List Dwudziesty Szósty
Temat Pierwszy
Dowód, jakiego dostarcza Koran przeciw Szatanowi i jego partii
Niniejszy Temat poprzez swe argumenty pokonuje Iblisa, ucisza buntownika i wymierza silny cios ich głupocie, obalając w najbardziej jasny sposób przerażający i przebiegły podstęp Iblisa, jakim jest namawianie do bycia "bezstronnym". Temat Pierwszy dotyczy pewnego wydarzenia, które w zwięzłej formie opisałem dziesięć lat temu, w mym dziele zatytułowanym Lemeat, w następujący sposób:
Na jedenaście lat przed napisaniem tego traktatu, podczas miesiąca ramadan, w Meczecie Bajazyda w Stambule słuchałem recytacji Koranu. Nagle, choć nikogo nie widziałem, zdało mi się, że słyszę nieziemski głos,
który zaprząta całą moją uwagę. W wyobraźni słuchałem go, i uświadomiłem sobie, że mówi do mnie:
"Uważasz, że Koran jest nadzwyczaj wzniosły i olśniewający. Bądź obiektywny choć przez minutę i zastanów się nad tym jeszcze raz. Przypuśćmy, że jest on słowem człowieka. Ciekaw jestem, czy wciąż będziesz w nim dostrzegał te same zalety i piękno?"
Zaprawdę, zostałem zwiedziony przez ów głos i pomyślałem o Koranie tak, jakby został on napisany przez człowieka. Jak Meczet Bajazyda pogrążył się w ciemności, kiedy wyłączono elektryczne oświetlenie, tak ja zauważyłem, że gdy tak pomyślałem, olśniewające światła Koranu zaczęły przygasać. W owej chwili pojąłem, że tym, kto do mnie mówił, był Iblis, który wciągał mnie w przepaść. Szukałem pomocy w Koranie i natychmiast udzielił on światła memu sercu, dając mi siłę, bym się bronił. Zacząłem wieść spór z Iblisem, mówiąc:
Szatanie! Bezstronne myślenie jest zajęciem pozycji pomiędzy dwiema stronami. Tymczasem to, co ty i twoi uczniowie spośród ludzi nazywacie bezstronnym myśleniem, jest poparciem strony przeciwnej; nie jest to obiektywizm, lecz chwilowa niewiara, ponieważ rozważanie Koranu tak, jakby był słowem człowieka, i osądzanie go w stosowny do tego sposób jest poparciem przeciwnika, jest sprzyjaniem temu, co bezpodstawne i ułomne. Nie jest to bezstronnością, lecz skłanianiem się ku fałszowi.
Iblis odpowiedział: "W porządku, w takim razie powiedzmy, że Koran nie jest ani słowem Boga, ani słowem człowieka. Pomyśl o nim tak, jakby był czymś pomiędzy nimi".
Na te słowa zareplikowałem:
To również jest niemożliwe, ponieważ jeśli istnieje własność, do której roszczą sobie prawa dwie strony, a obie znajdują się zarówno blisko siebie nawzajem, jak i blisko owej własności, ów majątek albo powinien być oddany komuś jeszcze innemu, albo powinien zostać umieszczony w jakimś łatwo dostępnym miejscu, z którego będzie mógł zabrać go ten, kto udowodni swoje prawo własności. Jeśli obie strony sporu są daleko od siebie, jeśli jedna z nich jest na wschodzie, a druga na zachodzie, wówczas zgodnie z prawem ów majątek powinien pozostać u tego, kto go posiada, jako że nie jest możliwe, by po prostu zostawić go w jakimś miejscu między tymi, którzy roszczą sobie prawo do niego.
Koran jest zatem drogocennym majątkiem, a w tym wypadku obie strony są tak daleko od siebie, jak dalekie jest słowo ludzkie od słowa Bożego; zaiste, każda z nich jest nieskończenie odległa od drugiej. Nie jest
możliwe dla Koranu, by zostawić go między dwoma stronami sporu, które są tak oddalone od siebie, jak Plejady od ziemi, są przeciwieństwami niczym istnienie i niebyt lub dwa bieguny magnesu; nie może istnieć żaden punkt między nimi. Jeśli chodzi o Koran, tą stroną, do której on należy, jest strona Boga. Można przyjąć, że Koran należy do Niego i traktować to jako dowód prawa własności. Dopiero gdyby strona przeciwna obaliła wszystkie argumenty przemawiające za tym, że Koran jest własnością Boga, mogłaby rościć sobie prawo własności do niego, w przeciwnym razie nie może tak postąpić. Niech Bóg uchroni! Jakaż ręka mogłaby wyciągnąć owe gwoździe, którymi przymocowano ten wielki klejnot do wzniosłego Tronu Boga, jakaż mogłaby wybić tysiące nitów, jakimi są niezbite dowody, i strzaskać podtrzymujące go filary, by runął?
Przeciwko tobie, Szatanie, świadczą ludzie sprawiedliwi i ludzie uczciwego umysłu, zgodnie ze sprawiedliwością i słusznością. Ich wiara w Koran rośnie nawet dzięki najdrobniejszym dowodom. Tymczasem zgodnie z drogą, jaką ukazujesz ty i twoi uczniowie, jeśli choć raz przypuścimy, że Koran jest słowem człowieka, ów olbrzymi klejnot przymocowany do Tronu Boga runie na ziemię, a do podniesienia go z ziemi i ponownego umocowania do owego Tronu stanie się potrzebny dowód mający siłę wszystkich gwoździ i solidność wielu dowodów, zatem bądź wybawionym od ciemności niewiary i osiągnij światło wiary, ponieważ - jako że postępowanie wedle twoich podstępów jest nadzwyczaj trudne - w dzisiejszych czasach wielu ludzi straciło swą wiarę, wyobrażając sobie, że rozsądzają w sposób bezstronny.
Iblis wykręcił się i powiedział: "Koran przypomina słowa człowieka. Jego styl jest podobny do sposobu, w jaki ludzie wiodą rozmowę, a to oznacza, że jest on słowem człowieka. Gdyby był słowem Boga, z pewnością byłby czymś właściwym dla Niego i całkowicie niezwyczajnym. Jak Jego kunszt nie przypomina ludzkiego kunsztu, tak Jego słowo nie powinno przypominać słowa człowieka".
Można to rozumieć, jak następuje: Prócz wszystkich swych cudów i wyjątkowych cech Prorok Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) był człowiekiem we wszystkich swych działaniach, uczynkach i w postępowaniu. Podporządkował się prawom Boga przejawiającym się w stworzeniu i całkowicie się do nich zastosował. On również cierpiał z powodu zimna, doświadczał bólu, i tak dalej. Nie wszystkie jego uczynki i cechy zostały uczynione niezwykłymi, a to dlatego, by mógł być przywódcą swej wspólnoty poprzez jego działania, przewodnikiem poprzez
uczynki, nauczycielem poprzez postępowanie. Gdyby był niezwykły we wszystkich swych uczynkach, nie mógłby być przywódcą pod każdym względem, doskonałym przewodnikiem dla każdego, ani miłosierdziem dla światów, którym zaiste był poprzez wszystkie jego cechy.
Dokładnie w ten sam sposób Wszechmądry Koran jest przywódcą świadomych i trzeźwo myślących, jest przewodnikiem dżinnów i ludzi, jest nauczycielem tych, którzy dążą do doskonałości, i wykładowcą dla tych, którzy poszukują prawdy. Zatem koniecznym jest, by istniał i był spisany w kształcie i stylu przypominającym ludzką konwersację, ponieważ ludzie i dżinny z niego czerpią swoje suplikacje i z niego uczą się modlitwy, wyrażają to, co ich dotyczy, w jego języku, uczą się z niego zasad postępowania społecznego, i tak dalej. Każdy może szukać w nim schronienia. Gdyby miał on formę podobną do słów Boga, jakie Prorok Mojżesz (niech będzie z nim pokój) słyszał na Górze Synaj, istoty ludzkie nie mogłyby znieść słuchania go, nie miałyby również punktu odniesienia ani miejsca schronienia. Mojżesz (niech będzie z nim pokój), jeden z pięciu największych proroków, był w stanie znieść wysłuchanie jedynie kilku słów. Zapytał:
Następnie Iblis powiedział: "Wielu ludzi mówi o kwestiach podobnych tym, jakie zawarte są w Koranie, czyniąc to w imię religii. Czyż nie jest zatem możliwe, by istota ludzka w imię religii dokonała tego, by stworzyć również Koran?"
Natchniony światłem Koranu, odpowiedziałem następująco:
Po pierwsze: Z powodu umiłowania religii ten, kto jest pobożny, może powiedzieć: "Prawda jest taka-a-taka, dana kwestia w rzeczywistości przedstawia się tak-a-tak, a rozkaz Wszechmocnego Boga jest taki-a-taki", jednak nie byłby w stanie sprawić, by Bóg przemówił do niego. Drżąc ze strachu z powodu słów wersetu:
nie przekroczyłby tego, co właściwe człowiekowi, w nieskończenie wielkim stopniu, nie udawałby Boga ani nie przemawiałby w Jego Imieniu.
Po drugie: W żaden sposób nie jest możliwe, by człowiekowi powiodło się dokonanie takiej rzeczy, jak napisanie Koranu, na własną rękę; zaiste, jest
to całkowicie niemożliwe. Ludzie, którzy są podobni do siebie nawzajem, mogą udawać jeden drugiego; ludzie spośród tego samego narodu wyglądają tak samo; ludzie, którzy są bliscy sobie pod względem rangi czy statusu mogą podszywać się pod siebie nawzajem i na pewien czas zwieść innych ludzi, lecz nie mogą czynić tego bez końca, ponieważ w każdym przypadku fałsz i sztuczność w ich zachowaniu ukażą ich oszustwo temu, kto jest spostrzegawczy, a ich mistyfikacja nie przetrwa. Jeśli człowiek, który stara się udawać innego dla jakichś fałszywych roszczeń, jest do niego całkowicie niepodobny, na przykład jeśli niewykształcony człowiek chce udawać geniusza nauki, takiego jak Awicenna, lub jeśli pasterz zajmuje miejsce króla, z całą pewnością nie wprowadzą oni w błąd zupełnie nikogo, jedynie uczynią głupców z siebie samych. Wszystko, co będą czynić, oświadczy: "To oszust!"
Zatem przypuszczenie - niech Bóg uchroni, niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! - by Koran miał być słowem człowieka, jest całkowicie niemożliwe; żadna rozsądna istota nie zaakceptuje takiej możliwości; coś takiego byłoby bredzeniem podobnym wyobrażaniu sobie, że możliwe jest coś, co jest bez wątpienia niemożliwe, jakby świetlik przez tysiąc lat był postrzegany przez astronomów jako rzeczywista gwiazda; jakby mucha przez cały rok zdawała się pawiem tym, którzy ją obserwują; jakby zwykły szeregowiec pozował na sławnego i dumnego feldmarszałka, przejmując jego stanowisko i zatrzymując je na długi czas bez wyjścia na jaw jego oszustwa; jakby oszczerca i kłamca spośród niewiernych przyjął maniery i pozycję najbardziej prawdomównego, godnego zaufania i prawego człowieka spośród wiernych na całe swoje życie i pozostałby całkowicie niewzruszony nawet pod spojrzeniami najbardziej spostrzegawczych ludzi, ukrywając przed nimi swe oszustwo.
Dokładnie w ten sam sposób, gdyby przypuścić, że Koran jest słowem człowieka, wówczas trzeba by założyć, przed czym niechaj Bóg nas uchroni!, że owa Jasna Księga - która z całą oczywistością jest lśniącą gwiazdą, zaiste, jest słońcem doskonałości, wiecznie rozsiewającym światło prawdy w niebiosach świata islamu - jest niby świetlik, niby fałsz i blaga uczynione przez fałszerza, zaś ci, którzy są mu najbliżsi i badali go z największą uwagą, nie zdali sobie z tego sprawy, uważając ową mistyfikację za wieczne, wzniosłe słońce, będące źródłem prawdy. To niemożliwość po stokroć większa, a nawet jeśli w swych diabelskich intrygach posuniesz się po stokroć dalej, Szatanie, nie mógłbyś wysunąć takiego twierdzenia, nie mógłbyś zwieść nikogo, kto posiada zdrowy rozsądek! Jedynie czasami udaje ci się oszukać ludzi, sprawiając, że gdy patrzą na gwiazdę z wielkiej odległości, wydaje się im ona tak mała, jak świetlik.
Po trzecie: Również gdybyśmy wyobrazili sobie, że Koran jest słowem człowieka, takie założenie wymagałoby tego, by ukryta prawda rozróżnienia między prawdą a fałszem, która została przedstawiona w cudowny sposób, poprzez świadectwo jej owoców, rezultatów i efektów, która jest pozłocona najbardziej duchowymi, życiodajnymi, godnymi zaufania, przynoszącymi szczęście, wszechstronnymi i wzniosłymi cnotami świata ludzkości, była jedynie falsyfikatem jednego umysłu nieświadomego i nieuczonego człowieka, by wspaniali geniusze i olśniewający uczeni, którzy uważnie obserwowali Koran i skrupulatnie go badali, w żadnym czasie nie dostrzegli w nim ani śladu fałszerstwa czy obłudy, a zawsze znajdowali go poważnym, autentycznym i szczerym.
To całkowita niemożliwość, to koncepcja tak nonsensowna, że nawet ty sam, Iblisie, powinieneś się jej wstydzić, to wymyślanie całkowicie niemożliwej sytuacji. Pociąga to za sobą założenie, że człowiek, który przez całe swoje życie ukazywał wiarę, religię, zaufanie, szczerość, powagę i prawość, który nauczał o nich przez wszystkie swe uczynki, słowa i działania, który wspaniale wychował prawdomównych i szczerych zwolenników, który - jak się powszechnie przyjmuje - posiadał największe i najbardziej olśniewające cnoty, miałby być najgorszym spośród niegodnych zaufania, fałszywych i niewiernych. W tej kwestii nie istnieje nic pomiędzy tymi dwoma przeciwieństwami.
Gdyby, jeśli przypuścić ową niemożliwość, Koran nie był słowem Boga, spadłby z wyżyn Bożego Tronu na ziemię, nie pozostałby w żadnym miejscu pomiędzy nimi. Miast być punktem, w którym spotykają się wszystkie prawdy, stałby się źródłem przesądów i mitów. A jeśli - niech Bóg uchroni! - ten, który ogłosił owo cudowne zarządzenie, nie byłby Posłańcem Boga, wymagałoby to, by spadł z poziomu najwyższego spośród najwyższych na najniższy z niskich, z poziomu źródła wszelkich osiągnięć i doskonałości na poziom kopalni oszukaństw i intryg. Nie mógłby zatrzymać się między tymi dwoma poziomami, jako że ten, kto kłamie i zmyśla, twierdząc, że czyni to w Imię Boga, spada na prawdziwie najniższy ze wszystkich poziomów.
Jest to taką niemożliwością, jak stałe postrzeganie muchy jako pawia, jak dostrzeganie przez cały czas wszystkich atrybutów pawia w musze. Tylko ten, kto nie posiada żadnej inteligencji, mógłby wyobrazić sobie, że jest to możliwe.
Po czwarte: Gdyby wyobrazić sobie, że Koran jest słowem człowieka, wymagałoby to również przypuszczenia, że Koran, który jest świętym dowódcą wspólnoty Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), owej największej i najpotężniejszej spośród armii ludzkości, jest - niech Bóg uchroni! - bezsilnym, bezwartościowym, pozbawionym podstaw
fałszerstwem, podczas gdy niewątpliwie, poprzez swoje potężne prawa, rozsądne zasady i przenikające wszystko rozkazy, wyekwipował on tę potężną armię fizycznie, moralnie i duchowo, narzucił jej taki porządek, regularność i dyscyplinę, że zdobyła ona zarówno ten świat, jak i świat życia ostatecznego, wykształcił umysły ludzi stosownie do stopnia każdego z nich, wyćwiczył ich serca, podbił ich dusze, oczyścił ich sumienia, zatrudnił z pożytkiem ich kończyny i części ciała. Wyobrażenie sobie, by był on fałszerstwem, wymaga zaakceptowania tego, co jest niemożliwością po stokroć.
Taka niemożliwość pociąga za sobą kolejną kompletną niemożliwość, a mianowicie przypuszczenie, że człowiek, który poprzez wszystkie swoje przemyślane uczynki podczas całego swego życia nauczał ludzkość praw Wszechmocnego Boga, który poprzez swe uczciwe postępowanie nauczał ludzkość zasad prawdy, który poprzez swe szczere i rozsądne słowa ukazał i ustanowił prostą drogę umiarkowania i szczęścia, a jak zaświadcza o tym całe jego życie, czuł wielki strach przed Bożą karą, znał Boga lepiej niż ktokolwiek inny i sprawił, że inni Go poznali, a także we wspaniały sposób objął komendę nad połową kuli ziemskiej i piątą częścią ludzkości na tysiąc trzysta pięćdziesiąt lat, zaś dzięki swym sławnym cnotom zaprawdę jest dumą ludzkości, zaiste, dumą całego wszechświata... Tak, owa niemożliwość pociąga za sobą przypuszczenie, że - niech Bóg uchroni po sto tysięcy razy! - ani nie bał się on Boga, ani Go nie poznał, ani nie trzymał się z dala od kłamstwa, ani nie miał żadnego szacunku dla samego siebie, ponieważ w tej kwestii nie może istnieć żaden punkt między owymi dwoma przeciwieństwami. Jeśli - by założyć niemożliwe - Koran nie byłby słowem Boga, spadłby z wyżyn Bożego Tronu na ziemię, nie mógłby pozostać w żadnym miejscu pomiędzy nimi. Zaiste, powiedzenie, że tak jest, jest właściwością zaprawdę najgorszych spośród kłamców. A jeśli o to chodzi, Szatanie, nawet choćbyś był po stokroć bardziej diaboliczny, nie zdołałbyś zwieść żadnego umysłu, który nie jest umysłem pijanego, ani przekonać żadnego serca, które nie jest zepsute!
Iblis odparował: "Ach, więc tak sądzisz! Zwiodłem większą część ludzkości, zwiodłem jej najbardziej wybitnych myślicieli, aż doprowadziłem ich do wyparcia się Koranu i Muhammada!"
Po pierwsze: Największe rzeczy, kiedy patrzy się na nie z wielkiej odległości, zdają się być tym samym, co najmniejsze. Nawet gwiazda może wyglądać jak świeczka.
Po drugie: Również to, co jest całkowicie niemożliwe, może zdawać się możliwym, kiedy przyglądamy się owej rzeczy nieuważnie i powierzchownie.
Pewnego razu, kiedy stary człowiek obserwował niebo, by dostrzec nów księżyca, wyznaczający początek ramadanu, do jego oka wpadł siwy włos. Wyobrażając sobie, że jest to księżyc, starzec oznajmił: "Widziałem nów księżyca!" Niemożliwością jest, by siwy włos był księżycem, lecz ponieważ intencją owego człowieka było dostrzec księżyc, a włos pojawił się niejako przy okazji i był czymś drugorzędnym, starzec nie poświęcił mu należytej uwagi i wziął niemożliwość za to, co jest możliwe.
Po trzecie: Brak zgody to jedno, a zaprzaństwo to coś zupełnie innego. Brak akceptacji jest obojętnością, zamykaniem na coś oczu, brakiem własnego osądu właściwym ignorantom, który może zamaskować fakt, iż pewne rzeczy są do tego stopnia całkowicie niemożliwe, że umysł nie powinien się nimi zajmować. Jeśli zaś chodzi o wyparcie się, nie jest ono brakiem akceptacji, lecz akceptacją nieistnienia; jest ono pewnego rodzaju osądem, który zmusza umysł do myślenia. Diabeł podobny tobie przejmuje wówczas władzę nad umysłem człowieka i prowadzi go do zaprzaństwa. Ukazując fałsz jako prawdę i niemożliwość jako to, co jest możliwe, poprzez takie diabelskie podstępy, jak niedbalstwo, zbłądzenie, błędne rozumowanie, upór, fałszywe argumenty, duma, oszustwo czy złe przyzwyczajenie, sprawiasz, że owe nieszczęśliwe stworzenia w ludzkim ciele połykają przynętę niewiary i zaparcia się, choć są w nich zawarte niezliczone niemożliwości.
Po czwarte: Również jeśli przypuścimy, że Koran jest słowem człowieka, wymaga to wyobrażenia sobie, że jest on przeciwieństwem Księgi, która niewątpliwie prowadziła czystych, prawdomównych świętych i ludzi, którzy byli podobni biegunom duchowości, lśniących niby gwiazdy w niebiosach świata ludzkości, Księgi, która nieprzerwanie uczyła prawdy i sprawiedliwości, prawdomówności i wiary wszystkich doskonalących się ludzi, która poprzez filary wiary i zasady filarów islamu zapewnia szczęście w tym świecie i w świecie życia ostatecznego, która - jak wskazuje na to świadectwo jej osiągnięć - musi być Księgą szczerej, czystej i autentycznej prawdy, całkowicie słuszną i najbardziej poważną... Tak, przypuszczenie, że owa Księga jest słowem człowieka, wymaga wyobrażenia sobie - niech Bóg uchroni! - że Koran zawiera przeciwieństwa owych zalet, skutków i świateł, i jest nie tylko zbiorem fałszerstw i kłamstw, lecz również szaleństwem niewiary, które zawstydziłoby nawet sofistów i szatanów, sprawiając, że zadrżeliby ze strachu.
Owa niemożliwość wymaga kolejnej, najbardziej szpetnej i odrażającej, wymaga niemożliwości, wedle której człowiek, który zgodnie ze świadectwem religii i muzułmańskiego prawa szari'a, jakie ogłosił, zgodnie ze świadectwem nadzwyczajnej bogobojności i czystej, szczerej czci,
które ukazywał przez całe swoje życie, a jak wymagały tego cnoty moralne, których posiadanie przez niego zostało jednogłośnie zaświadczone, i zgodnie z potwierdzeniem ludzi prawdy i doskonałości, których wychował, był najbardziej wierzącym, najbardziej niezłomnym, najbardziej prawdomównym i godnym zaufania, miałby być - niech Bóg uchroni! i jeszcze raz, niech Bóg uchroni! - pozbawiony wiary, miałby nie zasługiwać na zaufanie, nie bać się Boga, nie wzdragać się przed kłamstwem. Wyobrażenie sobie takiej konieczności jest wyobrażeniem najbardziej ohydnej spośród niemożliwości, jest najbardziej podłym i występnym zbłądzeniem.
W skrócie: Jak oznajmiliśmy w Znaku Osiemnastym Listu Dziewiętnastego, zwykli ludzie, którzy dostąpili zrozumienia cudownej natury Koranu poprzez słuchanie go, mówią: "Gdybyśmy mieli porównać Koran ze wszystkimi innymi księgami, których słuchaliśmy, lub nawet ze wszystkimi innymi księgami całego świata, nie przypominałby on żadnej z nich; nie jest Księgą taką samą jak inne ani jeśli chodzi o jego postać, ani jeśli chodzi o jego poziom". Zatem Koran albo jest lepszym od wszystkich innych ksiąg, albo też gorszym od nich. To, by był gorszy od innych, jest niemożliwością, jakiej nie mógłby wypowiedzieć żaden z jego wrogów, nawet ty, Iblisie. Wobec tego Koran jest lepszy od innych ksiąg, a zatem jest cudem. Dokładnie w ten sam sposób, zgodnie z rozstrzygającym dowodem zwanym "tym, co pozostaje", zaczerpniętym z nauk metodyki i logiki, mówimy:
O, Szatanie! I o wy, którzy jesteście uczniami Szatana! Koran albo jest słowem Boga, przychodzącym od Najwyższego Tronu Boga i Jego Najwspanialszego Imienia, albo też - niech Bóg uchroni! i jeszcze raz, niech Bóg uchroni! - jest ludzkim fałszerstwem, sfabrykowanym na ziemi przez kogoś, kto nie posiadał wiary, kto ani nie bał się Boga ani Go nie znał. W obliczu powyższych dowodów, o Szatanie, ani nie możesz tak twierdzić, ani nie mógłbyś tak twierdzić, ani nie będziesz mógł tak twierdzić w przyszłości. Zatem Koran jest słowem Stwórcy wszechświata, ponieważ nie może istnieć żaden punkt między tymi dwoma przeciwieństwami, jest to niemożliwe i wykluczone. Udowodniliśmy to najbardziej jasno i bezapelacyjnie, co sam widziałeś i słyszałeś.
W ten sam sposób Muhammad (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) albo jest Posłańcem Boga, najwyższym spośród proroków i najlepszym ze wszystkich stworzeń, albo też - niech Bóg uchroni - musielibyśmy wyobrazić sobie, że był on kimś, kto nie posiadał wiary, kto spadł do pozycji najniższego z niskich, jako że kłamał w tym, co dotyczy Boga, kto nie znał
Boga i nie wierzył w nadejście Jego kary. O, Iblisie, ani ty nie mógłbyś tego powiedzieć, ani nie mogliby tak twierdzić filozofowie Europy i hipokryci Azji, na których polegasz; ani nie mogłeś tak rzec w przeszłości, ani nie będziesz w stanie tak twierdzić w przyszłości, ponieważ na całym świecie nie ma nikogo, kto wysłuchałby tych słów i zgodził się z nimi. Oto dlaczego nawet najbardziej zepsuci spośród owych filozofów i najgłupsi spośród hipokrytów przyznają, że Muhammad z Arabii (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) był bardzo mądry, cechował się najlepszą moralnością i i był najbardziej prawym człowiekiem.
Ponieważ w owej kwestii istnieją jedynie dwie możliwości, a druga z nich jest niemożliwością, o której nikt nie mógłby twierdzić, iż jest ona prawdą; ponieważ udowodniliśmy za pomocą niezbitych argumentów, że nie może istnieć żaden punkt między nimi, z całą pewnością i z całą koniecznością, wbrew tobie i twoim stronnikom, Muhammad z Arabii (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) był Posłańcem Boga, najwyższym z proroków i najlepszym ze wszystkich stworzeń.
Drugi słaby zarzut Szatana
Kiedy spotykają się dwaj spotykający (aniołowie), siedząc z prawej strony (człowieka) i z lewej,
człowiek nie wypowie ani jednego słowa, które by nie dotarło do będącego przy nim nadzorcy.
I nadejdzie ukojenie śmierci naprawdę. Oto, od czego stroniłeś! I zadmą w trąbę. Oto Dzień Grozy!
I każdej duszy towarzyszy popędzający i świadek (spośród aniołów).
(I powie Bóg) "Ty wcale nie dbałeś o to, więc zdjęliśmy z ciebie zasłonę i dzisiaj twoje spojrzenie jest przenikliwe".
I powie jego towarzysz: "Oto, co przygotowałem!"
(I powie Bóg) "Rzućcie do Gehenny każdego uporczywie niewiernego..." Koran, 50:17-24.
Pewnego razu, kiedy czytałem owe wersety z sury Qaf, Iblis rzekł do mnie:
"Uważasz, że zasadniczy aspekt elokwencji Koranu tkwi w jego jasności i potoczystym stylu, lecz w tych wersetach Koran przeskakuje z jednego tematu na drugi - od cierpień śmierci do Zmartwychwstania, od zadęcia w trąbę do Sądu Ostatecznego, od Sądu Ostatecznego do wkroczenia niewiernych do Piekła. O jakiej potoczystości stylu można zatem mówić? W większości swych fragmentów Koran łączy tematy jedynie luźno powiązane ze sobą nawzajem. Gdzie w takim braku ciągłości ma być elokwencja i płynność?"
Odpowiedziałem następującymi słowami:
Zaraz po elokwencji jedną z najważniejszych rzeczy, które sprawiają, że Koran, owa Księga cudownej wystawy, jest niemożliwy do podrobienia, jest jego zwięzłość. Zwięzłość jest jednym z najważniejszych elementów cudowności Koranu i jednym z najsilniejszych argumentów na jej potwierdzenie. Jej przykłady są tak liczne i piękne, że pozostawiają w zadziwieniu nawet najbardziej wymagających uczonych.
Oto jeden z tych przykładów:
I dał się słyszeć głos: "O ziemio! Pochłoń twoją wodę! O niebo! Powstrzymaj się!" I woda opadła, i rozkaz został spełniony, a on osiadł na Al-Dżudi. I powiedziano:
"Niech przepadnie lud niesprawiedliwych!" Koran, 11:44.
Ten werset opisuje Wielki Potop i jego następstwa w kilku krótkich zdaniach, ze zwięzłością tak cudowną, że wielu uczonych w dziedzinie retoryki pada na twarz przed jego elokwencją.
A oto następny przykład:
Odrzucił prawdę lud Samud przez swój bunt, kiedy się podniósł najnędzniejszy z nich.
I powiedział do nich posłaniec Boga: "Oto wielbłądzica Boga! Dajcie jej pić!" A oni uznali go za kłamcę i podcięli jej ścięgna.
Wtedy Pan zniszczył ich całkowicie za ten grzech i zrównał, nie obawiając się żadnych następstw. Koran, 91:11-15.
W tych kilku krótkich zdaniach, z cudownością tkwiącą w zwięzłości, potoczystości stylu i jasności, w sposób, który nie utrudnia zrozumienia tekstu, Koran opowiada o zadziwiających i doniosłych wydarzeniach dotyczących ludu Samud, o konsekwencjach owych zdarzeń i o nieszczęsnym końcu Samudytów.
A oto kolejny przykład:
Jest tak, jakby między słowami: اَنْ لَنْ نَقْدِرَ عَلَيْهِ a słowami: فَنَادٰى فِى الظُّلُمَاتِ zostały pominięte liczne zdania, lecz ani nie
przeszkadza to w zrozumieniu tekstu, ani też nie szpeci potoczystego stylu. Koran wspomina najważniejsze fragmenty historii Jonasza (niech będzie z nim pokój), zaś jeśli chodzi o resztę, odwołuje się do inteligencji człowieka.
W surze Jusuf również wydaje się, jakby między słowami فَاَرْسِلُونِ a słowami: يُوسُفُ اَيُّهَا الصِّدّ۪يقُ pominięto dla zwięzłości siedem lub osiem zdań, lecz ani nie czyni to przekazu mniej zrozumiałym, ani nie szpeci płynnego stylu. Jest bardzo wiele podobnych przykładów cudownej zwięzłości Koranu, a wszystkie zaiste są bardzo piękne.
Jednakże zwięzłość wersetów sury قٓ Qaf jest szczególnie wspaniała i cudowna, ponieważ każdy z nich wskazuje na prawdziwie przerażającą przyszłość, jaka czeka niewiernych, kiedy każdy niekończący się dzień będzie trwał tyle, co pięćdziesiąt tysięcy lat, a także na straszliwe rzeczy, które się im przydarzą wśród przerażających wstrząsów przyszłości. Koran rozbłyskuje ponad umysłem niczym błyskawica, przedstawiając oku ludzkiego umysłu ów długi, długi czas tak, jakby była to pojedyncza karta teraźniejszości. Jeśli chodzi o wydarzenia, które nie zostały wspomniane, odwołuje się do wyobraźni człowieka, przywołując je poprzez prawdziwie wzniosłą potoczystość i płynność swego stylu.
A teraz, Szatanie, mów, jeśli masz cokolwiek do powiedzenia!
Szatan odparł: "Nie mogę ani sprzeciwić się temu, co powiedziałeś, ani też bronić się. Jednak istnieje wielu głupich ludzi, którzy mnie słuchają, wiele diabłów w ludzkim ciele, które mi dopomagają, wielu Faraonów spośród filozofów, którzy uczą się ode mnie rzeczy schlebiających ich ego, aż przeszkadzają oni w wydawaniu dzieł takich jak twoje. Oto, dlaczego nie złożę przed tobą broni!"
Temat Drugi
(Ów Temat został napisany w odpowiedzi na zdumienie, jakie ci, którzy stale mi służą, wyrazili wobec zaskakujących sprzeczności, jakie zauważyli w mym postępowaniu. Moim zamiarem było również sprostowanie nadmiernie dobrego zdania, jakie mają o mnie dwaj spośród moich uczniów).
Widzę, że niektóre doskonałości, jakie zgodnie ze słusznością należne są prawdom Koranu, przypisuje się narzędziom, poprzez które owe prawdy są obwieszczane. Jest to błąd, ponieważ świętość źródła ukazuje efekty tak potężne jak te, które ukazuje wiele dowodów, i to właśnie dzięki owym efektom wszyscy akceptują jego nakazy. Kiedy tylko herold lub zastępca czyni tę kwestię niejasną, to jest kiedykolwiek uwaga zwraca się ku heroldowi, owa świętość traci swą efektywność. Oto dlaczego pragnę wyjaśnić tę prawdę moim braciom, którzy okazują mi szacunek większy od tego, jaki mi się należy.
Jeden człowiek może posiadać wiele osobowości, z których każda ukazuje inne cechy. Na przykład kiedy urzędnik wysokiej rangi jest w swym biurze, jego stanowisko wymaga dostojeństwa i wyniosłej postawy. Gdyby był pokorny wobec tych, którzy go odwiedzają, byłoby to poniżające dla jego stanowiska. Kiedy jednak jest we własnym domu, jego pozycja w nim - w przeciwieństwie do jego stanowiska urzędowego - wymaga, by był tak skromny, jak to możliwe, ponieważ gdyby był dostojny, okazałby się arogancki i zadufany w sobie, i tak dalej. Oznacza to, że człowiek, wypełniając swe obowiązki lub wykonując swoją pracę, przybiera postawę pod wieloma względami sprzeczną z jego prawdziwą osobowością. Jeśli ów człowiek jest prawdziwie godzien powierzenia mu tego obowiązku i jeśli potrafi się z niego wywiązać, owe dwie osobowości będą zbliżone do siebie. Jeśli jednak nie ma odpowiednich zdolności, są one bardzo odległe od siebie; jeśli na przykład prosty szeregowiec zostanie postawiony na miejscu feldmarszałka, to cechy własne tego żołnierza, skromnego i niskiej rangi, nie będą przystawały do wzniosłych cech charakteru, jakich wymaga stopień feldmarszałka.
Wiedzcie zatem, że wasz nieszczęsny brat ma trzy osobowości, które, zaprawdę, są bardzo odległe od siebie.
Osobowość pierwsza: Dopóki jestem heroldem wzniosłego skarbca Wszechmądrego Koranu, posiadam przyznaną mi na pewien czas osobowość należną wyłącznie Koranowi. Nadzwyczaj wzniosły charakter,
jakiego wymaga to zaszczytne stanowisko, nie należy do mnie; nie posiadam takiego charakteru. Raczej składa się on z cech, jakich wymagają to stanowisko i związany z nim obowiązek. Wszelkie zalety tego rodzaju, jakie we mnie dostrzegliście, nie są moimi zaletami, zatem nie przypuszczajcie, bym je posiadał; należą one nie do mnie, lecz do mego stanowiska.
Osobowość druga: Dzięki łasce Wszechmocnego Boga, kiedy oddawałem Mu cześć, zwracając się w kierunku Bożego dworu, została mi dana osobowość, w której widoczne są pewne cechy szczególne. Wynika ona ze świadomości własnych wad, ze zdawania sobie sprawy z własnych potrzeb i bezsilności, które to cechy są podstawami oddawania czci Bogu i w których zawiera się znaczenie aktów czci. Dzięki owej osobowości wiem, że jestem bardziej żałosny, bezsilny, potrzebujący i niedoskonały niż ktokolwiek inny. Nawet gdyby cały świat chwalił mnie i oklaskiwał, nie sprawiłoby to, bym uwierzył, że jestem dobrym człowiekiem lub że posiadam jakikolwiek rodzaj doskonałości.
Osobowość trzecia: Ta osobowość jest moją prawdziwą osobowością, niedoskonałą osobowością starego Saida, pewnymi skłonnościami charakteru, jakie odziedziczyłem po starym Saidzie. Czasem nakłania mnie ona do hipokryzji, pragnąc wysokiej rangi i pozycji. Ponieważ nie pochodzę ze szlachetnego rodu, można zaobserwować u mnie również pewne złe cechy, jak choćby bycie oszczędnym aż do skąpstwa.
Moi bracia! Nie będę opisywał wielu ukrytych wad i złych cech mej prawdziwej osobowości, by nie odpędzić was od siebie całkowicie.
Moi bracia, ponieważ nie jestem kimś uzdolnionym ani posiadającym wysoką pozycję, moja prawdziwa osobowość jest bardzo odległa od charakteru, jakiego wymagają obowiązki herolda Koranu i czciciela Boga, nie ukazuje ona właściwych im cech. Zgodnie z zasadą, która mówi:
Wszechmocny Bóg litościwie ukazał we mnie Swą moc i zatrudnia On kogoś takiego jak ja, podobnego najniższemu z szeregowców, w służbie tajemnicom Koranu, przypominającej najwyższą rangę feldmarszałka. Dzięki niech będą Bogu po sto tysięcy razy! Moja dusza jest bardziej nikczemna niż cokolwiek innego, zaś obowiązek, jaki został mi powierzony, wyższy ponad wszystko!
Temat Trzeci
Oznacza to: "Oto Ja stworzyłem was jako ludy, narody i klany, byście mogli poznać się nawzajem, by mogły powstać między wami relacje życia społecznego, byście wspierali się nawzajem, nie zaś po to, byście postrzegali każdego innego jako obcego, byście wzbraniali się przed wzajemnym szacunkiem, byście żywili wzajemną nieprzyjaźń i wrogość".
Kwestia Pierwsza
Jako że wzniosła prawda, jaką oznajmia powyższy werset, dotyczy życia całego społeczeństwa, byłem zmuszony do tego, by opisać ją nie językiem nowego Saida, który pragnie całkowitego wycofania się ze społeczeństwa, lecz językiem starego Saida, który był zaangażowany w życie społeczne islamu. Ów Temat został spisany z intencją służenia Potężnemu Koranowi i chronienia go przed niesprawiedliwymi atakami.
Kwestia Druga
Oto, co mówimy, by wyjaśnić zasadę wzajemnego poznawania się i wzajemnej pomocy, o której wspomina powyższy werset:
Armia dzieli się na dywizje, dywizje dzielą się na pułki, zaś pułki - na bataliony, kompanie i drużyny, by wszyscy żołnierze mogli znać liczne różne relacje między nimi i związane z tymi relacjami obowiązki. W ten sposób osiąga się stan, w którym wszyscy będą wypełniać obowiązek ogólny we właściwy sposób, zgodnie z zasadą wzajemnej pomocy, a wspólnota, którą tworzą żołnierze, będzie bezpieczna w obliczu ataków wroga. Armia, która nie jest zorganizowana w ten sposób, stanie się podzielona i rozbita na kawałki; jedna kompania będzie rywalizowała z inną, jeden batalion będzie nieprzyjacielem drugiego, a jedna dywizja będzie przeciwstawiać się innej.
W podobny sposób wspólnota muzułmańska jako całość jest wielką armią, podzieloną na plemiona i grupy, niemniej jednak pod wieloma
względami jest jednością: Stwórca każdej z grup jest Jeden i ten sam, Ten, Który zsyła im zaopatrzenie, jest Jeden i ten sam, ich Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) jest jeden i ten sam, ich kierunek modlitwy jest jeden i ten sam, ich Księga jest jedna i ta sama, ich kraj jest jeden i ten sam, i tak dalej, w odniesieniu do tysiąca rzeczy.
Fakt, że wszystkie owe rzeczy są jedne i te same, wymaga braterstwa, miłości i zjednoczenia. Oznacza to, że podział na grupy i klany powinien prowadzić do wzajemnego poznawania się i współpracy, nie do wzajemnej niechęci i wrogości.
Kwestia Trzecia
W naszym stuleciu znacząco rozwinęła się koncepcja nacjonalizmu. W szczególności przebiegli tyrani Europy są tymi, którzy wzbudzili wśród muzułmanów ową ideę w jej negatywnym kształcie, by mogli spowodować podziały wśród nich, a następnie ich pożreć.
Co więcej, idea nacjonalizmu jest dreszczem dla duszy, jest niedbałą przyjemnością, jest złowrogą siłą. Z tego powodu od ludzi zaangażowanych w życie społeczne naszych czasów nie można wymagać, by się jej wyrzekli. Jednakże istnieją dwa rodzaje nacjonalizmu. Pierwszy z nich jest negatywny, niepomyślny oraz szkodliwy, żywi się, pożerając innych, trwa dzięki wrogości wobec innych i jest w pełni świadom tego, co robi. Jest przyczyną wrogości i zakłóceń porządku. Z tego powodu pewien hadis oznajmia:
zaś Koran zarządza:
Wyżej wspomniany hadis i powyższy werset odrzucają, używając stanowczych określeń, nacjonalizm w jego negatywnej formie oraz
rasizm, jako że pozytywna i uświęcona narodowość muzułmańska nie potrzebuje takich idei.
Do jakiej innej rasy należy trzysta pięćdziesiąt milionów ludzi? Jaki zysk mógłby przynieść rasizm, gdyby zastąpić nim islam, temu, komu przypisano tak wielu braci, w tym również braci w życiu wiecznym? Historia pokazuje, że negatywny nacjonalizm przyczyniał jedynie niewypowiedzianych szkód.
W skrócie: 'Umajjadzi włączyli pewne idee nacjonalistyczne do swej polityki i rozdrażnili tym cały świat islamu, jak również ściągnęli liczne nieszczęścia na samych siebie. Również narody Europy w naszym stuleciu okazały olbrzymie poparcie dla idei nacjonalizmu, a makabryczne wydarzenia Wielkiej Wojny ukazały, jak szkodliwy jest negatywny nacjonalizm, zwłaszcza jeśli pamiętać o tym, że prócz niego istniała odwieczna i nie zapowiadająca nic dobrego wrogość między Francuzami i Niemcami. Jeśli zaś chodzi o nasz kraj, to w okresie Drugiej Konstytucji postawały (cała ta sytuacja przypominała podział ludzi na różne narody i ich rozproszenie się, jakie były skutkiem pojawienia się wielu języków po zniszczeniu Wieży Babel), zwłaszcza wśród Ormian i Greków, rozmaite stowarzyszenia uchodźców, zwane "klubami", co również wynikało z negatywnych, nacjonalistycznych koncepcji i stało się przyczyną podziału. Od owego czasu aż do dzisiaj stan, w jakim znajdują się ci, których Europa pożarła z powodu działania owych "klubów", jak również tych, których Europejczycy uczynili nędzarzami, ponownie ukazuje szkodliwość negatywnego nacjonalizmu.
Jeśli chodzi o teraźniejszość, w której ludy i plemiona islamu wielce potrzebują siebie nawzajem, a trudno powiedzieć, który z owych ludów jest bardziej prześladowany i bardziej dotknięty ubóstwem, zaś wszystkie dławią się pod władaniem Europy, ich wzajemne postrzeganie się jako obcych i patrzenie na siebie jako na wrogów, które wynikają z idei nacjonalizmu, jest nieszczęściem nie do opisania. To po prostu szaleństwo, to odwracanie się plecami do straszliwego węża, by walczyć z komarem, którego ukąszenia chce się uniknąć - a wszystko z powodu koncepcji nacjonalizmu! Niezwracanie uwagi na narody Europy, które są niby ogromne smoki, w czasie gdy te z nienasyconą zachłannością wyciągają ku nam swe chciwe ręce, a zaiste, wspieranie ich w efekcie żywienia wrogości wobec współobywateli z prowincji wschodnich lub przeciwstawiania się braciom w islamie z południa kraju, jest niezmiernie szkodliwe i niebezpieczne. Niezależnie od tego, co by się działo, wśród ludzi z południa kraju nie ma żadnych wrogów,
przeciw którym trzeba tworzyć silny front. Z południa przychodzi światło Koranu i z południa przybyło światło islamu, które jest obecne wśród nas i znajduje się wszędzie. Bycie wrogiem towarzyszy w islamie jest pośrednio szkodliwe dla całego islamu i dla Koranu, zaś wrogość wobec islamu i Koranu jest rodzajem wrogości wobec życia doczesnego współobywateli, jak również wobec ich życia w świecie, który dopiero nadejdzie. Burzenie podstaw ich życia doczesnego i ostatecznego, gdy równocześnie twierdzi się, że służy się życiu całego społeczeństwa w imię patriotyzmu, nie jest patriotyzmem, lecz głupotą!
Kwestia Czwarta
Pozytywny nacjonalizm bierze swój początek z wewnętrznych potrzeb społeczeństwa i jest przyczyną wzajemnego wspierania się oraz solidarności. Wytwarza dobroczynną siłę i jest drogą do wzmocnienia muzułmańskiego braterstwa.
Idea pozytywnego nacjonalizmu nie powinna zastępować islamu, lecz służyć mu, by była jego twierdzą i zbroją, ponieważ w braterstwie islamu zawiera się stokrotne braterstwo, które trwa w królestwie pośrednim i w świecie wieczności. Zatem niezależnie od swej skali, braterstwo wynikające z tej samej narodowości może być jego częścią, jednak zasadzenie go na miejsce braterstwa muzułmańskiego jest zbrodnią i szaleństwem podobnym temu, jakim byłoby zastąpienie diamentów ze skarbca położonego wewnątrz fortecy kamieniami owej fortecy, a wyrzucenie diamentów.
O, synowie tego kraju, którzy jesteście ludźmi Koranu! Rzucając wyzwanie całemu światu, oznajmiliście, że waszym chorążym jest Koran, a czynicie tak nie od sześciuset, lecz od tysiąca lat, od czasów 'Abbasydów. Sprawiliście, że wasza narodowość stała się cytadelą Koranu i islamu. Zmusiliście do milczenia cały świat i odparliście straszliwe ataki nieprzyjaciół. Potwierdziliście znaczenie wersetu:
Teraz musicie wystrzegać się ulegania podstępom Europejczyków i hipokrytów, którzy ich naśladują, a jeśli chcecie potwierdzić powyższy werset, powinniście być zatrwożeni na samą myśl o takim postępowaniu!
Sytuacja warta odnotowania: Turcy są najbardziej licznym spośród ludów islamu, a gdziekolwiek by się nie znajdowali, są muzułmanami. Nie podzielili się na muzułmanów i innowierców jak inne ludy. W jakimkolwiek miejscu by nie żyli, są muzułmanami. Turcy, którzy porzucili islam lub którzy nie są muzułmanami, nie mogą pozostać Turkami, lecz stają się małymi narodami - jak na przykład Węgrzy - złożonymi zarówno z muzułmanów, jak i z innowierców.
O, mój turecki bracie, zwłaszcza ty powinieneś się strzec! Twoja narodowość jest ściśle związana z islamem; tych dwóch spraw nie można rozdzielić, a jeśli je rozdzielisz, będziesz skończony! Wszystkie twoje szlachetne czyny z przeszłości są zapisane w księdze uczynków islamu i żadna siła nie jest w stanie wymazać ich z oblicza ziemi. Nie wymazuj ich zatem ze swego serca wskutek zła, podszeptów i wymysłów Szatana!
Kwestia Piąta
Budzące się ludy Azji przyjęły koncepcję nacjonalizmu i pod każdym względem ściśle naśladują Europę, a na tej drodze poświęcają wiele rzeczy, które uważały za święte. Jednakże każdy naród potrzebuje szaty właściwej dla jego szczególnej postury. Nawet jeśli materiał dla wszystkich narodów jest ten sam, krój szaty musi być inny dla każdego z nich. Kobieta nie może przywdziać munduru żandarma, ani też starszy hodża nie może przyodziać się w strój tancerza tanga. Co więcej, ślepe naśladownictwo bardzo często wystawia ludzi na pośmiewisko. Dzieje się tak z następujących powodów:
Po pierwsze: Jeśli Europa jest sklepem lub koszarami, to Azja jest polem uprawnym i meczetem. Właściciel sklepu może pójść na bal, lecz nie może tego uczynić wieśniak. Stan rzeczy w koszarach i w meczecie nie może być taki sam.
Co więcej, fakt, że większość proroków pojawiła się w Azji, zaś większość filozofów - w Europie, jest znakiem i wskazówką przedwiecznego Bożego zarządzenia, zgodnie z którym tym, co zbudzi ludy Azji, co sprawi, że rozwiną się i zapanują nad innymi, jest religia i serce. Co do filozofii, to powinna ona wspomagać religię i serce, nie zaś zajmować ich miejsce.
Po drugie: Zasmucającym i poważnym błędem jest równanie ze sobą religii islamu i chrześcijaństwa i bycie obojętnym wobec spraw religii, jak czyni to Europa. Po pierwsze, Europa posiada własną religię. Fakt, że tacy przywódcy cywilizacji europejskiej, jak Wilson, Lloyd George czy Wenizelos byli w swej religii żarliwi niczym duchowni, zaświadcza o tym, że Europa ma własną religię, a pod pewnym względem nawet żarliwie ją wyznaje.
Po trzecie: Zrównanie islamu z chrześcijaństwem jest fałszywym i niewłaściwym porównaniem, ponieważ kiedy Europa żarliwie wyznawała swą religię, nie była cywilizowana; stała się cywilizowana wtedy, gdy odrzuciła gorliwą pobożność.
Ponadto religia spowodowała trzysta lat wojen między Europejczykami, a jako że dla bezwzględnych tyranów była środkiem, który umożliwiał im uciskanie zwykłych ludzi, biedaków i myślicieli, nad którymi owi tyrani mieli władzę, wszyscy owi prześladowani poczuli wstręt do religii. Jednakże w islamie, jak o tym zaświadcza historia, religia nigdy - prócz jednego przypadku - nie stała się przyczyną wewnętrznej wojny.
Ponadto kiedykolwiek ludy islamu trzymały się żarliwego wyznawania swej religii, rozwijały się proporcjonalnie do swej wiary, osiągając znaczący postęp. Świadectwem tego jest największy z mistrzów Europy, którym stała się Andaluzja, kiedy była prowincją państwa muzułmańskiego. Jednakże kiedykolwiek wspólnota muzułmańska stawała się leniwa w swej religii, pogrążała się w niedolach i podupadała.
Co więcej, islam chronił biedaków i pospolitych ludzi za pomocą tak litościwych środków, jak nakaz dawania jałmużny, a zakazywanie lichwy i odsetek. Zgodnie z frazami takimi, jak:
islam wzywa do myślenia, popiera rozsądek i wiedzę, chroni uczonych, w związku z tym zawsze był twierdzą i miejscem schronienia dla biednych i dla ludzi nauki. Nie ma zatem żadnego powodu, by dokuczać islamowi. Zasadniczy powód, dla którego islam pod wieloma względami różni się od chrześcijaństwa i innych religii, jest następujący:
Podstawy islamu są czystym potwierdzeniem Bożej jedności, nie przypisują żadnego rzeczywistego skutku przyczynom ani pośrednikom, i nie nadają im żadnej wartości, jeśli chodzi o zdolność stwarzania czy pozycję. Jednakże chrześcijaństwo, ponieważ przyjęło koncepcję, zgodnie z którą Jezus ma być Synem Bożym, nadaje znaczenie przyczynom i pośrednikom, nie mogąc zniszczyć własnego egoizmu. Przypisuje pewne cechy Bożej wszechwładzy świętym i wielkim ludziom chrześcijaństwa, potwierdzając tym samym werset:
Oto dlaczego ci chrześcijanie, którzy zajęli najwyższe pozycje tego świata, pozostali pobożni i gorliwi w swej religii, jak były prezydent Stanów Zjednoczonych Wilson, równocześnie zachowując dumę i egoizm. W islamie, religii czystej jedności Boga, ci, którzy zajmowali najwyższe z pozycji tego świata, musieli zrezygnować albo z dumy i egoizmu, albo też - do pewnego stopnia - ze swej religii. Z tego powodu niektórzy z nich stali się niedbali w religii lub nawet bezbożni.
Kwestia Szósta
Oto, co mówimy tym ludziom, którzy posunęli się do przesady w idei negatywnego nacjonalizmu i rasizmu:
Po pierwsze: Oblicze naszego świata, a w szczególności naszego kraju, od czasów starożytnych widziało liczne wędrówki ludów. Dodatkowo, kiedy w naszym kraju ustanowiono ośrodek muzułmańskiego władztwa, przyciągało to ludy, które tutaj się osiedlały. W konsekwencji tego można rzec, że tylko kierowanie się objawieniem Strzeżonej Tablicy wyróżnia jeden lud spośród innych. Budowanie ruchów społecznych i patriotyzmu na idei czystej rasy jest zarówno bezsensowne, jak i nadzwyczaj szkodliwe. Oto z jakiego powodu jeden z nacjonalistycznych i rasistowskich przywódców, wielce niedbały w sprawach religii, był zmuszony powiedzieć, że naród staje się narodem wówczas, kiedy ludzie mówią tym samym językiem i wyznają tą samą religię. Ponieważ tak jest, powinno się brać pod uwagę relacje wynikające z języka, religii i kraju, nie zaś czystość rasy. Jeśli język, religia i kraj są te same, naród z pewnością będzie silny. Jednak jeśli jednego z tych czynników zabraknie, wciąż możemy mówić o narodowości.
Po drugie: Za pomocą przykładów opiszę dwie spośród setek korzyści, jakie stały się udziałem świętej narodowości muzułmańskiej dla pożytku życia społecznego wszystkich synów tego kraju.
Przykład pierwszy: Tym, co umożliwiło fakt, że owo państwo muzułmańskie, kiedy liczyło jedynie dwadzieścia lub trzydzieści milionów obywateli, zachowało swe życie i istnienie w obliczu wszystkich wielkich państw Europy, była idea zrodzona ze światła Koranu, którą podzielał każdy żołnierz w muzułmańskiej armii: «Jeśli zginę, będę męczennikiem, a jeśli zabiję swego wroga, będę ghazi». Niecierpliwie czekali na śmierć i tęsknili do niej,
śmiejąc się jej w twarz, co zawsze powodowało, że Europa trzęsła się ze strachu. Cóż na całym świecie może być tym, co dało duszy i sercu prostego żołnierza tak wzniosłe samopoświęcenie? Jakiż patriotyzm można zaszczepić w jego sercu w miejsce owej szlachetnej cechy? Cóż mogło sprawić, że dobrowolnie poświęcał on własne życie i cały swój świat?
Przykład drugi: Za każdym razem, kiedy owe smoki, którymi są mocarstwa Europy, wymierzały cios państwu muzułmańskiemu, sprawiały, że trzysta pięćdziesiąt milionów muzułmanów szlochało i płakało. By tego uniknąć, kolonialiści cofnęli swoje ręce i opuścili je, nawet jeśli już wznosili je do zadania ciosu. Jakaż moc może zostać ugruntowana zamiast owego niezmiennego moralnego wsparcia, którego w żaden sposób nie można bagatelizować? Dalejże, ukażcie ją! Nie, tak olbrzymiej sile moralnej nie mogą uchybić idee negatywnie rozumianych nacjonalizmu, niezależności czy patriotyzmu.
Kwestia Siódma
Mówimy tym, którzy przejawiają nadmierny patriotyzm i negatywny nacjonalizm: Jeśli prawdziwie kochasz ten naród i współczujesz mu, bądź takim patriotą, który współczuje większości ludzi spośród tego narodu. Służba przejściowemu życiu społecznego ludzi niedbałych, którzy stanowią mniejszość, którzy nie potrzebują litości, sprawia, że twe współczucie odwraca się od większości narodu, co nie jest patriotyzmem. Czyny patriotyczne dokonywane z powodu rasizmu mogą przynieść jedynie tymczasowe korzyści dla dwóch ludzi spośród ośmiu, którzy zyskują uprzejmość wynikającą z tak pojętego patriotyzmu, choć na nią nie zasługują. Jeśli jednak chodzi o pozostałych sześć osób, które są ludźmi albo starszymi, albo chorymi, albo dotkniętymi ciężkim zmartwieniem, albo dziećmi, albo słabymi, albo pobożnymi, którzy gorliwie zwracają się w kierunku życia ostatecznego, ci ludzie pragną światła, pociechy i litości w obliczu królestwa pośredniego i życia ostatecznego, którego sprawy obchodzą ich bardziej od spraw życia doczesnego, potrzebują pomocnej dłoni, którą wyciągną do nich ludzie błogosławieni i patrioci. Jakiż patriotyzm mógłby pozwolić na to, by ich światło zagasło, by ich pociecha została zniszczona? Biada! Gdzie litość nad tym narodem, gdzie samopoświęcenie dla niego?
Nigdy nie możemy tracić nadziei na Boże miłosierdzie. Wszechmocny Bóg nigdy nie dopuści do tego, by w wyniku przejściowych niepowodzeń zginęły wspaniała armia i wielka społeczność ludzi tego kraju, których przez tysiąc lat zatrudniał On w służbie Koranu, wyznaczając ich na chorążych owej Księgi. On - jeśli taka będzie wola Boga - jeszcze raz rozpali ich światło i sprawi, że wytrwają w swym obowiązku!
Temat Czwarty
(Dziesięć Kwestii tego Tematu nie jest powiązanych ze sobą, tak jak powiązane ze sobą nie są cztery Tematy Listu Dwudziestego Szóstego; czytelnik zatem nie powinien doszukiwać się takiego powiązania. Owe Kwestie zostały spisane dokładnie takimi, jakie przyszły mi na myśl. Są one częścią listu do jednego z mych najważniejszych uczniów i zawierają odpowiedzi na pięć lub sześć spośród pytań owego ucznia).
Kwestia Pierwsza
...Po drugie: W swym liście wspominasz o wyjaśnieniach i interpretacjach Bożego tytułu رَبِّ الْعَالَم۪ينَ które twierdzą, że istnieje osiemnaście tysięcy światów, i pytasz, jakaż mądrość jest zawarta w takiej ich liczbie.
Mój bracie, na tę chwilę owa mądrość jest mi nieznana, lecz oto, co mogę powiedzieć: Zdania Mądrego Koranu nie są ograniczone do jednego tylko znaczenia, ponieważ jako że Koran zwraca się do wszystkich poziomów ludzkości, również jego frazy są jakby uniwersalnymi całościami, zawierającymi w sobie znaczenia odpowiednie dla każdego poziomu. Znaczenia, które zostały objaśnione, są niby części powszechnego prawa. Każdy komentator Koranu i każdy biegły egzegeta wspomina jedynie o jednej części spośród całości. Przedkłada jedno znaczenie nad inne, opierając się albo na swym oświeceniu, albo na dowodach, albo też na obranej przez siebie drodze. Zatem również w tym wersecie pewna grupa uczonych odkryła znaczenie odpowiednie dla owej liczby.
Na przykład wersety:
które ludzie świętości uważają za szczególnie doniosłe i stale recytują je w swych inwokacjach, posiadają znaczenie, które sięga od morza Bożej wszechwładzy i morza aktów czci (w sferach, odpowiednio, konieczności i możliwości), do mórz świata tego, co niewidzialne, i mórz świata przejawów, do oceanów północy, południa, wschodu i zachodu, do Adriatyku
i do Zatoki Perskiej, do Morza Śródziemnego, Morza Czerwonego i Kanału Sueskiego, do jezior słodkich i słonych, do zbiorników wody słodkiej pod ziemią i słonej na jej powierzchni, do małych jezior zwanych wielkimi rzekami, takich jak Nil, Tygrys i Eufrat, do słonych mórz, do których rzeki wpadają. Każde z owych mórz, jezior i rzek może wyrażać zamierzone znaczenie tego wersetu, dosłowne lub metaforyczne.
W ten sam sposób słowa: اَلْحَمْدُ لِلّٰهِ رَبِّ الْعَالَم۪ينَ zawierają w sobie liczne prawdy. Ludzie oświecenia i prawdy intepretują je rozmaicie, zgodnie z tymi znaczeniami, które odkryli.
Osobiście sądzę, że niebiosa zawierają tysiące światów; jeśli chodzi o niektóre spośród gwiazd, to każda z nich może być światem. Również na ziemi każdy rodzaj stworzeń jest światem. Każda istota ludzka jest małym światem. Co do określenia رَبِّ الْعَالَم۪ينَ , oznacza ono, że każdy świat jest zarządzany, utrzymywany przy życiu i rządzony bezpośrednio przez wszechwładzę (ar. rububijja) Wszechmocnego Boga.
Najszlachetniejszy Posłaniec Boga (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) powiedział:
zaś Wszechmądry Koran mówi, że Józef (niech będzie z nim pokój) powiedział:
Tak, człowiek rozmiłowany w sobie i polegający na sobie samym jest nieszczęśliwy, podczas gdy ten, kto dostrzega własne wady, jest szczęśliwy. Ty więc jesteś wśród szczęśliwych! Niemniej jednak niekiedy zdarza się, że nakazująca zło dusza przekształca się w duszę ganiącą lub spokojną, przekazując swój oręż i ekwipunek temperamentowi i skłonnościom charakteru, które przejmują jej obowiązki aż do końca życia człowieka. Chociaż nakazująca zło dusza umiera na długo przedtem, owe skłonności cały czas pozostają widoczne. Wielu wspaniałych ludzi spośród świętych uskarżało się na swą duszę nakazującą zło, chociaż ich dusze były już spokojne. Lamentowali
oni nad chorobami swych serc, choć ich serca były zupełnie zdrowe i oświecone. Jednak tym, co dotknęło owych ludzi, nie były ich nakazujące zło dusze, lecz te ich funkcje, które zostały przekazane skłonnościom ich charakterów. Ich dolegliwości nie dotyczyły serca, lecz wyobrażenia. Mój bracie! Jeśli Bóg zechce, tym, co cię atakuje, okaże się nie twoja dusza, lecz jej stan, który, jak powiedzieliśmy, a to z powodu ludzkiej natury i dla stałego dokładania starań, został przekazany twemu usposobieniu i powoduje stale nasilające się efekty.
Kwestia Druga
Niniejsza Kwestia to objaśnienie trzech pytań, jakie kiedyś zostały zadane przez pewnego byłego nauczyciela (hodżę), a można je znaleźć w różnych częściach Traktatów Światła. W tym miejscu odniesiemy się do nich jedynie pokrótce.
Jego pierwsze Pytanie: Muhjiddin al-'Arabi napisał w liście do Fachra ad-Dina ar-Raziego: "Poznanie Boga jest czym innym niż wiedza o tym, że On istnieje". Co oznaczają te słowa i co Muhjiddin chciał w ten sposób powiedzieć?
Po pierwsze: We wprowadzeniu do Słowa Dwudziestego Drugiego, które mu odczytałeś, porównanie i przykład ukazują różnicę między prawdziwym potwierdzeniem Bożej jedności a jej pozornym potwierdzeniem, wskazując na to, co Muhjiddin zamierzał powiedzieć, podczas gdy Drugie i Trzecie Miejsca Postoju Słowa Trzydziestego Drugiego, a także zawarte w tym Słowie Cele, wyjaśniają tę różnicę.
Po drugie: Muhjiddin al-'Arabi rzekł tak do Fachra ad-Dina ar-Raziego, który był wiodącym autorytetem w dziedzinie teologii, ponieważ wyjaśnienia dotyczące dogmatów wiary, istnienia Tego, Którego istnienie jest konieczne, a także Bożej jedności, jakie przedstawili cieszący się poważaniem uczeni w dziedzinie zasad religii i teologii, były jego zdaniem niewystarczające.
Tak, wiedza o Bogu zdobyta poprzez teologię nie daje całkowitej wiedzy i zupełnego poczucia Bożej obecności. Jednakże kiedy jest zdobyta poprzez metodę Koranu, owej Księgi cudownej wystawy, daje całkowitą wiedzę i całkowite poczucie obecności Boga. Za zezwoleniem Boga, wszystkie części Traktatów Światła służą jako latarnia elektryczna na owym wypełnionym światłem, szerokim trakcie Księgi cudownej wystawy, jaką jest Koran.
Co więcej, jakkolwiek wiedza o Bogu, którą Fachr ad-Din ar-Razi osiągnął poprzez teologię, była niewystarczającą w oczach Muhjiddina, wiedza o Bogu zdobywana na drodze sufich jest podobnie niewystarczająca
w porównaniu z wiedzą nabywaną dzięki dziedzictwu proroctwa, wprost ze Wszechmądrego Koranu. By zyskać stałą świadomość obecności Boga, Muhjiddin powiedział: لَا مَوْجُودَ اِلَّا هُوَ , w ten sposób dochodząc aż do zaprzeczenia istnieniu wszechświata. Jeśli chodzi o innych, którzy - również po to, by zyskać stałą świadomość Bożej obecności - powiedzieli: لَا مَشْهُودَ اِلَّا هُوَ , to doszli oni do dziwnego stanu, w którym jak gdyby wtrącili wszechświat w całkowite zapomnienie.
Jednakże wiedza o Bogu pozyskana ze Wszechmądrego Koranu daje stałe poczucie Bożej obecności, lecz ani nie skazuje wszechświata na niebyt, ani też nie wtrąca go w więzienie zapomnienia. Zamiast tego uwalnia go od bezcelowości i wyznacza mu obowiązki w imieniu Wszechmocnego Boga. Każda rzecz staje się zwierciadłem, dającym wiedzę o Nim. Jak powiedział Sa'di z Szirazu:
Tak, w każdej rzeczy jest okno, które otwiera się na wiedzę o Bogu.
W niektórych Słowach zobrazowaliśmy różnicę między drogą uczonych w dziedzinie teologii a szerokim traktem prawdy, pochodzącym z Koranu, za pomocą następującego porównania: Jeśli chcemy mieć wodę, jednym sposobem jest sprowadzanie jej z odległych miejsc rurociągiem, drążąc tunele pod górami, zaś innym środkiem jest kopanie studni w każdym możliwym miejscu. Ów pierwszy rodzaj dostarczenia wody obfituje w trudności; rury mogą zatkać się lub pęknąć, podczas gdy ci, którzy wiedzą, jak kopać studnie i wydobywać wodę, mogą znaleźć ją wszędzie, bez żadnego problemu.
Podobnie, wykorzystując niemożliwość pozornych przyczyn i związków przyczynowo-skutkowych, uczeni w dziedzinie teologii przecięli ich łańcuch, kiedy doszli do ostatecznych spraw tego świata, udowadniając w ten sposób istnienie Tego, Którego istnienie jest konieczne. Przemierzyli oni długą drogę, jednakże prawdziwie szeroki trakt Mądrego Koranu znajduje wodę w każdym miejscu i wydobywa ją z każdego miejsca. Każdy z jego wersetów, niby laska Mojżesza, sprawia, że woda wypływa z każdego miejsca, w którym uderzy się o ziemię. Każdy werset sprawia, że wszystko zaczyna recytować zasadę:
Co więcej, wiary (ar. iman) nie zyskuje się jedynie poprzez wiedzę, lecz swój udział w jej zdobyciu ma również wiele subtelnych zdolności. Kiedy jedzenie dociera do żołądka, na różne sposoby jest rozprowadzane do różnych części ciała. Podobnie kwestie wiary, które dzięki wiedzy dotarły do żołądka, jakim jest umysł, zostaną wchłonięte przez duszę, serce i inne subtelne zdolności, z których każda otrzymuje swój udział stosownie do swego poziomu, jeśli zaś nie otrzymają go, wiara nie będzie wystarczająca. Oto, o czym w tej kwestii Muhjiddin al-'Arabi przypomniał Fachrowi ad-Dinowi ar-Raziemu.
Kwestia Trzecia
W jaki sposób werset: وَلَقَدْ كَرَّمْنَا بَن۪ٓى اٰدَمَ może być zgodny z wersetem: اِنَّهُ كَانَ ظَلُومًا جَهُولًا
Odpowiedź: Wyjaśnienia dotyczące tego pytania znajdują się w Słowach Jedenastym i Dwudziestym Trzecim, a także w Gałęzi Piątej Słowa Dwudziestego Czwartego, zaś ich streszczenie jest następujące:
Ze Swą doskonałą mocą, Wszechmocny Bóg stwarza wiele rzeczy z jednej, sprawiając, iż jedna rzecz wykonuje obowiązki wielu, a także zapisuje tysiąc ksiąg na jednej stronicy; tak samo stworzył On człowieka jako gatunek obejmujący wiele innych gatunków, stworzył go w miejsce tamtych gatunków. Oznacza to, że Jego wolą było, by ów pojedynczy gatunek, jakim jest człowiek, miał spełniać funkcje tylu gatunków, ile poziomów jest wśród wszystkich rodzajów istot żywych. Z tego powodu nie umieścił On przyrodzonych, naturalnych ograniczeń w zdolnościach ani zmysłach człowieka, czyniąc go wolnym od nich. Inne zwierzęta są ze swej natury ograniczone, tymczasem każda ze zdolności człowieka może swobodnie przemierzać bezkresne odległości, dążąc do nieskończoności. Ponieważ człowiek jest zwierciadłem dla niekończących się Najpiękniejszych Imion Stwórcy wszechświata, jego zdolnościom nadano nieskończone możliwości.
Na przykład nawet gdyby człowiekowi dać cały świat, to z powodu swojej chciwości zapytałby on: هَلْ مِنْ مَز۪يدٍ , zaś z powodu jego samolubstwa znajduje on przyjemność w tym, że tysiąc innych ludzi miałoby
doznać szkody z jego powodu, i tak dalej. Może on bez końca rozwijać złe cechy swej moralności, aż osiągnie stopień Nimrodów i Faraonów, zaś jak jest to ukazane przez użycie stopniowania w wersecie: ... on przecież jest niesprawiedliwy i nieświadomy, jest on oddany wielkiej niegodziwości. Podobnie człowiek może przejawiać nieskończony postęp w dobrych obyczajach, aż wzniesie się do poziomu proroków i ludzi prawdomównych.
Co więcej, w przeciwieństwie do zwierząt człowiek jest nieświadomy w temacie tego, co niezbędne do życia, i musi dopiero wszystkiego się nauczyć. Potrzebuje on niezliczonych rzeczy, a zatem, zgodnie ze stopniowaniem użytym w tym samym wersecie, jest najbardziej nieświadomy. Kiedy jednak zwierzęta przychodzą na świat, potrzebują niewielu rzeczy, a wszystkiego, co jest im potrzebne do życia, mogą nauczyć się w ciągu dwóch miesięcy lub nawet dwóch dni, a w niektórych przypadkach - w dwie godziny. Jest tak, jakby zostały one udoskonalone w innym świecie i już jako udoskonalone przybyły na nasz świat. Człowiek jednak może stanąć na własnych nogach dopiero po roku lub dwóch, a dopiero gdy ma piętnaście lat, jest w stanie rozróżniać między tym, co dobroczynne, a tym, co szkodliwe. Użycie stopniowania w wyrażeniu najbardziej nieświadomy wskazuje również na tę prawdę.
Kwestia Czwarta
Pytasz o to, co dotyczy mądrości zawartej w hadisie: O mądrości zawartej w tym zaleceniu wspomnieliśmy w wielu Słowach, zaś jeden z jej aspektów jest następujący:
Ponieważ człowiek jako taki podlega bezustannemu odnawianiu, podobnie jak świat, w którym człowiek żyje, stale potrzebuje również odnawiania swojej wiary, jako że w rzeczywistości każda jednostka, jaką jest istota ludzka, składa się z wielu jednostek. Można przyjąć, że w człowieku jest tyle różnych osób, ile jest lat jego życia, ile liczy sobie ono dni lub nawet godzin. Jako że człowiek podlega działaniu czasu, jest on manekinem lub modelem, który każdy przemijający dzień odziewa w kształt innej osoby.
Co więcej, jak w człowieku istnieją taka wielorakość i takie odnawianie, tak samo świat, w którym człowiek żyje, pozostaje w ciągłym ruchu. Świat odchodzi i jest zastępowany przez inny świat, stale się zmienia. Każdy dzień otwiera drzwi prowadzące do innego świata. Jeśli chodzi
o wiarę, jest ona zarówno światłem życia dla każdej z indywidualności-człowieka, jak też jest światłem świata, w którym człowiek żyje, zaś co do słów لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُ to są one kluczem zapalającym owo światło.
Dusza kierująca się instynktami, pragnienia, wątpliwości i Szatan wywierają na człowieka wielki wpływ. By zniszczyć jego wiarę, przez większość czasu starają się skorzystać z jego niedbalstwa, oszukać go poprzez swe podstępy, a zatem zgasić światło jego wiary za pomocą wątpliwości i niepewności. Prócz tego człowiek jest skłonny do działań i do wypowiadania słów, które w widoczny sposób są sprzeczne z prawem szariatu, a wedle punktu widzenia niektórych autorytetów religijnych są równe z niewiarą. Istnieje zatem potrzeba odnawiania wiary przez cały czas, w każdej godzinie, każdego dnia.
Pytanie: Mistrzowie scholastycznej teologii odziali świat w - mówiąc w skrócie - koncepcje przypadkowości i stworzenia, a mając je do swej dyspozycji, by tak rzec, udowodnili Bożą jedność. Jednak uczeni jednej ze szkół sufizmu, by doznać obecności Boga i w pełni potwierdzić Jego jedność, rzekli: لَا مَشْهُدَ اِلَّا هُوَ W ten sposób zapomnieli o wszechświecie i rozciągnęli nad nim zasłonę niepamięci, a wówczas całkowicie doznali obecności Boga. Uczeni innej ze szkół sufich, aby prawdziwie potwierdzić jedność Boga i dostąpić Jego istnienia w najwyższym stopniu, powiedzieli: لَا مَوْجُدَ اِلَّا هُوَ W ten sposób zdegradowali wszechświat do poziomu wyobrażenia i wtrącili go w niebyt, a wtedy całkowicie dostąpili obecności Boga. Ty jednak wskazujesz na to, że obok tych trzech dróg istnieje też wielki trakt, jakim jest Koran, i mówisz, że znakiem tego są frazy
Czy możesz pokrótce ukazać mi dowód potwierdzenia Bożej jedności, którego dostarcza ów szeroki trakt, i czy możesz wskazać mi krótką drogę, która do niego prowadzi?
Odpowiedź: Na ów szeroki trakt wskazują wszystkie Słowa i Listy spośród Traktatów Światła. W tym miejscu, tak jak sobie tego życzysz, zwięźle wskażemy na pewien obszerny, długi i potężny dowód.
Każda rzecz na świecie przypisuje pochodzenie i istnienie każdej innej rzeczy swojemu Stwórcy. Każdy kunsztownie ukształtowany przedmiot
na tym świecie ukazuje, że wszelkie podobne mu przedmioty są dziełami Tego, Który go ukształtował. Każde dzieło stworzenia we wszechświecie dowodzi, że wszelkie takie dzieła są dziełami Jednego autora. Każde z Najpiękniejszych Imion przejawiających się w istotach wskazuje na to, że wszelkie owe Imiona i tytuły należne są Temu, Którego wyrażają. Oznacza to, że każda rzecz bezpośrednio dowodzi Bożej jedności i jest oknem, z którego otwiera się widok na wiedzę o Bogu.
Każda rzecz, szczególnie jeśli jest to istota żywa, jest miniaturową próbką wszechświata, nasionem świata, owocem kuli ziemskiej. Skoro tak jest, zatem Ten, Który stworzył ową drobną próbkę, nasiono i owoc, musi być Tym, Który stworzył wszechświat, ponieważ owocu nie może stworzyć ktokolwiek inny niż Ten, Który stworzył dźwigające owoce drzewo.
Jak każdy przedmiot przypisuje wszystkie inne Kształtującemu, tak każde działanie przypisuje wszelkie działania Temu, Który jest ich autorem. Widzimy, że każdy akt stworzenia ukazuje się jako wierzchołek prawa dotyczącego stwarzania, które jest tak rozległe, że obejmuje większość innych stworzeń, że sięga od cząsteczek do galaktyk. Oznacza to, że ktokolwiek dokonuje aktów stworzenia, musi być Tym, Który jest autorem wszelkich dzieł stworzenia, związanym z powszechnym prawem, któremu podlegają wszystkie istoty, od cząsteczek do galaktyk.
Z pewnością Ten, Który daje życie musze, musi być Tym, Który stwarza wszystkie owady i wszystkie zwierzęta, Który nadaje życie całej ziemi. Ktokolwiek wprawia w ruch wirowy cząsteczki, jakby były one derwiszami Mevlevi, musi być Tym, Który kolejno wprawia w ruch wszystkie istoty, dopóki słońce wraz z krążącymi wokół niego planetami przemierza niebo, jako że prawo jest łańcuchem, do którego przywiązane są wszelkie akty stworzenia.
Oznacza to, że jak wszelkie rzeczy przypisują siebie nawzajem ich Kształtującemu, a wszelkie akty stworzenia przypisują siebie nawzajem Temu, Który jest ich autorem, tak dokładnie w ten sam sposób każde z Najpiękniejszych Imion Boga przejawiających się we wszechświecie przypisuje każde inne z owych Imion Temu, Którego opisuje, i udowadnia, że wszystkie Najpiękniejsze Imiona są Jego tytułami. Jest tak, ponieważ Najpiękniejsze Imiona przejawiające się we wszechświecie są niczym przecinające się okręgi, łączące się jeden z drugim niby siedem barw światła; wszystkie wspierają się nawzajem, udoskonalają i upiększają dzieła swego kunsztu.
Na przykład Imię "Ten, Który daje życie" przejawia się w danej rzeczy w chwili, gdy zostaje jej dane życie, a wówczas ukazuje się w niej również Imię "Wszechmądry", co wymaga istnienia ciała, które jest stworzonym z mądrością
miejscem zamieszkania dla owego żywego stworzenia. W tym samym czacie przejawia się również Imię "Szczodry", które upiększa owo miejsce zamieszkania. Tak samo ukazuje się przejaw Imienia "Najbardziej Litościwy", życzliwie ofiarowując ciału wszystko, czego ono potrzebuje. W tej samej chwili ukazuje się przejaw Imienia "Ten, Który daje zaopatrzenie", dostarczając w najbardziej nieoczekiwany sposób materialnego i duchowego zaopatrzenia niezbędnego dla dalszego istnienia stworzenia żywego, i tak dalej. Oznacza to, że niezależnie od tego, do kogo należałoby Imię "Ten, Który daje życie", również do Niego należy Imię "Wszechmądry", świetliste i rozległe jak cały wszechświat. Imię "Najbardziej Litościwy", które łaskawie żywi wszystkie stworzenia, również należy do Niego. Imię "Ten, Który daje zaopatrzenie", które z największą szczodrością utrzymuje przy życiu wszelkie stworzenia żywe, również jest Jego Imieniem i tytułem, i tak dalej.
Oznacza to, że każde spośród Najpiękniejszych Imion, każde dzieło i każda rzecz są dowodami Bożej jedności, dowodami, którymi są pieczęć Bożej jedności i cecha istoty Jedynego, jakie zostały odciśnięte na stronicach wszechświata i zapisane w wersach stuleci. Wszystkie spośród nich wskazują na to, że wszystkie słowa wszechświata, jakie nazywamy istotami, są inskrypcjami wypisanymi przez pióro Tego, Który spisał całą księgę wszechświata.
Kwestia Piąta
Po drugie: W swoim liście pytasz czy słowa: لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُ są wystarczające, to jest, twoim zamiarem było zadanie pytania o drugą część wyznania wiary: Czy ktoś, kto nie powiedział: مُحَمَّدٌ رَسوُلُ اللّٰهِ , może znaleźć zbawienie? Odpowiedź na to pytanie byłaby przydługa, zatem w tym miejscu powiemy jedynie, co następuje:
Dwóch części wyznania wiary nie można rozdzielić; jedna z nich udowadnia drugą, jedna z nich zawiera w sobie drugą, jedna z nich nie może
istnieć bez drugiej. Ponieważ Posłaniec (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) był Pieczęcią Proroków i dziedzicem wszystkich proroków, którzy przyszli przed nim, od niego zaczynają się wszystkie drogi prowadzące do Boga. Nie może istnieć inna droga wiodąca do prawdy i zbawienia prócz jego wielkiego traktu. Wszyscy wielcy gnostycy i ci, którzy potwierdzali prawdę, powiedzieli, jak Sa'di z Szirazu:
Powiedzieli również:
Czasami jednakże zdarza się, że ludzie znajdują się na szerokim trakcie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i podążają nim, lecz nie są tego świadomi.
Czasami zdarza się również, że nie mają wiedzy o Proroku (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُjednak droga, jaką obrali, jest częścią jego szerokiego traktu.
Zdarza się również, że ponieważ pozostają w stanie zachwytu, lub też całkowicie pogrążyli się w kontemplacji, lub wycofali się z tego świata, nie rozmyślają nad traktem Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a słowa "nie ma boga prócz Boga Jedynego" są dla nich wystarczające.
Niemniej jednak, oto, co jest najważniejsze w tej kwestii: brak akceptacji danej rzeczy to jedno, podczas gdy akceptacja jej nieistnienia to co innego. Ludzie przepełnieni zachwytem, pustelnicy, ci, którzy nie słyszeli o Proroku (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُ bądź nie zostali o nim poinformowani, nie znają go, zatem nie myślą ani o nim, ani o tym, że mogliby przyjąć jego naukę. Pod tym względem są ignorantami. Wiedzą, że "nie ma boga prócz Boga Jedynego" jedynie ze względu na ezoteryczną wiedzę, jaką posiadają w Jego temacie. Oni również mogą zostać zbawieni. Jednak jeśli ludzie, którzy słyszeli o Proroku (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُ i znają jego przesłanie, nie potwierdzają prawdziwości owego przesłania, wówczas nie uznają oni Wszechmocnego Boga. Dla nich fraza "nie ma boga prócz Boga
Jedynego" jako taka nie wyraża Bożej jedności, której potwierdzenie jest jedynym środkiem prowadzącym do zbawienia. Dlatego nie jest to brak przyjęcia przesłania wynikający z ignorancji, który mógłby być do pewnego stopnia wybaczalnym, lecz raczej akceptacja nieistnienia, która jest zaprzeczeniem i zaprzaństwem. Człowiek, który zaprzecza Muhammadowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), choć ten poprzez swe cuda i dzieła stał się dumą wszechświata i chlubą ludzkości, z pewnością nie może otrzymać żadnego światła ani też poznać Boga. Jednakże to, co powiedzieliśmy, na ten czas wystarczy.
Kwestia Szósta
Po trzecie: Niektóre z określeń użytych w Temacie Pierwszym, poświęconych drodze Szatana i nazwanym Spór z Iblisem, były wielce gwałtowne, choć złagodzone wyrażeniami takimi, jak "niech Bóg uchroni" czy też "przyjmijmy na chwilę taką niemożliwość". Wciąż sprawiają, że drżę. W kopii, która później została wysłana do ciebie, dokonano bardzo niewielu zmian, czy byłbyś zatem w stanie dokonać stosownych poprawek w kopii, którą posiadasz? To zależy od ciebie i uczynisz, co zechcesz, możesz opuścić dowolne wyrażenia, które uznasz za niekonieczne.
Odpowiedź: Mój drogi bracie, ten Temat jest wielce doniosły, ponieważ Szatan jest panem wszystkich ateistów. Tylko wtedy, kiedy zmusi się go do milczenia, przestanie on zwodzić swych naśladowców. Odwagi dodał mi fakt, że Wszechmądry Koran poprzez swoje wyrażenia wspomina o podłości niewierzących. By ukazać całkowitą bezwartościowość owej diabelskiej drogi, drżąc ze strachu i poprzez zakładanie niemożliwości, użyłem niedorzecznych wyrażeń. Droga, jaką obrali członkowie partii Szatana, zmusza ich do tego, by przyjęli owe niedorzeczności, a oni chcąc nie chcąc wypowiadają je swymi językami. Dzięki użyciu owych wyrażeń zapędziliśmy stronników Szatana w kozi róg, a sami dzięki Koranowi objęliśmy w posiadanie pole bitwy, ukazując ich oszustwa. Zastanów się nad zwycięstwem, jakie odnieśliśmy, poprzez następujące porównanie:
Wyobraźmy sobie wysoki minaret, którego wierzchołek sięga nieba, a u podstawy którego wykopano studnię, sięgającą środka ziemi. Dwie grupy wiodą spór, by udowodnić, w jakim punkcie między szczytem minaretu a dnem studni stoi człowiek, którego wezwanie na modlitwę jest słyszane przez wszystkich ludzi w całym kraju. Jedna grupa mówi: "Musi on stać na szczycie minaretu, recytując wezwanie na modlitwę wszechświatowi, ponieważ je słyszymy, jak wibruje w powietrzu, a jest ono wzniosłe. Oczywiście nikt nie może zauważyć wzywającego, gdy zajmuje
tak wysoką pozycję, lecz każdy, stosownie do swej zdolności, może spostrzec go na jednym ze schodów, kiedy wspina się na minaret lub kiedy z niego schodzi. Ludzie wiedzą, że ów człowiek wspina się na szczyt minaretu, a niezależnie od tego, w jakim miejscu go zauważą, widzą, że jest on kimś wysokiego wzrostu". Jednakże druga grupa, złożona ze stronników Szatana i głupców, mówi: "Nie, niezależnie od tego, w jakim miejscu się on ukaże, należną mu pozycją nie jest ta na wierzchołku minaretu, lecz ta na dnie studni". Jednak zupełnie nikt nie widział owego człowieka na dnie studni, ani też stronnicy Szatana nie mogli go tam zobaczyć. Przypuśćmy, że jest on ciężki jak kamień i tak samo bezwolny, wówczas z pewnością znajdowałby się na dnie studni, a ktoś by go tam zobaczył.
Pole bitwy dla owych przeciwnych grup rozciąga się na całą odległość między wierzchołkiem minaretu a dnem studni. Ludzie światła, zwani partią Boga, wskazują muezzina na szczycie minaretu tym, których wzrok jest w stanie tam sięgnąć, zaś tym, których spojrzenie nie może wznieść się tak wysoko, a także ludziom krótkowzrocznym, wskazują go na takim stopniu, jaki jest właściwy dla zdolności danego człowieka. Wystarczy im nieznaczna wskazówka, udowadniająca, że muezzin nie jest pozbawionym życia kamieniem, lecz doskonałym człowiekiem, który pnie się w górę, by ukazać się i wykonać wezwanie do modlitwy tam, gdzie sobie tego zażyczy. Jeśli chodzi o drugą grupę, znaną jako partia Szatana, to oświadczają oni w swej głupocie: "Ukażcie go każdemu na szczycie minaretu, a jeśli tego nie zrobicie, będzie to znaczyło, że jest on na dnie studni". W swym szaleństwie nie wiedzą, że ów człowiek nie ukazuje się na szczycie minaretu każdemu, ponieważ nie każdy posiada wzrok, który jest zdolny sięgnąć tak daleko. Poza tym ludzie ci, mając przesadne mniemanie o sobie, roszczą sobie prawo do tego, by do nich należało wszystko, co jest między dnem studni a minaretem, z wyjątkiem jedynie jego wierzchołka.
Wówczas zjawia się ktoś, czyim zamiarem jest rozstrzygnięcie sporu między dwiema społecznościami. Ów człowiek mówi do partii Szatana:
"O, źli ludzie! Jeśli ów najwyższy muezzin znajdowałby się na dnie studni, byłby tak pozbawiony życia, nieożywiony i bezsilny, jak kamień. Nie mógłby ukazywać się i na schodach prowadzących w głąb studni, i na różnych poziomach schodów minaretu. Ponieważ sami widzieliście go na tych drugich, z pewnością nie jest on bezsilny ani pozbawiony życia. Należną mu pozycją musi być zatem ta na wierzchołku minaretu. W takim przypadku albo pokażcie, że rzeczywiście znajduje się on na dnie studni - czego nie możecie zrobić, ani nawet nie możecie sprawić, by ktokolwiek uwierzył w to, że ów człowiek tam jest - albo zamilknijcie! Miejscem,
w którym możecie się bronić, jest dno studni, a pozostała przestrzeń i cały olbrzymi dystans niemal do szczytu minaretu należą do ludzi z owej błogosławionej wspólnoty, którzy muszą jedynie wskazać na muezzina znajdującego się w jakimkolwiek innym miejscu niż dno studni, by zwyciężyć w waszym sporze".
Jak w tym porównaniu, Temat poświęcony sporowi z Iblisem odbiera ludziom z partii Szatana rozległą przestrzeń od Bożego Tronu aż do ziemi, a ich samych skutecznie zapędza w kozi róg. Pozostawia im jedynie najbardziej irracjonalne, niemożliwe i ohydne miejsce. Zapędza ich w dziurę tak ciasną, że nikt nie mógłby wejść do niej, by w imię Koranu wziąć w swe posiadanie wielkie odległości.
Jeśli zapytać ich, czym jest Koran, a oni odpowiedzą: "Jest on dobrą księgą napisaną przez człowieka, która uczy dobrej moralności", należy im powiedzieć: "Musi zatem być słowem Boga, a wy musicie to przyznać, ponieważ zgodnie z obraną przez was drogą nie moglibyście powiedzieć, że jest on czymś dobrym!"
Jeśli zapytać ich, co wiedzą na temat Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), a oni odpowiedzą: "Był bardzo mądrym człowiekiem o dobrej moralności", należy im powiedzieć: "W takim wypadku powinniście w niego uwierzyć, ponieważ jeśli odznaczał się dobrą moralnością i był mądry, musiał być Posłańcem Boga. Mówicie, że był 'dobrym człowiekiem', lecz zgodnie z tym, w co wierzycie, jest to niemożliwe do przyjęcia, nie możecie tak mówić", i tak dalej. Do innych aspektów prawdy można zastosować inne aspekty tego porównania.
W konsekwencji tego Temat Pierwszy, opisujący spór z Iblisem, nie oznacza, że wierni muszą znać cuda Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i zdobywać wiedzę o ich niezbitych dowodach, by ochronić swą wiarę. Wiarę może ocalić najbardziej drobna i nieznaczna wskazówka. Wszelkie uczynki, wszelkie zalety i całe postępowanie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) są pewnego rodzaju cudami, które udowadniają, że należną mu pozycją jest najwyższa z wysokich, nie zaś najniższa z niskich na dnie studni.
Kwestia Siódma
Ponieważ niektórych spośród moich przyjaciół trapią nieuzasadnione zmartwienia, a oni sami popadają w przygnębienie, jestem zobowiązany do tego, by opowiedzieć o pewnym przykładzie Bożej łaski i Bożej ochrony, należnej jedynie tym, którzy służą Koranowi, by umocnić ich ducha i by ocalić ich przed słabością, do której mają skłonność. Na to, co muszę powiedzieć, wskazuje siedem Znaków. Cztery z nich ukazują ciosy, jakie spadły na owych przyjaciół, co było całkowicie sprzeczne z ich zamierzeniami, a było wynikiem ich wrogiego nastawienia wobec mnie nie z przyczyn osobistych, lecz dlatego, że służę Koranowi. Stali się oni moimi wrogami wyłącznie dla osiągnięcia celów tego świata i pomimo tego, że byli mymi przyjaciółmi. Pozostałe trzy znaki opisują rzetelnych i stałych przyjaciół, którzy - by zdobyć łaski ahl ad-dunja, osiągnąć pewne cele doczesne i poczuć się pewnie - przez pewien czas nie zachowywali się jak mężczyźni, choć wymaga tego przyjaźń. Niestety, owi trzej przyjaciele zostali ukarani w sposób całkowicie przeciwny ich zamierzeniom.
Oto pierwsze cztery osoby, które pozornie były przyjaciółmi, lecz później ukazały swą wrogość:
Po pierwsze: Pewien naczelnik policji w dystrykcie na różne sposoby błagał mnie o kopię Słowa Dziesiątego. Dałem mu jedną kopię owego traktatu, wówczas jednak, by zdobyć awans, wzgardził moją przyjaźnią i zwrócił się ku wrogości, aż przybrała ona kształt informowania gubernatora o mojej osobie i uskarżania się na mnie. Jednak - co było znakiem łaski wynikającej ze służby Koranowi - nie otrzymał on awansu, lecz dymisję.
Po drugie: Inny naczelnik policji w dystrykcie, mimo że był moim przyjacielem, traktował mnie wrogo, jakbym był jego rywalem, a to ze względu na jego przełożonych i po to, by zwrócić na siebie uwagę ahl ad-dunja, jednak na przekór jego zamiarom spadł na niego silny cios. W związku z pewną niespodziewaną kwestią został on skazany na dwa i pół roku więzienia. Później prosił o modlitwę za sługę Koranu. Być może będzie zbawiony, jeśli Bóg zechce, ponieważ pomodliliśmy się w jego intencji.
Po trzecie: Pewien nauczyciel zdawał się być moim przyjacielem i za takiego go uważałem. Później przeprowadził się do Barli, by tam zamieszkać, i zdecydował się przyjąć wrogą wobec mnie postawę. Jednak wbrew
jego zamiarom, spadł na niego cios: odebrano mu posadę nauczyciela, powołano go do wojska i wysłano daleko od Barli.
Po czwarte: Pewien nauczyciel wyglądał mi na pobożnego hafiza, dlatego żywiłem dla niego szczerą przyjaźń z nadzieją na to, że również on zostanie moim przyjacielem poprzez służbę Koranowi. Wówczas, by nadskakiwać ahl ad-dunja i wkraść się w ich łaski, a także dlatego, że przeraziło go coś, co powiedział pewien urzędnik, zaczął traktować nas nadzwyczaj chłodno. On również musiał przyjąć cios sprzeczny z jego intencjami: otrzymał surową naganę od inspektora, po czym został zwolniony.
Ci czterej ludzie otrzymali ciosy, jakie na nich spadły, z powodu swych animozji. Z kolei trzej przyjaciele, o których powiemy poniżej, nie przejawiali postawy godnej mężczyzny, jakiej wymaga poważna przyjaźń, za co też na przekór swym zamiarom otrzymali nie ciosy, lecz ostrzeżenia, będące swego rodzaju napomnieniami.
Po pierwsze: Pewien szanowany człowiek, który był jednym z moich najważniejszych, najbardziej poważnych i najbardziej szczerych uczniów, nieustannie spisywał Słowa i rozprowadzał je. Jednak kiedy przybył pewien urzędnik wysokiego stopnia, który nie miał rozeznania w tej sprawie, i kiedy zaszło pewne zdarzenie, ów człowiek ukrył te kopie Słów, które sporządził, jak również na pewien czas porzucił sporządzanie dalszych kopii, mając nadzieję, że nie dozna żadnej szkody ani trudności ze strony ahl ad-dunja i ocali się przed ich złem. Jednakże - co było znakiem wskazującym na błąd, jaki popełnił, zaprzestając na pewien czas służby Koranowi - przez cały rok cierpiał z powodu nieszczęścia, jakim stała się grzywna w wysokości tysiąca lir, którą miał zapłacić. Wówczas, kiedy powziął intencję, by sporządzić więcej kopii Traktatów Światła i powrócić do okazywania tej postawy, jaką okazywał wcześniej, został oczyszczony z zarzutów, a ostatecznie uniewinniony. Był on człowiekiem biednym i potrzebującym, niech więc chwała będzie Bogu za to, że został uratowany od zapłacenia owego tysiąca lir.
Po drugie: Zamierzając zdobyć dobre zdanie ahl ad-dunja i pewnego oficera spośród nich, pewien człowiek, który przez pięć lat był dla mnie poważnym, śmiałym i mężnym przyjacielem, nieświadomie i mimowolnie nie spotykał się ze mną przez kilka miesięcy, choć był moim sąsiadem. Nie odwiedził mnie nawet podczas ramadanu ani świąt. Jednak sprawy wioski, w której mieszkaliśmy, potoczyły się na przekór jego zamierzeniom, aż stracił wszelkie swe wpływy.
Po trzecie: Pewien hafiz, który zwykł odwiedzać mnie raz lub dwa razy w tygodniu, został wyznaczony do prowadzenia modlitw, a by pozwolono mu nosić turban, odwrócił się ode mnie na dwa miesiące. Nie odwiedził mnie nawet podczas święta. Jednak na przekór jego intencjom i wbrew przyjętej praktyce nie zezwolono mu na to nawet po siedmiu czy też ośmiu miesiącach.
Zaszły liczne zdarzenia podobne tym, które opisałem, jednak nie będę tu o nich wspominał, by nie urazić ludzi, których dotyczyły. Każde z owych wydarzeń jest jedynie znakiem, lecz kiedy zebrać je razem, każde z nich nabiera siły i daje przekonanie - które nie odnosi się bezpośrednio do mnie, ponieważ nie poczytuję siebie za godnego jakichkolwiek łask, lecz wynika jedynie ze względu na służbę Koranowi - że pełnimy naszą służbę pod ochroną Wszechwładnego i dzięki Bożej łasce. Moi przyjaciele powinni zastanowić się nad tym i nie pogrążać się w bezpodstawnych lękach. Wyjaśniłem im owe kwestie w zaufaniu, ponieważ nasza służba jest darem od Boga, ponieważ jest przyczyną podziękowań, nie zaś dumy, i ponieważ Koran nakazuje:
Kwestia Ósma
(Owa kwestia przybrała kształt dopisku do trzeciego spośród przykładów przytoczonych w Punkcie Trzecim Słowa Dwudziestego Siódmego, dotyczącego piątej spośród przeszkód na drodze do niezależności idżtihad - osądu w sprawach Bożego prawa).
Ważne Pytanie: Niektórzy ludzie spośród potwierdzających prawdę powiedzieli, że każde ze słów Koranu, każda z suplikacji i fraz wychwalających Boga, wypowiadanych przez ludzi, którzy doznali oświecenia, dostarcza duchowego zaopatrzenia. Samo wypowiedzenie słów jednak nie wystarczy, jeśli nie znamy ich znaczenia. Słowa są szatą, czyż nie byłoby zatem pożyteczne, gdyby zostały zmienione, a każda grupa ludzi przyodziałaby ich znaczenie w słowa z własnego języka?
Odpowiedź: Słowa Koranu i inwokacji wychwalających Boga, jakie wypowiadał Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), nie są pozbawioną życia szatą, są raczej jak żywa skóra dla ciała; zaiste, z biegiem czasu stały się ową skórą. Szaty się zmieniają, lecz ciało dozna szkody, jeśli będziemy chcieli zmienić jego skórę. Błogosławione słowa podobne
wypowiadanym podczas pięciu obowiązkowych modlitw czy też w wezwaniu do modlitwy stały się cechami szczególnymi i znakami ich znaczeń, zaś owe cechy i znaki nie mogą zostać zmienione. Często obserwowałem u samego siebie pewien stan wewnętrzny, jakiego doświadczyłem. Wydarzyło się to naprawdę, a oto, jak było:
W Dniu 'Arafa, w wigilię Święta Ofiarowania, zwykłem setki razy recytować surę Al-Ichlas. Zauważyłem, że niektóre z moich niematerialnych zmysłów kilka razy otrzymywały wówczas zaopatrzenie, które później jednak ustawało. Inne, jak zdolność refleksyjnego myślenia, zwracały się ku znaczeniu słów Koranu, otrzymywały należny im udział, jednak później również i to zaopatrzenie ustawało. Niektóre, jak serce, otrzymywały swój udział w pewnych pojęciach przynoszących duchową przyjemność, a później także i one milkły, i tak dalej. Stopniowo tylko niektóre z mych subtelnych zdolności zaczynały powtarzać słowa sury, aż one również stawały się tym znużone, jedne w długi czas po innych, trwając przy tej praktyce, jednak bez przejawiania żadnej potrzeby studiowania owych słów i ich znaczeń. Nieuwaga nie wywierała na nie niekorzystnego wpływu, jak działo się to w przypadku zdolności myślenia. Wystarczało im utarte i uproszczone znaczenie wypowiadanych słów, którego były cechami i znakami szczególnymi. Rozmyślanie nad ich znaczeniem stałoby się przyczyną znudzenia i przyniosłoby szkodę. Tak czy inaczej, te z subtelnych zdolności, które wytrwały w powtarzaniu słów Koranu, nie potrzebowały ich badania i zrozumienia, lecz wspominania, zwrócenia się ku nim i wypowiadania ich szeptem. Słowa, które są niczym skóra, były dla nich wystarczające i spełniały obowiązki swych znaczeń. Tak, owe znaczenia posiadają stały blask, zwłaszcza wtedy, gdy przywoływane są przez owe słowa z języka arabskiego, które są słowami Boga i Jego mową.
Ów stan, którego sam doświadczyłem, ukazuje, że nadzwyczaj szkodliwe jest wypowiadanie takich prawd, jakie zawarte są w wezwaniu na modlitwę, w wypowiadanym po pięciu modlitwach obowiązkowych tasbih, w często powtarzanych surach Koranu takich, jak Al-Fatiha czy Al-Ichlas, w języku innym niż arabski. Kiedy stracimy wieczne źródło słów Boga i słów Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), stracimy również nieustannie zsyłany naszym subtelnym zdolnościom, właściwy im udział. Szkodę przyniesie również strata przynajmniej dziesięciu dobrych uczynków, jakie można zyskać za każde wypowiedziane słowo, jak również
nieuwaga i ciemności dla duszy, spowodowane przez wyrażenia, jakich człowiek użył w swym niedoskonałym przekładzie, jako że świadomość Bożej obecności trwa dla każdego z nas dzięki modlitwie.
Jak Imam A'zam powiedział, że słowa لَٓا اِلٰهَ اِلَّا اللّٰهُ są znakiem i cechą szczególną potwierdzenia Bożej jedności, tak my mówimy, co następuje:
Olbrzymia większość słów wychwalających i wysławiających Boga (a zwłaszcza te, którymi muezzin wzywa na modlitwę), a także słów modlitw obowiązkowych, stała się szczególnymi cechami i znakami. Jeśli chodzi o znaki, rozumiemy je raczej zgodnie ze znaczeniem przyjętym w religii, niż zgodnie z ich dosłownym znaczeniem, zatem zgodnie z prawem szariatu niemożliwe jest, by je zmienić. Nawet niewykształcony człowiek może pojąć ich sens, który powinni znać wszyscy wierni, a który jest streszczeniem ich znaczenia. W jaki sposób ci ludzie, którzy spędzają całe życie w islamie, lecz wypełniają swe głowy nieskończoną ilością drobnostek, mogą zwalniać samych siebie z obowiązku zdobywania przez tydzień lub dwa wiedzy w temacie sensu znaczenia owych błogosławionych słów, które są kluczami do życia wiecznego? Jak mogą być muzułmanami? Jak można nazwać ich ludźmi rozsądnymi? Z pewnością nie jest rozsądne niszczenie tego, co chroni owe źródła światła, przez wzgląd na leni i próżniaków!
Co więcej, do jakiegokolwiek narodu nie należałby człowiek, pojmuje on, że wypowiadając słowa "Subhan Allah!" wyznaje, iż Wszechmocny Bóg jest wolny od jakiejkolwiek niedoskonałości. Czyż nie jest to dla niego wystarczające? Jeśli skłania się ku znaczeniu owych słów wyrażonym we własnym języku, niechaj raz zbada je swoim rozumem. Jeśli jednak powtórzy je sto razy dziennie w ich właściwej formie, prócz korzyści, jaka stanie się udziałem badającego je umysłu, ich sens, który jest pochodną słów, rozprzestrzenia się wraz z nimi i z nimi się łączy, wyda wiele świateł i wielki blask. Szczególnie ważna jest świętość, jaka staje się udziałem człowieka, płynąca ze słów, które są mową Boga, a także blask i światło bijące z owej świętości.
W skrócie: Absolutnie nic nie jest w stanie zastąpić świętych słów Boga, które są tym, co chroni zasadnicze prawdy religii, nic nie może stać się ich namiastką, nic innego nie może spełniać ich funkcji. Nawet jeśli ludzie mogą przez krótki czas wypowiadać ich sens w innym języku, nie mogą czynić tego ani stale, ani też w święty i wzniosły sposób. Jeśli zaś chodzi o słowa, które są ochroną dla teoretycznych kwestii religii, nie ma
potrzeby, by je zmieniać, ponieważ taka potrzeba zaspokajana jest poprzez wygłaszanie kazań, nauczanie, udzielanie rad i lekcje innego rodzaju.
Podsumowując: Wszechstronność gramatyki języka arabskiego i cudowność słów Koranu czynią owe słowa nieprzetłumaczalnymi. Mogę nawet powiedzieć, że przetłumaczenie ich jest niemożliwe. Każdego, kto w to wątpi, odsyłamy do Słowa Dwudziestego Piątego. To, co nazywają tłumaczeniem, jest jedynie skróconym i niedokładnym przybliżeniem. W jaki sposób takie przybliżenie można przyrównać do żyjącego, prawdziwego znaczenia wersetów koranicznych, które ma tak wiele aspektów i rozgałęzień?
Kwestia Dziewiąta
Największa grupa w świecie islamu, ludzie prawdy i umiaru, zwani Ahl as-sunna ła l-dżama'a lub krócej sunnitami, zachowali prawdy Koranu i wiary dzięki podążaniu co do litery za znamienitą tradycją (sunną) Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) przy pozostawaniu w granicach umiaru. Z ich sfery wywodzi się olbrzymia większość świętych mężów. Inni jednak ukazali się poza nią i pozostawali na drodze sprzecznej z niektórymi zasadami i prawami sunnitów. Ci, którzy uważnie przyjrzeli się tej drugiej kategorii świętych, podzielili ją na dwie grupy:
Ludzie spośród jednej grupy sami zaprzeczyli swej świętości, ponieważ sprzeciwili się zasadom sunnitów, posuwając się w tym tak daleko, że niektórzy spośród jej świętych zostali nawet uznani za niewierzących.
Druga grupa składa się z naśladowców świętych spośród pierwszej grupy, którzy uznają świętość tamtych i mówią: "Prawda nie jest ograniczona jedynie do drogi sunnitów". Utworzyli oni grupę tych, którzy wprowadzają lub popierają innowacje, i obrali drogę zbłądzenia, nie wiedząc, że nie każdy, kto jest prowadzony drogą prostą, może być przewodnikiem po owej drodze. Ich szejków można usprawiedliwić za ich błędy, jako że byli oni ekstatykami, jednak nie można usprawiedliwić tych, którzy podążali za owymi szejkami.
Jeśli chodzi o grupę, która przyjęła stanowisko pośrednie, to ludzie spośród niej nie zaprzeczają świętości owych świętych, lecz również nie akceptują ich dróg. Mówią oni: "Wszelkie wypowiadane przez nich słowa, które są sprzeczne z zasadami (religii), albo są metaforami, których
znaczenia nie znamy, albo też święci są w błędzie, ponieważ zawładnął nimi ich duchowy stan".
Na nieszczęście, choć ich zamiarem jest ochrona drogi sunnitów, ludzie spośród pierwszej grupy, zwłaszcza uczeni traktujący prawdy religijne dosłownie, zaprzeczyli świętym wielkiego znaczenia i byli zmuszeni, by oskarżyć ich o zbłądzenie, podczas gdy tworzący drugą grupę ludzie popierający owych świętych odstąpili od drogi słuszności z nadmiaru dobrej woli, jaką przejawiali wobec szejków tego rodzaju, i popadli w innowację, a nawet w zbłądzenie.
W związku z tym, przez długi czas mój umysł zajmowała taka oto kwestia:
W pewnym przełomowym czasie przeklinałem grupę, jaką tworzą ludzie zbłądzenia. Wówczas w obliczu mego złorzeczenia powstała potężna, wspólna siła, która zarówno zwróciła się przeciwko mnie, jak i uniemożliwiła mi powtórzenie owych złorzeczeń. Wówczas ujrzałem, że owa grupa ludzi zbłądzenia, którym wspólna siła ułatwia ich szkodliwe działania, stara się pociągnąć za sobą wszystkich ludzi dookoła, w czym osiąga sukces. Nie wynika to jedynie z przymusu, lecz raczej z połączenia go z pragnieniem zrodzonym przez siłę świętości, jakie porwało niektórych spośród wiernych. Ci, którzy dali ponieść się owemu pragnieniu, łaskawie patrzą na działania ludzi zbłądzenia i nie uważają, by było w nich coś przesadnie złego.
Byłem przerażony, kiedy dostrzegłem te dwie tajemnice. "Subhan Allah!", wykrzyknąłem. "Czyż może istnieć świętość inna od tej, która jest na drodze prawdy? Czyż ludzie prawdy mieliby wspierać tak straszliwy nurt zbłądzenia?" Wówczas, w pewien błogosławiony Dzień 'Arafa, trzymając się chwalebnej praktyki muzułmańskiej, recytowałem setki razy surę Al-Ichlas, a dzięki jej błogosławieństwom i dzięki Bożemu miłosierdziu memu bezsilnemu sercu została oznajmiona pewna kwestia - która później otrzymała tytuł "Odpowiedź na ważne pytanie" - wraz z następującą prawdą:
Jak jest powiedziane w dobrze znanej i znaczącej historii Dżibaliego Baby, która pochodzi z czasów sułtana Mehmeda Zdobywcy, niektórzy spośród świętych pozostają w stanie zachwytu, choć zdają się być rozumnymi i rozsądnymi ludźmi. Inni niekiedy jawią się trzeźwo myślącymi i słuchającymi rozkazów rozsądku, choć czasami ich udziałem staje się stan wykraczający poza owe nakazy. Jedna z grup świętych tego rodzaju popadła w zamieszanie i straciła zdolność rozróżniania pomiędzy rzeczami. To, co ujrzeli, będąc w stanie upojenia, przykładają oni do pewnych kwestii już po tym, jak powrócili do stanu trzeźwego myślenia. Są zatem
w błędzie, lecz nie zdają sobie z tego sprawy. Niektórzy spośród ekstatyków zostali uchronieni przez Boga i podczas swych duchowych podróży nie popadli w zbłądzenie; inni jednak nie cieszą się taką ochroną. Można znaleźć ich wśród sekt podążających za innowacją i zbłądzeniem, a zdarza się nawet, że są oni uznawani za niewierzących.
Zatem, ponieważ pozostają oni - przejściowo lub stale - w stanie zachwytu, są podobni do "świętych szaleńców"; ponieważ są do nich podobni, nie są poczytalni ani odpowiedzialni za swe uczynki; zaś ponieważ nie są odpowiedzialni, nie mogą zostać ukarani. Trwając w swym zachwycie i świętości, wspierają ludzi zbłądzenia i innowacji; ich poglądy w pewnym stopniu rozprzestrzeniają się, zaś oni sami na nieszczęście sprawiają, że niektórzy spośród wiernych i ludzi prawdy wkraczają na ich drogę.
Kwestia Dziesiąta
(Niektórzy spośród moich przyjaciół prosili, bym objaśnił zasadę dotyczącą gości. Oto powód, dla którego ta Kwestia została spisana).
Powinniście wiedzieć, że ci, którzy mnie odwiedzają, przychodzą albo przez wzgląd na życie doczesne, a te drzwi są dla nich zamknięte, albo też przez wzgląd na życie ostateczne, a wówczas mogą stanąć przed jednymi z dwojga drzwi. Jeśli przypuszczają oni, że jestem człowiekiem błogosławionym lub takim, do którego należy wysoka ranga duchowa, te drzwi również są dla nich zamknięte, jako że nie lubię samego siebie i nie lubię ludzi, którzy mnie lubią. Wszelkie dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że nie uczynił mnie człowiekiem rozmiłowanym w sobie samym. Jeśli jednak przychodzą jedynie przez wzgląd na to, że jestem heroldem Wszechmądrego Koranu, z chęcią przyjmę każdego, kto wejdzie do mnie tymi drzwiami. Tacy ludzie są trojakiego rodzaju: albo są przyjaciółmi, albo braćmi, albo też uczniami.
Przyjaciele muszą usilnie wspierać naszą pracę i służbę związaną ze Słowami i ze światłami Koranu. Nie mogą również z głębi serca wspierać niesprawiedliwości, innowacji ani zbłądzenia, sami zaś powinni starać się, by również uzyskali korzyści płynące ze Słów.
Obok szczerej i gorliwej pracy przy rozpowszechnianiu Słów, bracia powinni odmawiać pięć modlitw obowiązkowych każdego dnia. Nie mogą również popełniać żadnego z siedmiu grzechów ciężkich.
Uczniowie muszą czuć, że spisane przez nich Słowa są ich wspólną własnością, a także wiedzieć, że ich życiowym obowiązkiem i dziełem ich życia jest służba Traktatom Światła i rozprzestrzenianie ich.
Owe trzy poziomy połączone są z mymi trzema osobowościami. Przyjaciel jest połączony z osobowością wynikającą z istoty mojego charakteru. Brat jest połączony z osobowością, której źródłem jest cześć, jaką oddaję Wszechmocnemu Bogu i świadomość, że jestem Jego niewolnikiem. Uczeń powiązany jest z osobowością, która przyjęła obowiązki herolda Mądrego Koranu i nauczyciela.
Takie spotkania przynoszą owoce trojakiego rodzaju.
Po pierwsze: W odniesieniu do tego, że jestem heroldem Koranu, owocem takiego spotkania jest albo otrzymanie lekcji dotyczącej klejnotów Koranu ode mnie samego, albo zaczerpnięcie jej ze Słów, nawet jeśli będzie to tylko jedna lekcja.
Po drugie: W odniesieniu do oddawania czci Bogu, owocem takiego spotkania jest otrzymanie udziału w moich zyskach dotyczących życia ostatecznego.
Po trzecie: Owocem takiego spotkania jest wspólne zwrócenie się w kierunku Bożego dworu, przywiązanie naszych serc do Wszechmocnego Boga, poszukiwanie u Niego pomyślności i przewodnictwa, a także wspólna praca w służbie Wszechmądrego Koranu.
Jeśli gość jest uczniem, każdego ranka jest przy mnie ciałem, które posiada własne imię, a niekiedy jest przy mnie również w wyobraźni, i otrzymuje swój udział w tym, co zyskałem.
Jeśli gość jest bratem, zdarza się, że jest wraz ze mną ciałem, które posiada określone imię i kształt, że jest obecny w moich suplikacjach i otrzymuje swój udział w tym, co zyskałem. Zaliczam go do mych braci i przekazuję go Bożemu miłosierdziu, zatem kiedy w modlitwie mówię o mych braciach i siostrach, jest on pośród tych, za których się modlę. Nawet jeśli go nie znam, to Boże miłosierdzie zna go i widzi.
Jeśli gość jest przyjacielem, który odmawia pięć modlitw obowiązkowych i wyrzeka się ciężkich grzechów, włączam go do moich modlitw wraz ze wszystkimi braćmi. Stawiam tylko jeden warunek - by ludzie spośród wszystkich trzech grup tak samo włączali moją osobę do swoich suplikacji, i bym mógł mieć swój udział w ich duchowych zyskach.