SŁOWO WSTĘPNE
W mojej przedmowie do książki wielkiego Iqbala [1] napisałem, co następuje:
"Kiedy są czytane biografie wielkich ludzi, kiedy są relacjonowane ich historie, czujemy się, jak gdybyśmy wkroczyli do innego świata. Nasze serca grzeją się w niebiańskim blasku i stają się pochłoniętymi przez płomienie miłości. Historia mówi nam, że inne sławne osobistości, które nastąpiły po tak wielkich ludziach, w porównaniu do nich zdają się małe".
We wspominaniu wielkich ludzi, którzy uczynili zaszczyt historii
Dusza wzbija się do najdalszych zakątków globu.
Duszę ogarnia woń tysiąca zapachów,
Jak gdyby szła ona przez różane ogrody Raju.
Pisząc te słowa, doceniam ową wielką prawdę. Przedstawiamy niniejsze wspaniałe dzieło z całkowitą szczerością intencji, a cały zaszczyt tytułem owej pracy należy się zdobywcy serc, wielkiemu Nauczycielowi, Bediuzzamanowi Saidowi Nursiemu, którego długie i owocne życie, trwające blisko wiek, zostało na każdym etapie zaświadczone tysiącami cudów, a którego Traktaty Światła składają się ze stu trzydziestu części. Ten zaszczyt spływa również na uczniów Światła, którzy z ich charakterem, cnotą, szczerością intencji, wiedzą i wiarą stale są najlepszym wzorem do naśladowania we wszelkich aspektach życia nie tylko dla ludzi jednego narodu, lecz dla ludzi całego świata.
Przedmowa do księgi zwykle zawiera streszczenie jej zawartości. Nie jest możliwym przedstawienie zawartości takiej księgi na jedynie kilku stronach. Obejmuje ona tematy tak głębokie i wszechstronne, że każdy temat z osobna zaprawdę mógłby wypełnić całe księgi.
Nigdy nie czułem się tak bezsilnym i oszołomionym przy czymkolwiek, co napisałem wcześniej, czy była to poezja, czy proza. Z tego powodu ci, którzy będą czytali tę księgę z przyjemnością i zadowoleniem, zobaczą, że Bediuzzaman był niezrównanym uczonym wielkiego charakteru, który, wznosząc się [2] już od czasów swego dzieciństwa, stał się odbiorcą Bożych objawień [3] przez całe jego życie.
W miarę, jak badałem historię owego wielkiego człowieka, jego dzieł i jego uczniów, jak doświadczałem poprzez swe zmysły, duszę i umysł życia w owym świecie Światła, uświadamiałem sobie wielką głębię prawdy wyrażonej przez dwuwiersz wspaniałego poety starożytnej Arabii: «Nie jest trudnym dla Wszechmocnego Boga, by zgromadzić cały świat w jednym człowieku»...
Liczba ludzi, którzy doznali Bożego natchnienia i zostali przyciągnięci do owego Qutb A'zam [4] z powodu wielkości jego misji i głębi jego wiary, rosła dzień po dniu.
Ten nadzwyczajny fenomen trwa, aby zadawać miażdżące ciosy niewierze, podczas gdy wiernym daje radość i uciechę.
Spójrz, jak wielki człowiek dokładający starań na drodze Boga Jedynego opisuje ów Boży fenomen, który wiąże serca wiernych i przynosi miłość do ludzkich serc:
«Podczas ciemnych dni, w których niemoralność rozprzestrzeniała się na wszystkie strony, występując z brzegów jak wielka fala, by zatopić wszelką cnotę, wielką pociechę przyniosło nam odkrycie, że dziedzictwo przechodzi z serca do serca w sposób, jakiego niepodobna powstrzymać. Nasze noce zaiste stały się ciemne, a najciemniejsza godzina nocy nastaje wtedy, kiedy blisko jest brzask».
Tak, ci, którzy widzieli efekty rozprzestrzeniania się i emanacji owego światła w każdej części kraju, w nieodparty sposób, jakby było ono tajemnicą przechodzącą z serca do serca, zaczęli pytać w zdumieniu i zadziwieniu: "Kto jest tym człowiekiem, którego sława dociera do każdego zakątka kraju? Co szczególnego jest w jego życiu i dziełach, w jego metodzie i podejściu? Czy wybrana przez niego metoda jest tariką [5] lub wspólnotą, czy też jest organizacją polityczną?"
Zarówno rząd, jak i sądownictwo podjęły daleko idące środki, by zaprowadzić inwigilację, przeprowadzić dochodzenia i zainicjować przewlekłe procesy sądowe. Pewnego razu wywnioskowano, że owa "Boża manifestacja" nie była niczym więcej, jak tylko "ustanowieniem
wiary" i wiedzy w sercach ludzi, a w wyniku tego przejawem Bożej sprawiedliwości stało się oficjalne oznajmienie, że "Bediuzzaman Said Nursi został uniewinniony wraz ze wszystkimi jego księgami wchodzącymi w skład Traktatów Światła". Obecnie stało się oczywiste, że najwspanialszą prawdą spośród przedwiecznych i niezmiennych Bożych praw jest wieczny triumf ducha nad materią, prawdy nad fałszem, światła nad ciemnością i wiary nad niewiarą.
Powiedziano, że najlepszym kryterium osądzenia prawości i szczerości intencji reformatora jest odpowiedź na następujące pytanie: Jakim zmianom podlegało jego życie osobiste, społeczne, fizyczne i duchowe od pierwszych dni, w których jego sprawa zaczęła być prześladowaną, do chwili, kiedy osiągnął on sukces?
Wyobraźmy sobie, że w jego dawnych dniach taki człowiek byłby skromny i szczodry, gotów do poświęceń i pokorny. W krótkim czasie, przez wzgląd na jego cnoty moralne, zacząłby być stawiany za wzór jako postać czysta i wybitna. Czy osiągnął on sukces w swoim dżihadzie [6] i czy znalazł miejsce w sercach i umysłach ludzi? Czy udało mu się zachować jego wcześniejszy czysty stan i nadal służyć za wzór? Czy też jego sukces, jak miało to miejsce w przypadku wielu ludzi, których uważano za wielkich, sprawił, że stracił on głowę w chmurach arogancji i zarozumialstwa?
Oto zatem najbardziej jasne zwierciadło, które odbije rzeczywiste oblicze prawdziwego charakteru oraz osobowości jakiegokolwiek człowieka mającego poważną misję, bez różnicy, jak bardzo będzie on wielki czy mały.
Tymi, którzy ukazali najwspanialszy sukces podczas owego trudnego testu, byli po pierwsze prorocy, a przede wszystkim najwspanialszy z proroków (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), następnie jego towarzysze i spadkobiercy, a następnie ci, którzy kroczyli po jego świetlistej drodze.
Tłumaczenie znaczenia tego hadisu mówi: "Uczeni są spadkobiercami proroków". Szlachetny Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) ze wspaniałą elokwencją wyraził to, że bycie uczonym nie jest rzeczą łatwą.
Jako że uczony jest spadkobiercą proroków, zatem pod względem przynoszenia i rozprzestrzeniania prawdy musi dokładnie trzymać
się ich drogi; nieważne, jakiego rodzaju głazy, góry, bagna czy przepaście - a nawet gorzej: inwigilację, areszt, procesy, więzienie, prześladowanie, odosobnienie, truciznę czy egzekucję oraz wiele innych, niewyobrażalnych form prześladowań i męczarni - może przynieść mu owa droga.
Bediuzzaman kroczył ową trudną drogą jego uświęconego dżihadu przez z górą pół stulecia i przezwyciężył tysiące przeszkód, jakie napotkał. Poprzez swoje dzieła udowodnił, że jest on uczonym i prawdziwym spadkobiercą proroków.
Spośród wszystkich jego naukowych, moralnych oraz literackich cnót i zdolności tą, która urzekła mnie najbardziej, jest jego wiara (ar. iman),\która była twardsza niż góry, głębsza niż oceany i bardziej rozległa niż niebiosa.
O, Panie, cóż to za wspaniała wiara! Cóż za stała i niewyczerpana cierpliwość! Cóż za determinacja, która była silna jak stal! Cóż za nieugięta głowa i niepowstrzymany głos, i to pomimo wszystkich prześladowań, gróźb, męczarni i obelg, tak strasznych, że sama myśl o nich czy ich wyobrażenie przyprawia o dreszcze!
Po tym, jak napisałem mój poemat zatytułowany "Mudżtahid" dzięki wspaniałemu natchnieniu, jakiego doświadczyłem, czytając żarliwe wiersze wielkiego Iqbala, było prawdopodobne, że niektórzy uznają ów poemat za przesadny. Jednakże ci, którzy będą czytali owo mistrzowskie dzieło, do którego mam zaszczyt napisać niniejszą przedmowę, zobaczą z zadziwieniem i podziwem pełnym umiłowania, jakie Swoje sługi stworzył Jedyny Bóg, jak zdumiewających czynów, jakich cudów można dokonać, kiedy wiara (ar. iman) osiąga swoją doskonałość.
Jest tak, jakby powyższe wersy zostały napisane dla bohatera wiary i wielkiego mudżtahida, jakim był Bediuzzaman, ponieważ można było znaleźć u niego wszystkie te wzniosłe atrybuty. Spójrz, jaką rękojmię Wszechmocny Bóg daje mudżtahidom w wersecie:
A tych, którzy walczyli w Naszej sprawie, My z pewnością poprowadzimy na Nasze drogi. Zaprawdę, Bóg jest z czyniącymi dobro! [8] Uświęcone tłumaczenie tego wersetu brzmi: - to jest z mudżahidami, którzy oddają cześć Bogu tak, jakby Go widzieli.
To oznacza: Tym mudżtahidom, którzy wyrzekli się samych siebie i świata, Wszechmocny Bóg obiecał ukazać drogi prawdy i przewodnictwa. Wszechmocny Bóg - niech Bóg uchroni! - nigdy nie łamie obietnicy, dopóki tylko spełnione są warunki zapraszające do owego przymierza z Bogiem.
Podczas analizy charakteru i osobowości Nauczyciela ów werset staje się przewodnikiem (pochodzącym - uz. red. pol.) od światła, a dzięki owemu światłu [9] możemy dostrzec najbardziej finezyjne linie i najbardziej subtelne punkty. Kiedy człowiek staje się odbiorcą takiego
daru i znajduje się pod ochroną Wszechmocnego Boga, nie mogą dłużej istnieć dla niego takie rzeczy, jak strach, niepokój, smutek, strapienie czy zmęczenie.
Jakież chmury są w stanie zasnuć mrokiem niebo serca rozświetlonego światłem Jedynego Boga? Jakież ulotne nadzieje i pragnienia, jakież nędzne zaszczyty i dary, jakież prostackie cele i ambicje mogą zaspokoić, zadowolić i pocieszyć duszę sługi Boga, który cieszy się przywilejem stałego przebywania w Jego obecności?
Zatem Bediuzzaman był człowiekiem wielkiej rangi, który ukazał tak wielką łaskę. To z tego powodu lochy stały się (dla niego - uz. red. pol.) różanymi ogrodami, z których mógł spoglądać na wieczne światło lśniące na horyzoncie. Szubienice były amboną służącą głoszeniu kazania i ofiarowaniu przewodnictwa, z której przyniósł on ludzkości lekcje cierpliwości i wytrwałości, męstwa i stałości w pogoni za wzniosłymi celami. Więzienia stały się szkołami Proroka Józefa, a kiedy Nauczyciel wkraczał do nich, czynił to tak, jak profesor wkraczający na uniwersytet, aby nauczać. Ludzie, którzy tam przebywali, byli jego uczniami, potrzebującymi jego promienistego przewodnictwa. Ocalenie wiary kilku ludzi każdego dnia i przekształcanie zatwardziałych kryminalistów w ludzi podobnych aniołom były dla niego przyjemnością tak wielką, że nie zamieniłby jej na cały świat, gdyby mu go ofiarowano.
Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że ktoś posiadający tak wysoce rozwiniętą świadomość wiary i szczerość intencji pozostawia za sobą świat materialny, lśniące efekty przemijania czasu i przestrzeń między zwykłymi śmiertelnikami, a postępuje naprzód ku świetlistym horyzontom królestwa duchowego.
Wyniosły stopień określony i opisany przez wielkich ludzi tasałłuf [10](oby Bóg się nad nimi zmiłował) jako "wyrzeczenie się w Bogu"
i "trwanie w Bogu" (ar. fana fi-llah, baka bi-llah) to właśnie całkowite osiągnięcie owego świętego zaszczytu.
Tak, wszyscy wierni mają przed sobą drogę do osiągnięcia stanów obecności (ar. huzur), pokory (chuszu), emanacji (tafajjuz), odosobnienia (tadżarrud) i refleksji (istighraq). Stosownie do poziomu wiary i wiedzy, prawości i świadomości (obecności - uz. red. pol.) Boga, Bożej inspiracji i duchowości, każdy może otrzymać korzyści płynące z owej niebiańskiej przyjemności, jednak dla owych wielkich mudżtahidów, którzy są mistrzami ihsan [11], jak wspomina o tym wyżej przytoczony werset, ów piękny stan, owo słodkie zjednoczenie, owa niezrównana przyjemność są wciąż trwającym doznaniem. Oto właśnie powód, dla którego nie upadają oni w ignorancję i nie zapominają o Bogu. Poświęcili całe swe życie na to, by ich niższe "ja" walczyło jak lew. Z każdym oddechem ich życia dawali świadectwo najwyższych poziomów rozwoju i doskonałości. Całym swoim istnieniem rozpływali się w przyjemności obcowania z Panem (ar. Ar-Rabb) [12] wszystkich światów, do Którego należą atrybuty doskonałości (ar. kamal) i chwały (ar. dżalal).
Oby Wszechmocny Bóg również nas zaliczył do owej grupy szczęsnych ludzi. Amen!
Na powyższych stronach wspomnieliśmy o ogromie i potędze wiary Nauczyciela, która zdumiewała i urzekała jego przyjaciół tak bardzo, jak bardzo przejmowała strachem jego wrogów. Obecnie wspomnimy o jego wybitnym charakterze i cechach moralnych, które otaczały go niczym świetlista aureola.
Każdego człowieka charakteryzują pewne cechy, spośród których jedne są wielorakie, zaś inne skonkretyzowane. Stąd te, które wymienimy poniżej, to najbardziej istotne cechy charakteru Nauczyciela.
JEGO WYRZECZENIE SIĘ SAMEGO SIEBIE
Jednym z najbardziej istotnych warunków dla odniesienia sukcesu przez człowieka mającego obowiązek, a szczególnie dla takiego, który jest reformatorem, jest wyrzeczenie się samego siebie. Oczy i serce są skłonne do szczegółowego zbadania owego ważnego punktu i przyjrzenia mu się z bliska. Jeśli chodzi o Nauczyciela, to całe jego życie było pełne olśniewających przykładów wyrzeczenia się samego siebie.
Pewnego razu usłyszałem od nieżyjącego już Wielkiego Muftiego, Mustafy Sabriego Effendi, następujące słowa dotyczące wyrzecze-nia się:
«Dziś islam potrzebuje takich wojowników, którzy są przygotowani do poświęcenia nie tylko ich świata, lecz również ich życia ostatecznego».
Wówczas nie byłem w stanie w pełni uchwycić znaczenia tych wspaniałych słów. Zrównałem je z tajemniczymi słowami, jakie wypowiada sufi w stanie ekstazy. Nie przekazałem ich innym i postanowiłem nie rozgłaszać ich wszem i wobec.
Następnie, kiedy wyczytałem te same żarliwe słowa z płomiennych pism Bediuzzamana, pojąłem, że im większy człowiek, tym większa jest miara jego wyrzeczenia się. Zaiste, czyż Najbardziej Szczodry Bóg, Który jest Najbardziej Łaskawy i Najbardziej Miłosierny, porzuciłby tych, którzy dokładają starań na Jego drodze, by praktykować tak gorzkie wyrzeczenie się samego siebie przez wzgląd na islam? Czyż byłoby słusznym - niech Bóg uchroni! - pozbawienie ich Jego łaski i szczodrości, Jego łaskawości i miłosierdzia?
Bediuzzaman jest najbardziej olśniewającym przykładem tak wyjątkowego charakteru. Był on całkowicie pozbawionym wszystkich dozwolonych przyjemności świata, przez całe życie pozostając nieżonatym. Nie miał ani czasu, ani sposobności do tego, by spełnić swe pragnienie założenia domu, aby wieść szczęśliwe życie rodzinne. Jednak Wszechmocny Bóg obdarował go błogosławieństwami tak wielkimi, że słowa przemijających istot nie są w stanie opisać ich wspaniałości.
Czyż istnieje dzisiaj głowa rodziny, która w sensie duchowym byłaby tak szczęśliwa jak Bediuzzaman? Który ojciec miał miliony dzieci? - a cóż to za dzieci! Który nauczyciel był w stanie wznieść się do poziomu, na jakim zyska tak wielu uczniów?
Owa uświęcona i duchowa więź - za zezwoleniem Boga - przetrwa tak długo, jak długo będzie istniał świat, i jak wielka fala światła wyleje się do wieczności, ponieważ jak ów niebiański obowiązek jest ona bytem wykrystalizowanym z oceanu światła Koranu, jest ona zrodzona z Koranu, a jej istnienie będzie trwało wraz z jego istnieniem.
JEGO MIŁOSIERDZIE I UPRZEJMOŚĆ
Nauczyciel poszukiwał prawdy już od czasu jego dzieciństwa. Nawet za dnia zwykł wycofywać się do jaskiń, by słuchać płaczu swego serca i modlitw swojej duszy. Tak stał się gnostykiem, który dostąpił przyjemności płynącej z aktów czci, z posłuszeństwa Bogu, z rozmyślań (ar. tafakkur) [13] i z kontemplowania Boga.
Jednakże koszmary niewiary i ateizmu były niczym ciemności nocy. Kiedy już miały pochłonąć świat islamu, w tym również Turcję,
Bediuzzaman ukazał się niczym lew wyskakujący ze swego legowiska i zaryczał niczym wybuchający wulkan. Poświęcił dla owego świętego obowiązku wszystkie wygody swego życia. To z powodu tej mądrości od owego dnia każde słowo, jakie wypowiadał, było niczym kawałek lawy, a każda z jego idei stała się płynną skałą. Owe słowa i idee rozpalały serca, do jakich trafiły, rozpłomieniały emocje oraz idee.
Fakt, że po życiu w całkowitej samotności i odosobnieniu nasz wielki Nauczyciel powrócił, by przynieść przewodnictwo, i wkroczył do życia społecznego, dokładnie przypomina ową ważną historyczną przemianę, jaką przeszedł Imam Al-Ghazali.
To sugeruje, że Wszechmocny Bóg obarcza wielkich przewodników odpowiedzialnością za oświecenie i przewodnictwo już po tym, jak odeszli oni w odosobnienie i przeszli przez okres oczyszczenia i ćwiczeń. To z tego powodu ich oddechy, czystsze od destylowanej wody, kiedy wydobywają się z ich piersi, głęboko oddziałują na serca, które się zastanawiają.
Jak to stwierdziłem powyżej, udziałem Bediuzzamana stały się zwycięstwa, jakie dziewięćset lat temu Imam Al-Ghazali odniósł na polu cnót moralnych, w dolinach wiary i szczerości intencji.
Tak, tym, co zawsze prowadziło Nauczyciela na pola dżihadu, były jego niezrównane litość i miłosierdzie. Usłyszmy o tym bezpośrednio od niego:
«Pytają mnie: 'Dlaczego sprzeciwiasz się tym ludziom?' Nie jestem świadom tego, bym sprzeciwiał się komukolwiek. Mam przed sobą straszliwy ogień, którego płomienie wzbijają się aż do nieba... Jest tak, jakby moje własne dziecko zostało pochłonięte przez owe płomienie, jakby moja wiara stanęła w płomieniach. Pędzę, by zgasić ów ogień i ocalić moją wiarę. A zatem któż dbałby o to, że ktoś stara się, by mnie zatrzymać, a ja potykam się o jego stopę; jakież to może mieć znaczenie? Czyż owo pomniejsze wydarzenie może mieć jakiekolwiek znaczenie wobec tak straszliwej pożogi? Tak ciasne umysły, tak ograniczone spojrzenia...»
JEGO SAMOWYSTARCZALNOŚĆ (ar. ISTIGHNA)
Tysiące wydarzeń całego życia Nauczyciela, podczas którego uosabiał on samowystarczalność wobec wszystkich klas społecznych, obecnie stały się zaświadczeniem świętości wysławianej pośród ludzi.
Podczas jego życia samowystarczalność była czymś więcej niż zwyczajem. Uczynił ją rodzajem szkoły prawnej (ar. mazhab), drogą
do wyrzeczenia się w prawdziwym sensie wszystkiego prócz Boga, do polegania na niewyczerpanym skarbcu Pana wszystkich światów całym jego jestestwem, zarówno w sensie fizycznym, jak i duchowym - i pozostawał niezłomnym za wszelką cenę.
Osobliwym jest fakt, że owa droga nie ograniczała się do jego życia osobistego, lecz została przekazana jego uczniom jako uświęcony ideał. Niemożliwością jest, by nie zadziwić się samowystarczalnością ucznia Światła, który zanurzył się w oceanie Światła...
Spójrz, jak w swym mistrzowskim dziele zatytułowanym Listy (tur. Mektubat), a mianowicie w Liście Drugim, Nauczyciel objaśnia ów ważny punkt w sześciu Aspektach, z całą mądrością, jaką daje szlachetność wiary (ar. iman) i wiedzy.
«Powód pierwszy: Ludzie zbłądzenia oskarżają uczonych w religii o to, że poprzez swoje nauki zdobywają oni korzyści dla siebie. Atakują ich niesprawiedliwie, mówiąc: » Wykorzystują wiedzę i religię, by zdobyć środki do życia", tymczasem w praktyce wykazano, że takie oskarżenie jest fałszem.
Powód drugi: Mamy obowiązek naśladowania proroków w szerzeniu prawdy. W Koranie ci, którzy tak czynili, mówią:
[14]
Moja nagroda jest tylko u Boga..., ukazując niezależność od ludzi...".
Zatem wszystkie niebiańskie triumfy Traktatów Światła wynikają z przykładu niezłomności ukazanej w mistrzostwie na owej drodze proroków. Dzięki temu Nauczyciel zachował dostojeństwo swej wiedzy, podobne bezcennemu diamentowi.
Teraz powiedz, jak mógłby nie być zdobywcą serc człowiek, który nie jest nawet w najlżejszym stopniu przywiązany do poborów, rang, majątku i tysięcy innych korzyści osobistych i materialnych, których niewolnikiem w dzisiejszych czasach stał się każdy? Jak serca wypełnione wiarą mogłyby nie wypełnić się jego Bożą inspiracją i światłem?
JEGO OSZCZĘDNOŚĆ
Oszczędność nie jest niczym innym, jak objaśnieniem (ar. tafsir) wyżej wspomnianej samowystarczalności. Aby wkroczyć do pałacu oszczędności, najpierw trzeba przejść przez drzwi samowystarczalności.
Z tego powodu oszczędność i samowystarczalność wymagają jedna drugiej.
Oszczędność mudżtahidów, którzy podążają obraną przez proroków drogą samowystarczalności, jest naturalną cechą charakteru, będącą ich drugą naturą. Talerz zupy, szklanka wody i kawałek chleba wystarczają im na dzień, który został im dany. O tym wielkim człowieku można powiedzieć to, co francuski poeta de Lamartine wyraził w wersie: "Nie żył po to, by jeść, lecz raczej jadł po to, by żyć".
Po tym, jak całkowicie pojąłem drogę Nauczyciela, niechętnie myślę o odniesieniu jego oszczędnego stylu życia do rzeczy tak przyziemnych, jak jedzenie i picie. Koniecznym jest zmierzenie oszczędności tego wielkiego człowieka poprzez zastosowanie jej na płaszczyźnie duchowej, przy użyciu kryteriów niematerialnych.
Nauczyciel na przykład nie mierzył mocy owej wzniosłej oszczędności poprzez rzeczy proste, takie jak jedzenie, picie czy ubiór. Przeciwnie, był on geniuszem, który zastosował oszczędność dla unikania rozrzutności odnośnie do wartości duchowych, takich jak rozmyślanie, korzystanie z umysłu, potencjał, czas, dusza (ar. nafs) czy oddychanie, a tę metodę starannego obliczania, którą uczynił integralną częścią swego charakteru, zaszczepił swym uczniom.
Stąd nie jest łatwym poprosić uczniów Światła o to, by czytali oni rozmaite dzieła i słuchali każdego słowa, które zostaje wypowiedziane, ponieważ inskrypcje wypisane w centralnych punktach ich serc mówią: "Uważaj!", działając jak najbardziej czuły mechanizm kontrolny.
Zatem Bediuzzaman jest rzadkim klejnotem stworzenia, który dał początek przeczystemu pokoleniu. Poprzez działanie udowodnił, iż jest potężnym reformatorem i najbardziej nadzwyczajnym "pedagogiem" i dodał jeszcze jedną cudowną, lśniącą światłem (ar. nur) stronicę do historii oszczędności.
JEGO SKROMNOŚĆ I POKORA
Owe dwa przymioty oddały wielkie korzyści i wywarły głęboki wpływ na rozprzestrzenienie się Traktatów Światła po całym świecie w tak niezwykły sposób.
Ponieważ Nauczyciel w swych mowach i pismach nie odziewał się w szatę "Bieguna gnostyków" (ar. Qutb al-Arifin) czy też "Przewodnika tych, którzy dotarli do prawdy" (ar. Ghałs al-Łasilin), serca, które bardzo łatwo się rozgrzewały [15], umiłowały go z najczystszą szczerością intencji i natychmiast pojęły jego wzniosłe cele.
Wyobraźmy sobie, że zwróciłby on swoje mowy i nauki dotyczące moralności, cnoty, mądrości i wiedzy bezpośrednio do własnej duszy (ar. nafs). Wówczas jego dusza byłaby pierwszym odbiorcą jego płomiennych mów. Stamtąd rozprzestrzeniłyby się one - od rdzenia aż do kręgów zewnętrznych - do wszystkich serc tęskniących za światłem i radością, pokojem i szczęśliwością.
W życiu osobistym Nauczyciel przejawia łagodną postawę i jest nadzwyczaj skromny. Okazywałby on największą troskę, by nie zranić drobnej cząsteczki, nie mówiąc już o jednym człowieku. Znosiłby niewypowiedziane kłopoty i trudności, męczarnie i szkody, lecz jedynie pod warunkiem, że nie zostałyby zaatakowane jego wiara (ar. iman) i Koran.
W przeciwnym razie ujrzelibyście, jak ów spokojny ocean staje się potopem, którego fale sięgają chmur, przerażając stały ląd swą straszliwością i wściekłością. Nauczyciel jest wiernym sługą Koranu i mężnym żołnierzem, pełniącym straż na granicach wiary. Wyraził on ową prawdę w następujących trafnych słowach: "Żołnierz na warcie nigdy nie odkłada karabinu, nawet jeśli tym, kto przybył, jest sam głównodowodzący. A zatem jestem sługą i żołnierzem Koranu. Nieważne, przed kim stoję, kiedy spełniam swój obowiązek, powiem im prawdę. Nigdy nie pokłonię się przed nimi...".
Jego usposobienie, kiedy spełniał swój obowiązek na polu dżihadu, wyrażają takie oto wersy:
Zanim zagłębiłem się w (tę - uz. red. pol.) księgę, zamierzałem zbadać osobowość Nauczyciela w aspektach jego uczoności, ideałów, tasałłuf i zdolności literackich... Jednakże po zdaniu sobie sprawy z tego, że owe głębokie tematy z pewnością nie mogą zostać streszczone na kilku stronach, uznałem za właściwe poruszyć je przynajmniej za pomocą niewielu zdań.
Jeśli Bóg zaszczyci mnie, dając mi sposobność do tego, chciałbym zbadać owe doniosłe tematy i przeanalizować je w innej, odrębnej pracy. W tej sprawie proszę o drogocenną modlitwę Nauczyciela i moich drogich braci.
NAUCZYCIEL JAKO UCZONY
Dwuwiersz nieżyjącego Ziyi Paszy:
Uczynki są zwierciadłem człowieka; nie patrz na jego słowa.
Stopień inteligencji człowieka jest widoczny w jego dziełach
wyraża wielką prawdę, która została przekazana następnym pokoleniom jako znamienita zasada.
Tak, próba opisania naukowej wartości tak wybitnego i wyjątkowego człowieka, który pozostawił po sobie wielką bibliotekę wiary (ar. iman) i wiedzy, który w tak wielu sercach ustanowił uświęcone światło, z pewnością jest tym samym, co próba opisania słońca w samo południe.
Niemniej jednak, jak niegdyś powiedział nasz bolejący poeta:
Piękno jest takim, że ktokolwiek je widzi, przestaje panować nad swoją wolą.
Mówienie o wiedzy i uczoności, o pięknej moralności i osiągnięciach tego, kto na każdym etapie swego życia był zaszczycany manifestacjami Boga, dostarcza całkowicie odmiennej przyjemności, niebiańskiej rozkoszy. Oto, dlaczego nie mogłem powstrzymać się przed wydłużeniem omówienia tego tematu.
W zbiorze Traktatów Światła Nauczyciel zajmuje się najważniejszymi kwestiami religii, społeczności, moralności, literatury, prawa oraz filozofii - i osiąga nadzwyczajny sukces we wszystkich tych dziedzinach.
Najbardziej zadziwiające jest to, że rozwiązując z najwspanialszą jasnością i pewnością zagadki najbardziej złożonych tematów, przy omawianiu których wielu uczonych (ar. 'ulama) niebezpiecznie zboczyło z drogi, podążając świetlistą drogą ahl as-sunna ła-l dżam'a, Bediuzzaman
dotarł do bezpiecznych brzegów, wyciągając z owych trąb powietrznych swoje dzieła oraz ich czytelników.
Z tego powodu wielkim zaszczytem jest możliwość przedstawienia zbioru Traktatów Światła z ufnością i szczerością intencji wszystkim klasom naszego szlachetnego narodu. Światła Traktatów Światła są skrzącymi się kroplami z oceanu Koranu i blaskami słońca jego przewodnictwa.
Zatem najbardziej uświęconym obowiązkiem, jaki ciąży na każdym muzułmaninie, jest pracować na rzecz rozprzestrzenienia tych dzieł Światła, które ratują wiarę (ar. iman). Wiele razy w historii widziano, jak jedno dzieło doprowadziło do szczęścia niezliczonych ludzi, niezliczone rodziny i społeczeństwa. Och, jakże szczęsny jest człowiek, który przysłużył się ocaleniu wiary swego brata!
IDEE NAUCZYCIELA
Dobrze wiadomo, że wszyscy myśliciele mają własne systemy rozważań i szczególne dla każdego z nich cele tych myśli i idei, które mają za drogie swym sercom. Omówienia ich systemów rozważań, celów i idei opatruje się zwykle długimi przedmowami. Jednakże system rozważań Bediuzzamana, jego cele i ideały nie potrzebują przydługiego wprowadzenia. Mogą one zostać streszczone w jednym zdaniu: "Głoszenie boskości i jedności Stwórcy wszechświata". Była to jedyna misja wszystkich niebiańskich Pism Objawionych i wszystkich proroków - obok dostarczenia dowodów prawdziwości owego wspaniałego obowiązku za pomocą naukowych, logicznych i filozoficznych argumentów.
-Czy to oznacza, że Nauczyciel zajmuje się również logiką, filozofią i współczesnymi naukami?
-Tak, jeśli logika i filozofia pozostają w zgodzie z Koranem i służą podtrzymywaniu prawdy, wówczas Nauczyciel może być uważany za największego logika i filozofa. Najlepsze argumenty, jakich używa w obronie swej świętej sprawy, pochodzą ze współczesnych nauk, które z każdym przemijającym dniem z większą mocą udowadniają, że Koran jest objawionym słowem Jedynego Boga.
Tak czy inaczej, dopóki tylko "filozofia" oznacza "mądrość", dopóty każde dzieło napisane dla udowodnienia atrybutów Wyniosłego ponad każdą rzecz, Uświęconego, Którego istnienie jest konieczne, jest największą mądrością, zaś autorzy owych dzieł są największymi mędrcami.
Zatem to właśnie dlatego, że Nauczyciel podążał taką drogą nauki i dlatego, że mocno trzymał się świetlistej drogi Koranu, został
zaszczycony ocaleniem wiary tysięcy studentów uniwersytetów. Pod tym względem Nauczyciel posiadał znacznie więcej przymiotów jako uczony, literat i filozof, jednakże chciałbym zaprezentować je w innej odrębnej pracy poprzez przytaczanie przykładów z jego dzieł.
A sukces pochodzi tylko od Boga.
JEGO TASAŁŁUF
Pewnego razu zapytałem szejka tariki Naqszbandijja, który starał się naśladować Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) we wszystkich swych uczynkach i który stał się wielkim uczonym:
-Jaki jest powód istnienia napięć między uczonymi i tymi, którzy podążają drogą tasałłuf?
Jego odpowiedź brzmiała:
-Uczeni są dziedzicami wiedzy Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zaś ludzie tasałłuf są dziedzicami jego postępowania.
Zatem to z tego powodu człowiek będący dziedzicem tego, który był chlubą wszechświata (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) zarówno w wiedzy, jak i w uczynkach, jest nazywany "Zu'l Dżanahajn", to jest "Tym, który posiada dwa skrzydła".
W konsekwencji tego zamysłem tasałłuf jest to, by postępować, ściśle trzymając się Bożych rozkazów, nie zaś wyjątków; by przesiąknąć postępowaniem Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a będąc oczyszczonym, zatracić się w zadowoleniu Boga. Zatem ci, którzy wznieśli się do owego wyniosłego poziomu, bez wątpienia są ludźmi prawdy. Oznacza to, że osiągnęli oni zamierzony i upragniony cel poprzez drogę tariki. Jednak jako że nie każdy człowiek został obdarowany osiągnięciem tego wyniosłego poziomu, nasi wielcy ludzie nakreślili pewne zasady, służące szybkiemu osiągnięciu owego celu. Podsumowując, tariqa jest kręgiem wewnątrz sfery szariatu. Ten, kto wypadnie z kręgu tariki, upadnie w szariat, lecz - oby Bóg Jedyny nas przed tym uchronił - kto wypadnie z szariatu, zostanie oddany wiecznemu potępieniu.
Zgodnie z owym wielkim uczonym [16] nie ma zasadniczych różnic między drogą światła otwartą przez Bediuzzamana a prawdą i czystą drogą tasałłuf. Obie są drogami prowadzącymi do zadowolenia Boga, a w konsekwencji tego do wyniosłego Raju i oglądania Boga twarzą w twarz.
Zatem nie istnieje nic, co uniemożliwiałoby bratu, który trzyma się takich celów tasałłuf, żarliwe czytanie zbioru Traktatów Światła. Przeciwnie, Traktaty Światła poprzez drogę Koranu rozszerzą pole medytacji (ar. murakaba) i krąg kontemplacji w tasałłuf, dodając do owej drogi obowiązek kontemplacji jako najważniejszą suplikację (ar. łird).
Tak, poprzez ową kontemplację, która otwiera cudowne horyzonty dla oka i serca, człowiek tasałłuf, zajęty kontemplacją serca, ujrzy i będzie kontemplował swym sercem wraz ze wszystkimi jego subtelnymi zmysłami cały wszechświat w całych jego ogromie i wspaniałości, od cząsteczek do planet, a w owych światach dostrzeże w ekstazie przejawy tysiąca i jednego Najpiękniejszych Imion Wszechmocnego Boga. Wówczas poczuje z pewnością równą wiedzy (ar. 'ilma-l jaqin), z pewnością równą ujrzeniu na własne oczy (ar. 'aina-l jaqin) i z pewnością równą prawdzie (ar. haqqa-l jaqin), że znajduje się w nieskończenie wielkim meczecie. W owym meczecie, w jakim znajdzie się ten człowiek, wszelkie stworzenia, dalece przekraczające swą liczbą miliardy, praktykują w zgromadzeniu wspominanie (ar. zikr) ich Stwórcy z miłością i entuzjazmem, jak gdyby znajdowały się w obecności Boga. Swymi słodkimi i pięknymi głosami w ich melodii i harmonii oznajmiają: "Bóg jest ponad wszelką niedoskonałość! Wszelka chwała należy się wyłącznie Bogu! Nie ma boga prócz Boga Jedynego! Bóg jest Największy!" (Ar.: Subhan Allah! Al-hamdu li-llah! La ilaha illa-llah! Allahu Akbar!)
Ci, którzy kroczą drogą wiary (ar. iman), wiedzy i Koranu, otwartą przez Traktaty Światła, wkroczą do tak wspaniałego meczetu, a każdy otrzyma swe światło stosownie do poziomu wiary, wiedzy, oświecenia i szczerości wiary (ar. ichlas).
LITERACKI ASPEKT JEGO OSOBOWOŚCI
Od najdawniejszych czasów poeci i pisarze, myśliciele i uczeni podzielili się na dwie grupy. Niektórzy z nich uważali za ważne jedynie styl, środki wyrazu, rytm i rym. W końcu poświęcili oni znaczenie dla środków wyrazu, a ów stan w najbardziej widoczny sposób ukazuje się w poezji.
Co się tyczy ludzi z drugiej grupy, to przydając największą wagę znaczeniu i treści, wystrzegają się oni poświęcenia istoty sprawy na rzecz prozy.
Pisząc te zwięzłe słowa wprowadzenia, mam nadzieję, że przedstawią one bardziej jasny obraz Bediuzzamana jako literata. Nauczyciel nie
spędził swego wartościowego i owocnego życia, porządkując i rozmieszczając słowa, które miały trafić do uszu ludzi, lecz raczej przeciwnie, był zajęty zaszczepianiem w pokoleniach i stuleciach świętych ideałów dotyczących istoty religii, świadomości wiary, moralności i cnoty, a także osadzaniem owych ideałów w sercach, duszach, świadomości i myślach. Mudżtahid, który dla realizacji takiego celu pozostawił za sobą swe życie oraz ten świat i wszystko, co się na nim znajduje, w oczywisty sposób będzie trzymał się z dala od zajmowania się przemijającymi formami.
Niemniej jednak można rzec, że Nauczyciel - jeśli chodzi o jego finezyjne wyczucie smaku, wrażliwość, głębię myśli i potęgę wyobraźni - miał nadzwyczajny talent literacki. Z tego powodu widzimy, że jego styl i sposób wyrażania się zmieniają się stosownie do omawianej kwestii.
Na przykład przekonując umysł za pomocą logicznych i matematycznych dowodów, kiedy omawia kwestie naukowe i filozoficzne, Bediuzzaman będzie oszczędnie używał przymiotników, jednak wtedy, kiedy zniewala serca czy wskrzesza dusze, jego styl wyrażania się odznacza się nieopisaną jasnością.
Kiedy opisuje niebiosa, słońca, gwiazdy, światło księżyca, a zwłaszcza czas wiosny, a także przejaw mocy i wzniosłości Wszechmocnego Boga w owych światach, jego styl nabiera takiej subtelności, że od tej chwili każda metafora przypomina ramę obrazu, ocieniającą go najsłodszymi kolorami, a każdy opis ożywia świat pełen cudów.
To z powodu owej mądrości poprzez studiowanie Traktatów Światła uczniowie Światła - niezależnie od tego, na jakim wydziale jakiego uniwersytetu studiują - znajdują całkowite zadowolenie swych zmysłów, umysłów, dusz, świadomości i wyobraźni.
Jak mogliby nie być zadowoleni? Zbiór Traktatów Światła jest bukietem róż zebranych we wszechświatowym ogrodzie Szlachetnego Koranu, zatem ma w sobie światło, powietrze i woń owego błogosławionego ogrodu Boga.
Płynące wody mówią o potrzebie tej duszy;
Koran na wieki jest tym, czego potrzebuje ludzkość.
WPROWADZENIE
Należy stwierdzić, że niniejsza biografia nie omawia dogłębnie każdego aspektu życia Nauczyciela Saida Nursiego. Wiele kwestii omówiono pokrótce, a wielu wydarzeń opisujących aspekty jego życia prywatnego nie omówiono. O wielu historiach i wydarzeniach, które potwierdzają myśli i opinie przedstawiane w tej książce, nie wspomniano wyłącznie dlatego, że Nauczyciel nie wyraził na to zgody.
W jego młodych latach Bediuzzaman w swych lekcjach i listach stwierdzał, że bieżący czas jest "epoką wspólnoty", a w służbie wiary doskonałości i zdolności jednostki nigdy nie osiągną skuteczności zbiorowej osobowości duchowej. Ponadto wielokrotnie radził, by przywiązywać uwagę nie tylko do jego mającego ograniczoną długość życia, lecz również do Traktatów Światła, które pochodzą od Wszechmądrego Koranu. Twierdził również, że wszystkie zalety i cała wartość przynależne prawdzie (ar. haqq) są ukazane w Traktatach Światła. Kiedy dowiedział się o przygotowywaniu niniejszej biografii, Nauczyciel radził: "Nie ma potrzeby włączania do niej szczegółów (dotyczących mojego życia - uz. red. tur.). Raczej powinny zostać w niej zawarte jedynie kwestie odnoszące się do służby Traktatom Światła". Z tego powodu szczegóły dotyczące jego życia prywatnego zostały ograniczone do minimum.
Włączyliśmy do książki listy i mowy obrończe odnoszące się do wydarzeń jego życia, a także te, które są ściśle związane ze służbą Traktatom Światła, jak również artykuły i wspomnienia przynależne do różnych faz (życia Nauczyciela - uz. red. pol.), ukazujące do pewnego stopnia dotyczące ich okoliczności. Niniejsze dzieło jest zatem prawdziwie podstawowym źródłem dla przyszłych uczniów Światła. Publikując tę pracę mamy nadzieję, że inni będą kontynuować publikowanie dalszych wszechstronnych prac biograficznych.
Autentyczność niniejszej pracy nie została zaciemniona przez ograniczenie dyskusji do osobistych przemyśleń autorów cechujących się różnymi metodami podejścia do tematu, ani też nie została pozostawiona pisarzom, których wychwalanie (Nauczyciela - uz. red. pol.) byłoby przesadne.
Ponadto należy odnotować, że nie zastosowaliśmy stylu objaśniania i wyrażania godnego sportretowania czy to nadzwyczajnej natury
Traktatów Światła, czy życia i charakteru Saida Nursiego, który jest ucieleśnieniem prawości i nadzwyczajnego męstwa.
Przykład jednej z tysięcy oddanych przez niego powszechnych usług; jeden akt jego bohaterstwa i nadzwyczajnego męstwa, jakie ukazywał we wszystkich różnorodnych fazach jego życia; jedno jedyne dzieło spośród wielu dzieł, jakie napisał - byłyby wystarczającym powodem dla ułożenia wielkiej biografii Saida Nursiego. Historia jego życia ukazała, że był on człowiekiem wspaniałego charakteru i nieskazitelnej moralności, który z niezachwianą wiarą służył Koranowi. Owa służba zaowocowała wydaniem ogółem stu trzydziestu ksiąg. Jego życie było poświęcone służbie religii. Nie docierał on (ze swą służbą - uz. red. pol.) jedynie do określonego miasta, prowincji czy kraju, lecz do całego świata; objął on i wywarł wpływ na cały świat muzułmański i na całą ludzkość. Takie życie nie może zostać zarejestrowane w jednym dziele takim jak to, a my nie byliśmy w stanie opisać wszystkich aspektów życia Nauczyciela, jego charakteru i służby, utkanych przez jego metodę, usposobienie, życie osobiste i wiele innych aspektów jego osobowości.
Gdyby jakiś człowiek miał dostarczyć szczegółową biografię, będącą rachunkiem jego życia, byłoby koniecznym spotkanie się z każdym z jego uczniów i wysłuchanie go, spotkanie się z każdym z ludzi wokół niego, którzy widzieli go osobiście podczas różnych faz jego życia.
Niniejsza książka ujawnia, co następuje:
Oto dzisiaj ukazała się wielka prawda, znamienita nie tylko dla Anatolii, lecz dla całego muzułmańskiego świata i dla całej ludzkości. Ta prawda, która stała się zjawiskiem powszechnym, określana jest jako służba wierze, wykonywana przez Traktaty Światła, Bediuzzamana i uczniów Światła.
Niniejsza biografia dowiedzie natury tej prawdy i tego prądu, nakreśli ich genezę, cel i wizję. Ujawni ich wpływ na klasy społeczne, na fizyczne i duchowe życie jednostek, na społeczeństwo jako całość, a także na zapewnienie przyszłego bezpieczeństwa i szczęścia narodu. W rezultacie taką sprawę doceni każdy, kto nie znajduje niczym skorpion przyjemności w ranieniu innych i kto nie posiada anarchistycznej duszy.
Możemy zadać następujące pytanie: "Czy ta biografia ma wywrzeć wrażenie, że Said Nursi był w jakiś sposób kimś nadprzyrodzonym?"
Absolutnie nie! Ci, którzy pojmują naturę krótkiego życia na tym świecie, będą wiedzieli, że ulotna chwała, sława i rozgłos nie mają absolutnie żadnej wartości. Ci, którzy pojmują prawdę, nie będą przywiązywali żadnej wartości do pochlebstw istot, które same są ulotne, ani nie będą ich poszukiwać. Pod tym względem Said Nursi był wielkim przywódcą duchowym.
Jego życie było pełne wspaniałego męstwa, a tym, co jest uderzające, jest jego nadzwyczajna zdolność do poświęceń dla Boga na drodze prawdy. Dzięki Bożej łasce przezwyciężył największe przeszkody i był w stanie pomyślnie wypełnić swój uświęcony obowiązek, bez jakiegokolwiek wahania w obliczu miażdżąco destrukcyjnych prądów, jakie powstały w tym stuleciu. Ukazując swą waleczność, całkowicie poświęcił własne ulotne "ja" na drodze prawdy. Said Nursi nie wykorzystywał swego osobistego geniuszu do tego, by przyjść z całkowicie nową drogą dla ludzkości, lecz raczej poprzez poświęcanie osobistych interesów dla wiecznej prawdy uczynił swym obowiązkiem ponowne odnalezienie owej prawdy, która panowała przez wszystkie czasy. Szlachetne atrybuty, jakie są wyraźnie widoczne w jego charakterze i w jego służbie, są jedynie odblaskami jego uświęconego obowiązku.
Wartość lampy umieszczonej pomiędzy tysiącem zwierciadeł stanie się powszechną dzięki temu, że jej światło będzie się jarzyć w zwierciadłach wokół niej, a proporcjonalnie do powszechnej natury jej światła wzrośnie jego siła, ponieważ odbicie lampy w zwierciadle stanie się dodatkową lampą. Dokładnie w ten sam sposób Bediuzzaman zwrócił się ku Wszechmądremu Koranowi, który na wieki jest duchowym słońcem kosmosu, oraz ku temu, który ogłosił sławną religię islamu - Muhammadowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Poprzez fakt, że służył ukazaniu się i rozrastaniu Traktatów Światła, które odbijają owo światło, stał się znany jako wzór człowieka i wielki intelektualista. W sensie duchowym odbił się w podobnych zwierciadłom sercach, umysłach i duszach setek tysięcy - a zaiste, milionów - ludzi, którzy otrzymali światło bijące z jego dzieł i których wsparła jego sprawa.
Spuścizna owych cnót oznacza, że możemy uważać go za kogoś, kto w sensie duchowym żyje do dziś. Oto, jak stanął on na drodze prądom zbłądzenia poprzez zgromadzenie wielkiej i zbiorowej duchowej osobowości gotowych do poświęceń mistrzów wiary. Wzniósł on lity mur z Koranu i wiary (ar. iman), który stał się potężnym wsparciem dla wszystkich wiernych. Sprawił, że serca wiernych zadrżały od jego
determinacji i pragnienia wypełnienia uświęconego obowiązku, budząc w sercach ludzi miłość i oddanie islamowi. Ukazał wieczną i wiecznie trwającą prawdę tym, którzy oddawali cześć ich ulotnemu istnieniu na tym świecie, i zwrócił ich uwagę ku życiu wiecznemu.
Znakomicie wypełnił swój obowiązek oddawania czci Bogu. Był również głęboko świadomy błędów samego siebie jako istoty ludzkiej - swoje wady i słabości postrzegał jako większe niż cokolwiek innego, a jako taki zanosił ze swej bezsilności (ar. ajz) i nędzy (ar. fakr) błagania do dworu Bożego miłosierdzia o szczęście i zmiłowanie dla całej ludzkości. Był szacownym sługą Boga, zadowolonym ze swego ubóstwa. Powiedział: "Jeśli mogę ocalić wiarę (ar. iman) jednego człowieka, wówczas nawet Ogień Piekielny będzie dla mnie różanym ogrodem".
Nie tylko zniszczył on bożki pychy w swojej duszy, lecz również zyskał uznanie zarówno przyjaciół, jak i wrogów, z powodu wymazania bożków ustanowionych przez naturalistów. Zatem wszystkie pisma, które dostarczają (dowodów - uz. red. pol.) ich uznania dla Bediuzzamana są spowodowane owymi czynnikami.
Z raportów, jakie od czasu do czasu zamieszczają pewne gazety, można zrozumieć, że wrogowie religii i islamu przeważnie atakują religię pod rozmaitymi potajemnie obmyślonymi pretekstami. Nie występują bezpośrednio przeciwko islamowi, lecz uderzają, niszcząc publiczne umiłowanie tych, którzy służą religii, a także dyskredytując ludzi, którzy tak wiele poświęcają na tej drodze. Celem tego jest stłamszenie pracy tych, którzy służą religii, oraz zatrzymanie wzrastania i rozwoju religii jako takiej, aby niemoralność i bezbożność mogły zapanować nad społeczeństwem. Skoro tak się sprawy mają w tej erze demokracji, w której widoczne są wolności religijne, można z łatwością zrozumieć, jak ludzie pobożni, a szczególnie ci, którzy służyli szerzeniu religii islamu, byli traktowani w epoce, w której w parlamencie publicznie oznajmiono: "Religia jest trucizną".
Wcześniej, pod płaszczykiem prawa, pewni ludzie zainspirowali procesy sądowe wymierzone przeciwko Nauczycielowi oraz uczniom Światła. Działali oni wedle występnych ideologii i zgodnie z osobistymi urazami. Choć mieli wypełniać swe obowiązki uczciwie i sprawiedliwie, zaatakowali Bediuzzamana i jego uczniów za pomocą oszczerstw, traktując ich tak, jakby byli oni zdrajcami ich kraju. Pomimo tego, że Nauczyciel został uniewinniony przez sąd, niektórzy z ludzi odpowiedzialnych za stosowanie prawa nie wstydzili się rozpowszechniać pogłosek, jakoby Said Nursi miał zostać w krótkim czasie stracony.
Celem tej biografii nie jest zabieranie głosu przeciwko owym ludziom, lecz raczej dostarczenie faktów. Być może wielu z owych ludzi można by było wybaczyć takie postępowanie; być może zostali oni zmuszeni do tego, by postępować w taki sposób. W każdym razie traktowanie Bediuzzamana w ten sposób jest świadectwem faktu, że w czasie, gdy wytoczono mu proces, a sądy były nastawione przeciwko niemu, potajemni ateiści i komitety wywrotowców prowadzili swoje działania. Said Nursi, którego nie mogli skazać poprzez sąd i którego służby nie mogli powstrzymać, został nieludzko zniesławiony i stał się obiektem ataków sfabrykowanej propagandy. Żaden uczciwy człowiek, który widział ową tragiczną sytuację, nie zawahałby się przed oznajmieniem, kim prawdziwie był Nauczyciel: prawdomównym człowiekiem religii i człowiekiem prawdy.
Oto zatem jeden z powodów naszego usilnego wychwalania Bediuzzamana oraz procesu wydawania Traktatów Światła. Ci, którzy z uwagą przestudiowali życie i dzieła tego człowieka, nie zawahaliby się przed wychwaleniem go i okazaniem swego najwyższego uznania.
Szczególnie godnym odnotowania był fakt, że po zbadaniu dzieł i życia Nauczyciela członkowie sądu oraz komisji rzeczoznawców podczas procesów, w których miał on zostać skazany, potwierdzili piękno i doskonałość widoczne w jego dziełach. Dlatego w ciągu połowy stulecia wzrosła liczba przychylnych opinii i stanowisk najbardziej inteligentnych ekspertów i ludzi umysłu tego kraju w temacie Saida Nursiego, a Traktaty Światła zyskały rozgłos. Przede wszystkim jednak prawdomówność zawsze można rozpoznać jako przejaw znaczącej prawdy.
Pytanie: Jako że Bóg jest Wszechwiedzący, Jego wiedza i uznanie są wystarczające. Zwyczajem wielkich ludzi spośród ludzi doskonałości zawsze było ukrywanie się. Skoro prawda zostanie całkowicie ujawniona w wiecznym królestwie, jaki jest powód, dla którego tak często wspomina się o zaletach Traktatów Światła, o Bożych łaskach i ochronie Boga, jakie stały się ich udziałem? Dlaczego rozgłoszono i opublikowano tak wiele z nadzwyczajnych osiągnięć i doskonałości Saida Nursiego, jakie ukazały się podczas jego służby Koranowi? Dlaczego nawet dodawał on takie pochwały na zakończenie większości jego prac naukowych?
Odpowiedź: Niektóre listy już dostarczyły przekonujących odpowiedzi w tej kwestii. Streszczenie takich odpowiedzi jest następujące:
Służba, jaką pełnił Bediuzzaman poprzez rozpowszechnianie Traktatów Światła, była wykonywana bezpośrednio przez wzgląd na Koran. Owe
rzeczy (o które pytacie - uz. red. pol.) zostały wspomniane, aby wesprzeć i umocnić wiarę muzułmanów, a skutkiem tego umocnić religię islamu, by odeprzeć ataki zepsutych wrogów religii, by oznajmić światu i udowodnić pewność i przekonanie co do tego, że religia islamu jest istotą i streszczeniem materialnych i duchowych doskonałości ludzkości.
Jak zostało to wspomniane wcześniej, owe siły sprzeciwiające się religii przedsięwzięły ataki tak niesprawiedliwe, że poskutkowały one wielką wrogością i zwiększeniem się liczby potężnych nieprzyjaciół. Nauczyciel wspomina Bożą łaskę i Boże zaszczyty odnoszące się do Traktatów Światła, aby wskazać słabym i ubogim uczniom Światła na aprobatę Boga dla tej służby, aby dostarczyć im siły duchowej i pomocy, stałości i hartu. Trzeba było zająć pozycje obronne przeciwko nawałnicy nieuczciwych ataków i brudnych kampanii.
Ponadto w jednym ze swych listów, który został włączony do tej biografii, Bediuzzaman stwierdza:
"Całkowicie zgadzam się z tym, że w żaden sposób nie jestem godzien ujawnienia szacownego dzieła takiego jak to. Jednakże stworzenie wielkiego jak góra drzewa z drobnego nasiona jest koniecznym zwyczajem mocy Boga oraz świadectwem Jego wspaniałości. Przysięgam z całym przekonaniem, że moim zamysłem przy wychwalaniu Traktatów Światła jest potwierdzenie, dowiedzenie i rozpowszechnienie prawd Koranu i filarów wiary.
Setki i tysiące podziękowań niech będą memu Litościwemu Stwórcy za to, że nigdy nie sprawił, bym roił o sobie samym, że ukazał mi błędy i niedociągnięcia mojej nakazującej zło duszy, że odebrał mi jakiekolwiek pragnienie wywierania wrażenia na innych. Nieszczęsną głupotą i straszliwą stratą dla człowieka oczekującego przed drzwiami grobu jest oglądanie się na świat, jaki zostawia za sobą, i obłudne działanie. Oto zatem ów stan ducha, w jakim wyrażam zalety Traktatów Światła, które jako produkt Koranu są jedynie tłumaczem prawd wiary. Doskonałości i prawdy zawarte w Słowach (oraz w Traktatach Światła w ogóle) nie są moje, lecz przynależą do Koranu i od niego pochodzą. Jako że sam jestem przemijający i odchodzę z tego świata, zatem z pewnością dzieło i sprawa, które są wieczne, nie powinny być i nie będą wiązane z moją osobą. Zaiste, zalet kiści wybornych winogron nie powinno się poszukiwać w ich suchych łodygach, zatem powinienem być postrzegany właśnie jak taka sucha łodyga".
W jego służbie Koranowi i wierze pełnionej poprzez Traktaty Światła, w występowaniu przeciwko prądom ateizmu, Said Nursi potrzebował pomocy, zachęty i wsparcia rządu i narodu, jednak zamiast tego poprzez wszelakiego rodzaju zarzuty, oszczerstwa, manipulacje i oskarżenia doprowadzono do jego uwięzienia. Owe oszczerstwa rozpowszechniano, aby oczernić jego dzieło i aby uwaga publiczna odwróciła się od niego. Z pewnością będzie musiał on bronić się i oczyszczać ze wszelkich zarzutów wysuwanych przeciw temu, że to, w co wierzy, jest drogą prawdy; oznajmi prawdę i będzie bronił swej służby, podtrzymującej honor Koranu i misję proroczą Szlachetnego Posłańca (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Nawet gdyby niektórzy ludzie poczytywali to za osobisty błąd, to dla korzyści i szczęścia ogółu społeczeństwa Nauczyciel byłby skłonny do tego, by przyglądać się, jak sam doznaje szkody.
Oto, dlaczego koniecznym jest spojrzenie na pochwały pod adresem Traktatów Światła poprzez pryzmat takich oto kwestii. Jeśli nie spojrzymy na nie w taki sposób, przyniesie to szkodę ich służbie.
Nie jest to czas na działanie wedle ograniczonego sposobu myślenia. Ci, którzy nie mają wiary, pracują nad poszukiwaniem poklasku - choć nań nie zasługują - dla ich destrukcyjnych ideologii i fałszywych bohaterów, którzy atakują islam. Dokładają starań i przedstawiają reszcie ludzkości swych ludzi i swe działania w ten sposób, by spotkali się z pochwałami i oklaskami. Dlaczego muzułmanie mieliby nie wychwalać ich prawdziwej religii, kiedy bohaterami ogłasza się innych, zarządzających straszliwymi prądami ateizmu? Dlaczego ich doskonałości miałyby pozostawać ukryte? Dlaczego miałoby nie być chwalone dzieło, w którym odbija się Koran, które rzuca wyzwanie ateizmowi, które wykonało najwspanialszą służbę na rzecz religii? Dlaczego miałby nie być wychwalany drogi i szlachetny autor owego dzieła, który został poddany niekończącej się tyranii? Tymczasem ani jedno z pism wychwalających cnoty Traktatów Światła nie zostało napisane wyłącznie dla tego celu; przeważnie są one pisane jako mowy obrończe, a zostały opublikowane w odpowiedzi na oskarżenia wysuwane przeciwko Traktatom Światła.
Pod względem powszechnej służby Nauczyciela jego życie można podzielić na dwie fazy.
Faza pierwsza obejmuje jego wczesną edukację, życie w Van, przybycie do Stambułu, życie polityczne, podróże, udział w Wielkiej Wojnie [1], niewolę w Rosji, włączenie go jako członka do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye [2]
w Stambule oraz jego służbę w Siłach Narodowych (tur. Kuva-i Milliye) w Stambule. Ta faza obejmuje również jego krótką wizytę w Ankarze, działalność w Pierwszym Parlamencie (tur. Meclis-i Mebusan), a także wycofanie się do Van i decyzję zostania pustelnikiem. Ta pierwsza faza życia Nauczyciela jest przedmową do drugiej fazy jego życia, w której poświęcił się służbie wierze i Koranowi. Był to czas przygotowania do jego drugiej wspaniałej służby, a obejmuje okres od jego narodzin do pięćdziesiątego roku życia.
Faza druga, która była fazą "spisywania i rozpowszechniania Traktatów Światła", rozpoczyna się od czasu odosobnienia Nauczyciela w Van, a także czasu, w którym został zmuszony do udania się na wygnanie w Barli, regionie prowincji Isparta. Z powodu jego świadomości służby wierze i walki duchowej, jaką wziął na swoje barki, układał on Traktaty Światła z największymi szczerością intencji (ar. ichlas), samopoświęceniem, wiernością podjętej decyzji, uwagą i oszczędnością.
Druga faza jego życia zbiegła się z upadkiem Kalifatu Otomańskiego u kresu pierwszej wojny światowej, a także z opanowaniem połowy globu przez ideologię komunizmu, która przeraziła świat swymi założeniami, dokładając wszelkich starań w występowaniu przeciwko wszystkim religiom Objawienia i w dążeniu do zniszczenia ludzkiej cywilizacji. Był to czas, w którym komunizm zagrażał temu krajowi, a my stawialiśmy czoła niebezpieczeństwom duchowego zniszczenia. Dla narodu, który przez poprzednie tysiąc lat był chorążym Koranu i który przez stulecia służył islamowi, była to skomplikowana epoka, wymagająca starannego zbadania.
Spisując Traktaty Światła, Nauczyciel stwierdził, że jego dzieło pozwoliłoby blaskom cudownej natury Koranu rozkwitnąć wśród ludzi wszystkich klas; że uchroniłoby nasz kraj od zmiażdżenia go przez ateizm; że dla narodu mogłoby odegrać rolę mowy obrończej Koranu; że Traktaty Światła mogłyby spotkać się z szerokim poklaskiem narodu tureckiego, jeszcze raz czyniąc go zwycięzcą i gotową do poświęceń armią islamu; że w przyszłości, w rezultacie rozpowszechnienia i oficjalnego rozpropagowania Traktatów Światła, naród mocno się ich uchwyci, Ministerstwo Edukacji będzie usilnie podtrzymywać wieczne prawdy Koranu, naród dojdzie do dobrobytu materialnego i duchowego, zaś islam odzyska swą witalność i siłę.
Traktaty Światła to tytuł symboliczny. Są one zbiorem prawd koranicznych, jakie ukazały się w tym wieku. Są stwierdzeniem tego, że nasz szlachetny naród mocno trzyma się najwyższego człowieczeństwa,
jakim jest islam, a także budzi się ze wskrzeszonym duchem, z ożywionym umiłowaniem i namiętnością wiary. Dają zapał religijny poprzez wzmacnianie i wspieranie wiary (ar. iman) w obliczu wyzwań tego wieku, nowego porządku i postrzegania świata... Są pobudką dla gotowych do poświęceń ludzi, których serca są przepełnione wiarą i umiłowaniem Proroka Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), którzy zostali zaszczyceni związaniem się z tak powszechnym przesłaniem, bohaterstwem, świadomością wiary i wytwornymi manierami, zgodnie z historią tego kraju.
Poprzez Traktaty Światła Bediuzzaman dokonał bezpośredniej egzegezy (ar. tafsir) prawd Koranu, która każdemu przynosi korzyść. W swym dziele przetłumaczył on owe prawdy bez ulegania jakimkolwiek poglądom czy metodom, nie oczekując żadnej korzyści materialnej ani duchowej. Każdy może skorzystać z dzieł, jakie napisał; nie są one przeznaczone wyłącznie dla jakiejś szczególnej grupy ludzi. Niniejsza biografia ma na celu zwrócenie uwagi Czytelnika na mądrość Koranu, która w tej epoce została zawarta w Traktatach Światła, aby każdy mógł z niej skorzystać. Said Nursi jest wzorem człowieka, który niestrudzenie pracował w służbie Koranu, podążając za sunną Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Jak stanie się to widoczne dzięki niektórym listom włączonym do tej biografii, zanim Said Nursi dotarł do prawdy dzięki przewodnictwu Wszechmądrego Koranu, daleko podróżował drogą filozofii. Później stworzył dzieła, mające za pomocą logicznych argumentów zneutralizować dotyczące wiary wątpliwości tych, którzy dzisiaj zajęli się nauką i filozofią.
Droga i metoda Traktatów Światła są najkrótszą i najbardziej bezpieczną drogą do Koranu, a także są najbardziej odpowiednimi dla warunków życia i stanu ludzkich dusz w tej epoce. Całkowicie opierają się na wiedzy i kontemplacji (ar. tafakkur). Ludzie, którzy są zaangażowani w działania codziennego życia, mogą odnieść dzięki nim wielkie korzyści.
Ci, którzy czytają Traktaty Światła i którzy odebrali ich lekcje poprzez kontemplację wiary, dostąpią bezgranicznej radości poprzez uczynienie swych doczesnych profesji i obowiązków narzędziami służącymi życiu ostatecznemu i wiecznie trwającemu szczęściu. Oświeceni, którzy pojęli ową wspaniałą prawdę zawartą w religii islamu, z pewnością z wielką przyjemnością podejmą się służby wierze i dokładania starań w rozprzestrzenianiu Traktatów, aby trafiły do tych, którzy poszukują prawdy, lecz nie mogą jej odnaleźć.
Tak, na nauczycielach, parlamentarzystach i na każdym, kto zajmuje stanowisko w jakiejkolwiek innej dziedzinie spoczywa obowiązek prowadzenia ludzi z jego otoczenia. Ci, którzy są odpowiedzialni za pokój, szczęście i przewodnictwo regionu, a zaiste całego narodu, powinni być wielce czujni.
Said Nursi poprzez Traktaty Światła wykonał wspaniałą służbę na rzecz tego narodu, nie poszukując w zamian nawet pochwały dla samego siebie. Choć napisano niezliczone listy wypełnione pochwałami dla niego, przyjmował je jedynie przez wzgląd na Traktaty Światła i przez wzgląd na to, iż świadczyły one o tym, że czytelnicy odnieśli korzyść z dzieł wchodzących w skład Traktatów Światła. W rzeczywistości Said Nursi oczekiwał od tego narodu i jego młodych ludzi tego, by dzięki wierze (ar. iman) zyskali oni szczęście na tym świecie i w życiu ostatecznym. Dlatego chciał, aby Traktaty Światła stały się fundamentem, jako że zawierają one lekcje Koranu stosowne dla obecnego wieku. Chciał, aby ich prawd nauczano we wszystkich miejscach i aby rozpowszechniano je w całej społeczności. Wielokrotnie ostrzegał i dawał dobrą nowinę o tym, że jedynym sposobem na wytrwanie w obliczu prądów powstających przeciwko temu narodowi są Traktaty Światła.
Ci, którzy błędnie interpretują służbę Nauczyciela, której jedynym celem było przyjęcie jej przez Boga, którzy łączą ją z innymi celami, jedynie oznajmiają o własnej ignorancji.
Prawdziwe szczęście można znaleźć jedynie na drodze ukazywanej przez Koran i na horyzontach lśniących zadowoleniem Boga. Poprzez Traktaty Światła Bediuzzaman ukazuje ludzkości tę drogę i te horyzonty, i obwieszcza, że koniecznym jest, by ludzkość stała się częścią owego świetlistego bractwa, które znajduje się na drodze prostej.
Zatem przygotowując niniejsze skromne dzieło, mieliśmy na celu wykonanie niewielkiej służby dla owych prawd. Publikujemy tę pracę jako punkt odniesienia dla szczęśliwych i oświeconych ludzi przyszłości. Mamy nadzieję, że w przyszłości zostanie wydana bardziej wszechstronna i bardziej głęboka biografia Bediuzzamana.
Jego uczniowie, którzy opracowali tę biografię
CZĘŚĆ PIERWSZA
Bediuzzaman urodził się w roku 1293 kalendarza romańskiego (1877 a. 1878) w wiosce Nurs, znajdującej się w podokręgu Hizan prowincji Bitlis. Jego ojciec miał na imię Mirza, a jego matka - Nuriye. Młody Said mieszkał z rodzicami do czasu, gdy miał dziewięć lat. Wzniosły stan ducha, jakim się odznaczał, skłaniał go do zadawania pytań jego starszemu bratu, Mulle Abdullahowi [1], który porzucił dom dla nauki. Said pragnął zrozumieć korzyści, jakie jego brat osiągnął dzięki swej edukacji, i był zadziwiony, widząc stałe postępy i doskonalenie się Mułły Abdullaha, kiedy porównywał go z nieuczonymi przyjaciółmi brata, którzy pozostali w wiosce.
To poważnie zachęciło go do podjęcia nauki. Z tą intencją wyjechał, aby uczęszczać do medresy Mułły Mehmeda Emina Effendiego w wiosce Tag dystryktu Isparit, jednak nie był w stanie pozostać tam na dłużej. Jego naturalne usposobienie nakazywało mu zawsze bronić swego honoru i nie był on w stanie znieść nawet najlżejszych apodyktycznych komentarzy,
co sprawiło, że porzucił on medresę i powrócił do Nurs. Jako że Nurs nie posiadało własnej medresy, młody Said musiał ograniczyć się do otrzymywania lekcji od starszego brata, kiedy ten przyjeżdżał do domu z cotygodniową wizytą.
Jakiś czas później Said wyjechał do wioski Pirmis, a jeszcze później znalazł schronienie u szejka podokręgu Hizan. Także w tym miejscu jego niezdolność do znoszenia apodyktycznego traktowania sprawiła, że nie zgadzał się z czterema uczniami, którzy nieustannie go prześladowali. Pewnego dnia Mułła Said podszedł do Szejka Nur Muhammada i nie uskarżając się na przyjaciół, powiedział, co następuje:
-Szanowny szejku [2], czy możesz im powiedzieć, by kiedy przychodzą bić się ze mną, przychodzili po dwóch, nie wszyscy czterej równocześnie?
Będąc pod wrażeniem odwagi młodego Saida, Seyyid [3] Nur Muhammad powiedział mu:
-Jesteś moim uczniem i nikomu nie dozwala się, by cię prześladował.
Od owego wydarzenia Said był postrzegany jako "uczeń szejka". Pozostał tam przez jakiś czas, a później wraz ze swym bratem, Mułłą Abdullahem, przybył do wioski Nurs. Jako że było lato, wraz z wieśniakami i innymi uczniami udali się w góry dla chwili wytchnienia.
Pewnego dnia w medresie znanego i szanownego Szejka Abdurrahmana Said sprzeczał się ze swym bratem, Mułłą Abdullahem. Interweniując w tej sprawie, Mehmed Emin Effendi, który był wykładowcą w medresie Tag, powiedział do młodego Saida:
-Dlaczego nie postępujesz wedle nauk twojego starszego brata? Said odpowiedział, mówiąc:
-Mój effendi, w tej takka [4] jesteś uczniem takim jak ja, zatem nie masz prawa pouczać mnie w tym miejscu.
Następnie Said wyszedł z medresy i powrócił do Nurs, wędrując w ciemnościach nocy przez gęsty las, przez który trudno było przejść nawet za dnia.
System medres we wschodniej Anatolii [5] przedstawiał się wówczas następująco:
Uczony, który otrzymywał dyplom, mógł otworzyć medresę w wiosce, jaką sobie wybrał, jedynie dla zyskania zadowolenia Boga. Zwyczajowo właściciel medresy dostarczał zapisanym do niej uczniom to, czego potrzebowali. Gdyby nie miał środków po temu, medresa byłaby zaopatrywana przez mieszkańców danej wioski; wówczas nauczyciel wygłaszał swoje lekcje, nie oczekując czegokolwiek w zamian, a potrzeby uczniów były zaspokajane przez mieszkańców wsi. Mułła Said był jedynym, który kategorycznie odrzucił jakąkolwiek formę zapłaty czy jałmużny (ar. zakat). Nigdy nie przyjął żadnej jałmużny ani pieniędzy, które uczyniłyby go dłużnikiem innych .
Po krótkim czasie spędzonym w Nurs Said powrócił do Hizan. Następnie, pozostawiając za sobą życie w medresie, wrócił do ojca i pozostał z rodzicami aż do wiosny. Podczas pobytu u rodziców miał następujący sen:
Nastąpił Dzień Zguby, a wszechświat został wskrzeszony. Mułła Said odkrył, że rozmyśla nad sposobami, dzięki którym mógłby odwiedzić Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Ostatecznie przyszło mu na myśl, by zaczekać przy moście As-Sirat [6]. Pomyślał: "Każdy przejdzie przez ten most, zatem zaczekam tutaj, by zobaczyć się z Prorokiem". Podszedł do mostu i tam czekał. Spotkał tam każdego z wielkich proroków, a po tym, jak został zaszczycony spotkaniem z naszym Szlachetnym Prorokiem (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), zbudził się ze snu.
Ów sen był dla młodego Saida tak inspirujący, że zmobilizował go do powrotu na studia.
Za zezwoleniem ojca wyjechał do wioski Arvas, aby rozpocząć tam naukę. Sławny Mułła Mehmed Effendi, który prowadził medresę, nie poświęcił uwagi Saidowi Nursiemu i zalecił, by ten pobierał nauki od jednego z młodszych uczniów. Taka sytuacja była dla młodego Saida bardzo trudną do zniesienia. Pewnego dnia Mułła Said otwarcie sprzeciwił się owemu znanemu wykładowcy, kiedy ten wygłaszał lekcję w meczecie.
-Panowie, to nie tak! - wykrzyknął.
Zwróciwszy na siebie uwagę szejka, Mułła Said przypomniał mu, że ten nie uważał go za kogoś wartego tego, aby go uczyć, a następnie wyjechał do medresy Mir Hasan-i Veli. Tam bardzo szybko zdał sobie sprawę z tego, że zwyczajem w owej medresie było nie zwracać zbyt wielkiej uwagi na nowych uczniów. Zamiast studiować księgi wedle określonego porządku, Said pominął pierwsze siedem ksiąg i oznajmił, że zacznie od ósmej.
Kilka dni później dla zmiany klimatu wyjechał do miasta Vastan, lecz pozostał tam jedynie przez miesiąc. Następnie dołączył do człowieka zwanego Mułłą Mehmedem w mieście Beyazid, w prowincji Erzurum, i to tam faktycznie rozpoczął naukę.
Do tego czasu zajmował się naukami gramatyki (ar. sarf) i składni (ar. nahł), i studiował owe nauki aż do lekcji dotyczącej głosek nosowych (ar. izhar). Przez trzy miesiące nadal żywił żarliwe i szczere pragnienie pobierania nauk od Mehmeda Celali Effendiego w Beyazid, jednakże w oparciu o system nauczania we wschodniej Anatolii w wielce
wyjątkowy sposób ukończył nauki, jakie zaczął pobierać od Mułły Dżamiego, aż do ostatniej książki. Mułła Said studiował każdą księgę podczas jednej lub dwóch lekcji, a później pomyślnie skompletował pozostałe nauki podczas dziesięciu lekcji, po czym zdecydował, że nie będzie kontynuować szczegółowych lekcji. Kiedy jego nauczyciel, Szejk Mehmed Celali, zapytał, dlaczego Said studiuje w ten sposób, ten odpowiedział, mówiąc:
-Nie jestem w stanie przeczytać i zrozumieć tak wielu ksiąg, jednak księgi są niczym kufry z klejnotami, a klucze do owych kufrów są u ciebie. Proszę cię jedynie o to, byś pokazał mi, co jest w tych kufrach, to jest chcę wiedzieć, co omawiają te księgi, abym później mógł studiować te, które będą dla mnie odpowiednie.
Celem tej odpowiedzi Saida było przedstawienie idei odnowienia i zreformowania - do którego z natury rzeczy byłby skłonny się dostosować - systemu nauczania w medresach. Pragnął on spowodować owo odnowienie i zapobiec marnowaniu czasu na studiowanie adnotacji i komentarzy do ksiąg.
Poprzez jego dzieło nazwane Traktatami Światła oraz poprzez sto trzydzieści ich części spisanych na przestrzeni dwudziestu trzech lat Nauczyciel spowodował odrodzenie w dziedzinie nauki teologii (ar. 'ilm al-kalam). Dla niego zdobycie w ciągu trzech miesięcy wiedzy, jakiej zyskanie wymagałoby normalnie piętnastu lat studiów, było znakiem królestwa tego, co niewidzialne (ar. Al-Ghajb) wskazującym na to, że: "Przyjdzie czas, w jakim nie będzie istnieć żadna medresa dająca lekcje wiary przez piętnaście lat ani nawet przez jeden rok; owe lekcje nie będą wygłaszane tak, jak miało to miejsce w przeszłości. W tym czasie pojawi się komentarz do Koranu, który umożliwi zdobycie wiedzy piętnastu lat w piętnaście tygodni, a Said będzie mu służył". Zaiste, tak się stało całkowicie jawnie, aby mogli to ujrzeć wszyscy.
Przez okres straszliwych trzydziestu lat Traktaty Światła publikowały swe lekcje wiary poprzez setki tysięcy ich kopii, jakie docierały do wszystkich zakątków narodu. Pomimo ataków podejmowanych przez komitety potajemnych ateistów i ludzi zepsucia, Traktaty rozprzestrzeniły owe lekcje Koranu dzięki służbie i staraniom tysięcy piór - tak, że nie było potrzeby korzystania z drukarni - i wzmocniły wiarę milionów ludzi. Działalność Ruchu Światła w Anatolii, jego służba wierze i wzniosłe lekcje przyciągnęły uwagę szerszej publiczności. Dochodzenia prowadzone przez sądy stały się narzędziami służącymi czytaniu Traktatów Światła i ich rozprzestrzenieniu się wśród ludzi polityki, rządu i edukacji. W konsekwencji tego szturm całkowitej niewiary i zbłądzenia został zatrzymany, a ich zwolennicy zmuszeni do ucieczki. W wielu miejscach całego kraju powstały prądy przychylne religii. Za zezwoleniem Boga, ukazało to prawdziwy świt szczęśliwości, wstający nad światem islamu i człowieczeństwa. Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, Panu wszystkich światów (ar. al-hamdu li-llahi Rabbi-l 'alamin).
Trzymając się tej metody, Said był w stanie w ciągu trzech miesięcy ukończyć studia naukowe, jakich ukończenie normalnie wymagało dwudziestu lat.
W odpowiedzi na pytanie swego nauczyciela o to, jaki poziom nauki osiągnął, odpowiedział:
-Nie potrafię odróżnić jednej z tych nauk od drugiej. Albo znam je wszystkie, albo nie znam żadnej z nich.
Niezależnie od tego, do jakiej księgi się zabrał, był w stanie ją opanować. W ciągu zaledwie dwudziestu czterech godzin bez żadnej pomocy opanował dwieście stron - lub coś około tego - takich ksiąg, jak Dżam'a-l Dżałami, Szarh al-Małaqif czy zbioru Ibn Hadżara. Był tak pogrążony w swoich studiach, że przeciął wszystkie więzi łączące go ze światem zewnętrznym. O jakąkolwiek naukę nie zostałby zapytany, mógłby bez wahania dostarczyć natychmiastowych odpowiedzi.
Po pierwsze: Nauczyciel podążał za praktyką samodyscypliny i ascetyzmu filozofów spośród iluministów (iszraqitów), którzy stopniowo przyzwyczajali się do ścisłej formy ascetyzmu, jednakże Said natychmiast przeszedł do praktykowania najbardziej ścisłego ascetyzmu. Po pewnym czasie jego ciało osłabło i nie był w stanie dłużej wytrwać przy owej praktyce. Obywając się jednym kawałkiem chleba na trzy dni, starał się praktykować wiarę uczonych spośród iluministów w to, że "ascetyzm ułatwia rozwój umysłu".
Po drugie: Podążając za zasadą spojrzenia na tasałłuf, jaką Imam Al-Ghazali wyraził w swym dziele Ihja al-'Ulum
przez jakiś czas obywał się bez chleba, a nawet utrzymywał się przy życiu, jedząc trawę.
Po trzecie: Rzadko się odzywał. Mógł wycofać się do krypty geniusza literatury kurdyjskiej Mułły Ahmada Haniego - a niektórzy ludzie boją się wkroczyć do niej nawet za dnia - i pozostawać tam całe noce. Z tego powodu ludzie mówili o Bediuzzamanie: "Został zaszczycony duchowym blaskiem Mułły Ahmada Haniego" i uważali ową cechę za jeden z przykładów cudotwórstwa (tur. keramat) Mułły Ahmada Haniego. Said miał wówczas niespełna czternaście lat.
Mułła Said postanowił porozmawiać ze znamienitymi osobistościami spośród uczonych i uzyskać pozwolenie swego nauczyciela na odwiedzenie Bagdadu. Przywdział strój derwisza, a gdy wyruszył do Bagdadu, podróżował przez góry i lasy, i dotarł do Bitlis, nie korzystając z bitych dróg. Tam odwiedził Szejka Mehmeda Emina Effendiego i na dwa dni dołączył do kręgu jego uczniów. Szejk zasugerował, że Mułła Said powinien przywdziać strój uczonego, a ten odpowiedział:
-Jeszcze nie osiągnąłem wieku dojrzałości, zatem byłoby nieodpowiednim, bym nosił strój szanowanego uczonego. Ponadto jak mógłbym być uczonym, kiedy wciąż jestem dzieckiem? - i odrzucił ową ofertę.
Następnie udał się w podróż do Sirvan i odwiedził swego starszego brata. Tam, podczas ich pierwszego spotkania, miała miejsce następująca rozmowa:
-Od kiedy ostatnio tu byłeś, ukończyłem Szarh asz-Szams - powiedział Mułła Abdullah. - A ty co teraz studiujesz?
-Przeczytałem osiemdziesiąt ksiąg - odparł Bediuzzaman.
-Co masz na myśli?
-Przeczytałem je wszystkie. Czytałem również inne księgi, które nie należą do programu nauczania.
-Zatem przepytam cię.
-Jestem gotów, pytaj, o co zechcesz!
Mułła Abdullah przepytał swego brata, a w uznaniu dla poziomu jego wiedzy poprosił Mułłę Saida, który był jego uczniem jedynie osiem miesięcy wcześniej, aby to on go uczył. Ukrywając to przed własnymi uczniami, Mułła Abdullah w tajemnicy rozpoczął pobieranie nauk od Mułły Saida. Nie chciał, by ktoś dowiedział się, że pobiera on lekcje od swego młodszego brata, który zwykł być jego uczniem. Ostatecznie uczniowie Mułły Abdullaha dowiedzieli się, iż pobiera on lekcje od Mułły Saida, kiedy podglądali go przez dziurkę od klucza, aby zobaczyć, jak pobiera naukę. Zdumieni tym, co zobaczyli, zapytali o to Mułłę Abdullaha, lecz ten ukrył przed nimi prawdę i powiedział: "Dawałem mu lekcje w ten sposób, by zapobiec urokowi złego oka".
Po pozostaniu z bratem przez jakiś czas Mułła Said wyjechał do Sirt, a tam udał się do medresy Mułły Fethullaha Effendiego. Mułła Fethullah zapytał:
-Poprzedniego roku czytałeś As-Sujutiego, czy teraz studiujesz Mułłę Dżamiego?
-Tak, skończyłem Dżamiego - odparł Bediuzzaman.
Mułła Fethullah był zdumiony odkryciem, że o jakąkolwiek księgę by nie zapytał, otrzymuje odpowiedź: "Skończyłem ją". Nie mogąc pojąć, jak Mułła Said mógł ukończyć tak wiele ksiąg w tak krótkim czasie, zdumiony powiedział:
-W zeszłym roku byłeś szalony, czy jesteś szalony również tego roku?
-Człowiek może ukryć prawdę przed innymi, kiedy przygniata go jego dusza (ar.nafs)- odparł Bediuzzaman. - Swemu nauczycielowi, którego szanuje bardziej niż ojca, nie może jednak powiedzieć nic innego, jak tylko absolutną prawdę. Jeśli sobie życzysz, przepytaj mnie z ksiąg, które wymieniłem.
Mułła Said dawał perfekcyjne odpowiedzi na wszelkie pytania, jakie zadał mu Mułła Fethullah. Po tym, jak był świadkiem tej rozmowy, Mułła Ali Siran, który poprzedniego roku był nauczycielem nauczyciela Mułły Saida, rozpoczął pobieranie lekcji od Mułły Saida.
-W porządku, posiadasz zatem wspaniałą inteligencję - powiedział Mułła Fethullah. - Zobaczmy, jak dobra jest twoja pamięć. Czy jesteś w stanie zapamiętać kilka zdań z dzieła Makamati Haririya po jedynie dwukrotnym ich przeczytaniu?
Po tych słowach otworzył przed nim księgę. Już po jednym przeczytaniu strony Mułła Said zapamiętał ją i wyrecytował ponownie. Całkowicie zdumiony Mułła Fethullah powiedział:
-Bardzo rzadko taka inteligencja i taka pamięć łączą się w jednym człowieku.
Następnie Bediuzzaman w ciągu tygodnia nauczył się na pamięć dzieła Dżam'a-l Dżałami, spędzając nad nim dwie godziny każdego dnia. Kiedy skończył, Mułła Fethullah zapisał w księdze następującą notatkę:
«Nauczył się na pamięć całego Dżam'a-l Dżałami w jeden tydzień».
Wiadomości o tym przymiocie Mułły Saida rozeszły się po Sirt, kiedy Mułła Fethullah pochwalił go przed innymi uczonymi, mówiąc:
-Pewien młody uczeń przybył do naszej medresy i bez wahania udzielił perfekcyjnych odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mu zadałem. Jestem zdumiony jego inteligencją, wiedzą i stopniem oświecenia w tak młodym wieku.
Słysząc to, uczeni religijni zebrali się i zaprosili Bediuzzamana do debaty. Bediuzzaman bez wahania odpowiedział na wszystkie ich pytania, a kiedy udzielał odpowiedzi, jego spojrzenie było utkwione w twarzy Mułły Fethullaha. Było tak, jak gdyby odczytywał odpowiedzi z jego twarzy. Uczeni, którzy to widzieli, uznali Bediuzzamana za nadzwyczajnego młodego człowieka, a także docenili i chwalili jego przymioty duchowe. Słuchy o tym zdarzeniu zaczęły docierać do ludzi ze wszystkich miejsc, którzy uznali go za swego rodzaju przyjaciela Boga (ar. łali-l Allah).
Jednakże to wszystko było jedynie początkiem, który wprawił w ruch rywalizację pewnych uczonych i uczniów niższych poziomów. Nie będąc w stanie pokonać Bediuzzamana na polu nauki, pewni niedoświadczeni studenci chcieli użyć przeciwko niemu siły. Kiedy stanęli przed młodym Mułłą Saidem, ludzie z Sirt, którzy usłyszeli o tej próbie, przybyli, aby go chronić. Ponieważ był on postrzegany jako jeden z najwyższych rangą uczonych społeczności, atak natychmiast się załamał, a Mułła Said został zaprowadzony do pokoju, który miał być strzeżony. Z powodu żarliwej miłości, jaką Bediuzzaman żywił dla drogi nauki, zapewnił on, że studenci i ludzie wiedzy, którzy wystąpili przeciwko niemu, nie staną się celem ataków ignorantów. Ryzykując ciężkie pobicie przez tych, którzy byli wobec niego nieprzyjaźni, wyszedł z pokoju i dowodził, że prości ludzie nie powinni wtrącać się do spraw ludzi wiedzy. Zwracając się do otaczających go uczniów, powiedział:
-Zabijcie mnie, aby ocalić godność nauki!
Nikt nie był w stanie go uderzyć, a tłum rozproszył się. Gubernator Sirt wezwał Mułłę Saida dla zapewnienia mu osobistego bezpieczeństwa i oznajmił, że uczniowie, którzy podżegali do całej tej sprawy, zostaną wygnani z miasta. Policjantom, którzy przybyli na miejsce wydarzeń, Bediuzzaman odpowiedział:
-Jesteśmy uczniami i będziemy to bić się, to godzić. Nie jest właściwym, aby inni ludzie spoza naszego grona wtrącali się do naszych spraw. Zatem odmawiam udania się z wami, a ponadto to ja jestem winien.
W ten sposób odrzucił interwencję żandarmów.
Said w tym czasie miał piętnaście lub szesnaście lat, lecz był zręczny i silny. Teraz, kiedy nazywano go "sławnym Saidem", oznajmił wszystkim swym przyjaciołom w Sirt, którzy chcieliby rzucić mu wyzwanie, że jest gotów. Niechaj wiedzą, że odpowie na wszystkie ich pytania, lecz sam nikogo o nic nie zapyta.
Po powrocie do Bitlis usłyszał o kłótniach w gronie rodzin, uczonych oraz uczniów dwóch szejków. Mułła Said przypomniał im, że słowa wiodące do zepsucia, a w szczególności obmawianie, nie są mile widziane w islamie. Członkowie obu stronnictw poinformowali o tym Szejka Amina Effendiego, uskarżając się na wtrącanie się Saida w ich sprawy. Szejk odpowiedział im, mówiąc:
-On jest jeszcze dzieckiem i nie jest godzien tego, by się do niego zwracać.
Kiedy tylko te słowa dotarły do Mułły Saida, który ze swej natury nie mógł znieść tak protekcjonalnego tonu, odwiedził on Szejka Amina Effendiego i po ucałowaniu jego ręki powiedział:
-Mój Effendi, proszę, przepytaj mnie. Chciałbym udowodnić, że jestem godzien tego, by się do mnie zwracać.
Szejk Amin Effendi przygotował szesnaście pytań dotyczących rozmaitych nauk i złożonych kwestii. Po otrzymaniu odpowiedzi na wszystkie pytania udał się do meczetu Kureys, w którym wygłosił kazanie. Ów incydent podzielił ludzi w Bitlis; niektórzy popierali Mułłę Saida, a inni byli stronnikami Szejka Amina Effendiego. Aby uniknąć eskalacji konfliktu, gubernator zdecydował się na wygnanie Bediuzzamana, który wówczas wyjechał do Sirvan.
Sprzeciw wobec wybitnych osobistości jest czymś zwyczajnym. Szczególnie niektórzy pozornie uczeni ludzie, którzy zostali pokonani na polu wiedzy, mieli czynić wszystko, co było w ich mocy, aby pomniejszyć wysoki status Mułły Saida w oczach ludzi, a także śledzić jego ruchy, aby później go oskarżyć. Pewnego razu nie był on w stanie odmówić modlitwy porannej (ar. fadżr) we właściwym czasie. Kiedy jego przeciwnicy otrzymali wiadomość o tym, zaczęli rozpowszechniać pogłoski, jakoby Mułła Said przestał się modlić. Kiedy został zapytany: "Dlaczego wszyscy mówią o tobie to-a-to?", Mułła Said odpowiedział:
-Tak, bezpodstawne pomysły nie mogą rozprzestrzeniać się po świecie tak szybko. Popełniłem błąd i dlatego muszę stawić czoła karze dwojakiego rodzaju - pierwszym jest zganienie przez Boga, zaś drugim są insynuacje ogółu. Rzeczywistym powodem tego, że zaniedbałem błogosławiony obowiązek modlitwy, jest to, że uczyniłem swoim zwyczajem czytanie w nocy. Świat zewnętrzny dotknął owej prawdy, a ponieważ ludzie nie w pełni pojęli ów powód, jedynie przyklejono mi łatkę popełnienia tego błędu.
Kiedy Bediuzzaman przebywał w Sirvan, podszedł do niego pewien człowiek z okolic Sirt i powiedział:
-O, mój effendi, do Sirt przybył pewien człowiek będący z pozoru chłopcem w wieku czternastu czy piętnastu lat, który pokonał (w debacie - uz. red. pol.) wszystkich naszych uczonych. Przybyłem tu, by zaprosić cię do nas, abyś z kolei ty pokonał jego.
Mułła Said przyjął zaproszenie i zaczął czynić przygotowania do wyjazdu do Sirt. Po dwóch godzinach podróży zaczął wypytywać o wygląd i strój owego młodego hodży. Jego towarzysz odpowiedział:
-Mój effendi, nie znam jego imienia, ale kiedy przybył, nosił strój derwisza, a na ramiona miał zarzucone coś w rodzaju owczej skóry. Następnie przywdział strój ucznia i pokonał wszystkich naszych uczonych.
Kiedy Mułła Said usłyszał te słowa, uświadomił sobie, że ów człowiek mówi właśnie o nim i relacjonuje wydarzenia, jakie miały miejsce poprzedniego roku, lecz tamten, mieszkając w okolicznej wiosce, dopiero niedawno o nich usłyszał. Kiedy Said zdał sobie z tego sprawę, odrzucił zaproszenie.
Następnie Bediuzzaman odwiedził miasto Tillo w prowincji Sirt, gdzie wycofał się do grobowca pewnego sławnego człowieka. Tam w nadzwyczajny sposób zapamiętał słownik języka osmańskiego aż do litery S (sin w alfabecie arabskim). Kiedy zapytano go o to, dlaczego uczył się słownika na pamięć, odpowiedział słowami:
-Słownik objaśnia rozmaite znaczenia jednego słowa, a ja interesowałem się stworzeniem słownika synonimów, ukazującego, jak wielu słów można użyć dla wyrażenia jednego znaczenia.
Młodszy brat Saida, Mułła Mehmed, przynosił mu jedzenie do grobowca. Dając małe kawałki pożywienia z zupy mrówkom biegającym wokół grobowca, Mułła Said zadowalał się jedzeniem chleba, który jedynie maczał w zupie. Kiedy zapytano go: "Dlaczego dajesz te małe kawałeczki mrówkom?", odpowiedział:
-Ujrzałem, że owe mrówki posiadają świadomość życia społecznego, a ich działanie ukazuje dokładanie starań i wielkich wysiłków. Chciałem im pomóc w zamian za ich zapamiętanie w republikańskim działaniu.
Podczas procesu przed Sądem Karnym w Eskisehir, Nauczycielowi zadano pytanie: "Co myślisz o Republice?", a on odpowiedział:
-Moja biografia, którą macie w swoim posiadaniu, dowodzi tego, że byłem pobożnym republikaninem, zanim jeszcze urodził się ktokolwiek z was - z wyjątkiem być może przewodniczącego sądu w Eskisehir.
Po powtórzeniu wyżej wspomnianej "historii o mrówkach" kontynuował, mówiąc:
-Kalifowie Prawowierni byli zarówno kalifami, jak i prezydentami republiki. Z pewnością Abu Bakr As-Siddiq, dziesięciu towarzyszy, którym obiecano Raj, a także inni towarzysze Proroka (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich) byli niczym prezydenci republiki. Nie był to jednak tytuł pozbawiony znaczenia; byli oni przywódcami republiki religijnej, której znaczeniem są prawdziwa sprawiedliwość i wolność prawa szari'a.
Kiedy przebywał w Tillo, Mułła Said zobaczył w swoich snach Szejka 'Abd Al-Qadira Gajlaniego (niech jego tajemnica będzie uświęcona). Zwracając się do niego, Szejk Gajlani powiedział:
-Mułło Saidzie! Udasz się do naczelnika plemienia Miran, Mustafy Paszy [7], i zaprosisz go na drogę zbawienia. Doradzisz mu, aby położył kres swej tyranii, aby zaczął odprawiać modlitwę i trzymać się nakazów religii. Jeśli nie usłucha, zabijesz go.
Kiedy tylko się zbudził, Mułła Said rozpoczął przygotowania do podróży z Tillo do plemienia Miran. Po przybyciu na miejsce udał się wprost do namiotu Mustafy Paszy. Kiedy powiedziano mu, że pasza jeszcze nie przybył, spoczął. Wkrótce pasza wszedł do namiotu. Choć wszyscy obecni z uszanowaniem wstali, Mułła Said nie poruszył się nawet na cal, zwracając tym na siebie uwagę paszy, który zażądał od jednego z przywódców klanowych, Fettah-beja, aby ten powiedział mu, kim jest ten człowiek. Fettah-beja wyjaśnił, że jest to sławny Mułła Said. Pasza, który i tak nigdy nie lubił uczonych, wściekł się, jednak jeszcze nie wyraził otwarcie swoich uczuć, lecz zapytał Mułłę Saida, dlaczego ten się tutaj znajduje. Mułła Said odpowiedział:
-Przybyłem tu, aby nawrócić cię na drogę tego, co słuszne. Albo położysz kres swej tyranii i zaczniesz odprawiać modlitwę (ar. salat), albo zabiję cię.
Będąc niezwykle rozgniewanym, pasza wybiegł z namiotu. Po krótkim wytchnieniu wrócił i jeszcze raz zapytał Mułłę Saida, po co ten przybył. Mułła Said odpowiedział:
-Już ci powiedziałem, dlaczego tu jestem.
Wskazując na szablę Bediuzzamana, zawieszoną na filarze namiotu, pasza wykrzyknął:
-Czym mnie zabijesz, tą zardzewiałą szablą?!
-Tym, co tnie, nie jest szabla, lecz ręka, która ją trzyma!
Mustafa Pasza ponownie opuścił namiot, by ochłonąć. Kiedy wrócił, powiedział do Bediuzzamana:
-Mam w Cizre [8] wielu uczonych. Jeśli będziesz w stanie zwyciężyć w debacie ich wszystkich, będę czynił tak, jak mi powiesz. Jeśli jednak sam zostaniesz pokonany, utopię cię w Eufracie.
-Jak pokonanie wszystkich uczonych nie leży w mojej mocy, tak wrzucenie mnie do rzeki nie leży w twojej - odpowiedział Bediuzzaman.
-Kiedy skończę odpowiadać na pytania twoich uczonych, dasz mi coś: twój karabin Mausera. Jeśli nie dotrzymasz słowa, zastrzelę cię z niego.
Po tej wymianie zdań Bediuzzaman i pasza wyjechali konno do Cizre. W drodze pasza nie zamienił z Mułłą Saidem ani słowa. Kiedy przybyli do siedzib klanu Banu Hani, Bediuzzaman poczuł się śpiący ze zmęczenia (i zasnął - uz. red. pol.). Kiedy tylko się obudził, ze zdumieniem odkrył, że wszyscy uczeni z Cizre siedzą wokół niego, trzymając w rękach księgi. Po krótkiej rozmowie podano herbatę. Uczeni z Cizre byli już zaznajomieni ze sławą Mułły Saida. Z podziwem i zadziwieniem oczekiwali, aż Mułła Said zacznie odpowiadać na ich pytania; z kolei Mułła Said po wypiciu własnej herbaty zaczął pić herbatę uczonych siedzących obok niego. Byli tak pochłonięci myślami, że nawet tego nie zauważyli. Mustafa Pasza zwrócił się do nich, mówiąc:
-Nie jestem uczonym, lecz już widzę, że zostaniecie pokonani w debacie przez Mułłę Saida. Kiedy byliście tak pochłonięci myślami, że zapomnieliście o piciu herbaty, Mułła Said wypił własną herbatę, jak również opróżnił filiżanki dwóch czy trzech spośród was.
Po chwili błahej rozmowy z uczonymi Mułła Said powiedział:
-Szanowni panowie! [9] Złożyłem obietnicę, że nigdy i nikomu nie będę zadawał pytań. Jestem gotów, by przyjąć wasze pytania.
Uczeni zadali mu około czterdziestu pytań. Po tym, jak Mułła Said odpowiedział na wszystkie, stało się tak, że jedna z jego odpowiedzi nie była poprawna, zaś uczeni nie zdali sobie z tego sprawy. Kiedy wszyscy wyszli, Mułła Said pobiegł za nimi, aby im rzec: "Wybaczcie mi, lecz nie zdaliście sobie sprawy z tego, że jedna z moich odpowiedzi nie była poprawna", po czym udzielił właściwej odpowiedzi.
-Teraz całkowicie nas pokonałeś! - powiedzieli uczeni. Później niektórzy z nich przybyli do Mułły Saida, aby ten dawał im lekcje.
Mustafa Pasza, tak jak obiecał, oddał swój karabin Mausera i zaczął odprawiać modlitwę.
Siła fizyczna i zręczność Mułły Saida nie pozostawały w tyle za jego wyjątkowymi zdolnościami i zdumiewającą wiedzą. Lubił on zapasy i często mierzył się z uczniami w medresie, również w zapasach pozostając niepokonanym.
Pewnego dnia Bediuzzaman i Mustafa Pasza jeździli konno. Said nie wiedział o tym, że Mustafa Pasza zarządził, aby dano mu leniwego i nieprzeszkolonego konia, który nigdy wcześniej nie był ujeżdżany. (Bóg wie najlepiej, lecz prawdopodobnie celem takiego postępowania było, aby Said spadł z siodła i zabił się). Po przejechaniu stępa, Mułła Said, który miał wówczas szesnaście lat, chciał, aby koń przyspieszył, i puścił go w galop. Nagle koń zszedł z traktu, biegnąc w całkowicie przypadkowym kierunku. Choć Said nakazywał mu zatrzymać się, koń wciąż bez opamiętania galopował i pędem wbiegł na teren uczęszczany przez dzieci. Na drodze rozszalałego konia znalazło się dziecko szanowanego agi [10] Cizre. Koń stanął dęba, a przednimi nogami uderzył w pierś chłopca, przewracając go i pozostawiając leżącego bez ruchu na ziemi. Ludzie znajdujący się w pobliżu pospieszyli z pomocą rannemu chłopcu, a kiedy zdali sobie sprawę z tego, co się wydarzyło, chcieli zaatakować Mułłę Saida, aby mu odpłacić. Służący agi wyciągnęli sztylety i wymierzyli je w Mułłę Saida, który równocześnie wyciągnął swój karabin i powiedział do ludzi:
-Zaprawdę, Tym, Który odebrał dziecku życie, jest Bóg. Co się tyczy pozornej przyczyny, jest nią koń. Co się tyczy powodu, jest nim Mustafa Łysy (Mustafa Pasza), ponieważ to on dał mi tego konia. Pozwólcie mi zobaczyć chłopca. Jeśli zmarł, możemy walczyć później.
Mułła Said podniósł dziecko i wziął je w ramiona. Widząc, że chłopiec nie porusza się, zanurzył go w chłodnej wodzie. Dziecko otworzyło oczy i uśmiechnęło się, a wszyscy byli tym zdumieni.
Po owym wydarzeniu Bediuzzaman pozostał w Cizre przez krótki czas, po czym postanowił, że wraz ze swym uczniem, Mułłą Salihem, odwiedzi Biro, miejsce zamieszkane przez arabskich koczowników (Beduinów). Tam Mułła Said usłyszał, że Mustafa Pasza powrócił na dawną drogę tyranii. Wyruszył, aby stawić mu czoła, udzielić rady oraz zagrozić. Po gorącej rozmowie z Mustafą Paszą Mułła Said zagroził mu, mówiąc:
-Czy znowu jesteś tyranem? Zabiję cię przez wzgląd na Boga!
Zastępca paszy stanął między nimi. Mułła Said pogardliwie przemawiał do Mustafy Paszy, który w końcu nie mógł znieść siły jego słów i zaatakował Mułłę Saida, żeby go zabić, jednak przeszkodzili mu w tym agowie plemienia Miran. Wreszcie Abdulkarim, syn Mustafy Paszy, podszedł do Mułły Saida i powiedział:
-Jego przekonania nie są słuszne. Proszę, abyś na razie nas zostawił.
Mułła Said nie odmówił prośbie Abdulkarima. Odszedł samotnie i skierował się ku pustyni Biro, na której żyli Beduini. Po drodze napotkał
beduińskich rozbójników. Mułła Said wystrzelił z karabinu w powietrze, aby się rozpierzchli, a uzbrojeni tylko we włócznie Beduini uciekli. W dalszej podróży jego szlak przecięła druga grupa rozbójników, lecz tym razem mieli większą przewagę liczebną. Otoczyli Mułłę Saida, a kiedy już mieli go zabić, jeden z nich zwrócił na niego uwagę i powiedział:
-Widziałem tego człowieka u plemienia Miran. Jest dobrze znany.
Beduini natychmiast cofnęli się i poprosili Mułłę Saida, aby im wybaczył. Zaproponowali mu, że będą go eskortować przez niebezpieczne tereny, przez które miała prowadzić jego podróż, jednak Mułła Said odrzucił tę ofertę i samotnie ruszył dalej.
Po kilku dniach przybył do Mardin. Uczeni z Mardin bezskutecznie starali się rzucić mu wyzwanie w debacie, aż zgodzili się na to, by przyjąć owego chłopca - który posiadał tak wzniosły poziom wiedzy, a był tak młody, jak niektóre spośród ich własnych dzieci - jako swego nauczyciela.
Później Mułła Said napotkał dwóch uczniów, którzy byli gośćmi w Mardin. Jeden z nich był zwolennikiem Dżamal ad-Dina al-Afghaniego, zaś drugi - tariki Sanusijja. Dzięki owym uczniom zapoznał się z metodami Dżamal ad-Dina oraz tariki Sanusijja.
W młodym wieku Mułła Said wkroczył do życia politycznego i zaczął służyć krajowi oraz narodowi. Jego pierwsze zetknięcie się z życiem politycznym miało miejsce w Mardin. Z powodu jego zaangażowania w politykę, rządzący twardą ręką gubernator zesłał go do Bitlis ze skutymi rękami i pod eskortą policji. W pewnej chwili podróży nastał czas modlitwy i Said przypomniał policjantom, aby odpięli jego kajdanki, by mógł się pomodlić. Kiedy policjanci odmówili, sam szybko otworzył kajdanki i rzucił je na ziemię. Zaszokowani tym, czego byli świadkami, policjanci uznali to za cud (tur. keramat) i pokornie powiedzieli:
-Do tej pory byliśmy twoimi strażnikami, odtąd jesteśmy twoimi sługami .
Kiedy Mułła Said przebywał w Bitlis, ktoś poinformował go o tym, że gubernator oraz pewni urzędnicy pili alkohol. Rozgniewany tą wiadomością rzekł:
-Nie mogę pogodzić się z tym, że w pobożnej prowincji, takiej jak Bitlis, ludzie reprezentujący rząd zachowują się w taki sposób!
Poszedł, aby zobaczyć się z owymi urzędnikami i przyłapał ich na gorącym uczynku. Said najpierw przytoczył hadis mówiący o zakazie picia alkoholu, a później przemawiał dalej, używając gorzkich słów. Przewidując, że gubernator rozkaże swoim ludziom, by go zastrzelili, trzymał dłoń w pobliżu rękojeści rewolweru, jednakże gubernator, będąc nadzwyczaj cierpliwym i starannym człowiekiem, potraktował go łaskawie i nie powiedział ani słowa. Po tym, jak Said wyszedł, zastępca gubernatora pobiegł za nim i z niepokojem powiedział:
-Co uczyniłeś? Twoje słowa doprowadzą do tego, że zostaniesz stracony!
-Nie sądzę, żeby miało skończyć się moją egzekucją, myślę, że karą będzie uwięzienie lub wygnanie - odpowiedział młody Said. - Tak czy inaczej, jakaż szkoda miałaby wyniknąć z tego, że zostanę zabity za próbę powstrzymania grzesznego uczynku?
Dwie godziny po owym wydarzeniu oficerowie policji wezwali Bediuzzamana, aby zabrać go do gubernatora. Kiedy weszli do pokoju gubernatora, ten z szacunkiem powinszował młodemu Saidowi i chcąc ucałować jego dłoń, powiedział:
-Każdy ma swego nauczyciela (tur. Ustad), a ty jesteś moim nauczycielem.
Młody Said ze swej natury nigdy nie mógłby znieść życia pod nakazami despotycznego prawa ani też tego, by jego działania miały być ograniczane w jakikolwiek sposób. Poszukiwał wolności we wszystkich jego działaniach i w każdym czasie, i zawsze mówił: "Nigdy nie pozwoliłbym na to, by samowolne prawa ograniczały moją wolność". Z tego powodu później, kiedy przebywał w Stambule, odrzucał nakładanie jakichkolwiek ograniczeń na jego działania, a owa cecha była wyróżniającą się w każdym aspekcie życia Bediuzzamana. To samo umiłowanie wolności i odrzucanie wszelkich ograniczeń zaowocowało podjęciem przez niego obrony przeciwko pochodzącym z Europy atakom ateizmu i zbłądzenia w drugiej połowie jego życia. Nigdy nie poddał się zasadom absolutnego despotyzmu biorącym początek z filozofii naturalistów, która jest sprzeczna z Koranem. Nie podporządkowując się takim prawom, pracował na rzecz prawowitej wolności i modelu cywilizacji zalecanego przez islam.
Kiedy przybył do Bitlis, Mułła Said miał mniej więcej piętnaście czy też szesnaście lat i osiągnął wiek dojrzałości. Do tego czasu jego wiedza przyjęła kształt znaczeń (tur. sunuhat) inspirowanych jego sercem i nigdy
nie czuł on potrzeby podjęcia uciążliwych studiów. Jednakże czy to z powodu osiągnięcia dojrzałości, czy to z powodu zaangażowania się w życie polityczne stan bycia zainspirowanym znaczeniami oznajmionymi jego sercu zaczął zanikać. W rezultacie Mułła Said rozpoczął badanie i studiowanie ksiąg wszelkiego rodzaju nauk. Skupiając się na obaleniu wątpliwości wysuwanych przeciwko islamowi, zapamiętał czterdzieści ksiąg dotyczących takich nauk, jak gramatyka i składnia (ar. odpowiednio sarf i nahł) na poziomie uniwersyteckim (ar. 'ilm al-'alija), egzegeza koraniczna (ar. tafsir) czy teologia (ar. 'ilm al-kalam). Zaprawdę, czytając codziennie, każdą księgę, jaką zapamiętał, powtarzał raz na trzy miesiące.W owym punkcie swego życia Mułła Said doświadczał dwóch sprzecznych stanów.
Pierwszy: w chwilach, gdy miał szeroki umysł, był w stanie mistrzowsko opanować każdą księgę, jaką wziął do ręki.
Drugi: w chwilach, kiedy jego umysł był skurczony, nie lubił nawet odzywać się, nie mówiąc już o studiowaniu.
Mułła Said zaczął uczyć się na pamięć Koranu, czytając każdego dnia jeden lub dwa dżuzy [11]. Poprzez zapamiętywanie dwóch dżuzów każdego dnia nauczył się na pamięć znacznej części Koranu, jednakże nie ukończył uczenia się go na pamięć, a to dla dwóch następujących powodów, o jakich oznajmiono jego sercu:
Jednym z owych powodów było to, że Bediuzzaman nie chciał okazać Koranowi braku szacunku, czytając go pospiesznie. Innym był fakt, że jego serce skłaniało się ku temu, by uznać za priorytet prawdy Koranu i to na nich się skupić. To było powodem, dla którego poprzestał na zapamiętaniu czterdziestu ksiąg odnoszących się do mądrości islamu i jego nauk, które były kluczami do Koranu, które mogły być obroną i odpowiedzią na wszelkie wątpliwości. Poprzez powtarzanie każdego dnia części tego, co zapamiętał, mógł wyrecytować z pamięci [12] wszystkie czterdzieści ksiąg podczas każdych trzech miesięcy.
Zaczął uczyć się na pamięć księgi zwanej Mirqat, jednakże bez adnotacji i komentarzy do niej. Następnie porównał swe spojrzenie na ową księgę z tym, jakie ukazują adnotacje i komentarze, i odkrył, że zgadza się wszystko z wyjątkiem trzech punktów. Ów aspekt osobowości Bediuzzamana również zdobył sobie poklask i uznanie uczonych.
Pewnego dnia ktoś okłamał go, mówiąc, że szanowny Szejk Mehmed Kufrevi rzucił na niego klątwę. Mułła Said udał się zatem do szejka, aby go odwiedzić. Szejk komplementował go i dawał mu lekcje w czasie, przez jaki Bediuzzaman tam pozostał. Były to ostatnie (oficjalne) lekcje, jakie otrzymał (od kogo innego - uz. red. pol.) Mułła Said.
Pewnej nocy Mułła Said ujrzał szanownego Szejka Mehmeda Kufrevi we śnie. Szejk rzekł do niego:
-Mułło Saidzie, przybądź, aby mnie odwiedzić. Odchodzę.
Mułła Said natychmiast wyruszył, aby zobaczyć szejka, lecz jedynie po to, aby odkryć, że szejk już odpłynął. Obudziwszy się z tego snu, Mułła Said zobaczył, że jest siódma wieczorem, i odpoczywał dalej, jednakże rano usłyszał żałobne płacze dochodzące z domu szejka. Odwiedziwszy jego dom, dowiedział się, że szejk zmarł o siódmej wieczorem. Pełen smutku, Bediuzzaman powrócił do siebie.
«Zaprawdę, do Boga, i zaprawdę, do Niego powrócimy!»
Oby Bóg się nad nim zmiłował, amen!
Odbierając rozmaite lekcje dotyczące wiedzy i nauki od tak wielkich i wzniosłych uczonych i szejków, jak Sajjid Nur Mehmed, Abdurrahman Tagi, Szejk Fehim czy Szejk Mehmed Kufrevi, Mułła Said czuł przemożne uczucie dla nich wszystkich. Spośród uczonych czuł wielką sympatię również do Szejka Amina Effendiego, Mułły Fethullaha i Szejka Fethullaha Effendiego.
Jako że w Van nie było wówczas żadnych uczonych, Mułła Said wyjechał do Van na zaproszenie Hasana Paszy. Następne piętnaście lat miał spędzić, podróżując między plemionami zamieszkującymi tę prowincję, udzielając rad i dając lekcje. Przez ten czas utrzymywał dobre stosunki z gubernatorem i urzędnikami. Zdał sobie sprawę z tego, że tradycyjna forma teologii (ar. kalam, tur. kelam) nie wystarczy, aby obalić wątpliwości i obawy dotyczące islamu, zatem docenił potrzebę studiowania nauk współczesnych .
Po uświadomieniu sobie tego, Bediuzzaman zaczął studiować wszystkie nauki, jakie określa się szerokim pojęciem "nauk współczesnych". W bardzo krótkim czasie zbadał podstawy takich nauk, jak historia, geografia, matematyka, geologia, fizyka, chemia, astronomia i filozofia. Dogłębnie przestudiował owe nauki, formalnie nie posiadając nauczyciela, jedynie dzięki własnym staraniom.
Pewnego razu przygotowywał się do debaty z nauczycielem geografii, w wyniku czego na dwadzieścia cztery godziny przed ich spotkaniem nauczył się na pamięć księgi poświęconej geografii. Następnego dnia pokonał owego nauczyciela w debacie, która miała miejsce w rezydencji gubernatora Van, Tahira Paszy [13]. Innym razem w ciągu piętnastu dni zapamiętał i mistrzowsko opanował naukę chemii nieorganicznej i zwyciężył w debacie nauczyciela chemii.
Ludzie wiedzy, którzy byli świadkami owych cudów jego zdolności oraz głębi jego wiedzy, nadali Mulle Saidowi przydomek "Bediuzzaman" [14]. Przez cały czas, jaki spędził w Van, poprzez wszystkie idee i studia, jakie odbył, dzięki jego doświadczeniu zyskanemu dzięki zbadaniu różnych metod i punktów widzenia szkolnictwa i edukacji religijnej - przy rozważaniu zasadniczych potrzeb współczesności - rozwinął on unikalną metodę nauczania. Ową metodą było oświecanie jego uczniów zrozumieniem epoki poprzez wykorzystywanie najnowszych sposobów objaśniania oraz wyrażania dowodów prawd religijnych.
Kiedy Mułła Said przebywał w Van, niektóre z jego osobistych zasad nie były zgodne ze zwyczajem uczonych owego regionu , a były one następujące:
1. Nigdy nie przyjmować zapłaty, podarunków, a nawet odrzucać wynagrodzenie, niezależnie od tego, ktokolwiek by je ofiarował. Zaiste, przez wszystkich został zaświadczony fakt, że Nauczyciel nigdy nie miał żadnego majątku przypisanego do swego imienia i żył w niedoli, pośród przerażających nieszczęść, w ubóstwie, odosobnieniu, wciąż na zesłaniu lub w więzieniu, a jednak nigdy nie przyjmował od nikogo pieniędzy lub podarunków, nie dając czegoś w zamian.
2. Nigdy nie zadawać pytań żadnemu uczonemu. Przez dwadzieścia lat Bediuzzaman zawsze udzielał odpowiedzi na pytania, jakie zadawano jemu. Oto, jaki był jego komentarz w tej kwestii: "Nigdy nie kwestionowałem wiedzy uczonych, zatem nie było stosowne, bym zadawał im pytania. Każdy, kto kwestionuje moją wiedzę, może rzucić mi wyzwanie i przepytać mnie, abym mógł odpowiedzieć na jego pytania".
3. Zgodnie z tym, co sam praktykował, Mułła Said zabronił również swoim uczniom przyjmowania jałmużny (ar. zakat)\lub podarunków. Uczył ich również, aby pracowali, mając na względzie jedynie zadowolenie Boga. Zaprawdę, przez większość czasu sam wspierał swych uczniów, dostarczając im środków na życie.
4. Pozostać nieżonatym i nie wiązać się z żadną rzeczą tego świata. Z tego powodu miał powiedzieć: "Gdziekolwiek pójdę, powinienem być zdolny do tego, by nieść w ręku cały swój dobytek". Zapytany o to, dlaczego tak postępował, miał powiedzieć: "Nadejdzie czas, w którym na tę moją praktykę będzie spoglądać się z zazdrością. Po drugie, majątek i bogactwo nie sprawiają mi żadnej przyjemności. Postrzegam ten świat jako gospodę".
Podczas czasu, jaki Bediuzzaman spędził w Van, zmarły później Tahir Pasza czytał księgi napisane w Europie i przygotowywał pytania, by zadać je Nauczycielowi. Choć Mułła Said nigdy wcześniej nie widział żadnej z owych ksiąg i choć dopiero niedawno nauczył się języka tureckiego, odpowiadał bez wahania. Pewnego dnia natknął się na owe księgi i uświadomił sobie, że to na ich podstawie Tahir Pasza przygotowywał swoje pytania. W krótkim czasie mistrzowsko opanował zawartość ksiąg z owego zbioru.
Jego największą ambicją i ideą owego czasu było wybudowanie w Van uniwersytetu, który chciał nazwać Medresetu'z-Zehra. Ów uniwersytet miał przypominać egipski Uniwersytet Al-Azhar. Bediuzzaman zawsze myślał o sposobach na to, aby zrealizować swą ideę i przejść od planu do projektu.
Latem Nauczyciel dla chwili wytchnienia udawał się w góry Basit i Beytussebap. Pewnego dnia powiedział Tahirowi Paszy, że nawet w lipcu szczyty gór pokrywa śnieg. Tahir Pasza odrzucił zaakceptowanie takiego twierdzenia, mówiąc: "Z pewnością w lipcu nie może tam leżeć śnieg". Pewnego dnia, będąc w górach, Mułła Said przypomniał sobie tę rozmowę i napisał do Tahira Paszy, w pierwszym liście, jaki napisał po turecku: «Paszo, na szczycie Basit leży śnieg. Nie odrzucaj tego, czego nie możesz zobaczyć. Nie można ograniczyć wszystkiego do twojej wiedzy. To wszystko».
Kiedy tylko Mułła Said słyszał jakiekolwiek wiadomości o konflikcie między dwoma stronnictwami, natychmiast odpowiadał, ofiarowując obu stronom przewodnictwo i mediację, i w krótkim czasie doprowadzał do pokoju między nimi. Zaprawdę, był on w stanie załagodzić spór między Seker Agą a naczelnikiem plemienia Miran, Mustafą Paszą, czego nie mógł dokonać nawet rząd. Kiedy Bediuzzaman zwrócił się do Mustafy Paszy, aby zapytać: "Czy jeszcze nie zawróciłeś ze swych dawnych dróg?", Mustafa Pasza odpowiedział:
-Seyda! [15] Pójdę za tym, co mi powiesz, cokolwiek to będzie.
Mustafa Pasza ofiarował Bediuzzamanowi konia i pewną sumę pieniędzy, lecz ten odrzucił podarunek, mówiąc:
-Czy jeszcze nie słyszałeś? Od nikogo nie przyjmuję pieniędzy. Jak mógłbym w ogóle przyjąć pieniądze tyrana takiego jak ty? Wygląda na to, że złamałeś przysięgę, w której obiecałeś nie wracać na swe dawne drogi, a to znaczy, że prawdopodobnie nie wrócisz już do Cizre.
Później Mułła Said otrzymał wiadomość, że Mustafa Pasza zmarł w drodze do Cizre.
Bediuzzaman posiadał nadzwyczajną zdolność pojmowania matematyki. Był w stanie bardzo szybko rozwiązać w pamięci najbardziej złożone kwestie. Posiadał nawet księgę traktującą o nauce, jaką jest algebra. Kiedy tylko w obecności Tahira Paszy pojawiały się problem lub debata dotyczące kwestii wymagających obliczeń, Bediuzzaman był w stanie wykonać owe obliczenia w pamięci, zanim jakikolwiek zręczny matematyk mógłby udzielić odpowiedzi. Wielokrotnie brał udział w takich konkursach i zawsze w nich zwyciężał. Pewnego razu postawiono przed nim następujące zagadnienie:
-Załóżmy, że mamy piętnastu muzułmanów i piętnastu niemuzułmanów, i załóżmy, że chcemy za każdym razem losowo wybierać spośród nich nie-muzułmanina. Jaką sekwencję musiałbyś zastosować, aby osiągnąć pożądany wynik?
Bediuzzaman odpowiedział, że istnieją sto dwadzieścia cztery możliwe kombinacje, a następnie kontynuował, mówiąc:
-Mogę opracować scenariusz nawet bardziej skomplikowany od tego. Mogę opracować taki, który będzie wymagał zastosowania dwóch tysięcy pięciuset kombinacji.
W ciągu dwóch godzin opracował takie permutacje dla pięćdziesięciu nie-muzułmanów pośród stu ludzi, by wybór za każdym razem padał na nie-muzułmanina. Opracował nawet odpowiednią sekwencję dwóch i pół tysiąca kombinacji dla przypadku, w którym mamy pięciuset niemuzułmanów z tysiąca ludzi, a następnie spisał owe permutacje w formie traktatu, by przedstawić go Tahirowi Paszy .
W Van Bediuzzaman dla pozyskania wiadomości czytał pewne gazety wraz z gubernatorem Tahirem Paszą. Szczególną uwagę zwracał na wiadomości związane z islamem. W Van rozpoczął zdobywanie wiedzy w temacie stanu świata islamu. Pewnego dnia Tahir Pasza pokazał mu przerażające wiadomości pochodzące z jednej z gazet, która pisała:
Sekretarz Stanu do spraw kolonii, trzymając w ręku Szlachetny Koran, wygłosił w brytyjskim parlamencie mowę, w której powiedział:
«Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy nie będziemy w stanie zapanować nad nimi. Musimy zrobić wszystko, co tylko jest konieczne, aby albo odebrać im Koran, albo sprawić, by odwrócili się od Koranu».
Owe przerażające wiadomości wywarły w przypadku Bediuzzamana efekt niemożliwy do opisania. Jego zdolności stanęły w ogniu jak od uderzenia pioruna, a jego emocje i zdolności zostały postawione w stan alarmu. Usłyszawszy to, Bediuzzaman, który stał się odbiorcą takich Bożych łask i przymiotów, jak wiedza, pojmowanie, szczerość intencji (ar. ichlas), odwaga i męstwo, zbudził w swej duszy żarliwe pragnienie, które natchnęło go do tego, by oznajmić:
«Udowodnię i ukażę światu, że Koran jest niczym duchowe słońce, które nigdy nie zajdzie i nigdy nie można go zgasić» .
Sześćdziesiąt pięć lat temu, kiedy Said Nursi przebywał w Van z gubernatorem Tahirem Paszą, natknął się na gazetę, w której przeczytał, że Sekretarz do spraw kolonii, trzymając w ręku Koran, powiedział w brytyjskim parlamencie: "Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy prawdziwie nie zapanujemy nad nimi. Musimy albo odebrać im Koran, albo sprawić, by odwrócili się od Koranu". Owe wiadomości zbudziły w duszy Nauczyciela potężny zapał do dokładania niekończących się starań. To palące pragnienie sprawiło, że Bediuzzaman zapragnął udowodnić każdemu cudowność Koranu, dlatego powziął mocne postanowienie i przysiągł, że całkowicie uciszy niewiernych. Poprzez piętnaście lat, jakie spędził w Van, powtórzył w pamięci ponad osiemdziesiąt ksiąg, jakie całkowicie zapamiętał i z jakimi się zapoznał, wraz ze wszystkimi niezbędnymi szczegółami dotyczącymi ówczesnego stanu świata islamu.
Jego wyjątkowe inteligencja i wiedza, którymi został obdarowany w tak młodym wieku, ukazują, że Bediuzzaman był uczonym, który nie miał sobie równych i przewyższał innych. Został obdarowany mądrością Koranu, a jego zdolności cechowały się stałością i dążeniem do sprostania wymaganiom obecnego stulecia. Był on zdolny do tego, aby udowodnić cudowność Koranu całemu światu i przekonać o niej cały świat.
Jak wspaniałe drzewo wyłaniające się z najmniejszego z nasion jasno wskazuje na moc Boga, tak takim nasieniem stały się życie i służba Bediuzzamana, który nie posiadał żadnej materialnej potęgi, był prześladowany, a jego ręce były związane. W najbardziej przerażającym okresie historii pojawił się on wraz z przesłaniem duchowego, powszechnego i ogólnoświatowego rozwoju, które wywarło znaczący wpływ, zmieniając sposób myślenia ludzi w Anatolii, w świecie islamu i na całym świecie. To wszystko jasno ukazało sercom i umysłom, że to, co się stało, stało się dzięki Bożej wszechmocy, dzięki temu, że Bóg wyznaczył Nauczyciela do tego zadania, i dzięki Bożemu przewodnictwu.
Zaprawdę, o tym Bożym przewodnictwie w odniesieniu do służby na rzecz wiary Bediuzzaman wspomniał w jednym ze swych dzieł. Oto, co powiedział dla potwierdzenia owego błogosławieństwa:
"Na początku Wielkiej Wojny (tj. pierwszej wojny światowej - przyp. red. pol.) widziałem w wizji, która była prawdą, że znajduję się u podnóża sławnej góry Ararat. Nagle góra wybuchła, a jej odłamki, które same były wielkości gór, zostały rozrzucone po całym świecie. Ujrzałem, że w tym strasznym położeniu jest ze mną moja matka, której powiedziałem: 'Nie lękaj się! To dzieje się na rozkaz Wszechmocnego Boga, a On jest Najbardziej Litościwy i Wszechmądry'.
Nagle, wciąż będąc w tym samym położeniu, ujrzałem wielce ważnego człowieka, który rozkazał mi:'Głoś cudowność Koranu!'
Zbudziłem się i pojąłem, że nadchodzi wielki wybuch i wstrząs, który zniszczy mury wzniesione wokół Koranu. Wówczas Koran zostanie zaatakowany i będzie bronił się sam, a jego cudowność będzie dla niego zbroją ze stali, zaś ktoś taki jak ja zostanie w owym czasie wyznaczony, w sposób dalece wykraczający poza jego zdolności, do ukazania innym jednego z rodzajów cudowności Koranu. Pojąłem, że już zostałem wyznaczony do tego zadania".
Bediuzzaman przybył do Stambułu, aby realizować swój plan utworzenia uniwersytetu zwanego Medresetu'z-Zehra, i rozpoczął działania na rzecz założenia tej uczelni, czy to w Van, czy to w Diyarbakir. Oto słowa użyte przed dziennikarza, który opisał przybycie Bediuzzamana do Stambułu: "Ognista kula inteligencji z urwistych gór Wschodu wzeszła ponad horyzontem Stambułu".
Przed wyjazdem Nauczyciela do Stambułu Tahir Pasza poczynił następujący komentarz:
-Jesteś w stanie pokonać uczonych Wschodu. Czy sądzisz, że możesz dostać się do Stambułu i rzucić wyzwanie wielkiej rybie, jaka pływa w tamtym oceanie?
Kiedy tylko przybył do Stambułu, Bediuzzaman zaprosił uczonych do debaty. Sławni uczeni Stambułu przybywali całymi grupami, by go odwiedzić, i odkrywali, że otrzymują poprawne odpowiedzi na wszystkie pytania, jakie mu zadawali. Jego zamysłem w tym wszystkim było zwrócenie uwagi na działania na rzecz nauki i wiedzy we wschodniej Anatolii, jednakże w żaden sposób nie przejawiał on egocentryzmu, a swych działaniach zawsze był wolny od jakiegokolwiek stopnia pompy czy ostentacji. Był cudem pod względem swych wiedzy, męstwa, pamięci i inteligencji, a w tym samym, jeśli nie większym stopniu, ukazywał całkowitą szczerość wiary i intencji. Nigdy nie pochwalał sztuczności i zarozumialstwa. Oto, co napisał na drzwiach swego domu w Stambule:
«Tu są rozwiązywane wszystkie problemy. Tu odpowiada się na wszystkie pytania, lecz nie zadaje się żadnych pytań».
Ważnym jest, aby w tym miejscu dodać, co następuje:
Jeśli chodzi o służbę Saida Nursiego na rzecz religii islamu i Koranu, to w ciągu ostatnich trzydziestu czy czterdziestu lat jego życia Ruch Światła został obdarowany nadzwyczajnym miłosierdziem i wsparciem Boga Jedynego. Ogólnoświatowy duchowy dżihad i służba Ruchu Światła na rzecz Koranu uczyniły to jasnym, a Bediuzzaman później, po otrzymaniu pewnego duchowego napomnienia, napisał, że jego życiem rządził określony porządek. Jako że został on przeznaczony do tego, by wykonać doniosłą służbę na rzecz Koranu, kładąc podwaliny pod ową służbę, dzięki nadzwyczajnej ochronie Boga, będąc wyposażonym w zadziwiające inteligencję i geniusz, Said zaangażował się w ową służbę pełnioną w najtrudniejszych warunkach. Jak podkreślono we wstępie do jego biografii, na jego życie należy patrzeć z tej perspektywy. Zaprawdę, jeszcze przed Deklaracją Wolności miał on poinformować swych uczniów i przyjaciół, że powstanie ruch, który wykona doniosłą służbę na rzecz Koranu, mówiąc: "Widzę wstające światło i patrzę w przyszłość z wielką nadzieją".
Dzięki swej dalekowzroczności dostrzegł obecną służbę Ruchu Światła i założył, że wyłoni się ona ze świata polityki, zatem przebywając w Stambule dokładał wszelkich wysiłków, aby upewnić się, że politycy działają tak, by służyć Koranowi.
Uczeni mieli przybywać całymi grupami, by go odwiedzić, i otrzymywać odpowiedzi na swe pytania. Dostarczając odpowiedzi na wszystkie pytania dzięki swemu wspaniałemu uzdolnieniu, przekonującym i wymownym językiem, ze zdumiewającymi postępowaniem i manierami, wkrótce zyskał podziw i uznanie ludzi wiedzy, którzy ujrzeli, iż całkowicie zasługuje on na przydomek "Bediuzzaman" i opisywali go jako "rzadki cud stworzenia".
W tym czasie zdarzyło się, że jeden ze sławnych najważniejszych uczonych egipskiego Uniwersytetu Al-Azhar, Szejk Bahit Effendi, odwiedził Stambuł. Uczeni Stambułu, którzy nie mogli równać się z jego płomienną inteligencją, powiedzieli mu o Bediuzzamanie Saidzie Nursim, który przybył z urwistych gór Kurdystanu i poprosili Szejka Bahita, aby pokonał go w debacie. Szejk Bahit zgodził się i poszukiwał odpowiedniej sposobności do wymiany pytań. Kiedy usiedli razem w herbaciarni po odprawieniu modlitwy w meczecie Aya Sofia, a była przy tym obecna również grupa uczonych (ze Stambułu - uz. red. pol.), Szejk Bahit skorzystał z okazji, aby zadać Bediuzzamanowi następujące pytanie:
-Co powiesz o Europie i Państwie Osmańskim? Co myślisz na ten temat?
Zamiast kwestionować sprawdzoną wiedzę Nauczyciela i jego nadzwyczajny intelekt, Szejk Bahit chciał dzięki temu pytaniu zobaczyć zakres wiedzy Bediuzzamana, aby wyrazić uznanie dla jego poglądu na bieg wydarzeń politycznych na świecie. Odpowiedź Bediuzzamana na to pytanie była następująca:
- Zaprawdę, Europa jest ciężarna i pewnego dnia da życie państwu islamskiemu. Zaprawdę, państwo Osmanów jest ciężarne i pewnego dnia da życie Europie .
Po usłyszeniu tej odpowiedzi Szejk Bahit powiedział:
-Ten młody człowiek jest zbyt dobry na to, by prowadzić z nim debatę. Miałem w tej kwestii takie samo zdanie, lecz wyrażenie go z taką zwięzłością i elokwencją może być jedynie dziełem Bediuzzamana.
Życie Bediuzzamana w Stambule było pod pewnymi względami życiem politycznym. Utrzymywał on, że polityka stanie się narzędziem służącym islamowi, a jego zaangażowanie w sprawy polityczne było bezpośrednim wynikiem namiętnego pragnienia, by służyć islamowi. Zawsze był zwolennikiem wolności i nigdy nie powstrzymywał się przed wyrażaniem swego sprzeciwu wobec młodoturków [16] z powodu ich niesprawiedliwości. Powiedział im bez wahania:
-Wyrządziliście krzywdę religii, znieważyliście dostojeństwo Jedynego Boga i zanegowaliście prawo szariatu. Poniesiecie straszne konsekwencje.
Po Deklaracji Wolności wraz ze swymi dokładającymi starań przyjaciółmi założył stowarzyszenie o nazwie Związek Muhammada. W krótkim czasie owo stowarzyszenie objęło szersze kręgi. Zaprawdę, po zaledwie jednym artykule Bediuzzamana dołączyło do niego pięćdziesiąt tysięcy członków z regionów Adapazari i Izmitu.
Bediuzzaman argumentował, że wolność nie powinna być niewłaściwie interpretowana, a konstytucjonalizm był postrzegany przez prawo szari'a jako słuszny. Na te tematy miał napisać całe kolumny w pismach religijnych, a także wygłaszać mowy. Owe artykuły i mowy były nadzwyczajne, a to za sprawą używanych terminów, elokwencji i mocy przekonywania. Ludzie wiedzy i polityki wielce skorzystali z owych artykułów i lekcji wygłaszanych przez Saida Nursiego, w których miał oznajmiać, że narodowe przebudzenie, którego doświadczono, przyniosło dobrą nowinę o tym, że nad Anatolią i Azją wstanie prawdziwy świt szczęśliwości. Podkreślał ważność tego, by nie
przegapić tej okazji, a także pilną potrzebę stosowania się do nakazów i zakazów szariatu. Bediuzzaman ostrzegał: "Jeśli nie przyjmiemy konstytucjonalizmu wraz z wolnością, jaką nakazuje szariat, jeśli nie zastosujemy go w ten sposób, stracimy ową okazję, a konstytucjonalizm ustąpi miejsca absolutystycznemu autorytaryzmowi".
W tym miejscu zamieszczamy fragmenty niektórych z owych przemówień i artykułów.
(Poniżej znajduje się część niezapisanego przemówienia Saida Nursiego, jakie wygłosił on trzeciego dnia po ogłoszeniu wolności, a powtórzył na Placu Wolności w Salonikach. Jest to transkrypcja przemówienia, jakie ukazało się w gazetach).
O, wolności szariatu! Twe wezwanie jest uderzające, lecz tak piękne; przynosi ono tak dobrą nowinę jak ta, że zbudziłaś nawet takiego Beduina, jak ja sam, który spał poza zasłoną niedbalstwa. Gdyby nie ty, ogół społeczeństwa i ja sam pozostalibyśmy więźniami. Daję ci dobrą wiadomość o tym, że będziesz żyć wiecznie. Oznajmiam ci dobrą wiadomość o tym, że jeśli uczynisz szariat - który sam w sobie jest życiem - źródłem twego życia, jeśli będziesz wzrastać w owym raju, ten uciskany naród rozwinie się po tysiąckroć bardziej niż w dawnych czasach, jednakże tylko wtedy, kiedy z wiarą przyjmie cię za swego przewodnika i nie splami cię osobistymi urazami i myślami o zemście.
O, Panie! Cóż za przyjemność się kończy i cóż za pięknym odrodzeniem jest uczynienie tej epoki przedstawiającą małą próbkę prawdy słów:
Odradza się dawna cywilizacja, która została pogrzebana we wszystkich zakątkach Azji i Rumelii [17]. Ci, którzy uganiają się za
własnym interesem, szerząc to, co przynosi ogólną szkodę, i pożądając despotyzmu, zaczęli mówić:
[18]
Po cudownych narodzinach tego nowego rządu konstytucyjnego, in sza'a-llah [19] w ciągu roku ukażemy tajemnicę słów:
[20]
Oto nagroda za post milczenia, jakiego przestrzegaliśmy przez trzydzieści lat, cierpliwie zdając się na Boga. Z całkowitą łatwością otworzyły się bramy wiodące do raju postępu i cywilizacji. Przykazania szariatu, które są najlepszym punktem wyjściowym dla niezawisłości tego narodu, są niczym strażnik, który zaprasza nas, abyśmy weszli do tego raju. O, uciskani bracia z tego narodu! Chodźmy, wejdźmy do niego!
Pierwsze drzwi to jedność serc wewnątrz sfery szariatu. Drugie to umiłowanie narodu.
Trzecie to edukacja. Czwarte to ludzkie starania.
Piąte to wyrzeczenie się rozpusty.
Inne pozostawiam waszej inteligencji. (...)
Strzeżcie się, o bracia z tego narodu!, abyście ponownie nie zabili tej sposobności poprzez rozpustę i opieszałość. Konstytucja zbudowana na znamienitym prawie szari'a stała się niczym 'Azra'il [21] i zabiła wszelkie zepsute myśli, haniebne cechy moralne, podstępy Szatana i działania pochlebców. Strzeżcie się, o bracia z tego narodu!, abyście nie ożywili ich poprzez marnotrawstwo, niedozwolone przyjemności, a także przez postępowanie sprzeczne z szariatem.
Oznacza to, że do niedawna rozkładaliśmy się w naszych grobach, jednak teraz, dzięki jedności tego narodu i konstytucji, przeszliśmy do stanu poczęcia w łonie matki i będziemy rozwijać się i wzrastać. Aby nadgonić sto lat postępu, które przegapiliśmy,in sza'a-llahdzięki cudowi naszego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) wsiądziemy do pociągu konstytucji zgodnej dzięki naszym uczynkom z prawem szari'a, a dzięki naszym umysłom dosiądziemy cudownego wierzchowca Al-Burak wzajemnej narady, jaką nakazuje szariat.
Gdy szybko pokonamy tę przerażającą pustynię, będziemy konkurować z cywilizowanymi narodami jak równy z równym,
ponieważ one są prowadzone drogą wozów zaprzężonych w woły, a my prześcigniemy je w jednej chwili, dosiadając takich pojazdów, jak pociągi i sterowce. Dzięki wsparciu prawdy islamu, która jest zbiorem dobrych cech moralnych, naturalnych zdolności, blasku wiary i głodu ułatwiającego trawienie, dalece prześcigniemy owe narody, tak jak prześcignęliśmy je wcześniej.
Z poczuciem obowiązku, jakie zostało mi dane, kiedy byłem uczniem, a także za zezwoleniem przyznanym przez wolność, mówię, co następuje:
O, dzieci tego narodu! Nie interpretujcie błędnie idei wolności, aby nie została utracona i nie zadusiła nas, sprawiając, że wypijemy przygotowane w innym kielichu dawne niegodziwe idee niewoli. Wolność ustanowi sama siebie i wzrośnie dzięki stosowaniu prawa, moralności szariatu i dobrym uczynkom. (...)
Wspaniałe prawo szariatu pochodzi od mowy Przedwiecznego (tur.Kelami Ezeli),zatem będzie trwać aż po wieczność. Nasze wybawienie od haniebnej tyranii nakazującej zło duszy (ar.nafs)leży w poleganiu na is٩ٰئie poprzez uchwycenie owego mocnego węzła (ar.habl al-matin)[22],poprzez prawdziwe skorzystanie z prawowitej wolności i poprzez poszukiwanie pomocy od wiary (ar.iman).Można spodziewać się, że ten, kto prawdziwie jest niewolnikiem (ar.'abd)i sługą Stwórcy wszechświata, nie zniży się do tego, by oddawać cześć Jego stworzeniom. Jako że każdy człowiek jest dowódcą we własnym świecie, na wszystkich spoczywa obowiązek większego (duchowego) dżihadu w ich mniejszych światach i mają oni za zadanie ucieleśniać moralność Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) oraz ożywić sunnę Proroka.
O, władcy tego kraju! Jeśli poszukujecie wsparcia, działajcie zgodnie z Bożymi prawami (ar.adatu-llah),w przeciwnym razie przez brak zgodności będziecie tymi, którym odmówiono sukcesu. Fakt, że wszyscy znani prorocy pochodzili z ziem islamu i z ziem Osmanów, jest znakiem i aluzją Bożego zarządzenia (ar.qadr)co do tego, że parą, która wprawi w ruch maszynę postępu ludzi tego narodu, jest religia, a kwiaty w ogrodach Azji i Afryki oraz w sadach Rumelii rozkwitną w promieniach islamu. Religii nie można poświęcać dla tego świata, tymczasem aby usprawiedliwić despotyzm, który obecnie jest martwy, kwestie prawa szari'a wykorzystywano, by dawać je jako łapówki. Cóż innego prócz szkody może wyniknąć z porzucania i poświęcania kwestii przyniesionych przez religię? Choroba w sercach ludzi jest słabością w religii, a zdrowie można odzyskać jedynie poprzez wzmocnienie religii.
Metodą naszej wspólnoty jest umiłowanie miłości jako takiej i żywienie wrogości wobec wrogości, to jest wspomaganie miłości między muzułmanami, aby pokonać żołnierzy wrogości. Co się tyczy naszej
metody, polega ona na przyjęciu moralności Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i na ożywieniu sunny Proroka. Naszym przewodnikiem jest wspaniałe prawo szari'a, naszym mieczem są jego rozstrzygające dowody, a naszym obowiązkiem jest podtrzymywanie słowa Boga!
Byliśmy członkami Związku Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) od czasów Qalu Bala (królestwa, w którym dusze ludzkie są stwarzane po raz pierwszy).
Tym, co nas łączy, jest tałhid [23].Naszą przysięgą i ślubowaniem jest wiara (ar.iman).Jako że głosimytałhid,jesteśmy zjednoczeni. Wszystkim wiernym powierzono obowiązek podtrzymywania słowa Boga, ponieważ w tej epoce jest ono najważniejszym środkiem, od którego zależy materialny postęp. Europejczycy miażdżą nas poprzez ich moralną tyranię, wykorzystując bronie nauki i przemysłu, zatem bronią nauki i przemysłu będziemy prowadzić dżihad przeciwko ignorancji, ubóstwu i niezgodzie, które są najbardziej straszliwymi wrogami podtrzymywania słowa Boga. Jeśli chodzi o zewnętrzny dżihad, pozostawimy go diamentowym mieczom rozstrzygających dowodów wspaniałego prawa szari'a. Zwycięstwo nad ludźmi cywilizacji osiąga się poprzez perswazję, nie zaś siłą, jak czynią barbarzyńcy, którzy nie używają rozumu. Jesteśmy obrońcami miłości i nie mamy czasu na wrogość.
Co się tyczy konstytucjonalizmu, to składają się nań sprawiedliwość, wzajemna narada oraz stosowanie siły jedynie zgodnie z prawem. Jako że wspaniałe prawo szari'a powstało trzynaście stuleci temu, żebranie u Europy o osądy prawa nie jest niczym innym, jak tylko wielką zbrodnią przeciwko religii islamu; jest niczym błędne zwracanie się ku północy przy odprawianiu modlitwy.
Siła powinna zamieszkiwać w prawie, w przeciwnym razie rozprzestrzeni się despotyzm. To اِنَّ اللّٰهَ لَقَوِىٌّ عَزِيزٌ , Zaprawdę,
twój Pan jest Mocny, Potężny! powinna rządzić i kierować sumieniem, to zaś powinno nastąpić poprzez edukację i rozwój cywilizacyjny, w przeciwnym razie despotyzm zawsze zwycięży. Osiągnięcie jedności następuje dzięki przewodnictwu, nie dzięki fantazjom i pragnieniom. Ludzie stali się wolni, jednak wciąż są sługami Boga. Zniesiono wszelkie ograniczenia. Błędy innych nie mogą być usprawiedliwieniem dla własnych błędów człowieka, a rozpacz jest przeszkodą na drodze do wszelkiej doskonałości. Mówienie: "Co mnie to obchodzi, niech pomyśli o tym ktoś inny" jest pamiątką po despotyzmie.
@
Podczas rozmowy Bediuzzamana z naczelnym rabinem Stambułu, Emmanuelem Carasso, do jakiej doszło w Salonikach, Carasso nagle przerwał rozmowę, wyszedł i poruszony oraz zaskoczony przyznał się do porażki, mówiąc: "Gdybym został choć trochę dłużej, ten człowiek sprawiłby, że też przyjąłbym islam". Carasso odgrywał ważną rolę, będąc członkiem tajnej organizacji, która podstępnie działała na rzecz rozpadu Imperium Osmańskiego. Miał nadzieję, że przez swą wizytę osiągnie to, iż przekona Bediuzzamana i wykorzysta go, by ten służył jego ideom oraz złym celom. Jak mało wiedział!
Ostatecznie doszło do nieszczęsnych wydarzeń 31. marca. [24] Około piętnastu hodżów, których imiona pomieszano podczas owych wydarzeń i którzy chcieli prawa szariatu, zostało skazanych na śmierć i powieszonych. Bediuzzaman był sądzony, gdy wieszano ich na szubienicach wzniesionych na dziedzińcu budynku sądu. Wyznaczono mu miejsce przy oknie, przez które mógł ich wyraźnie widzieć. Przesłuchanie prowadził sędzia Hursid Pasza:
-Zatem ty także chcesz szariatu?
-Nawet gdybym żył tysiąc razy, jestem gotów do poświęcenia każdego życia dla jednej prawdy szariatu, ponieważ szariat jest narzędziem szczęścia, jest absolutną sprawiedliwością i cnotą - odpowiedział Bediuzzaman. - Jednak nie jest nimi sposób, w jaki rewolucjoniści chcą szariatu.
Heroiczna obrona Bediuzzamana przed Sądem Wojennym została w owym czasie wydrukowana i opublikowana dwa razy. Kiedy oczekiwał, że zostanie skazany na śmierć, został uniewinniony i nie dziękując sądowi, na czele tłumu, jaki się zebrał, pokonał drogę od Meczetu Bajazyda do Meczetu Sułtana Ahmeda, wykrzykując: «Niech żyje Piekło dla tyranów! Niech żyje Piekło dla tyranów!»
Fragmenty jego mowy obrończej wygłoszonej przed Sądem Wojennym włączamy do niniejszej biografii, aby ujawniły nieco prawdy o wydarzeniach 31. marca i o bohaterskiej obronie Bediuzzamana.
Niektóre Części Dzieła Zatytułowanego Świadectwo Dwóch Szkół Nieszczęścia Albo Sąd Wojenny I Said Nursi
W czasie, gdy wolność pomieszano z szaleństwem, owa pozbawiona moralnego kręgosłupa tyrania sprawiła, że instytucje rozumu stały się dla mnie miejscami nauki.
W czasie, gdy wprowadzono zamęt, ukazując umiar i uczciwość jako reakcjonizm, nadzwyczajna tyrania (obecnej) konstytucji sprawiła, że więzienia stały się dla mnie miejscami nauki.
O wy, którzy badacie moje świadectwo! Proszę, wyślijcie waszą duszę i wyobraźnię, aby były gośćmi w stanie umysłu ucznia o gorącym temperamencie spośród koczowników, którego umysł i ciało są w stanie zamętu z powodu jego niedawnego zaangażoieria w sprawy tej nowej cywilizacji, abyście nie popadli w błąd, oskarżając mnie. Podczas wydarzeń 31. marca powiedziałem Sądowi Wojennemu, co następuje:
-Jako student, kiedy napotykam na jakąś kwestię, stosuję kryteria szariatu. Wiem, że nasza narodowość składa się jedynie z islamu, dlatego moje osądy zawsze są wygłaszane z perspektywy islamu.
Oto moja mowa, którą wygłaszam, stojąc w drzwiach pośredniego królestwa zwanego więzieniem i czekając na stacji zwanej szubienicą na pociąg odchodzący do świata ostatecznego. Przedstawiam moją krytykę bezlitosnych warunków ludzkiego życia społecznego, zwracając się nie do was, lecz raczej do całego rodzaju ludzkiego. Oto dlaczego, zgodnie z tajemnicą słów:
[25] naga prawda w całej swej surowości wyszła zza ogrodzenia serca. Ci, którzy są nietutejsi, nie powinni na nią patrzeć. Przepełniony tęsknotą, jestem gotów na życie ostateczne i chcę odejść do niego wraz z tymi ludźmi, którzy już zostali powieszeni. Jestem niczym rozmiło-wany w starożytnościach Beduin, który słyszy o zadziwiającym pięknie
Stambułu, lecz nigdy go nie widział. Jakże chciałby zobaczyć Stambuł i odwiedzić go! Ja również pragnę odwiedzić świat życia ostatecznego, owo miejsce cudów i zadziwienia, i wciąż żywię ów entuzjazm. Zesłanie mnie tam nie jest dla mnie karą. Jeśli macie na to dość sił, spróbujcie torturować moje sumienie! Każda inna forma tortur, jakiej mnie poddacie, będzie dla mnie zaszczytem, nie karą!
Podczas czasu despotyzmu ten rząd żywił wrogość wobec rozumu, a teraz żywi on złość wobec życia. Jeśli o to chodzi w rządzeniu, niech żyje szaleństwo, niech żyje śmierć i niech żyje Piekło dla tyranów! Oczekiwałem na sposobność do wyrażenia swoich myśli, a ten Sąd Wojenny stał się idealnym miejscem do tego.
Na początku musiałem stawić czoła temu samemu przesłuchaniu, jakiemu zostali poddani wszyscy inni. Zostałem zapytany przez członków Sądu Wojennego:
-Zatem ty także chcesz szariatu? Odpowiedziałem na to:
-Nawet gdybym żył tysiąc razy, jestem gotów do poświęcenia każdego życia dla jednej prawdy szariatu, ponieważ szariat jest narzędziem szczęścia, jest absolutną sprawiedliwością i cnotą. Jednak nie jest nimi sposób, w jaki rewolucjoniści chcą szariatu.
Dalej zapytano mnie:
-Czy należysz do Związku Muhammada?
-Z dumą wyznaję, że jestem jednym z najmniej ważnych jego członków - odpowiedziałem. - Jednak zgodnie z mym opisem, któż prócz ateistów nie należy do owego Związku? Pokażcie mi takiego człowieka!
W tym miejscu przedstawiam wam ową mowę, abym mógł ocalić konstytucję od jakiejkolwiek skazy, ludzi szariatu od rozpaczy, ludzi tego stulecia od przypięcia im przez historię łatki ignorantów i szaleńców, a prawdę od wszelkiego strachu i wszelkich wątpliwości. W tym miejscu rozpoczynam, przytaczając to, co im powiedziałem:
O, paszowie i oficerowie! Streszczenie powodów, dla których zostaliśmy uwięzieni, jest następujące:
co oznacza, że cnoty, które stanowią o moim honorze, uważa się obecnie za przestępstwo kryminalne. Jestem zbity z tropu... Jak mam wyrazić swoje ubolewanie?
Oto, co mówię tytułem wprowadzenia:
Ten, kto jest dzielny, nie zniży się do popełnienia zbrodni, a jeśli zostanie o to oskarżony, nie będzie lękał się kary za nią. Co więcej, jeśli zostanę niesłusznie powieszony, otrzymam podwójną nagrodę jako męczennik. Jeśli pozostanę w więzieniu, to pod rządami, dla których wolność jest jedynie pustym słowem, więzienie z pewnością musi być najbardziej upragnionym miejscem. Daleko lepiej umrzeć jako prześladowany niż żyć jako prześladowca.
Powiem również, że niektórzy ludzie, którzy uczynili politykę narzędziem ateizmu, oskarżają innych o bycie rewolucjonistami oraz o czynienie z religii instrumentu polityki.
Dzisiejsi szpiedzy są znacznie gorsi, niż byli kiedyś. Jak można polegać na ich lojalności? Jak można budować sprawiedliwość na podstawie ich ustaleń? Co więcej, jeśli człowiek zmyśla, wówczas popełnia niesprawiedliwość, kiedy stara się wymierzać sprawiedliwość. Nikt nie jest bez winy, jednakże poprzez wymysły człowiek łączy rozproszone błędy innego człowieka (który na przestrzeni długiego czasu już się poprawił, spełniając dobre uczynki i odznaczając się wieloma innymi zaletami), wyobrażając sobie, że wszystkie owe błędy równocześnie ucieleśniły się w owym człowieku i uważając go za godnego najcięższej kary. Tymczasem takie podejście jest krańcową formą niesprawiedliwości. Przejdźmy teraz do wyliczenia moich przestępstw, których jest jedenaście i pół:
W zeszłym roku wysłałem poprzez urząd Wielkiego Wezyra telegram do wszystkich plemion na wschodzie. Jego streszczenie jest następujące:
"Na kwestię konstytucjonalizmu i organizmu prawnego, o którym słyszeliście, składają się prawdziwa sprawiedliwość i wzajemna narada, nakazywane przez szariat. Uchwyćcie się ich mocno i działajcie na rzecz ich zachowania, ponieważ nasze szczęście na tym świecie leży w ustroju konstytucyjnym, zaś w despotyzmie to my jesteśmy tymi, którzy najbardziej cierpią". Odpowiedź na ów telegram, jaka nadeszła ze wszystkich zakątków kraju, była pozytywna i korzystna.
Zatem wziąłem na siebie obowiązek ostrzeżenia wschodnich prowincji i nie pozostawiłem ich samym sobie. Aby nowa forma
despotyzmu nie wykorzystała ich beztroski, aby nie mówili: "Cóż mnie to obchodzi?", popełniłem przestępstwo, które doprowadziło mnie przed oblicze tego sądu.
W wielu publicznych przemówieniach, które wygłosiłem w meczecie Aya Sofia, w meczetach Bajazyda, Mehmeda Zdobywcy i Sulejmana, zwracając się do uczonych i studentów, poddałem analizie i objaśniłem relacje między tym, co nazywa się konstytucjonalizmem, a prawem szari'a.
Powiedziałem im, że autorytarny despotyzm nie ma nic wspólnego z szariatem, następującymi słowami: Zgodnie z tajemnicą hadisu
[26], szariat przyszedł na ten świat, aby zniszczyć okrutny despotyzm i prześladowania tyranów.Władcą narodu jest ten, który mu służy
Jeśli ktokolwiek nie zgadza się z choćby jednym słowem z jakiejkolwiek mowy, jaką wygłosiłem, jestem gotów, by dowieść prawdziwości moich twierdzeń z całą oczywistością. Powiedziałem: "Prawdziwa droga szariatu zaprawdę tkwi w prawdzie usankcjonowanego prawnie konstytucjonalizmu". Zaakceptowałem zatem konstytucjonalizm, przytaczając dowody pochodzące z prawa szariatu.
W odróżnieniu od tych, którzy uganiają się za tą tak zwaną cywilizacją, ani nie przyjąłem jej poprzez ślepe naśladownictwo, ani nie uważałem, by była sprzeczna z prawem szari'a. Nie dawałem szariatu jako łapówki. Jako że starałem się ze wszystkich mych sił, by uchronić szariat przed zepsutymi ideami Europy, zatem popełniłem przestępstwo, z powodu którego traktujecie mnie w taki sposób.
Obawiałem się, że członkowie pewnych stronnictw zwiodą blisko dwadzieścia tysięcy moich rodaków (którzy pracując jako tragarze są nieświadomi i naiwni), aby wyzyskać wschodnie prowincje. Odwiedzałem zatem kawiarnie, do których uczęszczali tragarze, i wyjaśniałem im znaczenie konstytucjonalizmu w taki sposób, by mogli je zrozumieć. Oto streszczenie tego, co im mówiłem:
"Despotyzm i tyrania są formami prześladowania. Konstytucjonalizm jest sprawiedliwością i szariatem. Sułtan pozostaje kalifem tak długo, jak długo jest posłuszny rozkazom Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i podąża jego drogą. My również będziemy mu posłuszni. W przeciwnym razie ci, którzy nie są posłuszni
Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i prześladują innych, są bandytami, nawet jeśli zdarzy się tak, że będą sułtanami.
Naszymi wrogami są ignorancja, ubóstwo i niezgoda. Będziemy prowadzić dżihad przeciwko owym trzem wrogom bronią przemysłu, edukacji i jedności. Będziemy działać w solidarności z naszymi braćmi Turkami oraz z naszymi sąsiadami, którzy w pewien sposób zachęcają nas do tego, byśmy zachowali czujność, a także do postępu. Żywienie wrogości jest złym czynem. Nie mamy czasu na wrogość. Nie będziemy wtrącać się do spraw rządu, ponieważ nie znamy mądrości zawartej w jego decyzjach...".
Owe słowa dobrej rady miały wielki wpływ na podjętą przez owych tragarzy decyzję o bojkotowaniu Austrii - a niektórzy z nich, jak ja, zbojkotowali całą Europę - a także na ich całkowicie mądre postępowanie w owym wielce zawiłym i emocjonującym okresie.
Zatem próbując przywrócić ich wierność sułtanowi i prowadząc wojnę ekonomiczną z Europą poprzez bojkoty popełniłem przestępstwo, by koniec końców cierpieć z powodu tego nieszczęścia, jakie mnie spotyka.
Ignorancja i bigoteria z naszej strony sprawiły, że głęboko zasmucił mnie pogląd Europejczyków, którzy utrzymywali, że szariat jest zgodny z despotyzmem. Aby obalić ich idee, w imieniu szariatu przyklasnąłem konstytucji bardziej niż czemukolwiek innemu. Jednakże lękając się, że inny rodzaj tyranii jeszcze raz będzie starał się potwierdzić tamte poglądy, wołałem z całych moich sił, zwracając się do parlamentarzystów w meczecie Aya Sofia, a oto, co im powiedziałem:
"Powinniście postrzegać konstytucjonalizm takim, jaki rzeczywiście jest, a także zaszczepiać właściwe znaczenie konstytucjonalizmu, aby brudne ręce nowego, tajnego i bezbożnego despotyzmu nie splamiły uświęconego ideału, wykorzystując go do ukrycia swej wrogości.
Wolność powinna być uwarunkowana cnotami szariatu. Gdyby ignoranci i ludzie prości mieli nieograniczoną wolność, gdyby pozostawić ich całkowicie i bezwarunkowo wolnymi, staliby się rozpustni i nieposłuszni.
W modlitwie waszej sprawiedliwości kierunek modlitwy (ar. qibla)\powinny wyznaczać cztery szkoły prawa muzułmańskiego (ar.~mazhab),\wówczas wasza modlitwa będzie autentyczna".
Argumentowałem, że prawdę z konstytucjonalizmu można wydobyć wyraźnie, domyślnie lub na podstawie czterech szkół prawa. Jeśli chodzi o mnie, jestem tylko prostym studentem. Wziąłem na siebie obowiązek (ar. fard) ciążący na uczonych, a zatem otrzymałem karcący policzek za popełnienie takiego przestępstwa.
Gazety zniszczyły muzułmańską moralność poprzez niegodne publikacje i dwa fałszywe porównania. Owe porównania zniszczyły społeczeństwo, zaś ja publikowałem w gazetach artykuły odrzucające te porównania. Mówiłem:
"O wy, dziennikarze! Pisarze powinni odznaczać się dobrymi manierami, a ponadto powinni być przyozdobieni manierami muzułmańskimi. Ich słowa powinny być bezstronne i wypływać ze zbiorowego sumienia narodu. Polityka wydawnicza powinna być kształtowana przez uczucia religijne i szczere intencje waszego sumienia. Tymczasem poprzez dwa fałszywe porównania, to jest przez porównywanie odległych prowincji do Stambułu, a Stambułu do Europy, wprowadziliście społeczeństwo na bagno, wzbudzając osobiste urazy i pragnienia zemsty. Nie jest słusznym dawanie lekcji z zakresu filozofii naturalnej dziecku, które jeszcze nie nauczyło się alfabetu; nie jest właściwym, by mężczyzna przebierał się w teatralny strój kobiety, a europejskie sentymenty nie mogą mieć zastosowania w Stambule!
Różnice między narodami przypominają podział na terytoria i regiony, a także zależą od zróżnicowania czasów i stuleci. Szata jednego człowieka nie będzie odpowiednią do postury drugiego, a to oznacza, że nie można całkowicie zaakceptować zasad Wielkiej Rewolucji Francuskiej jako podstawowej zasady w naszych poczynaniach. Błędy powstają z zastosowania teorii bez zastanowienia się nad wymaganiami teraźniejszości".
Będąc niewykształconym człowiekiem ze wsi, udzielałem rad tak sprytnym, dowcipnym i pomysłowym dziennikarzom, zatem popełniłem przestępstwo.
Wiele razy byłem świadkiem wzburzenia w licznych wielkich zgromadzeniach. Stałem się niespokojny o to, że prości ludzie zaczną
zakłócać publiczny porządek, aktywnie ingerując w sprawy polityki. Uspokoiłem ich wzburzenie słowami studenta ze wsi, który dopiero co nauczył się tureckiego.
Podsumowując, zdążyłem przed zaburzeniami (które właśnie miały wybuchnąć) wśród studentów zgromadzonych w Meczecie Bajazyda i w meczecie Aya Sofia w dzień urodzin Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a także przed wybuchem rozgorączkowania w Teatrze Ferah. Byetłem w stanie do pewnego stopnia uspokoić zamieszki, w przeciwnym razie stałyby się one kolejną szalejącą burzą.
Jeśli chodzi o mnie, jestem tylko mężczyzną spośród Beduinów. Choć znam intrygi tak zwanych ludzi cywilizowanych, pospieszyłem, by wtrącić się do ich działań, zatem popełniłem przestępstwo.
Usłyszałem, że zostało założone stowarzyszenie o nazwie Związek Muhammada. Byłem głęboko zaniepokojony tym, że niektórzy będą czynić zło w swych działaniach w owym uświęconym imieniu. Później usłyszałem, że niektórzy święci mężowie (ar. ałlija) - tacy jak Suheyl Pasza i Szejk Sadik - zmienili wykorzystywanie tego świętego imienia, używając go w sposób bardziej jasny, wyłącznie dla praktykowania aktów czci i posłuszeństwa wobec wzniosłej sunny, zrywając ich połączenia z owym stowarzyszeniem politycznym. Nie mieszali się oni do spraw polityki.
Jednakże znów byłem zaniepokojony. Prawo do tego imienia ma ogół społeczeństwa, a owego prawa nie można ograniczać w żaden sposób. W ten sam sposób można pod pewnym względem uważać mnie za członka wielu stowarzyszeń religijnych, ponieważ uznaję, że wszystkie ich cele są jednym i tym samym. Można zatem powiązać mnie z owym świętym imieniem, jednak zarys mojego opisu Związku Muhammada, którego członkiem się stałem, jest następujący:
Jest to sfera świetlistego łańcucha, rozciągającego się od wschodu do zachodu i od południa do północy. Liczba jego członków przekracza dzisiaj trzysta milionów. Punktem wspólnym oraz więzami owej jedności jest jedność Boga (tałhid). Jego przysięgą i ślubowaniem jest wiara (ar. iman). Członkami owego związku są wszyscy wierni, którzy należą do niego od czasów Qalu Bala (królestwa, w którym ludzkie dusze są stwarzane po raz pierwszy), a rejestrem jego członków jest Strzeżona Tablica (ar. Al-Lałh al-Mahfuz). Wydawnictwami owego związku są wszystkie księgi muzułmańskie. Co się tyczy jego dzienników, to są nimi wszystkie gazety w ogólnodostępnym obiegu, których celem jest podtrzymywanie słowa
Bożego. Klubami i siedzibami tego stowarzyszenia są meczety, szkoły religijne (medresy) i miejsca wspominania Boga (ar. zikr). Jego kwaterą główną jest Al-Haram asz-Szarif - święte miasto Mekka. Przywódcą owego stowarzyszenia jest ten, który był dumą wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a jego metoda polega na tym, by każda jednostka dokładała starań poprzez własną duszę (ar. nafs), aby ucieleśniać moralność Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), aby ożywiać sunnę Proroka, miłować innych i udzielać rad jedynie wtedy, gdy nie przynoszą one żadnej szkody. Polityką owego związku jest sunna Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a jego konstytucją są nakazy i zakazy prawa szari'a, zaś jego bronią są rozstrzygające dowody szariatu.
Zwycięstwo nad ludźmi cywilizowanymi odnosi się dzięki perswazji, nie dzięki sile, a prawdy powinno się poszukiwać z miłością.
Co się tyczy wrogości, należy zwrócić ją przeciwko bigoterii i barbarzyństwu, a jej celem jest podtrzymywanie słowa Boga. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent przepisów szariatu dotyczy moralności i oddawania czci Bogu, życia ostatecznego i cnoty. Do polityki odnosi się zaledwie jeden procent, a tymi, którzy powinni się o to martwić, są nasi polityczni przywódcy. Naszym celem obecnie jest zachęcanie każdego do przejścia ku sercu doskonałości, sprawiając, by ów świetlisty łańcuch rozbrzmiał zwiększoną żarliwością sumienia, ponieważ jedną z najważniejszych przyczyn podtrzymywania słowa Bożego w tej epoce jest postęp materialny.
Jestem zatem członkiem takiego związku. Jestem spośród tych, którzy pracują na rzecz ustanowienia owej jedności. I przeciwnie, nie mam żadnego powiązania z grupami i stronnictwami, które są przyczyną podziału.
Podsumowując: Przysiągłem wierność i posłuszeństwo Sułtanowi Selimowi. Podpisuję się pod jego ideami muzułmańskiej jedności, bowiem ostrzegał on prowincje wschodnie, a one przyrzekły mu wierność. Dzisiaj ludzie ze wschodnich prowincji są takimi samymi ludźmi, jakimi byli wtedy.
Moimi poprzednikami w tej sprawie są: Szejk Dżamal ad-Din al-Afghani; spośród uczonych nieżyjący już Mufti Egiptu, Muhammad Abduh; spośród bezkompromisowych uczonych Ali Suavi; Hodża Tahsin; ludzie, których celem jest muzułmańska jedność, tacy jak Namik Kemal; a także Sułtan Selim, który powiedział:
Niezgoda i podział niepokoją mnie,
Nawet w zakątku mojego grobu.
Kiedy jedność jest rozwiązaniem udaremniającym atak wroga,
Wielki żal sprawia mi myśl, że naród nie może się zjednoczyć.
Są dwa główne powody, dla których starałem się osiągnąć, co następuje:
Po pierwsze: Ocalić imię Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) od tego, by było ograniczanym, a także ogłosić, iż jest ono dostępne dla wszystkich wiernych, w taki sposób, aby nie spowodować podziałów ani nie wywołać podejrzeń.
Po drugie: Zjednoczyć wiernych, by stali się tamą dla fal podziału wywołanych przez te grupy, które stały się przyczyną ostatnich nieszczęść.
Jednak niestety!, czas nie dał mi sposobności po temu. Nadeszła powódź (wydarzeń - uz. red. tur.) i porwała mnie ze sobą. Często mówiłem, że jeśli kiedykolwiek wybuchłby pożar (to jest zamieszki), spieszyłbym, by ugasić choćby jego część. Jednak strój, który nosiłem jako "nauczyciel", stanął w ogniu. Skwapliwie unieważniono moją powierzchowną sławę i odpowiedzialność, jakiej nie mógłbym unieść.
Jestem tylko prostym człowiekiem, a podjąłem się obowiązków przywodzących na myśl najważniejsze zadania, jakie powinni wykonywać parlamentarzyści, senatorowie i ministrowie, a zatem popełniłem przestępstwo.
Usłyszałem, że żołnierze wstępowali do pewnych stowarzyszeń politycznych. Przypomniało mi to o straszliwych wydarzeniach z czasów janczarów. Byłem dość zaniepokojony i napisałem w gazecie:
"Obecnie najbardziej uświęconym stowarzyszeniem jest stowarzyszenie 'żołnierzy wiary', obejmujące wszystkich, którzy wstępują do armii jako wierzący i gotowi do poświęceń żołnierze, od szeregowca do dowódcy sił zbrojnych. Zadaniami owego najświętszego stowarzyszenia są jedność, braterstwo, posłuszeństwo, miłość i podtrzymywanie słowa Boga. We wszystkich wierzących żołnierzach w pełni przejawiają się owe zadania. Żołnierze są rdzeniem.
Naród i społeczeństwo muszą być połączone z żołnierzami. Jak stowarzyszenie żołnierzy, tak i inne stowarzyszenia istnieją, aby ukazywać miłość i braterstwo pośród narodu. Co się tyczy Związku Muhammada, to jego zakres obejmuje wszystkich wiernych. Nie jest to stowarzyszenie czy grupa, a fundamentami oraz poprzednikami Związku są ghazi [27], męczennicy, uczeni i przewodnicy duchowi. Ani jeden wierzący czy
gotów do poświęceń żołnierz - czy to oficer, czy szeregowiec - nie jest wykluczony z owego związku, aby ci żołnierze zawsze czuli potrzebę zostania jego członkami. Jeśli istnieją inne stowarzyszenia dobrych ludzi, które nazywają się Związkiem Muhammada, nic mi do tego".
Jestem jedynie prostym studentem, a przywłaszczyłem sobie obowiązki tak wspaniałych uczonych, zatem popełniłem przestępstwo.
Tylko z daleka i tylko przez kilka minut przyglądałem się strasznym wydarzeniom 31. marca. Słyszałem liczne żądania wysuwane jako slogany. Jak kolor biały ukazuje się, kiedy szybko wiruje siedem barw, tak tym, co po tysiąckroć zmniejszyło zepsucie w owych różnorodnych żądaniach, co wybawiło społeczeństwo od anarchii i wsparło politykę społeczną, która już miała upaść w ręce jednostek, było używanie etykietki szariatu jako czegoś, co miało być jedynie widoczne (co już się skończyło). Uświadomiłem sobie, że owa sprawa jest straszliwa, posłuszeństwo nie jest łatwym, a przewodnictwo jest nieskuteczne. W przeciwnym razie, jak w każdym czasie, pobiegłbym w podskokach, aby gasić pożar. Jednak prości ludzie byli wielce liczni, zaś moi rodacy byli nieświadomi i naiwni, a ja ujrzałem, że dźwigam swą powierzchowną sławę. Oddaliłem się (od tych spraw - uz. red. pol.) po trzech minutach.
Udałem się do Bakirkoy [28], aby ci, którzy mnie znali, nie zaangażowali się (w owe wydarzenia - uz. red. pol.). Wszystkim, na których się natknąłem, doradzałem, aby unikali zaangażowania się. Gdybym był choćby w drobnym stopniu zaangażowany, to mój strój jest oryginalny, a moja powierzchowna sława już wcześniej przyciągnęła uwagę innych. Rola, jaką mógłbym odegrać, zostałaby uznana za znaczącą - oznajmiłbym, jakie jest moje stanowisko, odpowiedziałbym siłom wojskowym i umarłbym jako odważny człowiek. Wówczas wszyscy mogliby wyraźnie zobaczyć moje zaangażowanie i nie pozostałaby żadna potrzeba przeprowadzenia dochodzenia.
Drugiego dnia zapytałem o dyscyplinę w armii, która jest centralnym punktem naszego życia.
-Oficerowie utrzymują porządek, nosząc mundury szeregowców - powiedziano mi. - Dyscyplina nie została poważnie zagrożona.
-Jak wielu oficerów strzelało? - pytałem dalej. Wprowadzono mnie w błąd, mówiąc:
-Jedynie czterej, a byli to ci, którzy są despotyczni. Ponadto postępuje się w odpowiedni sposób, zgodnie z granicami szariatu (ar. hudud).
Ponadto czytałem gazety i widziałem, że przedstawiają one przewrót jako mający uzasadnienie prawne, zatem pod pewnym względem byłem zadowolony, ponieważ moim najświętszym zadaniem było egzekwowanie i stosowanie zasad szariatu. Byłem jednak głęboko zasmucony tym, że została zagrożona dyscyplina wojskowa. Zatem zwróciłem się do żołnierzy poprzez gazety w ogólnodostępnym obiegu, publikując artykuł (w którym napisałem - uz. red. pol.):
"O, żołnierze! Jeśli wasi zwierzchnicy wyrządzili niesprawiedliwość własnym duszom przez tylko jeden grzech, to poprzez wasze nieposłuszeństwo i przewrót wyrządzacie niesprawiedliwość trzydziestu milionom Osmanów i trzystu milionom muzułmanów, ponieważ godność islamu i Osmanów, a także szczęście oraz utrzymywanie jedności narodowej w pewien sposób żyją dzięki waszej dyscyplinie. Co więcej, żądacie prawa szariatu, jednak sami postępujecie sprzecznie z tym prawem poprzez wasze nieposłuszeństwo".
Zaakceptowałem ich działania i chwaliłem ich męstwo, ponieważ gazety, owi fałszywi tłumacze opinii społeczeństwa, przedstawiały ich działania jako zgodne z prawem. Chwaląc ich, mogłem do pewnego stopnia wpłynąć na nich poprzez moje słowa. Byłem w stanie do pewnego stopnia stłumić przewrót, w przeciwnym razie nie byłoby to takie łatwe.
Nie jestem człowiekiem, który schronił się w bezpiecznym miejscu, nie powiedziałem: "Cóż mnie to obchodzi? Niech ludzie inteligentni pomyślą o tych sprawach", zatem popełniłem przestępstwo...
Wraz z uczonymi poszedłem odwiedzić żołnierzy w Ministerstwie Obrony. Dzięki skutecznemu przemówieniu byłem w stanie przywrócić do posłuszeństwa osiem batalionów. Efekt mego przewodnictwa dał się zauważyć później. Oto kopia tego przemówienia:
"O, żołnierze, którzy wierzycie w jedność Boga Jedynego! Honor, godność, szczęśliwość i sztandar jedności trzydziestu milionów Osmanów i trzystu milionów ludzi islamu w pewien sposób opierają się na waszych dyscyplinie i posłuszeństwu. Podczas gdy wasi zwierzchnicy są niesprawiedliwi wobec własnych dusz poprzez jeden grzech, wy postępujecie niesprawiedliwie wobec trzystu milionów wyznawców islamu, ponieważ poprzez wasz bunt wystawiacie na niebezpieczeństwo braterstwo islamu.
Powinniście wiedzieć, że wojsko jest podobne najlepiej uporządkowanej fabryce. Jeśli zbuntuje się jeden tryb w owej fabryce, cała
fabryka zostanie zniszczona. Żołnierze nie powinni mieszać się do polityki, a świadectwem tego jest historia janczarów. Wzywacie do zaprowadzenia szariatu, jednak sami kalacie go i postępujecie sprzecznie z prawem szariatu. Szariat, Koran, hadisy, mądrość i doświadczenie ustanawiają, że obowiązkiem jest posłuszeństwo wobec stałego w religii, miłującego prawdę przywódcy (ar. ul'ul amr).
Wasi przywódcy są waszymi nauczycielami i zwierzchnikami. Jak umiejętny inżynier lub lekarz-specjalista mogą być pod pewnym względem grzesznikami, a nie przyniesie to żadnej szkody ich orzeczeniom w dziedzinie medycyny czy inżynierii, tak samo wy nie bądźcie niesprawiedliwi wobec Osmanów i ludzi islamu, kompromitując waszą dyscyplinę z powodu pomniejszych bezprawnych działań waszych zwierzchników, którzy są wykształceni, którzy są patriotami i muzułmanami, którzy posiadają oświecone umysły i są doświadczeni w sztuce wojennej! Nieposłuszeństwo nie jest równe jednej niesprawiedliwości, lecz jest pogwałceniem praw populacji liczącej miliony ludzi. Jesteście dobrze świadomi tego, że sztandar Bożej jedności spoczywa w garści waszego męstwa, a jej siła bierze się z porządku i dyscypliny.
Tysiąc karnych i posłusznych żołnierzy jest równy stu tysiącom niedbałych i niechlujnych. Oto, czego potrzebujemy teraz, kiedy dzięki swej dyscyplinie, bez jakiegokolwiek rozlewu krwi, pomyślnie osiągnęliście takie cele rewolucji, jakich trzydziestomilionowe społeczeństwo nie mogłoby osiągnąć kosztem wielkiego rozlewu krwi przez sto lat!
Powiem również, że utrata zwierzchnika, który jest patriotą i posiada oświecony umysł, oznaczałaby utratę waszej duchowej siły, ponieważ tym, co zwycięża w dzisiejszych czasach, jest męstwo biorące początek z wiary, intelekt i nauka. Niekiedy jeden oświecony umysł odpowiada setce prostych ludzi.
Poprzez takie męstwo cudzoziemcy starają się was zwyciężyć. Naturalna odwaga sama w sobie nie wystarczy.
Podsumowując, oznajmiam wam porządek oficjalnie zaprowadzony przez tego, który był dumą wszystkich światów (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Posłuszeństwo jest obowiązkiem (ar. fard), przeto nie buntujcie się przeciwko waszym zwierzchnikom. Niech żyją żołnierze! Niech żyje konstytucja zgodna z nakazami religii!"
Przez podjęcie się tak znaczących obowiązków w zastępstwie uczonych, popełniłem przestępstwo.
Byłem świadom nieszczęsnego stanu plemion we wschodnich prowincjach. Pojąłem, że nasza doczesna szczęśliwość w pewien sposób zostanie osiągnięta poprzez nowe nauki tej cywilizacji. Uczeni (ar. 'ulama) muszą być nową drogą dla owych nauk, a medresy - jednym z ich źródeł, aby uczeni religijni mogli zaznajomić się z owymi naukami, jako że to uczeni są tymi, którzy mogą ująć w dłonie wodze woli na poły cywilizowanych obywateli.
Nawołując do tego, przybyłem do stolicy. W owym czasie, pod rządami despotyzmu, który miał przynieść pokój (a obecnie, choć rozdzielony, staje się on jeszcze silniejszy), a który przypisano nieżyjącemu już zdetronizowanemu sułtanowi, odrzuciłem wynagrodzenie i królewskie podarki, jakie sułtan ofiarowywał mi poprzez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego.
Byłem w błędzie, jednak ten mój błąd stał się błogosławieństwem, wyróżniając tych, którzy poszukiwali doczesnego majątku, wiedzą religijną [29]. Wyrzekłem się mego umysłu, lecz nie mojej wolności.
Poświęcając osobiste korzyści, nie skłoniłem się przed owym litościwym sułtanem. Komary (tj. pomniejsi tyrani - uz. red. tur.) dzisiejszego dnia mogą znaleźć we mnie sojusznika nie poprzez siłę, lecz poprzez miłość.
Przez półtora roku działałem tutaj na rzecz promowania edukacji w moich rodzinnych stronach; wie o tym większość mieszkańców Stambułu. Co do mnie, to jestem synem tragarza, a choć położono przede mną tak wiele świata, w tak wielkim ubóstwie nie mogłem wyprzeć się tego, że jestem synem tragarza. Jako że nie byłem w stanie przywiązać się do tego świata, pozostawiając za sobą moje ulubione miejsca, wysokie góry wschodnich prowincji, podjąłem taką inicjatywę dla ludzi tego narodu, a zostałem siłą wysłany do zakładu psychiatrycznego, zaś w okresie Parlamentu Konstytucyjnego uwięziony.
Popełniłem zatem tak wielkie przestępstwo, że oto teraz stoję przed wami podczas tego przerażającego procesu!
Połowa (dwunastego) przestępstwa: Myśląc o zachowaniu Kalifatu, który jest centralnym puntem spajającym sfery islamu; mniemając, że po uświadomieniu sobie swych wad nieżyjący już sułtan, szanowny Abdulhamid Drugi, poczuje skruchę i będzie gotów na przyjęcie rady; myśląc, że "najbardziej rozsądną drogą jest pojednanie", postrzegałem konflikt - który miał stać się początkiem oraz sadzonką uraz i wrogości - w znacznie bardziej pozytywnym świetle. Zwróciłem się zatem do zmarłego już sułtana poprzez artykuł w gazecie, w którym napisałem:
"Zamień ciemny Pałac Gwiazd (tur. Yildiz Sarayi) w uniwersytet, aby stał się wzniosłym niczym Plejady! Zamiast podróżnych i groźnych ludzi osadź w nim ludzi prawdy i aniołów miłosierdzia, aby stał się podobny Rajowi! Zwróć narodowi majątek, jaki podarował ci na budowę pałacu, poprzez ulżenie mu w chorobie ignorancji. Zainwestuj w wielkie uniwersytety religijne. Polegaj na miłości i szczodrości ludzi tego narodu, ponieważ naród jest gwarantem twojej władzy królewskiej. Po tak długim życiu należy myśleć wyłącznie o życiu ostatecznym. Wyrzeknij się tego świata zanim ten świat wyrzeknie się ciebie! Wydaj jałmużnę (ar. zakat) twojego życia doczesnego na drodze twego przyszłego życia.
Teraz porównajmy: Czy Pałac Gwiazd powinien być miejscem rozrywki czy uniwersytetem? Czy powinien służyć turystom czy kształceniu uczonych? Czy powinien być skradziony czy przekazany w podarunku? Co jest lepsze? Niech osądzi, kto jest sprawiedliwy".
Jestem żebrakiem, a udzielałem rad wspaniałemu sułtanowi, zatem w ten sposób popełniłem połowę przestępstwa.
Nie nadszedł jeszcze czas, aby mówić o drugiej połowie owego przestępstwa .
(...)
Biada! Cóż za hańba! Ludzie tego narodu tęsknili, będąc spragnieni szczęścia, które tkwi w systemie konstytucyjnym połączonym z nowoczesnym systemem edukacji zgodnej z islamem jako fundamentem naszego życia społecznego. Niestety, żądania narodu zostały udaremnione przez tych, którzy w swych poglądach byli ekstremistami i dodali złą wolę do idei konstytucji, a także przez bezbożne i niedbałe postępowanie tych, których umysły powinny być oświecone.
Ci, którzy są odpowiedzialni za owe utrudnienia, powinni je usunąć. O to apeluję w imieniu całego narodu, o paszowie i oficerowie!
Swiadków owych jedenastu i pół przestępstwa są tysiące; niektóre z nich zaprawdę może potwierdzić połowa Stambułu. Choć przyjmuję karę za owe jedenaście i pół przestępstwa, domagam się odpowiedzi na
moje jedenaście i pół pytania. W zamian za ten błąd należy mi się również zasługa. Powiem tak:
W tym miejscu otwarcie występuję przeciw tej gałęzi despotyzmu, który zdemoralizował wszystkich ludzi, pozbawiając ich jakiegokolwiek dobra duszy, a wywołał uczucie wrogości i spowodował stronniczość oraz podziały poprzez ustanawianie rasistowskich stowarzyszeń. Ich hasłem był konstytucjonalizm, lecz służyły one tyranii i splamiły nazwę Partii Jedności i Postępu.
Każdy ma swego rodzaju opinie, zatem tym, czego potrzebujemy, są powszechny pokój, amnestia i zniesienie wszelkich przywilejów, aby - korzystając z przywilejów - nie spoglądać na innego człowieka jak na robaka i nie siać niezgody.
Mówię bez przechwałek: Jesteśmy prawdziwymi muzułmanami. Możemy zostać oszukani, lecz nigdy nikogo nie oszukamy. Nigdy nie zniżymy się do kłamstwa dla życia tego świata, ponieważ pojmujemy, że,
"najlepszym podstępem jest wyrzeczenie się podstępów".
Ponieważ jednak przysięgałem wierność zgodnemu z prawem i prawdziwemu systemowi konstytucyjnemu, zatem wymierzę policzek każdej formie tyranii, wszędzie, gdzie ją napotkam, nawet jeśli przywdzieje ona szatę konstytucji czy nazwie się konstytucjonalizmem. Myślę, że wrogami konstytucji są ci, którzy ukazując ją jako okrutną, odrażającą i sprzeczną z szariatem, sprawiają, że wzrasta liczba ludzi, którzy sprzeciwiają się zasadzie wzajemnej narady. "Prawdy nie można zmienić przez używanie różnych określeń".
Jako że największym błędem człowieka jest mniemanie, że nie popełnia żadnych błędów, wyznaję, że moim błędem było pragnienie, by ludzie szli za moją radą, zanim zwróciłem uwagę na radę ludzi. Starając się zapewnić przewodnictwo ludziom, zanim stałem się przewodnikiem dla własnej duszy, uczyniłem wezwanie do posłuszeństwa rozkazom Boga (ar. amri bi-l maruf) nieskutecznym, a tym samym poniżyłem je. Co więcej, poprzez doświadczenie ustalono, że kara jest konsekwencją błędu. Niekiedy błąd ukazuje się tak, jakby był powiązany z wykroczeniem, którego nie popełniono, a choć człowiek, który popełnił ów błąd, jest niewinny, otrzymuje wyrok skazujący. Bóg obdarowuje go tym nieszczęściem, doprowadza do jego uwięzienia i zapewnia sprawiedliwość, podczas gdy sąd popełnia niesprawiedliwość, niesłusznie go oskarżając.
O, przywódco polityczny! Miałem swój honor i dobre imię, z którymi służyłem narodowi islamu, a ty je roztrzaskałeś. Miałem powierzchowną sławę, która ukształtowała sama siebie i nie sprawiała mi zadowolenia, a poprzez którą moja rada mogła wywrzeć wpływ na masy - ku mojemu zadowoleniu, zniszczyłeś ją. Teraz mam tylko mało ważne życie, którym jestem zmęczony. Niech będę przeklęty, jeśli lękam się szubienicy! Niech będę znany jako tchórz, jeśli nie pójdę na śmierć ze śmiechem!
Moje pozorne skazanie zakończy się potępieniem waszych sumień, zaś dla mnie będzie sławą, a nie wzgardą. Jednakże wyrządziliście szkodę ludziom, ponieważ zniszczyliście efekty mojej rady. Ponadto przynosicie szkodę również samym sobie, ponieważ moja sprawa będzie rozstrzygającym dowodem w rękach waszych przeciwników. Poddaliście mnie próbie; zastanawiam się, jak wielu ludzi, których uważacie za uczciwych, zachowałoby swą uczciwość podczas takiej próby.
Jeśli konstytucjonalizm polega na tyranii pewnej grupy i jest sprzeczny z prawem szari'a,
wówczas biorę cały świat, wszystkich ludzi i wszystkie dżinny na świadków tego, że jestem reakcjonistą!
Jedność oparta na fałszu jest kłamstwem, a budowanie pojęcia konstytucjonalizmu w oparciu o zepsucie jest zepsuciem. Prawdziwe znaczenie konstytucjonalizmu na wieki będzie oparte na sprawiedliwości, prawdzie i braku przywilejów.
(...)
W normalnych warunkach straszliwa burza z piorunami, zapisana w historii jako wydarzenia 31. marca, przygotowałaby teren dla potencjalnej tyranii tak wielkiej, że jej skutkami byłyby zguba i zagłada. Słowa wypowiedziane przed Bogiem przez protestujących były wypowiadane w imieniu szariatu, który nieprzerwanie ukazuje swój cud. Lekko przechodząc przez ową burzę, przeklął przed Bogiem gazety wydawane po połowie kwietnia. Prawda natychmiast stanie się widoczna, gdy zbadamy siedem kwestii i siedem stanów, które doprowadziły do owych wydarzeń, a są one następujące:
1. Dziewięćdziesiąt procent ludzi było przeciwnych Partii Jedności i Postępu, zaś cały ruch był powstaniem przeciwko jej prześladowaniu i tyranii.
2. Chodziło o dokonanie zmian wśród parlamentarzystów, którzy znajdowali się w samym centrum sporów stronnictw.
3. Chodziło o ocalenie skrzywdzonego sułtana przed nieuniknionym obaleniem go.
4. Chodziło o stłumienie sprzecznych idei, zrodzonych z namiętności, pobożności i moralności wojska.
5. Chodziło o znalezienie podżegaczy i morderców Hasana Fehmi-beja.
6. Chodziło o ochronę żołnierzy i oficerów, którzy zostali usunięci z wojska, przed niesprawiedliwym traktowaniem.
7. Chodziło o zakazanie rozwiązłości oraz ograniczenie jej zakresu moralnością prawa szariatu, o wprowadzenie zasady "oko za oko" (ar. qisas)\oraz zasady ucinania ręki (za kradzież - uz. red. pol.), które dla społeczeństwa są politycznym aspektem prawa szari'a.
Niemniej jednak powierzchnia okazała się bagnem, pułapkę zastawiono, a plan był już w toku. Poświęcono uświęconą dyscyplinę wojska. Podstawowym powodem były stronnicze i złośliwe spory frakcji, a także przesada, kłamstwa i całkowity nieład, używane przez gazety zamiast elokwencji. Jak kolor biały widoczny jest tylko wtedy, kiedy wiruje siedem barw, tak w owych siedmiu żądaniach ukazało się białe światło szariatu, stawiając tamę siłom zepsucia.(...)
Z całych swoich sił mówię, że nasz postęp jest możliwy jedynie poprzez postęp naszego narodu, którym jest islam, a także poprzez ukazanie prawd szariatu. W przeciwnym razie ujrzymy prawdę przysłowia mówiącego o kimś, kto przestał chodzić wedle swego sposobu, a nie był w stanie nauczyć się chodzić inaczej [30]. Zaiste, powinniśmy być zespoleni przez honor i chwałę narodu islamu, nagrodę życia ostatecznego, patriotyzm i zapał muzułmański, umiłowanie kraju i umiłowanie religii. O, paszowie i urzędnicy!, domagam się od was, byście wymierzyli mi karę za moje przestępstwa i byście w tym miejscu udzielili odpowiedzi na moje pytania . Jako że islam jest najwspanialszym człowieczeństwem, a szariat najbardziej cnotliwą cywilizacją, zatem przeznaczeniem świata islamu jest, by stał się on owym idealnym miastem, jakie wyobrażał sobie Platon.
Pytanie pierwsze: Jaka jest kara dla łatwowiernego, który z winy kłamstw gazet uważał ów przewrót za usankcjonowany prawnie i szedł za ogólnym prądem oraz powszechnie przyjętym zwyczajem?
Pytanie drugie: Jeśli człowiek przybrał kształt węża, gubernator [31] przywdział szatę złodzieja, a konstytucja przybrała formę tyranii, jaka
będzie kara dla tych, którzy ją atakują? Być może oni naprawdę są wężami, złodziejami lub tyranami?
Pytanie trzecie: Czy tyrania może być ograniczona wyłącznie do (rządów - uz. red. pol.) jednej osoby? Czyż wielu ludzi nie może być tyranami? Wierzę w to, że źródłem siły powinno być prawo, w przeciwnym razie otrzymamy tyranię, a wtedy w krótkim czasie zaczną prosperować komitety rewolucyjne.
Pytanie czwarte: Czy większą szkodę przynosi skazanie jednego niewinnego, czy wybaczenie dziesięciu kryminalistom?
Pytanie piąte: Czyż nie jest tak, że fizyczne prześladowania ludzi handlu i myślicieli, prócz tego, że są nieskuteczne, prowadzą do zwiększenia waśni i niezgody?
Pytanie szóste: Jak można osiągnąć jedność narodu, która jest podstawą naszego życia społecznego, jeśli nie przez zniesienie przywilejów?
Pytanie siódme: Choć naruszanie zasady równości i ograniczanie jej stosowania do jedynie niektórych grup może wydawać się sprawiedliwym, czyż pod pewnym względem nie można uznać takiego postępowania za prześladowanie i złośliwość? Co więcej, ustalono niewinność osiemdziesięciu procent więźniów w owym więzieniu, którym wypłacono odszkodowanie i zwolniono ich. Wobec takiej sytuacji, czyż myśl o zemście w oczach ogółu społeczeństwa nie stanowiłaby wrogości? Nie mam Sądowi Wojennemu nic do powiedzenia (w tej sprawie - uz. red. pol.); niech martwią się o to jego informatorzy.
Pytanie ósme: Jeśli pewna grupa postrzegała samą siebie jako uprzywilejowaną i siłą, stale drażniąc wrażliwość wszystkich ludzi, sprawiła, że każdy zdawał się być przeciwny konstytucji; jeśli w końcu wszyscy zareagowali na działania owej upartej tyranii zgodnie z tym, co ci ludzie sami nazywają konstytucjonalizmem - to kogo powinno się za to obwiniać?
Pytanie dziewiąte: Jeśli ogrodnik otwiera bramę ogrodu i zaprasza wszystkich, aby weszli do środka, to któż będzie winien, jeśli ogród zostanie zniszczony?
Pytanie dziesiąte: Jeśli ludzie są wzywani przed sąd po tym, jak przyznano im wolność myśli i wolność słowa, czyż nie jest to równoznaczne z planem wyrządzenia krzywdy temu bezradnemu narodowi? Jeśli tak by się nie stało [32], to czyż nie można wyobrazić sobie tego, że do przeprowadzenia tego planu zostałby wykorzystany inny pretekst?
Pytanie jedenaste: Wszyscy przysięgają na konstytucyjny model rządów, co jednak, jeśli ktoś sprzeciwia się tym, którzy sprzeciwiają się znaczeniu konstytucji, lub zachowuje milczenie? Czyż nie byłaby wymagana od niego pewna forma pokuty? Czyż nie uczyniłoby to kłamców z ludzi tego narodu? Czyż nie sprawiłoby to, że niewinne społeczeństwo zaczęłoby być postrzegane jako kłamliwe, dotknięte demencją i lekkomyślne?
Podsumowując: Obecnie panuje krańcowa forma tyranii i prześladowań. Jest tak, jakby odrodziły się despotyzm i szpiegostwo; jakby nie chodziło o odzyskanie wolności od Sułtana Abdulhamida, lecz raczej o zwielokrotnienie i spotęgowanie tego, co było pomniejszą i drobną formą tyranii.
Połowa (dwunastego) pytania: Gdyby miał wystąpić ktoś, kto powie o człowieku mającym ciało tak delikatne i słabe, iż nie mógł znieść ukąszeń komarów i pszczół, a lękałby się ich tak, że ledwie mógłby je odganiać: "Jego zamiarem nie jest pozbycie się komarów, ale zbudzenie czujności wielkiego lwa i sprawienie, że ów lew nie da mu spokoju"... Zastanawiam się, jakiegoż głupca mógłby wystrychnąć na dudka tymi słowami!
Co do drugiej połowy pytania, nie zezwolono mi, abym ją ujawnił!
O, paszowie i oficerowie! Z całych swych sił mówię, że na wieki trwam przy ogólnych prawdach, jakie opublikowałem we wszystkich moich artykułach.
Przypuśćmy, że historia wezwie mnie przed sąd szariatu, przed sąd epoki szczęśliwości (naszego Proroka, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie - uz. red. tur.). Przedstawiłbym im dokładnie te same prawdy, jakie opublikowałem; co najwyżej odziałbym je w szatę typową dla tamtych czasów. Przypuśćmy, że zostanę wezwany przed krytyczny sąd umysłów następnych trzystu lat, poczynając od teraz. Łatając pęknięcia w ich rozległości i rozwoju, przedstawiłbym ponownie te same prawdy, jedynie w nowy sposób. Oznacza to, że rzeczywistość się nie zmienia; rzeczywistość jest prawdą.
Prawda zawsze zwycięża; prawda nie może zostać pokonana.
Naród się zbudził. Jeśli naród jest wprowadzany w błąd przez podburzające i umiejętnie sfabrykowane stwierdzenia, nie przetrwa. Życie złudzenia, które przyjmuje się jako prawdę, trwa krótko.
Płomień myśli ogółu rozproszy krotochwilne i bałamutne idee, i ujawni prawdę, in sza'a-llah.W waszym będącym torturą więzieniu czas
i miejsce były straszliwe i okrutne, więźniowie barbarzyńscy, dziennikarze byli szkodnikami, myśli były rozproszone, serca udręczone, sumienia zasmucone i zrozpaczone, urzędnicy od początku czerpali przyjemność z nieszczęść innych, a strażnicy byli agitatorami. Jednakże jako że mam czyste sumienie, taki stan rzeczy był dla mnie rozrywką, a różnorodne nieszczęścia zacząłem odczuwać tak, jakbym słuchał muzyki. Co więcej, w tym więzieniu ukończyłem lekcję, jaką w zeszłym roku otrzymałem w zakładzie psychiatrycznym. Podczas długiego nieszczęścia otrzymałem długą lekcję.
Dzięki smutkom człowieka niewinnego i prześladowanego, które są przyjemnościami tego świata, pojąłem lekcję mówiącą o okazywaniu współczucia słabym, a żywieniu krańcowej wrogości wobec okrucieństwa.
Mam silną nadzieję, że płacz wzbijający się z głębokich smutków tak wielu niewinnych serc, ich biadania i lamenty wzniosą się, by ukształtować chmurę miłosierdzia. Wraz z ustanowieniem nowych państw muzułmańskich w świecie islamu owe chmury wypełnione miłosierdziem już zaczęły się kształtować. Jeśli ta cywilizacja ma kłaść podwaliny pod tak niegodne przestępstwa i oszczerstwa, które prowadzą do buntu, pod bezwzględne myśli o zemście, pod diabelskie podszepty stwierdzeń podżegaczy i pod niedbałą postawę w religii, wówczas biorę wszystkich na świadków tego, że ponad pałace szczęśliwości tej tak zwanej cywilizacji, w których ropieje wrogość, przedkładam namioty nieujarzmionych koczowników z wysokich gór wschodnich prowincji, w których leżą pola absolutnej wolności. Wolność myśli, wolność słowa, życzliwość i spokój serca, których nie widzę w tej nikczemnej cywilizacji, w doskonały sposób panują w górach wschodnich prowincji.
Wedle mojej wiedzy, ludzie pióra powinni być uprzejmi, a jednak widzę, jak niektóre pozbawione dobrych manier gazety szerzą wrogość. Jeśli taki jest poziom ich dobrych manier, jeśli opinia publiczna ma być czymś tak zawiłym, zaświadczam, że wyrzekam się takiej literatury i nie jestem z nią w żaden sposób związany. Powrócę na szczyty gór opodal mego rodzinnego miasta, na górę Basit, aby studiować gwiazdy i ich inskrypcje w niebiosach zamiast gazet.
Przestrzeń naszego blasku jest wolna od skazy długu wdzięczności;
Wyrzeczenie się wzniosłych i niskich rang jest dla nas wiecznym błogosławieństwem;
Oddaliłyśmy się od pijaństwa ambicji i palących pragnień
Do tego stopnia, że odrzuciłyśmy zjednoczenie z tymi, których miłujemy.
Napomnienie: Moje wyrzeczenie się tak zwanej cywilizacji sprawi, że zaczniecie się zastanawiać. Zaiste, wolę pozostać Beduinem niż trzymać się cywilizacji przemieszanej z tyranią, rozpustą i upodleniem.
Ta cywilizacja prowadzi ludzi do nieszczęsnego i rozwiązłego stanu, jednakże jako że prawdziwą cywilizacją jest służenie postępowi i doskonałości rodzaju ludzkiego oraz urzeczywistnianie tych cech ludzkiej natury, które pozostają w sferze możliwości, zatem patrząc z tej perspektywy, pragnienie cywilizacji jest pragnieniem człowieczeństwa.
Ponadto powód mojego entuzjazmu dla konstytucji oraz pragnienia jej jako ideału jest następujący:
Najważniejszą bramą wiodącą do przyszłego postępu świata islamu i Azji jest wolność w ramach konstytucjonalizmu i domeny szariatu, zaś klucz do szczęścia i wniebowstąpienia islamu znajduje się w naradzie (ar. szura) w granicach konstytucjonalizmu.
Zaiste, do tej pory trzysta siedemdziesiąt milionów muzułmanów było miażdżonych przez tyranię cudzoziemskich sił. Dzisiaj, kiedy suwerenność islamu panuje nad światem, a szczególnie nad Azją, każdy muzułmanin z osobna oraz wszyscy razem powinni mieć prawdziwy udział w owej suwerenności, a wolność jest jedynym rozwiązaniem, jakie może wybawić z niewoli trzysta siedemdziesiąt milionów muzułmanów. Nawet jeśli przypuszczamy, że dla ustanowienia tej wolności wielką stratę poniesie społeczność dwudziestu milionów ludzi, niechaj zostaną oni poświęceni dla tej sprawy. Oddamy dwadzieścia milionów, aby w zamian otrzymać trzysta.
Biada! Cóż za wstyd! Narodyirasywobrębie naszego świata są przemieszane jak powietrze, nie zaś jak woda. In sza'a-llah, w rezultacie połączenia energii prawdy islamu i mocy, jaka jest wynikiem oświecenia poprzez poznanie islamu, zostanie ustanowiona zrównoważona sprawiedliwość.
Niech żyje legalny konstytucjonalizm!
Niech będzie błogosławiona oświecona wolność, całkowicie ukształtowana i rozwinięta w oparciu o podstawy prawd szariatu!
Bediuzzaman nie pozostał długo w Stambule, wyjechał do Van. Kiedy podróżował przez Batumi, zatrzymał się w Tyflisie (Tbilisi) i wspiął się na górujące nad mlamtem wzgórze znane jako Wzgórze Szejka San'ana. Kiedy spoglądał na roztaczający się dokoła widok, podszedł do niego rosyjski policjant i wywiązała się między nimi następująca rozmowa:
-Na co spoglądasz z taką uwagą? - zapytał policjant.
-Układam plany mojej medresy - odparł Bediuzzaman.
-Skąd jesteś?
-Z Bitlis.
-Tutaj jest Tyflis!
-Bitlis i Tyflis są braćmi.
-Co masz na myśli?
-W Azji i w świecie islamu zaczęły ukazywać się trzy światła, jedno po drugim - powiedział Bediuzzaman. Kiedy rozmawiam z tobą, słabną trzy poziomy ciemności, umieszczone jeden nad drugim. Pewnego dnia ta zasłona despotyzmu zostanie podarta i zniknie, a ja powrócę, aby zbudować tutaj moją medresę.
-Cóż to za pech dla ciebie! Jestem zdumiony tym, jak wiele masz nadziei.
-Ja zaś jestem zdumiony twoim rozumowaniem! Czyż byłoby możliwe, by ta zima trwała bez końca? Po każdej zimie następuje wiosna, a po każdej nocy przychodzi dzień.
-Przecież świat islamu został rozerwany na części!
-Poszli na studia - powiedział Bediuzzaman. - Oto Indie, jeden ze zdolnych synów islamu, który studiuje na brytyjskim uniwersytecie. Oto Egipt, mądry syn islamu, który pobiera lekcje od brytyjskiej administracji. Oto ziemie Kaukazu i Turkiestan, dwaj dzielni synowie islamu, którzy ćwiczą się w rosyjskiej szkole wojskowej. I tak dalej... Czyż nie widzisz, że kiedy owe szlachetne dzieci otrzymają dyplomy, każde z nich stanie na czele kontynentu i wzniesie sztandar ich potężnego i sprawiedliwego ojca, islamu, ponad horyzontami doskonałości? W ten sposób, poprzez przezwyciężenie wszelkich przeciwności, jakie przygotował dla nich los, oznajmią przed Bożym zarządzeniem (ar. qadr) tajemnicę przedwiecznej mądrości zawartej w ludzkości.
Po przybyciu do Van Nauczyciel odwiedzał poszczególne plemiona, dostarczając im przewodnictwa w kwestiach społeczeństwa, cywilizacji, wiedzy i życia. Później opublikował księgę na ten temat zatytułowaną Debaty (tur. Munazarat), spisaną w stylu pytań i odpowiedzi.
Rozmowy, jakie Bediuzzaman prowadził z politykami z jednej strony, a zwykłymi ludźmi z drugiej, są zaiste intrygujące. Jednakże we wszystkich owych rozmowach było jasne, iż jedynym celem tego człowieka jest rozpowszechnianie światła islamu i prawd Koranu po całym świecie. Żył tak, aby wypełnić swój obowiązek głosiciela Koranu.
Pytanie: Cokolwiek się stanie, nie chcemy, by jakakolwiek szkoda spotkała religię?
Odpowiedź: Islam jest jak słońce, którego nie można zgasić, dmuchając na nie. Jest jak jasny dzień, którego nie można zamienić w noc, zamykając oczy. Ci, którzy zamykają oczy, czynią dzień nocą jedynie dla samych siebie.
Ponadto czy lepiej powierzyć i pozostawić ochronę religii pokonanemu i nieszczęsnemu naczelnikowi wraz z nadskakującymi mu urzędnikami i bezmyślnymi oficerami policji, czy też lepiej, kiedy religia jest chroniona przez świetlisty filar, który powstaje z połączenia blasków Bożych świateł i świetlistych iskier dążeń zgodnych z islamem (dzięki czemu owe światła oraz iskry stają się źródłem muzułmańskich emocji, przewodzących społeczeństwu, a także litości wiary w ludzkich sercach), kiedy jest strzeżona przez taki diamentowy miecz? Sami zadecydujcie.
Tak, ów świetlisty filar zaiste podejmie się obowiązku ochrony religii, przyjmując go na głowę swego męstwa, na oko swej rozwagi i na barki swych wysiłków. Możecie już zobaczyć przebłyski spośród jego różnorodnych świateł, które ostatecznie połączą się i będą działać w harmonii. Nauka filozofii ustaliła, że emocje religijne, a szczególnie słowa zgodnej z naturą i prawdziwej religii, wywierają większy wpływ, jej osądy są bardziej wzniosłe, a działania bardziej znaczące.
Zaiste, nawet jeśli komar przestanie jazgotać, a pszczoła brzęczeć, nie pozwólcie, by wasz entuzjazm zaniknął i nigdy się nie zniechęcajcie. Muzyka Boga, która sprawia, że w jej takt kołysze się cały wszechświat i wprawia w drżenie tajemnice prawdy, nigdy nie cichnie, lecz jej głośny dźwięk słychać nieprzerwanie.
Przedwieczny Sułtan, Który jest Sułtanem Sułtanów, wypełnił cały wszechświat tą muzyką zwaną Koranem. Jej dźwięk wypełnia całe niebiosa i uderza w muszle będące mieszkaniami dla pereł intelektu - w serca i usta uczonych, szejków i kaznodziejów. Jej rozmaite dźwięki rezonują, powodując, że świat coraz głośniej rozbrzmiewa. Piętno i pieczęć owych wibracji tworzą księgi islamu, które stają się niczym strunowy instrument muzyczny, a każdy akord oznajmia zapis w jego niepowtarzalnym języku. Czyż zatem może być tak, by ci, którzy nie są w stanie usłyszeć uszami swoich serc owego niebiańskiego i duchowego dźwięku lub nie zważają na niego, mieli kiedykolwiek usłyszeć wibracje i brzęczenie przywódcy lub rządowego urzędnika, które przeciwnie, nie są głośniejsze niż bzyczenie komara?
(...)
Pytanie: Wolność zinterpretowano jako krańcowo szkodliwą. Zaprawdę, powiedziano nam, że wolność pozwala ludziom na popełnianie wszelkiej rozpusty i podłości, a nikt na to nie zareaguje, o ile innym nie stanie się żadna krzywda. Czy tak jest?
Odpowiedź: Ci, którzy tak mówią, faktycznie oznajmiają o własnych podłych i rozpustnych działaniach, nie zaś o swej wolności. Wygadują bzdury podobne dziecinnym wymówkom. Jest koniecznym, aby ta delikatna wolność miała dobre maniery i była upiększona przestrzeganiem szariatu. W przeciwnym razie wolności w rozpustnych i podłych uczynkach nie można uznać za wolność. Jest ona raczej zezwierzęceniem, tyranią Szatana i popadnięciem w niewolę nakazujących zło dusz.
Powszechna wolność jest bezpośrednim wynikiem wolności jednostki na najniższym poziomie. Wolność wymaga tego, by ani nie krzywdzić innych, ani też nie krzywdzić samego siebie.
Jednak, o ludzie spośród koczowników!, wasza wolność nie jest wolnością kompletną. Druga połowa wolności polega na tym, by nie zakłócać wolności innych. Prócz tego wolność, która jest przesiąknięta barbarzyństwem, a istnieje tylko na tyle, by przetrwać, można znaleźć również pośród górskich zwierząt, jakie są waszymi sąsiadami. Prawda
jest taka, że jeśli istnieje choć jedna rzecz, z której owe nieszczęsne dzikie zwierzęta czerpią przyjemność i pociechę, jest nią ich wolność.
Natomiast wolnością, która lśni jasno jak słońce, która jest umiłowaną przez dusze i zgodną z klejnotem człowieczeństwa, jest wolność przebywająca w pałacu szczęśliwości cywilizacji, przyozdobiona i przyodziana w ćwiczenie wiedzy, cnoty oraz islamu.
(...)
Pytanie: Jak wolność może być przymiotem wiary?
Odpowiedź: Honor i męstwo wiary znajdują się w człowieku, który dzięki więzi, jaką daje wiara, staje się sługą Sułtana wszechświata i nie zniży się do tego, aby poniżać się przed kimkolwiek innym. Nie pozwoli mu to zaakceptować żadnej tyranii ani też pozostawać pod rządami jakiegokolwiek despotyzmu. W ten sam sposób litość jego wiary nigdy nie pozwala mu na pogwałcenie wolności i praw innego człowieka.
Zaiste, uczciwy sługa sułtana nigdy nie poniży się do tego, aby być prześladowanym przez pastucha, i tak samo nigdy nie poniży się do tego, aby prześladować bezsilnego człowieka. Zatem im większa doskonałość wiary, tym wspanialej lśni wolność. Spójrzcie na epokę szczęśliwości [33].
Pytanie: Jak możemy być prawdziwie wolni w obecności znamienitego człowieka, jak gubernator, szejk czy uczony? Ich prawem jest górowanie nad nami poprzez ich cnoty, które sprawiają, że czujemy się jak więźniowie.
Odpowiedź: Zarządzanie prowincją, bycie szejkiem czy znamienitym człowiekiem wymagają pokory i skromności, nie arogancji i tyranii. Ci, którzy przejawiają arogancję, nie są dojrzałymi szejkami, zatem nie powinniście uważać ich za wielkich.
(...)
Pytanie: Cóż za nieszczęście! Co mamy powiedzieć owym przerażającym wężom, które już czekają z otwartymi paszczami, gotowe do tego, by zatruć nasze życie społeczne, rozerwać nasz naród na strzępy i przemienić nasze nadzieje w rozpacz?
Odpowiedź: Nie lękajcie się. Wraz z triumfem cywilizacji cnota i wolność zaczynają ważyć coraz więcej w świecie ludzkości. Krok po kroku, nieuchronnie odciążą drugą szalę wagi. Jeśli przyjąć że - niech Bóg uchroni! - zabiją nas i rozerwą nas na kawałki, możecie być pewni, że umrze nas dwudziestu, lecz powróci do życia trzystu. Strząsając z naszych głów kurz poniżenia i niezgody, oświeceni i zjednoczeni poprowadzimy
karawanę ludzkości. Nie będziemy lękać się śmierci, której wymaga najbardziej istotne, fundamentalne i wiecznie trwające życie. Nawet jeśli umrzemy, islam przetrwa. Niech będzie błogosławiony ten uświęcony naród!
Pytanie: Jak możemy być równi nie-muzułmanom?
Odpowiedź: Równość nie tkwi w cnotach i w honorze, lecz w prawie. Szach i biedak stają przed prawem jako równi sobie. Czyż miałoby być możliwe, by szariat, który prosi nas, abyśmy nie deptali mrówki i zabrania jej dręczenia, miał nie dbać o prawa synów Adama! Przenigdy... To raczej my się do niego nie stosowaliśmy. Zaiste, proces Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) z prostym żydem, a także fakt, że ten, z którego jesteście dumni, Salah ad-Din Ajjub [34], stawił się przed sąd na żądanie prostego chrześcijanina, poprawią was w tym błędzie .
Konstytucjonalizm jest suwerennością ludzi. Rząd staje się sługą ogółu. Kiedy konstytucjonalizm wprowadza się w życie we właściwy sposób, pułkownik czy gubernator nie są przywódcami, lecz raczej płatnymi sługami ogółu. Nie-muzułmanin nie może być szefem rządu, lecz może być sługą ogółu. Załóżmy, że oficjalne stanowisko jest rodzajem roli przywódcy. Gdy tylko trzy tysiące ludzi będą mieć udział w przywództwie i oficjalnych stanowiskach naszego kraju, dla trzystu tysięcy obywateli państw muzułmańskich całego świata stanie otworem droga do przywództwa i oficjalnych stanowisk. Strata, po której następuje tysiąckrotny zysk, nie jest stratą.
Podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca widziałem następujący stan rzeczy:
Orędownicy i obrońcy islamu, którzy byli rzecznikami konstytucjonalizmu, patriotami i bohaterami, wzięli czynny udział we wprowadzaniu w życie daru konstytucjonalizmu. Postrzegali go jako klejnot życia, dzięki któremu sprawią, że rządzący w swej modlitwie sprawiedliwości zwrócą się ku przewodnictwu. Udzielali rad i wprowadzali w życie pewne szczegóły, aby utrzymać święte miano szariatu mocą konstytucji. Chcieli unieśmiertelnić konstytucję siłą szariatu, a wszystkie błędy przeszłości przypisać postępowaniu sprzecznemu z prawem szari'a. Jednak później ci, którzy nie potrafiliby odróżnić prawej strony od lewej, krzyczeli naśladując patriotów: "Chcemy szariatu!", ponieważ - niech Bóg uchroni! - uważali oni szariat za odpowiedni dla despotyzmu. Prawdziwy cel stał się trudny do osiągnięcia, a plany zostały opracowane. Wówczas pojawili się pewni ludzie ukryci za fałszywymi maskami dokładania starań, którzy pogwałcili uświęcone imię szariatu. Oto skaza, jakiej należy się strzec!
(...)
Prawdziwie wierzę w to, że nawet jeśli ich umysły i idee całkowicie odeszły od islamu, to wrodzona natura i sumienie człowieka mającego muzułmański rodowód nigdy nie porzucą islamu. Nawet jeśli ludzie są najbardziej głupi i rozpustni, będą popierać islam, który jest mocnym murem dającym oparcie, szczególnie jeśli są zaznajomieni z polityką.
Co więcej, od epoki szczęśliwości aż do obecnych czasów historia nigdy nie odnotowała tego, by muzułmanin myśląc w sposób racjonalny przedłożył inną religię nad islam. Są tacy, którzy wyrzekli się religii, ale to już inna sprawa, zaś co się tyczy naśladownictwa, to nie ma ono znaczenia. Tymczasem wyznawcy innych religii z całą pewnością wchodzili do sfery islamu dzięki rozsądkowi, umysłowi i rozstrzygającym świadectwom, i nadal tak czynią. Jeśli będziemy w stanie ukazać prawdziwy
islam, prawdę i uczciwość godną islamu, w przyszłości ludzie będą przyjmować islam całymi grupami.
Historia uczy nas również tego, że ludzie islamu stawali się cywilizowani w stopniu proporcjonalnym do tego, w jakim stosowali się do prawd islamu. Co tyczy się innych, to stawali się ludźmi cywilizowanymi w stopniu odwrotnie proporcjonalnym do tego, w jakim trzymali się swojej religii.
Prawda uczy nas tego, że ludzkość, która się zbudziła, nigdy nie może istnieć bez religii. Szczególnie wtedy, gdy człowiek zbudził się i pojął, co to znaczy być człowiekiem, stając się kandydatem do (szczęśliwej - uz. red. pol.) przyszłości i wieczności; tacy ludzie nigdy nie mogą żyć jako ateiści. Przebudzona ludzkość, która nie osiągnęła punktu, w jakim znajdzie wsparcie przeciwko atakom wszechświata, ani punktu zbawienia, w jakim rozkwitną jej nieskończone pragnienia - to jest owej sadzonki prawdy, jaką jest religia prawdziwa - nie przeżyje. To z powodu owej tajemnicy w każdym człowieku zbudziło się pragnienie odnalezienia prawdziwej religii, co oznacza, iż jest to pozytywnym znakiem tego, że naturalną religią ludzkości będzie islam.
O, wy nieuczciwi ludzie! Jak to możliwe, że uważaliście prawdy islamu - który może objąć, zjednoczyć, utrzymać przy życiu i rozświetlić cały wszechświat - za tak restrykcyjne, że uznaliście, iż tyczą się one tylko ludzi biednych i fanatyków, i spisaliście na straty połowę jego wyznawców? Cóż sprawia, że jesteście tak zuchwali, by wyobrażać sobie, że świetlisty pałac islamu - który jest wszechstronnym systemem prawnym, łączącym w sobie wszelkie doskonałości, aby dostarczyć zaopatrzenie wszystkim wzniosłym uczuciom człowieczeństwa - jest niczym czarny namiot żałobny, że ograniczacie jego prawa do nielicznych ludzi zubożałych, żyjących jak Beduini i takich, którzy są reakcjonistami?
Pytanie: Posuwasz się za daleko i zaczynasz brać wyobrażenia za rzeczywistość. Znieważasz nas, traktując nas tak, jakbyśmy byli ignorantami. Żyjemy u kresu czasu, a sprawy będą miały się jedynie gorzej!
Odpowiedź: Dlaczego świat miałby być dla każdego światem postępu, a jedynie dla nas światem upadku? Jeśli tak myślicie, wobec tego przestaję do was przemawiać i zwracam się w tym miejscu do ludzi przyszłości:
O wy, Saidowie, Hamzowie, Omerowie, Osmanowie, Tahirowie, Jusufowie, Ahmedowie i inni, którzy uważnie słuchacie słów Światła i obserwujecie nas ukrytym spojrzeniem ze świata tego, co niewidzialne (ar.ghajb),ze wzniosłej epoki, która nadejdzie za trzysta lat, do was się zwracam! Unieście głowy i powiedzcie: "To jest prawda!",
a powinniście być zobowiązani, aby tak uczynić. Jeśli współcześni nie poświęcają mi żadnej uwagi, niechaj tak będzie. Wołam do was przez telegraf bez drutu, który sięga z dolin przeszłości zwanej historią aż do waszej wzniosłej przyszłości. Cóż mogę uczynić? Choć spieszyłem się, przybyłem zimą, jednak wy przybędziecie podczas rajskiej wiosny. Ziarna Światła, które teraz zostały zasadzone, wykiełkują na waszych polach. Oto, czego oczekujemy w zamian za naszą służbę:
Kiedy przybędziecie do tej epoki przeszłości, odwiedźcie nasze groby. Przynieście kilka darów owej wiosny do cytadeli, która strzeże grobu mojej medresy Horhor , a która będzie schronieniem dla naszych kości. Wezwijcie nas, ponieważ powiemy odźwiernemu, aby się was spodziewał, a usłyszycie okrzyki: هَن۪يئًا لَكُمْ «Winszujemy wam!» dochodzące z naszych grobów.
Niechaj będzie tak, że te dzieci, które wraz z nami ssą pierś owej epoki, których oczy zwrócone są ku przeszłości, a których idee są - jak one same - pozbawione wiary i bezładne, biorą prawdy owej księgi za wytwór wyobraźni. Wiem bowiem, że kwestie wyłożone w owej księdze wy przyjmiecie jako prawdę.
O, moi rozmówcy! Wołałem do was z całych sił, ponieważ stoję na szczycie minaretu trzynastego stulecia (hidżry - uz. red. tur.) i nawołuję, wzywając tych, którzy pozornie są cywilizowani, lecz pozostają obojętni wobec religii, a ich umysły pogrążone są w najgłębszych dolinach przeszłości.
Wobec tego, o wy, nieszczęśnicy podobni chodzącym trupom, porzucający islam, który jest niczym dusza obu światów [35], nie stawajcie na drodze nadchodzącemu pokoleniu! Czeka na was grób. Odejdźcie na bok, aby mogły przejść przyszłe pokolenia, które z wiarą rozprzestrzenią prawdy islamu po całym wszechświecie!
Pytanie: Ludzie żyjący przed nami byli lepsi od nas lub nam podobni, lecz ci, którzy nadejdą w przyszłych pokoleniach, będą od nas dalece gorsi?
Odpowiedź: O, Turcy i Kurdowie! Gdybym miał zwołać zgromadzenie waszych przodków sprzed tysiąca lat oraz waszych potomków, jacy przyjdą za dwieście lat, aby poprosić ich, by dołączyli do nas w owym burzliwym miejscu, jakim jest obecna epoka... Czyż wasi przodkowie
stojący po prawej stronie nie powiedzieliby: "O, psotne dzieci, które roztrwoniłyście nasze dziedzictwo! Czyż wy macie być rezultatem naszego życia? Cóż za nieszczęście! Na próżno się do nas porównujecie! Uczyniłyście nasze życie bezowocnym i jałowym!" i czyż wasze dzieci z kraju przyszłości, stojące po lewej stronie, nie staną przy waszych przodkach po prawej stronie, aby powiedzieć: "O, leniwi rodzice, czyż to wy macie być nasieniem naszego życia i tymi, którzy łączą nas z naszymi chwalebnymi przodkami? Cóż za nieszczęście! Porównujecie siebie do nas, lecz jakże niesłuszne, zawiłe i bezładne są owe porównania!"
A zatem, o koczownicy spośród Beduinów (i o wy, ślepi naśladowcy rewolucji - uz. aut.)!, oczami wyobraźni widzieliście, jak obie strony owego wielkiego zgromadzenia buntują się przeciwko wam.
Powiem zatem, co następuje:
Prawdziwie macie potencjał, aby ukazać nadzwyczajne męstwo. Gdyby zbudzili się ci, którzy postrzegają swoje życie poprzez sprawy drobne, takie jak pomniejsze zaszczyty czy konwencjonalna chwała, lub poprzez słowa "ten-to-a-ten jest dzielny", lub ci, którzy poświęcają się, by nie doznało uszczerbku dostojeństwo ich agi, czyż nawet gdyby mieli żyć po tysiąckroć, nie spojrzeliby na swe życie z perspektywy będącego bezcennym skarbem narodu muzułmańskiego, to jest przez pryzmat narodowości islamu, dającej duchowe wsparcie braterstwa trzystu milionów ludzi? Z pewnością ten, kto jest w stanie poświęcić swe życie dla czegoś tak drobnego, jak dziesięć monet, skwapliwie poświęci je dla czegoś dziesięć tysięcy razy bardziej wartościowego.
Na nieszczęście, dobro które należało do nas, obecnie spoczywa w rękach niemuzułmanów, tak jak zostały przez nich skradzione również nasze zalety moralne. Jest tak, jakby niektóre z naszych wzniosłych moralnych zasad społecznych pozostawiły nas dla nich, będąc niezadowolonymi z tego, że wśród nas nie ma na nie popytu. Z kolei niektóre z ich rozwiązłych cech zostały wystawione na targu naszej ignorancji po tym, jak nie było na nie popytu wśród niewiernych.
Ponadto czyż nie jesteście zaskoczeni, widząc że nie-muzułmanie odebrali nam błyskotliwe i będące cechą skromności słowa: "Jeśli
umrę, mój kraj, mój naród i moi towarzysze będą żyć dalej", które w tej epoce są fundamentalną zasadą postępu, a raczej są tym, czego wymaga prawdziwa religia? Jeden z ich bohaterów powiedział: "Jeśli umrę, mój naród będzie żył, a mój duch przetrwa, aby żyć wraz z nim". Tymczasem słowa: "Nie dbam o stan świata po mojej śmierci, nawet jeśli pogrąży się w szalejącej burzy",
Jeśli umrę z pragnienia, niechaj nie spadnie już ani kropla deszczu, które są podstawą wszelkiego poniżenia i indywidualizmu, które są słowami głupców i cechą tych, których spojrzenie ogranicza się do umiłowania tego świata, ujęły w dłoń wodze naszych wysiłków i prowadzą nas.
Zatem najlepszymi z przymiotów są te, których oczekuje nasza religia. Powinniśmy całym naszym jestestwem, całymi sumieniami i ideami, ze wszystkich sił powiedzieć: "Nawet jeśli umrzemy, islam, który jest naszym narodem, będzie żył wiecznie. Niech żyje mój naród! Wystarczą mi nagrody życia ostatecznego. Moje życie duchowe, które jest częścią życia mego narodu, utrzyma mnie przy życiu i wyda plon w postaci przyjemności wzniosłego królestwa.
Śmierć jest dla nas świętem pierwszego dnia wiosny.
Powinniśmy pozwolić, by prowadzili nas oświeceni przewodnicy Światła wraz z ich wysiłkami.
(...)
Pytanie: Co jest naszą najważniejszą potrzebą?
Odpowiedź: Uczciwość.
Pytanie: A po niej?
Odpowiedź: Nie kłamać.
Pytanie: A następnie?
Odpowiedź: Prawdomówność, wierność, szczerość intencji (ar. ichlas), wytrwałość i współpraca.
Pytanie: Dlaczego?
Odpowiedź: Istotą niewiary (ar. kufr) jest nieszczerość, a istotą wiary (ar. iman) jest prawdomówność. Czyż ten dowód nie jest wystarczający,
aby ukazać, że trwałość naszego życia leży w trwałości naszej wiary, wierności i współpracy?
Pytanie: Czy nie jest tak, że najpierw powinni zmienić się na lepsze nasi przywódcy?
Odpowiedź: Zaiste, jak wasi przywódcy przywłaszczyli sobie wasz majątek i trzymali go w swoich kieszeniach, tak albo odebrali wam waszą inteligencję, albo zamknęli ją w waszych umysłach. Teraz zatem będę mówił do inteligencji, którą wam odebrali.
O, naczelnicy i przywódcy! Strzeżcie się polegania na Bogu poprzez lenistwo [36]. Nie zrzucajcie odpowiedzialności za działanie jedni na drugich. Powinniście nam służyć poprzez nasz majątek, który przetrzymujecie, oraz poprzez naszą inteligencję, którą wam oddaliśmy, ponieważ już otrzymaliście waszą nagrodę poprzez wykorzystywanie owych nieszczęśników.
Jeszcze nie jest za późno, teraz jest wam dane to, co utraciliście w przeszłości.
Teraz zatem jest czas, aby służyć.
(...)
Podsumowując: Islam się zbudził. Zło ujrzano jako zło, a dobro jako będące dobrem. To właśnie owa tajemnica jest tym, co uczyniło plemiona z tych dolin żałującymi za grzechy. Co więcej, ową zdolność stopniowo przyswajają sobie wszyscy muzułmanie. Ponieważ jednak jesteście Beduinami, a wasza prawdziwa natura nie uległa zafałszowaniu, już jesteście krewnymi świętej narodowości islamu.
Podczas mojej podróży pewien człowiek widząc mój strój pomyślał, że jestem kupcem i powiedział:
-Czy jesteś kupcem?
-Tak, jestem kupcem oraz chemikiem - odpowiedziałem.
-Jak to?
-Istnieją dwa pierwiastki, które łączę ze sobą. Z jednego wytwarza się zbawienne lekarstwo, podczas gdy z drugiego - lśniące światło.
-Gdzie można je znaleźć?
-Na targowisku cywilizacji i cnoty. Znajdują się one w pudełku zwanym sercem, które jest albo czarne, albo lśniące jak diament; można znaleźć je na statku krążącym wokół ciebie w odległości dwóch stóp.
-Jak się nazywają?
-Wiara, miłość, wierność i dokładanie starań.
Ten, który jest chodzącą gazetą, ojcem niczego, dzieckiem tego wieku, bratem i kuzynem osobliwości -
Po pobycie w Van Bediuzzaman wyjechał do Damaszku. Wobec nalegań uczonych z Damaszku wygłosił chutbę (kazanie piątkowe) w Meczecie 'Umajjadów, w obecności blisko dziesięciu tysięcy ludzi i stu wysokiej rangi uczonych. Kazanie spotkało się z wielkim uznaniem i poklaskiem. Zostało ono wydrukowane i opublikowane pod tytułem Kazanie z Damaszku (tur. Hutbe-i Samiye).
Owo kazanie z Damaszku jest wartościową lekcją i chutbą zarówno dla muzułmanów, jak również dla całej ludzkości. Poprzez racjonalne świadectwa dowodzi ono istnienia fizycznych i duchowych chorób, z jakimi zmaga się świat islamu, mówi o przyczynach nieszczęścia i niewoli oraz ukazuje i doradza jedyne wyjście z tej sytuacji. Oznajmia dobrą nowinę o tym, że od tej pory islam dokona najwspanialszego postępu materialnego oraz duchowego, a cywilizacja muzułmańska, która powstanie w całej swej doskonałości i majestacie, oczyści powierzchnię świata z wszelkiego brudu.
W obecnych czasach i w obecnych warunkach pobierałem lekcje w szkole życia społecznego ludzkości, aby dowiedzieć się, że istnieje
sześć chorób, które zatrzymały nas w średniowieczu, zamykając nas w jego więzieniu, podczas gdy cudzoziemcy i Europejczycy wzlecieli ku przyszłości dzięki postępowi. Owe choroby są następujące:
1. Wyzwolenie rozpaczy, a utrata nadziei w naszym życiu.
2. Śmierć prawdomówności w polityce dotyczącej życia społecznego.
3. Umiłowanie wrogości.
4. Nieświadomość istnienia świetlistych więzi, które łączą ludzi wiary.
5. Despotyzm, który rozprzestrzenia się niczym różne rodzaje chorób zakaźnych.
6. Ograniczenie wysiłków do tych, które mogą przynieść osobiste korzyści.
Lekarstwo na owe sześć strasznych chorób naszego życia społecznego objaśnię poprzez sześć Słów, których nauczyłem się z Koranu, będącego niczym wydział medycyny. Uważam je za zasady leczenia.
SŁOWO PIERWSZE
Tym słowem jest nadzieja (ar. amal), to jest umiłowanie silnej nadziei pochodzącej od Bożego miłosierdzia.
Tak, oto co mówię, opierając się na lekcji, jaką otrzymałem: O, zgromadzenie muzułmanów! Daję wam dobrą nowinę o pierwszych znakach prawdziwego brzasku szczęśliwości Arabów, który nadejdzie jako efekt doczesnego szczęścia muzułmanów (szczególnie szczęścia Osmanów), przede wszystkim poprzez wzrost islamu .
Rzucając wyzwanie beznadziei, z pełnym przekonaniem, aby usłyszał mnie cały świat, powiem, że:
Przyszłością jest islam i tylko islam, a islam jest prawdami Koranu i wiary, które zapanują nad każdą rzeczą. Swoje lekcje pobrałem od wielu wskazówek prawdziwości tego twierdzenia. Zaczynam od wprowadzenia, w którym wspomnę o półtorej z owych wskazówek:
Prawdy islamu ze swej natury są doskonale zdolne do tego, by stać się przyczyną duchowego oraz materialnego postępu.
Jeśli chodzi o aspekt pierwszy, którym jest postęp duchowy, to wiedzcie o tym, że najbardziej dokładnym świadectwem prawdy jest
historia, która zapisuje prawdę wydarzeń, a teraz historia wskazuje na nas. Nawet głównodowodzący armii japońskiej, który pokonał Rosję, zaświadczył prawdomówność islamu, mówiąc:
"Historia pokazuje, że ludy islamu rozwijały się cywilizacyjnie i dokonywały postępu proporcjonalnie do wpływu wywieranego przez prawdy islamu oraz do stopnia, w jakim muzułmanie postępowali zgodnie z owym wpływem. Historia pokazuje, że muzułmanie upadali w dzikość, nieszczęście i całkowity zamęt, żyjąc w klęsce i nieszczęściu, proporcjonalnie do osłabienia stopnia, w jakim trzymali się prawd islamu. W przypadku innych religii jest wręcz przeciwnie".
(...)
Jeśli będziemy w stanie ukazać doskonałość moralności islamu oraz prawdy wiary w naszych działaniach, wyznawcy innych religii z pewnością tłumnie będą przyjmować islam. Zaprawdę, islam przyjmą nawet niektóre kontynenty i kraje na obliczu świata.
(...)
O, moi bracia w tym Meczecie 'Umajjadów, i o wy, którzy znajdujecie się w wielkim meczecie świata islamu! Wy również powinniście wyciągnąć lekcję ze straszliwych wydarzeń minionych czterdziestu pięciu lat. Oprzytomnijcie całkowicie, o wy, którzy jesteście myślicielami, którzy posiadacie wiedzę i uważacie się za oświeconych!
W skrócie: My, muzułmanie, którzy jesteśmy uczniami Koranu, postępujemy za dowodami. Obejmujemy prawdy wiary inteligencją, umysłem i sercem. W przeciwieństwie do niektórych wyznawców innych religii nie wyrzekamy się dowodu na rzecz naśladowania duchownych. Zatem w przyszłości, kiedy będą panować wiedza i nauka, to Koran, który opiera się na racjonalnych dowodach i został ugruntowany w umysłach, będzie królował nad każdą rzeczą.
Co więcej, zaczęły podnosić się zasłony, które zaćmiły słońce islamu, które powstrzymały jego wschód i uniemożliwiły mu oświecenie ludzkości. Ci, którzy powstrzymywali owo słońce, zaczęli się wycofywać. Pierwsze znaki świtu ukazały się czterdzieści pięć lat temu, a prawda wzejdzie w roku 1371 (1951 - uz. red. tur.). Jeśli okaże się, że będzie to fałszywy brzask, to prawdziwy brzask wstanie w ciągu trzydziestu do czterdziestu lat.
Tak, istniało osiem poważnych przeszkód, które uniemożliwiły islamowi przezwyciężenie przeszłości:
Przeszkody pierwsza, druga i trzecia to ignorancja cudzoziemców, ich barbarzyństwo i fanatyzm religijny. Te trzy przeszkody zostały roztrzaskane przez cnoty wiedzy oraz cywilizacji i zaczęły rozpadać się na kawałki.
Przeszkody czwarta i piąta to autorytet i władza duchownych oraz przywódców religijnych, a także fakt, że cudzoziemcy ślepo ich naśladowali. Te dwie przeszkody również zaczęły być niszczone przez ideę wolności oraz pęd do poszukiwania prawdy, jakie powstały wśród ludzkości.
Przeszkody szósta i siódma to nasze niemoralne postępowanie biorące początek z despotyzmu, a także nasze sprzeciwianie się zaleceniom szariatu, które stało się zawadą. Zanik despotycznej władzy jednostek jest znakiem tego, że za trzydzieści do czterdziestu lat zaniknie również przerażający despotyzm stowarzyszeń i komitetów, a wraz z powstaniem muzułmańskiego zapału i z tym, jak ludzie uświadomią sobie szpetne konsekwencje niemoralności, te dwie przeszkody, które już zaczęły blaknąć, również znikną. In sza'a-llah, znikną one całkowicie.
Przeszkoda ósma to myślenie, wedle którego niektóre pozytywne kwestie współczesnej nauki mają być sprzeczne z prawdami islamu. Takie myślenie do pewnego stopnia uniemożliwiło zwycięstwo owych prawd w przeszłości.
Na przykład dwóch duchowych aniołów, którzy noszą imiona Saur i Hut, a zostali wyznaczeni przez Boże zarządzenie urzędnikami i nadzorcami, wyobrażano sobie (dosłownie) tak, jakby mieli być olbrzymimi, cielesnymi bykiem i rybą. Zatem nieświadomi ukrytej za ich istnieniem mądrości naukowcy i filozofowie przyjęli stanowisko sprzeczne z islamem.
Setka podobnych temu przykładów ukazuje, że kiedy prawda zostaje objaśniona, nawet najbardziej uparci spośród filozofów są zmuszeni do tego, by się jej podporządkować. Zaprawdę, w dziele Cuda Koranu Traktaty Światła ukazują blaski cudowności w każdym wersecie, pozornie stojącym w sprzeczności z nauką. Ukazują one w słowach i zdaniach Chwalebnego Koranu prawdy tak wzniosłe, że nauka nawet nie jest w stanie ich dosięgnąć, a które naukowcy poddają krytyce. Zmuszają do podporządkowania się nawet najbardziej upartego filozofa. Stoją one otworem dla każdego, kto chce je zobaczyć; i tak powinno się stać. Można zatem ujrzeć, jak owa przeszkoda została zniszczona czterdzieści pięć lat po wypowiedzeniu tych słów .
Zaiste, niektórzy spośród dociekliwych uczonych islamu pisali na ten temat, a oto i wskazówki tego, że owe osiem poważnych przeszkód zostanie unicestwionych.
Tak, jeśli nie teraz, to trzydzieści do czterdziestu lat później wyposażona w cnoty nauki, prawdziwej wiedzy i cywilizacji skłonność do poszukiwania prawdy, uczciwości i umiłowania człowieczeństwa zostanie wysłana, wyposażona w owe trzy siły, na osiem frontów walki z owymi ośmioma szwadronami wroga. Już teraz sprawiła, że nieprzyjaciele się wycofują, a in sza'a-llah całkowicie rozbije ich w ciągu połowy stulecia.
Zaiste, dobrze wiadomo, że "najbardziej niezaprzeczalną cnotą jest ta, o której cnotliwości zaświadczają nawet jej wrogowie".
(...)
Po przytoczeniu jako przykładów tej zasady słów księcia Bismarcka i Mr. Carlyle'a potwierdzających prawdomówność islamu, Bediuzzaman mówił dalej:
Zatem opierając się na fakcie, że pola umysłu Ameryki i Europy wydały plan w postaci genialnych dociekliwych uczonych, takich jak Mr. Carlyle i Bismarck, z całkowitą pewnością mówię, że Europa i Ameryka są w ciąży, z której narodzi się islam, a pewnego dnia dadzą życie państwu muzułmańskiemu, tak jak Osmanowie są w ciąży, z której narodzi się Europa, i pewnego dnia dadzą życie państwu zorganizowanemu na wzór europejski.
O, moi bracia, którzy jesteście tutaj, w Meczecie 'Umajjadów, i o wy, którzy pół wieku później znajdujecie się w meczecie świata islamu! Czyż owe punkty wprowadzenia, jakie wymieniłem od początku do tej pory, nie wskazują na fakt, że jedynie do islamu będzie należało duchowe panowanie nad ziemiami przyszłości; że to islam skieruje ludzkość ku szczęściu na tym świecie i w życiu ostatecznym wraz z religią prawdziwych naśladowców Jezusa, która pozbędzie się zabobonów i zepsutych wierzeń, podąży za Koranem i zjednoczy się z islamem?
Aspekt drugi: Potężne powody dla materialnego rozwoju islamu ukazują, że islam będzie dominował w przyszłości również materialnie. Podczas gdy aspekt pierwszy udowodnił rozwój islamu w kwestiach duchowych, niniejszy aspekt drugi ukazuje rozwój materialny islamu oraz jego supremację w przyszłości. Istnieje pięć nadzwyczaj potężnych i niezniszczalnych "sił", które ukazały się i połączyły, aby osiedlić się w sercu duchowej osobowości świata islamu.
Siłą pierwszą jest prawda islamu, która jest mistrzem wszelkiego rodzaju doskonałości, która może sprawić, że trzysta milionów dusz stanie się jedną, która jest wyposażona w prawdziwą cywilizację oraz pozytywne i prawdziwe nauki, a której istoty nie jest w stanie zniszczyć żadna siła.
Siłą drugą jest żarliwa potrzeba, która jest prawdziwym mistrzem cywilizacji i przemysłu, a jest wyposażona w narzędzia i zasady doskonałości osiąganej przy poniżeniu i ubóstwie; wytwarza ona siłę, której nie można ani uciszyć, ani zmiażdżyć.
Siłą trzecią jest wolność, do której zachęca szariat, która naucza ludzkości wzniosłych celów poprzez współzawodnictwo w osiąganiu wzniosłych rzeczy, a także sprawia, iż ludzkość dokłada starań na owej drodze; która jest tym, co rozbija despotyzm, a wzbudza wzniosłe uczucia; która jest wyposażona w uczucia zazdrości i zawiści, w pragnienie rywalizacji, w całkowite przebudzenie i skłonność do odrodzenia, a jest predyspozycją do bycia cywilizowanym, to jest wyekwipowanym w inklinację oraz pragnienie najwyższych doskonałości godnych człowieczeństwa.
Siłą czwartą jest przyodziane w litość męstwo, jakie daje wiara. Polega ono na tym, by nie poniżać samego siebie, nie bić czołem niesprawiedliwym i prześladowcom, a także nie poniżać tych, którzy są prześladowani. Jest przestrzeganiem wolności, jaką daje szariat, polegającej na tym, by nie nadskakiwać prześladowcom, nie wywyższać się ponad bezradnych i nie okazywać im arogancji.
Siłą piątą jest chwała islamu, która głosi podtrzymywanie słowa Boga. W tej epoce podtrzymywanie słowa Bożego zależne jest od rozwoju materialnego i może być głoszone jedynie poprzez osiągnięcie prawdziwej cywilizacji. Nie może być żadnych wątpliwości co do tego, że w przyszłości duchowa osobowość świata islamu w pełni wykona stanowczy rozkaz, jaki chwała islamu daje poprzez wiarę.
Zaiste, jak w przeszłości rozwój islamu opierał się na rozbiciu fanatyzmu wroga i zniszczeniu jego uporu, a także na zbrojnym zapobieganiu jego napaści, tak w przyszłości tym, co pokona i rozbije wroga, nie będzie miecz, lecz duchowe miecze cywilizacji, rozwój materialny, prawda i sprawiedliwość.
Wiedzcie, że tym, co rozumiem przez cywilizację, są jej cnoty i jej dobroć, które zapewniają korzyści dla ludzkości, nie zaś grzechy i zło, które naśladują idioci wyobrażający sobie, iż są one cnotami cywilizacji, a skutkiem tego niszczący nasz majątek. Nigdy nie mogliby oni zdobyć świata, dając swoją religię jako łapówkę! Ponieważ zło cywilizacji przeważa nad jej dobrem, a jej grzechy przedkłada się ponad jej cnoty, ludzkość otrzymała dwa niszczące ciosy w postaci dwóch wojen światowych, które wprawiły ową grzeszną cywilizację w całkowity zamęt i sprawiły, że zwymiotowała krwią, plamiąc nią oblicze ziemi.
In sza'a-llah w przyszłości dzięki sile islamu cnoty cywilizacji zatriumfują, oblicze ziemi oczyści się z brudu i będzie zapewniony powszechny pokój.
Zaiste, jako że cywilizacja europejska nie jest oparta na cnocie i prawdzie, lecz raczej na złudzie i żądzy, rywalizacji i prześladowaniu, a do tej pory zło cywilizacji przeważało nad jej dobrem, owa cywilizacja wraz ze wszystkimi jej komitetami rewolucyjnymi stała się drzewem zjadanym od środka przez robaki, a spojrzenie z tej perspektywy daje przekonującą przyczynę zwycięstwa cywilizacji Azji i świadectwo owego zwycięstwa. W krótkim czasie cywilizacja Azji zwycięży.
Jak to możliwe, że popadacie w rozpacz i niszczycie duchową siłę świata islamu, kiedy przyszłość wykłada przed ludźmi wiary i islamu takie środki materialnego i duchowego postępu wraz z tak przekonującymi i pewnymi powodami owego postępu? W rozpaczy i beznadziei popełniacie śmiertelny błąd, przypuszczając, że świat jest światem postępu dla Europejczyków i dla każdego innego, lecz jest światem upadku dla nieszczęsnych ludów islamu.
Jako że skłonność do osiągnięcia doskonałości jest częścią wrodzonej natury wszechświata i ludzkości, zatem z pewnością, jeśli tylko nagle nie nastanie Dzień Zguby jako rezultat człowieczej tyranii i niesprawiedliwości, jako pokuta za przeszłe błędy ludzkości, sprawiedliwość i prawda in sza'a-llah\poprowadzą nas ku doczesnemu szczęściu dla świata islamu.
Tak, wiedzcie, że czas nie biegnie po linii prostej (tak, by jego początek i koniec oddalały się od siebie), lecz raczej jest to ruch po okręgu, podobny ruchowi naszej planety. Niekiedy bieg czasu ukazuje lato i wiosenną porę rozwoju, a niekiedy ukazuje porę zimy i burze upadku.
Jak po każdej zimie przychodzi wiosna, a świt przychodzi po każdej nocy, tak ludzkość również in sza'a-llah\będzie miała swój świt i swoją wiosnę. Możecie oczekiwać od miłosierdzia Jedynego Boga tego, że sprawi On, by wzeszło słońce prawdy islamu, aby mogła stać się widoczną prawdziwa cywilizacja. (...)
SŁOWO DRUGIE
Doświadczenie całego mego życia doprowadziło mnie do następujących myśli:
Rozpacz jest najbardziej straszliwą chorobą, jaka znalazła drogę do serca świata islamu. To owa rozpacz, która - jak gdyby nas zabijała - sprawiła, że dwadzieścia milionów muzułmanów na wschodzie stało
się żyjącymi w koloniach sługami małego kraju na zachodzie, którego populacja liczy milion lub dwa miliony.
To owa rozpacz, która zabiła naszą wzniosłą moralność i odwróciła jej uwagę od publicznego dobra, ograniczając ją wyłącznie do osobistych korzyści.
To owa rozpacz, która zniszczyła źródło naszej duchowej siły. Choć przy niewielkiej mocy byliśmy w stanie sięgnąć od wschodu do zachodu dzięki duchowej sile, biorącej swój początek z wiary, to ponieważ owa nadzwyczajna siła duchowa została złamana przez rozpacz, tyrani Europy przez ostatnie czterysta lat trzymali w niewoli trzysta milionów muzułmanów.
Co więcej, to przez ową rozpacz, która każe postrzegać obojętność i lenistwo innych jako usprawiedliwienie dla własnego lenistwa, ludzie mówią: "Kogo to obchodzi! Wszyscy są zrujnowani tak jak ja", wyrzekają się męstwa, jakie daje wiara i porzucają służbę dla islamu.
Jako że owa choroba stała się przyczyną tak wielkiej tyranii w naszym życiu i zabija nas, zastosujemy prawo "oko za oko" (ar. qisas) i zabijemy ją, używając wersetu: Koran 39:53
In sza'a-llah, przetrącimy jej grzbiet prawdą hadisu:
Nie powinniśmy całkowicie wyrzekać się nawet tego, czego nie jesteśmy w stanie w pełni uzyskać
Rozpacz jest zgubną chorobą, jest rakiem wszystkich wspólnot i wszystkich narodów. Będąc przeszkodą na drodze do doskonałości, jest całkowicie sprzeczna z prawdą słów
Jestem taki, jak wyobraża sobie Mnie Mój sługa, czyniąc je cechą i wymówką tchórzy, ludzi podłych i słabych. Nie jest to cecha męstwa w islamie. W szczególności nigdy nie może się ona stać cechą Arabów, którzy stali się przyczyną dumy całej ludzkości dzięki szlachetnemu charakterowi, jakim zostali obdarowani. Narody świata islamu pobierały od Arabów lekcje wytrwałości. In sza'a-llah, Arabowie porzucą rozpacz i jeszcze raz powstaną w solidarności i zgodzie z Turkami, którzy są bohaterską armią islamu, aby sztandar Koranu załopotał nad wszystkimi zakątkami świata.
SŁOWO TRZECIE
Badania, jakie prowadziłem przez całe życie, a także streszczenie i istota wstrząsów, jakim podlegało życie społeczne, poinformowały mnie o tym, że prawdomówność jest prawdziwym fundamentem islamu, jest tym, co spaja wzniosłe cechy charakteru, jest skłonnością do wzniosłych uczuć. Musimy zatem wskrzesić w nas prawdomówność i uczciwość, które są fundamentem naszego życia społecznego, i uleczyć przy ich pomocy nasze duchowe choroby.
Zaprawdę, prawdomówność i uczciwość są życiodajnymi korzeniami życia społecznego islamu. Hipokryzja (ar.rija)jest kłamstwem poprzez działanie. Pochlebstwo i sztuczność są kłamstwem z tchórzostwa. Niezgoda i postępowanie hipokryty (ar. munafiq)\są kłamstwem przynoszącym szkodę. Co się tyczy kłamstwa, jest ono oszczerstwem dla mocy Stwórcy, Któremu należy się wszelka chwała (ar. As-Sani Zu'l-Dżalal).
Niewiara (ar. kufr)\we wszystkich jej rodzajach jest fałszem i kłamstwem. Wiara (ar.~iman)\jest prawdomównością i uczciwością.
Z powodu owej tajemnicy prawda i kłamstwo są nieskończenie odległe od siebie, jak wschód od zachodu. Nie mogą one mieszać się ze sobą nawzajem jak ogień i światło, tymczasem okrutna polityka i propaganda tyranów mieszają je ze sobą i wprowadzają zamęt w doskonałościach ludzkości .
O, moi bracia! Z owej lekcji, jakiej udzielił Said czterdzieści pięć lat temu, można pojąć, iż był on mocno zaangażowany w politykę i życie społeczne islamu. Baczcie, abyście nie przypuszczali, iż obrał on metodę uczynienia religii instrumentem czy też narzędziem polityki - niech Bóg uchroni! Raczej ze wszystkich swych sił starał się on o to, by uczynić politykę narzędziem religii. Miał on powiedzieć: "Przedkładam jedną z prawd religii nad tysiąc kwestii politycznych". Zaiste, czuł on, że czterdzieści czy pięćdziesiąt lat temu, w odpowiedzi niektórym hipokrytom spośród ateistów, którzy powzięli zamiar i myśl wykorzystania polityki jako instrumentu niewiary, on również powinien pracować ze wszystkich sił nad tym, by uczynić politykę sługą i instrumentem prawd islamu.
Niemniej jednak, po dwudziestu latach ujrzał, że w odpowiedzi owym potajemnym hipokrytom i ateistom, którzy używali "westernizacji" jako pretekstu dla uczynienia polityki instrumentem niewiary, niektórzy pobożni ludzie polityki zaczęli pracować nad uczynieniem polityki narzędziem polityki islamu. Słońce islamu nie może być narzędziem świateł ziemskich ani nie może się im podporządkować, zaś używanie go jako narzędzia jest poniżaniem cnoty islamu, jest niszczycielską zbrodnią. Zaiste, oto, co stary Said ujrzał poprzez ten typ tworzenia stronnictw politycznych:
Pewien pobożny uczony żarliwie wychwalał hipokrytę sprzyjającego jego poglądom politycznym, zaś krytykował pobożnego hodżę, który się im sprzeciwiał, twierdząc, że zboczył on z drogi prostej. Stary Said powiedział do niego: "Gdyby diabeł popierał twoje poglądy, prosiłbyś o błogosławieństwo dla niego, a kiedy anioł sprzeciwia się twoim poglądom politycznym, będziesz go przeklinał". Stary Said powiedział zatem: '"Szukam schronienia u Boga przed Szatanem i polityką" i na ostatnie trzydzieści (a teraz już czterdzieści - uz. red. tur.) wycofał się z polityki*.
*Pomimo trzech niezależnych dochodzeń sądowych i skrupulatnych dochodzeń przeprowadzonych przez urzędników państwowych, nawet jeśli został zmuszony do tego, aby wystąpić przeciwko tyranom będącym apostatami i hipokrytami, nawet kiedy wydano tajny rozkaz zamordowania go, nie znaleziono najmniejszego znaku wykorzystywania religii przez naszego Nauczyciela do celów politycznych, co jest najbardziej jednoznacznym dowodem tego, iż nigdy nie używał on religii jako instrumentu polityki. Jako uczniowie Światła, którzy byli naocznymi świadkami jego życia, byliśmy zdumieni owym nadzwyczajnym wyczynem i uznaliśmy go za ukazanie szczerości intencji (ar. ichlas) w sferze Traktatów Światła - uczniowie Światła.
O, moi bracia w tym Meczecie 'Umajjadów, i o wy, moi bracia, którzy jesteście czterystoma milionami ludzi wiary w wielkim meczecie świata islamu następnych czterdziestu czy pięćdziesięciu lat! Zbawienie można osiągnąć jedynie poprzez uczciwość i prawdomówność. «Najpewniejszym uchwytem» (ar. al-'urłatu-l usqa)[37] jest uczciwość, co znaczy, że najsilniejszym łańcuchem, jakiego można się uchwycić, jest prawdomówność. Co się tyczy kłamstwa z powodu konieczności lub dla korzyści, to obecna epoka unieważniła tę praktykę.
(...)
SŁOWO CZWARTE
Oto, czego nauczyłem się najbardziej bezapelacyjnie z życia społecznego ludzkości i w rezultacie moich badań:
Tym, co najbardziej zasługuje na umiłowanie, jest miłość sama w sobie, a tym, co najbardziej zasługuje na wrogość, jest wrogość sama w sobie. Oznacza to, że przymiot miłości i działanie miłowania, które dają początek ludzkiemu życiu społecznemu, same w sobie najbardziej zasługują na miłość i bycie umiłowanymi, zaś wrogość i nieprzyjaźń, które niszczą każde włókno ludzkiego życia społecznego, same w sobie najbardziej zasługują na odrazę i wrogość, a także na to, aby czuć do nich wstręt jako do szpetnej i szkodliwej cechy.
(...)
SŁOWO PIĄTE
Oto lekcja, jaką otrzymałem od wzajemnej narady, jaką zaleca prawo szari'a:
W tej epoce pojedynczy grzech popełniony przez człowieka nie pozostaje jednym złym czynem, lecz niekiedy rośnie i rozprzestrzenia się, aż stanie się setką złych czynów. Pojedynczy dobry uczynek nie
pozostaje jednym dobrym czynem, lecz niekiedy może wzrosnąć do tysiąca dobrych uczynków. Mądrość owej tajemnicy jest następująca:
Wolność, jaką zaleca prawo szariatu, a także wzajemna narada, do jakiej szariat zachęca, ukazały wyższość naszej prawdziwej narodowości. Islam jest fundamentem i duchem naszej prawdziwej narodowości. Przez wzgląd na to, że są chorążymi owego narodu, Kalifat Otomański i armia turecka są niczym zbroja i cytadela narodowości islamu. Strażnikami owej świętej cytadeli są dwaj prawdziwi bracia, Arab i Turek.
To dzięki więzi, jaką daje owa uświęcona narodowość, cały lud islamu przybrał postać jednego klanu. Jak poszczególni członkowie plemienia, tak różne społeczności w obrębie islamu są połączone i wzajemnie powiązane poprzez braterstwo islamu. Wspierają się nawzajem duchowo, a także - jeśli zachodzi taka potrzeba - fizycznie. Jest tak, jakby wszystkie społeczności islamu były powiązane świetlistym łańcuchem.
Kiedy jeden człowiek z danego klanu popełnia zbrodnię, w oczach innego, wrogiego klanu, zostaje ona przypisana każdemu z członków tego plemienia. Owo wrogie plemię będzie żywić wrogość do całego klanu, jak gdyby każdy z jego członków popełnił tę zbrodnię, a jedno przestępstwo stanie się jak gdyby tysiącami przestępstw. Jednakże jeśli jeden człowiek z owego klanu spełnia chwalebny dobry uczynek odnoszący się do charakteru całego plemienia, wówczas każdy z członków klanu będzie dumny z owego uczynku. Wszyscy członkowie klanu będą tak dumni, jak gdyby sami spełnili ów dobry uczynek.
W rezultacie owej prawdy w tej epoce, a szczególnie za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat, pojedynczy zły czyn nigdy nie pozostanie (związany - uz. red. pol.) jedynie z tym, kto się go dopuścił, lecz raczej będzie wykroczeniem przeciwko prawom milionów ludzi ze społeczności muzułmańskich. Wiele przykładów tej prawdy stanie się widocznych w ciągu czterdziestu do pięćdziesięciu lat.
O, bracia, którzy słuchacie moich słów tutaj, w Meczecie 'Umajjadów, i o wy, muzułmanie w meczecie świata islamu za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat! Nie rozgrzeszajcie siebie samych, mówiąc: "Nie wyrządzamy nikomu krzywdy, lecz również nie mamy sił na to, by zrobić cokolwiek dobrego, zatem jesteśmy usprawiedliwieni". Wasze usprawiedliwienie nie zostało przyjęte. Wasze lenistwo, wasz brak starań wyrażany słowami: "Cóż mnie to obchodzi?", a także fakt, że nie wykazujecie żadnych starań biorących początek z jedności islamu i jego prawdziwej narodowości, przyczyniają wam samym poważnej szkody i są niesprawiedliwością wobec was samych.
Chociaż jeden zły uczynek może rosnąć, aż stanie się tysiącem, dobry czyn - to jest, dobro związane ze świętością islamu - również nie pozostanie ograniczonym wyłącznie do człowieka, który go spełnił, lecz raczej owo dobro potencjalnie może dostarczyć duchowych korzyści milionom ludzi wiary. Może umocnić więzi ich życia duchowego i materialnego. Oto dlaczego nie jest to czas, byście rzucali się na łoża lenistwa, mówiąc: "Cóż mnie to obchodzi"!
O, moi bracia w tym meczecie, i o wy, moi bracia, którzy za czterdzieści czy pięćdziesiąt lat zgromadzicie się w meczecie świata islamu! Nie przypuszczajcie, że wszedłem na tę kazalnicę, by udzielać wam rad. Raczej stoję tutaj, by domagać się od was naszych praw. Pomyślność małych społeczności, takich jak Kurdowie, ich szczęście na tym świecie i w życiu ostatecznym, zależą od mistrzowskich nauczycieli wielkich społeczności arabskich i tureckich, takich jak wy. Wasze lenistwo i bezczynność wyrządzają szkodę nam, waszym młodszym braciom, którzy również jesteśmy społecznościami w obrębie islamu.
Zwracam się tymi słowami szczególnie do was, o wy, Arabowie, którzy jesteście szanowani i liczni, którzy albo już się zbudziliście, albo się przebudzicie!, ponieważ to wy byliście naszymi nauczycielami i przywódcami wszystkich społeczności muzułmańskich, i zwykliście być wojownikami islamu. Dopiero później przybył potężny naród turecki i wsparł was w tym świętym zadaniu. Z tego powodu wasze lenistwo staje się znaczącym grzechem, zaś wasze dobre dzieła i cnotliwe uczynki są wielce znaczące i wzniosłe. Wielce oczekujemy od miłosierdzia Boga Jedynego tego, że w ciągu czterdziestu do pięćdziesięciu lat społeczności arabskie utworzą najbardziej wzniosłe państwo, podobne Stanom Zjednoczonym Ameryki, że powiedzie się wam, jak za dawnych czasów, ustanowienie suwerenności islamu, obecnie znajdującego się w niewoli, ponad połową świata lub raczej ponad większością naszej planety. Jeśli wkrótce nie nastąpi Dzień Zguby (ar. Jaum al-Qijama), in sza'a-llah ujrzą to przyszłe pokolenia.
Strzeżcie się, moi bracia! Nie przypuszczajcie i nie wyobrażajcie sobie, że tymi słowami rozbudzam wasze starania, byście zaangażowali się w politykę. Niech Bóg uchroni! Prawda islamu jest ponad wszelkie działania polityczne, a wszystkie ugrupowania polityczne mogą jedynie jej służyć. Uczynienie islamu instrumentem polityki przekracza granice wszelkiej działalności politycznej.
Przy mej ułomnej zdolności pojmowania wyobrażam sobie sferę społeczną islamu jako fabrykę, zawierającą wiele trybów i działów.
Jeśli jeden tryb w owej fabryce pozostanie w tyle lub będzie działał niesprawiedliwie wobec innego trybu, zostanie zniszczony mechanizm całej maszyny. Oto dlaczego bliski jest czas muzułmańskiej jedności. Koniecznym jest, byście nie patrzyli na osobiste błędy drugiego człowieka.
Powiem wam z żalem i smutkiem, że jak niektórzy cudzoziemcy odebrali nam najbardziej wartościowe z naszych majątków i nasze kraje, a w zamian dali nam zepsute towary, tak zabrali nam wzniosłe cechy moralne i niektóre z naszych pięknych cech charakteru, biorące początek z owych wzniosłych cech moralnych, a odnoszące się do życia społecznego. Wykorzystali je jako środki własnego postępu, a zapłacili nam ich rozwiązłymi cechami moralnymi i rozwiązłymi cechami charakteru. Oto przykład:
Poprzez cechę narodową, jaką zaczerpnęli od nas, jeden z nich powie do ludzi: " Jeśli umrę, niech żyje mój naród, ponieważ będę żył wiecznie w moim narodzie". Zaczerpnęli oni te słowa od nas i stały się one najsilniejszym fundamentem ich postępu. Te słowa zostały nam ukradzione, tymczasem pochodzą one z religii prawdy i wyłoniły się one z prawd wiary. Są nasze, są własnością ludzi wiary!
Jednakże z powodu nieczystych i złych cech charakteru, z jakimi zaznajomili nas cudzoziemcy, samolubny człowiek spośród nas mówi do naszych ludzi: "Jeśli umrę z pragnienia, niech na świecie przestanie padać deszcz. Jeśli nie będę szczęśliwy, niechaj cały świat obróci się w ruinę; któżby o to dbał". Owe głupie słowa powstają z bezbożności i z nieświadomości życia ostatecznego. Przeniknęły do nas z zewnątrz i zatruwają nas.
Co więcej, dzięki idei narodowości, jaką zaczerpnęli od nas owi cudzoziemcy, jeden człowiek spośród nich staje się tak wartościowy, jak cały naród, ponieważ wartość człowieka jest proporcjonalna do stopnia jego wysiłków. Ktokolwiek za cel swoich starań obiera swój naród, sam staje się małym narodem.
Poprzez niedbalstwo i przyjmowanie szkodliwych cech charakteru cudzoziemców (choć posiadamy tak silną i uświęconą narodowość islamu), poprzez mówienie: "Ja! Ja!" przy braku zważania na interesy narodu, poprzez ograniczanie uwagi jedynie do osobistych korzyści, tysiąc ludzi upadnie tak bardzo, jak gdyby byli jednym człowiekiem.
Oznacza to, że ktokolwiek ogranicza swe wysiłki jedynie do własnego "ja", nie może być uważany za człowieka, ponieważ poprzez naturę, z jaką zostali stworzeni, ludzie są istotami społecznymi. Ich osobiste życie może przetrwać jedynie poprzez ich życie społeczne. Na
przykład zastanówcie się, od ilu rąk zależy bochenek chleba jednego człowieka (i jak całuje on owe ręce w zamian za ów chleb); jak wiele jest fabryk, z którymi ów człowiek jest powiązany poprzez ubrania, które nosi. Ponieważ w odróżnieniu od zwierząt ludzie nie mogą żyć okryci jedynie własną skórą, są oni w naturalny sposób połączeni z innymi braćmi w człowieczeństwie i zmuszeni do tego, aby płacić im duchową cenę, a zatem ze swej prawdziwej natury skłaniają się ku cywilizacji. Ci, którzy ograniczają swą uwagę do osobistych korzyści, przestaną być ludźmi, a staną się ohydnymi zwierzętami, pozbawionymi wszelkiej niewinności. Wyjątkiem jest sytuacja, w której człowiek rzeczywiście nie może nic zrobić i ma uzasadnione usprawiedliwienie.
SŁOWO SZÓSTE
Kluczem do szczęścia muzułmanów w życiu społecznym islamu jest praktykowanie konsultacji i narady, tak jak nakazuje to szariat. Werset:
[38] nakazuje naradę jako podstawową zasadę. Konsultacja między stuleciami i epokami poprzez medium, jakim jest historia, stała się podstawą rozwoju ludzkości i fun-damentami jej nauki. W ten sam sposób jednym z powodów, dla których Azja, ów największy kontynent, pozostała nierozwiniętą, jest fakt, iż nie praktykuje ona owej prawdziwej konsultacji.
Klucze i odkrycia przyszłości kontynentu azjatyckiego leżą w konsultacji (ar.maszłara).Oznacza to, że społeczności i kontynenty muszą praktykować naradę w ten sam sposób, w jaki konsultują się ze sobą jednostki, ponieważ to dzięki konsultacji połączonej z wolnością biorącą początek z szariatu i zrodzoną z cnoty i litości wiary pękną i znikną kajdany i łańcuchy różnych form tyranii, skuwające stopy trzystu, a raczej czterystu milionów muzułmanów. To właśnie owa prawowita wolność, przyozdobiona zwyczajami szariatu i przestrzeganiem jego nakazów, przepędzi zło rozpustnej cywilizacji Zachodu. Wolność według szariatu, która powstaje z wiary (ar. iman), zaleca dwie zasady:
To oznacza, że wiara (ar.iman)wymaga tego, by nie znieważać innych i nie mieć ich w pogardzie poprzez prześladowania i despotyzm, a także tego, by nikt nie poniżał się przed tyranami. Ktoś, kto prawdziwie jest sługą Jedynego Boga, nie może być sługą innych. Nie czyńcie nikogo prócz Boga Jedynego, waszego Pana (ar. Ar-Rabb) panem nad wami! Oznacza to, że kto nie uznaje Boga Jedynego, ten przypisze panowanie (ar.rububijja)wszystkiemu i wszystkim, stosownie do ich poziomu, i będzie przez nich nękany psychicznie. Tak, prawowita wolność szariatu jest łaską Wszechmocnego Boga, ukazującą Jego Imiona Ar-Rahman (Najbardziej Miłosierny) i Ar-Rahim (Najbardziej Litościwy), jest cechą charakterystyczną wiary.
Niech żyje prawdomówność! Śmierć rozpaczy! Niech miłość trwa wiecznie! Niech narada odnajdzie siłę! Niechaj wszelka hańba, przygana i odraza spadną na tych, którzy podążają za swymi złudzeniami i cielesnymi pragnieniami! Niechaj pokój i bezpieczeństwo będą z tymi, którzy podążają drogą prostą Jedynego Boga (ar. huda-llahi)!\Amen!
Bediuzzaman niedługo pozostał w Damaszku. Udawszy się do Stambułu, rozpoczął starania na rzecz otwarcia uniwersytetu, jaki chciał za-łożyć we wschodniej Anatolii i nazwać Medresetu'z-Zehra. Towarzyszył sułtanowi Resadowi w jego podróży do Rumelii jako przedstawiciel wschodnich prowincji. Podczas podróży pociągiem Bediuzzaman rozmawiał z dwoma nauczycielami szkolnymi o pewnej ważnej kwestii. Streszczenie tej dyskusji zostało włączone jako dodatek do dzieła zatytułowanego Kazanie z Damaszku. W tym miejscu załączamy jego deggment:
Na początku okresu wolności (Drugiego Okresu Konstytucyjnego) dołączyłem do sułtana Resada w jego podróży do Rumelii jako przedstawiciel wschodnich prowincji. W pociągu wywiązała się dyskusja z dwoma przyjaciółmi, wykształconymi w nowoczesnych naukach.
Zapytali mnie oni: «Co jest silniejsze i bardziej konieczne: zapał religijny czy zapał narodowy?», a oto, co im odpowiedziałem:
Dla nas jako dla muzułmanów, zgodnie z naszą wiarą i praktyką, religia i narodowość są właściwie jednym. Różnica jest jedynie względna, pozorna i (sztucznie - uz. red. pol.) wytworzona. Zaiste, religia jest życiem i duchem narodu. Kiedy zapał narodowy i zapał religijny są postrzegane jako odrębne i różne, tym, który wywiera wpływ zarówno na prostych ludzi, jak i na klasy wyższe, jest zapał religijny, podczas gdy wpływ zapału narodowego jest ograniczony jedynie do jednego procentu ludzi - to jest do tych, którzy poświęcają swe osobiste korzyści na rzecz narodu. Zatem to zapał religijny jest tym, co musi być podstawą prawd ogółu. Zapał narodowy powinien być sługą, siłą i fortecą zapału religijnego.
Szczególnie jako ludzie Wschodu nie jesteśmy podobni do tych z Zachodu. Tym, co włada wnętrzem naszych serc, jest zmysł religii. Fakt, że przedwieczne zarządzenie Boże większość proroków wysłało na Wschód, jest znakiem tego, że jedynie zmysł religii jest tym, co zbudzi Wschód i poprowadzi go do postępu. Epoka szczęśliwości i czasy tabia'in [39] są rozstrzygającym świadectwem tej prawdy.
O, moi przyjaciele, którzy jesteście moimi kolegami z klasy w tej ruchomej szkole zwanej pociągiem, którzy pytacie mnie o to, czy większy nacisk powinno się kłaść na zapał religijny, czy na zapał narodowy! O wy, którzy studiowaliście nauki nowoczesne, a teraz wraz z nami podróżujecie ku przyszłości pociągiem czasu!, mówię również do was:
Zapał religijny i narodowość islamu całkowicie zjednoczyły się w Turkach i Arabach i stały się nierozłączne. Zapał muzułmański jest świetlistym, najbardziej silnym i najbardziej solidnym łańcuchem, rozpoczynającym się od Tronu Boga. Jest "najpewniejszym uchwytem" (ar. al-'urłatu-l usqa) [40], który nie złamie się ani nie cofnie. Jest świętą fortecą, której nie można ani zniszczyć, ani pokonać.
Po tym, jak powiedziałem to owym dwóm oświeconym nauczycielom, zapytali mnie: "Jakie przedstawisz świadectwo dla tych słów? Tak wspaniałe twierdzenie wymaga równie wspaniałego dowodu i potężnego świadectwa. Jakie jest jego świadectwo?"
Nagle pociąg wyjechał z tunelu, a my wyjrzeliśmy przez okno, wychylając przez nie głowy. Ujrzeliśmy dziecko, które nie miało nawet sześciu lat, stojące tuż obok toru, po którym właśnie miał przejechać pociąg. Zwróciłem się do dwóch mych przyjaciół-nauczycieli i powiedziałem:
Czy widzicie to dziecko? Językiem swego ciała dostarcza ono doskonałej odpowiedzi na nasze pytanie. Niech to niewinne dziecko będzie zamiast mnie naszym nauczycielem w owej ruchomej szkole. Spójrzcie, jak język jego ciała mówi nam o następującej prawdzie:
Spójrzcie, jak to dziecko stoi ledwie metr od miejsca, w którym przejedzie owa potworna istota, w chwili, gdy rycząc, wyjeżdża ona z tunelu w swej przerażającej szarży. Atak owej potwornej istoty grozi każdemu, kto tylko stanie jej na drodze, jej potężną siłą ciągu i rozdzierającym wrzaskiem. Choć wykrzykuje ona swe groźby, wołając: "Tylko spróbuj stanąć mi na drodze!", owo niewinne dziecko pozostaje tuż obok jej szlaku. W swej doskonałej wolności, z nadzwyczajnym męstwem i bohaterstwem, nie zwraca żadnej uwagi na te groźby, lecz pomniejsza je, mówiąc w swym niewielkim bohaterstwie: "Hej, pociągu! Nie przerazisz mnie swoim grzmiącym rykiem!", a dzięki swej determinacji i sile jak gdyby mówiło: "Hej, pociągu! Jesteś tylko więźniem systemu. Twa kierownica znajduje się w rękach tego, kto tobą kieruje. Zaatakowanie mnie przekracza granice twych możliwości. Nie możesz ujarzmić mnie poprzez swój despotyzm. Idź dalej swoją drogą, za zezwoleniem twego dowódcy".
A zatem, o moi przyjaciele w tym pociągu i o wy, bracia, którzy będziecie studiować nauki pięćdziesiąt lat później! Przypuśćcie, że perski Rustam [41] lub grecki Herakles z całym ich sławnym bohaterstwem przemierzyli czas i stanęli na miejscu tego dziecka. Jako że w ich czasach nie było pociągów, nie uwierzyliby, że pociąg porusza się zgodnie z pewnym systemem. Możecie zrozumieć, jak wielce przerażeni byliby owi dwaj bohaterowie i jak daleko uciekliby, kiedy pociąg nagle wyjechałby z tunelu, grożąc, że ich zaatakuje, z ogniem na swej głowie, z oddechem przypominającym grom i z oczami miotającymi błyskawice. Przy całej odwadze, z której byli znani, uciekliby w przerażeniu dalej niż o sto metrów stąd. Spójrzcie zatem i zobaczcie, jak wiele z ich wolności i męstwa zniknęłoby w obliczu owego potwornego zagrożenia. Jedynym wyjściem dla nich byłaby ucieczka, ponieważ nie uznaliby oni pociągu za posłusznego wierzchowca, jako że nie uwierzyliby w istnienie człowieka, który kieruje nim i wydaje mu rozkazy. Zamiast tego wyobraziliby go sobie jako bestię, do której z tyłu przywiązano dwadzieścia innych przerażających drapieżnych bestii wielkości wagonów.
O, moi bracia, i o wy, moi przyjaciele, którzy słuchacie tych słów pięćdziesiąt lat później! Tym, co daje owemu dziecku, które nie ma nawet sześciu lat, daleko więcej wolności i męstwa niż mieli ich ci
dwaj bohaterowie, a także poziom nieustraszoności i zaufania dalece przewyższający ich poziomy, są wiara (ar. iman) i ufność, będące niczym ziarna prawdy w jego sercu. Dziecko uznaje istnienie systemu, wedle którego działa pociąg, maszynisty, który ma nad nim kontrolę, fakt, że ruch pociągu podlega pewnemu porządkowi, a także fakt, że ktoś kieruje pociągiem na własny rachunek. Tym zaś, co przeraża dwóch bohaterów i czyni ich sumienia więźniami złudzeń, są ich ignorancja i niewiara widoczne w tym, że nie uznają oni istnienia maszynisty ani nie wierzą w istnienie systemu, wedle którego działa pociąg.
Tym, co spowodowało niezwyczajny strach, trwogę i niepokój dwóch bohaterów w naszych dwóch przypowieściach, były ich brak wiary, ignorancja i zbłądzenie. Prawda, którą Traktaty Światła ukazały poprzez setki dowodów, z których dwa zostały już wyrażone na początku tego traktatu, jest następująca:
Niewiara i zbłądzenie ukazują ludziom zbłądzenia cały wszechświat tak, jakby składał się on z szeregu przerażających wrogów. Pokazują, że ręce ślepej siły, bezcelowego przypadku i głuchej natury atakują nieszczęsnych ludzi poprzez tysiące rozmaitych wrogów, od Układu Słonecznego aż do bakterii gruźlicy w ciele człowieka. Naciskając na wszechstronną naturę człowieka, jej uniwersalne możliwości, nieskończone potrzeby i niekończące się pragnienia nieprzerwanymi strachem, bólem, trwogą i niepokojem, ukazują drzewo Piekła w niewierze i zbłądzeniu; wtrącają tych, którzy za nimi podążają, do swego rodzaju piekła, kiedy jeszcze pozostają oni na tym świecie. To pokazuje, że cała nauka i cały ludzki postęp poza sferą religii i wiary jest wart tyle, co nic, podobnie jak bohaterstwo Rustama i Heraklesa, a wszystkie działania niewiary są jedynie aplikowaniem pijaństwa i rozpusty, aby chwilowo przytępić zmysły i nie odczuwać owych bolesnych lęków.
Zatem jak wiara (ar. iman) i niewiara (ar. kufr) wydają w życiu ostatecznym takie owoce, jak Raj i Piekło, tak również na tym świecie wiara dostarcza duchowego raju i przekształca śmierć w zwolnienie z obowiązków, zaś niewiara przekształca ten świat w duchowe piekło, niszczy prawdziwe szczęście ludzkości i czyni śmierć wieczną egzekucją. Traktaty Światła, opierając się na jasnej wnikliwości, bezpośrednim poznaniu oraz wizji (ar. szuhud), ukazały tę prawdę wraz z setkami jej dowodów. Odsyłamy was zatem do Traktatów, a w tym miejscu przerywamy omówienie tego tematu.
Jeśli chcecie ujrzeć prawdę tkwiącą w owym porównaniu, unieście głowy i spójrzcie na wszechświat. Spójrzcie i zobaczcie, jak wiele jest
w nim pojazdów takich jak kolej żelazna, sterowce, samochody, samoloty, okręty lądu i morza..., planety gwiazd, ciała niebieskie, łańcuchy kolejno następujących po sobie wydarzeń, które moc Przedwiecznego stwarza zgodnie z określonym porządkiem, systemem, mądrością i zamysłem, zachodzących na lądzie, na morzu i w przestrzeni kosmicznej. Ktokolwiek tylko posiada inteligencję i wzrok, może ujrzeć większość z owych łańcuchów w wydarzeniach świata przejawów i w materialnym wszechświecie, a następnie potwierdzi ich istnienie. Tacy ludzie będą również w stanie potwierdzić, że istnieje jeszcze więcej cudownych i następujących po sobie wydarzeń, stworzonych przez moc Przedwiecznego w świecie duchowym i w światach bezcielesnych.
Zatem wszystkie owe materialne i niematerialne łańcuchy wydarzeń we wszechświecie atakują niewierzących ludzi zbłądzenia, grożą im i przerażają ich, niszcząc w ten sposób ich siłę moralną i duchową. Natomiast jeśli chodzi o ludzi wiary, nie grożą im ani ich nie przerażają, lecz raczej przynoszą im radość i pocieszenie, dają siłę i nadzieję. Jest tak, ponieważ ludzie wiary dzięki swej wierze widzą, że Wszechmądry Stwórca wprawia w ruch każdy z owych niezliczonych łańcuchów wydarzeń, owe cielesne i bezcielesne linie kolejowe oraz podróżujące wszechświaty, aby wykonywały swe funkcje zgodnie z doskonałymi porządkiem, regularnością, mądrością i zamysłem; że to On sprawia, iż wszystkie działają. Ani nie ma w ich wykonywaniu obowiązków najmniejszego zamieszania, ani też nie mogą one wykraczać przeciwko sobie nawzajem. Ludzie wiary dzięki swej wierze widzą, że owe wydarzenia ukazują doskonałość kunsztu Stwórcy i są przejawami Jego piękna, widocznymi we wszechświecie. Wiara dostarcza im najbardziej pełnej siły duchowej i ukazuje próbkę wiecznego szczęścia.
Zatem nic, żadna nauka ani żaden postęp, nie może zapewnić siły moralnej i duchowej w obliczu okropnych cierpień i lęków powstających z niewiary, której trzymają się ludzie zbłądzenia, ani też nie może dać im żadnej pociechy. Ich męstwo jest zniszczone, lecz niedbalstwo na pewien czas rozciąga nad nimi zasłonę, zwodząc ich.
Jednakże ludzie wiary właśnie z powodu swej wiary nie patrzą na owe wydarzenia ze strachem lub pozbawieni siły duchowej, lecz - jak dziecko w naszym porównaniu - spoglądają na wszechświat z nadzwyczajnymi siłą i hartem ducha, a także z prawdą, jaką daje wiara. Obserwują oni planowanie i wolę Wszechmądrego Stwórcy w sferze Jego mądrości i są wybawieni od złudzeń i strachu. Pojmując to, mówią: "Gdyby nie rozkaz i zezwolenie Wszechmądrego Stwórcy, owe podróżujące wszechświaty
nie mogłyby pozostawać w ruchu, nie mogłyby niczego uczynić". Z doskonałym zaufaniem ukazują oni szczęście w życiu na tym świecie, każdy stosownie do stopnia swej wiary.
Kiedy serce i sumienie człowieka nie są siedzibą prawdy zrodzonej z wiary i prawdziwej religii, kiedy nie są dla niego punktem oparcia, męstwo takiego człowieka będzie unicestwione tak, jak skruszyły się męstwo i bohaterstwo Rustama i Heraklesa w naszym porównaniu, zaś jego sumienie zgnije. Stanie się on więźniem wszystkich wydarzeń we wszechświecie i pogrąży się w byciu żebrakiem, drżącym ze strachu przed każdą rzeczą.
Jako że Traktaty Światła ukazały poprzez setki rozstrzygających dowodów ową prawdę dotyczącą wiary i straszliwej niedoli, jaką wydaje na świat zbłądzenie, w tym miejscu przerywamy omawianie owej długiej i rozległej prawdy.
Ludzkość w tym stuleciu dostrzegła, że tym, czego potrzebuje najbardziej, są moralna i duchowa siła, pocieszenie i hart ducha. Zatem w owym czasie wyrzeczenie się islamu i prawd wiary, które zapewniają siłę moralną, pociechę i szczęście, jakich potrzebuje człowiek, a miast czerpania korzyści z narodowości islamu poleganie - pod pretekstem stania się człowiekiem Zachodu - na zbłądzeniu, rozpuście oraz kłamliwych polityce i dyplomacji, całkowicie zniszczy wszelką moralność. Ludzie zbudzą się, aby dostrzec tę prawdę, a jeśli czas tego świata nie dobiegł jeszcze końca, mocno uchwycą się prawd Koranu.
Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi pod koniec pierwszej wojny światowej.W owym czasie trwały próby wybudowania wielkiego uniwersytetu muzułmańskiego w Kosowie. Be َ"zzaman powiedział zarówno członkom Partii Jedności i Postępu, jak i sułtanowi Resadowi: "Wschód, który jest niczym centrum świata islamu, daleko bardziej potrzebuje takiego uniwersytetu". Skutkiem tego obiecano mu, że ów uniwersytet zostanie wybudowany na wschodzie. Później jednak wybuchła (pierwsza - uz. red. pol.) wojna bałkańska, a Turcja utraciła region, w którym miał powstać ów uniwersytet, to jest Kosowo. Bediuzzaman starał się zatem o to, aby dziewiętnaście tysięcy lir w złocie, które przeznaczono na budowę uniwersytetu, zostało skierowane dla pomyślnego wykorzystania ich na rzecz budowy Uniwersytetu Wschodniego.
Nauczyciel raz jeszcze powrócił do Van i na brzegach Jeziora Van, w miejscowości Edremit, położył fundamenty pod budowę Medresetu'z-Zehra. Jednak wybuch pierwszej wojny światowej przerwał budowę, a owych prób już nigdy nie podjęto. Już tamtej zimy Mułła Said dał swym uczniom nowinę, mówiąc: "Przygotujcie się. Wielka katastrofa i nieszczęście jest blisko"
@
Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi pod koniec pierwszej wojny światowej
@
@
SŁUŻBA BEDIUZZAMANA SAIDA NURSIEGO DLA KRAJU I NARODU W ROLI DOWÓDCY PUŁKU OCHOTNIKÓW
Po zakończeniu służby na froncie kaukaskim, która spotkała się z uznaniem Envera Paszy oraz dowódcy dywizji, Bediuzzaman powrócił do Van, aby dać odpór nacierającym siłom Rosjan. Podczas ewakuacji Van i nasilonych ataków Rosjan wraz z kilkoma uczniami zobowiązał się, że utrzyma się do końca w cytadeli Van. Gubernator Van, Cevdet Bej, nalegał, by wycofać się do miasteczka Vastan. Kiedy gubernator i naczelnik policji w prowincji ewakuowali ludzi do Bitlis, pułk kawalerii kozackiej przypuścił atak na Vastan. Mułła Said wraz z mniej więcej czterdziestoma ludźmi i kilkoma uczniami zatrzymał atak kozaków [42], aby żadni ludzie ani ich majątki nie wpadły w ręce wroga. Aby wywołać u kozaków strach przed atakiem, wraz ze swymi ludźmi wspiął się nocą na górę i uszykował ich do ataku, aby wprowadzić wrogów w błąd, tak by myśleli, że obrońcom przybyły silne posiłki. Zatrzymało to dalsze poruszanie się nieprzyjaciół naprzód. W ten sposób Bediuzzaman ocalił Vastan przed wpadnięciem w ręce Rosjan.
Podczas czasu bitewnego, po powrocie do okopów, Bediuzzaman pisał swój komentarz do Koranu (ar. tafsir) zatytułowany Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz). Skrybą był jego uczeń Mułła Habib. Mułła Habib spisywał słowa Nauczyciela siedząc na końskim grzbiecie, na linii ataków nieprzyjaciela i w okopach. W ten sposób została spisana większa część Znaków cudowności.
Komentarz do Koranu Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz) został napisany na froncie podczas pierwszego roku Wielkiej Wojny, kiedy nie były dostępne żadne księgi ani źródła. Prócz wojny istniały cztery inne powody, dla których został on spisany nadzwyczaj zwięźle. Sura Al-Fatiha i pierwsza połowa (dzieła - uz. red. pol.) są jeszcze bardziej zwięzłe i treściwe.
Po pierwsze: Czas nie pozwalał na objaśnienia; stary Said wyraził to, co zamierzał wyrazić, krótko i zwięźle.
Po drugie: Miał on na uwadze poziom pojmowania jego uczniów, a byli oni wysoce inteligentni; nie myślał on o zrozumieniu przez innych.
Po trzecie: Ponieważ objaśniał cudowność Koranu, który jest Księgą o najwspanialszej zwięzłości i subtelności, stary Said pisał krótko i rzeczowo. Teraz jednak przeczytałem to dzieło na nowo, oczami nowego Saida: zaprawdę, pomimo wszystkich błędów starego Saida, to dzieło wraz z jego wzniosłym omówieniem tematu jest majstersztykiem. Jako że kiedy stary Said je pisał, pozostawał w stałym stanie gotowości do rzucenia się w wir bitwy; jako że jego intencja była czysta, a napisał on swe dzieło zgodnie z zasadami retoryki i nauk języka arabskiego, (obecnie - uz. aut.) nie jestem w stanie obalić jakiejkolwiek części owej pracy. Jeśli Bóg zechce, przyjmie ją jako pokutę za grzechy starego Saida i wzniesie na wyższy poziom ludzi, którzy w pełni ją zrozumieją.
Gdyby nie powstały przeszkody takie, jak pierwsza wojna światowa, gdyby (do owego dzieła - uz. red. pol.) dołączono notatniki i listy zawierające inne egzegetyczne prawdy podobne cudowności kompozycji Koranu - jednemu aspektowi owej cudowności - która jest objaśniona w niniejszym pierwszym tomie, powstałby finezyjny i wszechstronny komentarz do Koranu, owej Księgi cudownej wystawy. Być może w przyszłości, przyjmując za źródło ów częściowy komentarz i sześćdziesiąt sześć, a raczej sto trzydzieści części Słów (tur. Sozler) i Listów (tur. Mektubat), komisja, której się poszczęści, napisze taki komentarz, in sza'a-llah.
Said Nursi
* * *
Co więcej, w Stambule Ali Riza Effendi, będący naczelnikiem urzędu do spraw fatł (tj. orzeczeń religijnych - uz. red. pol.) wychwalał Znaki cudowności wobec wielu odwiedzających go ludzi po tym, jak osobiście przeczytał ów tafsir. Przysięgając, oznajmił im: "Znaki cudowności mają wartość i siłę tysiąca komentarzy do Koranu!".
Owo dzieło spotkało się z wielkim poklaskiem uczonych Wschodu, a także wielkich uczonych z Damaszku i Bagdadu, którzy powiedzieli: "Znaki cudowności są nadzwyczajnym komentarzem do Koranu, który nie ma sobie równych".
W tym miejscu załączamy całe "Oświadczenie dotyczące zamysłu" ze wstępu do owego nadzwyczajnego dzieła, aby ukazać tło tej pracy.
Potężny Koran jest obejmującą każdą rzecz mową Boga i powszechnym przesłaniem Wszechwładnego dostarczonym od Wielkiego Tronu, które zwraca się do wszystkich grup, narodów i przedstawicieli rodzaju ludzkiego w każdej epoce. Zatem również - a szczególnie w tym czasie - obejmuje on wiele nauk oraz gałęzi wiedzy, których poznanie przekracza możliwości jednego człowieka czy też małej grupy ludzi. Zatem komentarz pochodzący od pojmowania i wyimaginowanej mocy jednego człowieka, którego zdolność pojmowania jest wielce ograniczona przez wzgląd na czas, miejsce i specjalizację, nie może prawdziwie objaśnić Koranu, ponieważ ów
człowiek nie może być zaznajomiony ze wszystkimi naukami ścisłymi i gałęziami wiedzy dotyczącymi duchowych i materialnych stanów wszystkich narodów i ludów, do których skierowany jest Koran, ani też nie może być ekspertem we wszystkich owych naukach. Ponadto nie może być on na tyle wolnym od uprzedzeń wynikających z jego profesji i posłuszeństwa, aby mógł bezstronnie objaśnić prawdy Koranu. Ponadto pojmowanie człowieka jest właściwe jemu samemu i nie może on wzywać innych do tego, by przyjęli jego stanowisko - chyba że jest ono potwierdzone przez pewnego rodzaju zgodę. Jego wnioski (oraz osądy - uz. red. tur.) odnoszące się do uczynków są wiążące jedynie dla niego samego i dla nikogo innego, chyba że również są zatwierdzone przez zgodę.
W konsekwencji tego komentarz do Koranu powinien być spisywany po drobiazgowych studiach i badaniach, przez wzniosłą komisję będących autorytetami uczonych, z których każdy jest specjalistą w pewnej liczbie nauk; powinien udowadniać subtelne znaczenia Koranu i jego finezyjne kwestie, jakie można znaleźć rozproszone po innych komentarzach, a także jego prawdy, które stają się widoczne z biegiem czasu, stosownie do odkryć nauki. Tak samo jego rozporządzenia prawne muszą być uporządkowane i uregulowane nie stosownie do myśli jednego człowieka, lecz przez taką komisję, po tym, jak zostaną przez nią skrupulatnie zbadane i przestudiowane. Zatem, pokładając zaufanie w rzeszy ludzi, owa komisja domyślnie przyjmuje za nich odpowiedzialność oraz staje się autorytetem i źródłem (orzeczeń prawnych - uz. red. pol.) dla społeczności muzułmańskiej.
Zaiste, ten, kto objaśnia Koran, winien posiadać wysoką inteligencję, zdolność przenikliwego i niezależnego osądu, a także wysoki stopień świętości. Jednak szczególnie w tych czasach takie warunki mogą zostać spełnione jedynie przez olśniewającą osobowość zbiorową, zrodzoną ze współpracy członków wzniosłej, szacownej komisji, ze zjednoczenia ich umysłów, z ich wzajemnego wsparcia i harmonii ich ducha, z wolności ich myśli, a także z ich całkowitej szczerości intencji, wolnej od wszelkich uprzedzeń. Jedynie taka zbiorowa osobowość może objaśniać Koran, jako że zgodnie z zasadą: "Co nie znajduje się w częściach, może być obecne w całości" owe przymioty, których nie można znaleźć u żadnego człowieka, są obecne w grupie ludzi.
Kiedy czekałem - a czyniłem tak przez wiele lat - na ukazanie się takiej komisji, miałem przeczucie, że znajdujemy się w przededniu
straszliwego trzęsienia ziemi, które zniszczy kraj.
Tak, kiedy nasz Mistrz nauczał nas na dachu medresy Horhor w Van, powiedział, że nastąpi straszliwe trzęsienie ziemi - i dokładnie tak, jak przepowiedział, w krótki czas później wybuchła Wielka Wojna.
Za zgodność (jego uczniowie w owym czasie):
Hamza, Mehmed Sefik,
Mehmed Mihri. Zatem zgodnie z zasadą: "Nie jest dozwolone całkowite porzucenie danej rzeczy, nawet jeśli nie uda się osiągnąć jej w całej pełni", mimo mej bezsilności, błędów i trudnego do odczytania charakteru pisma, zacząłem spisywać na własną rękę niektóre z prawd Koranu oraz niektóre wskazówki niepowtarzalnej cudowności jego kompozycji. Następnie, kiedy wybuchła Wielka Wojna, znalazłem się wśród gór i dolin Erzurum i Pasinler. Kiedy tylko nadarzała się okazja - podczas gdy spełniałem obowiązek dżihadu pośród owych burzliwych okoliczności - zwykłem spisywać to, co przyszło na myśl memu sercu, we frazach, które nie zawsze pasowały do siebie nawzajem. Jako że nie było możliwym posiadanie żadnych ksiąg czy komentarzy, aby do nich sięgnąć, to, co pisałem, zawierało jedynie to, co przyszło na myśl memu sercu. Jeśli te moje inspiracje nie są właściwe dla komentarza koranicznego, światła świateł, jeśli zawierają sprzeczne aspekty, może zostać to przypisane jedynie moim własnym ułomnościom. Z pewnością istnieją miejsca, które wymagają poprawek, lecz jako że owo dzieło było spisywane z całkowitą szczerością intencji, na linii frontu i wśród zabitych, jak nie jest dozwolona zmiana ubrań dla zmycia z nich krwi męczenników, tak nie mógłbym pozwolić na to, by zmieniono porwane frazy, w jakie został przyodziany ów komentarz; moje serce nie dałoby na to zgody. Nie zgadza się na to również teraz, ponieważ w tych czasach jak na razie nie mogę odnaleźć owej całkowitej szczerości intencji i czystości serca.
Co więcej, nie pisałem tego mojego dzieła, zatytułowanegoZnaki cudowności(ar.Iszarat al-I'dżaz),z intencją tego, aby było ono prawdziwym komentarzem do Koranu, lecz jedynie - na wypadek, gdyby zostało dobrze przyjęte - napisałem je jako wzór i źródło dla komentarza, który zostanie napisany w przyszłości.
Mułła Habib, który dla Bediuzzamana znaczył tyle, co dwudziestu uczniów, a także był skrybą tafsiru Znaki cudowności, poległ śmiercią męczennika w bitwie pod Vastan po tym, jak dostarczył Halilowi Paszy, głównodowodzącemu frontem irańskim, przełomowych danych wywiadowczych w temacie ruchów nieprzyjaciela.
Podczas owych potyczek w niektórych miejscach zdarzało się, że ormiańscy żołnierze mordowali dzieci. Niekiedy w ramach odwetu zabijano również dzieci ormiańskie. Pewnego razu tysiące ormiańskich dzieci zgromadzono w dystrykcie, w którym przebywał Bediuzzaman. Mułła Said nakazał swoim żołnierzom: "Nie ważcie się tknąć choćby jednego z nich!", a następnie uwolnił owe kobiety i dzieci, które wróciły do swoich rodzin, znajdujących się między Rosjanami. Ormianie prawdziwie podziwiali ten przykład muzułmańskiej moralności, a od tej pory, kiedy tylko Rosjanie zajmowali inne tereny, dowódcy milicji ormiańskiej powstrzymywali ich przed mordowaniem muzułmańskich dzieci, przysięgając: "Jako że Mułła Said powstrzymał mordowanie i zwrócił nam nasze dzieci, my również zaprzestaniemy mordowania dzieci muzułmańskich". W ten sposób Mułła Said ocalił życie tysięcy niewinnych ludzi.
Po zajęciu Van i Mus Rosjanie w sile trzech dywizji ruszyli, by zaatakować Bitlis. Gubernator Bitlis Memduh-bej, a także (generał - uz. red. pol.) Kel Ali powiedzieli Bediuzzamanowi:
-Pozostał nam batalion wojska i jakieś dwa tysiące twoich milicjantów. Nie mamy innego wyjścia, jak tylko wycofać się!
-Mieszkańcy, którzy wciąż ewakuują się z okolicznych terenów, kobiety i dzieci z Bitlis, a także ich dobytek, wszystko wpadnie w ręce wroga - odpowiedział im Bediuzzaman. - Nawet jeśli się nie utrzymamy, musimy odpierać wroga przez przynajmniej cztery lub pięć dni, aż wszyscy ludzie przejdą w bezpieczne miejsce.
-Po upadku Mus żołnierze starają się przejąć trzydzieści ciężkich dział Rosjan. Jeśli uda ci się przejąć te działa, będziemy mogli odeprzeć wroga, a ludzie zdążą się ewakuować.
-Albo zginę, albo przejmę te działa i przyprowadzę je tutaj - powiedział Bediuzzaman.
Z trzema setkami swoich milicjantów Mułła Said udał się do Nursin, aby przejąć rosyjskie działa. Dowódca rosyjskiego pułku kozaków otrzymał od swych zwiadowców następujące wyolbrzymione wiadomości: "Do dowódcy liczącego trzy tysiące ludzi pułku ochotników, który broni Bitlis, dołączył sławny Musa-bej z tysiącem swoich górali. Nadchodzą,
aby przechwycić działa". Dowódca kozaków nie miał innego wyjścia prócz panicznej ucieczki. Bediuzzaman wraz ze swymi trzema setkami milicjantów przyprowadził wszystkie działa do Bitlis. On sam doszedł najdalej i z trzema ze swoich ludzi przejął ostatnie działo, w ten sposób zapewniając przyprowadzenie do Bitlis trzydziestu ciężkich armat. Przez cztery dni żołnierze wraz z ochotnikami-milicjantami powstrzymywali ataki wroga, chroniąc życie ludzi oraz ich dobytek.
Aby zaszczepić męstwo w swych żołnierzach, Bediuzzaman nie krył się w okopach, lecz pozostawał na linii ognia. Pewnego razu, kiedy wysunął się naprzód, jadąc konno na pierwszą linię, jego duszę zaniepokoiła następująca kwestia, która nagle przyszła mu na myśl: "Gdybym teraz miał zostać szahidem (męczennikiem), zastanawiam się, czy moja szczerość intencji (ar. ichlas), która jest istotą poziomu męczeństwa, nie doznałaby szkody. Zastanawiam się, czy w ten sposób nie staję się chełpliwy...". Natychmiast zawrócił konia i jechał razem ze swymi ludźmi .
Podczas najbardziej zażartej bitwy, kiedy kwestie życia i śmierci przygnębiały bardziej niż kiedykolwiek, Nauczyciel myślał: "Zastanawiam się, czy to pozornie bohaterskie postępowanie nie jest sprzeczne z prawdziwą szczerością intencji". Oto godne uwagi ukazanie doskonałości jego przymiotów. Kiedy wypełniał zasadniczą część swej roli bohatera, zaszczepiając męstwo w swych ludziach na pierwszej linii boju, wśród ognia dział nieprzyjaciela, kiedy jadąc konno wysuwał się naprzód, jako dowódca wykonywał obowiązek męstwa i wiary oraz przedstawiał chwałę islamu najlepiej, jak może to uczynić dowódca. Rozważanie i zwracanie uwagi w takim czasie na doniosłość tajemnicy szczerości, która była najwznioślejszym i najczystszym poziomem doskonałości jego duszy i intencji, wskazuje na poziom doskonałości jego duszy daleko bardziej niż chwalebna i pełna samopoświęcenia walka, jaką ukazywał w służbie religii.
Zatem poprzez świadectwo jego życia widzimy, że takie przydomki, jak Bediuzzaman, Sahib'uz-zaman, Fahru'dawaran czy Fatinul'asr, pod którymi znany był Mułła Said, nigdy nie były nieprawdziwymi słowami. Olbrzymia służba na rzecz wiary i Koranu, jaką wykonał poprzez Traktaty Światła, a także uświęcona zbiorowa osobowość duchowa, jaką zapoczątkował wraz z milionami gotowych do poświęceń uczniów, są prawdziwym świadectwem i najbardziej rozstrzygającym dowodem tej prawdy.
Choć na linii ognia trafiły go cztery kule, nie wycofał się do okopów, aby uniknąć zniechęcenia wśród jego ochotniczych żołnierzy. Kiedy o tym usłyszeli gubernator Memduh-bej i generał Kel Ali, przysłali mu rozkaz, aby się wycofał.
-Nie zabije mnie ostrzał nieprzyjaciela! - odpowiedział Bediuzzaman.
I rzeczywiście, choć trafiły go trzy pociski, z których jeden uderzył w jego kindżał, a drugi przebił kapciuch na tytoń, nie zabiły go.
Wieczorem, po tym jak gubernator i generał ewakuowali ludzi, a żołnierze i milicjanci odeszli, Bediuzzaman pozostał wraz z niewielką
liczbą swych dzielnych uczniów. Postanowili, że uratują niektórych z bezradnych ludzi, którzy jeszcze pozostali, i będą stać na ich straży. Następnego ranka znaleźli się w ogniu zażartej potyczki z żołnierzami nieprzyjacielskiego batalionu i wielu z nich zostało męczennikami. To wtedy Ubeyd, który był bratankiem i dzielnym uczniem Bediuzzamana, poniósł męczeńską śmierć zamiast niego. Wówczas w nadzwyczajny sposób Bediuzzaman z trzema uczniami przedarli się przez trzy linie wroga i ukryli się w przepuście, przez który płynęła woda z topniejącego śniegu. Będąc ranny i mając złamaną nogę, Mułła Said pozostawał w wodzie i błocie przez trzydzieści trzy godziny. Straszliwa sytuacja, w jakiej znaleźli się z bronią w ręku, a także głosy nieprzyjaciela dobiegające ze stojącego obok przepustu budynku były tłumione przez spokój serc i szczęście, jakie odczuwali z powodu ewakuacji wszystkich mieszkańców. Pocieszając przyjaciół, Bediuzzaman powiedział im:
-Użyjemy karabinów tylko wtedy, gdy nadejdzie cała grupa nieprzyjacielskich żołnierzy. Nie poddamy się tak łatwo i nie będziemy marnować kul na jednego czy dwóch wrogów.
Subtelnym przykładem Bożej łaski jest fakt, że choć mogli widzieć nad sobą rosyjskich żołnierzy, którzy nie ustawali w ich poszukiwaniach, nie zostali odkryci przez trzydzieści trzy godziny. Bediuzzaman zwrócił się do swych milicjantów, którzy byli również jego uczniami, i powiedział im:
-Przyjaciele! Nie zostawajcie tutaj. Odejdźcie. Wybaczyłem wam.
Zostawcie mnie i starajcie się ratować samych siebie.
Jednak ci gotowi do poświęceń i bohaterscy uczniowie odpowiedzieli lojalnie:
-Nigdy nie pozostawimy cię w takim położeniu. Jeśli mamy zostać męczennikami, niech stanie się to w chwili, gdy ci służymy.
Później zostali wzięci do niewoli przez Rosjan, którzy przez Van i Tyflis przewieźli ich do Kostromy [43].
Żołnierze ormiańskiej milicji byli znani ze swej wierności. Zaprawdę, przekazano, że nigdy nie wyjawiali tajemnicy, nawet jeśli ich oczy i twarze wkładano w płonące węgle. Jednak w owym czasie Rosjanie zwykli mawiać: "Bediuzzaman i jego ochotniczy milicjanci są daleko lepsi od milicjantów ormiańskich. Oto powód, dla którego powiodło im się pokonanie naszych kozaków".
Bediuzzaman został zabrany do obozu jenieckiego, w którym miało miejsce prawdziwie zdumiewające wydarzenie: [44]
Pewnego dnia do obozu przybył rosyjski głównodowodzący frontem kaukaskim, aby dokonać inspekcji jeńców. Przechadzając się przed inspekcją, generał uświadomił sobie, że Bediuzzaman nie poświęcił mu żadnej uwagi ani nie wstał (na znak szacunku - uz. red. pol.). Zagniewany tym, generał przeszedł obok niego jeszcze raz, sądząc, że jeniec go nie zauważył, lecz Mułła Said w dalszym ciągu siedział na ziemi.
- Czy on wie, kim jestem?!
- Wiem - odpowiedział Bediuzzaman. - Jest pan Nikołajem Nikołajewiczem.
- To bezpośrednia zniewaga dla armii rosyjskiej i dla cara. [45]
- Nie znieważyłem pana. Jestem muzułmańskim uczonym, a ktoś, kto wierzy we Wszechmocnego Boga, jest lepszy od człowieka pozbawionego wiary. Oto, dlaczego nie powstałem przed panem.
Po tej wymianie zdań Bediuzzaman został postawiony przed sądem wojennym. Niektórzy jego przyjaciele spośród jeńców, którzy byli oficerami, przyszli, aby przekonać go, by przeprosił generała i uniknął eskalacji całej sprawy, która musiała doprowadzić do wyroku śmierci. Jednak Bediuzzaman z wielką godnością i męstwem powiedział im:
- Wyrok śmierci jest dla mnie niczym paszport do wiecznego królestwa.
Wydano wyrok śmierci i podjęto przygotowania do wykonania go. Bediuzzaman poprosił o chwilę czasu, aby mógł dopełnić religijnego obowiązku modlitwy, zanim stanie przed plutonem egzekucyjnym. Właśnie w chwili, kiedy skończył modlitwę, nadszedł rosyjski generał, który podszedł do Bediuzzamana ze słowami przeprosin:
- Proszę, aby mi pan wybaczył. Zdałem sobie sprawę z tego, że pańskie postępowanie wynikało z dochowania wiary świętości religii. Proszę o wybaczenie i przepraszam.
Wyrok śmierci został uchylony.
Bediuzzaman pozostał jako jeniec wojenny niedaleko Syberii przez mniej więcej dwa i pół roku. Ten ofiarny bohater islamu, który przez wzgląd na Boga Jedynego cale życie spędził na ożywianiu Koranu, islamu i sunny, nie zaprzestał swoich wysiłków również w tym miejscu. Pracował on nad oświeceniem ludzi wokół niego, nad dostarczeniem im przewodnictwa, a także rozpoczął dawanie lekcji innym jeńcom.
Pewnego razu rosyjski generał zobaczył, jak Mułła Said nauczał dziewięćdziesięciu spośród swych przyjaciół-oficerów. Biorąc to za przemówienie polityczne, rozkazał, aby je przerwano. Jednakże później, kiedy odkrył, że przemówienie było dostarczaniem lekcji natury religijnej, naukowej i społecznej, zezwolił na kontynuowanie tych lekcji.
Ostatecznie Bediuzzaman znalazł sposób, aby zbiec z niewoli i pomyślnie odbył podróż do Piotrogrodu (Petersburg), a później do Warszawy [46]. Następnie w roku 1918 (1334 kalendarza romańskiego) przez Wiedeń powrócił do Stambułu.
@
@
Bediuzzaman Said Nursi, dowódca ochotniczego pułku milicji,w jednym ze swoich dzieł opowiada o dniach swej niewoli w następujący sposób :
Podczas pierwszej wojny światowej przebywałem w Kostromie, w odległej guberni północno-wschodniej Rosji jako jeniec wojenny. Był tam mały meczet należący do Tatarów, który stał nad brzegiem sławnej rzeki Wołgi. Często przykrzyło mi się wśród moich przyjaciół, innych oficerów. Tęskniłem do samotności, ale nie mogłem wędrować po okolicy bez zezwolenia. Później, po wpłaceniu kaucji, zabrano mnie do dzielnicy tatarskiej, do owego małego meczetu nad brzegiem Wołgi. Sypiałem tam, samotny. Zbliżała się wiosna. Pośród długich, długich nocy owego północnego kraju cierpiałem na bezsenność; smutny plusk Wołgi, pozbawiony radości stuk kropel deszczu i przygnębiający szept wiatru wśród ciemnych nocy i ciemności zesłania chwilowo zbudziły mnie z głębokiego snu nieuwagi. Jeszcze nie uważałem samego siebie za starego, jednak ci, którzy doświadczyli okropności wielkiej wojny, byli starzy, ponieważ tamte dni, jak ukazuje to werset koraniczny:
[47]
uczyniły starymi nawet dzieci. Chociaż miałem wówczas czterdzieści lat, czułem się tak, jakbym miał osiemdziesiąt. W owe długie i ciemne noce, wśród boleści zesłania, w mym przygnębiającym stanie rozpaczałem nad życiem i nad moją ojczyzną. Spojrzałem na swoją bezsilność i samotność, i nadzieja zawiodła.
Wówczas, kiedy byłem w takim stanie, odsiecz przybyła ze strony Wszechmądrego Koranu. Mój język powiedział:
«Wystarczy nam Bóg! Jakże to wspaniały poręczyciel!» [48] a moje serce zawołało z płaczem:
Kiedy pomyślałem o moich dawnych przyjaciołach w ojczyźnie i wyobraziłem sobie, że umieram na wygnaniu, jak Niyazi Misri, do mojej poszukującej przyjaciela duszy wlały się takie oto wersy:
Tak czy inaczej, wśród owej przygnębiającej, godnej politowania, długiej nocy zesłania, pośród której cierpiałem z powodu rozłąki, moja słabość i bezsilność stały się tak skutecznymi środkami i orędownikami na Bożym dworze, że jeszcze dzisiaj wciąż mnie to zdumiewa. Kilka dni później uciekłem na własną rękę, nie znając rosyjskiego, pokonując odległość, na przebycie której byłby potrzebny rok marszu piechotą. Zostałem wybawiony w cudowny sposób, dzięki Bożej łasce, którą zostałem obdarowany w wyniku mojej słabości i bezsiły. Następnie przez Warszawę i Austrię dotarłem do Stambułu. Tak, to, że wyratowałem się w taki sposób i z taką łatwością, było dość niezwykłe! Ukończyłem swój długi lot ku wolności ze swobodą i łatwością, jakie nie byłyby dane nawet najbardziej odważnym i najbardziej przebiegłym ludziom mówiącym po rosyjsku.
Tamta noc, spędzona w meczecie nad brzegami Wołgi, sprawiła, że podjąłem decyzję, by resztę swego życia spędzić jako pustelnik. Rzekłem do siebie: "Już dość tego mieszania się w życie ludzi i społeczeństwa". Ponieważ ostatecznie miałem zstąpić do grobu w samotności, powiedziałem: "Od tej chwili wybieram osamotnienie, by oswoić się z nim". Jednak niestety!, rzeczy niewydające żadnych skutków, jak moi liczni przyjaciele ze Stambułu, blaski życia doczesnego w owym mieście, a zwłaszcza sława i zaszczyty, jakie stały się tam moim udziałem (a które były daleko większe niż moje zasługi), sprawiły, że na pewien czas zapomniałem o mojej decyzji. Było tak, jakby tamta noc na zesłaniu była świetlistą czernią w oczach mojego życia, zaś lśniąca jasność dnia w Stambule jawiła się im jako pozbawiona światła biel. Oczy mego życia nie mogły spojrzeć przed siebie, lecz wciąż drzemały, aż dwa lata później Ghałs al-A'zam, Szejk Gajlani, otworzył moje oczy ponownie poprzez swą księgę Futuh al-Ghajb.
Uczeni i ogół mieszkańców Stambułu czuli się zaszczyceni faktem, że mogą ponownie gościć Bediuzzamana. Bez swej wiedzy został on mianowany członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye w Ministerstwie Spraw Religijnych. W skład działającego jako akademia muzułmańska Daru'l-Hikmet wchodzili w owym czasie tacy wielcy uczeni islamu, jak Mehmet Akif, Izmirli Ismail Hakki czy Elmalili Hamdi.
Bratanek Bediuzzamana, Abdurrahman (niech Bóg się nad nim zmiłuje), jego duchowy syn, był nadzwyczaj inteligentnym, dzielnym i dokładającym starań młodym człowiekiem. Oto, jak przypominał on sobie tamten czas:
W roku 1334 (kalendarza romańskiego - uz. red. tur.), po tym, jak mój stryj wrócił z niewoli, został on mianowany członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, jednak wciąż dochodził do siebie po chorobie, jakiej nabawił się w niewoli, i przez pewien czas nie brał udziału w jego posiedzeniach. Wiele razy chciał zrezygnować, lecz nie pozwolili mu na to jego przyjaciele, zatem kontynuował swą służbę w Daru'l-Hikmet. Zwykłem uważnie obserwować jego życie i zdałem sobie sprawę, że nie wydawał żadnych pieniędzy na własne potrzeby, prócz tych naprawdę koniecznych. Jego odpowiedzią dla każdego, kto pytał o jego oszczędność, były słowa:
-Moim celem jest naśladowanie większości ludzi z jej środkami do życia, a większość ludzi jest w stanie uzyskać tylko tyle. Odmawiam naśladowania rozrzutnej mniejszości.
Ze swego wynagrodzenia brał sumę niezbędną na opłacenie podstawowych potrzeb, a mnie dawał to, co pozostawało, prosząc, abym "przechował" owe pieniądze. Polegając na jego trosce o mnie oraz pogardzie dla bogactwa materialnego, wydałem oszczędności całego roku bez wiedzy mego stryja. Oto, co mi powiedział (kiedy dowiedział się o tym - uz. red. pol.):
-Wydanie tych pieniędzy nie było nam dozwolone, ponieważ należały one do ludu. Dlaczego je wydałeś? Zwalniam cię z obowiązku zarządzania moimi finansami i sam się tym zajmę.
Minęło trochę czasu, zanim prawdziwie poczuł pragnienie opublikowania dwunastu z jego dzieł. Na wydanie owych dzieł wydał wszystko, co zaoszczędził ze swych poborów. Z wyjątkiem jednego lub dwóch mniejszych dzieł, wszystkie swe dzieła rozdawał za darmo. Kiedy zapytałem go, dlaczego ich nie sprzedaje, powiedział:
-Dozwolonym jest wydanie ze swego zarobku tylko takiej sumy, która jest niezbędna, aby przeżyć. Nadmiar należy do narodu, a rozdawanie ksiąg za darmo jest moim sposobem na zwrócenie tych pieniędzy narodowi.
Jego służba w Daru'l-Hikmet skupiała się na osobistych inicjatywach, takich jak ta, kiedy odkrył pewne przeszkody we wspólnym wykonywaniu pracy zespołowej. Każdy kto go znał wierzył, że Bediuzzaman zawsze był gotów stawić czoła śmierci - oto dlaczego był w stanie pozostać tak stanowczym na stanowisku, jakie zajmował w Daru'l-Hikmet, nie pozwalając, aby cudzoziemskie wpływy oddziaływały na ową instytucję i obaliły ją. Zakwestionował błędnie wydane fatły (tj. orzeczenia prawne - uz. red. tur.). Jeśli w umysłach ludzi ukazywała się jakaś szkodliwa idea, publikował dzieła sprzeciwiające się jej skutkom.
Oto fragmenty Błysku Dwudziestego Szóstego pióra Bediuzzamana, mówiące o jego życiu w Stambule po powrocie z niewoli:
Przez rok lub dwa lata spędzone w Stambule po powrocie z rosyjskiej niewoli byłem owładnięty przez nieuwagę. Polityka bieżącego dnia sprawiła, że przestałem poświęcać uwagę samemu sobie, lecz roztrwoniłem ją na sprawy świata zewnętrznego. Któregoś dnia siedziałem w pewnym wysokim miejscu, patrząc niedbale na dolinę w Stambule, w której leży Cmentarz Sułtana Eyuba, kiedy zostałem opanowany przez stan umysłu, w którym, spoglądając w dół, ujrzałem, jak mój własny świat umiera, a moja dusza odchodzi. Powiedziałem do siebie: "Zastanawiam się, czy to inskrypcje na nagrobkach są tym, co podsuwa mi takie złudzenia?" i odwróciłem wzrok. Nie patrzyłem w dal, lecz na cmentarz. Wówczas mojemu sercu udzieliła się następująca
myśl: "Ten cmentarz, który widzisz wokół siebie, po stokroć obejmuje cały Stambuł, ponieważ Stambuł zdążył już po stokroć opustoszeć [49]. Nie możesz uciec przed rozkazem Wszechmądrego i Potężnego, Który sprawił, że wszyscy mieszkańcy Stambułu zostali zsypani do grobów. Nie jesteś wyjątkiem, ty również odejdziesz".
Wyszedłem z cmentarza i z głową pełną owych niesamowitych myśli wszedłem do małej celki [49] przy Meczecie Sułtana Eyuba, w której zatrzymywałem się wiele razy wcześniej. Pomyślałem, że po trzykroć jestem gościem: jestem gościem w tym maleńkim pokoiku, gościem w Stambule i gościem na tym świecie, zaś gość musi myśleć o czekającej go drodze. Tak jak opuszczę ten pokój, tak pewnego dnia opuszczę Stambuł, a jeszcze innego dnia odejdę z tego świata.
Kiedy mój umysł pozostawał w takim stanie, serce zostało opanowane przez wielce żałośliwy i bolesny smutek. Nie straciłem jedynie jednego lub dwóch przyjaciół; miałem rozstać się z tysiącami ludzi ze Stambułu, których miłowałem, a także z samym Stambułem, który również bardzo kochałem. Tak, jak miałem rozstać się z setkami tysięcy przyjaciół na tym świecie, tak samo miałem opuścić piękny świat, który mnie urzekł i który umiłowałem. Kiedy zastanawiałem się nad tym, jeszcze raz wspiąłem się do owego miejsca na cmentarzu. Właśnie wtedy ukazali mi się wszyscy zmarli ze Stambułu, chodzący wokół mnie. Od czasu do czasu bywałem w kinie, by czegoś się nauczyć, a moja wizja była podobna filmowi, który ukazuje w teraźniejszości wydarzenia z przeszłości. Wszyscy ludzie, których wówczas zobaczyłem, ukazali mi się jako pochód zwłok. Moja wyobraźnia powiedziała do mnie: "Niektórzy spośród zmarłych pochowanych na tym cmentarzu ukazali ci się, jak maszerują wokół ciebie niby na kinowym ekranie, zatem powinieneś również zobaczyć ludzi teraźniejszości, którzy są w drodze wiodącej ku przyszłemu zstąpieniu do grobu, jako tych, którzy już do niego zstąpili. Oni również są wśród tych trupów, krążących wokół ciebie".
Nagle, dzięki światłu Koranu i dzięki przewodnictwu Ghałs al-A'zam, Szejka Al-Gajlaniego, mój smutek przekształcił się w radość. Oto, jak to się stało:
Światło bijące z Koranu poddało mi następującą myśl: "Kiedy byłeś jeńcem wojennym i przebywałeś na zesłaniu w Kostromie na północnym wschodzie, miałeś jednego lub dwóch przyjaciół spośród oficerów. Wiedziałeś, że tak czy inaczej pewnego dnia pojadą oni do Stambułu. Gdyby jeden z nich zapytał cię: 'Czy chcesz jechać do
Stambułu, czy też chcesz pozostać tutaj?', z całą pewnością, jeśli miałeś choć na jotę inteligencji, z radością wybrałbyś podróż do Stambułu, ponieważ spośród tysiąca i jednego twoich przyjaciół dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu przebywało już w Stambule. Tam pozostał jedynie jeden lub dwaj, a oni również mieli opuścić to miejsce. Nie powinieneś zatem traktować udania się do Stambułu jako zasmucającej podróży czy też bolesnej rozłąki. Co więcej, przybyłeś tutaj, i czyż nie byłeś szczęśliwy z tego powodu? Zostałeś wybawiony od długich i ciemnych nocy i od mroźnych, burzliwych zim w nieprzyjacielskim kraju. Przybyłeś do Stambułu, do raju tego świata!"
Dokładnie w ten sam sposób, od waszego dzieciństwa aż po wiek, który osiągnęliście obecnie, dziewięćdziesięciu dziewięciu spośród stu ludzi, których kochaliście, wyemigrowało na cmentarz, który tak was przeraża. Każdy z was ma jednego lub dwóch przyjaciół, którzy wciąż są na tym świecie, a oni również z niego odejdą. Wasza śmierć na tym świecie nie jest rozłąką, lecz zjednoczeniem, jest ponownym połączeniem się ze wszystkimi przyjaciółmi. Mnie samemu przypomniano, że przyjaciele (to jest, ich nieśmiertelne dusze) pozostawili za sobą, pod ziemią, swe zniszczone mieszkania [51] i niektórzy spośród nich wędrują wśród gwiazd, a niektórzy między poziomami pośredniego królestwa.
Tak, Koran i wiara udowadniają ową prawdę z taką pewnością, że powinniście - jeśli nie jesteście całkowicie pozbawieni serc i dusz, a waszych serc nie zadusiło zbłądzenie - uwierzyć w nią tak, jakbyście ujrzeli ją na własne oczy, ponieważ z całą pewnością i oczywistością Najbardziej Szczodry Stwórca, Który upiększa ten świat przez niezliczone rodzaje Swoich upominków i darów, Który ukazuje Swoją absolutną władzę z hojnością i litością, Który zachowuje nawet najmniej znaczące rzeczy, takie jak nasiona, nie unicestwiłby człowieka ani nie wysłał go w niebyt czy na pustkowie, nie postąpiłby z nim tak nieuprzejmie i bez żadnego zamysłu, jak może się to na pozór zdawać, jako że człowiek jest najdoskonalszym, najbardziej wszechstronnym, najważniejszym i najbardziej ukochanym przez Boga spośród wszystkich Jego stworzeń. Raczej jak rolnik rzuca w ziemię ziarno, tak Litościwy Stwórca na pewien czas rzuca pod ziemię (która jest drzwiami prowadzącymi do Jego miłosierdzia) Swoje ukochane stworzenia, by wypuściły pędy w innym życiu .
Po tym, jak otrzymałem owo napomnienie od Koranu, cmentarz stał się dla mnie miejscem bardziej swojskim niż Stambuł. Osamotnienie i odosobnienie stały mi się milsze niż rozmowa i towarzystwo, i znalazłem swą samotnię w Sariyer nad Bosforem. Tam Ghałs al-A'zam (niech Bóg będzie z niego rad) z jego dziełem Futuh al-Ghajb został moim mistrzem, lekarzem i przewodnikiem, podczas gdy Imam Rabbani (niech Bóg będzie z niego rad) z jego Listami został moim towarzyszem, współczującym przyjacielem i nauczycielem. Dziękowałem Bogu, będąc nadzwyczaj szczęśliwy z tego, że dostąpiłem starości, wycofawszy się z dala od cywilizacji i uwolniwszy się od życia społecznego. (...)
@
Nadzieja Jedenasta
Po powrocie z niewoli mieszkałem wraz z mym bratankiem Abdurrahmanem w willi położonej na stambulskim wzgórzu Camlica. Z punktu widzenia życia doczesnego sytuacja, w jakiej się znajdowałem, mogłaby być postrzegana jako najbardziej pomyślna dla ludzi takich jak my, ponieważ zostałem ocalony od losu jeńca wojennego, a w Daru'l-Hikmet odnosiliśmy sukcesy w rozpowszechnianiu wiedzy w sposób wzniosły i odpowiedni do mojego wyuczonego zawodu. Zaszczyty i szacunek, jakie stały się moim udziałem, dalece przekraczały te, na jakie zasługiwałem. Mieszkałem w najpiękniejszym miejscu Stambułu. Wszystkie moje sprawy szły doskonale. Byłem razem z nieżyjącym już Abdurrahmanem, moim bratankiem, który był nadzwyczaj inteligentny i gotów do poświęceń, był dla mnie zarówno uczniem, jak służącym, pisarzem i duchowym synem. Jednak wówczas, kiedy wiedziałem, że jestem bardziej szczęśliwy niż ktokolwiek inny na świecie, spojrzałem w lustro i ujrzałem siwe włosy na mojej głowie i na brodzie.
Nagle powróciło wrażenie duchowego przebudzenia, jakiego doświadczyłem w meczecie w Kostromie podczas niewoli. Zacząłem badać okoliczności i przyczyny, do których czułem autentyczne przywiązanie i które, jak mniemałem, były źródłem szczęśliwości na tym świecie. Jednak którejkolwiek z nich bym się nie przyglądał, widziałem, że była zepsuta, niewarta przywiązania, zwodnicza. Mniej więcej w tym samym czasie poniosłem konsekwencje niespodziewanie i niewyobrażalnie nielojalnego postępowania przyjaciela, którego miałem za najbardziej wiernego. Czułem wstręt do świata. Rzekłem sam do siebie: "Czy zostałem oszukany z kretesem? Widzę, że wielu ludzi spogląda na naszą sytuację z zawiścią, podczas gdy w rzeczywistości jest ona godna współczucia. Czy wszyscy ci ludzie są szaleni, czy to ja jestem tym, który oszalał, ponieważ postrzegam wszystkich ahl ad-dunja [52] w taki sposób?"
Tak czy inaczej, w rezultacie owego dotkliwego przebudzenia, spowodowanego przez moją starość, przede wszystkim dostrzegłem przemijającą naturę wszystkich efemerycznych rzeczy, do których byłem przywiązany. Wówczas spojrzałem na siebie i ujrzałem, że jestem całkowicie bezsilny. Następnie moja dusza, która pragnie nieśmiertelności, lecz była rozmiłowana w efemerycznych rzeczach, które wyobrażała sobie jako nieśmiertelne, oznajmiła: "Ponieważ jestem tylko przejściowym bytem związanym z moim ciałem, jakież dobro mogą mi przynieść owe
efemeryczne rzeczy? Ponieważ jestem słaba, czegóż mogę oczekiwać od tych bezsilnych rzeczy? Tym, czego potrzebuję, jest Ten, Który jest Wieczny i Trwający, Ten, Który jest Przedwieczny i Wszechmocny, Który dostarczy remedium na moje choroby". Rozpocząłem poszukiwania.
Wówczas przede wszystkim uciekłem się do nauki (którą wtedy studiowałem) płynącej ze starości i zacząłem poszukiwać pocieszenia i nadziei. Jednak niestety, aż do tego czasu wypełniałem swój umysł naukami filozofii na równi z naukami islamu i zupełnie błędnie wyobrażałem sobie owe filozoficzne nauki jako źródło postępu i narzędzie oświecenia. Owe filozoficzne kwestie wielce zbrukały mą duszę i stały się przeszkodą dla rozwoju duchowego.
Nagle, dzięki miłosierdziu i szczodrości Wszechmocnego Boga, przybyła mi na pomoc święta mądrość Koranu. Jak objaśniłem to w wielu częściach Traktatów Światła, owa mądrość zmyła brud filozofii i oczyściła z niego moją duszę.
Na przykład, duchowe ciemności wynikające z nauki i filozofii sprawiły, że moja dusza pogrążyła się we wszechświecie. W którąkolwiek stronę nie spojrzałbym, szukając światła, nie mogłem znaleźć żadnego blasku w kwestiach filozoficznych, nie mogłem oddychać. Trwało to aż do chwili, w której wskazówka zawarta w Bożej jedności, jaką dało mi zdanie Wszechmądrego Koranu: Nie ma boga, jak tylko On!, rozproszyła swoim światłem wszystkie warstwy ciemności, tak że mogłem oddychać z łatwością. Jednak opierając się na tym, czego nauczyli się od ludzi zbłądzenia, moja dusza i Szatan zaatakowały mój umysł i serce. Wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za to, że dalsza dyskusja z moją duszą zakończyła się zwycięstwem serca. Owa zamiana częściowo została opisana w wielu fragmentach Traktatów Światła. Uważając to za wystarczające, w tym miejscu objaśnię tylko jeden dowód spośród tysięcy, by ukazać zwycięstwo mego serca jedynie w tysięcznej części. W ten sposób dowód ów będzie mógł oczyścić dusze niektórych starszych ludzi, które zostały zabrudzone w ich młodości. Ich serca stały się chore, a dusze zepsute przez kwestie, które - choć nazwano je filozofią Zachodu czy też naukami cywilizacji - częściowo są zbłądzeniem, a częściowo drobnostkami. Dzięki Bożej jedności ludzie ci mogą zostać wybawieni od zła Szatana i od zła ich dusz, a to w następujący sposób:
Moja dusza rzekła w imię nauki i filozofii: "Zgodnie z naturą rzeczy, byty we wszechświecie oddziałują na inne byty. Każda rzecz wskazuje na swoją przyczynę. Przyczyn zaistnienia owocu należy szukać w drzewie, a przyczyn istnienia ziarna - w glebie. Jaki więc jest sens w poszukiwaniu
przyczyn najdrobniejszych i najmniej znaczących rzeczy u Boga oraz w błaganiu Go o owe rzeczy bez znaczenia?"
Dzięki światłu Koranu, znaczenie Bożej jedności odsłoniło się wówczas przede mną w następujący sposób: Podobnie jak największe rzeczy, również te najmniejsze i najdrobniejsze mają swój początek w mocy Stwórcy całego wszechświata i wyłaniają się z Jego skarbca, nie mogą pojawiać się w jakikolwiek inny sposób. Jeśli chodzi o przyczyny, są one jedynie zasłoną. W odniesieniu do kunsztu i aktu stwórczego, niekiedy stworzenia, które uważamy za najmniejsze i najmniej znaczące są wspanialsze od największych stworzeń. Nawet jeśli mucha nie jest większym przejawem kunsztu niż kurczak, nie jest również mniejszym, a w takim razie nie powinno czynić się rozróżnienia między rzeczami wielkimi i małymi [53]. Albo wszelkie rzeczy powinniśmy rozdzielić [54] pomiędzy przyczyny materialne, albo też powinniśmy niezwłocznie przypisać ich istnienie Temu, Który jest Jeden. Jak pierwsze stanowisko jest niemożliwością, tak drugie niezbędną koniecznością.
Jeśli bowiem byty zostaną przypisane jednej istocie, czyli Przedwiecznemu i Wszechmocnemu, to jako że Jego wiedza, której istnienie jest pewne z powodu porządku i mądrości widocznych we wszystkich istotach, obejmuje każdą rzecz; jako że miara właściwa każdej rzeczy jest ustalona przez Jego wiedzę; jako że widzimy, jak istoty, które są pełne nieskończonych przejawów kunsztu, stale są powoływane do istnienia z niczego, a przy tym z nieskończoną łatwością; jako że zgodnie z niezliczonymi i potężnymi dowodami na to, że Wszechwiedzący i Wszechmocny jest w stanie stworzyć, cokolwiek zechce, jedynie poprzez rozkaz «Bądź!» - i to się staje [55] i z taką łatwością, z jaką zapalamy zapałkę; jako że, jak zostało to wyjaśnione w wielu częściach Traktatów Światła, a udowodnione zwłaszcza w Liście Dwudziestym i pod koniec Błysku Dwudziestego Trzeciego, posiada On nieskończoną moc - ponieważ tak jest, zatem nadzwyczajna łatwość i lekkość, jakie widzimy w stwarzaniu, wynikają z owej wiedzy, która obejmuje każdą rzecz, i z owej olbrzymiej mocy.
Na przykład, jeśli użyjemy szczególnego roztworu, by odczytać księgę napisaną atramentem sympatycznym, ta ogromna księga nagle ukaże swoje istnienie, a przeczytanie jej stanie się możliwe. Dokładnie w ten sam sposób szczególny kształt i określona miara każdej rzeczy są ustalone przez obejmującą każdą rzecz wiedzę Przedwiecznego i Wszechmocnego. Poprzez swój rozkaz «Bądź!» - i to się staje, ze Swą nieograniczoną mocą i przenikającą wszystko wolą, jak ktoś, kto rozprowadza właściwy roztwór
na niewidocznym piśmie, Wszechmocny używa przejawu Swojej mocy, by z całkowitą łatwością i lekkością nadać zewnętrzny kształt bytom, które istnieją w Jego wiedzy, ukazując hafty utkane przez Jego mądrość i czyniąc je możliwymi do odczytania.
Jeśli nie przypiszemy wszystkich rzeczy razem wziętych Przedwiecznemu i Wszechmocnemu, Który obejmuje Swoją wiedzą każdą rzecz, wówczas musielibyśmy zgromadzić w określonej mierze większość różnorodnych bytów istniejących we wszechświecie w ciele najdrobniejszej rzeczy, jaką jest mucha, zaś cząsteczki pracujące w maleńkim ciele muchy musiałyby znać tajemnice jej stworzenia i doskonałego kunsztu widocznego nawet w najmniejszych szczegółach jej ciała, ponieważ - z czym zgadzają się wszyscy, którzy posiadają inteligencję - przyczyny materialne i przyczyny natury nie mogą stworzyć jakiejkolwiek rzeczy z niczego, a jeśli nawet stwarzają, musiałyby zgromadzić i połączyć wszystkie składniki owej istoty. Ponieważ w każdej istocie żywej (niezależnie od tego, jaka to istota) zawarte są próbki większości pierwiastków, a także większości gatunków stworzeń - jako że stworzenia żywe są wręcz jak ziarno lub sedno całego wszechświata, dla przyczyn naturalnych z całą pewnością będzie niemożliwe zgromadzenie pierwiastków zawartych w całym drzewie tak, by stworzyły nasiono owego drzewa, jak też stworzenie istoty żywej z tego, co rozrzucone jest po całym obliczu ziemi, przesianie owych składników przez najdrobniejsze sito i odmierzenie ich w zgodzie z najdelikatniejszą równowagą. Ponieważ przyczyny naturalne są nieświadome i pozbawione życia, a także nie mają wiedzy potrzebnej do ustanowienia planu, spisu, modelu czy programu, zgodnie z którym mogłyby sporządzić odlew wszystkich części niematerialnej matrycy istoty, o której mówimy, nie mogą również zakłócić ani zepsuć porządku, zgodnie z którym ta istota została stworzona, a jest zupełnie jasnym, jak bardzo dalekie od rozsądku i od tego, co jest możliwe, jest przypuszczanie, że owe przyczyny, nie posiadając formy ani miary, mogą sprawić bez rachunków i wyliczeń, by cząsteczki płynące jak fala powodzi pozostawały jedna na drugiej, uporządkowane w swej masie, by nie rozproszyły się - a byłoby to konieczne, ponieważ każda rzecz ma własną formę i miarę, mądrze wybraną spośród wszystkich możliwych. Z pewnością ujrzy to każdy, kto nie cierpi z powodu ślepoty w swym sercu. Tak, w konsekwencji owej prawdy, a zgodnie ze znaczeniem wersetu:
gdyby nawet wszystkie przyczyny materialne zebrałyby się razem, gdyby posiadały wolę, nie mogłyby poprzez syntezę stworzyć nawet jednej muchy, jej układów i narządów, zachowując ich określoną równowagę. Nawet gdyby zgromadziły razem wszystko, co składa się na jej ciało, nie mogłyby sprawić, by wszystkie składniki pozostały w zgodności ze szczególną miarą, ściśle określoną dla danej istoty. Nawet gdyby były w stanie to uczynić, nie mogłyby sprawić, by wszystkie drobne cząsteczki, które wciąż odnawiają się, są powoływane do istnienia i wykonują swoją pracę, wykonywały ją z taką regularnością i porządkiem. W takim przypadku z całą pewnością nie możemy przyznać przyczynom prawa własności rzeczy, a to oznacza, że ich Prawdziwym właścicielem jest ktoś inny.
Zaiste, owym Prawdziwym właścicielem jest Ten, Który, zgodnie ze znaczeniem wersetu:
[56]
powołuje do życia wszystkie stworzenia na obliczu ziemi z taką łatwością, z jaką powołuje do życia jedną muchę. On stwarza wiosnęz taką łatwością, z jaką stwarza jeden kwiat. On nie potrzebuje gromadzić wszystkich składników bytu, ponieważ do Niego należy rozkaz «Bądź!» - i to się staje; ponieważ każdej wiosny stwarza On z niczego niezliczone cechy, formy i kształty niezliczonych istot wiosny wraz ze wszystkim, co składa się na ich ciała; ponieważ On w Swej wiedzy ustala plan, model, spis i program każdej rzeczy; ponieważ obejmuje Swą wiedzą i mocą wszystkie drobne cząsteczki, będące w nieustannym ruchu (a nic nie jest w stanie zakłócić owego ruchu choćby na jotę!); przeto On jest Tym, Który stwarza każdą rzecz z nieskończoną łatwością równą łatwości zapalenia zapałki, a drobne cząsteczki przypominają regularną, zdyscyplinowaną armię w ten sam sposób, w jaki planety są słuchającym Jego rozkazów wojskiem.
Ponieważ ruch cząsteczek opiera się na przedwiecznej mocy, a funkcjonują one zgodnie z zasadami przedwiecznej wiedzy, praca, którą wykonują, również jest powoływana do istnienia przez tę samą moc. Nie można zatem uważać ich za pozbawione znaczenia poprzez poczytywanie za nieistotną natury każdej z nich, ponieważ dzięki sile, jakiej daje każdej rzeczy związek z mocą jej Stwórcy, mucha mogła zabić Nimroda, mrówka mogła zniszczyć pałac Faraona, a drobne nasiono sosny dźwiga na swoich barkach ciężar wielkiego jak góra drzewa sosnowego. Udowodniliśmy ową prawdę w wielu miejscach Traktatów Światła: tak jak dzięki zaciągnięciu się do wojska i połączeniu z królem szeregowy żołnierz może wziąć do niewoli innego króla, co po sto tysięcy razy przekraczałoby jego własne możliwości, tak samo dzięki temu, że są połączone z Przedwiecznym
i Wszechmocnym, wszelkie rzeczy mogą przejawiać cuda kunsztu po sto tysięcy razy przekraczające możliwości natury i jej przyczyn.
W skrócie: Fakt, że wszelkie rzeczy są powoływane do istnienia zarówno z nieskończonym kunsztem, jak i z nieskończoną łatwością, ukazuje, że są one dziełami Przedwiecznego, Wszechmocnego, do Którego należy wiedza obejmująca każdą rzecz. W przeciwnym razie, nie mówiąc już o tym, że ich zaistnienie byłoby związane ze stoma tysiącami trudności przekraczających granice możliwości, a wchodzących w zakres tego, co niemożliwe, żadna rzecz nie mogłaby zostać powołana do istnienia, zaiste, ich zaistnienie byłoby niemożliwe i wykluczone.
Dzięki tak subtelnemu, silnemu, gruntownemu i jasnemu dowodowi moja dusza, która przez pewien czas była uczniem Szatana i rzecznikiem ludzi zbłądzenia oraz filozofów, zamilkła i, wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, dostąpiła pełni wiary. Wówczas powiedziała:
«Tak, Tym, Którego potrzebuję, jest Stwórca i Pan, Który utrzymuje każdą rzecz, Który dzięki Swej mocy zna najmniej znaczące myśli mego serca i moje najbardziej skryte życzenia. Jak odpowiada On na najgłębiej ukryte spośród moich potrzeb, tak przekształci wielką ziemię w świat życia ostatecznego, by dać mi wieczną szczęśliwość, usunie ten świat, a zastąpi go światem ostatecznym. Stworzył niebiosa z taką łatwością, z jaką stwarza muchę, i jak umieścił słońce niby oko w twarzy nieba, tak może umieścić drobną cząsteczkę w źrenicy mego oka, zaś ten, kto nie może stworzyć nawet muchy, nie może ingerować w myśli mojego serca ani nie jest w stanie usłyszeć mych usilnych próśb. Ten, kto nie jest w stanie stworzyć niebios, nie może również dać mi wiecznego szczęścia. Wobec tego moim Panem jest Ten, Który zarówno oczyszcza myśli mojego serca, jak też (tak, jak w ciągu godziny zapełnia niebo chmurami i sprawia, że znikają niego) przekształci ten świat w świat życia ostatecznego, stworzy Raj i otworzy przede mną jego bramę, zapraszając mnie, bym weszła».
O, moi starsi bracia, którzy w wyniku niepowodzeń jesteście podobni mojej duszy, poświęcając część waszego życia pozbawionej światła, materialistycznej filozofii i nauce Zachodu! Pojmijcie, jak potężnym, prawdziwym, niezachwianym, niezniszczalnym, niezmiennym i świętym filarem wiary jest Boże zarządzenie: Nie ma boga, jak tylko On!, wiecznie wypowiadane językiem Koranu, jak rozwiewa ono wszelkie duchowe ciemności i jak leczy wszelkie rany duszy! (...)
W swym traktacie zatytułowanym Sunuhat Bediuzzaman pisze o duchowej wizji, jaką ujrzał, kiedy był członkiem Daru'l-Hikmet w Stambule.
We wrześniu 1919 roku (a roku 1335 kalendarza romańskiego) byłem wielce strapiony rozpaczą spowodowaną biegiem wydarzeń. W owym gęstym mroku poszukiwałem światła. Nie mógłbym go znaleźć w wizji duchowego snu, lecz znalazłem je w prawdziwej wizji snu, który powiedział prawdę. Pomijając szczegóły owej wizji, spiszę jedynie to, co nakazano mi powiedzieć.
Pewnej piątkowej nocy wkroczyłem we śnie do świata podobieństw. Ktoś podszedł do mnie i powiedział: «Zostałeś wezwany na wielkie zgromadzenie, które zwołano, aby zajęło się losem [57]islamu».
Poszedłem tam i ujrzałem, że zebrało się świetliste zgromadzenie, jakiemu podobnego nigdy nie widziałem na ziemi, złożone z pierwszych naśladowców Proroka (ar. salaf as-salihin) i przedstawicieli wiodących osobistości islamu z każdego stulecia. Pokornie oczekiwałem niedaleko wejścia. Pewien człowiek spośród zgromadzonych powiedział:
-O, człowieku ze stulecia nieszczęścia i zniszczenia! Ty również masz swoje zdanie. Wyraź swoje poglądy.
- Pytajcie mnie, abym mógł odpowiedzieć - powiedziałem, wstając.
- Co wyniknie z klęski poniesionej w wojnie? - odezwał się jeden z nich.
- A co będzie, jeśli zakończy się ona zwycięstwem?
-Nieszczęścia nie są czystym złem - odpowiedziałem. - Zatem jak niedolę można znaleźć w szczęściu, tak szczęście może narodzić się z niedoli. Nieszczęście, jakie spadło na to państwo muzułmańskie - które doszło do mistrzostwa w podtrzymywaniu słowa Boga i muzułmańskiej niepodległości poprzez przyjęcie dżihadu jako obowiązku zbiorowego, które poświęciło się dla zjednoczonego ciała islamu i poniosło sztandar Kalifatu - zostanie zrekompensowane przez przyszłą szczęśliwość islamu, ponieważ owo nieszczęście przyspieszyło wstrząsy prowadzące do braterstwa islamu, które jest esencją i źródłem naszego życia. Świat islamu płacze, kiedy my cierpimy, a jeśli Europa posunie się za daleko w swej krzywdzie,
będzie krzyczał. Jeśli mamy zginąć, umrze nas dwudziestu, lecz powróci do życia trzystu. Nasza epoka jest epoką cudów. Widzicie już tych, którzy powracają do życia po ledwie roku czy dwóch latach śmierci. Poprzez klęskę tracimy przemijające szczęście tego świata, lecz tym, co nas czeka, jest trwały sukces w życiu ostatecznym. Ten, kto zamienia pomniejszy, wiecznie podlegający zmianom i czczy obecny stan na otwarte pola przyszłości, odniesie korzyść.
Członkowie zgromadzenia nieoczekiwanie poprosili, bym kontynuował swe wystąpienie, zatem powiedziałem:
-Wojny między krajami i narodami ustępują miejsca wojnom między klasami społecznymi, ponieważ jak człowieczeństwo nigdy nie zaakceptuje niewoli, tak również ludzie nigdy nie zgodzą się na to, aby byli płatnymi służącymi czy robotnikami. Gdybyśmy osiągnęli zwycięstwo, mógłby ponieść nas prąd despotyzmu, jaki dzierżyli w rękach nasi wrogowie. Tymczasem ów prąd jest całkowicie despotyczny, sprzeczny z wrodzoną naturą świata islamu, a także przeciwstawiający się korzyściom większości ludzi wiary. Życie tego despotyzmu będzie krótkie, a jego przeznaczeniem jest zguba. Gdybyśmy przylgnęli do niego, wepchnęlibyśmy świat islamu na ścieżkę całkowicie sprzeczną z wrodzoną naturą świata muzułmańskiego i z jego istotą. diunikczemna cywilizacja nie przyniosła nam niczego prócz szkody, a jako że szariat ją odrzuca, ponieważ jej zło przeważa nad dobrem, będziemy strzec Azję przed rozpustną, zawziętą, bezlitosną i barbarzyńską moralnie cywilizacją, która uważa mądrość człowieczeństwa za ułomną, a wobec przebudzenia ludzkości skazana jest na upadek.
- Dlaczego szariat odrzuca tę cywilizację? - zapytał pewien człowiek spośród zgromadzonych.
-Ponieważ opiera się ona na pięciu negatywnych zasadach - odparłem.
-Jej punktem oparcia jest siła, a to pociąga za sobą agresję. Jej celem jest własny interes, a to pociąga za sobą przepychanki (w pogoni za korzyściami - uz. red. pol.). Jest zasadą życiową jest konflikt,
a to pociąga za sobą walkę. Jej więzią między masami są rasizm i negatywny nacjonalizm, które pożerają innych, a to pociąga za sobą ciężkie starcia. Jej uwodzicielską służbą jest wzbudzanie żądzy i namiętności, a zaspokajanie pożądania i ułatwianie osiągnięcia tego, czego się pragnie, zaś owa żądza pociąga za sobą upadek ludzkości ze wzniosłego poziomu aniołów do poziomu zwierząt. Gdyby ukazać wnętrze większości tych tak zwanych ludzi cywilizowanych, moglibyście wyobrazić ich sobie jako wilki, niedźwiedzie, węże, świnie i małpy.
Oto powód, dla którego obecna cywilizacja wtrąciła osiemdziesiąt procent ludzkości w nieszczęście i niedolę, dziesięć procent w wyimaginowaną szczęśliwość, a dziesięć procent pozostawiła pomiędzy nimi. Szczęściem jest to, co przynosi radość większości lub nawet wszystkim, tymczasem to szczęście jest dostępne jedynie niewielkiej mniejszości. Koran uznaje tylko taką cywilizację, która pociąga za sobą szczęście wszystkich lub przynajmniej większości.
Tyrania biorąca początek z wolności kaprysów duszy przedstawia nieistotne potrzeby jako te zasadnicze. Jako Beduin człowiek potrzebował czterech rzeczy, a teraz cywilizacja wtrąca go w nędzę, sprawiając, iż potrzebuje on setki rzeczy. Ponieważ zyski z dozwolonej pracy nie pokrywają wydatków, prowadzi to ludzi do tego, co zakazane przez Boga (ar. haram)\i powoduje zepsucie. Pomimo dostatku i wspaniałości, jakie cywilizacja zapewnia wspólnocie i jednej klasie społecznej, jednostkę i człowieka uczyniła ona biednymi i niemoralnymi.
Ta cywilizacja w jednej chwili zwymiotowała całe barbarzyństwo czasów starożytnych.
Godnym odnotowania jest fakt, że świat islamu odwrócił się od tej cywilizacji, postępował (wobec niej - uz. red. pol.) chłodno i uważał za niepokojące próby dojścia z nią do porozumienia. Przymioty samowystarczalności i niezależności, którymi wyróżnia się Boże zbawienie szariatu, nie mogą zostać ani zaszczepione przez dżinna rzymskiej filozofii, ani też usunięte, ani też nigdy mu się nie podporządkują. Dżinny Rzymu i Grecji, które są bliźniakami zrodzonymi z tego samego źródła, od stuleci starały się połączyć cywilizację z chrześcijaństwem, jak oliwę z wodą. Owe dwa duchy wciąż żyją w innym kształcie i zachowały swą tożsamość, jak gdyby odrodziły się w innych ciałach. Jeśli będąc bliźniakami i przy obecnym
stanie zjednoczenia nie mogły połączyć się z cywilizacją, zatem światło zbawienia, będące duchem szariatu, nigdy nie połączy się z dżinnem Rzymu, który jest fundamentem owej mrocznej, wstrętnej cywilizacji...
- A jaka jest cywilizacja wspaniałego szariatu? - zapytali.
- Cywilizacja zawierająca w sobie szariat Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i posłuszna jego rozkazom rozwinie się z rozpadu obecnej cywilizacji - odpowiedziałem. - Ustanowi ona pozytywne zasady w miejsce negatywnych. Jej punktem oparcia nie jest siła, lecz prawda, co pociąga za sobą sprawiedliwość i harmonię. Jej celem jest cnota, nie zaś własny interes, co pociąga za sobą miłość i powab. Jej środkami jedności są więzi religii, kraju i klasy społecznej, nie zaś rasizm i nacjonalizm, co pociąga za sobą szczere braterstwo, pokój i obronę konieczną przeciwko agresji z zewnątrz. Zasadą w życiu jest wzajemne wsparcie, nie zaś konflikt, co pociąga za sobą jedność i solidarność. Ofiarowuje ona przewodnictwo (ar. hidaja),\nie zaś żądzę (ar.~hała),\co pociąga za sobą postęp ludzkości i rozwój duchowy. Ogranicza ona żądzę, a miast ułatwiania zaspokojenia pożądania cielesnego zaspokaja wzniosłe uczucia.
Oznacza to, że wraz z naszą klęską potknęliśmy się o ów drugi prąd, który jest prądem ofiar nieszczęścia i ogółu ludzi. Jeśli wśród innych wskaźnik ubóstwa i niedoli wynosi osiemdziesiąt procent, to wśród muzułmanów jest to dziewięćdziesiąt, a nawet dziewięćdziesiąt pięć procent. Świat islamu nie może być obojętny ani też wrogi wobec tego drugiego nurtu. Miast tracić to, co jest jego oparciem, i pozwalać, by wszystkie jego wysiłki poszły na marne, miast poprzez bycie uciskanym tracić to, co jest jego istotą, powinien działać inteligentnie, nadać owemu prądowi formę muzułmańską i uczynić go pożytecznym, ponieważ dopóki ktoś jest wrogiem naszego wroga, pozostaje przyjacielem, tak samo jak przyjaciel mojego wroga jest moim wrogiem, dopóki pozostają przyjaciółmi. Ponieważ owe prądy, ich cele i interesy są sprzeczne, jeśli jeden mówi: "Zgiń!", to drugi mówi: "Ożyj!". Kiedy interes jednego z nich wymaga szkody, konfliktu, upadku, słabości i lenistwa, to interes drugiego z całą pewnością wymaga naszej siły i zgody.
Tym, co hamowało wzrost islamu, była zwykle wrogość żywiona wobec Wschodu, która obecnie - i słusznie - umarła. Wrogość żywiona wobec Zachodu jest najbardziej skutecznym narzędziem służącym muzułmańskiej jedności i wzrastaniu braterstwa. Powinna ona zawsze trwać.
- Zaiste, miejcie nadzieję; w zgiełku przyszłości najpotężniejszym i najbardziej doniosłym głosem będzie głos islamu!
- Nieszczęścia są rezultatem zbrodni lub wynagrodzeniem zasług. Jakież wasze uczynki sprawiły, że Boże zarządzenie (ar. qadr)\osądziło was w taki sposób, iż zrządziło owo nieszczęście? Powszechne nieszczęścia są konsekwencją błędów większości. Jakie są wasze obecne zasługi?
- To nieszczęście zostało poprzedzone przez nasze niedbalstwo w praktykowaniu trzech ważnych filarów islamu: modlitwy (ar. salat),\postu (ar.~saum)\i jałmużny (ar.~zakat)\- odpowiedziałem.
- Wszechmocny Bóg poprosił nas, abyśmy jedną z dwudziestu czterech godzin każdego dnia przeznaczyli na odprawienie pięciu modlitw obowiązkowych, lecz my byliśmy leniwi. Poprzez trudności i prowokację owo nieszczęście sprawiło, że przez pięć lat odprawialiśmy pewnego rodzaju modlitwę, pracując dwadzieścia cztery godziny na dobę. Poproszono nasze dusze o to, by pościły przez tylko jeden miesiąc w roku, lecz my litowaliśmy się nad naszymi duszami. W ramach pokuty owo nieszczęście sprawiło, że pościliśmy przez pięć lat. Poproszono nas o to, byśmy oddawali ledwie jedną dziesiątą lub nawet jedną czterdziestą z majątku, jakim nas obdarowano, lecz my byliśmy skąpi i niesprawiedliwi, zatem owo nieszczęście odebrało od nas nagromadzoną (przez czas jej zaniedbania - uz. red. pol.) jałmużnę.
Co do naszej obecnej zasługi, to piąta część rozwiązłego i grzesznego narodu, to jest cztery miliony ludzi, została wyniesiona do poziomu przyjaciół Boga poprzez nadanie im rang wojowników i męczenników. To powszechne nieszczęście, będące wynikiem błędu większości, zmyło grzech przeszłości.
-Co, jeśli ludzie zostali wciągnięci w to nieszczęście z powodu osobistych błędów przywódcy? - zapytał ktoś spośród zgromadzenia.
-Kto jest ofiarą nieszczęścia, niech spodziewa się nagrody - odpowiedziałem. - Albo zostaną im zapisane dobre uczynki przywódcy, który popełnił błąd, albo też będą oni wynagrodzeni ze skarbca tego, co niewidzialne (ar. ghajb). Nagrodą za te sprawy wypłaconą ze skarbca tego, co niewidzialne, są rangi męczennika (ar. szahid) i wojownika (ar. ghazi).
Widziałem w zgromadzeniu oznaki aprobaty. Zbudziłem się z powodu podekscytowania i odkryłem, że spociłem się i siedzę z rękami złożonymi na znak szacunku. Oto, co stało się tamtego wieczoru.
Bediuzzaman nie posiadał innych książek prócz jego ksiąg. Kiedy zapytano go: "Dlaczego nie sięgasz do innych ksiąg?", odpowiedział:
-Czerpię moją zdolność pojmowania z Koranu poprzez oddzielenie mego umysłu od wszystkiego innego.
Nawet jeśli sięgał do innych ksiąg, to kwestie, które uważał za ważne, pobierał z nich bez wprowadzania jakichkolwiek zmian. Kiedy został zapytany, dlaczego powtarza je w ten sam sposób, w jaki są ukazywane w danej księdze, powiedział:
-Prawda nie powoduje znudzenia, a ja nie chcę zmieniać jej szat. Zostało wspomniane wcześniej, że Bediuzzaman opublikował dwa-
naście dzieł poświęconych prawdom Koranu .
Niektóre z dzieł Bediuzzamana, jakie opublikował on w owym czasie w Stambule, a później w Ankarze, zostały czterdzieści lat później zebrane w jednym tomie i opublikowane pod tytułem (który można oddać jako - uz. red. pol.) Świetlisty poemat Masnałi w języku arabskim. Oto jego myśli na temat tych dzieł, którymi podzielił się we wprowadzeniu do Świetlistego poematu:
Czterdzieści do pięćdziesięciu lat temu, zajmując się naukami logiki i filozofii, stary Said poszukiwał metody pozwalającej na osiągnięcie rzeczywistej prawdy (ar. haqiqat al-haqa'iq), jak czynili to również ludzie tariki (tj. sufi - uz. red. pol.) i ludzie prawdy. Nie zadowolił się on jedynie podróżami serca, jak uczynili to ludzie tariki, ponieważ jego umysł (ar. 'aql) i myśli zostały w pewnym stopniu okaleczone przez nauki filozofii i potrzebowały uleczenia. Później chciał podążyć za niektórymi z wielkich ludzi prawdy, jacy dotarli do prawdy sercem i umysłem. Widział, że każdy z nich miał pewną cechę szczególną, pociągającą starego Saida, który był zdezorientowany, nie wiedząc, za którym z owych ludzi powinien podążać. Wreszcie Imam Rabbani poprowadził go poprzez to, co niewidzialne (ar. ghajb), mówiąc: "Obierz jeden kierunek!" (ar. qibla), to jest: "Podążaj za tylko jednym Nauczycielem". Zranionemu sercu starego Saida zostało oznajmione: "Prawdziwym Nauczycielem jest jedynie Koran i jedynie podążając za tym Nauczycielem mogę obrać jeden kierunek".
Dzięki przewodnictwu tego świętego Nauczyciela serce i umysł starego Saida rozpoczęły nadzwyczaj osobliwe podróże. Ponadto wątpliwości jego nakazującej zło duszy zmusiły go do podjęcia duchowej i naukowej walki. Nie podróżował z zamkniętymi oczami, lecz jak Imam Al-Ghazali, Maulana Dżalal ad-Din i Imam Rabbani, miał otwarte oczy swego serca i umysłu. Pokonał z otwartymi oczami miejsca i poziomy, w których nawet ludzie zanurzeni w Bogu (a dosł. "ludzie głębi", ar. ahl al-istighraq - uz. red. pol.) zamknęli oczy.
Nieskończone dzięki niechaj będą Wszechmocnemu Bogu za to, że dzięki lekcji i przewodnictwu Koranu stary Said odnalazł drogę do prawdy. Traktaty Światła nowego Saida zademonstrowały, iż ukazał on prawdę słów
"W każdej rzeczy jest znak, wskazujący na to, że On jest Jeden".
Jako że Maulana Dżalal ad-Din, Imam Rabbani i Imam Al-Ghazali podróżowali w jedności serca (ar. qalb) i umysłu (ar. 'aql), pracował on przede wszystkim nad uleczeniem chorób swych serca i ducha, a także nad wybawieniem swej duszy (ar. nafs) od wszelkich wątpliwości, a skutkiem tego - al-hamdu li-llah stary Said stał się nowym Saidem.
Napisał on poemat Masnałi w języku arabskim - podobny szlachetnemu poematowi Masnałi, który został napisany w języku perskim, a następnie przełożony na turecki - będący zbiorem jego krótkich prac, który został wydany jako oddzielne dzieło, kiedy nadarzyła się sposobność po temu. Były to dzieła Katre, Hubab, Habbe, Zuhre, Zerre, Semme, Sule, Lem'alar, Reshalar, Lasiyyemalar i inne, przy czym dzieła Nokta i Lemaat zostały napisane w języku tureckim. Droga, jaką przemierzył przez blisko pół stulecia, wydała Traktaty Światła. Miast walczyć z niską duszą (ar. nafs) i jej diabłem, Traktaty Światła rozwinęły się w szerokie i rozległe poematy Masnałi dla zdezorientowanych i potrzebujących, a także dla sprzeciwienia się ludziom filozofii, którzy znajdują się na drodze zbłądzenia.
(...)
Ów poemat Masnałi jak kiełkujący pęd, jak drogi cichej inwokacji (tur. turuqu hafiye) zajmuje się aspektami tego, co subiektywne i wewnętrzne. Mógł on wytyczyć trakt dla serca i duszy. Jego ogrodem są Traktaty Światła, podobne ścieżkom głośnej inwokacji (tur. turuqu jahriye), przeważnie wskazujące na aspekty tego, co obiektywne i na sfery tego, co zewnętrzne. Otwierają one szeroki trakt dla poznania Boga w każdym miejscu, jakby były podobne lasce Mojżesza (niech będzie z nim pokój), która sprawiała, że woda tryskała z każdego miejsca, w jakie uderzyła.
Ponadto dzięki duchowemu cudowi Koranu Traktaty Światła otworzyły okno wychodzące na poznanie Boga bez konieczności podążania za metodami filozofów i uczonych, jak gdyby wydając dzieło wymagające jednego roku w jedną godzinę. Mieszczą one w sobie tajemnicę przynależną Koranowi, która sprawia, że jest on niezwyciężonym w obliczu bezustannych ataków upartych ludzi zbłądzenia.
Trzy lub cztery z owych
ksiąg zostały napisane w języku tureckim, a reszta po arabsku. Wyraziły one owe prawdy w sposób, jaki nie miał podobnego sobie w żadnej innej księdze.
@
@
Później w jednym ze swych dzieł Bediuzzaman objaśnił duchową przemianę, jaką przeszedł, kiedy należał do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye:
Straszliwe ciosy spadły na nieuważną głowę starego Saida, aż zastanowił się on nad twierdzeniem: "Śmierć jest rzeczywistością". Ujrzał samego siebie w błotnistym bajorze, poszukującego pomocy, drogi wyjścia, wybawcy. Kiedy zobaczył, że dróg jest wiele, nie mógł zdecydować się, którą z nich wybrać. Postanowił poszukać znaku w księdze Futuh al-Ghajb Szejka Gajlaniego, który nosił zaszczytny przydomek Ghałs al-A'zam [58] (niech Bóg będzie z niego rad), i otworzył ją na tych oto wersach:
Jesteś w Dar al-Hikma, zatem znajdź lekarza, który uleczy twoje serce. To dziwne, lecz w owym czasie rzeczywiście należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye. Byłem jakby doktorem, który starał się uleczyć rany ludzi islamu, lecz sam byłem chory bardziej niż oni. Chory człowiek powinien patrzeć najpierw na siebie samego, a dopiero później na innych.
Szejk Gajlani mówił do mnie: "Sam jesteś chory, więc poszukaj doktora dla siebie samego", zatem powiedziałem: "Ty bądź moim lekarzem!" Wybrałem go na swego lekarza i przeczytałem jego księgę tak, jakby była skierowana do mnie, jednak było to dla mnie wielce bolesne. Owa księga zmiażdżyła mą dumę w prawdziwie przerażający sposób i dokonała drastycznej operacji chirurgicznej na mym sercu. Nie mogłem tego wytrzymać. Przeczytałem jedynie połowę księgi tak, jakby zwracała się do mnie, lecz nie miałem dość siły i wytrwałości, by ją skończyć, więc z powrotem odłożyłem ją na półkę. Po tygodniu ból towarzyszący owemu leczniczemu zabiegowi ustał, a zastąpiła go przyjemność. Ponownie otworzyłem księgę, przeczytałem ją za jednym razem i odniosłem wiele korzyści z lektury owej księgi pierwszego z moich mistrzów. Słuchałem jego modlitw i suplikacji, które również stały się dla mnie obfitym źródłem korzyści.
Następnie ujrzałem Listy (Maktubat) Imama Rabbaniego i sięgnąłem po nie wyłącznie po to, by i w tej księdze odnaleźć znak. To dziwne, lecz w całym zbiorze słowo "Bediuzzaman" pojawia się jedynie dwa razy, a ja czułem, jak natychmiast otwierają się przede mną te dwa listy, w których występuje. Ujrzałem, że w ich nagłówkach było napisane: "List
do Mirzy Bediuzzamana", a mój ojciec miał na imię Mirza. "Chwała niech będzie Bogu!", wykrzyknąłem. "Te listy są zaadresowane do mnie!", jako że w owym czasie stary Said był znany również jako Bediuzzaman. Nie wiedziałem o żadnym sławnym człowieku (prócz Bediuzzamana Hamadaniego), jaki nosiłby to imię w ciągu ostatnich trzystu lat, natomiast taki człowiek żył w czasach Imama Rabbaniego i do niego Imam napisał te dwa listy. Położenie, w jakim znajdował się tamten człowiek, musiało być podobne do mojego, ponieważ odkryłem, że owe listy okazały się lekarstwem na moje dolegliwości. W wielu swoich listach Imam usilnie zalecał to, co napisał w owych dwóch: "Niech wasz kierunek modlitwy będzie jeden", co znaczy: przyjmijcie jednego człowieka za swego mistrza i podążajcie za nim, nie przejmując się nikim innym.
Owo zalecenie wielkiej wagi nie wyglądało na stosowne dla mego usposobienia ani dla stanu mego ducha. Niezależnie od tego, jak głęboko rozmyślałbym nad tym, za którym z ludzi powinienem podążać, pozostawałem zakłopotany i zmieszany. Wszyscy z ludzi, o których myślałem, mieli rozmaite zalety, które mnie pociągały; nie potrafiłem wybrać tylko jednego. Kiedy pozostawałem w takim zakłopotaniu, Boże miłosierdzie oznajmiło mi: "Wszechmądry Koran jest głową owych rozmaitych dróg, źródłem owych strumieni i słońcem owych planet, a jedynym prawdziwym kierunkiem modlitwy jest ten, który w nim możesz znaleźć. W takim wypadku jest on również najbardziej wzniosłym przewodnikiem i najświętszym mistrzem". Uchwyciłem się tych słów obiema rękami i przylgnąłem do nich .
W zakończeniu tego fragmentu powiedziano:
Oczywiście przy moich niewystarczających i nędznych zdolnościach nie mogłem uzyskać od owego przewodnika blasku podobnego wodzie życia w stopniu, jaki byłby dla niego właściwy, lecz dzięki temu przewodnikowi wciąż możemy ukazywać ów blask, ową wodę życia, stosownie do zdolności tych, którzy go przyjmują, tych, którzy dostrzegają prawdę swoim sercem i osiągają pewne stany duchowe. Oznacza to, że Słowa oraz owe światła, które biorą swój początek z Koranu, nie są jedynie kwestiami naukowymi, które zwracają się do intelektu, lecz są kwestiami wiary, które odnoszą się do serca, duszy i stanów duchowych. Przypominają one najbardziej wzniosłą i najbardziej wartościową wiedzę w temacie Boga.
Pewien człowiek powiedział do Bediuzzamana: "Widzimy, że jesteś nadzwyczaj zasmucony naszą klęską w Wielkiej Wojnie". Jego odpowiedź brzmiała:
-Jestem w stanie znieść moje osobiste niedole, lecz miażdży mnie smutek wynikający z udręczenia ludzi islamu. Czuję się tak, jakby to przede wszystkim moje serce odebrało ciosy wymierzone w świat islamu. Oto, dlaczego jestem tak zmiażdżony. Jednakże widzę światło, które sprawi, że zapomnę o owej udręce, in sza'a-llah.
Jedną z jego najwspanialszych, najbardziej doniosłych i najbardziej skutecznych usług na rzecz narodu było dzieło zatytułowane Sześć kroków (tur. Hutuvat-i Sitte), którym splunął w twarze tyranów, broniąc godności religii i honoru islamu. Poziom jego męstwa ukazał się poprzez czyn w czasie, gdy Stambuł był okupowany przez siły cudzoziemskie, w rozsądnej i stanowczej odpowiedzi, jakiej udzielił w formie sześciu plunięć Kościołowi Anglikańskiemu, który zadał sześć pytań urzędowi Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam).
Kiedy Bediuzzaman opublikował Sześć Kroków, trwała wojna o niepodległość, rozpoczęta okupacją Stambułu. Książkę pokazano dowódcy sił brytyjskich okupujących Stambuł, a Bediuzzaman z powodu swego czynnego sprzeciwu (wobec okupacji i polityki obcych mocarstw - uz. red. pol.) został uznany za poważne zagrożenie. Choć brytyjski dowódca był zdeterminowany, aby się go pozbyć, Nauczyciel powiedział mu, że jeśli Brytyjczycy spróbują go zamordować, zasłużą na wieczną wrogość ludzi i klanów wschodniej Anatolii, którzy nigdy im tego nie wybaczą i podniosą bunt bez względu na cenę, jaką przyjdzie im za to zapłacić.
Brytyjczycy okupujący Stambuł starali się zwieść Wielkiego Muftiego oraz niektórych uczonych, aby spojrzeli oni na okupację przychylnie. W odpowiedzi na to Bediuzzaman udaremnił ich spiski i zabiegi propagandowe poprzez swe dzieło Hutuvat-i Sitte, a także poprzez wytrwałą działalność w Stambule, polegającą na rozpowszechnianiu informacji o ich intrygach w koloniach oraz o ich historycznej wrogości (wobec islamu - uz. red. pol.). W ten sposób wsparł Narodowe Siły Wyzwolenia w Anatolii i stał się jednym z ich największych zwolenników.
W tym miejscu zamieszczamy fragment jego słów na temat owej doniosłej służby:
Pewnego razu, kiedy Brytyjczycy zniszczyli strzegące Bosforu działa i najechali Stambuł, duchowny Kościoła Anglikańskiego, najważniejszej instytucji religijnej w swoim kraju, zadał sześć pytań
urzędowi Wielkiego Muftiego (ar. Szajch al-Islam). W owym czasie należałem do komitetu Daru'l Hikmeti'l-Islamiye. Powiedziano mi: "Odpowiedz im. Chcą oni, aby na ich sześć pytań odpowiedzieć w sześciuset słowach". Odparłem: "Nie odpowiem im w sześciuset słowach ani w sześciu słowach, ani nawet jednym słowem! Moją odpowiedzią będzie splunięcie! Widzicie, jak chwilę po tym, jak postawili nam stopę na gardle [59], ich główny duchowny arogancko zaczął zadawać nam pytania. Najlepszą odpowiedzią dla nich jest naplucie im w twarz, zatem pluńcie w bezlitosne twarze owych tyranów!"
Znaczące osiągnięcia Bediuzzamana w Stambule zaczęły zwracać uwagę rządu centralnego w Ankarze. Rząd zaprosił go do Ankary celem oficjalnego wyrażenia uznania dla jego cennych zasług. Choć zapraszał go Mustafa Kemal Pasza, Bediuzzaman odpowiedział:
"Wolę kontynuować walkę tam, gdzie jest niebezpiecznie. Nie lubię walczyć w okopach, a widzę, że tutaj niebezpieczeństwo jest większe niż w Anatolii".
Zaszyfrowane zaproszenie było wysyłane trzy razy, jednak dopiero wtedy, kiedy dostarczył je bliski przyjaciel Nauczyciela, Tahsin-bej (były gubernator Van, będący wówczas członkiem parlamentu), Bediuzzaman przyjął zaproszenie i wyruszył do Ankary. Po przybyciu do Ankary powitano go oklaskami, jednak Bediuzzaman nie zastał tam atmosfery, na jaką liczył. Kiedy wszedł do parlamentu, ujrzał że pod pretekstem westernizacji parlamentarzyści daleko odeszli od symboli islamu, będących kamieniem węgielnym tożsamości narodowej i honoru Turków. Większość z nich zobojętniała na kwestie religijne. Przygotował zatem broszurę, która została rozprowadzona wśród członków parlamentu, podkreślającą znaczenie i konieczność wytrwania w praktykowaniu aktów czci, a szczególnie w modlitwie (ar. salat). Kazim Karakebir Pasza odczytał kopię owej broszury Mustafie Kemalowi. Jej treść była następująca:
O, wojownicy islamu, i o wy, którzy uchwalacie!
Proszę was, abyście wysłuchali dziesięciu punktów i kilku zaleceń mojej skromnej osoby.
1. Nadzwyczajny Boży dar, jakim jest owo zwycięstwo, wymaga od nas składania podziękowań za niego, aby mógł on przetrwać. W przeciwnym razie, jeśli nie wyrazimy podziękowań za ów dar, zostanie on nam odebrany. Dzięki pomocy Boga obroniliście Koran przed atakami wroga, zatem jest koniecznym, byście mocno trzymali się najbardziej wyraźnego i stanowczego obowiązku koranicznego, jakim jest modlitwa, aby mogły przetrwać jej cudowne błogosławieństwa, jakimi zostaliście obdarowani.
2. Uradowaliście świat islamu i zyskaliście jego miłość i szacunek, jednakże przetrwanie owych szacunku i miłości zależy od waszego wsparcia dla podtrzymania symboli islamu, ponieważ to przez wzgląd na islam muzułmanie okazują wam miłość.
3. Rozkazywaliście na tym świecie wojownikom i męczennikom, którzy są niczym przyjaciele Boga. Od ludzi tak dokładających starań, jak wy, oczekuje się również tego, iż będą pracowali na rzecz dotrzymania towarzystwa wojownikom i męczennikom w świecie, który nadejdzie, a to poprzez mocne trzymanie się wyraźnych nakazów Koranu. Jeśli nie, choć tutaj jesteście dowódcami, tam będziecie zmuszeni do poszukiwania pomocy i światła u szeregowego żołnierza. Ten niski świat z całą jego sławą i chwałą nie może być przedmiotem zadowolenia, a wynagrodzenie za służbę na nim powinno stać się jedynym celem każdego zdrowego na umyśle człowieka.
4. Wspólnoty tego narodu islamu, nieważne jak odległe, które wzrosną z modlitwy, wciąż będą chciały widzieć swych przywódców jako oddanych ich religii. Zaprawdę, w całym Kurdystanie pierwszym pytaniem zadawanym w sprawie wszystkich urzędników było: "Czy odprawiają oni modlitwę?" Jeśli tak, ludzie będą wyrażać zaufanie wobec owych urzędników, a jeśli nie, będą ich podejrzewać niezależnie od tego, jak bardzo byliby oni potężni.
Pewnego razu doszło do powstania klanu Beytussebap. Udałem się tam i zapytałem ludzi: "Z jakiego powodu się buntujecie?" Odpowiedzieli mi: "Nasz zastępca gubernatora nigdy się nie modli, jak więc możemy być posłuszni rozkazom tak bezbożnych ludzi?" Powiedzieli tak ludzie, którzy sami byli złoczyńcami i nie odprawiali modlitwy.
5. Poprzez fakt, że większość proroków została posłana na Wschód, a większość filozofów pojawiła się na Zachodzie, Boże zarządzenie (ar. qadr) wskazuje na to, że tym, co rozwinie Wschód, są religia i serce, nie zaś umysł i filozofia. Ponieważ zbudziliście Wschód, powinniście trzymać się stosownego dla niego nurtu, w przeciwnym razie wasze starania pójdą na marne lub okażą się powierzchowne.
6. Brytyjczycy, którzy są naszymi przeciwnikami i wrogiem islamu, nieprzerwanie wykorzystują wasze niedbalstwo wobec religii. Zaprawdę, mogę powiedzieć, że ci, którzy wykorzystują wasze niedbalstwo w religii, wyrządzają islamowi szkodę tak wielką, jak szkoda, jaką wyrządzili mu Grecy. Interes islamu i pokój narodu wymagają tego, by owo niedbalstwo zostało zamienione na dobre uczynki.
Możecie już ujrzeć, że pomimo wielkiej determinacji i poświęcenia, jakie ukazali przywódcy Partii Jedności i Postępu, a także pomimo roli, jaką odegrali oni w przebudzeniu narodu, niedbalstwo wobec religii, jakie okazali niektórzy spośród nich, wzbudziło wstręt w kraju. Muzułmanie za granicą nie ujrzeli jeszcze ich niedbalstwa, dlatego nadal darzą ich szacunkiem i okazują im uznanie.
7. Świat niewiary (ar. kufr) atakował świat islamu wszelkimi sposobami, poprzez swą cywilizację, filozofię, naukę i misjonarzy, a jego materialne panowanie nad światem islamu trwało przez długi czas. Pomimo tego wszystkiego niewierni nie byli w stanie zapanować nad światem islamu w sferze religijnej. Ponadto w czasie, kiedy wszystkie wewnętrzne frakcje zbłądzenia w islamie zostały powstrzymane jako przynoszące szkodę mniejszości, a islam zachował swą siłę i męstwo wynikające z sunny i społeczności, prąd niedbalstwa i innowacji, który wypłynął z nikczemnej cywilizacji Europy nie znalazłby żadnego sposobu na zagnieżdżenie się wewnątrz islamu. Zatem sukces w jakimkolwiek działaniu w obrębie świata islamu można osiągnąć jedynie dzięki mocnemu trzymaniu się zasad muzułmańskich. Nie ma żadnej innej drogi ani nie było jej w przeszłości, a nawet jeśli taka była, to szybko zanikła.
8. Stało się jasne, że przeznaczeniem rozwiązłej cywilizacji Europy, która prowadziła do słabości religii, jest ruina, zaś nadszedł czas, aby pojawiła się cywilizacja Koranu. W takim czasie nie można osiągnąć czegokolwiek pozytywnego poprzez bycie niedbałym i obojętnym. Jeśli zaś chodzi o działania negatywne i destrukcyjne, to świat islamu, który wycierpiał tak wiele, nie potrzebuje ich.
9. Ludzie, którzy doceniają was i miłują za wasze zwycięstwo i służbę na rzecz tego narodu, są jawnie wierzącymi. Dotyczy to szczególnie prostych ludzi, którzy są silnymi muzułmanami. To oni poważnie miłują was i podążają za wami. Są wam wdzięczni i doceniają wasze poświęcenie, ofiarowując wam ogromną i zdumiewającą siłę. Zjednoczenie się z nimi i oparcie się na nich poprzez posłuszeństwo nakazom Koranu jest niezbędne dla dobrobytu islamu. Przedkładanie nad owo muzułmańskie społeczeństwo nędzników, którzy zdjęli szatę islamu, są ślepo rozmiłowani w Europie i naśladują cudzoziemców, jest całkowicie sprzeczne z interesami islamu. Sprawi ono, że uwaga świata islamu zwróci się ku poszukiwaniu wsparcia z innej strony.
10. Jeśli na danej drodze prawdopodobieństwo zguby wynosi dziewięć na dziesięć, a prawdopodobieństwo zbawienia jedynie jeden na dziesięć, taką drogę obierze jedynie szaleniec, który nie dba o swoje życie. Na drodze wykonywania religijnego obowiązku modlitwy (ar. salat), która zajmuje jedną z dwudziestu czterech godzin, prawdopodobieństwo zbawienia wynosi dziewięć na dziesięć, a prawdopodobieństwo poniesienia doczesnej szkody, jakiej można doznać poprzez niedbalstwo i lenistwo, jedynie jeden na dziesięć. Tymczasem porzucenie tego, co obowiązkowe (ar. fard) niesie za sobą prawdopodobieństwo doznania szkody wynoszące dziewięćdziesiąt dziewięć procent, a poleganie na niedbalstwie i zbłądzeniu sprawia, że szansa na zbawienie wynosi jedynie jeden na sto.
Jakież usprawiedliwienie może zatem istnieć dla szkody, jaką wyrządza się religii i temu światu poprzez niedbalstwo i porzucenie obowiązków religijnych? Jakiż patriotyzm miałby na to zezwalać? Ludzie będą podążać za dowódcami spośród mudżtahidów, a w szczególności za tym wielkim zgromadzeniem. Ich błędy będą albo naśladowane, albo krytykowane, a jedno i drugie przyniesie szkodę. To oznacza, że dopełnianie praw ludzi wymaga od was dopełnienia praw Boga. Nie można prawdziwie i poważnie osiągnąć sukcesu z tymi, którzy nie zważają na zgodność i powszechne potwierdzenie nieskończonych oświadczeń i świadectw, zaś akceptują omylne twierdzenia duszy (ar. nafs) i wątpliwości Szatana. Wielka rewolucja potrzebuje oparcia na solidnych fundamentach.
Sułtanat został powierzony mocy właściwej duchowemu charakterowi tego zgromadzenia. Jeśli to zgromadzenie nie przyjmie roli reprezentowania Kalifatu poprzez wypełnianie obowiązków symboli islamu oraz poprzez zachęcanie ludzi do wypełniania owych obowiązków, to zawiedzie potrzeby religijne tego narodu. Choć potrzebują jedynie czterech rzeczy do tego, by przeżyć, ludzie
tego narodu, których natura nie została zepsuta i którzy nigdy nie zapomnieli o potrzebach ich dusz, ustalonym zwyczajem dają wyraz swemu poleganiu na religii przynajmniej pięć razy dziennie. W rezultacie ludzie nie będą mieli innego wyjścia, jak tylko przypisanie roli Kalifatu instytucji, której nazwę, wizerunek i tytuł ustali owo zgromadzenie. Stosownie do owej roli, wesprą ową instytucję i dadzą jej siłę. Tymczasem siła, która nie pochodzi z rąk owego zgromadzenia i nie jest przez nie dostarczana, stanie się przyczyną rozłamu, a rozłam jest sprzeczny z wersetem:
[60]
Ta epoka jest epoką wspólnoty (ar. dżama'a). Zbiorowa osobowość duchowa, będąca duchem wspólnoty, nada jej daleko większą siłę do wprowadzenia w życie nakazów i zakazów szariatu. Kalif może nadal wykonywać swą rolę jedynie polegając na zgromadzeniu. Jeśli owa duchowa zbiorowa osobowość, która jest duchem społeczności, będzie całością, owa rola będzie lśnić w doskonały sposób, zaś jeśli owa osobowość jest zepsuta, stanie się szkodliwą. Dobre i złe uczynki jednego człowieka są ograniczone do jednostki, lecz dobre i złe uczynki społeczności nie mają takich ograniczeń. Nie kalajcie zewnętrznego dobra, jakie osiągnęliście, popełniając wewnętrzne zło.
Wiedzcie, że waszym wrogiem zewnętrznym, opozycją i przeciwnikami jest niszczenie symboli islamu, zatem wasz zasadniczy obowiązek polega na ich ożywieniu i ochronie, w przeciwnym razie będziecie nieświadomie pomagać przebiegłemu wrogowi. Nieprzydawanie żadnego znaczenia symbolom islamu ukaże słabość narodu, a słabość nie dopadnie wroga, lecz zwiększy jego męstwo.
[61]
Owo przesłanie do parlamentarzystów sprawiło, że sześćdziesięciu ludzi dołączyło do tych, którzy regularnie odprawiali modlitwę. Pomieszczenie wyznaczone na modlitwę stało się za małe i trzeba było znaleźć inne, znacznie większe.
Przeczytanie broszury przez parlamentarzystów, generałów i uczonych zdenerwowało prezydenta i doprowadziło do sprzeczki. Pewnego dnia
Bediuzzaman i Mustafa Kemal wymieniali poglądy w biurze prezydenta, w obecności pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu parlamentarzystów. Mustafa Kemal powiedział:
-Potrzebujemy takiego bohaterskiego hodży, jak pan. Zaprosiliśmy pana tutaj, aby skorzystać z pańskich wzniosłych idei. Pan jednak natychmiast po przybyciu zaczął pisać różne rzeczy na temat modlitwy i spowodował podział między nami.
Bediuzzaman odpowiedział w kilku słowach, ze złością wskazując palcem w stronę prezydenta:
-Paszo, paszo! Po wierze (ar. iman) najbardziej wzniosłą prawdą islamu jest obowiązkowa modlitwa (ar. salat). Ci, którzy nie odprawiają modlitwy, są zdrajcami, zaś opinii zdrajców nie bierze się pod uwagę.
Pasza, który nie mógł mu przerwać, odpowiedział, składając przeprosiny.
Przez cały czas, jaki Bediuzzaman spędził w Ankarze, nigdy nie zachwiał się w dążeniu do jego najważniejszego celu, jakim było założenie Uniwersytetu Wschodniego. Pewnego razu zwrócił się do parlamentarzystów następującymi słowami:
-Dążyłem do założenia tego uniwersytetu przez całe moje życie. Sułtan Resad oraz przywódcy Partii Jedności i Postępu przeznaczyli już na ten cel dwadzieścia tysięcy lir w złocie. Wy również powinniście dołożyć taką samą sumę.
Parlamentarzyści zgodzili się i postanowili przeznaczyć na ów projekt sto pięćdziesiąt tysięcy papierowych lir. Bediuzzaman poprosił członków parlamentu, aby podpisali się pod tą decyzją. Niektórzy z nich odpowiedzieli, mówiąc:
-Obawiamy się, że podchodzisz do projektu tego uniwersytetu tak, jakby miał on być częścią systemu medres, a jego najważniejszym fundamentem czynisz islam. Tymczasem teraz jest czas na to, byśmy byli podobni ludziom Zachodu.
-Prowincje wschodnie są niczym centrum świata islamu - odrzekł Bediuzzaman. - Jest koniecznym, by wiedzy religijnej nauczano wraz z nowoczesnymi naukami. Fakt, że większość proroków pojawiła się na Wschodzie, a większość filozofów na Zachodzie, ukazuje, że postęp i rozwój Wschodu zależą od religii. Nawet jeśli w każdym innym miejscu nauczaliście wyłącznie nauk nowoczesnych, to zaiste, dla korzyści tego narodu i kraju podstawą edukacji na Wschodzie musi być wiedza religijna. W przeciwnym razie muzułmanie, którzy nie są Turkami, nie będą w stanie żywić prawdziwego braterstwa wobec Turków. Tym, czego obecnie, przy
wszystkich wrogach wokół nas, potrzebujemy najbardziej, są współpraca i solidarność. Zaprawdę, pozwólcie, że przytoczę wam autentyczny przykład tej prawdy:
Dawno temu miałem ucznia, który nie był Turkiem. Był on inteligentnym i ciężko pracującym uczniem w mojej dawnej medresie. Zainspirowany przez lekcje poświęcenia dla kraju, jakie odebrał od nauk religijnych, regularnie powtarzał: "Sprawiedliwy Turek zaiste jest moim bratem i jest mi daleko bliższy od mego grzesznego brata lub ojca". Na nieszczęście dla niego, później zaczął studiować wyłącznie nauki nowoczesne.
Kiedy powróciłem z niewoli - a było to cztery lata później - usiedliśmy, aby porozmawiać. Wypłynął temat zapału narodowego. Ów człowiek powiedział: "Teraz przedkładam Kurda-heretyka ponad prawego tureckiego hodżę". Odpowiedziałem: "O, nie! Jakże spaczonym stało się twoje myślenie!" Po pracowaniu nad nim przez tydzień wybawiłem go i przywróciłem do poprzedniego, zgodnego z prawdą stanu.
O, parlamentarzyści! Jak bardzo naród turecki potrzebuje dawnego stanu owego ucznia! Pozostawiam wam osądzenie, jak dalece sprzeczne z korzyścią tego narodu byłoby pozostawienie go w owym drugim stanie. Oznacza to, że nawet jeśli założymy, iż wdrożycie politykę, która przedkłada ten świat nad świat, który nadejdzie, i nie przywiązuje znaczenia do religii, na Wschodzie zaiste dacie pierwszeństwo edukacji religijnej.
Po wysłuchaniu owej prawdziwej prośby członkowie opozycji odeszli, a wszyscy ze stu sześćdziesięciu trzech parlamentarzystów podpisali się pod decyzją.
Bediuzzaman przybył do Ankary z nadzieją na "wielkie przebudzenie i rozwój w świecie islamu", które były jego marzeniem od młodości i dla których postanowił poświęcić swe życie. Jego rozmowy z setkami uczonych i cnotliwych ludzi, jakie poprzedziły jego wizytę w Stambule przed Okresem Konstytucyjnym, a także jego nagłe pojawienie się w Stambule, które sprawiło, że uczeni się zadziwili, a władze zaniepokoiły, ukazały, iż stan ustanowienia odrodzenia islamu obecny jest w jego duszy. Od młodych lat czuł on w duchu odpowiedzialność za ten obowiązek, entuzjazm i pasję.
Wszystkie rozmaite artykuły, jakie opublikował, i mowy, jakie wygłosił po Deklaracji Wolności, aby uczynić konstytucjonalizm sługą szariatu i objaśnić, w jaki sposób miałby się on stać narzędziem służącym szczęściu ziem Anatolii i świata islamu, wynikały z tej samej nadziei i tej samej intencji.
Jak można to ujrzeć w jego dziełach takich, jak Kazanie z Damaszku (ar. Al-Chutba Asz-Szamija, dosł. Kazanie syryjskie), Sunuhat czy Lemeat, miał on oznajmiać, że "w mroku i zgiełku przyszłości najpotężniejszym i najbardziej doniosłym głosem będzie głos Koranu".
Pod rządami 'Abbasydów to właśnie Turcy na tysiąc lat ujęli wodze sprawowania rządów nad islamem i wypełniali ten obowiązek za czasów Kalifatu (Osmańskiego - uz. red. pol.). Nadejście pierwszej wojny światowej przeraziło cały świat i doprowadziło do upadku Państwa Osmańskiego. Zewnętrzni wrogowie islamu poprzez okupację jego centrów doszli do wniosku, że islam musiał zostać zniszczony.
Zatem w tak doniosłych czasach, z łaską i błogosławieństwem Boga, Bediuzzaman przybył do Ankary. Przybył z wielką nadzieją na to, że wyłaniający się porządek ożywi religię, a on sam będzie mógł pracować wraz z rządzącymi. Nowy rząd Republiki dzięki pomocy Boga i cudowi Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) odparł ataki wroga i stał się potężnym przedstawicielem władzy ludu. Praca Bediuzzamana w parlamencie polegała na zapewnieniu tego, by ów nowy rozwój bezpośrednio opierał się na Koranie, by uczynił swym punktem oparcia jedność świata islamu, by ustanowił materialną i duchową cywilizację, której wzniosłą siłę stanowiłyby prawdy islamu. Takie były jego intencja i cel, i to właśnie starał się zaszczepić członkom nowego Zgromadzenia Narodowego, jednakże napotkał na swej drodze poważne przeszkody.
Ujrzał początek nowej ery świata islamu, przed którą cała umma szukała schronienia u Boga przez tysiąc trzysta lat, i pojął osobistość tych ludzi, którzy mieli podłożyć ogień owego zepsucia.
Pewnego dnia przez mniej więcej dwie godziny rozmawiał z Mustafą Kemalem Paszą w gabinecie prezydenckim. Bediuzzaman ostrzegł go przed wyrządzaniem poważnej szkody temu narodowi, krajowi i światowi islamu poprzez zniesienie symboli islamu w nadziei na zyskanie sławy wśród wrogów islamu i Turków. Przestrzegał go, że jeśli rewolucja była w ogóle konieczna, to powinna ona mieć na celu umocnienie islamu i powinna być przeprowadzona zgodnie z perspektywą uświęconych i fundamentalnych prawd Koranu, a jako lekcję przytoczył następującą analogię:
Wyobraźmy sobie, że w czasie, gdy meczet Aya Sophia jest wypełniony dostojnymi, błogosławionymi, cnotliwymi i znamienitymi ludźmi, jeden lub dwaj leniwi młodzieńcy i niemoralni próżniacy kręcą się przy wejściu, podczas gdy przy oknach kilku Europejczyków wypatruje jakiejś rozrywki. Do meczetu wchodzi pewien człowiek i dołącza do zgromadzenia, następnie pięknie i ładnym głosem recytuje fragment Koranu; spojrzenia tysięcy ludzi prawdy zwracają się na niego, a oni otrzymują nagrodę dzięki szacunkowi dla tego człowieka i modlitwom za niego. To nie jest miłe dla gnuśnych młodzieńców, nierobów spośród heretyków i jednego lub dwóch Europejczyków. Gdyby zaś człowiek, który wszedł do błogosławionego meczetu i dołączył do wielkiego zgromadzenia, zaczął śpiewać na cały głos sprośne piosenki, tańczyć i podskakiwać, sprawiłoby to, że owi gnuśni młodzieńcy roześmialiby się, sprawiłoby przyjemność rozpustnym nierobom, jako że zachęcałoby do rozpusty, zaś Europejczycy uśmiechnęliby się drwiąco, ponieważ są oni zadowoleni, kiedy widzą w islamie jakiekolwiek przywary. Jednak takie postępowanie przyciągnęłoby spojrzenia błogosławionych ludzi z owego wielkiego zgromadzenia, które wyrażałyby obrzydzenie i pogardę; w oczach tych ludzi ów człowiek upadłby do poziomu najniższego z niskich.
Dokładnie tak, jak w naszym przykładzie, świat islamu i Azja są wielkim meczetem, zaś zamieszkujący je ludzie wiary i prawdy to szacowne zgromadzenie w tym meczecie. Bezczynni młodzieńcy to podobni dzieciom pochlebcy, rozpustni próżniacy to nikczemnicy, którzy idą za Europą, aż nie mają ani narodowości, ani religii, zaś widzowie z Europy to dziennikarze, którzy szerzą koncepcje Europejczyków. Wszyscy muzułmanie, zwłaszcza cnotliwi i ci, którzy pragną się doskonalić, mają w owym meczecie swoje miejsca, stosownie do ich stopnia; ludzie widzą ich i zwracają na nich uwagę. Jeśli spełniają oni dobre dzieła, jak uczą tego nakazy i święte prawdy Wszechmądrego Koranu, zgodnie z zasadami szczerości intencji i zadowolenia Boga, które są podstawowymi zasadami islamu, jeśli językiem swego usposobienia recytują wersety Koranu, wówczas będą wśród tych, o których mówi suplikacja:
Boże, wybacz (wszystkim) wierzącym mężczyznom i (wszystkim) wierzącym kobietom, która jest stale wypowiadana przez każdego człowieka ze świata islamu [62]. Otrzymają oni swój udział w nagrodzie tych, którzy
wypowiadają owe słowa, a braterstwo połączy ich ze wszystkimi wiernymi. Jednakże wartość takiego stanu nie ukaże się ani niektórym spośród ludzi zbłądzenia, którzy są niby przyczyniające szkód bestie, ani niektórym głupcom, którzy są jak dzieci, choć już wyrosły im brody.
Jeśli człowiek wypiera się wszystkich swoich przodków, owego źródła honoru, jeśli wypiera się przeszłości, która może być dla niego przyczyną dobrze rozumianej dumy, jeśli w duchu porzuca świetlisty trakt prawych ludzi spośród tych, którzy byli przed nim, choć tamci mieli ów szeroki trakt za punkt oparcia, jeśli podąża za własnymi zachciankami i namiętnościami, jeśli jak hipokryta szuka sławy i podąża za innowacjami, w oczach wszystkich ludzi prawdy i wiary upadnie do prawdziwie najniższej pozycji. Zgodnie z hadisem, który mówi:
[63]
niezależnie od tego, jak bardzo prostym i nieświadomym człowiekiem byłby wierny, jego serce patrzy chłodno i z odrazą na tak chełpliwych i samolubnych ludzi, choćby nawet jego umysł nie zdawał sobie z tego sprawy.
Człowiek porwany umiłowaniem pozycji i rangi, opętany przez pragnienie sławy, w oczach niezliczonych członków zgromadzenia wiernych upada do poziomu najniższego z niskich, zaś zyskuje tymczasową pozycję, która nie przyniesie mu nic pomyślnego, w oczach kilku pozbawionych znaczenia szyderców, szaleńców i nierobów. Zgodnie z wersetem:
[64]
taki człowiek - drugi człowiek z naszego porównania - znajdzie kilku fałszywych przyjaciół, którzy przyczynią mu szkód w życiu doczesnym, męczarni w królestwie pośrednim, a w życiu ostatecznym będą jego wrogami.
Jeśli chodzi o pierwszego człowieka z naszego porównania, nawet jeśli nie wykreśli on ze swego serca pragnienia wysokiej pozycji, jeśli tylko przyjmie on szczerość intencji i zadowolenie Boga za swe wiodące zasady, a nie uczyni rangi i pozycji swym celem, osiągnie on chwalebną rangę duchową, która całkowicie zaspokoi jego pragnienie. Człowiek straci coś, co znaczy niewiele, bardzo niewiele, a w miejsce tego, co stracił, znajdzie wiele, bardzo wiele wartościowych rzeczy, które nie przyczynią
mu żadnej szkody. Zaiste, odpędzi od siebie kilka węży, a znajdzie liczne błogosławione stworzenia i stanie się ich bliskim przyjacielem, lub też nie dopuści do siebie dzikich szerszeni, zaś przyciągnie błogosławione pszczoły podobne sprzedawcom orzeźwiających napojów miłosierdzia. Będzie jadł miód z ich rąk, zaś dzięki ich modlitwom znajdzie przyjaciół ze wszystkich części świata islamu, dzięki którym jego dusza nabierze blasku, jakim lśni woda rajskiego źródła Al-Kałsar, a ich modlitwy zostaną zapisane w księdze jego dobrych uczynków [65] .
Otwarcie wyrażając swój sprzeciw, Mustafa Kemal Pasza ujawnił swe prawdziwe intencje. Jego celem było pozyskanie Bediuzzamana i skorzystanie z jego wpływów i wiarygodności, jaką się cieszył. Czynił on Bediuzzamanowi różne oferty, proponując mu stanowisko deputowanego w Zgromadzeniu Narodowym, jego poprzednie stanowisko w Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye czy też stanowisko generalnego kaznodziei prowincji wschodnich.
Bediuzzaman uświadomił sobie, że oto już sprawdziła się znaczna część przepowiedni hadisu mówiącego o ludziach o zatrważających charakterach, jacy nadejdą u kresu czasu. Jeszcze przed Deklaracją Wolności napisał on komentarz do tego hadisu, a teraz ujrzał go na scenie świata islamu i całej ludzkości. Jeszcze raz postanowił postępować zgodnie z zaleceniami hadisu, który prowadzi ludzi będących partią Koranu tymi słowami: Jeśli dożyjecie do owej epoki, wiedzcie, że zwycięstwa nad nimi nie można osiągnąć za pomocą polityki. Można odpowiedzieć im jedynie światłem cudowności Koranu, które jest niczym duchowy miecz.
Nie znajdując w Ankarze sposobności do wspólnego działania, Nauczyciel odrzucił szereg przedstawianych mu ofert. Niektórzy spośród członków parlamentu chcieli zmienić jego umysł i nalegali na to, aby pozostał on w Ankarze, by przemyśleć całą sprawę ponownie. Niektórzy z nich odprowadzili go nawet przez całą drogę na dworzec kolejowy, by tylko zmienić jego umysł, jednak Bediuzzaman powiedział im, że nie po drodze mu z tym, czego sobie życzą. Postanowił, że od tej pory będzie żył jako pustelnik. Całkowicie wycofując się z życia społecznego, rozpoczął życie pustelnika w jaskini nieopodal strumienia Zernabad, u stóp góry Erek w Van.
FRAGMENT TRAKTATÓW ŚWIATŁA TRAKTUJĄCY O ŻYCIU BEDIUZZAMANA W ANKARZE
z Błysku Dwudziestego Trzeciego, zatytułowanego Traktat o naturze
Kiedy w 1922 roku przybyłem do Ankary, morale ludzi wiary było nadzwyczaj wysokie po zwycięstwie, jakie armia islamu odniosła nad Grekami. Dostrzegłem jednak obrzydliwy nurt ateizmu, który zdradziecko próbował zachwiać umysłami ludzi wiary, zatruć je i zniszczyć. "O, Boże!", powiedziałem, "ten potwór zamierza wyrządzić szkodę fundamentalnym zasadom wiary". W tym momencie, jako że przytoczony wyżej werset czyni istnienie i jedność Boga niewątpliwie zrozumiałymi, znalazłem w nim wsparcie i napisałem traktat w języku arabskim, zawierający zaczerpnięty z Wszechmądrego Koranu dowód wystarczająco potężny, by rozpędzić i zniszczyć ów prąd niewiary. Wydrukowałem go w Ankarze, w wydawnictwie Yeni Gun. Jednak, niestety, niewielu ludzi w ówczesnej Turcji znało język arabski, a tacy, którzy poważnie nad nimi rozmyślali, byli rzadkością, dlatego ów traktat przedstawiał argumenty w nadzwyczaj zwięzłej i skróconej formie. W rezultacie nie odniósł on takiego skutku, jak powinien, a nurt ateizmu niestety potężniał i nabierał siły (...).
@
CZĘŚĆ DRUGA
@
POWSTANIE TRAKTATÓW ŚWIATŁA
Do tej pory przedstawiliśmy poszczególne fazy życia Nauczyciela Bediuzzamana Saida Nursiego we wschodniej Anatolii. Teraz przedstawimy jego misję, która jest rozległa jak cały wszechświat, a jej podobne rzadko były zapisywane na kartach historii. Ów obowiązek miał stać się owocem i rezultatem czterdziestu do pięćdziesięciu lat życia Nauczyciela. Rozpraszając wszelkie materialne i duchowe ciemności, Traktaty Światła ukazały się, by rozświetlić swym światłem cały świat. Nad sceną nauki i wiedzy całego świata wzeszło słońce z Turcji!
Kiedy Bediuzzaman żył we wspomnianej wcześniej jaskini w Van, na wschodzie (Turcji - uz. red. pol.) wybuchały rewolucje i powstania. Na list człowieka, który szukał u niego poparcia dla buntu, mówiąc: "Masz potężny wpływ na innych", Bediuzzaman odpowiedział poprzez następującą wiadomość:
"Przez stulecia naród turecki służył islamowi i wydał wielu świętych mężów (ar. ałlija) [1]. Nie powinno się dobywać miecza przeciwko ich wnukom i ty również nie powinieneś tak czynić. Powinieneś porzucić swój plan buntu. Naród powinien być prowadzony drogą prostą i oświecony!"
Mimo to rząd skazał Bediuzzamana na wygnanie do zachodniej Anatolii. Kiedy Nauczyciel został zatrzymany przez żołnierzy, a policjanci mieli zabrać go do Anatolii, otoczyli go uzbrojeni milicjanci, ludzie miejscowi oraz ich przywódcy, i błagali go, mówiąc:
-O, effendi! Pozwól nam, byśmy cię tutaj zatrzymali. Jeśli chcesz, zabierzemy cię do Arabii. Nie opuszczaj nas!
-Udam się do Anatolii - odpowiedział im łagodnie. - Moim życzeniem jest być z tymi ludźmi.
Początkowo Bediuzzaman został odesłany pod eskortą żołnierzy do prowincji Burdur. W Burdur był przetrzymywany w niewoli, pozostając pod ciągłym nadzorem i będąc stale prześladowanym. Mimo zadawanych mu męczarni nigdy nie był bezczynny. Wytrwał w swym obowiązku, dając lekcje pewnym ludziom wiary (ar. ahl al-iman), a także opracowując sw tajemnicy księgę zatytułowaną Pierwsza brama Światła (tur. Nurun ilk kapisi), składającą się z trzynastu lekcji. Ludzie wiary, którzy doceniali wartość owych klejnotów mądrości i potrzebowali ich, rozpoczęli odręczne spisywanie kopii tej księgi. Wreszcie potajemni wrogowie religii sporządzili raport, w którym podkreślali, że "Said Nursi nie jest tutaj bezczynny, lecz prowadzi dysputy religijne". Zapadła zatem decyzja przeniesienia go do mało uczęszczanego miejsca w terenie górskim, gdzie "uschnie w jakimś odległym zakątku kraju, będąc pozbawionym wszystkiego, żyjąc w samotności i odosobnieniu". Mając to na uwadze, przeniesiono Bediuzzamana do Barli w prowincji Isparta.
Pewnego dnia, kiedy Said Nursi przebywał w Burdur, tę prowincję odwiedził ówczesny naczelny dowódca sił zbrojnych, marszałek Feyzi Cakmak. Gubernator, uskarżając się, powiedział do niego: "Said Nursi nie słucha rządu; nieustępliwie daje lekcje religijne tym, którzy go odwiedzają". Marszałek znał wielkość duchową Bediuzzamana, jego geniusz i wiedział, iż jest on człowiekiem wielkiej prawości. Odpowiedział, mówiąc: "Bediuzzaman nie wyrządza nikomu żadnej szkody. Nie wtrącajcie się do jego spraw. Traktujcie go z szacunkiem".
W każdym miejscu zesłania Bediuzzamana zniewoleni urzędnicy wymierzali przeciwko niemu zaciekłą kampanię propagandową. Celem tego było sprawienie, by ludzie wiary odwrócili się od Nauczyciela Bediuzzamana. Uknuto wiele oszukańczych planów, by powstrzymać ludzi przed korzystaniem z jego lekcji religijnych. Niemniej jednak wpływ lekcji wiary dawanych przez Nauczyciela, a także uznanie dla tych lekcji, rozprzestrzeniały się w sercach ludzi niczym pożar. Serca ludzkie były przepełnione umiłowaniem jego dzieł i oddaniem im.
BARLA
Barla jest ośrodkiem, w którym po raz pierwszy pojawiło się spisywanie zbioru Traktatów Światła; jest miejscem, do którego Traktaty zostały zesłane jako duchowa pomoc dla ludzi wiary. Barla jest wioską, w której ukazało się światło zbawienia emanujące z Koranu, w której wzeszło słońce szczęścia, aby rozproszyć straszliwe zagrożenia zbłądzenia i prądów ateizmu, jakim stawiał czoła naród islamu, a przede wszystkim ludzie z Anatolii. Barla jest szczęsnym miejscem, dla którego miłosierdzie Boga, Jego błogosławieństwa i łaska zalśniły nad świętymi ziemiami Anatolii, nad bohaterskimi dziećmi tego muzułmańskiego narodu i nad światem islamu, a to poprzez owe dzieła, które służą ich życiu, ich śmierci oraz ich wiecznemu szczęściu.
Bediuzzaman Said Nursi był więziony w wiosce Barla, pozostając pod nieprzerwanym nadzorem, doświadczając krańcowych prześladowań oraz tyranii. Oddalono go od ludnych miast i porzucono w odosobnionej wiosce, aby stłumić w jego duszy zapał muzułmańskiego poświęcenia, aby uciszyć go i nie dopuścić do głosu, aby uniemożliwić mu pisanie na tematy wiary (ar. iman) i islamu. Barlę wybrano na miejsce jego zesłania, mając na celu utrzymanie go w bezczynności, powstrzymanie go przed dokładaniem starań przeciwko ateizmowi, a także uniemożliwienie mu służenia Koranowi.
Bediuzzaman odniósł sukces, działając całkowicie na przekór planom swoich wrogów. Nigdy nie pozostał bezczynny nawet przez chwilę. Nawet w tak odosobnionym miejscu jak Barla spisywał Traktaty Światła, które dawały lekcje na temat prawd Koranu i wiary, a także dbał to, by były one w tajemnicy rozpowszechniane. Ten sukces i triumf były zwycięstwem o wielkim znaczeniu, ponieważ w owym okresie radykalnego ateizmu nie zezwolono na napisanie choćby jednego prawdziwie pobożnego dzieła. Podjęto wszelkie środki, aby zmusić przywódców religijnych do milczenia i zniszczyć ich. Mimo to ateiści nie byli w stanie zniszczyć Bediuzzamana ani nie mogli powstrzymać jego publikacji dotyczących wiary i islamu, które budziły odrętwiałe serca i umysły. Osiągnięcia Bediuzzamana w publikowaniu dzieł religijnych podczas trwającego dwadzieścia pięć lat okresu krańcowych prześladowań i absolutnego despotyzmu są bezprecedensowe.
Bediuzzaman został wygnany do Barli na przełomie lat 1926 i 1927. Te lata widziały również początki wprowadzania w Turcji absolutnego despotyzmu, który zapanował na dwadzieścia pięć lat. Tajne komitety ateistów realizowały swój plan, który zakładał zniszczenie ducha islamu poprzez zakazanie symboli islamu raz na zawsze, a także poprzez skonfiskowanie i zniszczenie wszystkich kopii Koranu. Zdawszy sobie sprawę z tego, że ów plan zawiódł, zamiast niego owi ateiści z diabelską przebiegłością obmyślili i wprowadzili w życie ideę, wedle której przyszłe pokolenia za trzydzieści lat miały wymazać Koran własnymi rękami [2]. Trwały mające na celu zniszczenie islamu rządy destrukcji i agresji, jakich bieg historii nie widział nigdy wcześniej. Aby oddalić naród od islamu i aby odebrać mu islam, przecięto wszelkie więzi, jakie łączyły z tożsamością muzułmańską naród turecki i dzieci tego kraju, które od sześciuset lat - a raczej od tysiąca lat, od czasów 'Abbasydów - były chorążymi Wszechmądrego Koranu i rzucały wyzwanie całemu światu. Ów plan nabrał rozpędu, a nie był on wydarzeniem pomniejszym, lecz wielkim i powszechnym. Był to program przedsięwzięty na wielką skalę, z konsekwencjami sięgającymi tak daleko, że miał on odegrać wiodącą rolę w katastrofie, jaka miała spaść na wiarę, na świat i na życie ostateczne milionów ludzi, szczególnie ludzi młodych i milionów niewinnych uczniów. Ów plan miał zaowocować bezpośrednimi konsekwencjami dla wiecznego życia ludzi w Anatolii, aż po kres czasu.
Przez owe lata wybuchały straszliwe rewolucje i zniszczenie, wymierzone przeciwko islamowi, Koranowi i życiu bohaterskiego narodu, który - jak zaświadcza to jego olśniewająca, tysiącletnia historia - jako chorąży Koranu zajął najwyższe z wyniosłych miejsc. Rozmyślnie podjęto próbę tego, by przyszłe pokolenia oraz ich uczniowie zapomnieli o olśniewającej historii tysiąca lat, przez które najsławniejsza armia świata prowadziła dżihad religijny, a także o ich szanownych przodkach, pogrzebanych w owej historii. Poprzez przecinanie wszelkich więzi łączących ludzi z historią przygotowano teren dla ateistycznego reżimu, zwodniczo używając kłamliwych, a z pozoru efektownych słów.
Potajemni komuniści, masoni i ateiści podjęli próbę indoktrynacji poprzez wprowadzenie zmian na wielką skalę w nauce i edukacji, poprzez mroczne zasady wydobyte z bagna ateistycznej filozofii, poprzez zastępowanie najwyższych zasad rozwoju materialnego i duchowego, a także cywilizacji, które już były zawarte w prawdzie islamu, ideologią barbarzyńskich myślicieli i filozofów. Głównym celem wrogów islamu, szczególnie Brytyjczyków i Francuzów, było materialne i duchowe wykorzystanie świata islamu oraz doprowadzenie do tego, by podupadł,
a także oddalenie bohaterskiego narodu tureckiego od wszelkich więzi religijnych. Plan zakładał strącenie postępowania, obyczajów i moralności muzułmanów do poziomu całkowicie sprzecznego z islamem. Na nieszczęście, wprowadzanie owego planu w życie było już w toku.
Zatem owe lata, podczas których Bediuzzaman Said Nursi rozpoczął swą żarliwą pracę nad spisywaniem Traktatów Światła jako bohater islamu dokładający starań w służbie wiary i Koranu w Anatolii, widziały początek i ustanowienie epoki nadzwyczaj przerażającego ateizmu, jakiego nigdy wcześniej nie widziano na obliczu ziemi. Oto dlaczego koniecznym jest, by pamiętać o owych przerażających czasach, spoglądając na życie Bediuzzamana i na jego służbę, jaką wykonał poprzez Traktaty Światła, ponieważ w tak bezprecedensowych warunkach usługi na wagę atomu były tak wartościowe, jak gdyby ważyły tyle, co góra, a najmniejsza służba wydałaby wielką zasługę i przyniosła wspaniałe rezultaty.
Zatem Traktaty Światła ukazały się jako produkt i wynik odpowiedzi na ową przerażającą i krytyczną (wobec religii - uz. red. pol.) epokę. Podczas dwudziestu pięciu lat rządów zniszczenia i destrukcji religii autor Traktatów Światła samotnie stał na polu religijnego dżihadu jak największy bohater. Ukazując drogę ludzkości, stał się doskonałym przewodnikiem, wzywającym ummę Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) do brzegów zbawienia. Ponadto owe czasy i warunki zaświadczyły w rozstrzygający sposób i ukazały wszystkim widzom fakt, że Traktaty Światła były diamentowym mieczem Koranu. W czasie powstania tak rozpaczliwych i katastrofalnych okoliczności, w najcięższych warunkach, do jakich doprowadziły starania ateistów, napisane przez Bediuzzamana Traktaty Światła stały się niezniszczalnym murem, który dumnie stał na drodze rozprzestrzeniania się niewiary. Zmuszając do milczenia najbardziej bezbożnych spośród filozofów, Traktaty Światła z ich niezbitymi racjonalnymi dowodami oraz logicznymi świadectwami ukazały owe filozofie, takie jak sprzeczne z religią materializm i naturalizm, jako pozbawione podstaw, fałszywe i w niepojętym stopniu niemożliwe. Zwyciężając całkowitą niewiarę, Traktaty doprowadziły do powstrzymania inwazji ateizmu.
Zaiste, Traktaty Światła, które zalśniły i rozgorzały gniewem przeciwko owym historycznym już prześladowaniom, torturom i zdradzie, jakim poddano Bediuzzamana, są mieczem islamu na dzień dzisiejszy i na przyszłość. Traktaty Światła stały się umiłowanym serc i dusz, umiłowanym miłujących oraz ich życia. Kiedy było to konieczne, dla owego umiłowanego poświęcano życie. Traktaty Światła wykonywały
swą służbę i będą ją wykonywać, zajmując wyniosłą pozycję królewskiej korony i zbawiciela ludzkości. Traktaty Światła powstały jako duchowy cud Koranu, jakiego nadejście przewidziano w minionych stuleciach. Przede wszystkim ich autor, Bediuzzaman Said Nursi, lecz także miliony jego uczniów i braci, wszyscy krążyli wokół owej prawdy Koranu, aby oświeciło ich jej światło, całkowicie przesiąkając prawdami Koranu i wiary znajdującymi się w Traktatach. Umacniali swą wiarę i poświęcali się misji głoszenia owej wielkiej prawdy całemu światu, czytania Traktatów i służenia im do ostatniego tchu.
Tym, co sprawi, że naród turecki wraz z ludźmi tego kraju i światem islamu dostąpi zaszczytnego życia aż po wieczność, co sprawi, że ów naród zapisze się na lśniących kartach historii jako sławny wódz i przywódca świata islamu w służbie Koranu i islamu, jak było to w przeszłości, będzie powód do dumy owego narodu, jakim są Traktaty Światła. To dzieło, które ukazało się w Anatolii i w całym świecie islamu, niesie ze sobą wielką wszechstronność i uniwersalność, a będąc stale rozpowszechnianym i ukazując w każdym miejscu, iż jest przyjmowane i wywiera wielki wpływ, jest własnością Koranu, własnością świata islamu i ludzi islamu. Służy muzułmańskiej dumie mieszkańców tego kraju. Będąc punktem oparcia dla autorytetu rządu w tym kraju, jest również systemem potężnych prawd, który oznajmia całemu światu, że in sza'a-llah przyjdzie czas, kiedy jego lekcje dotrą do wszystkich zakątków świata, by zyskać tam poparcie.
Z Turcji wstaje świt nad światowym polem nauki i wiedzy. To nowe wschodzące słońce jest blaskiem słońca, które zrodziło się nad światem ludzkości tysiąc trzysta lat temu, jest jednym z jego blasków, jakie rozświetlały każde stulecie, jest jego oczekiwanym i ostatecznym cudem duchowym. Ukazuje swe efekty nie tylko na polu duchowości, lecz również w światach fizycznym i materialnym.
Zaiste, efekty Traktatów Światła są daleko bardziej wspaniałe od efektów bomb atomowych, od których zależą narody dzisiejszego świata, które mają za drogie, których chronią i bronią. Ci, którzy badają Traktaty Światła, posiadając nieco wiedzy i dalekowzroczności, zwracając uwagę na trzydzieści trzy lata służby na rzecz wiary, jaką wykonał w Anatolii autor Traktatów, Bediuzzaman Said Nursi, ujrzą, docenią i potwierdzą ten fakt. Dla tych, którzy przeniknęli aż do prawdy, rezultaty służby Traktatów Światła od czasu ich ukazania się aż do dnia dzisiejszego są w najwyższym stopniu prześwietne i wspaniałe, godne miliardów pochwał i powinszowań.
Zachęcając cały kraj do potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi), Traktaty Światła umacniały wiarę. Dokładając starań przeciwko ateizmowi,
braku wiary, zbłądzeniu i rozpuście, pokonały je w pozytywny sposób. Odniosły zwycięstwo w swej żarliwej, uniwersalnej i powszechnej walce religijnej. Jako grupa ludzi dokładających starań na drodze Boga, dzięki ich wzniosłej, duchowej i przyjętej (przez Boga - uz. red. pol.) tajemnicy, biorącej początek z całkowitej wierności i jedności, uczniowie Światła stali się narzędziem służącym przyciągnięciu Bożego miłosierdzia. Owa grupa dokładająca starań na drodze Boga ze szczerością intencji jest niczym nasiono zamknięte w ciasnej przestrzeni skorupy, lecz mieszczące w sobie naturalną zdolność do rozprzestrzenienia się na cały świat niczym rajskie drzewo Tuba. Tak w czternastym stuleciu od posłannictwa Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) wywodzące się z Koranu Traktaty Światła rozprzestrzeniły się w Anatolii i stale będą wzrastać w całym świecie islamu i człowieczeństwa.
Zatem Traktaty Światła przez wzgląd na świętość, jaką zyskały poprzez opieranie swej podstawowej metody na ich nadzwyczajnej szczerości intencji (ar. ichlas) i na służeniu ziarnu jedności Boga (ar. tałhid) i wiary, poprzez bycie przenikanymi i otoczonymi przez światło wiary, zawierając w swej naturze wszystkie prawdy Koranu i islamu, stały się narzędziem służącym ochronie tego muzułmańskiego narodu. Traktaty Światła są światłem wiary i murem Koranu, który - patrząc z punktu widzenia Bożego miłosierdzia - oddala groźby materialnych i duchowych katastrof i zniszczenia.
W walce z przeciwnikami wiary i Koranu Traktaty Światła obrały nie drogę siły i sporu, lecz drogę świadectwa i perswazji. We wszystkich swych stu trzydziestu traktatach bezpośrednio, z pełną jasnością i czystością ukazały najjaśniejsze aspekty prawdy. Będąc kwestionowanymi przez ideologie świata, Traktaty ukazały islam jako religię prawdziwą, a także poprzez rozstrzygające i nieodparte świadectwa w dziedzinach idei i filozofii ukazały cudowność Koranu, która jest słońcem zbawienia dla świata ludzkości. Ponadto poprzez logiczne świadectwa udowodniły fakt, że wszystkie zasady odnoszące się do doskonałości, cywilizacji i ziemskiego postępu zostały zapoczątkowane przez proroków i niebiańskie religie Objawienia. Szczególnie wraz z narodzinami islamu i pod przywództwem świata islamu świat ludzkości został wybawiony z bagna ignorancji - i tak będzie w przyszłości.
Widoczne cnoty, korzyści społeczne i wartości człowieczeństwa, jakie można znaleźć w filozofii, są rozpatrywane w następujący sposób: Jak wschodzące słońce rozprasza swym światłem mrok i rozświetla noc, tak brzask proroctwa wydał swe blaski w sercach i umysłach ludzkości. Owe światła, które można ujrzeć w prawdziwej filozofii i mądrości, w naukach
i sztukach, są wynikami odblasków i przejawów słońca Koranu i lampy proroctwa w świecie ludzkości.
O, świecie islamu! Zbudź się i mocno obejmij Koran. Zwróć swoje zarówno materialne, jak i duchowe jestestwo ku islamowi.
O, dzieci szlachetnych przodków, którzy służyli Koranowi i byli promotorami światła islamu na obliczu ziemi, jak zaświadcza to wasza tysiącletnia historia! Zwróćcie się ku Koranowi, pojmijcie go i czytajcie, działajcie na rzecz studiowania Traktatów Światła, które są tłumaczem Koranu i jednym z jego duchowych cudów tej epoki. Kiedy wasz język zajmie się recytowaniem wersetów Koranu, by rozbrzmiewały na cały świat, wasze postępowanie, maniery i moralność powinny być heroldami jego znaczenia. Czytajcie Koran językiem swego usposobienia, a wówczas staniecie się mistrzami Ziemi i przywódcami tego świata, służącymi szczęściu ludzkości.
O wy, dzieci i wnuki przodków, którzy przez stulecia wypełniali obowiązek chorążego Koranu i którzy pod tym względem zajęli najświętszą i najbardziej szanowaną ze wzniosłych pozycji tego świata! Zbudźcie się! Pozostawanie w niedbalstwie, kiedy wschodzi prawdziwy świt świata islamu, jest całkowicie bezrozumne! Abyście ponownie stali się przewodnikami zbudzonego świata islamu, abyście stali się przyjaciółmi i braćmi po oświeceniu przez światło Koranu i wiary, niezbędne jest osiągnięcie doskonałości poprzez ćwiczenie się w islamie oraz przyjęcie cywilizacji islamu, która jest prawdziwą cywilizacją i prawdziwym postępem ludzkości, przyjęcie jej za wzór w waszych obyczajach i postępowaniu.
Ukształtujcie nauki i sztuki Europy i Ameryki, które zaprawdę są własnością islamu, w oparciu o światło Bożej jedności; spójrzcie na nie z perspektywy Koranu i "wzajemnego wskazywania na siebie" (tur.manay-i harfi),to jest pamiętając o Tym, Który jest prawdziwym artystą i umiejętnym mistrzem. Powinniśmy sami oznajmić i zaprosić innych do tego, by oznajmili: "Maszerujcie naprzód ku Traktatom Światła, owej księdze prawdy, wiary i Koranu, jaka wytycza drogę prowadzącą do wiecznego i wiecznie trwającego szczęścia".
O, moi szanowni bracia w religii! O, wnuki bohaterskich żołnierzy historycznych armii Azji!
Wystarczy, że spaliście przez pięćset lat. Teraz jest czas, żeby zbudzić się o świcie Koranu. W przeciwnym razie, jeśli zamkniecie wasze oczy na słońce Koranu i będziecie spać na wyżynach niedbalstwa, niedbalstwo i słabość złupią was i pozostawią was nędzarzami.
Nie bądźcie jak spadające na ziemię, podzielone krople wody, odwracając się od kierunku, jaki wyznacza Koran. W przeciwnym razie jak ziemia pochłania wodę, tak was pochłoną i połkną rozpusta i występek cywilizacji. Zjednoczcie się na drodze szczęścia i pokoju Koranu, wymiećcie precz rozpustę i szpetotę tej tak zwanej cywilizacji. Podobni połączonym kroplom wody, płyńcie przez wodę prawdy islamu, która jest wodą życia dla tego kraju.
W deszczu prawd islamu, w promieniach wiary lśniącej nad tym krajem rozkwitną nauki i sztuki prawdziwej cywilizacji, a w materialnej i duchowej szczęśliwości ten kraj zamieni się w rajski ogród, in sza'a-llah.
Wracając do omawianej kwestii...
Tak, lata, w których Bediuzzaman Said Nursi był przetrzymywany na wygnaniu w Barli i zaczął spisywanie Traktatów Światła, były - jak zwięźle wspomniano wcześniej - wielce znaczącymi latami, w których najmniejsze działania były wielkie jak góry. Godzina stania na warcie w zimowym chłodzie, w krańcowo trudnych warunkach, przynosi większą nagrodę niż cały rok oddawania czci Bogu. Dokładnie w ten sam sposób napisanie w owym straszliwym czasie choć jednego prawdziwego traktatu mówiącego o wierze i islamie, nie mówiąc już o stu trzydziestu traktatach, było tak wartościowe i znaczące, jak napisanie tysiąca traktatów.
Tak, w owym krańcowo trudnym czasie, kiedy rządził ateizm, ludzie religii zdawali się upokorzeni. Zaprawdę, ideą ateistów było całkowite zniszczenie Koranu i zniszczenie podstaw wiary - tak, jak miało to miejsce w Rosji [3]. Kiedy jednak okazało się, że może to pociągnąć za sobą ryzyko reakcji narodu muzułmańskiego, porzucili oni ową ideę, a zamiast niej podjęli następującą decyzję: "Poprzez nowe metody edukacji, jakie wprowadzimy w szkołach, poddamy młodych ludzi takiej indoktrynacji, że sami zniszczą Koran. W ten sposób przetniemy wszystkie więzi, jakie łączą ten naród z islamem". Inicjatorami wszystkich tych straszliwych planów zepsucia byli przywódcy i członkowie cudzoziemskich prądów ateistycznych, którzy byli przeciwnikami i wrogami postępu w religii.
Zadanie rozwikłania historii ukrytej za owymi straszliwymi wydarzeniami, jakich ziarna zasadzono w narodzie tureckim, pozostawiamy miłującym prawdę historykom przyszłości. W tym temacie odsyłamy Czytelnika do dzieł muzułmańskich pisarzy tureckich, którzy korzystając z częściowych wolności, jakie dały rządy demokratów, zaczęli już publikować swoje prace.
Naszym zadaniem jest zatroszczenie się i zajęcie się wyłącznie prawdą wiary i Koranu. Jedynym prądem, do jakiego należymy, jest prąd wiary i islamu. W owych okresach najbardziej okrutnych ateizmu i zbłądzenia Bediuzzaman Said Nursi przed cały czas pozostawał pod nadzorem, będąc przetrzymywanym w nadzwyczaj ciężkich warunkach. Tyranie Nimrodów, Faraonów, Szaddadów i Jazydów nie mogłyby równać się z tym, co znosił Bediuzzaman. W ten sposób minęło dwadzieścia pięć lat. W owym czasie świat islamu był biedny materialnie i trzymany w niewoli przez potęgi kolonialne. Wszelkie tajne stowarzyszenia zepsucia i ateizmu były nadzwyczaj aktywne w Turcji i w całym świecie islamu, a ich zwolennicy okazywali im wsparcie, jednocząc się przeciwko islamowi.
Traktaty Światła są zatem dziełem wielce doniosłego czasu, porównywalnym co do znaczenia z czasami, w których bitwy pod Badrem i pod górą Uhud o ٕڭrały tak zasadniczą rolę dla podbojów islamu na całym świecie w czasie epoki szczęśliwości, czyli w czasach Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Rola Traktatów Światła jako narzędzia służby wierze i wykonywania duchowego dżihadu religijnego jest tak znacząca, że czegoś podobnego nie doświadczono nigdy wcześniej, prócz epoki szczęśliwości.
W stu trzydziestu dziełach Traktatów Światła, jakie napisał przebywając w niewoli, na zesłaniu i w odosobnieniu, Bediuzzaman przemawia z elokwencją w meczecie Anatolii i w meczecie świata islamu, choć utrudniano mu to na wszelkie sposoby. Recytuje on ludziom islamu lekcję, jaką zaczerpnął z Koranu. Jest tak, jak gdyby Bediuzzaman Said Nursi stał na szczycie czternastego wieku od czasów Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a dwudziestego wedle rachuby chrześcijan, wołając z zapałem do swych współczesnych, do ludzi islamu i człowieczeństwa, a także do przyszłych pokoleń, ustawionych w szeregach za tym stuleciem, jako wielki przewodnik (ar. murszid) i wspaniały odnowiciel (ar. mudżaddid).
Tęsknotę za Traktatami Światła wyrażały przede wszystkim niewinne dzieci oraz ludzie młodzi, a oto jeden spośród tysięcy przykładów owej prawdy:
Pewnego razu, kiedy Bediuzzaman przejeżdżał przez miasteczko Bolvadin, uczniowie szkół podstawowych i średnich, którzy zobaczyli Nauczyciela, wszyscy bez wyjątku wybiegli ze szkół i otoczyli samochód (z Nauczycielem - uz. red. pol.), żeby go pozdrowić. Językiem swego usposobienia, poprzez swoje powitanie, ukazali swe powinszowania i wdzięczność.
Zapytaliśmy Nauczyciela o ukrytą w tym mądrość, jako że pewien czas temu w Emirdag, widząc bryczkę, jaką podróżował, niewinne dzieci biegły przez cierniste drogi ich wioski, wykrzykując: "Dziadzio Bediuzzaman! Dziadzio Bediuzzaman!" Mówiąc nam, że pomodlił się za nie, Nauczyciel powiedział: "Choć umysły owych niewinnych tego nie pojmują, jednak ich dusze przewidują, że owe dzieci ocalą swą wiarę dzięki Traktatom Światła, że ochronią same siebie, swój kraj i swą przyszłość przed straszliwymi zagrożeniami. Ich serca pojęły ową prawdę, zaś z powodu tego, że jestem interpretatorem Traktatów Światła, okazują mi miłość, uznanie i wdzięczność, na które zasługują Traktaty Światła".
Nauczyciel Bediuzzaman serdecznie kochał dzieci. Kiedy gromadziły się wokół niego, chwalił je i mówił: "Ponieważ jesteście niewinne, wasze suplikacje (ar. du'a) są przyjmowane. Zróbcie du'a za mnie".
Taki był zatem powód szczerego zapału niewinnych dzieci z Bolvadin, których wszystkie matki były uczennicami Światła.
SPISYWANIE I ROZPOWSZECHNIANIE TRAKTATÓW ŚWIATŁA
Bediuzzaman Said Nursi układał Traktaty Światła w tak trudnych i przerażających warunkach, że znosił on trudności, jakim nie musiał stawić czoła żaden uczony w historii. Posiadając niewyczerpaną determinację, wolę i umiłowanie służby, nie upadając na duchu, bez strachu i niestrudzenie poświęcał służbie całą swą energię z niezrównanymi cierpliwością, żywotnością i wyrzeczeniem się duszy. To wszystko skupiło się w jego nadzwyczajnym dziele, jakim było spisywanie Traktatów Światła, które są ukazywane jako doskonały przewodnik oświecający i nauczający świat islamu i człowieczeństwa. Chroniły one i zawsze będą chronić ten naród i ten kraj przed smokiem komunizmu, przed nieszczęściami masonerii i ateizmu. Spisywanie Traktatów Światła, które składają się ze stu trzydziestu części, zostało ukończone w dwadzieścia trzy lata.
Jako że Traktaty Światła były spisywane w czasie rozpaczliwej potrzeby, każdy traktat jest antidotum i lekarstwem, które skutecznie uleczyło duchowe choroby wielu ludzi. Każdy człowiek, który czyta Traktaty Światła, zostanie pochłonięty przez stan duchowy, w którym będzie studiował je z wielką tęsknotą i będzie całkowicie potrzebował Traktatów, jak gdyby zostały one spisane właśnie dla niego. W konsekwencji tego pojawienie się owych dzieł było zesłaniem prawd koranicznych, które zwracały się do wszystkich potrzebujących w kwestiach dotyczących wiary, islamu, umysłu, duszy, serca i intelektu w sposób tak doskonały, iż miał on okazać się wystarczający dla nadchodzących czasów.
Traktaty Światła są prawdziwym komentarzem do Wszechmądrego Koranu. Ów komentarz (ar. tafsir) nie polega na kolejnym objaśnianiu wersetów, lecz odnosi się do wersetów Koranu, objaśniając prawdy wiary potrzebne w tej epoce.
Istnieją dwa rodzaje komentarzy do Koranu: pierwszy dotyczy wersetów Koranu, ich fraz i słów, podczas gdy drugi objaśnia i udowadnia znaczenie i prawdy wersetów. Zgodnie ze świadectwem i potwierdzeniem tysięcy ludzi prawdy i analizy Traktaty Światła są najsilniejszym, najbardziej wartościowym, najbardziej olśniewającym i najwspanialszym komentarzem tego drugiego rodzaju.
Sposób, w jaki Traktaty Światła były spisywane i rozpowszechniane, nie ma podobnego ani równego sobie w całej historii. Bediuzzaman Said Nursi nie był na tyle biegły w pisaniu, aby mógł on sporządzać kopie swoich pism; był jedynie na pół piśmienny. Z tego powodu dyktował on Traktaty z wielką prędkością skrybom, którzy pospiesznie je spisywali. Przy spędzaniu na tej pracy godziny lub dwóch każdego dnia, owe mistrzowskie dzieła powstawały w ciągu dziesięciu lub dwunastu godzin, a niekiedy nawet w ciągu godziny lub dwóch.
Liczne kopie dzieł Nauczyciela Bediuzzamana Saida Nursiego były spisywane odręcznie przez jego uczniów, którzy przekazywali je jeden drugiemu celem sporządzenia dalszych odręcznych kopii, a ostatecznie ukończone dzieło wracało do autora, by ten mógł poprawić błędy spisujących. Dokonując tych poprawek, czynił to bez sięgania do oryginału. Nawet teraz, poprawiając dzieło, jakie napisał dwadzieścia pięć lub trzydzieści lat temu, jest w stanie uczynić to wyłącznie z pamięci, bez zaglądania do oryginału.
Ludzie z okolicznych miasteczek i wsi przyjmowali owe dzieła z wielkimi zainteresowaniem i entuzjazmem i rozpowszechniali je, sporządzając własne odręcznie spisywane kopie.
Nauczyciel Bediuzzaman Said Nursi nie sięgał do innych ksiąg prócz Koranu i spisał Traktaty Światła, nie mając przy sobie jakichkolwiek ksiąg.
Ideał wyrażony przez nieżyjącego już Mehmeda Akifa w poniższym dwuwierszu jest osiągnięciem, jakie zostało zesłane Bediuzzamanowi:
Czerpiąc natchnienie bezpośrednio z Koranu,
Powinniśmy uczynić pojmowanie tego stulecia mową islamu.
Charakter rozpowszechniania Traktatów Światła nie miał równych sobie w całej historii, a wyglądał on następująco:
Wobec wzięcia na siebie [4] obowiązku zachowania alfabetu koranicznego było koniecznością, aby Traktaty Światła były spisywane w alfabecie koranicznym [5]. Alfabet koraniczny został zakazany, a wydawnictwa publikujące dzieła w tym alfabecie zostały zamknięte. Bediuzzaman
był ubogi i nie był w żaden sposób powiązany z jakim-kolwiek doczesnym majątkiem; nie posiadał ani pieniędzy, ani dobytku. Ci, którzy sporządzali odręczne kopie Traktatów, również byli w stanie zabezpieczyć jedynie swoje podstawowe potrzeby. Spisujący Traktaty Światła byli aresztowani i zabierani na posterunki policji, a tam poddawano ich torturom i okrutnemu traktowaniu. Był to czas,w którym rodził się klimat lęku i zastraszenia, a ludzie bogobojni i miłujący prawdę tracili życie na szubienicach wyłącznie dlatego, że byli pobożni. Poprzez ucisk, jakiemu Bediuzzaman został poddany przez rząd, a także poprzez propagandę wymierzoną przeciwko niemu, wszędzie zaszczepiono klimat terroru. Ludzie bali się do tego stopnia, że nie śmieliby nawet podejść do Nauczyciela ani też otrzymać od niego lekcji dotyczących religii i wiary. Pod rządami krańcowego ucisku i absolutnej tyranii ludzie religii zostali skazani na całkowite milczenie. Nie było również dozwolonym opublikowanie prawdziwego traktatu mówiącego o prawdach religijnych, ani też nie było dozwolonym nauczanie ludzi o owych prawdach. Islam został zatem uczyniony ciałem bez duszy, a nauczanie istoty religii islamu oraz jej zasad było całkowicie zakazane .
Owa epoka tak gwałtownie zapoczątkowanej bezbożności została pokonana przez szerokie i nieustępliwe rozpowszechnianie Traktatów Światła. W rezultacie tego ludzie wiary byli w stanie zrzucić kajdany tyranii narzuconej ich życiu duchowemu i materialnemu (szczególnie duchowemu). Traktaty Światła przetrąciły kręgosłup ateizmu i rozbiły jego fundamenty raz na zawsze.
Tak, Ruch Światła jako front sprzeciwiający się ateizmowi zalśnił w owej epoce niczym błyskawica, a owo światło Wszechmądrego Koranu ukazało się w całej jego mocy i majestacie dzięki potajemnemu rozpowszechnianiu Traktatów Światła.
Rosła wiara tych, którzy otrzymywali od Traktatów Światła lekcje potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi), a także wiara rosnącej liczby uczniów Światła, co z kolei dało im męstwo wiary i odwagę islamu. Jak mężny dowódca może stać się punktem oparcia dla setek swych żołnierzy i zaszczepić w nich odwagę językiem swego usposobienia, tak w ten sam sposób Bediuzzaman Said Nursi, który jest przedstawicielem duchowej osobowości Traktatów Światła, a po nim setki tysięcy uczniów Światła, którzy umocnili swą wiarę poprzez lekcje potwierdzonej wiary, jakich udzieliły im Traktaty, a których obecnie liczy się w milionach, stali się
punktem oparcia i doskonałym wzorem dla ludzi wiary. Siła wiary ukazana przez uczniów Światła oraz ich bohaterska postawa przeciwko ateizmowi miały ogromny wpływ na społeczeństwo i zainspirowały jego przebudzenie. W ten sposób poprzez Traktaty Bediuzzaman i uczniowie Światła wykorzenili bezpodstawne lęki i bezpodstawne obawy w społeczeństwie, a także zaszczepili w kraju i narodzie ogólne poczucie odwagi, ulgi i nadziei, wybawiając muzułmanów od rozpaczy.
Uznanym i potwierdzonym przez ludzi prawdy jest fakt, że uczniowie Światła, którzy uczynili Traktaty Światła celem swego życia, wywarli wpływ na setki ludzi i przysłużyli się wierze oraz islamowi tak bardzo, jak setki przewodników. Jak ich Nauczyciel, tak uczniowie Światła nie przerazili się oślepiających ataków ateizmu. Nie lękali się wycia i wrzasków, prześladowań ani uwięzienia; bez wahania, kiedy tylko było to konieczne, kładli na szali własne życie, dobytek i rodzinę przez wzgląd na służbę wierze i islamowi poprzez Traktaty Światła. Uczniowie Światła mieli na względzie wyłącznie jeden cel: "Czytać Traktaty Światła z intencją ocalenia własnej wiary oraz służyć wierze i islamowi poprzez Traktaty Światła wyłącznie dla zadowolenia Boga". Aby pomyślnie osiągnąć swój cel, pełnili służbę, wykorzystując wszystko, co tylko posiadali.
Tak, uczniowie Światła wierzą, że są jak gdyby zatrudnieni na statku Boga, niosącym ummę Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) do brzegów zbawienia. Największym celem ich życia jest wykonywanie służby Koranowi i wierze, by ułatwić pomyślne i szczęśliwe życie ummie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). W ciągu owych lat rozpowszechniania Traktatów Światła poprzez ich odręczne kopie byli ludzie, którzy czytali Traktaty Światła przez siedem czy osiem lat, nie wychodząc z domu. Były to czasy, w których tysiące uczniów Światła z okolic Isparty, mężczyźni i kobiety, młodzi i starzy, zaprawdę cała wioska Sav, która sama w sobie była medresą Światła, wszyscy przez lata i tysiącem piór sporządzali kopie Traktatów Światła.
(Dwadzieścia lat po spisaniu Traktatów opublikowano ich kopie sporządzone na powielaczu, a w trzydzieści lat później Traktaty drukowano w wydawnictwach. In sza'a-llah, nadejdzie czas, w którym zbiór Traktatów Światła zostanie zapisany złotymi literami, a Traktaty będą nadawane przez radio w różnych językach, przekształcając oblicze globu w wielką szkołę Światła).
Błogosławione kobiety również zostały zaszczycone znaczącymi poświęceniami dokonanymi przy rozpowszechnianiu Traktatów Światła. Zaprawdę, pewne bohaterskie kobiety przyszły do Nauczyciela,
mówiąc: "O, Nauczycielu! Spróbujemy wziąć na siebie brzemię spraw doczesnych pod opieką naszych mężów, a oni niech będą dla ciebie i dla Traktatów Światła" i dając swym mężom większe możliwości pracy w służbie Traktatów Światła. Poprzez każdy swój wysiłek miały one udział w służbie religii i wierze, jaką wykonywali ich mężowie, trzymając świece, kiedy ich mężowie po nocach spisywali Traktaty Światła. Kobiety i dziewczęta ukazały również gotowość do poświęceń i dokładały starań przy odręcznym spisywaniu kopii Traktatów Światła, a jako błogosławione spisujące wykonały wielką służbę dla sprawy wiary.
Zaprawdę, były takie uczennice Światła, które namiętnie studiowały Traktaty Światła, które dzięki światłu wiary miały osiągnąć szczęśliwy koniec w chwili ostatniego tchnienia, które gorąco czytały Traktaty i przedstawiały je innym siostrom w religii. Poprzez rozpowszechnianie Traktatów Światła pośród kobiet wykonały one bohaterską służbę i przysłużyły się temu, że wiele kobiet zostało oświeconych światłem wiary i Koranu. Poprzez czytanie i nauczanie Traktatów Światła osiągnęły poziom wiary równy poziomowi tego, kto jest przewodnikiem innych.
Z czystością serca i intencji kobiety przywiązały się do lśniącego i promienistego światła Koranu w Traktatach Światła wyłącznie dla zdobycia zadowolenia Boga. Z niegasnącą miłością i afektem dla Traktatów w sercach osiągnęły one szczęsną pozycję zarówno na tym świecie, jak i w życiu ostatecznym. Cnota i majestat Traktatów Światła umocniły się w ich sercach tak bardzo, że im więcej czytały Traktaty i słuchały ich, tym bardziej czuły, jak wzbiera w nich światło, aż stały się ożywionymi i przytłoczonymi łzami radości.
Jakże szczęsne są te kobiety, które pracując w świętej służbie Traktatów Światła na rzecz wiary, będą upamiętnione na wieki, ich światła będą wysłane do życia ostatecznego, ich groby będą wypełnione światłem podobnym światłu Raju, a one same w życiu ostatecznym in sza'a-llah wzniosą się do najwyższych poziomów! Wraz z włączeniem ich do suplikacji Nauczyciela Bediuzzamana, dzięki tajemnicy duchowego braterstwa uczniów Światła, w księgach ich dobrych uczynków zostanie zapisanych wiele cnotliwych dzieł. Ich szczere przywiązanie do Traktatów Światła uczyniło owe gotowe do poświęceń kobiety odbiorczyniami suplikacji wypowiadanych przez miliony uczniów Światła. Czytając Traktaty Światła i nauczając ich, osiągnęły one wspaniały duchowy zysk i wzniosłe poziomy wiary. Silnie wierzymy w to, mamy nadzieję i błagamy miłosierdzie Boga o to, by większość kobiet poszła za ich przykładem, in sza'a-llah.
Dzięki swej dalekowzroczności rozpowszechniający Traktaty Światła trzydzieści pięć lat temu ujrzeli wzniosłe prawdy Traktatów i odebrali ich święte lekcje. Od tamtej pory ze szczerą intencją i wiernością rzucali oni wyzwanie potajemnym nieprzyjaciołom religii. Pomimo uwięzienia wielu z nich, nadzwyczajnych męczarni i cierpień, jakie znieśli, pomimo mnogich nalotów przeprowadzonych na domy owych wojowników Światła, nie zrazili się i przez tak wiele lat kontynuowali propagowanie Traktatów Światła poprzez swe diamentowe pióra. Mimo wszelkich okazji do tego, by zadbać o wszelkiego rodzaju osobiste i doczesne zaszczyty czy majątek, poświęcili swoje życie jako datek na cele religijne (ar. łaqf ) służbie Traktatom Światła.
Jakież były powody, które prowadziły uczniów Światła do okazywania takiego zapału w walce, takich wyrzeczeń i poświęcenia, takiej wytrwałości i wierności? Gdyby zostało zadane takie pytanie, odpowiedź bez wątpienia byłaby następująca: Owymi powodami są niezbite i wzniosłe prawdy Traktatów Światła, służba wierze wykonywana wyłącznie dla zadowolenia Boga, a także całkowita szczerość intencji (ar. ichlas) ukazywana przez Bediuzzamana.
Bediuzzaman Said Nursi pozostał w Barli przez osiem lat. Większość czasu spędzał na wsi, wśród sadów i ogrodów. Wycofywał się w nieuczęszczane góry i sady odległe o dwie do trzech godzin drogi i tam spisywał Traktaty Światła, a w tym samym czasie wprowadzał również poprawki do kopii nadesłanych mu przez skrybów z Isparty i okolic. W ciągu jednego dnia zajmował się owymi poprawkami oraz pokonywał dystans czterech do pięciu godzin marszu, a także przeznaczał trzy do czterech godzin na pisanie. Przeważnie również sam przygotowywał posiłki.
W tamtych czasach pierwsi uczniowie tęskniący do Traktatów Światła sporządzali ich kopie w czterdziestu różnych miejscach. Niosąc owe księgi na grzbiecie, Nauczyciel zabierał je w góry, do ogrodów i sadów, wprowadzał ostatnie poprawki i wracał do swojego mieszkania. Pozostając na przymusowym zesłaniu, był poddany najcięższym prześladowaniom owych czasów, a także zakazano mu widywania się z kimkolwiek, jednakże w tak nędznych warunkach osiągnął niewyczerpane bogactwo, ponieważ spisywał prawdy wiary, jakimi rozbrzmiewa Koran, które miały oświecić i poprowadzić świat islamu i ludzkości, a równocześnie pracował na rzecz ich rozpowszechniania. Jego jedynym zajęciem stały się jego dzieła (Traktaty Światła).
Nadejdzie dzień, kiedy owe dzieła rozprzestrzenią się po całej Anatolii. Dotrą do centrów świata islamu i przyciągną spojrzenia ludzi polityki, roztrzaskają ideologie ateizmu i niewiary, które zamierzano zaszczepić narodowi od stuleci będącemu chorążym islamu. Będą służyć jako tama postawiona inwazji na ten kraj dokonywanej przez zbiorową osobowość zbuntowanego zbłądzenia, składającą się z prądów ludzi niewiary, ludzi rozpusty i ludzi zbłądzenia, a także staną się środkiem, dzięki któremu przyszłe pokolenia osiągną wieczne zbawienie i szczęście.
Zatem jako człowiek zainspirowany przez Boga, któremu Jedyny zezwolił na przygotowanie gruntu dla najwspanialszego wydarzenia w historii, jako człowiek, który podjął się obowiązku o tak uświęconym znaczeniu, Bediuzzaman może być uważany za najszczęśliwszego człowieka na świecie i najbardziej szczęsnego człowieka swoich czasów. Nigdy nie zachwiał się nawet o włos, aby porzucić swoje ideały, cele czy sposób ubierania się. Przeciwnie, niósł pochodnię przewodnictwa, by oświecić wiarę ludzi całego świata i rozproszyć ciemności. Prowadził wspaniałą walkę, ponieważ jego obowiązek i służba były tożsame ze szczęściem i pomyślnością całej ludzkości na tym świecie i w świecie, który nadejdzie.
W Barli Nauczyciel mieszkał w skromnym domku składającym się z dwóch pokojów. Zaprawdę, nigdy nie posiadał dobytku takiego jak dom czy majątek, do którego mógłby rościć sobie prawo. Dom, w którym mieszkał w Barli przez osiem lat, stał się pierwszą szkołą Światła, która powinna być uważana za punkt centralny przez trzysta pięćdziesiąt milionów ludzi islamu [6]. Poniżej owej szkoły Światła bije źródło wody, a przed domem rośnie platan, którego trzy podobne kolumnom pnie dumnie wzbijają się do nieba. Między jego konarami zbudowany jest domek - najbardziej stosowne dla Nauczyciela miejsce, w którym wypoczywał on podczas wiosny i lata oraz wykonywał obowiązek kontemplacji i oddawania czci Bogu.
Wierni uczniowie Nauczyciela oraz ci, którzy mu służyli, jak również mieszkańcy Barli, mówią: "Widzieliśmy, jak Nauczyciel spędza noce, czuwając aż do świtu, recytując tasbih [7] i wspominając Boga w domku
między gałęziami świętego drzewa platanu rosnącego przed jego szkołą Światła. Szczególnie podczas wiosny i lata widzieliśmy Nauczyciela zajętego tym obowiązkiem do wczesnych godzin poranka wśród tysięcy gałęzi owego wspaniałego drzewa, wokół którego z zapałem i w zachwycie latały ptaki. Nie mogliśmy mu pomóc, lecz zastanawialiśmy się, kiedy odpoczywa i kiedy się budzi".
Nauczyciel często chorował, a większość jego czasu upłynęła w cierpieniu chorób i niedoli. Jadł bardzo niewiele, a kiedy już to czynił, ograniczał się do posiłków w rodzaju małej porcji zupy. W nocy czytał i recytował sury, które zebrał w osobnym tomie [8] sławną suplikację Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) zwaną Wielką Tarczą (ar. Dżałszan al-Kabir), kompilacje (suplikacji - uz. red. pol.) wielkich świętych mężów (ar. ałlija), takich jak Szejk Al-Gajlani czy Szejk Naqszband, "Modlitwę Światła", która dała początek Traktatom Światła, a także suplikacje zebrane w Błysku Dwudziestym Dziewiątym, będące blaskami wersetu Koranu zawierającego szereg suplikacji. Po dopełnieniu tego obowiązku ponownie zajmował się Traktatami Światła. Za dnia przez cały czas był zajęty studiowaniem Traktatów Światła i wprowadzaniem poprawek, ukazując, że służbę pełnioną poprzez Traktaty Światła przedkłada nad wszystko inne. Jeśli jakaś pilna sprawa dotycząca Traktatów Światła wymagała ukończenia, pozostawiał wszystko, aby najpierw ją ukończyć.
Wiosną Said Nursi wspinał się do domku między gałęziami wspaniałego drzewa platanu rosnącego przed frontem jego domu i tam dopełniał swych obowiązków. Tam otrzymywał światło, obserwując i kontemplując prawdy Traktatów Światła we wzniosłym anielskim świecie, który jest początkiem Traktatów i ich prawdziwym źródłem. Czyż kiedykolwiek można było ująć w słowa refleksje i odczucia Nauczyciela, czy to na owym drzewie platanu, które ukazało tajemnicę słów شَجَرَةٌ مُبَارَكَةٌ [9] , czy też na szczytach innych drzew i na Górze Sosnowej (Cam Dagi), z którą tak dobrze się zaznajomił? Nie, to niemożliwe w żaden sposób!
W Swym doskonałym miłosierdziu Wszechmocny Bóg stworzył owego wyjątkowego człowieka, gromadząc wśród jego zdolności rozmaite ludzkie doskonałości, a także Jego wolą było, aby owe zdolności rozwinęły się aż do najwspanialszego poziomu. Przez wzgląd na duchową osobowość Traktatów Światła, przypominających wiele gałęzi drzewa islamu, jakie sięgnęły aż do ostatnich stuleci i zapuściły w nich korzenie, Bóg Jedyny uczynił owego wyjątkowego człowieka
wszechstronnym mistrzem wszelkich prawd. W zbiorowej osobowości Traktatów Światła zawarł On odblask światła i przejaw zbiorowych prawd islamu, aby spoglądali na nią w zadziwieniu wszyscy ludzie prawdy i doskonałości. Zatem dzięki Traktatom Światła, które stały się wszechstronnym zwierciadłem dla proroctwa i prawdy Ahmada Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), ciało Saida Nursiego rozłożyło się i zgniło jako jeden Said, lecz duchowo narodził się on jako świat islamu i zyskał życie wieczne. Traktaty Światła przetrwają na wieki i będą wciąż wzrastać w swej doskonałości, aż po Dzień Zguby.
Czyż jest w ogóle możliwe, by artysta, Któremu należy się wszelka chwała, Który nie zaniedbuje stworzenia skrzydełka muchy, wiążąc tak wielką mądrość i zamysł z każdą cząsteczką owego skrzydełka, miałby nie dbać o Traktaty Światła, o miejsca, w których są one spisywane oraz o święte obowiązki wykonywane przez autora Traktatów Światła? By owe miejsce i szkoły Światła, służące tak uświęconym obowiązkom, a także owo błogosławione drzewo, miały zostać wyłączone z roz-myślnego obdarowania miłosierdziem? To z pewnością niemożliwe!
Kiedy Said Nursi przebywał w Barli, niekiedy latem wspinał się na Górę Sosnową i przez pewien czas pozostawał tam w samotności. Jak uczynił on szkołą Światła domek na szczycie drzewa platanu rosnącego przed frontem jego szkoły Światła w Barli, tak uczynił szkołami Światła wierzchołki dwóch najwyższych drzew na szczycie Góry Sosnowej, cedru i sosny. Na wierzchołkach owych drzew zajmował się Traktatami Światła. Często przychodził z Barli, aby odwiedzić owe lasy, mówiąc: "Nie zamieniłbym tych miejsc na Pałac Gwiazd!"
Teraz zakończymy omówienie tego tematu, załączając w tym miejscu niektóre spośród traktatów i listów dotyczących życia Nauczyciela na wcześniej wspomnianej Górze Sosnowej, na której były spisywane Traktaty Światła, czasu, który spędził w Barli, a także natury Traktatów Światła.
List Czwarty
[10]
Moi drodzy bracia!
Jestem teraz na wysokim szczycie Góry Sosnowej, w domku na wierzchołku potężnego drzewa sosnowego [11]. Wycofawszy się z wszelkich ludzkich relacji, przywykłem do tej głuszy.
Kiedy pragnę porozmawiać z ludźmi, wyobrażam sobie, że jesteście przy mnie i znajduję pociechę w rozmowie z wami. Jeśli nic mi w tym nie przeszkodzi, chciałbym pozostać tutaj w samotności przez miesiąc lub dwa. Po moim powrocie do Barli postaramy się, jak o to prosiliście, znaleźć pociechę w rozmowie twarzą w twarz, której potrzebuję o wiele bardziej niż wy wszyscy.
Obecnie spiszę dwa lub trzy przemyślenia, jakie przyszły mi na myśl tutaj, na tym sosnowym drzewie.
Pierwsze jest czymś w rodzaju tajemnicy, lecz nie jesteście kimś, przed kim miałbym tajemnice, a przedstawia się następująco:
Niektórzy spośród ludzi prawdy ukazują w największym stopniu Imię Boże "Umiłowany" (Al-Ładud), a dzięki przejawom owego Imienia spoglądają oni przez okna stworzenia na Tego, Którego istnienie jest konieczne (Ładżib Al-Łudżud). Dokładnie w ten sam sposób, lecz jedynie wtedy, kiedy jest zatrudniony w służbie Koranu i kiedy jest heroldem owego nieskończonego skarbca, wasz brat, który jest marnością nad marnościami [12], jest obdarowywany stanem, poprzez który ukazuje Imiona Boga "Litościwy" (Ar-Rahim) i "Wszechmądry" (Al-Hakim). Wszystkie Słowa (tj. Traktaty Światła - uz. red. tur.) są odbiciami owych przejawów. Bóg zechciał, by Słowa ukazały znaczenie wersetu:
[13]
Drugie to słowa mówiące o drodze Naqszbandijja, jakie nagle przyszły mi na myśl: "Na drodze Naqszbandijja należy wyrzec się czterech rzeczy: wyrzec się świata, wyrzec się życia ostatecznego, wyrzec się istnienia i wyrzec się wyrzeczenia".
Z tego wspomnienia zrodził się taki oto ustęp: "Na drodze bezsilności konieczne są cztery rzeczy, mój przyjacielu: całkowita bieda (ar. fakr), całkowita bezsilność (ar. ajz), całkowite oddanie się składaniu podziękowań Bogu i całkowita żarliwość". Wówczas wspomniałem wspaniały i barwny poemat, jaki napisaliście, zaczynający się od słów: "Spójrz na wielobarwne stronice z księgi wszechświata...". Poprzez ten poemat spojrzałem na gwiazdy na obliczu niebios i powiedziałem do siebie: "Gdybym tylko był poetą i gdybym mógł go dokończyć!". Choć nie mam zdolności do pisania poezji ani układania wierszy, zacząłem pisać, a nie będąc zdolnym do wyrażenia mych myśli w wersach poetyckich, spisałem je tak, jak przyszło mi to na myśl. Jako moi duchowi spadkobiercy możecie podzielić owe słowa na wersy i ułożyć je na nowo, jeśli chcecie.
Posłuchaj gwiazd i ich harmonijnego przesłania;
Spójrz, jak wielka mądrość Boga ozdobiła owo przesłanie światła.
"Zwracamy się do majestatu Sułtana, Który jest Wszechmocny i Któremu należy się wszelka chwała.
Każda z nas i wszystkie razem jesteśmy rozsiewającymi światło dowodami istnienia naszego Stwórcy,
Jesteśmy świadkami zarówno Jego jedności, jak i Jego mocy. Tym jesteśmy!
Zdobimy oblicze ziemi
Subtelnymi cudami przeznaczonymi dla spojrzeń aniołów niebios,
Spoglądających na ziemię i obserwujących Raj
Tysiącami uważnych oczu. Tym jesteśmy!
Od drzewa Tuba Bożego stworzenia aż do nieboskłonu,
Rozsiane po wszystkich gałęziach Drogi Mlecznej,
Przywiązane do nich przez dłoń mądrości Najpiękniejszego, Któremu należy się wszelka chwała,
Jesteśmy pięknymi owocami. Tym jesteśmy!
Każda z nas jest przemierzającym przestrzeń meczetem dla mieszkańców niebios,
Wirującym budynkiem, wzniosłym domem,
Dającą światło lampą, potężnym okrętem, Aeroplanem. Tym jesteśmy!
Każda z nas jest cudem mocy, cudem kunsztu stworzenia
Wszechmocnego, do Którego należy cała doskonałość,
Wszechmądrego, Któremu należy się wszelka chwała.
Każda z nas jest osobliwością mądrości, dziwem stworzenia,
Światem światła. Tym jesteśmy!
Ukazujemy setki tysięcy świadectw wypowiadanych setkami tysięcy języków
I sprawiamy, że słyszą je ludzie, którzy prawdziwie są ludźmi.
Jednak przeklęte oczy niewiernych nie widzą naszych twarzy,
A oni nie słyszą naszych słów, naszych prawdomównych wersetów.
Tym jesteśmy!
Nasza pieczęć jest jedna. Wychwalamy naszego Pana i wspominamy
Go, będąc mu posłusznymi.
Pogrążone w zachwycie, należymy do wielkiego kręgu Drogi Mlecznej. Tym jesteśmy!"
List Szósty
[14]
[15]
Moi ciężko pracujący bracia, moi gorliwi przyjaciele, w których znajduję pociechę na owych ziemiach zesłania, znanych jako doczesny świat!
Skoro widzę, że Wszechmocny Bóg sprawił, że dzielicie idee, których udzielił On memu umysłowi, z pewnością macie prawo również do tego, by dzielić ze mną moje uczucia. Pominę ich nadzwyczaj smutną część, która tyczy się mojej samotności na wygnaniu, zaś opowiem wam o innej ich części w następujący sposób:
Przez ostatnie dwa lub trzy miesiące byłem bardzo samotny. Niekiedy, raz na dwa lub trzy tygodnie czy coś około tego, był ze mną ktoś, kto mnie odwiedzał, lecz przez resztę tego czasu byłem zupełnie sam. Teraz od blisko trzech tygodni nie widziałem nawet nikogo z ludzi pracujących w pobliskich górach; rozproszyli się.
Pewnej nocy w tych obcych górach, cichy i samotny wśród rzewnego wzdychania drzew, ujrzałem samego siebie, przebywającego na pięciu zesłaniach rozmaitego rodzaju. [16]
Z powodu podeszłego wieku byłem samotny, byłem obcym, znajdowałem się daleko od większości swoich przyjaciół, znajomych i tych, którzy są mi bliscy; czułem smutek zesłania, kiedy opuszczali mnie, odchodząc do królestwa pośredniego. Następnie wewnątrz tej sfery zesłania ukazała mi się inna: czułem smutek zesłania i rozłąki z większością istot, do których byłem przywiązany, a które, jak ostatnia wiosna, opuściły mnie i odeszły. Wewnątrz tej sfery również otworzyła się przede mną następna: byłem samotny, oderwany od rodzinnego kraju i krewnych; również ze świadomości tej rozłąki powstawało uczucie bycia wygnańcem, jakie odczuwałem. Samotność w nocy i pośród gór sprawiły, że odczułem kolejne godne politowania wygnanie, a wówczas zauważyłem, że na
przytłaczającym zesłaniu jest również moja dusza, która była już gotowa na podróż do wieczności, na odejście z miejsca mej banicji i z nietrwałej gospody, którą nazywają światem. Nagle sam do siebie wykrzyknąłem: "Mój Boże! Jak mam znieść owe zesłania, owe warstwy ciemności?" Moje serce wołało:
Panie mój! Jestem tu obcy, nie mam nikogo, jestem słaby, bezsilny, stary i bezwolny!
Szukam ratunku, szukam przebaczenia, szukam pomocy na Twoim dworze, Boże!
Nagle przybyły mi na pomoc światło wiary, blask Koranu i łaska Najbardziej Miłosiernego, przekształcając owe pięć ciemnych poziomów zesłania w pięć świetlistych, dobrze znanych sfer. Mój język oznajmił:
[17]
podczas gdy moje serce recytowało werset:
[18]
Mój umysł także zwrócił się do mojej duszy, płaczącej w rozpaczy i przerażeniu, mówiąc do niej:
Nie szlochaj z powodu przeciwności, nieszczęśniku, przyjdź
i zaufaj Bogu!
Wiedz, że lamentowanie tylko umacnia twe nieszczęście i jest wielkim błędem.
Znajdź Tego, Który zesłał nieszczęście, a dowiesz się, że jest ono rozkosznym darem spośród Jego darów.
Porzuć zatem płacz i złóż Mu podziękowania, jak słowik uśmiechaj się przez łzy!
Jeśli Go nie odnalazłeś, wiedz, że cały ten świat jest cierpieniem spośród cierpień, ulotnością i stratą.
Dlaczegóż więc biadasz z powodu drobnej przeciwności, kiedy świat wokół ciebie jest pełen niedoli? Przyjdź i zaufaj Bogu!
Zaufaj Bogu! Śmiej się nieszczęściu w twarz, a i ono się roześmieje.
Kiedy się roześmieje, osłabnie, przekształci się i zmieni.
Jak powiedział jeden z moich mistrzów, Maulana Dżalal ad-Din [19], zwracając się do swej duszy, tak i ja powiedziałem:
Powiedział Bóg: "Czyż nie jestem twoim Panem?", a ty przyznałaś Mu rację. Cóż więc jest podziękowaniem za owo słowo "tak"? Jest nim doznawanie boleści. A jakież jest prawdziwe znaczenie owych boleści? Takie, że są one kołatką u drzwi domostwa nędzy i unicestwienia.
Wówczas moja dusza oznajmiła: "Tak, tak! Dzięki bezsilności i zaufaniu Bogu, dzięki nędzy i szukaniu ucieczki u Niego drzwi prowadzące do światła są otwarte na oścież, a wszystkie warstwy ciemności rozproszyły się. Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu za światło wiary i islamu!" Pojąłem wyniosłą prawdę, którą sławny Hikam Ata'ijja wyraził w następujących wersach:
Oznacza to, że człowiek, który znajduje Boga, znajduje wszystko, podczas gdy ten, komu nie udało się Go odnaleźć, nie może odnaleźć niczego, a nawet jeśli coś znajduje, przynosi mu to jedynie kłopoty. Pojąłem znaczenie hadisu: طُوبٰى لِلْغُرَبَٓاءِ Drzewo Tuba (tj. szczęśliwość w Raju) będzie udziałem tych, którzy byli obcymi na zesłaniu [20] i złożyłem Bogu podziękowania.
O, moi bracia! Ciemności zesłania zostały rozświetlone światłem wiary, lecz wciąż w pewnym stopniu oddziaływały na mnie, nasuwając mi następującą myśl: "Widząc, że jestem obcy na tym zesłaniu, a odejdę do innego miejsca wygnania, czyż nie powinienem zastanowić się, czy wypełniłem wszystkie swoje obowiązki w owej gospodzie? [21]. Czy powinienem przekazać Słowa moim braciom i całkowicie zerwać wszelkie więzy, jakie mnie z nimi łączą?" Oto dlaczego pytałem was, czy Słowa, które zostały już napisane, mają zadowalającą postać, czy może czegoś im brakuje; czy wypełniłem swój obowiązek, bym mógł z lekkim sercem rzucić się w drzwi prowadzące do wypełnionego światłem, przyjemnego, prawdziwego miejsca zesłania, zapomnieć o tym świecie i powiedzieć jak Maulana Dżalal ad-Din:
Czy wiesz, czym jest sama'?
Jest staniem się nieświadomym własnego istnienia,
Jest zasmakowaniem wieczności przez całkowite unicestwienie.
Wybaczcie, że zapytując: "Czy mogę już poszukać wyniosłego miejsca zesłania?", sprawiam wam kłopot owymi pytaniami.
List Trzynasty
[22]
Pokój niech będzie z tymi, którzy prowadzeni są drogą prostą, a potępieni niechajzostaną ci, którzy idą za własnymi pragnieniami!
Moi drodzy bracia!
Często pytacie mnie o moją sytuację, o to, jak się czuję, dlaczego nie starałem się o uzyskanie dokumentów zwalniających mnie z zesłania, a także pytacie o moją całkowitą obojętność w temacie polityki i stanu tego świata. Ponieważ przy licznych okazjach zadawaliście owe pytania lub domyślałem się, że chcecie je zadać, jestem zmuszony, by odpowiedzieć wam nie jako nowy Said, lecz językiem starego Saida.
WASZE PIERWSZE PYTANIE
Czy jesteś ze wszystkiego zadowolony? [23] Jak się miewasz?
Odpowiedź: Składam nieskończone podziękowania Najbardziej Miłosiernemu z miłosiernych za to, że przekształcił rozmaite zło, jakiego dopuścili się wobec mnie ahl ad-dunja, w różnorodne dobro.
Kiedy porzuciłem politykę i wycofałem się ze spraw tego świata, żyjąc w górskiej jaskini i rozmyślając nad życiem ostatecznym, ahl ad-dunja bezprawnie oderwali mnie od tego i zesłali na wygnanie. Najbardziej Litościwy i Mądry Stwórca przekształcił owo zesłanie w miłosierdzie, zaś moją górską samotność, która była niebezpieczna dla mnie jako narażona na działanie różnych czynników, mogących zaszkodzić mojej szczerości intencji, w ucieczkę do bezpiecznych i serdecznych gór Barli. Kiedy przebywałem w Rosji jako jeniec wojenny, postanowiłem, że pod koniec swego życia ponownie wycofam się do górskiej jaskini, i modliłem się o to, by było mi to dane. Najbardziej Miłosierny z miłosiernych uczynił Barlę taką jaskinią i zesłał mi dary Swych dobrodziejstw, nie obciążając mnie słabego trudnościami i kłopotami wiążącymi się z życiem w jaskini. W Barli znaleźli się jedynie dwaj lub trzej nieufni ludzie, którzy swymi nieuzasadnionymi obawami przysporzyli mi licznych cierpień. Było tak, jak gdyby byli przyjaciółmi troszczącymi się o moją wygodę, jednakże
ich podejrzenia wyrządziły szkodę zarówno memu sercu, jak też i naszej służbie Koranowi.
Co więcej, choć ahl ad-dunja wydali akt dotyczący wszystkich skazanych na wygnanie, a także uwolnili z więzień kryminalistów, zapewniając im amnestię, niesprawiedliwie zadecydowali, że owa amnestia nie obejmie mojej osoby. Jednakże mój Litościwy Pan - bym mógł pozostać w służbie Koranowi i w większym stopniu spisywać świat-ła Koranu, znane jako Słowa - sprawił, że nic nie zakłóciło mego spokoju na zesłaniu, które zechciał przekształcić we wspaniały przykład litości.
Na dodatek, choć ahl ad-dunja pozostawili w spokoju wpływowych, potężnych przywódców i szejków, którzy mogli mieszać się do ich doczesnych spraw w miasteczkach i miastach, a także zezwolili im na spotykanie się z ich krewnymi i w ogóle z każdym, mnie niesprawiedliwie skazali na odosobnienie i zesłali do małej wioski. Prócz jednego lub dwóch wyjątków, nie zezwolili żadnemu z moich krewniaków czy ziomków na odwiedzenie mnie. Jednak mój Stwórca, Który obejmuje Swą litością każdą rzecz, przekształcił owo odosobnienie w ogromne miłosierdzie, jakie stało się moim udziałem, sprawiając, że mój umysł pozostał jasny, a ja sam byłem w stanie odebrać blask Koranu takim, jaki jest, pozostając wolnym od złośliwości czy złej woli.
Ahl ad-dunja uznali za przesadne dwa zwyczajne listy, jakie napisałem w ciągu dwóch lat na początku mego zesłania. Nawet teraz są niezadowoleni i prześladują mnie tylko dlatego, że jedna lub dwie osoby odwiedzają mnie raz czy dwa w miesiącu lub raz na tydzień, czyniąc to jedynie ze względu na życie ostateczne. Jednak mój Litościwy Pan i Wszechmądry Stwórca przekształcił tyranię ahl ad-dunja w miłosierdzie, sprawiając, że stała się ona dla mnie pożądanym osamotnieniem i wycofaniem się z życia doczesnego na czas trzech świętych miesięcy [24], w ciągu których człowiek może zdobyć zasługę równą tej, jaką przynosi dziewięćdziesiąt lat życia duchowego (tur. manevi). Wszelkie dzięki niech będą Bogu Jedynemu za każdą sytuację, za mój stan i samopoczucie.
WASZE DRUGIE PYTANIE
Dlaczego nie starasz się o zwolnienie z zesłania?
Odpowiedź: Zostałem skazany nie przez ahl ad-dunja,\lecz przez zarządzenie Boga, dlatego do Niego się zwracam. Kiedykolwiek mi na to zezwoli, kiedykolwiek przerwie dostarczanie mi zaopatrzenia w tym miejscu, odejdę. Prawda o tej kwestii wygląda następująco:
Istnieją dwie przyczyny wszystkiego, co się nam przytrafia: jedna pozorna i druga, która jest prawdziwa. Ahl ad-dunja, którzy sprowadzili mnie do tego miejsca, są przyczyną pozorną, jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, jest ono przyczyną rzeczywistą, która skazała mnie na odosobnienie. Przyczyna pozorna działa niesprawiedliwie, podczas gdy przyczyna rzeczywista postępuje zgodnie ze sprawiedliwością. Oto, jak myślą ci, którzy są przyczyną pozorną: "Ten człowiek ciężko pracuje, służąc nauce i religii, może zatem mieszkać się w nasze sprawy tego świata". Z powodu takiej możliwości wygnali mnie na zesłanie, popełniając zło trojakiego rodzaju. Tymczasem Boże zarządzenie ujrzało, że moja służba religii i nauce nie jest prawdziwie szczera, i z tego powodu skazało mnie na wygnanie, przekształcając wieloraką tyranię ahl ad-dunja w liczne przykłady miłosierdzia. Decyzja w kwestii mego zesłania należy do Bożego zarządzenia i jest sprawiedliwa, zatem do Boga się uciekam. Ci, którzy są przyczyną pozorną, z pewnością posiadają również pozorne powody i taką też władzę nad pewnymi rzeczami, lecz sprawiają, że zwracanie się do nich w sprawie mego wyroku nie ma żadnego sensu. Gdyby mieli jakieś prawo lub silne racje ich postępowania, mógłbym zwrócić się również do nich.
Całkowicie porzuciłem ich świat - oby stał się przyczyną ich końca! - oraz ich politykę - oby powróciły do nich ich działania! - zatem nie chcę podsycać ich podejrzeń dotyczących rzeczywistości poprzez zwracanie się do nich, jako że ich preteksty i podejrzenia są z całą oczywistością bezpodstawne. Gdybym czuł jakąkolwiek chęć włączenia się do polityki tego świata, której cugle trzymają ludzie Zachodu, nie utrzymałbym tego w tajemnicy nawet przez osiem godzin z owych ośmiu lat; wyszłoby to na jaw i stało się ogólnie znane. Jednakże przez owe osiem lat ani razu nie zapragnąłem choćby przeczytana gazety - i przez ten czas nie przeczytałem ani jednej. Przez cztery z tych ośmiu lat pozostawałem pod nadzorem policyjnym i nie znaleziono nawet najdrobniejszego znaku, który mógłby świadczyć o tym, że mieszam się do polityki. Służba Wszechmądremu Koranowi jest ważniejsza od wszelkich działań polityków, nie pozwala więc człowiekowi, który w niej pozostaje, na zajmowanie się polityką tego świata, która w większości składa się z fałszu i kłamstw.
A oto drugi powód, dla którego nie wystąpiłem o uniewinnienie: Przyznanie prawa do jakichkolwiek decyzji tym, którzy przypuszczają, że to, co złe, jest tym, co słuszne, już samo w sobie jest rodzajem zła. Nie zamierzam popełnić takiego błędu!
WASZE TRZECIE PYTANIE
Dlaczego jesteś tak obojętny wobec polityki tego świata? Twoje podejście do tej kwestii w ogóle się nie zmieniło, choć dzieje się tak wiele spraw. Czy to oznacza, że uważasz je za dobre, czy też zachowujesz milczenie, bo jesteś przerażony?
Odpowiedź: Służba Wszechmądremu Koranowi surowo zakazała mi mieszania się do świata polityki, a nawet sprawiła, że o polityce zapomniałem. Cała historia mego życia zaświadcza, że nigdy nie zdarzyło się, by strach opanował mnie lub powstrzymał przed obraniem drogi, którą uznałem za słuszną. Wreszcie, dlaczegóż miałbym się bać? Z tym światem nie wiąże mnie nic prócz wyznaczonej godziny odejścia z niego. Nie mam rodziny ani dzieci, o których mógłbym myśleć, nie posiadam też żadnego majątku. Nie należę do szlachetnej rodziny, której honor mógłbym mieć na względzie. Nie chciałbym zapewnić sobie chwały tego świata ani też rozgłosu, które składają się na niezasłużoną sławę hipokrytów - oby Bóg pobłogosławił tych, którzy dopomagają w jej zniszczeniu! Zatem wszystkim, co mi pozostaje, jest śmierć, spoczywająca w rękach Stwórcy, Któremu należy się wszelka chwała. Któż posiada taką moc, by ingerować w Jego zarządzenie lub by przyspieszyć je, póki nie nadejdzie wyznaczony przez Niego czas? Tak czy inaczej jesteśmy jednymi z tych, którzy wolą zaszczytną śmierć od życia w poniżeniu. Ktoś przypominający starego Saida [25] wypowiedział słowa następujących wersów:
Jesteśmy tymi, dla których nie ma drogi pośredniej.
Dla nas - albo zaszczytne miejsce wśród ludzi, albo grób.
Służba Koranowi w każdym przypadku zabrania mi nawet myślenia o życiu społeczno-politycznym. Oto, jak wygląda ta kwestia:
Życie człowieka jest podróżą. W tej chwili w świetle Koranu ujrzałem, że droga tej podróży prowadzi przez bagno. Karawana ludzkości brnie naprzód przez brudne, śmierdzące błoto. Niektórzy z owej karawany podróżują drogą, która jest bezpieczna; inni znaleźli pewne sposoby na to, by ratować karawanę z owego mętnego bagna tak długo, jak tylko to możliwe, jednak większość podróżuje w ciemności przez sam jego środek. Jedna piąta podróżników - ci, którzy są pijani - bierze cuchnące błoto za piżmo i ambrę, smarując nim twarze
i oczy; ci brną i błądzą w owym wstrętnym bajorze, dopóki nie utoną. Pozostałe osiemdziesiąt procent pojmuje, że bagno jest bagnem, zdaje sobie sprawę z tego, iż jest ono cuchnące i nieczyste, lecz ci ludzie są zdezorientowani i nie potrafią odnaleźć bezpiecznej drogi. Istnieją dwa rozwiązania:
pierwsze: kijami przywrócić pijanych do zmysłów;
drugie: wskazać bezpieczną drogę zabłąkanym, ukazując im światło.
Patrzę i widzę, że osiemdziesiąt procent ludzi wymachuje kijami w stronę owej jednej piątej, którą są pijani, podczas gdy im samym, nieszczęśliwym i zbłąkanym, światło nie zostało ukazane w odpowiedni sposób, a nawet jeśli, to ten, który je ukazuje, nie wzbudza zaufania, gdyż w tej samej ręce trzyma zarówno latarnię, jak i tęgi kij. Zbłąkany człowiek zastanawia się z niepokojem: "Czy ten człowiek chce zwrócić moją uwagę na światło, czy chce obić mnie kijem?" A czasami, kiedy z powodu jakiejś wady kij zostaje złamany, światło także odlatuje lub gaśnie.
Owym bagnem jest życie społeczne ludzkości, rozpustne i rodzące niedbalstwo oraz zbłądzenie. Pijacy to ci uparci, którzy w zbłądzeniu znajdują radość, zaś zdezorientowani i zabłąkani to ci, którzy czują wstręt do zbłądzenia, jednak nie potrafią uwolnić się od niego. Chcą się wyratować, lecz w zamieszaniu nie potrafią odnaleźć drogi. Kijami są pewne prądy w polityce, zaś światłem - prawdy Koranu. W temacie światła nie można wieść sporu, nie można odczuwać wrogości wobec niego; w nikim prócz Szatana przeklętego nie może ono budzić obrzydzenia. Bym mógł ponieść światło Koranu, oświadczyłem:
Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką!, i odrzuciłem kije polityków, ujmując światło obiema rękami. Ujrzałem, że wśród polityków - tak zwolenników rządu, jak i opozycji - są ci, którzy miłują owe świetliste prawdy. Żadna ze stron ani żadna grupa nie może ani rzucać oszczerstw na prawdy Koranu, ani też ukryć przed innymi jego wysoko wzniesionych świateł czy też jego nauk, które dalece przewyższają wszelkie ustawy prądów czy stronnictw politycznych, będąc wolnymi od wszystkich stronniczych deliberacji polityków. Tylko szatani w ciałach ludzi lub bestie w ludzkiej skórze mogliby tak postąpić, jako że uważają oni bezbożność i niewiarę za rodzaj poglądów politycznych i wspierają je.
Wszelka chwała niechaj będzie Bogu Jedynemu za to, że wycofałem się z polityki, dzięki czemu wartość drogocennych jak diamenty prawd Koranu nie zmniejszyła się dla mnie do wartości odłamków szkła, choć sam wystawiłem się na oskarżenia propagandy polityków. Zaiste, owe diamenty, którymi są prawdy koraniczne, w oczach wszelkich stronnictw jeszcze bardziej zwiększyły - w olśniewający sposób - swą wartość.
[26]
@
Błysk Dwudziesty Drugi
Ten wielce poufny, krótki traktat, który napisałem dwadzieścia dwa lata temu specjalnie dla moich wybranych, najbliższych i najbardziej szczerych braci, kiedy przebywałem w wiosce Barla, w prowincji Isparta, dedykuję gubernatorowi, sędziom i policji z Isparty z powodu troski o mnie, jaką wykazali zarówno zwykli ludzie, jak i władze tej prowincji. W razie potrzeby należy sporządzić kilka jego kopii na maszynie do pisania (starym lub nowym alfabetem), by ci, którzy inwigilowali mnie i starali się wyśledzić moje sekrety przez te dwadzieścia pięć lat mogli dowiedzieć się, że nie mam nic do ukrycia. Niech dowiedzą się, że moim najgłębszym sekretem jest ten traktat!
(Będąc początkowo Kwestią Trzecią Notatki Siedemnastej Błysku Siedemnastego, z powodu bezkompromisowości i wszechstronności omawianych kwestii, z powodu siły i blasku odpowiedzi, traktat ten został włączony do zbioru Błyski - w którym należało znaleźć dla niego miejsce - jako Błysk Dwudziesty Drugi Listu Trzydziestego Pierwszego. Jest on poufny i napisany specjalnie dla moich najbardziej wybranych, szczerych i wiernych braci).
[27]
Omówienie tej kwestii składa się z "Trzech Wskazówek".
WSKAZÓWKA PIERWSZA
Ważne pytanie dotyczące mojej osoby i Ruchu Światła, które zadaje wiele osób: "Skoro nie wtrącasz się do spraw ludzi życia doczesnego ani do tego świata, dlaczego ahl ad-dunja przy każdej okazji wtrącają się w sprawy twojego życia doczesnego, choć rząd przez żadne ze swoich praw nie miesza się do spraw pustelników i ludzi, którzy wyrzekli się tego świata?"
Odpowiedź: Odpowiedzią nowego Saida na to pytanie jest milczenie. Nowy Said mówi: "Niech zamiast mnie odpowiedzi udzieli Bóg poprzez Swoje zarządzenie". Niemniej jednak, ponieważ czuję się zmuszony do odpowiedzi, głowa starego Saida, na którą zdał się nowy Said, mówi: "Tymi, którzy powinni odpowiedzieć na to pytanie, są władze Isparty i jej mieszkańcy, ponieważ zasadnicze znaczenie tego pytania o wiele bardziej dotyczy ich, niż mnie. Skoro władze prowincji, składające się z tysiąca ludzi, i jej mieszkańcy, których są setki tysięcy, mają obowiązek rozpatrzeć sprawy, które dotyczą owej prowincji, i bronić jej, dlaczego miałbym rozmawiać ze swoimi oskarżycielami, skoro nie ma takiej konieczności, dlaczego miałbym bronić samego siebie?"
Przebywam w tej prowincji od dziewięciu lat i stopniowo coraz bardziej i bardziej odwracam się plecami do świata. Nie ukrywam żadnego aspektu mojego życia. Nawet moje najgłębsze sekrety i najbardziej poufne traktaty trafiły do rąk rządzących i niektórych spośród posłów. Jeśli całkowicie wmieszałbym się w sprawy tego świata, co spowodowałoby lęk i trwogę wśród ahl ad-dunja, lub jeśli podjąłbym jakąkolwiek próbę wtrącenia się do ich spraw czy choćby wpadłbym na pomysł, by tak postąpić, rząd tej prowincji i lokalne władze miast wiedziałyby o tym. Lecz choć byłem obiektem ich lustracji i nadzoru przez dziewięć lat, a także bez wahania rozgłaszałem swoje "tajemnice" tym, którzy mnie odwiedzali, władze zachowały milczenie i nie dokuczały mi. Jeśli przez te dziewięć lat okazałbym jakąkolwiek przywarę, która mogłaby być szkodliwa
dla przyszłości i szczęścia tego kraju i jego mieszkańców, byłby za to odpowiedzialny każdy, od rządu aż do wioskowego naczelnika policji. By zatem uwolnić się od odpowiedzialności, są oni zobowiązani do tego, by bronić mnie w obliczu ludzi, którzy w dotyczących mnie sprawach robią górę z kretowiska lub robią kretowisko z góry. Z tego powodu kieruję to pytanie do nich, by odpowiedzieli.
Powodem, dla którego ludzie z tej prowincji są zobowiązani do tego, by bronić mnie bardziej, niż sam to robię, jest to, że przez owe dziewięć lat poprzez setki traktatów (które w sposób istotny i prawdziwy wykazały swoją skuteczność) pracowałem na rzecz ich życia wiecznego, dla siły ich wiary i dla ich szczęścia w życiu doczesnym, ponieważ są oni zarówno moimi braćmi i przyjaciółmi, jak ludźmi błogosławionymi; nikt nie został zaniepokojony ani nie poniósł żadnej szkody ze względu na Traktaty Światła, w których nie sposób znaleźć choćby najdrobniejszego odniesienia do spraw polityki czy tego świata; a także, chwała niech będzie Bogu Jedynemu, dzięki środkom, jakimi stały się Traktaty Światła, dzięki swojej sile wiary i solidności religii, Isparta osiągnęła takie błogosławieństwa, jakie były udziałem Damaszku (w dawnych czasach) czy Uniwersytetu Al-Azhar w Egipcie; wreszcie Traktaty Światła sprawiły, że w Isparcie potęga wiary zwyciężyła bierność, a pragnienie oddawania czci Bogu przeważyło nad występkiem, co uczyniło tę prowincję bardziej pobożną od jakiejkolwiek innej. Ponieważ tak jest, wszyscy mieszkańcy tej prowincji (nawet jeśli przyjmiemy, że są bezbożni), są zobowiązani, by bronić mnie i Traktatów Światła. Dopóki mają tak słuszne racje po temu, by mnie bronić, sam nie skorzystam z mojego mało istotnego prawa do obrony samego siebie, kiedy, całkowicie bezsilny, dopełniłem obowiązku i - dzięki niech będą Bogu Jedynemu! - tysiące uczniów zastępowały i zastępują mnie w tej pracy. Ktoś, kto ma tysiące obrońców, nie potrzebuje osobiście bronić własnej sprawy.
WSKAZÓWKA DRUGA,
będąca odpowiedzią na krytykę
Ahl ad-dunja pytają: "Dlaczego jesteś na nas zagniewany? Nie zwróciłeś się do nas ani razu, milczysz. Gorzko użalasz się na nas, twierdząc, że jesteśmy wobec ciebie niesprawiedliwi. Jednak mamy swoje zasady i określone prawa, jakich wymagają nasze czasy, a ty nie chcesz zaakceptować tego, że mogłyby one stosować się także do ciebie. Człowiek, który ustala prawo, nie jest tyranem, lecz człowiek, który nie chce przyjąć tego prawa, jest buntownikiem. Na przykład w naszym wieku wolności, w nowej epoce republikańskiej, którą zainaugurowaliśmy,
naszą podstawową zasadą i prawem opierającym się na równości jest zlikwidowanie jakiegokolwiek prześladowania czy też zniewalania innych ludzi. Jednak z twojego jawnego zachowania, jak również z twojego pełnego przygód, wcześniejszego życia można wywnioskować, że czy to przez przyjęcie pozycji hodży, czy to przez bycie ascetą starasz się przyciągnąć wzrok ogółu, zyskać powszechną uwagę i zapewnić sobie władzę oraz status społeczny niezależne od autorytetu rządu. To mogłoby zdawać się pożądane w bezwzględnej tyranii burżuazji, jednak ponieważ zasady czystego socjalizmu i bolszewizmu, które pojawiły się wraz z przebudzeniem zwykłych ludzi i ich dojściem do władzy, są bardziej zgodne z naszymi interesami, przeto przyjęliśmy je, zaś stanowisko, jakie zajmujesz, jest nam niemiłe i przeciwstawne naszym zasadom. Dlatego nie masz prawa, by skarżyć się lub gniewać z powodu przykrości, jakich ci przyczyniamy".
Odpowiedź: Jeśli ktoś, kto otwiera przed wspólnotą ludzi nową drogę życia, nie postępuje zgodnie z naturalnymi prawami, obowiązującymi we wszechświecie, nie może odnieść sukcesu w korzystnych dziełach ani na drodze do postępu. Wszystkie jego czyny służą interesom zła i zniszczenia. Ponieważ działania muszą być zgodne z naturalnymi prawami, całkowitą równość można wprowadzić wyłącznie poprzez zmianę natury człowieka i usunięcie podstawowej mądrości, widocznej w stworzeniu rodzaju ludzkiego. Tak, zarówno z urodzenia, jak poprzez sposób, w jaki żyję, należę do klasy zwykłych ludzi i jestem jednych z tych, którzy przez usposobienie i rozumowo przyjęli drogę równych praw, a z powodu współczucia i sprawiedliwości, jakie przyniósł islam, jestem człowiekiem, który przez długi czas sprzeciwiał się tyranii i prześladowaniom elity zwanej burżuazją, jak też występował przeciwko nim poprzez swoje działania. Dlatego ze wszystkich sił popieram całkowitą sprawiedliwość, a sprzeciwiam się tyranii, prześladowaniom, samowoli władzy i despotyzmowi.
Jednakże natura człowieka i podstawowa mądrość tkwiąca w rodzaju ludzkim są przeciwieństwem prawa całkowitej równości. Jest tak, ponieważ, by ukazać Swą doskonałą moc i mądrość, Wszechmocny Stwórca sprawia, że jedno ziarno wydaje liczne plony, że wiele ksiąg zapisywanych jest na jednej stronicy, że jedna rzecz spełnia wiele funkcji, i w ten sam sposób sprawia, że ludzkość wykonuje obowiązki tysięcy gatunków stworzeń. To z powodu owej wielkiej tajemnicy Wszechmocny Bóg stworzył człowieka wyposażonego w naturę, która mogłaby wytworzyć pędy tysięcy gatunków oraz ukazać poziomy tysięcy innych gatunków istot żywych. Moce człowieka, jego subtelne zdolności i zmysły nie zostały ograniczone, jak jest to w przypadku zwierząt. Ponieważ
Stwórca pozostawił człowieka wolnym i dał mu zdolności, dzięki którym jego zmysły mogą wędrować przez nieskończone stopnie rozwoju, rodzaj ludzki, choć jest tylko jednym gatunkiem, stał się podobny tysiącom gatunków. Z tego powodu człowiek został wicekrólem ziemi, wynikiem istnienia wszechświata i monarchą wśród istot żywych.
Najważniejszym zaczynem i mechanizmem dającym początek różnorodności w rodzaju ludzkim jest współzawodnictwo i prawdziwa cnota, będąca wynikiem wiary. Cnotę tę można usunąć jedynie poprzez zmianę ludzkiej natury, stłumienie rozsądku, zabicie serca i zniszczenie ducha. Tak, ten wiek wraz z jego straszliwą tyranią ukrytą za zasłoną wolności zasługuje na to, by wymierzyć mu silny policzek poniższymi mistrzowskimi wersami, które, napisane przez pewnego wielkiego człowieka [28], niesłusznie ciśnięto mu w twarz, choć nie zasłużył na żadną karę:
Nie jest możliwe zniszczenie wolności przez tyranię i niesprawiedliwość;
Spróbuj, jeśli możesz, odebrać ludzkości świadomość.
W tych wersach mówię, by wymierzyć policzek naszemu wiekowi:
Nie jest możliwe zniszczenie prawdy przez tyranię i niesprawiedliwość;
Spróbuj, jeśli możesz, zniszczyć serce całej ludzkości.
Nie jest możliwe zniszczenie cnoty przez tyranię i niesprawiedliwość;
Spróbuj, jeśli możesz, unicestwić świadomość całej ludzkości.
Tak, tak jak cnota powstająca z wiary nie może stać się powodem prześladowań, tak samo nie może stać się powodem tyranii. Prześladowanie i samowolny despotyzm wskazują na brak cnoty. Główna droga ludzi cnoty, częściowo nakładająca się na życie społeczne, prowadzi przez bezsilność, ubóstwo i pokorę. Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu za to, że spędziłem życie na tej drodze, i nadal żyję w ten sposób. Mówiąc, że posiadam pewne cnoty, nie twierdzę tego z powodu dumy. Mówię, co następuje, by podziękować Bogu za Jego dary i rozgłosić je:
Dzięki Swej łasce i hojności Wszechmocny Bóg obdarował mnie cnotą pracy na rzecz nauk wiary i Koranu. Niech wszelka chwała będzie Bogu Jedynemu za to, że przez całe życie wydawałem to, co dał mi Bóg, dla pożytku i szczęścia tego muzułmańskiego narodu, i jak w żadnym czasie nie używałem Bożego daru, by panować nad ludźmi i prześladować ich, tak z ważnych powodów nie cierpię powszechnej uwagi i podziwu ludzi, których poszukują niedbali, uciekam od tego. Z powodu owego uganiania się za podziwem innych straciłem dwadzieścia lat mojego wcześniejszego
życia, więc postrzegam je jako szkodliwe dla mnie. Jednak ponieważ wiem, że powszechna uwaga jest znakiem tego, że Traktaty Światła spodobały się ludziom, nie odpycham jej.
O, wy, których pole widzenia jest ograniczone do spraw tego świata! W żaden sposób nie mieszam się do spraw waszego świata ani nie miałem nic do czynienia z waszymi zasadami, ani też - o czym zaświadcza dziewięć lat mojego życia w niewoli - nie miałem żadnego zamiaru ani pragnienia ponownego wtrącenia się do spraw tego świata. Zatem zgodnie z jakim prawem poddaliście mnie całemu temu nadzorowi i wszystkim prześladowaniom, jak gdybym sam był starym prześladowcą, który zawsze był gotów skorzystać z okazji, by wesprzeć idee tyranii i despotyzmu? Żaden rząd na świecie nie zezwala na takie traktowanie, zgodnie czy niezgodnie z prawem, ani nie jest ono przez nikogo zalecane. Nie tylko ja sam mam dość znęcania się nade mną, jakiego doświadczyłem do tej pory! Jeśli dowiedzieliby się o nim wszyscy, wzbudziłoby ono oburzenie całej ludzkości, a nawet wszechświata!
WSKAZÓWKA TRZECIA,
która jest odpowiedzią na wykrętne, szalone pytanie
Niektórzy członkowie wymiaru sprawiedliwości mówią: "Ponieważ mieszkasz w tym kraju, powinieneś przestrzegać jego republikańskich praw. Dlaczego więc uchylasz się od ich przestrzegania, zasłaniając się pustelnictwem? Na przykład zgodnie z obecnymi prawami ustanowionymi przez rząd niezgodne z jedną z podstawowych zasad republiki, które opierają się na równości, jest przypisywanie sobie cnót czy zasług wykraczających poza czyjeś obowiązki, a przez to zdobywanie władzy nad niektórymi ludźmi spośród naszego narodu i wywieranie na nich wpływu. Dlaczego pozwalasz, by całowano twoją rękę, jeśli nie zajmujesz żadnego stanowiska? Dlaczego wychwalasz samego siebie i chcesz, by ludzie cię słuchali?"
Odpowiedź: Ci, którzy ustanawiają prawa, mogą zastosować je do innych dopiero po tym, gdy najpierw zastosują je do samych siebie. Jeśli ustanawiacie zasady dotyczące innych, nie stosując ich do samych siebie, naruszacie własną zasadę i własne prawo i sprzeciwiacie mu się, zanim uczynił to ktokolwiek inny. Chcecie zastosować zasadę absolutnej równości do mnie, a zatem oto, co mówię:
Jeśli kiedykolwiek zwykły żołnierz urośnie w oczach społeczeństwa do stopnia feldmarszałka, będzie miał taki udział w szacunku i uznaniu narodu, jaki ma feldmarszałek, będzie tak samo jak on obiektem aplauzu i poważania; jeśli kiedykolwiek feldmarszałek stanie się równy
zwykłemu żołnierzowi, przyjmie pozycję najniższego z szeregowców i nie zachowa żadnej wielkości poza tą niewielką, jaka należy się szeregowcowi; jeśli kiedykolwiek najbardziej olśniewający dowódca wojskowy, który prowadzi armię do samych zwycięstw, osiągnie aplauz, szacunek i miłość społeczeństwa równe tym, które osiągnął najmniej widoczny spośród zwykłych żołnierzy - wtedy, jak wymaga tego wasze prawo równości, możecie mi powiedzieć: «Nie nazywaj się hodżą! Nie przyjmuj szacunku! Zaprzecz swojej cnocie! Służ tym, którzy sami są sługami, i weź sobie żebraków za przyjaciół!»
Jeśli mówicie: "Szacunek, pozycja społeczna i uwaga publiczna należą się określonym funkcjom, a w szczególności tym, którzy je sprawują. Ty jednak nie pełnisz żadnej funkcji, nie możesz więc przyjmować szacunku ludzi, jakby tak było",
Odpowiem: Gdyby człowiek składał się jedynie z ciała, gdyby miał żyć na tym świecie wiecznie, gdyby brama grobu była zamknięta, a śmierć - zabita, wówczas obowiązki i funkcje człowieka byłyby ograniczone do tych, jakie mają żołnierze lub urzędnicy rządowi, i wtedy to, co mówicie, miałoby jakiś sens. Ponieważ jednak człowiek nie składa się wyłącznie z ciała, nie można wyrwać jego serca, języka, mózgu i umysłu, by nakarmić nimi ciało; nie mogą one zostać unicestwione, lecz również muszą podlegać zarządzaniu.
Ponieważ drzwi grobu nie są zamknięte, a obawa o czekającą za nimi przyszłość jest dla każdego najbardziej ciążącą kwestią, zatem obowiązki wynikające z szacunku dla narodu i posłuszeństwa wobec niego nie ograniczają się jedynie do tych natury społecznej, politycznej czy wojskowej, związanych z życiem tego świata. Tak, tak jak obowiązkiem jest wydanie paszportu temu, kto wyjeżdża za granicę, tak samo obowiązkiem jest wydanie paszportu na podróż do wieczności i zapewnienie światła tym, którzy udają się w tę ciemną drogę. Nie ma innego obowiązku, który byłby równie ważny. Jest to obowiązek, któremu można zaprzeczyć jedynie poprzez zanegowanie śmierci i zadanie kłamu świadectwu trzydziestu tysięcy świadków, którzy każdego dnia składają swoje podpisy pod twierdzeniem: "Śmierć jest prawdą", potwierdzając je i kładąc pod nim pieczęcie swoich zwłok.
Ponieważ istnieją obowiązki natury moralnej i duchowej, opierające się na moralnych i duchowych potrzebach, a najważniejszym z tych obowiązków jest wydanie paszportu na podróż do wieczności i kieszonkowej latarki serca, by rozświetlała ciemności pośredniego królestwa, a także nauczanie i wzmacnianie wiary, która jest kluczem do wiecznej
szczęśliwości, uczeni, którzy wykonują te obowiązki, z pewnością nie będą mieli za nic ani Bożych darów, którymi zostali obsypani, ani cnót będących wynikiem wiary, i nie zniżą się do poziomu grzeszników i rozpustników ani nie splamią brudem innowacji i występków. Z tego właśnie wynika samotność, która wam się nie podoba i którą bierzecie za przejaw nierówności.
Oprócz tej prawdy mówię, co następuje, nie do ludzi podobnych wam, którzy dręczycie mnie i prześladujecie, którzy w swoim egoizmie i pogardzie dla prawa równości jesteście zadufani w sobie niby Faraon (a ponieważ ludzie butni uważają pokorę za poniżenie, przeto nie należy być pokornym wobec nich), lecz raczej do uczciwych, skromnych i sprawiedliwych:
Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu za to, że znam swoje wady i swą bezsilność. Nie jestem arogancki i nie domagam się jakiegokolwiek nadrzędnego wobec innych muzułmanów stanowiska, które wymagałoby okazania mi szacunku. Zawsze jestem świadom moich nieskończonych wad i tego, że jestem kimś, kto nie ma żadnego znaczenia. Znajdując pociechę w poszukiwaniu Bożego wybaczenia, nie chcę od ludzi szacunku, lecz ich modlitw. Sądzę, że wszyscy moi przyjaciele wiedzą, że na tym polega moja droga. Jednakże służąc Wszechmądremu Koranowi i nauczając prawd wiary, by zachować godność i chwałę nauki, jakich wymaga jej ranga ze względu na owe prawdy wiary i na honor Koranu, by nie zgiąć się w pokłonie przed ludźmi zbłądzenia, na pewien czas przyjąłem postawę dostojeństwa.
Nie sądzę, by prawa ustanowione przez ahl ad-dunja mogły przeciwstawić się tym argumentom!
ZADZIWIAJĄCE POSTĘPOWANIE
Dobrze wiadomo, że nauczyciele zawsze i wszędzie oceniają innych stosownie do wiedzy i nauki. Ponieważ miłują swój zawód, w kimkolwiek i gdziekolwiek napotkają wiedzę i naukę, będą pielęgnować przyjaźń i szacunek dla takiego człowieka. Nawet jeśli nasz kraj odwiedzi profesor z wrogiego kraju, nauczyciele odwiedzą go z powodu poważania dla jego wiedzy i nauki, i złożą mu wyrazy szacunku. Jednakże kiedy najwyższe kolegium uczonych z Anglii poprosiło pewnego uczonego islamu, by ten w sześciuset słowach odpowiedział na ich sześć pytań, ów uczony i nauczyciel (który tutaj napotkał brak szacunku autorytetów i władz oświaty) odpowiedział na owe sześć pytań za pomocą sześciu słów, które spotkały się z aprobatą, odpowiedział z prawdziwą wiedzą i uczonością
na podstawowe zasady Europejczyków oraz ich filozofów, i pokonał ich. Dzięki sile, jaką dał mu Koran, rzucił wyzwanie owym europejskim filozofom. W Stambule, na sześć miesięcy przed ogłoszeniem Drugiej Konstytucji, za-prosił on do dysputy zarówno uczonych religijnych, jak też doktorów współczesnych nauk, i sam nie zadając żadnych pytań, bezbłędnie odpowiedział na wszystkie bez wyjątku pytania, jakie mu zadano . Tymi, którzy przyczynili najwięcej cierpień owemu uczonemu i nauczycielowi - choć poświęcił on całe swoje życie szczęśliwości ludzi narodu tureckiego, choć oświecił ich, wydając setki traktatów w ich własnym języku, choć jest dla nich współobywatelem, współwyznawcą, przyjacielem i bratem - tymi, którzy podsycali wrogość wobec niego i zaiste traktowali go z lekceważeniem, byli niektórzy spośród przedstawicieli władz oświatowych, jak również niektórzy spośród "urzędowych" hodżów.
Co możecie na to odpowiedzieć? Czy to ma być cywilizacja? Czy to ma być zachęcanie do zdobywania wiedzy? Czy to ma być patriotyzm? Czy to ma być umiłowanie narodu? Czy to ma być republikanizm? Niech Bóg broni, nic z tych rzeczy! To raczej Bóg przez Swoje zrządzenie ukazał wrogość ludzi tam, gdzie ów uczony i nauczyciel spodziewał się przyjaźni - po to, aby do jego nauk nie wplotła się hipokryzja i by mógł on osiągnąć szczerość intencji.
Napaść, która jest dla mnie zadziwiająca, lecz stała się przyczyną podziękowań
Egoizm przewrażliwionych ahl ad-dunja jest tak wybujały, że gdyby był on istotą świadomą, osiągnąłby poziom cudotwórcy lub wielkiego geniusza. Oto, jakie jest znaczenie kwestii, o której mowa:
Pozostając w łatwej do zakłócenia równowadze, jaką narzuca im ich egoizm, ahl ad-dunja dostrzegają obłudę i egoizm we mnie (choć sam nie dostrzegam ich ani w mojej duszy, ani w umyśle) i zwalczają je. Przez owe osiem czy dziewięć lat osiem lub dziewięć razy doświadczyłem tego, o czym teraz powiem: po tym, jak traktowano mnie krzywdząco i niesprawiedliwie, zwątpiłem w sens Bożego zarządzenia, a ulegając rozmaitym wybiegom mojej duszy pytałem, dlaczego ahl ad-dunja uparli się, by mnie prześladować. Za każdym razem pojmowałem jednak, że
moja dusza albo była nieświadoma i naturalnie skłonna do egoizmu, albo też świadomie mnie zwodziła, a następnie mówiłem, że Bóg przez Swoje zarządzenie, przejawiające się w niesprawiedliwości prześladowców, postąpił ze mną sprawiedliwie.
Na przykład tego lata dosiadłem pięknego konia, jakiego użyczyli mi przyjaciele, i wyjechałem na wieś. Choć nie byłem tego świadomy, zbudziło się we mnie pragnienie przyjemności, a ahl ad-dunja wystąpili przeciw owemu ukrytemu pragnieniu tak gwałtownie, że zniszczyli zarówno pożądanie przyjemności, jak też mój apetyt na wiele innych rzeczy. Akurat po ramadanie, podczas którego zdobywałem wiedzę o napomknieniach, jakie jeden z wielkich, świętych imamów dawnych czasów czyni nam poprzez swoje cuda, które przenikają to, co niewidzialne, kiedy spotkałem się z pobożnością i szczerością moich braci w religii, z szacunkiem i dobrą opinią ludzi, którzy mnie odwiedzali, moja dusza - choć nie zdawałem sobie z tego sprawy - zapragnęła, bym przyjął postawę hipokryty pod zasłoną okazania wdzięczności. Nagle - z ich nieskończonym przewrażliwieniem i w taki sposób, że mogłem wręcz poczuć cząsteczki ich hipokryzji - zaatakowali mnie ahl ad-dunja. Składam dzięki Wszechmocnemu Bogu za to, że ich despotyzm stał się dla mnie środkiem do osiągnięcia szczerości intencji.
[29]
O, Boże! O, Ty, Który zachowujesz! O, Zachowujący! O, Najlepszy z zachowujących! Uchowaj mnie i uchowaj moich towarzyszy przed złem duszy, przed złem Szatana i przed złem ludzi zbłądzenia i buntu. Amen, amen, amen.
[30]
Nadzieja Szósta Błysku Dwudziestego Szóstego
Pewnego razu podczas mej nieszczęsnej niewoli odłączyłem się od towarzystwa ludzi i byłem sam na szczycie Cam Dagi (Sosnowej Góry) w górach prowincji Barla. Poszukiwałem światła w samotności. Pewnej nocy, na małej platformie umieszczonej na wierzchołku sosnowego drzewa, które z kolei rosło na szczycie owej wysokiej góry, moja starość sprawiła, że pomyślałem o trzech lub czterech wygnaniach, zawierających się jedno wewnątrz drugiego. Jak jest to opisane w Liście Szóstym, melancholijny dźwięk drzew, szeleszczących i szemrzących wśród owej samotnej, cichej, głębokiej nocy, sprawił, że poczułem ból i żal z powodu mojej starości i zesłania. Podeszły wiek, szepcząc do ucha mego serca, nasunął mi następującą myśl: "Jak dzień zmienił się w ten ciemny grób, jakim jest noc, jak świat przywdział ów czarny całun, tak samo dzień twego życia zmieni się w noc, dzień tego świata zmieni się w noc pośredniego królestwa, a lato życia przekształci się w zimową noc śmierci".
Moja dusza poczuła się zobowiązana, by odpowiedzieć: "Tak, jestem daleko od rodzinnych stron, lecz rozłąka z tymi, których ukochałem przez pięćdziesiąt lat mojego życia, a którzy zmarli i pozostał tylko płacz za nimi, jest daleko bardziej bolesnym i zasmucającym wygnaniem niż wygnanie z ojczystego kraju. Co więcej, zbliżam się do wygnania znacznie bardziej smutnego i bolesnego niż to, którego doświadczam owej ciemnej nocy na szczycie góry: starość komunikuje mi, że zbliża się czas rozłąki z tym światem".
Poszukiwałem światła, które przyniosłoby mi nadzieję pośród owych wygnań, ukrytych jedno wewnątrz drugiego. Nagle przybyła mi z pomocą wiara w Boga, dając mi taki stopień zażyłości z Jedynym, że choćby owo wielorakiej natury pustkowie, na jakim się znalazłem, stało się po tysiąckroć gorsze, pociecha płynąca z wiary nadal byłaby wystarczająca.
O, starsi mężczyźni i starsze kobiety! Jako że mamy Litościwego Stwórcę, nie może dla nas istnieć żadne wygnanie! Ponieważ On istnieje, wszystko istnieje dla nas. Ponieważ On istnieje, istnieją aniołowie. Świat nie jest pusty; samotne góry i pustynie są pełne sług Wszechmocnego Boga. Prócz Jego sług spośród istot świadomych, także kamienie i drzewa stają się niby dobrze znani przyjaciele, kiedy patrzymy na nie w Jego
światłości i mając wzgląd na Niego. Mogą one wówczas rozmawiać z nami i sprawiać nam uciechę.
Tak, dowody i świadectwa, których jest tyle, ile stworzeń we wszechświecie, ile liter w olbrzymiej księdze, jaką jest ten świat, potwierdzają istnienie naszego Najbardziej Litościwego, Szczodrego, Bliskiego i Umiłowanego Stwórcy i Opiekuna; ukazują nam Jego miłosierdzie tyle razy, ile jest członków wszystkich istot żywych, ile jest rodzajów pożywienia, ile jest darów Bożych, które mogą stać się środkami do otrzymania Jego litości, miłosierdzia i łaski, a także wskazują wprost na Jego dwór. Starość to, mówiąc ściśle, czas bezsilności i słabości. Nie należy zatem czuć się urażonym z powodu starości, która jest mile widzianym orędownikiem na dworze Boga, lecz należy ją pokochać.
Poniżej zamieszczamy kilka listów napisanych przez Bediuzzamana Saida Nursiego, a także fragmenty pióra niektórych skrybów rozpowszechniających Traktaty Światła poprzez sporządzanie ich odręcznych kopii.
(Krótki poufny list, który może zostać dodany jako suplement do Kwestii Trzeciej Listu Dwudziestego Ósmego)
Moi bracia w życiu ostatecznym, moi ciężko pracujący uczniowie!
W światłach Koranu, znanych jako Słowa, dostrzegaliśmy trzy przykłady cudownego działania Koranu. Teraz, dzięki waszym wysiłkom i waszemu entuzjazmowi, sprawiliście, że do owych trzech przykładów można dodać czwarty. A oto te trzy przykłady, które są mi znane:
Pierwszy to nadzwyczajna łatwość i szybkość spisywania Traktatów Światła. List Dziewiętnasty został spisany w dwa lub trzy dni, a każdego dnia pracowaliśmy po trzy lub cztery godziny, co razem daje dwanaście godzin, bez sięgania do jakiejkolwiek innej książki, wśród gór i sadów. Słowo Trzydzieste zostało spisane w pięć lub sześć godzin podczas choroby. Słowo Dwudzieste Ósme, będące dyskusją w temacie Raju, zostało spisane w godzinę lub dwie, w położonym w dolinie ogrodzie
Suleymana (Tevfik, Suleyman i ja byliśmy zdumieni taką prędkością), i tak dalej. Zaś tak samo, jak w powstawaniu Słów widoczny jest cud Koranu...
Drugi:... tak również są one przepisywane i kopiowane z nadzwyczajną łatwością, entuzjazmem i bez jakiegokolwiek znużenia. Gdy ukazało się jedno ze Słów, nagle, choć w owym czasie zaszło wiele spraw, które mogły znużyć rozum i duszę, ludzie w wielu miejscach zaczęli przepisywać ów traktat z całkowitym entuzjazmem. Przedłożyli tę pracę nad wszystko inne, mimo iż mieli wówczas inne pilne zajęcia, i tak dalej.
Trzeci cud Koranu: Również czytanie Słów nie wywołuje uczucia nudy, zwłaszcza wtedy, gdy ktoś odczuwa potrzebę ich przeczytania; im więcej czyta, tym większej przyjemności doznaje, nie czując żadnego znużenia.
Teraz udowodniliście czwarty cud Koranu. Brat taki jak Husrev, który był leniwy, i choć od pięciu lat słyszał o Słowach, nie zabrał się poważnie do ich przepisywania, w ciągu jednego miesiąca przepisał - pięknie i uważnie - czternaście książek, co z pewnością było czwartym cudem spośród tajemnic Koranu. W pełni docenił wartość Trzydziestu Trzech Okien, a szczególnie Listu Trzydziestego Trzeciego, ponieważ ów list przepisał najpiękniej i najbardziej uważnie. Tak, oto najpotężniejsza i najbardziej olśniewająca część Traktatów, jeśli chodzi o zdobywanie wiedzy o Bogu i wiary w Boga. Jedynie pierwsze Okna są bardzo krótkie i zwięzłe, podczas gdy kolejne stopniowo odsłaniają coraz więcej prawdy i lśnią coraz większym blaskiem. W przeciwieństwie do innych pism religijnych, większość Słów rozpoczyna się zwięźle, by stopniowo rozwijać się i nabierać blasku.
Kwestia Siódma
[31]
Niniejsza Kwestia składa się z siedmiu Znaków, jednak najpierw, by opowiedzieć o szeregu Bożych darów, wyjaśnimy siedem Powodów, które odsłaniają znaczenie kilku Bożych łask.
Powód Pierwszy
Przed Wielką Wojną lub mniej więcej wtedy, gdy się ona rozpoczęła, miałem wizję, która była prawdą. W owej wizji byłem u podnóża sławnej góry Agri, znanej jako Ararat. Nagle góra wybuchła ze straszliwym grzmotem, a jej odłamki, które same były wielkości gór, zostały rozrzucone po całym świecie. Ujrzałem, że w tym strasznym położeniu jest ze mną moja matka, której powiedziałem: «Nie lękaj się! To dzieje się na rozkaz Wszechmocnego Boga, a On jest Najbardziej Litościwy i Wszechmądry». Nagle, wciąż będąc w tym samym położeniu, ujrzałem wielce ważnego człowieka, który rozkazał mi: "Wyjaśniaj cudowność Koranu!" Zbudziłem się i pojąłem, że nadchodzi wielki wybuch i wstrząs, który zniszczy mury wzniesione wokół Koranu. Wówczas Koran zostanie zaatakowany i będzie bronił się sam, a jego cudowność będzie dla niego zbroją ze stali, zaś ktoś taki jak ja zostanie w owym czasie wyznaczony, w sposób dalece wykraczający poza jego zdolności, do ukazania innym jednego z rodzajów cudowności Koranu. Pojąłem, że już zostałem wyznaczony do tego zadania.
Jako że cudowność Koranu została do pewnego stopnia objaśniona w Słowach, przedstawienie łask Boga, jakich doznaliśmy w naszej służbie, na pewno wesprze owe objaśnienia i zostanie nam zapisane na ich rachunek, zatem owe łaski powinny zostać przedstawione.
Powód Drugi
Wszechmądry Koran jest naszym przewodnikiem, mistrzem i przywódcą, który wskazuje nam drogę we wszystkich naszych uczynkach. Jako że wychwala on sam siebie, podążając za własnymi naukami, my wychwalimy komentarze do Koranu.
Co więcej, jako że Słowa, które zostały już napisane, są rodzajem koranicznego komentarza, a Traktaty Światła są własnością prawd Koranu; jako że w większości swych sur, a zwłaszcza w surach zaczynających się od liter Alif, Lam, Ra oraz w tych, które zaczynają się od liter Ha, Mim, Wszechmądry Koran ukazuje samego siebie w całej swej wspaniałości, mówiąc o własnej doskonałości i wychwalając siebie w sposób, jakiego jest godzien; na nas z pewnością nałożono obowiązek ujawnienia błysków cudowności Koranu, które odbijają się w Słowach, a także łask Wszechwładnego, które są znakami przyjęcia przez Niego naszej służby, ponieważ tak czynił nasz mistrz i nasz również uczył, byśmy tak robili.
Powód Trzeci
Tego, co mówię o Słowach, nie mówię z braku skromności, lecz po to, by objaśnić prawdę, zaś prawdy i doskonałości zawarte w Słowach nie należą do mnie, lecz są własnością Koranu i z niego wzięły swój początek. Na przykład Słowo Dziesiąte składa się z kilku Kropel odsączonych z setek wersetów koranicznych, a wszystkie pozostałe traktaty są do niego podobne. Ponieważ wiem, że tak właśnie jest, i ponieważ sam jestem przemijający i odejdę, przeto z całą pewnością nie powinno się i nie wolno wiązać z moją osobą dzieła, które jest trwałe. Ponieważ zwyczajem ludzi zbłądzenia i buntowników jest odrzucanie dzieła, które nie odpowiada ich oczekiwaniom, przez odrzucanie jego autora, zatem traktaty, które są związane z gwiazdami niebios Koranu, nie powinny być wiązane z przegniłym filarem takim jak ja, który może być obiektem krytyki i dezaprobaty, i który może się zawalić. Powszechnym zwyczajem jest również poszukiwanie zalet dzieła w zaletach jego autora, którego ludzie uważają za źródło, jakie dało początek dziełu. Przypisywanie owych wzniosłych prawd i lśniących klejnotów bankrutowi takiemu jak ja i mojej osobie, osobie tego, kto sam z siebie nie byłby w stanie stworzyć nawet tysięcznej części tych prawd, jest zgodne z tym zwyczajem, lecz jest wielką niesprawiedliwością wobec prawdy. Jestem zatem zmuszony, by oznajmić, że Traktaty Światła nie są moją własnością; są własnością Koranu i z niego biorą swój początek, ukazując jego zalety. Tak, zalet kiści wyśmienitych winogron nie powinno się poszukiwać w ich suchych łodygach. Ja przypominam właśnie taką suchą łodygę.
Powód Czwarty
Niekiedy skromność sugeruje istnienie niewdzięczności w obliczu darów, zaiste, jest taką niewdzięcznością, zaś czasami wyliczanie darów jest przyczyną dumy. Jeden i drugi przypadek są szkodliwe, a jedyny ratunek polega na tym, by nie zaistniał żaden z nich. Przyznanie cnót i doskonałości, jednak bez roszczenia sobie prawa własności wobec nich, jest ukazaniem, iż są one dziełami Jedynego, Prawdziwego, Który zsyła Swoje dary. Przypuśćmy na przykład, że ktoś uczynił ci ten zaszczyt i przyodział cię w bogato haftowaną i inkrustowaną klejnotami szatę, która uczyniła cię bardzo pięknym. Ludzie mówią do ciebie: "Oto, jakie cuda były wolą Boga! Jak piękny jesteś! Jak pięknym się stałeś!", ty jednak skromnie odpowiadasz: "Niech Bóg uchroni! Nie mówcie takich rzeczy! Kimże jestem? Niczym!" Takie postępowanie byłoby niewdzięcznością wobec daru i lekceważeniem okazanym zręcznemu rzemieślnikowi, który przyodział cię w ową szatę. Jednak gdybyś z dumą odpowiedział: "Tak, jestem bardzo piękny. Z pewnością nie istnieje nikt, kogo można ze mną porównać!", byłoby to zarozumialstwem i pychą.
W konsekwencji tego, by uniknąć zarówno zarozumialstwa, jak i pychy, powinno się powiedzieć: "Tak, wyrosłem na pięknego człowieka. Jednak piękno bijące z owej szaty należy pośrednio do tego, który mnie w nią przyodział, zaś nie należy do mnie".
Podobnie, jeśli tylko memu głosowi starczy sił, będę wołał do całej ziemi: «Słowa są piękne, są prawdą, są rzeczywistością, lecz nie należą do mnie. Są promieniami blasku, jakim lśni Szlachetny Koran».
Zgodnie z zasadą, która mówi:
Nie mogę wychwalać Muhammada własnymi słowami, lecz raczej moje słowa stają się zasługującymi na pochwałę dzięki Muhammadowi,
mówię:
Nie mogę wychwalać Koranu własnymi słowami, lecz raczej moje słowa stają się zasługującymi na pochwałę dzięki Koranowi.
Oznacza to, że nie upiększam prawd cudowności Koranu, nie mógłbym ukazać ich w piękny sposób; raczej to piękne prawdy Koranu uczyniły moje słowa pięknymi i wzniosłymi. Ponieważ tak właśnie jest, dopuszczalnym jest wyliczanie Bożych darów i umożliwienie
poznania - w imię piękna prawd Koranu - piękna zwierciadeł prawd koranicznych znanych jako Słowa, a także Bożych łask, które odbijają się w owych zwierciadłach.
Powód Piąty
Dawno temu usłyszałem od jednego z ludzi świętości, iż przepowiedziano mu poprzez niejasne aluzje świętych (ar. ałlija) spośród starców - jakie otrzymał ze świata tego, co niewidzialne - że na wschodzie ukaże się światło, które rozproszy ciemności innowacji. Był tego pewien. Długo oczekiwałem na przybycie owego światła i wciąż na nie oczekuję. Jednak zanim wiosną pojawią się święte kwiaty, trzeba przygotować pod nie grunt. Pojąłem, że poprzez naszą służbę przygotowujemy grunt dla owych świetlistych ludzi, których przyjście przepowiedziano. Zatem rozgłaszanie Bożych łask nie należy do nas, lecz do świateł zwanych Słowami, nie powinno prowadzić do pychy ani zarozumialstwa, lecz do podziękowań, do wychwalania Boga i wyliczania Jego darów.
Powód Szósty
Łaski Wszechwładnego, które są natychmiastową nagrodą za naszą służbę Koranowi, jaką pełnimy przy pomocy Słów, są również zachętą i sukcesem zesłanym nam przez Boga, zaś sukces powinien zostać ujawniony. Jeśli sukcesy przewyższają oczekiwania, stają się Bożym obdarowaniem, zaś ujawnienie Bożego obdarowania prowadzi do podziękowań. Jeśli sukcesy wciąż stają się coraz większe, stają się cudami Koranu, jakie dokonały się bez udziału naszej woli, my zaś jedynie ukazujemy je. Ujawnianie cudów tego rodzaju, które wydarzają się nieoczekiwanie i bez udziału woli, jest szkodliwe. Jeśli przewyższają one "zwyczajne" cuda, stają się promieniami cudowności Koranu, a jako że cudowność może zostać ujawniona, zatem ujawnienie tego, co ją wspiera, będzie zapisane na konto owej cudowności i nie może być przyczyną jakiejkolwiek pychy ani żadnego zarozumialstwa, lecz staje się przyczyną wychwalania Boga i dziękowania Mu.
Powód Siódmy
Osiemdziesiąt procent ludzi nie jest dociekliwymi uczonymi, którzy są w stanie przeniknąć do prawdy, rozpoznać, że jest ona prawdą, i przyjąć ją jako prawdę. Pozostali raczej przyjmują poprzez naśladownictwo to, o czym usłyszeli od ludzi, których zdanie można przyjąć i polegać na nim, co jest konsekwencją ich dobrej opinii o tych, którzy są godni zaufania. Zaiste, potężną prawdę postrzegają jako słabą, kiedy jest w posiadaniu słabego człowieka, podczas gdy
widząc, że pewna bezwartościowa kwestia jest w posiadaniu godnego szacunku człowieka, uznają ją za wartościową. Z tego powodu, by nie pomniejszać wartości prawd wiary i Koranu w oczach większości ludzi tylko z tego powodu, że spoczywają one w rękach słabego i bezwartościowego nieszczęśnika takiego jak ja, jestem zmuszony, by wyznać, że i stnieje Ten, Który zatrudnia nas bez naszej wiedzy i woli; nie jesteśmy tego świadomi, lecz to On czyni nas tymi, którzy wykonują swą pracę. Ja zaś zaświadczam, że bez udziału naszej woli i świadomości jesteśmy tymi, w których przejawiają się pewne łaski i ułatwienia. W takim przypadku musimy krzyczeć na cały głos, by obwieścić o owych łaskach.
W konsekwencji powyższych siedmiu Powodów, wskażemy na kilka Znaków obejmujących każdą rzecz łask Wszechwładnego.
ZNAK PIERWSZY
W Punkcie Pierwszym Kwestii Ósmej Listu Dwudziestego Ósmego zawarte zostały objaśnienia dotyczące kwestii tałafuq. Na przykład w Liście Dziewiętnastym, poświęconym cudom Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), w kopii sporządzonej przez nieświadomego tej okoliczności pisarza, na sześćdziesięciu stronach (z wyjątkiem dwóch) od Trzeciej do Osiemnastej Znaczącej Wskazówki ponad dwieście miejsc, w których pojawiają się słowa "Szlachetny Posłaniec Boga, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie" doskonale odpowiada sobie nawzajem, wskazując na siebie nawzajem. Każdy uczciwy człowiek, który spojrzy choć na dwie z tych stron, przyzna, że nie jest to jedynie wynikiem przypadku. Jeśli wiele przykładów tego samego słowa odpowiada sobie nawzajem na tej samej stronie, połowa może być przypadkiem, a połowa świadectwem tałafuq, jednak jeśli dotyczy to wielu stron, może to być jedynie tałafuq. Zatem jeśli fraza "Szlachetny Posłaniec Boga, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie" występuje dwa, trzy, cztery razy lub częściej, a wszystkie te przykłady doskonale odpowiadają innym, na wszystkich stronach, z pewnością niemożliwe jest, by był to jedynie przypadek. Ów przykład tałafuq ukazuje się również poprzez fakt, że ośmiu różnych ludzi przepisujących traktat nie było w stanie naruszyć owej zależności, która jest potężnym znakiem, pochodzącym ze świata tego, co niewidzialne. Choć w książkach uczonych z dziedzin retoryki i krasomówstwa można znaleźć różne poziomy elokwencji, elokwencja Wszechmądrego Koranu wzniosła się do poziomu cudowności, którego nie jest w stanie dosięgnąć nic innego. W podobny sposób przykłady tałafuq w Liście Dziewiętnastym, który jest zwierciadłem dla cudów Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), w Słowie Dwudziestym
Piątym, które jest interpretatorem cudów Koranu, oraz w wielu częściach Traktatów Światła, które są rodzajem komentarza do Koranu, ukazują niezwykłość przewyższającą tę, którą można znaleźć we wszelkich innych księgach. Dzięki temu można pojąć, że w owych zwierciadłach przejawia się i przedstawia rodzaj cudu spośród cudów Koranu i cudów Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
ZNAK DRUGI
Oto druga z łask Wszechwładnego dotyczących służby Koranowi: Wszechmocny Bóg zesłał komuś takiemu jak ja, kto ma trudności z pisaniem, kto jest półanalfabetą, kto jest samotny na zesłaniu, komu zabroniono utrzymywania kontaktów z ludźmi, pomocników w osobach braci, którzy są silni, gorliwi, szczerzy, energiczni i gotowi do poświęceń, których wszystkie pióra są niczym diamentowe miecze. Złożył On na ich potężne barki obowiązek dotyczący Koranu, który był ciężarem dla mych słabych i bezsilnych ramion. Poprzez Swoją doskonałą szczodrość sprawił, że moje brzemię stało się lekkie. Mówiąc słowami Hulusiego, ta błogosławiona społeczność jest niczym zespół bezprzewodowych odbiorników telegrafu, zaś mówiąc słowami Sabriego, jej członkowie są niczym maszyny wytwarzające elektryczność w fabryce światła. Wraz z ich różnymi cnotami i wartościowymi zaletami przejawiają - znów mówiąc słowami Sabriego - rodzaj tałafuq pochodzący ze świata tego, co niewidzialne, rozprzestrzeniają wszędzie wokół tajemnice Koranu i światła wiary, a ponieważ w każdym z nich odbija się entuzjazm, wysiłki, energia i powaga każdego innego, sprawiają, że owe tajemnice i światła mogą dotrzeć wszędzie. Teraz, kiedy zmieniono alfabet [32], kiedy nie ma pras drukarskich, kiedy każdy potrzebuje świateł wiary, kiedy liczne rzeczy przygnębiają człowieka i niszczą jego entuzjazm, niezmordowana służba uczniów Światła, ich czysty zapał i starania są cudem Koranu i jasną łaską od Boga. Zaiste, jak świętość posiada swoje cuda, tak to samo tyczy się czystej intencji, a także szczerości. Zwłaszcza poważna i szczera solidarność między braćmi oraz braterstwo wyłącznie przez wzgląd na Boga skutkują wieloma cudami. Zaprawdę, zbiorowa osobowość takiej wspólnoty może osiągnąć doskonałość godną świętego i stać się przejawem Bożych łask.
O, moi bracia i moi przyjaciele w służbie Koranowi! Jak niesprawiedliwym i niesłusznym jest przyznanie całej chwały i całej zdobyczy sierżantowi kompanii, która zdobyła fortecę, tak nie powinniście przypisywać Bożych łask, przejawiających się w zwycięstwach odniesionych dzięki waszej zbiorowej osobowości i dzięki waszym piórom, nieszczęśnikowi takiemu jak ja!
Zaprawdę, w tak błogosławionej wspólnocie przejawia się jeszcze jedna wskazówka ze świata tego, co niewidzialne, bardziej potężna od pochodzących z owego świata przykładów tałafuq. Widzę ją, ale nie mogę wskazać jej wszem i wobec.
ZNAK TRZECI
Fakt, że różne części Traktatów Światła w olśniewający sposób udowadniają najważniejsze prawdy wiary i Koranu nawet najbardziej zatwardziałemu człowiekowi, jest potężnym znakiem ze świata tego, co niewidzialne, oraz Bożą łaską. Wśród owych prawd są takie, o których Awicenna, słusznie uważany za najwspanialszego geniusza, powiedział, wyznając swą bezsilność: "Rozum nie jest w stanie tego odgadnąć", tymczasem Słowo Dziesiąte wyjaśnia zwykłym ludziom, a nawet dzieciom, to, czego nie był w stanie dosięgnąć geniusz Awicenny.
Na przykład wielki uczony taki jak Sa'd ad-Din Taftazani na czterdziestu lub pięćdziesięciu stronach sławnego traktatu Muqaddimat Isna 'Aszar zawartym w jego dziele Talłihat mógł wyjaśnić jedynie tajemnicę Bożego zarządzenia i wolnej woli człowieka. Te same kwestie, których wyjaśnienie kierował on tylko do najlepszych z ludzi, są całkowicie objaśnione na dwóch stronach Tematu Drugiego Słowa Dwudziestego Szóstego, mówiącego o Bożym zarządzeniu, w taki sposób, że może je zrozumieć każdy. Czymże to jest, jeśli nie znakiem Bożej łaski?
Również jeśli chodzi o kwestie, które znamy jako tajemnicę stworzenia świata i zagadkę wszechświata, które wprawiały wszystkich w zakłopotanie, a żadna filozofia nie była w stanie ich rozwikłać, to dzięki cudowności Potężnego Koranu ów zawiły talizman, owa zdumiewająca zagadka została rozwiązana w Liście Dwudziestym Czwartym, w Aluzyjnym Punkcie pod koniec Słowa Dwudziestego Dziewiątego, a także w sześciu przykładach mądrości widocznej w przemianach drobnych cząsteczek, które to przykłady zostały wyjaśnione w Słowie Trzydziestym. Tak, zostały ujawnione i wyjaśniły tajemnicę zdumiewającej aktywności we wszechświecie, zagadkę stworzenia wszechświata i jego końca, znaczenie i przykłady mądrości zawarte w ruchu i przemianach cząsteczek, a każdy może zobaczyć owe traktaty i do nich sięgnąć.
Co więcej, Słowa Szesnaste i Trzydzieste Drugie wyjaśniają z doskonałą jasnością, poprzez tajemnicę istoty Jedynego, jedność wszechwładzy Tego, Który nie ma towarzysza, wraz ze zdumiewającymi prawdami nieskończonej bliskości Boga wobec nas, którzy jesteśmy od Niego nieskończenie daleko, podczas gdy przedstawienie frazy:
On jest nad każdą rzeczą Wszechwładny w Liście Dwudziestym i Dopisku do niego (składającym się z trzech porównań) ukazuje z całą oczywistością, że w odniesieniu do Bożej mocy drobne cząsteczki są równe planetom, że Zmartwychwstanie i wskrzeszenie wszystkich istot posiadających dusze będzie dla mocy Bożej tak łatwe, jak wskrzeszenie jednej duszy, że wmieszanie się jakiegokolwiek towarzysza w Boże stworzenie wszechświata jest tak odległe od rozsądku, że aż staje się niemożliwością. Tak, List Dwudziesty odsłania wielką tajemnicę Bożej jedności.
Co więcej, choć prawdy wiary i Koranu są tak rozległe, że nie był w stanie pojąć ich największy geniusz ludzkości, fakt, że odsłaniają się one - wraz z olbrzymią większością ich delikatnych kwestii - poprzez człowieka takiego jak ja, którego umysł jest zagmatwany, a położenie nędzne, który nie ma żadnej księgi, do jakiej mógłby się odnieść, który pisze w pośpiechu i z trudnością, jest bezpośrednim dziełem cudowności Wszechmądrego Koranu, przejawem łaski Bożej i potężnym znakiem ze świata tego, co niewidzialne.
ZNAK CZWARTY
Sposób, w jaki zostały zesłane Traktaty Światła, których jest ponad pięćdziesiąt [33], ukazuje, że są one dziełami, które nie mogłyby zostać spisane nawet dzięki wysiłkom i staraniom wielkich geniuszów i wytężających siły uczonych, cóż dopiero mówić o kimś takim, jak ja, kto myśli niewiele, podąża za tym, co mu się ukazuje, i nie ma czasu na głębsze badania. Tak, ten fakt ukazuje, że Traktaty są dziełami należnymi bezpośrednio Bożej łasce. Wszystkie traktaty nauczają najbardziej głębokich prawd poprzez porównania zrozumiałe nawet dla prostych i niewykształconych ludzi. Tymczasem wiodący uczeni powiedzieli o większości owych prawd, że nie mogą one stać się zrozumiałe nawet dla elity, cóż dopiero dla zwykłych ludzi.
Zatem ponieważ nauka o owych najbardziej odległych prawdach jest przekazywana najbardziej prostemu człowiekowi w najbardziej bezpośredni sposób, z cudowną łatwością i jasnością wyrażeń, przez kogoś takiego jak ja, kto ma w sobie niewiele z Turka, kogo słowa są niejasne i w większości niezrozumiałe, kto przez wiele lat znany był z komplikowania nawet najbardziej jasnych spraw, a jego wcześniejsze dzieła tylko potwierdzały tę złą sławę, jest z pewnością i bez jakiejkolwiek
wątpliwości znakiem Bożej łaski, a to nie mogło zostać osiągnięte jedynie dzięki moim zdolnościom. To przejaw cudowności Szlachetnego Koranu, to przedstawienie i odbicie jego porównań.
ZNAK PIĄTY
Fakt, że choć ogólnie rzecz ujmując Traktaty Światła są szeroko rozprowadzane, choć wszelkie kategorie i grupy ludzi - od najwyższych uczonych do ludzi niewykształconych, od wielkich świętych spośród tych, których serca zbliżają się do prawdy, do najbardziej zatwardziałych spośród bezbożnych filozofów - widziały je i studiowały, to jednak nie znalazły powodów do krytyki, pomimo tego, że niektórym z nich Traktaty wymierzyły silne ciosy; fakt, że każda grupa ludzi może skorzystać z lektury Traktatów stosownie do swego poziomu...; tak, owe fakty niewątpliwie są znakiem Bożej łaski i cudem Koranu. Choć inne traktaty tego rodzaju były spisywane jedynie po długich studiach i badaniach, to Traktaty Światła zostały spisane z nadzwyczajną szybkością, w rozpaczliwych czasach, kiedy mój umysł był skurczony, co wprowadzało zamieszanie do moich myśli i i pojmowania. Tak, to znak Bożej łaski i darów zsyłanych przez Wszechwładnego.
Tak, większość moich braci, wszyscy przyjaciele, którzy są ze mną, i wszyscy przepisujący wiedzą, że pięć Części Listu Dziewiętnastego zostało napisanych w kilka dni, poprzez które pracowaliśmy po dwie lub trzy godziny każdego dnia, co daje razem dwanaście godzin; że Część Czwarta tego Listu, która jest najważniejsza i ukazuje jasną pieczęć proroctwa w słowach "Szlachetny Posłaniec Boga, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie", została spisana z pamięci, w ciągu trzech lub czterech godzin, w górach i na padającym deszczu; że tak ważny i głęboki traktat, jakim jest Słowo Trzydzieste, został spisany w sadzie, w ciągu sześciu godzin; że większość traktatów została spisana w podobnych warunkach, jak było ze Słowem Dwudziestym Ósmym, które zostało spisane w ostatecznej formie w ciągu dwóch godzin, w ogrodzie należącym do Suleymana; moi bliscy przyjaciele wiedzą również i to, że przez wiele lat, kiedy cierpiałem rozmaite trudności, a mój umysł był skurczony, nie mogłem wyjaśnić nawet najprostszych faktów, o których, zaiste, nawet nie wiedziałem, zwłaszcza wtedy, kiedy moje choroby jeszcze potęgowały nieszczęścia, co jeszcze bardziej uniemożliwiało mi nauczanie i pisanie. Jednak mimo to najważniejsze ze Słów zostały napisane wtedy, gdy cierpiałem największe trudności i najgorsze choroby, a przy tym z największą prędkością. Cóż to jest, jeśli nie bezpośrednie doznanie Bożej łaski, dar Wszechwładnego i cud Koranu?
Co więcej, każda księga, jaka omawia prawdę o Bogu i prawdy wiary, z pewnością będzie szkodliwa dla niektórych ludzi, a z tego powodu nie każdego powinno się nauczać wszystkich kwestii, jakie są w niej zawarte. Jednakże, choć pytałem o to wielu ludzi, aż do dziś dnia Traktaty Światła nie przyczyniły nikomu żadnej szkody, nie spowodowały złych skutków, nie spotkały się z nieprzychylną reakcją ani nie zmąciły niczyjego umysłu. Moim zdaniem jest całkowicie jasne, że jest to znak pochodzący bezpośrednio ze świata tego, co niewidzialne, a także łaska Wszechwładnego.
ZNAK SZÓSTY
Teraz stało się dla mnie całkowicie jasne, że przez większość mego życia byłem prowadzony ku takiej drodze - a wszystko bez udziału mojej woli czy zdolności i tak, że nie pojąłem tego ani nie dostrzegłem - na której mogły powstać Traktaty Światła, by służyć Wszechmądremu Koranowi. Jest tak, jakbym całe swoje życie uczonego spędził na przygotowaniach, jakby było ono wstępem, którego efektem stało się ukazanie cudowności Koranu poprzez Słowa. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że siedem lat zesłania i narzucone mi położenie, w którym byłem odizolowany od innych ludzi bez żadnego powodu i wbrew temu, czego bym sobie życzył; prowadzenie życia samotnika w małej wiosce, które było całkowicie sprzeczne z mym usposobieniem; niesmak, jaki odczuwałem; wyrzeczenie się tego, co łączyło mnie ze społeczeństwem, a także zasad życia społecznego, do których przez długi czas przywykłem...; tak, nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że to wszystko przydarzyło mi się po to, bym mógł wykonywać obowiązek służenia Koranowi z całkowitą szczerością intencji. Sądzę, że złe traktowanie, z którym często się spotykałem, było litościwym dziełem ręki Bożej łaski, ukrytym za zasłoną niesprawiedliwości i prześladowań, które miało na celu skupienie moich myśli na tajemnicach Koranu i ograniczenie ich do tego tematu, by mój umysł nie rozpraszał swej uwagi. Ponieważ uniemożliwiono mi studiowanie jakichkolwiek innych ksiąg, choć dawniej wielce pragnąłem ich studiowania, w duszy poczułem rezerwę wobec nich. Pojąłem, że przygotowano mnie do porzucenia studiowania ksiąg, które byłoby dla mnie pocieszeniem i towarzyszem na zesłaniu, po to, bym obrał za swego doskonałego mistrza wersety Koranu i bezpośrednio w nich szukał nauki.
Co więcej, większość dzieł, które napisałem, większość Traktatów Światła, była mi zsyłana nagle i w jednej chwili, w konsekwencji
pewnych potrzeb, mających swój początek w mej duszy, nie zaś z powodu jakichkolwiek przyczyn zewnętrznych. Później, gdy pokazałem je przyjaciołom, powiedzieli, że są one lekarstwem na rany naszych czasów. Kiedy Traktaty zostały rozpowszechnione, dzięki opinii większości moich braci pojąłem, że całkowicie zaspokoiły one ich potrzeby wynikające z naszych czasów, stając się lekarstwem na wszelkie choroby.
Nie mam zatem żadnych wątpliwości co do tego, że wszystkie wyżej wymienione punkty, cały przebieg mego życia i moje mimowolne studiowanie tego, co było sprzeczne z powszechnym zwyczajem, były - bez udziału mojej woli i świadomości - potężnymi łaskami Boga i darami Wszechwładnego, zesłanymi po to, by wydać święte efekty podobne tym, które wymieniłem.
ZNAK SIÓDMY
W ciągu naszej pracy przez minione pięć lub sześć lat ujrzeliśmy na własne oczy - bez przesady - setki przykładów zsyłania darów Bożych, łask Wszechwładnego i cudów Koranu. Na niektóre z nich wskazaliśmy w Liście Szesnastym, zaś inne opisaliśmy w różnych Kwestiach Tematu Czwartego Listu Dwudziestego Szóstego, a także w Kwestii Trzeciej Listu Dwudziestego Ósmego. Wiedzą o nich moi bliscy przyjaciele, a Suleyman Effendi, mój stały przyjaciel, również wie o wielu z nich. Doświadczyliśmy nadzwyczajnej i cudownej łatwości w rozprzestrzenianiu Traktatów Światła, w szczególności Słów, w poprawianiu ich, w porządkowaniu, w spisywaniu ich wersji roboczych i ostatecznych. Nie mam żadnych wątpliwości co do tego, że jest to cud Koranu, a doznaliśmy setek przykładów owego cudu.
Co więcej, w życiu codziennym żywił nas ze wspaniałą czułością Łaskawy, dla Którego pracowaliśmy, obdarowując nas - tak, byśmy mogli zaspokoić najmniejsze pragnienia naszych serc - w sposób dalece wykraczający poza to, co zwyczajne, by tylko nas zadowolić. To prawdziwie potężny znak ze świata tego, co niewidzialne, wskazujący na to, że dla Niego pracowaliśmy, a On uczynił nas sługami Koranu zarówno w sferze zadowolenia Boga, jak i przez Bożą łaskę.
Wszelka chwała niech będzie Bogu Jedynemu, oto dar od mojego Pana.
[34]
O, Boże, ześlij Swoje błogosławieństwa na naszego mistrza Muhammada, niech będzie to zadowoleniem dla Ciebie i spełnieniem prawdy, którą on przyniósł, ześlij Swoje błogosławieństwa na niego, na jego rodzinę i towarzyszy, i obdarz ich pokojem. Amen.
(Owa tajemnica Bożej łaski została spisana w zaufaniu pewien czas temu i dodana do zakończenia Słowa Czternastego, jednakże wielu kopistów zapomniało o tej części tekstu i nie przepisało jej. Skoro owa odpowiedź pozostawała ukryta, oznacza to, że właściwe miejsce dla niej musi być właśnie tutaj).
Pytanie: Jak to możliwe, że w Słowach, które napisałeś, a które wywodzą się z Koranu, zawarte są moc i skuteczność, jakie rzadko można znaleźć w słowach komentatorów Koranu i tych, którzy mają wiedzę w temacie Boga? Czasami pojedynczy wers jest potężny jak cała strona, zaś jedna strona jest skuteczna niby cała księga!
Dobra odpowiedź: Ponieważ wszelki zaszczyt należy się nie mnie, lecz cudowności Koranu, mówię bez lęku, że najczęściej jest tak z następującego powodu:
Słowa, które zostały spisane, nie są przypuszczeniem, lecz zatwierdzeniem; nie są poddaniem się, lecz wiarą; nie są intuicyjną wiedzą, lecz zaświadczeniem; nie są naśladowaniem, lecz potwierdzeniem; nie są udziałem w czymś, lecz pojmowaniem; nie są sufizmem, lecz prawdą (ar. al-haqq);\nie są twierdzeniem, lecz zawartym w twierdzeniu dowodem. Wynikająca z tego mądrość jest następująca:
Niegdyś podstawy wiary były chronione, a poddanie się Bogu - silne. Nawet jeśli intuicyjnej wiedzy tych, którzy mieli wiedzę o Bogu, brakowało dowodu, to, co ukazywali, było przyjmowane jako wystarczające. Jednak w naszym czasie, jako że zbłądzenie wynikające z nauki wyciąga swe ręce po podstawy wiary i jej filary, Wszechmądry, Litościwy i Chwalebny, Który zesłał lekarstwo na każdą chorobę, w konsekwencji mojej bezsilności i słabości, mych pragnień i potrzeb, w Swym miłosierdziu obdarował moje pisma, które służą Koranowi, pojedynczym promieniem spośród porównań Szlachetnego Koranu, który jest najbardziej olśniewającym przejawem cudowności owej Księgi. Wszelka chwała niech będzie
Bogu za to, że odległe prawdy stały się bliższe dzięki teleskopowi tajemnicy owych porównań. Dzięki aspektowi jedności Bożej zawartemu w tej tajemnicy, prawdziwie różne kwestie zostały zebrane razem. Dzięki schodom tajemnicy porównań można z łatwością dotrzeć do najwyższych prawd. Dzięki oknu tajemnicy porównań pewność wiary w prawdy tego, co niewidzialne, a także w podstawowe zasady islamu, stała się bliska stopniowi pewności, jaki nadaje wiarygodne świadectwo. Rozum, podobnie jak wyobraźnia i przypuszczenie, jak dusza i jej kaprysy, został zmuszony do podporządkowania się owym prawdom, a nawet Szatan został zmuszony do tego, by poddać się i złożyć broń.
W skrócie: Wszelkie piękno i wszelka skuteczność, jakie można znaleźć w moich pismach, są jedynie błyskami koranicznych porównań. Do mnie należy jedynie żarliwa potrzeba i poszukiwanie, moja krańcowa bezsilność i moje błagania. Choroba należy do mnie, zaś lekarstwo należy do Koranu.
Zakończenie Kwestii Siódmej
(Ta część Kwestii Siódmej przepędza wszelkie wątpliwości - jakie powstały lub jakie miałyby powstać - dotyczące znaków ze świata tego, co niewidzialne, ukazujących się w kształcie wyżej omówionych ośmiu łask Bożych, a także opisuje kolejną łaskę Boga oraz jej wielką tajemnicę).
Zakończenie Kwestii Siódmej składa się z czterech Punktów [35].
Punkt Pierwszy
W Kwestii Siódmej Listu Dwudziestego Ósmego twierdziliśmy, że ujrzeliśmy znak ze świata tego, co niewidzialne, nazwany łaską ósmą, który dostrzegliśmy w siedmiu lub ośmiu powszechnych, niematerialnych Bożych łaskach, a także, iż spostrzegliśmy przejaw owego znaku w haftach znanych jako tałafuq. Twierdzimy, że owe powszechne łaski Boże, których jest siedem lub osiem, są tak potężne i tak pewne, że każda z nich sama udowadnia prawdziwość owych znaków ze świata tego, co niewidzialne. Jeśli nawet - załóżmy taką niemożliwość - niektóre z nich wyglądają na słabe, lub nawet jeśli im zaprzeczyć, nie przyniesie to uszczerbku pewności w temacie owego znaku ze świata tego, co niewidzialne. Człowiek, który nie jest w stanie zaprzeczyć łaskom Boga, nie jest w stanie również zaprzeczyć ich znakom. Ponieważ jednak ludzie różnią się stosownie do swego poziomu; ponieważ najliczniejszym jest poziom, na którym znajduje się cała rzesza ludzi, polegających przede wszystkim na tym, co widzą; jako że tałafuq nie są najpotężniejszymi, lecz najbardziej jawnymi spośród wszystkich Bożych łask - z pewnością inne są potężniejsze, lecz ta jest najbardziej powszechna - zostałem zmuszony do tego, by objaśnić prawdę poprzez przyrównanie ich do siebie nawzajem, z intencją rozwiania owych wątpliwości.
W temacie jawnych łask Boga powiedzieliśmy, że w traktatach, które spisaliśmy, ukazuje się tak wiele przykładów tałafuq, dotyczących słowa
"Koran" i frazy "Szlachetny Posłaniec Boga, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie", że nie pozostawiają one żadnej wątpliwości co do tego, iż owe słowa i frazy zostały rozmieszczone wedle zamierzonego porządku i w położeniach, które odpowiadają sobie nawzajem. Naszym dowodem na to, że wola i intencja nie należały do nas, jest fakt, iż staliśmy się świadomi tej sytuacji dopiero trzy lub cztery lata później, a to oznacza, że owa wola i intencja należą do świata tego co niewidzialne, jako dzieło Bożej łaski. Osobliwy układ tych słów i fraz został zesłany wyłącznie dla potwierdzenia cudowności Koranu i cudów Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), w formie zjawiska tałafuq dotyczącego tych słów. Prócz tego, że świętość owych słów jest pieczęcią zatwierdzającą cudowność Koranu i cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), olbrzymia większość podobnych fraz również przejawia zjawisko tałafuq, jednak widoczne tylko na jednej karcie, podczas gdy dwie frazy, o których mowa, ukazują się w ten sposób we wszystkich miejscach, w których występują w dwóch traktatach, jak również w większości miejsc, w których występują w pozostałych traktatach. Wielokrotnie mówiliśmy, że zasadniczo przykłady tałafuq można odnaleźć także w innych księgach, jednak nie w tak nadzwyczajnym stopniu, ukazującym wzniosłą wolę i intencję. Choć niemożliwością jest obalenie naszego twierdzenia, istnieją jeden lub dwa sposoby, na jakie owa cudowna zbieżność mogłaby się pojawić, gdyby patrzeć na nią powierzchownie.
Jeden z owych sposobów polega na tym, że ludzie mogą powiedzieć: "Owe wypadki tałafuq zaistniały w twoim umyśle i to ty spowodowałeś ich zaistnienie. Łatwo można by było dokonać tego świadomie". W odpowiedzi mówimy: W każdej kwestii dla potwierdzenia prawdy wystarczy świadectwo dwóch prawdomównych ludzi, jednak w tym przypadku można znaleźć stu prawdomównych świadków, którzy potwierdzą, że nasza wola i nasz zamiar nie odgrywały żadnej roli, a sami staliśmy się świadomi owych przykładów tałafuq dopiero trzy lub cztery lata po spisaniu traktatów. W związku z tym chcę powiedzieć, że ów cud Koranu, wynikający z jego cudowności, nie jest ani podobny jego cudownej elokwencji co do swego rodzaju, ani też nie jest jej równy, jako że elokwencja Koranu przekracza granice ludzkich możliwości. Jednak ten cud cudowności Koranu, który omawiamy, nie mógł zajść dzięki mocy człowieka, ponieważ człowiek ze swą ograniczoną mocą nie może wtrącać się do spraw tego rodzaju. Gdyby nawet to uczynił, efekt jego wysiłków byłby sztuczny i jedynie zepsułby ów cudowny układ słów.
Punkt Trzeci
Wskażemy na subtelną kwestię dotyczącą wszechwładzy Boga i Jego miłosierdzia, która wiąże się z tematem znaków ogólnych i szczególnych.
Pewien z moich braci powiedział coś bardzo dobrego, co pragnę uczynić tematem rozważań w tym miejscu. Pewnego dnia ukazałem mu jasny przykład tałafuq, a on powiedział, co następuje: "Oto rzecz, która jest dobra! Zaprawdę, wszystkie prawdy są dobre, lecz przykłady tałafuq w Słowach i sukces (jaki odniosły Traktaty Światła) są czymś jeszcze lepszym". "Tak", powiedziałem, "wszystko jest dobre albo co do swej rzeczywistości, albo samo w sobie, albo przez wzgląd na efekty, jakie przynosi, zaś owo dobro wskazuje na wszechwładzę Boga nad każdą rzeczą, na Jego wszechobejmujące miłosierdzie i na ich wszechobecne przejawy. Tak jak powiedziałeś, znak ze świata tego, co niewidzialne, jakim jest sukces (Traktatów), jest czymś jeszcze lepszym. Jest tak, ponieważ przybrał on kształt szczególnego przejawu miłosierdzia i wszechwładzy Boga".
Uczynimy tę kwestię łatwiejszą do zrozumienia poprzez następujące porównanie:
Poprzez swe panowanie i powszechne prawo król może obejmować swym królewskim miłosierdziem wszystkich ludzi z narodu, nad którym panuje. Każdy doznaje królewskich łask i bezpośrednio podlega władzy króla. Ta powszechna zależność między poddanymi a królem obejmuje wiele szczególnych zależności i powiązań.
Drugim aspektem władzy są dary i rozkazy króla, które mają naturę szczególną; władca jest tym, który ponad prawem zsyła ludziom swoje łaski i wydaje im rozkazy.
Podobnie jak w owym porównaniu, każda rzecz ma swój udział w podleganiu wszystkiego wszechwładzy i obejmującemu każdą rzecz miłosierdziu Tego, Którego istnienie jest konieczne, Wszechmądrego i Litościwego Stwórcy. On ma w Swej dyspozycji każdą rzecz poprzez Jego moc, wolę i wszechobejmującą wiedzę; On interweniuje nawet w najmniej istotnych kwestiach dotyczących każdej rzeczy; Jego wszechwładza obejmuje każdą rzecz. Każda rzecz potrzebuje Go pod każdym względem. Każde z dzieł wszelkich istot jest dokonywane
i zarządzane poprzez Jego wiedzę i mądrość. Natura ani nie jest w stanie ukryć się przed Nim w sferze Jego wszechwładzy, ani nie może oddziaływać na jakąkolwiek rzecz lub ingerować w to, co do Niego należy, ani też przypadek nie może wtrącać się do dzieł Jego mądrości lub zakłócić ustaloną przez Jego mądrość delikatnej równowagi. W dwudziestu miejscach Traktatów Światła obaliliśmy twierdzenia o mocy przypadku i natury za pomocą rozstrzygających dowodów, ścinając owe kłamstwa mieczem Koranu; ukazaliśmy, że ich wtrącanie się do jakichkolwiek spraw jest niemożliwością. Jednak ludzie niedbalstwa nazwali "przypadkiem" to, o czym nie mają żadnej wiedzy, kwestie, których mądrość i powód pozostają w sferze pozornych przyczyn, która również podlega wszechwładzy Boga nad każdą rzeczą. Nie byli w stanie dostrzec niektórych praw działania Boga, skrytych pod zasłoną natury, których mądrości i zamysłu nie pojęli, zatem szukali schronienia w naturze.
Kwestią drugą jest Boża wszechwładza nad tym, co poszczególne, Jego szczególne łaski i miłosierne wspomożenie, poprzez które Najpiękniejsze Imiona "Miłosierny" i "Litościwy" przychodzą z pomocą jednostkom niezdolnym do udźwignięcia presji nakładanej przez prawa natury ogólnej, wspierają je - każdą z osobna - i wybawiają je od owej przygniatającej presji. Zatem wszelkie istoty żywe, a zwłaszcza człowiek, w każdej chwili mogą szukać pomocy u Boga i otrzymywać wspomożenie.
Zatem szczególne łaski Bożej wszechwładzy nie mogą zostać ukryte przez ludzi niedbalstwa za zasłoną przypadku, ani też nie można przypisać ich naturze.
W konsekwencji tego, iż - jak uważamy i jak w to wierzymy - znaki ze świata tego, co niewidzialne, widoczne w traktatach Cudowność Koranu i Cuda Muhammada są szczególnymi znakami, jesteśmy pewnymi tego, że są one szczególną łaską Boga i Jego szczególnym wspomożeniem, jakie ukazują się wbrew zatwardziałym ludziom, którzy zaprzeczają prawdzie. Ogłosiliśmy je jedynie ze względu na Boga. Jeśli czyniąc tak, byliśmy w błędzie, oby Bóg nam wybaczył. Amen.
[36]
Moi bracia!
Podzielę się z wami myślą, która przyniesie korzyść wam samym, waszemu Nauczycielowi, waszym uczniom i przyjaciołom w lekcjach, a jest ona następująca:
Wszyscy pod pewnym względem jesteście moimi uczniami (co dalece przekracza moje rzeczywiste zasługi), pod pewnym względem jesteście moimi przyjaciółmi w nauce, a pod pewnym względem jesteście moimi pomocnikami.
Moi drodzy bracia, wasz Nauczyciel nie jest nieomylny. Takie założenie jest błędem. Spróchniała jabłoń w sadzie nie wyrządzi szkody całemu ogrodowi, a fałszywa moneta znaleziona w skarbcu nie obniży wartości owego skarbca. Zgodnie z tajemnicą, wedle której jeden dobry czyn przynosi dziesięciokrotną zasługę, a jeden grzech uważa się za jeden, sprawiedliwym jest ten człowiek, który - nawet jeśli widzi jeden grzech lub błąd - nie zanieczyszcza swego serca, potępiając owe błędy za cenę innych dobrych uczynków. Ponieważ zarówno uniwersalność, jak i szczegóły kwestii odnoszących się do prawdy są rodzajem udzielonego sercu natchnienia co do ich znaczeń, w większości są one jednoznaczne i pozbawione jakichkolwiek wątpliwości.
Wiedzcie, o moi bracia i przyjaciele w nauce!, że będę z was rad, jeśli swobodnie powiecie mi o moich błędach, kiedy je zauważycie. Zaprawdę, nawet gdybyście bili mnie po głowie, prosiłbym Boga, aby był z was zadowolony. Nie można brać pod uwagę względu na innych, jeśli chce się ocalić wzgląd na prawdę. Przez wzgląd na egoizm duszy i dla podtrzymania prawdy nie tylko nie będę sprzeciwiał się prawdzie, której jestem nieświadomy, lecz skwapliwie ją zaakceptuję.
Wiedzcie, że obowiązek wiary jest w tym czasie bardzo ważny i nie powinno składać się go na barki nieszczęśnika, który jest słaby jak ja, a jego myśli są rozproszone na wiele sposobów. Powinniście pomagać mu najlepiej jak potraficie.
Poprzez Jego doskonałe miłosierdzie i w związku z najbardziej wzniosłymi prawdami ostatnich dwóch lat Wszechmocny Bóg nagrodził nasze umysły i zadowolił nasz intelekt owocami, jakie przyjęły kształt subtelnych przykładów tałafuq [37]. Zsyłając owe owoce tałafuq, poprzez Swoje doskonałe miłosierdzie zwrócił naszą uwagę na doniosłą prawdę Koranu i uczynił owe owoce pokarmem i pożywieniem dla naszych dusz. Podobnie jak daktyle są one zarówno owocami, jak i pożywieniem [38], a prawda połączyła się z upiększeniem i cnotą.
Moi bracia, w tej epoce potrzebujemy tak wiele siły duchowej przeciwko zbłądzeniu i niedbalstwu! Niestety jeśli chodzi o moją osobę, to jestem bardzo słaby i jestem bankrutem. Nie posiadam nadzwyczajnej zdolności czynienia cudów, poprzez którą mógłbym udowodnić ową prawdę. Nie posiadam świętej zdolności dokładania starań, poprzez którą mógłbym przyciągnąć serca. Nie posiadam wzniosłego geniuszu, poprzez który mógłbym wywierać wpływ na umysły. Jestem żebrakiem i sługą na dworze Wszechmądrego Koranu. Niekiedy błagam o pomoc tajemnice Wszechmądrego Koranu, aby roztrzaskać upór owych zaciekłych ludzi zbłądzenia i uczynić ich uczciwymi. Dar Boży zawarty w tałafuq uważam za cud Koranu, zatem mocno trzymam się go obiema rękami. Zaiste, Znaki cudowności (Iszarat al-I'dżaz) i Traktat o Zmartwychwstaniu, które są kroplami Koranu, uważam za rozstrzygający znak. Czy istnieją inne przykłady tałafuq, czy też nie, dla mnie są one cudem Koranu.
Mój drogi, wierny, ciężko pracujący bracie!
Wszystkie obowiązki w służbie Koranu, jakie wykonujesz, są święte. Niechaj Wszechmocny Bóg ześle ci sukces, niechaj sprawi, byś nie tracił ducha, niech zwiększy twój entuzjazm. Podzielę się z tobą pewną zasadą dotyczącą braterstwa. Powinieneś poważnie zastanowić się nad ową zasadą.
Życie jest efektem jedności i zjednoczenia. Kiedy owa harmonijna jedność zniknie, zniknie również życie duchowe. Jak wskazują na to słowa:
[39]
kiedy porzucamy wzajemną współpracę, wspólnota traci swój urok.
Wiedz, że jeśli trzy litery alif zapiszemy osobno, będą one miały wartość trzech, lecz kiedy zapiszemy je wedle zasady współdziałania liczb, zyskają wartość stu jedenastu. W ten sam sposób jeśli trzej lub czterej uczniowie prawdy, tacy jak ty, działają niezależnie od siebie, nie dzieląc się swymi obowiązkami, ich siła będzie równa sile trzech lub czterech ludzi. Jeśli jednak z prawdziwym braterstwem i wzajemną współpracą, która pozwala być dumnym z cnót innych
ludzi, działają oni zgodniez tajemnicą empatii (tur. tefani), będąc swoimi bliźnimi, ci czterej ludzie zyskają siłę czterystu cnotliwych. Jesteś maszynistą elektrowni, która rozświetli nie tylko wielką Ispartę, lecz cały ten naród. Tryby maszyny muszą wspierać siebie nawzajem i być zadowolonymi z tego, że rośnie siła każdego z nich, nie mówiąc już o byciu zazdrosnymi. Jeśli założymy, że tryb ma świadomość, byłby on zadowolony ze spotkania z silniejszym trybem, ponieważ zmniejszyłoby to ciężar jego obowiązku. Ludzie podejmujący się służby prawdzie, Koranowi i wierze, która jest wzniosłym skarbem, powinni czuć dumę, być wdzięcznymi Bogu i składać Mu podziękowania.
Strzeż się, by nigdy nie otwierać drzwi prowadzących do wzajemnej krytyki! Poza kręgiem twych braci pozostaje wielu ludzi, których możesz krytykować. Jak jestem dumny z twych wybitnych przymiotów - a im bardziej sam jestem ich pozbawiony, tym bardziej jestem rad, kiedy widzę, że ty je posiadasz, aż uważam je za własne - tak ty również powinieneś spoglądać na innych z punktu widzenia twego Nauczyciela. Powinno być tak, jakby każdy z was był heroldem cnót każdego innego brata.
Mój umiłowany, drogi Mistrzu!
Każde z twoich Słów (to jest, z twoich traktatów) jest wspaniałym lekarstwem. Czerpię wspaniały blask z twoich Słów do tego stopnia, że kiedy je czytam, pragnę przeczytać je jeszcze raz. Nie jestem w stanie opisać niebiańskiej przyjemności, którą odczuwam, czytając je ponownie. Jeśli dziś ludzie rozumnie przeczytają nawet tylko jedno - jeśli nie wszystkie - z twoich Słów, żywię wielką nadzieję, że będą musieli przyznać rację prawdzie; że jeśli są zaprzańcami (niewiernymi), porzucą tę drogę, a jeśli są grzesznikami, dokonają skruchy.
List do lekarza, który, głęboko tęskniąc do Traktatów Światła, w rezultacie ich studiowania osiągnął przebudzenie
Pozdrawiam cię, o szczęsny doktorze, który jesteś w stanie zdiagnozować własną chorobę, mój szczery i drogi przyjacielu!
Przebudzenie twej duszy wyrażone w twoim żarliwym liście zasługuje na pochwałę. Wiedz, że najbardziej wartościowymi spośród istniejących bytów są istoty żywe, najbardziej wartościowym spośród obowiązków jest służba życiu, a najbardziej wartościowe spośród owej służby jest działanie na rzecz przekształcenia przemijającego życia w życie wieczne. Całe wartość i znaczenie owego życia (doczesnego - uz. red. pol.) tkwią w postrzeganiu go jako ziarna, początku i źródła życia wiecznego. Prócz tego spoglądanie jedynie na ten krótkotrwały i przemijający świat w sposób, jaki może zatruć i zrujnować życie ostateczne, jest szaleństwem podobnym przedkładaniu trwającego chwilę światła błyskawicy nad wieczne słońce. Z punktu widzenia prawdy można rzec, że tymi, którzy są chorzy bardziej od innych, są niedbali lekarze -materialiści. Gdyby zastosowali podobne odtrutkom lekarstwa wiary ze świętej apteki Koranu, uleczyliby zarówno własne choroby, jak i rany ludzkości. In sza'a-llah, jak twoje przebudzenie uleczy twoje rany, tak sprawi, że ty sam staniesz się lekarstwem na choroby, z powodu których cierpią inni doktorzy.
Ponadto wiedz, że duchowe pocieszenie przyniesie bezradnemu pacjentowi, który stracił nadzieję, ulgę większą od tej, jaką da mu tysiąc lekarstw, podczas gdy lekarz, który zatonął w bagnie natury, jedynie uczyni gęstszym mrok śmiertelnej rozpaczy, jaką cierpi ów bezradny pacjent. In sza'a-llah, twoje duchowe przebudzenie sprawi, że staniesz się oświeconym lekarzem, który będzie służył pocieszeniu owych bezradnych.
Jak wiesz, życie jest krótkie, a zasadniczych obowiązków jest wiele. Jeśli przejrzysz zawartość swej głowy, jak wiele znajdziesz pośród swej wiedzy rzeczy pozbawionych życia, podobnych stercie drewna, które są niepotrzebne, nie przynoszą żadnej korzyści i nie mają żadnego znaczenia! Mówię tak, ponieważ sam tak uczyniłem i znalazłem wiele rzeczy niepotrzebnych. Koniecznym zatem jest znalezienie pocieszenia, aby owa wiedza naukowa i owe filozoficzne informacje stały się korzystnymi, aby wypełnić je światłem i tchnąć w nie ducha. Powinieneś również prosić Wszechmocnego Boga o przebudzenie, aby uczynił on twoje myśli pracującymi na rzecz Wszechmądrego, Któremu należy się chwała
(Al-Hakim Zu'l-Dżalal), podkładając ogień pod owe drwa i czyniąc je światłem. Wówczas twoja niepotrzebna wiedza naukowa będzie mogła być rozpatrywana jako bezcenna wiedza o Bogu.
O, mój inteligentny przyjacielu, moje serce tęskniło do tego, aby ukazali się ludzie spośród ludzi nauki, którzy w poziomie swej tęsknoty byliby podobni do Hulusi-beja, jeśli chodzi o ich potrzebę światła wiary i tajemnic Koranu. Co więcej, jako że Słowa (tj. Traktaty Światła - uz. red. tur.) mogą rozmawiać z twoim sumieniem, rozważ każde Słowo nie tak, jakby pochodziło od mojej osoby, lecz tak, jakby było listem skierowanym do ciebie przez herolda Koranu, jako receptę pochodzącą ze świętej apteki Koranu. Otwórz poprzez nie krąg rozmowy prowadzonej w obecności tego, co niewidzialne (ar. ghajb).
Pisz do mnie, kiedy tylko zechcesz, i nie obrażaj się, jeśli nie odpiszę, ponieważ od długiego czasu napisałem bardzo niewiele listów. Zaprawdę, przez trzy lata napisałem tylko jeden list do mojego brata w odpowiedzi na wiele listów napisanych przez niego.
Fragment napisany przez Hafiza Halida, który jest hafizem [40] o czystym sercu i szczerej intencji, a także dociekliwym hodżą, który oddał wielkie usługi przy redagowaniu Traktatów Światła
Oto dzielę się jednym z tysiąca moich uczuć dotyczących Saida Nursiego, autora Traktatów Światła, Bediuzzamana, rzadkiego klejnotu świata, sługi Koranu. Mój Nauczyciel ukazuje w sobie samym Najpiękniejsze Imię Boga "Światło" (Nur). W odniesieniu do jego osoby w owym Imieniu przejawia się święte Najwspanialsze Imię Boga (Ismi A'zam). Jego rodzinna wioska nazywa się Nurs; imię jego matki to Nuriye; jego nauczyciel z tariqi Qadirijja to Nur ad-Din; jego nauczyciel z tariqi Naqszbandijja to Sajjid Nur Mehmed; jego nauczyciel Koranu to Hafiz Nuri; jego szczególnym przewodnikiem w służbie Koranowi jest Zu'n-Nurajn [41]. Nadzwyczaj głębokie znaczenie ma fakt, że jego serce rozświetla werset światła [42], a światło (w Traktatach Światła - uz. red. pol.) służy jako przykład służący objaśnieniu złożonych kwestii. Co
więcej, zbiór jego traktatów został nazwany Traktatami Światła, co potw٦ٕ١dza fakt, że w odniesieniu do jego osoby Najwspanialszym Imieniem Boga jest Imię "Światło". Liczba owych zdumiewających pism zwanych Traktatami Światła, a niektóre z nich spisane są w języku arabskim, osiągnęła sto dziewiętnaście. Każdy traktat jest wyjątkowy, jeśli chodzi o omawianą kwestię. Jego traktat mówiący o Zmartwychwstaniu znany jako Słowo Dziesiąte prócz tego, że jest wielce wzniosłym dziełem, jest również nadzwyczaj cudowny i wszechstronny. Poprzez silne i rozstrzygające logiczne świadectwa udowodnił on temat Zmartwychwstania i życia ostatecznego, który uczeni uważali za będący jedynie kwestią przekazu [43]. Wielu ludzi dzięki owemu traktatowi ocaliło swoją wiarę.
Mogę rzec, że zgodnie z tajemnicą wersetu:
[44]
Traktaty Światła są księżycowym światłem wiedzy, w wyniku czego zgodnie ze znanym twierdzeniem astronomii zyskały blask Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, która jest słońcem prawdy. Ponadto mogę powiedzieć, że mój Nauczyciel stał się niczym księżyc słońca Koranu i skorzystał ze światła Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), który jest lśniącym słońcem proroctwa, i ukazał ów fakt w formie Traktatów Światła.
Mój Nauczyciel ukazuje stan dalece przekraczający to, co można dostrzec w jego wysławianiu się, a to poprzez wyjątkowe przymioty, które rzadko można znaleźć u innych ludzi. Jeśli spojrzeć na jego pozorny stan, wygląda on, jakby nie był zaznajomiony z podstawami prawa muzułmańskiego (ar. fiqh), lecz w jednej chwili ukazałby on swą wielką głębię. Będzie on mówił jedynie o tym, co zostało mu dozwolone, stosownie do stopnia, w jakim skorzystał z nauki Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Jeśli chodzi o czas, w którym nie odniósł jeszcze owych korzyści, okaże pokorę, będąc podobnym księżycowi w nowiu, i powie: "Nie posiadam żadnego światła i nie mam żadnej wartości".
Ta całkowita pokora, którą praktykuje zgodnie z hadisem:
Bóg Jedyny wywyższa tego, kto jest pokorny lub okazuje pokorę [45], jest jego cechą charakterystyczną. W konsekwencji owej cechy charakteru, gdyby niektórzy spośród jego uczniów, takich jak my, sprzeciwiliby mu się w niektórych kwestiach
wiedzy, poszukiwałby dowodów ich twierdzeń w kwestiach wiary, a jeśli okazałyby się one prawdziwe, powiedziałby: «Ma sza'allah [46], pojęliście owe kwestie lepiej ode mnie. Niech Bóg będzie z was rad!» Przez cały czas przedkładałby prawdę i rzeczywistość ponad dumę i ego własnej duszy (ar. nafs). Zaprawdę, kiedy wysunąłbym swoje argumenty w pewnych kwestiach, przyjąłby je w bardzo uprzejmy i miły sposób. Gdybym był w błędzie, ostrzegłby mnie bardzo łagodnie, nie obrażając mnie, a gdyby to, co powiedziałem, było słuszne, wyraziłby swoje zadowolenie.
Na polu nauki mądrości i prawdy, to jest z punktu widzenia nauki o mądrości prawa szariatu i islamu, mój Nauczyciel jest fenomenem. Zgłębił również ludzką filozofię - zaprawdę, mogę powiedzieć, że w owej nauce prześcignął Arystotelesa i Awicennę. Trzynaście lat temu, kiedy był członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, otworzył traktat Futuh al-Ghajb na losowo wybranej stronie, aby otrzymać przewodnictwo od niebiańskiego Qutb A'zam [47], 'Abd Al-Qadira Gajlaniego (oby Bóg się nad nim zmiłował), który był lampą światła, a za zezwoleniem Boga już od dzieciństwa Nauczyciela był jego wybawcą, pomocnikiem i strażnikiem. Natrafił wówczas na następującą frazę:
Jesteś w Dar al-Hikma, zatem znajdź lekarza, który uleczy twoje serce.
Ów fragment w głęboki sposób posłużył przemianie starego Saida w nowego Saida. W czasach starego Saida Nauczyciel udzielił subtelnych odpowiedzi na dotyczące religii pytania postawione przez Brytyjczyków, zmuszając ich do milczenia, a na polu nauki logiki ukazało się jego fenomenalne dzieło Ta'liqat, które przewyższa prace Awicenny. Ukazując złożoność nauki logiki poprzez dochodzenie do uniwersalnych zasad na podstawie szerokiego zakresu argumentów, Nauczyciel wykazał, że znajduje się na poziomie pojmowania, jakiego nigdy nie osiągnął żaden uczony. Czytając jeden z jego traktatów zatytułowany Sunuhat uświadomiłem sobie, że Bediuzzaman w królestwie znaczeń ujrzał Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), który go nauczał, a w rezultacie owej lekcji Nauczyciel napisał fenomenalne dzieło zatytułowane Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz).
Pewnego dnia powiedział mi: "Gdyby nie powstrzymały mnie wybuch wojny światowej oraz jej konsekwencje, Znaki cudowności
zostałyby spisane w sześćdziesięciu tomach. In sza'a-llah, w przyszłości Traktaty Światła zajmą miejsce owego planowanego dzieła".
Podczas mojej trwającej siedem do ośmiu lat przyjaźni z Nauczycielem poczyniłem wiele obserwacji, niemniej jednak z powodu prawdy słów:
kropla wody opisuje morze, kroplę, jaką jest ten fragment, uważam za wystarczającą, ponieważ wskazuje ona na wielki ocean. Ponieważ zbliżał się czas wyjazdu od mojego Nauczyciela, pisałem owe słowa w pośpiechu. Zgodnie z tajemnicą wersetu:
[48]
mam nadzieję, że Nauczyciel skorzysta z prawa włączenia mnie jako swego przyjaciela do jego rozmyślań i suplikacji (ar. du'a).
@
@
CZĘŚĆ TRZECIA
Zdawszy sobie sprawę ze stałego wzrastania Traktatów Światła oraz z odradzania się wiary i islamu, potajemni wrogowie religii, wprowadzając w błąd rząd, wytoczyli Bediuzzamanowi proces, wykorzystując oskarżenia i sfabrykowane zarzuty, wedle których "Bediuzzaman zakłada tajne stowarzyszenie, sprzeciwia się ustrojowi i chce wywrócić jego fundamenty". W roku 1935 Bediuzzaman został wezwany przed Sąd Karny w Eskisehir, który otrzymał jasne instrukcje, by skazać go jeśli nie na śmierć na szubienicy, to na dożywocie.
Następnie do Isparty na czele uzbrojonego oddziału kawalerii przybyli minister spraw wewnętrznych i naczelny dowódca policji. Żołnierze kawalerii utworzyli kordon wzdłuż trasy z Isparty do Afyon. W prowincji Isparta i na przyległych terenach rozmieszczono oddziały wojska. We wczesnych godzinach poranka niewinnego i niesłusznie oskarżonego Bediuzzamana zabrano z domu, skuto i wraz z jego uczniami wysłano ciężarówkami do Eskisehir. W drodze dowódca oddziału kawalerii, Ruhi--bej, zaczął odczuwać bliskie powinowactwo z Bediuzzamanem i jego uczniami. Zdjął im kajdany, co zapewniło, że w drodze nie opuszczą oni żadnej modlitwy. Dostrzegając prawdę i zdając sobie sprawę z niewinności Bediuzzamana, dowódca oddziału zaprzyjaźnił się z Bediuzzamanem i jego uczniami.
Bediuzzaman wraz ze stu dwudziestoma spośród jego uczniów został zabrany do więzienia w Eskisehir. Natychmiast umieszczono go w pojedynczej celi, w całkowitym osamotnieniu, a następnie jego samego oraz jego uczniów poddano straszliwym torturom. Mimo wszystkich męczarni i cierpień, jakie zniósł w tym miejscu, Bediuzzaman Said Nursi napisał tam Błysk Trzydziesty oraz Promienie Pierwszy i Drugi. Po jego przybyciu do więzienia wielu więźniów zmieniło się na lepsze, a doskonaląc się, więźniowie bardzo szybko zaczęli ukazywać stan prawości.
W prowincji Isparta potajemni ateiści podsycali terror i zaszczepiali ludziom strach, szerząc propagandę, wedle której Bediuzzaman i jego
uczniowie mieli zostać powieszeni .
Zaiste, rezultatem owej tyranii było zniszczenie tyrana w taki sposób, że obecnie ci, którzy knuli owe spiski, zostali skazani na wieczną karę śmierci i spadli na najniższy z niskich poziomów Piekła. Zostali oni całkowicie pokonani, a z ich chwały zeszło powietrze; cierpią oni męki dalece przekraczające męczarnie Piekła i wiodą życie godne pogardy.
Co się tyczy Bediuzzamana, który był wojownikiem i bohaterskim sługą wiary (ar. iman) i islamu, żył dalej z godnością islamu i mądrością wiary. Kontynuował swą służbę Koranowi i wierze, budząc muzułmański naród turecki i świat islamu, a poprzez swoje muzułmańskie zwycięstwa ukazując im duchowe święta.
Z drugiej strony, w rezultacie uwięzienia Bediuzzamana przywódca rządu w owym czasie despotyzmu i prześladowań postanowił odwiedzić prowincje wschodnie, obawiając się możliwego wybuchu powstania.
W całym swoim życiu Bediuzzaman uczynił swą zasadą działanie pozytywne, mówiąc: "Setki ludzi nie mogą doznać szkody z powodu błędów jednej czy dwóch jednostek". Z tego powodu, choć cierpiał, będąc poddanym tak okrutnym prześladowaniom, nigdy nie posunął się do odwetu. Bediuzzaman przez cały czas doradzał swoim uczniom, by praktykowali cierpliwość i wytrwałość, a także by działali jedynie przez wzgląd na wiarę i islam. Wkrótce wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że pewne bezpodstawne podejrzenia były umyślnym działaniem ateizmu.
W 1935 roku Bediuzzaman wraz ze stu dwudziestoma uczniami został zabrany do Sądu Karnego w Eskisehir. Traktaty i listy, które znaleziono w czasie rewizji i nalotów i które zostały skonfiskowane, nie dostarczyły żadnych świadectw sugerujących popełnienie przestępstwa. Ostatecznie w wyniku stronniczego głosowania Said Nursi został niesłusznie skazany na jedenaście miesięcy więzienia, a piętnastu z jego uczniów otrzymało wyroki sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Pozostałych stu piętnastu uniewinniono. Na wypadek, gdyby twierdzenia wysuwane przeciwko Saidowi Nursiemu okazały się prawdziwe, a jemu samemu udowodniono winę, opracowano już plany stracenia go i skazania jego uczniów na długoletnie więzienie.
Bediuzzaman wyraził swój sprzeciw wobec tego orzeczenia, argumentując, że taki wyrok byłby odpowiedni dla kogoś, kto uciekł z kochanką, lub dla koniokrada. Żarliwie domagał się tego, by został albo uniewinniony, albo stracony, albo skazany na sto jeden lat więzienia.
W tym miejscu chcielibyśmy podzielić się z Czytelnikami pewnym niezwykłym wydarzeniem:
Kiedy Bediuzzaman był zamknięty w więzieniu, główny prokurator Eskisehir zdumiał się, widząc Nauczyciela przechadzającego się
swobodnie po targowisku. W całkowitym zadziwieniu i szoku zadzwonił do naczelnika więzienia i ostrzegł go, że ten straci pracę.
-Dopiero co widziałem Bediuzzamana na targu! Dlaczego wypuściliście go z więzienia?
-Nie, proszę pana, Bediuzzaman jest w swojej celi - odpowiedział naczelnik. - Zaprawdę, jest on przetrzymywany w pojedynczej celi. Jeśli pan sobie życzy, może pan tu przyjść i sam zobaczyć.
Kiedy to sprawdzono, w niewyjaśniony sposób zastano Bediuzzamana w jego celi. Ta historia stała się znana w całym sądownictwie, a zdumieni sędziowie wołali jeden do drugiego: "Nie mamy pojęcia, jak to rozumieć!" .
Inne bardzo podobne zdarzenie miało miejsce w więzieniu w Denizli. Dwa lub trzy razy ludzie widzieli Nauczyciela w różnych meczetach na porannej modlitwie. Po usłyszeniu o tym prokurator zakipiał gniewem i zadzwonił do naczelnika więzienia, mówiąc: "Uwolnił pan Bediuzzamana, aby mógł udać się do meczetu na poranną modlitwę". Po przeprowadzeniu dochodzenia zostało dowiedzione, że Nauczyciel nigdy nie został zwolniony z więzienia.
Przy innej okazji, w pewien piątek w więzieniu Eskisehir, naczelnik więzienia i jego zastępca usłyszeli, że ktoś ich woła. Naczelnik ujrzał, że był to przebywający w swej celi Bediuzzaman, który powiedział: "Muszę być dzisiaj w Meczecie Ak". Naczelnik odpowiedział kpiąco: "Tak jest, wasza wielmożność" i odszedł do swego pokoju, myśląc: "Zdaje się, że ów hodża zapomniał, iż jest zamknięty w więzieniu". W południe przeszedł się do celi Saida Nursiego, zamierzając przeprosić za swoje kpiny i wyjaśnić, że Bediuzzamanowi nie jest dozwolone, by udał się on do Meczetu Ak. Zajrzał do celi i ujrzał, że Bediuzzamana tam nie ma! Natychmiast wezwał uzbrojonych strażników i powiedział: "Said Nursi był tu zamknięty przez cały czas, a drzwi wciąż są zamknięte!" Pamiętając o prośbie Bediuzzamana, naczelnik popędził do meczetu, gdzie zobaczył, że Bediuzzaman modli się w meczecie, stojąc po prawej stronie w pierwszym rzędzie. Kiedy modlitwa dobiegła końca, naczelnik uświadomił sobie, że Bediuzzamana nie ma już na tamtym miejscu. Pobiegł z powrotem do więzienia i w całkowitym zadziwieniu znalazł tam Bediuzzamana, mówiącego "Allahu Akbar" i wykonującego w modlitwie pokłon do ziemi. (Relację o owym wydarzeniu przekazał osobiście ówczesny naczelnik więzienia).
WYBÓR MÓW OBROŃCZYCH BEDIUZZAMANA
W sądzie w Eskisehir stwierdzono, że Bediuzzaman Said Nursi nie był zaangażowany w jakiegokolwiek rodzaju działalność polityczną, a faktycznie został oskarżony z powodu komentarza do pewnego wersetu koranicznego. W żadnym sądzie na świecie nie było nigdy wcześniej takiego przypadku, żeby interpretator - ar. mufassir - został ukarany z powodu dokonania interpretacji. Z całą pewnością stanowiło to błąd w rozumieniu prawa.
Panowie sędziowie, do was mówię! Aresztowano mnie, oskarżając o cztery lub pięć kwestii.
Kwestia Pierwsza: Przedstawiono nas tak, jakbyśmy zamierzali podjąć działania, które mogą zagrozić bezpieczeństwu publicznemu poprzez planowanie reakcji politycznej i wykorzystywanie religii jako narzędzia.
Odpowiedź: Po pierwsze, możliwość to jedno, a rzeczywistość to coś zupełnie innego. Jest możliwym, by każdy człowiek miał dopuścić się wielu morderstw. Czyż owe możliwości popełnienia morderstw mogłyby kiedykolwiek stać się podstawami dla wysunięcia oskarżenia? Jest możliwym, by każda zapałka miała spalić dom. Czyż jest słusznym zniszczenie wszystkich zapałek z powodu możliwości takiego pożaru?
Po drugie: Niech Bóg uchroni!, niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! Nauki wiary, którymi się zajmujemy, nie mogą być narzędziem czegokolwiek innego prócz zadowolenia Boga. Tak, jak słońce nie krąży wokół księżyca ani nie jest od niego zależne, tak wiara (ar. iman), ów świetlisty i święty klucz do wiecznej szczęśliwości i słońce życia ostatecznego, nie może krążyć wokół życia społecznego ani być wykorzystywaną jako jego narzędzie. Zaiste, nie ma uniwersalnej kwestii,
która byłaby bardziej znaczącą niż tajemnica wiary, będąca zagadką stworzenia tego kosmosu i najwspanialszą kwestią wszechświata; nie ma takiej kwestii, której narzędziem mogłaby stać się tajemnica wiary.
Panowie sędziowie! Gdyby owe męczarnie i uwięzienie mojej osoby odnosiły się jedynie do mojego osobistego i doczesnego życia, bądźcie pewni, że zachowałbym milczenie, jak zachowywałem je przez ostatnie dziesięć lat. Jednak jako że aresztowanie mnie odnosi się do życia wiecznego tak wielu ludzi i do Traktatów Światła, które są tafsirem odsłaniającym wielki talizman wszechświata, zatem nawet gdybym miał sto głów, a każdego dnia byłaby ścinana jedna z nich, nie wyrzekłbym się owej potężnej tajemnicy. Nawet jeśli zostanę wybawiony z waszej niewoli, z pewnością nie mogę umknąć szponom wyznaczonej godziny śmierci. Jestem już stary i stoję u drzwi grobu. Jest oczywistym, że Traktaty Światła (będąc interpretatorem Koranu) ukazują wspaniałe odkrycie Wszechmądrego Koranu, który jest odkrywcą owego wielkiego talizmanu wszechświata. Spośród setek kwestii owego talizmanu spójrzcie jedynie na to, jak Traktaty Światła rozwiązują tajemnicę wiary związaną z wyznaczoną godziną śmierci i z grobem, do którego każdy z pewnością zstąpi.
Czyż człowiek, który wierzy w wyznaczoną godzinę śmierci, może uważać wielkie sprawy polityki tego świata za na tyle ważniejsze, by uczynił ową tajemnicę narzędziem tych spraw doczesnych? Jako że godzina śmierci jest nieznana, a śmierć może przybyć w każdej chwili, by ściąć głowę człowiekowi, wyznaczona godzina śmierci jest albo wieczną egzekucją, albo też otrzymaniem dokumentów zezwalających na wysłanie człowieka do świata daleko piękniejszego niż ten świat. Drzwi grobu, które nigdy się nie zamykają, są albo drzwiami otwierającymi się na jamę nicości i wiecznego mroku, albo drzwiami do świata bardziej świetlistego i bardziej trwałego niż ten świat.
Oto, jak dzięki świętemu blaskowi Koranu Traktaty Światła ukazują z pewnością równą tej, z jaką dwa plus dwa daje cztery, że istnieje rozwiązanie umożliwiające przekształcenie wyznaczonej godziny śmierci z wiecznej egzekucji w dokument uwalniający od obowiązków, a także uczynienie jej narzędziem przekształcenia grobu z jamy nieskończonej nicości w drzwi wiodące do wspaniale upiększonych ogrodów. Nawet gdyby należały do mnie całe bogactwo i władza tego świata, bez wahania poświęciłbym je dla znalezienia owego rozwiązania. Zaiste, poświęciłby je każdy, kto tylko jest prawdziwie inteligentny (...).
Szanowni panowie! Jakiego rodzaju umysł postrzegałby Traktaty Światła, które odsłoniły prawdę i są objaśnieniem setek takich kwestii
wiary, tak, jakby były one szkodliwymi dokumentami, jakby były one - niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! - zjadliwymi księgami, będącymi narzędziem prądów politycznych? Jakiegoż rodzaju uczciwość i jakiego rodzaju prawo mogłyby na to zezwolić? Czyż myślicie, że przyszłe pokolenia, ludzie prawdziwej przyszłości życia ostatecznego i Wszechmądry, Któremu należy się chwała (Al-Hakim Zu'l-Dżalal) nie pociągną do rozliczenia tych, którzy to spowodowali? Ponadto jeśli chodzi o obowiązek sprawowania rządów, to od tych, którzy rządzą pobożnymi ze swej natury ludźmi tego świętego narodu, wymaga się, aby sprzyjali pobożności i do niej zachęcali. Jako że świecka Republika wedle jej własnych zasad pozostaje bezstronna, a wedle tych samych zasad nie wtrąca się do spraw ateistów, zatem z pewnością jest również koniecznym, aby nie ingerowała także w sprawy ludzi pobożnych.
Po trzecie: Dwanaście lat temu, doceniając mą walkę przeciwko Brytyjczykom, podjętą poprzez moją księgę zatytułowaną Sześć Kroków (tur. Hutuvat-i Sitte), przywódcy rządu zaprosili mnie do Ankary. Udałem się tam i zobaczyłem, że ich poglądy nie pasują do mego starzejącego się usposobienia.
-Pracuj wraz z nami - zaproponowali mi.
-Nowy Said chce pracować na rzecz życia ostatecznego - odpowiedziałem im. - Nie może on pracować wraz z wami, lecz nie będzie również wtrącał się do waszych spraw.
Zaiste, nie wtrącałem się do ich spraw i nie miałem żadnego udziału w działaniach tych, którzy się wtrącali, ponieważ geniusz wojskowy [1], który mógłby zostać wykorzystany dla podtrzymania tradycji tego muzułmańskiego narodu, na nieszczęście został wykorzystany jako narzędzie i zwrócił się przeciwko tradycji islamu. Tak, pojąłem geniusz przywódców z Ankary, a szczególnie prezydenta, i powiedziałem: "Nie jest dozwolonym wzbudzanie podejrzeń owego geniuszu i zwracanie go przeciwko muzułmańskim tradycjom". Z tego powodu z całych moich sił wycofałem się z tego świata i nie wtrącałem się do jego spraw. Wycofałem się z polityki na trzynaście lat. Zaprawdę, z wyjątkiem jednego lub dwóch spośród ostatnich dwudziestu świąt spędziłem ten czas w odosobnieniu w mym pokoju, jakbym był więźniem, aby nikt nie przypuszczał, że wtrącam się do spraw polityki.
Fakty, które dowodzą tego, iż nigdy nie wtrącałem się do spraw rządu ani nie pragnąłem mieszać się do nich, są następujące:
Dowód pierwszy: Moi przyjaciele, którzy mnie znają, zarówno ci z wioski Barla, w której mieszkałem przez dziewięć lat, jak i z Isparty,
w której żyłem przez dziewięć miesięcy, bardzo dobrze wiedzą, że przez trzynaście lat nie przeczytałem nawet jednej z gazet, będących rzecznikami polityki. Jedynie wtedy, gdy przebywałem w areszcie w Isparcie, niechętnie wysłuchałem artykułu atakującego uczniów Światła, który został napisany przez pewnego dziennikarza w stylu ukazującym ateizm.
Dowód drugi: Byłem przetrzymywany w prowincji Isparta przez dziewięć lat. Faktem jest, że wśród wszystkich wstrząsów tego świata nie można znaleźć nawet najmniejszego znaku lub najbardziej delikatnej wskazówki, które sugerowałyby mój zamiar ingerowania w sprawy polityki.
Dowód trzeci: Bez jakiegokolwiek ostrzeżenia dokonano nagłego nalotu na moje mieszkanie i skrupulatnie je przeszukano. Skonfiskowano moje najbardziej osobiste listy i księgi z dziesięciu lat. Faktem jest, że urząd gubernatora i departament policji otwarcie przyznały, że w moich księgach nie znaleziono żadnej kwestii odnoszącej się do jakiegokolwiek ingerowania w politykę rządu. Gdyby istniał taki zamiar, to czyż jest możliwym, by człowiek taki jak ja, niesłusznie skazany na wygnanie, poddany torturom, uciskowi, nadzorowi i bezlitosnym prześladowaniom, nie ujawnił go w swych najbardziej poufnych dokumentach nie z dziesięciu lat, lecz z choćby dziesięciu miesięcy; by nie znaleziono przynajmniej dziesięciu kwestii, którymi wymachiwałby on przed twarzami tyranów?
Gdyby zostało powiedziane: "Jednak ponad dwadzieścia razy zostałeś przyłapany na tym, że wysyłasz listy", odpowiedziałbym: "Te listy zostały spisane przez ostatnich kilka lat. Czyż jest przesadnym wysłanie do dziesięciu przyjaciół w ciągu dziesięciu lat dziesięciu, dwudziestu czy nawet stu listów? Jako że istnieje wolność korespondencji, a zawartość owych listów nie dotyczyła spraw waszego świata, nawet gdyby był to tysiąc listów, ich wysłanie wciąż nie stanowiłoby przestępstwa".
Dowód czwarty: We wszystkich moich księgach możecie ujrzeć to, co sami pojęliście - że nie mają one nic wspólnego z polityką. Ze wszystkich sił zwrócone są one ku wierze, Koranowi i życiu ostatecznemu. Jedynie w dwóch lub trzech traktatach stary Said przerwał milczenie, będąc zagniewanym z powodu bezlitosnych męczarni, jakie zadawali mu niektórzy urzędnicy. Będąc jednak dalekimi od brania za swój cel rządu, owe traktaty były skierowane do tych urzędników, którzy nadużywali swego stanowiska. Po tym, jak został poddany tak wielu niesprawiedliwościom,
Said wybrałby raczej wyrażenie swych skarg na piśmie, niemniej jednak nigdy nie zezwoliłem na opublikowanie owego jednego czy dwóch traktatów, oznaczając je jako poufne. Były one ograniczone jedynie do moich wybranych przyjaciół. Rząd spogląda na to, co ma w rękach, i powinien zwrócić uwagę jedynie na to, co jest widoczne, zaś nie ma prawa zaglądać do serca ani do spraw prywatnych i osobistych, jako że każdy w swym sercu i we własnym domu może czynić, co mu się podoba, również krytykować rządzących i wyrażać dezaprobatę wobec nich.
Na przykład siedem lat temu - zanim zostało wprowadzone nowe wezwanie do modlitwy (tj. azan wykonywany po turecku - uz. red. tur.) - został spisany krótki traktat w odpowiedzi dla pewnych urzędników, którzy starali się ingerować w sprawy mego nakrycia głowy i w moje osobiste akty czci, wykonywane wedle szkoły Imama Szafi'iego. Później, po tym, jak zostało wprowadzone nowe wezwanie do modlitwy, uznałem ów traktat za poufny i zabroniłem rozpowszechniania go.
Na przykład kiedy byłem członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, spisałem odpowiedź na twierdzenia Europejczyków, sprzeciwiających się wersetowi dotyczącemu zasłaniania ciała przez kobiety. Aby owa odpowiedź nie stała w sprzeczności z później wprowadzonymi prawami, rok temu ukryłem ów krótki traktat mówiący o zasłanianiu ciała przez kobiety. Wyciągnięty spośród moich spisanych dawno temu traktatów i zapisany jako jedna z kwestii Błysku Siedemnastego, został on później nazwany Błyskiem Dwudziestym Czwartym. W jakiś sposób został on rozesłany tu i tam, co było błędem. Ponadto ów traktat jest naukową odpowiedzią, która zmusza do milczenia tak zwanych ludzi cywilizowanych, sprzeciwiających się wersetowi Koranu. W czasach Republiki z pewnością nie można ograniczać wolności nauki.
Dowód Piąty: Faktem jest, że nie poprosiłem o dokumenty zwalniające mnie (z zesłania - uz. red. pol.) i wybrałem życie na wsi, w odosobnieniu trwającym dziewięć lat. Moim pragnieniem było wycofanie się z życie społecznego i z polityki; faktem jest również, że cierpliwie znosiłem wszystkie męczarnie, jakie mi zadano, aby uniknąć okazania jakiejkolwiek ingerencji w sprawy polityki. Gdybym poprosił o dokumenty zwalniające mnie z zesłania, mógłbym być w Stambule, a nie w Barli. Być może powodem stojącym za bezlitosnym zesłaniem mnie jest uraza pewnych urzędników rządu lub też fakt, że odmówiłem złożenia prośby o owe dokumenty, co ukazało ich niekompetencję, a to z kolei uraziło gubernatora Isparty i wyrządziło szkodę jego dumie. Ci ludzie uczynili zatem górę z kretowiska, sprawiając, że minister spraw wewnętrznych stał się wobec mnie podejrzliwy.
Podsumowując: Wszyscy moi przyjaciele, którzy mieli kontakt ze mną, będą wiedzieli, że nie mówiąc już o wtrącaniu się do spraw polityki czy podjęciu jakichkolwiek działań politycznych, takie postępowanie jest sprzeczne i niezgodne z moimi podstawowymi zasadami, z moim stanem duchowym i z moją uświęconą służbą wierze. Nie mogę zajmować się takimi działaniami. Dano mi światło, a nie tęgi kij polityki.
Jedna z mądrości ukrytych za tą sytuacją jest następująca: Aby ci, którzy zajęli się służbą publiczną i którzy tęsknią do prawd wiary, nie spoglądali na owe prawdy krytycznie i nie zostali ich pozbawieni, Wszechmocny Bóg dał mi pragnienie wycofania się z polityki i obrzydzenie do niej.
(...)
Dochodzenie objęło nieżyjącego już majora Asim-beja. Wiedząc, że jeśli powie prawdę, jego Nauczyciela spotka szkoda, lecz jeśli skłamie, ucierpi na tym jego honor wojskowego, powiedział on: "O, Panie mój, ja Rabb, odbierz mi życie". Dziesięć minut później jego dusza odeszła. Stał się męczennikiem prawości i ofiarą szpetnych błędów popełnionych przez tych, którzy niesłusznie posądzają ludzi pochwalających dobre uczynki i pomagających w ich spełnianiu, czego żadne prawo na ziemi nie może uważać za błąd.
Tak, każdy, kto tylko w całości otrzymał lekcje Traktatów Światła, przywita wyznaczoną godzinę śmierci jak dokumenty zwalniające go z obowiązków, a pijąc słodki nektar śmierci z taką łatwością, jakby pił wodę, będzie czerpał z tego przyjemność. Gdybym nie zważał na smutek moich braci, których pozostawię, ja również, jak mój szlachetny przyjaciel Asimbej, poprosiłbym: "O, Panie mój, ja Rabb, odbierz mi życie". Nie dbam o to.
Spośród oskarżeń, jakie wysunięto przeciwko mnie [2]:
Kwestia Trzecia: Rozpowszechnianie Traktatów Światła bez oficjalnego zezwolenia, a także umacnianie przez Traktaty uczuć religijnych, w przyszłości mogłyby przynieść ograniczenia dla zasad wolności, a to poprzez naruszenie bezpieczeństwa publicznego.
Odpowiedź: Traktaty Światła są światłem, a światło nie może wyrządzić szkody. Odrzuciły one tęgi kij polityki trzynaście lat temu. Ustaliły one uświęcone prawdy, które są kamieniami węgielnymi życia tego kraju i tego narodu. Mogę wezwać wszystkich tych, którzy przeczytali ich poszczególne części, by zaświadczyli, że przyniosły one korzyść ponad dziewięćdziesięciu dziewięciu procentom owego świętego narodu, nie
wyrządzając żadnej szkody. Rzucam wyzwanie każdemu, kto wystąpi i powie: "Doznałem szkody z winy Traktatów Światła".
Po drugie: Nie posiadam prasy drukarskiej ani też nie mam do dyspozycji wielu spisujących, a sam nie posiadam ładnego charakteru pisma. Jestem tylko na pół piśmienny, a z moją ułomną zdolnością pisania mogę zapisać jedynie jedną stronę w ciągu godziny. Ludzie tacy jak nieżyjący Asim-bej z ich cudownym charakterem pisma zwykli dopomagać mi w spisywaniu moich wspomnień. Spisali oni wspomnienia z mych smutnych dni odosobnienia. Niektórzy ludzie odkryli, iż owo światło wiary jest doskonałym remedium na ich własne problemy, i kontynuowali czytanie tych wspomnień. Ujrzeli oni z pewnością równą prawdzie (ar. haqqa-l jaqin), że były one doskonałym lekarstwem dla ich życia wiecznego i postanowili sporządzić ich kopie na własny użytek.
Spis traktatów, który macie w swym posiadaniu i który zbadaliście, ukazuje, iż każdy traktat i każda część Traktatów Światła są komentarzem (ar. tafsir) mówiącym o prawdach wersetów koranicznych. Dostarczają one komentarza szczególnie w kwestiach filarów wiary, a czynią to z taką jasnością, że niweczy to plany i obraca w ruinę fundamenty wymierzonych przeciwko Koranowi ataków europejskich filozofów, które planowano od tysiąca lat. Obecnie macie w swoim posiadaniu Nadzieję Jedenastą Traktatu dla ludzi starszych. Ujrzycie tam jeden spośród tysięcy dowodów wiary i jedności Jedynego Boga. Możecie sięgnąć do owej Nadziei, jakby była ona próbką Traktatów, i skrupulatnie ją zbadać, aby pojąć, czy moje twierdzenie jest prawdą, czy fałszem.
Jestem przekonany, że każdy może uczciwie zbadać Traktaty Światła poprzez takie ich próbki, jakimi są Traktat o oszczędności, Przesłanie dla chorych z jego dwudziestoma pięcioma Lekarstwami, a także Nadzieja Trzynasta, która jest pocieszeniem wiary dla ludzi starszych. Docenią oni, jak wartościowym skarbcem bogactwa jest owa Nadzieja, jakim lekarstwem i źródłem światła są owe traktaty dla wspólnot ludzi biednych, chorych i starszych, którzy stanowią ponad pięćdziesiąt procent tego świętego narodu.
Ponadto aby pomóc w waszym dochodzeniu, powiem, co następuje: Spis traktatów jest streszczeniem mych pism z dwudziestu lat. Początki niektórych części owych traktatów są datowane na dawne dni czasu, który spędziłem w Daru'l-Hikmet. Numeracja traktatów w spisie nie odzwierciedla porządku chronologicznego. Na przykład Słowo Dwudzieste Drugie zostało spisane przed Słowem Pierwszym, a List Dwudziesty Drugi został spisany przed Listem Pierwszym. Istnieje wiele takich przykładów.
Po trzecie: Księgi Traktatów Światła, które zawierają naukę wiary, ustanawiają bezpieczeństwo i porządek i chronią je. Zaiste, będąc daleką od stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, wiara jest początkiem i źródłem pięknego charakteru oraz dobrych cech, a także chroni je. To brak wiary poprzez swój zły charakter zakłóca publiczny porządek.
Wiedzcie, że jakieś dwadzieścia czy trzydzieści lat temu przeczytałem w gazecie, co powiedział brytyjski minister do spraw kolonii: "Dopóki ten Koran znajduje się w rękach muzułmanów, nigdy prawdziwie nad nimi nie zapanujemy. Musimy pracować nad tym, aby obalić Koran i pozbyć się go". To słowa owego upartego niewiernego były tym, co sprawiło, że przez ostatnie trzydzieści lat zwracałem uwagę najpierw na filozofów Europy, a dopiero później na własną duszę. To przeciwko nim walczę. Nie przyglądam się sprawom w kraju, a niedociągnięcia wewnętrzne przypisuję temu, iż wynikają one z błędów i zepsucia Europy. To z powodu europejskich filozofów jestem rozwścieczony i to oni są moim celem. Al-hamdu li-llah za to, że Traktaty Światła roztrzaskały wymysły owych upartych niewiernych i całkowicie uciszyły filozofów naturalizmu.
Nie ma żadnego rządu na ziemi, niezależnie od tego, jaki przybrałby on kształt czy formę, który zabraniałby świętych owoców i niezachwianego majątku duchowej siły własnego kraju, który posunąłby się do uwięzienia ludzi propagujących owe owoce. Wolność dana duchownym w Europie ukazuje, że żadne prawo nie może ingerować w sprawy tych, którzy przecinają więzi łączące ich z tych światem i osobiście pracują na rzecz swego życia ostatecznego.
Podsumowując: Jestem zdania, że jeśli chodzi o samotnika takiego jak ja, skazanego na dziesięć lat zesłania, któremu zakazano utrzymywania wszelkich relacji społecznych i prowadzenia korespondencji, żadne prawo na ziemi nie może zabronić mu spisywania jego przemyśleń dotyczących wiedzy o wierze, która jest kluczem do wiecznego szczęścia. Fakt, że żaden uczony nigdy nie skrytykował owych przemyśleń, dowodzi tego, iż są one całkowitą i czystą prawdą.
Jeśli zaś chodzi o argumenty użyte do tego, by oskarżyć mnie i skazać na zesłanie...
Kwestia Czwarta dotyczy tego, iż przekazano, że dawałem lekcje w tarice (wspólnocie sufickiej), co jest zakazane przez państwo.
Odpowiedź: Po pierwsze, wszystkie moje księgi, które macie w swym posiadaniu, zaświadczają, iż jestem zajęty wyłącznie prawdami wiary (ar. iman). Ponadto w licznych traktatach napisałem, że: "Nie jest to epoka tariki, lecz raczej epoka ratowania wiary. Do Raju wkroczyło wielu ludzi
nie należących do żadnej tariki, lecz nie wszedł do Raju nikt, kto nie ma wiary. Z tego powodu ta epoka jest epoką pracy na rzecz ocalenia wiary".
Po drugie: Przebywałem w prowincji Isparta przez ostatnie dziesięć lat. Wzywam was, byście znaleźli kogokolwiek, kto stwierdzi: "Bediuzzaman dawał mi lekcje w tarice". Tak, jako nauczyciel dawałem wybranym spośród moich braci w życiu ostatecznym lekcje z dziedziny nauki o wierze i jej wzniosłych prawdach, jednak nie jest to nauczanie w tarice, lecz raczej studiowanie prawdy.
Trzymam się szkoły szafi'ickiej, więc mój tasbih po modlitwie różni się nieco od tasbih wedle szkoły hanafickiej. Ponadto nie przyjmując gości między modlitwami po zachodzie słońca (ar. maghrib) i wieczorną (ar. 'isza), a także przed modlitwą poranną (ar. fadżr), skupiam się na czytaniu wersetów Koranu i na proszeniu o przebaczenie moich grzechów. Zakładam, że żadne prawo na ziemi nie może tego zabronić.
W odniesieniu do sprawy tariki zostałem zapytany przez rząd i urzędników sądowych: "Z czego żyjesz?"
Odpowiedź: Jak poświadczyli to ludzie z Barli, żyję dzięki nadzwyczajnej obfitości (ar. baraka [3] ) biorącej początek z oszczędności oraz dzięki skarbcowi, jaki znajduje się w całkowitym zadowoleniu z tego, co się posiada. Przyjaciele, którzy pozostawali w kontakcie ze mną, wiedzą, że przez większość dni utrzymywałem się za bardzo niewielką kwotę - sto par dziennie [4], a czasami nawet mniej. Zaprawdę, przez siedem lat wystarczyło mi siedem banknotów, które wydałem na buty i ubranie.
Zaprawdę, jak zaświadczy o tym moja biografia, którą macie przed sobą, przez całe życie odrzucałem podarki ludzi i jałmużnę; odrzucałem nawet prezenty mych najbardziej wiernych przyjaciół kosztem urażenia ich. Jeśli byłem zobowiązany do przyjęcia prezentu, to moi przyjaciele, którzy mi służyli, zaświadczyli, iż przyjmowałem owe prezenty jedynie pod warunkiem, że w zamian dam coś o podobnej wartości.
Większość wynagrodzenia, jakie otrzymałem w Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, wydałem na publikowanie ksiąg, które napisałem; zachowałem jedynie małą część owych pieniędzy, aby udać się na pielgrzymkę (ar. hadżdż). Błogosławieństwo, jakie dają zadowolenie i oszczędność, sprawiło, że ta niewielka kwota wystarczyła mi na dziesięć lat i nie musiałem w żaden sposób błagać o wsparcie. Niewielka część owych pieniędzy pozostała mi do tej pory.
Panowie sędziowie! Ważnym jest, byście nie czuli się znużeni słuchaniem mojego oświadczenia. W raportach wymieniono dwadzieścia do trzydziestu
ksiąg, które stały się przyczyną mojego zesłania. Jako odpowiedź na tak długi akt oskarżenia, to oświadczenie zaiste można uznać za krótkie. Jak wycofałem się z polityki tego świata na ostatnie trzynaście lat, tak nie jestem zaznajomiony z prawem. Co więcej, moja biografia zaświadczy, że nigdy nie zniżałem się do tego, by kłamać w obronie własnej. Wyraziłem prawdę w owej kwestii taką, jaka jest. Ponieważ możecie użyć swego sumienia i jesteście świadomi uczciwego i bezstronnego stosowania prawa, możecie teraz wydać wyrok w mojej sprawie.
Wiedzcie również, że z powodu podejrzeń i niekompetencji pewnych urzędników dochodzenie w mojej sprawie prowadzono, patrząc przez lornetkę, która kretowisko ukazała jako górę. Podając usprawiedliwienia, jakie wilk mógłby dawać owcom, lub też postępując z intencją osiągnięcia wysokiej rangi czy łask rządu, planują oni przygotować pole dla wprowadzenia nowych praw dotyczących wolności. Mamy nadzieję, iż możecie wykazać, że wielkie jak góra podejrzenia oskarżenia to tylko kretowisko, to jest, że spojrzycie na nie, odwracając ową lornetkę.
Będę domagał się również tego, by zwrócono mi moje księgi, które zostały mi skonfiskowane, a dla mnie są warte więcej niż tysiąc lir. Znaczną część owych ksiąg dwanaście lat temu przyjęto do Biblioteki w Ankarze, a wyrazy uznania i podziękowania dyrektora biblioteki przekazano w gazetach.
Na mocy decyzji komisji sędziowskiej, która zadecyduje o moim losie, chciałbym przekazać kopię tego oświadczenia oskarżycielowi publicznemu i wytoczyć sprawę tym, którzy stali się przyczyną strat, jakie poniosłem. Proszę również, by kopie (oświadczenia - uz. red. pol.) zostały wysłane do ministra spraw wewnętrznych i do członków Parlamentu.
SUPLEMENT PIERWSZY DO POWYŻSZEJ MOWY OBROŃCZEJ
Oto, co przedstawiam człowiekowi, który mnie przesłuchiwał, a także komisji sędziowskiej! Po pierwsze, dodaję trzy kwestie do mojego wcześniejszego oświadczenia.
Celowo, aby sfabrykować oskarżenie z niczego, uparcie pytają mnie: "Skąd pochodzą fundusze na utworzenie takiej organizacji?", sugerując,
że istnieje jakieś stowarzyszenie. Ludzie zadający to pytanie sprawiają wrażenie żywiących wobec nas ukrytą wrogość, co pozostawia nas zaskoczonych i całkowicie oszołomionych.
Odpowiedź: Przede wszystkim pytam tych, którzy zadają to pytanie: Jakie istnieją dokumenty lub dowody, które sugerują istnienie takiej organizacji politycznej? Jakiż znaleźliście dowód i świadectwo finansowania organizacji, której istnienie tak uparcie zakładacie?
Przez ostatnie dziesięć lat byłem przetrzymywany w prowincji Isparta pod skrajnym nadzorem. Zwykle w ciągu dziesięciu dni widywałem się jedynie z jednym lub dwoma pomocnikami i jednym lub dwoma podróżnymi. Byłem samotny, obcy, wyczerpany światem. Czułem krańcowy wstręt do polityki i wielokrotnie doświadczyłem tego, jak szkodliwe i idące na próżno były - na przekór ich celom - sprzeciwy polityczne. Reakcja na nie uczyniła je bezsilnymi. W najbardziej przełomowej chwili, kiedy przebywałem wśród mego ludu i tysięcy przyjaciół, odrzuciłem taką możliwość i nie wziąłem udziału w jakimkolwiek ruchu politycznym. Największą zbrodnią jest dla mnie wyrządzenie szkody uświęconej służbie potwierdzonej wiary (tur. iman-i tahqiqi) i uczynienie jej celem wrogości polityków, co nie jest w żaden sposób dozwolone. Uciekam zatem przed polityką, jakbym uciekał przed diabłem. Przez dziesięć lat przyjmowałem za swą zasadę słowa:
Szukam ucieczki u Boga przed Szatanem i polityką! Jako człowiek wybuchowy, który bez strachu wyjawia swe sekrety, odkryłem, że największym podstępem jest wyrzeczenie się podstępu jako takiego. Nie dałem krytycznym i wścibskim urzędnikom całej prowincji Isparta żadnych wskazówek mojego zaangażowania się w działalność polityczną. Każdy, kto tylko posiada rozsądek i świadomość, z niesmakiem odniesie się do oszczerstw tych, którzy mówią: "Istnieje taka organizacja, a ty knujesz spiski natury politycznej". Nie tylko ja sam, lecz również prowincja Isparta i wszyscy, którzy mnie znają, zaiste, wszyscy ludzie posiadający inteligencję i świadomość odpowiedzieliby na to: "Oskarżacie go jedynie z powodu własnych złośliwych planów".
Po drugie: Naszą sprawą jest wiara (ar.iman).Dzięki braterstwu islamu ustanowiliśmy braterstwo w tym kraju i wśród dziewięć dziesięciu dziewięciu procent ludzi Isparty, tymczasem stowarzyszenie polityczne jest sojuszem mniejszości będącej częścią większości. Dziewięćdziesięciu dziewięciu ludzi nie może stać się stowarzyszeniem wymierzonym przeciwko jednemu człowiekowi, chyba
że ów człowiek jest nadzwyczaj niesprawiedliwym ateistą, że wyobraża sobie, iż - niech Bóg uchroni! - wszyscy są ateistami takimi jak on i rozpowszechnia takie kłamstwa, by znieważyć ten błogosławiony i pobożny naród.
Po trzecie: Człowiek taki jak ja żywi żarliwą miłość i uznanie dla narodu tureckiego przez wzgląd na to, że ów naród jako chorąży Koranu ukazuje chwałę Koranu, a przez sześćset lat rzucał wyzwanie całemu światu. Tysiąc Turków zaświadczyłby, że poprzez swe działania przysłużyłem się temu narodowi bardziej niż tysiąc tureckich patriotów. Wybrałem pozostanie w odosobnieniu, przedkładając dwudziestu lub trzydziestu wartościowych młodych ludzi z Turcji nad trzydzieści tysięcy mych rodaków, którzy nie odprawiają modlitwy. Poprzez moją uczciwość jako nauczyciela chroniłem dostojeństwo wiedzy i dostarczałem jasnych lekcji w temacie prawd wiary. Jakże mogłoby być szkodliwym utrzymywanie przez takiego człowieka pobożnych więzi ze stoma tysiącami jego uczniów, jedynie przez wzgląd na wiarę, prawdę i życie ostateczne, na przestrzeni dziesięciu, dwudziestu lub trzydziestu lat; jak mogłoby być szkodliwym przyjęcie ich jako braci w życiu ostatecznym? Czyż ludzie uczciwości i sumienia mogliby w ogóle zezwolić na krytykowanie takich ludzi? Czyż można postrzegać ich jako stowarzyszenie polityczne?
Po czwarte: Zadawanie człowiekowi, który przez ostatnie dziesięć lat obywał się setką banknotów, któremu przez ten czas starczało czterdzieści monet (tj. par - uz. red. tur.) dziennie, który przez siedem lat nosił ten sam płaszcz, mający siedemdziesiąt łat, pytania: "Skąd bierzesz fundusze na życie i na założenie tej organizacji?" ukazuje każdemu, kto tylko ma świadomość, jak niesprawiedliwi są ludzie, którzy zakładają takie rzeczy.
Kwestia Druga: Poprzez przywoływanie powstania z Menemen [5] zaszczepiono w ludziach strach, a w celu usprawiedliwienia nowych praw siłą przewieziono mnie z Barli do Isparty, aby zwieść rząd. Planem tych ludzi było "zapewnienie szybkiego wprowadzenia nowych praw". Po tym, jak ujrzeli, że nie dałbym się wykorzystać jako narzędzie takiego zepsucia i nie żywię żadnej skłonności do tak nieszczęsnych działań, zmienili oni swe plany. Wykorzystując mą sztuczną sławę, której nigdy nie lubiłem, uknuli oni podejrzany spisek będący imitacją niezgodnego z prawem buntu w Menemen, czyniąc to w sposób, który całkowicie nas oszołomił. Wyrządzili wielką krzywdę wielu ludziom tego narodu, którzy zostali niesłusznie uwięzieni, rządowi i całemu narodowi. Kiedy ich kłamstwa zostały ukazane, znaleźli oni wymówki tego rodzaju, jakie wilk mógłby przedstawić kozie, aby zdezorientować urzędników sądownictwa.
Korzystając z mego prawa do ochrony tego narodu, napominam urzędników sądownictwa, aby zachowali w tej sprawie największą uwagę i ostrożność. Ludzie, którzy starali się zasłużyć na łaski pewnych urzędników rządowych poprzez oszustwo, sfabrykowali pomniejszy incydent, wykorzystując fałszywy pretekst stowarzyszenia politycznego, prowokując naiwnych, niewinnych i bezradnych ludzi. Teraz ukazują owo kretowisko jako górę, wprowadzając w błąd rząd. Uciskają wielu niewinnych ludzi, wyrządzając wielką szkodę temu narodowi, a winą za to niesłusznie obciążają kogoś innego. To oni powinni zostać oskarżeni przez prawo! Nasza sprawa przedstawia się dokładnie tak, jak ją przedstawiłem.
Kwestia Trzecia: Sądy należą do kręgów rządowych i to one najbardziej potrzebują zachowania swej niezależności oraz obiektywnego i beznamiętnego poglądu, bez ulegania jakimkolwiek wpływom zewnętrznym. Zdając się na całkowitą sprawiedliwość sądu, pragnę skorzystać z prawa do obrony mojej wolności.
W sądach zawsze pojawiają się sprawy dotyczące majątku i morderstw. Gdyby sędzia wyraził własną wściekłość i podjął decyzję o straceniu mordercy, uczyniłoby to mordercą samego sędziego. Jeśli wszyscy urzędnicy sądowi nie są zabezpieczeni przed wpływami z zewnątrz i wolni od takich wpływów, ryzykują popełnienie straszliwego grzechu pod pozorem wymierzania sprawiedliwości.
Co więcej, nawet mordercy, pustelnicy i przeciwnicy (rządu - uz. red. pol.) mają swoje prawa i będą dochodzić swoich praw, poszukując obiektywnej mediacji. Chociaż w mym oświadczeniu zarówno tutaj, jak i w Isparcie, moje imię zostało zapisane jako "Said Nursi", przy każdej okazji będą mówić o mnie "Said Kurdi" lub "ten Kurd". Owo wyrażenie jest używane przeciwko mnie i wyrządza szkodę istocie sprawiedliwości, zamieniając ją w ucisk. W ten sposób narzuca się stronnicze poglądy tam, gdzie chodzi o wymierzenie sprawiedliwości. W ten sposób ci ludzie starają się wzburzyć narodowy temperament moich braci w życiu ostatecznym, jak również wpłynąć na wysoki sąd wbrew jego prawdziwej naturze.
Wydarzenia historyczne potwierdzają, że pierwszym warunkiem prawa jest to, by sędzia i sąd byli wolny od skazy uprzedzeń i by ich decyzje były całkowicie bezstronne. Przykładem tego jest fakt, że podczas swego kalifatu Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) stanął przed sądem jako oskarżony przez żyda. Wielu sułtanów zostało pozwanych przed sąd przez prostych ludzi. Poprzez tysiące takich przykładów mówię tym, którzy starają się przedstawić mnie jako cudzoziemca, aby zdezorientować oko sprawiedliwości:
Szanowni panowie! Przede wszystkim jestem muzułmaninem, a choć urodziłem się w Kurdystanie, służę Turkom. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent mej przynoszącej korzyść służby było wykonane na rzecz Turków i pośród Turków spędziłem większość życia. Moi najszczersi i najwierniejsi przyjaciele pochodzili spośród Turków. Jako że najbardziej bohaterską spośród armii islamu byli Turcy, zgodnie z moją koraniczną metodą wymaganiem mojej uświęconej służby jest to, bym miłował ich i wspierał, dając im pierwszeństwo przed wszystkimi innymi narodami. Mogę ukazać tysiąc młodych ludzi z Turcji jako świadectwo tego, że przysłużyłem się narodowi tureckiemu tysiąc razy bardziej niż ludzie, którzy przyklejają mi łatkę Kurda, a samych siebie ukazują jako patriotów.
Jako świadectwo przedstawiam również trzydzieści do czterdziestu ksiąg, które znajdują się w rękach sędziów, szczególnie traktaty o oszczędności, o ludziach starszych oraz Przesłanie dla chorych. Owe księgi przysłużyły się czterem piątym narodu tureckiego, przynosząc korzyść ludziom biednym, zubożałym, chorym i grupom ludzi pobożnie religijnych. Jest to równe zasługom tysiąca tureckich patriotów. Owe dzieła nie znajdują się w rękach Kurdów, lecz w rękach młodych ludzi z Turcji.
Za zezwoleniem komisji sędziowskiej, oto co mówię bezbożnym tyranom, którzy poddali nas temu nieszczęściu, oraz tym, którzy zwiedli niektórych z członków rządu, wprowadzając ów plan pod płaszczykiem patriotyzmu:
Szanowni panowie! Jak ma być patriotyzmem wtrącanie w owo nieszczęście ponad czterdziestu najbardziej wartościowych młodych ludzi z Turcji i najbardziej szanowanych starszych Turków, jak gdyby popełnili oni poważną zbrodnię, taką jak morderstwo - jedynie przez wzgląd na moją sprawę, w której jeszcze nie podjęto decyzji, a nawet gdyby udowodniono stawiane mi zarzuty, nie stanowią one przestępstwa, a nawet gdyby stanowiły, to owa sprawa dotyczy wyłącznie mnie samego? Zaiste, wśród tych, których bez powodu poddano owym torturom aresztu, znajdują się ludzie będący powodem do dumy dla młodzieży tureckiej, którzy zostali potraktowani jak mordercy, zabrani od swych rodzin i dzieci i wtrąceni w to nieszczęście wyłącznie dlatego, że wysłałem im traktat dotyczący kwestii wiary, przesłałem im pozdrowienia i ceniłem ich . Czy to jest wasz patriotyzm?
Twierdzicie, że mówię, iż jestem cudzoziemcem, jednak wśród owych dzielnych i szanownych młodych i starszych ludzi z Turcji są tacy, że nie
oddałbym jednego z nich nawet za stu moich rodaków. Są wśród nich ludzie, przez wzgląd na których przez pięć lat odmawiałem przeklinania nawet tych urzędników, którzy skazali mnie na dziesięć lat prześladowań. Wśród tych szlachetnych tureckich przyjaciół są tacy, którzy zdumiewają mnie swą największą szczerością i wzniosłymi cechami charakteru. Dzięki nim doceniłem tajemnicę wyższości narodu tureckiego.
Zgodnie z mym sumieniem i poprzez wiele wskazówek oznajmiam, że gdybym posiadał tyle ciał, ilu jest owych niewinnych ludzi, którzy zostali niesłusznie uwięzieni, gdyby miały na mnie spaść wszelkie rodzaje trudności, jakie oni cierpią, przyrzekam, że z dumą zniósłbym je wszystkie, by tylko ocalić owych wartościowych ludzi. Uczucia, jakie żywię wobec tych ludzi, wynikają z przymiotów ich charakteru, nie zaś z korzyści, jakie mogą mi oni przynieść. W ostatnim czasie spotkałem się jedynie z niektórymi spośród nich. Cierpiałem z powodu niektórych z nich, choć oni mogli dzięki mnie odnieść korzyści, lecz nawet gdybym doznał tysięcy krzywd, nie zmniejszyłoby to ich wartości w moich oczach.
A zatem, o wy, bezbożni tyrani, którzy twierdzicie, że jesteście patriotami tureckimi! Poddajecie (nieszczęściu - uz. red. pol.) tak wielu ludzi będących powodem do dumy narodu tureckiego z powodu - mówiąc waszymi słowami - Kurda takiego jak ja... Jak może być patriotycznym oczernianie ich i pogardzanie nimi dla tak podłych i znikomych pretekstów? Czy to nazywacie tureckim nacjonalizmem? Czy to jest umiłowanie kraju? Niech zadecydują wasze nieuczciwe sumienia!
Zdając sobie sprawę z niewinności owych ludzi, ten sprawiedliwy sąd uniewinnił większość z nich. Jeśli kwestia (o którą jesteśmy oskarżeni - uz. red. pol.) jest przestępstwem, to popełniłem je ja. Ci ludzie, z powodu ich wspaniałomyślnych charakterów, dopomagali mi jedynie przez wzgląd na Boga i wykonywali swe pomniejsze obowiązki dla starego i skazanego na zesłanie nauczyciela, jakim jestem. Rozpalali w piecu, przynosili mi wodę, przygotowywali moje posiłki i sporządzali kopie moich osobistych traktatów. Przez wzgląd na mnie, na pamiątkę umieścili swoje nazwiska na końcu dwóch traktatów, które są niczym moje dzienniki. Czyż na obliczu ziemi mogły kiedykolwiek istnieć jakiekolwiek prawo, jakakolwiek procedura i jakakolwiek mądrość, które miałyby zganić takich ludzi, używając takich wymówek?
SUPLEMENT DRUGI DO MOJEJ MOWY OBROŃCZEJ
Panowie z komisji sędziowskiej! W poniższym oświadczeniu znajdziecie rzeczy, które nie są związane z waszym obowiązkiem. Owe kwestie są jednak istotne dla kraju w ogóle, a nawet dla całego świata. Nie należą one jedynie do was, lecz duchowo słucha ich cały świat. Powodem tego jest fakt, że odmówiono mi mojego podstawowego prawa.
Nie posiadam pięknego charakteru pisma. Wiele razy mówiłem, że jest to kwestia życia i śmierci, i prosiłem o to, by zapewniono mi pisarza, abym mógł spisać petycję w obronie moich praw. Nie zapewniono mi pomocy pisarza, lecz zaprawdę, bezlitośnie zakazano mi rozmawiania z kimkolwiek przez dwa miesiące. Z tego powodu nie byłem w stanie spisać (swego oświadczenia - uz. red. pol.) w uporządkowany sposób mym ułomnym i niechlujnym charakterem pisma. Moje końcowe oświadczenie jest następujące:
Gdyby przypuścić, że - jak przekazali ludzie zepsuci i donosiciele - Traktaty Światła nie zgadzają się z polityką rządu i sprzeciwiają się jej; że służą ideologii politycznej odmiennej od własnych ideałów; że wszystkie traktaty dotyczą nie wiary, ale polityki...; gdyby założyć, że tak jawne oszczerstwo jest prawdziwe i gdyby je przyjęto, w odpowiedzi powiedziałbym:
Jako że najbardziej wszechstronną formą wolności jest Republika i jako że rząd postanowił ustanowić Republikę w jej najbardziej sprzyjającej wolności formie, zatem z pewnością wolność Republiki nie może tłumić wolności wiedzy, dopóki wolność wiedzy nie narusza bezpieczeństwa publicznego. Prawdziwe, bezsporne i niezbite poglądy uczonych oraz słuszne wyrażenia nie mogą być uważane za przestępstwo kryminalne. Czyż kiedykolwiek istniał na świecie rząd, który w całości składał się z ludzi o jednych przekonaniach politycznych? Załóżmy na chwilę, że to, co napisałem, było mymi osobistymi poglądami politycznymi, i że pokazałem owe poglądy niektórym spośród moich wybranych przyjaciół. Jakież istnieje prawo, wedle którego można obwiniać takie postępowanie? Tymczasem Traktaty Światła mówią o świetle wiary. Nigdy nie zniżyły się do ciemności polityki i nigdy nie zniżą się do owego poziomu.
Załóżmy, że ateista, który jest nieświadomym natury świeckiej Republiki, powiedział: "Twoje traktaty dostarczają wielkiej siły religijnej, są zatem sprzeczne z zasadami bezwyznaniowej republiki".
Odpowiedź: Rozumiemy, że świecka Republika wedle założeń rządu ma polegać na oddzieleniu religii od spraw tego świata. W przeciwnym razie sugerowanie tego, co niewyobrażalne, to jest, że jest ona odrzuceniem religii i całkowitą bezbożnością, byłoby twierdzeniem, które zaakceptowałby jedynie głupiec i ateista.
Zaiste, żaden naród na ziemi nigdy nie żył bez wiary. Również szczególna natura narodu tureckiego, dzięki której przez stulecia ów naród wyróżniał się wśród całego świata, mówi, że gdziekolwiek znajdują się Turcy, są oni muzułmanami, nawet jeśli wśród innych, mniejszych narodów muzułmańskich znajdują się społeczności pozostające poza islamem. Ten uświęcony naród jest żarliwie i szczerze pobożny i przez tysiąc lat ukazywał się jako bohaterska armia religii prawdy. Ustanowił on swój honor narodowy poprzez miliony religijnych źródeł i wyrył swe imię w historii ostrzem swego miecza. Ci kłamliwi ateiści i ci ludzie pozbawieni jakichkolwiek uczuć narodowych, którzy oskarżają Turków, twierdząc, że "odrzucą oni religię lub staną się ateistami", popełniają zbrodnię tak poważną, że zasługują na to, by zostali ukarani na najniższym z niskich poziomów Piekła.
Tymczasem Traktaty Światła nie mówią o prawach zewnętrznych kwestii społecznych, które obejmuje religia. Tym, o czym mówią, jest raczej ich podstawowy temat i cel, to jest wzniosłe filary wiary, które są najczystszą i najwyższą z kwestii religii. W większości przypadków mym audytorium jest moja własna dusza, a po niej filozofowie Europy. Jeśli istnieją ludzie, którzy podejrzewają, że owe święte kwestie wyrządzą szkodę, mogą oni być jedynie szatanami.
Jedynie trzy lub cztery traktaty krytykują pewnych urzędników w formie skargi, jednakże owe traktaty nie odnoszą się do tych urzędników przez wzgląd na sprzeciwianie się rządowi czy bycie krytycznym wobec niego, lecz raczej są napisane celem wystąpienia przeciwko tym urzędnikom, którzy prześladują mnie, nadużywając swego stanowiska. Co więcej, by owe trzy lub cztery traktaty nie zostały niewłaściwie zrozumiane, uznałem je za poufne i zakazałem ich rozpowszechniania. Większość z moich traktatów została spisana cztery lata temu; niektóre z nich osiem lat temu, a niektóre z nich trzynaście lat temu. Jedynie Traktat o oszczędności, Traktat dla ludzi starszych i Przesłanie dla chorych zostały ułożone w ostatnim roku. Prócz tego ludzie posiadający choć najdrobniejszą inteligencję, którzy starannie i bezstronnie zbadają Traktaty, przyznają, że nie naruszają one prawa ustanowionego przez rząd. Nie są one w żaden sposób podburzające ani nie naruszają
publicznego porządku, lecz zaprawdę chronią go i powinny być przyjęte przez rząd z uznaniem.
Nawet jeśli przyjmiemy, że (w Traktatach - uz. red. pol.) znajduje się wiele kwestii niezgodnych z poglądami rządu, to decyzja podjęta dnia 28 czerwca 1933 roku odrzuciła oparte na domniemaniach elementy wyżej wspomnianego prawa. Później ogłoszono ogólne prawo łaski, twierdząc, że nie ma żadnych podstaw dla dalszego śledzenia Traktatów. Domagam się zakończenia niesprawiedliwości, której zostaliśmy poddani [6], a także tego, by nasze traktaty zostały nam zwrócone tak szybko, jak tylko to możliwe.
Jeśli pijany i nieuczciwy człowiek, który uważa naturę człowieczeństwa za niższą od najbardziej nędznego i niskiego poziomu stanu właściwego zwierzętom, który przyjmuje, że ów świat jest niekończący się i trwały, i wyobraża sobie, że ludzkość jest wieczna i nieśmiertelna, powie: "Twoje traktaty dostarczają potężnych lekcji wiary. Sprawiają one, że ludzie wycofują się z tego świata. Zwracają ich uwagę ku życiu ostatecznemu. Jeśli chodzi o nas, możemy żyć jedynie zwracając całą naszą moc, całą uwagę i wszystkie umysły ku życiu tego świata, ponieważ obecne życie wraz z ochroną przed wrogami stały się nadzwyczaj trudne",
odpowiem: To prawda, że lekcje potwierdzonej wiary (tur.iman-i tahqiqi)zwracają uwagę ku życiu ostatecznemu. Jednakże poprzez ukazywanie tego świata jako pola uprawnego, targu i fabryki życia ostatecznego zachęcają do cięższej pracy na rzecz życia tego świata. Ponadto w najbardziej potężny sposób pomagają odzyskać duchową siłę, która została utracona z powodu braku wiary. Ponieważ ci, którzy są pogrążeni w rozpaczy, stali się leniwi i obojętni, owe lekcje skłaniają ich do zapału i entuzjazmu, prowadzą do dokładania starań i ciężkiej pracy. Czyż ktokolwiek chciałby żyć na tym świecie zgodnie z takim prawem, które zabrania lekcji potwierdzonej wiary, a szczególnie lekcji, które zostały udowodnione poprzez niezaprzeczalne świadectwa, które dostarczają przyjemności tego świata, zachęty do pracy, wsparcia duchowego i środków umożliwiających przeciwstawienie się niekończącym się utrapieniom tego świata?
Jeśli ignorant i tak zwany patriota, który nie zna prawdziwych zasad zarządzania narodem i utrzymania porządku publicznego, powie: "Powodem, dla którego wtrącamy się do twoich spraw i podejmujemy środki ostrożności, jest możliwość tego, że twoje traktaty staną się narzędziem dla tych, którzy zakłócają publiczny porządek i mieszają się w sprawy rządu. Jest możliwym, że nieświadomie sprzeciwisz się rządowi,
a ponieważ twoje traktaty wywierają tak wielki wpływ, może stać się to przyczyną poważnych kłopotów",
odpowiem: Ci, którzy otrzymali lekcje Traktatów Światła, z całą pewnością oddalą się od zepsucia, które rozlewa krew niewinnych i odbiera im ich prawa. W szczególności pojmą oni dzięki swemu doświadczeniu, że takie zepsucie jest źródłem kolejnych niepowodzeń i jest wielce szkodliwe. Faktem jest, że w dziesięć przypadków zepsucia ostatnich dziesięciu lat nie była zaangażowana nie tylko dziesiąta część uczniów Światła, ale wręcz żaden uczeń Światła. To ukazuje, że Traktaty sprzeciwiają się owemu zepsuciu i służą zachowaniu porządku publicznego. Odnośnie do zarządzania i publicznego porządku, kim byłoby łatwiej rządzić: dziesiątką rozbójników spośród atestów czy tysiącem ludzi, którzy mają wiarę (ar. iman)? Tak, poprzez wytwarzanie pięknych cech charakteru wiara pobudza uczucie miłosierdzia i zaszczepia poczucie unikania wyrządzania szkody.
Co się tyczy waszej troski o moją nieuwagę, to przez ostatnie trzynaście lat robiłem wszystko, co tylko było w mojej mocy, aby nie zwracać na siebie uwagi rządu, nie zajmować się jego sprawami i nie wtrącać się do nich - do tego stopnia, że wiodłem najbardziej niezwykłe życie pustelnika, który wycofał się z polityki, jak jest to wiadomym w całej prowincji Isparta.
O wy, niesprawiedliwi ludzie, którzy poddaliście mnie temu nieszczęściu! Zrozumiałym jest, że jesteście rozdrażnieni i zagniewani na mnie, lecz nie z powodu mojego działania przeciwko publicznemu porządkowi. Aresztowaliście mnie poprzez wrogość, jaką żywicie dla publicznego porządku. Zaiste, tymi, którzy chcą zburzyć publiczny porządek i wtrącać się do spraw władzy, są ci, którzy doprowadzili do mojego aresztowania, zwodząc rząd w tym, co mnie dotyczy, i bezskutecznie zaangażowali w tę sprawę sądownictwo. Obowiązkiem nie tylko naszym, lecz przede wszystkim oskarżyciela publicznego i komisji sędziowskiej jest postawienie zarzutów tym ludziom w imieniu tego narodu.
Jeśli zostanie powiedziane: "Nie wyznaczono ci żadnego oficjalnego obowiązku, zatem nie możesz dawać lekcji religijnych jak wyznaczeni do tego urzędnicy ani też cieszyć się takim szacunkiem ludzi, jak oni. Ponadto istnieje już departament, którego zadaniem jest dawanie lekcji religii. Potrzebujesz uzyskać zatwierdzenie owego departamentu",
odpowiem: Po pierwsze, nie posiadam prasy drukarskiej ani wyznaczonych do tego zadania skrybów, bym mógł publikować swoje dzieła. Nasze dzieła mają charakter prywatny. Doktryna wolności sumienia za-
pewnia wolność w sprawach prywatnych, szczególnie tych, które dotyczą wiary i sumienia.
Po drugie: Rząd Jedności Narodowej jednogłośnie przydzielił mi stanowisko w Daru'l-Hikmet, abym udowadniał prawdy islamu występując przeciwko Europie i abym udzielał ludziom lekcji. Minister spraw religijnych mianował mnie generalnym kaznodzieją w Van. Aż do tej pory ponad setka moich dzieł krążyła wśród uczonych, nie ściągając na siebie żadnej krytyki. To dowodzi, iż mam prawo do tego, by udzielać ludziom lekcji!
Po trzecie: Gdyby drzwi grobu były zamknięte, a ludzkość miała pozostać na tym świecie na wieki, wówczas pewne obowiązki byłyby przynależne jedynie wojsku, administracji i aparatowi urzędniczemu. Jako że śmierć przynajmniej trzydziestu tysięcy świadków, którzy każdego dnia odchodzą z tego świata, dowodzi twierdzenia mówiącego: اَلْمَوْتُ حَقٌّ śmierć jest prawdą, zaiste istnieją obowiązki odnoszące się do wiary, które są dalece ważniejsze od obowiązków tego świata. Zatem na rozkaz Koranu Traktaty Światła wypełniają owe obowiązki.
Koran, który jest mistrzem, władcą i dowódcą Traktatów Światła, włada trzystu pięćdziesięcioma milionami ludzi i szkoli ich. Sprawia on, że ręce przynajmniej czterech piątych z owych ludzi przynajmniej pięć razy dziennie wznoszą się w modlitwie do Bożego dworu. Poprzez modlitwy we wszystkich meczetach i wspólnotach sprawia on, że jego uświęcone i niebiańskie zarządzenia są czytane z najwyższym szacunkiem. Za zezwoleniem Boga Traktaty Światła, będące prawdziwym interpretatorem Koranu, światłem jego słońca i jednym z jego urzędników, będą wypełniać swój obowiązek wiary i nie spadną na nie żadne ciosy. Zatem ahl ad-dunja i ludzie polityki nie powinni się im sprzeciwiać, lecz rozpaczliwie potrzebują skorzystania z nich.
Tak, w Traktatach Światła znajduje się wiele części takich jak ta. Słowo Dwudzieste Dziewiąte odsłania talizman wszechświata oraz początek i przeznaczenie istot stworzonych, a także wynik ich stworzenia. Słowo Trzydzieste odsłania tajemnicę przemiany cząsteczek. Słowo Dwudzieste Czwarte odsłania i wyjawia zdumiewający talizman nieprzerwanego działania i ogólnego stworzenia wśród śmierci i zaniku we wszechświecie. List Dwudziesty odsłania, wyjawia i objaśnia najbardziej głębokie i najbardziej doniosłe tajemnice jedności Jedynego Boga (ar. tałhid) i ukazuje, że zmartwychwstanie ludzkości jest (dla Boga - uz. red. pol.) tak łatwe, jak stworzenie skrzydełka muchy. Błysk Dwudziesty Trzeci,
zatytułowany Traktat o naturze, pokonał naturalistów i zniszczył prawdziwe podstawy ideologii niewiary. Ktokolwiek tylko uważnie studiuje traktaty takie jak te, ten przyzna, że niezależnie od tego, jaki rząd jest u władzy, uczony, autor czy profesor, który rozwikłał choć jedną z owych tajemnic, spotkałby się z uznaniem, zostałby nagrodzony i przyznano by mu honorarium.
Owe moje wyjaśnienia nie powinny być postrzegane jako odchodzenie od tematu. Ponad setka Traktatów Światła została włączona do akt mego aresztowania, a sędziowie śledczy są odpowiedzialni za ich zbadanie. Odnośnie do ich związku z Koranem, światem islamu i przyszłością, muszę go wyjaśnić i udzielić odpowiedzi.
Aby całkowicie naświetlić daną kwestię, należy rozważyć wszelkie możliwości, zarówno prawdopodobne, jak i nieprawdopodobne. Należy podzielić się również mało prawdopodobną możliwością dotyczącą naszej sprawy.
Jeśli pewni nieszczęśni ludzie, którzy za swą drogę obrali ateizm niewiarę, wpłynęli na niektórych członków rządu i wprowadzili ich w błąd pod pozorem osiągnięcia jakiegoś celu politycznego lub też osiągnęli stanowiska w służbie publicznej celem zniszczenia Traktatów Światła poprzez swoje plany czy uciszenia mnie poprzez ich groźby, powiedzą: "Czas dewocji dobiegł końca. Potrzebujemy zapomnieć o przeszłości i ze wszystkich sił patrzeć w przyszłość. Twoje potężne, reakcyjne lekcje religii i wiary nie są mile widziane",
odpowiem: Po pierwsze, to, co uważacie za przeszłość, zostanie przekształcone w przyszłość. To jest prawdziwa przyszłość, do której wszyscy zmierzamy.
Po drugie: Mając zaszczyt bycia tafsirem, Traktaty Światła są związane z Koranem. Jeśli chodzi o Koran, jest on prawdą przyciągania, podobną prawu grawitacji, która wiąże ziemię z Tronem (ar. 'Arsz) Boga. Ci, którzy rządzą w Azji, nie mogą walczyć z takim komentarzem do Koranu, jakim są Traktaty Światła, lecz raczej zawrą z nim pokój, korzystając z niego i chroniąc go.
Jeśli jednak chodzi o uciszenie mnie, istnieje wielu szanowanych ludzi, którzy poświęcają się na drodze pospolitych odkryć, w pogoni za znikomymi ideami politycznymi i przez wzgląd na zaszczyty tego świata. Gdybym miał tyle głów, ile atomów jest w moim ciele i gdybym musiał poświęcić każdą z nich, z pewnością poświęciłbym je bez wahania na drodze majątku, który wyda tak wspaniały plon, jakim jest Raj, dla wody życia, która może dopomóc w zyskaniu życia wiecznego,
dla odkrycia, które wprawi w zadziwienie wszystkich filozofów. Uciszanie mnie przez groźby i zniszczenie sprawi, że zamiast jednego języka przemówi tysiąc języków. W Tym, Któremu należy się wszelka chwała i Który jest Najbardziej Miłosierny (ar. Ar-Rahim Zu'l-Dżalal) pokładam nadzieję na to, że Traktaty Światła, które były zaszczepiane w duszach ludzi przez ostatnie dwadzieścia lat, sprawią, że zamiast mojego zmuszonego do milczenia języka przemówią tysiące języków.
KWESTIA, KTÓRA NIE MA ZNACZENIA, LECZ ZOSTAŁA PRZEDSTAWIONA JAKO POWAŻNE PRZESTĘPSTWO
Powiedziano: "Odmawiasz noszenia kapelusza, a w wielu miejscach urzędowych, takich jak sądy, odmawiasz zdjęcia nakrycia głowy. Oznacza to, że odrzucasz nasze prawa [7]. Za odrzucanie tych praw jest przewidziana surowa kara".
Odpowiedź: Odrzucanie prawa to jedno, a postępowanie niezgodne z owym prawem to coś zupełnie innego. To drugie może być karane śmiercią, podczas gdy karą za to pierwsze byłby dzień aresztu, niewielka grzywna, napomnienie bądź ostrzeżenie. Nie postępuję zgodnie z owymi prawami i nie dotyczą mnie one, ponieważ jestem pustelnikiem. Owe prawa nie mogą mieć zastosowania w sferze prywatnej.
Napomnienie: Moje najbardziej osobiste księgi i najbardziej prywatne listy zostały skonfiskowane i w ciągu dwóch miesięcy poddane drobiazgowemu badaniu zarówno przez sądy w Isparcie i Eskisehir, jak i przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Choć wciąż trwają dochodzenia, przyznano, że nie znaleziono w nich żadnej kwestii wskazującej na istnienie komitetu politycznego czy tajnego stowarzyszenia, która mogłaby posłużyć do oskarżenia nas. Mówię zatem, co następuje:
Szanowni panowie! Nie trudźcie się na próżno. Jeśli to, czego szukacie, istnieje, lecz przez cały ten czas nie byliście w stanie znaleźć jakiegokolwiek znaku tej rzeczy, wiedzcie, że ten, który ją kontroluje, posiada inteligencję tak wielką, że ani nie może ona zostać pokonana, ani nie można rzucić jej wyzwania, zatem jedynym wyjściem dla was jest zawrzeć z nią pokój. W przeciwnym razie wystarczy już, że tylu niewinnych ludzi skrzywdzono
i zmiażdżono! Jeśli będziecie trwać w uporze, może to wezwać Bożą ochronę i stać się narzędziem takich nieszczęść, jak głód i zarazy.
Tymczasem jeśli chodzi o człowieka takiego jak ja, który jest wybuchowy, który nie powstrzymuje się przed wyjawianiem nieznajomym swych najgłębszych tajemnic, który przedstawił swą sławną i nadzwyczaj nieustraszoną mowę obrończą przed Sądem Wojennym, który w podeszłym wieku stara się wystrzegać zgubnych konsekwencji i niejasnych przedsięwzięć... Przypisywanie takiemu człowiekowi na podstawie niesprawdzonych twierdzeń (założenia - uz. red. pol.) sto-warzyszenia politycznego albo jest głupie i naiwne, albo też kierowane przez pewien plan.
Domagam się od komisji sędziowskiej (poszanowania dla - uz. red. pol.) jednego z moich praw. Moje księgi, które skonfiskowaliście, mają dla mnie wartość tysiąca lir, a dwanaście lat temu ich znacząca część została przyjęta do Biblioteki w Ankarze z szacunkiem i uznaniem. Szczególnie Słowo Dziewiętnaste i Słowo Dwudzieste Dziewiąte, które odnoszą się wyłącznie do życia ostatecznego i wiary (ar. iman), są mi drogie i są dla mnie niezmiernie ważne. Mają one niezwykłe znaczenie, ponieważ ukazują jeden z dziesięciu aspektów cudowności Koranu. Posiadałem ich szczególne kopie, które pozłociłem na własny użytek. Sporządziłem również dla siebie trzy lub cztery kopie Traktatu dla ludzi starszych, który jest poruszającymi przemyśleniami mojej starości. Jako że nie ma w nich żadnej doczesnej kwestii, którą można by było zganić, całym moim jestestwem domagam się, byście zwrócili mi je wraz ze wszystkimi mymi traktatami w języku arabskim.
Czy będę w więzieniu, czy w grobie, owe księgi będą mymi znajomymi i przyjaciółmi na pięciu poziomach zesłania [8], jakie nałożył na mnie ten obcy świat. Jeśli zostaną mi odebrane, upadnę na kolejny, szósty poziom niemożliwego do zniesienia zesłania. Powinniście strzec się lamentu zrodzonego z prześladowań owego nadzwyczaj ciężkiego zesłania.
W żadnym wypadku nie jest to sprawa, w której przesłuchiwany jestem wyłącznie ja, ani też nie zostanie ona rozwiązana, kiedy zostanę uniewinniony, a wy zostaniecie poinformowani o tym, jaka jest prawda w owej kwestii. Przesłuchana publicznie została zbiorowa osobowość
duchowa ludzi wiedzy i ludzi pobożności, a wśród rządu narasta nieufność wobec ludzi pobożności i wiedzy. Ponieważ powstała potrzeba ostrzeżenia ludzi pobożności i wiedzy, by mogli uniknąć niebezpiecznych i szkodliwych działań, chciałbym, aby ta końcowa część mojej mowy obrończej, którą osobiście spisałem odręcznie, została rozpowszechniona w formie drukowanej, szczególnie w nowym alfabecie, aby ludzie pobożności i wiedzy nie dali się zwieść intrygom, aby nie kojarzono ich ze szkodliwymi i niebezpiecznymi działaniami, aby w oczach ogółu duchowa osobowość tego kraju została ocalona przed potępieniem. Rząd może wreszcie zacząć okazywać zaufanie ludziom wiedzy, aby ten spór został rozwiązany. Wówczas wydarzenia takie jak to, przynoszące straszliwą szkodę rządowi, temu narodowi i temu krajowi, a także powodujące takie podziały, nigdy się nie powtórzą.
(...)
Prawda jest taka, że dziewiętnaście lat temu rozpowszechnienie ośmiuset kopii Słowa Dziesiątego powstrzymało zaprzeczanie Zmartwychwstaniu i życiu ostatecznemu w sercach ludzi zbłądzenia. Powstrzymało ich od sporu w tej kwestii, wykładając przed ich oczami [9] nadzwyczajne świadectwa. Zaiste, Słowo Dziesiąte, ów potężny filar Zmartwychwstania, stało się wzniesioną wokół wiary stalową fortecą, uciszając ludzi zbłądzenia. Rząd Republiki z całą pewnością był bardzo zadowolony z tego, że kopie Słowa Dziesiątego swobodnie krążą wśród parlamentarzystów, gubernatorów i urzędników wysokiej rangi.
(...)
Kiedy przez ostatnie cztery miesiące byłem przetrzymywany w tym położeniu życia i śmierci, nikt nie zapytał mnie o mój stan, nawet listownie. By wprowadzić prostych ludzi w błąd i wzbudzić powszechny wstręt do mnie, przedstawiano mnie jako człowieka, którego nikt nie lubi, a ja sam pozostawałem w samotności i w nędznym stanie, pozbawiony jakichkolwiek udogodnień i jakiejkolwiek pomocy. Oto historia opisująca moją sytuację, którą objaśniłem w dokumentach dołączonych do mego sprzeciwu:
Pewnego razu sułtan cierpiał z powodu choroby, a lekarstwem na ową chorobę okazała się krew dziecka. Sędzia zadecydował, by ojciec pewnego chłopca oddał go sułtanowi w zamian za pewną sumę pieniędzy. Stojąc przed zgromadzeniem, miast płakać, ów chłopiec wybuchnął śmiechem.
-Dlaczego się śmiejesz? - zapytano go. - Dlaczego nie odwołujesz się od tej decyzji ani się nie skarżysz?
-Człowiek w obliczu nieszczęścia najpierw skarży się przed swoim ojcem, następnie przed sędzią, wreszcie przed sułtanem - odpowiedział chłopiec. - Mój ojciec sprzedał mnie, bym został zamordowany, teraz sędzia postanowił o mojej śmierci, a oto i sułtan, który prosi o moją krew. W odpowiedzi na ową dziwaczną i szpetną sytuację, jakiej nigdy nie widziano, mogę się tylko śmiać.
Zatem, o Sukru Kaya-beju! [10], ja również znajduję się w położeniu owego dziecka. Gdy chcemy zostać wybawieni od tyranii, wedle normalnego biegu sprawiedliwości kierujemy nasze skargi poprzez petycję najpierw do gubernatora władz lokalnych, następnie do sądu, wreszcie do ministra spraw wewnętrznych. Zamiast tego zobaczyliśmy jednak, że minister spraw wewnętrznych, który powinien być ostatnią osobą, jaka wysłucha naszych skarg, próbował ożywić własne podejrzenia, uczynić je prawdą i ukryć swoje błędy. Nieświadom faktu, że obstawanie przy błędzie jest znacznie większym błędem, chce on, by nasza krew złagodziła chorobę jego dumy, chce wymierzyć nam cios pod bezpodstawnymi pretekstami. Oficjalnie przedkładamy naszą skargę na człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, Sukru Kaya-bejowi, ministrowi spraw wewnętrznych .
Oto świadectwo, które dowodzi tego, do jakiego stopnia Sukru Kaya był zaangażowany w owe bezpodstawne podejrzenia i ukryte złośliwości:
Przybył on (do Isparty - uz. red. pol.) z Ankary, mając przy boku setkę wojskowych i piętnastu lub dwudziestu policjantów, jakby siły policji z Isparty i stacjonująca w niej dywizja wojska nie były wystarczające. Szerzył strach i terror jedynie w tym celu, aby dostarczyć do sądu samotnego człowieka takiego jak ja, a także trzech lub czterech mych bezradnych przyjaciół. Jest jasnym, że wydawanie dwóch lub trzech tysięcy lir na coś, czego mógł dokonać jeden oficer policji lub żołnierz, było marnotrawstwem publicznych pieniędzy. Następnie wydanie pięciuset lir na przetransportowanie (więźniów i ich eskorty - uz. red. pol.) z Isparty do Eskisehir, jak również tysiąckrotna szkoda wyrządzona życiu społecznemu owych niewinnych ludzi poprzez wywołanie zamieszania, ukazują, jak destrukcyjne były owe działania dla biegu spraw w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Takie wydarzenia są utrudnieniem dla zaprowadzenia porządku publicznego i dla pokojowego funkcjonowania tego bezradnego narodu. Minister celowo okazywał swoją złośliwość, wywołując niepokoje z niczego, czyniąc kretowisko setką gór w czasie, gdy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych najbardziej potrzebowało spokoju. Twierdzimy, że przyczyniając się do powstania takiej sytuacji i niepokojów, działając niezgodnie z prawem w imieniu prawa, popełniono przestępstwo tak poważne, że oficjalnie przedkładamy naszą skargę na człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, Sukru Kaya-bejowi, ministrowi spraw wewnętrznych.
Gdybym wiedział, że ten sąd, którego celem jest ochrona praw wolności, nigdy nie ulegnie wpływom zewnętrznym, wyda wyrok zgodnie z poczuciem sprawiedliwości, jakie znajdziemy w sumieniu każdego człowieka, a także zainteresuje się naszymi obawami dotyczącymi
człowieka, który nazywa się Sukru Kaya, w pierwszej kolejności założylibyśmy sprawę przeciwko niemu, ponieważ uparte obstawanie od roku przy sporządzaniu codziennych lub cotygodniowych raportów w naszej sprawie przyciąga negatywną uwagę szpiegów i policji. Ci ludzie karmili nas, aby nas utuczyć, jakbyśmy byli jagniętami ofiarnymi.
Choć sąd powinien troszczyć się jedynie o wymierzenie sprawiedliwości, choć ludzie, którzy zasiedli w nim, aby wysłuchać całej sprawy, są prawdziwie wierni sprawiedliwości, niestety w wyniku ulegania wpływom wysokiej rangi urzędników, takich jak Sukru Kaya, nie byli oni w stanie uniewinnić nas, a zatem sprawili, że cierpimy.
To gubernator Isparty jako miejscowa władza był najbardziej odpowiedzialny za staranne wypełnienie obowiązku chronienia nas, a także bezradnych i niewinnych ludzi z Isparty, których zatrzymano, jak również za podjęcie wysiłków na rzecz tego, by jak najszybciej zostali oni uwolnieni. Jednak przeciwnie, poprzez bezsensowne i bezpodstawne wymówki dokłada się starań, aby zmiażdżyć więźniów z Isparty, szczególnie tych, którzy są potrzebujący i biedni, by ukarać ich głodem i cierpieniem, nie dostarczając im racji żywnościowych.
Zatem miast skarżyć się na ową nadzwyczaj tragiczną sytuację, odpowiadamy na nią śmiechem, jak ów chłopiec. Pokładamy nasze zaufanie w Bogu i przedkładamy naszą sprawę Chwalebnemu, Który jest nad każdą rzeczą Przemożny (Al-'Aziz Al-Dżabbar).
Oto fragment, który napisałem, by pocieszyć mych braci w rozpaczy czasu prześladowania, kiedy nikt nie słyszał wołań owych niewinnych ludzi. Mnie również nie zezwolono na rozmowę z nimi.
Został on dodany do naszej obrony tytułem związku z tematem tej stacji.
Spójrzcie na ochronę i troskę Zachowującego każdą rzecz, Któremu należy się wszelka chwała (Al-Hafiz Zu'l-Dżalal). Zgodnie z liczbą stu dwudziestu Traktatów Światła, liczba ludzi, którzy złożyli świadectwo w naszej sprawie poprzez poufne dokumenty, również wyniosła sto dwadzieścia. Nie znaleziono absolutnie żadnej kwestii wskazującej na powiązania kogokolwiek spośród uczniów Światła z planami
cudzoziemców, podstępami komitetów opozycyjnych ani też z żadnym z rozpowszechnionych obecnie stowarzyszeń politycznych. Był to zaiste najbardziej widoczny i olśniewający przejaw Bożej opieki. Jest to łaska Boga prawdziwie potwierdzająca Jego ochronę, a także przykład cudotwórstwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i noszącego przydomek Ghałs al-A'zam Szejka Al-Gajlaniego (niech jego tajemnica będzie uświęcona) w temacie Traktatów Światła. Czterdziestu dwóch naszych skrzywdzonych przyjaciół, wznoszących otwarte ręce w błaganiu do dworu Boga, zatrzymało czterdzieści dwa armatnie granaty i sprawiło, że duchowo wybuchły one w głowach sprawców naszej niedoli. Jeśli chodzi o nas, wyszliśmy z tego z zaledwie jedną lub dwiema niewielkimi ranami, które przyniosą wielką nagrodę. Ocalenie przed ostrzałem działa, które ładowano i przygotowywano od roku, za cenę tak nieznacznych szkód, jest czymś całkowicie nadzwyczajnym. Na tak wspaniałe błogosławieństwo trzeba odpowiedzieć z wdzięcznością, radością i szczęściem. Od tej pory nasze życie nie należy do nas, ponieważ wedle planów intrygantów mieliśmy zostać zgładzeni na sto procent.
Oznacza to, że od tej pory powinniśmy wydać nasze życie jako datek (ar. łaqf), by służyć prawdzie. Nie skarżąc się, powinniśmy dokładać starań, aby dostrzec cechy, prawdziwe oblicze i istotę Bożego miłosierdzia, co poprowadzi nas ku wdzięczności.
Poniższe słowa nagle zaświtały przede mną trzeciego dnia owej osobliwej i ciężkiej grypy, która sprawiła, że przez ostatnie trzy dni nie jadłem nic prócz szklanki ayranu i szklanki mleka. Spisałem owo wspomnienie jako wprowadzenie do mej mowy obrończej w sądzie, a także na pamiątkę. Wszelki widoczny w nim gniew lub niedociągnięcia są wynikiem mojej choroby. Zaiste, będąc trapionym zmęczeniem mentalnym pośród wielu innych kłopotliwych stanów, jakich doznaję, jestem zmuszony do tego, by bronić prawdy, ponieważ potrzebuje tego setka ludzi. Byłem w stanie jedynie wyrazić prawdę na tyle, na ile mogłem to uczynić w obecnych okolicznościach.
WPROWADZENIE KTÓRE ZGODNIE Z MĄDRYM ZAMYSŁEM ZOSTAŁO WŁĄCZONE DO KOŃCOWEJ MOWY OBROŃCZEJ
Jak rząd Republiki przyjął zasadę "neutralności poprzez oddzielenie religii od spraw tego świata"; jak jego prawa nie wtrącają się do spraw ateistów z powodu ich niewiary, tak również jest wymagane, by rząd nie ingerował w sprawy pobożności ludzi religijnych. W ten sam sposób chcę również rozróżnić rząd Republiki od ukrytych i destrukcyjnych komitetów, które stanowią partię ateizmu, uwodzą partyjnych urzędników i układają swe plany. Chcę ujrzeć rząd Republiki, który z definicji powinien być bezstronny, trzymający się z dala od intrygantów. Moje wojownicze wyrażenia skierowane są do tych intrygantów. Członkowie owych spiskujących komitetów, którzy wkraczają do sfery publicznej służby rządu, niosą w rękach dwa preteksty, za pomocą których przyklejają łatki ludziom pobożnie religijnym, w ten sposób wprowadzając rząd w błąd. Jednym z owych pretekstów jest to, iż nazywają pobożnych ludzi "zacofanymi reakcjonistami", co oznacza jedynie tyle, że ci ludzie nie okazują sympatii dla niewiary ateistów. Drugi pretekst polega na oczernianiu nas poprzez twierdzenie, że "czynimy religię narzędziem polityki", co ma wyrażać znaczenie tego, że nie uważamy, by ateizm - niech Bóg uchroni - był poglądem odpowiednim dla tego muzułmańskiego rządu.
Rząd Republiki oczywiście nie będzie rozważał idei owych ukrytych ateistów, którzy przynoszą szkodę temu krajowi i temu narodowi, ani też nie stanie się ich partią. Zakazanie owych idei jest tym, czego wymagają prawa Republiki. Stawanie po stronie owych ateistów jest sprzeczne z fundamentalnymi zasadami Republiki. Rząd Republiki powinien przyjąć rolę rozjemcy między nami a owymi ludźmi zepsucia. Niezależnie od tego, która z dwóch stron jest tyranem i znieważa drugą, rozjemca powinien wydać orzeczenie i wyegzekwować sprawiedliwość.
Nie można zaprzeczyć temu, że prądy ateizmu i pobożności we wszechświecie istniały od czasów Adama (niech będzie z nim pokój) i przetrwają aż po Dzień Sądu. Ci, którzy są dobrze poinformowani
odnośnie do sedna naszej sprawy, zdają sobie sprawę z tego, że atak na nas jest atakiem na ludzi pobożnie religijnych, przedsięwziętym bezpośrednio z powodu ateizmu. Fakt, że większość filozofów pojawiła się na Zachodzie, zaś większość proroków ukazała się na Wschodzie i w Azji, jest znakiem Bożego zarządzenia (ar. qadr) wskazującym na to, że tym, co będzie dominowało w Azji i co w niej zwycięży, jest prąd religii. Z pewnością rząd Republiki jako naczelny dowódca Azji skorzysta z owej cechy charakterystycznej i z tego bogatego źródła, a swoją zasadę bezstronności zastosuje nie wobec ateistów, lecz raczej wobec ludzi pobożnych.
Kwestia Druga: Możecie argumentować, że niektóre części Traktatów Światła zawierają kwestie stojące w sprzeczności z prawem. Owym aspektem powinny zająć się sądy. Jednakże Traktaty Światła jako takie są dziełem, które zawiera setkę duchowych odkryć (ar. kaszf). Aby uchronić owe odkrycia przed pójściem na marne, koniecznym jest, by chronić ich prawa. Wśród ludzi prawdy, wiedzy i pióra takie odkrycia mają wielką wagę i wielkie znaczenie. Człowiek nie może rościć sobie praw do odkrycia innych ludzi, a jeśli tak czyni, wówczas wedle przyjętego zwyczaju praktykowanego we wszystkich krajach są oni uprawnieni do tego, aby podać go do sądu. Traktaty Światła, które - mam nadzieję - zostaną pewnego dnia opublikowane za zezwoleniem rządu, nad których odkryciami i nad spisywaniem ich pracowałem przez ostatnie dwadzieścia do trzydziestu lat, są wynikiem trwającego pięćdziesiąt lat dochodzenia i walki idei. Są produktem mojej pracy i poszukiwań w różnych źródłach. Obwinianie tych dzieł z powodu piętnastu punktów, które stały się niezgodne z niektórymi spośród nowych praw, jakie wprowadzono już po opublikowaniu traktatów, spowoduje utratę zarówno owych prawd, jak i moich praw do nich i położy podwaliny pod to, by kto inny mógł dokonać plagiatu, skraść je i rościć sobie do nich prawo własności. Na tej podstawie sprawiedliwy sąd musi rozważyć przede wszystkim ochronę moich praw w imię prawa i przez wzgląd na prawdę.
Aby dopomóc mojej sprawie poprzez udowodnienie mych argumentów przytoczonych przeciwko ludziom nauki, filozofii oraz krytykom akademickim, jest niezbędnym, aby moje dzieła zostały mi zwrócone. Przedkładam zatem prośbę o zwrot tych traktatów, które zostały skonfiskowane na podstawie bezpodstawnych podejrzeń o to, że stanowiły narzędzie zbrodni, abym mógł podjąć przygotowania dotyczące owych odkryć i debaty naukowej. Nawet jeśli mnie uwięzicie, tych dzieł nie można uwięzić i powinny towarzyszyć mi one jako przyjaciele w więzieniu. Ten sprawiedliwy sąd z pewnością udaremni plany ludzi złośliwych i nie zniży
się do podążania za tym, co starają się oni zaszczepić innym. Jeśli jednak tak postąpi, będzie to poczytane za poważne niedociągnięcie i będzie sprzeczne z honorem i uczciwością sądu w odniesieniu do należytego procesu sprawiedliwości. Pozostając w szacunku dla funkcji sądu, mówię, że nie ma dla niego zaszczytu większego niż dotarcie do prawdy i osiągnięcie sprawiedliwości. Sprawiedliwość wymaga tego, by sąd wykonywał swój obowiązek, pozostając wolnym od wszelkich wpływów. Polegając na tym, proszę nie we własnym imieniu, lecz przez wzgląd na wzniosłe prawdy i na prawa wielu niewinnych ludzi, aby natychmiast oddalono bezpodstawne oskarżenia dotyczące owych dzieł, a to poprzez oznajmienie wolności Traktatów Światła.
Kwestia Trzecia, czyli wyimaginowane przestępstwo, jakie się nam zarzuca:
Jest zrozumiałym, że w mojej sprawie wywiera się presję, bym został skazany, używając jako pretekstu pozornego i ogólnego zakresu Artykułu 163 Kodeksu Karnego [11]. Aby to osiągnąć, przyjęto ogólne stwierdzenie owego Artykułu bez rozważenia warunków ograniczających jego zastosowanie. W kilku przypisywanych nam kwestiach udzieliłem rozstrzygających i prawdziwych odpowiedzi w mej mowie obrończej, którą posiadacie panowie w aktach. Z powodu dziesięciu lub piętnastu kwestii Traktaty Światła, które zawierają setkę duchowych odkryć i setki doniosłych prawd, a składają się z ponad stu części, nie spotkały się z nagrodą ani uznaniem, lecz zostały poddane krytyce i ukarane przez sądy. Jest zatem moim prawem, bym domagał się od waszego sądu po-szanowania prawa wolności dla mnie i dla Traktatów Światła. Rozwiązanie tej kwestii i doprowadzenie do zgody jest koniecznością.
Kwestia Czwarta: Zrozumiałym jest, że ludzie, którzy atakowali mnie do tej pory i którzy zwrócili rząd przeciwko nam, są złośliwi i wtrącają się do naszych spraw jedynie z powodu swej niechęci, ponieważ starają się zniszczyć nas wszelkimi możliwymi środkami. Najpierw było to twierdzenie o założeniu tariki - nie znaleźli niczego. Później było to oskarżenie o założenie stowarzyszenia. Później były to twierdzenia o "zakładaniu stowarzyszenia politycznego", "postępowaniu niezgodnym z zasadami rewolucji", "działaniach komitetu opozycyjnego" i "niedozwolonym publikowaniu książek". Ci ludzie pracują zatem nad zniszczeniem nas poprzez wiele innych aspektów aktu oskarżenia. Kiedy nie znaleźli oni żadnego znaku prawdziwości owych twierdzeń, ostatecznie skorzystali z okazji, jaką dały im pozorne i ogólne wyrażenia paragrafu prawa, bez jakiegokolwiek rozważenia warunków ograniczających
jego zastosowanie. Chcą oskarżyć i skazać nas poprzez kwestię tak niedorzeczną, że nie zgodziłby się z nią ani nie uznał jej nikt, ktokolwiek tylko posiada inteligencję. Zaiste, żaden inteligentny człowiek na tej ziemi nigdy nie przyjąłby owej kwestii za prawdę, a każdy, kto tylko posiada choćby najmniejszy stopień świadomości, nazwie ją oszczerstwem.
Ową kwestią są słowa mówiące o tym, że "Kurd Said czyni religię narzędziem polityki". Jedynie jedno z piętnastu lub dwudziestu świadectw obalających owo oskarżenie - a pięć lub dziesięć zostało już zapisanych w mojej mowie obrończej - przedstawia się następująco:
Wyrażę mój osobisty stan, który jestem gotów udowodnić poprzez setkę świadectw, a który prawdziwie obali podstawy owego oskarżenia.
Ludzie z wioski Barla, w której mieszkałem przez dziewięć lat, zaświadczą, a moi bliscy przyjaciele w Isparcie, w której żyłem przez dziewięć miesięcy, złożą świadectwo, zaś moi przyjaciele, którzy znają mnie osobiście, poświadczą, że przez trzynaście lat nie przeczytałem, nie wysłuchałem ani nie poprosiłem o żadną gazetę będącą rzecznikiem polityki. Zaprawdę, nawet przy kilku okazjach, kiedy gazety donosiły o wydarzeniach, które miały mnie dotyczyć, a każdy był ich ciekaw, nigdy nie pragnąłem przeczytać owych gazet, nigdy ich nie czytałem ani też nie prosiłem o to, by mi je przeczytano.
Czyż kiedykolwiek można byłoby powiedzieć, że Said w Traktatach Światła używa religii jako narzędzia polityki, kiedy szczegółowe dochodzenia przeprowadzone przez rząd wykazały, że prócz owych piętnastu kwestii wszystkie wysiłki Traktatów zwrócone są ku mojemu życiu ostatecznemu, mojej wierze i uświęconym prawdom? Jak można byłoby powiedzieć, że Said wykorzystuje najbardziej świętą prawdę, taką jak religia i potwierdzona wiara (tur. iman-i tahqiqi), którą uznaje za najświętszą i najbardziej wzniosłą sprawę we wszechświecie? Jak mógłby on wykorzystywać je jako narzędzie dla najbardziej niebezpiecznej, grzesznej i buntowniczej sprawy, jaką jest polityka, która prowadzi do utraty wielu praw, jest bezowocna i zasługująca na wzgardę? Czyż nie jest jasnym, jak dalecy od inteligencji, uczciwości i świadomości są ci, którzy przyjmują takie stanowisko i taki osąd? Zaiste, sprawiedliwy sąd odrzuci tak bezpodstawne podejrzenia o to, co mi się przypisuje, i przeprowadzi proces sprawiedliwości. To prawda, że nieświadomość prawa nie stanowi usprawiedliwienia. Jednakże dla człowieka, który był niesprawiedliwie przetrzymywany pod nadzorem w małej wiosce, w nieznanym sobie regionie, który był stale nękany, aż sprawiono, że wycofał się on ze świata... Tak, w takich okolicznościach człowiek, który nie
zna prawa,z pewnością przedstawi usprawiedliwienie, które będzie słusznym w oczach ludzi uczciwości.
Zatem to ja jestem tym człowiekiem. Nie znałem żadnych artykułów prawa, w oparciu o które można byłoby mnie osądzić, niesprawiedliwie i poprzez bezpodstawne podejrzenia. Nie potrafiłbym nawet podpisać się w nowym alfabecie. Niekiedy nawet przez dziesięć dni nie widywałem innych ludzi prócz człowieka, który mi usługiwał. Każdy uciekał od udzielania mi pomocy. Nie mam środków na wynajęcie adwokata. Przez całe moje życie przestrzegałem zasady, która mówi: "Najbardziej skutecznym i przynoszącym największą korzyść podstępem jest wyrzeczenie się podstępu". Również w całej mej mowie obrończej trzymałem się zasad prawdy, lojalności i uczciwości. W oparciu o ową prawdę, jest koniecznością oraz wymogiem sprawiedliwości, by z wyrozumiałością spojrzeć na wyrażenia, jakie można znaleźć w mej mowie obrończej oraz - bardzo rzadko - w dwóch lub trzech z moich traktatów, które nie odpowiadają obecnym prawom i oficjalnym procedurom.
Wszystkie punkty ujęte pokrótce w mej mowie obrończej można znaleźć omówione szczegółowo w mojej petycji skierowanej przeciwko aktowi oskarżenia, a punkty ujęte pokrótce w owej petycji można znaleźć omówione szczegółowo w mowie obrończej. Petycja i mowa obrończa uzupełniają się nawzajem. Wraz z warunkami ograniczającymi jego zastosowanie oraz zgodnie z duchem prawa znaczenie Artykułu 163 dotyczy unikania wszelkich działań, które mogłyby zaburzyć porządek publiczny. Ani w moich działaniach, ani też w moich traktatach nie znaleziono żadnego świadectwa ani żadnej sugestii, które mogłyby wskazywać na zaburzenie porządku publicznego czy też sygnalizować je. Dwadzieścia razy ukazałem w rozstrzygający sposób, że ów Artykuł nie dotyczy naszej sprawy i nie znajdzie się w nim niczego, co nakazywałoby ukaranie nas. Niezgodne z reputacją prawa jest to, że uparcie używa się wspomnianego Artykułu - być może pozostając pod wpływem wcześniejszych podejrzeń - celem udzielenia nam nagany. Domagam się mojego uniewinnienia, a na zakończenie mówię:
[12]
[13]
PETYCJA WYMIERZONA PRZECIWKO AKTOWI OSKARŻENIA
Zwracam się do komisji sędziowskiej i oskarżyciela publicznego! Odpowiedzi na wszystkie kwestie, o które obwinia się mnie w tym akcie oskarżenia, można znaleźć w mojej mowie obrończej, którą przedłożyłem do akt w urzędzie sędziego śledczego. Szczególnie w miejsce mojej petycji przedstawiam wam liczącą trzydzieści trzy strony mowę obrończą zatytułowaną "Moja końcowa mowa obrończa". Aby zwrócić uwagę sprawiedliwości i uczciwości na tę kwestię, mówię, co następuje:
Przez ostatnie dziesięć lat byłem niesprawiedliwie przetrzymywany i prześladowany w prowincji Isparta. Nigdy nie odnotowano żadnego znaku ani nawet sugestii zagrożenia porządku i bezpieczeństwa publicznego. Jakaż uczciwość i jaka świadomość mogłyby zezwolić na to, by przedstawiono mi zarzuty prób zakłócenia bezpieczeństwa publicznego? Gdyby Artykułowi 163 prawa nadać to samo znaczenie, jakie zastosowano w naszej sprawie, wówczas dotyczyłby on przede wszystkim ministra spraw religijnych, a także wszystkich imamów i kaznodziejów, ponieważ jesteśmy ich towarzyszami w ożywianiu życia religijnego. Gdyby założono sprawę przedstawiającą bezsensowną ideę, wedle której zachęcanie do religii bezwarunkowo jest aktem zakłócenia bezpieczeństwa publicznego, wówczas zastosowanie owego Artykułu byłoby bardzo rozległe. Istnieje jeden aspekt, który odróżnia mnie od innych ludzi: objaśniam prawdy wiary w najbardziej rozstrzygający sposób, bez żadnych wątpliwości i z całkowitą pewnością. Jeśli nawet założymy istnienie ogólnego zarzutu wobec wszystkich wyznawców religii, to owa różnica wyłączy nas z takich zarzutów.
Przy wszystkich dochodzeniach dotyczących mnie samego niesprawiedliwością będzie zatrzymanie dwudziestu niewinnych, bezgrzesznych ludzi z powodu czegoś, co jeszcze nie zostało sprecyzowane, nawet jeśli zostało sprecyzowane, to nie stanowi przestępstwa z punktu widzenia prawdziwej sprawiedliwości, a nawet gdyby stanowiło przestępstwo, to jest to kwestia, o którą można oskarżyć wyłącznie mnie. Przetrzymywanie tych ludzi z dala od ich rodzin, dzieci i pracy oraz przyczynianie im cierpień w więzieniu z pewnością jest niezgodne z poglądem sądu na sprawiedliwość. Wielu bezradnych i niewinnych ludzi wielce cierpi z powodu aresztowań tych, którzy mieli ze mną choćby najlżejszy kontakt.
W odniesieniu do aktu oskarżenia, który sugeruje, że moje zesłanie było w jakiś sposób związane z wydarzeniami na wschodzie (Turcji - uz. red. pol.), odpowiadam, mówiąc:
W archiwach rządu nie istnieje żaden dokument odnoszący się do mojego udziału w tych wydarzeniach. Zostało potwierdzonym, że moje zesłanie było wyłącznie środkiem ostrożności. Zwykłem wówczas żyć jako pustelnik, tak jak żyję teraz. Kiedy żyłem w górskiej jaskini wraz z jednym z mych pomocników, zostałem bez powodu aresztowany na dziesięć lat. Ponieważ nie ubiegałem się o zezwolenie na wygłaszanie kazań, po tym, jak przez dziewięć lat siłą przetrzymywano mnie na wsi, a przez rok w Isparcie, teraz sprawiono, iż cierpię obecne nieszczęście.
ODPOWIEDŹ NA TRZECI AKT OSKARŻENIA
"...Po ustanowieniu swojej siatki, kiedy przebywał w Barli, (Said Nursi - uz. red. pol.) pozyskał materialne i duchowe wsparcie ludzi z bliska i z daleka. Swoją działalność rozpoczął od spisania różnymi sposobami zbioru książek zwanych Traktatami Światła. Sporządził ich kopie, potajemnie pracując nad publikowaniem i rozpowszechnianiem owych dzieł w okolicach Antalyi, Aydin, Milas, Egirdir, Dinar i Van, co wyznali jego ludzie. Określanie przez niego tych dzieł, które mogłyby zagrozić publicznemu bezpieczeństwu, jako 'poufne' bądź 'na pół poufne' może być uważane za przyznanie się do (opracowania - uz. red. pol.) jego tajnego planu".
Przedstawię rozstrzygającą i objaśniającą odpowiedź na ten fragment. Przedstawiam wam jako petycję liczącą trzydzieści pięć stron mowę obrończą, która w waszych aktach ma tytuł "Moja końcowa mowa obrończa".
Niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! Nigdy nie wykorzystywałem i nigdy nie wykorzystam wiedzy w temacie wiary w jakimkolwiek innym celu, jak tylko dla zadowolenia Boga, ani też nikt nie ma prawa do tego, by tak czynić. Sto dwadzieścia pięć traktatów nazwanych Traktatami Światła zostało spisanych na przestrzeni dwudziestu lat.
Jeśli chodzi o te traktaty, które uważam za poufne, trzy z nich określiłem w ten sposób, aby nie poprowadziły nas ku dumie i hipokryzji. Obecnie jestem zmuszony ujawnić część tego, co było skryte za ową zasłoną prywatności.
Jeden z owych traktatów, które są poufne, jest cudem Al-Gajlaniego zwanego Ghałs al-A'zam; drugi jest cudem Imama 'Alego; trzecim jest traktat o tajemnicy szczerości intencji (ar. ichlas). Dwa z owych cudów są znakami Imama 'Alego i Szejka Al-Gajlaniego, mającymi formę docenienia mojej służby Koranowi, po stokroć przekraczającego moje rzeczywiste zasługi. Jeśli chodzi o traktat mówiący o szczerości intencji, która chroni przed hipokryzją, dumą i egoizmem, został on oznaczony jako poufny, a jego rozpowszechnianie ograniczone do najbardziej wybranych spośród moich braci. Cóż to ma wspólnego z zakłócaniem bezpieczeństwa publicznego, o które zostałem oskarżony?
Jeśli chodzi o drugi rodzaj moich poufnych dzieł, są nimi jeden lub dwa traktaty sprzeciwiające się Europejczykom i bezbożnym atakom doktora Cevdeta [14], spisane przeze mnie dziewięć lat temu, kiedy należałem do Daru'l-Hikmet. Dwa krótkie traktaty, które napisałem, miały postać skargi na nieuczciwe i bezpardonowe ataki pewnych urzędników rządowych, o których wspomniałem w mej ostatniej mowie obrończej. Po spisaniu owych czterech traktatów, aby nie wtrącać się do zaprowadzania przez rząd nowych praw wolności, zabroniłem ich rozpowszechniania i oznaczyłem je jako "poufne". Powstała ograniczona liczba ich kopii, które pozostawały w posiadaniu jednego lub dwóch z mych najbardziej wybranych braci. Moim świadectwem tego jest fakt, że w czasie wszystkich waszych dochodzeń nie znaleziono nigdzie ani jednego z owych poufnych traktatów. Skonfiskowaliście jedynie spis wszystkich traktatów, na podstawie którego domagacie się wyjaśnienia owych kwestii. Odniosłem się już do tego, a moje odpowiedzi są zapisane w aktach.
W akcie oskarżenia użyto słów, wedle których poprzez różnych ludzi pracowałem nad rozpowszechnianiem i publikowaniem Traktatów Światła w wielu regionach. Oto, co mówię w odpowiedzi:
Zdacie sobie sprawę z tego, że byłem przetrzymywany w odosobnieniu i samotności, a przy mej ułomnej zdolności pisania pozostawałem pod nadzorem w czasie, kiedy wszyscy wystrzegali się ofiarowania mi jakiejkolwiek pomocy. Jakże sprzecznym z prawdą jest uważanie wysyłania mych spisanych przemyśleń w kwestiach wiary do jedynie czterech lub pięciu przyjaciół za "pracę nad publikowaniem i rozpowszechnianiem"! Dla człowieka takiego jak ja, który zwrócił na siebie powszechną uwagę
w sposób dalece przekraczający jego zasługi, który przez piętnaście lat zajęty był nauczaniem w Van... Jak działanie polegające na wysłaniu do jednego przyjaciela jednego lub dwóch spośród mych traktatów mówiących o wierze (ar. iman) można nazwać publikowaniem? Z całą pewnością nie mogłem niczego opublikować, nie posiadając żadnej prasy drukarskiej, żadnego spisującego ani zdolności odręcznego pisania. Oznacza to, iż Traktaty Światła są tak urzekające, że same się rozpowszechniają.
Opublikowaliśmy jedynie traktat dotyczący Zmartwychwstania, a nazwany Słowem Dziesiątym, kiedy jeszcze nie używano nowego alfabetu. Krążył on wśród wysokich urzędników rządowych, parlamentarzystów i gubernatorów, a nikt mu się nie sprzeciwił. Z tego powodu opublikowano i rozpowszechniono osiemset kopii owego traktatu. Z powodu jego rozpowszechnienia niektóre z moich traktatów, odnoszące się wyłącznie do życia ostatecznego i wiary, rozpowszechniły same siebie, trafiając do innych ludzi. Rozpowszechnianie owych dzieł bez mojej woli sprawiło mi zadowolenie, zatem w niektórych z mych prywatnych listów wyraziłem moje uznanie w formie zachęty. Przez ostatnie trzy miesiące, po szczegółowych dochodzeniach wśród całego tego wielkiego narodu, znaleziono piętnastu lub dwudziestu ludzi, którzy posiadali kopie moich ksiąg. W jaki sposób może być uważane za publikowanie książek to, że człowiek taki jak ja, który spędził trzydzieści lat swego życia na pisaniu i nauczaniu, miał dwudziestu bliskich przyjaciół, którzy posiadali kopie niektórych poufnych traktatów? Jak możecie wzbudzać wątpliwości dotyczące celów osiąganych poprzez owe publikacje?
Szanowni panowie! Gdybym uganiał się za celem doczesnym lub politycznym, wówczas przez te dziesięć lat dowiedzielibyście się o moich powiązaniach nie z piętnastoma czy dwudziestoma, ale ze stu tysiącami ludzi. Tak czy inaczej, więcej szczegółowych wyjaśnień w tej kwestii można znaleźć w mojej końcowej mowie obrończej.
(...)
Wersety:
[15]
[16]
które są prawdą oraz najbardziej rozstrzygającą odpowiedzią naukową, nie pozostawiają żadnych wątpliwości w kwestii sprzeciwiania się cywilizacji, a można je znaleźć we wszystkich dziełach interpretatorów Koranu. Jak zatem można używać ich przeciwko mnie w akcie oskarżenia?
Ponadto, odnosząc się do spisu (traktatów - uz. red. pol.), akt oskarżenia wyraża krytykę wobec poglądu, wedle którego tłumaczenie znaczenia nigdy nie może zastąpić Koranu ani też słów wspominania Boga (ar. zikr). Minęło już osiem lat [17], a ta kwestia jest prawdą naukową, której nie można się sprzeciwić. W jaki sposób możecie wykorzystywać ją przeciwko mnie, jako że dopiero po jej spisaniu rząd uznał tłumaczenia za możliwe do przyjęcia z powodu pewnych okoliczności obecnych czasów?
Inną kwestią jest skarga na naczelnika dystryktu i kilku jego przyjaciół, którzy brutalnie mnie prześladowali, a także na ludzi stojących na czele powiatów [18] i nadużywających swojego stanowiska. Owa skarga składa się z czterech punktów odnoszących się do zamknięcia naszego meczetu. Nigdy nie dawałem nikomu tego traktatu, stąd nie znaleziono żadnej osoby, która by go posiadała.
(...)
Z powodu doskonałych przykładów tałafuq w Słowie Dziesiątym zdania owego Słowa wskazują poprzez tałafuq na datę jego napisania, a także na datę ustanowienia świeckiej Republiki, która oddzieliła religię od spraw tego świata. Owe tałafuq były znakiem tego, że zostanie zanegowana prawdziwość Zmartwychwstania. Oznacza to, że znaczenie tego fragmentu jest następujące: "Jako że Republika nie wtrąca się do spraw religii ani ateizmu, ze swej zasady pozostając bezstronna, prawdopodobnym jest, że ludzie zbłądzenia i bezbożności wykorzystają bezstronność Republiki jako sposobność do tego, by otwarcie zaprzeczyć zaistnieniu Zmartwychwstania". Nie jest to atak na rząd, lecz raczej wskazanie na jego bezstronność. Prawda jest taka, że dziewiętnaście lat temu rozpowszechnienie ośmiuset kopii Słowa Dziesiątego skutecznie ograniczyło zaprzeczanie Zmartwychwstaniu w sercach ludzi zbłądzenia, nie pozwoliło im na to, by przemówili, i zmusiło ich do milczenia, wykładając przed ich oczami zdumiewające dowody Słowa Dziesiątego.
Zaiste, Słowo Dziesiąte stało się stalową fortecą wzniesioną wokół wspaniałych filarów wiary, takich jak wiara w Zmartwychwstanie, i zmusiło do milczenia ludzi zbłądzenia. Rząd Republiki z pewnością był zadowolony z tego, że kopie Słowa Dziesiątego całkowicie swobodnie krążą wśród parlamentarzystów, gubernatorów i urzędników wysokiego stopnia.
Oto nadzwyczaj potężna naukowa odpowiedź uciszająca sprzeciwy wobec wersetu mówiącego o zasłanianiu ciała przez kobiety. Owe sprzeciwy były wygłaszane w imię europejskiej cywilizacji, a także przez wzgląd na prowadzoną przez Brytyjczyków politykę zepsucia. Taka
naukowa odpowiedź zostałaby przyjęta z uznaniem nie tylko piętnaście lat temu, lecz w każdym czasie. Członkowie rządu Republiki, którzy są orędownikami wolności, z pewnością nie będą ograniczali wolności nauki.
(...)
Zwracam się do komisji sędziowskiej! Gdyby celem Traktatów Światła był ten świat, gdyby uganiały się one za jakimkolwiek celem doczesnym lub gdyby kiedykolwiek kierowały się takim motywem, w stu dwudziestu traktatach znaleźlibyście panowie dziesiątki tysięcy kwestii godnych nagany. Jeśli piętnaście lub dwadzieścia spośród stu dwudziestu słodkich owoców stało się kwaśnymi niczym lek antybakteryjny, czyż mogłoby być możliwym zakazanie wstępu do tak błogosławionego ogrodu i pociągnięcie do odpowiedzialności właściciela owego ogrodu? Pozostawiam decyzję waszym sumieniom, namiętnie miłującym wymierzanie sprawiedliwości. W mojej końcowej mowie obrończej powiedziałem, że walczyłem przez trzydzieści lat i będę kontynuował tę walkę, aby dostarczyć odpowiedzi na twierdzenia europejskich filozofów i ateistów, którzy przez wzgląd na filozofów Europy działają w kraju na rzecz planów cudzoziemców. Każdy, kto podąża za moimi traktatami, będzie wiedział, że w większości przypadków to oni są tymi, do których się zwracam, zaraz po mej własnej duszy (ar. nafs).
Teraz pytam was: W jaki sposób potężne naukowe ciosy, jakie wymierzyłem w głowy europejskich filozofów i w twarze każdego z owych niewiernych ateistów, pracujących na rzecz planów cudzoziemców, można uważać za wymierzone przeciwko rządowi? Nie możemy pojąć, jak to możliwe, że ciosy, które spadły na takich ludzi, uważa się za wymierzone przeciwko rządowi. Miłujący wolność rząd Republiki powinien raczej powinszować wymierzenia owych ciosów, nie mówiąc już o oskarżaniu owych prawdomównych i naukowych ciosów w imieniu prawa i rządu.
(Petycja spisana w odpowiedzi na akt oskarżenia,którego odczytanie w sądzie zajęło trzy dni)
Pierwszego dnia akt oskarżenia był odczytywany do wieczora, ponieważ się spóźniłem. Drugiego dnia tłumaczono większą część aktu oskarżenia. Pospiesznie spisałem tę długą petycję, mając na to jedynie pięć lub sześć godzin. Jak już wspomniałem w mej wcześniejszej mowie obrończej, jako że nie znam obecnych procedur i praw, a szczególnie procedur oficjalnych, ponieważ zabroniono mi utrzymywania kontaktu z kimkolwiek, owa długa petycja spisana w ciągu czterech czy pięciu godzin z pewnością będzie nieuporządkowana i niedoskonała. Życzę sobie tego, abyście panowie spojrzeli na nią pobłażliwie.
MOJA KOŃCOWA MOWA OBROŃCZA WYGŁOSZONA PRZEZ SĄDEM KARNYM
Oto mowa obrończa będąca odpowiedzią na dwanaście stron dotyczących mego charakteru spośród sześćdziesięciu stron przyjętego przez sąd aktu oskarżenia.
Na kwestie poruszone w akcie oskarżenia odpowiedziałem w rozstrzygający sposób w mej mowie obrończej, którą posiadacie w aktach. W odpowiedzi na bezpodstawny i przerażający dokument, który nazwano "aktem oskarżenia", przedstawiam wam liczącą dziewiętnaście stron petycję i liczącą dwadzieścia dziewięć stron końcową mowę obrończą. Obie te mowy obrończe w rozstrzygający sposób odrzucają i obalają wszystkie punkty napomnienia nakreślone w akcie oskarżenia przez sędziów śledczych. Wyjaśnię w pięciu Zasadach podstawy aktu oskarżenia, źródło zamieszania wprowadzanego przez tych, którzy
owe oskarżenia sporządzają, a także odniosę się do cytatów, jakich niewłaściwie użyto.
Po pierwsze: Używając jako pretekstu piętnastu fragmentów dwóch lub trzech części spośród stu dwudziestu Traktatów Światła, oskarża się Traktaty Światła o to, że sprzeciwiają się zasadom rządu, są przeciwne ustrojowi i starają się zakłócić bezpieczeństwo publiczne. W odpowiedzi na tak bezpodstawne twierdzenie mówię, co następuje:
Cywilizacja jest wspólną własnością całej Europy, a rząd Republiki przyjął pewne prawa owej cywilizacji jedynie przez wzgląd na okoliczności tego czasu. Jak to możliwe, by moja naukowa obrona, którą podejmuję w imieniu prawd Koranu, a która skierowana jest przeciwko szkodliwym, nie zaś przynoszącym korzyść aspektom owej cywilizacji, była określana jako "sprzeciwianie się zasadom rządu, ustrojowi i przemianom zaprowadzonym przez rząd"? Czyż rząd Republiki poniżyłby się do tego, by działać jako obrońca szkodliwych elementów europejskiej cywilizacji? Czyż sprzeczne z islamem prawa owej ułomnej cywilizacji miałyby być głównym celem, do którego ów rząd dążył przez tak długi czas? Jak naukową obronę prawd Koranu można porównać do ułomnych ustępów praw owej cywilizacji i jak można uważać ją za sprzeciwianie się rządowi?
Jak trzydzieści lat mojej naukowej obrony przed sprzeciwami i atakami Europejczyków dotyczącymi świętych prawd wersetów:
[19]
[20]
[21]
[22]
można uważać za "zamiar sprzeciwienia się przemianom, zasadom i władzy rządu", kiedy przez ostatnie trzydzieści lat tte same rozstrzygające wersety Wszechmądrego Koranu doczekały się milionów spisanych komentarzy, które można dziś znaleźć we wszystkich bibliotekach? Takie postępowanie jest zawiścią tak jawną i podejrzeniem tak bezpodstawnym, że gdyby owa kwestia nie została poruszona przed tym sprawiedliwym sądem, nie uważałbym jej za godną tego, aby odpowiadać na nią w mej mowie obrończej. Jak to możliwe, że moja naukowa obrona przed niewiernymi, którzy rozsiewają ziarna ateizmu, powodując konflikt
i zepsucie przez wzgląd na ateistyczne komitety Europy, a posługując się stowarzyszeniami politycznymi Greków i Ormian, jest uważana za sprzeciwianie się rządowi?
Z jakiego powodu jest ona interpretowana jako atakowanie rządu? Zgodnie z jaką uczciwością rządowi przypisuje się taką niewiarę i łączy się go z takimi oskarżeniami? Jak można przypisać ateizm pewnym zasadom Republiki, kiedy najsilniejsze zasady rządu występują przeciwko takim niewiernym? Jak to możliwe, by moją zwycięską i naukową obronę przed takimi atestami, którą podejmowałem przez dwadzieścia lat przez wzgląd na ten kraj, naród i rząd, interpretować w taki sposób i nazywać ją "wykorzystywaniem religii jako narzędzia polityki i podburzaniem ludzi przeciwko rządowi"? Jakaż uczciwość kiedykolwiek to zaakceptuje? Jakież sumienie na to zezwoli? Tak, oto, co oznajmiam nie tylko temu sądowi, lecz całemu światu:
Broniłem i nadal będę bronił świętych prawd wiary przed europejskimi filozofami, szczególnie przed filozofami ateistycznymi oraz przed tymi, którzy wykorzystują politykę jako narzędzie ateizmu i duchowo zakłócają publiczny porządek. Wiem, że rząd Republiki jest rządem muzułmańskim, który przyjął pewne przepisy prawa cywilnego zgodnie z przeważającym zwyczajem tego czasu, i nie zezwala na żadną sposobność dla (szerzenia - uz. red. pol.) prądów ateizmu, przynoszących szkodę temu krajowi i temu narodowi.
W odpowiedzi na dokument, który został przedstawiony jako akt oskarżenia, mówię nie do śledczych, którzy wykonali swój obowiązek, lecz do niewiernych tyranów wykorzystujących śledczych, aby mogły przemówić ich podejrzenia i intrygi:
Oskarżacie mnie o "czynienie religii narzędziem polityki". Zostało udowodnione poprzez setkę rozstrzygających dowodów, że to oskarżenie jest jawnym oszczerstwem, że jest bezpodstawne i bezzasadne. W odpowiedzi na to ciężkie oszczerstwo oskarżam was o to, że czynicie politykę narzędziem ateizmu!
Był pewnego razu bystry sułtan, który zwykł prześladować swych poddanych z intencją służenia sprawiedliwości. Pewien dociekliwy uczony powiedział mu:
-O, władco! Prześladujesz swych poddanych pod pozorem sprawiedliwości. W swych krytycznych i bystrych poglądach zbierasz rozmaite błędy, jakie człowiek popełnił przez cały czas, aż wyobrazisz sobie, że zaistniały one wszystkie naraz. Wymierzasz najcięższe kary tym,
którzy popełnili owe błędy. Ponadto w owych krytycznych poglądach, jakie obmyśliłeś, łączysz wszystkie grzechy popełnione przez poszczególnych członków jednego klanu do tego stopnia, że żywisz urazę wobec wszystkich ludzi z owego plemienia i jesteś na nich zagniewany, przez co niesłusznie uderzasz w nich wszystkich. Tak, gdybyś jednego dnia miał uwolnić ślinę całego roku, utopiłbyś się w niej. Gdyby kilku ludzi naraz przyjęło gorzkie lekarstwo podobne chininie w takiej ilości, jaką ty przyjąłeś, będąc chorym wiele razy, zabiłoby to ich wszystkich. W ten sam sposób koniecznością jest ukrycie błędów, jakie ukazują się jedynie sporadycznie, ponieważ znajdują się one między dobrymi cechami. Wedle poglądu jaki obmyśliłeś, nie zwracając uwagi na to, że dobre cechy usuwają to, co złe, gromadzisz owe rozmaite błędy i wymierzasz swym poddanym najcięższe kary...
Tak oto sułtan został ocalony przed tyranią dzięki napomnieniom owego uczonego.
(...)
Pewna tajna siła celowo dąży do tego, bym został uwięziony.
Mam wrażenie, że ci ludzie starają się znaleźć jakikolwiek pretekst i uciekają się do wszelkich możliwych środków, by oskarżyć mnie i skazać poprzez wymówki dziwniejsze od tych, jakie wilk mógłby przedstawić owcy. Na przykład od trzech miesięcy powtarzali oni zdanie: "Kurd Said czyni religię narzędziem polityki". Oto, co mówię, przysięgając na wszystko, co święte:
Nawet gdybym miał do dyspozycji tysiąc środków politycznych, poświęciłbym je dla prawd wiary. Jak kiedykolwiek mógłbym uczynić prawdy wiary narzędziem polityki? Chociaż obaliłem to oskarżenie po sto razy, ci ludzie przedstawiają je ponownie, powtarzając jak refren tę samą starą śpiewkę, co ukazuje, że świadomie starają się oni oskarżać mnie przy każdej sposobności. Oskarżam zatem bezbożnych tyranów, którzy są przeciwko nam, o to, że czynią politykę narzędziem ateizmu. By nie ujawnić, jak wykorzystują oni owo przerażające oskarżenie, stale przywołują zdanie: "Said czyni religię narzędziem polityki" jako przykrywkę dla swych działań. Skoro tak się sprawy mają, skoro ci ludzie starają się o to, by skazać mnie, nieważne, w jaki sposób, oto, co mówię do ahl ad-dunja:
Przez rok lub dwa mojej starości nigdy nie zniżę się do tak bezsensownego poniżenia.
(...)
Zasada Piąta, składająca się z czterech Punktów
Punkt Pierwszy: Słowa aktu oskarżenia zostały zmanipulowane. Poprzez domniemanie wydobyto ze słów znaczenie sprzeczne z ich zamierzonym znaczeniem. Zamysł Traktatów Światła jest zupełnie inny. Jeśli ukryte znaczenia ich słów nie odpowiadają zamierzonemu znaczeniu, a nawet jeśli wyraźne znaczenia ich słów nie odpowiadają zamierzonemu znaczeniu, Traktaty nadal zasługują na przebaczenie i wyrozumiałość.
Oto przykład wyjaśniający ową kwestię, który można wykorzystać jako właściwą miarę:
Biegnę swoją drogą, aby osiągnąć cel. Biegnąc, nieumyślnie wpadam na pewnego dużego człowieka, a ten się przewraca. Gdybym powiedział: "Szanowny panie, proszę mi wybaczyć! Biegłem ku swemu celowi, a wpadłem na pana nieumyślnie", z pewnością wybaczyłby mi i nie czułby się urażony. Gdybym jednak celowo wetknął mu palec do ucha, aby go rozdrażnić, z pewnością uznałby to za zniewagę i poczułby się urażony.
(...)
Jako że celem Traktatów Światła są wiara i życie ostateczne, jeśli w podróży ich myśli i wiedzy stało się tak, że wpadły one na politykę ahl ad-dunja, a znaleziono w nich mocne słowa, wciąż zasługują one na przebaczenie i wyrozumiałość. Nie mamy na celu wtrącania się do waszych spraw, lecz podążamy własną drogą, by osiągnąć nasz cel.
(...)
Zostałem poddany niesprawiedliwości, jakiej podobnej nigdy nie widziano. Ta sprawa wygląda następująco:
W mojej końcowej mowie obrończej oraz w trzech moich petycjach udowodniłem na dwadzieścia sposobów, że Artykuł 163 nie ma zastosowania do mojej osoby. Spośród wszystkich moich stu dwudziestu dzieł napisanych na przestrzeni dwudziestu lat zakwestionowano jedynie niewiele punktów, liczących mniej niż dwadzieścia słów. Jako członek Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye pisałem prawdziwe i naukowe mowy obrończe, które są wartościowymi i korzystnymi dziełami odnoszącymi się do życia ostatecznego, występując w różnych czasach przeciwko niewierzącym i bezbożnym uczniom europejskich filozofów. Żąda się tego, bym został skazany z powodu jedynie dziesięciu czy piętnastu spośród stu dwudziestu tysięcy słów, sprzecznych z niektórymi paragrafami Kodeksu Cywilnego, jakie zostały uchwalone jedynie z powodu
przeważających okoliczności, a wprowadzone w życie długo po ich spisaniu. Ponadto skonfiskowano będące w obiegu kopie Traktatów Światła, które z ich stu dwudziestoma częściami zawierają doniosłe duchowe odkrycia. Bez podania przyczyny i bez jakichkolwiek podstaw prawnych sądy odrzuciły wszystkie moje naukowe, logiczne i zgodne z prawem twierdzenia i mowy obrończe.
Z pewnością musi istnieć jakiś komentarz do nieskończenie szerokiego zakresu Artykułu 163, którego znaczenie ma obejmować "każdego, kto tylko wzbudza uczucia religijne, które mogłyby zagrozić porządkowi publicznemu". Z pewnością powinny istnieć warunki ograniczające jego zastosowanie. W przeciwnym razie jak ów rozległy zakres tego Artykułu doprowadzi do skazania mnie, tak będzie on obejmował wszystkich ludzi religii, a szczególnie ministra spraw religijnych, będzie miał zastosowanie do wszystkich kaznodziejów i do każdego imama. Choć w mej prawdomównej i rozstrzygającej obronie przedstawiłem ponad setkę stron, moje słowa obciążyło się takim znaczeniem, bym mógł podpadać pod zakres tego Artykułu. Ze swej definicji będzie on obejmował każdego, kto czyni jakieś zalecenia; nawet zachęcanie przyjaciela do czynienia dobra może podpadać pod osądzenie na mocy zakresu tego Artykułu.
Prawdopodobnym jest, iż zamierzonym zamysłem owego prawa powinno być "powstrzymanie tych, którzy pod zasłoną pobożności próbują obalić postęp cywilizacyjny poprzez dążenie do sprzeciwu natury politycznej". Zgodnie z tym znaczeniem udowodniliśmy w rozstrzygający sposób, że ów Artykuł nie ma z nami nic wspólnego.
Ten Artykuł prawa nie może być przyjmowany jako mający nieograniczone implikacje, bez żadnego komentarza i jakichkolwiek warunków ograniczających jego zastosowanie. Nie powinno się otwierać drzwi prowadzących do nadużywania go przez tych złośliwych ludzi, którzy mogą wykorzystać go, aby uderzyć w kogo tylko zechcą. Przez dwadzieścia lat napisałem sto dwadzieścia traktatów, a przed dziesięć lat spisywałem je, będąc inwigilowanym i pozostając pod nadzorem. Po szczegółowym dochodzeniu nie znaleziono nawet drobnego znaku zakłócenia porządku publicznego, jaki dotyczyłby mnie samego lub tych, którzy czytają moje traktaty. Choć udowodniono to na dwadzieścia sposobów; choć wszyscy moi bliscy znajomi zaświadczają, że przez trzynaście lat uciekałem od polityki, jak gdybym uciekał przed diabłem; choć nigdy nie wtrącałem się do spraw rządu; choć cierpiałem męki ponad ludzką wytrzymałość, a nie mieszałem się do spraw tego świata, ponieważ uważałem służbę wierze za najwspanialszy cel - twierdzi się,
że "Said czyni religię narzędziem polityki i próbuje zakłócić porządek publiczny". Skazanie mnie poprzez próbę przedstawiania mnie tak, jakbym naruszył Artykuł 163, przywoła, w co wierzę, uczciwość całego sądownictwa i wszystkich sądów na obliczu ziemi, i zwróci uwagę na proces, jakiego nie widziano nigdy wcześniej w historii.
Fakt, że władcy i bohaterscy dowódcy świata klękali przed nawet najniższym z sądów, podporządkowując się prawu i ukazując, że są mu poddani, dowodzi istnienia niezmiennych honoru i uczciwości reprezentowanych przez sądy. Zatem swobodnie bronię swoich praw, polegając na owej wzniosłej i duchowej uczciwości sądów.
Przyjętym zwyczajem jest ocenzurowanie czterech lub pięciu słów artykułu, które uznaje się za szkodliwe, przy zezwoleniu na opublikowanie reszty artykułu. Oto sto dwadzieścia ksiąg, które zostały spisane z osobna i w różnych czasach. Najważniejsze ze stu piętnastu niewinnych i przynoszących korzyść traktatów zostały przyjęte z uznaniem w Bibliotece w Ankarze. Skazanie wszystkich w wyniku wyobrażenia, iż jeden lub dwa traktaty są szkodliwe wedle obecnych poglądów, uderzy w uczciwość sądownictwa na całym świecie. Zaprawdę, Sąd Apelacyjny zadba o zachowanie owego honoru i owej uczciwości.
Głównym obiektem krytyki i najważniejszymi spośród pięciu czy dziesięciu kwestii, które doprowadziły do tego, że zganiono wszystkie moje księgi, stały się dwie kwestie wyrażone w poniższych wersetach:
Spośród pięciu lub sześciu kwestii, te dwie są najważniejszym powodem, dla którego dąży się do skazania mnie i moich ksiąg.
Spisywałem je, występując nie przeciwko cywilizacji, która jest prawdziwa i przynosi korzyści, lecz raczej przeciwko ułomnej i przynoszącej szkodę cywilizacji, którą określiłem jako "nieucywilizowaną cywilizację". Przez trzydzieści do czterdziestu lat za swą wiodącą zasadę przyjmowałem fundamenty cudowności Koranu. Zdyskredytowałem sprzeczne (z Koranem - uz. red. pol.) kwestie owej cywilizacji, dowodząc jej nieudolności, a tym samym wykazałem cudowność Koranu. Napisałem w tym temacie wiele opublikowanych i nieopublikowanych ksiąg w językach arabskim i tureckim. Jakiś czas temu porównałem prawa obecnej cywilizacji dotyczące dziedziczenia oraz te ich kwestie, które są sprzeczne, do dwóch wersetów Koranu. Ukazałem świadectwa, które
przekonałyby nawet najbardziej upartych filozofów. Pisałem, występując w obronie owych kwestii przeciwko cywilizacji i filozofom, na długo przedtem, zanim rząd Republiki uchwalił niektóre z przepisów prawa cywilnego stosownie do przeważających okoliczności tego czasu. Wyraziłem w najbardziej głęboki sposób to, iż Wszechmądry Koran chronił prawa kobiet, które zostały utracone w starożytności i średniowieczu.
Teraz zostałem zganiony przez Artykuł 163, który stwierdza, że moje twierdzenia w owych dwóch kwestiach są sprzeczne z prawami rządu Republiki. Oto zatem, co mówię wysokiemu sądowi:
Opieram się na najświętszej i najbardziej prawdziwej Bożej zasadzie, która miała zastosowanie w życiu społecznym trzystu pięćdziesięciu milionów ludzi każdego stulecia od tysiąca trzystu pięćdziesięciu lat, a także na potwierdzeniu trzystu pięćdziesięciu tysięcy komentarzy do Koranu ze wszystkimi ich orzeczeniami. To, co mówię, mówię także w najwyższym szacunku dla dusz wszystkich naszych przodków. Zatem jak może być sprawiedliwością podejmowanie takiej decyzji w sprawie mego odwoływania się do zarządzeń owych dwóch wersetów celem ukazania cudowności Koranu ateistom Europy, skazywanie mnie z powodu owych przeważających okoliczności i wtrącanie mnie do więzienia, którego nie jestem w stanie znieść z powodu mego stanu zdrowia? W pewnym sensie chcieliście mojej egzekucji i skazania stu piętnastu mych traktatów z powodu jednej lub dwóch takich kwestii. Gdyby na tym świecie istniało coś takiego, jak sprawiedliwość, odrzuciłaby ona tę decyzję i obaliła to orzeczenie.
Oto, co nas zdumiewa i co wtrąca nas w nieskończoną rozpacz:
W Isparcie uczyniono góry z kretowisk. Podjęta decyzja w dużej mierze opierała się na bezpodstawnych podejrzeniach i na raportach, które są sfałszowane. Jako że wedle naszej szkoły prawnej kłamstwo nie jest dopuszczalne pod żadnym warunkiem, nawet gdyby prawda miała mi zaszkodzić, jestem zobowiązany do tego, aby przedstawić wam fakty i powiedzieć prawdę, którą przedstawiłem w liczącej sto dwadzieścia stron mowie obrończej. W odpowiedzi na podjętą decyzję dowiodłem potężnych i logicznych świadectw, udowadniając, iż nie mamy żadnego związku z Artykułem 163. Przyglądając się całej mej obronie i wszystkim świadectwom, pomylono daty spisywania ksiąg z datami wnoszenia do nich poprawek. Podjęto próbę ukazania dzieła dwudziestu lat tak, jakby zostało ono ułożone w ciągu jednego roku, a nawet, wprowadzając zamęt, pomieszano daty wysyłania traktatów pewnemu człowiekowi. Decyzją sędziów śledczych, podjętą w oparciu o akt oskarżenia oskarżyciela
publicznego, jak również ostateczną decyzją sądu, przed którym toczył się nasz proces, wydano wyrok, całkowicie ignorując naszą obronę. Sędziowie grali na tę samą nutę, co sądy z Isparty z ich trwożliwymi orzeczeniami. Kategorycznie domagam się od tego sądu, będącego najwyższą instancją sądownictwa, aby jak najszybciej uchylono ową niesprawiedliwość, która wstrząsnęła ludźmi prawdy, i aby oznajmiono o niewinności Traktatów Światła.
Jeśli moje słuszne i uderzające wołanie nie zostanie usłyszane i nikt nie zwróci na nie uwagi - a załóżmy, że tak będzie - wówczas w krańcowej rozpaczy powiem:
O, bezbożni tyrani, którzy sfabrykowaliście owe wydarzenia, poddając mnie cierpieniom tego nieszczęścia! Skoro jesteście tak zdeterminowani, by zgładzić mnie fizycznie i duchowo w jakikolwiek możliwy sposób, dlaczego czynicie to, knując swe intrygi i plany rękami sądownictwa? Dlaczego kalacie uczciwość sądownictwa, polegającą na obronie powszechnych praw ludzi prześladowanych i bezradnych? Stańcie twarzą w twarz ze mną i powiedzcie: "Nie chcemy, byś dłużej żył na naszym świecie"!
Po nadzwyczaj powierzchownym rozpatrzeniu sprawy, w ciągu półtora dnia, nie dostrzegając usterek i błędów w całej sprawie, Sąd Karny wydał decyzję w sprawie, którą sędziowie śledczy zajmowali się przez cztery miesiące, a śledztwo i dochodzenie objęły stu siedemnastu ludzi. W szczególności została obalona bez jakichkolwiek podstaw moja naukowa obrona, dotycząca doniosłych duchowych odkryć zawartych w Traktatach Światła, które gotów byłem objaśnić i udowodnić przed komisją uniwersytecką. Z powodu owego powierzchownego potraktowania sprawy brak uczciwości i sprawiedliwości doprowadził do podjęcia owej decyzji, która zapadła bez właściwego i zgodnego z prawem procesu, a zatem musi zostać obalona celem przeprowadzenia dalszego dochodzenia.
Podsumowując: Z akt owego przesłuchania, a zwłaszcza z uważnej analizy moich opublikowanych i nieopublikowanych traktatów, które zostały skonfiskowane, wynika, że wszystkie moje logiczne i zgodne z prawem zastrzeżenia i argumenty obrony nie zostały szczegółowo rozpatrzone.
Opierając się na osobistym osądzie, bez żadnych podstaw, świadectw czy uzasadnień prawnych, sędziowie śledczy i sądy otwarcie zignorowali całą moją pracę. Wszystkie moje traktaty, które otworzyły talizman wszechświata, które zawierają duchowe odkrycia i są moją trwającą trzydzieści lat obroną praw Turków i praw islamu przed filozofami Europy
ą. Jako że brak postępowania zgodnego z prawem oraz miarodajnego dochodzenia doprowadził do podjęcia takiej decyzji, oczekuję zaprowadzenia sprawiedliwości poprzez uchylenie wyroku w mojej sprawie, który w jasny sposób został wydany niesprawiedliwie. Mówiąc:
[23]
szukam schronienia u Wszechmocnego Boga i na Nim polegam.
Składające się ze stu stron poprzednie siedem części mej mowy obrończej odczytywałem podczas wielu przesłuchań w sądzie; poniższy wniosek o skorygowanie wyroku, który trafił do akt wielu przesłuchań sądowych, nie został odczytany ani włączony do akt tego sądu, ponieważ jeszcze nie dotarły dokumenty naszej apelacji. Zaiste, zostanie on włączony do akt w niedalekiej przyszłości.
PETYCJA DO RADY MINISTRÓW
(Skargi, jakie znajdują się w owej petycji, przedstawiam rządowi, a są one krytyką tych, którzy układają swe plany, aby zwieść rząd).
O, ludzie, którzy macie władzę i uchwalacie!
Wycierpiałem niesprawiedliwość tak wielką, że jej podobną rzadko można ujrzeć na świecie. Zachowanie milczenia wobec takiej niesprawiedliwości jest brakiem szacunku dla prawa, zatem jestem zmuszony
do tego, by ujawnić wielce doniosły fakt. Ukazuję błąd, jaki popełniłem, a zatem prawo wymaga albo mojej egzekucji, albo skazania mnie na sto i jeden lat więzienia, albo dowiedzenia, iż jestem kompletnie szalony, albo też przyznania całkowitej wolności mnie samemu, moim traktatom i moim przyjaciołom, a także tego, aby ci, którzy przyczynili nam strat, wyrównali owe straty.
Tak, każdy rząd ma swoje prawo oraz zasadę, wedle której wymierzane są kary. Jeśli w prawach Rządu Republiki nie znajduje się nic, co wymagałoby najcięższej kary dla mnie i dla moich przyjaciół, powinna zostać przyznana nam całkowita wolność, jak również rekompensata za poniesione straty, wyrazy uznania oraz przeprosiny. Jeśli moja ważna służba Koranowi, która jest jasna i jawna, jest wymierzona przeciwko rządowi, powinienem zostać skazany nie na jeden rok więzienia (zaś moi przyjaciele nie na sześć miesięcy więzienia dla każdego z nich), lecz na karę śmierci lub na sto jeden lat więzienia, zaś tym, którzy są żarliwie przywiązani do mnie i do mego dzieła, powinny zostać wymierzone najcięższe kary. Jeśli jednak nasza służba nie jest wymierzona przeciwko rządowi, nie powinny być nam wymierzone kary, zaś my nie powinniśmy zostać obciążeni kosztami ani uwięzieni, lecz winniśmy otrzymać wyrazy uznania i rekompensatę za poniesione straty, jako że natura owej służby może zostać zrozumiana poprzez sto dwadzieścia jej traktatów oraz poprzez fakt, że rzuca ona wyzwanie wielkim filozofom Europy, obalając ich zasady. Z pewnością tak skuteczna służba wyda w tym kraju albo straszliwe rezultaty, albo najbardziej pożyteczne, wzniosłe i naukowe owoce. Wobec tego nie mogę otrzymać wyroku jednego roku więzienia za to, że poprzez dziecięcą zabawę otumaniałem i zwodziłem społeczeństwo, a ukrywałem intrygi tyranów i ich kłamstwa na nasz temat. Ludzie tacy jak ja albo otrzymują karę główną, a wtedy z dumą wstępują na szubienicę, albo też pozostają wolni i zajmują pozycję, na jaką zasługują.
Tak, sprytny złodziej może skraść diamenty warte tysiące, zatem nie wymierzyłby sobie kary, jaką wymierza się za kradzież okruchów szkła, które są dosłownie nic niewarte. Nie postąpiłby tak żaden złodziej, zaiste, żadne świadome stworzenie. Taki złodziej jest przebiegły, zaś nie jest całkowitym głupcem!
Panowie! Wedle waszych złudzeń jestem jak ten złodziej. Zamiast przez dziewięć lat żyć w osamotnieniu w biednej wiosce jednego z dystryktów prowincji Isparta, zamiast narażać na niebezpieczeństwo samego siebie oraz moje traktaty, które są celem mego życia, poprzez zwracanie przeciwko rządowi idei pięciu lub dziesięciu naiwnych nieszczęśników, którym wraz ze mną wymierzono łagodne wyroki, mógłbym jak dawniej zajmować wysoką pozycję w Ankarze lub Stambule i manipulować tysiącami ludzi, kierując ich ku celom, do których zmierzam. Wówczas nie zostałbym skazany w tak nikczemny sposób, lecz zaangażowałbym się w sprawy tego świata z dumą i dostojeństwem odpowiednim dla mej drogi i mojego obowiązku.
Nie mówię tego z dumy ani dla przechwałek, lecz ze wstydem, aby wska-zać błędy tych, którzy przypominając me dawne samochwalstwo i hipokryzję pragną poniżyć mnie, aby pozycja, jaką zajmuję, straciła wszelkie znaczenie i przestała przynosić jakiekolwiek korzyści. Zatem mówię im:
Jako ktoś, kto - co potwierdza moja dawna mowa obrończa, opublikowana pod tytułem Świadectwo dwóch szkół nieszczęścia - podczas wydarzeń trzydziestego pierwszego marca swoim prze-mówieniem przywołał do posłuszeństwa osiem zbuntowanych pułków; kto - jak relacjonowały współczesne owym wydarzeniom gazety - poprzez artykuł zatytułowany Sześć kroków wykonał ważną służbę, sprawiając, że idee uczonych Stambułu zwróciły się przeciwko Brytyjczykom, a na korzyść Ruchu Narodowego; kto przemówił do tysięcy ludzi w Aya Sophia, sprawiając, że go słuchali; kto w Ankarze został powitany przez Zgromadzenie i deputowanych głośnymi oklaskami, a stu sześćdziesięciu trzech deputowanych przeznaczyło sto pięćdziesiąt tysięcy lir na jego szkołę religijną i uniwersytet; kto w biurze rzecznika nie zadrżał i odpowiedział z całkowitą stanowczością na gniew prezydenta, zachęcając go do odprawiania modlitw obowiązkowych;
kto, kiedy należał do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, został jednogłośnie uznanym przez rząd Partii Jedności i Postępu za godnego obowiązku skutecznego zachęcenia filozofów Europy do zaakceptowania prawd islamu; kto na
froncie podczas wojny podyktował skonfiskowane obecnie dzieło Znaki cudowności (ar. Iszarat al-I'dżaz), które Enver Pasza, głównodowodzący w owym czasie, postrzegał jako tak wartościowe, że z szacunkiem, jakiego nie okazał mi nikt inny, a kierując się wybiegającą w przyszłość ideą wzięcia udziału w dobrym dziele i wychwalenia owego memento wojny, dostarczył papier potrzebny do wydrukowania owego dzieła, aby zostały upamiętnione czyny jego autora podczas wojny... Taki człowiek nie zniżyłby się do zhańbienia dostojeństwa jego nauki, świętości jego służby i tysięcy jego wartościowych przyjaciół poprzez splamienie się drobnym przestępstwem jak koniokrad, porywacz dziewczynek czy kieszonkowiec, a wówczas moglibyście skazać go na rok więzienia, traktując jak kogoś, kto kradnie kozy czy owce. Wolałby egzekucję od cierpienia samowolnych prześladowań podejrzliwego detektywa czy szeregowego policjanta. Tymczasem skazaliście go na rok więzienia i kolejny rok pozostawania pod nadzorem po tym, jak przez dziesięć lat bez żadnego powodu był on dręczony uciążliwym nadzorem policji - choć nie mógłby znieść nad sobą nawet panowania sułtana. Gdyby taki człowiek zaangażował się w sprawy tego świata, gdyby żywił takie pragnienie, gdyby pozwalałaby na to jego święta służba, wtrącałby się do spraw tego świata w stopniu dziesięć razy większym niż ten, jaki osiągnęły wydarzenia z Menemen czy bunt Szejka Saida. Huczący dźwięk armatniego wystrzału, który słyszy cały świat, nie przycichłby do tego stopnia, aby stać się brzęczeniem muchy!
Tak, zwracam uwagę Rządu Republiki na następującą kwestię: Ten stan rzeczy został spowodowany przez intrygi, machinacje i propagandę tajnej organizacji, która doprowadziła mnie do owego nieszczęścia. Świadectwem tego, że owe daleko sięgające propaganda, terror i konspiracja zostały skoordynowane przeciwko nam w sposób, jakiego tak czy owak nie widziano nigdy wcześniej, jest fakt, iż choć mam sto tysięcy przyjaciół, to żaden z nich przez sześć miesięcy nie mógł napisać do mnie żadnego listu ani wysłać żadnych pozdrowień, a także fakt, że z powodu informacji dostarczonych przez spiskowców, którzy starali się wprowadzić rząd w błąd, przesłuchania i rewizje były nieprzerwanie podejmowane od prowincji wschodnich po te na zachodzie.
Plan, jaki uknuli owi intryganci, w oczywisty sposób polegał na zaaranżowaniu "incydentu", jaki stałby się przyczyną, dla której tysiącom ludzi takich jak ja zostałyby wymierzone najcięższe kary. Jednakże jego efektem była kara, która przywołuje na myśl drobną kradzież popełnioną przez najbardziej prostego człowieka. Spośród
stu piętnastu ludzi piętnastu niewinnych mężczyzn otrzymało wyroki pięciu lub sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Czyż jakiekolwiek racjonalne stworzenie na świecie ukłułoby w ogon swym lśniącym i ostrym diamentowym mieczem srogiego lwa lub straszliwego smoka, sprawiając, iż ten zwróciłby się ku owemu stworzeniu? Gdyby intencją owego stworzenia była samoobrona lub walka, użyłoby ono swego miecza, uderzając w inne miejsce.
Poprzez wasz błędny pogląd wyobrażacie sobie mnie jako właśnie takiego człowieka, ponieważ w taki sposób oskarżyliście mnie i skazaliście. Gdybym postępował w sposób tak sprzeczny ze świadomością i rozsądkiem, ów wielki kraj nie powinien zostać sterroryzowanym, a propaganda nie powinna zwracać społeczeństwa przeciwko mnie, lecz powinienem zostać wysłany do przytułku dla obłąkanych jako pospolity szaleniec. Gdybym jednak był kimś o takim znaczeniu, jakie mi przypisujecie, nie celowałbym mym ostrym mieczem w ogon smoka lub lwa, aby sprawić, że mnie zaatakują, lecz broniłbym się, dopóki byłbym w stanie to czynić. Jak dobrowolnie wybrałem odosobnienie ostatnich dziesięciu lat, jak znosiłem trudności przekraczające ludzką wytrzymałość, tak w żaden sposób nie wtrącałem się do spraw rządu ani nie chciałem się do nich wtrącać, ponieważ zabraniał mi tego mój święty obowiązek.
O, ludzie, którzy macie władzę i uchwalacie! Czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach człowieka, który - jak napisano w gazetach dwadzieścia pięć lat temu - przez jeden artykuł w gazecie sprawił, że trzydzieści tysięcy ludzi przyjęło jego idee; który zwrócił na siebie uwagę wielkiej Armii Operacyjnej; który odpowiedział sześcioma słowami na pytania głównego angielskiego duchownego, choć ten domagał się sześciuset słów; który po Rewolucji Konstytucyjnej wygłosił mowę tak wspaniałą, jak gdyby był wiodącym dyplomatą...; czyż jest w ogóle możliwe, by w stu dwudziestu traktatach takiego człowieka znaleziono jedynie piętnaście słów odnoszących się do polityki i tego świata? Czyż jest w ogóle rozsądnym zakładanie, że ów człowiek podąża za polityką, że jego celem jest ten świat, że przyczynia on kłopotów rządowi? Gdyby jego umysł był zwrócony ku mieszaniu się do polityki i spraw rządu, taki człowiek jasno by to wyraził w jednym ze swych traktatów, zaś wskazałby na to w tysiącu miejsc. Gdyby jego zamysłem była krytyka z intencjami politycznymi, czyż nie znalazłby niczego, co mógłby skrytykować, prócz jednej lub dwóch reguł dotyczących zasłaniania ciała przez kobiety oraz dziedziczenia, które od dawna pozostawały w mocy?
Tak, myślący o polityce przeciwnicy panującego ustroju, który uchwalił dalekosiężne reformy, znaleźliby nie ów jeden lub dwa powody do sprzeciwu, lecz tysiące powodów. Jak gdyby reformy Rządu Republiki dotyczyły jedynie owej jednej bądź dwóch pomniejszych kwestii! Choć nie miałem jakiegokolwiek zamiaru krytykowania ich, z powodu jednego lub dwóch słów zawartych w mojej jednej bądź dwóch księgach, które zostały spisane dawno temu, zostało powiedziane: "Atakuje on panujący ustrój i jego reformy". Pytam zatem: Czyż cały kraj powinien zajmować się kwestią naukową, która nie wymaga nawet najmniejszej kary, wywołując w ten sposób niepokój?
Zatem mnie samemu oraz pięciu do dziesięciu spośród moich przyjaciół zostały wymierzone najdrobniejsze i najbardziej błahe wyroki; potężna propaganda wymierzona przeciwko nam zastraszyła cały kraj i sprawiła, że cały kraj nas znienawidził; Sukru Kaya, minister spraw wewnętrznych, został wezwany do Isparty wraz ze znaczącymi siłami wojska dla wykonania zadania, które mógłby wykonać jeden szeregowiec, to jest dla aresztowania mnie; premier Ismet, który był głową rządu, udał się w związku z tymi wydarzeniami do wschodnich prowincji; przez dwa miesiące więzienia zabroniono mi rozmawiania z kimkolwiek; nikt o mnie nie pytał ani nie przesłał mi pozdrowień, kiedy samotny przebywałem na zesłaniu - to wszystko ukazuje, iż ów bezsensowny, bezcelowy i bezprawny stan rzeczy jest podobny sytuacji, w której drzewo wielkie jak góra wydaje owoc wielkości ziarnka grochu. Widząc, że słowo "rząd" oznacza "sprawowanie rządów z mądrością", mówię, iż owa sytuacja nie jest czymś, czym powinien zajmować się jakikolwiek rząd, a szczególnie rząd legalny, jakim jest Rząd Republiki, który trzyma się prawa bardziej ściśle niż jakikolwiek inny rząd.
Domagam się poszanowania moich praw w granicach prawa. Oskarżam tych, którzy w imieniu prawa występują przeciwko prawu o to, że są kryminalistami. Prawa Rządu Republiki z pewnością odrzucają samowolne działania takich kryminalistów. Żywię nadzieję, że moje prawa zostaną mi przywrócone.
List Szesnasty
[24]
Ten List ukazuje znaczenie wersetu: فَقُولَا لَهُ قَوْلًا لَيِّنًا [25] i nie został napisany w pośpiechu ani w tonie gwałtownym. Jest odpowiedzią na pytanie, jakie - wprost czy też jedynie w domyśle - zadawało mi wielu ludzi.
(Nie chciałem odpowiadać na to pytanie i czynię to niechętnie, gdyż we wszystkich sprawach całkowicie zaufałem Bogu. Lecz jako że nie zostawiono mnie w spokoju w moim własnym świecie, jako że zwrócono moją uwagę ku sprawom tego świata, jestem zmuszony, by przedłożyć owe pięć punktów, napisanych językiem starego Saida, by wyjaśnić rzeczywistą sytuację zarówno moim przyjaciołom, jak i ludziom spośród ahl ad-dunja, a także tym, którzy posiadają władzę, jednak nie po to, by bronić samego siebie, lecz po to, by bronić moich przyjaciół i moje Słowa przed podejrzeniami i złym traktowaniem ich przez ahl ad-dunja).
PUNKT PIERWSZY
Zapytano mnie: "Dlaczego wycofałeś się z polityki i obecnie nie chcesz mieć z nią do czynienia?"
Odpowiedź: Dziewięć lub dziesięć lat temu stary Said w pewnym stopniu zaangażował się w politykę; zaiste, myśląc, że będzie służył religii i nauce przy pomocy polityki, trudził się na próżno. Ujrzał, że owa droga jest niebezpieczna, niepewna i pełna trudności, a moim zdaniem - zarówno nieużyteczna, jak też piętrząca przeszkody w wykonywaniu obowiązków, które są najwyższą koniecznością. Większość rzeczy, które napotkamy na owej drodze, to kłamstwa, a ponadto może ona zostać wykorzystana przez cudzoziemców, a my nawet nie zdamy sobie z tego sprawy. Ponadto człowiek, który wkracza do świata polityki, znajduje się albo wśród zwycięzców, albo w opozycji. Co do przyłączenia się do zwycięzców, jako
że nie jestem ani osobą urzędową, ani deputowanym, praca w polityce jest dla mnie zbędną niedorzecznością. Politycy nie potrzebują, bym na próżno mieszał się do ich spraw. Jeśli przyłączyłbym się do opozycji, mógłbym to uczynić, jeśli wniósłbym albo pewne idee, albo siłę. Jeśli chodzi o idee, nie czuję takiej potrzeby, jako że wszystkie kwestie są zupełnie jasne i każdy zna je równie dobrze jak ja, zaś pozbawioną celu gadaninę uważam za bezsensowną. Jeśli dołączyłbym do opozycji z zamiarem użycia siły do wywołania pewnych zdarzeń, mógłbym popełnić tysiąc grzechów jedynie po to, by osiągnąć jeden wątpliwy cel. Wielu ludzi mogłoby zostać dotkniętych przez nieszczęście ze względu na działania jednego człowieka. Zatem powiedziawszy, że nie mógłby całkowicie świadomie popełnić grzechu lub sprawić, że popełni go ktoś niewinny (choćby tylko w jednym lub dwóch przypadkach na dziesięć możliwych), stary Said zrezygnował z palenia papierosów, czytania gazet, z polityki i poświęconej jej rozmów ahl ad-dunja. Bezapelacyjnym dowodem na to jest fakt, że przez ostatnie osiem lat nie przeczytałem żadnej gazety ani nawet nie słuchałem, jak czyta ją kto inny (jeśli ktoś uważa, że przeczytałem choć jedną gazetę lub choć raz słuchałem, jak kto inny ją czyta, niech wystąpi i to powie!), tymczasem osiem lat temu stary Said zwykł czytać być może nawet osiem gazet każdego dnia. Co więcej, poprzez ostatnie pięć lat pozostawałem pod najbardziej baczną obserwacją i nadzorem. Jeśli ktokolwiek dostrzegł w moim postępowaniu choć najmniejszy ślad działalności politycznej, niech to powie! W przypadku człowieka takiego jak ja, który jest silny, nieustraszony, nieżonaty, który uważa, że najlepszym podstępem jest brak podstępu, jego idei nie udałoby się utrzymać w tajemnicy przez osiem dni, nie mówiąc już o ośmiu latach! Gdybym przejawiał jakąkolwiek chęć lub pragnienie włączenia się do polityki, nie byłoby potrzeby podejmowania dochodzeń ani obserwacji, ponieważ mój głos zahuczałby jak armatni wystrzał!
PUNKT DRUGI
Dlaczego nowy Said tak gwałtownie obstaje przy unikaniu polityki?
Odpowiedź: Nowy Said unika polityki z taką gwałtownością, by służyć wierze i Koranowi, co jest sprawą o największym znaczeniu, najwyższą koniecznością, co jest najbardziej czyste i najbardziej słuszne; by nie poświęcać bez potrzeby dla jednego roku lub dwóch lat urzędowej działalności podczas niepewnego życia doczesnego dzieła, dzięki któremu może zyskać nagrodę większą niż miliony lat życia wiecznego. Nowy Said mówi:
Starzeję się i nie wiem, jak długo jeszcze pożyję, więc kwestią, która ma dla mnie największe znaczenie, jest praca dla życia wiecznego. Najważniejszym środkiem umożliwiającym zdobycie życia wiecznego i kluczem do wiecznej szczęśliwości jest wiara (ar. iman), toteż muszę pracować na rzecz wiary. Ponieważ prawo szari'a zobowiązuje mnie do tego, bym służył ludziom ze względu na naukę, dzięki której i oni mogą osiągnąć korzyści, chcę spełniać ten obowiązek. Jednakże nie mogę wykonywać służby tego rodzaju, który dotyczy życia społecznego i życia tego świata, ponadto w naszych burzliwych czasach obowiązków tego rodzaju nie można wykonać rzetelnie, dlatego porzuciłem ten rodzaj służenia innym, wybierając służbę wierze, która jest najważniejsza, najbardziej konieczna i najbardziej zgodna z rozsądkiem. Drzwi, które wiodą do prawd wiary, jakie stały się moim udziałem, i duchowych lekarstw, których działania sam doświadczyłem, zostawiam otwarte, by również inni mogli wejść w ich posiadanie. Być może Wszechmocny Bóg przyjmie tę służbę jako akt skruchy za moje dawne grzechy. Prócz Szatana przeklętego nikt inny - czy jest wierzącym, czy niewierzącym; czy jest prawdomównym, czy ateistą - nie ma prawa, by sprzeciwiać się mojemu dziełu. Niewiara nie jest podobna do niczego innego. W tyranii, występku i ciężkich grzechach może być ukryta złowróżbna, diabelska przyjemność, jednak w niewierze nie ma żadnej przyjemności - to cierpienie za cierpieniem, ciemność za ciemnością, udręka za udręką.
Jakże sprzeczne z rozsądkiem byłoby dla kogoś takiego jak ja, kto jest nieżonaty, samotny, kto musi odpokutować swoje przeszłe grzechy, pozostawienie pracy na rzecz nieskończonego życia wiecznego, pozostawienie służby świętemu światłu wiary - po to, by będąc już starym, rzucić się w wir niepotrzebnych i niebezpiecznych rozgrywek politycznych! Jest to obłędem tak sprzecznym z mądrością, że ową sprzeczność pojmą nawet obłąkani!
Jeśli jednak zapytacie, dlaczego służba wierze i Koranowi zakazuje mi mieszania się do polityki, odpowiem: Każda z prawd wiary i Koranu jest niczym diament. Gdybym skaził się polityką, zwykli ludzie, których łatwo oszukać, zastanowiliby się nad owymi diamentami, które miałem w rękach, i zapytaliby: "Czyż te diamenty nie są tylko elementem politycznej propagandy, który ma przyciągnąć do owego człowieka więcej zwolenników?" Mogliby uznać te diamenty za kawałki zwyczajnego szkła. Zatem przez zaangażowanie się w politykę uchybiłbym owym diamentom, jakbym zaniżał ich wartość. O, wy, którzy nie dostrzegacie niczego poza tym światem! Dlaczego walczycie przeciwko mnie? Dlaczego nie pozostawicie mnie samemu sobie?
Jeśli powiecie: Szejkowie niekiedy mieszają się w nasze sprawy, a ludzie niekiedy nazywają ciebie szejkiem,
Odpowiem: Dobrzy panowie! Nie jestem szejkiem, jestem hodżą, nauczycielem. Dowód na to jest następujący: Przebywałem tu przez cztery lata, a gdybym nauczył choć jednego człowieka drogi sufizmu, mielibyście słuszne prawo, by być podejrzliwi. Jednak każdemu, kto do mnie przychodził, mówiłem: "Wiara jest koniecznością; islam jest koniecznością; nie żyjemy w wieku sufizmu".
Jeśli powiecie: Nazywają cię Said-i Kurdi. Być może w twoich ideach jest coś z nacjonalizmu, a to nie jest zgodne z naszymi interesami,
Odpowiem: Panowie! Wszystko, co napisali stary Said i nowy Said, jest zupełnie jasne. Jako świadectwo tego przytoczę twierdzenie, które mówi:
[26] Przez całe lata uważałem nacjonalizm (w złej postaci) i rasizm za śmiertelne trucizny, ponieważ są one odmianą tej choroby, która trawi Europę. Europa z kolei zaraziła ową chorobą islam, myśląc, że spowoduje to podziały, świat islamu rozpadnie się, a wówczas łatwo będzie można połknąć poszczególne kraje. Moi uczniowie i ludzie, którzy mieli ze mną cokolwiek do czynienia, wiedzą, że przez cztery lata starałem się leczyć ludzi z tej choroby. Skoro tak się sprawy mają, dobrzy panowie, dlaczego każde zdarzenie staje się dla was pretekstem do tego, by mnie prześladować? Zgodnie z jaką zasadą przyczyniacie mi strapień po każdym wydarzeniu na tym świecie? Wasze postępowanie jest podobne karaniu żołnierza stacjonującego na zachodzie i nakładaniu na niego trudności z powodu przewinienia, jakie popełnił żołnierz stacjonujący na wschodzie, a wszystko dlatego, że obaj służą w tej samej armii; jest podobne skazaniu sklepikarza z Bagdadu za przestępstwo popełnione przez handlarza ze Stambułu tylko dlatego, że obaj wykonują ten sam zawód! Któż mógłby tak postąpić w pełni świadomie? Jakież to korzyści mają wymagać takiego postępowania?
PUNKT TRZECI
W milczeniu moich przyjaciół, którzy dziwią się temu, jak się zmieniłem, i zdumiewają się cierpliwością, z jaką przyjmuję każde nieszczęście, słyszę następujące Pytanie: "Jak możesz znieść wszystkie trudności, którym stawiasz czoła, skoro dawniej byłeś bardzo dumny, łatwo wpadałeś w gniew i nie mogłeś ścierpieć najmniejszej obrazy?"
Odpowiedź: Posłuchajcie dwóch krótkich historii opowiadających o dwóch krótkich zdarzeniach, a otrzymacie waszą odpowiedź:
Historia Pierwsza: Dwa lata temu pewna osoba urzędowa mówiła o mnie za moimi plecami w sposób urągliwy i pogardliwy. Powiedziano
mi o tym później. Skłonność do wybuchowości, która pozostała mi po starym Saidzie, sprawiła, że denerwowałem się tym przez jakąś godzinę. Wówczas dzięki miłosierdziu Wszechmocnego Boga przyszła mi do głowy następująca myśl, która rozwiała moje strapienie i sprawiła, że przebaczyłem owemu człowiekowi:
Zwróciłem się do swej duszy, mówiąc: Jeśli jego obelgi i wady, które opisuje, rzeczywiście dotyczą mojej osoby, niech Bóg będzie rad z tego człowieka, jako że wspomniał on o wadach mojej duszy. Jeśli mówi prawdę, pobudza mnie do kształcenia mej duszy i pomaga mi uratować się przed grzechem pychy i arogancji. Jeśli nawet mówi fałszywie, pomaga mi w ocaleniu się przed grzechem hipokryzji i przed niezasłużoną sławą, z której rodzi się hipokryzja. Nie, nie jestem pogodzony ze swą duszą, ponieważ nie szkoliłem jej. Jeśli ktoś mówi mi, że na moich plecach, piersiach lub innym miejscu mojego ciała siedzi skorpion, powinienem być mu wdzięczny, nie zaś czuć się urażony. Jeśli zniewagi człowieka wymierzone są w moją wiarę oraz w fakt, że jestem sługą Koranu, nie dotyczą mnie osobiście. Pozostawiam tę sprawę Temu, do Którego należy Koran, Który mnie zatrudnił, Który jest Potężny i Mądry. Zaś jeśli jego wypowiedzi miały być jedynie przeklinaniem mnie, obrażaniem i oczernianiem mego charakteru, wówczas również mnie nie dotyczą, ponieważ jestem wygnańcem, więźniem, obcym, a moje ręce są związane. Nie przystoi, bym sam starał się o odzyskanie dobrego imienia. Jest do zadanie dla władz tej wioski, w której przebywam jako gość pod specjalnym nadzorem, następnie władz dystryktu, a w dalszej kolejności - władz prowincji. Znieważanie więźnia danego człowieka dotyczy tego, kto go więzi, niech zatem więźnia broni ten człowiek. Jako że taka jest prawda o tej kwestii, moje serce może stać się spokojne.
Oznajmiłem:
[27] i odtąd myślałem o całym zdarzeniu tak, jakby nigdy nie miało miejsca. Niestety, później okazało się, że Koran nie wybaczył temu człowiekowi.
Historia Druga: W tym roku usłyszałem o pewnym wydarzeniu, a choć doszła do mnie jedynie krótka relacja o nim (już po tym, jak do niego doszło), traktowano mnie tak, jakbym był blisko związany z całą sprawą. Tak czy inaczej prawie z nikim nie korespondowałem, jedynie bardzo rzadko pisałem do pewnego przyjaciela, a moje listy dotyczyły kwestii związanych z wiarą. W rzeczywistości przez cztery lata napisałem jedynie jeden list do mojego brata. Zarówno sam powstrzymywałem się od obcowania z innymi ludźmi, jak też powstrzymywali mnie od tego ahl ad-dunja. Mogłem jedynie spotkać się z jednym lub dwoma przyjaciółmi raz
lub dwa razy w tygodniu. Jeśli chodzi o ludzi, którzy odwiedzali wioskę, to może raz lub dwa razy w miesiącu zdarzyło się, że jeden człowiek lub dwaj ludzie spotkali się ze mną na jedną lub dwie minuty, które poświęciliśmy kwestiom życia ostatecznego. Na wygnaniu jestem obcy, samotny, nie mam nikogo; zabroniono mi wszystkiego, zabroniono mi spotykania się z kimkolwiek, a wszystko w wiosce, która dla kogoś takiego jak ja nie była miejscem odpowiednim do tego, by pracować w niej dla zdobycia środków na życie. Cztery lata temu pomagałem w remoncie chylącego się ku upadkowi meczetu. Choć miałem zaświadczenie (wystawione w moich rodzinnych stronach), które potwierdzało, że mogę wykonywać obowiązki imama i kaznodziei, i rzeczywiście byłem imamem owego meczetu przez cztery lata (oby Bóg zechciał przyjąć moje dobre uczynki), w ostatnim miesiącu ramadan nie mogłem się tam udać. Czasami odmawiałem pięć obowiązkowych modlitw w samotności. Pozbawiono mnie nagrody za odprawianie modlitwy w zgromadzeniu, która jest dwadzieścia pięć razy większa niż zasługa tego, kto modli się samotnie.
W obliczu owych dwóch wydarzeń wykazałem taką samą cierpliwość i wyrozumiałość, jakie okazałem w obliczu traktowania mnie przez władze dwa lata temu. Jeśli Bóg zechce, nadal będę tak postępował. Oto, co myślę i mówię: Jeśli owe złe traktowanie, niedola i prześladowania, jakie zadają mi ahl ad-dunja, spotkały mnie z powodu mojej duszy, wybaczam im ich postępowanie. Być może dzięki owym prześladowaniom moja dusza zmieni się na lepsze, a być może te niedole staną się pokutą za jej grzechy. W gospodzie, jaką jest nasz świat, doświadczyłem wielu rzeczy dobrych, a nawet jeśli doświadczyłem również niewielu z jego prób, wciąż będę składał Bogu podziękowania. Jeśli jednak ahl ad-dunja prześladują mnie z powodu mojej służby wierze i Koranowi, nie do mnie należy, by ich bronić. Pozostawiam tę sprawę Wszechmocnemu, do Którego należy wszelki rozkaz. Jeśli intencją prześladowców jest zniszczenie i wymazanie niezasłużonej sławy, którą powszechnie się cieszę, która nie ma żadnych podstaw, zaś prowadzi do hipokryzji i niszczy szczerość intencji, niechaj Bóg ich za to błogosławi!, jako że wysoki szacunek wśród ogółu ludzi i zdobywanie sobie dobrego imienia są szkodliwe dla ludzi takich, jak ja. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że nie pragnę, by okazywano mi szacunek; zaiste, nie znoszę tego. Skarciłem nawet swego wartościowego przyjaciela - może nawet pięćdziesiąt razy! - za to, że okazywał mi nadmierny szacunek. Jeśli zaś ich zamiary oczernienia mnie, umniejszenia mych zasług w oczach ludzi i zniesławienia wymierzone są w prawdy wiary i w Koran, którego jestem interpretatorem, są one bezcelowe, jako że nie ma takiej zasłony, którą można rozciągnąć nad gwiazdami Koranu,
by zakryć je przed oczami ludzi. Jeśli człowiek zamyka oczy, tylko on sam nic nie widzi; nie jest w stanie sprawić, by dla kogokolwiek innego również zapanowała noc.
a w nim odpowiedzi na pewną liczbę podejrzliwych pytań.
Pierwsze podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Z czego żyjesz, skoro nie pracujesz? Nie chcemy w naszym kraju ludzi, którzy siedzą bezczynnie i żyją dzięki pracy innych".
Odpowiedź: Żyję dzięki oszczędności i obfitości, która jest jej wynikiem. Nie mam żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek innego niż Ten, Który daje mi zaopatrzenie, i postanowiłem, że nigdy nie będę dłużnikiem nikogo poza Nim. Tak, ktoś, kto wydaje na życie ledwie sto par lub nawet czterdzieści par [28], nie stanie się niczyim dłużnikiem. Nie chcę dłużej wyjaśniać tej kwestii; jest to dla mnie nadzwyczaj nieprzyjemne, gdyż powoduje, że czuję pewnego rodzaju dumę czy też egoizm. Lecz jako że ahl ad-dunja podejrzliwie wypytują mnie o tę sprawę, odpowiadam im, jak następuje: Od dzieciństwa przez całe moje życie jedną z moich wiodących zasad było to, by nie przyjmować niczego od ludzi, nawet jałmużny, nie przyjmować pensji ani wynagrodzenia (jedynie raz przez rok lub dwa zostałem do tego zmuszony przez nalegania moich przyjaciół, kiedy należałem do Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye [29] i nie stać się dłużnikiem innych ludzi z powodu konieczności zdobycia środków do życia doczesnego. Wiedzą o tym zarówno ludzie z moich rodzinnych stron, jak i ci, którzy zetknęli się ze mną w innych miejscach. Przez pięć lat mego zesłania wielu przyjaciół usilnie starało się o to, bym przyjął ich podarunki, jednak nie przyjąłem żadnego z nich. A zatem, skoro zapytano mnie: "Jak udaje ci się przeżyć?", odpowiadam: "Żyję dzięki Bogu, który zsyła mi Swoje dary, i dzięki Jego błogosławieństwom". Z pewnością moja dusza zasługuje na obelgi i lekceważenie wszelkiego rodzaju, lecz obfitość darów Boga i Jego błogosławieństw, które otrzymuję jako zaopatrzenie, jest cudem, będącym wynikiem służby Koranowi. Zgodnie z wersetem:
[30]
opowiem o darach, jakie zesłał mi Wszechmocny Bóg, a także przytoczę kilka ich przykładów tytułem podziękowań dla Niego. Wciąż jednak lękam się, że wywoła to w mej duszy hipokryzję i dumę, a owa błogosławiona obfitość zostanie przerwana, jako że ujawnienie sekretu Bożego daru, jakim jest obfitość, powoduje zaprzestanie zsyłania darów. Cóż mam jednak począć? Muszę opisać dary mego Pana.
Dar pierwszy: Poprzez ostatnie sześć miesięcy wystarczał mi jeden buszel [31] pszenicy, to jest tyle ziarna, ile potrzeba na wypieczenie trzydziestu sześciu bochenków chleba. Ziarno nie skończyło się, wciąż jeszcze trochę go zostało. Nie wiem, na jak długo mi go wystarczy [32].
Dar drugi: W czasie minionego błogosławionego miesiąca ramadan otrzymywałem jedzenie jedynie z dwóch domów - i zarówno po jedzeniu z pierwszego domu, jak i po posiłku pochodzącym z drugiego domu, źle się czułem. Zrozumiałem, że jest mi zakazane jedzenie pożywienia innych ludzi. Przez resztę błogosławionego miesiąca ramadan wystarczyły mi trzy bochenki chleba i jedna okka [33] ryżu, co zaświadczył i opowiedział Abdullah Cavus - właściciel błogosławionego domu i wierny przyjaciel, który widział moją oszczędność i gospodarność. Zaprawdę, ów ryż skończył się dopiero dwa tygodnie po zakończeniu ramadanu.
Dar trzeci: Przez trzy miesiące spędzone na górze mnie i moim gościom wystarczyła jedna miara [34] masła, które codziennie jedliśmy z chlebem. Pewnego razu odwiedził mnie błogosławiony gość o imieniu Suleyman. Zarówno jego chleb, jak i mój chleb prawie się skończyły, zatem poprosiłem go, by poszedł, by zdobyć go nieco więcej (była to środa). W promieniu dwóch godzin drogi od nas Suleyman nie znalazł nikogo, od kogo mógłby dostać choć trochę chleba, a powiedział mi, że chciał pozostać wraz ze mną na górze w czwartkową noc, byśmy mogli pomodlić się razem [35]. Oznajmiłem: "Całą ufność pokładamy w Bogu" i powiedziałem mu, by został. Później (bez żadnego związku z brakiem chleba) zaczęliśmy przechadzać się, choć nie było żadnego powodu po temu, aż dotarliśmy na szczyt góry. Mieliśmy trochę wody w dzbanku, mały kawałek cukru i nieco herbaty. Poprosiłem go: "Bracie, zrób nam herbatę". Zajął się jej przyrządzaniem, a ja usiadłem pod drzewem cedrowym, spoglądając na głęboki wąwóz. W myślach z żalem rzekłem sam do siebie: "Nie mamy nic więcej, jak tylko nieco zapleśniałego chleba, który ledwie wystarczy nam na wieczór. Cóż mamy począć przez dwa dni i co mam powiedzieć temu niewinnemu człowiekowi?" Kiedy tak myślałem, bezwiednie obróciłem głowę i wśród gałęzi drzewa cedrowego, wprost przed nami, ujrzałem ogromny bochen chleba. Wykrzyknąłem: "Suleymanie, oto dobra nowina! Wszechmocny Bóg zesłał nam jedzenie!" Wzięliśmy ten chleb, a patrząc na niego, spostrzegliśmy, że nie dotknął go ani żaden ptak, ani dzikie zwierzę. Przez dwadzieścia lub trzydzieści dni zupełnie nikt nie wspinał się na szczyt tej góry. Chleb wystarczył nam na dwa dni, a kiedy już się kończył, Suleyman - który przez cztery lata był dla mnie najwierniejszym z wiernych przyjaciół - nagle przyszedł z dołu, przynosząc więcej chleba.
Dar czwarty: Ów luźny płaszcz, który noszę, kupiłem z drugiej ręki siedem lat temu. Przez pięć lat na ubrania, bieliznę, buty i skarpety wydałem jedynie cztery i pół liry. Wystarczały mi oszczędność, Boże błogosławieństwa i wynikająca z nich obfitość.
Było jeszcze wiele innych zdarzeń podobnych powyższym przykładom i mógłbym wymienić liczne rodzaje Bożych błogosławieństw. Ludzie z wioski, w której przebywam, wiedzą o większości z nich. Nie sądźcie jednak, że przytoczyłem owe przykłady z powodu dumy; raczej zostałem do tego zmuszony. Nie myślcie również, że spotkało mnie to, ponieważ jestem dobrym człowiekiem. Owa obfitość albo była darem zesłanym szczerym przyjaciołom, którzy mnie odwiedzali, albo obdarowanie nastąpiło z powodu mojej służby Koranowi, albo dostatek i pożytek wynikały z oszczędności, albo też były zaopatrzeniem dla moich czterech kotów, które recytują Najpiękniejsze Imiona Boga: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!", zaś przejawem tych Imion jest owa obfitość, z jakiej również ja mogę czerpać korzyści. Tak, jeśli uważnie posłuchacie ich płaczliwego miauczenia, zrozumiecie, że mówią one: "O, Najbardziej Litościwy! O, Najbardziej Litościwy!" Ale doszliśmy do tematu kotów, a wcześniej wspominałem o kurze...
Mam też kurę. Tej zimy - niemal każdego dnia bez wyjątku - przynosiła dla mnie jajko ze skarbca Bożego miłosierdzia. Pewnego dnia zniosła dwa jaja, co mnie zadziwiło. Zapytałem moich przyjaciół: "Jak to możliwe?", a oni odrzekli: "Być może to dar od Boga". Kura miała również kurczaka, który wykluł się latem. Kwoka zaczęła wysiadywać jaja na początku ramadanu i trwało to przez czterdzieści dni. Ani ja, ani żaden z moich towarzyszy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do tego, że i kurczak, i jaja znoszone zimą, i ramadan były darami zesłanymi mi przez Boga. Kiedy tylko kura skończyła wysiadywać jaja, natychmiast zaczęła je znosić, zatem ani na chwilę nie zostałem ich pozbawiony.
Drugie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja pytają: "Jak możemy mieć pewność, że nie będziesz mieszał się do naszego świata? Jeśli uwolnimy cię, będziesz mógł wtrącać się w nasze sprawy. Skąd mamy wiedzieć, że nie chcesz nasz przechytrzyć? Skąd mamy wiedzieć, czy tylko nie udajesz wyrzeczenia się świata? Może to tylko podstęp, a ty przyjmujesz różne rzeczy od innych ludzi nie jawnie, lecz potajemnie?"
Odpowiedź: Moja znana wielu ludziom postawa w sądzie wojennym i w okresie przed ogłoszeniem Konstytucji, a także wygłoszona w tym czasie mowa obrończa przed tym sądem (zatytułowana Świadectwo
dwóch szkół nieszczęścia), bezapelacyjnie ukazują, że prowadziłem życie człowieka, który nie uciekłby się do najmniejszych sztuczek, nie mówiąc już o wybiegach czy matactwach. Gdybym przez ostatnie pięć lat oszukiwał, z pewnością moje podanie do was utrzymane by było w tonie pochlebstwa i czołobitności, gdyż ten, kto jest przebiegły, stara się wkraść w łaski innych, a nie potrafiąc się pohamować, zawsze kłamie i oszukuje. Tymczasem ja nie zniżyłem się choćby do tego, by odpowiedzieć na najcięższe ataki i krytykę, jakie zostały we mnie wymierzone. Mówiąc: "Pokładam zaufanie w Bogu", odwróciłem się plecami do ahl ad-dunja. Co więcej, rozsądny człowiek, który odkrył prawdę o tym świecie i posiadł wiedzę o życiu ostatecznym, nie będzie przepraszał, lecz będzie wiódł walkę ze światem doczesnym. Kiedy ten, kto nie jest z niczym związany i jest samotny, przekroczy wiek pięćdziesięciu lat, z pewnością nie poświęci życia wiecznego dla roku lub dwóch lat pustej gadaniny i złudy tego świata. Jeśli tak uczyni, nie będzie on przebiegły, lecz będzie głupcem i szaleńcem. Jakiż szaleniec mógłby tak postąpić? Czy ktokolwiek wtedy powinien się nim przejmować?
Jeśli zaś chodzi o podejrzewanie mnie o to, że wyrzekłem się tego świata jedynie pozornie, zaś prawdziwie wciąż poszukuję jego korzyści, odpowiem słowami wersetu:
[36]
Tak, nie oczyszczam z zarzutów mojej duszy, jako że pragnie ona wszystkiego, co złe. Jednak na tym ulotnym świecie, w owej przejściowej gospodzie, w podeszłym wieku podczas krótkiego życia doczesnego, nie byłoby rozsądne zniszczyć wieczne życie i niekończącą się szczęśliwość dla odrobiny przyjemności życia doczesnego. Jako że takie postępowanie nie byłoby korzystne dla człowieka rozsądnego i świadomego, moja dusza - czy chce tego, czy nie chce - musi podążać za rozsądkiem.
Trzecie podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Czy nas lubisz? Czy aprobujesz nasze poczynania? Jeśli nas lubisz, dlaczego jesteś tak nieprzystępny i nie chcesz mieć z nami nic do czynienia? Jeśli nas nie lubisz, oznacza to, że się nam sprzeciwiasz, a my miażdżymy tych, którzy się nam sprzeciwiają!"
Odpowiedź: "Gdybym kochał wasz świat, nie wycofałbym się z niego. Nie lubię ani was, ani waszego świata, lecz nie mieszam się ani do waszych, ani do jego spraw. Mój cel jest inny niż wasz; moje serce wypełnione jest innymi rzeczami tak dokładnie, że nie ma w nim miejsca na cokolwiek innego. Waszym obowiązkiem jest patrzeć na ręce
człowieka, a nie w jego serce. Ubiegajcie się więc o sprawy swej władzy i swego porządku publicznego. Tak długo, jak ręce innego człowieka nie mieszają się do waszych spraw, jakie macie prawo do tego, by wtrącać się do spraw jego serca, by mówić mu: "Twoje serce powinno kochać także i nas", choć w żaden sposób na jego miłość nie zasługujecie? Tak, tak jak podczas zimy pragnę, by przyszła wiosna i tęsknię za nią, lecz nie mogę sprawić, by nadeszła, tak samo tęsknię za światem, który byłby sprawiedliwy, modlę się o jego nadejście i chcę, by ahl ad-dunja zmienili się na lepsze, jednak nie mam mocy, dzięki której mógłbym sprawić, że tak się stanie. Nie mogę dokonać żadnej z tych rzeczy, ponieważ ani nie jest to mój obowiązek, ani też nie leży to w mojej możliwości.
Czwarte podejrzliwe pytanie
Ahl ad-dunja mówią: "Doświadczyliśmy tylu klęsk, że nie możemy już nikomu ufać. Jak możemy być pewni, że nie zaczniesz mieszać się w nasze sprawy (jak być może tego chcesz), kiedy tylko damy ci po temu sposobność?"
Odpowiedź: Powinien upewnić was o tym poprzedni punkt. Co więcej, nie wtrącałem się do waszego świata nawet wtedy, kiedy przebywałem w rodzinnych stronach, wśród moich uczniów i bliskich, wraz z tymi, którzy troszczyli się o mnie wśród zmiennych kolei zdarzeń. Zatem dla kogoś, kto jest samotny na zesłaniu, kto nie ma nikogo, kto jest słaby i bezsilny, kto ze wszystkich sił zwraca się ku sprawom życia ostatecznego, kto jest odcięty od jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i nie ma możliwości porozumiewania się z innymi, kto znalazł jedynie kilku przyjaciół, którzy są daleko od niego i również troszczą się o życie ostateczne, kto jest obcy dla wszystkich i kogo wszyscy inni postrzegają jako obcego - tak, dla takiego człowieka wtrącanie się w niebezpieczeństwa waszego bezowocnego świata z pewnością byłoby szaleństwem pod każdym względem!
Ten Punkt dotyczy pięciu krótkich Kwestii.
Kwestia Pierwsza
Ahl ad-dunja pytają: "Dlaczego nie trzymasz się zasad naszej cywilizacji, naszego stylu życia, naszego sposobu ubierania się? Czy to oznacza, że się nam sprzeciwiasz?"
Odpowiedź: Panowie! Jakim prawem proponujecie mi przyjęcie zasad waszej cywilizacji? Przecież sami wyrzuciliście mnie poza nawias
cywilizacji, bezprawnie zmuszając mnie do mieszkania w tej wiosce przez pięć lat, zabraniając mi utrzymywania jakichkolwiek kontaktów towarzyskich czy porozumiewania się z kimkolwiek. Wszystkim skazanym na zesłanie pozwoliliście na to, by pozostali w ich miastach, wśród przyjaciół i krewnych, a następnie wydaliście im dokumenty, przyznające im amnestię, lecz mnie bez żadnego powodu odcięliście od świata i nie zezwalacie mi nawet na spotkania z ludźmi z moich rodzinnych stron, z wyjątkiem jednego lub dwóch przypadków. Oznacza to, że nie uważacie mnie za członka narodu tureckiego ani za obywatela tego państwa. Jak zatem możecie proponować, bym przyjął wasz kodeks cywilny? Sprawiliście, że świat stał się dla mnie więzieniem, a takich rzeczy, jakie mi proponujecie, nie można proponować więźniowi. Zamknęliście przede mną drzwi tego świata, zatem zapukałem do drzwi życia ostatecznego, a Boże miłosierdzie otworzyło je przede mną. Jak można narzucać bezładne zwyczaje i zasady tego świata komuś, kto stoi w progu drzwi wiodących do życia ostatecznego? Kiedy przywrócicie mi wolność, kiedy pozwolicie mi wrócić do rodzinnych stron i przywrócicie mi moje prawa, dopiero wtedy będziecie mogli wymagać ode mnie, bym dostosował się do waszych zasad.
Kwestia Druga
Ahl ad-dunja mówią: "Mamy ministerstwo odpowiedzialne za nauczanie przykazań religii i prawd islamu. Jakie masz kompetencje do tego, by wydawać dzieła poświęcone religii? Jesteś skazany na zesłanie, zatem nie masz prawa mieszać się do tych spraw!"
Odpowiedź: Prawdy nie można ograniczyć. Jak mogłyby zostać ograniczone wiara i Koran? Możecie narzucać ograniczenia zasadom i prawom waszego świata, lecz prawdy wiary i zasady Koranu nie mogą być wtłoczone w formy odpowiednie dla postępowania tego świata ani też nie mogą stać się maską dla oczekiwania wynagrodzenia w zamian za ich nauczanie. Owe tajemnice, które są darami Boga, owe błogosławieństwa mogą stać się czyimś udziałem dzięki szczerości intencji, a także dzięki wyrzeczeniu się świata i cielesnych przyjemności. Co więcej, wasze ministerstwo uznało moje kwalifikacje i wyznaczyło mnie na kaznodzieję, kiedy jeszcze żyłem w rodzinnych stronach. Przyjąłem to stanowisko, lecz odrzuciłem pensję. Mam w swoim posiadaniu dokument, na mocy którego mogę być imamem lub kaznodzieją w jakimkolwiek miejscu, jako że zostałem skazany na zesłanie niesłusznie. Jako że skazani na wygnanie mogli powrócić do swych domów, moje stare dokumenty zachowują ważność.
Po drugie: Spisując owe prawdy wiary, zwracam się bezpośrednio do własnej duszy. Nie zapraszam wszystkich, by do mnie dołączyli; raczej ci, których serca są w potrzebie, a dusze zranione, poszukują balsamów Koranu i znajdują je. Jedynie dla zabezpieczenia środków do życia wydrukowałem mój traktat poświęcony Zmartwychwstaniu, zanim jeszcze zostały przedstawione kolejne pisma. Ówczesny gubernator, który również był względem mnie niesprawiedliwy, przestudiował ten traktat, lecz nie podjął żadnych kroków przeciwko niemu, jako że nie znalazł w nim niczego, co mogłoby stać się obiektem krytyki.
Kwestia Trzecia
Niektórzy z moich przyjaciół pozornie trzymają się z dala ode mnie, a zaiste, nawet krytykują mnie, by wkraść się w łaski podejrzliwie na mnie patrzących ludzi spośród ahl ad-dunja. Jednak przebiegli ahl ad-dunja przypisują fakt, że ci przyjaciele unikają mnie i trzymają się z dala, nie ich lojalności wobec tego świata, lecz pewnemu rodzajowi hipokryzji i nieświadomości, przez co też chłodno ich traktują.
Mówię zatem: "O, moi przyjaciele w życiu ostatecznym! Nie trzymajcie się z dala ode mnie i nie uciekajcie tylko dlatego, że jestem sługą Koranu. Jeśli Bóg zechce, nie spotka was z mojego powodu żadna krzywda. Przypuszczam, że unikając mnie, nie możecie uratować się przed pewnymi nieszczęściami, które was spotykają lub którymi sam jestem ciemiężony. Postępując w ten sposób, jedynie bardziej będziecie zasługiwać na to, by spotkało was nieszczęście lub by spadł na was cios. Z jakiego zatem powodu mielibyście się bezpodstawnie lękać?"
Kwestia Czwarta
Przez czas mojego zesłania zauważyłem, że pewni chełpliwi ludzie, którzy wpadli w bagno polityki, postrzegają mnie jako czy to stronnika, czy też rywala, jakbym był - tak jak oni - powiązany z pewnymi ruchami tego świata.
Panowie! Moim prądem jest wiara, zaś przede mną jest nurt niewiary. Nie jestem związany z żadnymi innymi nurtami czy ruchami tego świata. Być możeci, którzy pracują dla wynagrodzenia, w pewnym stopniu uważają się za usprawiedliwionych. Jednak sprzeciwianie mi się i rywalizowanie ze mną w imię patriotyzmu, nie zaś dla wynagrodzenia, uciskanie mnie i prześladowanie - oto prawdziwie poważny i smutny błąd. Jak już udowodniłem to powyżej, nie mam żadnych powiązań ze światem polityki. Poświęciłem cały mój czas i całe życie prawdom wiary i Koranu. Jako że tak się sprawy mają, ludzie, którzy nękają mnie i prześladują
w imię rywalizacji powinni zdać sobie sprawę z faktu, że takie postępowanie jest wyrządzaniem szkód wierze w imię ateizmu i niewiary.
Kwestia Piąta
Jako że ten świat jest ulotny, życie krótkie, zasadnicze obowiązki człowieka są liczne, a na tym świecie możemy zyskać życie ostateczne; jako że gospoda tego świata nie pozostaje bez właściciela, lecz zaiste, ma Najbardziej Mądrego i Szczodrego naczelnika, zaś ani dobro, ani zło nie pozostanie bez odpowiedniej nagrody; jako że zgodnie z wersetem:
[37]
nie istnieje taki obowiązek, który byłby niemożliwy do zniesienia, a droga bezpieczna lepsza jest od tej, która przynosi szkodę; jako że przyjaciele i zaszczyty zostają z nami tylko dopóty, dopóki nie przekroczymy bramy grobu - zatem z pewnością najbardziej szczęśliwym z ludzi jest ten, który nie zapomina o życiu ostatecznym dla tego świata, nie poświęca życia ostatecznego dla tego świata, nie niszczy życia ostatecznego dla życia na tym świecie, lecz uważa, że w życiu doczesnym jest jedynie gościem, i postępuje zgodnie z rozkazami właściciela owej gospody, a następnie z ufnością otwiera drzwi prowadzące do grobu i wkracza do wiecznej szczęśliwości .
Dopisek
[38]
Bez żadnego powodu ahl ad-dunja stali się podejrzliwi wobec kogoś tak obcego i bezsilnego jak ja, a wyobrażając sobie, że mam siłę tysięcy ludzi, nałożyli na mnie liczne ograniczenia. Nie pozwolili mi pozostać na noc lub dwie w Bedre (dystrykt Barla) ani nawet na jednej z gór Barli. Słyszałem, jak mówili: "Said ma moc pięćdziesięciu tysięcy żołnierzy, nie możemy więc go uwolnić".
Mówię zatem: O wy, nieszczęśnicy, którzy dostrzegacie jedynie ten świat! Jak to się dzieje, że nie jesteście w stanie poznać spraw tego
świata, choć pracujecie nad tym ze wszystkich sił? Jak to się dzieje, że rządzicie tym światem jak szaleńcy? Jeśli tak się mnie boicie, to wiedzcie, że nawet jeden żołnierz może dokonać więcej niż ja, nie mówiąc już o pięćdziesięciu tysiącach. Wystarczyłoby, że stanąłby w drzwiach mojego pokoju i powiedział: "Nie możesz stąd wyjść!"
Jeśli jednak tym, czego się lękacie, jest mój fach herolda Koranu i siła moralna, jaką daje wiara, to również jesteście w błędzie; wiedzcie, że pod tym względem mam siłę nie pięćdziesięciu tysięcy, ale pięćdziesięciu milionów żołnierzy! Dzięki sile, jaką daje Wszechmądry Koran, rzucam wyzwanie całej Europie, wliczając w to i was, bezbożnicy. Dzięki światłom wiary, jakimi są traktaty, które opublikowałem, zrównałem z ziemią wielkie bastiony, które nazywają fizyką i naturą. Strąciłem największych z bezbożnych filozofów na poziom niższy od poziomu zwierząt. Gdyby zgromadziła się cała Europa, do której należycie i wy, bezbożnicy, dzięki wsparciu, jakiego udziela mi Bóg, nie mogłaby sprawić, bym wyrzekł się choć jednej kwestii, które wytyczają obraną przeze mnie drogę. Nie pokonacie mnie, jeśli nie zechce tego Bóg!
Skoro tak się sprawy mają, ja nie wtrącam się w sprawy waszego świata, więc wy nie wtrącajcie się w sprawy mego życia ostatecznego! Jeśli nawet spróbujecie, to będziecie próbowali na próżno!
Zarządzenia Bożego nie można odwrócić żadną siłą,
Tak jak płomienia, jaki rozpalił Bóg, nie można zgasić dmuchnięciem.
Ahl ad-dunja są nadzwyczaj - a przy tym nadmiernie - podejrzliwi wobec mnie, ponieważ całkiem zwyczajnie boją się mnie. Wyobrażają sobie w związku ze mną różne nieprawdziwe rzeczy, które gdyby nawet były prawdą, nie stanowiłyby żadnego politycznego przestępstwa ani nie mogłyby stać się przyczyną oskarżenia, jak to, że jestem szejkiem, cieszę się wysoką pozycją społeczną, należę do szlachetnej rodziny, jestem przywódcą klanowym lub wpływowym człowiekiem, który ma wielu zwolenników, spotykam się z ludźmi z mych rodzinnych stron, mieszam się do spraw tego świata, a nawet dołączyłem do ugrupowania politycznego lub do opozycji. Wyobrażając sobie takie rzeczy na mój temat, jedynie dają się porwać bezpodstawnym lękom. W czasie gdy rozważali okazanie łaski skazańcom w murach więzień i poza nimi (a więc i tym, którym zgodnie z ich prawem nie można było przebaczyć), mnie zakazali po prostu wszystkiego. Pewien zły i krótko żyjący człowiek napisał następujące, dobre i trwające, słowa:
Jeśli tyrania ma działa, kule i fortece,
To słuszność ma niewzruszoną rękę i niezmienną twarz,
ja zaś mówię:
Jeśli ahl ad-dunja mają władzę, moc i siłę,
To sługa Koranu, dzięki jego blaskom,
Ma niezachwianą wiedzę i głos, którego nie można uciszyć,
Ma nieomylne serce i światło, którego nie można zagasić.
Wielu przyjaciół, tak samo jak pewien dowódca wojskowy, pod którego nadzór zostałem oddany, wielokrotnie pytało: "Dlaczego nie postarasz się o uniewinnienie i nie wystąpisz z petycją do władz?" Otóż nie wystąpiłem z taką prośbą i nie mogę z nią wystąpić dla pięciu lub sześciu powodów.
Powód Pierwszy: Nie mieszałem się do spraw ahl ad-dunja; nie oni mnie skazali i nie do nich będę się zwracał. Zostałem skazany przez zarządzenie Boga, Jemu przedkładam swoje winy i Jego proszę, by mi je odpuścił.
Powód Drugi: Wierzę w to (i wiem to z całą pewnością), że ten świat jest jedynie szybko zmieniającą się gospodą. Nie jest prawdziwą ojczyzną i w każdym miejscu jest taki sam. Ponieważ nie pozostanę na stałe w moich rodzinnych stronach, bezcelowym jest, by walczyć o powrót do nich czy też do nich podążać. Ponieważ wszystkie miejsca są pokojami gospody, jeśli zaprzyjaźnimy się z jej Miłosiernym właścicielem, wszyscy staną się przyjaciółmi, a w każdym miejscu znajdziemy znajomych, podczas gdy jeśli nie zaprzyjaźnimy się z Miłosiernym, wszędzie znajdziemy jedynie ciężar na sercu, a wszyscy będą do nas wrogo nastawieni.
Powód Trzeci: Podanie powinno być sporządzone zgodnie z prawem, lecz sposób, w jaki traktowano mnie przez owe sześć lat, był samowolą wykraczającą poza granice jakiegokolwiek prawa. Ustawa dotycząca zesłańców [39] nie miała zastosowania do mnie. Traktowano mnie tak, jakbym został pozbawiony wszelkich praw cywilizacji, a nawet wszelkich praw tego świata. Zwracanie się w imieniu prawa do tych, którzy traktowali mnie w sposób, jaki nie mieścił się w granicach prawa, byłoby bezsensowne.
Powód Czwarty: W tym roku pewien miejscowy urzędnik poprosił w mym imieniu o to, abym dla zmiany klimatu mógł pozostać na kilka dni w wiosce Bedre, w dystrykcie Barla. Jak mógłbym prosić o coś tych,
którzy odrzucili tak niewiele znaczącą prośbę? Zwracanie się do nich byłoby daremne, byłoby hańbiącym upokorzeniem się!
Powód Piąty: Przyznawanie jakiegokolwiek prawa decyzji tym, którzy twierdzą, że to, co złe, jest słuszne, a zatem i zwracanie się do nich, jest niewłaściwe, jest brakiem szacunku dla tego, co słuszne. Nie chcę popełnić takiego zła i okazać lekceważenia dla prawa. Tak to jest!
Powód Szósty: Strapienia i trudności, jakich przyczynili mi ahl ad-dunja, nie wynikały z przyczyn związanych z polityką, ponieważ oni dobrze wiedzą, że nie mieszam się do działań polityków, lecz uciekam od nich. Świadomie lub nieświadomie, dręczą mnie raczej z powodu ich wojującego ateizmu, ponieważ sam mocno trzymam się religii. W takim przypadku zwracanie się do nich dowodziłoby tego, że wyrażam skruchę z powodu przywiązania do prawd religii, zaś próbuję schlebiać ateizmowi.
Co więcej, gdybym zwrócił się do nich i u nich szukał ratunku, zarządzenie Boga, Który jest Sprawiedliwy, ukarałoby mnie poprzez ich ręce, ponieważ prześladują mnie oni jedynie dlatego, że jestem człowiekiem pobożnym. Jeśli zaś chodzi o Boże zarządzenie, od czasu do czasu gnębi mnie, lecz dzieje się to z powodu mojej hipokryzji w obliczu ahl ad-dunja, ponieważ moja wiara i szczerość intencji są niedoskonałe. Ponieważ tak jest, na razie nie mogę zostać uratowany od strapień i niedoli. Jeśli zwrócę się do ahl ad-dunja, Bóg w Swoim zarządzeniu oznajmi: "Obłudniku! Bądź ukarany za to, że się do nich zwróciłeś!", jeśli zaś tego nie zrobię, ahl ad-dunja powiedzą: "Nie uznajesz nas, więc dalej cierp trudności, których ci przyczyniamy!"
Powód Siódmy: Dobrze wiadomo, że obowiązki urzędników polegają na tym, by uniemożliwiać wyrządzenie szkód tym, którzy mogliby ich przyczynić, zaś wspomagać tych, których działania są korzystne. Tymczasem urzędnik, który zabrał mnie - starszego gościa w gospodzie tego świata, stojącego w drzwiach grobu - do więzienia, kiedy akurat objaśniałem pewien subtelny aspekt wiary, zawarty w słowach "nie ma boga z wyjątkiem Boga Jedynego", potraktował mnie tak, jakbym popełnił jakieś przestępstwo, choć wcześniej przez długi czas nie odnosił się do mnie w taki sposób. Sprawił, że nie mogłem udzielić wskazówek nieszczęsnemu człowiekowi o szczerej duszy, który właśnie mnie słuchał, a postępowanie owego urzędnika wywołało mój gniew. Byli tam również inni ludzie, lecz nie poświęcił im żadnej uwagi, zaś później, kiedy zaczęli zachowywać się tak grubiańsko, że mogło zatruć to życie całej wioski, stał się dla nich łaskawy i uprzejmy.
Co więcej, dobrze wiadomo, że ktoś, kto przebywa w więzieniu z powodu setki zbrodni, jakie popełnił, niezależnie od tego, czy jest człowiekiem wysokiej rangi, czy też niskiej, może spotkać się z nadzorującym jego sprawę urzędnikiem. Jednak przez ostatni rok, choć dwaj ludzie ważni w oczach rządu, którym powierzono nadzór nade mną, kilka razy przechodzili obok mego domu, ani nie spotkali się ze mną, ani też o nic mnie nie pytali. Początkowo przypuszczałem, że unikają mnie z powodu wrogości, jaką do mnie żywią; później jednak wyszło na jaw, że wynikało to z ich bojaźliwych podejrzeń, a oni uciekali przede mną, jakbym zamierzał ich pożreć. Zatem uznanie rządu, który ma takich przedstawicieli, szukanie u niego ratunku i zwracanie się do niego nie jest rozsądne, lecz jest daremnym upokorzeniem. Gdyby był tu stary Said, powiedziałby jak 'Antara [40]:
Prawdziwa woda życia staje się Piekłem poprzez poniżenie, Podczas gdy godność czyni Piekło miejscem dumy.
Stary Said już nie istnieje, a nowy Said uważa rozmowę z ahl addunja za pozbawioną sensu. Niechaj ich świat stanie się ich końcem! Niechaj robią, co chcą! Nowy Said milczy, mówiąc jedynie, że wszyscy razem zostaniemy osądzeni na Sądzie Ostatecznym.
Powód Ósmy: Zgodnie z zasadą, która mówi: "Wynikiem zakazanej miłości jest niemiłosierne cierpienie", Boże zarządzenie, które jest sprawiedliwe, zadaje mi cierpienie poprzez bezlitosne ręce ahl ad-dunja za to, że skłaniałem się ku nim, choć na to nie zasługują. Mówiąc: "Tak, zasłużyłem na owo cierpienie", zachowuję milczenie.
W czasie Wielkiej Wojny byłem dowódcą pułku złożonego z ochotników. Chwalony przez głównodowodzącego i przez Envera Paszę, poświęcałem mych wartościowych uczniów i przyjaciół. Później zostałem ranny i wzięty do niewoli. Po powrocie z niewoli wpadłem w niebezpieczeństwa przez dzieła takie, jak Sześć Kroków, która to praca wymierzona była w okupujących Stambuł Brytyjczyków. Pomagałem tym, którzy teraz bez żadnego powodu trzymają mnie w owej niewoli, będącej dla mnie torturą. Tak ukarali mnie za pomoc, jakiej im udzieliłem. Ci "przyjaciele" w ciągu trzech miesięcy przyczynili mi tylu trudności i niedoli, ile wycierpiałem przez trzy lata niewoli w Rosji. Rosjanie nie uniemożliwili mi nauczania religii, choć postrzegali mnie jako
dowódcę kurdyjskiej milicji ochotniczej, który mordował kozaków [41] i jeńców Zwykłem udzielać wskazówek większości z dziewięćdziesięciu oficerów, którzy byli moimi towarzyszami niewoli. Pewnego dnia przyszedł rosyjski dowódca, by posłuchać tego, co mówię, a ponieważ nie znał tureckiego, uznał to za agitację polityczną i położył temu kres, jednak później ponownie udzielił swego zezwolenia na takie spotkania. Ponadto w jednej z izb naszych koszar urządziliśmy meczet, w którym zwykłem prowadzić modlitwy. Rosjanie w ogóle się do tego nie wtrącali, nie zabraniali mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Tymczasem moi "przyjaciele" w tym kraju, obywatele tego samego państwa i wyznawcy tej samej religii, ci, o których korzyści (jakie mogłaby im przynieść pobożność i wiara) walczyłem, trzymają mnie w tej bolesnej niewoli nie przez trzy lata, lecz przez sześć, bez żadnego powodu, choć doskonale wiedzą, że zerwałem wszystkie więzy, jakie łączyły mnie z tym światem. Zabraniają mi utrzymywania kontaktów z innymi ludźmi. Zabraniają mi nauczania religii (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat), a nawet udzielania prywatnych wskazówek w moim pokoju. Zabraniają mi komunikowania się z innymi w jakiejkolwiek formie. Zabraniają mi nawet uczęszczania do meczetu, który pomagałem wyremontować i w którym przez cztery lata prowadziłem modlitwy (mimo iż posiadam odpowiedni certyfikat). A teraz, by pozbawić mnie nagrody za odprawienie modlitwy w grupie, nie zgadzają się nawet na to, bym prowadził modlitwę trzech osób - mego stałego zgromadzenia i mych braci w życiu ostatecznym.
Co więcej, jeśli - choć sam tego nie pragnę - ktoś nazywa mnie dobrym człowiekiem, urzędnicy, pod których nadzorem pozostaję, stają się zawistni i wpadają w gniew. Myśląc, że zniszczą wpływ, jaki wywieram na innych, bez skrupułów podejmują drastyczne środki ostrożności i prześladują mnie, nie dając mi spokoju, by tylko wkraść się w łaski swych zwierzchników.
Któż, będąc w takim położeniu, mógłby szukać schronienia u kogokolwiek prócz Wszechmocnego Boga? Jeśli sędzia jest również wnoszącym skargę, z całą pewnością nie można poskarżyć się przed nim na złe traktowanie. Dalejże, powiedzcie, co możemy na to odpowiedzieć? Mówcie sobie, co chcecie; ja mówię, że wśród moich "przyjaciół" jest wielu hipokrytów, zaś hipokryta gorszy jest od niewierzącego. Oto, z jakiego powodu przyczynili mi takich cierpień, jakich nie przyczynili mi niewierni Rosjanie.
O, wy, nieszczęśnicy! Cóż takiego wam wyrządziłem i cóż czynię wam złego? Staram się tylko ocalić waszą wiarę i służę waszej wiecznej szczęśliwości! Oznacza to, że moja służba nie jest całkowicie szczera, czysta i wykonywana jedynie dla zadowolenia Boga, dlatego odnosi odwrotny skutek. W zamian za moje starania, dręczycie mnie przy każdej okazji. Z pewnością spotkamy się na Sądzie Ostatecznym, zatem mówię:
[42]
[43]
CZĘŚĆ CZWARTA
Po zwolnieniu go z więzienia w Eskisehir Bediuzzaman Said Nursi został zesłany do prowincji Kastamonu. Po długim okresie policyjnego aresztu został umieszczony pod stałym nadzorem w budynku naprzeciwko posterunku policji.
@
Przez osiem lat był zmuszony wieść życie zesłańca, będąc poddawanym prześladowaniom i pozostając w areszcie domowym, jednakże w żaden sposób nie pozostawał bezczynny i w tajemnicy kontynuował pracę na rzecz rozprzestrzeniania światła Koranu. Szczególnie w regionie Inebolu znalazło się wielu dzielnych i aktywnych uczniów. Jak uczniowie z Isparty, tak również oni z entuzjazmem rozpoczęli spisywanie Traktatów Światła
i w tajemnicy rozpowszechniali je w swoich okolicach. Skutkiem tego Traktaty Światła zaczęły zyskiwać popularność w regionie Morza Czarnego.
(...)
Przebywając w Kastamonu, Nauczyciel przez cały czas pozostawał w kontakcie z uczniami Światła z Isparty. Z woli Boga wiedział on, że olbrzymia większość wojowników Traktatów Światła i ludzi je rozpowszechniających będzie pochodziła z Isparty, a centralny ośrodek wykonywania owego wspaniałego obowiązku będzie znajdował się w Isparcie. Uczniowie Światła byli wielce zatroskani o wygodę i dobre samopoczucie ich umiłowanego Nauczyciela. Oczekiwali również częstych wskazówek dotyczących ich służby Traktatom Światła, ich braciom i siostrom w Świetle oraz ich litościwemu Nauczycielowi. Przez dwadzieścia siedem lat Bediuzzaman pisał do uczniów Światła listy poruszające tematy wiedzy, wiary (ar. iman), islamu oraz kwestii związanych ze służbą wierze.
Rozpaczliwie potrzebując takich listów, uczniowie Światła zaczęli sporządzać ich odręczne kopie, aby pozostawały one w obiegu. W czasach, gdy bezlitosne prześladowania wrogów religii zabraniały przesyłania Traktatów Światła za pomocą jakichkolwiek usług pocztowych, uczniowie Światła własnoręcznie dostarczali Traktaty Światła oraz listy z wiosek do miast i prowincji, a nawet powstali wśród nich "listonosze Światła". Listonosze Światła, którzy na ochotnika oddali tej sprawie całą duszę i całe życie, wierzyli w to, że owa służba jest najbardziej uświęconym obowiązkiem. Te doniosłe, mówiące prawdę i w równym stopniu zachwycające listy zostały nazwane "dodatkowymi listami" (tur. Lahikasi) Traktatów Światła i zaspokoiły wiele duchowych potrzeb uczniów Światła.
Prowadząc służbę na rzecz Koranu i wiary, owe listy służyły również uświadomieniu ludziom kłamstw wypowiadanych przez wrogów islamu oraz rozpowszechnianej przez nich sfabrykowanej propagandy, dopomagając w unikaniu takich pułapek. Był to mroczny okres, w którym władały krótkotrwałe ponęty ateizmu, a wielu prześladowanych ludzi pogrążyło się w rozpaczy i bezczynności. W tym straszliwym czasie Traktaty Światła dostarczyły sercom możliwości rozwoju i szczęśliwości oraz ustanowiły umiłowanie służby wierze. Tak oto dzięki Traktatom Światła wierni zostali ocaleni przed rozpaczą poprzez znaki przyszłych wspaniałych zwycięstw islamu oraz poprzez radosne wieści o tych zwycięstwach. Tak, owe świetliste "dodatkowe listy" są pełne prawd, które przyciągają i zniewalają serca oraz dusze, a umysły wprawiają w osłupienie.
W tym miejscu przedstawimy życie Nauczyciela w Kastamonu, włączając przykłady "dodatkowych listów" wysłanych z Kastamonu, a także niektóre listy napisane do Bediuzzamana przez szczerych i wiernych uczniów Światła z tej prowincji.
Te listy to jedynie niewiele spośród pięciuset stron zbioru zatytułowanego Kastamonu Lahikasi, zawierającego listy, które Nauczyciel napisał do swych uczniów z Isparty, kiedy przebywał w Kastamonu. W tych listach Nauczyciel pisze do swych uczniów o znaczeniu odręcznego spisywania Traktatów Światła oraz rozpowszechniania ich. Podkreśla, że to, co uczniom Traktatów Światła zdaje się pomniejszą służbą, w rzeczywistości jest największą kwestią we wszechświecie, a poprzez światło Traktatów daje dobrą nowinę o przyszłych wielkich zwycięstwach tego narodu. Owe listy ustanawiają i umacniają fundamenty i zasady obiegu Traktatów Światła oraz publikowania ich.
W Jego Imię, niech będzie Mu chwała!
Moi drodzy, wierni bracia!
Jak większość uczniów w służbie Traktatów Światła odczuwa pewien rodzaj cudotwórstwa (tur. keramat) i Bożej łaski, tak wasz bezsilny brat z powodu jego wielkiej potrzeby również odczuwa wiele ich rodzajów. W ostatnim czasie wielu uczniów potwierdziło przez przysięgę, że:
«Im więcej pracujemy w służbie Światła, tym bardziej odczuwamy ulgę dotyczącą wzrostu zarówno naszych środków na życie, jak i pocieszenia naszych serc». Ja sam odczuwam je do tego stopnia, że moja dusza (ar. nafs) i towarzyszący mi szatan, zdumione tym, jak bardzo jest to oczywiste, zachowują milczenie.
To napomnienie zawiera dwa Punkty.
Punkt Pierwszy: Najważniejszym obowiązkiem kogoś, kto dołącza do Traktatów Światła, jest spisywanie ich, zachęcanie innych do tego, aby czynili to samo, a także dopomaganie w ich rozpowszechnianiu. Ci, którzy spisują Traktaty, zachęcają innych do tego, aby czynili to samo, oraz czytają je, otrzymają zaszczytny przydomek "uczniów Światła". Poprzez ów przydomek będą mieli udział w duchowych zyskach, w zbawiennych modlitwach wypowiadanych przez mój język po stokroć w ciągu dwudziestu czterech godzin, a niekiedy nawet częściej. Ponadto będą mieli udział w modlitwach i duchowych zyskach tysięcy wartościowych braci, którzy wypowiadają suplikacje (ar. du'a) jak ja to czynię, jak również w suplikacjach i duchowych zyskach wszystkich uczniów Światła.
Otrzymają również wiele korzyści ze spisywania (Traktatów - uz. red. pol.) poprzez wykonywanie na cztery sposoby czterech rodzajów przyjmowanych przez Boga aktów czci, to jest: poprzez wzmacnianie własnej wiary (ar.iman);poprzez dokładanie starań celem uchronienia przed niebezpieczeństwem wiary innych ludzi; poprzez dopomaganie w osiągnięciu stanu kontemplacji wiary - zgodnie z zasadą hadisu:Jedna godzina kontemplacji (ar. tafakkur) jest jak oddawanie czci Bogu przez cały rok; a także poprzez udział w dobrych uczynkach, jaki osiągną, dopomagając swemu Nauczycielowi, który nie posiada ładnego charakteru pisma i musi mierzyć się z trudnymi warunkami. Uroczyście przysięgam, że człowiek, który dobrowolnie przepisze dla siebie samego niewielki traktat, będzie miał taką zasługę, jak gdyby dał mi wspaniały podarunek, a nawet spisanie jednej strony sprawi mi taką przyjemność, jak gdybym otrzymał kilogram cukru.
Punkt Drugi: Pozbawieni wiary i oparcia wrogowie Traktatów Światła spośród ludzi i dżinnów nie są w stanie przeniknąć do środka ich mocnej jak stal fortecy ani też pokonać ich silnych świadectw, które są niczym diamentowy miecz. Z tego powodu używają sekretnych spisków
i potajemnych środków oraz uciekają się do diabelskich ataków, aby zniechęcić spisujących Traktaty, aby sprawić, że stracą oni zapał i odwrócą się od spisywania Traktatów, nie będąc tego świadomymi. Do pewnego stopnia pozbawiają oni ten region światła. Szczególnie kiedy potrzeba jest tak wielka, spisujących tak niewielu, a uczniowie Światła są częściowo obezwładnieni, wrogowie Traktatów stają się uważni.
Każdy, kto tylko chciałby odwiedzić mnie i porozmawiać ze mną na drodze prawdy, niezależnie od tego, jaki traktat otworzy, będzie rozmawiał ze swym Nauczycielem, który jest sługą Koranu, choć nie ze mną osobiście, i może otrzymywać przyjemne lekcje od prawd wiary.
Pozostając pod duchowym wpływem listu Sabriego, kiedy ów list był jeszcze w drodze, a zanim dotarł, zastanawiałem się nad tym wersetem oraz nad wersetem:
[1] kiedy nagle przyszło mi na myśl, co następuje:
Powód, dla którego tajemnica i mądrość Traktatów Światła zostały zaszczycone tak silnymi znakami Koranu, dla którego uczniowie Traktatów otrzymują tak wartościowe i radosne wieści od Koranu, a Traktaty są komplementowane przez przywódców duchowych, wynika z przerażającej istoty i srogości nieszczęścia (tego czasu - uz. red. tur.). To sprawiło, że Traktaty stały się odbiorcą uświęconych pochwał i wyrazów uznania, z jakimi nie spotkało się żadne inne dzieło.
Oznacza to, że doniosłość Traktatów nie polega na ich niezwykłej jakości, ale na ich znaczeniu przez wzgląd na ich walkę, a choć zdają się one niewielkie, trwają w obliczu okropności i zniszczeń spowodowanych przez to nieszczęście. Oto powód, dla którego dwa wersety oznajmiają o owych dobrych wieściach od Koranu, mówiąc: "Każdy, ktokolwiek wkroczy do kręgu Traktatów Światła, ocali swą wiarę, stojącą w obliczu wielkiego niebezpieczeństwa, zstąpi do grobu w stanie wiary i wejdzie do Raju". Zaiste, oto czasy, w których szeregowiec przewyższa stopniem