Odkąd miałem dziesięć lat, byłem pozbawiony towarzystwa mej litościwej matki i nie miałem sposobności do tego, aby z nią porozmawiać. Będąc pozbawionym doznawania jej szacownej miłości, nie mogłem również zobaczyć się z mymi trzema siostrami, odkąd miałem piętnaście lat. Niech Bóg ześle miłosierdzie ich duszom, ponieważ wszystkie wraz z moją matką odeszły do królestwa pośredniego (ar. barzach). Miłe i słodkie rozmowy z krewnymi na tym świecie, litość i szacunek przez nich ofiarowywane - tego wszystkiego brakowało w moim życiu. Ponadto przez pięćdziesiąt lat nie widziałem dwóch z moich trzech braci - oby Bóg się nad nimi zmiłował - i również byłem pozbawiony radości wynikającej z pełnej szacunku miłości i litościwej troski dwóch tak cnotliwych, pobożnych i uczonych braci. Jednakże Traktaty Światła ukazały, jak w wierze (ar. iman) zawarte jest ziarno Raju, a kiedy podróżowałem z mymi czterema bohaterskimi duchowymi synami, którzy dopomagają mi w mojej służbie, mej duszy z pewnością użyczono ziarnka owej przyjemności.
Jako że przez całe życie byłem nieżonaty, nie mam dzieci i nie czuję, aby brakowało mi ich w życiu z tego powodu, że zostałem pozbawiony doznawania przyjemności i szczęścia wynikających z kierowania litości ku dziecku. Dziś, w odpowiedzi na owe cztery rany, Bóg zesłał memu sercu pewne słodkie znaczenie, które uleczyło moje rany pod trzema względami:
Po pierwsze: Zgodnie z objaśnionym w Traktatach Światła hadisem
W dniach ostatnich (ar. achirzaman) podążaj za szczerą religią i silną wiarą starszych kobiet w zastępstwie doznawania przyjemności płynącej z opieki i osobistej litości mej nieżyjącej już matki, Boże miłosierdzie we wszechobejmujący i ogólny sposób obdarowało mnie tysiącami matek, a to poprzez nadzwyczajną korzyść, jakiej doznały starsze kobiety dzięki Traktatom Światła oraz ich duchowym przyjemnościom. Również zamiast doznawania litościwej, siostrzanej radości oraz przyjemności ze strony mych nieżyjących już trzech sióstr, owe trzy korzyści, do których tęsknię, zostały zastąpione przez tysiące duchowych korzyści i przyjemności
setek tysięcy (kobiet - uz. red. pol.), które zesłano mi jako swego rodzaju młodsze siostry przez wzgląd na Traktaty Światła, a to dzięki ich du'a (ar. du'a i więzi ze Światłem. Jest wiele świadectw i znaków faktu, iż ta druga część jest prawdą, a moi bracia są tego świadomi.
Ponadto w miejsce poświęcenia, materialnego i duchowego wsparcia, miłości i litości, których zostałem pozbawiony na tym świecie przez śmierć mego brata, zamiast dwóch lub trzech rodzonych braci Boże miłosierdzie obdarowało mnie setkami tysięcy bohaterskich braci, którzy są jak prawdziwi bracia; którzy prawdziwie zapewniają mi troskę, wsparcie i pomoc; którzy, nie mówiąc już o wyrzeczeniu się życia doczesnego, zgadzają się na to, by poświęcić nawet swój majątek w życiu ostatecznym, aby wspomagać mnie w służbie Traktatów Światła.
Jako że nie mam rodzonych dzieci, w miejsce słodkiej litości jednego lub dwojga dzieci, której byłem pozbawiony, zostałem obdarowany setkami i tysiącami niewinnych dzieci przez wzgląd na to, że w przyszłości będą one wzrastać wraz z Traktatami Światła. To przekształciło owe trzy osobiste i pomniejsze stany tkliwości w setki i tysiące, a istnieje wiele znaków, które ten fakt ukazują. Zaprawdę, ci, którzy pozostają w mojej służbie, wiedzą, że na większości dróg Bolvadin i Emirdag niewinne dzieci okazywały mi tkliwość, przywiązanie i szacunek większe od tych, jakie okazywałyby swoim rodzicom. Wiele takich znaków ukazuje, jak pomniejsze, osobiste i poszczególne przyjemność, radość i litościwy szacunek zostały przekształcone w tysiąc takich uczuć w formie wszechobejmującej i powszechnej.
Jak ich błogosławione dusze, które mają zdolność przeczucia, tak owe niewinne dzieci odczuły poprzez przeczucie, iż Traktaty Światła powstaną i będą chronić je po ojcowsku - odnośnie do tego świata i do życia ostatecznego - do tego stopnia, że okazały im szacunek przewyższający ten, jaki okazują rodzicom. Zaprawdę, trzyletnia dziewczynka, której nie widziałem nigdy wcześniej, podbiegła do mnie boso przez ciernie, a choć szybko przejechaliśmy przez Bolvadin z tego powodu, że mam tam wielu przyjaciół (z którymi nie chciałem się spotkać - uz. red. pol.), nie mogliśmy uciec przed tymi dziećmi. Fakt, że owe dzieci okazały mi taki poziom litości i troski, jakiego nie okazują swoim rodzicom, choć nie znały mnie ani nie słyszały o mnie, sprawił, iż zaświadczam, że dla mej duszy (ar. nafs) i pragnień ich tkliwość jest ziarnem Raju tkwiącym w wierze (ar. iman), nawet w kategoriach mego cielesnego istnienia.
Zostaliśmy zmuszeni do tego, aby objaśnić nadzwyczajny i osobisty stan duchowy naszego Nauczyciela, aby nie urazić tych, którzy przybywali, by odwiedzić Nauczyciela, lecz zostali odprawieni i musieli odejść, nie zobaczywszy się z nim. Zaprawdę, z powodu niewielkiego niedbalstwa z naszej strony, Nauczyciel postanowił, by nasza służba, której tak potrzebuje, dobiegła końca, dopóki nie przypomniał sobie o poniższej prawdzie, po czym nam wybaczył. Owa prawda jest następująca:
Z największą jasnością pojęliśmy, że Nauczyciel spędził większość swego życia w samotności, nigdy nie przyjmował podarunków i stawał się chory, jeśli nie dał czegokolwiek w zamian. Obecnie w ten sam sposób jest dla niego trudne spotykanie się z przyjaciółmi, którzy chcą okazać mu szacunek i przyjaźń. Wiele razy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że stawał się wyczerpany duchowo i czuł się, jak gdyby go uderzono, kiedy ściskano mu dłoń lub całowano jego ręce. Był również bardzo wrażliwy na spojrzenia ludzi, którzy mu się przyglądali. Choć dopomagaliśmy mu w jego służbie, my również unikaliśmy spoglądania na jego twarz, chyba że było to konieczne. Zawarte w tym tajemnica i mądrość z całą pewnością są następujące:
Przez wzgląd na fundamentalną zasadę Traktatów Światła, jaką jest szczerość intencji (ar. ichlas), rozmowa lub jakikolwiek przejaw nadmiernego szacunku mogą być oznaką umiłowania duszy (ar. nafs), pretensjonalności (ar. rija) i sztuczności w tej epoce egoizmu, co przyczynia Nauczycielowi poważnego strapienia.
Oto, co mówi Nauczyciel:
Jeśli zamysł spotkania się ze mną powzięto dla życia ostatecznego i dla Traktatów Światła, wówczas Traktaty Światła sprawiają, że nie jestem potrzebny. Każda z milionów ich pozostających w obiegu kopii przynosi takie korzyści jak dziesięciu Saidów.
Jeśli zamysł wizyty dotyczy tego świata i spraw doczesnych, jako że zaciekle wyrzekłem się tego świata, jestem zrozpaczony, marnując czas na tak trywialne sprawy.
Jeśli wizyta ma na względzie służbę Traktatom Światła i rozpowszechnianie ich, wówczas moi prawdziwie oddani, służący mi uczniowie oraz moi duchowi synowie i bracia mogą spotkać się z gośćmi w moim imieniu, zatem nie jestem potrzebny.
Prosimy, aby ci z naszych braci, którzy podróżowali z daleka, a także inni nasi bracia, nie czuli się urażeni, ponieważ kiedy Nauczyciel poświęca innym nagrody za odmawianie litanii (ar. ałrad), które odmawiał wraz z innymi, którzy przybywali do niego przez ostatnie dziesięć lat, mówi: «O, Panie (ar. ja, Rabb)! Zapisz owe nagrody w księgach uczynków tych, którzy przybyli, aby mnie odwiedzić, lecz odeszli, nie spotkawszy się ze mną» i poświęca te nagrody ich duszom.
Dzielimy się tym stanem naszego Nauczyciela z naszymi braćmi.
Wyjątek z gazety "Ileri" datowanej na 13.04.1957
Jak donosi nasz korespondent z Isparty: Fundamenty pod nowy meczet zostały położone błogosławionymi rękami Nauczyciela Bediuzzamana.
Nauczyciel Bediuzzaman położył pierwszą kielnię zaprawy pod budowę meczetu dla Trzeciej Dywizji Szkoleniowej.
Wspaniała ceremonia miała miejsce w Isparcie przy budowie meczetu, który ma zostać wzniesiony na terenie kompleksu Trzeciej Dywizji Szkoleniowej. Pierwsza kielnia zaprawy została położona przez autora Światła, Szanownego Nauczyciela, Bediuzzamana Saida Nursiego, który został zaproszony specjalnie w tym celu. Nauczyciel był z entuzjazmem pozdrawiany przez obecnych, następnie podszedł, by kłaść zaprawę swymi błogosławionymi rękami, a także odmówił modlitwę (ar. du'a).