Po dwuletnim dochodzeniu, które objęło wszystkie części Traktatów Światła, prowadzonym zarówno przez sądy w Ankarze i Denizli, jak i przez komisję rzeczoznawców, jednogłośnie postanowiono uniewinnić nas i zwrócić mi wszystkie części Traktatów Światła. Nie istnieje zatem nic, co mogłoby przeszkadzać w publikowaniu tych dzieł. To dzieło, które zostało mi zwrócone, jest częścią Traktatów Światła.
Postęp jaki widać w Isparcie, w szkołach i meczetach, które sprzyjają religii, można uważać za duchowe zwycięstwo traktatu Zulfikar. In sza'allah, jak Isparta stała się medresą dla Światła, jak dostarczyła lekcje innym prowincjom, tak będzie wiodącym przykładem i wzorem we wspieraniu znaków szczególnych (ar. sza'ir) islamu.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: W czasie ciężkiej cielesnej i duchowej choroby podczas tej ciężkiej materialnej i duchowej zimy cierpiałem, myśląc o perspektywie odejścia z tego świata i pozostawienia mych braci spośród uczniów Światła (tur. Nurcular), z którymi jestem tak blisko związany. Nagle wierny Suleyman i będący "tablicą rozdzielczą Światła" Sabri przybyli, aby odwiedzić mnie w imieniu wszystkich braci z ich regionu oraz w imieniu moich krewnych, jak gdyby co do znaczenia byli Abdulmecidem i Abdurrahmanem. Wszelkie dzięki niech będą Wszechmocnemu Bogu za to, że ich przybycie było dla mnie jak antidotum. Na przekór memu tutejszemu zwyczajowi powitałem ich, zaś oni weszli do środka. Przez dwie lub trzy godziny odczuwałem ulgę będącą wynikiem zmycia wszystkich moich trosk, szczególnie tych dotyczących sytuacji mych braci w Barli. Poprzez duchową podróż wyobraźni wspominaliśmy moje dawne czasy w Barli, zaś te wspomnienia przyniosły ze sobą ulgę, która usunęła wszelkie moje bóle i niedole. Choć chciałem gościć ich tutaj przez dzień lub dwa, nie pozwoliły na to straszliwe czasy oraz stan podejrzliwości spowijający cały ten region. Przyjąłem tych dwóch naszych braci również w imieniu was wszystkich i wysłałem ich do was w mym zastępstwie jako dwa żyjące listy.
Po drugie: Drugiego dnia otrzymałem list wysłany w imieniu młodzieży i studentów uniwersytetu - a bardzo się nimi interesowałem i byłem o nich zatroskany - informujący mnie o tym, że dziewięciu prawdziwych uczniów Światła (tur. Nurcular) już zaczęło z zapałem pracować nad rozświetleniem uniwersytetu na wzór młodych Salahaddinów czy Abdurrahmanów. Jeśli chodzi o tych młodych Abdurrahmanów, to są nimi szczerzy uczniowie Światła Mustafa Oruc, Ziya z Konyi, Feyzi syn Sabriego, Bahaeddin, Abdurrahim i Omer z Kastamonu, Aziz, Sukru i Sabri. Ich wsparcie dla Światła sprawiło mi taką przyjemność i tak zmniejszyło moje dolegliwości, jak gdyby moi zmarli bratankowie Abdurrahman i Fuad po dziesięćkroć powrócili na świat i podjęli wykonywanie obowiązku Światła.
Po trzecie: Fakt, że drukowanie traktatu Zulfikar zbliża się do końca, jest radosną nowiną dla uczniów Światła (tur. Nurcular), a raczej dla całego narodu. Aby nie utracić tej radości, powinniście podjąć wszelkie środki ostrożności, na ile to tylko możliwe. In sza'a-llah nie stanie się tak, lecz jeśli przypuścić, że zostanie podjęty atak podobny do tego, jaki był wymierzony w Największy Znak (tur. Ayet'ul Kubra) i będą prowadzone rewizje, nie powinno zdarzyć się tak, że wszystkie kopie tego traktatu
zostaną skonfiskowane. Choć nasi wrogowie nie będą dłużej nas atakować, a obecnie nie są w stanie tego uczynić i poszukują możliwości zawarcia rozejmu, to jednak potajemni hipokryci (ar. munafiqun) z pewnością będą poszukiwać wymówki, która wybawi ich przed przekleństwem przyszłości, jak również starają się wprowadzić w błąd tych, którzy mają władzę. Oto dlaczego powinniśmy w zupełności polegać na ochronie i łasce Boga, a także przez cały czas praktykować ostrożność. In sza'allah, Zulfikar sam się obroni przed tymi atakami i albo rozbije głowy atakujących, albo też poprowadzi ich do wiary (ar. iman).
Mój drogi, wierny bracie, mój miłujący ten kraj i dokładający starań przyjacielu na tym przemijającym świecie!
Po pierwsze: Jestem ci prawdziwie zobowiązany aż do końca życia i nigdy nie zapomnę ani ciebie, ani pewnych ludzi z Erzurum i ich litościwej troski. Kiedy byłem dręczony i prześladowany, pospieszyliście mi z pomocą najbardziej ze wszystkich moich przyjaciół i rodaków. Po tysiąckroć powiem wam wszystkim: "Oto, czego zechciał Bóg" (ar. ma sza'a-llah) i: "Niech Bóg was pobłogosławi" (ar. baraka-llah).
Po drugie: Choć jest to całkowicie sprzeczne z moją metodą, z lekcjami, jakie odebrałem od Traktatów Światła, a także z zasadą mojego życia, której trzymam się od dziesięciu lat, a która mówi, by nie podążać za znikomymi kwestiami tego przemijającego życia doczesnego, podzielę się z tobą - jedynie przez wzgląd na ciebie, twoją ciekawość i długi list, jaki napisałeś - kilkoma kwestiami odnośnie do mego położenia i tortur, jakim poddali mnie tyrani.
Pierwsza: Trzydzieści lat temu, kiedy byłem członkiem Daru'l-Hikmeti'l-Islamiye, jeden z naszych przyjaciół, który także należał do Daru'l-Hikmet, Sayyid Sadeddin Pasza, powiedział mi:
- Otrzymałem z wiarygodnego źródła wiadomości o tym, że pewien ateistyczny komitet, który ma swe korzenia za granicą, lecz działa tutaj, przeczytał jedno z twoich dzieł. Ci ludzie powiedzieli: "Jeśli autor tego dzieła pozostanie przy życiu, nie uda nam się sprawić, by ludzie przyjęli naszą drogę (tj. ateizm - uz. red. tur.). Musimy się go pozbyć". Postanowili, że cię zamordują. Uważaj na siebie!
- Pokładam zaufanie w Bogu - odpowiedziałem. - Godzina śmierci jest wyznaczona i nie podlega zmianie.
Ów komitet przez trzydzieści, a teraz nawet czterdzieści lat obmyślał ów plan i w swej walce przeciwko mnie używał wszelkich narzędzi oszustwa. Aby mnie usunąć, uwięzili mnie po dwakroć, a ponadto otruli mnie jedenaście razy. Ich ostatni plan polegał na skierowaniu przeciwko mnie wszelkich wpływów rządu wraz z całą jego siłą, a to poprzez zwrócenie przeciwko mnie byłego ministra spraw wewnętrznych, byłego gubernatora Afyon i byłego zastępcy naczelnika policji w Emirdag.
Ci trzej urzędnicy rozpowszechniali taką propagandę i taki strach przed starym, słabym, schorowanym, ubogim, odizolowanym od innych i bezradnym człowiekiem, jakim jestem, że zdałem sobie sprawę z tego, iż żaden urzędnik służb publicznych ze strachu nie zbliży się do mnie, chyba że po to, aby mnie szpiegować. Nawet niektórzy z moich sąsiadów przestali witać się ze mną[57]. Gdyby urzędnik służb publicznych przywitał się ze mną, a dowiedzieliby się o tym jego zwierzchnicy, przenieśliby go w inne miejsce. Wsparcie Boga zaopatrzyło mnie w cierpliwość i wytrwałość. Owe bezprecedensowe męczarnie i prześladowania nie sprawiły, bym podporządkował się (moim prześladowcom - uz. red. pol.).
Druga: Być może przypominasz sobie, jak w trakcie zaciekłego sporu z Mustafą Kemalem w biurze prezydenta w Ankarze powiedziałem do niego: "Ci, którzy nie odprawiają modlitwy, są zdrajcami, zaś opinia zdrajców nie jest brana pod uwagę!". Mimo ostrej odpowiedzi, jaką rzuciłem mu w twarz, nie miał odwagi, aby grozić mi poprzez zdradę czy zniewagi. Jednakże tutaj pewien oficer niskiego stopnia i sierżant zdradzają mnie i znieważają. Jako że ich celem jest rozgniewanie mnie i wywołanie incydentu, Boża łaska i ochrona dały mi cierpliwość i odporność.
Trzecia: Po uniewinnieniu zarówno Traktatów Światła, jak i mnie samego, orzeczonym przez dwa sądy, które po gruntownym zbadaniu Traktatów Światła nie znalazły w nich nic, o co mogłyby mnie oskarżyć,
owe komitety ateistów wewnątrz rządu uknuły plan wykorzystania pewnych hipokrytów (ar. munafiqun) spośród urzędników. W całkowitej sprzeczności z jakimikolwiek prawami zesłali mnie do Emirdag
i odizolowali od wszystkich moich przyjaciół i uczniów. Jeśli chodzi o moje życie i zdrowie, to umieścili mnie oni w miejscu najgorszym z możliwych. Pod pozorem zesłania w rzeczywistości uwięzili mnie w samotności i przetrzymywali w całkowitym odosobnieniu. Obecnie zostało ustalone, że za ich traktowaniem mnie w ten sposób stoją dwa powody:
Oto pierwszy z owych powodów: Wiedząc, że od dawna nie mogę znieść zdrady i perfidii, chcieli doprowadzić mnie do gniewu, utorować drogę dla wydarzenia się pewnych incydentów, a następnie zniszczyć mnie. Ponieważ nie mogli tego osiągnąć, starali się zgładzić mnie poprzez otrucie. Jednakże, dzięki wsparciu Boga, suplikacje (ar. du'a) uczniów Światła były dla mnie niczym lekarstwo i odtrutka, a także sprawiły, że moje cierpliwość i wytrwałość stały się podobne lekarstwu. Udaremniło to ich plany i zaradziło niebezpieczeństwom owej materialnej i duchowej trucizny. Choć nigdy wcześniej w historii jakikolwiek rząd nie dopuścił się takich męczarni i prześladowań w imieniu prawa i władzy, trwają prześladowania mające na celu sprowokowanie mnie, a ich wciąż trwająca kampania strachu doprowadza mnie do gniewu. Jednakże moje serce zostało ostrzeżone w następujący sposób:
"Nie powinieneś być zagniewanym na owych tyranów, lecz raczej powinieneś im współczuć. W krótkim czasie, w zamian za przemijające męczarnie, jakie ci zadali, każdy z nich napotka wiecznie trwające męki cielesnego i duchowego Piekła. Zemścisz się na nich po tysiąckroć. Co się tyczy niektórych z nich, jeśli tylko są oni inteligentni, to jakkolwiek pozostaną na ziemi aż do czasu, w którym sczezną, ich sumienia będą cierpiały żal, zaś ich samych będzie dręczył strach przed wieczną egzekucją".
Porzuciłem zatem swój gniew, współczułem im i powiedziałem: "Oby Bóg sprawił, że zmienią się na lepsze".
Choć owe cierpienia i prześladowania przynoszą wspaniałą i wieczną nagrodę, składam podziękowania Wszechmocnemu Bogu, a w całym swym cierpieniu jestem rad z tego, że z korzyścią dla uczniów Światła oraz ich bezpieczeństwa hipokryci (ar. munafiqun) zajęli się mną samym, nie zaś nimi.
Po czwarte: Jeśli chodzi o twój list dotyczący mego samopoczucia, a także o twoją prośbę o zwrócenie się do obecnego rządu, abym mógł wyjechać do Damaszku lub Hidżazu, jeśli pozwala na to moje zdrowie...
Po pierwsze: Aby ocalić wiarę i służyć Koranowi, byłoby konieczne, abym przybył tutaj, nawet gdybym przebywał w Mekce, ponieważ
tutaj owa potrzeba jest największa. Gdybym miał tysiąc dusz, a nawet gdybym cierpiał z powodu tysiąca chorób i trudności, ja sam i my wszyscy - opierając się na lekcjach otrzymanych od Koranu - postanowilibyśmy pozostać tutaj, by służyć wierze i szczęściu tego narodu.
Po drugie: W swoim liście poruszasz kwestię znieważania mnie miast okazywania mi szacunku. Piszesz: "Gdybyś przebywał w Egipcie lub w Ameryce, historia uczyniłaby ci zaszczyt, okazując ci szacunek".
Mój drogi, pilny przyjacielu!
Ze względu na zasady naszej metody poważnie wystrzegamy się szacunku i estymy innych ludzi. Nasza służba zabrania nam przyjmowania jakichkolwiek pochwał, korzyści, a nawet pochlebnych myśli w temacie naszego charakteru. Szczególnie umiłowanie sławy, które jest dziwacznym rodzajem pretensjonalności, pragnienie olśniewającego zapisania się w historii lub nawet korzystnego postrzegania nas przez ludzi, ów kuszący rodzaj zarozumialstwa - wszystkie są sprzeczne ze szczerością intencji (ar. ichlas), będącą centralną kwestią zasad i metody Światła. Boimy się ich, nie mówiąc już o ich poszukiwaniu. Traktaty Światła pochodzą od blasku Koranu, są przebłyskiem jego cudowności i komentarzem (ar. tafsir) jego prawd. Staramy się o to, aby każdy ich potrzebował, aby każdy docenił ich wysoką wartość i oczywiste cuda (tur. keramat) duchowe. Odnośnie do wiary pragniemy, by każdy dowiedział się, iż Traktaty pokonały ateizm we wszystkich aspektach niewiary i nadal będą to czynić. Spodziewamy się tego, że tak się stanie, dzięki miłosierdziu Boga.
Na zakończenie podzielę się z tobą relacją o błahej, drugorzędnej sprawie dotyczącej mnie samego:
Jako że Receb-bej i Kara Kazim są twoimi przyjaciółmi, a jak sądzę, mieli oni kontakt ze starym Saidem, miast prosić ich o jakiekolwiek łaski, mogą oni dopomóc nam w uniknięciu czynienia tego, co czynili nasi poprzednicy. Nie powinni oni ulegać bezsensownym i bezcelowym naciskom i prześladowaniom. Nie byłem w stanie prawdziwie przystosować się do materialnego i duchowego klimatu tego miejsca. Doświadczyłem wielu trudności. Zamykam drzwi swego mieszkania od zewnątrz i od wewnątrz. Jestem odizolowany od innych pod każdym względem. W pewnym sensie umieram w przyprawiającym o depresję pomieszczeniu, cierpiąc z powodu choroby i nie mając żadnych sąsiadów. Niekiedy jest tak, jakby jeden dzień tutaj przysparzał mi większych
cierpień niż cały miesiąc w więzieniu Denizli. Przez dwadzieścia lat wtrącano się do spraw mojej wolności i mego uwolnienia poprzez owe straszliwe prześladowania; dość tego! Stało się jasnym, że po trwającym dwa lata dochodzeniu sądów i po tym, jak plany hipokrytów (ar. munafiqun) zostały udaremnione, nie mogą oni dłużej ogłupiać kogokolwiek poprzez bezpodstawne podejrzenia, wedle których poprzez moją osobę lub Ruch Światła ten kraj bądź ten naród poniesie szkodę. Byłoby właściwym, gdybym odzyskał wolność jak wszyscy inni[58] i gdybym uzyskał zezwolenie na przeniesienie się do jednej z wiosek w okolicach tego miasta dla zmiany klimatu.
Przesyłamy nasze pozdrowienia i modlitwy (ar. du'a) tobie i naszym przyjaciołom.
Zaprawdę, jak Hasan Feyzi, tak i Mustafa Osman wykonał wspaniałą służbę dla Światła w krótkim czasie, a także silnie związał się ze Światłem. Świadectwem przyjęcia jego służby przez Boga jest znalezienie przez niego Ahmeda Fuada i Mustafy Sungura - a obaj są nauczycielami - a także Mustafy Oruca i Rahmiego - a obaj są studentami uniwersytetu - którzy wszyscy dzielą tę samą duszę i tę samą wierność, jak Hasan Feyzi i Mustafa Osman, zaś ich działanie na rzecz tego, aby ich silne ręce służyły Traktatom Światła, jest radosną nowiną dla całego regionu.
Ponadto interesujący list napisany wspólnie przez Mustafę Sungura i nauczyciela Mustafę Osmana, który po poprawieniu pewnych zdań włączyliśmy do Listów Dodatkowych, ukazuje, że sadzonka duszy zmarłego Hasana Feyziego rozwinęła się w owym regionie i - in sza'allah - ocali wiarę wielu ludzi. Wielką radość sprawiło nam szczególnie to, że czternastoletni uczeń Rahmi, który przypomina młodych i niewinnych wojowników z Isparty oraz jest tej samej natury, bohatersko uważa lekcje Światła za cel swego życia. Oto pozytywny postęp, który będzie pracował dla ocalenia młodych ludzi z tamtego regionu.
Ahmed Fuad zapewnił wielkie wsparcie dla rozprzestrzeniania traktatu Zulfikar oraz innych dzieł Traktatów Światła, a także był ciężko pracującym kolegą uczniów z grupy "Światło" oraz spadkobiercą zmarłego
męczennika (ar. szahid) Hafiza Alego i Hafiza Mustafy, który powierzył mu wszystkie doskonale spisanego przez siebie kopie Traktatów Światła. Przesyłamy nasze powinszowania z całej duszy Ahmedowi Fuadowi, naszemu bratu Hafizowi Mustafie, który powierzył mu ów depozyt, jak również miastu Safranbolu i wszystkim naszym tamtejszym braciom. In sza'a-llah, każdy banknot wydany przez niego na rzecz zbioru Zulfikar przyniesie mu tysiąckrotną korzyść i posłuży osiągnięciu wielkiego dobra. Przesyłamy nasze pozdrowienie pokoju przede wszystkim Mustafie Osmanowi i Hifziemu, a także Ahmedowi Fuadowi, jego bratu kaznodziei Ibrahimowi, jak również nowemu bohaterskiemu nauczycielowi Mustafie Sungurowi oraz Rahmiemu, który jest młodym Salahaddinem, i wszystkim naszym tamtejszym braciom.
Do naszego szanownego, błogosławionego, umiłowanego, litościwego, szacownego Nauczyciela!
[59]
Strata naszego starszego brata Hasana Feyziego, który niedawno zjednoczył się ze swym duchowym towarzyszem, zmarłym męczennikiem (ar. szahid) Hafizem Alim spośród wojowników Traktatów Światła, głęboko nas zasmuciła. Przesyłam moje kondolencje w szczególności naszemu Nauczycielowi, a także uczniom Traktatów Światła, członkom cielesnej oraz duchowej rodziny Hasana Feyziego, jego Szkole Światła (ar. Madrasa Nurija) oraz ludziom z Denizli, i dzielę z nimi ich smutek, a przedkładając moje skromne duchowe podarunki na Bożym dworze, proszę, aby (zmarły - uz. red. pol.) został obmyty deszczem miłosierdzia. Zgodnie ze znaczeniem wersetu:
[60]
proszę Bożą łaskę o to, by obfite nagrody, które - jak wskazuje na to werset:
[61]
- zabrał on ze sobą z tego królestwa do królestwa duszy, posłużyły jako nasiona, które wydadzą wielu Hasanów Feyzich.
Mój szanowny Effendi!
Zgodnie z tym, co mi przekazano, siedemdziesiąt do osiemdziesięciu lat temu w Denizli pewien człowiek spośród wielkich świętych (ar. ałlija) powiedział pewnego dnia do swych uczniów: "Dziś pewien święty narodził się w Kurdystanie", dając dobrą nowinę o twoich narodzinach. Zawsze miałem wrażenie, że zaszczyt, jaki wyświadczasz Denizli, a także fakt, że dotarłeś tutaj przez tak różnorakie zasłony, radują duszę owego wielkiego człowieka. W krótkim czasie po twoim przybyciu noszący to samo imię Hasan Feyzi-effendi przywitał Traktaty Światła w imieniu pierwszego Hasana Feyziego z tak wielkim szacunkiem, a później zanurzył się w Świetle z miłością tak wielką, że tylko potwierdziło to moje przekonanie. Teraz myślę, że Said przybył zaraz po śmierci pierwszego Hasana Feyziego, zaś noszący to samo imię drugi Hasan Feyzi uścisnął go na pożegnanie, aby odejść do królestwa Światła, zapraszając wielu innych Hasanów Feyzich do tego, by wzięli na swoje barki jego obowiązki.
Modlę się do Najbardziej Miłosiernego z miłosiernych i błagam Go o to, aby zesłał On Traktatom Światła i naszemu Nauczycielowi wielu dalszych Hasanów Feyzich, który złagodzą ból po stracie Hasana Feyziego, a ponadto mamy nadzieję i błagamy ocean Bożego miłosierdzia, dobroci, łaski, błogosławieństwa, szczodrości, darów i dobrodziejstw o to, by naszemu Nauczycielowi zostały dane przyjemność i szczęście poprowadzenia ich w przyszłości.
W tych kłopotliwych czasach, kiedy moja dusza (ar. nafs) irytowała mnie swą niecierpliwością, poniższy fragment całkowicie ją uciszył i sprawił, że złożyła podziękowania Bogu. Przedstawiam wam ów fragment, który wisi na ścianie mego pokoju, abyście również mogli z niego skorzystać.
1. O, moja duszo! W wieku siedemdziesięciu trzech lat otrzymałaś większy udział w przyjemności niż dziewięćdziesiąt procent ludzi. Nie masz prawa prosić o nic więcej.
2. Poszukujesz trwałości w natychmiastowych i ulotnych przyjemnościach. Dlatego zaczynasz płakać, kiedy owe przyjemności przemijają. Otrzymujesz cios za ślepe emocje, które doprowadziły cię do tego błędu. W zamian za minutę śmiechu płaczesz przez dziesięć godzin.
3. Za zasłoną tyranii i nieszczęść leży sprawiedliwość Bożego zarządzenia (ar. qadr). Ludzie prześladują cię z powodu zbrodni, których nie popełniłaś. Jednakże z powodu twoich utajonych błędów Boże zarządzenie doświadcza cię poprzez dłoń owego nieszczęścia i sprawia, że żałujesz za swój błąd.
4. Po setkach doświadczeń, o moja niecierpliwa duszo!, nabrałem silnego przekonania o tym, że za zasłoną pozornych nieszczęść, a także w ich rezultatach, znajdują się słodkie efekty Bożej łaski. Fraza:
[62]
naucza najbardziej pewnej prawdy. Pamiętaj o tej lekcji przez cały czas. Prawo Boga, które włada tym światem, owo wszechstronne prawo Bożego zarządzenia (ar. qadr), nie może zostać zmienione przez wzgląd na ciebie.
5. Weź za swego przewodnika uświęconą zasadę, która mówi:
Nie uganiaj się za przemijającymi, znikomymi przyjemnościami, jak przesadnie rozentuzjazmowane, bezmyślne dziecko! Pamiętaj o tym, że ulotne przyjemności pozostawiają po sobie duchowe cierpienia i żal. Jeśli chodzi o kłopoty i cierpienia, to pozostawiają one po sobie duchowe przyjemności i wieczne nagrody. Jeśli nie jesteś szalona, będziesz poszukiwać przemijających przyjemności jedynie przez wzgląd na składanie podziękowań Bogu. Przyjemności zresztą zostały nam dane jedynie po to, byśmy dziękowali Bogu.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Przypomniałem sobie, by poinformować was o osobliwej wymianie zdań, jaka miała miejsce między mną i moją duszą, a wyglądała następująco:
Choć wywieszka, która - jak wszyscy wiecie - wisi za moimi plecami, całkowicie uciszyła moją nakazującą zło duszę, to ostatniej nocy moje ślepe emocje, wykorzystujące broń duszy jeszcze bardziej usilnie (niż ona sama - uz. red. pol.), rozdrażniły pewne skłonności mego usposobienia. Z nadmierną irytacją i wrażliwością, wywołanymi przez chorobę i truciznę, przy niezwyczajnym stanie umysłu, biorącym początek z podszeptów Szatana i naturalnego umiłowania życia, owe ślepe emocje, przypominające drugą nakazującą zło duszę, boleśnie dotknęły moje serce i mego ducha oraz sprawiły, że poczułem straszliwe rozpacz i smutek w związku z możliwością śmierci, a także potężną ambicję, dreszcz i przyjemność.
Moja dusza i owe emocje zapytały: "Dlaczego nie starasz się o to, by wieść wygodne życie? Zaiste, odrzucasz to i nie poszukujesz niewinnych przyjemności życia w kręgu Traktatów Światła, lecz jesteś całkiem szczęśliwy z tego, że umrzesz. Dlaczego tak jest?"
Nagle dwa potężne fakty zmusiły do milczenia tę drugą nakazującą zło duszę oraz Szatana.
Po pierwsze: Kiedy umrę, uświęcona służba Traktatów Światła na rzecz wiary ukaże się z większą szczerością intencji i w żaden sposób nie będzie oskarżana o to, że jest wykorzystywaną dla celów doczesnych, dla egoizmu lub własnych interesów. Jako że fakt, iż wciąż żyję, pobudza rywalizację, służba Traktatów będzie trwać jako bardziej szczera i bardziej doskonała. To prawda, że mogę nieco w niej dopomóc, będąc na tym świecie, lecz rywale i krytycy mogą oskarżać moją znikomą osobę, co może zaszkodzić Traktatom Światła i sprawić, że ludzie powstrzymają się od służenia im. Jeśli człowiek, który stoi na warcie, kładzie się na spoczynek, wszyscy entuzjaści w jego świetlistym kręgu stają się czujni i baczni, a wówczas zamiast jednego wartownika są ich tysiące. Oznacza to, że jeśli śmierć przyjdzie, powitam ją z zadowoleniem.
Ponadto jako że wielu spośród uczniów Światła poświęciło służbie Traktatom Światła majątki, wygodę i doczesne przyjemności, a jeśli będzie to konieczne, poświęcą również życie, oto dlaczego ty również nie powinnaś być dusigroszem, o moja duszo!
Ponadto wiedz z całą pewnością, że jeśli będzie konieczne, bym odszedł z tego przemijającego i dokuczliwego życia, kiedy pracuję dla ocalenia życia wiecznego licznych nieszczęśników, jeśli ten czas nadejdzie, szczęśliwe powitanie go będzie dla mnie przyjemnością i zaszczytem.
Po drugie: Jeśli słaby i bezsilny człowiek został obarczony ciężkim brzemieniem, choć nie mógłby ponieść nawet niewielkiego ciężaru; jeśli jego przyjaciele postrzegają go jako silnego i pragną jego pomocy, choć w rzeczywistości to on potrzebuje pomocy z powodu swej ukrytej słabości, byłoby wielce żałosnym i niesmacznym, by - będąc sztucznym i fałszywym, co zawsze jest nadzwyczaj uciążliwe - próbował ukazać się wielkim i potężnym, aby tylko nie urazić ich lub nie jawić się kimś gorszym. W ten sam sposób, o moja nakazująca zło duszo, stałaś się pochłoniętą przez ślepe emocje! Przy swej nędznej postaci i całkowicie bezwartościowych zdolnościach, nie mogłabyś być źródłem ani zdrojem, z którego tryska fontanna prawd Traktatów Światła, dalece przekraczających twoje możliwości, a będących wyłącznie Bożą łaską. W tej mrocznej i chorej epoce owe prawdy wyłoniły się ze świętej apteki Koranu i zostały umieszczone w twoich rękach przez Boże miłosierdzie. Zaiste, aby nie psuć dobrej opinii przyjaciół na mój temat ani nie urażać ich wrażliwości, choć jestem nędzarzem, potrzebującym i żebrakiem u drzwi Koranu, a także jedynie narzędziem dostarczenia go tym, którzy go potrzebują, ów nędzarz, którego nazywają Nauczycielem, porzucił nawet spotkania z przyjaciółmi (jeśli tylko nie są one związane z pracą Traktatów Światła), a został zobowiązany w duchu do tego, by tak uczynić, aby nie okazał się daleko niższym od nich ani nie był zmuszony do fałszu i sztuczności, które są wielce bolesne i uciążliwe. Ukazywanie się bardziej godnym niż w istocie jestem; ukazywanie samego siebie tak, jakbym posiadał jakąś wysoką rangę, aby zadowolić tych, którzy mają o mnie zbyt wysokie mniemanie; ukazywanie się wzniosłym i poszukiwanie szkodliwych, przemijających przyjemności ego za zasłoną wielkiego dostojeństwa - co jest całkowicie sprzeczne ze znaczeniem szczerości intencji - zmniej-szyłoby do zera wszystkie owe przyjemności, o moja duszo!
O, moja duszo! O, nieszczęsne ślepe emocje, zawsze poszukujące przyjemności! Nawet gdybyście doznały tysięcy doczesnych przyjemności, w takiej sytuacji pozostałyby one zdegenerowanymi i przekształciłyby się w czyste cierpienie! Jako że dziewięćdziesięciu na stu mych dawnych przyjaciół wzywa mnie do grobu - lub w każdym razie tak wygląda, muszę porzucić dziesięciu, którzy tutaj pozostają.
Z pewnością po tysiąckroć wolę niematerialne życie pośredniego królestwa od tego życia w starości i samotności.
Al-hamdu li-llah za to, że powyższe dwa fakty całkowicie uciszyły drugą nakazującą zło duszę. Zadowoliła się ona przyjemnościami emanującymi z serca i ducha. Również Szatan zamilkł, a nawet choroba krążąca w moich żyłach znacząco zelżała.
W skrócie: Jeśli umrę, dzieło Traktatów Światła ukaże się z większą szczerością intencji, a bez jakiejkolwiek rywalizacji czy oskarżeń.
Co więcej, oznacza to bycie wybawionym od uciążliwych, chłodnych i nieprzyjemnych cierpień pustych formalności, od kłopotów samochwalstwa, od szkód wyrządzanych przez sztuczność, uzurpującą sobie pomniejszą i przemijającą przyjemność, której nie poszukuję, a także przyjemność z postrzegania zwycięstw Traktatów Światła oczami ahl ad-dunja.
Ponadto, o duszo!, w tym roku swym duchem i sercem, zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni, podróżowałaś przez prowincje, które przemierzałem w swym dawnym, przyjemnym życiu, za którym tak tęsknisz, aby ujrzeć przyjaciół, którzy tak dobrze mnie znali, oraz braci, rozłąka z którymi tak mnie zasmuciła. Jednak ty również widziałaś, że w owych wielu prowincjach mogłabyś odnaleźć jedynie jednego lub dwóch spośród setki przyjaciół. Reszta odeszła do pośredniego królestwa, zaś przyjemne i tętniące życiem żywe obrazy zmieniły się i przybrały przygnębiający i ponury wygląd. Nikt nie chciałby oglądać jeszcze raz tych pustych, opuszczonych miejsc. Zatem z całkowitą godnością i szacunkiem dla samych siebie powinniśmy porzucić owe ulotne przyjemności oraz pożegnać to życie i ten świat, zanim bez ceregieli nas z niego wypędzą.
Na wieść o odejściu Hadżiego Hafiza Mehmeda, błogosławionego nauczyciela Szkoły Światła (ar. Madrasa Nurija), przesyłamy nasze kondolencje wam i uczniom Traktatów Światła w ogólności, szczególnie uczniom Szkoły Światła, a zwłaszcza krewnym zmarłego. Przez wzgląd na Światło podjęliśmy mocne postanowienie, aby z całej duszy modlić się o miłosierdzie dla niego, dopóki tylko pozostajemy na tym świecie, a także, aby zawsze dzielić się naszymi zyskami duchowymi z nim, z Hafizem Alim i Hasanem Feyzim.
W tym samym czasie, gdy ów błogosławiony człowiek, który był bardzo ważnym uczniem Światła i któremu wielce powiodło się w służbie Światłu, ukończył wypełnianie swych obowiązków i został od nich uwolniony, aby odpocząć w królestwie pokoju, pozostawiając setki duchowych dzieci i spadkobierców, zacząłem dostrzegać jego imię w kręgu mych wielkich nauczycieli, kiedy (poprzez suplikacje - uz. red. tur.) dzieliłem z nimi moje duchowe zyski. Na dziesięć dni przed jego śmiercią zdałem sobie sprawę z tego, że niezależnie od mej woli wymieniam jego imię obok imion Hafiza Alego, Hafiza Mehmeta, Mehmeda Zuhdu, Ahmeda z Sav i Hasana Feyziego. Powiedziałem: "Widocznie należy zaliczyć go tych, którzy odeszli" i nie wtrącałem się do tego, lecz byłem zaskoczony za każdym razem, gdy wymieniałem go z imienia wraz z żyjącymi i z ludźmi z kręgu moich nauczycieli. Obecnie z waszego listu jasno wynika, że jako cud (tur. keramat) jego szczerej i uświęconej służby była to sugestia jego odejścia, która wskazywała nam na fakt, że zajmie on miejsce między Hafizem Alim a Hasanem Feyzim.
Niech Wszechmocny Bóg ześle jego duszy miłosierdzie, niech wypełni jego grób światłem, niech zapisze w jego księdze tyle dobrych uczynków, ile jest liter w traktatach czytanych i spisanych w Szkole Światła (ar. Madrasa Nurija) w Sav, amen! Niech ześle sukces w przyszłym wypełnianiu jego obowiązków jego cnotliwemu synowi Hafizowi Mehmedowi i wnukowi Ahmedowi Zekiemu, jego spadkobiercom pracującym w tym samym systemie, amen! Niech obdaruje ich wszystkich piękną cierpliwością, amen!
Moi drodzy, wierni bracia i młodzi bohaterowie spośród uczniów Światła!
W zakończeniu niektórych kopii zbioru Laska Mojżesza znajduje się odpowiedź, jakiej udzieliłem na pytanie jednego z naszych braci, Kucuka Alego, którego imię jest krótkie, lecz jest on człowiekiem wielkiego ducha. Czytając Traktaty Światła, pewni krytycy, którzy chcieli je umniejszyć, powiedzieli mu: "Każdy zna Boga, a prosty człowiek wierzy w Boga dokładnie tak samo jak święty". W ten sposób chcieli oni przedstawić wzniosłą, wartościową i najbardziej istotną dyskusję zawartą w Traktatach Światła jako niepotrzebną.
Również teraz w Stambule, z intencją jeszcze bardziej złowieszczą, pewni hipokryci, którzy padli ofiarą całkowitej niewiary, przebiegle chcą odebrać wszystkim prawdy wiary zawarte w Traktatach Światła, które są dla człowieka sprawą tak zasadniczą, jak chleb i woda. Mówią oni: "Każdy naród i każdy pojedynczy człowiek znają Boga; nie odczuwamy większej potrzeby nowych pouczeń w tej kwestii".
Jednakże poznanie Boga oznacza niezachwianą wiarę w Jego wszechwładzę obejmującą wszystkie istoty, a także w fakt, że wszystkie rzeczy, poszczególne i powszechne, od atomów do gwiazd, spoczywają w dłoni Jego mocy, działania i woli; oznacza wiarę w prawdy uświęconych słów "nie ma boga prócz Boga Jedynego" (ar. la ilaha illa-llah) i zatwierdzenie ich sercem.
Zwyczajne wypowiedzenie słów "Bóg istnieje", a następnie rozdzielenie Jego panowania pomiędzy pozorne przyczyny oraz naturę i przypisanie go pozornym przyczynom i naturze; uznawanie pozornych przyczyn za źródło władzy, jak gdyby - niech Bóg uchroni! - były one towarzyszami Boga; niedostrzeganie Jego woli i wiedzy jako obecnych w każdej rzeczy; odrzucanie uznania Jego kategorycznych rozkazów, Jego atrybutów oraz wysłanych przez Niego posłańców i proroków - to wszystko nie ma nic wspólnego z prawdą wiary w Boga. Człowiek, który czyni to wszystko, a następnie mówi: "Bóg istnieje", postępuje tak jedynie dla znalezienia pewnej ulgi w męczarniach, jakie cierpi na tym świecie, odkąd jego niewiara uczyniła świat piekłem dla tego człowieka.
Brak zaprzeczania czemuś to jedno, a wiara w daną rzecz to zupełnie co innego.
Zaiste, żadna istota obdarowana świadomością nie może zaprzeczyć istnieniu Stwórcy, Któremu należy się wszelka chwała, o Którym świadczy każda istniejąca cząsteczka - a jeśli popełnia takie zaprzaństwo, zostanie odrzucona przez wszelkie stworzenie, aż stanie się milczącą i taką, która nie dowierza samej sobie.
Jednak wiara w Niego, jak informuje nas o tym Potężny Koran, jest potwierdzeniem przez serce istnienia Stwórcy ze wszystkimi Jego atrybutami oraz Imionami, wspartym przez świadectwo całego wszechświata; jest uznaniem posłańców, jakich On wysłał, oraz rozkazów, które obwieścił; jest czynieniem szczerej pokuty i odczuwaniem autentycznego żalu za każdy grzech i akt nieposłuszeństwa. I na odwrót, popełnianie wszelkiego rodzaju grzechów przy braku poszukiwania ich przebaczenia lub choćby przejmowania się nimi jest jasnym znakiem braku jakiegokolwiek pierwiastka wiary.
Tak zatem, o wy, którzy jesteście mymi duchowymi dziećmi, ważne wydarzenie stało się okazją do zwięzłego objaśnienia długiej i złożonej kwestii. Obecnie postrzegam was jako ważnych uczniów Traktatów Światła. Najbardziej szczęsnym jest Mustafa Oruc, zatem szybko zacznijcie działać wedle systemu, jaki przyjął on w swej duszy, i z jego powagą. Teraz jest dziesięciu takich Mustafów.
Mój drogi, szanowny bracie!
Po pierwsze, uważnie przeczytałem twój list, który był tak wszechstronny, długi, dociekliwy i żarliwy, jak cały traktat. Z góry mówię ci, że nauczycielem Traktatów Światła, który w znacznym stopniu ukazał je poprzez aluzyjne znaki w swym dziele Qasida al-Dżaldżalutijja, a który był mym szczególnym nauczycielem w temacie prawd wiary, jest Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad). Na mocy zarządzenia wersetu:
[63]
umiłowanie ahl al-bajt jest podstawową zasadą Traktatów Światła oraz przyjętej przez nas metody. Wymaga to tego, aby usposobienie
wahabitów w żaden sposób nie przejawiało się w prawdziwych uczniach Światła.
Jednak ponieważ w tym czasie ateiści i ludzie zbłądzenia mają swe potężne prądy sprzeciwiające się Koranowi i wierze, zyskują oni na rywalizacji, wywołują zamieszanie wśród ludzi wiary i wtrącają się w sprawy symboli islamu. Zaiste, w odpowiedzi owym straszliwym nieprzyjaciołom nie powinno się otwierać drzwi prowadzących do sporów w temacie różnic dotyczących pomniejszych i drugorzędnych kwestii.
Nie ma również potrzeby oczerniania ludzi, którzy zmarli, ponieważ odeszli oni do królestwa życia ostatecznego, które jest miejscem zdania rachunku. Z tego powodu omawianie ich błędów jest bezcelowe i szkodliwe, nie jest sprawą zasadniczą i nie jest czymś, czego wymaga lub co nakazuje umiłowanie ahl al-bajt. Oto dlaczego sunnitom (ar. ahl as-sunna ła aldżama'a) zakazane jest podejmowanie dyskusji w temacie rozłamu (ar. fitna), do jakiego doszło w czasach towarzyszy Proroka. Jest tak, ponieważ w bitwie wielbłądziej brali udział Zubajr oraz Talha (niech Bóg będzie rad z nich obu), należący do dziesięciu towarzyszy, którym Prorok (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) obiecał Raj, a także 'A'isza Prawdomówna (niech Bóg będzie z niej rad). Sunnici uważają tę bitwę za wynik dokonania idżtihadu (osądu wedle zasad islamu); uważają, że Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) miał słuszność, a strona przeciwna była w błędzie, jednakże jako że całe wydarzenie było wynikiem idżtihadu, tym, którzy byli w błędzie, zostało to wybaczone. Zatem aby usposobienie wahabitów i skrajna szkoła rafidytów nie wyrządziły szkody islamowi, uznaje się za szkodliwe rozpoczynanie dyskusji w temacie tych, którzy w bitwie pod Siffinem byli buntownikami.
Jeśli chodzi o takich ludzi, jak tyran Hadżdżadż, Jazyd czy Łalid, to największy z uczonych w nauce teologii (ar. 'ilm al-kalam), Sa'ad ad-Din at-Taftazani, rzekł: "Przeklinanie Jazyda jest dopuszczalne (ar. dża'iz)", jednakże nie powiedział, że przeklinanie go jest wymagane (ar. ładżib). Nigdy nie powiedział on, że przeklinanie kogoś jest dobrem (ar. chajr) ani też, że zostanie za to przyznana nagroda. Ci, którzy zaprzeczają Koranowi, Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) i wszystkim świętym lekcjom jego towarzyszy, są nieskończenie liczni. Obecnie wielu takich ludzi krąży po okolicy. Zgodnie z prawem szariatu nie ma zupełnie żadnej szkody w tym, jeśli człowiek nie wspomina przeklinanych i nie przeklina ich. W odróżnieniu od wychwalania i umiłowania, przekleństwo i oczernianie nie mogą być zaliczone do dobrych uczynków (ar. 'amali salih), jednak jeśli wyrządzają jakąś szkodę, jest jeszcze gorzej.
Zatem obecnie potajemni hipokryci (ar. munafiqun) wykorzystują skłonność do wahabizmu, aby zaangażować pewnych hodżów, których największym obowiązkiem i największą odpowiedzialnością jest ochrona islamu i prawd Koranu, niesłusznie oskarżając ludzi prawdy o to, że tamci są alawitami. Wykorzystują oni jedną stronę przeciwko drugiej i starają się zadać straszliwy cios islamowi. Tacy ludzie włóczą się po okolicy; ty również po części wspomniałeś o tym w swoim liście. Zaprawdę, dowiesz się również, że najbardziej skuteczną metodą, jaką znaleźli, aby sprzeciwiać się mnie samemu i Traktatom Światła, jest wykorzystywanie hodżów.
Obecnie, gdy wahabici kontrolują Święte Świętych[64], wśród hodżów ze Stambułu krążyły przez jakiś czas osobliwe i kuszące dzieła sławnych i wielkich geniuszów, jakimi byli Ibn Tajmijja i Ibn al-Qajjim al-Dżauzi. Niektórzy hodżowie, którzy dołączyli do innowacji w religii (ar. bid'a), mogą zechcieć ukryć się za zasłonami dróg owych uczonych, które są częściowo sprzeczne z drogami świętych (ar. ałlija), a do pewnego stopnia tolerancyjne dla innowacji. Mogą oni wykorzystać twój idżtihad - który wywiodłeś z umiłowania ahl al-bajt, lecz w obecnej chwili nie jest koniecznym, abyś otwarcie go oznajmiał - jako pretekst do uderzenia w ciebie i w uczniów Światła.
Ponieważ w prawie szari'a nie ma zasady mówiącej o powstrzymywaniu się od oczerniania i oskarżania o niewiarę (ar. takfir), ale istnieje zasada mówiąca o oczernianiu i oskarżeniu o niewiarę, zatem przynoszą one wielką szkodę. Nawet jeśli są wygłaszane słusznie, nie ma w nich żadnego dobra (ar. chajr) ani żadnej zasługi, ponieważ tych, którzy zasługują na oskarżenie o niewiarę czy na krytykę jest nieskończenie wielu. Z drugiej strony, jako że w prawie szari'a nie ma żadnej zasady mówiącej o powstrzymaniu się od oczerniania i zarzucania niewiary, nie stanie się zupełnie żadna szkoda, jeśli będziemy ich unikali. Z powodu owej prawdy ludzie prawdy, a w szczególności Kalifowie Prawowierni oraz dwunastu imamów spośród rodziny Proroka, przyjęli za swojego przewodnika uświęconą zasadę sunnitów (ar. ahl as-sunna) opartą na wyżej wspomnianej prawdzie. Uważają, że nie jest dopuszczalne ar. dża'iż) poruszanie tematu rozłamu (ar. fitna) dawnych czasów i prowadzenie sporu w tym temacie, uważają, iż jest to szkodliwe i nie przynosi żadnej korzyści.
Co więcej, w owej bitwie po obu stronach uczestniczyło w taki czy inny sposób wielu ważnych towarzyszy Proroka. Zatem przy omawianiu owych konfliktów należy pamiętać o tym, że z powodu skłonności do stronniczości owe odmowa i sprzeciw zrodziły się nawet w sercach tak prawdziwych
towarzyszy Proroka, jak Talha czy Zubajr (niech Bóg będzie rad z nich obu), a nawet dziesięciu, którym obiecano Raj (ar. aszara mubaszara). Nawet jeśli popełnili błąd, to najprawdopodobniej złożyli skruchę. W tym wieku nieprzywiązywanie wagi do tych, którzy obecnie wymierzają straszliwe ciosy islamowi, po tysiąckroć zasługując na przekleństwo i odrazę, przy równoczesnym niepotrzebnym i szkodliwym ponownym odwiedzaniu dawnych czasów, nie jest częścią nakazów prawa szariatu. Badanie owych sytuacji nigdy nie jest zgodne z uświęconym obowiązkiem wiernego ani też nie przystoi dociekliwemu człowiekowi.
Właściwie nie będę przed tobą ukrywał, że nawet najmniejsza z twoich sprzeczek z Sabrim wyrządza poważną szkodę Traktatom Światła oraz rozprzestrzenianiu prawd wiary. W tej samej chwili odczułem to w tym miejscu, a to zasmuciło mnie i sprawiło mi ból. Przybycie Sabriego, który podobnie jak ty sam jest dociekliwym uczonym, może przysłużyć się doniosłej służbie Traktatów Światła na tych terenach. Choć spodziewałem się, że obaj oddacie Światłu wielkie usługi, poczułem i ujrzałem, że przeciwnie, została wyrządzona szkoda w trzech aspektach. Kiedy zastanawiałem się nad przyczynami owej szkody, dzień lub dwa później otrzymałem wiadomości o tym, że Sabri wdał się w bezsensowny i niepotrzebny spór z tobą, ty zaś wpadłeś we wściekłość. "O, Panie mój!", zawołałem, a następnie pomodliłem się słowami: "O, Panie, przekształć w pokój spór między tymi dwoma ludźmi, którzy przybyli z Erzurum, aby mi dopomóc". Jak zostało to wspomniane w Błyskach traktujących o szczerości intencji (ar. ichlas), obecnie oczekujemy, że ludzie wiary ustanowią zgodę nie tylko ze swymi muzułmańskimi braćmi, lecz również z tymi ludźmi spośród chrześcijan, których dusze są pobożne. Muszą oni odłożyć na bok kwestie sporne i nie sprzeczać się w ich temacie, ponieważ atakuje nas całkowita niewiara.
Z powodu twego stopnia świętości (ar. łalaja), twej przeszłości uczonego oraz twego związku ze Światłem proszę cię o to, byś postarał się zapomnieć o owym incydencie z Sabrim, byś wybaczył mu i pogodził się z nim, ponieważ to, co powiedział, nie pochodziło od jego własnej wiedzy, lecz przytoczył on argumenty, które od dawien dawna słyszał od hodżów. Jak wiesz, przyjęty przez Boga czyn oraz dobre dzieło mogą być pokutą za wiele grzechów. Tak, Sabri, który jest twoim krajanem, prawdziwie przysłużył się Światłu i wierze, za co będzie mu wybaczone tysiąc jego błędów. Przez wzgląd na twe szlachetne serce i jego służbę Światłu powinieneś patrzeć na niego przychylnie, jako na twego krajana i towarzysza w służbie dla Światła.
Podczas tamtych bitew niektórzy towarzysze Proroka mieli na uwadze zasadę "względnej sprawiedliwości" (ar. adalah nizafijja; adalah nisbijja) i zastanawiali się nad wyjątkami od prawa szariatu. Odeszli od metody prawdziwej sprawiedliwości (ar. adalah haqqijja) i ustaleń szariatu, porzucili ścieżki ascezy, wyrzeczenia i oszczędności, praktykowanych przez Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) i jego zwolenników, a w rezultacie tego idżtihadu stanęli po przeciwnej stronie. Zaiste, nawet 'Uqajl, brat Imama 'Alego, czy 'Abd Allah Ibn 'Abbas, którego zwano uczonym całej ummy (niech Bóg będzie rad z nich wszystkich), w pewnych kwestiach zajęli przeciwne stanowisko. Z powodu podstawowej zasady prawa szari'a, która mówi:
Zamknięcie bram zamieszania stanowi konsekwencję piękna szariat prawdziwi ahl as-sunna ła al-dżama'a powiedzieli:
Allah nie splamił naszych rąk tymi krwawymi wydarzeniami; my również, omawiając te wydarzenia, nie powinniśmy brudzić naszych języków (Umar bin Abdulaziz) i nie uważają za dopuszczalne (ar. dża'iz) otwierania drzwi owego rozłamu (ar. fitna) i rozpoczynania dyskusji w jego temacie.
Choć kilka osób mogło zasługiwać na krytykę, to poprzez stronniczość można zacząć krytykować wspaniałych towarzyszy Proroka, a nawet posunąć się do sprzeciwu wobec ludzi tak wielkich, jak Talha i Zubajr (niech Bóg będzie rad z nich obu), należących do dziesięciu, którym obiecano Raj - tylko dlatego, że stanęli oni po stronie przeciwników Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad). Wówczas zostałaby zbudzona skłonność do oczerniania i żywienia wrogości wobec nich. Z tego powodu ahl as-sunna stoją po stronie tego, by owe drzwi pozostały zamknięte.
Zaprawdę, odpowiedzi na zasadę dopuszczalności przeklinania i potępiania Jazyda oraz Łalida udzielił sławny Sa'ad ad-Din at-Taftazani, który jest jednym z największych imamów ludzi sunny i nauki o teologii (ar. 'ilm al-kalam). Tacy uczeni ahl as-sunna ła al-dżama'a, jak Sajjid Szarif al-Dżurdżani, odpowiedzieli At-Taftazaniemu słowami: "Choć Jazyd i Łalid byli tyranami, choć byli bezlitośni i grzeszni, to kwestia tego, czy odeszli oni (z tego świata - uz. red. pol.) jako ludzie pozbawieni wiary, należy do tego, co niewidzialne (ar. ghajb). W braku jasnego wersetu Koranu i rozstrzygającego świadectwa stanu ich wiary nie można poznać z całkowitą pewnością. Jako że jest możliwe, iż pewni ludzie zmarli w stanie wiary i dokonali skruchy, należy unikać
przeklinania ich. Przeklinanie ich może być dopuszczalne (ar. dża'iz) poprzez użycie szeroko pojmowanych określeń, takich jak:
Niech przekleństwo Allaha spadnie na tyranów i hipokrytów - tu przeklinanie jest dozwolone. W przeciwnym razie jest szkodliwe oraz nadaremne w przeciwnym razie przynosi szkodę i jest niepotrzebne".
Powodem, dla którego nie udzieliłem dłuższej odpowiedzi na twój dociekliwy i naukowy list jest fakt, że w mej nadzwyczaj ciężkiej chorobie, a przy tym będąc zajętym pewnymi zadaniami, byłem w stanie napisać tylko tyle.
Moi drodzy, wierni bracia!
Po pierwsze: Tego piątku, na dwie godziny przed dobrymi nowinami przyniesionymi przez wróbla, bezpiecznie otrzymaliśmy traktat Zulfikar wraz z jego przyjaciółmi, a są to owoce najwyższego poziomu Raju oraz księga dobrych uczynków i rejestr nagród grupy pracujących uczniów Medresetu'z-Zehra. Mówimy:
Niech Allah uczyni (twoją pracę) dobrą. Niech Allah obdarzy cię powodzeniem i da szczęście w obu światach.
po tylekroć, ile liter jest w owych traktatach, i winszujemy z całej duszy tak wam, jak i temu miastu. Jak w początkach pojawiania się traktatu Zulfikar widzieliśmy znaki silnych prądów sprzyjających religii oraz ustania ataków wymierzonych przeciwko niej, a także tego, że niektórzy odwrócą się od tych ataków, aby naprawić własne błędy, tak teraz jego całkowite ukazanie się i publikacja - in sza'a-llah - dają znak wielkich korzyści dla islamu oraz tego, że ów zbiór rozproszy ciemność.
Tak, jedynie Traktaty Światła mogą zatrzymać przybywający z północy prąd całkowitej niewiary (ar. kufr). Polityka ani dyplomacja nie mogą wypełnić tego obowiązku. Oto dlaczego patrioci, nacjonaliści i politycy mają obowiązek przylgnąć do Traktatów Światła.
Prosimy miłosierdzie Boga o to, aby dało zbiorowej osobowości duchowej, która pracowała nad pojawieniem się zbioru Zulfikar, a raczej każdej z tworzących ją jednostek, całą księgę dobrych czynów w Dniu Zmartwychwstania (ar. Jaum al-Qijama) w zamian za siedemset stron tej księgi. Jako że prawdy wiary (ar. iman) są wzniosłym aktem czci i cnotą, a ocalenie wiary wielu ludzi poprzez czytanie, słuchanie i uwierzenie jest warte tysiąca cnót, zatem każdy człowiek, który pracował nad ukazaniem się traktatu Zulfikar, będzie miał go - tak jak inne dobre uczynki - jako rejestr w życiu ostatecznym. Z pewnością oczekujemy od tak nieskończonego miłosierdzia tego, że zarówno im, jak i zbiorowej osobowości duchowej, która opublikowała zbiór Zulfikar z jego siedmioma setkami stron, zostanie to zapisane w rejestrze dobrych czynów dotyczących życia ostatecznego.
Po drugie: Choć Światło będzie zwycięskie wszędzie, gdziekolwiek wkroczy, wytrwali i uparci ateiści i materialiści używają wszelkich środków, by powstrzymać jego podboje poprzez wprowadzanie w życie swych spisków i wzbudzanie podejrzeń pośród ludzi polityki. In sza'a-llah, nie będą mogli nic uczynić, jednakże praktykowanie ostrożności zawsze jest pożądane. Zasada "dającej światło lampy" (ar. sirran tanałłarat) wciąż trwa. Najlepiej być ostrożnym i rozważnym, dopóki nie zostanie opublikowane kilka ksiąg takich jak te.
Zaprawdę, traktat nadmieniający o tajemnicy słów inna 'atajna... został tu wysłany, a choć nie widziałem go przez ostatnie trzynaście lat, częściowo nie udało się postąpić zgodnie z zasadą ostrożności. Nie każdy może pojąć ów traktat, jako że wymaga on objaśnienia i komentarza (ar. tafsir), ponieważ, jak napisałem w jednym z moich Listów Dodatkowych, zostałem napomniany w temacie dwóch prawd.
Pierwsza: Zostało mi ukazane światło dotyczące ograniczonej sfery. Czterdzieści lat temu zinterpretowałem je tak, jak gdyby dotyczyło bardziej rozległej sfery i dałem o nim dobrą nowinę, mówiąc: "Ujrzymy Światło". Powtarzałem ową dobrą nowinę moim dawnym uczniom przed Okresem Wolności (tj. Drugim Okresem Konstytucyjnym - uz. red. tur.). Wierzyłem, że owo światło rozbłyśnie w szerokim kręgu polityki. Tymczasem ostrzeżenie, jakie otrzymałem od prawdy, wskazywało na Traktaty Światła odnoszące się do kręgu wiary (ar. iman), islamu oraz muzułmańskiego życia społecznego, które są tym, czego ten naród potrzebuje najbardziej, ja zaś wytrwale i wielokrotnie głosiłem wieść o tym przeczuciu, przedstawiając ową prawdziwą kwestię w odmiennym kształcie.
Druga: Ostrzeżono mnie, że na tych, którzy uderzają w znaki szczególne (ar. sza'ir) islamu i jego politykę, spadną ciężkie ciosy w latach dwunastym,
trzynastym, czternastym i szesnastym. Przeciwnie do poprzedniej kwestii dokonałem interpretacji, wedle której to wydarzenie miało dotyczyć jednostek w małym kręgu, podczas gdy dotyczyło większego kręgu, a ciosy miały zostać wymierzone większym społecznościom. Napomniano mnie, że jak najbardziej straszliwy z nich odszedł z tego świata, co dotyczyło obu tych kręgów - zarówno mniejszego, jak i większego, tak podobnie przerażające społeczności w większych kręgach otrzymają te same ciosy w latach dwunastym, trzynastym, czternastym i szesnastym.
Jak poprzez moją interpretację ograniczyłem ów większy krąg do mniejszego, tak w poprzedniej kwestii (ujrzenia - uz. red. tur.) Światła zinterpretowałem pomniejszy krąg i wydarzenia dotyczące wiary (ar. iman), a odnoszące się do Światła, jako dotyczące szerszych kręgów polityki. Oto dlaczego nie każdy natychmiast pojmie traktat Tajemnica słów inna 'atajna. Jako że konkretne nazwiska nie powinny być łączone z takimi kwestiami wiedzy, było dobrem, że nie widziałem tego dzieła przez ostatnie trzynaście lat; również moi bracia nie powinni być go ciekawi. Jeśli któryś z nich stanie się ciekawy, wówczas musi (najpierw - uz. red. pol.) przeczytać fragment na początku Tajemnicy słów inna 'atajna zaczynający się od "po drugie", a także fragment z Dopisku dotyczący tego samego tematu - w przeciwnym razie nie powinien czytać tego traktatu.
Minęła druga wojna światowa, a ów straszliwy człowiek odszedł z tego świata, zaś obecnie jego metoda znajduje się w odwrocie; niektórzy, sprzecznie do jego ścieżki, zaczynają oficjalnie działać na korzyść religii; ludzie wiary (ar. ahl al-iman) są do pewnego stopnia ocaleni od absolutnego despotyzmu, zaś dobra nowina dana przez ów niewielki traktat w tym samym czasie, poprzez pomniejsze interpretacje, jest jasnym błyskiem cudowności owej sury[65]. Jednakże moje entuzjastyczne interpretacje przesłoniły ją, a prawda została ukryta.
Mój drogi, szanowny bracie!
Wedle mego osobistego podejścia, spowodowanie i wyrycie w świecie islamu najbardziej przerażających ran, z powodu których płakał on przez ostatnie trzynaście stuleci, uczynienie go płaczącym z udręki i smutku, sprawia mi ból nie do zniesienia. Szczególnie wtedy, kiedy służba wierze (ar. iman) ze szczerością intencji (ar. ichlas) zabroniła mi wszelkiego rodzaju polityki i powstrzymała mnie od przeczytania choćby jednej
gazety przez ostatnie dwadzieścia pięć lat; kiedy - z wyjątkiem mych mów obrończych - nie zwracałem się do rządu przez całe dwadzieścia lat mego będącego torturą zesłania, aby nie spoglądać na życie polityczne; kiedy przez ostatnie dziesięć lat ani nie śledziłem przebiegu drugiej wojny światowej ani nie zezwalałem nikomu innemu na to, by to czynił, aby żaden cień nie padł na służbę wierze, aby zapobiec wyrządzeniu szkody szczerości intencji (ar. ichlas) i złączeniu się z polityką; kiedy cały czas stoimy wobec koranicznego rozkazu, nakazującego ratowanie ludzi wiary (ar. ahl al-iman), którzy są atakowani, zaś wielu z nich tuż przed naszymi oczami jest rozdzieranych na strzępy przez straszliwe smoki z powodu prawd wiary - zapominanie o obecnej epoce, podróż w czasie i roz-ważania nad tyranią przedsięwziętą przeciwko ahl al-bajt miażdżą mego ducha jeszcze bardziej oraz łamią moją siłę moralną, będąc wieloraką męczarnią dla mojej duszy.
Wiele wydarzeń despotycznej polityki, która wprowadza w życie zasadę «poświęcenia jednostki dla dobra społeczności» usprawiedliwiono "mniejszym złem" i dozwolono, aby górę wzięło to, co nazywa się "względną sprawiedliwością". Zaprawdę, to poprzez panowanie owej bezlitosnej zasady w tej epoce cała wioska jest niszczona z powodu błędu jednego człowieka. Poprzez podejrzenia wobec pięciu lub dziesięciu ludzi, którzy mogą zaszkodzić polityce (rządzących - uz. red. pol.), zniszczy się życie tysięcy ludzi.
Jako że ta okrutna zasada polityki do pewnego stopnia przyjęła się pośród muzułmanów w dawnych czasach, stojąc w obliczu tak straszliwych zasad polityki, szlachetni przodkowie (ar. salaf as-salihin) [66] zmuszeni byli do tego, aby zachować milczenie, zaś imamowie spośród
sunnitów (ar. ahl as-sunna ła-l dżama'a) [67] zamknęli drzwi prowadzące do rozważań tych kwestii i ucięli dyskusję nad nimi, mówiąc:
Allah nie splamił naszych rąk tymi krwawymi wydarzeniami; my również, omawiając te wydarzenia, nie powinniśmy brudzić naszych języków (Umar bin Abdulaziz)
Jako że ci, którzy torturowali ahl al-bajt, obecnie stoją w obliczu kary, jaka jest im wymierzana w życiu ostatecznym, nie ma potrzeby, abyśmy atakowali ich celem wsparcia (prześladowanych - uz. red. pol.). W zamian za owe przejściowe cierpienia i trudności okrutnie traktowani ahl al-bajt otrzymali nagrodę tak wzniosłą, że nasz umysł nie jest w stanie jej pojąć. Nie mówiąc już o litowaniu się nad nimi, jest raczej koniecznym winszowanie
im przez wzgląd na to, iż stali się oni odbiorcami tak nieskończonego miło-sierdzia; poprzez kilka lat kłopotów zyskali oni miliony stopni wiecznej przyjemności w życiu ostatecznym, a miast posiadania znikomej i ulotnej władzy doczesnej, przemijającego panowania i nieczystej polityki, kiedy przebywali oni na tym świecie, każdy z nich stał się duchowym sułtanem lub szachem w królestwie prawdy i otrzymał stację duchowego władcy. Miast stać się gubernatorami, zostali przywódcami świętych (ar. ałlija) i aqtab. Ich zysk nie jest jak tysiąc do jednego, lecz jak milion do jednego.
To z powodu owej tajemnicy lekcje, jakie nowy Said przez trzydzieści lat odbierał od swych osobistych nauczycieli, takich jak Imam Rabbani, Ghałs al-A'zam, Imam Al-Ghazali i Zajn al-'Abidin (oby Bóg zmiłował się nad nimi wszystkimi) - a szczególnie dwaj ostatni byli imamami, od których odebrałem lekcję dotyczącą munadżat (suplikacja) Wielkiej Tarczy (ar. Dżałszan al-Kabir), a także od Szlachetnego Husajna oraz Imama 'Alego (niech Bóg będzie z nich rad), szczególnie poprzez moją więź z nimi, trwającą dzięki Wielkiej Tarczy... Tak, to poprzez owe lekcje otrzymałem powyższą prawdę i obecną drogę Traktatów Światła. Nie mówiąc już o zagłębianiu się w okrucieństwo tyranów, nawet dotyczące ich rozważania są sprzeczne z naszą metodą, ponieważ zostali oni skazani na to, by dosięgła ich zemsta, zaś prześladowanym wypłacono nagrodę dalece przekraczającą nasze pojmowanie. Zajmowanie się takimi kwestiami wyrządzi szkodę obecnemu obowiązkowi wobec Koranu, który powierzono nam teraz wobec nieszczęścia, jakie spotkało religię.
Zasady 'usul ad-di n , które uczeni (ar. 'ulama) w nauce teologii (ar. 'ilm al-kalam), uczeni w 'usul ad-din oraz geniusze spośród muhaqqis przyjęli poprzez dociekania, rozmyślania i porównania wersetów Koranu i hadisów odnoszących się do podstaw (ar. aqida) muzułmańskiej wiary, nakazują, aby obecna droga Traktatów Światła została zachowana i rosła w siłę. Zaiste, w żadnym zakątku, nawet pośród ludzi wspierających innowacje (ar. ahl al-bid'a) nie mogą oni wtrącić się do spraw tej naszej drogi. Jako że prawda szczerości intencji (ar. ichlas) zostaje w zupełności zachowana, wszystkie grupy ludów islamu mogą wkroczyć na tę drogę.
Najbardziej fanatyczni spośród szyitów, najbardziej przekraczający miarę spośród wahabitów, najbardziej materialistyczni spośród naukowców filozofii, najbardziej egoistyczni z oddanych religii hodżów - wszyscy zaczęli wkraczać do kręgu Światła, a obecnie po części znajdują się w owym kręgu jako bracia. Zaprawdę, pewne znaki wskazują na to, że do tego kręgu wkroczą również misjonarze i prawdziwie natchnieni
wyznawcy religii Jezusa (niech będzie z nim pokój). Nie mówiąc już o tym, aby mieli oni wzajemnie się atakować, raczej unikają poruszania kwestii spornych, czując potrzebę ustanowienia współpracy i pokoju.
Zatem Traktaty Światła, o których Imam 'Ali (niech Bóg będzie z niego rad) poinformował poprzez trzydzieści do czterdziestu wyraźnych wskazówek, są całkowitym remedium na straszne rany tej epoki. Oto dlaczego ów krąg jest dla nas wystarczający i nie porzucimy go.
Całkowicie odmienną kwestią jest krytyka uderzająca w Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) jako człowieka, w jego życie i w jego politykę przestrzegającą zasady absolutnej sprawiedliwości. Jeśli chodzi o jego osobowość duchową, doskonałość jego wiedzy, rangę jego świętości (ar. łalaja) oraz spuścizny (po Proroku, niech będzie z nim pokój i miłosierdzie - uz. red. pol.), które są po tysiąckroć wyższe od jego zewnętrznej osobowości, życia doczesnego i polityki społecznej, nikt ich nie zaatakował i nikt nigdy nie będzie w stanie tak postąpić. Któż ośmieliłby się spróbować? Z tego powodu ataki tych, którzy próbują mu się sprzeciwić, wyobrażając sobie, iż oba owe aspekty są tym samym, koniec końców okazują się niezmiernie przerażające. W oszołomienie wprawia już sama próba zrozumienia tego, jak do takich wydarzeń mogło dojść pośród ludzi wiary (ar. ahl al-iman). Natomiast z wyjątkiem nędzników takich jak Jazyd czy Łalid, większość innych powstrzymuje się od wtrącania się do spraw nadzwyczajnych doskonałości, cudotwórstwa (tur. keramat) czy spuścizny Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad), lecz raczej stara się uderzać jedynie w jego zarządzanie krajem odnośnie do życia społecznego - i w ten sposób popełniają oni błąd.
Kiedy stoimy w obliczu szturmu potężnych wrogów zewnętrznych, koniecznością jest pozostawienie wewnętrznych i pomniejszych wrogości. W przeciwnym razie (nasze postępowanie - uz. red. pol.) będzie tym samym, co wspieranie atakującego wroga. Oto dlaczego koniecznością dla pomyślności islamu jest to, aby muzułmanie, którzy od dawnych czasów zajmowali w kręgu islamu wzajemnie sprzeczne stanowiska, na pewien czas zapomnieli o wrogości między nimi.
Mój drogi, wierny, szczęsny bracie Suleymanie Rusdu!
Winszujemy tobie i twojemu bratu, wojownikowi Burhanowi, a także dwójce twoich błogosławionych i niewinnych dzieci, jak również członkom twojej rodziny, w imieniu Traktatów Światła oraz ich uczniów w ogólności,
całym naszym jestestwem. Twój sukces w takiej służbie odnoszącej się do życia ostatecznego, która wyda uświęcone i trwałe nagrody, będzie w przyszłości oklaskiwany przez Ispartę i cały ten naród. Sprawi on, że zyskasz udział w nadzwyczaj błogosławionych suplikacjach (ar. du'a). In sza'a-llah, powiedzie ci się z wieloma innymi dziełami podobnymi do zbioru Zulfikar. Tak wspaniałe osiągnięcia w tak osobliwych warunkach są cudem (tur. keramat) zarówno traktatu Zulfikar, jak i twojej wierności.
Twój wielce pomyślny sen, w którym na rozkaz Boga przedstawiasz Koran Szlachetnemu Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), jest przejawem obowiązku szlachetnego anioła Dżibrila (niech będzie z nim pokój). Jest on znakiem tego, że twoja służba jest zgodna z tym, co sprawia zadowolenie Bogu i Prorokowi (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie). Twój sen może zostać zinterpretowany jako zapowiadający Cuda Koranu wspólnocie Muhammada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie) poprzez Cuda Ahmada (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie).
Jak słońce odbijające się w odłamku szkła może być powiązane z tym, kto ów okruch szkła trzyma, jak może istnieć pewnego rodzaju komunikacja między nimi, tak w ten sam sposób sny, poprzez pewien szczególny przejaw, mogą ukazywać znaki aprobaty i przyjęcia (danego czynu - uz. red. pol.) przez Boga - takiego rodzaju sny widzieli szlachetni przodkowie (ar. salaf as-salihin). Człowiekiem, którego widziałeś u boku Szlachetnego Proroka (niech będzie z nim pokój i miłosierdzie), jest Światło oraz zbiorowa osobowość duchowa uczniów Traktatów Światła.
Naszym obowiązkiem jest potwierdzenie czynem przewodnictwa Imama 'Alego (niech Bóg będzie z niego rad) dotyczącego "dającej światło lampy" (ar. sirran tanałłarat) ze szczerością intencji (ar. ichlas), wytrwałością, współpracą, ostrożnością, a także stosowne do tego postępowanie, nie zaś reakcja na (działania - uz. red. pol.) tych, którzy się nam sprzeciwiają, ani też nie bycie zaniepokojonymi ich atakami. Co się tyczy sukcesu Światła i jego podbojów, a także tego, czego wymaga jego rozpowszechnianie, jest to obowiązek Boga. Jako że powinniśmy wykonywać nasz obowiązek, a nie wtrącać się do obowiązków Boga, znajduję w tym pocieszenie dla mnie samego, a także w waszym imieniu.
(...)
Ahmed Fuad z Safranbolu, będący jednym z pięciu Ahmedów, który w zupełności jest spadkobiercą Hasana Feyziego i całkowicie zajął jego miejsce, w swym szczerym i ukazującym gotowość do poświęceń liście modli się o to, aby - jak Hasan Feyzi i Hafiz Ali - mógł oddać mi resztę swego życia i zstąpić przede mną do królestwa pośredniego (ar. barzach). Jednakże teraz jego życie jest daleko bardziej użytecznym dla Światła. Jako że teraz mam kolejnego działającego brata, który jest o wiele młodszy ode mnie, a który - jak inni moi bracia - będzie kontynuował wykonywanie mojego obowiązku wobec Światła po moim odejściu, mogę oczekiwać na śmierć z całkowitym spokojem serca.
Niech Wszechmocny Bóg zjednoczy Światło z wieloma jemu podobnymi, gotowymi do poświęceń braćmi.
(...)
Starszy, wielce wierny, wielce zdolny i wytrwały Marangoz Ahmed, który należy do wojowników Szkoły Światła (ar. Madrasa Nurija), napisał piękny i poruszający list w temacie cudów (tur. keramat), jakie towarzyszyły śmierci nauczyciela owej szkoły, Hadżiego Hafiza. Stan posłuszeństwa okazywanego przez uczniów tej Szkoły Światła ich nauczycielowi; deszcz, który nie przyczynił im trudności, nie przemoczył ich i ustał, aby nie doznali oni zimna; deszcz, który zaczął padać po ukończeniu zadania - oto znaki tego, że deszcz miłosierdzia zostanie wylany na duszę naszego zmarłego brata.
Niech Wszechmocny Bóg zmiłuje się nad nim i nad nimi po tylekroć, ile było owych kropel miłosierdzia, amen!
W swoim liście Hilmi-bej, znany jako "mały szejk" - który z nadzwyczajną wiernością pracował dla Traktatów Światła wraz ze swym synem i nieżyjącą już żoną; który poprzez swoje pióro wykonał wspaniałą służbę na rzecz Traktatów Światła i wprowadził wielu ludzi do ich kręgu; który wraz z Sadik-bejem, wojownikiem jak i on sam, wykonał doniosłą służbę na rzecz mego dobrego samopoczucia oraz solidarności uczniów Światła, kiedy przebywaliśmy w więzieniu; który służył Światłu w Kastamonu wraz z naszymi wybranymi braćmi takimi jak (Mehmed - uz. red. pol.) Feyzi, Emin, Ihsan i Ahmedowie - informuje mnie o odejściu
jego żony. Na znak wdzięczności (ar. szukr) za każdym razem, kiedy przez ostatni miesiąc lub dwa wymieniałem w swych suplikacjach (ar. du'a) imiona uczniów Medresetu'z-Zehra, wymieniałem również imię Hacer, aby została ona do nich zaliczona, choć nie byłem świadomy tego, że odeszła.
Niech Wszechmocny Bóg ześle jej tysiąckrotne miłosierdzie, a jej rodzinie piękną cierpliwość, amen!
(...)
Ostatnio, kiedy pracowałem nad poprawkami, poczułem, jak ogarnia mnie silny gniew na hodżów spoza kręgu Traktatów Światła - prócz tych, którzy aktywnie im służą oraz hodżów z Konyi. Gotowi do poświęceń uczniowie Światła, którzy nie potrafią czytać pisma arabskiego, z powodu nieznajomości arabskiego popełniają błędy w spisywaniu traktatów. Kiedy przysparzało mi to trudności, wołałem zarówno do hodżów, którzy są mymi dawnymi uczniami i braćmi, jak i do tych hodżów, którzy zajmują oficjalne stanowiska w Ankarze i Stambule:
"O wy, którzy jesteście nieuczciwi! Dlaczego nie wspieracie mnie w tej służbie wierze (ar. iman), która jest waszym obowiązkiem, jest produktem medresy, jest służbą, której wypełnienia wymaga się od was w stopniu fard 'ajn? Przez waszą obojętność sprawiacie raczej, iż wielu ludzi się wycofuje. Macie swój udział w ciosie wymierzonym przez Imama 'Alego pewnym hodżom dni ostatnich (ar. achirzaman)".
Kiedy czułem w sercu tak straszliwą krytykę, otrzymałem napomnienie poprzez trzy znaczenia będące obroną tych hodżów, których serca nie uległy zepsuciu:
Znaczenie pierwsze: Z powodów, których objaśnianie nie jest właściwe, dwie komisje uczonych w dwóch większych centrach (nauki - uz. red. pol.) oficjalnie wykorzystują wszelkie środki, aby hodżowie trzymali się z dala od Traktatów Światła. Prowadzą oni owych bezradnych hodżów do własnych kręgów, dalekich od Traktatów Światła, wykorzystując kłopoty ze zdobywaniem środków na życie. Nie jest tak, że owi bezradni hodżowie nie doceniają wartości Traktatów Światła, lecz raczej wydają oni na własny użytek fatły zezwalające na postępowanie zgodnie z wyjątkami (ar. ruchsa), poprzez które, czy to z powodu kłopotów ze zdobywaniem środków na
życie, czy też polegając na opinii uczonych z owych komisji, uznają, że ich poziom wiedzy religijnej wystarczy do tego, aby ocalić ich wiarę (ar. iman).
Znaczenie drugie: Uczniowie Traktatów Światła, którzy zostali poddani straszliwym prześladowaniom z powodu podejrzeń o to, jakoby przedstawiali sobą ryzyko wydarzeń podobnych wydarzeniom z Menemen czy buntowi Szejka Saida, zostali bezlitośnie uwięzieni i oskarżeni przez moich wieloletnich ukrytych wrogów, a także przez niektórych członków rządu, z wykorzystaniem terminów oficjalnych, prawnych, administracyjnych i politycznych. Przez oficjalną i nieoficjalną propagandę odstraszono każdego od nas i od Światła, a to z pewnością wzbudziło wielki strach w niektórych wrażliwych i bojaźliwych hodżach, co do pewnego stopnia może ich usprawiedliwiać. Oto dlaczego miast większości hodżów jedynie niektórzy z nich, przejawiający nadzwyczajne męstwo i chęć dokładania starań, wkroczyli do kręgu Światła, do pewnego stopnia wybaczając tym, którzy tak nie postąpili.
Znaczenie trzecie: Jego objaśnienie zostało na razie odłożone na później. Niektórzy hodżowie przyjmują, że przenośnie będące zasłoną dla prawdy - takie jak "człowiek wysoki jak minaret", "pismo wypisane na jego czole" czy "jego ręka zostanie w jednej chwili przebita przez wodę" - są prawdą w rozumieniu dosłownym. Poprzez ten pretekst ich powierzchowne spojrzenia nie są w stanie dostrzec zgodności odnoszących się do Światła wieści spośród tego, co niewidzialne (ar. ghajb), zatem powstrzymują się oni (od dołączenia do kręgu Światła - uz. red. pol.).
Nieskończone dzięki niechaj będą Wszechmocnemu Bogu za to, że w tej epoce Traktaty Światła zawierają prawdę, której prości ludzie wiary (ar. ahl al-iman) tak rozpaczliwie potrzebują jako punktu oparcia; którą mogą znaleźć w Świetle; która nigdy nie będzie narzędziem żadnej rzeczy; do której nie mają dostępu zła wola ani żadne inne cele; która nie pozostawia miejsca na jakiekolwiek wątpliwości, a żaden wróg nie znajdzie wymówki, aby ją zdyskredytować. Obejmuje ona jedynie tych, którzy pracują na rzecz prawdy, a żaden doczesny cel nie może wmieszać się do jej spraw, zatem nawet będący daleko od niej ludzie wiary (ar. ahl al-iman) mogą mieć całkowite zaufanie do owej prawdy i do tych, którzy wiernie ją rozpowszechniają. Wskutek tego wierni ocalą swą wiarę (ar. iman) przed krytyką i zaprzaństwem bezbożnych, niewiernych i straszliwych ateistów, którzy sprzeciwiają się religii.
Tak, ci ludzie wiary (ar. ahl al-iman) powiedzą językiem swego usposobienia: "Jako że nawet największym wrogom tej prawdy nie udało się jej obalić i nie są oni w stanie sprzeciwić się jej, zaś
jej uczniowie nie mają innego celu prócz służby prawdzie, przeto z pewnością owa prawda musi być rzeczywistą i czystą prawdą, a zatem umocni i ocali wiarę jak tysiąc dowodów, ocali wiernych przed wątpliwościami w rodzaju: 'Czy w islamie jest coś fałszywego?'".
Abdurrahman Salahaddin, którego wysiłki są wielkie, lecz majątek ograniczony, dwakroć próbował wysłać Laskę Mojżesza (tur. Asay-i Musa) i części zbioru Zulfikar na Uniwersytet Al-Azhar, jednakże z nieprzewidzianych powodów jego przesyłka widocznie nie dotarła do szanownych adresatów. Zgodnie z zasadą:
Dobro tkwi w tym, czego zechce Bóg, memu sercu przyszło na myśl, że być może - jako że tamtych kopii nie przejrzałem ani nie poprawiłem - bardziej właściwym byłoby wysłanie takim uczonym, którzy szczegółowo zbadają każdą rzecz, innych kopii Laski Mojżesza (tur. Asay-i Musa) i zbioru Zulfikar. Tamte kopie mogły zawierać błędy (spisujących - uz. red. tur.), które stałyby się przyczyną krytyki uczonych. Oto dlaczego Salahaddin powinien wysłać owe traktaty do mnie, abym mógł do nich zajrzeć. Wyślemy zatem cały zbiór Zulfikar, Laskę Mojżesza, a także Talizmany, wraz z ważnymi objaśnieniami.
(...)
Czytając list aptekarza Hadżiego Abdullatifa, który najwyraźniej odczuwa więź z jednym z moich nauczycieli, Maulaną Dżalal ad-Dinem ar-Rumim (niech jego tajemnica będzie uświęcona), jest jasnym, że będzie on świadomie i z uznaniem służył Światłu. Tak czy inaczej przewidywałem, że kilku wojowników Światła będzie wywodzić się spośród maulawitów. In sza'a-llah, będzie on jednym z nich. Przesyłam mu wiele pozdrowień pokoju. Nie powinien czuć się urażony tym, że nie odpowiadam mu osobiście, a to z powodu trudności wynikających z mego stanu.
Przesyłamy wiele pozdrowień pokoju Sabriemu, jego dzieciom oraz tamtejszym uczniom Światła, a także ich nauczycielom, przede wszystkim szanownemu Hodży Vehbiemu, i prosimy o ich modlitwę (ar. du'a).
Co się tyczy dziedziczenia mego duchowego majątku i przekazania wam moich praw do niego, a także z powodu tajemnicy słów:
Zanim śmierć was doścignie, umrzecie z powodu swoich namiętności oraz wyznaczenia was mymi spadkobiercami przed moją śmiercią, pewien uczeń Światła zadał następujące pytanie:
"Jaka mądrość jest w tym zawarta? Spodziewamy się, że jeszcze długo będziemy oglądać cię wśród nas. In sza'a-llah, będziesz wśród nas".
Powiedziałem zatem:
Gdyby ten mój majątek został oddany owym prawdziwym i godnym zaufania spadkobiercom już po mojej śmierci, zostałby do pewnego stopnia podzielony, jak dzieje się z majątkiem tego świata, a każdy ze spadkobierców prawdziwie posiadałby jedną jego część, zaś nie miałby prawa do całości. Jednakże jeśli został oddany spadkobiercom przed moją śmiercią, zatem - jak jest to z uczynkami odnoszącymi się do życia ostatecznego - będzie tak, jak gdyby każdy posiadał cały ów majątek, światło Światła, stosownie do swego stopnia. Każdy z nich stanie się młodszym Saidem, a zamiast jednego strażnika owego majątku będą ich tysiące. Dziedzictwo Saida nie zostanie zatem podzielone tak, by jeden uczeń Światła (tur. Nurju) otrzymał w udziale jego tysięczną część, lecz raczej ci spadkobiercy całkowicie staną się młodszym Saidem.
Na przykład, jeśli przyjąć, że owe uczynki, owe aktywa Światła, są tak wielkie jak skarbiec, podział ich może sprawić, że każdy otrzyma dwadzieścia lub sto sztuk złota. Jednakże, a to z powodu wielkiej tajemnicy, oddanie owego majątku przed moją śmiercią sprawi, że każdy, stosownie do swego stopnia, otrzyma całość, zaś wybrany otrzyma nawet milion sztuk złota. W tej tajemnicy zawarta jest inna tajemnica, jednak teraz nie mogę jej objaśnić.
Ów uczeń zapytał ponownie:
"Jak każdy uczeń może poświęcić całe swoje życie i wszystkie wygody, jak ty to uczyniłeś, aby mógł w jednej chwili otrzymać tak wielki dobry uczynek (czy też majątek - uz. red. tur.)?"
Powiedziałem zatem:
In sza'a-llah, poprzez wprowadzenie w życie wielkiej tajemnicy solidarności - poprzez którą trzy litery alif mogą ukazać siłę stu jedenastu -
siła zrodzona przez prawdziwą solidarność wśród wybranych uczniów nie pozostanie w tyle, in sza'a-llah, za moimi wyrzeczeniami, które uważacie za nadzwyczajne.
Należący do wojowników Szkoły Światła z Sav Mehmed Cavus ujrzał zbiór Zulfikar, który dla mnie spisał, w rękach naczelnika policji i powiedział mu:
-To moje, powinien pan zwrócić mi moją własność.
-Podoba mi się ta książka i będę ją czytał przez jakieś dwa tygodnie - odparł naczelnik.
-W porządku, może pan ją zatrzymać - powiedział Mehmed.
Jeśli uznacie to za stosowne, powiedzcie w mym imieniu owemu naczelnikowi oraz oficerowi, który skonfiskował ten zbiór: "Said przesyła pozdrowienie pokoju i mówi, że ów człowiek (tj. Mehmed - uz. red. pol.) spisał to dzieło, ponieważ nie mam ładnego charakteru pisma".
Jako że postrzegam Ispartę, jej ziemię i wszystkich jej mieszkańców jako błogosławionych, uważam jej władze, a w szczególności jej policję, za szczerych przyjaciół. Szczególnie teraz, kiedy za zezwoleniem policji trzech prowincji zostało orzeczone uniewinnienie dokonane przez trzy sądy tych prowincji, a trzy komisje uczonych i rzeczoznawców z uznaniem i poklaskiem orzekły, że odnośnie do utrzymywania porządku publicznego, spraw zarządzania, bezpieczeństwa i obrony przed niemoralnością, która jest obowiązkiem naczelnika policji i jego podkomendnych, poszczególne części Traktatów Światła oraz ich uczniowie skutecznie służą jako duchowi funkcjonariusze przywołujący ludzi nieposłusznych do porządku oraz utrzymują porządek publiczny w sposób daleko wspanialszy od tego, w jaki czynią to pomocnicy gubernatorów. Tamtejsza policja nie powinna zatem traktować Traktatów podejrzliwie, lecz z doskonałym uznaniem, jak czyni to jej naczelnik, ponieważ o traktacie Zulfikar powiedział on: "Jest on piękny, podoba mi się, polubiłem go i będę go czytał". Tak czy inaczej... Czyńcie, cokolwiek uznacie za właściwe.
Poinformujcie również naczelnika policji, że wasz brat Said powiedział: "Jeśli będzie on całkowicie zadowolony, czytając traktat Zulfikar, podaruję mu należącą do mnie kopię tego traktatu, a ponadto wyślę mu w podarunku kopię Laski Mojżesza (tur. Asay-i Musa), która jest innym doniosłym dziełem".
Nikt nie powinien czuć się urażony tym, że jestem całkowicie niezdolny do napisania osobistych odpowiedzi na piękne listy z Denizli i Tavas i nie mam na to czasu. List napisany przez Cakira Yusufa ukazuje jego całkowitą żarliwość, a także fakt, iż w zupełności jest on spadkobiercą Hasana Feyziego.
(...)
Spisywanie - z tak wielkim zapałem - Słowa Pierwszego Traktatów Światła przez błogosławionego, niewinnego, dziewięcioletniego syna naszego brata i wojownika Światła, Re'fet-beja, Hulusiego z Isparty, ukazuje, że jak jedenastoletni błogosławiony Husnu z Safranbolu, tak również ten błogosławiony Husnu jest na drodze do tego, aby stać się młodym wojownikiem spośród niewinnych. Niech Wszechmocny Bóg zachowa go dla Światła i ześle mu sukces, amen! In sza'a-llah, poprawię spisaną przez niego kopię i odeślę ją z powrotem do was.