca rozwiną się i staną się drzewami. Z drugiej strony tysiąc ludzi może zostać pokonany i rozproszony przez wątpliwości zrodzone z tego świata i filozofii, a to z powodu ich postrzegania lekcji, jakie daje ten, kto jest "biegunem duchowości", jako "pochodzących od jego ograniczonej rangi, osobowości i charakteru". Przedkładam zatem świętość ponad owe zaszczyty.
Zaprawdę, obawiam się o człowieka, który podczas święta bezprawnie zdradził mnie na pięć sposobów, korzystając z planów opracowanych przez moich wrogów. Mam nadzieję, że nie spotkała go żadna szkoda, ponieważ cała sprawa została tak nagłośniona, że gdyby coś się stało, społeczeństwo mogłoby przypisać mi wysoką rangę i uznać to zdarzenie za mój nadzwyczajny cud. Modliłem się zatem: "O, Panie (ar. ja, Rabb), zmień na lepsze jego postępowanie lub ześlij mu karę, lecz spraw, by nie ukazała się jako cud".
W związku z tym powiem, co następuje:
Wśród listów moich uczniów, jakie zostały mi zwrócone przez sąd, widziałem jeden, pod którym złożono wiele podpisów. Został on włączony do Dopisku, a dotyczył błogosławieństwa środków do życia otrzymanych przez uczniów Światła, a także niektórych ciosów, jakie im wymierzono. Nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że jak tym, którzy otrzymali owe ciosy w Kastamonu, tak pięciu osobom stąd wymierzono te same ciosy.
Część listu napisanego przez uczniów Światła, którzy byli świadkami wydarzeń skierowanych przeciwko komunistom, do jakich doszło w Stambule
Moi drodzy bracia!
Al-hamdu li-llah, oto wczoraj w Stambule duchowe podboje Światła ukazały się w całej swej potędze i wspaniałości. Zostały zniszczone jedna lub dwie drukarnie stowarzyszenia planującego zasadzenie na świecie, a szczególnie w świecie islamu, ziaren całkowitej niewiary. Owe ośrodki, które propagowały ich idee oraz ich bezbożną działalność, padły ofiarą wyrażonych przez słowa, czyny i działania protestów tych samych młodych ludzi, których owo stowarzyszenie - jak twierdziło - miało uczynić ateistami i komunistami. Ci młodzi ludzie przeklęli ich słowami: "Śmierć komunizmowi!". Stowarzyszenie poniosło straty materialne w tysiącach lir oraz straty duchowe równe milionom lir.
O, uczniowie Światła! Niech nie zasmuca was w tym czasie brak środków materialnych. Podboje Światła trwają i rozprzestrzeniają się na coraz szersze sfery, a Traktaty odnoszą powszechne zwycięstwa. Chwała niech będzie Bogu Jedynemu, oto dar od mojego Pana!" Haza min fadli rabbi.
Moi drodzy, wierni bracia!
Spiski, które knuto przeciwko mnie przez ostatnie dwa miesiące, obecnie zostały ujawnione. Dzięki ochronie Boga poziom nieszczęścia zmniejszył się dwudziestokrotnie.
W spokojniejszym czasie chodziłem do meczetu. Bez mojej wiedzy uczniowie przygotowali dla mnie małą izdebkę, abym nie zmarzł. Cztery lub pięć dni temu postanowiłem, że nie będę już chodził do meczetu. Policjant kazał rozebrać ów przygotowany dla mnie kącik, a urzędnicy również powiadomili mnie: "Nie będziesz więcej chodził do meczetu". Uczynili zatem górę z kretowiska, dokonując prowokacji. Nie przejmujcie się, ma to jedynie niewielkie znaczenie.
Myślę, że tym, co robią, jest poszukiwanie pretekstów do zdradzenia mnie, aby mogli oni zniszczyć znaczącą a niezasłużoną atencję, jaką cieszę się w każdym miejscu. Myśląc o moich dawnych dniach, przyjęli, iż tego nie wytrzymam. Tymczasem - pod warunkiem, że szkody nie doznają bezpieczeństwo i rozpowszechnianie Traktatów Światła - będę składał podziękowania Bogu, nawet jeśli każdego dnia będę cierpiał z powodu tysiąca zdrad i prześladowań. Jak nie przywiązuję do owego zdarzenia żadnego znaczenia, tak nie zachwiało ono tutejszymi uczniami. Dzięki łasce Boga to wydarzenie, którego nastąpienia spodziewaliśmy się od dawna, wyrządziło nam jedynie niewielką szkodę.
Przesyłamy nasze pozdrowienia pokoju i modlimy się za każdego z naszych braci.
Zwięzły list napisany przez Nauczyciela, w którym szkicuje on plany tych, którzy starają się sprawić, by uczniowie Światła porzucili Traktaty Światła, a także sposób, w jakim powinno się tym ludziom odpowiadać
Moi drodzy, wierni bracia!
Otrzymałem silne duchowe ostrzeżenie, abym przypomniał wam o pewnej ważnej kwestii, którą streściłem wam wcześniej. Jest ona następująca:
Naszym potajemnym wrogom, hipokrytom (ar. munafiqun), nie udało się uczynić z sądownictwa, polityki i władz narzędzia służącego ich sprawie ateizmu - a podejmowali oni takie starania aż do tej pory. Porzucili oni ich wcześniejsze plany, które działały na korzyść podbojów Traktatów Światła. Teraz pewne znaki wskazują na to, iż knują oni bardziej fałszywy plan, który zadziwiłby nawet diabła. Najważniejszą zasadą owych planów jest sprawienie, by najbardziej szczerzy i zaangażowani spośród naszych braci poczuli się zalęknieni i stracili wiarę, a jeśli okaże się to możliwe - by porzucili oni Traktaty Światła. Do osiągnięcia owego celu używają oni tak dziwacznych kłamstw i podstępów, że do odparcia ich potrzebne są stałość, wierność i siła jak ze stali, podobne tym, które posiadają bohaterscy uczniowie z grup [9] "Róża" i "Światło" w Isparcie i okolicach.
Niektórzy ludzie ukazują się jako przyjaciele, a jeśli tylko to możliwe, starają się zaszczepić strach i zasiać wątpliwości, robiąc górę z kretowiska. Mówią oni: "Cokolwiek robicie, nie zbliżajcie się do Saida, ponieważ rząd przetrzymuje go pod nadzorem policyjnym!" i starają się sprawić, by słabsi odeszli. Zaprawdę, dla niektórych z młodych uczniów przygotowali dziewczęta, które mają napastować ich i pobudzać ich żądze. Wskazują nawet na moje osobiste błędy i ułomności, by zniechęcić najważniejszych uczniów, aby odsunęli się oni od Traktatów Światła. Ukazując sławne osobistości spośród ludzi innowacji (ar. ahl al-bid'a), zaś owi sławni ludzie jedynie z pozoru są pobożni, mówią oni: "My również jesteśmy muzułmanami. Religia nie ogranicza się do metody Saida Nursiego". Ci, którzy potajemnie sprzeciwiają się nam, działając w imię anarchii i ateizmu, wykorzystują niektórych łatwowiernych ludzi religii i hodżów. In sza' allah, ten ich plan również spełznie na niczym. Powiedzcie takim ludziom:
"Jesteśmy uczniami Światła. Said jest uczniem takim jak my. Genezą, źródłem i fundamentem Traktatów Światła jest Koran. Ukazały one swą wartość i zatriumfowały nad najbardziej zaciekłymi wrogami, choć były celem bezprecedensowych śledztw i pogoni. Jakikolwiek by nie był osobisty stan Saida, który jest tłumaczem Traktatów i jednym z ich sług, nawet jeśli - niech Bóg nas przed tym uchroni - zwróci się on przeciwko Traktatom Światła, nasza wierność i zaangażowanie nie zachwieją się, in sza'a-llah ". Mówiąc to, zamkniecie im drzwi przed nosem.
Jednakże koniecznym jest, by zajmować się Traktatami Światła tak bardzo, jak tylko potraficie - jeśli to możliwe, przez spisywanie ich, by unikać przywiązywania jakiejkolwiek wagi do wyolbrzymionej propagandy, a także, aby praktykować całkowitą ostrożność, tak jak wcześniej.
Przekazujemy pozdrowienie pokoju każdemu z naszych braci i modlimy się za nich.
Nasi wrogowie starają się wyrządzić szkodę braterstwu i patriotyzmowi, a także zniszczyć uwagę świata islamu, która jest największą siłą ludzi tego narodu. Ci, którzy pragną zaszczepić całkowity ateizm, wprowadzili rząd w błąd, czyniąc politykę narzędziem ateizmu, a także już dwa razy zdezorientowali sądownictwo, mówiąc: "Uczniowie Światła wykorzystują religię jako narzędzie polityki, przez co istnieje ryzyko wyrządzenia szkody bezpieczeństwu publicznemu".
Tymczasem Traktaty Światła są materialnym i duchowym błogosławieństwem (ar. baraka) dla tego kraju. Poprzez swą nadzwyczajną służbę osłaniają prawdy, które dotyczą całego świata islamu. Znaki trzydziestu trzech wersetów Koranu, trzy cuda spośród tego, co niewidzialne, dokonane przez Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), a także pewne wiadomości, przekazane przez tego, który był Wielkim Wspomożeniem, dowodzą przyjęcia przez Boga Traktatów Światła, które nie są w żaden sposób związane z polityką. Poprzez unicestwianie całkowitego ateizmu oraz odpieranie anarchii, która jest jego fundamentem, a także prześladowań będących jego stropem, Traktaty zapewniają bezpieczeństwo publiczne, wolność i sprawiedliwość.
Traktaty Światła nie mogą być prześladowane pod pretekstem tego, iż zagrażają one temu krajowi i jego władzom. Nie można dłużej używać tej wymówki dla przekonania kogokolwiek. Obecnie hipokryci (ar. munafiqun) ponownie - jak uczynili to dwa lata temu w Stambule i w okolicach Denizli - starają się wykorzystać pod płaszczykiem religii łatwowiernych hodżów, ludzi popierających zakazane innowacje (ar. bid'a) lub egoistów będących na drodze sufich, którzy występują przeciwko Traktatom Światła. In sza'a-llah, nie uda im się to.
Odnośnie do tego, iż Traktaty Światła są duchowym wybawicielem tego narodu, myślę, że nadszedł - lub jest bliski - czas, w którym ukażą one same siebie poprzez publikacje i lekcje, aby odsunąć dwa straszliwe nieszczęścia natury duchowej.
Pierwsze z owych straszliwych nieszczęść jest następujące: Bezbożne prądy przychodzące z północy, które zwyciężyły chrześcijaństwo i płodzą anarchię, otoczyły ten naród swymi duchowymi szańcami. W odpowiedzi na ich działania Traktaty Światła są w stanie wykonać obowiązek barykady Koranu, podobnej barierze wzniesionej przez Zu'l-Qarnajna.
Drugie nieszczęście: Memu sercu oznajmiono, że nadszedł czas, abyśmy sami wypowiedzieli się za pośrednictwem pras drukarskich, by wykorzenić surową krytykę i oskarżenia wysuwane pod adresem członków tego wielkiego narodu przez świat islamu.
Nie wiem, jaka jest sytuacja na świecie, jednakże Traktaty Światła działają jak forteca stawiająca opór inwazji tego straszliwego prądu, który opanował całą Europę, a nie opiera się na religiach Objawienia. Są one cudem Koranu, który posłuży odparciu obecnej krytyki i oskarżeń świata islamu oraz wielkiego kontynentu azjatyckiego, a także przywróceniu wcześniejszych miłości i braterstwa. Dla polityków tego kraju, którzy żarliwie go miłują, jest zatem koniecznością szybkie wydrukowanie i oficjalne opublikowanie Traktatów Światła, aby mogły stać się one tarczą chroniącą przed owymi dwoma nieszczęściami .
Moi bracia!
Teraz jest oczywistym, iż uknuto tajny plan, aby oficjalnie zdradzić mnie i znieważyć, a to dla zniszczenia uwagi, jaką poświęca mi społeczeństwo. Nasi wrogowie potajemnie starają się o to, by zniechęcić i odstraszyć ode mnie wszystkich moich przyjaciół, tymczasem traktat Pieczęć zatwierdzająca to, co niewidzialne (tur. Sikke-i Tasdik-i Ghaybi) całkowicie zniszczył ich propagandę, choć do pewnego stopnia rozdrażnili mnie tym, że atakują mnie jako prywatnego człowieka. Ich postępowanie dotyczy pewnych skłonności, jakie pozostały mi po starym Saidzie. Niemniej jednak, w oczach ludzi prawdy oraz istot duchowych nadzwyczajne zwycięstwa Traktatów Światła spotkały się z najgłębszym szacunkiem oraz litością. Sprawia to, że wszelkie zdrady i zniewagi skierowane przeciwko mojej osobie są tak znikome, jak skrzydełko muchy. Jeśli chodzi o tych nędzników, którzy mnie zdradzili, to ponieważ zniszczenie szacunku, jakim cieszą się ludzie religii i ludzie nauk religijnych przez wzgląd na swą pobożność, jest zdradą religii, zatem są oni przeklęci w oczach aniołów, istot duchowych, ludzi wiary i ludzi prawdy. Jedyną rzeczą, jaką zyskali, są
pochwały, które otrzymali od jednego czy dwóch spośród tysiąca ateistów. Ci nieszczęśnicy zakładają, iż znieważanie mnie zniszczy wpływ Traktatów Światła. Przypuszczają, że jestem źródłem Traktatów i w swej głupocie przyjmują, że Traktaty Światła znikną, jeśli zostanę zdyskredytowany, zatem kontynuują atakowanie mojej osoby.
Mówię im zatem: O, wy nieszczęśnicy, którzy zdradzacie mnie i znieważacie w imię ateizmu! Przekazuję wam pewną wiadomość o tym, że bardzo niedługo - o ile nie dokonacie skruchy - skończy się wasza pomyślność. Zostaniecie powieszeni na szubienicach śmierci i skazani na wieczną egzekucję, którą wykona kat, jakim jest śmierć. Podczas gdy wasze złe dusze zostaną skazane na uwięzienie w samotności, na was spadną ponadto odraza i przekleństwa ludzi wiary oraz istot duchowych. Jeśli tylko nie dokonacie skruchy, zemszczę się po dwakroć, zatem zamiast odczuwać gniew, współczuję wam.
Co się tyczy Traktatów Światła, to ich wpływ nie może zostać zniszczony ani ograniczony nawet w najdrobniejszym stopniu, szczególnie przez ludzi takich jak wy, którzy nie są warci nawet tyle, ile jest warta zwykła mucha. Jako że setki tysięcy ludzi ocaliły swą wiarę poprzez Traktaty Światła, docenią je oni i umiłują całym swym jestestwem.
Jeśli chodzi o moje osobiste udręki, to przekazuję wam pewną wieść o tym, że w zamian za minutę lub dwie smutku skrzywdzonego człowieka znajduję pocieszenie tak wielkie, że choćby wasze zniewagi i zdrady zwiększyły się po tysiąckroć, jeszcze nie przerwałoby to owej błogości. Dzięki niekłamanym znakom Traktatów Światła widzimy, że ci, którzy atakują nas w imię ateizmu, spotkają się z konsekwencjami swej zdrady, jakimi są wieczne męczarnie i wieczna egzekucja w miejscu uwięzienia w samotności. Jeśli zaś chodzi o tych uczniów, którzy poprzez Traktaty Światła ocalili swą wiarę, ich udziałem stały się przejawy wiecznego uznania, miłosierdzia i pochwał. Wyraziliśmy owe konsekwencje poprzez tysiące dowodów, które zmusiły do milczenia filozofów.
Co więcej, nowy Said rygorystycznie sprzeciwia się zyskiwaniu uwagi, szacunku, sławy i zaszczytów, i nigdy ich nie przyjmie. Z tego powodu przez minione dwadzieścia lat wybierał on odosobnienie.
Jeśli czynicie to, co czynicie, by zniszczyć jego wpływ, działając w imię bezpieczeństwa publicznego i władz, popełniacie wielki błąd. Jak zostało to ukazane przez nasze uniewinnienie, orzeczone przez trzy sądy w ciągu dwóch lat, w żadnym z moich stu dwudziestu dzieł nie ma niczego, co wskazywałoby na możliwość zamachu stanu lub popełnienia jakiegokolwiek przestępstwa podlegającego oskarżeniu. Nie znaleziono niczego,
co w jakikolwiek sposób występowałoby przeciwko temu krajowi lub narodowi, ani w dwudziestu latach mego życia, ani wśród stu dwudziestu tysięcy uczniów Światła. Zwrot wszystkich części Traktatów Światła wyraża ów fakt z całkowitą pewnością. O wy, którzy prześladujecie nas w imię ateizmu! Staracie się wywołać zamieszanie uciskając mnie, działając na korzyść anarchii i straszliwych wpływów z zagranicy. Poprzez zezwalanie owym prądom na to, by wtrącały się do waszych spraw, działacie na szkodę tego kraju i narodu, jego bezpieczeństwa publicznego i władz. Oto, dlaczego nie przywiązuję żadnej wagi do jakiejkolwiek z waszych zdrad i zniewag. Postanowiłem okazywać cierpliwość i wytrwałość z korzyścią dla zachowania bezpieczeństwa publicznego.
Zaprawdę, świat nie jest stały; jego wydarzenia są burzliwe i podlegają stałym zmianom. W kilku godzinach zbrodni zawarte są tysiące owoców piekielnego drzewa Az-Zaqqum i inne będące udręką rezultaty. Będziecie zatem lamentować, żałując po sto tysięcy razy, lecz na próżno!
Powiem nieszczęśnikom takim jak wy, co napisałem do władz oraz do tych, którzy bezpośrednio odpowiadają za naszą sprawę:
Poprzez Traktaty Światła pracujemy, aby odepchnąć dwa największe zagrożenia dla tego kraju i jego przyszłości, co ukazaliśmy czynem poprzez wiele znaków, a co częściowo zostało udowodnione w sądzie.
Zagrożenie pierwsze: Pracujemy dla postawienia tamy przeciwko falom anarchii, która nadciąga z zagranicy, aby wtargnąć do tego kraju.
Zagrożenie drugie: Pracujemy dla ustanowienia największych punktów oparcia dla tego narodu, przekształcając wrogość trzystu pięćdziesięciu milionów muzułmanów w braterstwo.
"Szanowny panie! Dlaczego pozostaje pan obojętny na bezprawne, bezsensowne i będące wynikiem złego osądu ataki tak wielkiego stopnia, które nie mają swego precedensu w historii?
Oto przykład: Aby zyskać nagrodę za modlitwę w zgromadzeniu (ar. salat al-dżumu'a), w spokojnym czasie uczęszczałem do miejscowego meczetu. Choć wzbraniałem się przed tym, by zbliżał się do mnie ktokolwiek z wyjątkiem jednej lub dwóch osób, przedstawił mi pan oficjalne
ostrzeżenie, które mówiło: 'Kategorycznie zabrania się panu chodzenia do meczetu'. Na mocy jakiego prawa zdradza mnie pan, choć jestem pustelnikiem, choć cierpię z powodu choroby, starości i ubóstwa? Jaka mądrość jest w tym zawarta? Jakież prawo zezwala na tak bezsensowne zamieszanie wokół jednego lub dwóch kawałków drewna [10] i dywanika, które pewien człowiek przygotował bez mojej wiedzy, a które miały dać mi trochę ciepła w cichym kąciku meczetu? Jaka mądrość jest w tym zawarta? Pytam pana!"
Ci, którzy zdradzają mnie w ten sposób, nie mają absolutnie żadnego wytłumaczenia. Oto, co mówię w odpowiedzi tym, którzy czynią społeczeństwo jedynie zasłoną i pytają: "Dlaczego okazujecie szacunek temu szkodliwemu człowiekowi?":
Wszyscy moi przyjaciele wiedzą, iż odpycham i odrzucam szacunek okazywany mojej osobie. Jakież prawo może - pomimo tego, iż odrzucam pochlebne poglądy innych na mój temat - oskarżyć mnie bądź sprawić, że zdradzicie mnie z powodu przychylnego myślenia innych ludzi, które dzieje się niezależnie od mej woli i aprobaty? Jeśli założyć, że atencja społeczeństwa miałaby zawierać jakąkolwiek prawdę, ten naród jedynie skorzystałby na tym, nie doznając żadnej szkody. Nawet gdybym po części przyjmował ów szacunek, jakąż złą wolą z mojej strony mogłoby być przyjęcie przyjaźni jednej lub dwóch osób, kiedy jestem stary, chory, ubogi i przetrzymywany w zimnym pomieszczeniu, w całkowitej samotności? Jakież prawo może tego zabronić? Jakim prawem pozbawiacie mnie możliwości spotykania się z ludźmi, z wyjątkiem jednego czy dwóch dzieci, które mi dopomagają? Jako że owe dzieci nie zawsze mają czas, przeważnie nie jestem w stanie zadbać o własne potrzeby. Z pewnością na policji, rządzie i władzach tego kraju spoczywa obowiązek poświęcenia wielkiej uwagi owej straszliwej sytuacji. Mówię to wam, ponieważ ta sprawa dotyczy was w poważnym stopniu.
Moi wielce mi drodzy, wierni i szczęśni bracia!
Czerwona pożoga, płomienie rewolucji i iskry komunizmu wzlatujące z komunistycznej Rosji dotarły do okolic każdego miasta na świecie i zniszczyły je. W niektórych miejscach rozsiały one płomienie niezgody i konfliktu, nawołując innych do tego, by brat zabijał brata. Po tym, jak podpalił i pochłonął świat chrześcijaństwa, (komunizm - uz. red. pol.) otoczył świat islamu, podkładając ogień pod okapem jego dachu. Rzucając wyzwanie owemu olbrzymiemu i straszliwemu nieszczęściu i biorąc na swoje barki obowiązek strażaka, Traktaty Światła są jedyną tarczą i najwspanialszym schronieniem dla muzułmanów i dla ludzkości.
O wy, którzy zbłądziliście z drogi tego, kto był chlubą wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie)! O wy, którzy jesteście dumni z efemerycznych spraw tego świata, jakie w swym zbytku prowadzą do nadużycia, którzy uciekacie przed Światłem Koranu w obawie, iż wyrządzi ono szkodę waszym światom! W czasie, kiedy jesteśmy otoczeni przez całkowitą niewiarę, jedyna prawdziwa droga do ocalenia prowadzi przez wejście do uświęconej sfery Traktatów Światła i przez szukanie schronienia w ich świetlistych okopach. Traktaty są najsilniejszymi, najlepiej ufortyfikowanymi i najbardziej niezachwianymi umocnieniami. Przekształcają one śmierć, którą uważacie za wieczną egzekucję, w życie wieczne.
Jak sam zostałem wybawiony od straszliwych chorób duchowych poprzez przyjęcie i wstawiennictwo suplikacji (ar. du'a) takich, jak:
Wybaw nas i naszych rodziców, uczniów Traktatów Światła i ich rodziców od Ognia Piekielnego, odmawianych przez błogosławionego interpretatora tego Światła oraz przez błogosławioną, zbiorową osobowość duchową Traktatów Światła, a także poprzez ich stałe czytanie, jak wkroczyłem do owej błogosławionej i uświęconej sfery, tak wy również będziecie wybawieni od płomieni i skarg tego świata oraz życia ostatecznego. Przez wzgląd na to, że jesteście swego rodzaju pasterzami dla waszych rodzin i dzieci, ocalicie również tych, których miłujecie. Pracując dla Światła, każdy z was osiągnie materialną i duchową szczęśliwość oraz zbawienie. Prawdę tę zaświadczają miliony uczniów Światła.
O, uczniowie Światła! Nie unoście swoich głów, nie przestawajcie bić czołem Jedynemu Bogu w podziękowaniu za Jego wieczną łaskę, jaka
została wam zesłana. Nie pozwalajcie, by odwrócił was od tego ziąb nocy. W owych świętych godzinach nocy wykonujcie obowiązek składania podziękowań Najbardziej Litościwemu Panu (ar. Ar-Rabb Ar-Rahim), Który nie odmówił wam żadnej z Jego łask. Nie lękajcie się i nie drżyjcie ze strachu przed wydarzeniami, które naderwały wasze środki do życia. Nie lękajcie się o przyszłość, której ofiarą padło tak wielu ludzi. Zaświadczajcie cudotwórstwo uświęconego Światła.
Ten świat jest przemijający. Nawet gdyby człowiek żył tysiące lat, nie miałoby to żadnej wartości w porównaniu z życiem ostatecznym, które jest wieczne. Choć jest przemijającym, ten świat jest polem uprawnym dla wiecznych owoców życia wiecznego. Nie pozwólcie więc, aby krańcowe zimno i gwałtowne burze spłoszyły was lub przeraziły. Dokładajcie starań, aby zasiać na owym błogosławionym polu najbardziej błogosławione, świetliste, owocne i dające obfity plon ziarna Światła, ponieważ jak mawia błogosławione przysłowie naszych przodków: "Kto sieje, ten żąć będzie".
O, uczniowie Światła! Nie chwiejcie się pod atakami wrogów religii. Nie bądźcie znużeni. Pracujcie wciąż i wciąż, i wiedzcie z całą pewnością, że wstawiennictwo (ar. szufa'a) Światła, suplikacje (ar. du'a) Światła i starania Światła wybawią was!
Moi drodzy, wierni bracia!
W wyniku cierpliwości i wytrwałości, jakie wykazałem, a także dzięki łasce Boga i wsparciu, jakie dały mi wasze modlitwy (ar. du'a), plany zamordowania mnie przedsięwzięte ostatniej zimy spełzły na niczym. Teraz jest nawet bardziej jasne, że ów spisek został zaplanowany na wielką skalę. Świadectwem tego są słowa wypowiedziane niedawno w Afyon przez prezydenta, który powiedział, że spodziewano się "zamieszek na tle religijnym w tej prowincji".
Oznacza to, że celem owego tajnego komitetu było wywołanie incydentu poprzez uciskanie mnie. Ci ludzie wtrącają się do spraw
muzułmanów i obywateli (tego kraju - uz. red. pol.) w imieniu cudzoziemskich sił, całkowicie bezprawnie i wedle własnego uznania. Dręczą mnie poprzez ucisk i zdradę, wywierając wielką presję na moje nerwy. Przyniesie im to całkowitą szkodę na tym świecie, a Piekło i nieszczęścia w życiu ostatecznym, podczas gdy nam przyniesie wielkie nagrody oraz zwycięstwo na tym świecie, a w życiu ostatecznym, in sza'a-llah, obdaruje nas Rajemi wodą z rajskiego źródła Al-Kałsar.
Ostatecznie ten tajny plan musieli odczuć członkowie parlamentu, prezydent i tutejsi funkcjonariusze służb publicznych, a nawet gubernator, przez co przerazili się i zawahali przed spotkaniem się ze mną. Byłem tym zadziwiony. Jednakże nawet ci, którzy posiadają choć najdrobniejszą inteligencję, zrozumieli, iż tym, co mamy w naszych rękach, jest Światło, nie zaś tęgi kij polityki. Jakże zadziwiające jest to, że niektórzy z ludzi, którzy powinni być mi najbardziej przychylni, zostali wykorzystani przeciwko mnie.
Uczniowie Światła muszą zachowywać nadzwyczajną uwagę oraz ostrożność, a także postępować rozważnie. Istnieją burze duchowe, zaś niektórzy zwodniczy hipokryci (ar. munafiqun) wślizgują się, pełzając, do różnych miejsc. Bezbożnie wspierając całkowity despotyzm, wkroczą oni do grup działających na rzecz niezależności, aby wywołać zepsucie, poznają sekrety owych grup i przyczynią im szkody.
Odnośnie do wręczenia Amerykanom Laski Mojżesza przez Salahuddina mówimy:
Misjonarze, chrześcijanie duchowi [11] i uczniowie Światła muszą za-chować nadzwyczajną ostrożność, ponieważ jest bardzo prawdopodobnym, że w odpowiedzi na ataki islamu i chrześcijaństwa prądy z północy (to jest z Rosji - uz. red. tur.) postarają się rozbić sojusz między muzułmanami i misjonarzami, aby chronić same siebie. Poprzez poglądy sprzyjające niższym klasom społecznym, Północ wezwała burżuazję do pomocy niższym klasom i podjęła próbę powstrzymania ich tyranii za pomocą obowiązkowej jałmużny i zakazu odsetek. W ten sposób może ona wprowadzić w błąd muzułmanów, ukazując się jako przyznająca im pewne przywileje, a także może przeciągnąć niektórych z nich na swoją stronę. Tak czy inaczej... Tym razem przez wzgląd na was złamałem swoją zasadę i zwróciłem uwagę ku sprawom tego świata.
W tych kłopotliwych czasach, kiedy moja dusza (ar. nafs) irytowała mnie swą niecierpliwością, poniższy fragment całkowicie ją uciszył i sprawił, że złożyła podziękowania Bogu. Przedstawiam wam ów fragment, który wisi na ścianie mego pokoju, abyście również mogli z niego skorzystać.
1. O, moja duszo! W wieku siedemdziesięciu trzech lat otrzymałaś większy udział w przyjemności niż dziewięćdziesiąt procent ludzi. Nie masz prawa prosić o nic więcej.
2. Poszukujesz trwałości w natychmiastowych i ulotnych przyjemnościach. Dlatego zaczynasz płakać, kiedy owe przyjemności przemijają. Otrzymujesz cios za ślepe emocje, które doprowadziły cię do tego błędu. W zamian za minutę śmiechu płaczesz przez dziesięć godzin.
3. Za zasłoną tyranii i nieszczęść leży sprawiedliwość Bożego zarządzenia (ar. qadr). Ludzie prześladują cię z powodu zbrodni, których nie popełniłaś. Jednakże z powodu twoich utajonych błędów Boże zarządzenie doświadcza cię poprzez dłoń owego nieszczęścia i sprawia, że żałujesz za swój błąd.
4. Po setkach doświadczeń, o moja niecierpliwa duszo!, nabrałem silnego przekonania o tym, że za zasłoną pozornych nieszczęść, a także w ich rezultatach, znajdują się słodkie efekty Bożej łaski. Fraza:
Być może, czujecie wstręt do jakiejś rzeczy, choć jest dla was dobra, naucza najbardziej pewnej prawdy. Pamiętaj o tej lekcji przez cały czas. Prawo Boga, które włada tym światem, owo wszechstronne prawo Bożego zarządzenia (ar. qadr), nie może zostać zmienione przez wzgląd na ciebie.
5. Weź za swego przewodnika uświęconą zasadę, która mówi:
Ktokolwiek wierzy w Boże zarządzenie, jest ocalony od smutku. Nie uganiaj się za przemijającymi, znikomymi przyjemnościami, jak przesadnie rozentuzjazmowane, bezmyślne dziecko! Pamiętaj o tym, że ulotne przyjemności pozostawiają po sobie duchowe cierpienia i żal. Jeśli chodzi o kłopoty i cierpienia, to pozostawiają one po sobie duchowe przyjemności i wieczne nagrody. Jeśli nie jesteś szalona,
będziesz poszukiwać przemijających przyjemności jedynie przez wzgląd na składanie podziękowań Bogu. Przyjemności zresztą zostały nam dane jedynie po to, byśmy dziękowali Bogu.
Mój drogi, szanowny bracie!
Po pierwsze, uważnie przeczytałem twój list, który był tak wszechstronny, długi, dociekliwy i żarliwy, jak cały traktat. Z góry mówię ci, że nauczycielem Traktatów Światła, który w znacznym stopniu ukazał je poprzez aluzyjne znaki w swym dziele Qasida al-Dżaldżalutijja, a który był mym szczególnym nauczycielem w temacie prawd wiary, jest Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad). Na mocy zarządzenia wersetu:
[12]
umiłowanie ahl al-bajt [13] jest podstawową zasadą Traktatów Światła oraz przyjętej przez nas metody. Wymaga to tego, aby usposobienie wahabitów w żaden sposób nie przejawiało sięw prawdziwych uczniach Światła.
Jednak ponieważ w tym czasie ateiści i ludzie zbłądzenia mają swe potężne prądy sprzeciwiające się Koranowi i wierze, zyskują oni na rywalizacji, wywołują zamieszanie wśród ludzi wiary i wtrącają się w sprawy symboli islamu. Zaiste, w odpowiedzi owym straszliwym nieprzyjaciołom nie powinno się otwierać drzwi prowadzących do sporów w temacie różnic dotyczących pomniejszych i drugorzędnych kwestii.
Nie ma również potrzeby oczerniania ludzi, którzy zmarli, ponieważ odeszli oni do królestwa życia ostatecznego, które jest miejscem zdania rachunku. Z tego powodu omawianie ich błędów jest bezcelowe i szkodliwe, nie jest sprawą zasadniczą i nie jest czymś, czego wymaga lub co nakazuje umiłowanie ahl al-bajt. Oto dlaczego sunnitom (ar. ahl as-sunna ła al-dżama'a) zakazane jest podejmowanie dyskusji w temacie rozłamu (ar. fitna), do jakiego doszło w czasach towarzyszy Proroka. Jest tak, ponieważ w bitwie wielbłądziej brali udział Zubajr oraz Talha (niech
Bóg będzie rad z nich obu), należący do dziesięciu towarzyszy, którym Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) obiecał Raj, a także 'A'isza Prawdomówna (niech Bóg będzie z niej rad). Sunnici uważają tę bitwę za wynik dokonania idżtihadu (osądu wedle zasad islamu); uważają, że Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) miał słuszność, a strona przeciwna była w błędzie, jednakże jako że całe wydarzenie było wynikiem idżtihadu, tym, którzy byli w błędzie, zostało to wybaczone. Zatem aby usposobienie wahabitów i skrajna szkoła rafidytów nie wyrządziły szkody islamowi, uznaje się za szkodliwe rozpoczynanie dyskusji w temacie tych, którzy w bitwie pod Siffinem byli buntownikami.
Jeśli chodzi o takich ludzi, jak tyran Hadżdżadż, Jazyd czy Łalid, to największy z uczonych w nauce teologii (ar. 'ilm al-kalam), Sa'ad ad-Din at-Taftazani, rzekł: "Przeklinanie Jazyda jest dopuszczalne (ar. dża'iz) ", jednakże nie powiedział, że przeklinanie go jest wymagane (ar. ładżib). Nigdy nie powiedział on, że przeklinanie kogoś jest dobrem (ar. chajr) ani też, że zostanie za to przyznana nagroda. Ci, którzy zaprzeczają Koranowi, Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i wszystkim świętym lekcjom jego towarzyszy, są nieskończenie liczni. Obecnie wielu takich ludzi krąży po okolicy. Zgodnie z prawem szariatu nie ma zupełnie żadnej szkody w tym, jeśli człowiek nie wspomina przeklinanych i nie przeklina ich. W odróżnieniu od wychwalania i umiłowania, przekleństwo i oczernianie nie mogą być zaliczone do dobrych uczynków (ar. 'amali salih), jednak jeśli wyrządzają jakąś szkodę, jest jeszcze gorzej.
Zatem obecnie potajemni hipokryci (ar. munafiqun) wykorzystują skłonność do wahabizmu, aby zaangażować pewnych hodżów, których największym obowiązkiem i największą odpowiedzialnością jest ochrona islamu i prawd Koranu, niesłusznie oskarżając ludzi prawdy o to, że tamci są alawitami. Wykorzystują oni jedną stronę przeciwko drugiej i starają się zadać straszliwy cios islamowi. Tacy ludzie włóczą się po okolicy; ty również po części wspomniałeś o tym w swoim liście. Zaprawdę, dowiesz się również, że najbardziej skuteczną metodą, jaką znaleźli, aby sprzeciwiać się mnie samemu i Traktatom Światła, jest wykorzystywanie hodżów.
Obecnie, gdy wahabici kontrolują Święte Świętych [14], wśród hodżów ze Stambułu krążyły przez jakiś czas osobliwe i kuszące dzieła sławnych i wielkich geniuszów, jakimi byli Ibn Tajmijja i Ibn al-Qajjim al-Dżauzi. Niektórzy hodżowie, którzy dołączyli do innowacji w religii (ar. bid'a), mogą zechcieć ukryć się za zasłonami dróg owych uczonych, które są częściowo sprzeczne z drogami świętych (ar. ałlija), a do pewnego stopnia tolerancyjne dla innowacji. Mogą oni wykorzystać twój idżtihad
- który wywiodłeś z umiłowania ahl al-bajt, lecz w obecnej chwili nie jest koniecznym, abyś otwarcie go oznajmiał - jako pretekst do uderzenia w ciebie i w uczniów Światła.
Ponieważ w prawie szari'a nie ma zasady mówiącej o powstrzymywaniu się od oczerniania i oskarżania o niewiarę (ar. takfir), ale istnieje zasada mówiąca o oczernianiu i oskarżeniu o niewiarę, zatem przynoszą one wielką szkodę. Nawet jeśli są wygłaszane słusznie, nie ma w nich żadnego dobra (ar. chajr) ani żadnej zasługi, ponieważ tych, którzy zasługują na oskarżenie o niewiarę czy na krytykę jest nieskończenie wielu. Z drugiej strony, jako że w prawie szari'a nie ma żadnej zasady mówiącej o powstrzymaniu się od oczerniania i zarzucania niewiary, nie stanie się zupełnie żadna szkoda, jeśli będziemy ich unikali.
Z powodu owej prawdy ludzie prawdy, a w szczególności Kalifowie Prawowierni oraz dwunastu imamów spośród rodziny Proroka, przyjęli za swojego przewodnika uświęconą zasadę sunnitów (ar. ahl as-sunna) opartą na wyżej wspomnianej prawdzie. Uważają, że nie jest dopuszczalne ar. dża'iż) poruszanie tematu rozłamu (ar. fitna) dawnych czasów i prowadzenie sporu w tym temacie, uważają, iż jest to szkodliwe i nie przynosi żadnej korzyści.
Co więcej, w owej bitwie po obu stronach uczestniczyło w taki czy inny sposób wielu ważnych towarzyszy Proroka. Zatem przy omawianiu owych konfliktów należy pamiętać o tym, że z powodu skłonności do stronniczości owe odmowa i sprzeciw zrodziły się nawet w sercach tak prawdziwych towarzyszy Proroka, jak Talha czy Zubajr (niech Bóg będzie rad z nich obu), a nawet dziesięciu, którym obiecano Raj (ar. aszara mubaszara). Nawet jeśli popełnili błąd, to najprawdopodobniej złożyli skruchę. W tym wieku nieprzywiązywanie wagi do tych, którzy obecnie wymierzają straszliwe ciosy islamowi, po tysiąckroć zasługując na przekleństwo i odrazę, przy równoczesnym niepotrzebnym i szkodliwym ponownym odwiedzaniu dawnych czasów, nie jest częścią nakazów prawa szariatu. Badanie owych sytuacji nigdy nie jest zgodne z uświęconym obowiązkiem wiernego ani też nie przystoi dociekliwemu człowiekowi.
Właściwie nie będę przed tobą ukrywał, że nawet najmniejsza z twoich sprzeczek z Sabrim wyrządza poważną szkodę Traktatom Światła oraz rozprzestrzenianiu prawd wiary. W tej samej chwili odczułem to w tym miejscu, a to zasmuciło mnie i sprawiło mi ból. Przybycie Sabriego, który podobnie jak ty sam jest dociekliwym uczonym, może przysłużyć się doniosłej służbie Traktatów Światła na tych terenach. Choć spodziewałem się, że obaj oddacie Światłu wielkie usługi, poczułem
i ujrzałem, że przeciwnie, została wyrządzona szkoda w trzech aspektach. Kiedy zastanawiałem się nad przyczynami owej szkody, dzień lub dwa później otrzymałem wiadomości o tym, że Sabri wdał się w bezsensowny i niepotrzebny spór z tobą, ty zaś wpadłeś we wściekłość. "O, Panie mój!", zawołałem, a następnie pomodliłem się słowami: "O, Panie, przekształć w pokój spór między tymi dwoma ludźmi, którzy przybyli z Erzurum, aby mi dopomóc".
Jak zostało to wspomniane w Błyskach traktujących o szczerości intencji (ar. ichlas), obecnie oczekujemy, że ludzie wiary ustanowią zgodę nie tylko ze swymi muzułmańskimi braćmi, lecz również z tymi ludźmi spośród chrześcijan, których dusze są pobożne. Muszą oni odłożyć na bok kwestie sporne i nie sprzeczać się w ich temacie, ponieważ atakuje nas całkowita niewiara. Z powodu twego stopnia świętości (ar. łalaja), twej przeszłości uczonego oraz twego związku ze Światłem proszę cię o to, byś postarał się zapomnieć o owym incydencie z Sabrim, byś wybaczył mu i pogodził się z nim, ponieważ to, co powiedział, nie pochodziło od jego własnej wiedzy, lecz przytoczył on argumenty, które od dawien dawna słyszał od hodżów. Jak wiesz, przyjęty przez Boga czyn oraz dobre dzieło mogą być pokutą za wiele grzechów. Tak, Sabri, który jest twoim krajanem, prawdziwie przysłużył się Światłu i wierze, za co będzie mu wybaczone tysiąc jego błędów. Przez wzgląd na twe szlachetne serce i jego służbę Światłu powinieneś patrzeć na niego przychylnie, jako na twego krajana i towarzysza w służbie dla Światła.
Podczas tamtych bitew niektórzy towarzysze Proroka mieli na uwadze zasadę "względnej sprawiedliwości" (ar. adalah nizafijja; adalah nisbijja) i zastanawiali się nad wyjątkami od prawa szariatu. Odeszli od metody prawdziwej sprawiedliwości (ar. adalah haqqijja) i ustaleń szariatu, porzucili ścieżki ascezy, wyrzeczenia i oszczędności, praktykowanych przez Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i jego zwolenników, a w rezultacie tego idżtihadu stanęli po przeciwnej stronie. Zaiste, nawet 'Uqajl, brat Imama 'Alego, czy 'Abd Allah Ibn 'Abbas, którego zwano uczonym całej ummy (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich), w pewnych kwestiach zajęli przeciwne stanowisko. Z powodu podstawowej zasady prawa szari'a, która mówi:
Zamknięcie bram niezgody jest jednym z dóbr szariatu, prawdziwi ahl as-sunna ła al-dżama'a powiedzieli:
[15] Bóg nie pozwolił nam na przelewanie ich krwi, zatem w ramach
podziękowań za Jego wspaniałą łaskę powściągniemy nasze języki i nie uważają za dopuszczalne (ar. dża'iz) otwierania drzwi owego rozłamu (ar. fitna) i rozpoczynania dyskusji w jego temacie. Choć kilka osób mogło zasługiwać na krytykę, to poprzez stronniczość można zacząć krytykować wspaniałych towarzyszy Proroka, a nawet posunąć się do sprzeciwu wobec ludzi tak wielkich, jak Talha i Zubajr (niech Bóg będzie rad z nich obu), należących do dziesięciu, którym obiecano Raj - tylko dlatego, że stanęli oni po stronie przeciwników Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad). Wówczas zostałaby zbudzona skłonność do oczerniania i żywienia wrogości wobec nich. Z tego powodu ahl as-sunna stoją po stronie tego, by owe drzwi pozostały zamknięte.
Zaprawdę, odpowiedzi na zasadę dopuszczalności przeklinania i potępiania Jazyda oraz Łalida udzielił sławny Sa'ad ad-Din at-Taftazani, który jest jednym z największych imamów ludzi sunny i nauki o teologii (ar. 'ilm al-kalam). Tacy uczeni ahl as-sunna ła al-dżama'a, jak Sajjid Szarif al-Dżurdżani, odpowiedzieli At-Taftazaniemu słowami: "Choć Jazyd i Łalid byli tyranami, choć byli bezlitośni i grzeszni, to kwestia tego, czy odeszli oni (z tego świata - uz. red. pol.) jako ludzie pozbawieni wiary, należy do tego, co niewidzialne (ar. ghajb). W braku jasnego wersetu Koranu i rozstrzygającego świadectwa stanu ich wiary nie można poznać z całkowitą pewnością. Jako że jest możliwe, iż pewni ludzie zmarli w stanie wiary i dokonali skruchy, należy unikać przeklinania ich. Przeklinanie ich może być dopuszczalne (ar. dża'iz) poprzez użycie szeroko pojmowanych określeń, takich jak:
Niechaj Bóg przeklnie złoczyńców i hipokrytów, w przeciwnym razie przynosi szkodę i jest niepotrzebne".
Powodem, dla którego nie udzieliłem dłuższej odpowiedzi na twój dociekliwy i naukowy list jest fakt, że w mej nadzwyczaj ciężkiej chorobie, a przy tym będąc zajętym pewnymi zadaniami, byłem w stanie napisać tylko tyle.
Stałem się celem tyranii, jakiej nie widziano nigdy wcześniej w ludzkiej historii, a także bezprawnego okrucieństwa i prześladowań pod dziesięcioma względami. Oto, jak się sprawy mają:
Ten bezradny Said, który padł ofiarą strasznych spisków uknutych w celu zamordowania go, a także choruje z powodu wielu prób otrucia go, jest nadzwyczaj słabym, mającym siedemdziesiąt jeden lat, starym człowiekiem. Jest samotny, wiedzie nieszczęsne życie na zesłaniu, żyje w nędzy. Utrzymuje się przy życiu, sprzedając swój płaszcz, koszulę i buty. Jest bojaźliwy i stale cierpi z powodu choroby. Wiodąc od dwudziestu pięciu lat życie pustelnika, spotyka się jedynie z jednym całkowicie wiernym mu człowiekiem spośród tysiąca. Jest niewinnym człowiekiem, którego dwadzieścia cztery lata życia oraz dzieła zostały osądzone oraz zbadane przez trzy sądy oraz komisję ekspertów z Ankary - jedynie po to, by jednogłośnie uniewinnić go, a jego dzieła uznać za korzystne dla kraju i narodu oraz za takie, które nie powodują żadnej szkody. Jest on synem tego narodu, który wykonał doniosłą służbę podczas Wielkiej Wojny [16], a obecnie pracuje ze wszystkich sił, aby wybawić ten kraj i ten naród od anarchii i cudzoziemskiego zepsucia poprzez swoje pozostające w obiegu dzieła. W sądzie udowodnił on poprzez zeznania siedemdziesięciu świadków, że przez dwadzieścia pięć lat nie przeczytał żadnej gazety ani też nie był tym zainteresowany, a przez siedem lat ani nie pytał o przebieg drugiej wojny światowej, ani też nie otrzymywał żadnych informacji na ten temat. Poprzez silne świadectwo zawarte w jego dziełach udowodnił, że całkowicie wycofał się z polityki, a także - co oficjalnie przyznało pańskie sądownictwo - jest nieszkodliwym człowiekiem, który nie ingeruje w sprawy pańskiego świata. Gwałtownie odwraca się od uwagi społeczeństwa, aby nie wyrządziła ona szkody jego życiu ostatecznemu i jego szczerości intencji (ar. ichlas). Pozostaje obojętny wobec pochlebnych opinii i pochwał wygłaszanych pod jego adresem przez jego braci i siostry, a także gwałtownie odrzuca takie pochwały. Jak to możliwe, że przede wszystkim pan jako minister spraw wewnętrznych może wykorzystywać gubernatora Afyon oraz policję z Emirdag do prześladowania mnie, sprawiać, że przez jeden dzień cierpię męczarnie równe tym, jakich przyczyniał mi miesiąc uwięzienia w samotności, a także zmuszać mnie do tego, bym pozostawał w całkowitym odosobnieniu
i zupełnej samotności? Jakież prawo zezwala na taką niesprawiedliwość? Mówię to ministrowi spraw wewnętrznych poprzez najwyższe władze sądownictwa, odpowiedzialne za utrzymywanie publicznej sprawiedliwości.
Po pierwsze: Przez dwadzieścia lat nie napisałem ani jednej petycji, kiedy był pan ministrem spraw wewnętrznych, przez owe dwadzieścia lat nigdy nie złamałem mych zasad. Obecnie będę zwracał się do pana, jako zarówno byłego ministra spraw wewnętrznych, jak i obecnego sekretarza generalnego Partii. Jeśli człowiek, który przez dwadzieścia lat nie zwracał się do rządu, przemawia dla korzyści rządu ten jeden raz poprzez bardzo ważnego przedstawiciela, to nawet jeśli mówiłby przez dziesięć godzin, jego przemówienie wciąż byłoby krótkie. Z tego powodu powinien pan przeznaczyć dwie godziny na rozmowę ze mną.
Po drugie: Teraz, kiedy zajmuje pan stanowisko sekretarza generalnego Partii, mam obowiązek poinformować pana o prawdzie. Oto, jaka jest prawda:
Naród Turcji i jego bracia w religii spośród ludów tureckich uradowali świat islamu swym bohaterstwem i ochronili jedność islamu. Chwalebnie przysłużyli się oni ocaleniu świata ludzkości przed całkowitymi niewiarą i zbłądzeniem. Jeśli dzisiaj nie wysuwacie bohatersko roszczeń wobec Koranu i prawd wiary, jak działo się to w dawnych czasach, jeśli nie działacie wprost i wyłącznie na rzecz tego, by zapanowały prawdy Koranu i wiary, wówczas informuję pana z całą pewnością - a mogę dowieść tego przez rozstrzygające świadectwo - o tym, że miast miłości i braterstwa
świata islamu spotkacie się z przerażającą niechęcią i wrogością wobec narodu tureckiego, który jest wojownikiem, bratem i dowódcą owych prawd. Będąc pokonanymi przez anarchię wynikającą z całkowitej niewiary, która obecnie pojawiła się, by zniszczyć świat islamu, sprawicie, że rozpadnie się naród turecki, który jest cytadelą świata islamu i jego chwalebną armią. Sprawicie, że stanie się on celem inwazji przerażającego smoka, który powstał na północnym wschodzie [17].
Zaiste, to dzięki potędze Koranu ten bohaterski naród mógł powstać przeciwko owym dwóm cudzoziemskim prądom. Te wrogie prądy szarżują na nas z przerażającą siłą, używając jako pretekstów absolutnej niewiary, absolutnej tyranii oraz absolutnej rozpusty, i oddają próżniakom mienie dostojnych ludzi. Ów przerażający wróg może zostać pokonany jedynie dzięki sile religijnej oraz czystości wiary tego narodu, który jest ukształtowany wedle prawdy islamu i zjednoczony z nią, a który uważa, że cały honor jego historii leży w islamie. Zaiste, patrioci i ludzie miłujący ten naród mogą zatrzymać ów wrogi prąd, przede wszystkim dzięki zastąpieniu szkoleń cywilizacji prawdami Koranu, które są linią życia tego narodu i będą jego wiodącymi zasadami, in sza'a-llah.
Jeśli chodzi o prąd drugi, to rzekomi patrioci oraz ludzie miłujący ten naród byli odpowiedzialni za zachowanie metod, które aż do tej pory skutecznie tłamsiły świętość religii w imię cywilizacji. Działania trzech lub czterech ludzi wzięli oni za rewolucję i przyjęli je jako podstawowe zasady, przypisując wszystkie obecne dobre dzieła i pozytywne efekty tej rewolucji owym kilku ludziom, zaś wszystkie obecne przerażające błędy - całemu narodowi. Jeśli będziecie podążać za nimi, sprawicie, że trzy lub cztery grzechy kilku ludzi staną się trzema lub czterema milionami grzechów. Sprzeciwicie się miliardom szanownych żołnierzy należących do wojsk przeszłości oraz milionom jej męczenników. Przyczynicie duchowych męczarni i hańby duszom owych bohaterskich i pobożnych ludzi, a także narodowi tureckiemu, który jest armią islamu. Ponadto jeśli dobre dzieła zostaną przypisane trzem lub czterem rewolucjonistom, którzy w rzeczywistości mają w nich bardzo niewielki udział, a dostąpili ich dzięki sile i wysiłkom tego narodu i jego armii, wówczas trzy lub cztery miliony dobrych czynów staną się trzema czy czterema uczynkami, a zatem zostaną zredukowane do zera. Wówczas owe wspaniałe osiągnięcia nie będą mogły dłużej stanowić pokuty za grzechy.
Po trzecie: Zaiste, stanęliście w obliczu wielu różnorakich wrogów, wewnętrznych i zewnętrznych. Gdyby wasi przeciwnicy reprezentowali prawdy wiary, pokonaliby was w jednej chwili. Dziewięćdziesiąt procent
tego narodu przez tysiąc lat było związane duszą i sercem ze zwyczajami i praktykami islamu. Nawet jeśli pozornie zdawało się, iż ci ludzie posłusznie stosują się do rozkazów sprzecznych z ich naturą (ar. fitra), to w rzeczywistości nigdy nie przywiązali się do nich swym sercem.
Co więcej, muzułmanin nie jest podobny do ludzi innych narodowości. Jeśli porzuca on swoją religię, stanie się anarchistą i przestanie być posłuszny jakimkolwiek ograniczeniom. Nie będzie można władać nim przez jakiekolwiek szkolenie czy dyscyplinę prócz absolutnego despotyzmu i całkowitego zepsucia. Istnieje wiele dowodów i przykładów owej prawdy, zatem w tym miejscu przerywam omówienie tej kwestii, odwołując się do pańskiej inteligencji.
W tym stuleciu, kiedy ludzie odczuwają desperacką potrzebę Koranu, ważnym jest, abyście w tej kwestii nie pozostawali w tyle za Szwecją, Norwegią i Francją. Zaprawdę, waszym obowiązkiem jest, abyście byli dla nich podobnym im przewodnikiem. Możecie przypisać wszystkie błędy, jakie do tej pory popełniła rewolucja, owym trzem lub czterem osobom i pracować na rzecz naprawienia szkód wyrządzonych przez zmagania tego świata oraz inne rewolucje. Jeśli będziecie pracować na rzecz naprawienia owych szkód - szczególnie tych, które dotyczą zwyczajów i praktyk religijnych - zyskacie niezmierne zaszczyty w przyszłości i uczynicie wasze działania pokutą za błędy, która przysłuży się waszemu życiu ostatecznemu. Będziecie godni tego, abyście zostali zapamiętani jako patrioci i ludzie miłujący ten naród.
waszych najwyższych sądów wraz z waszą komisją ekspertów, składającą się z filozofów oraz uczonych potwierdziły przesłanie Traktatów Światła i powinszowały im, nie zgłaszając żadnego sprzeciwu wobec ich świadectw w temacie wiary - to wszystko dowodzi, iż Traktaty Światła nie wyrządzają żadnej szkody temu narodowi ani temu krajowi. Przeciwnie, są podobną zaporze Zu'l-Qarnajna barierą Koranu
wzniesioną przeciwko straszliwym atakom wszystkich ateistycznych prądów. Na poparcie prawdziwości tego twierdzenia mogę przedstawić sto tysięcy świadków spośród narodu tureckiego, a szczególnie spośród ludzi młodych, którzy otrzymali edukację.
Z pewnością waszym ważnym obowiązkiem jest poważne zastanowienie się nad mymi przemyśleniami, które was dotyczą. Zawsze słuchacie dyplomatów spośród ahl ad-dunja, zatem jest sprawą zasadniczą, abyście znaleźli czas na wysłuchanie bezradnego człowieka, który przemawia przez wzgląd na życie ostateczne, człowieka takiego jak ja, który stoi w drzwiach grobu, opłakując położenie swoich rodaków.
Choć w ciągu dwudziestu lat nie złożyłem żadnej petycji, ta została napisana, kiedy byłem sfrustrowany. Jest ona zaadresowana do ministra spraw wewnętrznych Hilmiego, a została przekazana naczelnikowi policji z Afyon dla poinformowania ich, jednak bez skutku. Cztery lub pięć razy dręczono mnie, wzywając oficjalnie na posterunek policji i przesłuchując:
"Nie napisałeś tego sam. Kto napisał to dla ciebie?". Odpowiedziałem na to: «Nie warto przedkładać petycji takim ludziom. Miałem słuszność, milcząc przez dwadzieścia lat».
Mówię do władz i policji Emirdag! Spisałem tę wewnętrzną rozmowę rok temu, jednak zatrzymałem ją, nie przedkładając jej. Teraz, poprzez bezprawne pod pięcioma względami traktowanie mnie - takie jak zabronienie mi posiadania pomocnika we własnym mieszkaniu - poddaje się mnie całkowitemu uciskowi. Chcę, by ujawnili się ci, którzy wykonują tak bezprawne działania w imię prawa. Mam przy tym nadzieję, iż staną się bardziej rozsądni.
Mój drogi, wierny bracie, mój miłujący ten kraj i dokładający starań przyjacielu na tym przemijającym świecie!
Po pierwsze: Jestem ci prawdziwie zobowiązany aż do końca życia i nigdy nie zapomnę ani ciebie, ani pewnych ludzi z Erzurum i ich litościwej troski. Kiedy byłem dręczony i prześladowany, pospieszyliście mi z pomocą najbardziej ze wszystkich moich przyjaciół i rodaków. Po tysiąckroć powiem wam wszystkim: "Oto, czego zechciał Bóg" (ar. ma sza'a-llah) i: "Niech Bóg was pobłogosławi" (ar. baraka-llah).
Po drugie: Choć jest to całkowicie sprzeczne z moją metodą, z lekcjami, jakie odebrałem od Traktatów Światła, a także z zasadą mojego życia, której trzymam się od dziesięciu lat, a która mówi, by nie podążać za znikomymi kwestiami tego przemijającego życia doczesnego, podzielę się z tobą - jedynie przez wzgląd na ciebie, twoją ciekawość i długi list, jaki napisałeś - kilkoma kwestiami odnośnie do mego położenia i tortur, jakim poddali mnie tyrani.
Pierwsza: Trzydzieści lat temu, kiedy byłem członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, jeden z naszych przyjaciół, który także należał do Daru'l-Hikmet, Sayyid Sadeddin Pasza, powiedział mi:
-Otrzymałem z wiarygodnego źródła wiadomości o tym, że pewien ateistyczny komitet, który ma swe korzenia za granicą, lecz działa tutaj, przeczytał jedno z twoich dzieł. Ci ludzie powiedzieli: "Jeśli autor tego dzieła pozostanie przy życiu, nie uda nam się sprawić, by ludzie przyjęli naszą drogę (tj. ateizm - uz. red. tur.). Musimy się go pozbyć". Postanowili, że cię zamordują. Uważaj na siebie!
-Pokładam zaufanie w Bogu - odpowiedziałem. - Godzina śmierci jest wyznaczona i nie podlega zmianie.
Ów komitet przez trzydzieści, a teraz nawet czterdzieści lat obmyślał ów plan i w swej walce przeciwko mnie używał wszelkich narzędzi oszustwa. Aby mnie usunąć, uwięzili mnie po dwakroć, a ponadto otruli mnie jedenaście razy. Ich ostatni plan polegał na skierowaniu przeciwko mnie wszelkich wpływów rządu wraz z całą jego siłą, a to poprzez zwrócenie przeciwko mnie byłego ministra spraw wewnętrznych, byłego gubernatora Afyon i byłego zastępcy naczelnika policji w Emirdag.
Ci trzej urzędnicy rozpowszechniali taką propagandę i taki strach przed starym, słabym, schorowanym, ubogim, odizolowanym od innych i bezradnym człowiekiem, jakim jestem, że zdałem sobie sprawę z tego, iż żaden urzędnik służb publicznych ze strachu nie zbliży się do mnie, chyba że po to, aby mnie szpiegować. Nawet niektórzy z moich sąsiadów przestali witać się ze mną [18]. Gdyby urzędnik służb publicznych przywitał się ze mną, a dowiedzieliby się o tym jego zwierzchnicy, przenieśliby go w inne miejsce. Wsparcie Boga zaopatrzyło mnie w cierpliwość i wytrwałość. Owe bezprecedensowe męczarnie i prześladowania nie sprawiły, bym podporządkował się (moim prześladowcom - uz. red. pol.).
(...)
Trzecia: Po uniewinnieniu zarówno Traktatów Światła, jak i mnie samego, orzeczonym przez dwa sądy, które po gruntownym zbadaniu
Traktatów Światła nie znalazły w nich nic, o co mogłyby mnie oskarżyć,
owe komitety ateistów wewnątrz rządu uknuły plan wykorzystania pewnych hipokrytów (ar. munafiqun) spośród urzędników. W całkowitej sprzeczności z jakimikolwiek prawami zesłali mnie do Emirdag i odizolowali od wszystkich moich przyjaciół i uczniów. Jeśli chodzi o moje życie i zdrowie, to umieścili mnie oni w miejscu najgorszym z możliwych. Pod pozorem zesłania w rzeczywistości uwięzili mnie w samotności i przetrzymywali w całkowitym odosobnieniu. Obecnie zostało ustalone, że za ich traktowaniem mnie w ten sposób stoją dwa powody.
Oto pierwszy z owych powodów: Wiedząc, że od dawna nie mogę znieść zdrady i perfidii, chcieli doprowadzić mnie do gniewu, utorować drogę dla wydarzenia się pewnych incydentów, a następnie zniszczyć mnie. Ponieważ nie mogli tego osiągnąć, starali się zgładzić mnie poprzez otrucie. Jednakże, dzięki wsparciu Boga, suplikacje (ar. du'a) uczniów Światła były dla mnie niczym lekarstwo i odtrutka, a także sprawiły, że moje cierpliwość i wytrwałość stały się podobne lekarstwu. Udaremniło to ich plany i zaradziło niebezpieczeństwom owej materialnej i duchowej trucizny. Choć nigdy wcześniej w historii jakikolwiek rząd nie dopuścił się takich męczarni i prześladowań w imieniu prawa i władzy, trwają prześladowania mające na celu sprowokowanie mnie, a ich wciąż trwająca kampania strachu doprowadza mnie do gniewu. Jednakże moje serce zostało ostrzeżone w następujący sposób:
"Nie powinieneś być zagniewanym na owych tyranów, lecz raczej powinieneś im współczuć. W krótkim czasie, w zamian za przemijające męczarnie, jakie ci zadali, każdy z nich napotka wiecznie trwające męki cielesnego i duchowego Piekła. Zemścisz się na nich po tysiąckroć. Co się tyczy niektórych z nich, jeśli tylko są oni inteligentni, to jakkolwiek pozostaną na ziemi aż do czasu, w którym sczezną, ich sumienia będą cierpiały żal, zaś ich samych będzie dręczył strach przed wieczną egzekucją".
Porzuciłem zatem swój gniew, współczułem im i powiedziałem: "Oby Bóg sprawił, że zmienią się na lepsze".
Choć owe cierpienia i prześladowania przynoszą wspaniałą i wieczną nagrodę, składam podziękowania Wszechmocnemu Bogu, a w całym swym cierpieniu jestem rad z tego, że z korzyścią dla uczniów Światła oraz ich bezpieczeństwa hipokryci (ar. munafiqun) zajęli się mną samym, nie zaś nimi.
Po czwarte: Jeśli chodzi o twój list dotyczący mego samopoczucia, a także o twoją prośbę o zwrócenie się do obecnego rządu, abym mógł wyjechać do Damaszku lub Hidżazu, jeśli pozwala na to moje zdrowie...
Po pierwsze: Aby ocalić wiarę i służyć Koranowi, byłoby konieczne, abyśmy przybyli tutaj, nawet gdybym przebywał w Mekce, ponieważ tutaj owa potrzeba jest największa. Gdybym miał tysiąc dusz, a nawet gdybym cierpiał z powodu tysiąca chorób i trudności, opierając się na lekcjach otrzymanych od Koranu, ja sam i my wszyscy postanowiliśmy pozostać tutaj, by służyć wierze i szczęściu tego narodu.
Po drugie: W swoim liście poruszasz kwestię znieważania mnie miast okazywania mi szacunku. Piszesz: "Gdybyś przebywał w Egipcie lub w Ameryce, historia uczyniłaby ci zaszczyt, okazując ci szacunek".
Mój drogi, pilny przyjacielu! Ze względu na zasady naszej metody poważnie wystrzegamy się szacunku i estymy innych ludzi. Nasza służba zabrania nam przyjmowania jakichkolwiek pochwał, korzyści, a nawet pochlebnych myśli w temacie naszego charakteru. Szczególnie umiłowanie sławy, które jest dziwacznym rodzajem pretensjonalności, pragnienie olśniewającego zapisania się w historii lub nawet korzystnego postrzegania nas przez ludzi, ów kuszący rodzaj zarozumialstwa - wszystkie są sprzeczne ze szczerością intencji (ar. ichlas), będącą centralną kwestią zasad i metody Światła. Boimy się ich, nie mówiąc już o ich poszukiwaniu. Traktaty Światła pochodzą od blasku Koranu, są przebłyskiem jego cudowności i komentarzem (ar. tafsir) jego prawd. Staramy się o to, aby każdy ich potrzebował, aby każdy docenił ich wysoką wartość i oczywiste cuda (tur. keramat) duchowe. Odnośnie do wiary pragniemy, by każdy dowiedział się, iż Traktaty pokonały ateizm we wszystkich aspektach niewiary i nadal będą to czynić. Spodziewamy się tego, że tak się stanie, dzięki miłosierdziu Boga.
Na zakończenie podzielę się z tobą relacją o błahej, drugorzędnej sprawie dotyczącej mnie samego:
Jako że Receb-bej i Kara Kazim są twoimi przyjaciółmi, a jak sądzę, mieli oni kontakt ze starym Saidem, miast prosić ich o jakiekolwiek łaski, mogą oni dopomóc nam w uniknięciu czynienia tego, co czynili nasi poprzednicy. Nie powinni oni ulegać bezsensownym i bezcelowym
naciskom i prześladowaniom. Nie byłem w stanie prawdziwie przystosować się do materialnego i duchowego klimatu tego miejsca. Doświadczyłem wielu trudności. Zamykam drzwi swego mieszkania od zewnątrz i od wewnątrz. Jestem odizolowany od innych pod każdym względem. W pewnym sensie umieram w przyprawiającym o depresję pomieszczeniu, cierpiąc z powodu choroby i nie mając żadnych sąsiadów. Niekiedy jest tak, jakby jeden dzień tutaj przysparzał mi większych cierpień niż cały miesiąc w więzieniu Denizli. Przez dwadzieścia lat wtrącano się do spraw mojej wolności i mego uwolnienia poprzez owe straszliwe prześladowania; dość tego! Stało się jasnym, że po trwającym dwa lata dochodzeniu sądów i po tym, jak plany hipokrytów (ar. munafiqun) zostały udaremnione, nie mogą oni dłużej ogłupiać kogokolwiek poprzez bezpodstawne podejrzenia, wedle których poprzez moją osobę lub Ruch Światła ten kraj bądź ten naród poniesie szkodę. Byłoby właściwym, gdybym odzyskał wolność jak wszyscy inni [19] i gdybym uzyskał zezwolenie na przeniesienie się do jednej z wiosek w okolicach tego miasta dla zmiany klimatu.
Przesyłamy nasze pozdrowienia i modlitwy (ar. du'a) tobie i naszym przyjaciołom.
Moi drodzy, wierni bracia!
Oto odpowiedź, która przyszła mi na myśl, a dotyczy ona pytania, mającego aspekt zarówno materialny, jak i duchowy.
Zostało powiedziane: Dlaczego odrzucasz przychylne opinie uczniów Światła na swój temat? Dlaczego odrzucasz również pewne zaszczyty i doskonałości, które są ci przyznawane, a które mogłyby stać się dla owych uczniów środkiem zachęty? Dlaczego przyznajesz ową wzniosłą rangę jedynie Traktatom Światła, a siebie samego przedstawiasz jako zwykłego ich ucznia, który popełnia wiele błędów?
Odpowiedź: Nieskończone dzięki niechaj będą Bogu Jedynemu za to, że Traktaty Światłą są bardzo silnym i niezachwianym punktem oparcia. Są w nich zawarte jasne i faktyczne dowody tego, że nie potrzebują one, bym posiadał owe cechy i zdolności, co do których przyjmuje się, że je posiadam. W odróżnieniu od innych dzieł, ich wpływ i siła nie wynikają ze zdolności ich autora. Oto one, dostępne dla wszystkich. Od dwudziestu lat, w oparciu o ich rozstrzygające dowody, ci, którzy są wrogo nastawieni wobec mojej osoby, byli zmuszani do podporządkowania się Traktatom w sensie materialnym i duchowym.
Gdyby moja osoba była dla Traktatów ważnym punktem oparcia, wówczas moi nieprzyjaciele i bezwzględni wrogowie spośród ateistów zadaliby potężny cios Światłu, dyskredytując moją ułomną osobę. Jest jasnym, że choć owi wrogowie w swej głupocie używają wszelkich podstępów, aby zdyskredytować mnie i odwrócić ode mnie uwagę społeczeństwa, nie byli w stanie zaszkodzić podbojom Traktatów Światła ani ich cnotom. Nawet jeśli zdezorientowali oni niektórych słabych ludzi, którzy od niedawna poszukiwali prawdy, to nie mogą sprawić, aby całkowicie wyrzekli się oni Traktatów Światła.
Z powodu owych prawd, a także z powodu tego, iż ego jest w tej epoce tak rozpowszechnione, odrzucam korzystne wyobrażenia na mój temat, które dalece przekraczają moje rzeczywiste zasługi. W odróżnieniu od moich braci nie spoglądam przychylnie na własną duszę (ar. nafs). Co się tyczy rang przynależnych życiu ostatecznemu, będących prawdziwymi i religijnymi rangami, które moi bracia przypisują ich bezradnemu bratu, to oparłem się na zasadach nakreślonych w zakończeniu Listu Drugiego ze zbioru Listy: "Doskonałości przypisywane mojej osobie, które mogą być duchowym podarunkiem, jeśli - niech Bóg uchroni - nie uznam, iż faktycznie posiadam owe przymioty, są dowodem tego, iż zaprawdę ich nie posiadam. Jeśli wiem, iż faktycznie nie posiadam owych przymiotów, koniecznym jest, abym odrzucił owe ofiarowane mi duchowe podarunki". Również w odniesieniu do założenia, iż do człowieka należy jakaś duchowa ranga, ego może być współwinne.
Ostatnią rzeczą, która pozostaje (do wyjaśnienia - uz. red. pol.) jest fakt, że patrząc z perspektywy życia doczesnego, gdyby człowiek wykonujący obowiązek szerzenia prawd wiary zajmował pewne określone stanowisko, jego działania mogłyby być bardziej skuteczne. W tej kwestii istnieją dwie przeszkody:
Przeszkoda pierwsza: Jeśli przyjmiemy istnienie świętości (ar. łalaja), to dobrowolne poszukiwanie owej rangi jest sprzeczne ze szczerością
intencji (ar. ichlas) oraz z pokorą, która jest naturą świętości. Nie jesteśmy w stanie ukazywać owych rang i wysuwać dotyczących ich roszczeń, jak było to w przypadku towarzyszy Proroka, będących dziedzicami posłannictwa. Nie możemy porównywać do nich siebie samych.
Przeszkoda druga: Jeśli człowiek zajmujący owo duchowe stanowisko może łatwo zostać zdyskredytowany, jest efemeryczny, znikomy i ulotny, może to wyrządzić szkodę Światłu oraz podbojom prawd wiary.
Istnieje jednakże jedna kwestia będąca przyczyną, dla której składam Bogu podziękowania: Moi wrogowie spośród ludzi polityki nie znają wyżej wspomnianych prawd. Wyobrażają sobie, że stoi przed nimi szacowny i dostojny stary Said i stale zajmują się zdradzaniem i znieważaniem mojej osoby, miast zajmować się Światłem. Zwracają przeciwko mojej osobie również niektórych fanatycznych i egoistycznych hodżów, jakby starali się zgasić Światło. Tylko w niewielkim stopniu zdają sobie sprawę z tego, że sprawiają, iż Światło lśni jeszcze jaśniej. Traktaty Światła otrzymują swe Światło nie od mej znikomej osoby, lecz od słońca Koranu, który jest źródłem Światła.
Moi drodzy, wierni bracia!
Aby przyjrzeć się kwiatom kwitnącym podczas tej lśniącej wiosny, odbyłem trwającą godzinę lub dwie przejażdżkę samochodem. Poczułem z wiedzą równą całkowitej pewności (ar. haqqa-l jaqin), że wszystkie kwiaty kwitły przez czas dużo dłuższy, niż widziałem to kiedykolwiek wcześniej, jak gdyby uśmiechając się odmawiały tasbih. Językiem swego usposobienia rośliny jak gdyby oklaskiwały i wychwalały Stwórcę, Któremu należy się wszelka chwała (ar. As-Sani Zu'l-Dżalal). Z tego stanu skorzystały moje emocje, które tęsknią za życiem tego świata, a także moja niedbała i niecierpliwa dusza. Moja dusza - sama poszukująca wiecznie trwających przyjemności pośród przemijania - sprzeciwiła się przeświadczeniu mego serca, wedle którego brzydzę się tym światem i czuję wstręt do tego życia pełnego chorób i trudności. Odmówiła
oczekiwania na królestwo pośrednie i na spotkanie z dziewięćdziesięcioma procentami moich przyjaciół, którzy już tam są.
Nagle światło wiary, które przedostało się poprzez moje emocje i skłonności, zaoponowało wobec owego sprzeciwu słowami:
Jako że ta gleba ukazuje tak wielkie materialne piękno, miłosierdzie, życie i upiększenie, jest ona zasłoną dla nieskończonego miłosierdzia, a jakakolwiek rzecz, która do niej trafia, nie jest pozostawiana samej sobie. Zaiste, duchowe ośrodki i swego rodzaju działające warsztaty, wytwarzające owe widoczne, cielesne upiększenia i powab, piękno i wdzięk, miłosierdzie i życie, znajdują się pod zasłoną gleby i poza nią. Z pewnością zstąpienie do ziemi, która jest niczym chroniąca nas matka, pragnienie objęcia jej i spoglądania na owe prawdziwe i trwałe kwiaty duchowe, są znacznie bardziej godne naszego umiłowania i tęsknoty.
Tak światło wiary całkowicie uciszyło owe ślepe emocje i miłującą ten świat duszę, a także oddaliło ich sprzeciw, sprawiając, że moja miłująca ten świat dusza powiedziała:
Chwała niech będzie Bogu Jedynemu za każdy aspekt światła wiary.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Duchowe stowarzyszenie uczniów Światła in sza'a-llah otrzyma nagrodę równą nagrodzie za osiemdziesiąt lat oddawania czci Bogu, jaką ci, którym się poszczęściło, zyskują podczas błogosławionego miesiąca ramadan. Aż do Święta Zakończenia Postu uczniowie Światła powinni mówić "amen" po suplikacjach (ar. du'a) innych ze szczerością intencji tak wielką, jak tylko to możliwe, aby jeśli jeden z nich otrzyma ową nagrodę, wszyscy mogli mieć w niej udział, stosownie do swego stopnia. Czyniąc tak, z pewnością będziecie dostarczać duchowego wsparcia waszemu słabemu i obciążonemu najcięższym brzemieniem bratu.
Po drugie: Jeden lub dwaj doktorzy należący do najważniejszych uczniów Światła byli głęboko zatroskani tym, że choć cierpię z powodu ciężkiej choroby, nie zasięgałem rad owych szczerych i wiernych braci ani nie zażywałem ich lekarstw. Nie konsultowałem się z nimi i nie poruszałem żadnych tematów dotyczących mej gwałtownej choroby, kiedy nawiedziła mnie w czasie rozpaczliwej potrzeby, gdy doświadczałem cierpienia. Dlatego jestem zobowiązany do tego, by podzielić się z wami pewną zagadkową prawdą. Spisuję ją, abyście mogli z niej skorzystać. Powiedziałem owym lekarzom:
Moim ukrytym wrogom oraz mojej duszy Szatan wpoił to, by znaleźli u mnie jakąś słabą cechę mego usposobienia. Chcą oni przyłapać mnie na gorącym uczynku, aby mogli wykorzystać to przeciwko mnie i zaszkodzić całkowicie szczerej służbie Światłu. Najsłabszą cechą i najbardziej bolesną przeszkodą jest skłonność do chorowania. Im więcej uwagi poświęca się chorobie, tym bardziej zaczynają dominować cielesne emocje duszy, która uciszy serce i ducha poprzez wymówki takie, jak: "To jest konieczne, jestem do tego zmuszony". Sprawia to, że lekarz staje się despotycznym władcą i zmusza pacjenta do tego, aby był on posłuszny lekarstwom i za-leceniom lekarza. To zaś wyrządza szkodę służbie wykonywanej z poświęceniem i szczerością intencji (ar. ichlas).
Moi potajemni wrogowie stale pracowali nad wykorzystaniem tej mojej słabości, tak jak pracują nad wykorzystaniem strachu, chciwości, sławy i zaszczytów. Nie osiągnęli niczego, wykorzystując strach, który jest największą słabością człowieka. Pojęli, że nie przywiązujemy żadnej wagi do ich wyroków śmierci i prób zabójstwa.
Wówczas wielokrotnie starali się sprowokować mnie poprzez środki do życia i chciwość, która jest jedną z największych ludzkich słabości. Ostatecznie również w ten sposób niczego nie osiągnęli. Zdali sobie sprawę z tego, że nie przywiązujemy wagi do doczesnego majątku, dla którego poświęcili oni swe uświęcone wartości. Stało się to dla nich jasnym po wielu wydarzeniach. Zaprawdę, w ciągu tych dziesięciu lat oficjalnie, poprzez lokalne władze, dopytywali się: "Z czego on żyje?".
Następnie, po wielokrotnym prowokowaniu mnie poprzez zdradę, potępianie i zaczepki dręczenia mnie, obmyślono spiski, mające na celu wykorzystanie mnie poprzez tytuły, sławę i zaszczyty, które również są jednymi z największych ludzkich słabości. Nie powiodło się im i niczego nie osiągnęli. Z pewnością zrozumieli, że dla nas sława i zaszczyty tego świata, w którym są oni rozkochani, są tym samym, co hipokryzja i przynoszące szkodę zarozumialstwo. Umiłowanie rangi,
sławy tego świata i zaszczytów, do których oni są tak przywiązani, w naszych oczach jest bezsensowne. Zaprawdę, w tym względzie uważamy ich za szaleńców.
Nawet gdyby patrząc z punktu widzenia prawdy uważać za słabość w odniesieniu do naszej służby wierze posiadanie rang duchowych, rozwijanie się na kolejnych poziomach świętości (ar. łalaja) i uznawanie darów Boga, to są one każdemu miłe i przez każdego poszukiwane. Ludzie mogą jedynie skorzystać z owych rang, zaś nie mogą doznać z ich powodu żadnej szkody. Jednakże z powodu tego, że w tej epoce dominują samolubstwo i egoizm, umiłowanie własnych korzyści i dbanie o ratunek tylko dla siebie samego, służba wierze oparta na tajemnicy szczerości intencji nie może stać się narzędziem czegokolwiek innego. Wymaganym jest, aby nie poszukiwać aktywnie osobistych rang duchowych, by nie została zrujnowana tajemnica prawdziwej szczerości intencji (ar. ichlas). Koniecznym jest, by w oparciu o własne uczynki nie oczekiwać owych rang; nie powinno się ani poszukiwać ich, ani też rozmyślać nad nimi.
Z tego powodu ci, którzy starali się sprowokować słabości mego usposobienia, zrozumieli, że każdy poszukuje odkryć duchowych i cudów, lecz ja z pewnością nie poszukuję kolejnych poziomów doskonałości duszy. Nie powiodło im się zatem również w tej kwestii.
Przesyłamy pozdrowienia pokoju każdemu z naszych braci i błagamy miłosierdzie Boga o to, by prawdy Nocy Przeznaczenia, która jest niczym osiemdziesiąt trzy lata oddawania czci Bogu, stały się orędownikiem dla każdego ucznia Światła.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Zwięźle wskażemy na długą i rozległą prawdę, jaka została oznajmiona memu sercu podczas Nocy Przeznaczenia, a jest ona następująca:
Poprzez ostatnią (drugą - uz. red. pol.) wojnę światową ludzkość doznała bezlitosnego zniszczenia, krańcowych prześladowań i despotyzmu,
który setki ludzi uczynił nędzarzami z powodu jednego wroga; pokonani zostali pozostawieni w stanie rozpaczy, podczas gdy zwycięzcy stanęli w obliczu straszliwego strachu, aby zachować swe panowanie, a także zostali obciążeni wyrzutami sumienia wynikającymi z nieodwracalnych i straszliwych zniszczeń, jakie wyrządzili; całkowicie ulotna i przemijająca natura tego doczesnego życia wraz ze zwodniczymi i ogłupiającymi pokusami cywilizacji zaczęły być odczuwane w wielkiej skali; wzniosłe możliwości ludzkiej natury doznały straszliwych ran zadanych im przez naturalne umiłowanie człowieczeństwa, zaś wszystkie odwieczne dążenia tęskniące za wiecznością zostały gwałtownie zbudzone; diamentowy miecz Koranu zniszczył niedbalstwo, zbłądzenie oraz nieczuły i zawzięty naturalizm; prawdziwe oblicze nadzwyczaj szpetnej i bezlitosnej polityki tego świata - a jest ona najbardziej duszącą i najbardziej zwodniczą zasłoną dla niedbalstwa i zbłądzenia - stało się oczywiste; zaiste nie może być żadnych wątpliwości co do tego, że - a mówimy to w oparciu o widoczne znaki, jakie ukazały się na Północy, na Zachodzie i w Ameryce - skoro życie tego świata, będące metaforycznym umiłowanym ludzkości, jest tak szpetne i ulotne, zatem ludzkość ze wszystkich sił będzie poszukiwała życia wiecznego, które jest faktycznym umiłowanym ludzkiej natury.
Zaiste nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że miliony ludzi prawdy akceptują i potwierdzają osądy Koranu, który ma trzysta milionów uczniów w każdym stuleciu od tysiąca trzystu sześćdziesięciu lat, który w każdej minucie zajmuje uświęcone miejsce w sercach milionów hafizów, którego uczy się cała ludzkość poprzez wszystkie jej recytacje. W niezrównanym stylu Koran daje dobrą nowinę o życiu wiecznym i o wiecznej szczęśliwości, co odróżnia go od wszelkich innych ksiąg. Uleczywszy wszystkie rany ludzkości Koran, owa Księga cudownej wystawy, ze swymi potężnymi, silnymi i powtarzanymi wersetami oznajmia poprzez wyraźne i domyślne znaki pewność owej dobrej nowiny po dziesięć tysięcy razy. Poprzez nieskończenie liczne i jednoznaczne dowody uczy o wiecznym szczęściu.
Zaiste, jeśli tylko ludzkość nie straciła całkowicie rozumu, a Dzień Zguby (ar. Jaum al-Qijama) nie nastąpi ponad jej głowami, wówczas jak sławni mówcy wypatrujący zaakceptowania Koranu w Szwecji, Norwegii, Finlandii i Anglii, jak komisja ważnych uczonych z Ameryki, poszukująca prawdziwej religii, tak kontynenty i rządy oblicza ziemi będą poszukiwać Koranu, owej Księgi cudownej wystawy. Po zrozumieniu jego prawd obejmą go całym życiem i całą duszą, ponieważ w odniesieniu do owych prawd nie istnieje zupełnie nic podobnego do Koranu i nic nie jest w stanie zastąpić owego największego z cudów.
Po drugie: Traktaty Światła służyły za diamentowy miecz broniący owego cudownego Objawienia i zmusiły najbardziej upartych wrogów do podporządkowania się. Traktaty Światła głoszą wieść o skarbcach Koranu w sposób, który rozświetli serce, duszę, a nawet emocje. Będąc jego duchowym cudem, nie mają żadnego innego źródła pochodzenia prócz Koranu. Wykonują swe zadanie w najbardziej olśniewający sposób i okazały się zwycięskie w walce przeciwko straszliwej propagandzie i upartym prądom ateizmu. Pośród najbardziej gęstych i duszących, najbardziej rozpowszechnionych w kręgach zbłądzenia ideologii, Traktaty Światła rozpraszają owo niedbalstwo w najbardziej olśniewający sposób i ukazują prawdę Bożej jedności. Czynią to poprzez takie traktaty, jak Kwestia Szósta Owoców wiary, a także Dowody Pierwszy, Drugi, Trzeci i Ósmy Laski Mojżesza.
Z pewnością koniecznym dla nas i niezbędnym dla tego narodu jest to, by w efekcie zalegalizowania w ostatnich czasach prywatnych szkół religijnych (medres), a także zezwolenia na ich otwarcie, uczniowie Światła zakładali niewielkie szkoły Światła w tak wielu miejscach, jak to możliwe. Choć każdy może do pewnego stopnia skorzystać z Traktatów Światła poprzez czytanie owych Traktatów jako takich, nie każdy może pojąć w całości wszystkie ich kwestie, jako że Traktaty są objaśnieniem prawd wiary, są wiedzą o Bogu i poznaniem Go, a także oddawaniem Mu czci.
Miast spędzać od dziesięciu do piętnastu lat w dawnych medresach, jak było to przez ostatnie dwadzieścia lat, obecnie ten sam efekt będzie można osiągnąć, in sza'a-llah, w ciągu pięciu do dziesięciu tygodni w szkołach Światła. Nie należy wtrącać się do spraw Traktatów Światła, które są blaskami Koranu i jego heroldem. Przynoszą one liczne korzyści temu rządowi, narodowi i krajowi, a także służą życiu politycznemu, doczesnemu i ostatecznemu. Rząd musi zatem działać na rzecz ich panowania i publikowania, aby mogły stać się one pokutą za straszliwe nieszczęścia przeszłości i tamą dla przerażających katastrof oraz anarchii, jaka powstanie w przyszłości.
Moi bracia! Nie martwcie się. Powinniście okazywać zadowolenie z nadzwyczajnych, choć ukrytych, podbojów Światła. Cała historia aż do tej pory nie jest w stanie ukazać dzieła, które rozprzestrzeniałoby się tak skutecznie w tak trudnych warunkach. Rozsądek i mądrość ukryte za ograniczeniami swobody Traktatów Światła polegają na tym, że ludzie obawiają się ich nadzwyczajnej siły. Choć doceniają i uznają ich wartość, rozmowa, jaka miała miejsce między ministrem spraw religijnych a premierem, przynosi wieści o tym, że obawiają się oni oficjalnie zezwolić
na ich publikowanie, lękając się przewrotu. Nie atakują oni już Traktatów, lecz pragną zawrzeć rozejm. Jednakże potężne siły sprzyjające Światłu sprawią - in sza'a-llah - że owo zatroskanie w temacie wydawania Traktatów stanie się entuzjazmem. Ponadto poprzez skłonność do zawiści wielu ludzi o wybujałym ego nie chce, by Traktaty Światła były łatwo dostępne, aby w ten sposób zwiększyć wartość własnych dzieł.
Po trzecie: Traktaty Światła są rozpowszechniane po całym świecie islamu rękami pielgrzymów, którzy udali się na hadżdż. Od piętnastu lat komisja uczonych przegląda ręcznie spisane kopie Laski Mojżesza (tur. Asay-i Musa) i traktatu Zulfikar, które wysłaliśmy do Damaszku. Na znak szczerych powinszowań powiedzieli oni: "Chcielibyśmy wydrukować każdą z ich części jako osobną książkę. Będziemy jednak potrzebowali dużo pieniędzy, żeby wydrukować całe dzieło naraz".
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Mam powód do tego, by podzielić się z wami pewnym nieszczęsnym, bolesnym i subtelnym wydarzeniem z mego życia, aby ukazać, że moi wrogowie sięgnęli po ostateczne środki. Sfabrykowali oni oskarżenia prawdopodobne jak jeden do tysiąca, które są tak bezpodstawne, że nawet Szatan nie zwiódłby nikogo za ich pomocą. Ukazuje to, że nie pozostała im już żadna inna broń, jakiej mogliby użyć przeciwko Światłu. Cała sprawa wygląda następująco:
Tym, którzy znają moje życie, dobrze wiadomo, że pięćdziesiąt pięć lat temu, kiedy miałem mniej więcej dwadzieścia lat, zatrzymałem się w rezydencji nieżyjącego już gubernatora Omara Paszy w Bitlis. Przebywałem tam przez dwa lata, gdyż nalegał na to, a także z powodu wielkiego szacunku, jaki miał dla nauki. Miał on sześć córek; trzy z nich były młode, a pozostałe trzy nieco starsze. Choć przez dwa lata mieszkałem z nimi w tym samym domu, nie rozpoznawałem żadnej z trzech starszych
ani nie mógłbym odróżnić jednej z nich od drugiej. Nigdy nie poświęcałem im na tyle uwagi, aby poznać je na tyle dobrze. Zaprawdę, mój przyjaciel - uczony przybył, aby mnie odwiedzić, a po dwóch dniach potrafił już odróżnić jedną z nich od drugiej. Wszyscy byli zdziwieni moją postawą i pytali mnie:
-Dlaczego w ogóle nie patrzysz na nie?
-Dbałość o dostojeństwo nauki powstrzymuje mnie od patrzenia na nie - odpowiadałem.
Ponadto podczas szczególnego święta Kagithane w Stambule skąpo odziane kobiety Greków i Ormian ustawiły się w szeregach po obu stronach Złotego Rogu, przez całą drogę od Mostu do Kagithane. Nieżyjący już członek parlamentu, Mułła Sajjid Taha, inny członek parlamentu, Haci Ilyas, a także ja, płynęliśmy razem łodzią niedaleko tych kobiet. Nie byłem tego świadomy, lecz po godzinie na łodzi wyznali, że sprawdzali mnie i kolejno mieli mnie na oku.
-Jesteśmy zdumieni tym, że nie spojrzałeś na nie ani razu! - powiedzieli.
-Jako że konsekwencją niepotrzebnych, przemijających i grzesznych przyjemności są niedola i żal, nie chcę patrzeć na takie rzeczy - odparłem.
Ci, którzy są ze mną zaprzyjaźnieni, wiedzą, że przez całe życie wystrzegałem się przyjmowania prezentów, darowizn i zaszczytów, a także zobowiązań wobec ludzi. Poprzez dwukrotne straszliwe uwięzienie mnie w ciągu dwudziestu lat mej męczącej niewoli stało się jasnym i oczywistym, że dla zachowania honoru i pomyślności Światła, a także służby wierze i Koranowi, wyrzekłem się wszelkich pragnień oraz zainteresowań materialnych, społecznych czy politycznych. Nie poświęciłem najmniejszej uwagi groźbom zgładzenia mnie wygłaszanym przez ludzi o złej woli.
Choć praktykowałem tę zasadę przez całe moje siedemdziesięcio-pięcioletnie życie, to pewien człowiek zajmujący oficjalne stanowisko z intencją splamienia nadzwyczajnej cnoty Traktatów Światła był zdolny do oszczerstwa, jakiego nie wyobraziłby sobie ani nie pomyślał o nim nawet Iblis. Stwierdził on: "Nocami odwiedzały go prostytutki i inni bezwstydni osobnicy z całymi tacami baklavy". Tymczasem na noc moje drzwi są zamknięte z zewnątrz i od wewnątrz, zaś przed drzwiami aż do świtu stoi strażnik - na rozkaz wydany właśnie przez tego nędznika. Ponadto moi sąsiedzi i wszyscy moi przyjaciele wiedzą, że od modlitwy wieczornej (ar. 'isza) aż do rana nie pozwalam nikomu na to, by mnie odwiedzał.
Zatem gdyby nawet rozpustny i głupi człowiek stał się najpierw osłem, a później diabłem, wciąż nie miałby szans na to, by wymyślić takie oszczerstwo. Kiedy to zrozumiano, ów człowiek porzucił swój plan, a później został wysłany do Piekła czy gdzie indziej. Tym, co zamierzał, było wykorzystanie jego oficjalnego stanowiska do manipulowania niedawnymi wydarzeniami. Próbował on zdyskredytować raczej uczniów Światła niż moją osobę i w ten sposób ich splamić, jednakże ochrona i wsparcie Bożej opatrzności udaremniły ten plan w zdumiewający sposób.
Mówiąc to, nie rozgrzeszam mojej duszy. Mówię raczej: "Uświęcona służba wierze sprawia, że dusza zapomina o wszystkich swych pragnieniach. Duchowe przyjemności, jakich doznaje w owej służbie, są dla niej wystarczające", a także mówię o potrzebie tego, by uczniowie Światła praktykowali ostrożność i roztropność.
Po drugie: Wysyłam do was pisarza, który ma doświadczenie i biegłość w pracy z powielaczem. Odkryłem, że pisanie sprawia mi trudność, zatem nie obrażajcie się na mnie o to, że piszę do was tak niewiele (...).
Po czwarte: W tej chwili otrzymałem piękny list Mehmeda Feyziego, owego "Husreva z Kastamonu", przynoszący radosne wieści o zwycięstwach Światła. Całym swym jestestwem składam życzenia z okazji dziesięciu świętych nocy (chodzi o ostatnie noce miesiąca ramadan - uz. red. tur.), a także Święta Zakończenia Postu, przede wszystkim owemu wartościowemu bratu, a także Hilmiemu i Eminowi wraz z pięcioma innymi braćmi, jak również siostrom takim jak Zehra, Lutfiye, Ulviye i im podobne. W załączeniu przesyłamy wam listy napisane przez Hulusiego i Feyziego.
W Jego Imię, niech będzie Mu chwała!
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Winszuję z okazji Święta (Ofiarowania - uz. red. pol.) uczniom Światła w ogóle oraz tym uczniom Światła, którzy są obecni na większej pielgrzymce (ar. hadżdż al-akbar), a także tym wspierającym Światło, którzy obecnie są na pielgrzymce. Ponadto winszuję wam z okazji dobrych wiadomości, jakie przynosi to Święto, a które mówią o rozpoczęciu wielkiego święta dla świata islamu, jakim jest ustanowienie muzułmańskiej jedności przez wielkie narody świata islamu, takie jak narody Indii i Arabii. Owe narody na długi czas utraciły swą niepodległość i znajdowały się w niewoli. Teraz państwa muzułmańskie liczące sto milionów ludzi w Indiach i pięćdziesiąt milionów na Jawie, a także cztery lub pięć rządów państw arabskich, kształtujących arabską jedność, podobną jedności Stanów Zjednoczonych, łączą się w jedności islamu.
Po drugie: Zgodnie z tym, co napisali Re'fet-bej i Mustafa Oruc, nad głównym wejściem do wielkiego kompleksu budynków w Stambule, mieszczących Sztab Generalny i Ministerstwo Wojny, przez długi czas zarządzające armią islamu, które to budynki później służyły jako siedziba uniwersytetu, wypisano głębokie wersety Koranu:
[20]
które później zakryto marmurem, aby ukryć ich światła. Obecnie widzimy silny znak tego, że zostanie dozwolone używanie alfabetu koranicznego, co stanie się narzędziem służącym celom Traktatów Światła. Uniwersytety w przyszłości staną się szkołami Światła. W blasku tego samego światła Ahmad, który jest jednym z uczniów Światła w Denizli, odnalazł pewien szczególny fragment w dziełach Bismarcka, który był sławnym uczonym i największym umysłem dziewiętnastego wieku, a osiągnął najwyższe poziomy filozofii społecznej. W owym fragmencie wielki Bismarck mówi:
Zbadałem Koran w każdym aspekcie i znalazłem wielką mądrość w każdym jego słowie. Jeśli chodzi o zarządzanie sprawami ludzkości, ta księga nie ma podobnych sobie.
Mówi także, wołając do Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie):
O, Muhammadzie! Prawdziwie żałuję, że nie jestem tobie współczesnym. Ludzkość nigdy już nie ujrzy ponownie tak wybitnego i potężnego człowieka jak ty, zatem biję ci czołem w głębokim szacunku.
Tak, napisał on swoje nazwisko pod tymi słowami. Z powodu jego nadmiernej krytyki wcześniejszych Ksiąg Objawionych, które zostały zniekształcone i unieważnione, wskazałem na to, że owych zdań nie należy rozpowszechniać.
Ten człowiek był największym geniuszem i najwspanialszym umysłem dziewiętnastego wieku, a także najważniejszą osobistością politycznego i społecznego życia ludzkości. Niepodległość, jaką zyskał świat islamu, a także fakt, że cudzoziemskie rządy aktywnie poszukują prawd Koranu, zaś wielkie prądy zachodu i północnego zachodu zwracają się ku Koranowi - to wszystko jest wielce zachęcającymi osiągnięciami. Jak Bismarck, tak również największy i najbardziej sławny filozof Ameryki, Mr. Carlyle, doszedł do następującego rozstrzygającego wniosku:
Żadna inna księga nie może kiedykolwiek osiągnąć poziomu Koranu. Jest on słowem prawdy; jest on tym, na co powinniśmy zwrócić uwagę.
Podboje Traktatów Światła w każdym miejscu, a także ich rozwój, są osiągnięciami tak zachęcającymi, że wskazują one na to, iż na Zachodzie narodzi się wiele osobowości podobnych Bismarckowi czy Carlyle'owi. Przedstawiamy wam tę prawdę jako świąteczny podarunek i wysyłamy do was ten list, dołączając do niego słowa zapisane przez Bismarcka.
. ..Po drugie: Szczerość intencji (ar. ichlas) jest największą siłą, jaką Traktaty Światła posiadają i jakiej mogą użyć przeciwko wielu swym przeciwnikom. Nie mogą one być narzędziem czegokolwiek na tym świecie. Nie są one w żaden sposób powiązane z prądami, które zostały zbudowane w oparciu o namiętność stronniczości, szczególnie z tymi, które są związane z polityką. Jest tak, ponieważ cecha usposobienia, jaką jest stronniczość, niszczy szczerość intencji i zmienia prawdę.
Powodem, dla którego wycofałem się z polityki na ostatnie trzydzieści lat, jest fakt, że widziałem pobożnego uczonego, który przez skłonność
do stronniczości, wywodzącą się z przedkładania własnych poglądów nad inne, posunął się aż do znieważenia innego wielkiego uczonego oskarżeniem go o niewiarę (ar. kufr), ponieważ tamten sprzeciwiał się jego poglądom politycznym. Z drugiej strony wychwalał on znanego i agresywnego hipokrytę (ar. munafiq) i schlebiał mu, ponieważ tamten popierał jego myśli i poglądy. Lękałem się tego całą duszą.
Polityka, kiedy połączy się ze skłonnością do stronniczości, może prowadzić do tak zatrważających błędów. Oznajmiłem zatem:
Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką, i od tamtej pory wycofałem się z polityki.
Moi bracia tacy jak wy wiedzą, że w rezultacie tego stanu nie przeczytałem żadnej gazety, nie słuchałem, kiedy czytał ją ktoś inny, ani nawet nie dopytywałem o to, co piszą w gazetach. Przez ostatnie dziesięć lat nie poświęciłem żadnej uwagi (drugiej - uz. red. pol.) wojnie światowej ani też nie byłem jej ciekaw. Wiecie, że aby uniknąć jakiegokolwiek kontaktu ze stronniczością czy polityką, aby uniknąć wszelkiej szkody, jakiej mogłaby doznać szczerość intencji Światła, przez dwadzieścia dwa lata życia w udręce i niewoli, nie przedstawiłem władzom żadnej petycji dla własnej wygody, jeśli nie liczyć moich mów obrończych.
Ponadto wiecie, że - jak napisałem do was z więzienia - jeśli ludzie, którzy postanowili, że powieszą mnie na szubienicy, którzy zadawali mi okrutne męczarnie, ocalą swą wiarę dzięki Traktatom Światła, to chcę, abyście zaświadczyli, iż wybaczyłem im. Aby poprzez skłonność do stronniczości nie wyrządzać szkody szczerości intencji (ar. ichlas), unikamy kontaktu ze straszliwymi prądami z kraju i zagranicy, a ja do pewnego stopnia ostrzegłem mych braci, aby postępowali tak samo.
Wiecie również, że nie przyjmuję żadnych darowizn ani podarunków, a sam nie mam środków po temu, aby takiej pomocy udzielić. Korzystając z pieniędzy, które otrzymuję ze sprzedaży własnych ubrań i rzeczy osobistych, kupuję moje księgi od braci, którzy je spisali, aby żadna doczesna korzyść nie mogła zaszkodzić Traktatom Światła ani ingerować w ich sprawy, a także dlatego, by inni moi bracia byli ostrożni i nigdy nie używali Traktatów jako narzędzia jakiejkolwiek innej sprawy. Światło wystarczy prawdziwym uczniom Światła. Powinni oni również być zadowoleni z tego, co mają, a nie spoglądać na inne przywileje czy korzyści, materialne ani duchowe.
Ponadto nie powinno się wieść sporów ani ożywionych, stronniczych dyskusji odnośnie do kwestii religijnych, aby uniknąć wyrządzenia szkody
przez ludzi o złej woli, którzy sprzeciwiają się Światłu. Zaprawdę, poprzez pewnego rodzaju przeczucie moje serce wpadło w wielki gniew i obraziło się na naszego brata Mustafę Oruca, który w tej samej chwili rozmawiał z pewnym człowiekiem w sposób sprzeczny z metodą Traktatów Światła. Poczułem nawet, że powinna mu zostać odebrana owa znacząca ranga, którą osiągnął dzięki Światłu. Byłem tym zasmucony, bo skoro myślałem, że jest on dla mnie niczym Abdurrahman, to dlaczego tak strasznie rozgniewałem się na niego? Później przybył on w Święto, aby się ze mną zobaczyć. Al-hamdu li-llah za to, że otrzymał on ważną lekcję i zrozumiał swój wielki błąd. Przyznał, że popełnił błąd właśnie wtedy, kiedy poczułem, że jestem na niego zagniewany. In sza'a-llah, będzie to pokuta za jego błąd, zaś on zostanie oczyszczony z grzechu i wybawiony od niego.
Inny człowiek przez ostatnie cztery lub pięć miesięcy wysyłał mi gazety. Otrzymałem je dopiero niedawno, ponieważ moi przyjaciele tutaj znają moje zwyczaje i wiedzą, że nie przyjmuję jakichkolwiek książek ani czasopism prócz Traktatów Światła, nie mówiąc już o gazetach. Bali się pokazać mi tę przesyłkę lub powiadomić mnie o niej, jako że nie znam liter nowego alfabetu. Wreszcie pewien człowiek pokazał mi list na mój temat, napisany przez dziennikarza, który był również moim przyjacielem i krajanem. Powiedziano mi: "To on od jakiegoś czasu wysyłał ci gazety. Nie chcieliśmy mówić ci o tym". Odpowiedziałem na to: "Prześlijcie temu człowiekowi wiele pozdrowień ode mnie i poinformujcie go o tym, że stary Said, którego znał mój przyjaciel, zmienił się, a wszystkie więzi łączące go z tym światem zostały przerwane. Jestem chory i nie chcę, żeby ów człowiek poczuł się urażony tym, że nie odpowiadam mu osobiście".
Przesyłam pozdrowienia pokoju wszystkim przyjaciołom, szczególnie braciom takim, jak Hafiz Emin i Hafiz Fahreddin, i jeszcze raz winszuję wam z okazji Święta (...).
Nieskończone dzięki niech będą Bogu Jedynemu! Znak tego, że Traktaty Światła zostały przyjęte w Świętym Świętych (ar. Haramajn Szarif), jest następujący:
Wojownik Światła z Denizli, Hafiz Mustafa, odebrał ze Stambułu traktaty zatytułowane Zulfikar, Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa) i Dająca światło lampa (ar. Siradż an-Nur), które miały zostać wysłane do uczonych w Indiach, i zabrał je na pielgrzymkę (ar. hadżdż), aby czytać je wraz z pielgrzymami. Owe traktaty zostały przekazane w Medynie znanemu uczonemu pochodzącemu z Kaszmiru, bardzo dobrze znającemu język turecki. Po wyrażeniu wielkiego uznania zapewnił on, że wyśle je do ośrodków nauki w Indiach. Otrzymałem dobre wiadomości o tym, że
księgi wysłane do Medyny i innych miejsc bezpiecznie dotarły do celu, o czym powiadomili mnie pielgrzymi towarzyszący Hafizowi Mustafie z Denizli, a także dwaj bracia z Afyon, będący młodymi uczniami Światła, którzy po drodze (do Mekki - uz. red. pol.) czytali te księgi. Owe wiadomości przyniosły dobrą nowinę o uroku Traktatów Światła i o korzystnym przyjęciu, z jakim spotkały się one za granicą.
Moi drodzy, wierni bracia!
Nie martwcie się. Przez ostatnie dwadzieścia lat, poprzez setki doświadczeń, Boża łaskawość chroniła nas i wybawiała nas od wszelkiego rodzaju tyranii. Powinniśmy być mocno przekonani o tym, że w ten sam sposób wybawi nas od tych nowych, bezsensownych, całkowicie bezprawnych, okropnych i bezlitosnych prześladowań skierowanych przeciwko nam. Nawet jeśli doznaliśmy pewnych niedoli, trudności i krzywd, pokładamy wielką nadzieję w miłosierdziu Boga Jedynego, wierząc w to, że miłosierdzie, łaska Boga i Jego nagrody, jakie ukazały się w nas samych, są po tysiąckroć większe od owych trudności i posłużą temu, byśmy pracowali w inny sposób na rzecz ocalenia wiary wielu bezradnych ludzi wiary (ar. ahl al-iman).
Po pierwsze: Traktaty Światła zostały szczegółowo zbadane przez trzy sądy, trzy komisje uczonych, siedem urzędów w Ankarze i sądownictwo. Wszyscy uniewinnili je jednogłośnie i bez żadnego sprzeciwu. Każdy, kto posiada uczciwość choćby na wagę atomu, zrozumie, jak bezprawnym byłoby dalsze traktowanie Traktatów Światła jako szkodliwych dokumentów, pomimo uniewinnienia orzeczonego w sprawie Saida i siedemdziesięciu pięciu jego przyjaciół bez postawienia im jakichkolwiek zarzutów.
Po drugie: Jakże bezprawnym jest najście na dom człowieka, który po uniewinnieniu go żył w Emirdag przez trzy i pół roku jak pustelnik, w nędzy,
zamykając drzwi od środka i od zewnątrz, a prócz najbardziej zasadniczych potrzeb nie przyjmował gości ani też nie kontynuował spisywania pism, jakie powstawały przez dwadzieścia lat! Jakże bezprawnym jest dręczenie go przez wzgląd na politykę tego świata i wyważanie jego drzwi po to, by śledczy nie znaleźli niczego prócz jednej książki po arabsku o wspominaniu Boga i dwóch oprawionych lekcji w temacie wiary! Każdy, kto posiada choćby najmniejszą inteligencję, przyzna, jak bezprawnym jest takie okrucieństwo!
Po trzecie: Człowiek, który - co potwierdziło w sądzie siedemdziesięciu świadków - przez siedem lat (obecnie to już dziesięć lat, a ten stan rzeczy nie zmienił się) nie interesował się drugą wojną światową ani o nią nie pytał; który od dwudziestu pięciu lat nie przeczytał ani nie wysłuchał ani jednej gazety; który gwałtownie odwrócił się od polityki, mówiąc:
Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką; który choć był poddany wszelkiego rodzaju torturom, nie przedłożył dla własnej wygody żadnej petycji, aby uniknąć zwrócenia na siebie uwagi polityków i aby uniknąć ryzyka mieszania się do polityki... Jakież prawo miałoby zezwalać na najście na dom takiego człowieka, na nękanie go, kiedy cierpi z powodu choroby, na przyczynianie jego duszy niedoli tak wielkiej, jakiej nie doznał on nigdy wcześniej? Każdy, ktokolwiek tylko ma choćby najmniejsze sumienie, współczułby temu człowiekowi w jego położeniu!
Po czwarte: Po szczegółowym śledztwie prowadzonym przez sześć miesięcy przez sąd w Eskisehir z racji podejrzeń i pod pretekstem zakładania stowarzyszenia politycznego lub ustanawiania tariki sufickiej, zostaliśmy uniewinnieni od wszelkich zarzutów dotyczących zakładania politycznego stowarzyszenia czy ustanawiania tariki. Pomimo wrogości najwyższego zwierzchnika sądownictwa i wpływu wywieranego przez niego na niektórych urzędników, aby cała sprawa obróciła się na naszą niekorzyść, nie powiodło im się to. Uczepiono się jedynie jednego z najkrótszych traktatów, traktatu o zasłanianiu ciała przez kobiety, i bez oparcia się na jakichkolwiek podstawach prawnych skazano pięciu do dziesięciu uczniów Światła na sześć miesięcy więzienia w oparciu o tzw. głos sumienia [21]. Ponieważ w toku dochodzenia spędziliśmy w areszcie cztery miesiące, w sumie odbyliśmy karę półtora roku pozbawienia wolności. Do Sądu Karnego w Ankarze wysłano pięć wielkich skrzyń ksiąg, które były badane przez dwa lata przez sądy w Ankarze i Denizli, a które owe sądy postanowiły uniewinnić, jako że wysuwane zarzuty tworzenia
komitetu politycznego czy zakładania tariki zostały sfabrykowane. Saida wraz z jego przyjaciółmi zwolniono z więzienia, a wszystkie owe listy i księgi w całości zwrócono ich prawowitym właścicielom. Obecnie każdy, kto tylko nie utracił swego człowieczeństwa, przyzna, jak bezprawnym jest oskarżanie takiego człowieka o to, iż jest on "politycznym intrygantem", uważanie go za kierującego "komitetem politycznym", a skutkiem tego wpływanie na urzędników sądownictwa, aby zinterpretowali całą sprawę jako odnoszącą się do (powołania - uz. red. pol.) komitetu politycznego.
Po piąte: Jeśli chodzi o oskarżanie człowieka o to, co jest całkowicie sprzeczne z jego usposobieniem oraz z zasadami, które rzeczywiście przyjął on jako swoją metodę, a także opierał na nich swoje życie przez dwadzieścia do trzydziestu lat, to istota owego bezprawnego i stronniczego ataku jest następująca:
Przez wzgląd na podstawową zasadę Traktatów Światła, jaką jest zasada litości, aby nawet jeden niewinny człowiek nie doznał szkody, jestem niezdolny nawet do przeklinania tych zbrodniarzy, którzy mnie prześladują, nie mówiąc już o wtrącaniu się do ich spraw. Zaprawdę, choć jestem znieważany przez pewnych grzesznych, a raczej bezbożnych tyranów, którzy ciężko mnie prześladują w swej wrogości, owa zasada litości zabrania mi nie tylko odpowiadania im "fizycznie", lecz również przeklinania ich. Aby czy to bezradni ludzie starsi, jak matka i ojciec, czy to niewinni, jak dzieci, którzy są powiązani z owymi prześladowcami i despotami, nie zostali dotknięci przez materialne bądź duchowe ciosy, przez wzgląd na owych czterech czy pięciu niewinnych krewnych nie wtrącam się do spraw owych niechętnych mi tyranów, a niekiedy nawet przebaczam im.
Właśnie z powodu owej tajemnicy litości jak nigdy nie wtrącałem się do spraw porządku i bezpieczeństwa publicznego, tak to samo doradzałem przyjaciołom do tego stopnia, że uczciwi policjanci trzech prowincji przyznali: «Uczniowie Światła są niczym policja duchowa. Dopomagają oni w zachowaniu porządku i bezpieczeństwa publicznego». Istnieją tysiące świadków owej prawdy, którą ukazują dwadzieścia cztery lata mojego życia. Potwierdzeniem owej prawdy jest fakt, że nie odnotowano żadnego raportu dotyczącego przestępczej działalności jakiegokolwiek spośród tysięcy jej uczniów. Żadne prawo nie może usprawiedliwić najścia na dom owego bezradnego człowieka, jakby był on rewolucjonistą czy członkiem komitetu politycznego. Nie zasługuje on na to, by traktować go bez miłosierdzia ani na to, by doświadczał zdrady z rąk tak bezlitosnych ludzi, zwłaszcza wtedy, kiedy nie są oni w stanie znaleźć w jego domu
niczego, co mogłoby zostać uznane za szkodliwe. Jakież prawo na świecie mogłoby kiedykolwiek zezwolić na to, by był on traktowany jak zbrodniarz, który popełnił sto przestępstw, a nawet na konfiskowanie Koranu i sentencji w ramkach, jakie zawiesił on na ścianach swego domu, jakby były one szkodliwymi dokumentami?
Po szóste: Nieskończone dzięki niechaj będą Bogu Jedynemu za to, że dzięki blaskowi Koranu ów człowiek pojął szkodliwość i daremność efemerycznej sławy i zaszczytów tego świata, a trzydzieści lat temu zdał sobie sprawę z tego, jak bezsensownymi są egoistyczne samochwalstwo i umiłowanie sławy. Zdając sobie z tego sprawę, uczynił on wszystko, co tylko mógł, dokładając starań przeciw jego nakazującej zło duszy, by w pokorze wyrzec się egoizmu i by uniknąć tego, co powierzchowne oraz hipokryzji (ar. rija). Mogą zaświadczyć to wszyscy, którzy byli z nim zaprzyjaźnieni i służyli mu. Człowiek, który w przeciwieństwie do wszystkich innych przez dwadzieścia lat ze wszystkich sił uciekał od nadmiernie pochlebnych opinii, uwagi społeczeństwa, osobistej chwały i sławy, a także od uważania siebie samego za posiadającego duchowe rangi, jakie każdemu sprawiają radość; który odrzucał wszelkie pochlebne opinie wygłaszane przez jego wybranych braci; który posuwał się aż do znieważania tak szczerych braci, we wszystkich pisanych w odpowiedzi listach zaznaczając, że odrzuca wszelkie pochwały i nadmierne korzystnie opinie, jakie mu przyznają, ukazując samego siebie jako pozbawionego wszelkich cnót, wszelkie zalety i całą chwałę kierował ku Traktatom Światła, które są komentarzem (ar. tafsir) do Koranu, a także łączył owe zalety ze zbiorową osobowością duchową uczniów Światła. Samego siebie uważa za pozbawionego znaczenia sługę, co dowodzi tego, że:
Choć ów człowiek nie ukazuje żadnych starań ani żadnego pragnienia (owych pochwał - uz. red. pol.), choć z całą surowością odrzuca łaskawość i pochwały ofiarowywane mu przez innych, jeśli nawet niektórzy z jego przyjaciół mieszkających daleko od niego mają w jego temacie zbyt korzystną opinię, co jest sprzeczne z tym, czego sam sobie życzy, jeśli wychwalają go i przypisują mu pewnego rodzaju rangę, jeśli takie komentarze wygłasza kaznodzieja z regionu Kutahya - na mocy jakiego prawa taki człowiek miałby być za to odpowiedzialny? Cóż mogłoby upoważnić śledczych do tego, aby wyważyć jego drzwi i dokonać nalotu na pokój tak schorowanego, samotnego i starego człowieka, w którym nie znaleźli nic prócz formułek wspominania Boga i pewnych lekcji w temacie religii, jakie zawiesił on na ścianach swego pokoju? Jakaż polityka lub jakie prawo tego świata zezwoliłyby na taki atak?
Po siódme: W czasie, kiedy na scenie tego kraju działa tak wiele żarliwych stronnictw oraz wewnętrznych i zewnętrznych prądów, kiedy sytuacja dojrzała do tego, by zaistniała szansa na zgromadzenie nie ograniczonej liczby kilku przyjaciół, lecz pozyskania wsparcia tysięcy dyplomatów - jeśli człowiek jedynie ze względu na trzymanie się z dala od polityki, by nie wyrządzić szkody szczerości intencji (ar. ichlas) i nie zwracać na siebie uwagi rządu, nie zajmuje się sprawami tego świata, zaś pisząc do swoich przyjaciół, mówi: «Uważajcie, abyście nie dali się ponieść tym prądom, nie wdawajcie się w sprawy polityki i nie zakłócajcie porządku publicznego!» - to jakież prawo może mu w tym przeszkadzać? Choć doznaje szkody z rąk obu przeciwstawnych prądów, to z powodu jego wycofania się ze spraw pierwszego z nich przysparza mu się niekończącej się niedoli poprzez bezpodstawne podejrzenia i obecne twierdzenia w rodzaju: "On nas nie popiera". Jakież prawo kiedykolwiek zezwoli na takie nękanie bezradnego człowieka, który nigdy nie wtrąca się do spraw tego świata, a zajmuje się jedynie sprawami własnego życia ostatecznego?
Opierając się na prawach wolności, nikt nie wtrąca się do spraw promowania i publikowania ksiąg ateistów i komunistów, które są szkodliwe dla kraju, narodu i moralności. Jakież prawo, jakież sumienie i jakaż uczciwość zezwoliłyby kiedykolwiek na konfiskatę ksiąg Światła - szczególnie jeśli chodzi o takie dzieła, jak Zulfikar oraz Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa), a także o dostarczenie ich do sądu, jakby były one przynoszącymi szkodę dokumentami? Jak to możliwe, że mimo trwającego trzy miesiące intensywnego badania ich zgodnie z rozkazami ministra spraw wewnętrznych, a także przez komisję Ministerstwa Spraw Religijnych, z intencją poddania ich krytyce, zostały jednak przyjęte w bibliotece tego ministerstwa jako "wartościowe dzieła", z całkowitym uznaniem i bez żadnych sprzeciwów? Trzy sądy nie były w stanie znaleźć w nich jakiejkolwiek kwestii będącej przestępstwem podlegającym oskarżeniu. Przez ostatnie dwadzieścia lat pracowały one na rzecz zabezpieczenia życia społecznego, moralności i porządku publicznego tego narodu i tego kraju. Skutecznie służyły odnowieniu i wzmocnieniu więzi braterstwa ze światem islamu oraz jego przyjaźni dla tego narodu, która jest jego podstawowym źródłem wsparcia.
Po ósme: Po zwolnieniu z trwającego dwadzieścia lat, bolesnego i bezsensownego zesłania, ten człowiek - aby nie łączono go ze światem, polityką i życiem społecznym - wybrał pozostanie w samotności i na zesłaniu, miast powrócić do tysięcy krewnych i przyjaciół w jego rodzinnym mieście na wschodzie. Przedłożył samotne pozostawanie w swym
pokoju ponad przynoszące wielką nagrodę uczęszczanie na odmawiane w meczecie modlitwy w zgromadzeniu, a to w jego duchowym stanie chęci uniknięcia uwagi społeczeństwa, jaka stałaby się jego udziałem, gdyby wyszedł on na zewnątrz. Zgodnie ze świadectwem dwudziestu lat jego życia i potwierdzeniem setek tysięcy cnotliwych Turków, przedkłada on jednego pobożnego Turka nad wielu Kurdów obojętnych na swą religię, a w sądzie zaprawdę udowodnił on, że nie zamieni żadnego ze swych posiadających silną wiarę braci, takich jak Hafiz Ali, na stu Kurdów. Trzyma się z dala od jakichkolwiek kontaktów ze społeczeństwem prócz tych, które dotyczą najbardziej podstawowych potrzeb, aby nie przyciągać szacunku ani uwagi społeczeństwa. Powstrzymując się od chodzenia do meczetu, przez czterdzieści lat ze wszystkich sił i poprzez wszystkie swoje pisma pracował na rzecz braterstwa islamu i więzi miłości między muzułmanami. Ani razu nie wystąpił czynem przeciwko swym najbardziej srogim wrogom, nigdy nie zajmował się nimi ani nawet nie przeklinał ich. Odpłaca mu się skierowaną przeciwko takiemu człowiekowi kampanią propagandową, zdradą używającą urzędowego języka i odstraszaniem od niego jego przyjaciół, którym mówi się: "Jest on Kurdem, podczas gdy wy jesteście Turkami; jest on szafi'itą, podczas gdy wy jesteście hanafitami". Jakież prawo miałoby zezwalać na zaszczepianie strachu w społeczeństwie i na zmuszaniu ludzi do odwracania się od niego? Jakiż rozsądek i jakaż mądrość miałyby na to zezwalać?
Po dziewiąte: Ta kwestia jest wielce doniosła i potężna, jednak zachowam milczenie, ponieważ dotyczy ona polityki.
Po dziesiąte: Zaatakowano mnie bez jakiegokolwiek powodu, z powodu bezpodstawnego podejrzenia, po prostu czyniąc górę z kretowiska, na przekór wszelkim systemom prawnym, choć było to całkowicie bezprawne. Zgodnie z apolityczną postawą, jaką nakazuje nasza metoda, będziemy milczeć, aby nie poruszać tematu polityki. Zatem w odpowiedzi na owo traktowanie, będące bezprawnym pod dziesięcioma względami, mówimy jedynie:
[22]
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Po tysiąckroć mówię: "Niech Bóg pobłogosławi!" (ar. baraka-llah), "Oto, czego zechciał Bóg!" (ar. ma sza'a-llah) i "Bóg powiedział prawdę" (ar. sadaqa-llah) wielkiemu wojownikowi Światła, Hafizowi Mustafie, który zabrał ważne księgi Światła do Świętej Mekki i przekazał je wybitnemu uczonemu z Indii, Ahmadowi Alemu Simsiriemu. Otrzymał on zapewnienie, że owe księgi zostaną dostarczone do Indii i przetłumaczone na hindi. Niechaj Medresetu'z-Zehra pozostaje w kontakcie z owym ważnym człowiekiem w Świętej Mekce.
Po drugie: Dowiedzieliśmy się, że z powodu ich podejrzeń wobec niedawnego wydarzenia nasi wrogowie uczynili góry z jednego kretowiska, a wskazówka tego jest następująca:
Wypełniając rozkazy ministra spraw wewnętrznych, gubernator Afyon i naczelnik policji przybyli do mego domu z zamiarem przeprowadzenia niespodziewanego nalotu. Jako że nie towarzyszył im publiczny oskarżyciel, czekali oni do ranka i wyznaczyli do tego zadania dwóch ludzi, którzy najbardziej nami pogardzają. Wyłamali oni drzwi, aby przeprowadzić nagłe najście. Tego samego dnia, kiedy wyszedłem z domu, by przejechać się bryczką, na małej wysokości latało nad nami pięć samolotów .
Jako że piloci wiedzieli, że jestem w bryczce, zatoczyli koło wokół nas dwa lub trzy razy. Drugiego dnia, kiedy ponownie wyjechaliśmy bryczką do pewnego odludnego miejsca nad strumieniem, krążyło nad nami pięć samolotów, jakby ich piloci czegoś wypatrywali. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że to nas szukają. Innego dnia pięć samolotów ponownie przeleciało nad miastem, a odleciały, kiedy weszliśmy do pokoju, co dosadnie wskazuje na to, że z jednego kretowiska uczyniono setkę gór.
Jeśli chodzi o męczarnie, jakich przyczynia mi się w tym miejscu z powodu tak bezpodstawnych podejrzeń, wyrażam swą wdzięczność i uznanie dla władz i sądownictwa Isparty odnośnie do tego, że męczarnie zadawane wojownikom Medresetu'z-Zehra zmalały tam dziesięciokrotnie. Niech moi wrogowie dowiedzą się, że jeśli chodzi o pogwałcenie moich praw i o męczarnie, jakie zostały mi zadane, wybaczyłem im.
Choć przeżyłem ostatnie trzydzieści lat wycofawszy się ze świata polityki, teraz uczynię jeden wyjątek, aby podzielić się z panami pewną kwestią dotyczącą kraju, narodu i porządku publicznego, a jest ona następująca:
Poprzez wiele wskazówek doszliśmy do silnego przekonania o tym, że w imię ateizmu uknuto wiele spisków przeciwko mnie, miastu Emirdag i temu narodowi. Czyniąc wiele gór z kretowiska i czyniąc kwestie małe jak skrzydełko muchy wielkimi, wykorzystuje się mnie jako pretekst w czasie, kiedy naród rozpaczliwie potrzebuje pokoju. W całkowicie bezprawny i stronniczy sposób, w imię anarchii i cudzoziemskich planów, zaatakowano nas, uczniów Światła, pracujących na rzecz wybawienia naszych współobywateli od wiecznej egzekucji i wątpliwości w temacie życia ostatecznego. Jakby rzucając płomień na proch strzelniczy, z oczywistymi urazą i podejrzliwością, używając mnie jako wymówki, uknuto spisek przeciwko temu narodowi i jego porządkowi publicznemu, a to w następujący sposób:
Choć trzy sądy zbadały i przestudiowały wszystkie moje listy, księgi i sprawy dwudziestu lat, po czym uniewinniły nas oraz moje księgi; choć na ostatnie trzy lata porzuciłem pisanie i pisałem jedynie jeden list na tydzień; choć wzbraniałem się przed spotykaniem się z kimkolwiek prócz trzech lub czterech czeladników krawieckich, którzy na zmianę dopomagają mi w zaspokojeniu mych podstawowych potrzeb; choć po tym, jak zostałem zwolniony z więzienia, nie udałem się do rodzinnego miasta - mimo tego wszystkiego byłem traktowany w sposób, jakiego nie doświadczyłem nigdy wcześniej w życiu, w imieniu prawa byłem traktowany wbrew prawu i ze złą wolą. Nachodzono na mój dom, wyłamywano zamki, zabierano mi Koran i inskrypcje arabskie, traktując je jak szkodliwe dokumenty z zamiarem wyrządzenia mi zniewagi, zdradzenia mnie i wywołania incydentu poprzez doprowadzenie mnie do gniewu. Prócz tego pewna ważna osobistość w sądownictwie użyła swej władzy, nakazując tutejszym urzędnikom: "Macie przy pomocy dwóch policjantów wyciągnąć Saida z domu i zmusić go do założenia kapelusza. Macie przyprowadzić go na przesłuchanie. Ponadto aresztujcie każdego, kto się do niego zbliży". Ów człowiek wyraźnie powiedział te słowa wobec ważnego zgromadzenia po tym, jak zostało odczytane moje mówiące prawdę świadectwo. Nie ma
żadnych wątpliwości ani niepewności co do tego, że owa zła wola ma na celu zaburzenie porządku publicznego przez znieważenie i zdradzenie mnie, abym wyraził swoje oburzenie.
Nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że obdarował mnie duchową zdolnością poświęcenia tysięcy zaszczytów i dostojeństw dotyczących mojej osoby dla dobra bezsilnych ludzi tego narodu i dla odepchnięcia wszelkich nieszczęść, jakie mogą na nich spaść. Z tego powodu zgodziłem się na poniesienie wszelkich zniewag i zdrad, jakie we mnie rzucono, a także wszystkiego, czemu moi wrogowie zamierzają poddać mnie w przyszłości. Przez wzgląd na publiczny porządek tego narodu, na jego doczesny pokój, na wieczny dobrobyt, szczególnie jego niewinnych dzieci i szacownych ludzi starszych, przez wzgląd na jego bezradnych ludzi chorych i biednych jestem gotów po tysiąckroć poświęcić dla nich swe życie wraz z tysiącem zaszczytów.
Oto wskazówka tego, że uczyniono górę ze skrzydełka muchy w sprawie człowieka, który przebywa na zesłaniu, który jest chory, stary, słaby i żyje w samotności: gubernator Afyon i tamtejszy naczelnik policji nachodzili mnie pięć razy w ciągu dziesięciu dni, a dwa razy przychodził oskarżyciel publiczny z Afyon; przez dwa dni pięć samolotów śledziło mnie w miejscach, do których się udawałem; pięciu policjantów po cywil-nemu wyznaczono, by obserwowali tych, którzy przetrzymywali mnie pod nadzorem; wydano oficjalne polecenia urzędom pocztowym, aby zatrzymywały wszystkie kierowane do mnie listy - to wszystko ukazuje, że podejrzliwie zaplanowano incydent dziesięć razy większy od buntu Szejka Saida i wydarzeń z Menemen. Przyjęto taką postawę, ponieważ wyolbrzymiono kretowisko do rozmiarów góry. Przypuszczano, że jestem taki jak za mych dawnych dni i spodziewano się, że wobec takiej zdrady wybuchnę gniewem, jednak moi wrogowie zostali wprowadzeni w błąd.
Ze wszystkich sił pracujemy na rzecz wybudowania koranicznej bariery podobnej murowi Zu'l-Qarnajna, która zagrodzi drogę anarchii. Ci, którzy wtrącają się do naszych spraw, przygotowują grunt dla anarchii, a nawet dla komunizmu.
Gdybym nie mógł, jak za mych dawnych dni, znieść jakiejkolwiek zniewagi dla dostojeństwa wiedzy, gdyby moim jedynym obowiązkiem nie było ocalenie muzułmanów przed wieczną egzekucją i przed śmiercią w życiu ostatecznym, gdybym zajmował się jedynie sprawami tego świata
i wrogością polityki, anarchiści doprowadziliby do wydarzeń dziesięć razy większych niż incydent z Menemen i bunt Szejka Saida.
Ponadto ani trzy sądy, ani nikt z policjantów tak wielu prowincji przez dwadzieścia lat nie ingerował w sprawy mojego stroju. Ze względu na mój będący usprawiedliwieniem stan i samotność nie udzielano mi żadnych napomnień dotyczących zmiany sposobu ubierania się. Próba zmuszenia mnie do noszenia kapelusza w tak stronniczy i bezprawny sposób, siłą i na oczach ludzi, sprawiłaby, że setki tysięcy ludzi w tym kraju, którzy przez ostatnie czterdzieści lat byli dla mnie jak bracia, szczególnie jeśli chodzi o otrzymywanie lekcji dotyczących potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi), wpadną w gniew i zostaną emocjonalnie przytłoczeni, tym samym rozwścieczając ziemię i sprawiając, że łzy poleją się jak nigdy wcześniej.
Nabraliśmy już silnego przekonania co do tego, że bezprawne traktowanie mnie zgodne z planami cudzoziemców miało sprowokować moje usposobienie, jakby miało to na celu, aby społeczeństwo w wymienionych kwestiach odwróciło się ode mnie. Jednakże nieskończone dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że choć jestem bliski grobu, nie angażuję się w sprawy tego świata, z którego się wycofałem, uciekam od szacunku i uwagi ludzi, choć nie mam żadnej skłonności do dwulicowej sławy, chwały i samochwalstwa, a żadna z bezprawnych zdrad, jakich dopuszczono się wobec mnie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. Pozostawiam tych ludzi Wszechmocnemu Bogu. Myśl o tym, że zostaną pochwyceni przez nieuchronną śmierć i wysłani na wieczną egzekucję sprawia, że prawdziwie współczuję tym, którzy niepotrzebnie dręczyli mnie z powodu swych podejrzeń.
O, Panie (ar. ja, Rabb),\ocal ich wiarę poprzez Traktaty Światła. Poprzez tajemnicę Koranu spraw, by ich wieczna egzekucja stała się zwolnieniem z obowiązków! Wtedy nie będę dochodził swych praw wobec nich.
Oto dokładny opis natury Nauczyciela wyrażony przez szczerego wojownika i ucznia Światła, który dzięki lekcjom i przewodnictwu Bediuzzamana Saida Nursiego dotarł do prawdy i wykonał nadzwyczaj wartościową i wzniosłą służbę dla Światła.
Dzisiaj ponownie jesteś przyczyną, dla której królestwo aniołów raduje się z ziemi
Dzisiaj ponownie jesteś przyczyną, dla której królestwo aniołów jest dumne z mieszkańców ziemi
Dzisiaj ponownie jesteś przyczyną widoku umiłowanego przez Boga
Dzisiaj ponownie jesteś koroną wiary islamu
Dzisiaj ponownie jesteś królem prawdziwych wspólnot sufich
Dzisiaj ponownie jesteś imamem prawdy
Ponownie jesteś umiłowanym przez Boga
Ponownie jesteś największym uczonym stulecia
Ponownie jesteś światłem w ciemności
I dowódcą zbawienia poprzez wszystkie dni
Jesteś Mułłą Saidem Nursim
Jesteś Bediuzzamanem, dumą epoki
Zgodnie z wersetem
My posłaliśmy ciebie tylko jako miłosierdzie dla światów, przez wzgląd na dziedzictwo Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także z perspektywy swego domyślnego znaczenia, Traktaty Światła, będące jednym ze zwierciadeł tego, który był miłosierdziem dla wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także prawdziwym tafsirem prawd Koranu dla tego stulecia, są próbką i przejawem owego powszechnego miłosierdzia. Nie ingerowałem w ów lśniący poemat, choć poprzez jego metaforyczne znaczenie niektóre z przymiotów prawd Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) mogą zostać przypisane jednemu z ich pomniejszych spadkobierców. Zostały dodane jedynie niektóre słowa dla podkreślenia różnicy między prawdami Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) a ich zwierciadłem.
Dzisiaj świat odnajdzie w was pokój,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata w tym stuleciu!
Dzisiaj ludzkość odnajdzie w was szczęście,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata!
Chore serca tak długo pozostawały nieszczęśliwymi...
Jeśli są w was jakiekolwiek znaki Luqmana,
Ofiarujcie lekarstwo i przybądźcie, o chwalebne i umiłowane,
O Traktaty Światła, które jesteście blaskiem miłosierdzia dla światów!
Czyż koniec tych sylab nie jest bliski?
Czyż żal owej długiej nocy nie znika?
Płacz wielu ludzi wzbija się, a ich cierpliwość więdnie,
O Traktaty Światła, które jesteście blaskiem miłosierdzia dla światów!
Ten, który był chwałą wszystkich światów, zstąpił od Tronu Boga na ziemię,
Władca świętości przybył i dosiadł muła Duldula;
Miecz Zulfikar obecnie nosi imię Światła,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla światów w tej epoce!
Jesteście lekarstwem na wszystkie problemy i umiłowanymi życia,
Zawieracie w sobie Imiona Boga i Koran,
Jesteście łaską pochodzącą od Światła Prawdy (ar. Nur al-Haqq),
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata!
Na tym świecie jesteście esencją, nie materią,
Jesteście okiem spoglądającym z każdej cząsteczki,
Jesteście ukończonym obliczem, które wprawia wszechświat w zadziwienie,
O Traktaty Światła, które jesteście próbką miłosierdzia dla światów!
To w was w tym stuleciu ukazuje się ten, który był miłosierdziem dla wszystkich światów,
To wy jesteście dziś spadkobiercą tego, który jest orędownikiem dla grzesznych,
Suplikacją: "Wybaw nas, o ty, który wybawiasz oczekujących na wybawienie",
O Traktaty Światła, które jesteście blaskiem miłosierdzia dla światów!
Teraz nasze rany powinny znaleźć uleczenie,
A nasz niedoceniany pieniądz powinien zyskać powab,
Rozpościerajcie swe światło i uczyńcie naszą ciemność światłem,
O Traktaty Światła, które jesteście światłem miłosierdzia dla światów!
Nie skłaniamy się ku temu przemijającemu światu,
Przynieśliśmy koniec innowacji i hipokryzji,
Nie dajemy się ponieść bezsensownym marzeniom,
O Traktaty Światła, które jesteście prawdą miłosierdzia dla światów!
Nie marzymy o utworzeniu stowarzyszenia,
Nie pragniemy prowadzić ludzi inną drogą,
Lecz jedynie żarliwie umiłowaliśmy Światło,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem wszystkich światów dla cierpiących!
Przewyższyliśmy wszelkie hołdy i pochwały,
Odwróciliśmy się od wszelkich bogactw i majątków,
Światło jest tym, czego pragniemy, zanim odejdziemy z tego przemijającego świata,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata w tym stuleciu!
Płacz miłujących wznosi się do Tronu Boga,
Doprowadza do łez przodków o czystych duszach;
Przez wzgląd na Boga, przybądźcie nam z pomocą,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem wszystkich światów dla potrzebujących!
Niebiosa sieją nieszczęście, ziemia wydaje nieszczęście,
Boleściwym płaczem rozbrzmiewają horyzonty.
Miej miłosierdzie nad światem, o Światło Boga,
O Traktaty Światła, które jesteście blaskiem miłosierdzia dla światów!
Męka z jednej strony, a krew z drugiej,
Płomień tego nieszczęścia spali cały świat.
Cała zapłakana ludzkość spogląda na was,
O Traktaty Światła, które jesteście wzorem miłosierdzia dla światów!
Ten wielki świat jest pochłonięty przez płomienie,
Oceany kipią niczym Piekło.
Przybądź i ocal nas, o władco świętości,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla światów w tej epoce!
Zaatakowałyście bezbożność i niewiarę,
Stopiłyście smutek w sercach,
Zanurzyłyście nas w oceanie światła,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem świata dla bezradnych!
Nikt i nigdy nie może podnieść ręki przeciwko wam;
Zawierzyliśmy wam całym naszym życiem;
Do was wszystkie światy tęskniły z nadzieją,
O Traktaty Światła, które jesteście światłem miłosierdzia dla świata!
Nie tworzycie armii z żołnierzy i mężczyzn,
Nie prowadzicie wojny za pomocą dział i bagnetów,
Obejmujecie to stulecie waszym Światłem,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla dzisiejszego świata!
Niech skończy się ten przerażający potop,
Niech zacznie się nowa epoka szczęśliwości,
Niech wszystkie osiemnaście tysięcy królestw raduje się tym świętem,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem świata dla ludzi Koranu!
Chociaż przed nami zbliża się ciemność,
Oto wy, będące dzisiaj darem miłosierdzia.
Zaiste, zdławcie mrok swoim Światłem,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata!
Nie pozwólcie, by groźba komunizmu wkroczyła do naszych domów,
Nie pozwólcie, by dosięgły nas jego jadowite ręce,
Powstańcie przeciwko niemu w waszym Świetle i nie dajcie mu żadnych szans,
O Traktaty Światła, które jesteście mieczem miłosierdzia dla świata!
Niech ciemna mgła wokół nas rozwieje się;
Zgaście czerwoną pożogę i zbudźcie świat,
Niech wasze zwycięstwo będzie wspominane aż po Dzień Sądu,
O Traktaty Światła, które jesteście mieczem Zulfikar miłosierdzia dla świata!
Oto ród, który zniszczył tak liczne życia,
Oto ród, który zniszczył tak wiele domów,
Oto ród, który spogląda na was z niechęcią,
O Traktaty Światła, które jesteście dowodem miłosierdzia dla tego świata!
Będą oni pić krew niewinnych,
Prześcigną Nimrodów i Abu Dżahla,
Postanowią umrzeć najgorszą ze śmierci,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla dzisiejszego świata!
Mikrob, który żeruje w naszych trzewiach,
Karmi się naszą krwią,
Kala tę piękną ojczyznę i zanieczyszcza ją,
O Traktaty Światła, które jesteście apteką miłosierdzia dla świata!
Mieszkaniem weteranów i zdobywców,
Pałacem szlachetnych i naczelników
Jest ten kraj, będący siedzibą męczenników,
O Traktaty Światła, które jesteście przejawem miłosierdzia dla tego świata!
Całun męczennika stał się różowy jak róża,
A z jego ciała wydobywa się woń piżma.
Aniołowie będą całować jego lśniące zwłoki,
O Traktaty Światła, które jesteście przejawem miłosierdzia dla tego świata!
Koran mówi, że oni nie umarli, lecz żyją,
A każdy z nich jest dzielnym żołnierzem Prawdy (ar. Al-Haqq).
Ich groby sprawiają, że drżą serca,
O Traktaty Światła, które jesteście zwierciadłem miłosierdzia dla tego świata!
To wy jesteście podarunkiem dla tego szlachetnego narodu,
Który nigdy nie upadnie i nie ukorzy się ani na jeden dzień.
Zabierzcie nas do owego znamienitego kraju,
O Traktaty Światła, które jesteście próbką miłosierdzia dla tego świata!
Niech ruszą do szarży w waszym Świetle,
A ów naród znajdzie chwałę w jego zwycięstwach,
Niech ten kraj rozprzestrzenia światło na Wschód i na Zachód,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla naszego świata!
Skrzydło Światła i wasze silne ramię
Są drogą waszego Światła, które zabiera ich do Prawdy (ar. Al-Haqq).
Przyjmijcie Feyziego, waszego nędznego sługę,
O Traktaty Światła, które jesteście miłosierdziem dla świata w tym stuleciu!
Mój Nauczycielu, mój szanowny Effendi!
Przedstawiam na dworze twej wiedzy ułamek światła wersetu
My posłaliśmy ciebie tylko jako miłosierdzie dla światów, mający wagę atomu, jaki otrzymałem dzięki łaskawości Światła. Proszę, abyś zechciał go przyjąć. Przesyłam ci pozdrowienia pokoju i całuję twoje błogosławione ręce.
Nieżyjący już Hasan Feyzi uporządkował lekcję, jaką otrzymał dzięki Światłu, jeszcze raz wskazując na Światło. Zamieśćcie owe słowa w Dopisku.
Czytajcie uważnie! W każdym atomie znajduje się radosne znaczenie,
A w owym znaczeniu jakość ofiarowująca życie cierpiącym,
Aby promienie owego życia dotarły do serca pełnego smutku.
Dalejże, patrzcie! Oto światło jaśniejsze od innych świateł.
Jeśli zastanowicie się nad tym, zatopieni w głębokiej kontemplacji i dobrych myślach,
Znajdziecie całe góry pokarmu dla niedożywionych dusz,
A jeśli tym, czego pragniecie, jest nieskończony majątek,
Otwórzcie oczy i spójrzcie w Światło, a znajdziecie bogactwo wielkie jak fala powodzi.
Światło mówi: "Poznaj Mnie, Mój sługo, i krocz tą ścieżką,
A w każdym oddechu znajdziesz wezwanie twego Litościwego Pana".
Jeśli usłyszałeś to wezwanie wygłaszane językiem każdego atomu,
Oto dobra nowina! Przed tobą szczęście, które nazwałeś Rajem.
Nie szukaj daleko, lecz patrz w Światło i idź! Świat jest jego zwierciadłem.
Czy nie widzisz? Na każdym człowieku jest ten sam kolor jego oblicza.
Jest tylko jedno słońce, które lśniąc, ukazuje się w każdym atomie.
Czyż nie wiesz, że masz w sobie kolor owego Światła?
Rozłóż ręce i idź naprzód, zaczerpnij obfitość Światła z Traktatów Światła!
Zbudź się dla owej miłości! Zbawienie istnieje w każdym atomie zanurzonym w owym Świetle.
Nie jest żadnym osiągnięciem przekształcenie przyjaciela we wroga, znajomego w obcego.
Przekształć ów dar w przyjaźń, ponieważ wierność można znaleźć jedynie w przyjaźni.
Tak, osiągnięciem jest, kiedy liść staje się atłasem, a gleba diamentem,
Ponieważ spójrz! Ani ziemia, ani liść nie są trwałe ni wieczne.
Nie bądź krótkowzroczny i niech ocean nie stanie się dla ciebie kropelkami,
Jako że zaprawdę, każda kropla mieści w sobie ukryty ocean.
Choć twoim początkiem jest jedna kropla nasienia, dalece przerosłeś szczyty gór
I dotrzesz do niebios. O, Światło, oto, jaki geniusz jest twym udziałem!
Spraw, by jedna kropka stała się światem, i władaj tym światem,
Ponieważ w tej twojej kropce znajduje się inteligencja jasna jak słońce.
Serce każdego atomu jest jego Ka'bą, zatem wejrzyj w siebie
I patrz uważnie, bowiem w każdym punkcie ostatecznie znajdziesz Boga.
Strzeż się, Feyzi! Nie odwracaj swego spojrzenia od oblicza Prawdy (ar. Al-Haqq),
Ponieważ prawdy, które zaświadczają Prawdę, niosą ze sobą należne im dary.
Kiedy opuszcza nas światło zbawienia, znów zapadnie ciemność,
Znów będą tylko rozłąka, tęsknota i rozczarowanie.
Płaczcie, moje oczy! Płaczcie nie łzami, lecz kroplami krwi,
Ponieważ moje serce przepełnione smutkiem znów będzie pogrążone w żalu.
Nie mówcie miłującemu do szaleństwa, że to czas, by emigrować.
Znów będą tylko żałoba, smutek i zawodzenie.
Nierozwinięta róża Bożej jedności będzie rosła chuda i blada.
Ka'ba wiedzy zostanie zamknięta i obróci się w ruinę.
Otrzymałem wiadomości o tym, że jutro nasz umiłowany będzie w obcych krajach.
Jakże wielka jest ta rana! Kogo mogę znaleźć, by ją uleczył?
Komu mogę poskarżyć się na to wielkie osamotnienie?
Ci, którzy słyszą moje biadolenie, ostatecznie zapłaczą wraz ze mną.
Jeśli zabierzecie mi owe lekarstwa Światła,
Kto przyniesie mi Światło, kto będzie dla mnie Luqmanem?
Czysty i świeży oddech jest wiosną życia dla pustyni.
Nie trzymajcie owego Światła z dala, bo może nasycić się nim każdy człowiek.
Kogokolwiek nie dotknie owo szlachetne Światło,
Ten stanie się lśniącym księżycem, choćby był najmniejszym atomem.
Im dłużej będę całował ową łaskawą i dobroczynną dłoń,
Tym większe szczęście poczuje moje małe i smutne serce.
Nie mogę znieść przebywania z dala od drzwi twego blasku
I przyrzekam, że poświęciłbym życie dla ciebie.
Jeśli mógłbym przyciągnąć do obcego, którym jestem, twój widok, o Światło Boga,
Wówczas twój daremny sługa stałby się oceanem.
Nieważne, jak wiele jest zasłon, pod którymi owe prądy starają się ukryć ciebie,
Jesteś prawdą, a Koran ponownie to zaświadczy.
Odebrałem swą lekcję od tego, który stanął w odległości dwóch łuków, a teraz wyraźniej niż kiedykolwiek widzę,
Że piękny cud światła staje się duchowym sułtanem.
Unikając mówienia o dniu dzisiejszym do tego nieszczęsnego Feyziego,
Rozpocznie od nowa, ponownie z miłością i ponownie ze łzami.
CZĘŚĆ SIÓDMA
@
Pod koniec 1947 roku do Emirdag przybyli trzej ubrani po cywilnemu oficerowie policji z Afyon. Twierdzili, że zapoznali się z działalnością komitetu religijnego, którego wpływ rozprzestrzenia się na cały naród. Ich podstawowym celem było oskarżenie Bediuzzamana oraz uczniów Światła. Przybyli, by sfabrykować jakiekolwiek oskarżenie, które mogliby wykorzystać przeciwko Nauczycielowi i jego uczniom, a oto jeden z przykładów ich postępowania:
Pewien urzędnik napisał na kawałku papieru oświadczenie: "Pomocnik Saida kupował tutaj śliwowicę (tur. raki) ", a właściciel baru miał poprosić jednego ze swych pijanych i przygłupich klientów, by ten podpisał się pod owym oświadczeniem jako świadek. Ten mężczyzna powiedział im: "Nigdy w życiu! Któż podpisałby się pod takim kłamstwem?". Tej samej nocy urzędnik, któremu nie udało się zdobyć podpisu, w zdumiewający sposób doświadczył czegoś, co było dla niego ciosem wymierzonym mu za błąd, jaki popełniddł. Kiedy przechadzał się w pobliżu strumienia wraz z ludźmi, z którymi pił śliwowicę, wybuchła między nimi bójka. Jego kompani złoili skórę owemu nieszczęśnikowi i zabrali jego pistolet.
Przez cztery lub pięć dni za każdym razem, kiedy Nauczyciel udawał się na wieś, śledziło go pięć samolotów. Kiedy tylko Nauczyciel wchodził do domu, samoloty odlatywały znad Emirdag. Prowadzono propagandę, która miała na celu przedstawić w złym świetle służbę Nauczyciela Koranowi, związaną wyłącznie z wiarą i życiem ostatecznym, a także dostarczyć kłamliwego raportu wyższym władzom.
Co więcej, sprzeciwiając się rozprzestrzenianiu Traktatów Światła za pomocą powielacza oraz wzrastaniu Światła w całej Anatolii, komitety ateistów podjęły działania mające na celu powstrzymanie tej służby wierze. Wytworzyli oni i wywołali podejrzenia wewnątrz rządu. Wydano rozkaz dokonania nalotów na domy uczniów Światła w prowincjach, miastach i wioskach Anatolii. Kiedy trwały owe najścia w Emirdag, Isparcie, Kastamonu, Konyi, Inebolu, Safranbolu i Aydin, pod koniec
1947 roku Nauczyciel wraz z piętnastoma uczniami Światła został zabrany z Emirdag do Afyon. Po przesłuchaniu został uwięziony. Innych uczniów Światła z innych prowincji również sprowadzono do więzienia w Afyon. Był to początek trzeciej szkoły Proroka Józefa.
Bediuzzaman przed sądem w Afyon
W każdym więzieniu, do którego trafiał, Bediuzzaman zapewniał przewodnictwo dla współwięźniów. Nawet niektórzy mordercy nabierali łagodnej natury. Choć Nauczyciel był przetrzymywany w absolutnym odosobnieniu, więzienie stało się szkołą Światła. Oto dlaczego Nauczyciel o każdym więzieniu, do jakiego trafiał, mówił jako o szkole Proroka Józefa (tur. Medrese-i Yusufiye). Kiedy niektórzy z młodych ludzi w więzieniu Denizli ukończyli odbywanie wyroku, nie chcieli oni opuścić szkoły Proroka Józefa, mówiąc: "Jeśli Bediuzzaman pozostanie tutaj, pokażemy, że jesteśmy przestępcami, aby otrzymać wyrok i pozostać wraz z nim, byśmy dalej otrzymywali lekcje Traktatów Światła".
Spisanie traktatu Owoce wiary (tur. Meyve Risalesi) w więzieniu Denizli miało ogromny wpływ na odnowienie (dobrej moralności - uz. red. pol.) więźniów oraz zmianę ich na lepsze. Przemiana na lepsze więźniów w Denizli była tak oczywista, że nawet ludzie nieprzyjaźni Światłu wyrazili swoje uznanie.
Uczniowie Światła, którzy aktywnie studiowali istotę Traktatów Światła i rozmyślali nad nią, zyskali poziom potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi). Nie lękali się śmierci, więzienia, lochów ani żadnych męczarni i cierpień zadawanych przez człowieka. Uczniowie Światła pracowali na rzecz wybawienia tego narodu, świata islamu i całej ludzkości poprzez uświęconą służbę Koranowi i wierze. Jeśli napotykali na prześladowanie i nieszczęścia nakładane na nich przez ateistów, nigdy nie tracili pasji ani nadziei. Wkraczali do więzienia z honorem i szczęściem. Mieli tylko jeden punkt oparcia, a była nim ich służba Koranowi i wierze ze szczerością intencji (ar. ichlas), wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga. Wszechmocny Bóg jest Tym, Który chroni niewinnych i prześladowanych. Nie pozwalając, aby ich uwagę rozproszyły przeszkody, na jakie napotykali, uczniowie niestrudzenie - jak ich mistrz i Nauczyciel - kontynuowali czytanie i rozpowszechnianie Traktatów Światła.
Oto przyczyna, dla której uczniowie Światła pracujący dla Światła pod trwającymi dwadzieścia pięć lat rządami absolutnej tyranii nigdy nie wycofali się ze służby na rzecz wiary i islamu. Ich wiara była tak wielka, że mówili: "Co jest pozornie szkodliwe, w rzeczywistości przynosi korzyść. W trudnościach znajduje się miłosierdzie. Wszystko, cokolwiek spotyka nas na drodze służby wierze, jest korzystne. Nie jesteśmy odpowiedzialni za rozmyślanie o tym, co może się nam przydarzyć. Tym, za co jesteśmy odpowiedzialni, jest wykonywanie służby Koranowi. Przez cały czas jesteśmy pod ochroną naszego Miłosiernego Pana. Jeśli umrzemy, będziemy męczennikami, a jeśli pozostaniemy przy życiu, będziemy sługami Koranu. Nawet jeśli wrogowie islamu skazali nas na życie w tym doczesnym więzieniu, wciąż pozostaniemy w służbie Traktatów Światła". Nie tylko mieli tę wiarę w sercach, lecz także urzeczywistnili ją poprzez działanie, co było oczywiste dla wszystkich.
Ten pobożny i wierny naród znał prawdomówność, wielkość i bohaterstwo Bediuzzamana i miał do niego zaufanie tak wielkie, że nie uwierzyłby w żadną propagandę, jaka tylko zostałaby sfabrykowana przeciwko niemu. Im więcej ludzie słyszeli o prześladowaniu i torturach nałożonych na Bediuzzamana, tym bardziej w ich sercach rosły umiłowanie go i przywiązanie do niego. Ludzie wyrażali swą odrazę do męczarni i prześladowań, nałożonych na Bediuzzamana przez komunistów i bezbożników, mówiąc: "Uwięzienie tak błogosławionego wojownika religii, jakim jest Bediuzzaman, a także zakaz czytania jego dzieł, mogą być jedynie częścią planu wykorzenienia religii z Anatolii oraz próby zniszczenia islamu". Oto dlaczego rząd musiał uwolnić Bediuzzamana, aby zapobiec owym wrogim wobec niego spiskom, działającym na niekorzyść rządu. W przeciwnym razie im gorzej Bediuzzaman byłby traktowany, tym większy byłby sprzeciw wobec działań rządu.
Czujemy, że naszym obowiązkiem jest wyrażenie tej prawdy przez wzgląd na naszą religię, a także na pokój naszego kraju i narodu.
Choć w 1944 roku Bediuzzaman został uniewinniony przez sąd w Denizli, został zmuszony do zamieszkania w miasteczku Emirdag, w prowincji Afyon. W Afyon Nauczyciel zajmował się kwestiami życia ostatecznego oraz Traktatami Światła. Jak gdyby cierpienia, jakim go poddano, nie były wystarczające, potajemni wrogowie religii wciąż wysuwali te same twierdzenia przeciwko niemu: "Zakłada on tajne
stowarzyszenie i zwraca ludzi przeciwko rządowi. Said stara się obalić ustrój. Im jest starszy, tym bardziej rosną jego energia i żywotność. Nazywa Mustafę Kemala Sufjanem i Dadżdżalem islamu". Bediuzzaman wraz z pięćdziesięcioma uczniami Światła został wezwany przed Sąd Karny w Afyon, a następnie uwięziony.
Po szczegółowych dochodzeniach nie znaleziono ani jednego dowodu przemawiającego za oskarżeniem Bediuzzamana. Użyto wszystkich możliwych środków, aby uwięzić Nauczyciela, a ostatecznie sędziowie mogli wydać wyrok w sprawie zgodnie z głosem sumienia. Orzeczono wyrok dwudziestu miesięcy więzienia dla Bediuzzamana. Inny uczony został skazany na osiemnaście miesięcy więzienia, zaś pozostałe dwadzieścia dwie osoby otrzymały wyroki sześciomiesięczne. Inni postawieni przed sądem zostali uniewinnieni, jako że sąd orzekł, iż "ci ludzie uznali Bediuzzamana za wielkiego przewodnika (ar. murszid), a czytając Traktaty Światła, jedynie wypełniali duchową pustkę". O tych, którzy zostali skazani, twierdzono, że "dopomagali Bediuzzamanowi i podżegali go do założenia tajnego stowarzyszenia". Sąd wykonał wyrok natychmiast i aresztował wszystkich skazanych.
Od tej decyzji natychmiast złożono apelację. Po szybkim rozważeniu sprawy Sąd Apelacyjny odkrył, że Said Nursi został już uniewinniony od tych zarzutów przez poprzedni sąd. Nawet jeśli decyzja sądu w Denizli była błędna, to na mocy prawa po decyzji Sądu Apelacyjnego nie można było przeprowadzić ponownego procesu w tej sprawie. Orzeczenie zostało zatem uchylone i rozpoczęto kolejną sprawę. Zapytano oskarżonych o to, czego się domagają. Niewinni uczniowie Światła poprosili o utrzymanie decyzji Sądu Apelacyjnego. Sędziowie rozpatrzyli decyzję Sądu Apelacyjnego i po długich naradach ostatecznie postanowili przychylić się do tego wniosku. Wówczas sąd rozpoczął poszukiwania jakichkolwiek popełnionych w całej sprawie błędów, jednak ponieważ nie osiągano żadnych rezultatów, sprawa była stale odraczana. Po odbyciu pierwszego wyroku, zanim postawiono im jakiekolwiek oficjalne zarzuty, Bediuzzaman i jego uczniowie zostali uwolnieni. Poprzez wielokrotnie dochodzenia i odraczania sprawy, rozprawa w sądzie w Afyon wydłużyła się do trzech lat .
Ów geniusz i wyjątkowo wybitny człowiek wykonał najbardziej uświęconą służbę na rzecz wiary dla tego kraju i narodu, dla naszej
młodzieży i dla świata islamu. Dostarczył on dzieło tak nadzwyczajne, że zaspokoiło ono wszelkie duchowe potrzeby ludzkości. Tysiąckrotną hańbą jest, że był on ciągany od jednego sądu do drugiego, a następnie pozostawiono go, aby gnił w więzieniu. Jak ostatnie dwadzieścia lat, tak również te trzy czy cztery lata ujrzały Bediuzzamana stawiającego czoło torturom, z jakimi nie spotkał się żaden uczony w historii. Stał się nawet celem wielokrotnych prób zamordowania go. Męczarnie, jakich doświadczał w ciągu jednego dnia w Afyon, były większe od tych, jakich doznawał w ciągu miesiąca w więzieniu Denizli. Było to zaiste bezprawne. Przez dokładnie dwadzieścia miesięcy pozostawiono go w całkowitym odosobnieniu, w nieuporządkowanej celi, narażonego na bardzo niskie temperatury zimy. W porze najbardziej srogiej zimy, kiedy okna więzienia pokryły się dwumilimetrową warstwą lodu, Bediuzzamanowi wstrzyknięto truciznę. Będąc człowiekiem starym, słabym i już wcześniej chorym, cierpiał całymi miesiącami. Nawet kiedy choroba przykuła go do łóżka, nie zezwolono jego uczniom na to, by mu pomogli. Zakładano, że w tak straszliwych i ciężkich okolicznościach jego śmierć jest bliska. Jego choroba była tak ciężka, że całymi dniami nie mógł niczego jeść. Pozostawiono go słabym i zagłodzonym.
Mimo choroby i całego nadzoru Nauczyciel nie zaniedbał swojej pracy przy rozpowszechnianiu Traktatów Światła. Jak w poprzednich więzieniach, tak również w Afyon potajemnie spisywał swe księgi. Więźniowie w tajemnicy sporządzali ręcznie spisane kopie Traktatów Światła i znajdowali sposoby na to, aby owe kopie rozprzestrzeniały się poza więzieniem. Więzienie nigdy nie powstrzymało Bediuzzamana przed publikowaniem Traktatów Światła. Dzięki uczniom takim jak Husrev, ów "wojownik Światła", opublikowano setki i tysiące kopii Traktatów spisanych starym alfabetem (osmańskim - uz. red. pol.).
Kiedy Nauczyciel - po otruciu go - walczył w więzieniu o życie, powiedział jednemu ze swych uczniów, który znalazł sposób na to, by go odwiedzić: "Mogę nie przeżyć. Niech moje istnienie zostanie poświęcone dla tego narodu i jego młodzieży, dla świata islamu, dla wiecznej pomyślności i dobra całej ludzkości. Jeśli umrę, proszę, aby moi przyjaciele nie mścili się za moją śmierć".
Pewnego dnia więzień, który po przybyciu Bediuzzamana zmienił się na lepsze, pozdrowił go z okna swojej celi. Został za to zabrany na przesłuchanie, podczas którego pytano go: "Dlaczego pozdrawiasz Bediuzzamana? Dlaczego zaglądasz przez okno do jego celi?". Później poddano go fizycznym torturom.
Nauczyciel pozostał bardzo chory, w wielce zasmucającym stanie. Jego uczniowie znajdowali różne sposoby, aby odwiedzać ich błogosławionego i umiłowanego Nauczyciela. Jeśli zostali na tym przyłapani, biczowano ich, bijąc w podeszwy ich stóp, jednak nigdy nie złamali się ani nie poddali. Im bardziej bili ich prześladowcy, tym bardziej - z odpornością biorącą początek z wiary i z dostojeństwa islamu - uczniowie wołali: "Śmiało, bij!". Podążali za lekcją Nauczyciela, która mówi: «Kiedy but twego wroga naciska na twoje gardło, pluń mu w twarz! Kiedy twoje ciało zostanie zmiażdżone, twoja dusza będzie wolna».
Poprzez wszystkie rodzaje tortur i prześladowań starano się powstrzymać wszystkich, zarówno w więzieniu, jak i poza nim, od udzielania pomocy Bediuzzamanowi. Tyrania i zdrada, jakim został poddany Bediuzzaman, są bezprecedensowe. Po odbyciu wyroku, 20 września 1949 roku, Nauczyciel został zwolniony z więzienia. Zwyczajem panującym w więzieniach było zwalnianie więźniów, którzy odbyli swój wyrok, podczas godzin pracy, a w więzieniu Afyon więźniów zwalniano o dziesiątej przed południem. Jednakże Bediuzzamana uwolniono między brzaskiem a wschodem słońca, aby uniknąć okazania mu wyrazów szacunku społeczeństwa, jakie prawdopodobnie spotkałyby go w bramie więzienia.
Po jego uwolnieniu Bediuzzaman pozostał przez jakiś czas w prowincji Afyon. Odbył już wyrok, a Sąd Apelacyjny uchylił orzeczenie poprzedniego sądu, orzekając na korzyść Nauczyciela, jednak trzej oficerowie policji stali u jego drzwi, trzymając straż przez całą dobę. Sprawili oni, iż Bediuzzaman żałował zwolnienia go z więzienia, a ich prześladowania trwały. Po dwóch latach prześladowań i złego traktowania w więzieniu zabroniono wszystkim widywania się z nim, nawet w sprawach mających związek z jego zdrowiem. Z jego biografii wiemy, że nawet rosyjski dowódca przyznał Bediuzzamanowi pewne swobody, kiedy ten był jeńcem w Rosji, jednak w jego własnym kraju gościom Bediuzzamana, który poświęcił wszystko dla tego kraju i dla szlachetnego narodu islamu, kazano, by odwrócili się od niego, a także zabroniono im zobaczenia się z nim w święto. Jeśli ktokolwiek został przyłapany choćby na rozmowie z uczniami Nauczyciela, tacy ludzie byli nękani, odciągani na bok, legitymowani i przesłuchiwani, gdyż twierdzono: "Rozmawiasz z uczniem Bediuzzamana".
Ogół społeczeństwa wiedział o tym bezprawnym traktowaniu, co zbliżyło ludzi do Bediuzzamana. Zaczęli oni interesować się poszukiwaniem jego dzieł i pism, a prześladowania sprawiły, że poczuli oni niechęć wobec tych, którzy podżegali do propagandy wymierzonej przeciwko niemu. Im bardziej skupiano się na odbiorze dzieł Bediuzzamana przez społeczeństwo, tym bardziej zwiększały się szacunek i podziw dla Nauczyciela narodu i ludzi młodych, szczególnie w szkolnictwie wyższym. Rosnący sprzeciw wobec Bediuzzamana ponownie umacniał więzi, łączące z nim tych ludzi.
Celem owej negatywnej propagandy było odwrócenie społeczeństwa od Bediuzzamana poprzez zniesławienie go, a także powstrzymanie publikowania Traktatów Światła. Jednak Traktaty Światła nie były związane z osobą autora. Traktaty Światła są własnością Koranu. Traktaty Światła nie przypominają innych dzieł. Są one skarbcem świadectwa, to jest są dowodem same w sobie. Ci, którzy czytają Traktaty Światła, nie dostają informacji o osobie ich autora. Traktaty skupiają się wyłącznie na prawdach, świadectwach i dowodach, jakich dostarczają. Z powodu tego faktu, jak również wielu innych prawd, oficjalna kampania propagandowa przedsięwzięta przeciwko Bediuzzamanowi zawiodła, i takie jej przeznaczenie będzie zawsze.
Ten muzułmański naród miliony razy wyraził swój smutek. Boli nas fakt, że sprawiono, by tak wspaniały autor i myśliciel, który służył temu krajowi i narodowi, który wykonywał swą służbę wierze z największą gotowością do poświęceń, musiał cierpieć, spędzając swe życie w salach sądowych. W imieniu pomyślności tego narodu oznajmiamy, że obecnie owa tortura musi się skończyć, a wszystkie procesy sądowe muszą zostać natychmiast umorzone. Koraniczna służba, jaką ofiarowuje Bediuzzaman, jest wszechstronna i dotyczy całego świata islamu. Wzniosłe prawdy i wysoka wartość dzieł Bediuzzamana Saida Nursiego, jakie tu przedstawiamy, nie są niepoświadczone. Nie są one również wyolbrzymione. Każdy, kto tylko w swym życiu spotkał Nauczyciela lub czytał Traktaty Światła uważnie, nieustannie i ze szczerą intencją, zda sobie sprawę z tego, że prawda, jaką tu przedstawiliśmy, jest nieadekwatna do ukazania jego wielkości. Tacy szczerzy ludzie spojrzą na tę kwestię na nowo i zrozumieją wartość Nauczyciela, niechby nawet z pominięciem naszej wartości, a następnie odkryją, że z pasją dzielą się swoimi myślami z całym światem.
Gdyby nawet wszystkie sądy świata spróbowały uwięzić Bediuzzamana w oparciu o oskarżenia wrogów religii, nigdy nie mogłyby tego uczynić, dopóki tylko sądy orzekają uczciwie, opierając się na dowodach!
Będąc przeważnie przykutym do łóżka z powodu prób otrucia go podjętych przez wrogów islamu, Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi stwierdził: "Czekam w drzwiach grobu". Jednakże poprzez nasze usilne i rozpaczliwe suplikacje (ar. du'a) błagamy Wszechmocnego Boga o to, by obdarował owego wielkiego wojownika religii jeszcze wieloma latami życia. Cały świat islamu i cała ludzkość potrzebują szczerego i gotowego do poświęceń ucznia Koranu, jakim jest Bediuzzaman, będący geniuszem, wielkim myślicielem i niezrównanym bohaterem islamu.
W tym miejscu zamieszczamy fragment zbioru Błyski, w którym Bediuzzaman opisuje swe życie w Emirdag i Afyon :
Pewnego razu podczas mojego przymusowego pobytu w Ermidag (który był właściwie uwięzieniem w odosobnieniu) stałem się zmęczony życiem z powodu cierpień, jakie mi zadano poprzez nadzór policyjny i bezwzględne traktowanie, które było tak trudno znieść, aż nawet żałowałem, że zostałem zwolniony z więzienia. Całą duszą tęskniłem za więzieniem w Denizli i pragnąłem zstąpić do grobu. Kiedy myślałem, że i więzienie, i grób byłyby lepsze niż takie życie, kiedy zdecydowałem, że wkroczę do jednego lub drugiego, łaska Boża przyszła mi z pomocą, obdarowując uczniów Medresetu'z-Zehra, których pióra były niby powielacze, jednym z takich powielaczy, który dopiero co wszedł do użytku. W jednej chwili ukazało się pięćset kopii każdego z wartościowych dzieł ze zbioru Traktatów Światła, które wyszły spod jednego pióra. Ich zapowiedź nowych zwycięstw sprawiła, że pokochałem pełne niedoli życie i zacząłem składać Bogu niekończące się podziękowania.
Nieco później, nie mogąc znieść zwycięstw odniesionych przez Traktaty Światła, ich tajemni wrogowie nakłonili rząd do działań wymierzonych przeciwko nam. Życie ponownie stało się dla mnie ciężkie. Wówczas nagle ujawniła się Boża łaska: urzędnicy związani ze sprawą, którzy najbardziej
potrzebowali nauki Traktatów Światła, w trakcie najbardziej gruntownego i starannego wykonywania swych obowiązków przestudiowali skonfiskowane egzemplarze Traktatów, a one spowodowały, że serca owych urzędników skłoniły się ku nim. Jako że zaczęli doceniać je, miast krytykować, krąg uczniów Światła znacznie się rozszerzył. Przyniosło to korzyści po stokroć większe od materialnych strat, jakie ponieśliśmy, a nasz niepokój i strapienie zmalały do zera.
Wówczas, w tajemnicy, wrogo nastawieni wobec nas hipokryci zwrócili uwagę rządu na moją osobę, przypominając moje dawne działania natury politycznej. Wzbudzili podejrzenia pod moim adresem zarówno wśród przedstawicieli sądownictwa, jak i we władzach oświatowych, w policji i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Owe podejrzenia (podobnie jak tajne podżegania komunizujących anarchistów) rozprzestrzeniały się, trafiając do rąk różnych grup. Władze zaczęły nas uciskać, aresztować; konfiskowano te części Traktatów Światła, które wpadły w ręce naszych przeciwników. Działalność uczniów Światła ustała. Wielu urzędników złożyło fałszywe oskarżenia, w które zupełnie nikt nie mógłby uwierzyć. Próbowali rozprzestrzeniać najbardziej zdumiewające oszczerstwa, jednak nie mogli sprawić, by uwierzył w nie choć jeden człowiek.
Następnie pod pewnym banalnym pretekstem aresztowano mnie podczas najzimniejszych dni zimy, zamknięto mnie odosobnionego w wielkiej i nadzwyczaj zimnej celi więziennej, przez dwa dni pozostawiając bez jakiegokolwiek piecyka. Przy mojej słabości i chorobie mogłem wytrzymać tę sytuację jedynie z trudem, jako że byłem przyzwyczajony do palenia w piecu w moim małym pokoju kilka razy dziennie, tak że w palenisku zawsze był żar. Kiedy walczyłem z cierpieniem spowodowanym przez gorączkę i zimno, przez straszliwą niedolę i gniew, dzięki Bożej łasce przed moim sercem odsłoniła się prawda, która zwracając się do mojej duszy, wypowiedziała następujące ostrzeżenie:
"Nazwałeś więzienie Szkołą Proroka Józefa, a kiedy przebywałeś w więzieniu Denizli, rzeczy takie, jak ulga po tysiąckroć większa od twej niedoli, korzyść natury duchowej, inni więźniowie czerpiący korzyści z Traktatów Światła, rozpowszechniające się zwycięstwa Traktatów - to wszystko sprawiło, że składałeś Bogu nieskończone dzięki, zamiast narzekać. To sprawiło, że każda godzina twojej kary więzienia i związanych z nią trudności stała się równa dziesięciu godzinom wypełnionym oddawaniem czci Bogu, a także uczyniło owe przemijające godziny wiecznymi. Jeśli Bóg zechce, ogrzeje twą zimną, dotkliwą niedolę, przekształci ją w radość i sprawi, że wśród nieszczęść, jakie cierpisz w tej - trzeciej już - Szkole
Proroka Józefa, wyciągniesz korzyści z Traktatów Światła i znajdziesz pocieszenie. Jeśli ludzie, na których czujesz gniew, ponieważ źle cię traktują, sami zostali oszukani, lecz nie zdają sobie z tego sprawy, nie warto się na nich gniewać. Jeśli zaś dręczą cię i przysparzają ci cierpień świadomie, przez swą złość i ze względu na ich zbłądzenie, w krótkim czasie zostaną zamknięci w odosobnieniu, w więzieniu, jakim jest grób, jako ci, którzy zostali skazani na wieczną karę śmierci, na cierpienie niekończących się męczarni i katuszy. Dzięki ich prześladowaniom zdobywasz zasługę, jak też przyjemności natury duchowej; to prześladowanie czyni przemijające godziny wiecznymi i pozwala ci na wykonywanie obowiązków uczonego i obowiązków religijnych z całkowitą szczerością intencji".
Ze wszystkich sił wykrzyknąłem: "Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu!" Z powodu człowieczeństwa litowałem się nad moimi prześladowcami i modliłem się: "Panie mój, spraw, by się poprawili!" Jak napisałem w oświadczeniu dla Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, prawdziwie winnymi byli ci spośród prześladowców, którzy działając w imieniu prawa, postępowali niesprawiedliwie na dziesięć sposobów. Wynaleźli oni niepospolite preteksty, które dla każdego uczciwego człowieka okazały się oszczerstwami i fałszerstwem, które sprawiały, że ludzie, którzy je słyszeli, śmiali się, zaś ci, co umiłowali prawdę, płakali. Jako że nasi prześladowcy nie mogli znaleźć żadnego sposobu zaatakowania Traktatów Światłą i ich uczniów bez przekraczania granic prawa i tego, co słuszne, zboczyli z drogi prawa i popadli w obłęd. Oto dwa przykłady ich szaleństwa:
Przykład pierwszy: Urzędnicy, którzy śledzili nas przez miesiąc, nie mogli znaleźć nic obciążającego, więc napisali memorandum mówiące: "Sługa Saida kupował w sklepie rakię, a później zaniósł ją do niego". Nie mogli znaleźć nikogo, kto podpisałby memorandum, lecz nareszcie aresztowali jakiegoś pijanego jegomościa i zmusili go, by je podpisał. Nawet on powiedział: "Boże, wybacz nam! Któż podpisałby tak niesłychane kłamstwo?" Musieli więc podrzeć je.
Przykład drugi: Ktoś, kogo nie znałem (i nadal go nie znam), użyczył mi konia, bym mógł wybrać się na przejażdżkę. Przez większość dni lata zwykłem wychodzić z domu choć na kilka godzin, dla zdrowia i by zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Dałem słowo, że właściciel konia i bryczki otrzyma ode mnie książki warte pięćdziesiąt lir, a to dlatego, bym nie złamał mojej zasady i nie stał się jego dłużnikiem. Czyż mogła z tego wyniknąć jakakolwiek szkoda? A jednak zarówno gubernator, jak urzędnicy sądowi i policjanci przesłuchiwali nas pięćdziesiąt razy, pytając o właściciela konia, jakby cała sprawa była ważnym wydarzeniem
politycznym, dotyczącym publicznego bezpieczeństwa! Pewien lojalny człowiek powiedział nawet, że koń należał do niego, a inny, że bryczka należała do niego, by tylko przerwać te bezsensowne przesłuchania. Obaj zostali aresztowani wraz ze mną.
Widzieliśmy wiele dziecinnych wybryków podobnych do owych dwóch przykładów i śmialiśmy się do łez. Pojęliśmy, że ci, którzy atakują Traktaty Światła i ich uczniów, jedynie robią z siebie głupców.
Oto zabawne zdarzenie spośród wielu podobnych: Powodem podanym na dokumencie sankcjonującym moje aresztowanie było "zakłócanie porządku publicznego". Nie widząc tego dokumentu na oczy, powiedziałem oskarżycielowi publicznemu: "Ostatniej nocy oczerniłem cię, bowiem powiedziałem oficerowi policji, który przesłuchiwał mnie z polecenia komendanta: 'Jeśli nie służyłem publicznemu bezpieczeństwu tego kraju tak usilnie, jak tysiąc publicznych oskarżycieli i tysiąc komendantów policji, niechaj Bóg przeklnie mnie po trzykroć!'"
Właśnie wtedy, kiedy w tak mroźnych warunkach najbardziej potrzebowałem tego, by odpocząć, nie przeziębić się i nie myśleć o świecie, ogarnęły mnie rozdrażnienie i gniew na tych, którzy zesłali mnie na niemożliwe do zniesienia wygnanie, skazali na odosobnienie, uwięzienie i prześladowania, ukazując w ten sposób swą nienawiść i złe zamiary. Wówczas z pomocą przyszła mi Boża łaska, oznajmiając mojemu sercu, co następuje:
"Niesprawiedliwe prześladowania, jakie zadają ci ludzie, w znacznej części wynikają z Bożego zrządzenia, które jest czystą sprawiedliwością. W więzieniu masz zapewnione pożywienie; to właśnie przeznaczone dla ciebie zaopatrzenie wezwało cię do tego miejsca. Powinieneś przyjąć zrządzenie Boże z zadowoleniem i pogodzić się z nim. W tym, co cię spotyka, wielki udział mają wiedza Tego, Którego władza jest absolutna, i Jego miłosierdzie, które chcą oświecić ludzi przebywających w tym więzieniu, pocieszyć ich, a tobie przyznać nagrodę. Powinieneś przyjąć swój udział w Bożym zamyśle z nieskończoną wdzięcznością i cierpliwością. Swój udział w tych wydarzeniach ma również twoja dusza, a to z powodu jej przywar, o których nie wiesz. W obliczu tego, co cię spotkało, powinieneś powiedzieć swej duszy, a to poprzez skruchę i poszukiwanie Bożego przebaczenia, że zasłużyła ona na cios, który ją spotkał. Swój udział w tym, co cię spotkało, mają również niektórzy spośród twoich utajonych wrogów, wraz z ich intrygami, z oszukiwaniem pewnych naiwnych, a podejrzliwych urzędników, z nakłanianiem ich do owych prześladowań. Jeśli chodzi o ich udział, wiedz, że straszliwe ciosy duchowe, jakie Traktaty Światła wymierzą tym hipokrytom, pomszczą cię w zupełności. Niech to
będzie dla nich wystarczające! Ostatnią grupą są ci urzędnicy, którzy w rzeczywistości byli jedynie narzędziami w rękach innych [1]. Jeśli chodzi o ich udział, wielkodusznym dziełem będzie wybaczenie im, zgodnie z zasadą:
[2] ponieważ czy chcą tego, czy też nie, mogli skorzystać z nauki Traktatów Światła dotyczącej wiary, choć spoglądali na nie z zamiarem ganienia ich".
Po owym mówiącym prawdę ostrzeżeniu poczułem tak wielkie szczęście i wdzięczność, że zdecydowałem popełnić jakieś nieszkodliwe wy kroczenie, by tylko ponieść karę więzienia, bym mógł pozostać w owej nowej Szkole Proroka Józefa, a może nawet pomóc tym, którzy występowali przeciwko mnie. Miałem wówczas siedemdziesiąt pięć lat, nie byłem do niczego przywiązany, a spośród siedemdziesięciu osób, które umiłowałem na tym świecie, jedynie pięć pozostało przy życiu - tak, ktoś taki jak ja po stokroć przedłożyłby grób nad więzienie. Siedemdziesiąt tysięcy kopii różnych traktatów spośród Traktatów Światła krążyło w wolnym obiegu i mogły one wykonywać moje obowiązki związane z Traktatami Światła; miałem duchowych braci i spadkobierców, którzy mieli przedłużyć naszą służbę dla wiary, a tysiące ich języków miały zastąpić mój język. Więzienie było również po stokroć przyjemniejsze i bardziej korzystne od wolności poza jego murami, która w istocie była niewolą, podporządkowaną tyranii i prześladowaniom. Miast cierpieć w całkowitej samotności poza murami więzienia z powodu bezwzględnego postępowania setek urzędników, w więzieniu, wraz z setkami innych więźniów, cierpimy jedynie nieznacznie, z powodu samowoli jednej lub dwóch osób, jak naczelnik więzienia czy komendant strażników, a owe cierpienia przyniosą korzyści, ponieważ dzięki nim zyskamy braterską życzliwość i pociechę ze strony wielu towarzyszy więzienia. Z myślą o tym, że litość wynikająca z islamu i z ludzkiej natury przejawia się w życzliwości dla osób starszych, znajdujących się w takim położeniu, przez co zmienia trudy więzienia w miłosierdzie, przyjąłem karę więzienia i pogodziłem się z nią.
W czasie mojego trzeciego procesu, z powodu trudności, jakie sprawiało mi pozostawanie w pozycji stojącej, a to w związku ze słabością, starością i chorobą, usiadłem na krześle poza drzwiami sali sądowej. Wtem zjawił się sędzia i z gniewem, obraźliwym tonem zapytał: "Dlaczegóż to on nie oczekuje na stojąco?" Rozgniewała mnie taka nieuprzejmość w obliczu mojej starości. Rozejrzałem się i ujrzałem wielu muzułmanów, którzy zgromadzili się wokół nas i nie chcieli się rozejść, jak przyglądali mi się z wielką życzliwością i braterstwem. Nagle otrzymałem ostrzeżenie poprzez dwie następujące prawdy:
Prawda pierwsza: Ukryci wrogowie mojej osoby i Traktatów Światła oszukali pewnych naiwnych urzędników, mając zamiar położyć kres podbojom Traktatów Światła poprzez zniszczenie dobrej opinii ludzi na mój temat (której w żadnym wypadku nie pragnąłem) i poprzez zniszczenie mojego charakteru na oczach ludzi. Nakłonili zatem owych urzędników, by odnosili się do mnie ze wzgardą, w taki właśnie sposób. Rzekłem do siebie:
"Spójrz na tę setkę ludzi, a nie na zniewagę, jak spotkała cię ze strony jednego człowieka! W zamian za służbę na rzecz wiary, jaką spełniają Traktaty Światła - co jest przejawem Bożej łaski - ludzie uprzejmie ofiarowują ci swe współczucie poprzez docenienie twojej służby, zarówno witając cię, jak odprowadzając". Nawet gdy drugiego dnia procesu byłem przesłuchiwany w biurze sędziego, gdzie odpowiadałem na pytania oskarżyciela publicznego, około tysiąca ludzi zgromadziło się na dziedzińcu, naprzeciw okien sądu, by okazać swą troskę i zainteresowanie; przyszli, by powiedzieć urzędnikom językiem właściwym dla swego usposobienia, by nie uciskali nas. Policja nie mogła sprawić, by ci ludzie rozeszli się. Mojemu sercu oznajmiono, że w naszym pełnym niebezpieczeństw wieku ci ludzie pragną prawdziwego pocieszenia, niegasnącego światła, silnej wiary, niezawodnej dobrej nowiny o wiecznej szczęśliwości, że poszukiwanie tego wszystkiego, czego pragną, wynika z ludzkiej natury. Musieli usłyszeć, że to, czego szukają, można znaleźć w Traktatach Światła, zatem okazują mojej niewiele znaczącej osobie troskę daleko większą, niż na to zasługuję, ponieważ oddałem pewnie niewielkie usługi wierze.
Prawda druga: Przypomniało mi się, że w zamian za złe traktowanie, jakiego doznaliśmy ze strony kilku odnoszących się do nas ze wzgardą, wprowadzonych w błąd osobników, którzy traktowali nas w ten sposób z zamiarem znieważenia nas i zniszczenia szacunku, jakim cieszyliśmy się w opinii publicznej, a także z powodu bezpodstawnego podejrzewania nas o zakłócanie porządku publicznego, otrzymaliśmy poklask i uznanie niezliczonych ludzi prawdy spośród współczesnych i spośród przyszłych pokoleń.
Tak, dzięki sile niezachwianej, potwierdzonej wiary w każdej części tego kraju Traktaty Światła (i ich uczniowie) powstrzymały straszliwe zepsucie i wysiłki anarchii, mające na celu zniszczenie porządku publicznego, jakie miało dokonać się pod płaszczykiem komunizmu. Uczniowie Światła pracowali na rzecz utrzymania porządku i bezpieczeństwa publicznego, a przez dwadzieścia lat ich pracy ani trzy lub cztery współpracujące ze sobą sądy, ani policja dziesięciu prowincji nie były w stanie znaleźć ani odnotować jakichkolwiek incydentów dotyczących naruszenia porządku publicznego, które byłyby związane z uczniami Światła, choć byli oni
bardzo liczni i można było znaleźć ich w każdej części kraju. Bezstronni policjanci z trzech prowincji oświadczyli: "Uczniowie Światła są policją obyczajową. Wspomagają nas w utrzymywaniu porządku publicznego. Dzięki ich niezachwianej, potwierdzonej wierze w głowach wszystkich, którzy czytają Traktaty Światła, zostaje coś, co powstrzymuje ich przed popełnianiem przestępstw. Uczniowie Światła działają na rzecz utrzymania porządku publicznego".
Przykładem na to niech będzie więzienie Denizli. Kiedy Traktaty Światła weszły w jego mury, a Owoc wiary został napisany dla więźniów, na przestrzeni trzech lub czterech miesięcy ponad dwustu więźniów stało się tak niezwykle posłusznymi, a ich postępowanie - tak pobożnym i prawym, że człowiek, który zamordował trzy czy cztery osoby wystrzegał się nawet zabijania pluskiew. Dawni przestępcy stali się najzupełniej litościwymi i nieszkodliwymi członkami społeczeństwa. Zadziwieni całą sytuacją funkcjonariusze więzienni patrzyli na nich z wielkim uznaniem. Niektórzy spośród młodych ludzi przed otrzymaniem wyroku mówili nawet: "Jeśli uczniowie Światła pozostają w więzieniu, postaramy się, by nas również skazano, ponieważ wtedy oni będą mogli nauczać nas, a my staniemy się podobni do nich. Poprawimy się dzięki ich wskazówkom".
Zatem ci, którzy oskarżali uczniów Światła (którzy są właśnie tacy) o zakłócanie porządku publicznego, albo zostali poważnie wprowadzeni w błąd, albo oszukani, albo też sami - świadomie lub nieświadomie - oszukiwali rząd, mając na celu zaprowadzenie anarchii, i prześladowali nas, starając się zmiażdżyć. Oto, co mamy im do powiedzenia:
Jako że śmierć nie została zabita, brama grobu nie jest zamknięta, a podróżni zatrzymujący się w zajeździe tego świata w korowodzie, karawana za karawaną, z wielką prędkością zstępują w ziemię i znikają, z pewnością my też wkrótce zostaniemy rozdzieleni jeden od drugiego. Otrzymacie straszliwą karę za waszą tyranię. Wstąpicie na szubienice śmierci i wiecznej zagłady, które wypiszą nakazy uwolnienia prześladowanych ludzi wiary. Ulotne przyjemności, jakich doznawaliście na tym świecie, wyobrażając sobie, że będą one wieczne, przekształcą się w niekończące się męczarnie.
Niestety, nasi ukryci, obłudni wrogowie czasami łączą nazwę sufizmu z rzeczywistością islamu, którą zdobyto i utrzymano dzięki mieczom i krwi stu milionów męczenników w randze świętości i bohaterskich weteranów wojennych, jakich wydał nasz pobożny naród. Podczas gdy droga sufizmu jest jedynie pojedynczym promieniem słońca, jakim jest islam, nasi wrogowie ukazują ją tak, jakby była słońcem, przez co wprowadzają w błąd niektórych niedbałych urzędników rządowych.
Nazywając uczniów Światła sufimi i członkami stowarzyszenia politycznego - tylko dlatego, że skutecznie oni pracują na rzecz prawd Koranu i wiary - chcą podjudzić władze przeciwko nam. Oto, co mówimy im i tym, którzy słuchają ich słów wymierzonych przeciwko nam; to, co powiedzieliśmy sprawiedliwemu sądowi w Denizli:
«Pozwólcie także nam poświęcić się dla owej świętej prawdy, dla której poświęciły się setki milionów ludzi! Nawet jeśli podpalicie cały świat wokół nas, my, którzy poświęcamy samych siebie dla prawd Koranu, nie złożymy broni przed ateizmem; jeśli Bóg zechce, nie odstąpimy od naszego świętego obowiązku!»
Dzięki świętemu pocieszeniu, jakie dały mi wiara i Koran w cierpieniach i rozpaczy przygód mej starości, nie zamieniłbym roku największej niedoli mojej starości na dziesięć najbardziej szczęśliwych lat mojego młodego wieku - zwłaszcza że dla tych, którzy żałują za grzechy i odmawiają modlitwy obowiązkowe, każda godzina spędzona w więzieniu odpowiada dziesięciu godzinom oddawania czci Bogu, zaś jeśli chodzi o zasługę, to każdy przelotny dzień choroby i prześladowań daje dziesięć dni życia wiecznego. Dzięki ostrzeżeniom, które otrzymałem, zrozumiałem, jak bardzo tamte dni zasługiwały na podziękowania składane przez kogoś takiego jak ja, oczekującego już na swoją kolej przekroczenia bramy grobu. Wykrzyknąłem: "Nieskończone dzięki niechaj będą mojemu Panu!", byłem szczęśliwy z mojej starości, a zadowolony z uwięzienia, ponieważ życie nie zatrzymuje się, lecz szybko przemija. Jeśli upływa w przyjemności i szczęściu, to jako że odejście przyjemności jest bólem, życie staje się czymś przejściowym, upływa bez składania podziękowań i w niedbalstwie, a odchodzi, pozostawiając grzechy w miejscu przyjemności. Natomiast jeśli życie upłynie w więzieniu i wśród trudów, to jako że odejście bólu jest rodzajem przyjemności i ponieważ może być poczytywane za rodzaj aktu czci, życie pod pewnym względem staje się wieczne, a dzięki dobrym owocom, jakie wyda, możemy zdobyć życie ostateczne. Życie staje się odkupieniem za błędy, które były przyczyną grzechów przeszłości i kary więzienia, a także oczyszcza człowieka z owych błędów i grzechów. Patrząc z tego punktu widzenia, widzimy, że więźniowie, którzy odprawiają modlitwy nadobowiązkowe towarzyszące obowiązkowym, powinni być cierpliwi i składać podziękowania Bogu.
Potajemni ateiści, którzy przez swoje spiski i oszczerstwa doprowadzili do procesu przed sądem w Afyon, chcieli, aby Bediuzzaman zawisł na szubienicy. Mając nadzwyczajne znaczenie, mowa obrończa Nauczyciela zawiera prawdy, które głośno wypowiedział on przeciwko destrukcyjnym i bezbożnym tyranom, nie lękając się śmierci. Ostatecznie Sąd Apelacyjny unieważnił decyzję o uwięzieniu Bediuzzamana. Ten sam sąd ostatecznie po dwakroć orzekł jego uniewinnienie. Cały zbiór Traktatów Światła wraz z blisko pięcioma setkami listów zostały bezwarunkowo uwolnione i zwrócone Bediuzzamanowi.
WYBRANE FRAGMENTY OWEJ WSPANIAŁEJ MOWY [3]
(Ta petycja, którą po osiemnastu latach milczenia jestem zmuszony przedstawić sądowi, a której kopię wysyłam do Ankary, zawiera moje pisemne sprzeciwy dotyczące aktu oskarżenia, które jestem zobowiązany wyłożyć).
Oto streszczenie krótkiej mowy obrończej. Niechaj będzie wiadomo, że jest ono dokładnie tym samym, co dwakroć powiedziałem oskarżycielowi publicznemu i inspektorowi policji, a przy trzeciej okazji naczelnikowi policji i sześciu lub siedmiu inspektorom, którzy trzykrotnie przybyli, by przeszukać mój dom w Kastamonu, jak również tym, co powiedziałem w odpowiedzi na pytania oskarżyciela publicznego w Isparcie oraz sądów w Denizli i Afyon. Powiedziałem im:
Żyłem w samotności przez osiemnaście lub dwadzieścia lat. Przez osiem lat mieszkałem w Kastamonu naprzeciwko posterunku policji, zaś przez dwadzieścia lat w innych miejscach, wciąż pod stałym nadzorem, a miejsce, w którym się zatrzymałem, zostało kilka razy przeszukane, jednak nie znaleziono nawet najlżejszego znaku wskazującego na cokolwiek, co odnosiłoby się do tego świata lub polityki. Jeśli dopuściłem się jakiejkolwiek nieprawidłowości, a policja i sądownictwo nie wiedziały o niej bądź też wiedziały, ale zignorowały ją, z pewnością ponoszą większą odpowiedzialność niż ja sam. Jeśli zaś nie, to dlaczego - choć w żadnym miejscu na świecie nie dręczy się pustelników, którzy zajmują się sprawami ich życia ostatecznego - niepotrzebnie dręczycie w stopniu, który przynosi ujmę krajowi i narodowi?
My, uczniowie Światła, nie uczyniliśmy Traktatów Światła narzędziem prądówahl ad-dunjaani nawet narzędziem całego wszechświata. Co więcej, Koran surowo zakazuje nam zajmowania się polityką, ponieważ obowiązkiem Traktatów Światła jest służyć Koranowi poprzez prawdy wiary oraz poprzez nadzwyczaj potężne i rozstrzygające dowody, jakie w obliczu całkowitej niewiary - która niszczy życie wieczne, a życie tego świata przekształca w straszliwą truciznę - skłaniają do wiary nawet najbardziej upartych spośród filozofów-ateistów. W związku z tym nie możemy uczynić Traktatów Światła narzędziem żadnej innej sprawy [4].
Po pierwsze: Aby przez przedstawianie fałszywej idei propagandy politycznej nie sprawić, że podobne diamentom prawdy Koranu w oczach ludzi niedbałych stracą swą wartość i staną się okruchami szkła, a także aby nie zdradzić owych drogocennych prawd.
Po drugie: Litość, prawda, słuszność i sumienie, będące fundamentami drogi Traktatów Światła, powstrzymują nas od zajmowania się politykąi wtrącania się do spraw rządu, jako że od jednego lub dwóch bezbożnych ludzi, którzy upadli w całkowitą niewiarę i zasługują na to, by spadły na nich ciosy i nieszczęścia, zależy los siedmiu lub ośmiu niewinnych - dzieci, chorych i starców. Jeśli ciosy i nieszczęścia nawiedzą owego jednego czy dwóch bezbożników, owi nieszczęśnicy także będą cierpieć. Zatem, jako że efekt takich działań jest wątpliwy, surowo zabroniono nam wpływania na życie społeczeństwa poprzez politykę, co byłoby postępowaniem na szkodę rządu i porządku publicznego.
Po trzecie: W owych dziwnych czasach, aby uchronić życie społeczne tego kraju i narodu od anarchii, niezbędnym i zasadniczym jest przestrzeganie pięciu zasad, którymi są: szacunek, litość, powstrzymywanie
się od tego, co zakazane (ar. haram), bezpieczeństwo, porzucenie bezprawia i bycie posłusznym władzy. Świadectwem tego, że kiedy Traktaty Światła wskazują na życie społeczne, w potężny i uświęcony sposób ustanawiają i umacniają pięć owych zasad, a także zachowują kamień węgielny publicznego porządku, jest fakt, iż przez ostatnie dwadzieścia lat Traktaty uczyniły sto tysięcy ludzi członkami tego narodu i obywatelami tego kraju, którzy nie wyrządzają żadnej szkody, lecz przynoszą im korzyść. Zaświadczają to prowincje Isparta i Kastamonu. To oznacza, że olbrzymia większość tych, którzy przeszkadzają Traktatom Światła, świadomie lub nieświadomie zdradza kraj, naród i panowanie islamu na rzecz anarchii. Wielkie dobro i korzyść dla tego kraju, zawarte w stu trzydziestu traktatach ze zbioru Traktatów Światła, nie mogą zostać obalone przez wyimaginowaną szkodę, jakiej miałyby przyczynić dwa lub trzy traktaty, które mogą być szkodliwymi jedynie w wyobraźni oszukanych i niedbałych ludzi o powierzchownym spojrzeniu. Ktokolwiek odrzuca owe korzystne traktaty z winy tych dwóch lub trzech, jest nadzwyczaj niesprawiedliwym tyranem (...).
Jeśli mówicie jak ci, którzy mniemają, że bezbożność jest rodzajem polityki, a w tej sprawie powiedzieli: "Wyrządzasz szkodę naszej cywilizacji oraz psujesz naszą przyjemność poprzez swoje traktaty...",
odpowiadam: Powszechnie uznawana na całym świecie zasada mówi, że żaden naród nie może przetrwać bez religii. Szczególnie absolutna niewiara daje na tym świecie początek męczarniom cięższym niż męki piekielne, co zostało udowodnione z całkowitą pewnością w Przewodniku dla młodzieży. Obecnie ów traktat został oficjalnie wy ی"kowany. Jeśli - niech Bóg uchroni - muzułmanin porzuca religię, upada on w całkowitą niewiarę; nie może pozostać on w stanie "wątpiącej" niewiary, która do pewnego stopnia utrzymałaby go przy życiu. Nie może również być podobnym bezbożnym Europejczykom. Pod względem przyjemności z życia upada on nieskończenie niżej niż zwierzęta, ponieważ nie mają one poczucia przeszłości ani przyszłości. Z powodu jego zbłądzenia śmierć wszystkich istot przeszłości i przyszłości, a także fakt, że jest on rozłączony z nimi na wieczność, przygniatają jego serce nieprzerwanym bólem. Jeśli wiara wkracza do jego serca, a on sam zaczyna wierzyć, owi niezliczeni przyjaciele nagle zmartwychwstają i mówią językiem swego usposobienia: "Nie umarliśmy i nie zostaliśmy unicestwieni", przekształcając jego piekielny stan w przyjemność podobną przyjemnościom Raju.
Skoro taka jest prawda, ostrzegam was: Nie sprzeciwiajcie się Traktatom Światła, ponieważ opierają się one na Koranie i nie
mogą zostać pokonane. Byłoby to najbardziej godnym pożałowania dla tego kraju. Traktaty odeszłyby gdzie indziej, by tam oświecać ludzi. Ponadto gdybym miał tyle głów, ile mam włosów na głowie, a każdego dnia jedna z nich byłaby ścinana, nie skłoniłbym głowy, która jest oddana Koranowi, przed ateizmem i całkowitą niewiarą; nie porzuciłbym ani nie mógłbym porzucić świętej służby wierze i Traktatom Światła (...).
W skrócie: Traktaty Światła przez trzydzieści lat zabijały i ucinały u samych korzeni całkowitą niewiarę, która niszczy życie wieczne i czyni życie tego świata straszliwą trucizną, psując wszelkie jego przyjemności; skutecznie zabijały wszelkie idee naturalistów; olśniewająco i za pomocą cudownych argumentów udowadniały zasady, których przestrzeganie przyniesie temu narodowi szczęście zarówno w tym życiu, jak i w życiu, które nadejdzie; są oparte na prawdzie Koranu, pochodzącej od Tronu Boga. Twierdzę - i jestem gotów, by to udowodnić - że choćby krótki traktat tego rodzaju zawierał nie jeden czy dwa błędne punkty, lecz tysiąc błędów, to tysiąc jego znaczących dobrych aspektów spowodowałby, iż owe błędy zostałyby wybaczone.
Jako że zgodnie z prawem wolności sumienia zasady Republiki nie ingerują w sprawy tych, którzy nie mają żadnej religii, zatem taki stan rzeczy z pewnością wymaga tego, by nie ingerowały również w sprawy pobożnych ludzi, którzy - dopóki to możliwe - nie angażują się w sprawy tego świata, nie wchodzą w spór z ahl ad-dunja, a dokładają starań pożytecznych dla swego życia ostatecznego, dla swej wiary, a także dla swego kraju. Wiem, że politycy rządzący w Azji, gdzie ukazywali się prorocy, nie zabronią i nie mogliby zabronić bogobojności (ar. taqła) i dobrych uczynków, które przez tysiąc lat były dla tego narodu czymś tak zasadniczym, jak pożywienie i lekarstwa. Człowieczeństwo wymaga tego, by przy rozpatrywaniu powyższych pytań nie przeoczyć niczego, co jest zgodne z obecnymi poglądami, ponieważ - jako że Said przez dwadzieścia lat żył w samotności - zostały one zadane językiem Saida sprzed lat dwudziestu.
Uważam za swój patriotyczny obowiązek, aby dla pożytku tego kraju, narodu i bezpieczeństwa publicznego przypomnieć, co następuje: Aresztowanie i urażenie w ten sposób wielu ludzi, których pobożność jest korzystna dla kraju i jego bezpieczeństwa, z powodu ich nieznacznych
powiązań ze mną i z Traktatami Światła, może zwrócić ich przeciwko rządowi, otwierając w ten sposób drogę dla anarchii. Tak, daleko więcej niż sto tysięcy ludzi dzięki Traktatom Światła ocaliło swą wiarę i stali się oni nieszkodliwymi oraz wysoce pożytecznymi dla narodu. Możliwe, że można ich znaleźć, powściągliwych i pożytecznych, w każdym większym departamencie Rządu Republiki i na każdym szczeblu społeczeństwa. Jest sprawą zasadniczą, aby ci ludzie byli nie znieważani, lecz chronieni.
Jestem poważnie zaniepokojony tym, że pewne osoby oficjalne, które nie zważają na nasze skargi, nie pozwalają nam na zabranie głosu, a represjonowanie nas pod rozmaitymi pretekstami otwiera drogę dla anarchii, na szkodę dla tego kraju.
Ponadto dla dobra rządu mówię, co następuje: Jako że sądy w Denizli oraz Ankarze drobiazgowo zbadały Promień Piąty i nie sprzeciwiły mu się, lecz zwróciły go nam, przeto sprawą o zasadniczym znaczeniu dla rządu jest to, by owe postępowania nie zostały ponownie rozpoczęte oficjalnie, co dałoby początek rozmaitym plotkom i pogłoskom. Jak ukryłem ów traktat, zanim trafił on do rąk sądu, który go opublikował, tak władze Afyon i sąd tego miasta nie powinny czynić go przedmiotem pytań i odpowiedzi, ponieważ jest to traktat potężny i niezbity. Poczynił on pewne przepowiednie, a one okazały się prawdziwe. Ponadto jego celem nie jest ten świat, a najwyżej jedno z jego wielu znaczeń pasuje do człowieka, który zmarł i odszedł [5]. Przez wzgląd na kraj, naród, porządek publiczny i rząd moje sumienie nakazuje mi ostrzegać przed uczynieniem owych przepowiedni i znaczeń oficjalnym powodem fanatycznej przyjaźni dla owego człowieka, a także przed dalszym rozpowszechnianiem owego traktatu poprzez napominanie nas (...).
Wobec tego Traktaty Światła nie mogą być atakowane w oparciu o moje osobiste błędy lub błędy moich braci. Traktaty Światła są ściśle związane z Koranem, a Koran jest związany z Wielkim Tronem (ar. 'Arsz A'zam). Któż ośmiela się wyciągać swoją rękę, aby rozwiązać owe silne węzły? Ponadto materialne i duchowe błogosławieństwo (ar. baraka) Traktatów Światła, a także nadzwyczajna służba, jaką wykonują one na rzecz tego narodu, zostały ustalone poprzez wskazówki trzydziestu trzech wersetów Koranu, trzech cudów z królestwa tego, co niewidzialne (ar. al-ghajb) Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), a także niezachwiane oznajmienia tego, który nosił przydomek Ghałs al-A'zam (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Traktaty światła nie będą, nie mogą być i nie powinny
być pociągane do odpowiedzialności za jakiekolwiek nasze osobiste i drobne błędy, w przeciwnym razie takie postępowanie przyczyni zarówno materialnej, jak i duchowej szkody, która będzie niemożliwą do naprawienia. In sza'a-llah,ataki i diabelskie machinacje wrogich wobec nas ateistów, wymierzone przeciwko Traktatom Światła, zo staną udaremnione, ponieważ uczniów Światła nie można porównać do innych ludzi; nie mogą oni zostać rozproszeni ani nie można sprawić, by porzucili swą sprawę; dzięki łasce Boga nie zostaną oni pokonani. Gdyby Koran nie zabraniał im bronienia się siłą... Owi uczniowie, którzy są wszędzie i zdobyli sobie publiczne uznanie, którzy są niczym życiodajna krew tego narodu, nigdy nie zaangażowaliby się w błahe i bezowocne incydenty, takie jak bunt Szejka Saida [6] czy wydarzenia z Menemen [7].Gdyby jednak byli oni prześladowani, a Traktaty Światła byłyby atakowane do tego stopnia, że uczniowie zostaliby do tego zmuszeni, ateiści i hipokryci, którzy wprowadzili rząd w błąd, pożałowaliby tego po tysiąckroć.
W skrócie: Jako że nie wtrącamy się do spraw światów ahl ad-dunja, oni nie powinni wtrącać się do naszej pracy na rzecz życia ostatecznego i do naszej służby na rzecz religii i wiary (...).
Tak, jesteśmy wspólnotą (ar.dżama'a),zaś naszym celem i programem jest wybawienie przede wszystkim nas samych, a następnie również naszego narodu od wiecznego unicestwienia i wiecznie trwającego uwięzienia w samotności w pośrednim królestwie (ar.barzach),a także uchronienie naszych rodaków od anarchii i bezprawia, jak również ochrona nas samych - za pomocą silnych prawd Traktatów Światła - przed ateizmem, który jest narzędziem służącym zniszczeniu naszego życia na tym świecie i życia ostatecznego.
Nie dam złamanego grosza za najcięższą karę, jaką możecie mi wymierzyć; nie ma ona dla mnie żadnego znaczenia. Mam siedemdziesiąt lat i stoję u drzwi grobu. Wielkim szczęściem jest dla mnie zamiana roku lub dwóch lat życia niewinnie prześladowanego człowieka na rangę męczeństwa. Dzięki tysiącom dowodów Traktatów Światła wierzę z całkowitą pewnością, że śmierć jest dla nas dokumentem zwalniającym do cywila. Jeśli zostaniemy straceni, jedna godzina strapienia stanie się kluczem do wiecznej szczęśliwości i miłosierdzia.
Jednak wy, o niesprawiedliwi ludzie, którzy z powodu waszego ateizmu wprowadzacie zamęt w sądownictwie i bez żadnego powodu zaprzątacie rządowi głowę naszymi sprawami!, wiedzcie z całą pewnością, że zostaniecie skazani na wieczne unicestwienie i wiecznie trwające
uwięzienie w samotności, i drżyjcie ze strachu! Widzę, że cenę za to zapłacicie wiele razy. Współczuję nawet wam. Tak, wymagania śmierci, która po stokroć opróżniła owo miasto, wysyłając jego mieszkańców na cmentarz, z pewnością są większe od wymagań życia, a pytanie dotyczące ocalenia ludzi przed egzekucją śmierci jest najbardziej pilnym i najbardziej doniosłym z pytań, przed którymi stają, jest ich najbardziej istotną i pewną potrzebą. Zatem nawet szaleńcy zrozumieliby, że w oczach prawdy i sprawiedliwości ci, co oskarżają pod błahymi pretekstami uczniów Światła, którzy znaleźli owo pocieszenie, a także Traktaty Światła, które dostarczają owego pocieszenia wspartego tysiącami dowodów, sami staną się oskarżonymi (...).
Nieskończone dzięki niechaj będą Bogu Jedynemu za to, że trzydzieści lat temu, dzięki Jego łasce i dzięki blaskowi Koranu, pewien człowiek uświadomił sobie, jak bezwartościowymi i pozbawionymi sensu są ulotna sława i chwała tego świata, jego egoistyczne podziwianie siebie samego z powodu bycia kimś znanym, zaś od tamtego czasu ze wszystkich sił walczył ze swą nakazującą zło duszą, aby być skromnym, porzucić egoizm, a nie być człowiekiem fałszywym ani hipokrytą. Zaświadczają to i są tego całkowicie pewni ci, którzy służyli mu bądź przyjaźnili się z nim. Od dwudziestu lat ów człowiek ze wszystkich sił uciekał od dobrych opinii ludzi na swój temat i od zwracania na siebie ich uwagi, z której każdy czerpie zbyt wiele przyjemności, a także - w przeciwieństwie do wszystkich - odrzucał sławę, poklask oraz przyznawanie mu wysokiej rangi duchowej. Odrzucał również nadmiernie dobre zdanie jego najbliższych braci na jego temat i ranił ich uczucia, nie przyjmując pochwał wyrażanych w ich listach. Ukazywał siebie samego jako pozbawionego zalet, zaś całą cnotę przypisywał Traktatom Światła, owemu komentarzowi do Koranu, a w związku z tym - zbiorowej osobowości uczniów Światła, o sobie samym myśląc jedynie jako o uniżonym słudze. To udowadnia, iż nie starał się o to, aby być lubianym, nie pragnął tego i odrzucał to. Zatem zgodnie z jakim prawem został uznany za winnego z powodu tego, że niektórzy spośród jego braci w pewnym odległym miejscu mieli o nim nadmiernie dobre zdanie, wychwalali go i przyznali mu wysoką rangę duchową? (...) Czyż jakiekolwiek prawo na świecie pozwoliłoby na wysłanie urzędników, którzy wyważyli drzwi do pokoju nieszczęsnego, posuniętego w latach, chorego i obcego człowieka, jakby popełnił on poważną zbrodnię; czyż pozwoliłoby im na usprawiedliwienie tego poprzez fakt, że znaleźli oni jedynie księgę suplikacji i makatkę wiszącą na ścianie? Czyż jakakolwiek polityka zezwoliłaby na taką agresję? (...)
Poprzez wolność słowa nie wtrącacie się do spraw propagowania ksiąg ateistów i publikacji komunistów, które są nadzwyczaj szkodliwe dla tego kraju, tego narodu i moralności. Trzy sądy nie znalazły żadnej kwestii zasługującej na wyrok w dziele takim jak to, które przez dwadzieścia lat pracowało na rzecz ustanowienia życia społecznego, moralności i porządku publicznego tego narodu, na rzecz odnowienia braterstwa świata islamu i jego przyjaźni dla tego narodu; które dokłada starań na rzecz wzmocnienia owej przyjaźni; które na rozkaz ministra spraw wewnętrznych zostało poddane trzymiesięcznym badaniom mającym na celu skrytykowanie go, a jednak najwyższy uczony (ar. 'ulama) Ministerstwa Spraw Religijnych odstąpił od jakiejkolwiek krytyki i docenił jego wartość. Do biblioteki tego ministerstwa przyjęto księgi takie, jak Zulfikar i Laska Mojżesza (tur. Asay-i Musa) - a są one księgami, które pielgrzymi widzieli na grobie Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Mimo tego wszystkiego konfiskujecie Traktaty Światła i dostarczacie je do sądu, jakby były one szkodliwymi dokumentami. Jakież sumienie i jakaż uczciwość mogłyby kiedykolwiek zezwolić na takie wydarzenia?
Punkt Pierwszy: Fakt, że większość proroków pojawiła się na Wschodzie i w Azji, zaś większość filozofów na Zachodzie i w Europie, jest znakiem przedwiecznego Bożego zarządzenia, wedle którego w Azji dominuje religia, zaś filozofia stawiana jest na drugim miejscu. W konsekwencji tego nawet jeśli ci, którzy rządzą w Azji, nie są ludźmi pobożnymi, nie powinni wtrącać się do spraw tych, którzy działają na rzecz religii, lecz powinni zachęcać ich do działania.
Punkt Drugi: Wszechmądry Koran jest intelektem i mocą myślenia głowy, jaką jest Ziemia. Gdyby - przed czym szukam schronienia u Boga - Koran odszedłby z tej planety, świat popadłby w szaleństwo. Nie jest dalekim od rozsądku przypuszczenie, że zderzenie innej planety z pozbawioną rozumu głową Ziemi spowodowałoby wybuch Dnia Zguby. Tak, Koran jest łańcuchem, jest "węzłem Boga",[8]
wiążącym Ziemię z Bożym Tronem. Chroni on Ziemię lepiej niż grawitacja. Zatem Traktaty Światła, które są prawdziwym i potężnym komentarzem do Potężnego Koranu, są największym darem Boga, który ukazywał swoją skuteczność przez dwadzieścia lat tego stulecia, są niemożliwym do stłumienia cudem Koranu. Zatem rząd nie powinien wtrącać się do ich spraw ani też starać się o to, by odstraszyć od niech uczniów Światła, lecz powinien chronić je i zachęcać ludzi do tego, by je czytali.
Punkt Trzeci: To, co powiem poniżej, powiedziałem w sądzie Denizli, a te słowa odnoszą się do wszystkich wiernych, wspomagających mnie w modlitwach o przebaczenie grzechów tym, którzy odeszli do przeszłości, a także o zapisanie dobrych dzieł ich duszom:
Kiedy zostaniecie zapytani przez miliony wierzących, którzy pozwali was przed Najwyższy Trybunał: "Dlaczego poprzez więzienia i prześladowania chcieliście doprowadzić do ruiny uczniów Światła, którzy dokładali starań, aby ocalić kraj i naród od anarchii, bezbożności i niemoralności, zaś swych rodaków od wiecznego unicestwienia, choć z powodu wolności i praw tolerancyjnie spoglądaliście na publikacje ateistów, komunistów oraz stowarzyszeń politycznych, z których wywodzą się anarchiści, i nie przeszkadzaliście im?", jaką odpowiedź dacie, wy i ci, którzy chcieli skazać i zrujnować uczniów Światła, służących prawdom Koranu? Pytam was o to samo! To samo powiedziałem sędziom w Denizli, zaś owi sprawiedliwi i uczciwi ludzie uniewinnili nas, ukazując uczciwość systemu sądowniczego.
Punkt Czwarty: Spodziewałem się, że zostanę zabrany na konsultacje w Ankarze lub Afyon, do miejsca, w którym będą zadawane pytania i udzielane odpowiedzi dotyczące kwestii o nadrzędnym znaczeniu oraz powiązań Traktatów Światła z owymi kwestiami. Tak, są to kwestie związane ze znajdowaniem dróg prowadzących do przywrócenia braterstwa, miłości i dobrej woli między trzystu pięćdziesięcioma milionami muzułmanów dla dobra tego kraju i narodu, a także sposobów na pozyskanie wsparcia moralnego muzułmanów dla tego zamierzenia. Wskazówka tego, że Traktaty Światła są najbardziej skutecznym narzędziem służącym osiągnięciu owego stanu rzeczy, jest następująca:
Tego roku w Mekce pewien wspaniały i wybitny uczony przełożył główny zbiór Traktatów Światła zarówno na język indyjski, jak i na język arabski, a wysyłając je do Indii i do Arabii, powiedział: "Jak poprzez Traktaty Światła dokłada on [9] starań, aby zachować muzułmańską